wtorek, 6 czerwca 2017

Rozdział dwudziesty siódmy: (Nie)ludzkie oczekiwania

Nie mogąc oderwać wzroku od treści najnowszego ogłoszenia wywieszonego przed Wielką Salą, Lara mocno zacisnęła ręce w pięści. Zdawała sobie sprawę, że była prawdopodobnie jedyną osobą w Hogwarcie, której nie podobała się jego treść. Wśród zgromadzonych uczniów słyszała głosy wyrażające pełen entuzjazm wobec pomysłu dyrekcji, tymczasem w jej umyśle co rusz pojawiało się pytanie, dlaczego ktoś taki jak Minerwa McGonagall chciałby się bawić w coś takiego. Wszyscy znali stosunek dyrektorki do niesubordynacji i łamania regulaminu, a Lara mogłaby dać sobie rękę uciąć, że podczas oficjalnie urządzanej imprezy sylwestrowej w Hogwarcie niejeden uczeń poczuje pokusę do „karygodnego zachowania”.
Głośne prychnięcie po prawej stronie Puchonki uświadomiło ją, że myliła się przynajmniej w jednym – nie tylko jej nie podobał się ten pomysł. Rose Weasley, wyprostowana jak struna i blada niczym śmierć, wpatrywała się w ogłoszenie tak intensywnie, jakby chciała spalić je wzrokiem. Jednak w przeciwieństwie do prefekt naczelnej Lara nie widziała problemu ani w regulaminie, ani w łamiących go uczniach; ba, zupełnie jej to nie interesowało. Ona pragnęła jedynie – albo aż – zaznać spokoju w niemal opustoszałym zamku, tak jak robiła to od trzeciej klasy podczas dwutygodniowej przerwy świąteczno-noworocznej.
– Cześć, wpisałaś się? – Usłyszała za sobą głos Oliviera i mimowolnie się uśmiechnęła, odwracając się do niego.
Korzystając z okienka, Lara umówiła się z nim wcześniej na poobiedni spacer po błoniach. Dlatego gotowała się właśnie w wełnianym swetrze założonym pod zimową, puchońską szatę.
– Tak – odparła lakonicznie. – Na obie listy.
– To źle? – zapytał, obdarzając ją uważnym spojrzeniem. – Nie tak chciałaś?
Shirley westchnęła głęboko. Janvier był dobrym obserwatorem, co w zależności od okoliczności uważała albo za jedną z jego najwspanialszych zalet, albo z najpoważniejszych wad.
– Tak, chciałam. Dopóki nie wiedziałam o tym, że w tym roku postanowiono na sylwestra urządzić coś więcej niż dziesięciominutowy pokaz magicznych fajerwerków i że większość uczniów wpisze się z tego powodu na listę noworoczną – odpowiedziała niechętnie, doskonale zdając sobie sprawę, jak kapryśnie brzmią jej słowa. Nie rozumiała natomiast, dlaczego w ogóle zwróciła na to uwagę.
–  Pomysł tej imprezy brzmi ciekawie – odparł ostrożnie Olivier, lecz w jego oczach Lara dostrzegła błysk entuzjazmu.
Nie po raz pierwszy to robił – traktował ją porcelanową lalkę – kiedy się z nią nie zgadzał. Ona zaś nie po raz pierwszy nie wiedziała, czy bardziej ją to denerwuje czy wzrusza. A przecież nie powinnam mieć tego typu dylematów. Nie powinnam pozwolić, aby w ogóle się pojawiły…! Znała życie lepiej niż jej rówieśnicy i choćby dlatego mogłaby od siebie oczekiwać więcej rozsądku oraz realizmu.
– Dla ciebie na pewno – odparła jak najbardziej neutralnym tonem, w duchu błagając, by nie drążył tematu.
– Chodź – powiedział tylko i pociągnął ją lekko za rękaw szaty, uwalniając z tłumu wciąż napływających uczniów.
Znazłszy się po chwili na pustych, przestronnych błoniach, Lara poczuła, że znów może oddychać. Jednak mina jej zrzedła, gdy tylko zerknęła na Oliviera wpatrującego się w nią z wyraźnym oczekiwaniem.
Zwalcza mnie moją własną bronią, pomyślała zdziwiona. Milczeniem.
– Wiesz, że nie lubię imprez – rzuciła krótko, ruszając w kierunku Zakazanego Lasu, a dokładniej ich kryjówki.
Zawsze tam chodzili.
– Bo są na nich ludzie.
– Tak. Upijający się do nieprzytomności, wrzeszczący ludzie – doprecyzowała, a on parsknął cicho w czerwony, gryfoński szalik owinięty szczelnie wokół jego szyi.
– To nie będzie zwykła impreza. Pięćsetlecie Ostatniego Spalenia Czarownicy Na Stosie nie może takie być.
– Pewnie pojawią się jakieś dodatki do upijających się do nieprzytomności, wrzeszczących ludzi, nie będę zaprzeczać – zironizowała Shirley. – A rocznica tego wydarzenia jest bez sensu. Kobiety palono na stosie jeszcze długo potem – dodała w naiwnej nadziei, że chłopak włączy się w dyskusję, porzucając poprzedni temat. Nadal nie potrafiła zrozumieć, kiedy i w jaki sposób stało się jasne, że uwielbia z nim dyskutować; przecież łączyło się to z koniecznością rozmowy.
– Według doniesień nie były to prawdziwe czarownice, tylko niesprawiedliwie oskarżane mugolki – odparł Olivier. – Zresztą czarownice, rzuciwszy odpowiedni czar, traktowały podpalanie jako przednią rozrywkę. To, że kilka z nich zginęło, pozostaje do dziś niewyjaśnioną tajemnicą. Tak przynajmniej powiedziała nam przy obiedzie Rose pomiędzy złorzeczeniami nad, cytuję, „kolejnym, tegorocznym dziwactwem”.
– A później przyszła z powrotem pod tablicę, mając nadzieję, że to jednak nieprawda? – zachichotała Lara, lecz szybko spoważniała i zatrzymała się, oskarżycielsko celując palcem w Oliviera: – Uważasz, że jak to były mugolki, to ich śmierć nie miała znaczenia?
– Oj, nie, wypraszam sobie, wspomniałem o niesprawiedliwości! – zawołał w odpowiedzi Gryfon, nie przestając się uśmiechać. Tego typu przekomarzania stały się od pewnego czasu standardem w ich rozmowach. – A skoro już o tym mowa, nie uważasz, że byłoby bardzo niesprawiedliwie, gdybym dał ci się wykręcić od odpowiedzi?
Shirley skrzywiła się i ponownie ruszyła z miejsca, wbijając wzrok w pokrytą szronem glebę, by nie musieć na niego patrzeć. Natarczywe spojrzenie jego wielkich, błękitnych oczu wcale nie ułatwiało dziewczynie skupienia się.
– Już ci powiedziałam – rzuciła szorstko, pragnąc za wszelką cenę uciąć dyskusję.
Nie odpowiedział; co więcej – nie czuła jego obecności obok siebie, jakby wcale nie zaczął za nią iść. Chcąc nie chcąc, odwróciła się. Stał dokładnie tam, gdzie go zostawiła, i patrzył na zamek.
Jakby mnie tu nie było.
Lara poczuła wyjątkowo nieprzyjemny ucisk w żołądku, a następnie, zupełnie poza kontrolą własnego umysłu, rzuciła:
– Chciałam trochę spokoju. No, może nieco więcej niż trochę, bo dwa tygodnie. A teraz, gdy prawie cała szkoła wróci na imprezę, mogę o tym tylko pomarzyć. Zastanawiam się wręcz, czy nie napisać do rodziców i nie pojechać do nich na sylwestra na Gibraltar…
Shirley urwała nagle przerażona. Nie krzyczała – nigdy nie krzyczała – ale mówiła głośniej i szybciej niż zwykle, a w dodatku zaczęła temat, przed którym tak zaciekle się dotychczas broniła. Nawet jeśli lubiłaby rozmawiać z kimkolwiek innym niż on, nigdy nie wybrałaby na temat konwersacji swojej rodziny.
Chyba powinnam wyrzucić ze słownika słowa nigdy i zawsze, uznała, patrząc ponuro na Oliviera, który w jednej chwili znalazł się naprzeciwko niej, ujął jej ręce w swoje i powiedział:
– Laro, nikt cię do niczego nie zmusi. Nawet jeśli zostaniesz w szkole na całą przerwę, to nie będziesz musiała iść na imprezę, skoro tego nie chcesz. Podejrzewam, że miejsca poza Wielką Salą będą wtedy zupełnie opustoszałe. No, może prócz kilku niezagospodarowanych klas. – Olivier uśmiechnął się półgębkiem, zaś na jego prawym policzku pojawił się niewielki dołeczek, od którego Puchonka nie mogła oderwać wzroku. – A ja będę z tobą, jeśli będziesz chciała.
Na te słowa Shirley poczuła dudniącą w uszach krew. Mięśnie jej nóg napięły się mocno, jakby gotowe do ucieczki, jednak nie potrafiła wyrwać się chłopakowi. I chyba nie chciała… Nie wiedziała, czego chciała. Ostatni raz pozostawała w pełnej gotowości – tak jak teraz – w czasie i miejscu, o którym usilnie pragnęła zapomnieć, a o którym i tak przypominała sobie za każdym razem, gdy musiała patrzeć na swoje niemal w całości pokryte bliznami ciało.
Codziennie dwa razy, rano i wieczorem, do końca życia.
– Lara? Laro, wszystko w porządku? – Usłyszała jak przez mgłę zaniepokojony głos Oliviera.
– Czyli przyjeżdżasz? – wypaliła Shirley, próbując uspokoić przyspieszony oddech.
– Tak, przyjeżdżam – odpowiedział, mocno ściskając dłonie Puchonki.
– Simon i Philippe będą wściekli – próbowała zażartować, ale głos się jej załamał.
– Zrozumieją – odparł jedynie, a ona uśmiechnęła się blado, kiwając głową.
Wiedziała, że to, o co błagała w myślach na początku tego spotkania, zostanie wysłuchane. Olivier nie będzie jej już o nic teraz dopytywał. Tylko dlaczego zamiast ulgi poczuła wyrzuty sumienia? I dlaczego… Dlaczego przez myśl przemknęło jej, że mogłaby mu powiedzieć o wszystkim…?
Zanim pozwoliła tej wizji na dobre się wykrystalizować, uwolniła jedną dłoń z jego, a drugą ręką pociągnęła go za sobą. Chciała jak najszybciej znaleźć się w kryjówce, by opowiedzieć mu o rodzicach.
Cokolwiek, byle nie za dużo.

Coś było nie tak.
Bardzo nie tak.
Nie czuję zmęczenia.
Na tę myśl Rose poderwała się z prędkością światła i niespokojnym wzrokiem rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, niczego jej nie przypominało. Nie było ani dormitorium, ani sypialnią w domu. Najwyraźniej nadal śniła. To wyjaśniałoby, dlaczego nie czuła zmęczenia, w końcu w snach wszystko było możliwe.
Uspokoiwszy się tym wnioskiem, już miała ponownie położyć głowę na ramieniu, gdy jedno spojrzenie rzucone na kawałek blatu służącego jej dotychczas za podkład pod „poduszkę” dobitnie uświadomiło Rose, że to była rzeczywistość. Na stole leżało bowiem haniebnie pogniecione oraz ledwo rozpoczęte wypracowanie z eliksirów, które w trybie natychmiastowym i z nadzwyczaj skutecznym skutkiem przywróciło dziewczynie pamięć. Dzisiaj mijał ostateczny termin oddania prac profesorowi Crowly’emu, a ona jej nie napisała!
Spanikowana zerwała się z krzesła i zaczęła krążyć wokół ogromnego biurka – zawalonego przez nią przerażającą ilością podręczników, piór i pergaminów – o które poprosiła Pokój Życzeń poprzedniego dnia. A raczej nocą, w końcu wieczór spędziła jak zwykle na wertowaniu ksiąg w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy dla Albusa.
Sama myśl o kuzynie sprawiła, że jej biedne, umęczone serce zaczęło bić jeszcze mocniej i bardziej rozpaczliwie. W dodatku w bałaganie panującym na stole nie mogła dostrzec ani różdżki, ani zegarka, który dostała od ciotki Fleur…
– Merde! – wykrzyknęła piskliwie Rose, bezwiednie naśladując Anabelle i jednocześnie zrzucając na podłogę połowę przyniesionych z biblioteki materiałów. Ku własnej rozpaczy nie znalazła w ten sposób ani jednej z poszukiwanych rzeczy. A niestety, niewielkie strzępki intuicji, które jeszcze w niej pozostały, twierdziły, że jest spóźniona.
Cholernie i niewybaczalnie spóźniona.
Weasley zatrzymała się wpół kroku, obserwując drżące dłonie, nad którymi nie mogła zapanować. To, że czuła się wyspana, w niczym nie pomagało, wręcz przeciwnie. Ile musiałabym spać, żeby poczuć się wypoczęta? Pewnie cały, pieprzony dzień, a i wtedy byłoby mało. Więc skoro tak…
Jęknęła przeciągle, nie mając nawet siły, by strofować samą siebie za przekleństwa, które pojawiały się w jej umyśle. Nie było sensu niczego szukać. Brakowało na to czasu! Musiała stawić się chociaż na części lekcji, zachować jakiekolwiek pozory, a przede wszystkim nie łamać jeszcze większej ilości punktów szkolnego regulaminu niż dotychczas! Musiała odzyskać kontrolę, wyjść stąd, ponieważ inaczej mogłaby się poddać i…
Czując zdradzieckie łzy pod powiekami, Weasley zagryzła boleśnie wargi i jeszcze raz rzuciła spojrzenie na pobojowisko, które stworzyła. Pod stołem leżała wielka, brązowa torba, której wcześniej nie zauważyła. Dziewczyna ponownie jęknęła rozdzierająco i podbiegła do zguby, starając skupić się tylko i wyłącznie na działaniu.
Ze środka znaleziska wydobyła nie tylko różdżkę, za pomocą której kilkoma machnięciami usunęła swoje rzeczy ze stołu, ale i zegarek. Jego wskazówki układały się w dziwny sposób. Rose patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, nie będąc w stanie nawet mrugnąć, a potem, krzycząc znacznie gorsze przekleństwo niż francuskie „Merde”, wybiegła z Pokoju Życzeń, omal nie potykając się o własne nogi.
Dwunasta piętnaście. Cztery lekcje minęły, piąta właśnie trwa. I to eliksiry, na które nie zrobiłam pracy domowej! To wszystko brzmiało tak koszmarnie irracjonalnie, że aż uszczypnęła się w ramię, jednak ból, który poczuła, zniszczył jej ostatnie nadzieje.
Biegła coraz szybciej, nie zwracając najmniejszej uwagi na szczegóły otoczenia, za to polegając bezwarunkowo na siedmioletniej znajomości topografii zamku. Próbowała skupić się na takich słowach jak „prawo”, „lewo” czy „prosto”, ale łzy – złości czy smutku, nie miało to znaczenia – wciąż czaiły się w kącikach jej oczu, w każdej chwili gotowe do ataku. Podobnie jak myśli…
Naprawdę żałuję, że nie potrafię czasem wyłączyć myślenia. Podobnie jak tego, że wybrałam Pokój Życzeń! Jedyne miejsce w Hogwarcie, którego nie pokazuje ta cholerna Mapa Huncwotów ani do którego nie może wejść żadna inna osoba, chyba że zażyczy sobie takiego samego pomieszczenia co już w nim przebywająca. Pamiętam te słowa z Historii Hogwartu, w połowie strony po prawej kolumnie, pod jakimś obrazkiem. I po co mi to? Po co mi to wszystko wiedzieć, jak nie mogę nawet…
Myśl Rose urwała się w połowie, ale nie dlatego, że nareszcie udało jej się zapanować nad samą sobą, co ostatnio sprawiało dziewczynie coraz większą trudność, ale dlatego, że wpadła w coś niemal tak twardego jak ściana, ale ruchomego i, sądząc po towarzyszących zderzeniu pojękiwaniach, stuprocentowo żywego.
– Przepraszam! – pisnęła tak głośno, że sama aż się skrzywiła. Nie miała pojęcia, jakim cudem ani ona, ani jej ofiara nie upadły, ale potrzebowała dobrej minuty, aby pozbyć się mroczków przed oczami. Dopiero wtedy zdołała skupić wzrok na osobie, której omal nie stratowała.
Dobrze znanej jej osobie.
Frank Abingale pocierał szybko podbródek, który musiała zaatakować czubkiem głowy, i patrzył na nią uważnie. Weasley poczuła, jak adrenalina, która kierowała nią od chwili pobudki, znikła. A może raczej nie znikła, lecz zamieniła się w napięcie i ssanie w żołądku. Gryfonka nie miała pojęcia, co to mogło oznaczać, i chyba wolała nie wiedzieć, co samo przez się wyglądało na profanację.
Jak można nie chcieć wiedzieć?
– Rose, co się dzieje? – zapytał Ślizgon, łapiąc ją za ramiona. Podniesiony głos wskazywał na to, że jest wytrącony z równowagi, tak samo mocno jak fakt, że zwrócił się do niej po imieniu.
– Ni… nic ta…kie… go – wyjąkała, patrząc na usta chłopaka znajdujące się dokładnie na wysokości jej wzroku. Żołądek Weasley po raz kolejny dał o sobie znać, wydobywając z siebie głośne burknięcie, co uzmysłowiło dziewczynie bezsprzeczną prawdę. – Chyba jestem głodna.
Ale nie musiałam już tego mówić na głos, pomyślała zlękniona, spoglądając Frankowi w oczy. Dopiero teraz uspokoiła się na tyle, że prócz świadomości głodu dotarło do niej, jak karygodnie i nieprofesjonalnie się zachowywała. Opuszczenie lekcji i nieodrobienie po raz pierwszy w życiu pracy domowej było tylko początkiem jej dzisiejszej niesubordynacji!
Jak mogłam tak się mu pokazać? Komukolwiek pokazać?! Nieumyta, nieuczesana, we wczorajszych ciuchach? Jak mogłam nie wstać na lekcje? Zasnąć w PŻ?! NIE NAPISAĆ WYPRACOWANIA?! Co on o mnie pomyśli? Powinnam być wzorem! Jako prefekt naczelna powinnam…!
– Powinnaś to pójść coś zjeść – stwierdził łagodnie Frank, ściskając Rose za coraz mocniej napinające się ramiona.
Dopiero ten gest uświadomił dziewczynie, że Ślizgon wciąż jej nie puścił, i to spostrzeżenie uratowało ją przed ostatecznym wybuchem. Wywołało w niej również całkowicie zrozumiałe przerażenie, jak i irracjonalnie dziwaczną otuchę. Jak mogłam poczuć choć odrobinę spokoju, skoro zaczynam wypowiadać swoje myśli na głos, zupełnie tego nie kontrolując?!
– Nie, nie! Idę na eliksiry. I ty też powinieneś. Chwila, dlaczego ciebie tam nie ma? O co chodzi? – zapytała niemal typowym dla siebie, rzeczowym, lecz wciąż za wysokim tonem.
– Rose, eliksiry skończyły się pół godziny temu – poinformował ją Abingale. – Jest po trzynastej.
– Co? – jęknęła żałośnie, natychmiast patrząc na zegarek. Ewidentnie miał rację, a to ona wcześniej się pomyliła. Przetarła szybko oczy, ponownie czując narastającą panikę. Jeśli mylę się w takich rzeczach po przespaniu ponad dwunastu godzin, co to o mnie świadczy…? – Puść mnie, Frank – warknęła, uświadamiając sobie, że chłopak nie tylko tarasuje korytarz, ale wciąż dotyka jej ramion, o co przecież wcale go nie prosiła. – Daj mi przejść!
– Nie wydaje mi się, że powinnaś zostać sama – stwierdził, lecz posłusznie zabrał ręce.
Mimo to Rose nie ruszyła się z miejsca, jakby nagle jej własne nogi przestały słuchać rozumu. Być może wiązało się to z poważnym szwankowaniem tego drugiego. A być może chodziło o stanowczość czającą się w szarozielonych oczach Abingale’a.
Stanowczość, opanowanie i coś jeszcze, czego nie potrafiła nazwać.
– Jestem głodna – poinformowała go po raz kolejny i zachwiała się lekko, czując się nagle całkowicie wypruta z emocji.
– Wiem. Chodź, idziemy do kuchni – powiedział, łapiąc Rose za ramię, i odwracając się tak, by ruszyć z nią w kierunku schodów prowadzących na dół.
– Nie powinniśmy…
– Dziś jest Dzień Łamania Regulaminu, nie możesz z tym walczyć, taka zasada – powiedział Frank na tyle poważnym tonem, że Krukonka nie potrafiła powstrzymać uśmiechu.
– Jak zasada, to zasada, ich trzeba się trzymać – odparła, zamykając na chwilę oczy. Mogła sobie na to pozwolić, gdyż znajdowali się akurat na schodach transportujących ich w okolice pokoju wspólnego Puchonów, a tym samym hogwarckiej kuchni. – Ale skrzaty mogą być zajęte, skoro i tak trwa teraz obiad! – wykrzyknęła, gdy sobie to uświadomiła.
– Rose, naprawdę? – Frank uniósł brwi, patrząc na nią z powątpiewaniem.
W odpowiedzi Weasley pokręciła tylko głową, poprawiając osuwające się ramię torby. Miała ochotę zrobić to samo z grzywką Abingale’a, niebezpiecznie zbliżającą się do jego prawego oka. Był jednym z nielicznych przedstawicieli płci męskiej, których znała, wyższych od niej prawie o głowę.
Na szczęście, zanim zdążyła zacząć analizowanie własnych, niezrozumiałych i kompletnie niesfornych chęci, schody zaczęły zwalniać, aż ostatecznie zaparkowały. Siódmoklasiści weszli na korytarz prowadzący wprost do kuchni. Rose ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że od dobrych kilku minut nie odczuwała ani natłoku myśli, ani stresu, ani przerażenia.
To było… oczyszczające.
Gdy znaleźli się pod odpowiednim obrazem, Frank połaskotał gruszkę, otwierając tym samym przejście do hogwarckiej kuchni, i bez słowa przepuścił dziewczynę. Rose z zaciekawieniem weszła do środka, rozglądając się wokół. Ostatnio była tutaj z Albusem w trzeciej klasie, kiedy Scorpius był chory, a Potter wymyślił, że muszą przynieść mu kakao, by stanął na nogi. Weasley pamiętała, jak bardzo nie spodobał jej się ten pomysł, szczególnie że było wtedy po ciszy nocnej, ale pełne cichego błagania spojrzenie Malfoya sprawiło, że się ugięła. Czego później, złapana wraz z kuzynem przez profesora Greena, szczerze żałowała. Za nocną eskapadę dostała jeden z trzech szlabanów w szkolnej karierze, przez co nie odzywała się do chłopaków przez cały tydzień. Jedynym plusem tego wszystkiego było to, że nauczyciel nie skonfiskował im kakao i Scor je dostał.
W późniejszych latach, a już szczególnie gdy zostali parą, Rose również zdarzało się łamać dla Malfoya regulamin, ale jej noga nigdy nie stanęła ponownie na terenie kuchni. Ani Scorpius, ani Albus nie dali rady przezwyciężyć uporu Krukonki. Za to teraz Weasley znalazła się w takim stanie, że dała się tutaj wprowadzić Frankowi bez prawie najmniejszych oporów. I w dodatku była zachwycona tym, co widziała.
Szkolne skrzaty uwijały się jak w ukropie. W ich pracy Rose bez trudu dojrzała porządek i perfekcjonizm, czego jej samej tak ostatnio brakowało i za czym niesamowicie tęskniła. Z zachwytem obserwowała, jak niewielkie stworzenia bez najmniejszych problemów współpracują ze sobą, by w ciągły sposób zapewnić uczniom i pracownikom szkoły każdy rodzaj przygotowanego przez nich posiłku.
Kilkanaście skrzatów stało przy kuchenkach i prodiżach, wymachując rękami i mamrocząc coś pod nosami. Wokół ich głów lewitowały przeróżne składniki niezbędne do przygotowania potraw; zarówno samo jedzenie, jak i narzędzia takie jak garnki, chochle czy noże. Kolejna grupa zajmowała się układaniem gotowych dań na półmiski i wazy, natomiast jeszcze inna znajdowała się przy stołach ustawionych dokładnie tak samo jak w Wielkiej Sali i umieszczała dania w tych miejscach, w których puste blaty zaczynały świecić się na czerwono. Pracą całego zespołu koordynowało kilkoro stworzeń wykrzykujących polecenia, co i gdzie jest w danej chwili potrzebne.
Zafascynowana Rose poczuła nagle, jak Frank ponownie dotyka jej ramienia. Drgnęła lekko i spojrzała w dół na skrzata, który nie pracował z innymi. Nie stanowiło to dla niej zaskoczenia, ponieważ z tego, co czytała kiedyś w Zwyczajach i Zasadach Hogwarckich, na porannych poradach stworzenia codziennie wybierały jedno, które zajmowało się danego dnia przyjmowaniem gości w kuchni w trakcie posiłków.
– Uszatek chciałby zapytać, czy panienka życzy sobie coś do jedzenia? – zaskrzeczał skrzat, strzygając uszami.
Rose, niemal pewna, że nie po raz pierwszy zadał jej to pytanie, zaczerwieniła się lekko i odparła:
– Tak, poproszę, Uszatku.
– Czego panienka sobie życzy? Migotka i Popiołek przygotowali dzisiaj swoją popisową pieczeń rzymską z kaczki. Uszatek może również zaproponować…
– Tak! – przerwała mu Rose, czując, jak cudowne zapachy coraz mocniej drażnią jej nozdrza i zwiększają ssanie w żołądku. – To znaczy, chętnie zjem tę pieczeń.
– A pan, proszę pana? – zwrócił się skrzat do Franka.
– Poproszę tylko to pyszne ciasto orzechowe – odparł chłopak, a na zdziwione spojrzenie Weasley odparł: – Jadłem już obiad.
Dziewczyna zmieszała się nieco na tę informację i bezwiednie zaczęła skubać rękaw swojej szaty. Już otwierała usta, by jakoś się do tego odnieść, gdy Uszatek ponownie się odezwał, wskazując na stojący najbliżej stół; jedyny, przy którym nie pracowały skrzaty i który nie miał odpowiednika w Wielkiej Sali:
– Proszę, niech państwo usiądą.
Rose natychmiast spełniła polecenie, a jej śladem poszedł Frank. Zajął miejsce naprzeciwko dziewczyny i wciąż nie spuszczał z niej spojrzenia. Weasley wbiła wzrok w swoje splecione dłonie. Mimo że siedziała twarzą do skrzatów, Abingale zasłonił widok na pomieszczenie i nie mogła już ich obserwować.
– Nie powiedziałaś, co się stało – przypomniał cicho.
Chciała mu powiedzieć, że to nie jego sprawa, ale gdy na niego spojrzała, głos uwiązł jej w gardle. Zainteresował się nią, przyprowadził tutaj; nie potrafiła mu dopiec. I podejrzewała, że w obecnym stanie nie miałaby sił tego zrobić, nawet jeśli naprawdę by tego pragnęła.
Ale z drugiej strony, czy chciała mu się zwierzyć? Dlaczego o to pytał? Nie przyjaźnili się, ba, właściwie niemal go nie znała. Owszem, oboje byli prefektami naczelnymi i chcąc nie chcąc, spędzali ze sobą sporo czasu. Owszem, często z nim rozmawiała, a raczej sprzeczała się, ponieważ uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi.
Choć nie ostatnio. Ostatnio nie rozmawiała za dużo nawet z Eve.
Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze sytuacja z piątej klasy, kiedy Frank zaprosił ją na randkę, o czym zupełnie niespodziewanie sobie przypomniała. To był żart, Rose. Nie pamiętasz, jak cię wkurzyła jego buta?, upomniała samą siebie, a następnie, by nie pogrążyć się w dalszych rozmyślaniach, zarzuciła do tyłu rozpuszczone oraz z pewnością niesamowicie potargane włosy i zanim zdążyła się rozmyślić, odparła szczerze:
– Zaspałam. Zasnęłam w Pokoju Życzeń. Nawet nie chcę myśleć, co powiedział profesor Crowley.
– Nochal był zbyt zajęty karaniem rozgadanych Puchonek, by skupić na tobie większą uwagę. Green za to pytał, co się stało; Eve cię usprawiedliwiła, ale nie wiedziała, gdzie jesteś.
– No to jak mnie usprawiedliwiła?
Zaskoczony Frank zamrugał kilkakrotnie, a potem rozbawiony odparł:
– Nie jemu powiedziała, że nie wie, gdzie jesteś, Rose, tylko mnie.
– Tobie? To znaczy… Och. – Weasley poczuła, jak zdradziecka czerwień pali jej policzki. Na szczęście w tej samej chwili Uszatek przyniósł jedzenie, za co miała ochotę go uściskać.
– Życzę smacznego, proszę państwa – oznajmił skrzat, kłaniając się w pas, a następnie zniknął, nim zdążyli mu podziękować.
Przez chwilę jedli w milczeniu. Rose cudem powstrzymywała się przed odłożeniem sztućców i rozpoczęciem jedzenia za pomocą rąk, tak bardzo była głodna. Po skonsumowaniu mniej więcej połowy ogromnej porcji wreszcie dała radę oderwać spojrzenie od posiłku i zerknęła na wyraźnie rozbawionego Ślizgona.
– No co? – mruknęła. – Byłam głodna.
– Wiem, mówiłaś, a ja widziałem. – Frank spojrzał porozumiewawczo na talerz.
W pierwszym odruchu Weasley poczuła potrzebę sprostowania faktów, lecz machnęła na to ręką. W końcu miał rację, a ten dzień i tak był wystarczająco niecodzienny. Dlaczego więc nie pozwolić sobie na odpuszczenie? Jutro zajmie się wszystkim, jutro wszystko odprostuje, jutro będzie dawną sobą.
Ale dzisiaj jest dzisiaj.
Rose uśmiechnęła się szeroko i zawołała Uszatka, prosząc go o dwie kolejne porcje orzechowego ciasta i ignorując zdziwione spojrzenie Abingale’a. Poinformowała go za to, że prawie takie samo robi jej babcia Molly, co okazało się początkiem dyskusji na temat ulubionych potraw, która następnie objęła najlepsze wakacje, jakie przeżyli, a potem przeszła na rodzinne anegdotki.
A jako że ród Weasleyów był ogromny, Rose miała naprawdę dużo do opowiedzenia. Na tyle dużo, że jej rozmowę z Frankiem przerwała dopiero kilka godzin później zziajana Eve, której spojrzenie – gdyby mogło zabijać – spowodowałoby śmierć ich obojga.

– Anabelle, Anabelle, poczekaj! – krzyczała po francusku jasnowłosa, wysoka dziewczyna, biegnąc za swoją współlokatorką jednym ze szkolnych korytarzy. Nie zwracała najmniejszej uwagi na ciekawskie spojrzenia uczniów, których mijała.
Mimo to Janvier, szukając czegoś zawzięcie w swojej torbie, nie usłyszała Camille, która omal nie wpadła na nią z impetem. Dopiero w ten sposób Roulier zyskała zainteresowanie koleżanki, która spojrzała na nią podejrzliwie i zapytała:
– Co się stało?
– Rodzice się zgodzili! Pozwolili mi i Agnes przyjechać na sylwestra do szkoły!
– To super! – wykrzyknęła podekscytowana Anabelle, odrywając się od torby, i rzuciła się wyższej od niej Camille na szyję.
– Gorzej niż w przedszkolu. – Usłyszały czyjś komentarz, gdy skakały dookoła i piszczały głośno, lecz ledwo to zarejestrowały. Miały zbyt radosne wieści do świętowania.
– Musimy ogarnąć ci strój! – zawołała Anabelle, gdy uspokoiły się na tyle, że przestały tarasować przejście i ruszyły razem w kierunku pokoju wspólnego Puchonów na popołudniowy relaks. – Tylko kiedy?! Do rozpoczęcia przerwy świątecznej zostały niecałe dwa tygodnie, nie będzie już wyjść do Hogsmeade.
– Zawsze można się tam przemknąć. – Wzruszyła ramionami Camille, uśmiechając się porozumiewawczo, a Janvier poczuła ukłucie żalu, gdy przypomniała sobie swój pierwszy wypad do magicznej wioski. Szybko jednak wyrzuciła z myśli Scorpiusa, gdyż Roulier kontynuowała: – Albo mogę pójść na Pokątną po świętach. Agnes też będzie pewnie czegoś szukać.
– Musisz kupić sobie sukienkę o odcieniu butelkowej zieleni. Albo przynajmniej dodatki tego koloru, wspaniale podkreślą twoje oczy – trajkotała Janvier, znalazłszy się niespodziewanie w swoim żywiole. Uwielbiała doradzać innym w kwestii mody, choć miewała problemy z wybraniem stroju dla samej siebie; tym większe, im bardziej zależało jej na efekcie. – Najlepiej za kolana, może być lekko rozkloszowana. Włosy zepnę ci w koka. Albo nie, zrobię ci loki i część włosów puszczę, a część zepnę. Camille, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Janvier rzadko zwracała uwagę na to, czy rozmówca utrzymuje koncentrację na jej wypowiedziach, kiedy dostawała słowotoku, jednak z Roulier było inaczej. Ta dziewczyna mówiła niemal tyle samo co Anabelle, szczególnie na tematy, którymi się interesowała, dlatego często wypowiadały się w jednym momencie. A Camille uwielbiała imprezy i modę chyba jeszcze bardziej niż Francuzka…
Coś było nie tak.
Wystarczyło tylko jedno spojrzenie dookoła, by Janvier odkryła powód milczenia współlokatorki. Mimo że – po doświadczeniach z Beuxbattons – obiecywała sobie nie nawiązywać bliższych znajomości w Hogwarcie, złamała to postanowienie co najmniej dwukrotnie. W żadnym przypadku nie żałowała, nawet jeśli jedna z tych relacji ostatnio przynosiła jej więcej zmartwień niż szczęścia. Po wypadku Albusa Scorpius kompletnie oszalał i nie dawało mu się w żaden sposób przemówić do rozumu; interesował się tylko i wyłącznie mało realnymi teoriami spiskowymi i wynajdywaniem kolejnych potencjalnych sprawców. Natomiast Camille stała się bezsprzecznie najbliższą koleżanką Francuzki w szkole; jeszcze niecały rok temu Anabelle bez namysłu nazwałaby ją kolejną przyjaciółką.
Dlatego Janvier dobrze wiedziała, że Roulier jest beznadziejnie zakochana w swoim byłym chłopaku, Jamesie Potterze, który w tym momencie opierał się o ścianę kilka jardów dalej i wpatrywał się w nią i Camille z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Pomimo bluzki i dość grubej szaty na prawym ramieniu Anabelle poczuła wbijające się boleśnie paznokcie zastygłej w przerażeniu współlokatorki.
Francuzka nie rozumiała do końca zachowania koleżanki – podobnie jak wszyscy uczniowie obie doskonale wiedziały, że James od wypadku Albusa regularnie odwiedza Hogwart. Faktem pozostawało jednak, że do tej pory Camille ani razu nie wpadła na chłopaka bezpośrednio. Anabelle była tego niemal pewna, ponieważ aż za dobrze pamiętała reakcję Roulier sprzed dwóch tygodni, kiedy ta zobaczyła Pottera w tłumie uczniów. I to nawet nie od przodu, a jedynie jego plecy. To właśnie tamtego dnia roztrzęsiona Belgijka opowiedziała jej ich historię, sprawiając, że Janvier nie potrafiła w tej chwili spojrzeć na Jamesa jak na nieznajomego, tylko z wyraźnym grymasem niezadowolenia na twarzy.
Ci Potterowie mają w sobie coś odpychającego. Może dlatego Albus… Anabelle potrząsnęła stanowczo głową, przerażona własnymi myślami. Przecież nikomu źle nie życzyła.
Biorąc się w garść, złapała drżącą dłoń Camille i ścisnęła ją mocno, pragnąc dodać dziewczynie otuchy. Ta rzuciła jej krótkie, pełne wdzięczności spojrzenie, lecz nadal wyglądała na niespokojną. Francuzka chciała zaproponować, by się odwróciły i poszły do dormitorium inną, dłuższą drogą, jednak w tym samym momencie Potter odbił się od ściany i powoli zaczął iść w ich kierunku.
Janvier wysunęła podbródek do przodu, nie spuszczając z chłopaka pełnego niemego wyzwania spojrzenia, natomiast Roulier wbiła wzrok we własne stopy.
– Cześć, Camille. Cześć…
– …Anabelle – powiedziała tak lodowatym tonem, że James zrobił aż krok do tyłu. Mogłaby dać sobie rękę uciąć, że widział, kim była, dlatego tym bardziej nie mogła poczuć do niego choć cienia sympatii.
– Tak – przytaknął zmieszany Potter, przerzucając wzrok na milczącą Camille. W jego spojrzeniu Anabelle dostrzegła coś miękkiego, przypominającego troskę, co według niej nic nie zmieniało. – Hm… Jak tam w szkole? Pewnie nie możecie się doczekać przerwy świątecznej?
– To, czego możemy się doczekać, a czego nie możemy, to nie twój rynek! Biznes, znaczy się – poprawiła się Anabelle szybko, a następnie, ciągnąc Roulier za rękę, zakomunikowała: – Idziemy, nie mamy na to czasu.
Camille nawet nie drgnęła. Ku zdziwieniu Janvier dziewczyna patrzyła na Jamesa, a na jej twarzy widniała cała gama emocji. Dokładnie tak samo wyglądał Potter. Zmieszana Francuzka zatrzymała się w pół kroku, nie wiedząc, co zrobić. Z jednej strony nie chciała, by koleżanka cierpiała jeszcze bardziej, z drugiej nie potrafiła jej ot tak odciągnąć. A przede wszystkim czuła się niezręcznie. Jak intruz. Intruz, który nie mógł zniknąć, ponieważ Camille trzymała ją za rękę tak mocno, że nie mogła tego zignorować.
– W szkole jest wspaniale – szepnęła Roulier, lecz brzmiało to wyraźniej niż niejeden krzyk. – A przynajmniej było, dopóki nie zacząłeś się tutaj znowu pojawiać. Tak, teraz możemy iść, Anabelle.
– Ach… No… Jasne – wydukała Janvier z trudem. Po raz pierwszy dostrzegła wyraźne podobieństwo współlokatorki do jej młodszej siostry Agnes, Ślizgonki z krwi i kości.
Potter musiał znać tę twarz Camille, ponieważ jego oblicze nie wyrażało nawet odrobiny zaskoczenia, natomiast sporą ilość smutku. Tak jak Roulier, Anabelle postanowiła to zignorować.
Nie czekając na reakcję Jamesa, dziewczyny minęły go bez słowa i odeszły. Były Gryfon odwrócił się za nimi i patrzył na długie włosy Belgijki, dopóki obie nie zniknęły mu z pola widzenia. Wtedy westchnął przeciągle i wbił ręce w kieszenie.
Duma, którą poczuł wobec siebie, gdy odważył się podejść do Camille, wyparowała wraz z jej odejściem. Ale czego innego mógł się spodziewać? Nie miał prawa niczego od niej wymagać; nie po tym, jak ją potraktował.
I tak była dla niego wyrozumiała.
Przestępując z nogi na nogę, James bezwiednie targał nieuczesane włosy. Był spóźniony na spotkanie z Rose, lecz nie zamierzał się tym przejmować; wiedział, że kuzynka mu nagada, a dziesięć minut w tę czy w tamtą nic nie zmieni.
Zastanawiał się za to, dlaczego czuł się aż tak parszywie. Od początku wiedział, że postąpił wobec Camille nie w porządku, ale wtedy mu to nie przeszkadzało. Nie po raz pierwszy zachował się w taki sposób wobec płci przeciwnej. Wyrzuty sumienia narastały powoli, lecz nieubłaganie i ostatnio stawały się tak duże, że nie potrafił ich uciszyć. Być może wiązało się to z tym, że podczas trzech miesięcy na kursie aurorskim widział rzeczy, których wolałby nigdy nie zobaczyć, a być może chodziło o Albusa. Faktem pozostawało, że nie miał ani ochoty, ani czasu na chodzenie na imprezy, picie czy przelotne znajomości. Jego koledzy zgodnie stwierdzili, że musiał uderzyć się w głowę, co mu się nie spodobało.
Ostatnio w ogóle nie podobały mu się jakiekolwiek żarty z wypadków.
Stracił zainteresowanie wieloma rzeczami i czynnościami, ale nie nią. Jedno spojrzenie na Camille przywołało wszystkie związane z nią wspomnienia. Z nią i z nim. Z nimi. Widział ją już kilka dni temu, wśród tłumu uczniów kłębiących się w holu przed Wielką Salą, ale znikła tak szybko, że nawet nie zobaczył jej twarzy.
I już wtedy poczuł się źle.
Ale nie parszywie, jak teraz. Nie jak skończony dupek.
– Powinieneś z nią porozmawiać w cztery oczy.
Świetnie, teraz na dodatek słyszę głosy, jęknął w myślach, a następnie odwrócił się gwałtownie. Ku swojej ogromnej uldze jego oczom ukazała się średniego wzrostu blondynka o niebieskich oczach, która kogoś mu przypominała, jednak nie mógł sobie przypomnieć kogo.
– Hm… Może… Tak… Przepraszam, ale kim…?
– Helena Smith – odparła dziewczyna, uśmiechając się łagodnie. Nie wyglądała na urażoną, a bijący od niej spokój spowodował, że James odwzajemnił uśmiech.
– Jesteś dziewczyną Hugona.
– Tak. – Blade policzki Gryfonki zaczerwieniły się nieznacznie.
– Zawsze powtarzałem, że ten dzieciak jest w czepku urodzony. Już jako sześciolatek za każdym razem wygrywał zakłady dotyczące wyścigów na miotłach naszych starszych kuzynów.
– W czepku urodzony? – Helena zaśmiała się perliście. – Jestem pewna, że powiedziałby coś zupełnie innego.
– Taaa, pewnie o swoim wrodzonym o pechu – przytaknął James. – Co z tego, że potrafi się wywalić na prostej drodze, skoro za chwilę to właśnie on dostaje od babci Molly podwójną porcję budyniu czekoladowego? I to nie tylko dlatego, że jest jej ulubieńcem, ale dlatego, że tak wylosował. Zawsze mamy losy na budyń – uściślił, widząc zdziwione spojrzenie Heleny. – Jak spróbujesz, to zobaczysz dlaczego.
– Budyń babci jest rekompensatą za mojego pecha. Musi być jakakolwiek sprawiedliwość na tym świecie – oznajmił Hugo, który pojawił się obok nich niespodziewanie i od razu złapał Smith za rękę. – Choć w takim razie teraz pewnie nie wylosuję już nawet pojedynczej porcji.
Na te słowa Helena uśmiechnęła się, czerwieniąc się nieznacznie, natomiast James poczuł dziwną irytację. Dzieciaki, prychnął w myślach. I tak nie mam czasu tu stać!
– Idę do Rose – powiedział, patrząc w głąb korytarza. – Już się spóźniłem.
– Powodzenia – życzył mu Hugo, a Smith zachichotała pod nosem.
Odwrócony już James zatrzymał się na ten dźwięk w pół kroku. Nie po raz pierwszy słyszał ten dźwięk…
Olśnienie spłynęło na niego jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, co było wyjątkowo znamienne jak na warunki hogwarckie. Teraz już wiedział, skąd kojarzył Helenę oraz dlaczego Lily tak dziwnie zareagowała podczas ich ostatniej kłótni, kiedy dał jej do zrozumienia, że nie wie, kim jest blondynka.
Teraz niestety sobie przypomniał. Uświadomił sobie, że to właśnie ona była rzeczoną przyjaciółką jego siostry, o której wspominał mu nie tak dawno Ted…
– No nie mów, że ona jest normalna – skomentował Eddie, patrząc za szybko oddalającą się, rudowłosą dziewczynką. – Ja wiem, że to twoja siostra, ale rodziny się nie wybiera, więc nie przejmuj się, że to wariatka.
– Zamknij się, Frawn – odburknął James, targając zamaszyście swoje brązowe włosy. – Znam o wiele więcej wariatów w tej szkole.
– Z nami na czele – zgodził się z nim przyjaciel, wyrzucając do góry ręce w teatralnym geście.
Potter wywrócił na to oczami i sięgnął do prawej kieszeni spodni, wyciągając z niej kilka cukierków.
– Masz, dobrze ci zrobią.
Zamykajki ze sklepu twojego wujka? Dobrze wiesz, że nie dam się na to nabrać, frajerze.
– Zawsze można mieć nadzieję. Ogarnij lepiej dupę, bo twoja ukochana tu idzie.
– Co? – krzyknął Eddie, zeskakując z parapetu, na którym przed chwilą praktycznie leżał, i rozglądając się nerwowo dookoła.
Z tego samego korytarza, w którym przed chwilą zniknęła Lily, szła ścięta na pazia, niska blondynka, stukając rytmicznie butami na wysokich koturnach.
– Potter, Frawn, co wy znowu wyprawiacie? – warknęła, gdy do nich doszła.
– Nic takiego, Griffen – odpowiedział James, uśmiechając się złośliwie, i wskoczył na zwolniony przez Frawna parapet. – Jesteśmy sobie na korytarzu w trakcie przerwy od zajęć. Z tego, co wiem, jeszcze nikt tego nie zakazał.
– Wam powinni – stwierdziła lodowato Ive, poprawiając krukoński szalik owinięty wokół szyi. – Nie wiem, co nagadaliście Lily, że płakała, gdy ją mijałam, ale myślałam, Potter, że przynajmniej swoją rodziną choć trochę się interesujesz, skoro tak się chwalisz własnym ojcem.
– Ej, Griffen, bez takich – odezwał się Eddie, nerwowo patrząc to na Ive, to na Jamesa. Nie uśmiechało mu się wybieranie między lojalnością wobec przyjaciela a Już-Niedługo-Obecnej-Dziewczyny. Musiał ją tylko do tego przekonać; kwestia czasu.
– Ej, Frawn, a może z takimi? – zironizowała Krukonka, gromiąc go spojrzeniem.
– McGonagall chyba musiała zgubić okulary, jak wybierała prefektów na naszym roczniku. Niby taka jesteś porządna, niby taka prawa, a równie z ciebie spore ziółko co z nas – skomentował James, bekając głośno.
Eddie zaśmiał się, lecz pod wpływem spojrzenia Ive postanowił przerobić to niezbyt udany napad kaszlu.
– Myślałam, że Huncowotom Dwa nikt nie jest w stanie dorównać – odparowała Griffen. – Oprócz pierwowzoru. A zdawałoby się, że powinniście być we wszystkim najlepsi. Prócz zachowywania się jak ludzie, oczywiście.
– Słuchaj, panno mądralińska. – Czując narastającą irytację, James zeskoczył z parapetu i stanął tak blisko niej, że czuł jej oddech na twarzy. – Możesz sobie gadać, co chcesz, ale wara od mojej siostry. Może i jest wkurwiająco natrętna, ale tobie nic do tego! A ty, Frawn, nie będziesz już jej nic mówić, zrozumiano? To moja sprawa, jak sobie z nią radzę. Spieprzam stąd. I ogarnij dupę – rzucił po raz drugi na odchodnym.
Widząc przerażone spojrzenie Eddiego, Potter wiedział, że jego przyjaciel zrozumiał aluzję.
Cóż, James nigdy nie należał do cierpliwych osób. Nienawidził takich lasek jak Ive, ale jeśli ten idiota się w niej zabujał, to niech ma chociaż jaja, żeby wreszcie ją gdzieś zaprosić. Albo coś, co się robi, jak się ktoś ci się podoba nie tylko fizycznie. Sam nie miał takich problemów; dziewczyny same do niego lgnęły, zupełnie jak pszczoły do miodu. A on nie oponował. 
Były zabawne, a Potter lubił zabawę.
Chłopak ponownie sięgnął do kieszeni, wyciągając mugolskie papierosy, i krótkim machnięciem różdżki podpalił jednego z nich. Pokazał środkowy palec gościowi na jakimś brzydkim obrazie, który zaczął na niego pomstować, i zaciągnął się głęboko. Właściwie to tego nie lubił, zdecydowanie wolał Magiczne Zioło, które jemu i Eddiemu pokazali niedawno siódmoklasiści, ale żeby je zdobyć, trzeba było sporo zapłacić. Szlugi były o wiele łatwiej dostępne, a większość lasek miała dziwne upodobanie do niegrzecznych chłopców z papierosem w ustach.
Albus chyba myślał podobnie, a przynajmniej dopóki James nie przyłapał go na podpalaniu wraz z tym pojebem, Malfoyem, w jednym z kibli na trzecim piętrze i, mówiąc delikatnie, wybił mu głupoty z tego ciemnego łba. Dzieciak ledwo skończył czternaście lat, będzie sobie jeszcze jarał. Kiedyś.
Gryfon skutecznie ignorował fakt, że był starszy od Albusa jedynie o rok i cztery miesiące.
Przechodząc obok okna, spojrzał na majaczące w oddali drzewa i momentalnie pomyślał o ukochanym quidditchu. Z trudem powstrzymywał się od wyrzucenia niedopalonego papierosa za okno. W końcu to nie poprawiało kondycji, ale musiał dbać o wizerunek.
– A tam, wszystko jedno – mruknął i przycisnął peta do ściany, drugą ręką po raz kolejny targając brązowe włosy.
W tym samym momencie usłyszał z tyłu dziwny chichot. Odwrócił się gwałtownie, a jego oczom ukazała się jakaś małolata. Wyglądała całkiem… słodko, jakby to powiedziała Olivia, jego kumpela z Hufflepuffu, a jednocześnie jedyna dziewczyna, którą traktował jak chłopaka. Jaśniutkie włosy miała zaplecione w dwa, długie warkoczyki, a niebieskie, ogromne oczy wpatrywały się w niego z fascynacją.
James poczuł się niezręcznie. Rozumiał, że laski szaleją na jego punkcie, ale dziecko… To nie było normalne. Ona nie wyglądała nawet na jedenaście lat!
– Zgubiłaś się, mała? – zapytał, przerywając niezręczną ciszę.
W odpowiedzi dziewczynka pokręciła głową, nadal wpatrując się w niego jak w obrazek.
– Poczekaj, ja cię chyba kojarzę. Jesteś Gryfonką, nie? – zawołał po chwili wyjątkowo dumny z siebie. Rose, jego denerwująca kuzynka, zarzuciła mu niedawno, że nie dostrzega niczego, co go nie interesuje. Nie rozumiał, dlaczego niby miałby tak robić, to byłoby nielogiczne. Choć teraz akurat uczynił w ten sposób i nawet nie poczuł się specjalnie wkurzony.
Dziewczynka pokiwała ochoczo głową, nadal nic nie mówiąc. Nie odpowiedziała również na kolejne jego pytania – o imię czy miejsce, do którego zmierzała. James, cudem powstrzymując się od przekleństwa i wywrócenia oczami, zaproponował:
– Chodź, odprowadzę cię do wieży.
Po drodze nie odzywali się do siebie. Dla Pottera było to tak nienaturalne, że nie wiedział, jak się zachować. Dlatego w końcu zaczął opowiadać małolacie o różnych, mniej znanych przejściach w zamku. Na to dziewczynka wreszcie się odezwała i drżącym głosem poinformowała go, że chodzi do drugiej klasy, co zbiło chłopaka z tropu. Czy był aż tak nieuważny?
Na szczęście chwilę potem znaleźli się pod portretem Grubej Damy. Zanim blondyneczka weszła do środka, popatrzyła na niego z tak ogromnym uśmiechem na twarzy, że poczuł się zażenowany. To było dla niego tak nienaturalne uczucie, że nawet nie wiedział, czy dobrze je nazwał. Dla przykładu nigdy nie czuł się głupio, gdy po raz dostawał szlaban, a zarobił ich na swoim koncie pewnie z tysiąc. Właściwie uwielbiał te chwile, ponieważ potwierdzały, że żarty Huncowotów Dwa są dobre. Każdy wiedział, że nauczyciele nie znali się na zabawie.
Kilka dni później, gdy James zdążył już dawno zapomnieć o nieśmiałej drugoklasistce, Lily urządziła mu awanturę. Jak zwykle wybrała po prostu idealny moment. Wraz z przyjaciółmi siedział na błoniach, korzystając z wciąż znośnej, ale coraz bardziej kapryśnej, jesiennej pogody, i po raz kolejny omawiał pierwszą próbę Eddiego zaproszenia Griffen na randkę. Tak jak się spodziewał, odpowiedź Ive okazała się odmowna i została okraszona wieloma mało chwalebnymi epitetami. Potter nie rozumiał, dlaczego Frawn aż tak się wkurzał, gdy mu to przypominał. Przecież nie mógł na serio zabujać się w tej chorej na głowę Krukonce?
Oni nie bujali się w dziewczynach, taka była jedna z Żelaznych Zasad Huncwotów Dwa. Każdy wiedział, że to coś takiego mogłoby stać się problematyczne dla ich przyjaźni. James nie był w stanie uwierzyć, że Eddie naprawdę tego nie rozumiał, i wolał nie dopuszczać do siebie tak strasznego scenariusza.
W chwili, gdy – idealnie naśladując sposób mówienia Ive – Potter po raz kolejny odgrywał scenę, której nie widział, jak zwykle niespodziewanie pojawiła się Lily. Wściekle czerwona na twarzy rzuciła się na niego, krzycząc coś kompletnie niezrozumiałego. Olivia odciągnęła ją od niego. Dopiero wtedy udało się zrozumieć cokolwiek z tego, co wrzeszczała jego kochana, młodsza siostrzyczka:
– Myślisz, że to zabawne?! We wszystko się wpieprzać? Nie masz swoich przyjaciół, że musisz zabierać mi moich?
James nic z tego nie rozumiał i nawet nie chciało mu się próbować. Mała niesamowicie go denerwowała. Nawet nie usiłowała pojąć, że James nie był, nie jest i nie będzie jej niańką. Gdy zaczęła naukę w Hogwarcie, oprowadził ją po szkole, dał wskazówki związane z poszczególnymi przedmiotami oraz opowiedział co nieco o nauczycielach. Dlaczego nie mogła wreszcie zacząć sobie radzić sama? W tamtym roku może miał na nią więcej czasu, ale teraz wszystko się zmieniło! Był starszy i miał na głowie ważniejsze sprawy. Po co komplikowała mu życie? Potter cenił sobie prostotę. Dlatego właśnie w odpowiedzi powiedział jej całą prawdę: że ma własnych przyjaciół, którzy właśnie ich obserwują, oraz że powinna wreszcie zająć się sobą, a tym samym odwalić od niego.
I tak był miły. Nie przeklął na nią, nie wyśmiał, nie poszedł sobie. To ona odeszła, ale co niby miał zrobić? Gdyby naprawdę jej coś dolegało, nie zawahałby się nawet chwili, by pomóc. Była jego siostrą, a on interesował się swoją rodziną wbrew temu, co pieprzyła Griffen.
Nie interesował się za to kompletnie niezrozumiałymi cyrkami, które Lily odstawiała na oczach jego paczki…
James musiał mrugnąć kilkanaście razy, nim jego wzrok przyzwyczaił się do widoku hogwarckiego korytarza, który nagle wydał mu się wyjątkowo nieprzyjemny. Być może wiązało się to z panującą ciszą, być może z coraz mniejszą ilością światła wpadającą przez stare okna, a być może z wyjątkowo parszywym nastrojem, który niespodziewanie nim zawładnął. Chłopak nie miał w zwyczaju rozpamiętywać przeszłości – nie wiedział tylko, czy bardziej chodziło o wrodzony brak takiej potrzeby czy o to, co ta przeszłość w sobie skrywała.
– Potter, co ty tu robisz?! Lepiej mi dobrze wytłumacz, dlaczego WCIĄŻ nie ma cię w bibliotece, a ja muszę latać za tobą po całym zamku?
Rose Weasley, niczym ognisty demon, zbliżała się do niego w zastraszającym tempie. James zdążył tylko przełknąć ślinę, zanim kuzynka stanęła tuż przed nim, krzyżując ręce i wpatrując się w niego z pełnym wściekłości oczekiwaniem.
Najwyraźniej postanowiła być na tyle łaskawa, że dawała mu możliwość wypowiedzenia na głos ostatniego życzenia, nim ostatecznie zakończy jego żywot. Zaczerpnął więc głęboko powietrza i zapytał:
– Czy Lily przyjaźniła się kiedyś z Heleną Smith?
Pełne zaskoczenia spojrzenie Rose, które otrzymał w odpowiedzi, paradoksalnie nie poprawiło mu humoru. Wręcz przeciwnie; spowodowało, że siła ucisku w jego żołądku tylko się zwiększyła.

***

Nie wytrzmałam ani do ósmego, ani do dziewiątego... Oto najdłuższy rozdział w historii, mam nadzieję, że się Wam spodoba. Kolejny dodam w pierwszej połowie lipca, zacznę do pisać dopiero pod koniec czerwca.
Jestem ciekawa... najpierw chciałam napisać, co myślicie o Jamesie, ale właściwie to jestem ciekawa Waszych przemyśleń wobec wszystkich fragmentów. Powrót do Lily nastąpi w następnym poście. No i muszę chyba zacząć uchylać bardziej rąbka tajemnicy co do sprawy Albusa, szczególnie że tutaj właściwie nic na ten temat nie było. Eh, a chciałabym to trzymać w sekrecie jeszcze dłużej ;p.
Jeśli chodzi o powiadomienia, postaram się to zrobić w czwartek, a jeśli nie, to w przyszłym tygodniu. Jestem w trakcie sesji, a ta notka pojawia się tylko dlatego, że napisałam ją dobrze ponad miesiąc temu.

35 komentarzy:

  1. Huhu, niezły gigagnt :D Na samym początku myślałam, że sobie ten rozdzialik rozbiję na dwie części, ale potem wciągnęłam się tak bardzo, że prawie nie zauważyłam, kiedy nastał koniec XD

    Czyli jednak Lara nie zazna długo oczekiwanego spokoju na święta. Biorąc pod uwagę jej nieśmiałą naturę, nie dziwię się, że nie uśmiecha jej się prespektywa imprezy z głośnymi, pijanymi uczniami. Chociaż kto wie, może Olivier ją tam na chwilę zaciągnue i dziewczyna się nieco otworzy?... W sensie nie że od razu przyłączy się do przyjęcia, ale przydałoby jej się kilka fajnych przyjaciół ;P (choć znając Larę i jej sytuację, to pewnie graniczy z niemożliwością. Ale co ja poradzę ja, lubię kibicować moim ulubionym bohaterom!). Mam nadzieję, że Olivier kiedyś jednak się dowie o jej... chorobie. Niech nie przeżywa tego wszystkiego sama, to katorga!
    ... To kiedy świętujemy Pięćsetlecie Ostatniego Spalenia Czarownicy na Stosie? *przygotowuje szampana*. Będzie... ogniście!

    Hahaha, komuś tu się nieeeeźle zaspało, co? *spogląda na Rose z uniesionymi brwiami* XD Wiem, że pewnie to była dla niej dramatyczna sytuacja, ale tak bardzo przypomniała mi mnie - jak kiedyś obudziłam się o dwunastej po południu z myślą, że jest szósta rano i zaczęłam zbierać się do szkoły, a potem spojrzałam na zegarek (za dobrze się to nie skończyło...) - że po prostu wybuchnęłam śmiechem :DDD Dobrze, że natrafiła na Franka, bo myślę, że by się tym załamała. A tak to to, można powiedzieć, mieli coś na kształt wspólnego romantycznego obiadu ;P (Chmm... Cond, czyżbyś szykowała dla nas jakiś kolejny romansik?).

    A co do Jamesa... Czuję do niego najmniejszą sympatię, szczerze mówiąc. Szczególnie w swoim wspomnieniu gościu był dla mnie nie do przejścia. Przez cały czas taki nadęty, wredny i... stereotypowy. Taki typowy przystojniak, co to się zachłysnął popularnością i jest doskonale świadomy, że działa na kobiety jak lep na muchy. Nawet jeśli poczuł skruchę w stosunku do swojej byłej dziewczyny, to jednak wciąż za nim nie przepadam.

    No to czekam na kolejny rozdzialik ;D ~ Kräva (pierwsza!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lara faktycznie nie zazna spokoju... tzn.na same swieta pewnie tak, ale potem juz nie ^^ niemniej obecność Oliviera pewnie jej zrekompensuje niedogodności ;) No a jej tajemnicy jakoś musicie sie dowiedziec, wiec bedzie musiała komuś powiedzieć :D natomiast co do innych przyjaciół... od dawna mam pomysł, kogo uczynić jej przyjaciółka, ale nie wiem, jak to ostatecznie wyjdzie.
      Rose... ja nigdy az czegos takiego nie miałam :p nie o tyle godzin :D chyva wpadłabym w lekka panikę-zalezaloby od ważności zajec pewnie ;).o romansikach milczę jak zaklęta.
      Mogłam sie spodziewać takich opinii na temat Jamesa i biorę je na klatę, choc sama go lubię :p moze dlatego, ze wiecej wirm ;p nie wiem ;p

      Usuń
  2. Cześć! Doczekałam się :) Jeżeli przy okazji następnego rozdziału też miałabyś problem z cierpliwością, to jak dla mnie możesz go dodać już teraz xD
    Impreza sylwestrowa w połączeniu z ciekawą rocznicą brzmi bardzo interesująco, a piszę to ja, osoba przejawiająca tendencje socjopatyczne. W tym przypadku daleko mi do uroczego "dzikusostwa" Lary.
    Ej, niech Lara nie zakochuje się w Olivierze, bo on jest przeznaczony Lily. Koniec kropka.
    Idea wykorzystania Pokoju Życzeń do odrabiania pracy domowej poważnie mnie przeraziła xD Nie no, nigdy bym na to nie wpadła. W książkach Pokój Życzeń zwykle służył nielegalnym celom (w fanfikach z kolei niemal wyłącznie towarzyskim), a tu takie niewinne życzenie... Wujek Harry by to potępił.
    Wydaje mi się, że informacji o Pokoju Życzeń nie mogło być w tak ogólnodostępnym miejscu jak Historia Hogwartu, w końcu każdy, nawet Dumbledore, myślał, że tylko on o nim wie. To by popsuło tę aurę tajemniczości ;) No chyba że od czasów Harry'ego coś zmieniło się w tej kwestii (i uczniowie odrabiają w nim prace domowe!)
    Taka sponiewierana, kompletnie wyprowadzona z równowagi Rose z tym swoim "jestem głodna" i opiekuńczym Frankiem u boku to naprawdę przyjemny widok dla wyobraźni :) Stężenie słodyczy i męskiej troskliwości w stosunku do rozdygotanych dam w tym rozdziale zaczyna niebezpiecznie rosnąć, ale akurat w przypadku Rose i Franka mogłoby sobie rosnąć dalej :D
    Wspomnienia Jamesa bardzo mi się podobały. Idealnie udało Ci się przedstawić niedojrzałego, aroganckiego chłopaka, który już czuje się wielce dorosły, a tylko do tego stopnia, który mu odpowiada. Jego historia jest jakby na uboczu, ale jej lekkość sprawia, że o niej także chętnie bym poczytała :)
    Nie rozumiem natomiast, o co chodzi z Heleną, skąd te nerwy? Czy James podejrzewa, że jest zamieszana w tę aferę z Albusem, czy może raczej nadal rozpamiętuje swoje relacje z siostrą? Nie wiem co się dzieje, ale to nawet dobrze, bo czuję niejasny niepokój haha :D
    W rozdziale nie działo się zbyt wiele, wręcz przeciwnie, jeśli by zrobić spis wydarzeń, to wyszłoby bardzo skromnie, ale za to mogliśmy przyglądać się jak wyglądają i jak zmieniają się relacje między bohaterami, a to było ciekawe. Ponadto szykuje się nam huczny Sylwester, więc możemy spodziewać się wszystkiego (mam nadzieję, że Lara pójdzie wcześnie spać, a Olivier na dobre weźmie się na romansowanie z Lily - nie rozwiewaj moich marzeń!) Wiadomo, że jak nasi młodociani z ich rozbuchanymi hormonami, a także niebagatelnym dodatkiem alkoholu, który za pewno jakoś trafi do zamku, zostaną stłoczeni w jednym miejscu, to będzie się działo. Co mnie trochę martwi, w końcu w zamku wciąż przebywa bardzo niebezpieczna i sprytna osoba...
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za koemntarz :* niestety następny rozdział nie jest gotowy nawet w najmniejszym stopniu, więc nie powinam mieć tgo problemu xD
      Taaak, impreza sylwestrowa ma być wydarzeniem, nie powiem że nie, ale zanim do niej dojdziemy, to mam w planach wiele innych wątków xD
      Hah, doszłam do wniosku, że Pokoj Zyczeń może zosta użyty do wszystkiego.... w zależnosci od uczenia, a Rose na pewno mogłaby wpaść na coś takiego xD nie sądżę, by inni uczniowie mieli takie pomysły, a przynajmniej nie większość z nic xD wujek Harry raczej byłby zdziwiony xD
      Haha, no właściwie nie mogę zaprzeczyć, trochę sporo tej słodyczy&troskliwości xDxD każdemu czytelnikowi się podoba to w innym stopniu, w zalężności od sympatii :D
      Hah, taaak, choc nie wiem, taki własnie był James xDxD Potter sam nie wie,czemu aż tak sie przejął Heleną, po prostu spadło to na niego ot tak, i pyta Rose, skoro ma okazję :D a co będzie dalej...? xD
      Hm, właściwie racja, nie działo się za wiele, ale pociągnęłam dalej pewne relacje, na czym mi zalezało xD cóz, Lara nie pójdzie na tym Sylwestrze wcześniej spać, myślę, że tyle moge powiedziec :D A sprytna i niebezpieczna osoba będzie działać dalej xD

      Usuń
  3. Strasznie długo musiałam się mentalnie zachęcać do napisania tego komentarza - pogruchotałam sobie palce w prawej dłoni i wszystko muszę klikać lewą, w tempie staszej pani, która po raz pierwszy dtyka klawiatury :D Więc cieżko mi sie zabrać do napisania czegokolwiek (nawiasem mówiąc, życz mi powodzenia w pisaniu rozdziałów xd), no ale muszę sie podzielić przemyśleniami, póki mam je w głowie :D
    Odkad Olivier skomplementował jak Lily pięknie (przepraszam, Oli! Chciałam powiedzieć "świetnie" xd) mówi po francusku, wyczekuję z niecierpliwością rozwinięcia dla tej pary, dlatego juz się tak nie ekscytuję interakcjami Oliviera z jaąkolwiek inną dziewczyną :D Lara jest fajną postacią, ale zostawmy ich na poziomie przyjaźni :d Zwłaszcza, że ona sama zauważa, ze traktuje ja jak porcelanową lalkę, kiedy sie z nią nie zgadza - toż to nie tak powinno być! założe się, że gdyby nie zgadzał się w czymś z Lily, wyniknęłoby z tego cos znacznie ciekawszego :D Chociaż widać, ze w Larze cos zdecydowanie zaczyna się odblokowywać. No i mają wspólna kryjówkę... coś się kręci xd Mam nadzieję, że niedługo mu zaufa na tyle, zeby uchlilić jemu i nam wszystkim kawaleczka swoich tajemnic
    Pomysł z rocznicą Pięćsetlecia Ostatniego Spalenia Czarownicy Na Stosie jest po prostu fenomenalny! Nie mam pojecia jak na to wpadłaś, normalnie się widuje tylko rocznice związane z wojną, Voldemortem i tak dalej, więc to zdecydowanie wyjście poza schemat.
    Początek fragmentu z Rose mnie rozwalił - nie czuje zmęczenia, więc coś jest nie tak. Ona naprawdę powinna nieco zmniejszyc obroty, bo to jest niepokojące, że najwyraźniej jest permanentnie zmęczona. Widomo, ze trzeba pomóc Albusowi, a na to potrzeba jej dużo energii, ale może w świetle obecnych wydarzeń powinna odpuścić trochę z nauką? Biedna Rosie. I ten chaos później, jak próbowała ogarnąć sytuację - świetnie to napisałaś, poczulam sie jakbym sama się tam z nią miotała xd
    + "Jak można nie chcieć wiedzieć?" - sto procent Rose w Rose <3
    I ten opiekuńczy Frank! Jak dobrze że się pojawil i pomógł naszej sierotce choc trochę się ogarnąć. Uwielbiam ich coraz bardziej i wgl Scorpius who?
    Tylko raz w życiu mi sie zdarzyło zaspać tyle godzin, po okresie większego wycieńczenia, choć dla mnie to, co mnie ominęło nie było aż tak ważne, jak dla Rose lekcje :D Więc i tak nie mogę calkowicie zrozumieć jej sytuacji xd
    Cieszę sie, że Rose trochę odsapnęła i ze Frank był tą osobą, która przekonała ja, by znów złamała regulamin w ten konkretny sposób - zakradając się do kuchni ;)
    Podobało mi się też to wtrącenie o "Zwyczajach i Zasadach Hogwarckich", że skrzaty wybierajac jednego do przyjmowania gości, naprawdę super pomysł. Niby uczniom nie wolno wchodzić do kuchni, więc teoretycznie nie byłoby tych gości zbyt wielu, ale najwyraźniej skrzary znają życie, i dostosowują się bardziej to tego co znają, niż do reguaminu :D
    I lubię jak Frank i Rose ze sobą rozmawiają, ale tutaj to już była cuteness overload. Frank taki spokojny, troszke chyba rozbawiony i jakis taki... cierpliwy D A Rose cała zmieszana i gubiąca sie we własnych slwoach, nie zawsze łapiąca za pierwszym razem xd
    Strasznie mnie odrzuciło od Anabelle, jak pomyślała, że Potterowie maja w sobie cos odpychajacego. Jak mogłaś tak pomyśleć o moim ukochanym, ty francuska gąsko? Echh, ale wiesz, ze moje odczucia do niej skaczą z jednej skrajności w drugą xd Bo z koeli przy tym: To, czego możemy się doczekać, a czego nie możemy, to nie twój rynek! Biznes, znaczy się" - myślałam, ze sie popłaczę ze śmiechu :D Najwyraźniej ona też się robi niemal równie urocza jak jej brat, gdy myli słowa mówiąc po angielsku xd
    Wspomnienia Jamesa mi sie podobały. Nie dlatego, że młodszy James zdobył moją sympatię, ale dlatego, ze dostrzegam kontrast pomiędzy tamtym Jamesem, a tym, którego mamy teraz. WIdac, ze dojrzał i przebył długą drogę od tamtego czasu :) Nawet narację zmieniłaś - we wspomnieniu była bardziej wulgarna i arogancka niż to co mozem czytać, gdy piszesz teraźniejszą perspektywę Jamesa. +

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Lithine, uwielbiam CIę :* bardzo Ci dziękuję za tak długi komentarz (drugą część przeczytam za chwilę o odpiszę na nią w oddzielnym komie), nie wyobrażam sobie, ile musiałaś go pisać!!! podziwiam Cię! i mam nadzieję, że szybko Ci się ręka zagoi... Kurde, nie wiem, jak będziesz pisać rozdział! ale może wyćwiczysz te lewą rękę z konieczności :P
      Hah, no cóz, u mnie prócz H&H nikt nie może czuć sie bezpieczny, jeśli chodzi o druga połowkę :P ale coś w tym jest, że gdyby to była Lily, a nie Lara, to Olivier na pewno by się z nia kłocil, mając inne zdanie xD choć nie powiedziałabym, że to stała definicja zauroczenia czy milosci xDxD lol.
      Rose zdecydowanie musi zwolnić, bo naprawdę przesadza. Dla włąsnego zdrowia psychicznego przede wszytskim, choc fizycznego też. Cóz mój Scorpius jest totalnie inny niż Twój, i nie dziwię się Twojej opinii :P A co do łamania regulaminu i kuchni... Rose nie ogarniała, co się dzieje, ale nie da się ukryc, że chodziło mi o konkretne złamanie regulaminu przez akurat nią i Franka xD ach, zawsze wyłapiesz :P i cieszę się, że podobają Ci się te moje autorskie pomysły. nie bedę zaprzeczać, że chciałam zrobić w Hgogwarcie oficjalnego Sylwestra w celach towarzyskich dla bohaterów, to uznałam, że chociaż wymyślę jakoś okazję, żeby nie było zupełnie od czapy ^^ no i jakoś wpadłam na to palenie na stosie :P
      A Frank to bedzie potrzebował naprawdę dużo cierpliwości do płci przeciwnej :p
      Hah, Anabelle taka jest :D Cieszę się, ze masz do niej własnie takie odczucia :P A James się zmienił, choć rdzeń był, jest i będzie taki sam. :p jeszcze i tak trochę musi zrozumiec, ale jest na bardzo dobrej drodze :P NO i zdecydowanie chciałam zaznaczyć poprzez zmianę narracji róznicę w Jamesie-teraz i Jamesie-piętnastolatku

      Usuń
  4. +Dobrze, ze poczuł skruchę, jeśli chodzi o Cami i mam nadzieję, ze pcoiagniesz dalej ten wątek, bo tego Jamesa zdecydowanie uwielbiam (A ludzie mówią, że mam obsesję na pukncje Malfoyów. Phi! Jak widać do Potterów też mam słabość :D)
    Nie mogę sie doczekać tego sylwestra i wielkiego powrotu Lily :D W ogóle nie odczułąm tego, że to najdłuzszy rozdzial xd skończyłam czytać i chcialam więcej :D Więc jeśli z następnym też nie dasz rady wytrzymać oczekiwania - nie przejmuj sie i wrzucaj, jestem pewna, że nikt się nie obrazi xd
    A i chyba nie zrozumiałaś, jak powtórzyłąm to kilkukrotnie w komentarzach pod poprzendnimi rozdzialami, więc na wszelki wypadeczek napiszę jeszcze raz - RATUJ ALBUSA! :D
    I daj mi trochę Oliviera i Lily (Olily, hyhy), rzuć chociaż ochłap :D
    Rozdzial mimo wszystko, naprawdę bardzo dobry. Byli Rose i Frank, a czekalam na nich od dawna <3
    Czekam na kolejny (lipiec, jezu xd), życzę ci weny i powodzenia na sesji! Jeśli cos pójdzie nie tak, to zawsze mozesz pocieszać sie myślą, ze przynajmneij napiszesz egzaminu lepiej niż ja swoje - masz w końcu dwie sprawne dłonie i zdążysz odpowiedzieć na więcej niż jedno pytanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha :P można miec do obojga, co? xD ja tam do Malfoyów generalnie nie ma, choć Twojego Scora kocham, a i Twojego Draco lubie :D nie wiem, jak to robisz :P a do Potterów to zależy :P
      Haha, z nastepnym postem to nie będe mieć takich problemów, bo na razie napisałam go 0% i nie zmieni się to na pewno przez dwa tyg :P
      Albus niestety będzie musiał jeszcze poczekać, ale mam zamiar pokazać prędzej czy później, co dzieje sie w jego glowie...Zresztą tak sbie mysle, że może spodoba Ci się mój pomysł na, ujmijmy to, jego ratowanie.... Choć będzie to w bardzo bliżej nieokreślonej przyszlości :P
      Hahaha, Cóż, ja chyba nie jestem dobra w spełnianiu życzeń xD albo za duzo ode mnie wymagasz. Wg mnie to, ze Olivier uznał, że Lily pieknie mówi po francusku, to na tym etapie cos znacznie więcej niz ochlap :P
      Kurde.... faktycznie, to nie tylkok rozdziały! może bedziesz zdawać ustne? xD a może zrobią Ci test? :P jeszcze raz życzę szybkiego gojenia i zdania sesji też oczywiście :* i jeszcze raz wielgaśne dzięki za opinie ;p

      Usuń
  5. Ja tam Larę rozumiem. Też nie lubię imprez wszelakich i bym się wkurzyła, gdyby ktoś mi pod nosem jakąś dziką imprę robił, kiedy ja bym chciała sobie poleniuchować w samotności :D
    Trochę zaskoczyło mnie to, że Oliver się tak do niej zbliżył, bo jednak jakoś w podświadomości widziałam go przy boku Lili :D No, ale Lara też jest ciekawa, choć nie mam do niej za grosz zaufania.
    A fragment z Rose powalił mnie na łopatki. No biedna ona. Mi raz budzik nie zadzwonił i spałam godzinę dłużej niż powinnam, to również miałam takie wrażenie, że znalazłam się w innym świecie, a co dopiero ona, która przespała, aż tak wiele czasu. Swoją drogą, takie długotrwałe zmęczenie dobre nie jest. Wykończy się ta nasza Rose, jeśli nikt nie zareaguje ;< A zareagować może Frank. Czemu by nie? Ja jestem jak najbardziej za, żeby ich relacje trochę się zacieśniły.
    James, James... Ta jego młodsza wersja była nieznośna oraz straszliwie arogancka. Teraz wydaje mi się, że dojrzał i dostrzega swoje błędy. Zastanawia mnie, skąd wzięła się taka reakcja na Helenę.
    Cóż, czekam na ciąg dalszy, bo ten Albus wciąż tam gdzieś mi siedzi w głowie i kurczę! No chciałabym wiedzieć, co to mu się przydarzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) Lara-człowiek m-zagadka, powiem tyle :)
      No, prawda, ktos musi pomoc Rose, zanim się wykończy...
      Jamesowi troche głupio, nie da się ukryć, a czy cos jeszcze za tym stoi?:)

      Usuń
  6. Od dzisiaj kibicuję Frankowi i Rose:D Jak do tej pory to dla mnie najbardziej lotna para w całym tym otoczeniu. Ale może to dlatego, że lubię Franka, ale też może go lubię dlatego, że nie smędzi za dużo :D Mam nadzieję, że go nie zmienisz i wciąż będzie takim kolesiem mocno stąpającym po ziemi, a nie ciapą jak Scorpius. Kurde, normalnie buduję dla nich statek miłości!

    A James to na moje trochę menda i jakkolwiek uważam, że Lily też w tym wspomnieniu zachowywała się jak debilka (pretensje, że rozmawiał z jej przyjaciółką? To ona wzięła sobie ją na własność czy jak?), to on też prezentował zachowanie typowego gówniarza. No i jeszcze to Huncwoci 2 to w ogóle kosmos, bo kwintesencją huncwotów było to, że oni właśnie wszyscy byli na swój sposób kujonami ;p Żarty żartami, ale to "nie zakochują się", skoro z całej czwórki tylko Syriusz mógł łamać babskie serca, ale to też bardziej fanów poniosły wodze fantazji... tak czy inaczej to dla mnie strasznie szczeniackie ;p Nie lubię go, powiem ci ;p

    Tyle ode mnie na razie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee, Frank ne będzie ciapą, a przynajmniej nie aż taką. Ale generalnie raczej nie bedzie :p może pod jednym względem tak uznasz, a może nie ;p w każdym razie cieszę się, że im SHIPpujesz :D
      No cóz, oboje Potterowie wtedy nie zachowali się najmądrzej, jeszcze mlodsi byli niz teraz :D a legendy robią swoje xD
      dziekuje za komentarz :P

      Usuń
  7. Nie lubię Lary. Nie wiem co przeszła, nie chce wiedzieć ale za bardzo się uczepiła Oliviera. A on miał zobaczyć teraz jak Lily cierpi i jej pomóc, dojrzeć jaka jest genialna i... tu pojawiają się serduszka i wielkie love xD xD xD hahaha poniosło mnie :p
    Przejdźmy więc teraz do mojej ulubionej pary, która jeszcze oficjalnie parą nie jest czyli Rose i Frank <3 Ten fragment jest tak przeuroczy, że przeczytałam go dwa razy :) I coś czuje, że teraz Frank bardzo ładnie zadba, żeby się nam Rose nie zamęczyła :)
    A co do Jamesa to niech żałuje swoich zachowań, niech się zastanawia, niech wspomina i niech odzyska Camille (jak już zmądrzeje do końca oczywiście) :*
    Czekam do lipca (ale i ta będę tu z nadzieją zaglądać co jakiś czas) :D
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*
      Hah, nie lubisz jej po prostu czy nie lubisz jej dlatego, ze stanowi zagrożenie dla Olily?;)
      Ciesze sie, ze spodobał Ci sie tak bardzo fragment Rose i Franka, b.dobrze mi się go pisało :* ale co bedzie dalej z ta para... u mnie nic łatwe nie jest, powiem tylko tyle :p
      Hahahahaha, James, słyszysz te rady :p?

      Usuń
    2. Olily <3 Brakuje mi ich nawet kłócących się no :*
      Luella

      Usuń
    3. Kłócących się to mogę zagwarantować ^^

      Usuń
  8. Okey, czy ja dobrze zrozumiałam? Lily zrobiła Jamesowi awanturę wyłącznie z tego powodu, że odprowadził - bo przecież nawet nie rozmawiali - Helenę do Wieży? Dobra, ja wiem, że rodzeństwo często między sobą rywalizuje na każdej płaszczyźnie, nawet jeśli chodzi o ilość posiadanych znajomych i przyjaciół, ale żeby z takiego powodu kończyć swoją własną przyjaźń i kłócić się z bratem? Cóż, takie w stylu Lily jaką do tej pory znamy, powiedziałabym szczerze, chociaż nadal nie jestem w stanie tego zrozumieć. Poza tym, zdaje się, że młodzi Potterowie odziedziczyli po tatusiu lekkie zapatrzenie w siebie samych. Ale o dziwo nadal waham się w tym, jak postrzegam Jamesa po tym rozdziale. Bo fakt, nieładnie - ależ eufemizm! - się zachowywał i podejrzewam, że Camille również nie potraktował jak dżentelmen, a jednocześnie czekam aż ktoś da mu porządnego kopa w tyłek, żeby naprostował to i owo.
    Lara chyba jest równie sporą zagadką, co stan w jakim znajduje się Albus, co?
    Ale najbardziej cieszy mnie (co za niespodzianka ;)) fragment z Rose i Frankiem. Nareszcie dostałam tę dwójkę razem, w trakcie normalnej rozmowy i cieszyłam się jak głupia, gdy tak bardzo się zagadali, że dopiero Eve ich odnalazła. CIekawi mnie czy Frank kiedyś uświadomi Rose, że tamta propozycja randki nie była żartem (bo nie była, prawda?) i czy ona sama zrozumie powód swoich dziwnych reakcji w jego towarzystwie ;D A, i naprawdę lubię jej relację z Jamesem :)

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, wlasciwie to tak, głównie z tego powodu, choć myślę, że chodziło też o to, że uznała, że Helena ją "zdradziła", plus James generalnie za miły wobec niej wtedy nie był i mało sie nią interesował, a ona pragnęła tego zainteresowania. W impulsynowności byli i włąściwie są b. podobni do siebie.... no i mysle, że z tym zapatrzeniem w siebie też masz sporo racji xD
      Hm, no cóż, już sie ten James troche ogarnął, nawet sporo, a pewnie ogarnie sie jeszcze bardziej xD
      Wiedziałam, że środkowy fragment Ci się spodoba. W końcu coś, na co mogę odpowiedzieć i nie spoilerować - oczywiście, propozycja tej randki nie była żartem, a że Rose zinterpretowała to inaczej... no cóz, to Rose xD
      Hah, Rose i James to jak Molly i reszta rodziny Weasleyów xD

      Usuń
  9. Hej, hej ;)
    Niby rozdział długi, ale wcale się nie dłuży. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że im więcej, tym lepiej, bo poznajemy więcej szczegółów i akcja idzie naprzód, a w tym rozdziale mamy okazję zapoznać się z aż trzema różnymi wciągającymi sytuacjami, co mnie niezmiernie cieszy. Wiem też, że nie jest łatwo napisać tak obszerne części, więc podziwiam i mam nadzieję, że następne też nie będą za bardzo odstępowały tej z długością :P
    Co do samej treści, brakowało mi Lily, bo to jednak ona jest dla mnie rdzeniem tego opowiadania i mimo wszystkich jej wad i kaprysów, lubię ją. Mocno i zdecydowanie skradła moje serce.
    Ale poczekam cierpliwie na następną część, i już nie będę marudzić :P
    Co do Lary, ogólnie nic do niej nie mam, ale też nieszczególnie przepadam za jej osobą, w sumie sama nie wiem dlaczego. Chętnie dowiem się, co takiego działo się w jej życiu i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej, może wtedy moje podejście nieco się zmieni. Jak na razie dziewczyna po prostu przewija się czasami i trochę smęci o tym i o tamtym, ale z drugiej strony widać, że dobrze dogaduje się z Olivierem i obydwoje lubią swoje towarzystwo. Skoro więc im to pasuje, nic mi do tego :P
    Rose i Frank razem to sprawa nieco problematyczna, przynajmniej dla mnie, bo ogromnie podobały mi się sceny Frank&Lily, które kiedyś się tu pojawiły. I ogólnie postać Rose nie należy do moich ulubionych, w żadnym opowiadaniu jeszcze chyba się nie zdarzyło, żebym zapałała do niej jakąś większą sympatią. Może to dlatego, ze za mało ich przeczytałam, w sumie nie wiem. Mimo to, czekam, jak rozwinie się relacja między tą dwójką, może akurat z czasem się do nich przekonam ;)
    James i cała ta historia z Lily była całkiem fajna, chociaż patrząc z boku i oceniając ich zachowanie, strasznie błaha, jeśli bierze się pod uwagę konsekwencje całej sytuacji. Może to ich charaktery, może brak wytłumaczenia i rozwiania wszelkich wątpliwości spowodował, że Lily oceniła tę sytuację tak, a nie inaczej i zaparła się na te wszystkie lata. Jako mała dziewczynka mogła poczuć się zdradzona, fakt, James miał swoje za uszami i jako starszy brat powinien jednak brac pod uwagę różnicę wieku i to, że nie jest łatwo przyzwyczaić się do nowego otoczenia, nowych ludzi i jeszcze próbować odnaleźć się w miejscu, gdzie ich rodzice dokonali historycznych rzeczy, a starsi bracia też jakby nie patrzeć, należą do szkolnej elity. Lily nie miała łatwo, ale wydaje mi się, że teraz, po latach kłótni i nienawiści za tamto zdarzenie, powinna spojrzeć na tę sytuację z nieco większym dystansem i uświadomić sobie, że jej reakcja była mocno nieadekwatna. Chyba, że zdarzyło się tam coś jeszcze, o czym my nie wiemy, a co Lily przeżywa do tej pory.

    Powodzenia w sesji i pisaniu kolejnych części, wpadam co jakiś czas i obserwuję, czy wpadło coś nowego, więc mną nie musisz sobie zaprzątać głowy przy informowaniu. Masz wazniejsze rzeczy na głowie ;)
    Ściskam mocno,
    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Następna Notka na pewno będzie miec powyżej 10 stron, ale czy az tyle co ta, to powiedzieć nie mogę ;)
      Wlasciwie stało się tylko tyle i Lily teraz, gdy zrozumiała wiele spraw, zrozumiała i tę. Ale nie jest jej łatwo ot tak się przyznać. Wlasciwie to juz jest lepiej, bo mino klotni z Jamesem z PŻ, to rozmawia z nim normalnie przez dłuższy czas. Co prawda teraz to głownie pracują nad sprawa Albusa, ale mogliby sie ignorować, a sie nie ignorują. James tez sie troche zmienił.
      Co do Franka i Rose/Lily-u mnie nigdy nic nie wiadomo :p Rose jest dość specyficzna; wlasciwie chyba wszyscy sa, chyba trzeba lubić taki typ osoby po prostu bądź nie :p

      Usuń
  10. Witam i o zdrowie pytam (tylko kurtuazyjnie, rozwlekłych wywodów o wszelakich zapaleniach stawów czy innych pasożytach możesz sobie oszczędzić). Przybywam z informacją nie byle jaką, chociaż pewnie dostałaś takowych już wiele - możesz dopisać do grona swoich czytelników kolejnego wyznawcę. Trafiłam do Ciebie stosunkowo niedawno, połknęłam na raz wszystkie dotychczasowe rozdziały i czekałam na następny, mówiąc sobie "zacznę komentować". Mimo że postanowienia z mojej strony zazwyczaj kończą się tylko na gadaniu, to jedno zaczyna się dobrze. Mam nadzieję, że nie sprawią Ci problemy moje rozważania odnośnie wszystkiego wcześniejszego, jako że to mój pierwszy komentarz u Ciebie. Tak więc, koniec gadania, czas na... no, właściwie to jeszcze więcej gadania.
    Nie zaliczam się do zagorzałych fanów fanfiction, szczególnie po odświeżeniu sobie oryginalnej historii - pracę autora uważam za świętość i denerwują mnie wszelkie zmiany, próby i gdybania. Jak się jednak okazało, kiedyś, dawno, choć nie bardzo temu w odległej galaktyce zaczęłam od Dramione. Wynik może być, jak sądzę, spodziewany - pokochałam. Tylko ten jeden pairing, tylko tą jedną zmianę. I tu się okazuje, że zasługuję na zaszczytne miano dowodu na powiedzenie "nigdy nie mów nigdy", bo zaczęłam czytać o młodym pokoleniu. W prawdzie tylko na dwóch blogach (w tym na Twoim), ale w moim przypadku to dużo, naprawdę dużo. Dalej są historie na mojej białej liście, o których fanfiction nie zdzierżę (chociażby Władca Pierścieni, dzieło wśród dzieł), ale nie mogę już mówić z całkowitą szczerością, że w ogóle żadnych nie akceptuję, tym bardziej, że sama zaczęłam prowadzić tego typu bloga. Ty urzekłaś mnie nie tyle fabułą, nie tyle konkretnymi wydarzeniami, co sposobem pisania, stylem i postaciami. Przyznajmy szczerze, na każdym kroku czeka na nas opowiadanie, w którym więcej błędów niż innej treści, a wszystko opiera się na schemacie "przyszli, wyszli i zamietli".
    Fascynuje mnie Twoja Lily, która trochę za bardzo bierze wszystko do siebie i jednocześnie ma za sobą wiele nieprzyjemności, o których wielu z nas może od czasu do czasu tylko pomyśli. Lubię ją i żal mi, że jej rodzina zachowuje się w taki, a nie inny sposób, że nawet Hugo okazał się pełen niezrozumienia. Mówię tu o sytuacji z Heleną i ogromnym "fochu" Weasleya, który, w moim przekonaniu, zachowuje się jak przewrażliwiona dziunia z okresem. Może powinnam bardziej wczuć się w jego sytuację, ale nie przesadzajmy - on był dla Lily dużą częścią "wszystkiego". Jeżeli nie całością. Rozumiem, że podoba mu się dziewczyna, nawet że uważa ją za miłość swojego życia, ale nie wierzę w całkowitą prawdziwość i stałość tego uczucia, bo co oni wiedzą o sobie nawzajem? Może to wynikać z faktu, że nie mam pewności, czy w ogóle wierzę w ten rodzaj miłości, ale to już całkiem inna bajka. Nie mogę powiedzieć, że lubię Hugona, zgadzam się jednak, że Lily go potrzebuje. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że z wzajemnością.
    Trzeba teraz wspomnieć o naszym Olivierze. Taki niby wymuskany Francuzik, wielka szkolna sensacja, ale właściwie fajny chłopak. Żywię szczerą i wzrastającą nadzieję, że jego wcześniejszy zachwyt nad umiejętnościami językowymi Lily to pierwsza oznaka zbliżającej się bliższej relacji. Kibicuję takowej z całego serca.
    Jak już Olivier, to też jego siostra. Choć Anabelle nie zalicza się do moich ukochanych wybrańców, uważnie śledzę jej poczynania. Tu każdy ma coś głębiej, ukrytego, zamaskowanego, często bolesnego. Każdemu się coś przytrafiło i nikt nie jest do końca taki, jaki się wydaje. Zastanawiam się, co jeszcze panna Janvier ma do ukrycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lara, wielka zagadka, dziewczyna, która ma więcej blizn niż skóry. Co jej się przytrafiło i dlaczego? A jej rodzice? Panna Shirley to chyba ta z postaci, co do której ma się najwięcej pytań i najmniej odpowiedzi. Więcej emocji wzbudza we mnie jej historia niż osoba sama w sobie i modlę się skrycie (jeśli trzeba mogę zacząć otwarcie), żeby z Olivierem nie połączyło ją nic więcej niż przyjaźń. Miła, choć skryta dziewczyna, chodząca tajemnica. Czekam na odsłonięcie kurtyny przy scenie jej historii. Co do jej postaci w tym rozdziale, jak najbardziej rozumiem, dlaczego jest niezadowolona i całkowicie ją popieram - w Hogwarcie w czasie nowego roku musi być magicznie, jeszcze bardziej niż zwykle, a do tej dodatkowej magii swój wkład ma obecność niewielu uczniów. Szkoda mi trochę, że teraz będzie to wyglądało inaczej, Lara jednak może się cieszyć z propozycji Oliviera, który z każdym kolejnym rozdziałem okazuje się jeszcze lepszym przyjacielem i po prostu spoko gościem - spoko zarówno dla Lary, jak i dla Hugona.

      Wracając do Potterów, James. Postać, która denerwuje mnie niemiłosiernie, gdy przytacza wcześniejsze wydarzenia, wspomnienia ze swoich myśli i zachowania, ale jednocześnie wywołuje sympatię, chociażby przy przekomarzaniach z Lily. Widać, że żałuje tego, co robił, ale przeszłości zmienić nie może. Mam nadzieję, że jego była sięgnie po rozum do głowy, o ile coś tam jeszcze ma i zastanowi się nad sobą i tym, co się dzieje teraz, a nie stało kiedyś. Jak wszyscy mają za sobą jakieś przejścia, tak wszyscy, a przynajmniej większość, są trochę niezrównoważeni, na pewno w niektórych sytuacjach. Ale z drugiej strony, kto nie jest?
      Rose i Frank - scena bardzo przyjemna, bardzo zadowalająca i budząca ogromne nadzieje. Nie dodam do nich nic więcej, żeby nie zapeszyć sobie na przyszłość, gdyby pewne sprawy rozwinęły się inaczej niż spodziewanie.

      Chyba wyszło trochę chaotycznie, pominęłam niejeden wątek, ale ufam, że jest w miarę zrozumiale. Co się będę więcej rozwodzić, jak wpadłam, tak nie mam zamiaru wypadać, co więcej - zostaję i czekam na kolejne. Nie wspomniałam nic o wątku kryminalnym z Albusem w roli głównej, ale mam takie wrażenie, że on wcale nie jest tu najważniejszy. Zaliczam Twoje opowiadanie do tych lepszych z przeczytanych przeze mnie i życzę tak weny, jak powodzenia na sesji (o ile takowa się już nie skończyła, nie mam pojęcia, jak wygląda kalendarz studencki).
      Niech Moc będzie z Tobą,
      Vi

      Usuń
    2. Hej! Niesamowicie cieszę sie, widząc nową czyteniczkę na blogu! to zawsze miła chwila, gdy pojawi sie ktos nowy ;) postarams się odpowiedzieć na każdą część komentarza ;)
      Niemal jedyne ff, jakie czytam, to potterowskie. KOcham tę sagę, odkąd ją poznałam, no i stało sie jakoś tak, że zaczęłam wyszukiwać opowiadania na ten temat daaawno dawno temu, no i przepadałam do dzisiaj ;) innych nie czytam, generalnie jest coś w tym, co mówisz, ff to po prostu nie ejst historia autorska, to wchodzenie w świat stworzony przez kogoś... I gdy ktoś gwałci kanon, nie majac na to żadnego fabularnego wytlumaczenia, to aż mnie krew mierzi, w Potterze głownie, skoro to głownie jego czytam. Z drugiej strony ten magiczny świat pozostawia wiele furtek, gdzie można tworzyć naprawdę piękne historie.
      Ja, przyznam szczerze, nie rozumiem za grosz fenomenu Dramione i przeczytałam bardzo, barzdo malo blogów tego typu (glównie te, które musaiłam oceniać), ponieważ uważam, że tworzenie Dramione w czasach szkoły jest niesamowitym pogwałceniem kanonu, a Draco generalnie... no nie lubię go. Ale zajrzę na Twój blog, a nuż mi sie spodoba :P
      Z racji mojej miłości do Syriusza i trudnych sytuacji moim ulubionym rodzajem ff własciwie do dzisiaj są Huncwoci, choć z racji,że czytałąm tysiace opowiadan z ich udziałem, trudno mnie czymś zaskoczyc. Do młodego pokolenia podchodziłam przez długi czas bardzo sceptycznie i do dziś jestem zła na Rowling na sposób, w jaki przedstawiła ich w siódmej części, ale doszłam jakiś czas temu do whiosku,że to pokolenie daje mnóstwo pola do popisu i tak powstało to opowiadanie :P z
      tak jak slusznie zauważyłas, chodzi generalnie o bohaterów. Własciwie moim piertownym założeniem było przedstawienie dojrzewania, głównie Lily, a randa innych bohaterów ewaluowała w trakcie tworzenia opowiadania.Obecnie wątek Albusa jest dośc ważny dla calosci, aż sie zidziwiłam, że aż tak spodoba mi sie wkręcenie tutaj trochę suspensu, ale generalnie tak - chodzi przede wszystkim o postaci i relacje między nimi.
      Lily powoli sie zmienia. Masz rację co do Hugona. On wiedział, jaka była wcześniej, i był z nią. fakt, że wobec niego nie była taka, jak wobec innych, ale wiadomo, ze widział, co i jak. Generalnie on też dojrzewa, ma coraz większą odwagę; pewnie gdyby nie chodziło o Helenę, nie byłoby tego focha. No ale Hugo powinien dostrzec pewną.... nie dio końca sprawiedliwosć w swoim postępowaniu - czy zobaczy, dowiecie się niedługo :P
      Olivier = opisany przez Ciebie idealnie, choć chyba jeszcze lepiej ujęłaś postać Lary. Dokładnie miałam taki zamiar - by było wobec niej jak najwięcej pytań, a jak najmniej odpowiedzi. Ale niedługo zacznę je troche rozwiązywać, żeby nie było xD bo sama sie już zagubię w mnogości róznych wątków xD
      Co do Camille - ona ma trochę racji, własciwie całkiem sporo, jeszcze o tym opowiem, ale masz rację - trzeba popatrzeć na teraźniejszość :P
      Ach, czyli ship Rose-Frank? xD właściwie to chciałam zapytac Cię o Twoje shippy :P
      Sesja się skonczyła wczoraj, ale nie widzę w najbliższym czasie chwili, kiedy zacznę pisać rozdział... może w czw? powinnam sie jakoś sprężyć xD

      Usuń
    3. Tak, zdecydowanie ship Rose-Frank :D Jeśli o inne chodzi, na pewno Lily-Olivier. I żywię cichą nadzieję, że coś się stanie z dziewczyną Albusa, bo jest dla niego, łagodnie mówiąc nieodpowiednia. Albo po prostu mnie wkurza. Tak poza tym... cóż, zastanawiałam się jeszcze nad Rose-Scorpiusem, ale nic na siłę, dobrze by było chociaż, jakby znowu zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać, wrócili do wcześniejszej przyjaźni. No i James-Camille, chociaż nie mam pojęcia, co Potter dokładnie dziewczynie zrobił, mam nadzieję, że odpokutuje, a ona mu wybaczy.
      I zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem całkowicie, powinnaś się sprężyć. Nie żebym poganiała :))

      Serdeczne pozdrowienia,
      Vi

      Usuń
    4. Pytam ludzi o shipy, a potem nie wiem, co odpowiedzieć, zeby nie zaspoilerowac ;)
      Camille i James to dosc świeża sprawa w tym opku :D choc w zarysie wiem, co jej zrobił; akurat tu nie zamierzam zbytnio kombinować.
      Hah, postaram sie sprężyć. ;p

      Usuń
  11. Z każdym rozdziałem uświadamiam sobie, że Lara jest bardzo podobna do mojej Isabelle :D Ta nieśmiałość i zniesmaczenie tłumem ludzi, szukająca całkowitego spokoju. Dlatego rozumiem też ją, że nie jest zadowolona imprezą sylwestrową i zapowiadającymi się fajerwerkami. Myślę, że Oliver ma dobry wpływ na dziewczynę, bo widać jak się przed chłoapkiem otwiera, a przecież w ogóle nic nie mówi o swoich rodzicach. Hymm, Oli ma taki sam dobry wpływ na Larę, jak mój Al na Izzie, więc... Czyżby szykował się jakiś... romans między nimi?

    Och, jaka Rose była w tym rozdziale nie ogarnięta! Dla niej musiał to być cios w samo serce :D A czytając, jak pośpiesznie ganiała na eliksiry, podczas poprawy mojego rozdziału na KWS, wspomniał mi się mój Al, jak biegnie na lekcje :)
    Ale wracając...
    Jakie to szczęście, że Rose wpadła na Franka. Chłopak zabrał dziewczynę do kuchi, aby ta mogła zaspokoić głód. I dając się namówić na Dzień Łamania Regulaminu :D

    Co do Jamesa. Ciekawi mnie, co też zrobił tej Camille, że ona tak go nienawidzi. Po zachowaniu chłopaka śmiem twierdzić, że musiał powiedzieć dziewczynie, że jej nie kocha - czy coś w ten deseń. Nieodwzajemniona miłość rani najmocniej, co o tym wiem. Potter miał wiele przygód z dziewczynami, ale widać, że chłopak żałuje swoje złe uczynki, co świadczy o tym, że naprawdę dorósł, myśli realistycznie.
    I to wspomnienie, które pokazałaś, to jest ten tajemniczy wątek związku z Heleną i Jamesem?
    Och, ciekawa jestem, co dalej z Albusem, bo mi go brakuje :( No i będzie perspektywa Lily, co mnie cieszy, więc czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :)

    Pozdrawiam serdecznie :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Tak, Lara jest podobna pod tym względem do Isabelle, choc wydaje mi się, ze "podkład" do tego Moze byc troche inny. Zdecydowanie masz rację co do wpływu Oliviera na jej osobę, ale czy w tym przypadku faktycznie oznacz to relację inna niz przyjaźn (u Isabelle i Ala to oczywiste :p)? Oto jest pytanie :D
      Nie da sie ukryć, ze Frank miał sporo szczęścia, ze natknął sie na Rose akurat w takim stanie :p tak to pewnie by nie dała sie namówić na tak niecne postępki :p
      James żałuje, prawda, ale czy to wystarczy? I czego tak wlasciwie żałuje?;) Hah, lubie zadawać pytania retoryczne, skoro nie moge odpowiadać wprost ;) dodam jeszcze jedno: oczywiscie ma to związek z ich związkiem, ale czy akurat z wyznaniem miłości?;) niewątpliwie jednak jest powod, dla którego Camille nie moze na niego patrzeć.
      Albusa bede jeszcze męczyć, ale mam pewien pomysł, który moze Wam nieco osłodzić jego nieobecność... choc to nie bedzie radosne :p

      Usuń
    2. Tak, tak, zdecydowanie inny, ale lekkie podobieństwo jest ;) A tak przyszło mi do głowy, że może coś takiego zrobisz, jak u mnie z Alem i Izzie :P Ale też zaczęłam poprawiać u siebie rozdział na KWS, a potem przeczytałam Twój rozdział, i wszystko zaczęło mi się wiązać... xD
      A to jestem już ciekawa, co tam wykombinowałaś z Albusem :)

      Usuń
    3. Lekkie na pewno, jak nie większe ^^. A pomysł z Albusem zastosuje chyba za kilka rozdziałów dopiero :D jak bohaterowie zaczną naukę po przerwie

      Usuń
  12. Hej, kochana!
    Przepraszam za tak duże opóźnienie z komentarzem, ale jak to często u mnie bywa, nie mogłam znaleźć czasu, żeby tu na dłużej wpaść, czego żałuję, bo rozdział był naprawdę cudowny!
    Ogólnie uwielbiam tu większość bohaterów, a szczególnie Larę, Rose, Franka i Scorpiusa, więc tak mi się przyjemnie wszystko czytało, że nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam. Ok, zauważyłam i chciałam więcej :D
    W każdym razie doczekałam się swojej najulubieńszej Olary i Frose, przez co czytałam tamte fragmenty z uśmiechem na twarzy ❤
    Ale od początku: jeju, relacja Oliviera i Lary ogromnie mi się podoba. Samo to, że trzymał ją za ręce ♡ Mam wielką nadzieję, że będą razem, bo jeśli nie to moje serce chyba pęknie. To takie kochane, że mają własne miejsce i że Lara myśli o zdradzeniu mu swoich sekretów. Z coraz większą ciekawością czekam na jakieś wyjaśnienia dotyczące jej problemów, tych blizn i rodziny. No, uwielbiam ją ♡
    Tak jak uwielbiam Rose. Kurczę, czytając o tym, jak wybiegała z PŻ trzymałam kciuki, żeby wpadła na Franka, i co? Stało się ♡ On jest dla niej taki kochany i się o nią troszczy. Ogólnie to w tym starciu Scorpius vs Frank nigdy nie wiedziałam, komu kibicować, bo obu uwielbiam i są naprawdę cudowni, ale po tym rozdziale skłaniam się jednak ku Frankowi ♡♡♡ Chociaż może w kolejnym pojawi się Malfoy i zrobi coś takiego, że będę mocniej kibicowała jemu. Ale na tę chwilę jestem za Frankiem całą sobą :)
    Co do Jamesa - lubiłam go i dalej go lubię. W sumie podoba mi się to, w jaki sposób opisałaś jego charakter. Jest taki... prawdziwy. Taki męski czy chłopięcy. Widać, że coś do niego dotarło i może coś z tym zrobi. Dalej jestem ciekawa tego, co zaszło między nim a Camille.
    Ogólnie wydaje mi się, że Lily strasznie wyolbrzymiła tę sytuację, ale w końcu ona z pewnością widziała to inaczej niż on. W każdym razie spodobały mi się jego przemyślenia, te z przeszłości i te teraźniejsze. Na pewno jest bardzo ciekawą postacią, ale na razie moje grono ulubieńców ogranicza się do tych wymienionych przeze mnie na początku :D
    Właściwie to lubię tutaj chyba wszystkich z głównych bohaterów, których trochę jest. No, chociaż z Lily bywa różnie, bo czasem mnie irytuje, a czasem myślę, że niedługo się zmieni i wtedy ją na pewno polubię :)
    Ok, teraz pozostało mi jedynie czekać na nowy rozdział. Liczę na to, że w czasie Sylwestra coś się wydarzy między Larą a Olivierem ♡ I najlepiej też między Rose i Frankiem.
    Pozdrawiam gorąco i przesyłam całusy :*
    Zapauka (wcześniej Optimist)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziekuję bardzo za komentarz :P ciekawy nick! :D
      Hah, każdy lubi kogoś innego najbardziej i to mi się podoba. TEn rozdział to jakby stworzony dla CIebie :P
      Sekrety Lary będa coraz bardziej odkrywane, stopniowo, bo stopniowo, ale niedługo się juz zacznie :P musze zacząć odkrywać karty nie tylko w tym wątku :P
      Hah, no cóz, myślę, że akurat wpadnięcie Rose na Franka nie było zaskakujące :p I jestem ciekawa, zaiste, czy będziesz kiować Frose czy może Scorose po następnym rozdziale :p
      Nie wiem, kiedy opowiem o Camille i Jamesie, ale prędzej czy później na pewno :P Lily wyolbrzymiła, pewnie, teraz zaczyna to dostrzegać, choć właściwie obecnie to nie ma za wielkiego znaczenia :p
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  13. Ohoho, kolejny świetny rozdział! <3
    Ehhh, mam taki ambiwalentny stosunek do Lary. Z jednej strony traktuję ją jako zagrożenie dla Olily, a z drugiej mi nie przeszkadza. Fajnie, że Olivier się z nią zaprzyjaźnił, a ona może mu zaufać, ale mam nadzieję, że ich relacja się nie przerodzi w miłość :') Olivier ma być z Lily! (tak, wiem, że w każdym komentarzu to powtarzam xd) Jak na to patrzę, to przyjaciółka pokroju Lary przydałaby się Lily, co nie? :D
    Uwielbiam wszelkie bale w opkach! Zawsze wszyscy się denerwują z kim pójdą xd Chociaż może Sylwester nie będzie taki oficjalny? Btw, Rose wściekająca się na pomysł imprezy tak bardzo przypomina mi Hermionę xd Jednak w jej przypadku jest to jeszcze bardziej skrajne haha
    No nie, musiałaś przerwać fragment w takim momencie?! Ja już chcę wiedzieć co z bliznami i rodzicami! :D Chyba moim jedynym podejrzeniem jest klątwa albo atak jakiegoś byłego Śmierciożercy na Larę w dzieciństwie. A może rodzice są jakimiś łowcami złych czarodziejów albo kimś w rodzaju świadków koronnych? :D
    Fragment z Rose i Frankiem to mój ulubiony <3 Rose koniecznie powinna przystopować z tym stresem! Strasznie jej współczuję tego zagubienia wynikającego z braku czasu. Dziewczyna się przemęcza, a przecież za jedną wpadkę nikt jej głowy nie urwie xd Widać, ze jest straszną pedantką i perfekcjonistką - żeby to się nie przerodziło w natręctwa O.o
    Właśnie dlatego potrzebuje Franka! Żeby ją od czasu do czasu przystopował i ogarnął ;) Scena, kiedy na niego wpadła była urocza :D Zresztą później w kuchni też było przemiło :D I już nie mam wątpliwości - powinna być z nim na 100% (skoro w dodatku już w piątej klasie coś było na rzeczy *sugestywne poruszanie brwiami*), Malfoy niech się buja xd
    Btw, teraz tak sobie pomyślałam, co by było, jakby ktoś w kuchni usiadł przy którymś ze stołów xd Wyobraź sobie minę takiej Nervci na przykład, na której miejscu (i kolanach xd) pojawia się nagle jakiś zagubiony uczeń podjadający ciasto xddd
    Nie spodziewałam się takiej asertywności po Anabelle w "starciu" z Jamesem! Ma u mnie plusa, choć nadal za nią nie przepadam xd
    Wydaje mi się, że i James, i Camille nadal coś do siebie czują i mogliby się zejść. Tylko co takiego zrobił James? Zdradził ją czy rozkochał i rzucił?
    Fajnie, że zrobiłaś retrospekcję. Nie sądziłam, że James miał takie kontakty z Lily (haha, teraz skojarzyło mi się ze Starym Pokoleniem xd). Zawsze sądziłam, że to on był tym ulubionym bratem, który był zawsze pomocny. Z drugiej strony reakcja Lily na "zauroczenie" Helenki Jamesem wydaje mi się strasznie przesadzona. Przecież taki Potter musiał być bożyszczem 1/3 Hogwartu i zachwyt małej dziewczynki nie był niczym dziwnym. Ale rozumiem, mogła poczuć się zagrożona. Btw, Helena jest taka nieśmiała, a zagadała do Jamesa? O.o No ja nie poznaję! :D
    Kurde, znowu zrobiłaś mi smaka, tym razem na budyń babci Molly :D
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~Arya
    PS Skoro James się tak zaniepokoił, jak dowiedział, że Lily przyjaźniła się z Heleną, to na bank musiało tam się coś jeszcze stać... Może z niej jakoś okrutnie zażartował czy coś?




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Larze i jej tajemnicach dowiecie sie jakoś w styczniu, czyli za pewnie około pięciu rozdziałów :D nie wiem, czy o wszystkim, ale o czymś na pewno. Bardzo podobają mi się Twoje rozkminy na temat zajecia jej rodzicow :D powiem tylko jedno-wspomnienie mimochodem o tym, ze beda na sylwestra na Giblartarze, nie jest przypadowe :D podoba mi sie jeszcze co najmniej jedno stwierdzenie na temat Lary, Lily o Jamesa, ktore wymieniłaś, ale nie bede wiecej mowić, bo moge chlapnąć za dużo.
      Ciesze sie, ze czesc z Rose i Frankiem tak Ci sie podobała. Rose z pewnością potrzebuje teraz oparcia kogoś silnego i obiektywnego ;) ale... zobaczysz, co sie wyprawiło w najnowszym rozdziale :D
      James z pewnością zrobił cos Camille, Hah, choc nie wskazałabym ze 100% pewnością żadnego z Twoich stwierdzeń :D zobaczysz ;) ale, powtórzę jeszcze raz, bardzo lubię to, jak kombinujesz. dzięki takim komentarzom nie tylko śmieje sie do ekranu, ale i przychodzą mi na mysl nowe pomysły, a to bezcenne :*
      Tez bym zjadła budyń babci Molly, szkoda, ze nie mozemy go wyczarować :D a skojarzenie ze starym pokoleniem nie moze mi teraz wyjsć z głowy; a przecież tutaj to Lily i James to rodzeństwo!

      Usuń
  14. Ollie przy Larze staje się taki uroczy, awww. Nie, żeby normalnie nie był uroczy, ale przy niej to się uwidacznia jeszcze bardziej. Ja już sama nie wiem. Czy widzę ich jako parę, czy wolałabym, żeby Ollie się z Lily spiknął. Tak czy inaczej, i jednej, i drugiej, znajomość z nim może wyjśc na dobre. Lily, cóż, byś może uda się ją nieco utemperować, pozwolić, by jej maska tej okrutnej Lily nieco opadła, a Lara… Ollie może stać się jej powiernikiem, kimś, z kim dzielić będzie swoje troski. Dlatego ciężko mi tutaj się zdecydować, bo gdy Lara jest z Olliem to mam ochotę zmaterializować się w tej historii jako anonimowa adeptka magii w Hogwarcie i popchnąć albo O. albo L. ku sobie, co by dystans między nimi całkowicie zmalał i jakaś miłość się pojawiła.Ale potem w scenach Lily z Olivierem… ech, to też jest interesujące połączenie. Ach, ten Ollie, za fajny jest :) Naprawdę ciekawi mnie historia Lary. Skąd wzięły się te jej blizny. Być może ma to coś wspólnego z jej rodzicami, skoro czas okołosylwestrowy spędzają na Gibraltarze, to kto wie czy nie zajmują się czymś niebezpiecznym i czy przez przypadek Lara w dzieciństwie nie została w jakiś sposób wmieszane w te ich profesjonalne rozgrywki xd Bo opcji, że sami rodzice zrobili jej krzywdę nawet nie chcę rozważać, zresztą wtedy Lara nawet nie wspominałaby o pomyślę spędzenie z nimi czasu na Gibraltarze.
    Hmm, i teraz nie wiem do czego się odnieść. O ile ten początek rozdziału, Lara i Olivier, mnie uspokoiły i ucieszyły, o tyle dalej… Kocham Rose i Franka, serio. On jest jej teraz bardzo potrzebny, bo Rose, z natury perfekcjonistka i pracoholiczka, się wykończy. A Frank, cóż, być może nie jest ideałem, ma swój specyficzny charakter, który baaardzo Rose irytuje, to jednak wydaje się być świetnie przygotowany do roli infolinii pomocy dla Rose :DDD Okej, żarty na bok xD Serio, myślę, że Rose ktoś taki jak Frank jest teraz potrzebny i niech oni tak więcej na siebie wpadają <333 Mogą codziennie 24/24, nie mam nic przeciwko :D
    Ha, James dojrzewa. Nie no, dobra, nie żebym uważała go za dziecinnego czy coś, ale chyba zmieniają mu się priorytety. Trochę liczę na to, że może uda mu się naprawić to, co łączyło go z Camille. Wygląda na to, że obydwoje nadal do siebie nieco ciągnie, a to może być dobry start. Nie wiem, co prawda, co takiego między nimi się wydarzyło i jak bardzo James nawalił. Mam nadzieję, że nie była to zdrada, raczej po prostu jego zbyt luźne podejście do życia, a w tym i własnej dziewczyny, sprawiło, że ten ich związek nie przetrwał, a tą cierpiącą była Camille, bo ona już taka luzacka bywać nie miała w zwyczaju i po prostu mocno to wszystko przeżyła. No ale to się okazę o co tam poszło i czy jest co i jak w ogóle ratować.
    Ta końcówka mnie zaniepokoiła. Do diabła, o co chodzi z tą Helenką? :O Okej, ona może i zabujała się w Potterze, nic nowego, idę o zakład, że jakaś połowa dziewczyn w Hogwarcie się nim zachwycała, włączając w to i te najmłodsze z całego hogwarckiego towarzystwa, ale no… dlaczego Jamesa tak to zaczęło zastanawiać. Przecież gdyby chodziło o tamto jedno spotkanie i późniejszą reakcję Lily to chyba by go to tak nie męczyło. Jeez, trochę boję się tego, do czego może to poprowadzić. A, o ile reakcja Lily i atak na Jamesa były dość przesadzone, to jednak pasują do Lily, z kolei ta śmiałość Helenki, nie wiem, dziwne to. Idę czytać dalej, może coś się rozjaśni :)
    Pozdrawiam!
    anutrium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz ;* Hah, Olivier taki fajny, że może powinnam go spiknąć z jeszcze inną dziewczyną :P Historię Lary poznacie za jakieś kilka(naście) rozdziałów, tak myślę. Ogólnie dużo się wtedy dowiecie :p teraz powiem tylko tyle, że oczywiście to nie rodzice Lary zrobili jej krzywdę.
      Co do Jamesa, podoba mi sie sposób, w jaki kombinujesz. I własciwie nie tyko w tej kwestii, bo Ty ogólnie dobrze kombinujesz :*
      Helenka raz w zyciu taka smiała była :D

      Usuń