piątek, 17 lutego 2017

Rozdział dwudziesty czwarty: Klątwa Zależności

Ron Weasley, jako anonsowany wcześniej pracownik Ministerstwa Magii, przekroczył bramę prowadzącą do Hogwartu bez najmniejszego problemu. Mimo że w zamku bywał kilka razy w tygodniu, niemal nigdy nie wchodził głównym wejściem. Jako małżonek jednej z nauczycielek mógł bez ograniczeń korzystać z sieci Fiuu przenoszącej go bezpośrednio do gabinetu Hermiony. Ona wykorzystywała tę drogę transportu prawie tak samo często jak on. Niezależnie od obowiązków starali się, jak mogli, spędzać razem wieczory i noce, a w weekendy również inne pory dnia.
Wizyty w Hogwarcie kojarzyły się więc mężczyźnie z czymś przyjemnym – nawet jeśli pokłócił się z żoną mocniej niż w niemal codziennych sprzeczkach, uwielbiał chwile, w których się godzili. Uwielbiał wiele rzeczy, które wiązały się z Hermioną, co najlepiej potwierdzały mijające wspólnie lata.
Czasem miał wrażenie, że znał ją lepiej niż samego siebie. Po przemęczonym spojrzeniu, jakim go obdarzała, doskonale zdawał sobie sprawę, kiedy potrzebowała rano kawy, a nie ukochanej zielonej herbaty z cytryną. Potrafił rozpoznać każdy rodzaj jej uśmiechu. Wiedział, jak bardzo lubiła niegdyś wściekle różowe, a teraz wyblakłe kapcie, które kupił jej na dwudzieste urodziny, aby się z nią podrażnić, ponieważ wciąż ich nie wyrzuciła. A wyrzucała wszystko, co uważała za nieprzydatne. Nie mogła zabrać się za nic, dopóki ich nie znalazła, dlatego Ron pilnował, aby znajdowały się tuż przy kominku na wypadek, gdyby pojawiła się w domu wcześniej niż on.
Nie musiał używać legilimencji, by wiedzieć, jaki miała nastrój. Umieli porozumieć się bez słów. Dlatego to, że poczuł obecność Hermiony, zanim ją zobaczył, nie stanowiło dla niego żadnego zaskoczenia. Zdziwił go jedynie fakt, że znajdowała się właśnie na błoniach. Pomijając argumenty dotyczące pogody i wczesnej, sobotniej pory, Ron nie miał pojęcia, dlaczego jego żona nie przebywała w Skrzydle Szpitalnym, do którego sam jeszcze przed chwilą zamierzał udać się bez żadnych przystanków.
Odwrócił się gwałtownie w lewo, a jego spojrzenie od razu padło na nią. Już z tej odległości bez problemu rozpoznał, jak bardzo była roztrzęsiona; w końcu miała rozpuszczone włosy, do czego w miejscu pracy nigdy nie dopuszczała. Obok szedł Hugo trzymający za rękę niską blondynkę, na widok czego Ron poczuł dumę. Szybko ponownie spojrzał na małżonkę, która również na niego patrzyła, i tylko ostatkiem sił powstrzymał się od podbiegnięcia do niej. Zamiast tego znacznie przyspieszył kroku i chwilę później dołączył do trzyosobowej grupki.
– Cześć, tato – odezwał się Hugo. – To Helena Smith.
Dziewczyna dygnęła lekko, gdy Ron się z nią witał. Na policzkach nastolatki pojawił się rumieniec, jednocześnie jednak uścisk jej dłoni był silny, co mu się spodobało. Chwilę później Weasley chwycił mocno dłoń swojej żony, próbując tym samym dodać jej otuchy, a drugą rękę wyciągnął do góry, aby potargać włosy synowi.
– Tato, proszę cię… – jęknął chłopak, co trochę zdziwiło mężczyznę. Może i Hugo nie reagował tak entuzjastycznie na ich tradycyjne powitanie jak kilka lat wcześniej, ale nigdy nie stawiał się bardziej niż poprzez próby ucieczki. Nie zamierzał jednak tego roztrząsać, Hermiona robiła to doskonale za ich dwoje. Zamiast tego zapytał po prostu: – Co wiemy?
– Dobrze, że jesteś – westchnęła w odpowiedzi jego żona, ruszając w kierunku zamku. Ku zadowoleniu Rona jej ręka odziana w brązową rękawiczkę nie drżała tak mocno jak chwilę wcześniej. – Właśnie mówiłam, że właściwie nie wiem nic. Dostałam wiadomość od Miner… profesor McGonangall – poprawiła się, spoglądając na Helenę – że jak najszybciej mamy się wszyscy stawić w Skrzydle Szpitalnym. Pozostali już powinni tam być, ja poszłam po Hugona.
– Ale Albus został zabrany do Munga, więc dlaczego… O co chodzi? – zapytał Ron, widząc porozumiewawcze spojrzenia, jakimi wymienili się jego żona i syn.
– Zapytałem przed chwilą o to samo – odparł Hugo, wzruszając ramionami, zaś Helena dodała:
– Dokładnie takimi samymi słowami.
– Och. – Był to jedyny komentarz, na jaki zdecydował się Ron. W innej sytuacji pewnie by się roześmiał. – Ale… dlaczego?
– Jak wiecie, Albus został tam zabrany cztery dni temu. Początkowo jego stan pozostawał stabilny, ale nad ranem nastąpiło nagłe pogorszenie. Nic więcej nie wiem. Nie mam pojęcia, dlaczego przewieźli go ze szpitala tutaj…! Chodźcie! – Głos Hermiony z każdym kolejnym słowem coraz bardziej przypominał pisk.
Szła szybko i pewnie, na jej twarzy Ron nie dostrzegał paniki, jednak zachowanie kobiety mówiło samo przez się. Ścisnął jej rękę jeszcze mocniej, aby zmusić żonę, by na niego spojrzała, i posłał pokrzepiający uśmiech. Sam miał złe przeczucia, lecz nie zamierzał dawać tego nikomu do zrozumienia, zanim nie dowiedzą się czegoś więcej.
Gdy wkroczyli do zamku, owiało ich przyjemne ciepło. Od razu zdjęli czapki oraz szaliki i niemal biegiem ruszyli w kierunku najbliższej klatki schodowej. Hermiona podskakiwała ze zdenerwowania na magicznych schodach, jakby chciała przyspieszyć ich lot. Przypominała Ronowi piętnastoletnią wersję siebie tuż przed egzaminem z transmutacji podczas SUMów, który rozpoczął się pięć minut po wyznaczonym czasie. Gdy tylko znaleźli się na właściwym piętrze, Hermiona wyrwała mu się i pognała do przodu. Chcąc nie chcąc, wraz z Hugonem i Heleną poszedł w jej ślady.
Kilka minut później zdyszani i zgrzani znaleźli się pod drzwiami Skrzydła Szpitalnego. Ron wyciągnął rękę, by dotknąć ramienia żony i spróbować nieco ją uspokoić, ale nie zdążył; kobieta złapała bowiem za klamkę i zamaszyście otworzyła drzwi.
Ich oczom pojawiło się istne pobojowisko. Ron nie mógł uwierzyć, że Clara Clinton, którą znał przede wszystkim z opowieści Hermiony, pozwoliła na coś takiego. W skrzydle znajdowało się mnóstwo ludzi. Prawie nikt nie siedział, za to każdy zdawał się mieć coś do powiedzenia. Albusa nie było widać, pewnie leżał na którymś z dalszych łóżek. W oczy od razu rzuciła mu się jego młodsza siostra zalana łzami, na co pragnął zareagować dokładnie tak jak wtedy, gdy jako nastolatek dowiedział się, że zaczęła chodzić z Deanem Thomasem.
Rozkwasić komuś nos.
Tylko że teraz nie miał takiej możliwości. Przecież nie mógł pokiereszować twarzy biednemu Albusowi. A Harry… Wolał o tym nie myśleć, zważywszy na to, do jakich wniosków mógłby dojść. Jak zawsze w przypadku niechcianych myśli Ronowi z pomocą przyszły wspomnienia. Zastanawiając się, kiedy po raz ostatni widział Ginny płaczącą, doszedł do wniosku, że pewnie było to wtedy, gdy jako dziesięciolatek utopił jej ulubionego pluszaka w mugolskiej toalecie w londyńskim centrum handlowym. Ojciec nie mógł nic z tym zrobić; głównie dlatego, że znajdujące się tam wówczas kobiety wezwały ochronę w celu „jak najszybszej ewakuacji z damskiej toalety tego niewychowanego chłopca”. Mały Ron nie miał pojęcia, co znaczy „rozbuchany”, zrozumiał za to, że mama miała rację, twierdząc, że poziom fascynacji taty niemagicznymi ludźmi przypomina paranoję.
Nagle poczuł mocne szturchnięcie w bok, czemu towarzyszyło pełne oburzenia spojrzenie Hermiony. Uśmiechnął się do niej przepraszająco; śmianie się pod nosem w takim momencie faktycznie nie było szczytem taktu. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, ponieważ jego żona – podobnie zresztą jak Helena z Hugonem – przesunęli się w głąb pomieszczenia. Nastolatkowie stanęli pod ścianą, obserwując zgromadzonych, zaś Hermiona podeszła do Ginny i wzięła ją w ramiona, szepcząc coś do ucha.
Ron również ruszył do przodu, rozglądając się wokół. Wśród masy dorosłych i uczniów rozpoznał paru nauczycieli, kilku pracowników ministerstwa oraz Rose i Jamesa, którzy pogrążeni w dyskusji nawet go nie zauważyli, jednak nigdzie nie dostrzegał najważniejszych osób – Clary, Harry’ego, Minerwy ani samego Albusa. W Skrzydle Szpitalnym w tej chwili nie znajdował się żaden pacjent – jeśli ktoś zajmował łóżka, byli to tylko przybyli. To w jakimś stopniu wyjaśniało, dlaczego Clinton mogła tolerować to zbiegowisko, ale i tak wydawało się dość dziwne. Za czasów jego edukacji Skrzydło Szpitalne rzadko kiedy pozostawało zupełnie puste. Pewnie miało to związek z ich ogromnym „szczęściem”, którym mogli szczycić się jako nastolatkowie…
A może wcale go nie przenieśli?, pomyślał, gdy przeszedł przez całe pomieszczenie i stanął tuż przy ogromnym oknie. Tylko dlaczego mieliby nas tutaj gromadzić…?
– Rose – zawołał Ron, doskonale wiedząc, że jeśli ona nie odpowie na dręczące go pytania, to pewnie nikt tego nie zrobi.
Jego córka, stojąca kilkanaście stóp dalej, odwróciła się w stronę okna i uśmiechnęła się szeroko. Chwilę później była już przy nim.
– Tato, naprawdę musisz tak krzyczeć? – zapytała z lekkim wyrzutem, ale wyczuwał w jej tonie wyraźne nutki rozbawienia. Była podobna do Hermiony znacznie bardziej, niż tego pragnęła, co on osobiście ubóstwiał.
– Musiałem dać mojej ulubionej córce jakiś powód do zwrócenia uwagi, nie? – Mrugnął do niej porozumiewawczo.
– Taaak, bo masz ich po prostu mnóstwo – odparła, wygładzając niewidoczne zmarszczki na szacie, a następnie, uśmiechając się ciepło, przytuliła go. To był tradycyjny sposób, w jaki Ron witał się z córką. – Nie zauważyłam, jak przyszedłeś.
– Wiem, rozmawiałaś z Jamesem. Wiecie coś?
– Jak zawsze prosto do celu, co, tato? – westchnęła Rose. – Nie. Nie chcą nam nic powiedzieć. Wujek Harry, jego zastępca z biura aurorów, profesor McGonagall i pani Clinton siedzą w gabinecie od godziny. – Machnęła w kierunku śnieżnobiałych drzwi. – Wydaje mi się, że Albus też tam jest, ale to tylko domysły. Ci wszyscy ludzie pojawiali się tu stopniowo, nauczyciele ich wezwali.
– Czemu Ginny nie ma w środku? – zapytał coraz bardziej zdezorientowany Ron o pierwsze, co przyszło mu do głowy i na co miał realną szansę uzyskać odpowiedź.
– Była. Pięć minut temu wybiegła stamtąd z płaczem i nikomu nie dało się od niej nic wyciągnąć. Tuż zanim przyszliście, ryknęła na cały głos, żeby wszyscy dali jej spokój. Dobrze, że mama przyszła… Tato, co robisz?
– Chcę się czegoś dowiedzieć, to chyba oczywiste – odparł Ron, oddalony już o kilka kroków od okna. Rose jednak udało się złapać go za rękaw i tym samym powstrzymać od ruchu.
– Myślę, że mama jest w tej chwili najlepszą osobą, by wesprzeć ciocię – zakomunikowała spokojnie Gryfonka. – Ty, tato, jesteś… dość impulsywny.
– Może i racja. Zresztą wy, kobiety, to nieustająca zagadka, którą możecie ogarnąć tylko wy same – westchnął teatralnie Ron, na co Rose wywróciła z rozbawieniem oczami. – Ale, powiedz mi, nie jesteś ciekawa, co się tu dzieje?
– Oczywiście, że jestem! – Rose aż się obruszyła. – Siedzę tutaj bezczynnie od kilkudziesięciu minut! Nienawidzę bezczynności. Tato, nie śmiej się ze mnie…
– Mówisz oczywistości.
– Zupełnie nie dziwię się mamie, ty naprawdę nie potrafisz być poważny w żadnej sytuacji…
– Znów mówisz oczywistości.
Rose otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Zadowolony z siebie Ron – w końcu niełatwo przegadać kogoś takiego jak moja córka! – poklepał ją pokrzepiająco po ramieniu i dodał:
– Nie martw się, następnym razem może wygrasz. A teraz pewnie zainteresuje cię fakt, że Harry właśnie wyszedł z gabinetu.
Rose nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni z prędkością światła i ze zniecierpliwieniem spojrzała na szefa biura aurorów.
To samo zrobił stojący po drugiej stronie pomieszczenia James Syriusz Potter. Odrzucił spadające mu na oczy kasztanowe włosy i przyjrzał się dokładnie tacie. Ku przerażeniu byłego Gryfona twarz Harry’ego Pottera wyglądała tak, jakby od wczoraj postarzał się o dwadzieścia lat. Obok niego stanęła wyraźnie zaaferowana dyrektorka oraz młody szatyn, którego nazwiska nie znał, będący zastępcą Pottera w biurze aurorów.
– Witajcie. Dziękuję wam wszystkim za przybycie – zaczął nieco zachrypniętym tonem Harry. – Pracowników ministerstwa i nauczycieli proszę o udanie się z profesor McGonagall i Robertem, przekażą wam wszystkie niezbędne informacje. A was – tu potoczył wzrokiem po całej sali – zapraszam do gabinetu.
James doskonale wiedział, że „was” oznacza „rodzinę”. Nie zdziwiło go więc, że prawie wszyscy ruszyli w odpowiednich kierunkach i że kilku uczniów – z których z imienia i nazwiska rozpoznawał jedynie Scorpiusa Malfoya i Matyldę Pince, choć drobna, ładna blondynka w szatach Gryffindoru także wydawała mu się znajoma – wyglądało na zagubionych; w końcu ich plan jego ojca nie objął. James nie zamierzał zawracać sobie tym głowy; zbyt mocno chciał się w końcu dowiedzieć, co się dzieje.
I co najciekawsze, nie chodziło jedynie o Albusa, ale również o Lily. Jego siostra zachowywała się wyjątkowo dziwnie. Przez dłuższy czas rozmawiała z nim i Rose o Albusie. Dopiero gdy ich matka pojawiła się w Skrzydle Szpitalnym, zachowała się tak, jak miała w zwyczaju: mianowicie prychnęła głośno i, nie zwracając na Ginny najmniejszej uwagi, podeszła do parapetu. Tam przesiedziała co najmniej kilkanaście minut, obserwując zgromadzonych, co znów wydawało się czymś nienaturalnym. Nie podeszła nawet do Hugona, gdy ten się pojawił!
Jednak w przeciwieństwie do Albusa Lily przynajmniej fizycznie miała się dobrze. Dlatego James musiał skupić całą uwagę na młodszym bracie. To samo zresztą powtarzano im niemal codziennie na kursie aurorskim. Koncentracja. Suche fakty. Brak emocji.
Gdy wszyscy znaleźli się w gabinecie Clary Clinton, wujek Ron zamknął drzwi. James był niemal pewien, że pomieszczenie musiało zostać magicznie powiększone, by wszyscy mogli zająć miejsca siedzące, mimo że nadal wydawało się mu za ciasne. Prawdopodobnie wiązało się to z wyczuwalnym napięciem, którym powietrze wydawało się całkowicie przeciążone. W innych okolicznościach kremowe ściany, jasne pufy i stojące na parapecie jasnofioletowe kwiaty pewnie zadziałałyby na niego uspokajająco, nawet jeśli nie wpasowywały się w jego styl.
Nienaturalnie blady, lecz spokojny Albus leżał na kozetce pod jedną ze ścian. James ze swojego miejsca wyraźnie widział jego twarz. Nie wyglądał tak źle, jak można by było wywnioskować po stwierdzeniu „umierający”, jakie – w postaci Patronusa przesłanego ze Szpitala Świętego Munga – obudziło ich prawie trzy godziny wcześniej w domu rodziny Potterów. James wiedział jednak, jak prezentował się jego młodszy brat, gdy sam wraz z ojcem znalazł się na oddziale, i wolał nie przypominać sobie tego widoku. Niewiele rzeczy potrafiło nim wstrząsnąć, ale…
Siny, niemal niebieski na twarzy Albus, zaczynający kaszleć tak przerażająco, jakby miał zaraz wypluć płuca. Drgający tak mocno, że niemal spadający z łóżka. Krwawiący nie tylko z nosa, ale i z uszu oraz oczu. Próbujący udusić się własnymi rękami.
James gwałtownie otworzył oczy; nie miał pojęcia, kiedy je przymknął, ale wiedział, że nie może popełnić po raz kolejny tego błędu, przynajmniej do wieczora. Nie powiedział o tym, co widział, ani mamie, ani Lily, ani Rose. Skoro uzdrowicielom udało się jakimś cudem opanować tamten stan Albusa, nie widział takiej potrzeby. O wiele bardziej interesowało go, co działo się później – ojcu pozwolono zostać, ale jego samego wyproszono na korytarz i nie wiedział niemal nic więcej niż reszta rodziny.
Chłopak widział, że zgromadzeni stają się coraz bardziej zniecierpliwieni. Nawet ciotka Hermiona zaczęła ze zdenerwowania tupać szybko prawą nogą. Jednak tata, siedzący przy wezgłowiu łóżka środkowego syna, wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt na drzwiach wejściowych i nie wyglądał na choćby minimalnie świadomego tego, co dzieje się wokół. Dlatego też, po chwili wyraźnego wahania, Clara Clinton postanowiła się odezwać:
– Stan Albusa jest znacz… Rzucono na niego klątwę.
Głos pielęgniarki załamał się, ale cisza nie trwała długo. Ku rozpaczy Jamesa jakby na zawołanie zdecydowana większość zgromadzonych postanowiła dać upust emocjom i zaczęła się przekrzykiwać. Wujek Ron zadawał tysiące pytań na minutę do bliżej nieokreślonej osoby, mama ponownie wybuchła płaczem, ciotka Hermiona znowu zabrała się za jej pocieszanie, Hugo dyskutował z Rose, natomiast Lily pytała o coś Clinton. Tylko on i ojciec się nie odzywali – ten drugi nadal wydawał się znajdować gdzieś daleko, ale przynajmniej przestał wpatrywać się w drzwi, a zaczął ze zdziwieniem obserwować zgromadzonych; tak jakby widział ich po raz pierwszy.
James westchnął głośno; jakkolwiek bezdusznie by to nie brzmiało, cieszył się, że do Hogwartu nie zostali wezwani pozostali Weasleyowie. Tylko Charliego z jego analitycznym, lecz niepozbawionym uczuć umysłem naprawdę tu brakowało; no i oczywiście Teddy’ego Lupina. Jeśli jednak którykolwiek z nich zostałby powiadomiony, ich drugie połówki natychmiast poinformowałyby o sytuacji resztę rodziny, a gabinet Clary Clinton nawiedziłby ludzki huragan, którego zniszczeń nie dałoby się zatrzymać.
– To dlaczego Albus nie został w Mungu? – Jakimś cudem pytanie Lily zostało usłyszane nawet przez wujka Rona, który musiał wreszcie nabrać powietrza, by móc kontynuować słowotok.
Zapadła zupełnie nieoczekiwana, lecz jakże cudowna dla uszu Jamesa cisza.
– Bo najwyraźniej jest przywiązany do kogoś tutaj – odparł niespodziewanie tata. Jego głos był całkowicie wyprany z emocji.
– Tutaj? W Hogwarcie? – zapytał Ron, jednak nie doczekał się odpowiedzi, ponieważ Rose była szybsza:
– Na Albusa rzucono którąś z Klątw Zależności?
Jamesa bardziej zmroził jej pełen przerażenia ton niż sama treść pytania. O czarnomagicznych klątwach wyższego stopnia mieli uczyć się na kursie aurorskim dopiero na drugim roku, więc na razie nie wiedział o nich prawie nic. Oczywiście nie zdziwiło go, że Rose, choć planowała po szkole kształcić się w zupełnie innym kierunku, posiada tego typu informacje.
– Najwyraźniej tak – odparł Harry, wzdychając głęboko. Tym razem wpatrywał się w swoją żonę, jednak Ginny, ukrywszy twarz w dłoniach, szlochała niemal bezgłośnie i pewnie nie była tego świadoma. – Choć bardziej poprawną odpowiedzią byłoby między innymi. Wszystko wskazuje na to, że Albus został potraktowany albo wyjątkowo skomplikowaną klątwą nieznaną naszemu ministerstwu, albo mieszanką kilku, jak nie kilkunastu różnych klątw i zaklęć. Niezależnie od odpowiedzi składową musi być któraś z Klątw Zależności.
– Któraś? Nie wiecie która?! – zapytała ostro Lily, podskakując na krześle.
– Na tym polega problem – odparł cicho jej ojciec, pocierając skronie. – Zaklęcia wykrywające nic nie ujawniły. Aż do dzisiejszej nocy, a właściwie poranka, nie istniały choćby najmniejsze przesłanki, że za stan Albusa może odpowiadać klątwa…
– Zarówno podczas pobytu w Skrzydle Szpitalnym, jak i przez te kilka dni spędzone w szpitalu nie pojawiło się zupełnie nic, co mogłoby wyjaśnić, dlaczego Albus pozostaje tak długo w śpiączce – podjęła znacznie pewniej Clara Clinton, gdy Harry’emu załamał się głos. – Nic ponadto nie odbiegało od normy; ani w badaniu standardowym, ani magicznym… Wszystkie badania dodatkowe przeprowadzone w Mungu również wychodziły idealnie. Aż nagle, zupełnie niespodziewanie i bez żadnych symptomów poprzedzających Albus wpadł w Stan Odstawienny. To ogólne pojęcie; wiąże się nie tylko z Klątwami Zależności, ale również działaniem niektórych eliksirów, magicznych używek, uroków. Objawy jednak są dość zbliżone, ważniejsze jest ich natężenie. Im potężniejsza magia, tym gorzej. Albus cudem uszedł z życiem, a ma bardzo silny organizm, o czym świadczą wszystkie wyniki. Nie wygląda to dobrze.
– A czemu to nie może być urok? Albo eliksir? – zapytał Hugo, wyłamując nerwowo palce po chwili coraz cięższej i trudniejszej do zniesienia ciszy.
– Urok, nawet nowo utworzony czy nietypowy, zawsze wykrywają standardowe zaklęcia. Choć na ogół jest je znacznie trudniej odwrócić – poinformowała Rose bez zająknięcia, jakby recytowała formułkę z podręcznika, dzięki czemu uzyskała dumne spojrzenie matki i nieco urażone brata.
– No dobrze. – Głos ponownie zabrała Lily, która patrzyła na przemian na Harry’ego, Clinton i swoją ciotkę. – Klątwa Zależności musi oznaczać, że stan Albusa jest od czegoś zależny. Dlaczego poprawiło mu się, kiedy ponownie pojawił się w Hogwarcie? Dlaczego przez ponad trzy dni w Mungu nic…?
Dziewczyna mówiła coś dalej, jednak James przestał jej słuchać. Nagle trybiki w jego umyśle zaczęły pracować jak szalone. Coś tu ewidentnie…
– Tę klątwę rzucił ktoś, kto znajduje się w Hogwarcie – wykrzyknął, przerywając tym samym wypowiedź Clinton. Ciotka Hermiona popatrzyła na niego z wyrzutem, jednak zupełnie się tym nie przejął, zaaferowany własnymi wnioskami. – W przeciwieństwie do uroków, aby klątwa działa długo, trzeba ją regularnie podtrzymywać, prawda? – W odpowiedzi Hermiona i Rose zgodnie pokiwały głowami. – Wszystkie, nie tylko Klątwy Zależności. Więc skoro tak, to znaczy, że ten ktoś musiał cały czas kontrolować stan Albusa tuż pod naszymi nosami…!
Cisza, która zapadła, początkowo zdziwiła Jamesa – czy naprawdę nikt nie widział tego co on? Nie chciał przedyskutować, pomyśleć nad planem działania? Gorączkowo wpatrywał się w przygnębione twarze dorosłych; nawet wujek Ron wyraźnie zmarkotniał po jego słowach.
Och, pomyślał, gdy dotarła do niego prawda i zalała go fala przerażenia. Oni widzą to co ja i dlatego się tak zachowują.
– Dlaczego jesteście tak przerażeni? Jeśli to ktoś z Hogwartu, łatwo będzie go znaleźć i po kłopocie! Szczególnie jeśli musi podtrzymywać tę klątwę! – zawołał Hugo, który najwyraźniej nie doszedł do tego typu wniosków, jednak widząc niemal zerową reakcję, o wiele mniej pewnym tonem dodał: – Prawda?
– Klątwy nie trzeba podtrzymywać przez bezpośredni kontakt, Hugo, a przy Klątwach Zależności, jak sama nazwa wskazuje, życie ofiary jest zależne od sprawcy – odezwała się ponuro Rose po dłuższej chwili, widząc, że nikt z dorosłych nie kwapi się do odpowiedzi. – Dzisiejsze wydarzenia dobitnie to potwierdzają. A tutaj na dodatek nie wiadomo, z czym jeszcze mamy do czynienia. To, że znajdziemy winowajcę, nie oznacza, że Albus kiedykolwiek wróci do zdrowia! Niezarejestrowane czary i klątwy, których nawet nie można wykryć w normalny sposób, pomieszane ze sobą prawdopodobnie na chybił trafił, to…
…brzmi jeszcze gorzej wypowiedziane na głos niż w myślach, uznał James i głośno przełknął ślinę.

Anabelle – wykończona, lecz jak zwykle szczęśliwa po intensywnej próbie – kierowała się do opuszczonej sali lekcyjnej na drugim piętrze, która stała się najczęstszym miejscem spotkań jej i Scorpiusa w ostatnim czasie. Ich związek nie wyglądał tak, jakby tego pragnęła, jednak nie było to zależne od nich. Przynajmniej w tej chwili nie. W końcu nikt nie planował, że najlepszy przyjaciel jej chłopaka zostanie ofiarą klątwy. Odkąd równo tydzień temu poznali przyczynę stanu Albusa, Malfoy zajmował się prawie tylko tym. Podobnie jak Matylda Pince oraz rodzina Pottera, co obejmowało między innymi Rose.
Janvier to nie przeszkadzało, a fakt, że od czasu do czasu o tym myślała, był czymś w zupełności normalnym: w końcu Weasley chodziła kiedyś ze Scorpiusem i żadne z nich nic jej nie powiedziało, dopóki nie dowiedziała się od osób trzecich. Niemniej Anabelle odbyła rozmowę z ich obojgiem i ufała im, gdy niezależnie od siebie zapewnili ją, że to stare dzieje. Cóż, obecnie nawet się ze sobą nie kumplowali, więc trudno byłoby w to nie uwierzyć, ale nie do końca odpowiadało jej, że Scorpius spędza z Rose tak wiele czasu. Mimo że nie sam na sam i że Anabelle również mogła brać udział w dyskusjach na temat Albusa i kilkakrotnie to zrobiła, choć za każdym razem czuła się kompletnie bezużyteczna. Wiedza z numerologii nie wydawała się przydatna choćby w nikłym procencie w rozwiązaniu tej sprawy.
Niezależnie, jak mocno by tego pragnęła, nie potrafiła zapomnieć od tego, co przeżyła w Beauxbattons. Wtedy też ufała.
Do czasu.
Koniec czarnowidztwa, Anabelle, co z tobą? Zaraz się z nim spotykasz, masz być szczęśliwa, pomyślała Janvier i uśmiechnęła się do siebie szeroko.
Znajdowała się już niemal na miejscu. Podchodząc do sali, szybko poprawiła włosy, obciągnęła zieloną spódniczkę i bez pukania weszła do środka.
Scorpius już tam był. Pochylony nad stosem pergaminów notował coś szybko, marszcząc zabawnie nos. Anabelle uważała za urocze to, jak bardzo potrafił poświęcić się jednej rzeczy. Bezszelestnie odłożyła torbę na stojące najbliżej wejścia krzesło i podeszła do niego. Delikatnie, by go nie wystraszyć, położyła ręce na jego ramionach i zaczęła je lekko masować. Dopiero wtedy wyrwała go z zamyślenia. Odłożył pióro i odwrócił się do niej tak, że nareszcie mogła popatrzeć w jego szare, spokojne oczy. Pochyliła się i pocałowała go, wciągając zapach jego perfum.
– Wypracowanie z eliksirów? – zapytała po chwili, rzucając przelotne spojrzenie na zapisany jego małym, równym pismem pergamin.
– Nie, analizuję nasze dzisiejsze wnioski dotyczące Albusa – odpowiedział nieco zbyt poważnym tonem, niż by tego chciała. – Rose znalazła w Dziale Ksiąg Zakazanych interesujące informacje. Być może…
– A inni nic?
– Co masz na myśli? – zapytał Scorpius, kładąc ręce na biodrach Anabelle i tym samym zmuszając ją, by usiadła na jego kolanach. Nie, żeby czuła, iż to rozkaz i miała jakiekolwiek obiekcje z wykonaniem go.
– Czy tylko mądra Rose ma coś do powiedzenia? – Na głos zabrzmiało to znacznie gorzej, niż w myślach Janvier, nie mogła jednak cofnąć raz wypowiedzianych słów.
– Nie tylko – warknął Scor, co zdziwiło ją znacznie bardziej niż jej własne pytanie. Ona przynajmniej miała prawo…! – A coś ci to przeszkadza?
– O co ci chodzi? – zapytała Anabelle, starając się, by głos jej nie zadrżał.
– A tobie?! – odpowiedział pytaniem na pytanie nieco za głośno, niż w jej mniemaniu powinien.
– Cały czas o niej mówisz! – wypaliła, nim zdążyła dobrze się zastanowić, i wstała gwałtownie, odsuwając się od niego.  
On również się podniósł, przez co nie mogła patrzeć na niego z góry, co dziwnie ją deprymowało.
– Bo wraz z nią staram się pomóc Albusowi! Z Lily, Hugonem, Matyl…
– Doskonale wiem, z kim nad tym pracujesz, Scorpius – przerwała mu, zaciskając ręce w pięści. Niespodziewanie dla niej samej poczuła wściekłość, uczucie, które zdawało się napędzać również jego. – Nie jestem aż tak głupia czy ślepa, za jaką mnie macie! – Sama nie wiedziała dokładnie, o jakich „ich” jej chodzi, ale nie miało to większego znaczenia. – Swoje wiem aż za dobrze, choć, najwyraźniej, niektórych rzeczy wolałabym nie wiedzieć.
Dopóki nie poczuła łez na policzkach, nie wiedziała, że zaczęła płakać. Scorpius najwyraźniej też to dostrzegł, bo gdy złapał ją za nadgarstek, zauważyła w jego spojrzeniu błysk czegoś znacznie spokojniejszego i cieplejszego niż zdenerwowanie. Nie chciała jednak jego litości, nie chciała pustych zapewnień. Bez słowa wyrwała mu się i, złapawszy z biegu torbę, wybiegła z klasy.
Po kilkudziesięciu krokach Anabelle zwolniła nieco, a raz nawet się odwróciła, lecz Malfoy nie wyszedł na korytarz. Nie wiedziała, czy wkurzyło ją to jeszcze bardziej, czy wręcz przeciwnie; była tak wściekła, że nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Nie poznawała samej siebie. Mało rzeczy potrafiło ją choćby zdenerwować, a tymczasem niemal kipiała z furii. Żałowała, że próba do musicalu musiała odbyć się przed spotkaniem z chłopakiem; tak mogłaby przynajmniej wyżyć się w tańcu. Ruch zawsze jej pomagał.
Dlatego i tak zamierzała z niego skorzystać. Pomimo mało sprzyjającej aury pogodowej w postaci deszczu ze śniegiem postanowiła wybrać się na błonia. Gdyby nie zmiana temperatury, pewnie nawet nie zauważyła momentu, w którym opuściła zamek; nogi prowadziły ją przed siebie bez udziału świadomości.
Najwyraźniej natura miała pomóc jej znacznie bardziej, bowiem gdy Anabelle doszła do jeziora, było jej nie tylko zimniej, ale i w jakiś sposób przyjemniej. Szybko założyła granatowy płaszcz, który w pomniejszonej wersji zawsze miała ze sobą w torbie. Gdy patrzyła na szumiące w oddali drzewa Zakazanego Lasu, powoli ogarniał ją spokój. Wokół nie było nikogo, za co czuła wdzięczność wobec bliżej nieokreślonego kogoś bądź czegoś. Uwielbiała ludzi, ale czasem nawet ona potrzebowała od nich odpoczynku.
Nucąc pod nosem melodie z West Side Story, szła powoli wzdłuż brzegu, przypominając sobie cudowne kąpiele w Morzu Śródziemnym i plaże Lazurowego Wybrzeża. Mimo że pokochała Hogwart, czasem bardzo brakowało jej Francji. W tym momencie potrafiła zrozumieć podejście Oliviera, nawet jeśli wydawał się być koniec końców zadowolony ze zmiany.
Myśl o bracie sprawiła, że podniosła głowę, jakby chciała go znaleźć. Ku jej najszczerszemu zdziwieniu zobaczyła Oliviera kilkadziesiąt stóp dalej. Stał nad jeziorem i kopał kamyki. Zaśmiała się pod nosem; pod pewnymi względami byli do siebie niesamowicie podobni. Dziwiło ją zawsze, że rodzice tego nie dostrzegali.
Poczuła, jak wstępują w nią nowe siły i z entuzjazmem ruszyła przed siebie. Olivier, pochłonięty myślami, nadal jej nie dostrzegał, co postanowiła wykorzystać. Z wrednym uśmieszkiem zwolniła kroku i oddaliła się nieco od brzegu. Bezszelestnie – w końcu nie po to tyle lat ćwiczyła gimnastykę, by się nie udało – podeszła do niego od tyłu i, popychając go mocno do przodu, krzyknęła głośno:
– Cześć, bracie!
W odpowiedzi usłyszała plusk wody i masę przekleństw. Gdy Olivier wydostał się na brzeg i osuszył różdżką, ona wciąż zaśmiewała się do rozpuku.
– Kompletnie zwariowałaś, Ana!
– Gdybyś ty mógł zobaczyć tę swoją minę, zawsze taka sama!
– Trudno inaczej reagować, jak starsza o dwa lata siostra wciąż zachowuje się, jakby miała dziesięć lat – odparł Olivier, wzruszając ramionami, lecz w jego słowach Anabelle wyczuwała rozbawienie. Zdawała sobie również sprawę, że musi uważać, ponieważ brat już szykował na nią zemstę.
– Mówisz tak, jakby ktoś miał ci uwierzyć, że się nie cieszysz na mój widok – stwierdziła, nieco bardziej opanowana, jednak jej ciało wciąż drżało od śmiechu.
– Z grzeczności nie będę ci niszczył światopoglądu – uznał Olivier, szczerząc się szeroko, a następnie dodał: – Jak tam próba?
– Dobrze – odpowiedziała entuzjastycznie Anabelle. – Dziś zaczęliśmy kolejny taniec. Jeszcze tylko dwa nam zostały do końca. Uwielbiam je! A to, że używamy w nich magii, jest genialne! Mój ulubiony, przynajmniej z tych, które poznaliśmy dotychczas, to ten, w którym częściowo tańczymy w powietrzu, na różnych poziomach. Sam zobaczysz, jak już zaczniemy w grudniu kolejne wspólne próby. Mówię ci, to niesamowite. A w przedostatnim tańcu będę mogła wykazać się moimi zdolnościami z zakresu gimnastyki! Pani Amanda mi dzisiaj o tym powiedziała. Uwielbiam tę kobietę. Wiesz, nie chodzi o sam styl bycia czy ubierania się, ale o jej pasję; ona kocha sztukę, kocha piękno i to jest totalnie niesamowite, mogłabym rozmawiać z nią o tym godzinami i nigdy by mi się nie znudziło!
– A która by mówiła?
– Ma taką wiedzę… Co mówiłeś? – zapytała Anabelle, przerywając swój pełen entuzjazmu słowotok. Ze zdziwieniem zauważyła, że wraz z Olivierem przeszli całkiem spory kawałek i znajdowali się nieopodal szklarni, w których odbywało się zielarstwo. Często traciła poczucie czasu i orientacji, gdy mówiła.
– Nic, nic, po prostu zdążyłem zapomnieć, jak dużo gadasz. A raczej: udało mi się to w końcu wyprzeć ze świadomości, a teraz zostałem brutalnie wyrwany z ułudy szczęścia – stwierdził Olivier, uśmiechając się złośliwie.
– Jaaasne, i tak wiem, że uwielbiasz, jak mówię. Przynajmniej sam nie musisz! – zaśmiała się Anabelle. Jak dobrze było porozmawiać dłużej po francusku. Oczywiście od czasu do czasu komunikowała się w ten sposób Camille Roulier, jednak rzadko bywało tak, by w dormitorium znajdowały się jedynie we dwie, a reszta współlokatorek nie znała tego języka.
– Z grzeczności nie… Oj, Ana, czyżby coś przeszkadzało ci iść dalej?
Anabelle chciała już odpowiedzieć bratu, lecz nie zdążyła. Macki tajemniczo wyglądającej rośliny znajdującej się tuż przed szklarnią numer jeden zdołały bowiem opleść całe ciało Puchonki, w tym również usta, skutecznie jej to uniemożliwiając. Na szczęście nie objęły nosa, nie ściskały jej również za mocno, więc mogła spokojnie oddychać. Na twarzy brata dostrzegła wyraźne zadowolenie, zaś w jego ręku zauważyła różdżkę, co uświadomiło jej, że atak tej ohydnej, parszywej roślinki musiał być jego sprawką. Jako że na zielarstwie od czasu do czasu potrafiła się skupić, przypomniała sobie, że w czwartej czy w piątej klasie mieli zajęcia o roślinie, której nazwy nie pamiętała, a która pod wpływem jakiegoś prostego zaklęcia opatulała najbliżej znajdujące się żywe stworzenie, jakie znalazła na swej drodze.
W tym przypadku była nim, no cóż, Anabelle.
Janvier zdawała sobie sprawę, że Olivier prędzej czy później ją uwolni, jednak nie miałaby nic przeciwko pierwszej opcji. W końcu ona tylko wepchnęła go do wody, wystarczyła chwila, by się osuszył. Tymczasem Anabelle miała wrażenie, że spędziła w mackach ohydnej rośliny już całą wieczność. Wiedziała jednak, że nie powinna się ruszać: pamiętała z zajęć, że to tylko pogarsza sprawę. Dlatego pozostawała w tej – dosłownie – krępującej sytuacji, a Olivier wyraźnie rozbawiony bawił się różdżką.
– Znęcasz się nad siostrą? Dojrzałe. – Janvier na szczęście rozpoznała ten głos, więc nie musiała się odwracać, a tym samym ryzykować poruszenia się.
Sarkazm Lily Potter i ona sama właśnie się pojawiły. Niestety.
– Znów mówisz o czymś, o czym nie masz pojęcia. Dojrzałe.
– Znów powtarzasz po mnie, papugo. Niesamowicie dojrzałe. – Lily wywróciła oczami.
W tej chwili macka krępująca usta Anabelle opadła nieco i Puchonka odezwała się do Oliviera po francusku:
– Naprawdę będziesz z nią prowadzić tę głupią dyskusję? Myślałam, że już przestaliście. Ponadto mógłbyś zająć się czymś bardziej pożytecznym, na przykład zakończeniem swojej małej zemsty na mojej osobie.
– Sprowokowała mnie wczoraj na próbie i najwyraźniej nie jest jej dość – odparł Olivier i niedbale machnął różdżką w stronę siostry.
Macki powoli zaczęły opadać, a chwilę potem już wyprostowana Anabelle otrzepywała się z ziemi pozostawionej przez roślinę.
– Niektórzy tak już mają. Ona z pewnością.
– Ona, droga Maxmilienne, doskonale was rozumie – zakomunikowała Lily, płynnie przechodząc na francuski. Wściekle czerwona na twarzy bombardowała Puchonkę wzrokiem. – A ty, Janvier, gdybyś nie chciał błyszczeć zawsze i wszędzie i nie gadał o tym, jak to niektórzy nie umieją utrzymywać się na miotle, podczas gdy sam latasz bez problemu na hipogryfach… Innymi słowy, gdybyś mnie nie sprowokował, to dałabym ci spokój, bo mam cię kompletnie gdzieś.
I nie oczekując na odpowiedź, której pewnie i tak by się nie doczekała, odwróciła się na pięcie i odeszła.
– Śmiałeś się z Albusa? – zapytała Anabelle po czasie, który wydawał się jej wiecznością.
– Oczywiście, że nie, usłyszała urywek rozmowy i dopisała sobie całość. Chyba tak już ma – uznał Olivier, wciąż patrząc na plecy oddalającej się Lily: – Czy ty słyszałaś, jak ona pięk… świetnie mówi po francusku?
W odpowiedzi jego siostra posłała mu długie spojrzenie, jednak nie odezwała się ani słowem.


***

Sprawa Albusa zaczyna nabierać tempa i jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń oraz podejrzeń. Mam nadzieję, że świeże perspektywy przypadły Wam do gustu. Pisząc o nowych bohaterach pod ostatnią notką, miałam głównie na myśli Jamesa, ale zmieniłam moje zamiary i postanowiłam na razie wykorzystać moją sympatię do Rona. Niemniej James będzie miał tutaj całkiem sporo do powiedzenia i to całkiem niedługo.
Końcówka to ciąg dalszy pokazywania dobrych relacji rodzinnych, które rozpoczęłam na początku notki. Jeśli chodzi o sytuację Potterów, dowiecie się więcej prawdopodobnie całkiem niedługo, a mianowicie na Święta Bożego Narodzenia w opowiadaniu. A jako że posanowiłam nieco przyspieszyć akcję, to może zacznę je opisywać za jakieś pięć rozdziałów :D.
Nowy szablon po raz kolejny zadzwięczam Dusi, za zbetowanie po raz kolejny dziękuję Maxine, a powyższy rozdział dedykuję Neithirii

58 komentarzy:

  1. Ojezujezujezu, jaki to był świetny rozdział! Chyba musze powiedzieć ze jeden z moich ulubionych!
    Dobra, komentuję od razu, żeby nie zgubić nic co chciałam powiedzieć. Postaram się panować nad chaosem tej wypowiedzi, ale niczego nie obiecuje :D
    To zacznę od tego Rona. Bardzo fajnie go przedstwilas, kanon się pięknie trzyma tyle ze oczywiście dojrzał. Dobrze, że są jeszcze opowiadania, w których nie robi się z tej kochanej postaci idioty, chama, świni, damskiego boksera, pijaka i tak dalej. Nie wiem co takiego on miał w sobie w książkach Jo, że ludzie idą w takim kierunku..
    I cudownie się czyta, że dalej się z Hermiona kochają i rozumieją bez słów ;) Harry poprzednio wyszedł ci bardzo dobrze, ale Ron świetnie
    I ta wiara w to, ze jak Rose nie zna odpowiedzi na pytania, to inni też Xd i w ogóle ich przekomarzanki, że ma całe mnóstwo córek i jaki był zadowolony ze przegadal Rose :D nie spodziewałam się, że tyle razy smiechne, przy takim darmowym rozdziale!
    Dobra, teraz przejdźmy do tych smutków. Albus! ; ( moje biedne maleństwo! Coś ty mu zrobiła?
    W gł zdenerwowało mnie zachowanie Ginny. Ja wiem ze matki rządzą się innymi prawami, gdy ich dziecko jest poważnie zagrożone,  ale nie przyszło jej do głowy,że nie tylko ona się martwi? Nie no, najlepiej żeby wszyscy jej dali spokój bo tylko ona kocha Albusa, wiec pozwólcie jej się uzalac. Harry przecież też musi być w rozpaczy, a jednak radzi sobie z tematem o wiele bardziej profesjonalnie, a przede wszystkim bardziej empatycznie, nie myśli tylko o własnym smutku i skupia się na działaniu. No i jeszcze ten fragment z Lily... umieram z ciekawości, co ta matka jej zrobiła. Ty to chyba nie lubisz Ginny, co? :D
     Zgrabnie  prowadzisz wątek i podoba mi się ten pomysł z klatwami zależności, wiadomo jak ciężko jest rozbudowywać rowlonglwe uniwersum, widać że dobrze to przemyslalas. A obraz cierpiącego Ala podzialal na moja wyobraźnię...
    I kto to zrobił? Jak czytałam to mi się włączył tryb czytania powieści detektywistycznych i zaczęłam wertowac zakładkę z bohaterami i próbowałam wykluczać ludzi na zasadzie prób i błędów, ale mi nie idzie Xd
    Tak, Ana i Scorpius, czas najwyższy to zepsuć, niech Malfoy wraca do Ro na kolanach i niech uprawiają szaloną miłość intelektualistów! Chociaż, cholera, Franka też lubię. I co tu teraz wybrać Xd
    No i ostatni fragment... jezu, aż mi serce szybciej zabiło przy ostatniej wypowiedzi Oliviera :D to jest to na co czekałam, otwieraj w końcu konkretnie ten romans! Bo przecież ona tak pięknie mówi po francusku :D to znaczy, świetnie, chciałam powiedzieć świetnie :p
    Dobra, rozemocjonowalam się trochę, ale jestem po nieprzespanej nocy i chyba red bull jeszcze działa... ale chyba niczego nie pominelam  :) podsumowując: gratuluję tak dobrego rozdziału, i pięknego, nowego szablonu. Dusia wykonała kawał dobrej roboty!
    Nie pamiętam, kiedy ostatnio użyłam w komentarzu tylu wykrzyknikow.
    I wielokropkow...
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Nie mogę czytać o biednym Ronie traktowanym w ten sposób, dlatego mam zamiar z tym walczyć :D ponadto on miał największe poczucie humoru z całej trójcy wg mnie, wiec starałam się to pokazać i cieszę się, że Ci się spodobało.
      Cóż, nie wiem, czy nie lubię Ginny, to chyba przesada, ale jakos nie mogę powiedziec, żebym ją lubiła :p choć nie spodziewałamsie, że jej zachowanie zostanie odebrane aż tak negatywnie. Niemniej coś na rzeczy jest... Ginny nie radzi sobie z własnymi emocjami za dobrze.
      Hah, jeśli chodzi o Albusa, to mniejszym problemem będzie ustalenie, kto torobi, a o wiele większym: co z tym zrobić :D
      Na temat romansów nie bedę sie za bardzo wypowiadać, żeby nic nie wygadać :P ale powiem tylko tyle: scenę pt. "Olivier w trakcie rozmowy z Anabele odkrywa, że Lily mówi po franusku" miałam od dawna w głowie :D

      Usuń
    2. Cholera, to skoro od dawna miałaś ją w głowie, to ja się pytam, czemu dopiero teraz to dostaliśmy?! :D

      Usuń
    3. Musiała jakoś pasować :p a tak naprawdę to myslalam, ze wrzucę ja jeszcze pozniej, jak pokomplikuję relacje Lily i Oliviera znacznie bardziej :D

      Usuń
  2. Nigdy nie ukrywałam, że podoba mi się związek - i późniejsze małżeństwo - Hermiony i Rona. Uważałam, że nie za bardzo do siebie pasują, a teraz, gdy mam nieco więcej lat i - jak mam nadzieję - jestem nieco mądrzejsza, widzę też jak często stosowany jest to wybieg: połączyć dwójkę z trójki przyjaciół, niech wiodą szczęśliwe życie. Zwłaszcza, że niemal do ostatniej części nie było zapowiedzi tej nagłej, wielkiej miłości; albo to znowu ja tego nie zauważyłam. Ale ale, odbiegam od tematu. Nie podobało mi się i koniec, ale Ty opisałaś to tak ładnie, tak dojrzale, tak jak nie Ron, którego pamiętam, że może nie zmieniłam zdania na ten temat, ale jakoś tak spojrzałam na nich przychylniejszym okiem. Podobało mi się ten fragment o kapciach i to jak bardzo Ron wyczulony jest na zachowanie żony. Nie wiem czy to zaplanowałaś, ale ten fragment pokazuje jak wielki rozdźwięk jest pomiędzy dwoma małżeństwami - Rona i Hermiony oraz Harrego i Ginny. Hermiona i Ron kłócą się, jasne, to przecież nieuniknione, ale z każdego słowa w tym fragmencie przebijała miłość, nawet jeśli zabrzmiało to straszliwie sentymentalnie, ale tak to odczułam. Z kolei czytając o Harrym i Ginny nie widzę małżeństwa, lecz dwoje ludzi, których łączy wspólna przeszłość i dzieci, a którzy – każdy na swój sposób – stara się zebrać do kupy to, co się z niego ostało po wszystkich tych latach; i nie jestem pewna czy którekolwiek z nich radzi sobie z tym w miarę dobrze. Bo Harry to teraz taka całkowita rozsypka życiowa, Ginny podobnie, ale gdy czytam o Twoim Harrym, to mam przed oczami człowieka, który stracił wszystko – z nadzieją na lepsze jutro na czele. Tym bardziej więc jestem ciekawa tego, co przydarzyło im się po drodze, co sprawiło, że są jacy są, a ich małżeństwo i szczęśliwa rodzina to bardziej wspomnienie niż rzeczywistość.

    Ale, idąc dalej – lubię Twojego Jamesa, co chyba nie jest zaskoczeniem, skoro lubię co trzeciego męskiego bohatera, z Frankiem w pierwszym rzędzie. Bo znowu niszczysz całkowicie moje wyobrażenie tego chłopaka, które prawdopodobnie wynika z przeczytanych lata temu dość kiepskich fanficków, gdzie James były tym nierozważnym lekkoduchem, odcinający się od rodzeństwa, nieco pyszałkowaty i wywyższający się. A Ty dałaś mi już nie chłopaka, lecz młodego mężczyznę – rozważnego, inteligentnego i potrafiącego odciąć się od uczuć, nawet jeśli wewnątrz siebie przechodzi piekło z powodu stanu młodszego brata. I znowu – żałuję, że pojawił się tak szybko, bo wyczekiwałam jego pojawienia się, podobnie jak czekam na Teda i powrót Franka (do Rose, oczywiście :D). Chciałabym coś więcej napisać o Jamesie, poza tymi ochami i achami, ale naprawdę mi się spodobał i chciałabym przeczytać o nim coś więcej, może jakieś spotkanie z siostrą albo z kuzynką, bo odczuwam spory niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowa rodzeństwa Janvier była dziwnie odświeżająca, pokazała, że poza tym rodzinnym dramatem skupiającym wokół Albusa rodzinę Potterów i Weasleyów, toczy się normalne życie, gdzie brat z siostrą potrafią się wesprzeć, ale podokuczać sobie nawzajem, a ich dramaty są nieco bardziej przyziemne, jak sprzeczka z chłopakiem, o którego jest się zazdrosnym. Pojawienie się Lily nie uwierało mnie za bardzo, ale niemal od razu wiedziałam, że będzie rozumiała ich rozmowę prowadzoną w ich ojczystym języku. Chciałabym się zdziwić, przypisać to trendowi jak to nastolatki wiedzą wszystko, etc., ale czy można się dziwić, skoro Fleur jest jej ciotką, co sprawia, że musiała mieć do czynienia z jej francuskimi bliskimi, siłą rzeczy chociaż trochę liznąć ten język. Liznęła go nieco bardziej, co – och, jakie to zaskoczenie było – chyba nieco zachwyciło Oliviera ;)

      I na koniec – choć oczywiście nie oznacza, że mniej ważny – Albus. Odkąd napisałaś o klątwie, którą ktoś na niego rzucił i związanymi z nią konsekwencjami, zastanawiam się, kto mógł mu coś takiego zrobić. I nie mogę znaleźć kogoś, kogo już teraz mogłabym wskazać palcem. Zwłaszcza, znając Ciebie i to jak wiele razy wszystkich zaskakiwałaś. Dlatego, choć pierwszym wyborem powinna być jego dziewczyna, nie mogłabym wskazać jej palcem. Nie teraz, nie ot tak, od razu. Scorpius, który chciałby przytrzymać przyjaciela przy sobie? Nie wiem, no nie wiem, i to mnie nakręca i irytuje jednocześnie, bo jedno to nie wiedzieć, a drugie nie wiedzieć na tyle, że nie jest się w stanie snuć jakichkolwiek domysłów. Ale – strasznie szkoda mi Albusa. I choć jego wypadek sprawił, że niemal cała rodzina zebrala się w jednym miejscu, zaczęła ze sobą rozmawiać, to nie jestem pewna czy wystarczy to, aby ich wszystkich naprawdę zjednoczyć. Zwłaszcza Potterów. Bo dopiero z bliska, w obliczu tak wielkiej tragedii, widać jak wiele rys znajduje się na ich wyidealizowanym wizerunku.

      Rozpisałam się wiem, wiem, ale inaczej nie mogłam. Tradycyjnie – pozdrawiam, całuję, ściskam i czekam na więcej ;*

      Usuń
    2. mialam dokłdnie tak samo, jako dziecko nie przepadałam za Ronem i chcialam, żeby Harry i Hermiona w przyszłosci było razem, a potem wszystko sie zmieniło xD najbardziej lubię Rona z tej trójki, był najbardziej ludzki, mam wrażenie:p no i wg mnie pasuje do Hermiony, moze wlasnie przez pozornie niedopasowanie ;) dla mnie Rowling dawała wskazówki ;p
      tak, chciałam pokazać kontrst między rodzinami. Oraz to, że nie u wszytskich moich bohaterów w rodzinach jest tak źle (to również na podstawie relacji Anabelle i Oliviera; wcześniej własciwie tylko raz mieli wspólną scenę, a póxniej Ana poszła do McGonagall w sprawie galerii, a ponadto - nic, wieć uznałam, że najwyższy czas to zmienić).
      I Harry, i Ginny nie są zbyt zadowoleni, ale Harry chyba trzyma się lepiej mimo wszystko... Sama jeszcze do końca nie zdecydowałam. Ale to Ginny ma chyba większy problem :D sami zobaczycie.
      Ted pojawi się na Boże Narodzenie, albo może wczesniej w liście,bo jednak Lily powinna sie z nim skontaktowac i troche to zwaliłam :P A co do jamesa, własciwie to tutaj był głównie obserwatorem, mam zamiar pokazać go znacznie lepiej wlasnie przy okazji tego typu sceny, o której mówisz.
      Co do francuskiego, to Lily nauczyła się fr i pokochała go dzięki pani Grandmoor (szósty rozdział), nie dziwie się, że mogło to uciec z pamięci :D:D
      Nic nie mówię, kto to :D powiem tylko,ze sotusnkowo szybko odkryją KTO, ale to będzie początek problemu. Ale nie da się ukryc, że będzie więcej współpracy w rodzinie, o.

      Usuń
    3. Aż mi się głupio zrobiło, że wyleciało mi z głowy od kogo - lub dzięki komu - Lily nauczyła się francuskiego. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że tak wiele bohaterów występuje w Twojej historii, że rzeczywiście mogłam przez to o tym zapomnieć.

      I to nie tak, że Rona nie lubię, bo postacią samą w sobie jest naprawdę przyjemną, ludzką, jak to idealnie ujęłaś i chyba nieco zaniedbaną przez samą Rowling. Ale właśnie dzięki Tobie zaczynam inaczej go postrzegać. Podobnie jak samego Harrego, który był dla mnie najbardziej irytującą postacią swojej własnej historii ;)

      Cieszę się na większą ilość Jamesa i pojawienie Lupina. I, oczywiście, wyczekuję kto tak nieładnie załatwił Albusa.

      ;*

      Usuń
    4. Wlasciwie to byłam zdziwiona, jakby ktos to pamiętał (no chyba ze nadrabiał ostatnio :D).
      Ja Harry'ego tez nie lubię za bardzo :D kiedyś było inaczej ;p

      Usuń
  3. Huhu, udało mi się jednak zabrać za komentowanie wcześniej, niż sądziłam :D

    Naprawdę podobało mi się, jak przedstawiłaś relację Rona i Hermiony. Na początku zakładałam, że będą się głównie bez przerwy sprzeczać, aż tu nagle: puch! Wściekle różowe kapcie <3 W mojej wyobraźni powstał idealnie ułożonej Hermiony, która perfekcyjnie dobrała kaźdy element ubioru z elegancką fryzurą i kapciami. Bezcenne!

    Ten rozdział, a szczegolnie wątek z częściowyego wyjasnienia stanu Albusa, był jednym z najbardziej wciągających i należy ci się za niego ciastko z kremem. W mojej głowie bez przerwy pobrzmiewa jedno:... dlaczego Albus? Dlaczego komuś tak bardzo zależy, aby pozostawał w nieświadomości? Niezmiernie mnie to intryguje, szczególnie że jeszcze z poprzednimi rozdziałami jestem na świeżo i nie umiem sobie przypomnieć żadnych szczególnych wskazówek, które naprowadziłyby mnie na właściwy trop (albo to ze mnie taki detektyw jak żaden XD)
    A może tu wcale nie chodzi o samego Albusa, ale ogółem o rodzinę Potterów? Może to ma być jakiś szantaż? Zemsta za coś z przeszłości? Dawni zwolennicy Voldemorta planują atak? Kurczę, jest tyle możliwości, że nie umiem sformułować nawet jednej teorii! :D A wiem, że nie pójdziesz na łatwiznę i pewnie trzeba będzie jeszcze nieźle poczekać, żeby odkryć wszystkie tajemnice. Szczególnie, że ten poszukiwany Ktoś ma niezłe wyczucie czasu, że akurat rzucił zaklęcie w momencie, w którym Albus oberwał na meczu.
    A może rzucił zaklecia już wcześniej, tylko czekał na odpowiedni moment, aby je uaktywnić?
    A może rzucił je już w skrzydle szpitalnym?
    Na razie nie przychodzi mi do głowy nikt tak zdeterminowany i obeznany z nieznaną magią, aby wysuć jednoznaczne wnioski D; No nic, pozostaje mi więc czekać na kolejny rozdział i mieć nadzieję, że odpowiedzi pojawią się już niedługo! ^-^
    Pozdrawiam! ~ Krävariss

    Ps. Uwielbiam czytać o Anabelle, bardzo przypomina mi taką wersję jednej z moich bohaterek, ale w świecie HP :D Wesolutka, wygadana i optymistyczna, jak tu nie uwielbiać panny Janvier? ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Oj, oni się sprzeczają, tak jak mówiła Rose, ale to są takie miłe sprzeczki :P na mój gust niezly z Ciebie detektyw - jak zresztą pisałam Ci w mailu; część Twoich pytań i domyśleń jest bardzo trafnych, ale nie powiem których :P
      Hah, chyba wiem, kogo Ci przypomina Ana

      Usuń
  4. Chyba rzadko mi się zdarza komentować rozdział w ten sam dzień, ale prawdę mówić nie ukrywam, że gdy poprosiłaś mnie o kody do szablonu, zaczęłam niecierpliwie go oczekiwać, bo wiedziałam tym samym za niedługo wstawisz nowy rozdział, heh xD A na niego bardzo oczekiwałam, bo pragnęłam się dowiedzieć, co z moim Albusem... No i bardzo mnie zaniepokoił fakt, że Klątwa Zależności jest taka silna, i że istnieje powiązanie z kimś w Hogwarcie i naprawdę nie mam bladego pojęcia, kim ów sprawca mógłby być. Niemal czuję się, jakbym nagle znalazła się w książce Agathy Christie - to ciągłe zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi... I ogóle nie połączenie... że może tak być, że zranienie oprawcy zrani również Albusa :( Aż muszę raz jeszcze nawiązać do Darów Anioła - sorki, ale ostatnio dość często widzę skojarzenia z DA - jak to Jace został połączony z demonicznym Sebastianem... i zranienie przeklętego dziecka, raniło również Jace'a... Dlatego tym bardziej boje się Albusa, że może zaistnieć coś podobnego... Ale mam nadzieję, że jakoś to się uda ich rozłączyć, bo naprawdę... jeśli uśmiercisz mojego Albusa... uduszę Cię gołymi rękami przez monitor! ;p

    I pojawił się James... bardzo fajnie, widać chłopak bardzo przejmuje się stanem zdrowia swojego młodszego brata i nie staje przy tym obojętnie. Podoba mi się jego dojrzałe podejście do całej sytuacji i liczę, że chłopak będzie teraz przewijał się przez Twoje opowiadanie częściej :)

    Bardzo mnie zaskoczyła ten nagły przypływ zazdrości Anabelle. Chyba najwidoczniej sama dziewczyna nie sądziła, że tak wybuchnie. A sytuacja nad jeziorem mnie rozbawiła... heh, mokry Oliver ;p No i potem odpłacił się pięknym za na dobre siostrze i zaatakował ją "tulącą się" roślinką ;) Ach... ten ostatni fragment był bardzo rozluźniający... po tym złych wiadomościach o stanie zdrowia Albusa...

    "...ale nigdy się nie stawiał się bardziej..." - masz tu dwa razy "się" ;)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam niecierpliwie na dalszy ciąg wydarzeń :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miałam taki plan, zmiana szablonu + rozdział. DUsia, kocham ten szablon i widzę, że absolutnie nie jestem osmotniona, jeszcze raz dziękuję serdecznie!!! :))
      Tak, Klątwa Zalezności jest bardzo silna. nie planuje czegoś takigeo, że ranienie kogoś innego rani Albusa, choć pomysł mi sie podoba :D może jeszcze pomyślę. ale teraz to ja się boję o samą siebie :D:
      Tak, James będzie sie przewijał częściej, bo bedzie pomagał mlodszym w rozwiązywaniu sprawy Albusa ;p
      Tak, Anabelle też to zdziwiło :p dzieki za wskazanie błędu, poprawię :*

      Usuń
    2. Nie ma problemu, kochana :*:* Cieszę się, że szablon się podoba i mam nadzieję, że będzie ci służył ;) Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć w tej kwestii ;)

      I ogólnie zapomniałam jeszcze dodać, że ten fragment z Ronem bardzo mi się podobał - umilił moje serduszko, bo naprawdę niewielu pokazuję miłość, jaka jest pomiędzy Ronem i Hermioną, a to przecież taka niesamowita para - ciągle te Dramione, za którym wręcz nie przepadam. A tu, mimo kłótni, jaka zawiśnie pomiędzy Ronem a Hermioną, zawsze później pojawia się słońce.. a takie małżeństwa są najlepsze, bo... idealnych par nie ma - o takich możemy sobie pooglądać w telewizorze :) Dlatego naprawdę, dziękuję za te początkowe fragment ;* :D

      Usuń
    3. Mam podobnie, choc chyba mój stosunek do dramione jest ostrzejszy, wiec ciesze sie, ze spodobał Ci sie fragment z Ronem ;)

      Usuń
  5. Podoba mi się ten szablon. Ciepły, stonowany, hogwartowy taki :) I tytuł rozdziału też bardzo dobrze wpływa na pierwsze wrażenie.
    Cieszę się, że poświęciłaś Ronowi trochę uwagi i nie odeszłaś od tego, że Rowling połączyła go z Hermioną prawdziwą miłością (udaję, że nie pamiętam, że później miała chwilowe zaćmienie mózgu i się z tego wykręcała). Nie lubię, kiedy w fanfikach jest demonizowany albo przedstawiany jako imbecyl - podejrzewam, że to najłatwiejsze rozwiązanie dla osób pozbawionych wyczucia i wyobraźni. Na szczęście Tobie nigdy to nie groziło, więc miło było poczytać tym razem o małżeńskim ciepełku u dwóch trzecich Trójcy :D Aż się wzruszyłam, co zasługuje na uznanie, bo moje serce jest jak głaz, haha. Ron wyszedł Ci naprawdę dobrze i rozbrajająco.
    Byłam trochę zdezorientowana, kiedy nagle przeszłaś z perspektywy Rona na perspektywę Jamesa, bo nawet nie zauważyłam momentu tego przesunięcia :)
    Wątek klątwy jest bardzo ciekawy - aż miło popatrzeć, jak dobrze się rozwinął od niepozornego wypadku do chwili obecnej. Oczywiście nadal nie mam pojęcia, o co dokładnie chodzi o kto jest za to wszystko odpowiedzialny, ale sporo się dowiedzieliśmy i na pewno daje to do myślenia. Oby nie okazało się, że to jakiś zazdrosny uczniak tak namieszał, bo pewnie nawet nie będzie potrafił tego odwrócić...
    Nie dziwię się ani Anabelle, ani Scorpiusowi. Ona rozumie powagę sytuacji, ale siłą rzeczy zachowuje większy dystans i nie potrafi ot tak zapomnieć, że jest kobietą zazdrosną o swojego ukochanego. Scorpius z kolei zachowuje się tak, jak powinien, bo robi wszystko, by pomóc przyjacielowi i nic dziwnego, że nie skupia się na humorach swojej dziewczyny. Dlatego szkoda mi ich obojga, to taka słodka para, niedawno się zeszli, a tu już pierwszy kryzys :(
    O, co za rodzinne spotkanie nad jeziorem! :D Tak rzadko mieliśmy okazję zerknąć na Oliviera i Anabelle razem, że biedny człowiek nie może wyjść ze zdumienia, widząc jak to szalone rodzeństwo spędza wspólnie czas :)
    Och Merlinie, jakie cudowne zakończenie! Jejku jej! Tak, tak, tak!
    To, że Lily tak świetnie (pięknie) mówi po francusku ku zdziwieniu rodzeństwa Janvier, samo w sobie było super, ale to małe, słodkie, niewinne słówko niemal uronione przez Oliviera...! Bożesztymój, jak mi niewiele potrzeba do szczęścia :) Mianowicie kontynuacji tego uroczego wątku! Już, teraz, natychmiast! No nie każ nam długo czekać :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy raz od dawna nie miałam zadnego problemu z nazwaniem rozdziału :D
      niby napisałam perspektywę Jamesa od nowego akapitu, ale może za mało wyraźnie to i tak zaznaczone, przemyślę kwestię ;p
      zazdrosny uczniak... no, coś może i na rzeczy jest, choć nie do końca :D
      To prawda, kryzys u Anabelle i Scor mcno wiaże się z nie do końca zaleznymi od nich sytuacjami i oboje mozna zrozumieć. Pytanie, czy beda potrafili to przetrwać.
      no, Janvierowie bywają szaleni, nawet jak za często ostatnio nie gadali ;p;p taki ich urok <3. zawsze się dogadają :D
      Miałam nadzieję, ze małe słowko wywoła emocje :p no ale nie moge przecie wyskoczyc z wielką miłościa w następnym poście :D
      dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. W odpowiedzi na BY wspomniałem, że przylezę tu wieczorem, kiedy czasu będzie więcej, ale aż korci mnie, żeby zapytać... Pisałaś z telefonu? Bo nie mogę przestać się śmiać z "bractwa yaoi" i przeczuwam, że może ci słownik poprawił hahah :D

    BTW. Fajny lay. I wpadnę później, żeby czytnąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, ale jazda :D nie wiem, jakim cudem tego nie zauważyłam :D

      Usuń
    2. Hah :D Aż pizłem o tym newsa na fejsa hahaha Wczoraj miałem taki ubaw z tego yaoi, że masakra XD Dalej mnie to śmieszy XD
      Jeszcze nie przeczytałem. Dorwałem nawą manhwę i siedziałem nad nią do 4 rano XD Dzisiaj postaram się to ogarnąć :D

      Usuń
    3. Haha to faktycznie :D:D ta moja sława :D
      i jak, niezła?

      Usuń
  7. Hej!
    Świetnie, że właśnie dziś pojawił się nowy rozdział, więc mogłam przeczytać dwa na raz, jestem mocno usatysfakcjonowana taką rozpustą :P
    Widać, że akcja rusza nieco naprzód, a i relacje między bohaterami także nie stoją w miejscu. Fajnie, że Lily w końcu zdecydowała się na rozmowę z Heleną i jej przebieg był naprawdę naturalny, przez co mi się podobał. Nie było jakichś wielkich, podniosłych słów, natychmiastowego wybaczenia itd, a jedynie zaczątek czegoś większego. Myślę, że w końcu nadejdzie dzień, gdy dziewczyny w końcu dojrzeją na tyle, by znów utrzymywać ze sobą poprawne kontakty. Helena już zauważa, że Lily się zmienia i przemyślała większość spraw, o czym świadczy np wyznanie o tym, że ona i Hugon powinni być razem. Dowodzi to tego, że Lily mocno zależy na Hugonie, nawet za cenę swojego ego i konieczności zmierzenia się z wcale nie łatwą sytuacją, jaką z pewnością jest nie tyle rozmowa, co właśnie przyznanie się do błędów. Chociaż ja jestem zdania, że zarówno Lily, jak i Helena są nieco winne temu, co między nimi się wydarzyło. Mogę się mylić, ale zazwyczaj tak jest; nic nie może być zupełnie czarno-białe.
    Co do tego rozdziału, widzę, że wprowadzasz mocno tajemniczy wątek, który dotyczy Albusa i ciążącej na nim klątwy. Będę z niecierpliwością obserwowała wszelkie zamieszczane w tekście wskazówki, może niewinne insynuacje, kto może za tym wszystkim stać, ale przewiduję, że minie naprawdę dużo czasu, zanim będziemy mogli cieszyć się nie tyle z rozwiązania zagadki, co z obudzenia się Albusa i jego powrotu do zdrowia. Z jednej strony będzie to zapewne przyczyną jeszcze wielu intrygujących i ciekawych zdarzeń, Lily wciąż będzie zmagała się nie tyle ze swoją przemianą, ale także ciągłym zamartwianiem się o życie Albusa; jak widać grupka przyjaciół już podejmuje niezbędne kroki i szukają informacji, które mogłyby się przydać i coś zdziałać. Fajnie, że większość bliskich Albusa znalazła się w jednym miejscu, czyli w Skrzydle Szpitalnym, bo to znaczy, że więzy rodzinne, ale nie tylko, są tu bardzo mocne. I to mi się ogromnie podoba. Ta scena ogólnie wyszła super. Na początku czytania tego opowiadania myślałam, że będzie skupiało się ono tylko i wyłącznie na młodych bohaterach, problemach Lily itd, ale jak widać postanowiłaś przedstawiać nam także kolejne wydarzenia z perspektywy bohaterów nam już tak dobrze znanych. Wcześniej był Harry, teraz Ron. Super, naprawdę ogromnie mnie to cieszy i powtórzę to, co napisałam wczoraj - Twój Ron jest genialny i zachowanie relacji pomiędzy nim, Harrym i Hermioną uważam za jeden z ogromnych plusów tego opowiadania, które sprawia, że jest ono tak dobre i naprawdę oryginalne. Jedyne w swoim rodzaju. Co więcej, strasznie mi się podoba też sposób, w jaki przedstawiasz relacje rodzinne, jest to naprawdę poruszające, bo zazwyczaj związki te schodzą na plan dalszy, jakby nie były ważne, a przecież to one w ogromnym stopniu przyczyniają się do kształtowania bohaterów. Tu widzimy wyraźnie, że kiedy jedna osoba jest zagrożona, natychmiast wpływa to na całą rodzinę - i dalszą i bliższą.
    A jeśli mowa o rodzinie, nie mogę nie wspomnieć o kończącej scenie tego rozdziału, gdzie w końcu dostajemy Oliviera i Anę, w sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio widzieliśmy ich razem, jak brata z siostrą. No i oczywiście wejście Lily całkiem udane, fajnie wyszła ta scena, bo w końcu zaczyna się coś dziać między nią, a Olivierem. Lubię właśnie takie niuanse, wcześniej np w sali, gdy chciała pogadać z Hugo, gdy powiedział jej, gdzie ma zajęcia, i teraz, gdy zwrócił uwagę na jej francuski. Niby nic, ale jednak fajnie, że pokazujesz stonowany rozwój tej relacji, a nie bum i nagle wieka scena, która nie ma żadnych podstaw bytu.
    To chyba wszystko, co chciałam napisać, chociaż jak znam siebie to coś mi tam jeszcze podczas czytania przemknęło przez głowę.
    Wiem, ze teraz sobie trochę poczekam na następny, ale co tam!
    Weny i do napisania,

    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. jeśli chodzi o Lily i Helenę - tak, obie popełniły bląd- Helena taki, że przez swoją nieśmiałość ukrywala przed Lily długi czas swoje uczucia do Jamesa i że na jaw wyszły nie do konca tak, jak powinny, o czym jeszcze będzie. No, ale Lily popełniła wtedy gorszy błąd, myślę. To też troche wina okoliczności :D
      cieszę się, że podoba Ci sie moje większe skupianie na rodzinie; początkowo to miało byc głownie opko o nastolatkach, ścislej - Lily, a wątek rodzinny miał dotyczyć tylko samych POtterów, ale jak widać, to rozszerzyło sie w wielu róznych kierunkach i nie chodzi tylko o zmianę Lily :D dlatego też wydaje mi się, że początek nie jest do końca odbry, gdyz skupia sie na małej ilosci bohaterów dlugi czas i taki Frank np. pojawia sie naprawde późno, a Teda jeszcze nie było... no ale.
      Ja kocham niuanse i wykorzystuję je szczególnie do relacji Lily i Oliviera, choć później bedzie i do innych. cieszę się, że Ci sie podobają :D
      następny rozdział - druga połowa marca ;)

      Usuń
  8. Perspektywa Rona była fajną alternatywą, choć jego postać w powieści Rowling działała mi strasznie na nerwy :P Sama nie wiem czemu. U ciebie jednak pozbyłam się nieco tego wrażenia, bo spojrzałam na niego od innej strony, a przez to faktycznie dostrzegłam w nim kochającego męża i troskliwego ojca.
    Ogólnie rozdział mocno intrygujący. Akcja się rozwija, relacje między bohaterami również. To wszystko jest zauważalne i super! Mniej super, a bardziej przerażające jest to, co dzieje się z Albusem. Klątwa... Wychodzi na to, że ten kto ją rzucił był raczej niedoświadczonym czarodziejem? A może specjalnie tak bardzo zagmatwał to zaklęcie... Nie wiem, mam tak straszną pustkę w głowie, ale bynajmniej z braku pomysłów. Raczej przez ich nadmiar. Nie wiem, co myśleć, ale boję się o tego biednego Albusa. Nie wiem, jak oni chcą go uratować ani czy to im się uda. Żal mi ich wszystkich, bo ten strach o kogoś bliskiego jest destrukcyjny.
    Fajna była ostatnia scena z rodzeństwem. To takie mega naturalne i super! :) Tylko potem przyszła Lily i całkiem zbiła mnie z tropu, bo ona dziwnie się zachowuje, tak nietypowo. I ta jej relacja z Oliverem... Nie wiem, w jaką stronę to zmierza. On wydaje się być nią zafascynowany, w każdym razie tak leciutko.
    Czekam niecierpliwe na ciąg dalszy. Nie mogę się doczekać, aby dowiedzieć się, jak to się wszystko rozwinie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie kiedys tez, za czasów, kiedy nienawidziłam Snape'a, bo był niemiły dla Harry'ego :D a pózniej wszystko mi sie zmieniło :D cieszę się za to, że Ron zrobił tutaj na Tobie pozytywne wrażenie.
      Hm, klątwa jest specjalnie taka pokomplikowana :p wlasciwie K. Zaleznosci to jej mneijsza składowa stworzona po to, aby te inne działaly i robiły spustoszenie z Albusem, bo nie można zabrac go ot tak od osoby, która rzuciła tę klatwę (jestem złą osobą xD).
      Lily jest nieprzewidywalna wciaż, wlasciwie teraz,jak zaczela podchodzic emocjonalnie do pewnych spraw, nawet bardziej. Przejmuje sie Albusem bardzo mocno. A Olivier cos tam w niej dostrzega, choc raczej w podswiadomosci niz swiadomosci :D

      Usuń
  9. Hej:)
    Z całego serducha dziękuję za dedykację! To przemiły gest, którego zupełnie się nie spodziewałam:)
    Bardzo spodobała mi się zmiana perspektyw, świetny pomysł.

    Widać, że Ron jest wspaniałym ojcem i spełnia się również w roli męża, swoim zachowaniem przypominał mi Artura, który bardzo kochał Molly i często jej to okazywał. Rozczuliła mnie wzmianka o kapciach i ulubionym napoju.
    Oczywiście, najbardziej przypadł mi do gustu fragment z udziałem Jamesa:) Cieszę się, że poświęciłaś mu tak wiele uwagi i mam nadzieję, że jeszcze odegra jakąś rolę w Twoim opowiadaniu.
    Rose zachowuje się identycznie jak Hermiona - cała mama:)
    Biedny Albus - jestem ciekawa, kto ponosi odpowiedzialność za jego stan, choć mam pewne przypuszczenia, jednak musiałabym przeczytać całe opowiadanie jeszcze raz, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Klątwa zależności? Nie do końca zrozumiałam, o co chodzi. To znaczy, że jego samopoczucie ulega poprawie, gdy znajduje się bliżej osoby, która rzuciła czar? Jeśli moje spostrzeżenie jest trafne (a pewnie nie:D), to osoba rzucająca czar/czary zamienia się w narkotyk, bez którego Albus nie może zdrowo funkcjonować. Oby szybko znaleźli winowajcę.
    Współczuję Anabelle, jednak musi pogodzić się z faktem, że Scorpius dla dobra Albusa jest w stanie współpracować z Rose. Dziewczyna nie ma powodów do zazdrości, więc powinna odpuścić. Poza tym, zazdrość jest absolutnie zbędna w związku, ponieważ, jeśli druga połówka nie będzie wierna, to nie zasługuje na miłość i zaufanie.
    Lily zaczyna mnie poważnie irytować, ta dziewczyna ma ewidentnie zaburzenia jaźni. Wtrąca się w nie swoje sprawy i ciągle bezpodstawnie neguje Oliviera. Swoją drogą, chłopak chyba się zauroczył, widocznie "kto się czubi, ten się lubi":) Swoją drogą Olivier i Anabelle są świetnym rodzeństwem, widać, że są ze sobą bardzo zżyci, co rzadko się zdarza.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i jeszcze raz bardzo dziękuje!:)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.
    PS: Szablon prześliczny, taki stonowany i przyjemny dla oczu. Dusia wykonała kawał dobrej roboty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) nie będę udawać, ze nie myslalam o Arturze i Molly, jak pisałam o Ronie. Jesli chodzi o Klątwę Zależności, bardziej chodzi o to, ze jesli nie jest ona podtrzymywana, to osoba umiera. I tak naprawdę to tylko mniejsza Skladowa tego, co dzieje sie z Albusem; oprawcy chodzi o cos innego, a Klątwa Zaleznosci jest pewnego rodzaju gwarancja, ze Albus bedzie pod wpływem reszty klątw, bo jak nie-zabraliby sprawcę-to mógłby umrzeć. I na tym polega problem :D ale chyba zaczynam spoilerowac za bardzo.
      Zazdrość nie jest dobra, zdecydowanie, tutaj to dopiero początek związku, wiec zaufanie trzeba wypracować, a ja nie daję im za dużo szansy :D
      A Lily się wtrąciła z powodu tego, co usłyszała, i dorobiła swoją teorie-to juz leży w jej charakterze :p musi zaczac patrzeć Na rożne rzeczy nie tylko ze swojej perspektywy ;)

      Usuń
  10. Ciekawe, ciekawe. Klątwa rzucona na Albusa pozostaje zagadką, bo kto miałby interes w takich gestach? A może to był nieszczęśliwy wypadek? Dobrze że relacja między Hugonem a Helena wychodzi na prostą. Ten spacer to był ogromny krok naprzód! Natomiast spacerek Olivera z siostrą i ten motyw uwięzienia nie przypadł mi do gustu - motyw sam w sobie super, jednak gdy Anabelle była ę tych sidlach, pisałaś to bardzo mrocznie mam wrażenie że odjelas tej scenie humoru, który powinien tu zaistnieć. Za to moment, gdy Lily widzi te dwójkę i to w jaki sposób rozmawia z Oliverem ni się podobał, bo pokazuje że choć dziewczyna się zmienia, to nie są to gwałtowne zmiany i pewne rzeczy 2ciaz pozostają takie jakie były.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni i zapomniałam dodać, że bardzo mi się podoba nowy szablon :) zwłaszcza kolorystyka :)

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz. Przeanalizuję w wolnej chwili ten fragment z roślina, bo chce, zeby był humorystyczny, a faktycznie chyba trochę popłynęłam w druga stronę ;) a Lily ma pewne cechy charakteru, ktore z nią pozostana, wiec nigdy nie bedzie typem promyczka nadziei i entuzjazmu ;p tez kocham ten szablon ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Muszę przyznać, że przyjemnie czytało mi się o Ronie. W sumie tylko jego brakowało do zebrania z powrotem całej trójki w jednym miejscu. Co prawda oczywiście uwaga się na nich nie skupiała, przynajmniej nie całościowo, ale mimowolnie cieszy mnie, kiedy wiem, że oni nadal się ze sobą trzymają. Ot taka moja refleksja :D
    Ta sprawa Albusa. Cóż wątek kryminalny udało Ci naprawdę świetnie wprowadzić. Co prawda nie mam pojęcia, kto jest temu wszystkiemu winny. Nie potrafię wychwycić typowo złych bohaterów, ale sam fakt, że zrobił to ktoś w Hogwarcie, zmusza trybiki w moim mózgu do pracy. Poza tym musi być to ktoś, kto zna się na rzeczy, a to zdecydowanie zawęża krąg podejrzanych. Niemniej nie pomaga mi wystarczająco. Tylko dlaczego akurat Albusowi się oberwało? Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że konkretnie chodziło o osobę chłopaka. Nie wiem dlaczego, ale zaczynam odnosić wrażenie, że może chodzić o coś więcej niż szkodzenie Potterowi. Wiem, wiem - może przesadzam, ale gdy się pomyśli, czyim jest on synem, to mimowolnie można uznać, że może się kryć za tym jakaś większa intryga...
    Trochę wkurzyła mnie ta Anabelle. To jej zachowanie względem Scorpiusa... Mam wrażenie, że ta jej zazdrość jest bezpodstawna. Ok - trzyma się ze swoją byłą dziewczyną, ale przecież nie spędza z nią czasu sam. W ich kontaktach nawet nie ma podstaw, by doszukiwać się zdrady... Cóż wydaje mi się, że po prostu Anabelle potrzebuje być w centrum uwagi, przynajmniej jeśli chodzi o osoby jej bliskie. No i tak swoją drogą podobało mi się to jej spotkanie z Oliverem nad jeziorem. Przynajmniej trochę radości w tym rozdziale zawitało. No i uśmiech pojawił się dzięki temu na moich ustach. Co prawda nagła dyskusja z Lily trochę go poskromiła, ale muszę przyznać, że podobała mi się reakcja Olivera na to, jak dziewczyna porozumiała się z rodzeństwem po francusku. Jakoś tak ma się wrażenie, że chłopak zaczyna być coraz bardziej pod wrażeniem dziewczyny, a ja jestem jak najbardziej na tak takiej sytuacji!
    Podsumowując rozdział mi się podoba :) Uwielbiam twój styl pisania i w sumie jestem jak zawsze jak najbardziej za powrotom do Hogwartu - kocham tę szkołę! Będę czekać na więcej. Zastanawia mnie w sumie, kiedy doczekam się tego całego musicalu. Ostatnio jest dość niewiele na jego temat, ale przyznaję, że sprawa Albusa naraz zaczęła mnie znacznie bardziej absorbować niż to przedstawienie. Chyba dlatego, że trzeba nad nią bardziej główkować, a muszę przyznać, że to lubię!
    Tymczasem weny życzę i do zobaczenia! Pozdrawiam! :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie mysle, ze dobrze zrobiłam, robiąc ze sprawy Albusa większa intrygę (taaak, to na pewno jest cos wiecej, tyle powiedzieć moge :p), nie spodziewałam sie, ze spotka sie to az z tak dużym ogólnym entuzjazmem czytelników i ze wlasciwie całkiem dobrze bedzie mi sie o tum pisac :p zobaczymy, co potem, ale mam juz niemal cała intrygę ogarnięta :D
      Tak, nie chciałam niszczyć przyjaźni Świętej Trójcy, oj nie :D Olivier zaczyna dostrzegac w Lily cos wiecej niz zadufana w sobie dziewczynę mająca innych za nic, ale po pierwsze, sam nie do konca zdaje sobie z tego sprawę, po drugie, Lily wcale nke będzie jakas super zupełnie inna :p ona go zaczyna w jakis sposob ciekawić, bo wczesniej miał z niej tylko ubaw, ale... No "ale" jest dość szerokie :D
      W nastepnym rozdziale mam zamiar przedstawić próbę musicalowa i powrócić do wątku Heleny z Hugonem. Plus na pewno cos na temat Albusa

      Usuń
  12. Ja nie wiem, że ty masz zawsze taki śliczny szablon. Wszyscy w ogóle mają ładne szablony, a ja jakoś nie umiem nic zrobić ani nic ogarnąć. Aż pękam z zazdrości D:

    Co do rozdziału, to oczywiście mam swoje przemyślenia.
    Podobało mi się to, że Ron i Hermiona są blisko. Po tych ich przygodach należy im się trochę czasu razem, zwłaszcza przez ten cały śmietnik z "Harry powinien być z Hermioną". Nie rozumiem tylko, dlaczego na tę "przemowę" zaprosili aż tyle osób?

    Ale strasznie podoba mi się pomysł z tą klątwą zależności... to brzmi tak poważnie, profesjonalnie i bardzo w stylu Pottera. Ciekawi mnie, kto tak kontroluje Albusa i co chce osiągnąć... i mam nadzieję, że Harry się pogodzi z Ginny i odzyska syna.

    Z drugiej strony strasznie wkurzyła mnie Anabell... jest tak egocentryczna, że aż głowa boli. Rozumiem, że jej się nie podoba, że chłopak spędza tyle czasu z byłą dziewczyną, ale ten foch był okropny. Ona powinna może sama zaproponować pomoc. Kurcze, jego przyjaciel umiera, to chyba ciut ważniejsze niż randkowanie, co?

    No i znowu nie rozumiem, po kij Lily się wtrącała w tę rozmowę, te końskie zaloty w jej wydaniu są męczące. Ale chociaż trochę się uspokoiła. Ta akcja z francuskim przypomina mi Wokulskiego, jak się nauczył angielskiego i słyszał co jego kochana Izka gadała :D

    No i chyba tyle ode mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie Dusia, to bym nie miała; w ogole sie na tym nie znam :p mozesz zajrzeć na jej blog (link w znajdziesz na gorze, w opisie pod rozdziałem) i zobaczyc jej galerie szablonów ;) polecam zdecydowanie ^^.
      Było tam sporo ludzi, bo Harry nie należy do mistrzów organizacji, a z drugiej strony chciał ogarnąć wielu do pomocy ;D bo sprawa Albusa to ciężki orzech do zgryzienia.
      Jak byłam mała,to zawsze myslalam "Harry and Hermiona forever", ale na szczęście dawno mi przeszło :D ciesze sie, ze pomysł z Klątwa Zależności przypadl Ci do gustu :)
      No Anabelle przesadziła, wiąże sie to z jej przeżyciami, ale teraz to jednak inna sprawa, tylko ze w emocjach trudno jej to dostrzec :D Lily trochę się uspokoiła, ale nie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, wiec nadal bedzie miała talie zagrywki :p jeszcze musi ogarnąć, ze to nie do konca dobry pomysł na odgryzanie się :D
      No, miałam te scenę w umyśle z francuskim od dawna :p ale z "Lalki" tego nie pamiętam :D

      Usuń
  13. RON <3 Nie wiem, jak ty to robisz, ale wszyscy twoi męscy bohaterowie mają jakąś magię w sobie i nie mogę ich nie lubić. Nawet Ron się w to wpisuje :) Świetnie go tutaj przedstawiłaś. Niby starszy, poważniejszy, ale zachował w sobie mnóstwo tej „ronowatości”, która zawsze tak bardzo bawiła mnie u pani Rowling. Uwielbiam to jego przekomarzanie się z Rose :)
    Pojawił się też i James. I znowu jakże trafiona kreacja – wygląda na to, że dośc inteligentny z niego człowiek, miła to odmiana, bo choć za wiele opowiadań potterowskich nie czytała, to jak już się coś przytrafiło, z Jamesa zawsze robiono niezłego kawalarza i lekkoducha. A tutaj proszę, James jaki odmieniony.
    Proszę no i pojawia się zagadka do rozwiązania. Jeez, kompletnie nie mam pojęcia kto mógłby źle życzyć Albusowi i coś takiego mu zafundować. Z jednej strony to dobrze, że wiadomo już co mu dolega, ale z drugiej… nie są to raczej optymistyczne wieści. Ciekawe czy chodziło tutaj o Albusa, czy może o kogoś, w kogo to cierpienie Albusa by mocno uderzyło…
    I zawitała znowu Anabellka. Cóż, taka miła odmiana przenieść się do jej świata. Gorzej, że wynikła taka a nie inna sytuacja ze Scorpiusem. Anabelle zdecydowanie przesadziła i nie powinnam jej w żaden sposób usprawiedliwiać, ale gdzieś między wierszami wyczytałam, że jakieś powody do takiej nadwrażliwości ona ma. Przykre to, że czasem niektóre rzeczy tak bardzo nas poruszają i zapadają w pamięć, że później nie potrafimy się wyzbyć ot choćby takiej głupiej podejrzliwości. Mam nadzieję, że oni szybciutko się pogodzą <3
    Lily to zawsze znajdzie sobie idealny moment, by się pojawić. I oczywiście wtrącić swoje trzy gorsze, a jakżeby inaczej :D
    Wygląda na to, że Olivier w Lily zaczyna coś dostrzegać. Pewnie sam nie wiem czym to „coś” jest, ale może z czasem się to wyklaruje. Tak czy inaczej Lily stała się już nie tyle obiektem wzbudzającym w nim wieczne rozbawienie, a po prostu kimś, kto choć irytuje to i nieco zaciekawia.
    Czekam na Hugosia w kolejnym rozdziale. No i na wyjaśnienie sprawy Albusa, bo to serio prawdziwa zagadka :O
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze spodobal Ci sie Ron :D A James wlasciwie byl niegdys takim lekkoduchem, jak zonbaczycie, przynajmniej w czesci, ale teraz sie troche zmienil... ponadto, coz, akurat w takiej sytuacji na zarty mu sie zdecydowanie nie zbieralo.
      tak, Anabelle ma jakies powody i te emocje sprawiaja, ze nie potrafi zauwazyc, ze to jednak nie jest Beauxbattons i ci sami ludzie... Ale z drugiej strony mozna ja zrozumiec. No postawilam ja i Scora w malo przyjemnej sytuacji, taka juz jestem :D
      a co do sprawy Albusa, to ona potrwa lata swietlne :p no, ale rozwijak sie bedzie :p Hugos i Helenka beda w przyszlym rozdziale :*

      Usuń
  14. Moje podejrzenia są takie - Matylda jest tajemniczym kimś, kto trzyma Albusa w takim stanie. Niby niepozorna, niby ot zakochana dziewczyna, a w głębi duszy potwór. Może to zresztą jakiś większy spisek i może jeszcze Amanda Zabini maczała w tym palce? To też by mnie nie zdziwiło. Ale muszę przyznac, że na razie eliminuję z kręgu podejrzanych wszystkich lubianych przez siebie bohaterow - Lily, Rose, Hugona, Oliviera i Franka.
    Fajnie, ze pojawił się Ron. W ogóle dojrzały Ron w Twoim wykonaniu to całkiem spoko koleś, zresztą zdecydowanie mniej denerwujący niż ten jęczy jęczybuła od Rowling. Tu widać, że nic już nie musi nikomu udowadniac i wreszcie chyba jest szczęśliwy. Stracił też cały swój zapas nieokrzesania i naprawdę trudno go nie lubić.
    Szkoda, że mało Jamesa, ale jak go jeszcze wciśniesz w następnych rozdziałach, to w sumie nam przecież nigdzie nie ucieka. I ciekawa jestem, czy będzie jakieś spotkanie Jamesa z Heleną (chociaż niby tu przez moment też byli w tym samym pomieszczeniu). No bo z poprzednich rozdziałów wydaje się jasne, że to właśnie najstarszy brat Lily stał się przyczyną konfliktu i wzajemnej nie
    chęci między Lily a Heleną. Ciekawe czy on sam jest tego świadomy.
    Ogólnie jeszcze odnośnie ALbusa to muszę przyznać, że trochę go szkoda. No bo nic tylko leży jak kłoda. Ale z drugiej... Ta jego nieobecność ma naprawdę świetny wpływ na fabułę. Mniej matyldy (która to czyste zło :D), Scorpius wreszcie powoli dochodzi do porozumienia z Rose, a Lily odkrywa w sobie społeczeństwo. Strach się bać co jeszcze się może zdarzyć :D.
    A końcówka tego rozdziału swoją drogą boska <3 <3 Cieszę się, że w opinii Oliviera Lilka fajnie mówi po francusku :P Wreszcie dostrzega chyba w niej kogoś więcej niż jedynie wiecznie nabzdyczoną złośnicę :D To baaaarddzo dobrze rokuje, bo od dawna czekam na jakieś wątki w tym kierunku.
    Brakowało mi jedynie Franka, no ale nawet bez niego dużo się działo :D
    A zazdrość Annabelle to istny paradakos. Wiadomo, łatwo poczuć się niepewnie, gdy jej związek ze Scorpiusem jest jeszcze świeży i łatwo się w tym pogubić. Ale głupotą wydaje się zazdrość, gdy Albus umiera (no, jest umierający, bo wiadomo, że jeszcze krzyzyka postawić się na nim nie da), a Scorpius i Rose podejmują jedynie jakiekolwiek próby pomocy mu. Annabelle powinna mieć dla tego trochę więcej zrozumienia.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) jesli chodzi o sprawę Albusa, powiem tylko tyle - to jest bardziej skomplikowane ;) ciesze sie, ze spodobał Ci się tutaj Ron. Troche dorósł, to fakt, ale do konca to nigdy sie pewnie nie zdarzy i wg mnie to dobrze :D jesli chodzi o Lily, granice opadły i zaczęła byc świadoma tego i owego, niemniej sama świadomość nie wystarcza ;p ponadto charakter tez robi swoje :D Olivier zaczyna w niej dostrzegać cos interesującego, ale sam tego nie wie. Frank pojawi się bezposrednio chyba dopiero za dwa rozdziały ;). A Anabelle...bardzo bazuje na emocjach, cześciowo skrywanych od pewnego czasu, cześciowo przeniesionych z tego, co przeżyła w poprzedniej szkole. Plus dodajmy do tego jej charakter i spojrzenie na świat... nie ułatwiam ani jej, ani Scorowi. Ja generalnie nikomu nie ułatwiam za bardzo, No, procz Helence i Hugonowi ostatnio-w końcu to jedyna para, której relacji prostu nie moge niszczyć żadnymi trzecimi osobami (w sensie potencjalnymi konkurentami, bo oczywiscie "przyjacielski" juz troche komplikowałam ;D).

      Usuń
  15. Hej, hej
    Nie mam pojęcia, kiedy ostatni raz tu komentowałam, ale to musiało być dawno temu za co bardzo przepraszam. W każdym razie byłam cały czas na bieżąco, a ten rozdział przeczytałam już kilka dni temu, ale dopiero teraz zaczęłam komentować wszystkie blogi :)
    Sprawa z klątwą rzuconą na Albusa jest coraz ciekawsza. Jednak zacznę może od tego, że bardzo podobał mi się fragment z perspektywy Rona i w sumie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego większość ludzi tak go nie lubi (w sensie książkowego Rona). W każdym razie przedstawiłaś go świetnie i bardzo kanonicznie, za co należą Ci się gratulacje :)
    Fragment z perspektywy Jamesa też mi się bardzo podobał, może ze względu na samo imię, bo nigdy wcześniej nie czytałam nic o "tym" Jamesie, ale od razu go polubiłam ♡
    Jeśli chodzi o tę klątwę - mam pewne podejrzenia i stawiałabym na to, że to Matylda ją rzuciła. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, czemu tak myślę, ale jest w moich oczach najbardziej podejrzana, bo nikt inny mi do tego nie pasuje. Chyba że to ktoś, kto się jeszcze nie pojawił w opowiadaniu :)
    Podoba mi się ta tajemnica i czekam na dalsze wskazówki.
    I na koniec zazdrosna Ana. Nie żebym jej źle życzyła, ale oczywiście wolę Rose i to po jej stronie stoję i nawet cieszyłam się z tego, że Scorpius za nią nie pobiegł. A za Rose tak (kiedyś tam), co chyba o czymś świadczy :D
    No nic. Na pewno nie powinna mu robić wyrzutów, kiedy martwi się o przyjaciela, bo może tym tylko zniszczyć ich związek.
    Jedyne, co mi się w tym rozdziale nie podobało (albo zwyczajnie zgrzytało) to nagła zmiana nastroju Anabelle. W jednej chwili zapłakana i wściekła ucieka od Scorpiusa, a w następnej sobie nuci, wpycha brata do jeziora i gada jak nakręcona, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek się stało. Zabrakło mi jakiegoś komentarza na ten temat, ale poza tym rozdział jak najbardziej udany :)
    I na sam koniec, chociaż nie jestem fanką pary Lily x Olivier to muszę przyznać, że to jego ostatnie zdanie na temat jej francuskiego było naprawdę urocze i bardzo mi się spodobało ♡ Ale i tak Olara życiem :D
    To chyba tyle. Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowy rozdział :*
    Całusy,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) super, ze juz wróciłaś, na pewno wpadnę do Ciebie.
      Jesli chodzi o Albusa, znacie sprawcę zamieszania, to moge powiedzieć na pewno :D to nikt nowy nie będzie.
      Co do Anabelle chciałam pokazać,ze ona wlasnie taka jest, ze łatwo jej w miarę zmienia nastroje i ze w ten sposob próbuje uciekać przed problemami, co jednak do konca dobrym sposobem nie jest. Ale moze faktycznie przeszłam do tego nieco za gwałtownie; przeanalizuję to jeszcze w wolnej chwili i cos dopiszę pewnie ;) dziękuję za uwagę.
      A te wszystkie pairingi...ja naprawdę muszę milczeć :D

      Usuń
  16. Bardzo podoba mi się tekst z perspektywy Rona, też go lubię. Uroczy fragment o nim i Hermionie, aż się ciepło robi na sercu. Mega się cieszę, że nie jesteś z tych, którzy nie lubią Rona, bo... jest rudy? Niedostatecznie cool? W sumie nie mam pojęcia co spowodowało tę nienawiść do niego.
    Ginny płacząca to jest jednak coś i troszkę wstrząsnęło, bo faktycznie płacz do niej nie pasuje. A co do klatwy, to sprawa robi się coraz ciekawsza, zastanawiam się naturalnie nad sprawcą. Nie mam pojęcia, kto może tak nie lubić Albusa. Może to nie jest świadome? Nie wiem, czekam. :D
    Cieszę się, że mimo ee objawienia Lily nie zrobiła się ciepłą kluchą i nadal ma tę swoje złośliwości.
    Już kolejny delikatny sygnał interesowania się Oliviera Lily. Yay! Cieszy mnie to, nie powiem, że nie.
    Pozdrawiam i przepraszam za niekomentowanie. Jestem niestety tu raz na jakiś czas i nie obiecuję, to się diametralnie zmieni, ale bardzo lubię to opowiadanie, jestem z nim nawet związana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz i bardzo cieszę się, że lubisz to opowiadanie :)
      ja nie wiem,czemu ludzie nie lubię Rona. może dlatego że stoi na drodze cudnemu Dramione :P Ja go lubię :D
      Mogę powiedzieć Ci jedno, sprawca zamieszania doskonale wie, co robi.

      Usuń
  17. Bardzo lubię te fragmenty, które poświęcasz głównym bohaterom znanym z książek Rowling. Niedawno było o Harrym, teraz o Ronie - fajnie jest zobaczyć, jak wyobrażasz sobie ich dalsze życie, w końcu wszyscy czytelnicy znali ich jedynie w nastoletniej wersji. A teraz? Każde z nich ma dzieci, pracę i zupełnie inne problemy.

    Cały czas zastanawiam się, kto mógłby chcieć rzucić klątwę na Albusa. Przecież ten chłopak nic złego nie zrobił, a już na pewno nie coś na tyle okropnego, żeby zasłużyć sobie na klątwę, przez którą może nawet umrzeć! Swoją drogą jestem ciekawa, czy da się w jakiś sposób wykryć, z kim Albus jest związany tą klątwą. Pewnie tak, ale z drugiej strony na pewno nie jest to łatwe, bo inaczej już dawno wszystko by się wyjaśniło. Zresztą, tak jak zostało w tym rozdziale powiedziane, jeśli klątwa została rzucona nieudolnie, to zdjęcie jej może być prawdziwym wyzwaniem. Nie mam jednak żadnych podejrzanych, wszyscy bohaterowie tego opowiadania mimo swoich wad wydają mi się zbyt dobrzy, by byli w stanie zrobić coś tak okropnego...

    A o spotkaniu Lily z Olivierem nie wiem, co sądzić. Szczególnie jeśli chodzi o to ostatnie zdanie. Czyżby Oliver jednak nie był aż tak wrogo nastawiony do Lily, jak do tej pory mogło się wydawać? No cóż, pozostaje mi czekać na kolejny rozdział, żeby się przekonać.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Ciesze się, że lubisz te fragmenty, zanim zaczęłam mje pisać, trochę się ich obawiałam, a teraz mam niezła frajdę przy nich ^^ xD niby tacy sami, a inni, niby inni, a tacy sami :D:D
      Jesli chodzi o sprawcę, to zostanie to rozwiklane calkiem szybko - a przynajmniej szybko w stosunku do tego, jak sobie z poradzic z sama klatwa :D:D
      Hah, Olivier i Lily to skomplikowana sprawa :D

      Usuń
  18. W końcu jestem :D
    BARDZO podoba mi się Ron w Twojej wersji, aczkolwiek chyba go odrobinę przedobrzyłaś, zwłaszcza z tym szykowaniem kapciuszków pod kominkiem. Gest sam w sobie oczywiście wspaniały, ale mimo wszystko trochę nie w jego stylu. Nie twierdzę, że nie mógł się zmienić, ale chyba nie aż tak. :D Bardzo ładnie za to przedstawiłaś go w scenie z Hermioną, gdy wystarczył jeden uścisk dłoni, by ją choć trochę uspokoić. W rozmowie z Rose też był świetny, zwłaszcza gdy dwukrotnie "zgasił" ją tym samym tekstem. To już o wiele bardziej w jego stylu. Niemniej jednak kupuję Twojego Rona. :)
    Ciekawy pomysł z tą Klątwą Zależności. Zastanawiam się cały czas, kto mógł się na coś takiego zdecydować i jaki związek mają z tym te zaróżowione stopy z poprzedniego rozdziału. Coś jednak czuję, że z tym to chyba będę musiała zaczekać do czerwca, żeby się dowiedzieć. Podejrzewam tylko, że to nie wina Franka (bo to chyba on go jakoś przez przypadek z tej miotły strącił w trakcie meczu, nie?). Może jakaś szalona wielbicielka? ;)
    Chyba chciałabym, żeby Scorpius zszedł się z Rose; Anabelle wybitnie działa mi na nerwy i trudno mi wyjaśnić nawet, dlaczego tak jest. Chyba po prostu taki typ człowieka.
    Kiedy wyjaśnisz w końcu, dlaczego Lily tak bardzo nie znosi Ginny? Bo to już faktycznie mocno podejrzane, a bardzo mnie ciekawi, co tam się między nimi stało albo prędzej, co takiego Ginny zrobiła i na czym ją Lily przyłapała.
    I na koniec jeszcze dwie albo trzy uwagi:
    Serio Ron był zdziwiony, że mugole mają rozdzielone toalety na męskie i damskie? o.O Przecież w Hogwarcie też tak było. Jęcząca Marta urzędowała w damskiej i bardzo się dziwiła, że chłopcy tam zachodzą. xD
    Po drugie to zdanie: W tym przypadku było nim, no cóż, Anabelle. Wiem, że tu to "było" miało odnosić się do stworzenia, ale podmiotem jest Anabelle, więc powinno być "była".
    A, i jeszcze miałam pochwalić szablon: bardzo ładny, o wiele bardziej czytelny niż ten poprzedni. I obrazek w nagłówku też ładny. :)
    Pozdrawiam serdecznie i przy okazji zapraszam na nowy rozdział do siebie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Zastanawiałam się, czy wrzucić ten fragment om kapciach, ale uznałam, że nawet ktoś taki jak Ron może prezentować tego typu zachowanie. do którego na pewno nie przyznałby się kumplom, ale które robił, robi i będzie robić :D cieszę się, że pokochałaś tak mojego Rona :P
      hm, nie wiem, kiedy będzie powiedziane, o co chodzi z różymi klątwami, myślę, że w styczniu w opowiadaniu, jak wrocą po Świętach do szkoły :P.
      Na temat typów chetnie słucham wszystkich podejrzeń, ale próbuję się do żadnych odnosić. a co do tego, dlaczego Lily tak nie znosi Ginny... o tym, myślę, powiem w całości w trakcie przerwy bożonarodzeniowej, długo już czekacie :P
      DZiękuję też za uwagi, szczególnie tę dotyczącą łazienki; zmieniłam już ten fragment. Jak mogłam zapomnieć o łazience Jęczącej Marty, naprawdę :p no i też uwielbiam ten szablon ^^

      Usuń
    2. Wiesz, prezentować takie zachowanie jak najbardziej może, ale według mojego osobistego kanonu pamiętałby o tym może raz na ruski rok. :D Chociaż z drugiej strony prędzej robiłby coś takiego, żeby pokazać, jak bardzo Hermionę kocha, niż powiedziałby wprost, co do niej czuje. :)
      No to w takim razie widzę, że ta przerwa bożonarodzeniowa będzie kluczowym zwrotem akcji, skoro aż tyle się wtedy powyjaśnia. :P

      Usuń
    3. No, tez tak mysle :D
      Hmm. Ale o różowych stopach poznacie prawde dopiero w styczniu/lutym :D

      Usuń
  19. "Patrząc na szumiące w oddali drzewa Zakazanego Lasu, powoli ogarniał ją spokój." - źle użyłaś imiesłowu, brzmi tak, jakby spokój patrzył na drzewa xD Może lepiej będzie brzmieć " Gdy patrzyła...".
    Kolejny świetny rozdział!
    Od razu mówię - dobrze, że przedstawiłaś Rona tak, a nie inaczej. Niestety za często jest pokazywany jako głupi prostak, a dla mnie Romione jako kanon powinno być do końca świata! xD Bardzo sympatycznie wyszedł, a scena ripost z Rosie była jedną z najlepszych w rozdziale ;)
    Za to nie pasuje mi Hinny u ciebie xD Po prostu zawsze ich widziałam jako takie love forever i już bardziej rozłam pasowałby mi u Romione z powdu różnicy charakterów (chociaż też nie bardzo). Jestem ciekawa, co takiego musiała zrobić Ginny, że Lily tak ją znienawidziła...
    Jedynym moim typem co do klątwy jest Matylda, ale to takie naciągane. No dobra, jest wredna, ale chyba nie aż taka zła, żeby rzucić taką klątwę?!
    Haha, dobrze, że Scorabelle się pokłócili. Gdy Ana jest ot tak, to mi nie przeszkadza, ale Rose i Malfoy są lepszą parą. Ale dodatkowo jeszcze wkracza Frank, którego lubię chyba jeszcze bardziej niż Scorpa xD Co do klątwy, to nie jest Abingale'a na 100%.
    Podobała mi się scena z Janvierami. Taka odskocznia od poważnych tematów :D
    I najlepsze na koniec - "Lily tak pięknie mówi po francusku." Oliviera <3 Chyba nawet Maxmilienne wyczuła coś dziwnego xD Już nie mogę się doczekać rozwinięcia romansu!!! <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Wybacz mi długość komentarza, ale nie mam weny :/ Może ilość serduszek ci to wynagrodzi? hahah
    Z niecierpliwością czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny! ;)
    ~Arya
    PS Bardzo ładny szablon, o wiele lepszy niż ten poprzedni i bardziej oddaje tematykę opowiadania :)





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz i za zwrócenie uwagi, oczywiście, to było błędnie napisane zdanie i już je poprawiłam.
      Hah, cieszę się, że przyajmniej z Romione Cię zadowolilam xD z Hinny sprawa wygląda znacznie gorzej :D cóz, widać w tym moj własny stosunek do poszczególnym boterów :P a o tym, co zrobiła Ginny, będzie calkiem niedługo. xD pewnie do 30. rozdziału się uda :D:D
      hah, ani na temat potencjalnych sprawców, ani na temat zwiazków innych niż H&H nie mogę się wypowiadać, żeby za dużo nie wypaplać. No dobr, może tylko na temat Oliviera i Lily - oni pozostaja w zasadzie w stanie wojny, choc może akurat teraz z mniejszą ilośc bezpośrednich bitew. Następna notka już napisana, będzie w przyszły piątek :*
      też kocham ten szablon ^^

      Usuń
  20. Mam wrażenie, że Aklbus mógłby kipnąć i nie zrobiłoby to na mnie żadnego wrażenia, bo jego postać, w moim odczuciu traktowana była od początku po macoszemu. Nie twierdzę, że tak było i to jedynie moje odczucie. Skłaniam się ku myśli, że im prędzej Potter umrze, tym szybciej wszyscy odżałują swoje i zrobi się weselej w całej twojej opowieści. Nawet przez myśl przeszło mi, że stypa mogłaby być całkiem interesującym kawałkiem tekstu, ale to swoją drogą.

    Przyznam szczerze, jeszcze tak odnośnie tej klątwy lub "tych klątw", że trochę mi nie pasi ten pomysł i już tłumaczę dlaczego... ano dlatego, że prawdopodobnie sprawcą jest jakiś uczeń (szczerze mówiąc, mam na uwadze kilku kandydatów) i co za tym idzie - jak? Jak to możliwe, że nikt tego nie zauważył, skoro to taka wielka sprawa, w końcu mówimy o klątwie, a sprawcą na bank nie jest nikt pokroju "Dziedzica Slytherina", chyba że zechcesz wprowadzić pomysł na jego córkę Larę... (przypadek?). W każdym razie uprzedzam, że jeśli tak to się skończy, rzucam to opowiadanie, bo już się dość naczytałem o nieślubnych warchlaku Voldemorta :D Żeby było jasne!

    Fragment z Janvierami był miłą odskocznią od sprawy Albusa, choć nie będę słodzić, że było to tym, o czym chciałbym móc przeczytać. Ciekawiło mnie dużo bardziej to, o czym rozmawiali Hugo z Heleną nim przydreptała Hermiona i o tym, o czym ona z nimi dwojgiem rozmawiała nim pojawił się Ron. Chyba, że to wynikało z poprzedniego rozdziału, z którego pamiętam piąte przez dziesiąte...

    Ollie stracił 100 punktów za maślane oczy! Ocknij się, baranie! Spróbuj mi tylko upaść tak nisko, żeby się w Lily zabujać! Tu przypomina mi się komentarz dubbingowanej Hermiony z pierwszego filmu, kiedy Harry wsiada na miotłę, chcąc uratować przzypominajkę Neville'a. Powiedziała wtedy tak: "Co za kretyn!" :D

    - wykrzyknik dodałem od siebie :D


    Ogólnie, przepraszam za zwłokę, ale life happens, także ten... :D Pozdrowionka i do kolejnego, kiedyś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Albusa to niestety nie moge się nie zgodzić, bo na poczatku nie planowałam, ze stanie się jedna z ważniejszych postaci, wiec nie traktowałam go tak, jak powinnam... ale, coz, on będzie pozostawał w podobnym stanie jeszcze sporo.
      Imię "Lara" jest tutaj zupełnym przypadku i nie, ona nie jest corka Voldemorta tutaj, tyle moge zdradzić :D ale co do sprawcy zamieszania nie bede nic mowić.
      O Helenie i Hugonie bedzie dużo w następnych notkach, nie moge cały czas o nich pisac, nawet jesli sprawia mi niesamowita frajdę wcielanie się wlasnie w Hugona :D a Ollie...coz, nie nazwałabym tego teraz maślanymi oczkami, ale... Hm. Lepiej skończę już ten komentarz :p dziękuję za opinię i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Znaczy... Wiesz przecież jaki mam stosunek do jakich postaci. Niewiele mnie ciekawią losy Lilly i Albusa (chyba, że pokusisz się kiedyś o shounen ai ze Scoriusem... - nie wiem, jakoś tak... Nie mogę pozbyć się wrażenia, że w "Przeklętym dziecku" to nie była tylko przyjaźń, a co więcej... nawet ciekawie się to czytało XD).
      W zasadzie, twoje opowiadanie jest jednym z nielicznych, które czytam o nowym pokoleniu. Podobnie jak nie czytałem wielu (może jedno i chyba zostało wstrzymane "Uciekająca łania" się zwało, bodajże) o czasach huncwotów... Jakoś tak... Najbardziej interesują mnie czasy Harry'ego, a najlepiej zerwanie z kanonem tuż przed epilogiem - czyt. Hermiona wcale nie spiknie się z Ronem i to wcale nie musi oznaczać, że wpadnie w łapska Malfoya.

      w każdym razie, liczę na więcej scen, gdzie występują Helena, Hugo (niekoniecznie w romantyczny sposób), Ollie i Lara. Ogólnie to myślałem, że ta dziewczyna i Francuzik jakoś się tam rozwiną i dojdą do tego, że fajnie byłoby być parą. Lara przypomina mi ogólnie taka bardziej ogarniętą Lunę. albo lepiej... Miks Luny i Hermiony :D

      Konkluzja - Lily nie zasługuje na miłość Ollie'go. Na przebaczenie wobec swojej głupoty... niech jej tam będzie, ale niech nie liczy na wiele więcej. ;D

      Usuń
    3. nieee, nie planuje laczyc Albusa i Scorpiusa. Choc musze przyznac, ze jak czytalam Przeklete Dziecko, to taka mysl wpadla ni do glowy, niezaleznie jak slodkie wydawalo sie zauroczenie Scora Rose (mimo slodkosci ten ship byl tym samym co ta nieszcesna corka Voldemorta, czyli robieniem cos a la fanficka).
      Hah, ja wlasciwie cale zycie czytywalam glownie Huncwotow, bardzo malo rzeczy z ery Harry;ego, a nowe pokolenie to teraz troche, skoro sama zaczelam, ale nie za duzo, bo trudno mi znalezc dobre tego typu opowiadania ( dobre i nieurywane po kilku postach). Ja akurat lubie Hermione i Rona razem ;p
      Helena u Hugo beda miec sceny juz niedlugo, a i na Lare i Oliviera mozesz za jakis czas liczyc

      Usuń
  21. Cześć! Wracam do „życia” w blogowym świecie i zaczynam nadrabiać zaległości. Moje komentarze nie będą długie, bo jednak trochę tych zaległości mam, ale mam nadzieję, że choć trochę treściwe :D
    Zacznę może od tego, że przy tym fragmencie, gdy Ron wchodzi do Sali, w której jest Albus, nie bardzo rozumiałam po co dodałaś fragmenty o płaczącej Giny, Harrym itp. Wiem, że to pojawiło się we wspomnieniach Rona i że dzięki temu krótkiemu fragmentowi chciałaś powiedzieć nam o czymś, co wydarzyło się kiedyś, ale dla mnie to było trochę nie na miejscu. Zastanawiamy się, co z Albusem, widzimy prawie biegnących Hermionę i Rona a tu nagle znikąd wspomnienie o jakimś utopionym pluszaku. To niepotrzebnie rozciągnęło akcję, moim zdaniem. I jeszcze to „śmianie się pod nosem” wskutek jakiegoś wspomnienia… Zupełnie nie pasuje mi do sytuacji.

    Coraz bardziej ciekawi mnie sprawa z Albusem. Przynajmniej już wiemy, że ktoś najwyraźniej chce mu zrobić krzywdę. Skoro jest pod wpływem czarów, a James niby widział, że Albus może chcieć sam się udusić, to sprawa nie wygląda dobrze. Może ktoś chciał zapanować nad umysłem Albusa po to, żeby chcieć go zmusić do samobójstwa? Na razie tyle mi przyszło do głowy :D tak czy inaczej cieszę się, że pojawił się tutaj taki wątek. Nie ukrywam, że mega mnie ujął i to chyba on wydaje mi się w tym momencie najciekawszy;D
    Lecę dalej! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wracasz, i dziękuję za komentarz.
      Hm, chciałam pokazać, jak zachowują się rodzice ofiary, skoro nie zdecydowałam się na opis z ich perspektywy, uznałam , że to ważne. Może z ulubionym pluszakiem przesadziłam, pomyślę nad tym ;)
      Podobają mi się Twoje przemyślenia na temat Albusa i klątwy, która nim owładnęła xD

      Usuń
  22. Naprawdę nie mam pojęcia, kto rzucił tą klątwę na Albusa i czemu akurat na niego. Hm, może to ktoś, z kim Potterowie (zapewne Harry :D) mają na pieńku i chciał się po prostu jakoś zemścić i akurat padło na Albusa :D Nie mam pojęcia :D Ale mam nadzieję, że chłopak jednak z tego wyjdzie.
    Ogólnie, nie jestem pewna, co myślę o tym wątku. Niezbyt pasuje mi do tego opowiadania, w końcu zaczęło jak bardzo obyczajowo (pomijając magię :D), a tu nagle coś takiego... Może lepiej wypadłoby, gdyby ten wątek wprowadzić jednak nieco wcześniej.
    Anabelle przesadza. Wie dobrze, w jakiej sytuacji znajduje się Scorpius i odstawia sceny zazdrości? Wkurzyła mnie tym, mam nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk.
    Dobrze, że pojawiła się jakaś scena z Olivierem i Anabelle, czasami zapominam, że są rodzeństwem :D
    Heh, jak miło, że Lily jednak za bardzo się nie zmieniła :D

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, sporo tutaj jednak :p coz, wlasciwie tez żałuje, ze wprowadziłam ten wątek tak późno, problem polega na tym, ze wczesniej nie chciałam wprowadzać czegos takiego ani na nic takiego nie wpadłam :D No i niestety wyszło, jak wyszło. Ale już postanowilam wykorzystać ten pomysł i dobrze mi się ten wątek prowadzi, nie powiem 😉 tylko ze naprawdę nie wiem, kiedy skończę to opko, moze za dziesięć lat da radę 😂
      Anabelle przesadziła, racja, ale zobaczysz, co zrobi Scor

      Usuń