poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział dwudziesty trzeci: Rozmowy

Pokój wspólny Gryfonów był niemal pusty. Większość uczniów znajdowała się poza wieżą, jedząc jeszcze obiad lub odpoczywając po posiłku. W „strefie nauki” siedzieli jedynie Helena Smith i Alex Nowak, a w pozostałej części pomieszczenia tylko kilkoro pierwszoroczniaków zajadało się czekoladowymi żabami i wymieniało kartami znanych czarodziejów.
Rose Weasley już dwa lata temu wymusiła na ówczesnym prefekcie naczelnym podział pokoju na dwie części. Mimo że hałasujący uczniowie ze „strefy relaksu” i tak potrafili przeszkadzać w nauce czy pisaniu wypracowań, rozwiązanie wszystkim przypadło do gustu. Zresztą nie zawsze obowiązywało. Jeśli ktoś chciał się uczyć w weekendowe wieczory, musiał to robić we własnym dormitorium, zaś przed letnimi egzaminami Gryfoni pragnący się zabawić musieli pogodzić się z faktem, że we własnym pokoju wspólnym im się to nie uda.
Alex i Helena, podjąwszy decyzję o jak najszybszym uporaniu się z napisaniem wypracowań na transmutację, eliksiry i zaklęcia, zajęli stolik powszechnie uważany za najlepszy. Usytuowany był on najdalej od „strefy relaksu”, tuż pod ogromnym oknem umożliwiającym jak najdłuższą pracę przy dziennym świetle; tym samym, przy którym rysowała Helena, gdy miała na to siłę… Co ostatnio zdarzało się coraz rzadziej.
Przyjaciele pracowali już prawie godzinę, a od kilkunastu minut Smith nie mogła się skupić. Panująca cisza doprowadzała ją niemal do takiego samego szału jak bombardujące przemyślenia i wyrzuty sumienia. Wolała już, gdy pierwszoroczniacy wymieniali się kartami, robiąc przy tym sporo hałasu, niż to, czym zajmowali się w tej chwili – a mianowicie z nietęgimi minami zasiedli nieopodal piątoklasistów, by uporać się z własnymi wypracowaniami.
Dziewczyna bezwiednie wzięła końcówkę pióra do ust i wpatrywała się zamglonym wzrokiem w zapisaną równiusieńkim pismem kartkę. Niby nic się nie działo, ale czuła, jak ucisk w żołądku staje się coraz silniejszy. Tak bardzo, że w końcu nie wytrzymała i wypowiedziała na głos to, co krążyło jej w głowie od kilku dni.
– Alex, czy to prawda, że Olivier i… Hugo się pokłócili? – Mówiąc to, odłożyła pióro i nerwowo zaczęła wyłamywać palce.
– Nie… To znaczy, tak, ale teraz już jest lepiej – tłumaczył nieporadnie Nowak, kręcąc się na krześle i za wszelką cenę próbując uniknąć spojrzenia przyjaciółki.
– Co to znaczy? To tak czy nie? – zapytała, niemal piszcząc.
– No… tak. Najpierw ze sobą nie gada… – zaczął nieporadnie Alex, jednak nagle spojrzał na Helenę z czymś przypominającym samozadowolenie i stwierdził: – Zachowują się jak stare małżeństwo; najpierw nie odzywają się do siebie, potem ni stąd, ni zowąd zaczynają na siebie warczeć, a koniec końców niby zaczynają ze sobą chodzić… no wiesz, co mam na myśli… ale nie zachowują się normalnie! Tylko jakby z dystansem. Na tym ostatnim etapie są od kilku dni. No mówię ci, zupełnie jak moi rodzice!
Helena uśmiechnęła się blado na próby rozśmieszenia jej przez przyjaciela. Mimo że uwielbiała żartować z Nowakiem, aż za dobrze wiedziała, do czego dąży chłopak. W końcu obchodził się z nią jak z jajkiem już od dłuższego czasu i powoli zaczynało ją to nie tylko nużyć, ale i frustrować.
– Alex, doskonale wiemy, że twoi rodzice to jedno z najbardziej kochających się małżeństw, jakie oboje znamy, nawet jeśli czasem faktycznie się kłócą. Nie zmieniaj tematu, proszę. Jeśli oni się nie kłócą, tylko udają, że wszystko jest w porządku, to jest jeszcze gorzej, niż myślałam – westchnęła smutno Smith, dochodząc do sedna sprawy. – I to przeze mnie.
– Hel, daj spokój, muszą się dogadać i już, tak jak zresztą powtarza im to cały czas Wells, tylko nie chcą go słuchać. – Alex skrzywił się nieco, a dziewczyna aż za dobrze wiedziała, że chodziło o George’a, za którym jej przyjaciel, delikatnie mówiąc, nie przepadał.
– Właściwie masz rację, każdy musi rozwiązywać własne problemy, wziąć za nie odpowiedzialność. Dlatego sama nie mogę dłużej zachowywać się jak tchórz, tylko naprawić to, co wciąż jestem w stanie – stwierdziła niespodziewanie silnym głosem, wpatrując się intensywnie w Nowaka. Na jej ostatnio wiecznie blade policzki wpłynął lekki rumieniec.
– Nie musisz…
– Muszę, Alex! – przerwała mu, podnosząc głos, jednak szybko się opanowała i powtórzyła znacznie ciszej: – Muszę. Nie traktuj mnie jak małego dziecka. Może i jestem chora, ale wyniki leczenia jak na razie są dobre. Ale nawet jakby nie były dobre, to nie mogę wiecznie uciekać przed problemami! – zawołała głośniej. – Tu nie chodzi o chorobę, a o mnie. Przez ten mój strach nie komplikuję życia tylko sobie, ale i innym! Nie chcę niszczyć czyichś przyjaźni, rozumiesz?
Alex milczał, patrząc na nią ze zdziwieniem, ale nagle, westchnąwszy głośno, odparł:
– Tak. Ja… po prostu martwię się o ciebie.
– Wiem – odparła spokojnie i uśmiechnęła się ciepło do chłopaka. – I dziękuję. Ale… Ale jakbyś nie pytał za każdym razem, czy wziąć mi torbę po lekcjach, to… byłabym… – Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, więc przełknęła głośno ślinę, próbując wziąć się w garść.
– Po prostu ją wezmę – zakomunikował Alex, a pod wpływem jej spojrzenia dodał:  Jak uznam, że tego potrzebujesz.
Tym razem w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Siedzieli chwilę w ciszy zdecydowanie nieprzypominającej tej ostatniej, pełnej napięcia, która sprowokowała ją do rozpoczęcia rozmowy. Rozmowy przynoszącej, ku zdziwieniu Heleny, pewnego rodzaju ukojenie.
– Nie jesteś jedyną osoba, która się boi. Każdy się czegoś boi – powiedział nagle Alex zdławionym tonem.
Dziewczyna popatrzyła na niego z uwagą, ale on wpatrywał się w leżące przed nim wypracowanie, a na jego policzkach widać było niewielki rumieniec.
– Ja na przykład boję się pogadać z… z…
– Georgią Longbottom?
– Skąd wiesz? – zapytał z przerażeniem Nowak, omal nie spadając z krzesła.
– Zauważyłam. – Helena wzruszyła ramionami. – I myślę, że dobrze wybrałeś, lubię ją. – Po chwili zamyślenia dodała: – Szkoda, że wcześniej o tym nie rozmawialiśmy.
Oboje wiedzieli, że Smith nie chodzi jedynie o Grace.
– Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale… – Teraz twarz Alexa przypominała już kolorem dojrzały pomidor.
– Wiem… wiem. Ja też powinnam z tobą porozmawiać. Ale myślałam, że jak uda mi się wmówić samej sobie, że nie jestem w nikim zakochana, to problem zniknie. Nie zniknął. – Ostatnie słowa wypowiedziała w kierunku blatu niemal szeptem, ale gdy uniosła głowę, wiedziała, że Alex ją usłyszał. Zobaczyła to w jego szarych oczach.
– Chyba musimy zawrzeć umowę – uznał Nowak, na co Helena podniosła ze zdziwieniem brwi. – Ty porozmawiasz z Hugonem, a ja z Georgią.
– Ale…
– Nie chcesz, żebym traktował cię ulgowo? – zapytał retorycznie Alex, czym skutecznie uciszył jej protest.
A przynajmniej ten wyrażany na głos, ponieważ w umyśle Heleny od razu pojawiły się najczarniejsze scenariusze rozmowy, do której jeszcze nie doszło. Teraz jednak wiedziała, że nie chodzi jedynie o nią i Hugona. Nie tylko to musiała ratować.
– Nie chcę – potwierdziła cicho, a następnie, z o wiele większym entuzjazmem, wykrzyknęła: – Wiem! Zaproś Georgię na przedświąteczny wypad do Hogsmeade, ten na początku grudnia! To za trzy tygodnie, masz sporo czasu…
Alex wyglądał na przerażonego, ale po chwili nieco się rozluźnił i z podejrzanym uśmieszkiem zakomunikował:
– Dobra, jeśli obiecasz, że do tej pory pogadasz z Hugonem i to nie tylko dlatego, żeby pogodzić go z Olivierem…
Helena patrzyła na niego ponuro, ale ku jej zdziwieniu rozum przestał bombardować ją czarnymi scenariuszami. I zdecydowanie wolała tę ciszę.
– Okej, zgadzam się.
Uśmiechając się szeroko, wyciągnęli ręce nad stołem i mocno je uścisnęli. W tym samym momencie Helena poczuła, że coś się zmieniło. Ktoś do nich podszedł. Smith gwałtownie zwróciła głowę w prawą stronę, a jej oczom okazała się osoba, której zupełnie się nie spodziewała.
Lily Potter przestępująca nerwowo z nogi na nogę i usilnie wpatrująca się w podłogę.
– Czego tu chcesz? – warknął automatycznie Alex, patrząc z niechęcią na Krukonkę. Mimo że ta nie raz dała mu popalić, Nowak najwyraźniej się tym nie przejmował i Helena poczuła zalewającą ją wdzięczność wobec przyjaciela. – Znów pomyliłaś pokoje wspólne? Bo kolejnej afery tu nie zrobisz!
Lily nie zareagowała na jego słowa w żaden sposób. Zamiast tego uniosła głowę i, czerwona na twarzy jak burak, zwróciła się do Heleny cicho, lecz stanowczo:
– Możemy porozmawiać?
– Chyba śnisz…
– W porządku – powiedziała Smith i podniosła się z krzesła.
W odpowiedzi uzyskała dwa spojrzenia wyrażające skrajne zdziwienie.
Sama była zaskoczona, ale czuła, że podjęła dobrą decyzję. Zgodną z tym, co postanowiła sobie przed chwilą podczas rozmowy z Alexem. Nie uciekać od problemów. Z jakiegoś powodu zostałam Gryfonką?
Widząc, jak Nowak wstaje, aby ją zatrzymać, dodała:
– Chcę z nią porozmawiać. Posłuchać, co ma do powiedzenia.
Chłopak musiał zobaczyć w jej oczach coś, co utwierdziło go w przekonaniu, że Helena nie zmieni zdania, gdyż mrucząc z niezadowoleniem pod nosem, opadł z powrotem na krzesło.
Lily za to wyglądała tak, jakby zaraz miała uciec, co było wyjątkowo niecodziennym widokiem. Gryfonka poczuła niespodziewany przypływ pewności siebie i zapytała:
– Idziemy?
– Co? – wypaliła nieprzytomnie Lily.
– Chciałaś rozmawiać.
– Tak. Tak, chodźmy – odparła nieco bardziej pewnie Potter i wraz ze Smith skierowały się do wyjścia z pokoju wspólnego Gryfonów.
Znalazłszy się na korytarzu, Lily wciąż milczała. Helena czekała, aż Krukonka się odezwie, ale Potter, zacisnąwszy usta w wąską kreskę, maszerowała szybko przed siebie.
– Nie będę za tobą szła nie wiadomo gdzie – powiedziała Smith, zdziwiona nagłą pewnością siebie. Być może miało to związek z tym, że Lily po prostu przesadziła. Nie teraz, wtedy. – Chciałaś mi coś powiedzieć, to mów.
– Nie na korytarzu. W sali – odparła Potter, nie patrząc na Helenę. – Najbliższe puste są chyba na szóstym piętrze?
– Tak – potwierdziła Gryfonka, postanawiając chwilowo odpuścić. Ku własnemu zdziwieniu odczuwała coraz większe zainteresowanie niecodziennym zachowaniem Lily.
Żadna z nich nie przerwała milczenia, dopóki nie znalazły się w dużej, przestronnej i od dawna nieużywanej klasie, w której znajdowały się jedynie trzy ławki i kilka krzeseł, ustawionych w idealnym rzędzie. Najwyraźniej skrzaty pilnowały porządku nieustannie; Helena była pewna, że uczniowie wykorzystywali salę, do otwarcia której nie potrzebowało się nawet użycia Alohomory, wyjątkowo często i nie zawracali sobie głowy pozostawianiem jej w stanie, w jakim ją zastali.
Lily podeszła do jednej z ławek i, podskoczywszy, usiadła na blacie. Smith poszła w ślady Krukonki, choć w jej przypadku wystarczyło się tylko podciągnąć. Była o pół głowy wyższa od Potter.
Tym razem nie pospieszała dziewczyny, tylko wpatrywała się w nią w oczekiwaniu. Widziała, że Lily jest zdenerwowana, co paradoksalnie ją samą uspakajało. Od wypadku Albusa jego siostra zachowywała się inaczej niż dotychczas, ale w takim stanie Helena nie widziała jej od dawna… Ostatnio wtedy, kiedy się przyjaźniły, a Lily zepsuła jej zegarek i miała trudności z przyznaniem się do tego, obawiając się reakcji koleżanki. Gryfonka pamiętała, że się smuciła, ale nawet przez chwilę nie czuła wobec przyjaciółki złości. Od razu jej wybaczyła.
Teraz sytuacja znacznie się różniła i obie doskonale o tym wiedziały.
– Zdaję sobie sprawę, że mnie nienawidzisz, ale nie o to chodzi – zaczęła nagle Lily, a w jej głosie Smith wyczuła determinację. – To znaczy, chodzi mi o to, że masz prawo, obie to doskonale wiemy. Ja… nie powinnam była zrobić takiej afery. Tej… wiesz której.
– Wiem – potwierdziła Helena. Choć zrobiłaś ich dużo więcej, pomyślała, cudem powstrzymując się od wypowiedzenia tego na głos.
– Byłam zła na Hugona… Och, nieważne! – Lily nagle podniosła głos, wyraźnie niezadowolona.
– Więc musiałaś się wyżyć – stwierdziła Smith beznamiętnie, nie czując się z tego powodu źle. To był fakt. Z faktami się nie dyskutowało.
– Ja… nie… Nie wiem. Tak, chyba musiałam – odparła zrezygnowana Lily, po raz pierwszy spoglądając na Gryfonkę.
Ogrom emocji, które Smith ujrzała w oczach dawnej przyjaciółki, zaskoczył ją bardziej niż wszystko, co do tej pory ta wypowiedziała.
– Wiem, że to głupie – dodała Potter tak cicho, że Helena nie wiedziała, czy się nie przesłyszała.
Zapadło milczenie pełne niewypowiedzianych słów. Po raz pierwszy w życiu Smith nie odzywała się, nie ponieważ się bała, tylko dlatego, że uważała, iż to nie ona powinna mówić. Z tego powodu czekała, choć równie dobrze mogłaby po prostu wyjść.
Jednak nie potrafiła.
– Chodzi o to, że… że chciałabym cię… chciałabym cię… przeprosić – wydusiła z siebie Lily. Jej głos drżał, ale jednocześnie brzmiał stanowczo. – Nie tylko za to. Co do Jamesa…
Nagle głos Potter załamał się i dziewczyna znów zamilkła, spuszczając głowę. Tym razem Smith poczuła potrzebę odezwania się:
– James nie ma już znaczenia.
– Ma – odparła Lily zdławionym tonem.
Helena nie skłamała po raz drugi.
– W każdym razie – zaczęła Potter, a po jej napiętych ramionach Smith wnioskowała,  że Krukonka nie powiedziała jeszcze wszystkiego, co sobie zaplanowała – wiem, że jesteś chora. Mogę… mogę wziąć część twojego materiału na konkurs, żeby go opracować. A jeśli chciałabyś zrezygnować z tego konkursu, to zrozumiem…
– Nie chcę – przerwała jej wciąż zdziwiona Helena. – W ciągu dwóch tygodni nadrobię zaległości. Ale…skąd wiesz?
– Dowiedziałam się niechcący. Nie powiedziałam mu.
Gryfonka odetchnęła z ulgą, słysząc odpowiedź na niezadane pytanie. Z jakiegoś powodu czuła, że Lily nie skłamała, mimo że było to z jej strony irracjonalne. Potter wyjątkowo często mijała się z prawdą. Ale nigdy też nie rozmawiała z nią tak jak teraz. Nigdy, czyli od połowy drugiej klasy. To musi coś znaczyć!
Patrzyły na siebie przez pewien czas bez słowa. Helena nie odczuwała ani strachu, ani napięcia, ani złości, ani szczęścia, ani współczucia; jedynie zdziwienie. Jednocześnie wiedziała, że Lily nie czuje się komfortowo. Widziała to po jej napiętych ramionach, drżących dłoniach i mocno zaciśniętych ustach. Zdawała sobie sprawę, że Potter nie wytrzyma długo napięcia.
Dlatego nie zaskoczyło jej, gdy Krukonka zeskoczyła z hukiem na podłogę i, nieco zgarbiona, podeszła do drzwi. Lily złapała za klamkę, jednak nie wyszła z sali, tylko odwróciła się w kierunku Heleny, a po chwili ciężkiego milczenia powiedziała niespodziewanie pewnym siebie tonem:
– Mam nadzieję, że będziecie razem. Ty i Hugo.
I wyszła.
Dopiero wtedy Smith poczuła, czym jest prawdziwe zdziwienie. Nawet przeprosiny, niemające tak właściwie żadnego znaczenia, aż tak jej nie zaskoczyły.
Nie wiedziała, jak długo wpatrywała się w drewniane drzwi, za którymi zniknęła Lily. Kiedy oderwała od nich wzrok, wiedziała tylko jedno. Nie będzie czekać na rozmowę z Hugonem do grudnia.

W czwartkowe popołudnie Rose zmusiła swojego brata, by przerobił z nią materiał na zbliżający się test z transmutacji dla piątoklasistów. Udało im się zająć najlepszy stolik w pokoju wspólnym, ten sam, przy którym dwa dni wcześniej siedzieli Alex i Helena. Odkąd Weasley nie rozmawiał z Lily, jego wyniki w znienawidzonym przez siebie przedmiocie jeszcze bardziej się pogorszyły. Mama niejednokrotnie próbowała go zmusić do przyjścia do jej gabinetu i omówienia materiału, jednak chłopak nieustannie odmawiał. Nie tylko z powodu więzów rodzinnych łączących ją z nauczycielką, ale również – a właściwie przede wszystkim – z własnego doświadczenia.
Jeśli musiał wybierać między Hermioną a Rose, wolał mniejsze zło, czyli siostrę.
Co wcale nie oznaczało, że to zło było małe. Nie, było naprawdę sporych rozmiarów. Tylko trzy cale niższe niż on, a w końcu Hugo miał już ponad sześć stóp wzrostu. I mimo że w przeciwieństwie do niego siedemnastolatka przestała rosnąć, to rosły jej ambicje, zaciętość, bezwzględność… Okrucieństwo wręcz! Bo jak inaczej można było nazwać fakt, że Rose, z ogromnym, przerażającym uśmiechem wymalowanym na pociągłej twarzy, męczyła go już czwartą godzinę z najgorszej dziedziny magii, jaka istniała, i wcale nie miała dosyć? Hugo odnosił wrażenie, że jego mózg zamienił się w jednorodną papkę, a wszystko, co kiedykolwiek wiedział, uleciało w eter. Jego żołądek domagał się w trybie natychmiastowym jedzenia, zaś kręgosłup – wyprostowania. Jednak zło wcielone, znane szerzej jako Rose Weasley, zakomunikowało demonicznie kwadrans wcześniej, że puści swojego brata do Wielkiej Sali, dopiero gdy zakończą przerabianie rozdziału siódmego, co oznaczało jeszcze CAŁE trzy strony najgorszych tortur.
Hugo po raz kolejny zapatrzył się na plecy siedzącego kilka stolików dalej Oliviera, piszącego od jakiegoś czasu wypracowanie. Niby od kilku dni stosunki między nimi się polepszyły: rozmawiali o quidditchu i lekcjach, jedli razem niektóre posiłki, ale w jakimś sensie to było jeszcze gorsze od nieustannego warczenia na siebie nawzajem bądź kompletnej ciszy. Zachowywali się jak zwykli znajomi.
Weasley przypomniał sobie nagle przerażenie w oczach Janviera, gdy przyciskał go do ściany przed Wielką Salą, i, czując pot na karku, podjął decyzję.
– Nie, Rose.
– Co to znaczy „nie”, Hugo?! – żachnęła się prefekt naczelna, łapiąc za rękę brata, który już się podnosił. – Jeśli będziesz w ten sposób podchodzić do nauki, to możesz zapomnieć o pracy w Rezerwacie Magicznym Wielkiej Brytanii! Doskonale wiesz, że musisz kontynuować naukę transmutacji po zdaniu SUMów, a w chwili obecnej nie wróżę ci…
– Rose, i tak się już niczego więcej w tej chwili nie nauczę – przerwał jej ostro.
W odpowiedzi jego siostra wybuchnęła śmiechem.
– Co ty wyprawiasz? Naprawdę już oszalałaś – westchnął zrozpaczony Hugo.
– Nie uważasz… że zachowujemy się… dokładnie jak… rodzice? – Rose śmiała się tak mocno, że z jej oczu zaczęły płynąć łzy. – Zachowujesz się… jak tata. A ja… jak mama…!
Hugo nie poddał się wybuchowi wesołości siostry, lecz rozluźnił się nieco i z uśmiechem rzucił:
– Masz rację, to przerażające! Ale ja naprawdę nic się już nie nauczę. Ponadto muszę coś załatwić – zakomunikował, ponownie patrząc na zgarbione plecy Oliviera.
Rose odwróciła się i pokiwała głową.
– No tak. Idź.
– Serio? Nie będziesz mnie przekonywać do konieczności nauki transmutacji?
– Możemy dokończyć w weekend – odparła, spoglądając na brata i zabawnie przekrzywiając głowę. – Ponadto może nie jestem najlepsza w kontaktach międzyludzkich, ale mam przyjaciółkę.
W odpowiedzi Hugo ścisnął jej rękę i uśmiechnął się nerwowo, a następnie, próbując nie myśleć o niczym, ruszył w stronę Oliviera.
– Cześć – rzucił i ciężko opadł na puste krzesło po prawej stronie kumpla. – Co piszesz, transmutację?
– Nie, eliksiry – odparł Janvier, odkładając długopis i przecierając zmęczone oczy. – Ale chyba nie dam już rady, jestem głodny jak wilk.
– Ja też. Słuchaj – Hugo zaczerpnął głęboko powietrza – sorry, że się na ciebie rzuciłem. Nie zachowuję się tak zwykle… Odwaliło mi, to było głupie.
– Nie ma problemu. Sprowokowałem cię. Sorry – powiedział Olivier, uśmiechając się szeroko. Szybko jednak zmarkotniał i dodał poważniejszym tonem: – Helena jest chora przewlekle. Z tego, co wiem, teraz czuje się lepiej. Dowiedziałem się o szczegółach niechcący, ona nie chciała mi powiedzieć. Naprawdę myślę, że powinieneś z nią porozmawiać w cztery oczy.
– Wiem, masz rację. Nie powinienem cię stawiać w takiej sytuacji dlatego, że sam nie potrafię się dowiedzieć. A muszę z nią porozmawiać… I to o wielu sprawach.
– No, takie podejście to ja rozumiem – stwierdził radośnie Olivier po chwili zawieszenia, klepiąc Hugona po plecach.
Weasley zaśmiał się głośno i wyciągnął przed siebie rękę, którą Janvier bez wahania uścisnął.
– To co, idziemy na kolację? – zapytał Hugo.
– Tak, tylko odnieśmy te okropne książki i wypracowania do dormitorium.
– Jestem za – powiedział Weasley, zbierając swoje rzeczy. – Dzięki temu będę miał więcej czasu, by wyciągnąć z ciebie, o co chodzi z tą Larą. Jak się poznaliście? Ona do nikogo się nie odzywa!
– Nie musisz nic wyciągać, i tak bym ci powiedział – stwierdził Olivier pogodnie.
Chwilę potem piętnastolatkowie zniknęli na schodach prowadzących do sypialni uczniów. Zamyślona Rose spojrzała za okno, za którym zapanowała ciemność. Męska przyjaźń do dziś pozostawała dla niej zagadką. Nawet wtedy, gdy mogła obserwować ją z bliska – kolegując się z Albusem i Scorpiusem – nie mogła zrozumieć, w jaki sposób faceci tak łatwo wszystko rozwiązują. I zazdrościła im tego.
Może wiązało się to z tym, że nie dostrzegali wszystkiego? Hugo nie sprawiał wrażenia, jakby zauważył zawahanie Oliviera, zanim ten poklepał go po plecach. To mogło znaczyć, że Janvier coś ukrywał!
A może z tym, że oni po prostu nie komplikowali sobie życia jak dziewczyny, a już szczególnie takie jak ona? Prawdopodobnie w zachowaniu Francuza nie było nic dziwnego, a to tylko Rose – jak zwykle – doszukiwała się w dziury w całym.
Gdybym tylko umiała się tego pozbyć…!

– Mowy nie ma, nie zabierzesz mi ostatniego tostu, ty głodomorze! – wykrzyknął Hugo, celując widelcem w siedzącego obok niego Oliviera.
– Mam do tego pełne prawo, podobnie jak wszyscy inni Gryfoni! – obruszył się Francuz, jednocześnie uśmiechając się szeroko. – Jestem przekonany, że od początku roku zjadłeś ich łącznie więcej niż cały nasz dom! Chwila… George, co ty wyprawiasz?!
– Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. – Wzruszył ramionami Wells siedzący naprzeciwko chłopaków i trzymający w rękach kość, a raczej kanapkę niezgody. – Zresztą to Hogwart, zaraz pojawią się nowe – dodał nieco niewyraźnie ze względu na jednoczesne przeżuwanie ogromnej wielkości kawałka tostu. – Ej, czy ja dobrze widzę? Helena i Lily naprawdę wchodzą razem do Wielkiej Sali?
Jak na zawołanie jego współlokatorzy zapomnieli o niedawno trwającej walce na śmierć i życie, odwracając się gwałtownie. Smith oraz Potter faktycznie szły obok siebie i nawet coś do siebie mówiły, choć niemal natychmiast rozdzieliły się, aby skierować do swoich stołów. Olivier zapatrzył się bezwiednie w kasztanowe włosy Krukonki. Ze stanu nagłego zamyślenia wyrwał go bolesny kuksaniec, którym uraczył go Hugo, wraz z następującymi słowami:
– Idzie do nas!
– No to dobrze – odparł, uśmiechając się pokrzepiająco do Weasleya. Wbrew zapewnieniom Hugona Olivier słyszał w jego głosie panikę, jednak mniejszą niż wcześniej. Miał ogromną nadzieję, że jego kumpel nareszcie porozmawia z Heleną, która właśnie usiadła obok George’a i naprzeciwko samego zainteresowanego.
– Cześć – przywitała się, lekko się rumieniąc, ale nie spuszczając wzroku z kolegów. – Są tosty?
– Nie – odpowiedział Olivier, widząc, że coraz bardziej czerwony Weasley nerwowo wygina pod stołem palce i najwyraźniej potrzebuje czasu, by się odezwać. – Ten tutaj – wskazał na George’a – zjadł właśnie ostatniego.
– To nie ja jestem Gryfońskim Wyżeraczem Tostów – zawołał Wells, zasłaniając się rękami. – Wszyscy wiemy, kto zasługuje na to miano!
– Nic nie poradzę na to, że lubię, co dobre – odpowiedział Hugo, wpatrując się w Helenę, a po chwili zaczerwienił się jeszcze bardziej. – To znaczy… no… dobre te tosty.
Olivier, skupiwszy wzrok na filiżance z gorącą, czarną herbatą, którą zawsze pił na śniadanie, przygryzł mocno wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem. Mógłby przysiąc, że George robi to samo, ale nie mógł się upewnić, gdyż wtedy cały wysiłek poszedłby na marne.
– Też je lubię. – Olivier usłyszał łagodny głos Heleny i postanowił na nią zerknąć. Dziewczyna nie spuszczała wzroku z Hugona, podobnie jak on z niej. Janvier poczuł się jak intruz. – No nic, wezmę jajecznicę. Jestem głodna.
– To dobrze, że dopisuje ci apetyt. To znaczy… – Weasley skrzywił się, kiedy Olivier kopnął go pod stołem. – Smacznego!
– Dzięki.
W opinii Francuza Hugo nie radził sobie najgorzej, jednak Janvier nie byłby sobą, gdyby nie spróbował czegoś zrobić. Dlatego właśnie, szybko przeanalizowawszy wszystkie za i przeciw swojego pomysłu, zwrócił się do Smith, smarującej właśnie kromkę chleba masłem:
– Słuchaj, Heleno, czy możemy przesunąć nieco nasze dzisiejsze korepetycje? I tak będziemy przerabiać na nich tematy na test z transmutacji, a pomyślałem, że moglibyśmy pouczyć się wszyscy razem – tu Olivier zakreślił w powietrzu koło obejmujące uśmiechającego się porozumiewawczo George’a, nieco zdziwioną Helenę oraz Hugona, na obliczu którego widniało coś pomiędzy przerażeniem a radością – skoro i tak musimy to ogarnąć. Chłopaki mają fakultety, więc proponowałbym piątą po południu.
– To dobry pomysł – odparła po chwili Smith, przenosząc jakby z opóźnieniem wzrok z Weasleya na Janviera. – Jeśli chcecie…
– Pewnie, jesteś świetna z transmutacji. – Tym razem z pomocą Hugonowi przyszedł George i jego wrodzony entuzjazm. – Dla mnie bomba!
– A ty…? – zaczęła odważnie Smith, ponownie patrząc na Weasleya. Tym razem w jej spojrzeniu Olivier był w stanie wyczytać jedną, wybijającą się ponad inne emocję. Determinację.
– Musimy porozmawiać! – wypalił Hugo, omal nie zsuwając się przy tym z ławy. – To zna… – przerwał, jakby przypomniał sobie kopnięcie Oliviera, a następnie dodał nerwowo: – Proszę.
– Tak – odparła po prostu Helena i odsunęła talerz, na którym wciąż znajdowała się niedokończona kanapka.
Janvier usłyszał, jak Weasley wypuszcza wstrzymywane powietrze.
– Może… hm… pójdziemy na błonia? – zaproponowała Smith drżącym głosem, jakby nagle straciła pewność siebie, która przywiodła ją w to miejsce.
Olivier posłał jej pokrzepiające i pełne dumy spojrzenie, jednak ona tego nie dostrzegła. W końcu cały czas patrzyła na Weasleya. Chyba najdłużej w swoim życiu.
– Nie! To znaczy, tak, ale zjedz do końca! Nie spiesz się. – Ostatnie słowa Hugo dodał zadziwiająco spokojnym i pewnym siebie tonem, jakby uśmiech Heleny i fakt, że z powrotem zabrała się za jedzenie, go uspokoił.
Olivier zdusił w sobie chęć poklepania przyjaciela po plecach; zamiast tego ograniczył się jedynie do wymienienia uśmiechów z George’em.
– Wiecie co, my za to będziemy już iść – zakomunikował Wells, wskazując na Francuza, który szybko dopił resztę herbaty i podniósł się z ławy. – Życzymy miłego spaceru!
W odpowiedzi Hugo mruknął pod nosem coś niebezpiecznie przypominającego „Co za kumple”. Chwilę później jego współlokatorzy opuścili Wielką Salę, a Weasley znów skupił się na tym, co było dla niego najważniejsze.
A raczej na na kimś.
Ku jego zdziwieniu, pomimo zdenerwowania, nie odczuwał konieczności natychmiastowej ewakuacji sprzed oczu Heleny. Oczywiście kilka razy zareagował zbyt emocjonalnie, ale dziewczyny najwyraźniej to nie odstraszyło, skoro nadal siedziała z nim, lekko się uśmiechając…
Hugo przetarł twarz, próbując wyrzucić niechciane myśli z głowy. Nie te o uśmiechu Smith czy jej błękitnych oczach, a te, które na ogół tak bardzo go paraliżowały. Obiecał sobie, że tym razem się im nie da – porozmawia z nią i już. Dlatego właśnie, niezależnie od wdzięczności wobec pomysłu Oliviera, wykrzyknął to, co pragnął zaproponować Helenie od kilku dobrych miesięcy. Strach przed odrzuceniem zastąpiło coś silniejszego. Na pewno wiązało się to z samą dziewczyną, która zachowała się znacznie odważniej od niego.
Pomimo zawstydzenia nie potrafił oderwać wzroku od lekko zaróżowionej, nieskazitelnej twarzy Gryfonki. Choć potrafiłby ją opisać z najmniejszymi szczegółami, nigdy nie widział jej tak dokładnie, z tak bliska. Fakt, że ona wpatrywała się w niego z taką samą intensywnością, nie wywoływał w nim tak dużego strachu jak jeszcze chwilę temu. Wzbudzał za to coraz więcej przyjemnych uczuć, uczuć, których nie chciał dłużej w sobie tłumić…
I o których Helena właściwie wiedziała. Dzięki Potter.
Wzdychając głośno, wziął kubek i dopił chłodną już herbatę. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że cisza, która zapadła między nimi, wcale nie była dla niego niezręczna. Miał nadzieję, że dla Smith też nie; przecież, jednocześnie z wpatrywaniem się w niego, jadła kanapkę. Dostrzegł kilka okruszków w prawym kąciku jej ust. Mógłbym sięgnąć nad stołem i… Poczuł, jak jego policzki ponownie zalewa rumieniec, i oderwał spojrzenie od Heleny.
A wtedy ona, głosem przypominającym mu swą barwą najpiękniejszą melodię, zapytała:
– Idziemy?
– Tak.
Podnieśli się niemal równocześnie. Nie musiał martwić się, co zrobić z rękami, ponieważ dzielił ich stół, choć jednocześnie przeklinał istnienie tego mebla do chwili, kiedy znaleźli się w holu przed Wielką Salą, a między nimi było tylko powietrze, Hugonowi niemal udało się wytłumaczyć samemu sobie, że są tylko albo aż znajomymi.
Których czeka ciężka rozmowa.
Zanim panika zdołała nim na dobre zawładnąć, odezwała się Helena:
– Nie będzie ci zimno? Ja wzięłam ciepłą bluzę, bo i tak chciałam pójść po śniadaniu na spacer, ale…
– Nie. Prawie nigdy nie jest mi zimno – odparł, nie mijając się z prawdą. Odkąd pamiętał, nigdy nie odczuł potrzeby założenia któregokolwiek z niezliczonej ilości swetrów babci Molly i to nie dlatego, że mu się nie podobały, a dlatego, że nigdy nie marzł. Gdy był mały, chciał ją poprosić, by zrobiła dla niego koszulę, ale Rose wyśmiała go, twierdząc, że dzierga się jedynie swetry. A on od zawsze wierzył we wszystko, co twierdziła jego starsza siostra.
Chwila wspomnień szybko została przerwana przez uważne spojrzenie, które rzuciła mu w odpowiedzi Helena. Hugo ze zdziwieniem zauważył, że dziewczyna sięga mu dokładnie do nasady nosa.
– Szczęściarz z ciebie, ja zawsze marznę – wyznała Smith, a następnie, jakby przerażona własną śmiałością, oderwała od niego spojrzenie i pociągnęła go w stronę ogromnych, dwuskrzydłowych drzwi prowadzących na błonia.
Hugo omal co się nie przewrócił, ale – dzięki niech będą Merlinowi! – udało mu się utrzymać równowagę i szybko pospieszył, aby przepuścić Helenę w przejściu. Gdy znaleźli się na dworze, momentalnie uderzył w nich chłodny, nieprzyjemny wiatr. Smith wyjęła zza pazuchy różdżkę i, mrucząc coś pod nosem, zrobiła nią skomplikowany ruch na wysokości ich twarzy.
– Co to za zaklęcie? – zapytał z podziwem Weasley, nie musząc już dłużej zakrywać się przed zimnem, które nawet dla niego nie było zbyt przyjemne.
– Aeris. Zmienia przepływ powietrza – odpowiedziała lekko i ruszyła przed siebie.
Hugo szybko się z nią zrównał. Szli w kierunku jeziora, od czasu do czasu dotykając się ramionami. Cisza po raz kolejny nie była czymś nieprzyjemnym, jednak z każdym kolejnym krokiem Weasley dochodził do wniosku, że – być może – rozmowa okazałaby się przyjemniejsza. Że chciałby powiedzieć coś tylko po to, by Helena zatrzymała się i spojrzała na niego swoimi pięknymi, błękitnymi oczami…
Już miał otwierać usta, ale ubiegła go Smith, która faktycznie przystanęła, ale nie odwróciła się do niego. Patrzyła przed siebie, a on wciąż widział jedynie jej prawy profil.
– Przepraszam cię. Powinnam była z tobą porozmawiać o wiele wcześniej… ale stchórzyłam. – Głos się jej załamał, a Hugo cudem zdusił w sobie nagłą chęć wzięcia dziewczyny w ramiona.
– Nie musisz mnie przepraszać! Przecież nie zrobiłaś nic złego – zapewnił ochoczo, a następnie, drapiąc się po głowie, dodał: – A co do tchórzostwa to… nie jestem jedynie Gryfońskim Wyżeraczem Tostów, ale również najmniej Gryfońskim Gryf…
– Nie, Hugo, nie mów tak. To nie tchórzostwo, to nieśmiałość – powiedziała Helena, kopiąc wyblakłą trawę. – Coś o tym wiem.
Nie odpowiedział, wpatrując się w oddaloną od nich o kilkadziesiąt stóp nieruchomą taflę wody. Jeszcze niedawno chciał zapytać ją o tak wiele rzeczy, a teraz, z niewiadomego powodu, w głowie miał tylko jedno, uporczywe pytanie, którego nie zadałby nawet wtedy, gdyby był najpewniejszym siebie uczniem Hogwartu.
– Powinnam była ci powiedzieć, co się ze mną dzieje, o wiele wcześniej. – Ledwo usłyszał szept Smith. – Szczególnie po tym, co stało się w naszym pokoju wspólnym.
– Potter… – warknął Hugo, mimowolnie zaciskając ręce w pięści.
– Tak, Lily – potwierdziła Helena, a Weasley spojrzał na nią zdziwiony.
Wiedział, że Smith jest wspaniała, ale nie spodziewał się, że wypowie imię jego kuzynki bez krztyny żalu. Czyżby…?
– Rozmawiałyście przed śniadaniem – bardziej stwierdził, niż zapytał.
– Tak, trochę. Zależy jej na tobie.
– Zawsze myślisz o innych – zauważył, nie czując przy tym zażenowania swoją śmiałością. Właściwie napięcie niemal całkowicie go opuściło.
– Nie zawsze, jak widać. Myślałam, że jeśli nie będę nic robić, prob… wszystko samo się rozwiąże. Że w końcu przestaniesz się mną interesować. Ja bym sobie jakoś poradziła. – Helena niespodziewanie pociągnęła nosem i ponownie ruszyła przed siebie.
Zdziwiony Hugo wpatrywał się chwilę w jej plecy, a następnie, wyrwawszy się z zamyślenia, podbiegł do niej. Udało się jej dojść niemal nad brzeg jeziora, kiedy – kierowany jakimś niezrozumiałym instynktem – wyciągnął dłoń i zmusił ją, by się do niego odwróciła.
Popatrzyła na niego ze smutkiem, przygryzając dolną wargę, a on zapragnął zrobić wszystko, aby ponownie się uśmiechnęła.
– Co masz na myśli?
– Nie wiesz…? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Zapadła cisza i tym razem napięcie, które odczuwał między nimi, mógłby liczyć w funtach.
Patrzył prosto w jej oczy, a w jego umyśle coraz śmielej i wyraźniej krystalizowała się pewna myśl mająca wyjątkowo duże podobieństwo do pytania, którego nie zadał. Myśl, o której już wcześniej marzył, ale po raz pierwszy wydała się choć trochę realna. Poczuł, jak zalewa go ciepło. Czy to może być prawda? Czy ona…?
– Może… Chyba… – wydukał Weasley. Nagle zobaczył, jak na czubku nieco zadartego nosa Heleny pojawił biały płatek, a on idiotycznie stwierdził: – Pada śnieg.
Patrzyli na siebie w ciszy dosłownie kilka sekund, a później nagle, w tym samym momencie wybuchnęli głośnym, oczyszczającym śmiechem, a napięcie wyparowało wraz z niewypowiedzianymi słowami. Nie pamiętał, kiedy ostatnio śmiał się tak długo i tak mocno. Owszem, w dormitorium wraz z chłopakami rechotali niemal codziennie, ale to było zupełnie co innego.
Hugo położył rękę na ramieniu Heleny, a ona oparła się o niego, nadal nie mogąc się uspokoić.
– Jest taki biały – powiedziała nagle, a jej śmiech urwał się tak samo gwałtownie, jak się zaczął.
Momentalnie dochodząc do siebie, Weasley odsunął się nieco, by spojrzeć jej w oczy, choć nie zabrał dłoni z jej ramion. Nie potrafiłby.
– Biały – powtórzyła Helena mechanicznie. – Jak moja choroba. Choruję na białaczkę, Hugo.
Weasley mrugnął kilkakrotnie, nie rozumiejąc, a raczej nie chcąc zrozumieć tego, co powiedziała.
– Nie płacz – szepnęła rozpaczliwie, a on poczuł na swoich wargach słony smak.
I wtedy zrozumiał.
– Ale… Ale jak to? Bia… Białaczka? Jak to?! – pytał, jakby w amoku, potrząsając nią lekko. Gdy uświadomił sobie, co robi, szybko zabrał ręce i zaczął chodzić w tę i z powrotem, omal nie wpadając do zimnej wody. – Przecież to mugolska choroba! – zawołał nagle, podnosząc prawą rękę, jakby w geście triumfu. – Nie możesz jej mieć!
– Mogę – odparła cicho, a broda zadrżała jej niekontrolowanie. – Wiesz, że niestety my też możemy.
Wyglądała tak bezbronnie. Niewiele myśląc, dopadł do niej i mocno ją przytulił. Wcisnęła czoło w ramię chłopaka, a następnie powoli odwzajemniła uścisk.
Nie wiedział, ile tak trwali. Po raz kolejny przez jego głowę przelatywały tysiące myśli. Wiedział, że się nie załamał tylko dzięki jej obecności. Jakżeby mógł? W końcu to ona…
Helena, jakby czytając w jego myślach, odsunęła się od Hugona tak, by spojrzeć mu w oczy, i powiedziała:
– Teraz… nie jest źle. Uzdrowiciele rozpoczęli terapię i wyniki są obiecujące. Czuję się o wiele lepiej, odzyskałam apetyt.
Rozumiał jej słowa, ale miał wrażenie, że pociesza zarówno jego, jak i siebie. Poczuł niemal fizyczną złość na myśl, jakie „problemy” zaprzątały mu głowę jeszcze kilka minut temu. Dorosłość uderzyła w niego niespodziewanie i zacząłby śmiać się z własnej naiwności, gdyby pamiętał, jak to robić.
– Przepraszam, że przeszkadzam, ale musisz ze mną pójść, Hugo.
Początkowo chłopak miał wrażenie, że z powodu stresu jego umysł wytworzył głos mamy, jednak gdy Helena odsunęła się od niego – co bardziej poczuł, niż zobaczył – jego wzrok padł na nauczycielkę transmutacji. Kobieta patrzyła na niego z przejęciem; jej brązowe włosy były nieuczesane, a dłonie ubrane w szare rękawiczki lekko drżały. Momentalnie przeszła mu chęć nakrzyczenia na nią – wyglądała bardzo źle. Hermiona Weasley zawsze miała w pracy idealnie ułożone włosy.
– Co się stało? – zapytał zrezygnowany, wiedząc, że i tak nic go już nie zaskoczy.
– Chodzi o Albusa. On… umiera.

***

Rozdział celowo poświęcony jednemu wątkowi z równie celowym cliffhangerem ;). Drama w pełni zamierzona. Jestem bardzo ciekawa, co myślicie o zachowaniu Lily oraz o ostatniej scenie. Przyznam szczerze, że obawiałam się nieco rozmowy H&H, zważywszy na ich charaktery, ale koniec końców pisało mi się ją najłatwiej.
Jak można się spodziewać, w następnym poście będzie kontynuowany wątek Albusa. Planuję przedstawić również próbę musicalową oraz coś z perspektywy nieco zaniedbanej Anabelle.
Jak niektórzy już wiedzą, postanowiłam publikować Niezależność również na Wattpadzie. W chwili obecnej mniej więcej poznałam już tamtą stronę, ale zdecydowanie bliżej mi do bloga; chyba zawsze tak pozostanie. Zdziwiłam się pozytywnie, jak sporo osób stąd ma konto również tam. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, zapraszam.
Zauważyłam, że komentarzy jest ostatnio nieco mniej; to chyba ogólna tendencja blogowa. Ale nie przejmuję się za bardzo, ponieważ te, które się pojawiają, są treściwe i konstruktywne, a na tym zależy mi najbardziej. Wolałabym jednego czytelnika wyrażającego obszernie swoje zdanie niż tysiące piszących: Ale super opko, kocham je. Dlatego właśnie tę notkę dedykuję wszystkim, którzy czytają opowiadanie i są ze mną. Nieważne, czy na bieżąco, czy nie. W chwili obecnej publikowałabym to opowiadanie nawet, gdyby nie było czytelników, bo tak się w nie zaangażowałam, ale stało się to w sporej części właśnie dzięki Wam.
Zapraszam do dzielenia się domysłami, co może dziać się z Albusem i kto jest za to odpowiedzialny. Jestem ciekawa Waszych teorii spiskowych. Ponadto w następnym poście pojawi się nowy-nienowy bohater; jak myślicie: kto? Maxine, moją kochaną Betę, proszę o niepodpowiadanie ;).
Jako że zaraz to ogłoszenie zacznie przypominać rozmiarami prolog, będę kończyć. Dodam tylko, że notka miała zostać opublikowana w piątek, ale zbyt się niecierpliwiłam ;). Z powiadomieniami będzie jednak lekkie opóźnienie.

38 komentarzy:


  1. Cieszy mnie to, że Helena i Hugo wreszcie ze sobą porozmawiali, i – będę to powtarzać niezmiennie – jak zwykle udało Ci się przedstawić to tak jak powinno wyglądać w przypadku tak młodych ludzi jak oni. Nie było wystudiowania jakie często towarzyszy dorosłym ani zachowania, które nastolatkowie od nich przejmują, moim zdaniem zdecydowanie zbyt wcześnie, ale taki młodzieńczy strach i radość. Cały czas trzymam kciuki za Helenę, bo serce by mi chyba pękło, gdyby Hugo musiał zmierzyć się z jej odejściem, ale w tym wszystkim najbardziej interesuje mnie największy póki co nieobecny. Bo – oczywiście mogę się mylić, nie robię się młodsza, więc i pamięć niekiedy szwankuje – James Potter (o ile o niego właśnie chodzi) jest dla mnie największą zagadką. Niby wiem, że gdzieś tam jest, bo jest w kanonie, ale tak naprawdę nigdy o nim nie piszesz, ewentualnie takie wzmianki jak teraz. I zastanawia mnie, co musiało wydarzyć się, że Lily właśnie teraz o nim wspomniała. I czy miało to wpływ na to, ze jej przyjaźń z Heleną zakończyła się tak nagle? Mam tylko nadzieję, że James nie zrobił niczego głupiego, złego czy okrutnego, albo wszystkiego naraz. Ale końcówka? Końcówką po prostu mnie zmiażdżyłaś, zwłaszcza, gdy zaczęłam zastanawiać się nad tym jaki wpływ śmierć Albusa miałaby na wszystkich pozostałych. Taki efekt lawinowy, bez szczęśliwego zakończenia. Ale Albus nie umrze. Prawda?

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) dziękuję za komentarz. Cieszę się neisamowicie, że uważasz, iż udało mi sie przedstawić te rozmowę właśnie w taki sposób, zależało mi na tym ;p. CO do Jamesa - cóż, jest nieobecny, bo skończył szkołę, ale nie da sie ukryć, że jest coś na rzeczy, że o nim wspominasz :D
      Nie mogę Ci powiedzieć, co zrobię z Albusem! ale nie da się ukryć, że jego smierć zmienilaby wiele.

      Usuń
    2. Dobra - jakoś wytrwam do kolejnych rozdziałów, ale powiedz tylko - czy James w końcu się pojawi? Bo im dłużej go nie ma i im częściej o nim wspominasz, tym bardziej nie mogę doczekać się jego pojawienia się :)

      Usuń
    3. OK; na to odpowiedzieć moge-tak, pojawi się ;) wlasciwie to cała rodzinka sie pojawi, ale James nie bedzie tylko taka epizodyczna postacią w weasleyowsko-potterowskiej masie :D

      Usuń
  2. Cześć!
    Cieszę się, że Alex i Helena zmotywowali się nawzajem, bo stężenie nieśmiałych, wystraszonych nastolatków w Hogwarcie zaczęło niebezpiecznie wzrastać :D Mam nadzieję, że Helena w obliczu choroby trochę nam "zmężnieje", bo przecież takie zagrożenie powinno dać jej do myślenia, powinno zmusić do działania, bo życie jest krótkie, no.
    Lily chyba niedawno to zrozumiała. Dobrze, że przeprosiła Helenę i jeszcze dorzuciła coś od siebie. Wiadomo, że to tylko słowa, ale w tym przypadku stoi za nimi znacznie więcej.
    Ach, ta męska przyjaźń. Takie konkrety właśnie lubię, a nie babskie intrygowanie i nieustanne kalkulowanie :) Coś, co było wspaniałe u Harry'ego i Rona, odzwierciedliłaś w pewnym sensie pomiędzy Hugonem i Olivierem - co za ulga, kolejna napięta sytuacja odeszła w niepamięć.
    Nie wiem, czy Hugon zasługuje na miano wyżeracza tostów, ale tytuł Master of Awkwardness jest jego i tylko jego... Ech. Na szczęście Helena jest mądra i, wbrew pozorom, nie aż tak płochliwa. Te opisy powłóczystych spojrzeń były przeeesłodkie :)
    Ogólnie ten rozdział nie był specjalnie dynamiczny, a jego tytuł właściwie streszcza wszystko - rozmowy, rozmowy i jeszcze więcej rozmów. Wyszło bardzo spokojnie, ale za to wiele spraw się naprostowało, wiele wyszło na jaw między bohaterami. Końcówka była dramatyczna, wiadomo ;) Od razu pomyślałam sobie - phi, przecież i tak nie zabijesz Albusa, pochoruje, poleży romantycznie na łożu śmierci, ale koniec końców się z tego wyliże. A później pomyślałam, co by było, gdybyś jednak zabiła Albusa i wiem, że to okropne, sadystyczne myślenie, ale jestem zwolenniczką zabijania części postaci (oczywiście nie na taką skalę jak w Grze o Tron, ale mimo wszystko), bo autorzy zbyt często przywiązują się do swoich własnych wytworów i cierpi na tym całokształt. Jestem ciekawa, co właściwie dzieje się z Albusem i jaki będzie finał tej historii. Skąd nagły przełom i co to oznacza? Ciekawe, ciekawe :)
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, tak, trzeba było coś z tym zrobić. Odwaga Heleny łączy się z tym, o czym wspomniałaś, ponadto chyba już ją to trochę zmęczyło oraz miała wyrzuty sumienia. Ale nie zawsze będzie taka pewna siebie, będą się zamieniać z Weasleyem :p Hugona takze czekają zmiany, przeżył podwójny szok i już doszedł wtym rozdziale do pewnych wniosków... Tylko czy to oznacza, że ot tak przestanie być neiśmiały...? niekoniecznie, ale... xD
      Rozdział faktycznie nie był bardzo dynamiczny (mam nadzieję za to, że następny - przynajmniej w części taki własnie będzie), ale było w nim jak dla mnie bardzo duzo dialogów :D w koncu taki, a nie inny tytuł zobowiązuje :D
      Hm, w jakimś sensie rozumiem, co masz na mysli :p najchetniej to nie robiłabym nic złego moim bohaterom, ale cóż, już to robię... Nie będę nic więcej pisać na temat ewentualnych zgonów w opowiadaniu, o xD a odpowiedź na pytanie, skad ten przełom, jest kluczowa, wiec tym bardziej muszę milczeć jak grob :D w każdym razie w następnym rozdziale będzie się działo

      Usuń
  3. Hej hej, jestem :) Wczoraj byłam zmęczona, ale dzisiaj już od rana wymieniają mi drzwi wejściowe, więc nie mogę za długo pospać, to czytam. :D
    Do tego rozdziału pasowałby też tytuł "Przeprosiny", bo tu wszyscy się przepraszają xD
    Z tego wszystkiego ta nagła przemiana Lily wydaje mi się chyba najmniej prawdopodobna. Rozumiem, że wypadek Albusa mógł na nią mocno wpłynąć, ale chyba nie aż w taki sposób, żeby nagle zaczęła przepraszać wszystkich dookoła? Nie wygląda mi też na taką, która aż tak przejęłaby się chorobą Heleny, żeby to miało zmienić jej cały światopogląd. Ale to tylko moja interpretacja postaci, nie wykluczam, że błędna. :)
    Bardzo spodobał mi się pomysł podziału pokoju wspólnego na "strefę relaksu" i "strefę nauki". Wyobrażam sobie taką ucczniowską inicjatywę, jak i to, że w gruncie rzeczy pewnie nie działała, gdyż obu stref nie oddzielała żadna fizyczna przeszkoda, która zatrzymywałaby lub tłumiła dźwięk. To żadne zastrzeżenie czy minus, wręcz przeciwnie. :)
    Dobrze, że Olivier i Hugo się pogodzili, widać było, że się zaprzyjaźnili i trudno im bez siebie. Dobrze też, że w końcu Hugo i Helena wyjaśnili sobie parę spraw. Byłam tylko pewna, że Hugo wie, że Helena choruje na białaczkę, ale nie wie, jak z nią o tym porozmawiać, ale może coś mi się pomyliło. :) W każdym razie atmosfera między nimi się oczyściła. Nie wiem tylko czemu gdzieś tak w trzech czwartych ich rozmowy doznałam przeczucia, że Helena umrze. No ale okaże się.
    Cliffhanger niezły. :D Od początku twierdziłam, że Albus powinien trafić do Munga, ale szkolna pielęgniarka WIE LEPIEJ. Foch :D Harry powinien w tym momencie pozwać szkołę o niezapewnienie jego dziecku bezpieczeństwa xD A tak serio - czekam z niecierpliwością na wyjaśnienie, co mu się stało.
    Urzekło mnie jeszcze skrócenie imienia Heleny do Hel. Ma to zdradzać jej prawdziwy charakter? :D
    I na koniec jeszcze parę uwag:
    głośno hałasujący - Jak hałasujący, to wiadomo, że nie cicho.
    - Jak uznam, że tego potrzebujesz. - Wkradł Ci się dywiz w miejsce pauzy.
    co oznaczało jeszcze CAŁE trzy strony najgorszych tortur… - Wielokropek trochę niweluje moc tego zdania, kropka byłaby według mnie lepsza.
    Było jeszcze takie zdanie, w którym najpierw Helena mówi, że stchórzyła, ale w odniesieniu do Hugo to już nie jest tchórzostwo, tylko nieśmiałość. Specjalnie wprowadziłaś takie zagranie, że Helena go wybiela? ;)
    I jeszcze chyba ciut mi zgrzytnęła Hermiona z ułożonymi włosami w pracy. :D W końcu jej włosy rzadko kiedy dawały się ułożyć, chyba że wraz z wiekiem trochę spokorniały? :D
    To tyle. Pozdrawiam i czekam na następny. Tak jeszcze z ciekawości zapytam: na ile rozdziałów planujesz całe opowiadanie? Bo tak mam przeczucie, że powoli niektóre wątki zmierzają do rozwiązania, no i nie wiem. Poza tym, co ważniejsze, planujesz pisać coś kolejnego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) to okropne, z tymi drzwiami :D ale moze jutro sie wyśpisz :p ja najwczesniej w sobotę :D
      Hm, tu nie chodzi o sama chorobe, a o wszystko; Lily "nienawidziła Heleny" przede wszystkim dlatego, ze uznała jej zakochanie w Jamesie i pewnie wydarzenia za zdradę przyjaźni, a pozniej sie troche jeszcze do tego dodało. Tl zawsze była taka...skomplikowana niechęć. Wiec chodzi o wszystko naraz, nie tylko o sama Chorobę.
      Wlasciwie sama do tego sprowokowałam, ale widze, ze teraz wszyscy sie zastanawiają, kto moze umrzeć, Heh.
      Co do tego,gdzie Albus powinien bądź nie trafić, to dowiemy sie spoto w nastepnym rozdziale :p
      Tak, Helena troche wybiela Hugona, nie da się ukryć;). Ponadto ona tak wlasnie uważa, krytykuje za bardzo sama siebie; oboje to maja ;D.
      Maxine tez pytała o te włosy :D mam pewne wytłumaczenie :p mysle, z przedstawię je z perspektywy Rona :D
      Co do ilosci rozdziałów... główna czesc skończy sie w wakacje po tym roku akademickim, a potem planuje jeszcze bonus w postaci pewnie jakichś dziesięciu rozdziałów mniej wiecej :p niektóre wątki sie koncA, ale niektóre zaczynaja :D bede to pisac nieskończoność :p a jak juz kiedyś skoncze,to w blogosferze wiecej publikować nie planuję.
      Dziękuję za wskazanie błędów; poprawię potem ;)

      Usuń
  4. Cześć, jestem i ja :) Nie wiem, czemu, ale blogger nie wyświetlił mi info, że coś u siebie wrzuciłaś, więc jestem ci wdzięczna, że dałaś znać :)
    Rozdział był fajny, choć faktycznie skupiał się głównie na jednym wątku, ale to też jest potrzebne. Podobało mi się szczególnie to, że Helena postanowiła coś zadziałać i zmienić w swoim życiu. Nieśmiałość jest do kitu, wiem to z własnego doświadczenia ;) Alex był takim motorem napędowym i myślę, że ten zakład był pomocny zarówno dla niego, jak i dla niej.
    Helena szybciutko przeszła do dzieła. I świetnie. Po co tutaj zwlekać? Szczerze nie dziwię się, że Alex chciał stanąć w obronie przyjaciółki, kiedy pojawiła się Lily. Ostatnio dała niezły popis. Tutaj jednak ta rozmowa przebiegła dość... spokojnie? Chyba to dobre słowo. Może to taki malutki kroczek do pozyskania porozumienia?
    Urocza była ta scenka między Hugo a Heleną <3 Szkoda, że tak brutalnie przerwana. Aj, czyżby stan Albusa tak bardzo się pogorszył? Jak? Czemu? Nie mam żadnych pomysłów, kto może za tym stać... I ten nowy bohater? Hmm... Same niewiadome! Czekam na ciąg dalszy z ogromną niecierpliwością!
    Co do Wattpada... Ja do tej pory nie potrafię go ogarnąć. Chyba to przekracza moje zdolności informatyczne :P Blogger jest jakiś taki bardziej przyjazny :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) wlasnie wiem, ze nie wszystkim sie pokazują powiadomienia, wiec piszę... nie wiem dlaczego :p ale mimo problemów z blogerem rożnej maści,
      to wolę go od wattpada, choc w miarę ogarniam juz i ten drugi portal :p
      Lily była spokojniejsza, z pewnoscia, choc tez się denerwowała; to dlatego :p a czy bedzie z tego jakies porozumienie... No to dobre pytanie :P Hm co do nowych bohaterow to wlasciwie w przyszłym rozdziale pojawi sie az dwóch, a moze nawet wiecej ;) ciesze sie, ze uznałas scenkę 2H za uroczą ;p

      Usuń
  5. Coś grzebałaś w ustawieniach? Bo nie mogę odpowiedzieć na Twój komentarz :(
    Drzwi zamontowane, ale koleżanka wpadła na pomysł, że w sumie to sobie jeszcze wymieni płytki w przedpokoju, więc wiesz... :D
    Hm, Helena była zakochana w Jamesie? Nie wiedziałam. Myślałam, że tylko w Hugonie. No ale to trochę wyjaśnia. Dobrze byłoby jeszcze poznać te tajemnicze "wydarzenia z przeszłości".
    No cóż, aż się prosi o to, żeby ktoś umarł. :P Jak się dzieją takie dramaty, to trudno oczekiwać czegoś innego.
    A, jak będziesz pisać w nieskończoność, to spoko. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, nie wiem,o co chodzi... ja moge odpisywać... spróbuje popatrzeć, ale nie mam zdolności do dobrego rozumienia nowego bloggera :p
      Tak, była, a Lily uznała to za zdradę. Chyba przedstawię kiedyś to jako retrospekcję :p
      Hm, chyba ktos umrze. Mysle o jednej lub dwoch osobach, ale zdaje sobie sprawę, ze moge wpaść jeszcze na tysiące rozwiązań. :D
      No nie wiem, bo w takim przypadku moge nie skończyć :D

      Usuń
  6. Jeny, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jako jedna z niewielu ostatnio autorów, nie łamiesz się tym, że spada ilość czytelników na blogach. Ja mam podejście dosyć podobne, a ponad to nakręcam się każdym jednym komentarzem i jedna osoba mi absolutnie wystarczy, żeby być szczęśliwym :D

    Podoba mi się ta relacja Hugo i Heleny, nawet jeśli ona jest trochę taka ciapka. Bo Scorpius ze swoją dziewczyną to mnie denerwowali, ich spotkanie przypominało taki łysy schemat. Tutaj mogłam poczuć tę nerwowość, zaangażowanie i w ogóle. Zwłaszcza ten moment z tostami.
    Podobało mi się także to, że Lily mimo zmiany też nie zmieniła całkowicie toru myślenia. Bałam się, że ona zacznie płakać, błagać o przebaczenie, opowie historię swojego życia i po wszystkim będą z Heleną "best friends". Na całe szczęście ich rozmowa była bardziej oczyszczająca i mogą obydwie ruszyć dalej.

    W końcówce przeszkadzało mi tylko zachowanie Hermiony, bo... która matka tak się zachowuje przy dziecku? :D Wiesz, sprawa "niecierpiąca zwłoki" to takie mocno formalne określenie.

    Mam nadzieję, że mimo wszystko Albus będzie żył, że go Harry uratuje, najlepiej z Ginny w ramach ich pięknej i wiecznej miłości ;p Pewnie gdzieś tam widać, że jestem ich fanką, bo jak piszę ff, to właśnie o nich (nie licząc jednego ofc.). No i serce mnie boli, jak wychodzą na dziadów w tym ficku. Ale może coś się zmieni.

    Chyba tyle ode mnie, bo muszę zbierać się do babci.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) chyba bardziej czyjè H&H i stad taki efekt :p a tak naprawdę jeszcze nie sa ostatecznie połączeni :D
      O nie, Nie zrobiłabym czegos takiego z Lily i Helena, to byłoby niesamowicie sztuczne :D chciałam przedstawić Potter tak, jak ja widze po uświadomieniu sobie pewnych spraw; ale to wciąż jet jedna osoba, a nie dwie ;D
      A co do Hermiony, podobnie jak z ułożonymi włosami chciałam pokazać jej profesjonalizm w pracy, jak u McGonagall, ale masz racje; przesadziłam z jej tekstem i zmienię go, jak bede miec chwilę czasu i komputer pod ręka ;)

      Usuń
  7. Hej! Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale napisałam piękny komentarz zaraz po tym jak dodałaś rozdział i się nie dodał ;c Pewnie wiesz, jak to jest pisać drugi raz to samo, wiec nie mogłam sie zebrać, zeby zrobić drugie podejście :D Będę próbowała zawrzeć to, co napisałam wcześniej, więc z góry przepraszam za jakosć tego komentarza.
    Zachwyciła mnie myśl, że Rose wymusiła podział pokoju wspólnego na dwie części :D Jak wspominam tą biedną Hermionę, która w kanonie ciągle zwłaszcza w "Więźniu..." siedziała gdzieś zaszyta w tym rozgardiaszu i czytała swoje opasłe tomy, to myślę sobie, że to właściwie świetny pomysł.
    Cieszę sie, że wyrzuty sumienia w końcu popchnęły Helenę do rozmowy z Hugonem, chociaż troche smutne, że Alex musiał tak ją do tego namawiać i jeszcze zaoferować jej w zamian swoją rozmowę z Grace. Ale ważne, że w końcu mu powiedziała :)
    Scena "przeprosin" świetnie napisana. Ja sama przez dłuższą chwilę nie mogłam uwierzyc, że Lily serio to powiedziała. Nasza niedobra dziewczyna powoli dorasta. Mam nadzieje, że ich relacje bedą się teraz powoli poprawiać. I ładnie z jej strony, że zaproponowała pomoc, naprawdę widać, ile ją to kosztowało :)
    Rose, maltreująca Hugona z ogromnym, przerażającym uśmiechem na twarzy <3
    Tak! Jak ktoś już wspomniał przede mną - męska przyjaźń rządzi! Wszystko wyjaśnione, przeprosiny, a nie żadne duperele, intrygi i podchody. Czasem myślę, że powinnam być facetem. A potem sobie przypominam, jak płaczę z koleżanką na teledysku do "Cry me a river" i dochodzę do wniosku, ze jako facet nie miałabym żadnych przyjaciół xd
    Helena i Hugo są przeuroczy. Te spojrzenia i zawstydzenie i w ogóle wszystko. Hugo jest jaki nieśmiały, że w alternatywnej rzeczywistości pewnie byłby Donaldem Trumpem.
    Bardzo mi sie podobała ich rozmowa i cieszę się, że Hugo już wie. Jeśli jest ktoś u kogo można liczyć na wsparcie w trudnych chwilach to taką osobą na pewno jest Hugo :) Myślę, że wbrew temu co Helena sobei wyobrażałą, teraz będzie jej dużo łatwiej walczyc z chorobą, jak będzie miała go przy boku.
    Daruj Albusowi, proszę ;c W poprzednim komentarzu w pierwszej linijce wpisałąm po prostu 'irkrjfnskbhjbrshjbdhjfbe!', ale pewnie nie uznałabyś tego za konstruktuwną opinię. W każdym razie, bylam w poważnym szoku, mam nadzieję, że jego stan po prostu się pogorszył, a nie że dosłownie UMIERA... chociaż pewnie zgnieciesz moje nadzieje, jak zgniata się serce gimnazjalisty. Oszczędź go, błagam!
    Wybacz ten oszczędny komentarz, obiecują poprawę.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, ostatecznie wyszedł całkiem długi :D

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz, który z pewnością nie jest "oszczędny" i tum bardziej jestem Ci wdzieczna za niego, skoro pisałaś go jeszcze raz. Teraz zawsze kopiuję komentarze przed publikowaniem, bo szlag mnie trafia, jak się nie dodają :D
      Rose ma pomysły :D ale niestety nie zawsze na sama siebie ;p
      Lily sama sie zdziwiła z zaproponowaniem pomocy :p ale coz, ona jest do tego zdolna. Uważa, obiektywnie , ze powinna była to zrobic. Jakby nie uwazala, to na pewno by nie zaproponowała; nawet teraz :p
      Ciesze sie, ze podobała Ci się rozmowa H&H. Oczywiscie, ze Helenie bedzie łatwiej w Hugonem u boku, i musi się o tym sama przekonać. Z Donaldem T.trafilas w dziesiątkę :D a co do Hugona niestety nie moge nic wiecej powiedzieć :D

      Usuń
    3. Shit, miało byc Albusa, oczywiscie ;) No, ale na rozwiązanie pewnych spraw długo nie bedzie trzeba czekac. Za to na rozwiązanie innych... chyba cała wiecznośc, bo podejrzewam, ze tyle mi zajmie pisanie tego opowiadania :p

      Usuń
  8. Okej. Mam swój moment, mogę coś nabazgrać, choć jeszcze nie wiem jak zacząć, bo wydarzyło się - choć rozdział jest oszczędny w nadzwyczajne akcje - parę rzeczy, na które czekałem. Od rozmowy Hugona i Heleny, przez rozmowę Smith z Potter aż po jakiś rozwój sytuacji Albusa.
    Zacznę więc od końca, bo to najmniej istotna dla mnie sprawa, więc szybko pójdzie :D
    Mam wrażenie, że pogarszający się stan zdrowia Pottera zbliży wszystkich do siebie. Głównie liczę tu na relacje Heleny z Lily, ale i samej Lily z... całym światem :D
    Spodziewam się, że zalążek tragedii, jak nie miałoby się to potem zakończyć, będzie początkiem rozwoju naprawdę intensywnych relacji między bohaterami. Wyczuwam też, że zbliży to Hugona i Lily na nowo, choć osobiście nie chciałbym, żeby to zadziało się z jakimś specjalnym przygotowaniem, że popatrzą na siebie i rzucą się sobie w ramiona z przeprosinami. stawiałbym tutaj na niewypowiedzialną wdzięczność za to, że mogą być dla siebie oparciem, bo wiele już wspólnie przeszli, mimo wszystko.
    Co więcej, mam nadzieję, że sprowadzisz starsze pokolenie do Hogwartu, żebyśmy mogli się im przyjrzeć raz jeszcze. Ciekawi mnie kreacja takiej Hermiony, jakbyś ją opisała w stanie "zamartwiania się o Albusa, który jako syn najlepszych przyjaciół, jest dla niej niczym własne dziecko"... Przesadzam, zapewne, ale ty już wiesz, co ja mam konkretnie na myśli. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie umiem się sprecyzować - mam wrażenie, że wydmuchując katar, wydmuchują przez nos resztki rozumu XD

    Teraz coś o początku - podoba mi się rozmowa Alexa z Heleną. Świetnie, że dziewczyna ma takiego przyjaciela, szczególnie, że oboje umieją się nawzajem rozbawić. Swoją drogą, porównanie Hugona i Ollie'go do "starego małżeństwa" mnie się naprawdę spodobała haha. Nie masz pojęcia jakie to chwytliwe, gdy się tak o nich pomyśli razem. Hugon w zasadzie był takim... pierwszym kumplem Oliviera i można powiedzieć, że teraz znają się jak łyse konie, a wszelkie kłótnie to jedynie etap ich wspólnej "drogi życiowej" (zero podtekstów!) :D

    Helena i Hugon. Czekałem na ich rozmowę od dobrych kilku rozdziałów i powiem ci, wyszła zajebiście. Nic na siłę, choć ta pewność siebie Heli była poniekąd zaskoczeniem, ale to w sumie dobrze. Być może po części przeprosiny Lily ją do tego skłoniły, bo przecież... TO musiał być dla niej szok. A skoro Potter dała radę zebrać się na odwagę i pogadać, to Smith tym bardziej powinna sobie poradzić, tym bardziej, że z Hugonem nie była na żadnej wojennej ścieżce.
    Powiem ci, naprawdę spodobała mi się ta wstawka o "śniegu", choć porównanie Heleny "białe jak choroba", wydało mi się takie... naciągane... oblepione patosem. Niemniej, całość wypadła naprawdę świetnie. Ich rozmowa wydała się taka naturalna. Nawet podczas śniadania, nie było czegoś w stylu "wymuszania" z siebie, by wyglądało to normalnie. Oby Hugon po tej rozmowie dostał zastrzyku pewności siebie, bo mam wrażenie, na jego rozgrzanej twarzy można czasem tosty smażyć... co w przyszłości mogłoby skłonić Helenę do umówienia się z nim, skoro oboje lubią tosty, tak sobie myślę hahah :)

    Dobra, kończę. Mam do przeczytania nowe książki, muszę skleić prezentację na wtorek, ogarnąć coś z pracy mgr na wtorek i powtórzyć materiał z turystyki kulturowej (na kiedy? Na wtorek! Jupi... -.-) Czas się wyspać haha :)

    Swoją drogą, założyłem nowy blog... Po bractwie się nim zajmę, więc jak chcesz, możesz wpaść :)
    proby-krwi.blogspot.com nakręcam się na temat dhampiryczne, pójdę w mity słowiańskie... Strzygonie! Strzeżcie się! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia Albusa mnie najmniej interesowała, a rozgadałem się o tym najwięcej... Taki psikus :D

      Usuń
    2. Dziękuję za komenatrz. Problem z Albusem zdecydowanie bedzie na tyle skomplikowany o długotrwający, ze wiele osob bedzie brało udział w jego rozwiązaniu. Co do konkretnie Lily i Hugona, za dużo mowić nie chce, ale na pewno sytuacja nie pozostanie taka sama, jak teraz. Co do starszego pokolenia-nie tylko Harry mial swoje piec minut ;p planuje troche miejsca dla kilkorga i to juz całkiem niedługo ;) ciesze sie, ze tak odebrałeś rozmowę Heleny i Hugona, na tym mi zależało ;) jak beda miec problem z rozmowa, zawsze mogą jeść tosty ;) No, ale teraz Hugo juz nie bedzie udawać, ze nic sie nie dzieje, Helena wlasciwie tez, choc łatwo do konca nie bedzie :p
      Hah, tez mam teraz usk do roboty, zaliczenia przedsesyjne i sama sesja, plus załatwianie tysiące innych spraw ;D takie uroki zycia ;) przynajmniej kataru nie mam ;) trzymaj się! A na blog zajrzałam wczoraj, ale na razie jeszcze tam pustka ;)

      Usuń
  9. Z racji tego, że i ja potrafię dramatyzować przy końcówkach, to wybaczam ten cliffhanger! A co za tym idzie, nie mogę się doczekać następnego rozdziału, aby dowiedzieć się, co dzieje się z moim Albusem...
    Zaczęłam od końca, ale co tam... xD
    Rozdział był bardzo ujmujący. Podoba mi się Twój Hugon, jest taki uroczy, gdy się czerwieni i plącze się mu język - niczym Alec, który znajduje się w pobliżu Magnusa... a, takie małe skojarzenie z Darów Anioła^^
    Rozmowa Hugona i Heleny bardzo mnie ujęła, cieszę się, że ta dwójka w końcu ze sobą porozmawiała. Zburzyli swoją nieśmiałość i niepewność... bo ciekawe, jakby potoczyłaby się ich dalsza rozmowa, gdyby nie przerażające wieści od Hermiony...
    A jeśli chodzi o Lily... dobrze dziewczyna zrobiła, że przeprosiła Helenę za wszystko... No i ciekawi mnie James... wcześniej mi wspomniałaś, że starszy z Potterów się pojawi, więc... ciekawa jestem, jaki był ten wątek Jamesa z Heleną.

    "Gdzie trzech się bije, tam trzeci korzysta" - powinno być: "gdzie dwóch się biję, tam trzeci korzysta" ;)

    Pozdrawiam serdecznie :*:*
    I przepraszam, że tak długo czekałaś na komentarz... Powrót do blogowania stał się trudniejszy niż się tego spodziewałam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, akurat to Wam zdradzę: przynajmniej częściowo :D Własciwie to oczekiwałam, że ludzie zaczną od końca komentarze, o to chodziło :P Cieszę się, że podobał Ci się Hugo, jednak on i tak jest teraz odważniejsyz niż jeszcze kilka rozdziałów teraz :P:p wiec... xD
      Hm, właściwie historia Jamesa i Heleny nie jest zbyt obszerna... chodzilo o sam fakt :D zresztą w pewnej retrospekcji wszystko stanie się jasne :p
      dzieki za zauważenie błędu, juz poprawiam. i nie ma problemu, jeśli chodzi o czas; najważniejsza dla mnie jest Twoja obecność i to,że czytasz :*

      Usuń
  10. Hej:)! Przepraszam za moją długą nieobecność i brak oznak życia. Moje trzy zapasowe rozdziały usunęły się podczas awarii komputera, niestety nie udało się ich odzyskać, dlatego straciłam chęci na blogowanie, ale nie narobiłam sobie zaległości w czytaniu.

    Podoba mi się motyw przemiany Lily. Podałaś sytuacje, które odcisnęły na psychice dziewczyny największe piętno, co pozwoliło mi zrozumieć i usprawiedliwić jej zachowanie. Oczywiście nie jest całkowicie bez winy. W straszny sposób traktowała ludzi i będzie musiała nieźle natrudzić się, aby odzyskać utracone zaufanie i sympatię najbliższych. Mam nadzieję, że skoro oczekuje od innych wybaczenia, to odwdzięczy się tym samym ludziom, do których żywi urazę, a myślę, że ich jest zdecydowanie mniej niż tych pierwszych. Hugo nie powinien potraktować jej tak oschle, gdy wyciągnęła dłoń na zgodę, w końcu nikt nie jest bez wad i każdy może popełnić błąd, nawet on (mam tu na myśli szamotaninę z Olivierem). Cieszę się, że chociaż Helena doceniła gest Lily i przyjęła przeprosiny.

    Mając na uwadze ostatnie rozdziały, największą sympatią darzę Oliviera, biedak, nic nikomu nie zawinił, a ciągle ktoś ma do niego o coś pretensje. Jawna niesprawiedliwość.

    W końcu Helena odważyła się wyznać prawdę Hugonowi, całe szczęście, bo resztki mojej sympatii wobec niej rozpłynęłyby się jak bańka mydlana. Jestem w stanie zrozumieć wszystko, ale w stosunku do osób, które się kocha, należy być uczciwym i szczerym. Cieszę się, że w porę się otrząsnęła i mam nadzieję, że teraz ich uczucie będzie mogło pięknie rozkwitnąć i, że wsparcie Hugona pomoże jej pokonać chorobę.

    Biedny Albus:( Końcówka rozdziału naprawdę mnie przeraziła. On nie może umrzeć. Jestem pewna, że Harry, Hermiona i reszta przywrócą mu zdrowie.

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę dużooo weny!:) Pisz szybciutko.
    Pozdrawiam,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i bardzo się cieszę, widząc Cię tutaj. Matko, trudno mi sobie wyobrazić, cok czulabym, jakby mi się trzy rozdziały skasowały :/ chyba radą może być wrzucanie ich na blogspota jako wersje robocze... Mam jednak nadzieję, że napiszesz je jeszcze raz, bo chciałabym dalej poczytać Twoją historię ;).
      Hah, Olivier nie jest bez winy, ukrywa przed Hugonem to, że Lily wie o chorobie Heleny, bo sam jej to powiedziałpod wpływem wściekłośći, a Hugonowi nic nie powiedział. Więc...
      Co do Lily i jej przemiany, to własciwie częsciowo jest bardziej takie uwolnienie pewnych rzeczy z podswiadomosci na powierzchnię. Hugo jest uparty, to prawda, glownie ze wzgledu na to, ze Lily zraniła akurat Helenę. Więc właściwie ja wiem, czy jest bezduszny... Sam do końca nie wie, co robi :D ale cóz, ten stan nie bedzie wiecznie trwał, szczególnie że dzieją się różne inne rzeczy - czyt. sprawa Albusa. Harry, Hermiona i reszta na pewno będą próbować zrobić wszytsko, ale pytanie - czy będą w stanie?
      Co do Heleny, to cięzka sprawa - bo z jednej strony zrobiła źle, okłamując Oliviera, z drugiej - zrobiła to, bo myslała, ze w ten sposób ochroni Hugona. to, że obie wiemy,ze tak by nie było, nie znaczy, że ona to wie xD nadal nie jest do końca przekonana, ale - na szczęście dla nich obojga - postanowila zaryzykować i walczyć :p

      Usuń
  11. Nareszcie wracam do blogowania i wpadłam nadrobić zaległy rozdział!
    Szczerze mówiąc jestem bardzo zaskoczona, że Hugon z Heleną wreszcie zaczęli otwarcie rozmawiać i praktycznie powiedzieli sobie o swoich uczuciach. Nawet jeśli nie wprost, to tak naprawdę już żadne z nich nie musi mówić tego na głos, bo wszystko i tak już wiadomo. Myślałam, że jeszcze długo będą w takim stanie zawieszenie, kiedy to Helena udaje, że H. jej nie obchodzi, a on boi się z nią porozmawiać. Dobrze, że tyle osób zachęcało ich do tego, żeby wreszcie zdobyć się na rozmowę, bo inaczej mogliby nawet nigdy nie zrobić kroku we właściwym kierunku. Bardzo dobrze poprowadziłaś całą rozmowę między nimi. Z początku obawiałam się, że wyjdzie nienaturalnie, no bo w końcu to dwie małomówne postaci, a nagle miały rozmawiać ze sobą i to całkiem sporo, ale wszystko wyszło realistycznie i co więcej, jeszcze bardziej dzięki temu rozdziałowi polubiłam Helenę.

    Widać coraz wyraźniej przemianę zachodzącą w Lily i jest to zdecydowanie zmiana na lepsze. Nie dość, że zdobyła się, żeby przeprosić Helenę, to jeszcze chciała pomóc jej i Hugonowi. Nie sądzę, żeby dziewczyny były w stanie kiedykolwiek się przyjaźnić, ale przynajmniej choć trochę już ze sobą rozmawiają, a zawsze to już jakiś postęp.

    I już chyba pisałam o tym pod poprzednim rozdziałem, ale naprawdę się cieszę, że Olivier był na tyle mądry, żeby nie dać się oszukać Helenie (która swoją drogą zrobiła straszną głupotę z tym okłamywaniem, niby intencje miała dobre, ale nieźle mogła sobie i Hugonowi życie skomplikować). A co do Albusa jakoś nie mam póki co żadnych pomysłów, nigdy nie byłam dobra w rozwiązywaniu takich wątków kryminalnych czy detektywistycznych.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) uznałam, ze juz za dużo miedzy nimi tego napięcia, i nie tylko miedzy nimi, oni chyba tez tak uznali... choc to wszystko wcale nie oznacza, ze nagle stracą swoją nieśmiałość, o nie;) niemniej nie da się nie zauważyć, ze wlasciwie wszytsko jest juz jasne... teraz tylko czas postawić kropkę nad i. Ale niestety autorka szykuje rożne inne atrakcje, jak widac po końcówce.
      Co do Lily, tak, zmiana zaczyna byc coraz wyraźniejsza; sama była tym zmęczona... ale wciąż nie znajduje sie w stanie stabilnym, o nie. No i masz słuszne spostrzeżenie co do niej i Heleny, ale nic wiecej nie powiem :). A sprawa kryminalna... coz, bedzie o niej troche w przyszłym rozdziale, ale raczej wiecej zamieszania niz odpowiedzi :D

      Usuń
  12. Przeczytałem, nadrobiłem, a teraz do roboty muszę zajrzeć, dlatego komentarz będzie wybitnie krótki.
    Nadal lubię Helkę, choć nie zawsze się z nią zgadzam.
    Nie podoba mi się, że nagle Lil chce coś naprawiać. Jak na moje, to nie było niczego co mogło aż tak mocno na nią wpłynąć i aż tyle dać do myślenia.
    Ten Hugo to jednak całkowita pizda jest...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Czyżby praca na zmiany?
      Lily przestała udawać sama przed sobą. Wszystkiego to ona zmieniać nie bedzie, ale czesc na pewno...

      Usuń
  13. Nadrobiłam zaległości, a trzeba przyznać, że trochę mi się ich nazbierało. Jeśli dobrze liczyłam, to ma za sobą 5 rozdziałów i jestem stuprocentowo pewna, że żadnego nie dam rady teraz w pełni skomentować, ale postaram się choć częściowo przedstawić moje odczucia w trakcie czytania. Może zacznę od tego, że naprawdę przyjemnie było mi wrócić do tego opowiadania. To, jak piszesz i genialnie przedstawiasz rzeczywistość - bajka! W sumie nie pogniewałabym się, gdybym mogła jeszcze trochę sobie poczytać. Tymczasem... Lekko zdziwiłam się, że przedstawiasz kilka rozdziałów wcześniej, wydarzenia z perspektywy Poppy Pomfrey, tym bardziej, że jest ona jedynie obrazem na ścianie. Niemniej jednak muszę przyznać, że było to ciekawe zagranie. Żeby nie było zdziwienia najbardziej jednak skupię się na osobie Lily (przynajmniej tak mi się wydaje w tym momencie). To, jaką drogę przez swoje własne wspomnienia przeszła w ostatnich rozdziałach i to, jak "wielkie" kroki poczyniła do zmiany samej siebie... Nie ma co dziewczyna zasługuje na moje gratulacje. Swoją drogą teraz przynajmniej dokładniej dostrzegam, co przyczyniło się do tego, że dziewczyna była taka jaka była. Co prawda nie zgadzam się z jej poprzednim rozumowaniem, ale również cieszę, że w końcu sama zdała sobie sprawę, że to, co robiła nie było dobrym wyjściem. Swoją drogą coraz bardziej uwielbiam Olivera. Biorąc pod uwagę nieudaną próbę Lily pogodzenia się z Hugonem, mógł całkowicie olać sprawę, nie zawracać sobie głowy dziewczyną, ale jak się okazuje - nie zrobił tego i nawet wskazał jej, co tak naprawdę powinna zrobić. Jeśli zaś o tym mowa - obawiałam się tej rozmowy Potter z Heleną. Jestem pozytywnie zaskoczona, że skończyła się ona właśnie w taki sposób. W zasadzie raduje mnie to, bo w sumie to dobrze wróży zarówno dla jednej, jak i dla drugiej dziewczyny. Co prawda trudno mi sobie wyobrazić, aby ot tak zaczęły się ze sobą przyjaźnić, ale przejście z wrogiego nastawienia do bycia "znajomymi" to zdecydowanie już coś. Tym bardziej, że mam wrażenie, że może to pozytywnie wpłynąć na pogodzenie się Hugona z Lily - jak ja ogromnie na to liczę! Chociaż tyle, że Hugo pogodził się z Oliverem, no i w końcu przeprowadził poważną rozmowę z Heleną, nawet jeśli została im ona przerwana. Ostatnio miałam wrażenie, że Hugo na własne życzenie stroni od wszystkich, którzy są mu bliscy. O ile sprawa Lily jest jak najbardziej zrozumiała (liczę na to, że nie będzie jednak trwać zbyt długo), o tyle pozostałe... Po prostu miałam ochotę potrząsnąć chłopakiem, aby przemówić mu do rozumu. Wracając do Lily. Zapomniałabym wspomnieć! Cieszę się, że została przywrócona do musicalu. Jakoś tak wydaje mi się, że może on przynieść wiele pozytywów w jej życiu. Może w końcu też zacznie dogadywać się z Oliverem. Co prawda chciałabym, aby między tą dwójką zaistniało coś więcej, ale mam wrażenie, że na drodze do tego zaczęła stać też Lara. Nie to, żebym nie lubiła dziewczyny, ale jakoś mi ona zawadza - chociaż cieszę się, że zaczęła się otwierać! Może następuję to jedynie w chwilach, kiedy w pobliżu jest Oliver, ale jak na nią to już jest ogromny postęp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przechodząc jednak to wątku kryminalnego, który zawiązujesz. Żal mi Albusa! Nie mam pojęcia, co się z nim dzieje, zresztą nikt nie ma pojęcia, nawet sam Harry Potter, a liczę na to, że w końcu się przebudzi. No dobra! Niezbyt pozytywnie nastraja na to fakt, że akurat ten rozdział kończy się słowami Hermiony, że on umiera... Ale to przecież nie może się tak skończyć! Nie potrafię pozwolić swoim myślom iść w tym kierunku. Poza tym, skoro coś się zmieniło w stanie Albusa to raczej powinno wróżyć coś pozytywnego, skoro od tylu dni, nie wykazywał żadnych reakcji, ani zmian... Zdecydowanie nie podoba mi się ta wizja śmierci. Poza tym jednak jestem strasznie ciekawa, kto za tym wszystkim stoi? Jak to tego wszystkiego naprawdę doszło? Przyznaję, że mam pustkę w głowie! Interesuje mnie, jak poprowadzisz ten wątek i jak wspominałam - mam nadzieję, że skończy się pozytywnie dla Albusa. W sumie jeśli wciąż o tym mowa, to zapadły mi w pamięć te jego stopy - no cóż słowa Harrego Pottera pozostają w głowie, tym bardziej, że tak naprawdę nic mi do siebie nie pasuje... Chyba mam za mało wskazówek, aby samej dojść do rozwiązania tej zagadki.
      Cieszę się, że mogłam zajrzeć tu do Ciebie i oddać się czytaniu. Przy okazji przepraszam za zawiłość powyższego tekstu. Jak już zaczęłam pisać, przestałam zwracać uwagę na poszczególne błędy. Mam tylko nadzieję, że da się zrozumieć moją paplaninę ;) Tymczasem życzę Ci weny i czekam na ciąg dalszy! Co prawda nie gwarantuję, że będę pojawiać się na czas, ostatnio ciężko na to liczyć w moim przypadku, ale chcę poznać dalsze perypetie bohaterów i nie odpuszczę sobie powrotu tutaj.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
    2. Hej, super Cię widzieć . Bardzo się cieszę, że nadrobiłaś rozdziały i dziękuję za tan obszerny, długi i treściwy komentarz . Mam nadzieję,że pomimo rzadszego przebywania w Blogosferze wrzucisz u siebie rozdział, bo się stęskniłam ;).
      Hah, uznałam, że takie niecodzienne perspektywy mogą wnieść nieco świeżości, stąd pomysł na portret Poppy. Lily… uświadomiła sobie wiele rzeczy, a to dlatego, że jej mur został zburzony… jeśli nie w całości, to w dużej części. Ale to też nie będzie tak, że nagle zupełnie się zmieni i będzie dla wszystkich niczym promyczek szczęścia i optymizmu. Nie tylko dlatego, ze Albus jest ranny. Ma w końcu pewne cechy charakteru, takie jak ambicje, zawziętość, chęć dominacji itd. Ale nie jest absolutnie samowystarczalna, jak każdy z nich, i zależy jej na pewnych osobach…
      Co do Oliviera, cieszę się, że go coraz bardziej lubisz. Jemu zależy na tym, aby jego przyjaciele czy bliscy znajomi czuli się okej, chce im pomagać – czasem nawet za bardzo i bez pytania on zdanie – więc… ;p
      Co do Heleny i Lily – tak, dużym krokiem jest samo pozwolenie sobie na bycie znajomymi, jak to dalej będzie, to sami zobaczycie ;p no a co do L i Olivira – w musicalu i nie tylko będą spędzać ze sobą wiele czasu, co to przyniesie…? Powiem tylko, że nie sa oni sami w Hogwarcie :D A Lily zawsze miała grać pierwszą rolę w musicalu, to był główny wątek w mojej głowie na samym początku opowiadania :P a że trochę musiałam nakręcić, to musiałam – dla jej zmiany przede wszystkim ;p
      Hugo… no cóż, jest na dobrej drodze, jeśli chodzi o pewne decyzję, choć tej swojej nieśmiałości to nigdy się do końca nie wyzbędzie. Raczej nie będzie mógł zyc z Lily tak, jak teraz; za dużo niedomówień. A ponadto, jak już mówiłam – kwestia Albusa :P
      Skoro po raz kolejny o nim wspominam, to odniosę się teraz do Twojego drugiego komentarza. Stan Albusa z pewnością dobry nie jest, o nie, a stopy to dość spora wskazówka. Następny rozdział trochę tę sprawę pociągnie, choć nie powiedziałabym, żeby ja specjalnie rozwiązał :D

      Usuń
  14. TAK, JA NA TO TAK BARDZO CZEKAŁAM.
    Omfg, fangirluję taaaak straaaaszliwie!
    Helenka i Hugoś wreszcie pogadali. Wreszcie pogapili się na siebie dłużej niż to zawsze mieli w zwyczaju. Wreszcie Helenka wyznała Hugosiowi, co jej dolega. Tobie się łatwo tę scenę pisało, a mnie tak cudownie się ją czytałam. W ogóle ten rozdział praktycznie do samego końca był taki…. Piękny. Bo rozmowa Lily i Helenki. Potem pogodzenie się Hugona i Oliviera. No i ta rozmowa Hugosia i Helenki, istnie najcudowniejsze cudo <3 Tylko ta końcówka okropna. Halo, Albus słyszysz mnie człowieku? Świat się wali, H&H wreszcie ze sobą pogadali jak ludzie, a nie chowali się przed sobą jak dwie zagubione białe myszki, także kolego, w obliczu takiego cudu, ty nie możesz wykorkować, a raczej radzę ci przyłączyć się do tej atmosfery wspaniałych cudów i wyzdrowieć.
    Rany, plotę od rzeczy. Ale to trochę za wiele dla mnie. Z jednej strony mam ochotę krzyczeć, skakać i piszczeć z radości, bo Hugoś, a z drugiej płakać, bo Albus.
    Będę sobie wierzyć, że zaraz odpalę nastepny rozdział i okaże się, że z Albusem jednak wszystko okej. Ba, nie tyle okej, ale że on zupełnie wyzdrowiał i zaraz wróci do tej swojej Matyldy i znowu będzie musiał radzić sobie z jej marudną naturą ;) Okej, to ja tak sobie będę wierzyć.
    Wybacz, ale ja nie jestem w stanie napisać tutaj nic więcej, za bardzo to wszystko teraz przeżywam w mojej głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie tak sobie wyobrażałam Twoja reakcje i az sie boje, jak będziesz reagować pozniej... H&H wreszcie zdobyli sie na szczerość, to juz był taki mkment, ze albo wóz, albo przewóz. A Hugo i Olivier by nie mogli za długo pozostawać w tej kłótni tak czy siak. A z Albusem jest taki problem, ze biedaczek nic bie słyszy i ze nie będziesz zadowolona z następnego rozdziału... :( zła ze.m mnie autorka, uwzięlam sie na niego :D

      Usuń
  15. Przybywam po przerwie!
    Hej, to nie była Georgia Longbottom? Bo teraz napisałaś, że Grace i nie wiem jak jest :D
    Ehhh, znowu się opuściłam z komentowaniem... :( Ale dobra, co ci będę truć, przechodzę do konkretów!
    Dobrze, ze Helka ma takie oparcie w Aleksie. Zawsze jest potrzebny taki przyjaciel, bo przecież z chłopakiem nie obgadasz tego, czy z nim być, czy nie, bo możesz za chwilę umrzeć xD
    Bardzo podobała mi się rozmowa L & H i ogólnie cała przemiana Potter. Nie jest na siłę, tylko wyważona i z umiarem, i to właśnie leci na plus ;) Fajnie także przedstawiłaś postawę Heleny - to, ze była stanowcza, pewna siebie i zachowała się normalnie, tak, że Lily też nie wyszła na biedną ofiarę (eh, nie umiem przekazać tego, co miałam na myśli xD). Btw, jestem niezmiernie ciekawa, co to za akcja z Jamesem... Podejrzewam, że Helka mogła być nim zauroczona, a Lily to wypaplała.
    No i oczywiścię cieszę się, że tak trochę się pogodziły :)
    Dobrze, ze Hugo i Ollie też, bo jeden bez drugiego to jak zmiotka bez szczotki hahah
    I czas na gwóźdź programu - H i H! Bardzo podoba mi się to, że Helka wreszcie się wzięła w garść! Teraz sobie mogą być szczęśliwi aż do śmieri (ach, ten czarny humor xD). Jedynym mankamentem jest wkroczenie Hermiony z wieściami. Naprawdę nie mam pojęcie, kto mógł maczać palce w zatruciu... Ale zakazuję ci uśmiercać Ala! Kategorycznie!
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~Arya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*
      taaak, ona ma na imię Georgia :D karygodny błąd, dzięki za czujnosc, zaraz poprawię.
      Cieszę się, że masz takie odczucia co do tego rozdziału,sczczególnie do Heleny, bo na tym mi zależało. Lily nie wypaplała nic na temat niegdysiejszego zauroczenia Heleny Jamesem :D jeszcze o tym powiem wprost.
      A z Albuse, dobrze nie będzie, tyle powiem. Bardzo mi się podoba też, jak określiłaś przyjaźń Hugona i Oliviera :P

      Usuń
  16. No proszę, więc Lily nie spoczęła na laurach i naprawdę postanowiła zmienić coś w swoim zachowaniu. Myślę, że rozmowa z Heleną to najlepszy dowód na to, że naprawdę zrozumiała jak wiele błędów popełniła. I choć jej przeprosiny nie były jakoś specjalnie rozwinięte (w sensie wiesz... długie, płaczliwe itp) to i tak są ogromnym sukcesem! W końcu jeszcze kilka rozdziałów temu nic nie wskazywało na to, że Lily z własnej woli będzie kogoś przepraszać. Ciekawa jestem jaki będzie następny punkt przemiany w "nową Lily".

    Haha, to fakt, że faceci jakoś inaczej załatwiają swoje problemy. Może to wynika z tego, że kobiety zazwyczaj bardzo dużo sobie dopowiadają i wiele rzeczy niepotrzebnie roztrząsają. Nawet jeśli nie na głos, to w myślach, ale wtedy trudniej jest zdecydować się na wyciągnięcie ręki na zgodę. U Hugona i Oliviera pogodzenie się nastąpiło bardzo szybko, ale cieszy mnie to. Nie wydarzyło się nic tak strasznego, by musieli chować do siebie urazę nie wiadomo ile czasu. Podobała mi się też perspektywa Rose, w której stwierdza, że z nią pewnie tak łatwo by nie było. Ten kontrast między nimi zapadł mi w pamięci ;-)

    "– Nic nie poradzę na to, że lubię, co dobre – odpowiedział Hugo, wpatrując się w Helenę, a po chwili zaczerwienił się jeszcze bardziej. – To znaczy… no… dobre te tosty" - tekst rozdziału :D
    Lubię te fragmenty w filmach czy opowiadaniach, w których dwoje ludzi dopiero się poznaje, "dociera". Te początki zawsze są najlepsze ;D Dlatego ciekawa jestem jak to będzie wyglądało u HH. Pierwszą rozmowę mają już za sobą, to teraz powinno pójść z górki. Chociaż domyślam się, że teraz to uczucie spadnie na dalszy plan, bo najważniejszy będzie wątek Albusa. Lecę dalej, żeby dowiedzieć się, co się z nim dzieje.

    Ściskam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily chce cos zmienić, łatwo nie będzie, ale najwazniejsze, że co nieco sobie uświadomiła.
      Jak na mój gust, to i tak długo trzymałam Hugona i Oliviera pokłóconych, ten stan wydawał mi się nienormalny i trzeba było ich już pogodzić :D:D a z Rose raczej na 100% by tak nie było, sądząc po tym, co robiła, i cieszę się, że zwrócilaś uwagę na ten kontrast :P
      No i tak, HH to się bardzo docierają :D uwielbiam o tym pisać. ich wątek będzie się rozwijał, choc nie da sie ukryć, że masz rację co do kwestii Albusa i ważności tego wątku :D
      Dziękuję za komentarz ;)

      Usuń