wtorek, 20 grudnia 2016

Rozdział dwudziesty drugi: (Nie)oczekiwane przebudzenie

W jednym miała rację – uczucia bolały. Nie wyobrażała sobie jednak, że wraz z pozwoleniem sobie na ich powrót uzna, iż pomyliła się w tak wielu innych kwestiach.
To początek tego procesu był najdziwniejszy. Lily wpadła w marazm z jednej strony podobny do tego odczuwanego po nieudanym żarcie wobec Oliviera, ale z drugiej – zupełnie inny. Wtedy chciała za wszelką cenę powrócić do swojego zwykłego stanu i w końcu się udało, choć zajęło jej to znacznie więcej czasu, niż zamierzała.
W tej sytuacji w ogóle o tym nie pomyślała. Ba, bezpośrednio po wypadku Albusa nad niczym nie rozmyślała i niczego nie była świadoma. Jedynym, co widziała i o czym wiedziała, był jej nieprzytomny brat. Długo na niego patrzyła, najpierw na boisku, a później w Skrzydle Szpitalnym. Potem przestała, ponieważ ktoś ją od niego zabrał i zaprowadził do dormitorium, lecz nadal miała przed oczami jego twarz. Choć tamten stan był przerażająco dziwny nawet dla samej Lily, to w jakimś sensie za nim tęskniła, ponieważ przez krótki czas pozostawała ślepa i głucha na wszystko. Świat wokół, samą siebie, oraz to, co stało się z jej bratem. W końcu to, że widziała, nie znaczyło, że rozumiała.
Jednak nawet w stanie zawieszenia zdawała sobie sprawę, że musiała dowiedzieć się, co działo się z Albusem. Dlatego po nieprzespanej nocy wróciła tam, gdzie go zostawiła, pozwalając nogom poprowadzić się we właściwe miejsce.
I znów widziała tylko i wyłącznie bladą, spokojną twarz brata, lecz tym razem, po bliżej nieokreślonym czasie, skrajne otępienie powoli zaczynało być zastępowane przez coś znacznie gorszego. Przerażenie stanowiące mieszaninę strachu i czegoś, czego na początku nie potrafiła nazwać. Czegoś, co przez długi czas było jej obce i przed czym tak zawzięcie się broniła, nawet jeśli robiła to nieświadomie, wmawiając sobie, że chroni się przed rozczarowaniem i głupotą ludzką.
Ale później umysł podsunął Lily te dwa, jakże znaczące słowa – wyrzuty sumienia – a wraz z nimi powróciła świadomość w znacznie szerszym zakresie, niż by tego pragnęła. To nie tak, że wszystko uderzyło w nią od razu. Nie, kolejne wspomnienia i wątpliwości pojawiały się w trakcie rozmyślania nad poprzednimi, co było znacznie gorsze, ponieważ dziewczyna nie miała pojęcia, kiedy – ani czy kiedykolwiek – jej psychika przestanie się nad nią znęcać. Tylko że, cóż, miała do tego pełne prawo, w końcu Lily sama do tego wszystkiego doprowadziła.
Wspomnienia powracały nie ze względu na wagę problemu, lecz na kolejność odwrotną do chronologicznej. Akcja z Hugonem, choroba Heleny, walka z Olivierem, musical, utarczki z Amandą i jej świtą, sprzeczki z Albusem, zimna wojna prowadzona z matką, afera z Martinem, kłótnia z Grace i Alice, zdrada matki, zakończenie przyjaźni z Heleną, problemy z lataniem i zaklęciami z początku pierwszej klasy, trafienie do Ravenclawu, a nie Gryffindoru, docinki ze strony Albusa, Rose i Freda, śmierć pani Grandmoor… Ale najgorsze nie było przypomnienie sobie tych wszystkich sytuacji, tylko uczuć im towarzyszących, które spotęgowane uderzyły w nią z niewiarygodną siłą.
Nie tylko pamiętała, ale i czuła ogromną pustkę i samotność po stracie sąsiadki. Po raz kolejny ogarniał ją dziecięcy żal wobec ojca, którego nigdy nie było wtedy, kiedy tego potrzebowała, jak również późniejszą wściekłość na jego naiwność. Ponownie uświadamiała sobie, jak ogromnie zawiodła się na Jamesie, który w pewnym momencie był jej jedynym obrońcą przed Albusem i kuzynami, a potem, gdy pojawiła się w Hogwarcie, niemal zupełnie się nią nie interesował. Z czasem nazwała postawę najstarszego brata Pierwszą Zdradą.
Znów ogarnęła ją także obezwładniająca bezradność, kiedy po raz kolejny nie potrafiła wznieść na miotle, doskonale zdając sobie sprawę, jak wielki zawód sprawiała swojej rodzinie, a szczególnie matce. Ponownie czuła się jak beztalencie, gdy nie umiała wyczarować światła wydobywającego się z końca różdżki, co zdawało się potwierdzać wszystkie uwagi Albusa. Boleśnie odczuwała całą gamę sprzecznych uczuć, które wywołała w niej Druga Zdrada, czyli to, co zrobiła matka na Mistrzostwach Świata w Quidditchu w Holandii.
Trzecia Zdrada, czyli sprawa z Heleną, łączyła się z Pierwszą i zmieniła wszystko. Lily nie zamierzała więcej cierpieć, więc uznała, że nigdy więcej nikomu nie zaufa. Aby to zrobić, musiała się uodpornić.
Jeszcze zanim zjawiła się w Hogwarcie, wiedziała całkiem sporo o tym, jak walczyć zarówno z samotnością, jak i dokuczaniem przez starsze dzieci. Potrafiła znaleźć sobie zajęcie – fotografowanie, czytanie, pielęgnowanie roślin, naukę francuskiego, spacerowanie czy zabawę z młodszymi o kilka lat bliźniaczkami mieszkającymi prawie milę od nich. Była wygadana, ciekawa świata i stanowcza, jeśli wiedziała, czego chce. Potrafiła odpłacić Albusowi pięknym za nadobne, nawet jeśli czuła się okropnie, gdy na przyjęciach rodzinnych tylko Hugo ze wszystkich kuzynów zawsze chciał się z nią bawić czy rozmawiać. Jak mantrę powtarzała słowa pani Grandmoor: „Bądź silna”, co zawsze pomagało.
Gdy obaj bracia poszli do Hogwartu, w jakimś sensie było jeszcze gorzej. Nie tylko dlatego, że sama chciała znaleźć się tam jak najszybciej i wreszcie móc czarować, ale dlatego, że samotność i brak poświęcania jej czasu ze strony rodziców stały jeszcze bardziej uciążliwe. Starali się, prawie zawsze któreś z nich spędzało z nią wieczory i weekendy, ale prawie nigdy nie byli wszyscy razem, tak jak kilka lat wcześniej. Lily nie potrafiła się z tym pogodzić i pewnie dlatego najbardziej lubiła udawać się do Nory, w której mogła obserwować dziadków, nieodstępujących od siebie na krok, i gdzie zazwyczaj mogła liczyć na spotkanie z Hugonem.
Lecz nawet tam nie mogła uwolnić się od sławy swoich rodziców, ponieważ sąsiedzi Molly i Artura również byli magami. W świecie czarodziejskim wszyscy znali Potterów i Weasleyów. Pomimo że kiedyś Lily uważała to za fascynujące i czuła z tego powodu dumę, powoli, acz nieubłaganie zaczynało ją to po prostu denerwować. Każdy wiedział, czyją jest córką, każdy to podkreślał. Wszyscy, nawet dzieci, patrzyli na nią przez pryzmat rodziny, a ona tego nie chciała. Chciała, aby ludzie, rozmawiając z nią, widzieli ją i tylko ją. Dlatego właśnie bardzo niecierpliwie oczekiwała wypadów do Londynu, gdzie czasem zabierał ją tata, gdyż miała możliwość spędzenia czasu wśród nieświadomych niczego, fascynujących mugoli.
Raz, gdy Lily miała dziesięć lat, udało jej się na chwilę uciec od taty robiącego akurat zakupy w nieczarodziejskiej części miasta i udać na plac, przy którym znajdował się mugolski brytyjski parlament. Nigdy wcześniej nie widziała go z tak bliska. Największą uwagę dziewczynki przyciągnął ogromny zegar na szczycie strzelistej wieży. Patrzyła na niego zafascynowana, gdy nagle poczuła, że ktoś ciągnie ją za włosy. Zdenerwowana odwróciła się gwałtownie. Za nią stał czarnoskóry chłopiec z fascynacją wpatrujący się w jej, wówczas bardziej jasne, rude kosmyki mieniące się w słońcu. Momentalnie zapomniała o złości i idąc za jego przykładem, wlepiła wzrok w ogromną burzę loków na głowie nieznajomego. W końcu udało jej się wydukać: „Co to?”, wskazując palcem na jego fryzurę, a on odpowiedział tajemnicze słowo: „Afro”. Po chwili milczenia, nadal trzymając jej włosy, stwierdził: „Nigdy nie widziałem takiego koloru, wyglądają jak ciemna marchewka”, a ona odskoczyła do tyłu, prychnąwszy głośno, i szybko się oddaliła. Jednak z każdym kolejnym krokiem zdenerwowanie opuszczało Lily, a zastępowały je kolejno radość i ulga. Ten chłopiec nie wiedział, kim była, a mimo to w jego spojrzeniu wyraźnie malowała się fascynacja podobna do tej wyrażanej przez społeczność czarodziejską, tylko że wywołana nią samą, a nie Potterami! Dziewczynka odwróciła się i zaczęła iść z powrotem, lecz na placu wypełnionym turystami nie udało jej się odnaleźć charakterystycznej fryzury. Po kilku minutach wpadła za to na przerażonego ojca, który zganił ją na tyle, na ile potrafił. W ich domu to zawsze mama karała dzieci, tata tego nie potrafił. 
Wtedy Lily po raz pierwszy poczuła na własnej skórze, jak fantastycznym uczuciem jest świadomość, że można wzbudzić w kimś podziw. Dlatego między innymi pokazała bliskim nieruchome zdjęcia, które robiła starym aparatem podarowanym jej przez panią Grandmoor i które im się spodobały. To samo uczyniła niedługo po przyjeździe do Hogwartu, jednak kiedy jedna z jej współlokatorek, Amanda Zabini, stwierdziła, że Lily nie potrafi operować światłem i że niemagiczne zdjęcia to w ogóle jakiś bezsens, Potter uznała, że trzeba znaleźć niezawodny sposób, dzięki któremu stanie się rozpoznawalna i podziwiana przez wszystkich. I to niezależnie od tego, czy została Krukonką czy Gryfonką. Nie mogło więc to bazować ani na wyglądzie, ani na pasji, tylko na zachowaniu.
Od zawsze była ambitna i zawzięta. Szybko dowiedziała się na własnej skórze, że o wiele lepsze od wywoływania jedynie podziwu jest wzbudzanie respektu, a może nawet pewnego rodzaju strachu. Powoli budowała swoją pozycję tam, gdzie mogła: wśród pierwszo- i drugoroczniaków. Zaczęła od nauczenia ich, by nie nazywać jej córką Harry’ego Pottera.
Gdy coś jej nie wychodziło, starała się zrobić wszystko, aby nie pokazać tego po sobie i albo to zostawiała, albo robiła wszystko, aby to zmienić. Dlatego Lily w końcu udało się wzbić na miotle, a z zaklęć została jedną z najlepszych uczennic. Potrafiła ograć każdego w Eksplodującego Durnia i zrobiła furorę na całym roczniku, gdy porozdawała innym karty z członkami rodziny z zestawów fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta, nie prosząc o nic w zamian. Włączała się do każdej dyskusji, w której miała cokolwiek do powiedzenia, nawet jeśli prowadzili ją starsi o kilka lat uczniowie zupełnie niezainteresowani zdaniem małolaty.
Jednocześnie Lily była przecież nową uczennicą Hogwartu, którą tak jak wszystkich fascynował zarówno zamek, jak i magia nareszcie stojąca otworem, i nie zamierzała tego ukrywać. Włóczyła się po całej szkole, pochłaniała nową wiedzę jak gąbka, poznawała uczniów oraz nauczycieli i przesiadywała w bibliotece, zaczytując się w podręcznikach z transmutacji, a następnie ukradkiem ćwicząc zaklęcia w jednej z opuszczonych sal. Obserwowała ludzi, ich mocne i słabe strony, i wyciągała z tego różne wnioski. Ponadto fotografowała wszystko, co mogła oraz zawsze, kiedy mogła, choć zdjęcia pokazywała tylko Hugonowi, a później również Helenie Smith. Była to dziewczynka, która wyciągnęła do niej rękę, kiedy Lily – zgubiwszy się po raz kolejny – płakała na jednym z korytarzy, ubolewając nad tym, że James wciąż nie pokazał jej najważniejszych szkolnych skrótów.
Potter chciała, by najbliższe dla niej osoby – Helena i Hugo – zaprzyjaźniły się również ze sobą i by mogli wszędzie chodzić w trójkę, ale ci byli tak nieśmiali, że na nic zdały się jej liczne próby. Dlatego Lily pogodziła się z tym i powoli nawiązywała inne bliższe znajomości, choć żadne z nich nie okazały się tak mocne. Amanda Zabini, która zdawała się nienawidzić jej od pierwszego spotkania, najwyraźniej chciała prowadzić z nią wojnę, więc Lily podjęła walkę, nie zamierzając przegrać. Szybko znalazła sprzymierzeńców, jej paczka powoli zaczynała się umacniać, a ona stawała się coraz bardziej zahartowana. 
Przez całą pierwszą klasę Potter nie skrywała emocji. Dyskutowała, kłóciła się, walczyła i rywalizowała o stopnie, ale wszystko to było odpowiedzią na czynniki zewnętrzne. Nie dokuczała komuś bez powodu. Nie pyskowała nauczycielom, jeśli ci zachowywali w porządku. Nie kłamała ani nie oszukiwała, jeśli ktoś jej nie sprowokował, nawet jeśli Hugo twierdził, że często zachowuje się zbyt impulsywnie. Potrafiła się uśmiechać, śmiać, bawić, słuchać, pomagać znajomym i przyjaciołom oraz wyznawać im własne rozterki. Potrafiła i chciała być szczera, czasem nawet za bardzo, i tego samego wymagała od innych. Pewnie dlatego tak bardzo znielubiła w tym czasie Jamesa.
Gdy skończyła dwanaście lat, nadeszły dwie kolejne Zdrady, niemal jedna po drugiej – najpierw ta wakacyjna, zadana przez matkę, a następnie jesienna, przez Helenę. Lily przekonała się na własnej skórze, że klucz do sukcesu oraz stabilizacji stanowi niezależność i uważanie, by nie zaufać komukolwiek innemu niż sobie.
Do tego potrzebna była siła, a więc Potter jeszcze częściej niż zwykle powtarzała swoją mantrę. Wraz z coraz lepszą umiejętnością kontrolowania własnych emocji i nienazywania ich nawet w myślach pojawiła się budująca świadomość, że czymś znacznie lepszym od wzbudzania szacunku jest poczucie kontroli i władzy nad innymi.
Początkowo, w połowie drugiej klasy, zdarzało się jej wahać. W końcu pamiętała, jaką radość sprawiało zaśmiewanie się do łez wraz z Hugonem, albo szczęście, które odczuwała wraz z Heleną, kiedy Smith wreszcie udało się zaliczyć test z eliksirów na powyżej oczekiwań. Uświadomiła sobie jednak, że te chwile były ulotne i nie powinno się na dłuższą metę na nich polegać. W przeważającej ilości przypadków nawiązywanie bliższych relacji z innymi, a tym samym wywoływanie emocji, bolało, a przy okazji osłabiało. Ponadto Lily wiedziała, że nie tylko dzięki ludziom można odczuwać szczęście. Radość dawały jej choćby fotografowanie czy transmutacja. Nadal miała również tych, którym zaufała wcześniej, a którzy jej nie zdradzili: Hugona i Teda. 
Mijały kolejne lata, a dziewczyna stawała się coraz silniejsza i bardziej bezwzględna. Widząc problemy swoich rówieśników, ich rozpacz po nieudanych związkach czy rozżalenie po zerwanych przyjaźniach, utwierdzała się w przekonaniu, jak mądrą decyzję podjęła. Była pewna, że nic nie zdoła zmienić jej sposobu na życie, co okazało się pierwszą z ogromnych pomyłek, jakie zrobiła. 
Nie spodziewała się, że najbardziej zrani ją uświadomienie sobie własnych błędów i że nie będzie chodziło jedynie o sprawy, które nawet z nałożoną maską trudno było jej ignorować – takich jak ta z Hugonem. Nie spodziewała się, że umysł prócz wspomnień i problemów dotyczących bezpośrednio jej samej zacznie bombardować ją tysiącem scen, w których wyładowywała frustrację na młodszych, niczemu niewinnych uczniach bądź kolejnym, nieładnym podstępem zmuszała Sharon do działania na jej korzyść. Nie spodziewała się, że zacznie analizować jakąkolwiek relację, której winę za niekorzystny przebieg zrzucała w całości na drugą stronę, a przecież o Albusie myślała niemal bez przerwy.
I nie tylko o nim. Lily powoli dochodziła do wniosku, że to nie Helena zdradziła ją, a ona Helenę. A jeśli tak, to może i inne zdrady nie były Zdradami? Może zbyt emocjonalnie podeszła do dojrzewającego Jamesa, którego największym marzeniem z pewnością nie było niańczenie młodszej siostry? W końcu nie mogła mu zarzucić, aby w ogóle nie pokazał jej zamku, gdy przyjechała po raz pierwszy do szkoły... Może nawet matka, wobec której nadal czuła palącą nienawiść obecnie wymieszaną z ogromnym żalem, miała coś na swoje usprawiedliwienie? Choć akurat w to ciężko byłoby Lily uwierzyć.
Mimo to tak wiele grzechów spoczywało na jej sumieniu, że nie miała pojęcia, jak mogłaby choć w części się zrehabilitować. Czy było to w ogóle prawdopodobne? Czy powinna przeprosić wszystkich, których choć raz potraktowała niesprawiedliwe, na forum szkoły? A może każdego z osobna? I jak niby miałaby to zrobić? Szczególnie jeśli nie wszyscy na to zasługiwali! Podczas tego typu rozterek jej duma i pewność siebie, do których czuła dziwną niechęć, dawały o sobie znać, ale tak samo uaktywniał się zdrowy rozsądek. Dlaczego miałaby przepraszać Amandę Zabini, która sama zaczęła z nią walczyć, albo wujka Percy’ego, którego chyba nikt nie lubił? Dlaczego miała brać na siebie wszystko? O nie! Istnieli ludzie i sytuacje, w których zachowanie Lily było usprawiedliwione.
Ale znajdowały się one w zdecydowanej mniejszości, a przynajmniej takie wrażenie odnosiła, gdy bombardowały ją kolejne wspomnienia. Niektórych kwestii nie potrafiła nawet jednoznacznie ocenić, na przykład swojej relacji z Janvierem. Ten chłopak był frustrującym bucem, któremu należała się lekcja pokory, ale czy ona nie zasługiwała na to samo? Czy naprawdę stanowił dla niej zagrożenie i wymagał zwalczania? Jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę, że nie przeprosiłaby go za nic, nawet za tamten żart. Nie i już, nawet jeśli jej mur się skruszył, a może właśnie dlatego. Nie był dla niej ani osobą bliską, ani przez nią lubianą.
I paradoksalnie to właśnie tak sformułowany wniosek wyrwał ją z najgorszych dni, jakie kiedykolwiek przeżyła. Dni, podczas których wszystko wracało, zarówno w śnie, jak i na jawie, były zdecydowanie najgorsze. Dodatkowo Albus nadal pozostawał nieprzytomny. Lily nie miała pojęcia, co działo się wokół niej. Chodziła na zajęcia i posiłki, bo Georgia Longbottom ją na nie zabierała, a ona pozostawała bierna na świat zewnętrzny, więc nie zamierzała się z nikim kłócić. Jedynym miejscem, do którego nogi prowadziły ją z własnej woli, było Skrzydło Szpitalne.
Przez cały czas zastanawiała się, co powinna zrobić, i nie mogła dojść do żadnych konstruktywnych wniosków. Chciała choć na chwilę zapomnieć. Wiedziała, do których uczniów mogłaby się zgłosić, by zdobyć Eliksir Oderwania, który prócz zapomnienia o problemach gwarantował euforię, lekkość i… potężne uzależnienie. Jednak by go zdobyć, musiałaby nie tylko zmusić się do rozmowy, ale również dać coś w zamian, a pieniądze z pewnością nie interesowały grupki bogatych Ślizgonów i Puchonów z szóstego roku, którzy nim handlowali. Lily mogłaby się oszukiwać i wmawiać sobie, że i tak nie wypiłaby tak uzależniającej mikstury, ale zdawała sobie sprawę, że gdyby ktoś ją przyniósł, nie odmówiłaby. Najwyraźniej była jeszcze słabsza, niż myślała. Cechowało ją zwykłe tchórzostwo, co budziło w niej największe obrzydzenie.
Na szczęście Potter nie miała na nic sił. Rozszalały od uwolnionych emocji umysł skutecznie ją osłabiał, a noce nie przynosiły ukojenia nawet po zażyciu Eliksiru Słodkiego Snu, który dostała od Georii. Za dużo myślała. W końcu jednak to zadręczanie siebie poskutkowało w sformułowaniu tamtego wniosku. Wniosku, który ją wyrwał. Gdy uświadomiła sobie, że nie potrafiłaby przeprosić Oliviera, uznała, że przepraszanie młodszych uczniów, których imion nawet nie znała, za coś, co zrobiła dwa lata temu, byłoby kompletną paranoją. Musiała przełknąć przeszłość i nie powielać błędów w przyszłości. Zacząć traktować ludzi jak ludzi i skupić się na tych, na których jej zależało.
Wiedziała też, choć sama myśl wzbudzała w niej przerażenie, że musiała zacząć od Hugona.
Ta świadomość zmotywowała Lily do działania. Zmusiła do spaceru po błoniach w niedzielny poranek i szczerości wobec Franka Abingale’a. Spowodowała, że podziękowała zdziwionej Georgii za pomoc w ostatnich dniach, a następnie poszła obrabiać zdjęcia, które zrobiła jeszcze przed wypadkiem brata. Jednocześnie Potter uświadomiła sobie, jak wiele zaległości sobie narobiła, jak długo Albus pozostawał nieprzytomny, jak niesprawiedliwe było przywrócenie jej do musicalu. Powrót do zwykłej, szarej rzeczywistości sprawił, że poczuła się nieco lepiej i poprzednia noc była pierwszą od dawna, podczas której ani razu się nie obudziła.
Lily wiedziała, że musiała spróbować naprawić relację z kuzynem i robić to tak długo, aż albo osiągnie sukces, albo Hugo, niekierowany emocjami, da jej do zrozumienia, że nie chce mieć z nią do czynienia. A ona będzie musiała uszanować jego decyzję. Ta myśl przerażała ją najbardziej. Zależało jej na Weasleyu i nie bała się do tego przyznać, choć kiedyś uznałaby takie stwierdzenie za porażkę. Teraz prawdopodobnie nadzieja pozostawała jedynym uczuciem, dzięki któremu nie zwariowała i z którego czerpała choć trochę siły.
I mimo że tej dość naiwnej nadziei wiele brakowało do radości, Lily wiedziała, że nie będzie potrafiła, nie będzie mogła, wrócić do swojego poprzedniego stanu. Nie tylko dlatego, że pragnęła poczuć coś dobrego. Po prostu nie chciała dłużej pozostawać osobą, jaką była przez ostatnie lata, nawet jeśli miała z tego powodu cierpieć.

– W ogóle się nie uczycie. Można by pomyśleć, że perspektywa SUMów do was przemówi, ale najwyraźniej niektóre przypadki są nieuleczalne. Nowak, jeśli jeszcze raz dasz mi do zrozumienia, że nie wiesz, w jaki sposób zwalczać boginy, to cofnę cię o dwa lata, żebyś sobie przypomniał. – W tym momencie profesor Green z hukiem położył na ławce Alexa wypracowanie opatrzone ogromnym i idealnie okrągłym „O”. Resztę prac pisanych przez uczniów na ostatniej lekcji jednym machnięciem różdżki rozesłał do ich autorów. – Jedynie Zabini, Smith i Drowsing otrzymali zadowalający, a pan Janvier po raz kolejny powyżej oczekiwań. Gratuluję. Pozostałych zapraszam na drugi termin pojutrze o piątej i polecam zacząć uczyć się dziś od razu po obiedzie, ponieważ inaczej nie wróżę wam najmniejszych sukcesów. Do widzenia.
Uczniowie nie zareagowali ani na niezadowalające oceny, ani na informację, że poprawka odbędzie się po zajęciach lekcyjnych. Za dobrze znali profesora Greena i łatwość, z jaką wpadał w furię. Zamiast protestu w milczeniu pakowali swoje rzeczy.
Hugo, zupełnie niezaskoczony oceną, zgniótł pracę i, gwałtownie odsunąwszy krzesło, jako pierwszy rzucił się do drzwi. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z Heleną, Olivierem i Lily nie działało na niego za dobrze, szczególnie że profesor Green nie tolerował żadnych fanaberii i nie pozwalał uczniom się przesiadać. Dlatego Weasley musiał spędzić dwie godziny tuż obok Janviera i miał wrażenie, że jeszcze chwila, a oszaleje. W jego głowie cały czas walczyły ze sobą dwa głosy. Jeden nakazywał mu skończyć ten cyrk i jak najszybciej pogodzić się z Olivierem, w końcu ta sytuacja była jedną wielką paranoją, a on sam nigdy wcześniej nikogo nie pobił. Drugi natomiast uparcie twierdził, że przyjaciele nie powinni skrywać takich sekretów, a więc Hugo ma prawo być na niego wściekły.
Najgorsze było właśnie to, że Weasley wciąż nie poznał tajemnicy Heleny, co doprowadzało go na skraj wytrzymałości nerwowej. W weekend dwukrotnie próbował przekonać Alexa, aby mu powiedział, ale Nowak pozostawał nieugięty. Hugo chciał także kilkakrotnie pogadać z Olivierem, ale nie potrafił spokojnie nawet na niego spojrzeć, a co dopiero otworzyć ust. W końcu buzowało w nim tyle emocji, że nie widział, od czego miałby zacząć, a nie chciał powtórzyć wydarzeń sprzed Wielkiej Sali. W tej sytuacji nawet nie myślał o rozmowie z Heleną, bo to było jeszcze trudniejsze.
Zamiast rozwiązywać problemy, Hugo cały weekend wynajdowywał sobie niezliczone zajęcia jak najdalej od pokoju wspólnego Gryfonów. Siedział u Albusa, poszedł na fakultety z gier zespołowych i plastyki, mimo że był zapisany jedynie na te pierwsze, odrobił wszystkie prace domowe na poniedziałek i wtorek, napisał trzy wypracowania na zaś oraz towarzyszył Rose na próbie do musicalu. Chciał choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, ale najwyraźniej bezskutecznie.
Blada jak ściana Helena powoli schowała swoje rzeczy do płóciennej torby, próbując ignorować tępy ból w nadbrzuszu i powstrzymywać się przed dotykaniem coraz cieńszych i bardziej kruchych włosów, które tylko dzięki magii nadal miała na głowie. Powolnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia, próbując nie patrzeć na tak znajomą, rudą czuprynę wywołującą palące wyrzuty sumienia, a skupić się na pocieszaniu idącego obok niej Alexa. Po raz pierwszy, odkąd dowiedział się o chorobie przyjaciółki, Nowak nie oferował, że będzie niósł jej torbę. Mimowolnie ją to ucieszyło, mimo iż wiedziała, że Alex nie pomógł jej tylko ze względu na niecodzienne okoliczności…
Oliviera zadowoliłaby na obronie tylko najwyższa nota, której otrzymanie wydawało się niemożliwością u kogoś takiego jak Green. Teraz chłopak miał poważniejsze problemy na głowie. Hugo, który przez całe dwie godziny zajęć wyglądał, jakby zaraz miał wstać i wybiec jak poparzony z klasy, po zakończeniu lekcji faktycznie uciekł z niej tak szybko, że Janvier nie zdążył nawet się odezwać. Był tak zaskoczony, że w międzyczasie również Helena opuściła klasę. Otrząsnął się jednak z szoku i, mruknąwszy jakieś marne wyjaśnienie w stronę George’a, pobiegł do wyjścia, czując, że musi to wreszcie rozwiązać. Nie wiedział, czy poprzez rozmowę z Hugonem czy Heleną, ale liczył na to, że podczas podróży do lochów, w których mieli eliksiry, podejmie decyzję. Albo w ogóle zrezygnuje ze spontanicznego pomysłu. W końcu Lara uświadomiła mu, że tak naprawdę swoją sytuację mogą rozwiązać jedynie Helena i Hugo… Mimo to wrodzona chęć Oliviera do działania i rozwiązywania problemów gnała go do przodu. Podobnie jak zarzuty Weasleya wobec niego, z których część z pewnością była trafna.
Lily po raz pierwszy od dawna zupełnie nie przejęła się negatywną oceną; nie pamiętała nawet, co napisała w wypracowaniu. Schowała pracę opatrzoną wielkim „N” i szybko ruszyła do wyjścia, nie zwracając uwagi na zaskoczoną Georgię. Hugo zdążył już wybiec z sali, a ona musiała w końcu z nim porozmawiać, szczególnie że w przeciwieństwie do Gryfonów następną lekcją, jaka na nią czekała, były zaklęcia odbywające się w zupełnie innej części zamku niż eliksiry. Potter wolała jednak nie skupiać się na tym, jak bardzo mało czasu miała. Mogłaby przecież zrobić sobie z tego kolejną wymówkę, a Hugo na to nie zasługiwał.
Biegła szkolnymi korytarzami tak samo szybko jak Janvier, który znajdował się mniej więcej pięćdziesiąt stóp przed nią. Cieszyła się, że był z przodu, gdyż nie musiała zastanawiać się nad drogą, a jedynie nad niestaranowaniem pospiesznie idących w drugą stronę uczniów. Wpatrywanie się w jego plecy uświadomiło Lily, że chłopak po raz kolejny otrzymał pochwałę od Greena, ale nie to ją najbardziej zniesmaczyło, a fakt, że najwyraźniej nie podzielił się swoją wiedzą z obrony ani z Hugonem, ani z George’em. Choć właściwie Potter nie potrafiła stwierdzić, co konkretnie Olivier miałby im powiedzieć, skoro profesor nie powiedział, o czym będą pisać, a jedynie, że czeka ich pisemny sprawdzian z zagadnień na SUMY…
Ciężko dysząc, Krukonka zatrzymała się dopiero w lochach, tuż przed salą od eliksirów. Pochyliła się, próbując unormować oddech, a torba bezwładnie zsunęła się z jej ramienia, z hukiem uderzając o podłogę. Po chwili Lily wyprostowała się i podeszła do wciąż zwiększającej się kolejki przed drzwiami. Okazało się, że przejście do pomieszczenia tarasował stojący jak słup soli Olivier. Jakaś Ślizgonka popchnęła Janviera, lecz nic to nie dało.
Potter westchnęła z irytacją i stanęła na palcach, aby mieć jakąkolwiek możliwość zobaczenia, co działo się w środku. Była tak niska, że dopiero po kilku podskokach z całą pewnością mogła stwierdzić, że Olivierowi na drodze do wejścia nie stało nic… A przynajmniej nic materialnego. Lily była niemal pewna, że chłopak zastanawia się, czy powinien usiąść przy Hugonie, którego profil mogła dostrzec ze swojej perspektywy, czy może zrezygnować z tego pomysłu.
– Słuchaj, Janvier, rusz dupę, bo nie będę stać godzinami, aż zdecydujesz się wejść – warknęła jakaś Ślizgonka, którą poparła część osób otaczających Lily.
Potter ku własnemu zdziwieniu nawet nie uśmiechnęła się na te słowa ani nie zwróciła uwagi na dalsze zachowanie Oliviera, który co prawda przesunął się dalej, ale nadal nie ruszył do ławki. Krukonka miała do wykonania misję i to ona zaprzątała jej umysł.
Ruszyła za rówieśnikami i chwilę potem stała tuż przed siedzącym w pierwszej ławce Hugonem. Za nim siedzieli Alex i George, a jeszcze dalej znajdowała Alice, która na jej widok pomachała zamaszyście. Lily odwzajemniła niemrawo ten gest, szybko przesuwając spojrzenie dalej, w poszukiwaniu konkretnej osoby. Helena skrywała się za kurtyną swoich jasnych, długich włosów po drugiej stronie sali, w środkowym rzędzie. Choć Lily mogła przysiąc, że Smith uważnie ich obserwowała, była wdzięczna, że Gryfonka robiła to z ukrycia.
Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Weasleya, który na jej widok podniósł się gwałtownie, aby cała pewność siebie, którą zebrała Potter, podjąwszy decyzję o rozmowie, gdzieś wyparowała. Nie pamiętała, kiedy – i czy kiedykolwiek – czuła się tak bezradnie. Wszystkie słowa wyparowały, nie wiedziała nawet, jak ma na imię. Jedyne, czego była świadoma, to oczy kuzyna przeszywające ją na wylot, mocno zaciśnięte pięści oraz niezdrowy i coraz bardziej intensywny rumieniec pokrywający jego policzki.
Hugo był wściekły. Jakkolwiek dziwacznie by to nie zabrzmiało, on był naprawdę wściekły i to na nią. Niby to wiedziała, ale dotychczas nie uświadamiała sobie w pełni prawdziwości tego stwierdzenia.
Patrzyła w jego jasnobrązowe, niewielkie oczy, zadzierając mocno głowę, i nie mogła poruszyć się. Czuła się jak spetryfikowana. Lodowate ręce zaczęły drżeć w zupełnie niekontrolowany sposób. Odnosiła także wrażenie, że jej żołądek przesuwa się z zawrotną prędkością w dół i w górę, w górę i w dół, tak jakby nigdy nie miał przestać.
Jak on może mi wybaczyć?
Lily wydawało się, że za chwilę zwymiotuje, ale zamiast tego, gdy żołądek po raz kolejny podsunął się na wysokość gardła, z jej ust wydobyły się słowa. Bezładnie wyrzucała z siebie tysiące wyrazów na sekundę, z których sama wyłapywała jedynie niektóre, takie jak: „Przepraszam”, „Głupio” czy „Wstyd”. Przez cały ten czas Hugo nawet nie drgnął, a jego ciało pozostawało w takim samym napięciu co wcześniej. Lily przerwała wypowiedź, dopiero gdy zabrakło jej powietrza, a wtedy Weasley w końcu się odezwał:
– Nie.
Lily mrugnęła kilkakrotnie i zapytała:
– Co „nie”?
– Nie wybaczę ci – odparł niemal szeptem, ale jego słowa dudniły w głowie Krukonki tak długo i tak mocno, jakby Hugo wykrzyczał je z całych sił.
Kolana ugięły się pod Potter, a ona w ostatniej chwili przytrzymała się ławki. Kociołki zachybotały niebezpiecznie, lecz nie przesunęły się. Trzęsąc się jak w febrze, Lily zerknęła po raz kolejny na Hugona, jednak widząc zawziętość w jego spojrzeniu, spuściła wzrok. Nie podnosząc głowy, powoli ruszyła tyłem w kierunku drzwi. Dopiero gdy omal nie straciła równowagi, odwróciła się powoli. Wiedziała, że i tak musiała stamtąd wyjść, choć nie pamiętała, gdzie miała się udać. Ciemnoszare, brzydkie kafelki, które ze względów bezpieczeństwa zastępowały w sali od eliksirów ładną, dębową podłogę, mieniły się jej w oczach.
Już złapała za mosiężną klamkę, gdy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Ostatkiem sił zadarła głowę, choć nieco mniej niż zazwyczaj, i po raz trzeci w życiu zobaczyła z tak bliska błękitne jak ocean oczy Oliviera. Zdenerwowana przełknęła ślinę, nie próbując oceniać, co się w nich kryło. Z pewnością nie była to wściekłość, ponieważ tę rozpoznałaby od razu.
– To nie jego musisz przeprosić – wyszeptał Janvier tak cicho, że nawet siedzący najbliżej nich Ślizgoni nie mogli go usłyszeć. – Ja tak, ale ty nie. Idź na zaklęcia.
– Skąd wiesz, że mam zaklęcia?
– Lara mi powiedziała – odpowiedział jak gdyby nigdy nic na to nielogiczne pytanie, wzruszając ramionami, a następnie zwolnił uścisk, niechcący dotykając jej dłoni.
Prąd, jaki przeszył Lily, zaskoczył ją niemal tak samo jak słowa Oliviera. Dlaczego dał mi radę? I kim jest ta Lara?
– Panno Potter, zajęcia z eliksirów ma pani jutro. – Niespodziewanie usłyszała nad sobą skrzeczący głos Nochala, który właśnie pojawił się w drzwiach tym razem zatarasowanych przez Krukonkę. – Proszę opuścić salę i pozwolić mi wejść.
– Tak, panie profesorze – odparła machinalnie Lily i spełniła polecenie, wychodząc na nieprzyjemny, chłodny korytarz.
Osunąwszy się po ścianie tuż obok zapomnianej przez siebie torby, zaczęła płakać tak rozpaczliwie, że wydawało się niemożliwością, że nikt zza ściany jej nie usłyszał. Lochy miały jednak grube mury, a ona nie chciała żadnego pocieszania, ponieważ w końcu choć jedno się udało.
Kilka łez, które uroniła w niedzielny poranek, nie miało znaczenia. To teraz przełamała kolejną barierę.

Wychodząc z kominka, Harry Potter ze zdziwieniem uświadomił sobie, jak dawno nie było go w Hogwarcie.
Gdy zaczął pracować w Biurze Aurorów, odwiedzał szkołę zdecydowanie częściej. Jednak wraz z awansowaniem na wyższe stanowiska coraz rzadziej udawał się do zamku. I żałował, ponieważ za każdym razem, gdy się tu pojawiał, uświadamiał sobie, jak bardzo tęsknił za miejscem, w którym na dobrą sprawę zaczęło się jego życie. To właśnie w Hogwarcie przeżył najlepsze, jak i najgorsze chwile i nie potrafił powstrzymać się przed nierealnymi oraz zdecydowanie nieodpowiednimi dla dojrzałego mężczyzny marzeniami o cofnięciu się w czasie. Szczególnie że dobrze wiedział, jak bardzo takie podróże były niebezpieczne, o czym z pewnością nie omieszkałaby przypomnieć mu jego najlepsza przyjaciółka, Hermiona Granger, w której gabinecie właśnie wylądował.
Otrzepując sadzę z długiej, butelkowozielonej szaty, rozejrzał się po niewielkim, acz przytulnym pokoju, w którym jak zwykle panował idealny porządek i w którym ze względu na porę dnia nikogo nie było. Naprzeciwko kominka stało ogromne, mahoniowe biurko, a za nim – tuż pod wielkimi okiennicami – stał obity skórą, ciemnobrązowy fotel. Oprócz tego w pomieszczeniu znajdowały się dwa krzesła dla odwiedzających o takim samym odcieniu. W narożnikach przy oknach stały wąskie, lecz wysokie regały w większości zastawione grubymi księgami.
Na biurku obok pięknego, starodawnego świecznika stały myślodsiewnia i dwa zdjęcia: pierwsze przedstawiające najbliższą rodzinę Hermiony, a drugie – ich oboje, Ginny i Rona, jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Harry z nostalgią podniósł tę fotografię i przyjrzał się roześmianym, młodym twarzom. Mimo że był już wtedy świadomy powrotu Voldemorta i czekającej go walki, nie podejrzewał, że kilka miesięcy później zostanie zmuszony do zerwania z Ginny, Dumbledore umrze, a on wraz z Hermioną i Ronem wyruszy na poszukiwanie horkruksów. Ale udało się. Udało im się wygrać, choć wszyscy potrzebowali czasu, by powrócić do normalności. Żadna wojna nie pozostawała bez echa dla jej uczestników – niezależnie od tego, czy odnieśli oni zwycięstwo, czy ponieśli porażkę.
Potter z westchnięciem odłożył zdjęcie na miejsce i, odwróciwszy się, spojrzał na niemagiczny obraz wiszący nad kominkiem, który jak powiedziała mu kiedyś Hermiona, nosił tytuł: Trwałość pamięci i wzbudzał w nim zarówno podziw wobec autora, jak i bliżej nieokreślony niepokój. Chwilę później opuścił pokój przez ciemnobrązowe drzwi znajdujące się po prawej stronie. Te po lewej prowadziły do sypialni nauczycielki.
Widząc doskonale znany sobie korytarz, Harry uśmiechnął się pod nosem, a następnie skręcił w prawo i niespiesznie ruszył w kierunku gabinetu profesor McGonagall. Było przed jedenastą, a więc mógł do woli korzystać z samotności i iść tak wolno, jak mu się podobało. Całym sobą wchłaniał atmosferę Hogwartu, przypatrywał się i niejednokrotnie witał z portretami oraz obserwował lewitujące pod sufitem świeczniki. Jak zwykle miał wrażenie, jakby poznawał magię od nowa.
Największy zachwyt nieustannie wzbudzała w nim zaczarowana klatka schodowa. Gdy schody transportowały go do góry, minął się z Prawie Bezgłowym Nickiem, któremu na jego widok z radości omal nie spadła głowa. Stłumiwszy w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem, Harry przywitał się z duchem, a następnie, gdy schody się zatrzymały, wszedł w kręty korytarz. Po chwili zobaczył brzydkiego gargulca strzegącego wejścia do gabinetu. Podał hasło, które zgodnie z listem profesor McGonagall brzmiało: „Czara ognia”, a posąg z hukiem odskoczył, ukazując dobrze Harry’emu znane wąskie, strome schodki.
Idąc po nich, jak zwykle poczuł się dziwnie na myśl, że za grubymi, dwuskrzydłowymi drzwiami nie ujrzy pełnej spokoju i mądrości twarzy Albusa Dumbledore’a, tylko poważne, nieco zmęczone oblicze Minerwy McGonagall. Jej widok do dziś wzbudzał w nim specyficzny rodzaj lęku odczuwanego przez uczniów wobec sprawiedliwego, lecz surowego nauczyciela.
 – Dzień dobry, pani profesor. – Kiwnął głową, gdy wszedł do gabinetu po usłyszeniu głośnego Proszę.
– Dzień dobry, Harry – odpowiedziała kobieta i, odsunąwszy od siebie papiery, nad którymi pracowała, spojrzała na niego i ręką wskazała na krzesło stojące naprzeciwko niej.
Potter, uśmiechnąwszy się w stronę porterów dyrektorów zajmujących większą część jednej ze ścian, zajął miejsce i skupił uwagę na McGonagall.
– Tak jak pisałam ci w liście, stan Albusa zaczyna nas poważnie niepokoić. – Dyrektorka zgodnie ze swoim zwyczajem od razu przeszła do rzeczy, za co Harry był jej wdzięczny, nawet jeśli poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, słysząc te słowa. – Wiadomym jest, że do tygodnia po takim upadku pozostawanie nieprzytomnym mieści się w granicach normy, niezależnie od tego, czy są jakiekolwiek inne zaburzenia czy nie. Pani Clinton z pewnością wytłumaczy ci to lepiej, kiedy pójdziemy do Skrzydła Szpitalnego. W każdym razie mija dziesiąta doba po wypadku, a Albus nie odzyskuje przytomności. Nie pojawiły się choćby najmniejsze oznaki wskazujące na to, by miał się obudzić, wszystko wygląda tak samo. Brak jakichkolwiek zmian to coś nietypowego, a jak sam dobrze wiesz, wszelkie odstępstwa od normy nie wróżą nic dobrego.
Harry pokiwał w milczeniu głową. Niestety wieloletnie doświadczenie, które niekoniecznie z własnej woli zaczął zdobywać jeszcze w czasach szkolnych, mówiło mu, że dyrektorka się nie myli. Potter aż za dobrze wiedział, że lepsze bywało nawet częściowe pogorszenie czyjegoś stanu czy przebiegu jakiejś sprawy niż brak jakichkolwiek zmian.
– Wczoraj Albusa zbadał uzdrowiciel z Munga – podjęła po chwili McGonagall. – Podobnie jak Clara nie stwierdził zupełnie nic. Oboje nie wierzą, że jedynie upadek mógłby spowodować tak długi stan nieprzytomności, szczególnie że tak, jak mówiłam wam wcześniej, pomoc została udzielona natychmiast. Filius i Stan od razu rzucili odpowiednie zaklęcia… Dlatego też uważamy, że w tym wszystkim musi tkwić coś jeszcze. Ale co? W badaniach nie ma żadnych odstępstw, a wcześniej Albus był zupełnie zdrowy.
Harry ponownie przytaknął, nie dziwiąc się, skąd dyrektorka posiadała tę wiedzę. Rozmowę z Minerwą i Clarą o stanie zdrowotnym jego środkowego syna odbyła osobiście Ginny ponad tydzień temu. Sam po raz ostatni widział swoją żonę przed czterema dniami, co od dłuższego czasu pozostawało normą.
– Wszystko wskazuje na to, że Albus zostanie przetransportowany do Munga – poinformowała zmęczonym głosem McGonagall – ale uznałam, że najpierw powinieneś sam go zobaczyć. Gdy wszystko wydaje się normalne, a dobrze nie jest, na myśl samo przez się nasuwa się jedno…
– Czarna magia – szepnął Harry i poruszył się niespokojnie na krześle. – Ale jak? – zapytał w przestrzeń, sam nie wiedząc, do kogo kieruje to pytanie.
– I czy na pewno? – dodała Minerwa bardziej miękkim tonem niż zazwyczaj. Potter wiedział, że w ten sposób chciała dodać mu otuchy, więc uśmiechnął się nieznacznie, jednocześnie czując coraz większy niepokój i zniecierpliwienie. – To nie jest oficjalne spotkanie.
– Dziękuję, pani profesor – powiedział z wdzięcznością Harry. Aż za dobrze wiedział, że w takich przypadkach auror nie może należeć do rodziny poszkodowanego. I że dochodzenie powinno być prowadzone przez co najmniej dwie osoby.
– Dobrze. W takim razie chodźmy.
Tym razem, pomimo zdecydowanie szybszej wędrówki po zamku, Potter miał wrażenie, że droga zajęła im całą wieczność. Niby wiedział, z jakiego powodu przybył do Hogwartu, jednak dopiero wtedy, gdy prawdopodobna przyczyna stanu Albusa została wypowiedziana na głos przez inną osobą, poczuł realne zagrożenie. Hogwarckie korytarze nie mogły go uspokoić, szczególnie że tym razem ze względu na przerwę wypełnione były uczniami, z których większość nie kryła zainteresowania osobą „Wybrańca”. W pewnej chwili wydało mu się, że w oddali zobaczył ognistorudą czuprynę najpewniej należącą do jego siostrzeńca, ale ledwo to zarejestrował. Nie biegł tylko dlatego, aby nie prześcignąć dyrektorki.
Gdy weszli do Skrzydła Szpitalnego, Harry od razu podszedł do łóżka, na którym leżał jego syn. Nie odwracając spojrzenia od Albusa nawet na chwilę, zwrócił się do stojącej obok i wyraźnie zatroskanej pani Clinton.
– Dzień dobry, Claro. Powiedz, co myślisz.
–  To… Nigdy czegoś takiego nie widziałam – przyznała kobieta, a Pottera oblał zimny pot. – Niby nic się z nim nie dzieje, ale się nie budzi. Mam…
– Kontynuuj – poprosił Harry i spojrzał na nią uważnie.
– Mam złe przeczucia – szepnęła blada na twarzy Clara, wpatrując się w podłogę.
Mężczyzna nie odpowiedział, ponieważ nie ufał własnemu głosowi. Zamiast tego wyciągnął zza pazuchy różdżkę i nerwowo zaczął obracać ją między palcami.
– Sprawdź go. – Usłyszał za plecami stanowczy głos profesor McGonagall. – Zdjęłam podstawowe zabezpieczenia.
– Tylko pamiętaj, żeby nie rzucać żadnych zaklęć cucących – dodała zdenerwowana Clara. – W niejasnych okolicznościach mogą narobić więcej szkody niż pożytku, a i tak nie przynoszą większego efektu…
Harry nie przerwał Clinton, pomimo że doskonale znał właściwości czarów z tej grupy, czego kobieta musiała być świadoma. Wiedział jednak również, jak działa stres, choć czasem wolałby pozostawać w błogiej nieświadomości.
Westchnąwszy głośno, skierował różdżkę w kierunku głowy Albusa i w myślach zaczął wymawiać w odpowiedniej kolejności formułki przeróżnych zaklęć. Żadne z nich nie przyniosło efektu ani nie dało choćby najmniejszej podpowiedzi. Coraz bardziej zdenerwowany poprosił Clarę o zabranie kołdry i koca oraz rozebranie Albusa. Nie chciał rządzić się w miejscu pracy pielęgniarki.
Widok niemal dorosłego, lecz całkowicie bezbronnego syna ubranego jedynie w bieliznę prawie ściął Harry’ego z nóg. Przytrzymał się jednak barierki przy łóżku i zaczął rzucać kolejne zaklęcia, kierując różdżkę w różne części ciała Albusa, tym razem mrucząc pod nosem wszystkie używane przez siebie formułki. Gdy się denerwował, zapominał o czarowaniu niewerbalnym.
Wszystko na nic. Zrezygnowany zrobił krok do tyłu i już miał poprosić Clarę, by ubrała chłopaka, gdy nagle jego wzrok padł na ogromne stopy Albusa. Niby wyglądały tak samo jak zwykle, ale…
– Powinny być tak różowe? – zapytał, wskazując na nie palcem.
– Pewnie mu za gorąco – odparła zdławionym głosem Clinton, wzruszając ramionami, a następnie jednym machnięciem różdżki założyła na siedemnastolatka piżamę Przykryła go również kołdrą, ale zrezygnowała z koca. – Musi pojechać do Munga i to najlepiej na oddział Obserwacji Czarnomagicznej.
– Tak – odpowiedział Harry, przełykając głośno ślinę i czując się niemal tak samo bezbronnie jak wtedy, gdy patrzył na Syriusza wpadającego za Zasłonę Dusz.

***

Rozdział składa się praktycznie jedynie z opisów, i to prawie samych uczuć, wybaczcie. Ostatnia część miała posiadać ich mniej. ale wyszło, jak wyszło. W każdym razie odkrywanie tajemnicy czarnomagicznej, a tym samym wątek kryminalistyczny, uważam za otwarte!
Ta notka w dużej mierze stanowi podsumowanie przeżyć Lily w ostatnim czasie i jestem bardzo ciekawa, co na ten temat myślicie. Przy czym powinniście wiedzieć, że to wcale nie oznacza, że teraz wszystko zupełnie się zmieni w zachowaniu Potter. Mam nadzieję, że to także widać po powyższym poście.
Na końcu chciałabym życzyć wszystkim wspaniałych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych z najbliższymi, szczęśliwego Nowego Roku 2017 oraz wystrzałowego Sylwestra! Niestety nie uda mi się napisać drugiego postu w grudniu, dlatego składam życzenia już teraz.
Następny rozdział pojawi się pod koniec stycznia, a tę notkę dedykuję wszystkim Czytelnikom, w końcu to mój bożonarodzeniowo-noworoczny prezent dla Was. :) Powiadomienie o nowości może mi zająć nieco dłużej niż zwykle.

55 komentarzy:

  1. Z pewnością nie będę osobą narzekającą na zbyt dużą ilość przemyśleń i opisów, ponieważ wiesz, jak bardzo je uwielbiam. A nawet jeśli by tak nie było, to wydaje mi się, że wreszcie nadszedł moment, żeby skupić się na tym, co Lily czuła i myślała, a nie co mówiła i robiła. Staram się niczego nie zakładać, ponieważ to wszystko może być wyłącznie chwilowe, spowodowane wypadkiem Albusa i nawarstwieniem się wszystkich tych konfliktów, kłótni i rozstań. Na własnym przykładzie wiem, że jak człowiek za długo tłamsi w sobie wszystko, to może się tym udławić. Dlatego będę trzymać za nią kciuki, bo choć teraz wszystko przemyśla, to jednak nie chciałabym, żeby stałą się jaką kluchą, która przestaje walczyć o swoje ;) Swoją drogą, interesują mnie te zdrady, a zwłaszcza zdrada matki i Heleny. I zastanawiam się czy Ginny nie zdradziła również Harry'ego. Smutno mi, gdy czytam o tej dwójce oddalającej się od siebie, ale z drugiej strony prawdziwe życie nijak się ma do tego, co działo się wówczas w szkole oraz w trakcie wojny. I choć Rowling połączyła bohaterów tak jak połączyła, to czasami zastanawiam się czy to rzeczywiście był dobry wybór. Bo, moim zdaniem, czas wojny, a także ten ją poprzedzający, który przygotował wszystkich niejako na to ostateczne starcie z Voldemortem, to chyba była pestka przed dorosłym życiem. Wtedy nastawieni byli na przetrwanie, a wiadomo, że ludzkie priorytety zmieniają się diametralnie w chwili, w której uświadamiają sobie, że przecież już za chwilę mogą zginąć. Może doszukuję się zbyt wiele, ale to jest jedna z tych kwestii w świecie Rowling, która mnie jednocześnie nieco drażni i nurtuje. Może dlatego, że do tej pory nie mogę pogodzić się z tym, że Hermiona poślubiła Rona, a ja zawsze u jej boku widziałam kogoś innego. Nie dlatego, że Ron był głupszy czy na nią nie zasługiwał, bo tak nie było (a Rowling chyba nieco go w swojej powieści skrzywdziła, tak nawiasem mówiąc ;)), ale dlatego, że można nasłuchać się o tym jak najlepiej jest ze sobą dwójce zupełnie odmiennych ludzi, ale na odmiennościach często trudno jest budować wspólne życie i wypadałoby mieć chociaż jeden łączący ich czynnik. I czy to wszystko - Hermiona z Ronem, Harry z Ginny - nie było może również spowodowane niejaką presją otoczenia. Bo wszyscy widzieli w nich świetną parę. Bo kiedyś się spotykali. Bo to był bezpieczny wybór. Ale, ale, rozgadałam się nie na temat, już cicho sza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak jak sam Harry mnie irytuje, tak u Ciebie zobaczyłam w nim dorosłego człowieka; mężczyznę, którego życie nie ułożyło się tak jak miało, jak może skrycie o tym marzył, że było już mniej tego szczęścia, co za czasów szkolnych, a więcej porażek, niepewności, bezradności i swoistego poddania się w niektórych kwestiach. I ten jego strach o Albusa oraz samotna wizyta u syna, bo Ginny odbyła swoją znacznie wcześniej. Pomyślałby kto, że jako rodzice i małżeństwo powinni stawić się tam razem. To właśnie chyba ten fragment uderzył mnie znacznie bardziej niż cała gama emocji Lily. Bo oto nie mamy do czynienia z TYM Harrym Potterem, Wybrańcem, lecz z Harrym Potterem, mężem i ojcem, który choć - z pomocą - zwyciężył największego czarnoksiężnika wszechczasów, pozostawał bezradny i bezbronny, gdy jego syn najbardziej go potrzebował. Smutne to, ale i otrzeźwiające. I tak sobie myślę, że chciałabym przeczytać o spotkaniu Harrego z Lily. Właśnie teraz, gdy dopuściła do siebie wszystko to, co tłumiła przez tak długi czas, gdy zaczęła dostrzegać błędy nie tylko innych, ale i swoje własne. Gdy obydwoje zdają się być roztrzaskani na kawałki, nie do końca wiedząc, jak ponownie poskładać się do kupy, jednocześnie nikogo nie prosić o pomoc.

      I wiesz - chętnie przeczytałabym o Jamesie i Tedzie. Bo ich obecność chyba również w jakiś sposób wpłynęła na to, kim stała się Lily. I czyż wypadek Albusa nie zaniepokoiłby Jamesa? Zwłaszcza tak powazny wypadek?

      I jeszcze na koniec - "W końcu to, że widziała, nie znaczyło, że rozumiała." - urzekło mnie to zdanie <3

      Tobie również, Kochana, życzę Wesołych Świąt i niech ten przyszły rok będzie lepszy pod każdym możliwym względem :*

      Usuń
    2. Ha, po raz pierwszy od (bardzo) długiego czasu napisałam komentarz, który musiałam dzielić na części. Coś się dzieje :D

      Usuń
    3. Dziękuję za komentarz. Nie spodziewałam się takiej refleksji na temat dorosłego życia głównych bohaterów sagi, ale bardzo się z tego cieszę :).
      Ja uważam, że Rowling chciała to zakończyć w wyidealizowany sposób i pamietam, że początkowo byłam niesamowicie sfrustrowana, kiedy przczytałam epilog siódmej części. nie wiem, czy nazwałąbym wojnę pikusiem w porównaniu z dorosłym życiem, ale zgadzam się,ze problemów musieli w nim mieć mnostwo. Sam powrót do normalności i dojrzenie w sposób taki stricte życiowy, a nie już polegający na walce itd. No i sama trauma... Dlatego napisałam ten krotki fragment w przemysleniach Harry'ego. Trochę bałam się o nim pisać, bo chciałam przedstawić go podobnie jak w sadze, choć oczywiscie jako dorosłego człowieka. cieszę się, że Ci się podobało. Ale zanim przejdę do tego, to powiem, że dla mnie te obie pary właściwie są całkiem przekonujące, cchoć faktycznie nie wiem, czy na cale życie. No i Rona i Hermione dużo dzieli, ale łączą ich przeżycia i myślę, że priorytety, i właściwie sądzę, że to wlasnie Harry i Ginny mogliby miec wiecej problemów :p co tu pokażę. CO do zdrady Ginny, to coś jest w Twoim pomysle, nie będę tego ukrywać, ale to też nie jest tak, że w tym małżeństwie jest b. źle. SAma zobaczysz :p no a rozmowa Harry'egi z Lily na pewno będzie miała miejsce, tylko jeszcze nie wiem kiedy.
      Nad Jamesem się jeszcze zastanawiam, nawet myślalam, czy od razu go nie wstawić wraz z Harrym, ale uznalam, ze to by bylo chyba za dużo naraz :D więc albo wraz z Tedem będa dopiero na święta, albo James może wcześniej, no bo słusznie zauwazylas, ze w koncu Albus jest po wypadku :D
      Tęż lubię to zdanie ^^
      dziękuję za życzenia i rowniez życze Ci tego w najbliższym roku :*

      Usuń
  2. Jestemjestem!
    Ja tam nie mam nic przeciwko obszernym opisom uczuć. To znaczy, zwykle wolę, kiedy to czyny przemawiają przez bohaterów i jako czytelniczka sama mogę sobie nazywać, to co czują, sama mogę się domyślać i dopowiadać niedopowiedziane, ale Ty akurat jesteś mistrzynią tego typu opisów i nigdy się przy nich nie nudzę. Tym razem nie było inaczej :)
    Ciekawe było dowiedzieć się tylu nowych rzeczy o Lily, zwłaszcza o tym, jak wygląda ta cała sytuacja z jej strony. Nareszcie dowiedzieliśmy się, gdzie tkwi ta rana, która kazała jej stać się taką potworzycą dla otoczenia :) To była naprawdę dogłębna, szczegółowa analiza z mnóstwem ciekawostek i anegdotek, która chyba nam wszystkim wypełniła lukę w życiorysie Lily.
    Kurczę, nagle wszyscy zdecydowali się porozmawiać ze wszystkimi, zrobił się niezły chaos. Ale to na pewno dobrze - nie wydaje mi się, żeby coś złego mogło wyniknąć ze szczerej rozmowy.
    W pewnym, pokrętnym sensie podobało mi się, że Hugon nie wybaczył Lily ot tak. Zraniła go bardzo, więc to musi być proces, Hugon musi mieć czas, żeby podjąć taką decyzję. Dzięki temu nie wyszło sielankowo i sztucznie, ale u Ciebie nigdy tak nie jest, więc nie jestem bardzo zdziwiona :)
    O, ale ciekawie wyszło z tym nieszczęsnym Albusem. Upadki z miotły i nieprzytomne leżenie w Skrzydle Szpitalnym (nie za krótko, nie za długo, w sam raz, żeby ktoś zrozumiał, że to miłość jego życia tak sobie leży) to zmora wielu potterowskich fanfików, cieszę się więc, że wybrnęłaś z tego w inny sposób. CUDOWNIE opisałaś przeżycia Harry'ego. Wydaje mi się, że to trudne zadanie, nie rozwalić kogoś z Trójcy, kiedy bierze się go na warsztat. Twój Harry był dokładnie taki, jaki być powinien i byłabym się poważnie wzruszyła, gdyby nie ta wzmianka o ogromnych, różowych stopach xD Nie wiem, może jestem niepoważna, ale to mnie całkiem wybiło z rytmu. Czy to może być jakaś stopoklątwa? Oby nie! Tak czy inaczej podoba mi się ten nagły zwrot akcji i cieszę się bardzo, że tytuł rozdziału, który zdawał się spojlerować przebudzenie Albusa, okazał się taki przewrotny. A widzisz, tajemnica i mrok robi dobrze każdej historii! Wyszło super, naprawdę.
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BArdzo się cieszę, ze tak uważasz. Ale wiesz, co Ci powiem? Ja uwielbiam opisy uczuc zawsze i wszędzie, i myślę, że Tobie wychodzą one naprawdę bardzo dobrze, np. te ostatnio Syriusza, po prostu perełka :* dobrą akcję też lubię, choć osobiście ciężej mi to opisywać :D
      emocje to mogę non stop hehe, ale nie da sie ukryć, że najlepiej odnosić je do konkretnych wydarzeń, a nie tylko samych bohaterów, wtedy wszystko jest pełniejsze. Cóż, część o Lily sporo wyjaśniła, ale też nie wszytsko. Na przykład kwestia Zemsty Ginny będzie tutaj jeszcze poruszana i analizowana, to dosć istotne dla historii :p
      Hugo nie wybaczyb Lily ot tak, to byłoby wg mnie sztuczne, jak widac, prędzej pogodzą się inne osoby.
      Wypadek Albusa cos z tam miloscia bedzie mial wspolnego, ale w nie do konca standardowy sposób i na pewno nie na zasadzie, ze jakas randomowa bohaterka stwierdzi, ze to milosc jej zycia :D rozowe stopy to zapowiedz czegos wiekszego :D mialy byc takim troche "wtf?", choc, kurcze, trochę szkoda, że zniszczyły ten nastrój... NIemniej cieszę się bardzo, że uważasz, że nie zniszczyłam postaci Harry;ego, bo tegio sie obawiałam najbardziej, nie chciałam zniszczyć jego osoby (choć sam go jakoś za bardzo nie lubię, obecnie ze ŚT - nienawidzę tego określenia, ale cóz, w komciu można - od dawna preferuję Rona).
      Hah, bardzo się ciesze, że tytuł rozdziału tak zadziałał, bo miał zadziałać :D biedny Albus jeszcze troszkę się będzie musial namęczyć w stanie nieprzytomności, a co do Lily? no cóz, przebudziła się, ale to nie znaczy, ze będzie miło i radośnie :P
      dziekuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
    2. Ano właśnie, nie zdradziłaś się ani słówkiem, na czym polegała zdrada ze strony matki :) Brzmi to bardzo poważnie, zwłaszcza że Lily nie potrafiła znaleźć dla niej żadnego usprawiedliwienia.
      Na Twoim miejscu pękałabym z domy z powodu sposobu przedstawienia Harry'ego, bo to jest naprawdę sztuka sama w sobie - utrafić dokładnie w punkt kreacji oryginału, który przecież wszyscy znamy na pamięć, więc mimowolnie wychwytujemy wszystkie fałszywe nuty :) Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek przeczytała fanfik, w którym Harry, Ron lub Hermiona byliby chociaż zbliżeni do prawdziwych siebie - ludzie zazwyczaj piszą o nich tak, jakimi chcieliby, żeby byli - nie takimi, jakimi stworzyła ich Rowling - więc po prostu idą na wygodę, albo zwyczajnie brak im talentu i wyczucia, żeby te postaci odtworzyć. Argumenty typu "to jest moja wersja" nigdy do mnie nie trafiały, bo moim zdaniem jak chcesz mieć swoją wersję, to sobie wymyśl swoją własną historię i już ;p Nie wiem, czy duży wysiłku i pracy wymagało od Ciebie zrozumienie Harry'ego, ale wyszło Ci to znakomicie i jestem pod naprawdę dużym wrażeniem.

      Usuń
    3. Jakbym chciała opisać Harry'ego takim,jakimchcialabym go widzieć,to byłoby inaczej,podejrzewam. Choc tego jakoś chyba bardziej bym polubiła :D bo wrzuciłam mu te wzmiankę dotycząca przeszłości,w ktorej jakby docenia pośrednio przyjaciół,a szczerze mówiąc,w sadze brakowało mi jego podziękowania,jakiegokolwiek,szczegolnie Ronowi,ale i Hermionie.
      Ogolnie mam bardzo podobne zdanie co do bohaterow kanonicznych w sadze co Ty ;)
      Jeszcze nie wiem do konca,kiedy dowiecie sie,o co chodzi z Ginny,ale wiem,komu Lily to wyzna (to dopiero dziwacznie brzmi :D).

      Usuń
    4. No taaak, ale wiesz, jak piszesz fanfika, gdzie Hermiona romansuje z Draco, to nie masz wyjścia, musisz z niej zrobić seksbombę z ciętym językiem, a z Rona agresywnego imbecyla xD Myślę, że jeśli chodzi o kanon, duże złego zdziałały tu filmy, które kompletnie wypaczyły potterowską rzeczywistość, ale cóż począć, dzięki temu możemy bardziej docenić takie perełki jak u Ciebie :)

      Usuń
    5. Daj spokój, Dramione to obraza dla tej sagi... a co do filmów,osobiście je lubię. Jedne mniej,drugie bardziej,ale ogolnie na plus.choc pewnie gdyby nie Felton,to dramione nie cieszyłoby się az taka popularnością :D

      Usuń
  3. Faktycznie, bardzo opisowy ten rozdział, ale mi to wcale nie przeszkadza. Lubię czytać opisy, a te dotyczące uczuć to już w ogóle.
    Lily się ocknęła i chyba wreszcie dotarło do niej, ile głupot nawyrabiała i ile krzywdy wyrządziła bliskim sobie ludziom. Trochę późno to nastąpiło, ale grunt, że jednak.
    Zachowanie Hugo z jednej strony trochę mnie zaskoczyło, a z drugiej wcale. Ja rozumiem, że on jest wściekły i ma cholerną rację, ale z drugiej strony widać, że Lily się zmieniła i mógłby to uwzględnić. Tak, ja wiem, że łatwo się mówi, a samemu ciężko czasami się zdobyć na podobną wyrozumiałość... Dlatego go nie potępiam, ale mam nadzieję, że jednak uda im się naprawić tę relację. Może rada Olivera okaże się skuteczna?
    Podobała mi się też ta druga część. Trochę inaczej jest czytać o Harrym, który jest już nieco straszy i troszczy się o swoje dzieci. Z Albusem nie jest ciekawie. Jestem szalenie ciekawa tego wątku kryminalnego. Czy na Albusa rzeczywiście zostało rzucone jakieś zaklęcie czarnomagiczne? I czy zdołają go wybudzić? Oby tak!
    Czekam na ciąg dalszy z ogromną niecierpliwością.
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt oraz wspaniałego Sylwestra ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z perspektywy kogoś, kto nie słyszał myśli Lily, moze nie byc to takie oczywiste. Hugo jest na nia porzadnie wsciekly i podejrzewa, ze Potter przeprasza go tylko dlatego, ze teraz nie ma zadnej prawdziwie bliskiej osoby w szkole. ale jak przemsyli sprawe, to zacznie sie zastanawiac, czy cos w tym wiecej moze nie tkwic. tylko ze glownym problemem jest to, co zauwazyl Olivier. Wg Hugona Lily musi przeprosic Helene (co jest sluszne) i juz.
      No coz, nie bede za duzo mowic na temat Albusa, ale bedzie sie dzialo :P
      dziekuje za komentarz :)

      Usuń
  4. Jestem zachwycona przemianą Lily! To takie piękne, że zaczyna sobie wszystko uświadamiać, a katalizatorem jest jej nieprzytomny brat. To musi być dla niej straszne, że teraz lawiną spadaja na nią te wszystke wyrzuty sumienia, które wcześniej od siebie odpychała.
    I cały ten strumień świadomości był swietny, jak wszystko sobie przypominała, co również nam wyjaśnia dlaczego stałą się tym kim jest.
    I wyjaw nam proszę, na czym dokąłdnie polegała Druga Zdrada! Co takiego zrobiła Ginny? Chyba że ja nieuważnie czytam i cgdzies już o tym wspomniałaś ale to raczej niemożliwe ;D
    I wcale sie jej nie dziwie, że zaczęła mieć dość sławy rodziców, w kocu to dosć powszechny problem, wystarczy wyobrazić sobie presję, kedy twój ojciec to HARRY POTTER xd Ostatecznie po części wyszło jej to na dobre, bo miała w sobie tyle determinacji, zeby nauczyc sie latać, nauczyć sie czarować i jak coś robi, to najlepiej jak tylko potrafi, jest taka uparta.
    Cieszę sie, że wyciągnęła odpowiednie wnioski i mam nadzieję, ze pogodzi sie z niektórymi, przede wszystkim z Albusem, Hugonem i Heleną, broń Boże z Amandą. Z Olivierem powinna, ale on też ma swoje za uszami :D Chociaż tak sie miło zachował, jak jej 'poradził' co powinna zrobić. Helenę powinna przeprosic jak najszybciej, jak ona jej wybaczy, to i Hugo to zrobi
    Btw. Wściekły Hugo to naprawdę cos, co ciężko sobie wyobrazić.
    'minął się z Prawie Bezgłowym Nickiem, któremu na jego widok z radości omal nie spadła głowa" - aż sie osmarkałam xd
    Biedny Harry ;c Jak zrobisz Albusowi krzywdę, to nie ręczę za siebie! ostrzegam cię uczciwie, żeby potem nie było pretensji
    Powiem ci, ze do tego rozdziału taki opisowy charakter pasował jak ulał, bardzo sie zagłębiłam w przeżycia Lily, a twój portret dorosłego Harry'ego był po prostu zachwycający! Także nie narzekam na duże opisy, skoro są świetne :D
    Ogólnie rozdział fantastyczny, naprawdę. Wybacz że jakis taki popaprany komentarz napisałam, ale nie jestem w formie xd
    Podsumowując: Zostaw Albusa w spokoju xd Nie no, rozwiniecia wątku kryminalnego i tak nie mogę się doczekać, ale kurcze, nie mógłby się ktoś inny znaleźć w niebezpieczeństwie? Np, eee... Amanda? :D
    I dzieki, ze mi napisałaś, że jest rozdział, bo przez ten nowy układ na bloggerze ciągle cos przegapiam :D
    Tobie również życzę Wesołych Świąt, przetańczonego Sylwestra i wspaniałego nowego roku, obfitującego w wenę ;*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Lily sobie sporo uświadomiła,ale to nie bedzie tak,ze teraz stanie sie kolejna osoba. Z Hugonem na pewno bedzie chciała sie pogodzić, ale z Olivierem niekoniecznie :).
      Cieszę się,ze spodobał Ci się fragment z Nickiem,tez lubię to zdanie :D
      Gdyby to Ananda miała wypadek,nikt by się nie przejął :D zreszta to Albus musiał go miec, początkowo chciałam,zeby to było tylko początkiem zmiany innych bohaterow,ale okazuje sie,ze Albus swietnie pasuje do mojego wątku kryminalistycznego :D
      Nowy układ w blogerze jest bardzo dziwny, ale mozna się przyzwyczaić :)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. No dobra, chyba mi coś umknęło, ale czy mi się wydaje, czy nadal nie wiemy co konkretnie zaistniało między Heleną a Lily parę lat temu? Brakowało mi tutaj wskazówek.
    Sama perspektywa Lily na plus, zaczyna dziewczyna uświadamiać sobie rzeczy. I może uczestnictwo w przedstawieniu będzie okazją do ogólnych przeprosin mniej lub bardziej bezpośrednich? Hugo mnie zaskoczył, ale tak pozytywnie, tym, że nie zgodził się przebaczyć kuzynce. Będzie się dziewczyna musiała bardziej postarać. Może dzięki temu lepiej zrozumie te 'lekcję'.
    Perspektywa Harry'ego była OK, aczkolwiek przez pierwszą część miałam wrażenie, że bardziej zajmuje go radość odwiedzania Hogwartu niż myśli o Albusie, a mimo wszystko chyba wypadek syna>tęsknota za młodością? W każdym razie jestem ciekawa co z tym Albusem i kto chciałby zaszkodzić Potterom, chociaż podejrzewam, że tak znana rodzina na pewno ma też swoich "antyfanów" :D
    Pozdrawiam serdecznie i wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Wskazówki były dawane w kilku rozdziałach. ale że własciwie gdzieś o tym napisałam, w czwatym rozdziael juz chyba -> to mogę napisać: Helena była "zakochana" w Jamesie, a Lily, jak się dowiedziała, uznała to za swoistego rodzaju zdradę. Będzie o tym jeszcze dokładniej kiedyś, retrospekcja albo cos w ten deseń :P
      Tak, to prawda, musi się postarać.
      KUrczę, może i faktycznie trochę tak wyszło... No, ale przejmował sie, a później przejął się już na maksa :D aa rodzina Potterów ma wielu antyfanów.
      Wesołych :)

      Usuń
  6. Ten rozdział może i był bardzo opisowy, ale jednocześnie bardzo potrzebny, bo wiele wyjaśnił. Pokazałaś, że Lily nie zawsze była taka, jak na początku tej historii, że kiedyś była po prostu zwykłą dziewczynką, która miała swoje pasje, potrzebowała trochę miłości i zainteresowania ze strony rodziców, a dopiero potem zaczęła się zmieniać. Na szczęście teraz powoli zaczyna rozumieć, że zachowywała się okropnie i że tak nie może być i myślę, że próba przeproszenia Hugona to dla Lily ogromny krok. Z drugiej strony obawiam się, że może zająć dużo czasu, nim zdobędzie się na przeproszenie Heleny, a tym samym na uzyskanie wybaczenia kuzyna. Po takim, jak raz zdobyła się na prawdziwą szczerość i została odrzucona, drugi raz może nie przyjść tak szybko. Swoją drogą cieszy mnie to, jak zachował się Olivier, to tym bardziej pokazuje, że nie jest taki okropny, z jakiego ma go Lily tylko jeszcze stara się pomóc jej, Hugonowi i Helenie. No i zastanawiam się, o co chodzi z tą zdradą, której dopuściła się matka Lily. Czy to było już gdzieś kiedyś wspomniane i coś mi umknęło, czy dopiero wyjaśnisz wszystko w kolejnych rozdziałach?

    A więc pojawił się ten zapowiadany wątek kryminalny. Trochę się bałam, jak to wyjdzie, czy nie będzie takie na siłę i czy w ogóle wpasuje się w całe to opowiadanie, ale wyszło bardzo naturalnie i wydaje mi się, że może naprawdę korzystnie wpłynąć na całe to opowiadanie.

    Pozdrawiam i życzę wesołych świąt!
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) o zdradzie Ginny jeszcze za wiele nie było,na razie trzymam to w niepewności :) cieszę się, ze uważasz,ze wątek kryminalny wpisał się w resztę (przynajmniej na razie :p). Pozdrawiam

      Usuń
  7. Tyle, ile się dziś nasiłowałem, żeby dodać tu komentarz... Nie mam pytań. I to nie dlatego, że nie wiem, co napisać, tylko dlatego, że mój komputer miał chwilę załamania, a ja wraz z nim. Musiałem skopiować komentarz, zapisać go w notatniku, bo WORD też przestał się odzywać, a co... I teraz lecę go skopiować raz jeszcze i wkleić i mam nadzieję, że nie zajmie mi to znowu 2h... Wait!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział mi się mega podobał. Jestem zdania, że dobrego opisu nie zastąpi żaden dialog. Tu pojawiła się masa nowych informacji i, czytając część na temat Lily, powiem, że nawet mnie to trochę tknęło - nie jakoś specjalnie mocno, bo dalej uważam, że to szuja i zwykłe "przepraszam", choćby najszczersze ze wszystkich, może tu nie wystarczyć i, jeśli się tak stanie (że Lily zostanie starą i zgorzkniałą panną, na podobieństwo Umbridge), nie będzie mi jej żal, bo zdążyła już sobie zasłużyć.

      Dobrze, że Olivier też zaczął się zastanawiać nad tym, jak przeprosić Hugona, choć w sumie nie ma ku temu tak dużego powodu jak Lily, choć rzeczywiście... Hugon może czuć się zdradzony. Poniekąd, ten opis zmieniającej swoje podejście do ludzi Potter pasuje mi do emocji jakie towarzyszą właśnie Hugowi w tym momencie: "oszukany, zły, uważający świat za wielką niesprawiedliwość", kiedy sam nie dostrzega tego, jak bardzo wyolbrzymia fakty i jak przewrażliwiony się stał.
      Ale, wracając do Oliviera, skoro udzielił rady właśnie Lily, sam także musiał głęboko zastanowić się nad swoimi wcześniejszymi poczynaniami. Zapewne jeszcze nie wymyślił tego w jaki sposób nawrócić przyjaciela na dobrą drogę ani nawet jak zbliżyć się do niego w takim stanie, w jakim znajduje się teraz. Niemniej jednak, to bardzo miło, że zaczął dostrzegać, że cały ten sekret jego i Heleny mógł zostać źle odebrany przez osobę trzecią.
      Spodziewam się, że na dobre wszystko się wyjaśni dopiero, gdy Helena się wypowie w temacie:
      a) opowie o swojej tajemnicy, kiedy wyzdrowieje
      b) umrze i to przyjaciele wytłumaczą Hogonowi, co i jak, co zjednoczy na nowo Oliviera i Hugona, a także zacieśni więzi miedzy nimi a Lily
      c) Helena stwierdzi, że ma wyjebane i dalej będzie bawić się w sekreciki, choć doskonale wie, ile one już krzywd wyrządziły innym...
      Oczywiście wiem, tak... zdaję sobie sprawę, że z jej chorobą żartów nie ma, ale, litości... Jeśli nie chce o tym mówić, niech nie daje ludziom powodów do niepokoju, tymczasem ona rzuca się na takie... Uwydatnia to, że coś jest nie tak. Marna z niej aktorka i na tym to pozostawię.

      Perspektywa Harry'ego jakoś mnie rozśmieszyła, powiem szczerze. Niby przyjechał, bo syn, bo wypadek, a tymczasem podniecił się na widok zamku hahaha :D
      Zuch tata, nie ma co XD
      Końcowa scena zadziała na mnie podwójnie... Z jednej strony, strach, że Albus może z tego nie wyjść, a z drugiej... Te stopy... Przypomniała mi się taka kreskówka, jaką napieprzał mój młodszy kuzyn, gdy u nas przebywał w któreś wakacje... O takich wypchanych różowych ludzikach (coś jak teletubisie) i aż zaniemogłem, tłamsząc śmiech :'D Bo, serio... STOPY! XD
      Obyś miała na to jakiejś fajne rozwinięcie, bo zbrechtam cię do od góry do dołu hahah :*

      Dobra, spadam... Naruto czeka XD

      Tadam :D

      Usuń
    2. taki długi hahaha Rozumiesz, chyba, dlaczego to tyle trwało XD

      Usuń
  8. Dziękuję za tak obszerny komentarz :) nie wierze,ze choc troche Cie poruszył pierwszy fragment. Cóż, Lily nie skończy jak Umbridge,choc nie powiem,ze w mojej głowie powstała ta wizja,gdy przeczytalam Twoje słowa :D
    Harry faktycznie trochę mocno ekscytował sie zamkiem,ale ten typ tak ma :p on chyba nie zawsze reagował,jak powinien:D No,ale koniec końców zapomnial o pięknie Hohwartu. A co do różowych stop... gdybym oglądała te kreskówkę,to pewnie miałabym ba to inne spojrzenie,choc i tak sie zastanawialam,czy to nie jest zbyt...niepasujące :D No,ale postanowilam tak zostawić,wytłumaczenie jakies na to mam:D

    OdpowiedzUsuń
  9. To już sobie machnęłam do razu ten rozdział :D

    Co do przemyśleń Lily.
    Powiem ci, że dla mnie twoja rodzina Potter jest w 100% niekanoniczna. Po prostu to nie oni i już, nie wyobrażam sobie Harry'ego i Ginny, którzy nie dają swoim dzieciom miłości. Harry - bo nie miał rodziny, a bardzo jej pragnął, a Ginny - wyrastała w rodzinie pełnej miłości, sama kochała Harry'ego mocno. To nie oznacza, że twoja historia na czymś . Oczywiście trochę mnie to razi, ale jak oderwę własną interpretację, to mogę to zaakceptować. No i właśnie na podstawie tej historii przedstawionej u ciebie będę to oceniać.
    Dlatego uważam, że to wina rodziców, że ona im taka wyrosła. Nie dlatego, że nie spędzali z nią rodzinnie czasu albo matka zrobił coś okropnego (nie wiem co, ale chyba ważna sprawa). Każdy popełnia błędy i robi czasami naprawdę okropne rzeczy. Jednak oni powinni od razu córkę ustawić, jednocześnie zapewniając strefę bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że Lily jest jeszcze szczeniarą, więc może warto ją ukrócić, a potem szczerze porozmawiać.
    To nie usprawiedliwia samej Lily, bo dla mnie to ona w tych przemyśleniach wykazała to, co mi się w niej od początku nie podoba - okropny egocentryzm i taką zawziętość. Ale może tego wyrośnie, bo ma 15 lat. Teraz nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ważna jest rodzina.
    Poza tym te jej pretensje są dla mnie strasznie infantylne. Ja rozumiem, że ona mogła się obrażać o cośtam, ale po latach to przechodzi. Ona chowa w sobie urazę bardzo długo i sobie tam hoduje śmierdzący gnój w sercu. Pretensja do rodziny, że się nazywa Potter. No ale to nie jest wina Harry'ego, że jest sławny. Przecież on sam ledwo wkroczył do świata czarodziejów i już wszyscy go znali, jak miałby to powstrzymać? Pomijając to, że dla niego prasa była bezwzględna uznając go za wariata alb wynosząc smutne i bolesne sprawy z jego życia. Potem te pretensje do Jamesa, że się nią nie opiekował. Jeśli Lily miała mocny charakter, w dodatku towarzyszył jej Hugo, to czego ona oczekiwała? No i ogólnie jak do tej pory to nic z tych jej żali nie przekonało mnie do jej punktu widzenia, ALE teraz winę obarczam też rodziców. Brakuje tu rozmowy, zainteresowania i szczerości - po każdej ze stron.

    Końcówka z Harrym mi się podobała, zwłaszcza to ostatnie zdanie. No i ja nie uważam, że ten opis zamku jakoś źle o nim świadczy. Gdyby myślał tylko o Albusie, to byłoby nierealnie. Kiedy człowiek dowiaduje się o śmierci, chorobie czy problemach bliskiej osoby, to nie skupia się na tym cały czas. Wbrew pozorom zastanawia się nad obiadem, kolorem ścian i przeczytaną książką. Inaczej by zwariował. Tutaj Harry też nie dowiedział się o tej chorobie nagle, szok pewnie miał za sobą. Jeślimnie coś dziwi, to - dlaczego dopiero teraz go odwiedza?

    Chyba tyle ode mnie
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony rozumiem Twój punkt widzenia - szczególnie ten dotyczacy Harry'ego, bo z Ginny to zawsze mi się wydawało, ze ją denerwowalo to, że miałą tak wielu starszych braci (choć oczywiście wiadomo, że ich kochała)i ze nie ma prywatności :p No, ale ja jakoś nie widziałam Harry;ego jako ojca, który potrafi postawić na swoim, to Ginny wydawala mi sję bardziej dominujaca... A to, czy oni kochają czy nie... To nie jets tak, że nie kochają, choc problemu z ukazaniem tegom mają. i między sobą też mają. ale Lily też dość mocno przesadza, nie mozna o tym zaomnieć. Rozmów z pewnością zabrakło. A Uwagi Lily do JAmesa są z pewnością mocno przesadzone, choć z jej persketywy też w jakiś sposob zrozumiałe.
      Cieszę się, że spodobała Ci się część z Harrym. No tak, właśnie trocę poźno go wprowadziłam, to prawda, chcialam to jakoś wyjasnić, ale tak na 100% już tego nie naprawię :D dlatego przynajmniej Ginny odwiedziła, o! :D
      dziękuję za komentarz, pozdrawiam C.

      Usuń
  10. Bardzo cię przepraszam, że tak zapuściłam się z komentarzami :/ Cieszę się, że wreszcie mam okazję to nadrobić ;)
    Od razu napiszę tutaj krótko, co sądzę o poprzednim rozdziale i bonusie. Nie pamiętam zbyt dobrze, bo czytałam już dawno, ale z pewnością zapadła mi w pamięć scena spotkania Lily i Franka. Bardzo mi się podobało, że Lily choć trochę się otworzyła, ale mam nadzieję, że nie będą ze sobą kręcić ani nic w tym guście xD Co do miniaturki-czy była częścią opowiadania, czy raczej takim "co by było, gdyby..."? Bo rozumiem, że najpierw Ollie powiedział, ze jej nienawidzi, ale kiedy Lily opowiedziała, że ona go nie nienawidzi (xddd), to zrozumiała, że tak naprawdę jego uczucia względem niej są inne i tylko sobie wmawia, że jej nie cierpi? Wytłumacz mi, bo nie jestem pewna, czy do końca dobrze zrozumiałam :D
    Co do tego rozdziału: naprawdę świetny! Pomimo tego, że nie było w nim dużo dialogów, to wzbudził we mnie bardzo dużo emocji i naprawdę mi się podobał!
    Bardzo dobrze wyszedł ci opis emocji Lily i jej częściowej przemiany. Naprawdę jej współczuję... Przez swój charakter niszczy siebie i relacje z innymi, ale wina też nie leży tylko po jej stronie, chociaż nie można zaprzeczyć, ze Potter ma skłonność do dramatyzowania i czasem przesadza. Ciekawią mnie te wszystkie zdarzenia, o których rozmyślała. Niektóre są dla mnie jasne, ale nie wszystkie. O co chodzi ze zdradą matki? To, ze zgodziła się uczyć w Hogwarcie bez wiedzy Lily? Ale przecież piszesz o Mistrzostwach Świata w Quidditchu w Holandii, a tu nic takiego nie było. Mam nadzieję, że nie chodzi o zdradę męża, bo rozpad małżeństwa w Hp to coś, o czym nie chciałabym czytać.
    Szkoda, że przez tą niezamierzoną presję, ze strony bliskich Lily tak okropnie się czuła. :/ Jestem pewna, że gdyby podzieliła się z rodziną swoimi lękami i obawami, byłoby lepiej.
    Cieszę się, że nie popadła w uzależnienie od tego eliksiru i go nie próbowała, bo to byłoby już za dużo dla niej :/
    Dobrze, że Lily dostrzegła wreszcie błędy swojego postępowania i zaczęła nawet od małych zmian. Wiadomo, niektórych błędów z przeszłości nie da się naprawić, ale zmiana sposobu myślenia to już dobry początek (kurczę, to zabrzmiało jak cytat z jakichś poradników psychologicznych xddd).
    To, że Lily nie przejmuje się złą oceną, naprawdę świadczy o jej stanie :D
    Scena przeprosin naprawdę mną poruszyła. Już, już miałam nadzieję, że jej wybaczy, ale legła w gruzach xD I powiem ci, że nawet kilka łezek stanęło mi w oczach, kiedy przeczytałam odpowiedź Hugona. Szacun, bo nie każde opowiadanie potrafi we mnie wzbudzić emocje i przywiązanie do bohaterów.
    Przy momencie z Olivierem roztopiło mi się serce. <3 Niby nic, ale jednak dobrze jej poradził. I jeszcze jak ich spojrzenia się spotkały <3
    Wydaje mi się, że dobrze przedstawiłaś postać Harry'ego. Zabiegany, martwiący się o wszystkich i troskliwy - jak w oryginale.
    Mam nadzieję, że Albus się wreszcie obudzi. Jeśli go zabijesz... to będzie źle! Bój się! Buahahaha! Więc radzę ci się porządnie zastanowić, jeśli będziesz miała takie plany xD
    Ciekawe co z tymi stopami... Wydaje mi się, że mogą być jakimś znaczącym objawem, skoro o tym wspomniałaś xD
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny! ;)
    ~Arya
    PS Wiesz co, zauważyłam coś dziwnego. Za każdym razem kiedy czytam twojego bloga, mam później ochotę na jakieś działanie, niesamowicie mnie to motywuje :D Naprawdę, kończę rozdział, piszę komentarz i zastanawiam się, co by tu zrobić? Czuj się zaszczycona, gdyż niewiele jest książek, które tak na mnie działają xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżu, teraz zauważyłam jaką wpadkę popełniłam! Oczywiście chodziło mi o Ginny, nie o Hermionę. Wybacz, ale czytam mnóstwo Scorose i już przyzwyczaiłam, że jeśli chodzi o matkę, to o Hermionę xD

      Usuń
    2. dziiękuję za komentarz. ten bonus pod poprzednia notką to był wygenerowany spoecjalnie dodatek niemający żadnego zwiazku z głównym opowiadaniem to tylko tak dla beki było xD ale sama się zdziwiłam, gdy okzało się, że jakiś sens można było w tym znaleźć: właśnie ten o rzekomej nienawiści.
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał. Tak, chodzi o zdradę Ginny xD ale na czym ona polega? o tym na razie nic nie będę więcej pisać :D Hugo jeszcze nie może przenaczyć Lily, a Olivier dobrze odgadł powód. Cieszę się, że scena poruszyła.
      Nie mogę zaprzeczyć, że w przyszłości w ogóle nie mysle o uśmiercaniu bohaterów, ale nic więcej się ode mnie w tej chwili nie wyciągnie :D w każdym razie będę pamiętać o tym, że powinnam się bać ^^
      Stopy mają znaczenie :D
      Szczególnie dziękuję za ostatnie słowa. nie spodziewałabym się, że lektura Niezalenożsci motywuje czytelników do działania :D to bardzo miłe!

      Usuń
    3. Ale proszę, niech to nie bedzie zdrada małżeńska :/

      Usuń
    4. Teraz mi sie jeszcze przypomniało. Nazwisko Nowak nie jest typowo polskie? Może w Anglii bardziej pasowałby Novak? ;)

      Usuń
    5. Wiesz, sama też bym się nie spodziewała, ze lektura bloga o HP mnie będzie motywować xD

      Usuń
    6. Nie moge nic pisac o tej zdradzie wiecej, wybacz ;p
      Uznałam,ze mlze miec polskie pochodzenie :p jak sporo ludzi w Anglii :D
      Hah, to faktycznie dość interesujące :p

      Usuń
  11. W końcu jestem. :P Uczuć faktycznie sporo, w dodatku przedstawiłaś je naprawdę szczegółowo, ale przynajmniej widać, co się działo w głowie Lily od wypadku Albusa. Ciekawi mnie, co takiego zrobiła Ginny w czasie mistrzostw świata, że Lily jest na nią obrażona do tej pory. Znając jednak młodą Potter, to wcale nie musiało być nic niezwykłego. No ale dobrze, że Lili chce naprawić przynajmniej część swoich błędów. Nie dziwi mnie jednak fakt, że Hugon wcale nie jest zainteresowany jej przeprosinami. Jakby nie patrzeć, zasłużyła sobie na to.
    Urzekła mnie scena z cofaniem Nowaka o dwa lata za niewiedzę na temat boginów. Niby nic niezwykłego, ale jednak ma taki specyficzny szkolny urok. Więcej takich rzeczy by się przydało. ;)
    No, wątek kryminalny się pojawił dość oszczędnie póki co, myślałam, że Harry jednak wykryje jakieś oznaki czarnoksięstwa. Bardzo za to podobały mi się jego wspomnienia związane ze szkołą. Miałam podobnie, jak wpadłam kiedyś do swojego starego liceum, potwierdzam więc autentyczność. :P
    Na koniec jeszcze parę uwag:
    pozwalając nogom poprowadzić się na właściwe miejsce. - We właściwe miejsce. Na właściwym miejscu to można być raczej.
    pielęgnowanie roślin, naukę francuskiego, spacerowanie czy zabawa z młodszymi - Zabawę.
    Niektórych kwestii nie potrafiła nawet jednoznacznie ocenić, np. swojej relacji z Janvierem. - To "np." wyglądałoby lepiej, gdyby po prostu napisać "na przykład".
    jak niesprawiedliwy był przywrócenie jej do musicalu. - Tu się dziwne rzeczy stały z gramatyką: "Jak niesprawiedliwe było przywrócenie jej do musicalu".
    Wiadomym jest, że do tygodnia po takim upadku pozostawanie nieprzytomnym pozostaje normą, niezależnie od tego, czy są jakiekolwiek inne zaburzenia czy nie. - Powtórzenie "pozostawać".
    wszelkie odstępstwa od normy, nie wróżą nic dobrego. - Bez przecinka.
    Ogólnie rozdział bardzo mi się podobał, mam nadzieję, że w następnym będzie coś więcej o tym konflikcie z Ginny i oczywiście coś z tym dochodzeniem w sprawie Albusa.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie na nowy rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i za wypisanie uwag, jutro poprawie błędy :). Na temat zdrady Ginny w przyszłym rozdziale nic nie beddir (to raczej dość poważne nawet dla ludzi innych niz Lily :D),ale sprawa Albusa bedzie przewijać sie wlascwie w każdym lub prawie każdym poście ;) i to o wiele mocniej niz w tym rozdziale. A czarnoksięstwo jest po prostu dość... niecodzienne w tym przypadku ;).
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Z Albusem tak właśnie myślałam, że w każdym rozdziale coś tam będzie wspomniane i że zagadka będzie się powoli rozwijać, więc to tylko taka ogólna uwaga była. :) Ale racja, różowe stopy faktycznie zwiastują pewną... niecodzienność.
      Hah, tak mi przez myśl przeszło, że może Ginny odwaliła jakiś większy numer. Czyżby Harry miał przejąć ksywkę po swoim ojcu? ;)
      Pozdrawiam i zdrówka życzę. :)

      Usuń
    3. mo wiem, ze za duzo kryminału jeszcze nie było :D:D haha :D nic nie powiem :P

      Usuń
  12. Albus ;o Gdy pytalas wczesniej, co sadzimy jako czytelnicy o wątku kryminalnym miałam duuuużo myśli. Nie przyszło mi jednak do głowy, że może chodzi o wypadek Albusa, że to wcale nie było przypadkowe, że jego stan nie jest jedynie wynikiem wypadku. Trochę to przerażające, zwłaszcza że... Aż boję się myśleć, kto może być zły, skoro wszystkich tak bardzo tu lubię.
    Harry <3 Fajnie, że odwiedził syna. W sensie, że szkoda w takich akurat okolicznościach dosyć smutnych się pojawił w Hogwarcie, ale mimo to wyjątkowo fajnie o nim poczytać (a nawet się uśmiechnąć, czytając o dorosłym Harry'm chociaż przecież nie ma w tym nic wesołego.)
    Lily... Jej, przez moment czytając ten rozdział miałam wrażenie, że to początek zmian, że Lily teraz gwałtownie się zmieni. No ale jednak takie rzeczy to tylko w bajkach wiadomo, że ludzki charakter nie zmienia się z dnia na dzień. Na początek niech Lily zacznie być ze sobą szczera w związku ze swoimi uczuciami. Plus widać, że Lily to tak naprawdę bardzo wrażliwa osoba. Nikt tego nie widzi. A może nie chcą dostrzec? Wszyscy dostrzegają to, co się wydaje oczywiste, że Lily jest psykata, chamska, że rani innych. Nikt nie widzi wrażliwej Lily. A ja skrycie trzymam kciuki, aby pierwszą osobą, która to odkryje był Oliver. Bo ta dwójka...
    ... zdecydowanie by do siebie pasowała. Plus Cond, ja wiem, że ty masz tu całe nagromadzenie wątków, ale kiedy usłyszymy coś więcej o przeszłości Olivera? Bo zaciekawiłaś mnie :D Jak był list od przyjaciół Olivera z Francji wszystko sugerowało, że jego odejście z tamtej szkoły, szkolny wróg i dziewczyna - w tym musi się tkwić jakaś większa historia.
    Nie lubię Hugona.. Rozumiem ze cierpi, ale hello, powinien dostrzec, ze wszystkim cięzko, że jak się czegoś chce to trzeba walczyć jak o Helenę, a nie fochać się na ludzi i los, że istnieje niesprawiedliwość. Trzeba brać życie jak byka za rogi. I nigdy się nie poddawać

    Ciekawa jestem, co będzie w następnym. Czy ruszą przygotowania do musicalu? A może Rose i Frank bliżej się poznaja? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkich lubisz? Ooo xD Hugona chyba nie xD ale to nie on :D:D to ktoś inny :P
      trudno było to dostrzec w Lily, jak sama Lily tego nie dostrzegała :d zreszta charakter nie zmieni sie jej ot tak, ona nigdy nie bedzie milutka :D ale z pewnoscia nie bedzie taka, jak byla
      O przyszlosci Oliviera najwczesniej bedzie chyba na swieta co nieco :D jak chlopak pojedzie do Francji.
      A w nastpenym poscie sprawa pietnastolatkow ruszy, bo juz sie za bardz wszyscy mecza :d ale nie rozwiaze sie do konca
      Musical - próba - bedzie w rozdziale dwudziestym czwartym, podejrzewam ;p aFrank i Rose... skomplikowana sprawa :D

      Usuń
    2. Dobra, lubię wszystkich poza Hugonem, co do którego mam mieszane uczucia :P Ale to on akurat sam jest sobie winny w tym przypadku, ze nie mogę go lubić. Gdyby się postara, to obiecuję, że nawet i jego polubię :D
      To zrób Rose i Franka mało skomplikowaną sprawę, nie komplikuj ich nastoletniego życia :P'
      W ogóle uwielbiam w Niezależności, że to cały świat pełen barw, a każda postać ma tyle do powiedzenia.

      Usuń
    3. to może go polubisz, bo już w następnym rozdziale robi coś, co można uznać za działanie :p
      Nie, co Ty, nie mogę zrobić z Rose i Franka mało skomplikowanej sprawy, za bardzo ich lubię :D
      kurczę, ostatnie zdanie to jeden z najlepszych komplementów, jakie otrzymałam o tym opowiadaniu. Nie wiem, czy świat faktycznie ma aż tyle barw w tej historii, a co do bohaterów, to staram się, żeby tak było ;)

      Usuń
    4. To czekam w takim razie z niecierpliwością na następny rozdział i działającego Hugona :D Plus szczerze mam nadzieję, że niedługo pogoda się też z Olivierem, bo mam dosyć ich niezgody. Uwielbiam ich bromance :D Trochę przypomina mi ich relacja związek Syriusza i Jamesa.Nie sposób ich nie lubić i czlowiek aż się smuci gdy są pokloceni :/
      To komplikuj Rose i Franka, ale niech będzie ich duuuuzo, najlepiej w każdym rozdziale:P

      Usuń
    5. Ja tez lubię ich bromance, chciałam stworzyć takich przyjaciół-braci :D ich pogodzenie sie bedzie takie...mam nadzieje,ze idealne :p
      Rose będzie w nastepnym rozdziale, ale Franka nie :(

      Usuń
  13. Hej, jestem z komentarzem! :)
    Muszę przyznać, że ten rozdział jest naprawdę interesujący i naprawdę pokazałaś w nim bardzo wiele uczuć... w szczególności podobały mi się te z Lily, bo widać, jak dziewczyna powoli odsuwa od siebie tę zimną dziewczynę, jaką była, i zaczęła dostrzegać konsekwencje swoich czynów. Jak bardzo zraniła poniektórych... I odważyła się w końcu przełamać i przeprosić Hugona za swoje zachowanie. Chłopak jednak jest nieugięty, co się dziwię - będzie musiała się nieco postarać, by ponownie zdobyć zaufanie kuzyna. I Oliver ma rację - chyba będzie musiała najpierw przeprosić Helenę. Scena, jak Lily poddaje się i płaczę na korytarzu bardzo mnie wzruszyła... najbardziej ujmujący fragment rozdziału.

    Ach, niepokoję się stanem Albusa coraz to bardziej! Czarna Magia? Ojeja, co się tutaj szykuje :(

    I końcówka... "– Tak – odpowiedział Harry, przełykając głośno ślinę i czując się niemal tak samo bezbronnie jak wtedy, gdy patrzył na Syriusza wpadającego za Zasłonę Dusz." - Wspomnienia wróciły, ach! :(

    Ciekawa jestem ciąg dalszego...

    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) cieszę się, że rozdział Ci sie podobal, szczegolnie za slowa na temat szceny, w ktorej Lily osunęła się po ścianie - chciałam wywrzeć taki efekt. Olivier nie jest glupi i nawet Lily w jakis sposób to doceni ;p A co do Albusa niestety jest czym się niepokoić. Zła jest autorka dla niego, oj zła :D xD
      A co do koncowki: moj Syriuszek :(:(

      Usuń
  14. Ojej, rozdział publikowany był w święta, a ja czytam go przed walentynkami. Jestem cholernie spóźniony. Trudno, jesteś zmuszona mi to wybaczyć xD
    Szczerze, to wolę jak uczucia wplatane są w jakieś wydarzenia i akcje, a nie jak jest taki przerost formy nad treść i jak wieloma zdaniami mówi się w każdym praktycznie o tym samym i naprowadza czytelnika dokładnie na to samo. Nigdy nie rozumiałem takiego zabiegu.
    Co do Lil to widać rozpieszczona smarkula co zawsze chciała być oczkiem w głowie i błyszczeć na tle wszystkim. Ani trochę ten rozdział nie sprawił, że ją zrozumiałem i polubiłem. Jest dokładnie tak samo jak było wcześniej, choć rozumiem, że posiadanie popularnych rodziców może być uciążliwe, ale życie każdego jest uciążliwe, tyle tylko, że na różne sposoby, zwykle zupełnie odmienne.
    Co zaś tyczy się Harrego to tego nigdy nie lubiłem i po obejrzeniu filmów (dzieciaki mnie zmusiły) opowieść uważam za banalną, bo wszyscy przeżyli. Powinni chociaż Hermione uśmiercić, albo kogoś takiego, a nie... happy end.
    Pytanie dlaczego rozebrano Albusa, ale bieliznę mu pozostawili? Czy na pośladku nie mógł mieć np jakieś oznaki czarnej magii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja b. lubię takie zabiegi, co widac zdecydowanie w tym opowiadaniu; choc staram sie, zeby było tez ppkazane co nieco w akcji, bo mimo wszystko to bardziej wciągająca forma-nawet dla mnie, a wiec i pewnie dla większości.
      Lily to nastolatka, nie była nigdy ukształtowana, za to wiele grała. i nadal bedzie, mysle, ze to postac, ktora wzbudzać moze rożne uczucia.
      To prawda; b.nie lubiłam zakończenia HP, Harry nawet nie musiał wypowiedzieć zaklęcia umierającego, zeby zabić Voldemorta. Ja rozumiem,ze w zalozeniu głównymi odbiorcami były dzieci i młodzież, niemniej to zakonczenie było zbyt małe realistyczne w swoim optymizmie. Krwawa jatka byłaby przegięciem w druga strone.
      Z Albusem bardzo słuszna uwaga, zobaczymy, co bedzie z tego pozniej.

      Usuń
  15. Cześć!
    Nareszcie mogłam sobie pozwolić na zupełny powrót do czytania opowiadań i jestem naprawdę szczęśliwa, bo myślami wciąż byłam tutaj, ale jednak siła wyższa w postaci nauki miała pierwszeństwo.
    Niemniej jednak, właśnie po tym rozdziale naszła mnie refleksja odnośnie jednej sprawy, czyli pojawiła się odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat to opowiadanie jest moim ulubionym jeśli chodzi o wszelkie z tematyki potterowskiej i nie zamieniłabym go na żadne inne, a wierz mi, kilka sporych przeczytałam z ogromnego sentymentu do książek, które kocham całym sercem. Po prostu Twoje opowiadanie nie wywraca całego świata stworzonego przez Rowling do góry nogami w ten negatywny sposób i strasznie mnie to satysfakcjonuje. W prawie każdym, które do tej pory czytałam lub zaczęłam czytać małżeństwo Ginny i Harry'ego się rozpadało, albo w ogóle do niego nie dochodziło, Hermiona nie miała najmniejszego prawa być z Ronem, Ron zawsze był tym złym, tym nieakceptowalnym albo po prostu uśmiercanym, przyjaźń trójki bohaterów, która kreowała się przez tyle lat na naszych oczach zostaje najczęściej tak spłycona, że aż serce boli, bo jednak jest to spory kawał naszego życia (tu akurat mówię stricte za siebie). A u Ciebie jest zupełnie inaczej, i to cenię chyba najbardziej, bo trzymając się tak realnie wykreowanych przez autorkę, budujesz swój świat i historie zupełnie innych postaci, ale dzięki temu jest to tak wiarygodne - jak wiarygodna mogłaby być właśnie przyszłość dzieci Pottera, Weasley'a i Granger. Wiem, że trochę odbiegam od tematu, ale chciałam sie podzielić moimi odczuciami, bo naprawdę ciężko znaleźć i na blogspocie, i na wattpadzie takie opowiadanie.
    Co do samego rozdziału, mnie opisy nie przeszkadzają, ale tu było ich naprawdę sporo. Nie czytało się jednak ciężko, bo lubię te części z perspektywy Lily, jest bohaterką, którą naprawdę chcę poznać. I tu chciałabym jeszcze zaznaczyć, że Twoje opowiadanie może być przykładem, jak porządnie zbudować podstawę dla bohatera - mówię o Lily Potter, którą właśnie tutaj w rozdziale przybliżasz nam bardziej. I dowiadujemy się, jakie były podstawy jej zachowania, co wydarzyło się w przeszłości - dalszej i bliższej, co wpłynęło na jej rozwój, dojrzewanie, co zmusiło do takich, nie innych zachowań, wyborów itd. Wierz mi, nikt, a przynajmniej większość osób nie zadaje sobie trudu, by tak zagłębiać się w postać i przedstawić nam ją tak realnie, że uwierzymy w jej istnienie, a przynajmniej w sposobność jej potencjalnego istnienia. Super, naprawdę jestem pod wrażeniem i już wiem od kogo będę się uczyć. Zazwyczaj wygląda to bardzo prosto. Bohater/bohaterka jest zła, bo tak. Jest wredna, bo tak. Jest miła, perfekcyjna, ambitna, idealna, bo tak. Bo taki kaprys miał autor. I szczerze mówiąc, niewiele z nas tak naprawdę zdaje sobie sprawę, jak ważne jest stworzenie nie tylko postaci tu i teraz, ale także wcześniej - historii, przeszłości, któa przecież ukształtowała teraźniejszość i ma tak ogromny wpływ na przyszłość.
    I to jest może ten błąd, który trzeba wyeliminować, by napisać coś naprawdę dobrego. Pomyślę o tym na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co więcej, przyznam, że scena Lily&Hugo nawet chwyciła mnie nieco za serce, bo naprawdę lubię te postacie i bardzo chcę, by w końcu sytuacja między nimi się rozjaśniła. Wiem, ze tak się stanie, no nie mają innego wyjścia, ale myślę, że jeszcze sporo przed nimi. I z jednej strony chciałabym, żeby Lily przybrała nieco inna drogę w swoim postępowaniu, bo czasem naprawdę przesadza, ALE! nie aż tak bardzo. Bo jeśli wyczyścimy z niej wszelkie cechy, które nas irytują, to już nie będzie ta sama osoba, ta sama postać, którą stworzyłaś. O to chyba chodzi w przyjaźni, by akceptować wszystkie cechy, może nie popierać, ale przynajmniej tolerować. Bo to one tworzą osobę, i tak jak zaznaczyłam powyżej - skądś się biorą. A u Lily widzimy coraz mocniej, że jej gonienie za podziwem ze strony innych i perfekcją nie jest bezpodstawne, że to życie tak ją pokierowało. I właśnie to jest piękne.
      Achh, scena z Harrym też mocno przypadła mi do gustu, bo ja naprawdę uwielbiałam tego bohatera przez wszystkie lata, gdy pojawiały się nowe części książek, a teraz on tu jest i aż się uśmiechnęłam leciutko. Fajnie, naprawdę.
      I jeszcze jedna myśl, która nasunęła mi się po dzisiejszym wejściu na bloga - szablon. Jest BOSKI. Po prostu mi oczy się świecą z podziwu, jest tu tak przyjemnie i uroczo teraz, aż chce się wchodzić. Nie żeby wcześniej tak nie było - tamten też coś w sobie miał, bo ja lubię takie proste szablony, gdzie możesz się skupić na tekście i treści, a nie na ogromnych, jaskrawych nagłówkach, gdzie na tym zazwyczaj wow się kończy. Ale ten ma w sobie tę iskierkę, która naprawdę przyciąga. Jest super.
      Wybacz za przydługi wywód, głównie odstający od tematu samego rozdziału, ale po powrocie musiałam się trochę wygadać. Jutro biorę się za następny rozdział, więc do napisania.

      AA.

      Usuń
    2. AA., wspaniale Cię widać. Stęskniłam się za Tobą. Ja uwielbiam Twoje komentarze, a przemyślenia to już w ogóle. nie spodziewałam się aż tak miłych słów. juz pierwszy akapit rozwalił mnie na łopatki, ale jak napisałaś, że chcesz się ode mnie uczyć tworzenia bohaterów, to juz kompletnie... jest mi niesamowicie miło, że tak uważasz. Nie sądzę, żebyś musiała się ode mnie uczyć w kwestiach pisania, OK, na Lily przede wszystkim ćwiczę zmianę bohatera, ale chyba jednak jest to zbyt przegadane :P tak już lubię to robić :D:D a co do pierwszej częsci: uważam, że większość autorów ma kompletnie gdzieś tę przyjaźń, którą stworzyła Rowling, co mnie denerwuje i chce walczyć o to choćby na moim malym poletku. Wydaje mi się, że i tak nie jest idealnie w kwestii doroslych bohaterów znanych z sagi jako nastolatkowie, bo jednak Ginny i Harry mają tutaj spoooro problemów w swojej relacji. ale cóż, tak musi być :D:D tak apropos tego, jak autor chce, żeby było, jak mu się podoba :D
      Lily oczywiście ma pewne cechy charakteru takie, a nie inne, i nigdy nie nędzie potulnym króliczkiem, niemniej zaczyma dostrzegać pewne błędy w swoim postrzeganiu rzeczywistości oraz bliskich osób.
      Też uważam,ze szablon jest świetny, to zasługa Dusi jak zwykle zresztą :D a jeśli chodzi o posty, to dzis wstawię 24. ;)

      Usuń
  16. Świetnie, że dostaliśmy tutaj cały fragment poświęcony Lily i jej przemyśleniom. Bo to naprawdę wiele rozjaśniło. Chociaż nadal szczegóły pozostają niewyjaśnione – och te tajemnicze zdrady!
    Cóż, gdzieś tam jasne było, że taka Lily powstawała krok po kroku. Doprawdy, do czegóż to musiało dojść, żeby Lily zaatakowały wyrzuty sumienia i żeby zapragnęła ludzi przepraszać i się z nimi godzić. Dobrze wiedzieć, że Lily do końca nie wyzbyła się uczuć. Że nie jest taką szmacianą lalką, która brnie do przodu bez emocji. Cóż, do tej pory można było to podejrzewać, ale ten fragment pokazał, że to nie tyle podejrzenia, co zwykła prawda. Oczywiście, to jasne – nic nie stanie się od razu. Lily być może uświadomiła sobie, że nie zawsze oceniała sytuacje należycie, że tak naprawdę zależy jej na Hugosiu, ale to nie poprowadzi od razu do tego, że wszystko nagle się zmieni. Nie, Lily nie porzuci tak łatwo tej swojej broni, tego wypracowanego, układanego cegiełka po cegiełce muru z lodu. Ale być może przestanie brnąć w to dalej. I krok po kroku uporządkuje swój świat, zaczynając choćby od unormowania swych stosunków z Hugosiem. Bo choć Hugoś teraz zdaje się zupełnie nie chcieć jej znać, to jednak to Hugoś, on jest dobry i prędzej czy później się z nią pogodzi, nawet pomimo że aż tak okropnie go zraniła. Przykre, że trzeba było aż wypadku Albusa, by takie rzeczy u Lily się zadziały. Ale tak to chyba działa, że kiedy wszystko się wali – kiedy Lily została bez Hugosia, z nieprzytomnym Albusem, bez roli w musicalu, za to z całym mnóstwem koszmarów i wspomnień własnych okrucieństw, coś musiało w jej myśleniu przeskoczyć. Ciekawa jestem, jak dalej to się potoczy. Jak Lily upora się z tym bałaganem, jak to rozegra.
    No nie powiem, z tą czarną magią nieźle mnie zaskoczyłaś. Niebywała, że biedny Albus musiał akurat zostać potraktowany w taki sposób.
    Hmmm… Ja właściwie od pewnego momentu nie przepadałam za bardzo za Harrym. Trochę wstyd się przyznać, ale zaczęłam postrzegać go jako strasznego farciarza, okropnie zaślepionego wizją walki z Voldziem. Dlatego dziwnie się poczułam, gdy zawitał on i tutaj. Trochę bałam się tego, jaki on będzie i czy przypadkiem nie wzbudzi we mnie ogromnej niechęci, ale nie, nic takiego się nie wydarzyło. Własciwie ta scena z nim przy Albusie wydała mi się taka smutna, a Harry taki bezradny, zmęczony. Znamienne jest też to, że nie było z nim Ginny. Ciekawe, czy to sugeruje, że między Potterami nie układa się najlepiej :O
    Okej, lecę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZiękuję za komentarz. sprawę Lily chcę przedstawić dokładnie tak, jak to ujęłaś, co łatwe nie bedzie, ale postaram sie, jak potrafię :P chcę, żeby to było przekonujące. A Hugoś... cóż,masz rację, to dobry człowiek :D
      No, ja tez nie przepadam za samym Harrym. Za Ginnydo końca też nie :P no i może dlatego tak im nabroiłam w tym małżeństwie. jest powód, dla którego Lily tak nie cierpi matki...

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. "Można by pomyśleć, że perspektywa SUMów" - a nie SUM-ów?

    Nie wierzę, że aż tyle czasu mnie tu nie było! ;O Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, że nie skomentowałam jeszcze postu z grudnia! Najwidoczniej moja blogowa przerwa trwała o wiele dłużej niż sądziłam. Ale chyba już wracam. Małymi kroczkami, ale jednak:D

    Rzeczywiście rozdział był mocno opisowy i jeszcze bardziej uczuciowy. Jeśli chodzi o postać Lily, to podoba mi się sposób w jaki pokazujesz jej przemianę. To zachodzi stopniowo, ma swoje uzasadnienie i wygląda bardzo naturalnie. Nie popadła od razu ze skrajności w skrajność. Nie stała się nagle super wrażliwa, kochająca i troskliwa. Zaczyna żałować swojego zachowania, widzi swoje błędy, a z drugiej strony nie zamierza nagle rzucac się każdemu w ramiona i przepraszać za to jaka była. Mam wrażenie, że jeszcze nie raz pokaże nam swoje stare, wredne oblicze, bo nie sądze, żeby ta zmiana była taka calkowita. Nie mamy do czynienia z nową Lily. To nadal ta sama osoba, tylko myśląca troszkę inaczej. I wydaje mi się, że jest to spowodowane tym wypadkiem Albusa. Dopiero gdy wiemy, że możemy kogoś stracić, bardziej tę osobę doceniamy. Wątpię, że zdobyłaby się na takie rozważania, gdyby wszyscy byli piękni i zdrowi;D To był chyba taki impuls, by na niektóre sprawy spojrzeć inaczej.
    Podobały mi się też te wspomnienia z jej przeszłości, chociaż czasem miałam wrażenie, że jest tego za dużo. Jakby nie patrzeć ten rozdział był naprawdę mocno opisowy i w niektorych momentach czulam już taką wewnętrzną potrzebę, by oderwać się od tego słupa tekstu i poczytać o jakimś zwrocie akcji albo dialogu. Ale rozumiem, że kiedyś w końcu trzeba było powiedzieć coś o przeszłości bohaterki.
    Ciekawi mnie ten wątek kryminalny;D Wreszcie coś się zaczyna dziać (coś innego niż zawirowania w relacjach bohaterów) i nie ukrywam, że bardzo czekam jak to się rozwinie ;)

    Niebawem przybędę z następnymi komentarzami.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz:) czas bardzo szybko leci, kiedy ja pisałam ten rozdział-nawet nie pamietam ^^.
      Ten post musiał byc jeszcze bardziej opisowy niz większośc, wiec sie nie dziwie tym odczuciom ;) ale teraz bedzie coraz wiecej akcji, i to wlasnie związanej ze sprawa Albusa :D Przemiana Lily ma byc w zamierzeniu prawdopodobna, wiec ciesze sie, ze odbierasz ją w taki, a nie inny sposob ;).
      Co do zapisu skrótu SUMY, musze sprawdzic, jak to zapisują w książkach. Czy przez analogie do "SMS-ów", czy nie. Ale chyba nie.

      Usuń
  19. Nareszcie jakieś przemyślenia Lily! Nawet mi się szkoda jej zrobiło, choć wydaje mi się, że jej przemiana zachodzi odrobinę za szybko. Ciekawią mnie te wszystkie Zdrady... Mam wrażenie, że chodzi o coś błahego, za co normalna osoba trochę by się poobrażała i wybaczyła, ale Lily oczywiście musiała zrobić z tego wielką aferę :D
    W sumie dobrze, że Hugo jej jeszcze nie wybaczył. Niech sobie jeszcze dziewczyna pocierpi :D
    Biedny Albus, nie ma łatwo w tym opowiadaniu. Z drugiej strony - kto ma? ;)

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, ja juz sama nie wiem, nie chciałam; zeby było za szybko... ale wydaje mi sie, ze juz sporo wydarzeń mogło wpłynąć na Lily w taki sposob, zeby sie zaczęła ogarniac. A Hugo jest na nią niesamowicie zły wciąż :D
      Albus ma najgorzej

      Usuń