wtorek, 25 października 2016

Rozdział dwudziesty: Masochizm

Była głodna.
Szła szybko opustoszałym, pogrążonym w ponurym półmroku korytarzem. Wiedziała, że znajduje się w Hogwarcie, pomimo że ściany zostały ogołocone z portretów, znajome zbroje zniknęły, a przeraźliwe zimno przenikało do szpiku kości. Niezależnie od otoczenia jej nogi wiedziały, gdzie iść. A może to był żołądek?
W końcu była głodna.
Tak głodna jak jeszcze nigdy w życiu. Tak głodna, że zaczęła biec. Wydawało jej się – pomimo braku jakichkolwiek wskazówek – że udając się w prawo, powinna dotrzeć do schodów prowadzących do Wielkiej Sali, lecz zupełnie niespodziewanie korytarz zakręcił łagodnym łukiem, a ona znalazła się przed ogromnymi, dwuskrzydłowymi drzwiami stanowiącymi cel jej wędrówki.
Bez zastanowienia pchnęła je mocno, a do jej nozdrzy dotarł aromatyczny zapach niezliczonej ilości różnego rodzaju potraw znajdujących się na pięciu długich stołach. Wielka Sala w przeciwieństwie do korytarza była zarówno ciepła, jak i oświetlona, ale podobnie do niego – całkowicie opustoszała. Lily to jednak nie przeszkadzało.
Patrząc na smakowicie wyglądające dania, czuła coraz większy głód.
Dopadła do najbliżej stojącego stołu, przy którym zazwyczaj siadali uczniowie Hufflepuffu, przeskoczyła ławę i, całkowicie zignorowawszy sztućce, wyciągnęła ręce w kierunku ogromnej pieczeni. Nie udało jej się osiągnąć celu. Jej palce zatrzymały się kilka milimetrów przed nim, jakby zatrzymane przez niewidzialną barierę. Zdezorientowana Krukonka ponowiła próbę, lecz bez rezultatu. Coraz bardziej zaskoczona sięgała po kolejne potrawy czy napoje, ale żadnego z nich nie mogła dotknąć. Intensywne zapachy dochodzące do jej nozdrzy tylko potęgowały zarówno głód, jak i frustrację.
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie? – Usłyszała nagle niby znajomy, lecz wyjątkowo obojętny, wręcz mechaniczny głos za swoimi plecami i gwałtownie odwróciła się w kierunku przybysza.
Hugo usiadł po jej prawej stronie, lecz nawet na nią nie spojrzał. Jego lewy profil, który powinna przecież dobrze widzieć, był zasnuty dziwnego rodzaju mgłą; nie mogła dostrzec szczegółów jego twarzy. Weasley sięgnął w kierunku puddingu czekoladowego, a chwilę potem zajadał się nim ze smakiem. 
Lily patrzyła na niego niczym spetryfikowana. Gdy otrząsnęła się z szoku, również wyciągnęła rękę po pudding, ale ponownie trafiła na niewidzialną barierę.
– Jak to zrobiłeś?
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie? – powtórzył chłopak tak samo wypranym z wszelkich emocji tonem co wcześniej.
– Mógłbyś dać mi spróbować? – zapytała Lily, wskazując na pudding i czując, jak do oczu napływają jej łzy.
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie?
– Hugo, czemu cały czas mówisz to samo?
– Bo to prawda – odpowiedział jej Olivier, który nagle zmaterializował się po lewej stronie dziewczyny, i nałożył sobie na talerz cztery pięknie pachnące naleśniki jagodowe.
Lily tym razem popatrzyła na niego, a zdziwienie, które odczuwała, stawało się coraz większe; choć nawet w połowie nie przypominało niemal paraliżującego głodu, jaki ją nękał.  Nie czuła żadnych innych emocji, jakby została kompletnie pozbawiona zdolności ich odczuwania.
Tylko głód i zdziwienie.
Zdziwienie i głód.
– O czym mówisz? – zapytała, aby zaspokoić przynajmniej jedno z nich.
– Nie wiesz? Nie pamiętasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nie przestając nawet na chwilę jeść ani nie obrzucając jej choćby najkrótszym spojrzeniem.
– Co mam pamiętać?
– Chyba naprawdę musi być z tobą coś nie tak, skoro rozmawiasz ze mną w taki sposób – odparł Olivier, zjadł ostatni kęs naleśnika i nałożył sobie spaghetti carbonara. Wszystko, co mówił, wypowiadał beznamiętnym, mechanicznym tonem; dokładnie tak jak Hugo.
– Dlaczego tak dziwnie jesz? – zapytała Lily, kompletnie ignorując dziwny komentarz Oliviera. Skupiła całą uwagę na makaronie, który chłopak pałaszował z zawrotnym, nieprawdopodobnym wręcz tempem.
– Bo mogę. Nigdy nie byłem tak głodny – odparł zdawkowo Janvier, wycierając twarz serwetką, a następnie dokładając na brudny talerz szarlotkę pachnącą cynamonem.
– Dasz mi kawałek? Czegokolwiek?! – zapytała błagalnym tonem Lily.
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie? – Usłyszała z prawej strony głos Hugona.
Zrezygnowana spojrzała na Weasleya, który zajadał się właśnie jednocześnie zupą owocową i sushi. Jakże mu zazdrościła! Doskonale widziała, jak jedzenie, które miał na talerzu, znikało w zawrotnym tempie a mimo to…
– Dlaczego nie widzę jego twarzy? – zapytała Janviera, nie odwracając wzroku od Weasleya. – Dlaczego cały czas zadaję pytania…? Olivier, czy mógłbyś dać mi trochę jedzenia?
– Hugo nie chce z tłobą łozmawiać – odparł Janvier z pełnymi ustami. Tym razem jadł potrawkę warzywną z kurczakiem.
– Czy dasz mi jedzenie?
– Cały czas zadajesz pytania.
– A czy mogę przestać?
– Najwyraźniej nie – odpowiedział obojętnie.
Lily nie czuła wobec niego złości, choć wydawało jej się, że powinna. Tak samo jak powinna, być może, interesować się tym, co miał na myśli, mówiąc, że Rozmawiała z nim w taki sposób. Ale ona była jedynie – a może aż – głodna, dlatego zapytała:
– Czy dasz mi kawałek łososia, Olivierze?
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie? – Usłyszała ponowie z prawej strony, ale tym razem nie odwróciła się w stronę Hugona.
Zrobiła to dopiero wtedy, gdy na ramieniu poczuła bolesny uścisk. Zwróciła głowę w kierunku kuzyna, a jej spojrzenie padło nie na znajome, błękitne tęczówki, lecz na ziejące pustką oczodoły.
Krzyknęła głośno, podskakując wysoko na ławie, jednak ręka Weasleya nawet nie drgnęła. Dziewczyna próbowała się odsunąć, ale Olivier ją zablokował. Serce Lily biło jak szalone, ledwo mogła złapać powietrze. Wpatrywała się w okaleczoną twarz Hugona i mimo że pragnęła odwrócić wzrok, coś ją blokowało.
– Dlaczego…?
– Bo nie chce z tobą rozmawiać?
– Ale dlaczego?! – jęknęła Lily, czując, jak fizyczny ból z prawego ramienia obejmuje całe jej ciało.
Zniknął gdzieś głód, zniknęło zaskoczenie, zniknął strach.
Pozostał tylko rozdzierający ból.
– Hugo, czy mógłbyś mnie puścić?! – krzyknęła, wciąż wpatrując się w kuzyna. Chciała dodać, że jego uścisk ją rani, lecz słowa nie potrafiły opuścić jej ust.
– Nie może cię puścić – stwierdził beznamiętnie Olivier. – A ja nie mogę dać ci jedzenia.
– Dlaczego?
– Bo nie użyłaś słowa proszę. Nie umiesz prosić – poinformował ją Janvier tak, jakby mówił o pogodzie za oknem.
Chciała odpowiedzieć, ale nie zadałaby pytania, więc nie mogła.
Wciąż nie mogła także oderwać spojrzenia od przerażającej twarzy Hugona. Nie mogła ani obetrzeć łez cieknących jej po policzkach, ani strząsnąć ręki Weasleya. Nie mogła w ogóle się poruszyć.
Zupełnie niespodziewanie Hugo zabrał rękę, odwrócił się od niej i wrócił do konsumpcji nałożonej na talerz sałatki z tofu.
To jednak nic nie zmieniło. Ból, który odczuwała Lily, zamiast mniejszego stawał się coraz większy. Odnosiła wrażenie, że każda komórka jej ciała płonie. Nie czuła już aromatycznych zapachów, tylko odór własnego potu przesiąkniętego strachem. Nie słyszała już dźwięku sztućców, a jedynie wwiercający się w czaszkę, denerwujący szum. Nie widziała już nic prócz powiększającej się przed jej oczami białej, gęstej mgły.
– Co się dzieje…? – zdołała wykrztusić. – Co się ze mną dzieje? Dlaczego ja?!
– Bo zasłużyłaś – odpowiedziała Rose.
Lily zdołała nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć siedzącą naprzeciwko kuzynkę, która jadła tortillę, maczając ją w jakiejś zupie. Jednak pozbycie się szumu i mgły wcale nie poprawiały samopoczucia Potter, ponieważ ból – co wydawało się niemożliwe – z sekundy na sekundę przybierał na sile. Dziewczyna nigdy nie odczuła na własnej skórze skutków Cruciatusa, lecz była przekonana, że musiały być podobne.
– Co ja zrobiłam, żeby tak cierpieć?! – krzyknęła ze łzami w oczach. – Dlaczego nic nie pamiętam?! Dlaczego nie mogę poprosić?!
– Nie umiesz prosić – odparł Olivier.
– Rose, co się dzieje?! – jęknęła Lily ostatkiem sił.
– Albus miał wypadek – odpowiedziała obojętnie Weasley, przełykając ogromny kęs tortilli i popijając go sokiem pomarańczowym. Mimo że Gryfonka siedziała dokładnie naprzeciwko Lily, ani razu na nią nie spojrzała.
– Jak to wypadek?! Co mu się stało?! To moja wina?!
– Nie, ale możesz już nigdy nie mieć szansy go przeprosić – zauważyła Rose, nawet na chwilę nie przestając jeść.
– Za co? – Głos Lily niebezpiecznie zbliżał się do pisku, zaś po policzkach spływały rzęsiste, słone łzy, których nie nadążała już połykać.
– Za to, co robisz – odparła kuzynka mechanicznym tonem. – Ale ty nie umiesz przepraszać.
– O co w tym wszystkim chodzi?! – krzyknęła rozdzierająco Potter, rozglądając się po wciąż zajadających się towarzyszach, którzy cały czas pozostawali zupełnie nieczuli na stan, w jakim się znajdowała.
W odpowiedzi usłyszała trzy, równolegle wypowiedziane i dobrze jej znane zdania:
– Chyba nie sądzisz, że zasługujesz na jedzenie?
­– Nie umiesz prosić.
– Ale ty nie umiesz przepraszać.
– A czy umiem dziękować? – zapytała w przestrzeń, lecz w tym samym momencie wszystko wokół niej spowiła nieprzenikniona czerń.
Lily Luna Potter usiadła gwałtownie na łóżku, podpierając się z tyłu rękami i łapiąc zachłannie powietrze. Potrafiła dokładnie odtworzyć cały sen, podobnie zresztą jak każdy, który przyśnił jej się w ciągu ostatnich kilku dni. W przeciwieństwie do rzeczywistości z koszmarów pamiętała też niestety wszystko, co się wtedy wydarzyło.
Gdy po czasie wydającym się wiecznością jej serce nieco się uspokoiło, a oddech trochę unormował, ukryła twarz w dłoniach, po raz pierwszy od dawna modląc się o łzy. Ale te, w przeciwieństwie do rzeczywistości ze snu, uparcie nie dawały jej ukojenia.

Zmęczenie, które odczuwała, nie wróżyło nic dobrego. Szczególnie że był dopiero poniedziałkowy wieczór, a ona z racji tego, że właśnie ćwiczyła z Olivierem transmutację, powinna jako nauczycielka pozostawać wyjątkowo skupiona.
Na korepetycje, a właściwie zajęcia doszkalające, przeznaczyli jak zwykle jedną z opuszczonych sal na pierwszym piętrze. Kilka minut temu Helena poprosiła Janviera o przeczytanie fragmentu z podręcznika, a następnie rzucenie odpowiedniego zaklęcia na krzesło, które postawiła pomiędzy nimi na ławce, sama zaś po raz kolejny zaczęła analizować siebie.
Nieustannie zastanawiała się, jak wiele z jej stanem ma wspólnego choroba, a jak wiele to, co wydarzyło się ostatnio. Od kłótni wywołanej przez Lily Smith nie mogła dojść do siebie. To, jakimi słowami określiła ją Potter, stanowiło dla niej najmniejsze zmartwienie. Mimo że nienawiść dawnej przyjaciółki nadal w jakiś sposób bolała, zdołała się już do niej przyzwyczaić. To nie było nic nowego.
Ale to, jak Lily potraktowała Hugona, oraz to, czego Helena się dowiedziała, już tak. Potter miała czelność obrazić najbliższą sobie osobę w szkole, osobę, która zdaniem Smith była jednocześnie najbardziej… ludzka, najlepsza w całym Hogwarcie. Na samą myśl zalewała ją tak silna fala złości, że nie poznawała samej siebie. Dodatkowo wiadomość, że osoba ta była w niej – Helenie Smith – zakochana, zmieniła wszystko. Gryfonka nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała wtedy w pokoju wspólnym, i nie mogła uwierzyć w to całkowicie nawet teraz. Uczucia, których doświadczała w związku z nabytą wiedzą, zmieniały się jak w kalejdoskopie.
Gdy tuż po usłyszeniu tych rewelacji patrzyła prosto w oczy Hugona, czuła, jakby czas się zatrzymał, i nic, absolutnie nic więcej. Potem pojawiło się coś bardziej znajomego – skrajne przerażenie. Uciekła z pokoju wspólnego pełnego żądnych sensacji gapiów najszybciej, jak potrafiła, a potem przez cały wieczór odczuwała na przemian trudne do opisania szczęście, niedowierzanie, strach, niepewność, złość oraz rezygnację.
I właściwie niewiele się w tym zakresie zmieniło. Mieszanina tych emocji kotłowała się w niej cały czas, potęgując problemy z koncentracją, jedzeniem i snem. Z dnia na dzień Helena dostrzegała w oczach szkolnej pielęgniarki coraz większą troskę, którą doskonale rozumiała. Leczenie nie pomagało w zlikwidowaniu czy choćby zmniejszeniu jej objawów. Jakże by mogło? Jedynym pocieszeniem było to, że skoro miała jeszcze siłę na tyle uczuć, nie mogła znajdować się w najgorszym stanie…
Za najbardziej wyczerpujące emocje bez wahania uznałaby złość i strach, a za najbardziej sprzeczne ze sobą – niedowierzanie i szczęście, które czasami nie wydawało się jej już tak irracjonalne. Ale zdecydowanie najcięższym do zniesienia była rezygnacja…
– Helena? Hej, wszystko w porządku? – Olivier dotknął jej ramienia i lekko nim potrząsnął. 
Smith, mrugając kilkakrotnie, spojrzała na niego pytająco. Nagle poczuła niemal palący wstyd. Znów to robiła. Znów się zawieszała. Cudem stłumiła ziewnięcie i skupiła wzrok na siedzącym naprzeciwko koledze.
– Tak… W porządku. Widzę, że opanowałeś zaklęcie Minissimus – stwierdziła, wskazując ręką na mieszczącą się w dłoni miniaturkę krzesła. – Możemy przejść do Maxissimusa, którego zastosowania łatwo można się domyślić, ale jest nieco trudniejsze do rzucenia niż Minissimus, ponieważ trzeba wykonać bardziej skomplikowany ruch ręką…
Helena miała już sięgnąć po leżącą na stole różdżkę, jednak Olivier ją ubiegł, tym samym zmuszając dziewczynę do spojrzenia na niego. Na twarzy kolegi Smith zobaczyła troskę, która automatycznie ją zmroziła. Poczuła, jak zimny pot oblewa jej kark. Nie była gotowa na ciężkie rozmowy. Nie była gotowa na jakiekolwiek…
– Martwię się o ciebie – stwierdził miękko, a Helena wbrew sobie uśmiechnęła się lekko. – I nie tylko ja. Hugo umiera ze strachu.
Na ostatnie stwierdzenie dziewczyna poczuła nie wdzięczność, lecz aż za dobrze znany jej lęk. Momentalnie spuściła wzrok i zaczęła wpatrywać się w dłonie, które bezwiednie ze sobą splotła. Przygryzła mocno wargi, postanawiając nie odzywać się tak długo, aż będzie to nieuniknione.
– Dlaczego z nim nie porozmawiasz? – zapytał wprost Olivier.
 Helena zganiła się w duchu za to, co pomyślała. Nie powinna być zła na kogoś, kto wykazuje troskę. Ale ta bezpośredniość była jej tak bardzo nie na rękę… A coraz większe znużenie nic nie ułatwiało. Nie pomagało w myśleniu. Najchętniej położyłaby głowę na ławce i poszła spać. Jednak natarczywe spojrzenie Janviera skutecznie jej to uniemożliwiało.
– Nie musicie się martwić – stwierdziła słabo. – Nie ma potrzeby.
– Nie ma potrzeby? – Olivier z niedowierzaniem uniósł do góry brwi. – Przecież wiesz… że ja wiem. – Głos nieco mu się załamał, wzrok uciekł w okolicę podłogi, a Smith wydawało się nawet, że jego policzki lekko się zaczerwieniły.
Helena nie chciała, żeby Janvier jej współczuł. Nie chciała, żeby ktokolwiek jej współczuł, dlatego postanowiła mu przerwać.
– Jestem leczona, a pierwsza kontrola wypadła… obiecująco – poinformowała go najbardziej obojętnym tonem, na jaki było ją stać. – Nie musisz się tym przejmować.
Olivier ponownie na nią spojrzał; ba – zaczął wpatrywać się w nią jeszcze bardziej intensywnie, a ona krzyczała w duchu, żeby przestał. Po chwili wydającej się Gryfonce nieskończonością chłopak zabrał głos, mówiąc wyjątkowo wolno, jakby starał się jak najdokładniej dobierać słowa:
– To dobrze, Heleno. Ale jak się czujesz? Wydajesz się zmęczona.
– Bo jestem zmęczona – westchnęła zrezygnowana, pocierając skronie. Jego spojrzenie przełamało jej i tak niezbyt mocny mur obronny. Była tak znużona, że nie miała nawet siły zganić za to samej siebie. – Ale nie chodzi tylko o chorobę… – dodała nieuważnie.
– Porozmawiaj z nim – poradził cicho Olivier, bawiąc się różdżką. – Proszę. On jest… Myślę, że oboje tego potrzebujecie.
Helena bardzo pragnęła dowiedzieć się, jaki według Janviera jest Hugo, ale nie potrafiła przełamać swoich obaw. Zamiast tego powiedziała:
– Nie mogę.
Olivier wyprostował się jak struna i odłożył powoli swoją różdżkę na blat. Po zaskoczeniu, jakie pojawiło się na jego twarzy, Smith doszła do wniosku, że po raz pierwszy to jej udało się zadziwić Janviera, a nie odwrotnie, ale nie czuła z tego powodu nawet minimalnej satysfakcji.
Najchętniej po prostu rozpłynęłaby się w powietrzu. Zniknęła jak kamfora.
– Dlaczego? – zapytał chłopak, zanim zdołała zebrać myśli na tyle, aby zapobiec jego dociekaniom.
A może nie chciała tego robić? Może po prostu potrzebowała to komuś powiedzieć? Komuś, kto nie będzie obchodził się z nią jak z jajkiem jak rodzice czy Alex? Nie, żeby Janvier nie wykazywał troski, co właściwie trochę ją zaskakiwało ze względu na jej nasilenie, ale jednocześnie czegoś od niej wymagał. Czegoś od niej chciał. Do czegoś ją zmuszał.
Może więc jest dobrą osobą, żeby…? Helena podjęła decyzję. Zarzuciła długie włosy na plecy i, wziąwszy głęboki oddech, zaczęła:
– Nawet jeśli to, co powiedziała Li… Po… Lily jest prawdą… A właściwie, bez względu na prawdę… To znaczy… – zamilkła, chowając na chwilę twarz w drżących, nienaturalnie bladych dłoniach, aby zebrać myśli. Po chwili zabrała ręce, lecz nie patrzyła na Oliviera, kiedy niemal szeptem powiedziała: – Po prostu… nie mogę od nikogo oczekiwać żadnych zobowiązań ze względu na moją chorobę.
Cisza, która zapadła, wwiercała się boleśnie w uszy Smith i denerwowała ją jeszcze bardziej niż intensywne spojrzenia. W pewnym momencie milczenie Oliviera wydało jej się na tyle długie, że uniosła nieco podbródek i zerknęła na niego. Chłopak wpatrywał się w nią z mieszaniną wielu różnych uczuć, ale nie miała pojęcia, dlaczego jednym z nich wydawało się być rozbawienie.
– Żartujesz, prawda? – zapytał. 
– Oczywiście, że nie.
– Heleno… – westchnął Olivier, a następnie zaczerpnął dużo powietrza i powiedział: – Chyba nie potrafiłbym nawet wymienić, jak wiele teorii snuje od kilku dni Hugo. Jak dużo czasu musieliśmy spędzić, żeby przekonać go, że to, co się stało, czyli że dowiedziałaś się o jego uczuciach, nie jest końcem świata. Ale to mniejszy problem. Większy polega na tym, że zamartwia się tobą jeszcze bardziej niż wcześniej. Zwracał uwagę na twoje zdrowie już od pewnego czasu, a teraz kompletnie wariuje, widząc, że po powrocie do szkoły ze szpitala nadal bardzo mało jesz… Przejmuje się tym, jak się czujesz po tym, co nawygadywała Potter. Przejmuje się tym, co o nim myślisz, i tysiąc razy bardziej niż zwykle analizuje każde, choćby najkrótsze spotkanie z tobą. Cały czas zastanawia się, co powinien zrobić, i obawiam się, że lada chwilę kompletnie oszaleje. Jeśli to cię nie przekonuje, pomyśl o mnie i George’u, biednych, Merlina winnych, małych chłopcach, którzy muszą tego słuchać!
Helena uśmiechnęła się lekko przy ostatnim zdaniu, jednak niemal natychmiast przybrała poważny wyraz twarzy. Olivier wypowiedział na głos wiele jej własnych wątpliwości, ale to nic nie zmieniało. W niczym nie pomagało, jedynie wszystko utrudniało.  
Dziewczyna nie mogła bowiem zmienić raz podjętej, choć wyjątkowo trudnej decyzji. Nie chciała stać się dla nikogo więcej tak dużym ciężarem jak dla rodziców. Hugo mógł ją lubić – w co nadal trudno było uwierzyć – ale piętnastoletni chłopak mógł lubić wiele dziewczyn. Mógł zauroczyć się wieloma zdrowymi nastolatkami niebędącymi żadnym balastem. Miał na to całe życie…
Ale czy to naprawdę możliwe, że on też analizuje każdą wspólną chwilę?!
Helena potrząsnęła gwałtownie głową. Nie mogła pozwolić sobie na nawet najkrótszy moment zawahania!
– Olivierze… Nie mogę zrobić tego, o co prosisz. Nie mogę oczekiwać od nikogo zobowiązań, a już na pewno nie mogę dawać nadziei komuś, wobec kogo nie czuję tego, o czym mówiła Potter – wyszeptała Helena, mając wrażenie, jakby wyrywała samej sobie serce.
Pieprzona masochistka.
Ale przynajmniej niedowierzanie połączone z niechęcią malujące się na twarzy Oliviera utwierdzały ją w przekonaniu, że uwierzył.

Rose, poprawiając przekrzywiający się krawat, biegła jak szalona szkolnymi korytarzami. Od początku roku spóźniała się częściej niż przez całe swoje życie. Coraz większa ilość obowiązków i nieprzewidywalnych wydarzeń kompletnie wytrącała ją z równowagi, ale aż za dobrze wiedziała, że to nie stanowi żadnego wytłumaczenia na tak jawną niesubordynację.
Mimo to nie rozumiała, dlaczego przedstawiciele ministerstwa nie mogliby informować z nieco większym niż piętnastominutowym wyprzedzeniem o dodatkowych, lecz jak najbardziej obowiązkowych spotkaniach obsady musicalu…
Rose przeprosiła szybko niziutką dziewczynkę z dwoma ściśle zaplecionymi warkoczykami, na którą wpadła, skręcając gwałtownie w jeden z korytarzy, i zaczęła biec coraz szybciej. Gdy jej oczom ukazała się wielka, wyjątkowo szpetna rzeźba przedstawiająca Frygritta Starego, jednego z dowódców II Powstania Goblinów, przystanęła gwałtownie i wyciągnęła różdżkę. Stuknęła nią w nieforemny łeb i cicho wypowiedziała zaklęcie. Ileż to razy zwracała uwagę Albusowi i Scorpiusowi, by nie wykorzystywali dla własnego widzimisię ukrytych w Hogwarcie skrótów, a sama robiła to teraz bez najmniejszego wahania!
Poczuła nagle tak silną niechęć do samej siebie, że gdyby nie przytrzymała się ściany, chyba by upadła. Wchodząc do niewielkiego przejścia za plecami rzeźby, zastanawiała się, w jak dużym stopniu chodziło o własną hipokryzję, a w jak dużym – o wyrzuty sumienia związane z Albusem.
Nie potrafiła wybaczyć samej sobie tego, jak przez kilka ostatnich miesięcy traktowała kuzyna. Właściwie to nawet nie próbowała – ponieważ na to nie zasłużyła. Matylda miała stuprocentowe prawo być na nią wściekłą, nawet jeśli myliła się co do motywów pojawienia się Weasley w Skrzydle Szpitalnym bezpośrednio po wypadku Albusa. Rose mogła liczyć tylko na najwyższą pogardę. Z powodu źle pojętej dumy i niesprawiedliwych osądów straciła jedną z najważniejszych osób w swoim życiu. Może niedosłownie – zgodnie ze słowami pani Clinton Potter miał się coraz lepiej, choć nadal nie odzyskał przytomności – ale Weasley podejrzewała, że nieodwracalnie.
Wcześniej też myślała w ten sposób – między innymi aby usprawiedliwić własny brak działania – po co byłoby próbować, skoro Albus zapewne nie chciał jej znać? Teraz była w pełni świadoma, że nie miała prawa tak się zachowywać i to nie tylko dlatego, że tak naprawdę cholernie bała się ewentualnej konfrontacji z kuzynem. Aż za dobrze wiedziała, że kiedy chłopak się obudzi, oby faktycznie zdrów jak ryba, będzie musiała z nim porozmawiać i wytłumaczyć mu, że nie ponosił żadnej winy za rozpad więzi pomiędzy nimi. Później zamierzała postąpić zgodnie z jego życzeniem – czyli zapewne ponownie usunąć się z jego życia.
Od soboty spędzała większość czasu wolnego w Skrzydle Szpitalnym, czekając, aż Albus się obudzi. A właściwie nie do końca czasu wolnego – w końcu wtedy, również korzystając z braku zajęć, chłopaka odwiedzali zarówno Matylda, która nie chciała widzieć Rose na oczy, jak i Scorpius – którego z kolei to Weasley pragnęła za wszelką cenę unikać. Na razie Malfoy nie próbował zmusić jej do rozmowy zbyt intensywnie, jednak dziewczyna odnosiła wrażenie, że prędzej czy później do tego dojdzie.
Zdecydowanie wolała opcję „później”. Jak najpóźniej. W innej rzeczywistości. Raz prawie doszło do konfrontacji – wtedy, kiedy uciekła ze Skrzydła Szpitalnego, a on za nią wybiegł. Słyszała, jak wołał jej imię, ba – gdy odwróciła się na chwilę, zobaczyła, jak za nią biegł. Na szczęście udało jej się umknąć w jedno z tajnych przejść, które odkryła dzięki Frankowi na wspólnych patrolach i którego – dzięki niech będą Merlinowi – Scorpius najwyraźniej nie znał.
Aby móc więc spokojnie odwiedzać Albusa, Rose postanowiła przeznaczyć na to jedyną część doby, podczas której nie rezygnowałaby z wykonywania obowiązków, a jednocześnie nie narażałaby się na obecność Ślizgonów – noce. Dlatego już w sobotni wieczór pożyczyła od Hugona pelerynę-niewidkę i udała się do Skrzydła Szpitalnego, woląc nie myśleć, ile punktów szkolnego regulaminu przy tym łamała. Co prawda teoretycznie, mając tego typu przedmiot, mogłaby odwiedzać Albusa razem z Matyldą czy Scorpiusem, jednak za dobrze znała samą siebie, by wiedzieć, jak bardzo niekomfortowo czułaby się w takiej sytuacji.
Dzisiaj z powodu braku wystarczającej ilości snu Rose była tak zmęczona, że postanowiła zaryzykować i pójść do Skrzydła Szpitalnego tuż po lekcjach, licząc na to, że Ślizgoni wybrali się na zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami. Na miejscu po raz pierwszy zastała Lily, choć od pielęgniarki wiedziała, że Potter przychodziła do brata również w poprzednie dni. Krukonka siedziała wyprostowana jak struna na drewnianym, z pewnością niewygodnym stołku i wpatrywała się w Albusa intensywnie, nawet nie mrugając.
Weasley zalała zadziwiająca fala współczucia na widok tak niepodobnej do siebie, zupełnie bezradnej kuzynki. Przypominało to uczucie sprzed kilku lat, kiedy jako dwunastoltka zdała sobie sprawę, jak nieładnie traktowała wraz z Albusem Lily. Ze względu na późniejsze zachowanie Potter w szkole wyrzuty sumienia Gryfonki szybko znikły. Teraz dotarło do niej, że być może za szybko? Być może popełniła podobny błąd jak w przypadku Albusa…? Nie patrzyła wystarczająco dokładnie? Może Hugo naprawdę widział w Lily coś więcej…?!
Gdy zszokowana własnymi wnioskami stała tuż przy drzwiach wejściowych do Skrzydła Szpitalnego i bez słowa patrzyła na kuzynkę, boleśnie zdała sobie sprawę, że nie miała najmniejszego pojęcia, jak mogłaby porozmawiać z Lily ani co jej doradzić. Nie wiedziała nawet, czy dziewczyna tego właśnie od niej oczekiwała! Z drugiej strony Rose nie mogła po raz kolejny nie zrobić zupełnie nic. Dlatego też, wziąwszy drugi, równie niewygodny stołek stojący przy jednym z pustych łóżek, usiadła tuż obok kuzynki i złapała ją za rękę, jednocześnie wlepiając spojrzenie w spokojną twarz śpiącego Albusa. Dłoń Potter drgnęła lekko pod wpływem tego dotyku, lecz nie została przez nią zabrana, co Weasley przyjęła za dobrą monetę.
Stało się to dopiero ponad godzinę później, kiedy Lily bez słowa podniosła się i wolno, z opuszczoną głową, opuściła Skrzydło Szpitalne. Rose patrzyła w milczeniu na jej plecy, dopóki Potter nie zniknęła za drzwiami. Dopiero wtedy powróciła do wpatrywania się w Albusa, czując, jak wyrzuty sumienia wyżerają w jej żołądku coraz większą dziurę.
I pewnie robiłaby to do tej chwili, gdyby jej nie przerwano. O dziwo, nie zrobił tego żaden człowiek – ani pielęgniarka, ani Scorpius, ani Matylda – tylko jedna ze szkolnych sów, która przyniosła wiadomość każącą wstawić się jej na to nieszczęsne, musicalowe spotkanie w ciągu piętnastu minut. Gdyby nie konieczność wymienienia kilku zdań z panią Clinton, Rose udałoby się zdążyć na czas. Dziewczyna nie musiała patrzeć nawet na lewy nadgarstek, by wiedzieć, że w momencie, gdy zdyszana wypadła zza obrazu przedstawiającego sielski, górski obraz na trzecim piętrze, będącym drugim wejściem do ukrytego przejścia, długa wskazówka jej staromodnego zegarka przekroczyła rzymską trójkę o co najmniej trzy minuty.
Przebiegła kilkadziesiąt metrów i jak burza wpadła do odpowiedniej sali. Ku jej zdziwieniu część uczniów nawet jeszcze nie usiadła, a wszyscy pogrążeni byli w rozmowach z sąsiadami. Z przedstawicieli ministerstwa pojawił się tylko pan Berkley, na którego twarzy widniał wyjątkowo nieprzyjemny grymas. Rose natychmiast poczuła udzielającą się niechęć. Chyba jednak musiała zabić Eve. Może i śpiewanie jeszcze kilka dni temu dawało Weasley zadziwiająco dużą radość, ale wszystkie inne elementy organizacyjne tego czasochłonnego i mającego z musicalem tyle do czynienia co balet z hip-hopem przedsięwzięcia skutecznie ją zniechęcały. A przecież teraz nie mogła zrezygnować! Meadowes zdecydowanie zasługiwała na najgorsze tortury…!
Obrzuciwszy krótkim spojrzeniem salę, Rose postanowiła przysiąść się do prefekt Ravenclawu. Wiedziała, że młodsza o rok dziewczyna nie należała do rozmownych, co było jej wyjątkowo na rękę. Wystarczyło im tylko zdawkowe przywitanie, potem Weasley spokojnie mogła zająć się wpatrywaniem w blat stojącej przed nią ławki. Na całe szczęście Anabelle pogrążona w rozmowie ze swoimi znajomymi z Hufflepuffu jej nie zauważyła.
Czas powoli mijał, a Rose coraz bardziej odczuwała aż za dobrze znaną sobie frustrację. Czasem zastanawiała się, czy jej poczucie przyzwoitości miało tak naprawdę jakikolwiek sens? Dlaczego właściwie starała się zawsze zdążać wszędzie na czas, zawsze być na wszystko przygotowaną, jeśli inni kompletnie tego nie szanowali?! Mimo to nie potrafiła odpuścić. Czy naprawdę miałaby łamać swoje zasady tylko dlatego, że ludzie nie zachowywali się w porządku?
– Dzień dobry, proszę o ciszę – rozległ się głos pani Lestrange, której wejścia Rose nie zauważyła, a uczniowie momentalnie zamilkli. Weasley wyprostowała się gwałtownie i pełna skupienia zaczęła wpatrywać się w kobietę. – Jak dobrze wiecie, z powodów służbowych nie było mnie w szkole przez kilka dni. Teraz się to zmieni. Od jutra zaczynamy jeszcze bardziej intensywne próby. Może wydawać się wam, że do czerwca jest jeszcze dużo czasu, ale nic bardziej mylnego! Każdy musi dawać z siebie wszystko już teraz!
Jak zwykle nienagannie prezentująca się Lestrange zamilkła na chwilę, sięgając po szklankę stojącą na biurku i upijając z niej łyk wody. Chwila przerwy pozwoliła Rose na zauważenie, że za plecami kobiety stali nie tylko Berkley i Hamington, ale również profesor McGonagall, która zacisnęła usta w wąską kreskę i taksowała swoich uczniów uważnym spojrzeniem. Weasley z wieloletniego doświadczenia wiedziała, że nie wróżyło to nic dobrego.
Nie miała jednak czasu zastanawiać się nad powodem obecności dyrektorki, ponieważ Lestrange ponownie zabrała głos:
– Mam nadzieję, że wszyscy rozumieją powagę sytuacji. Za chwilę każdy z was dostanie plan prób na cały miesiąc, zarówno poszczególnych podzespołów, jak i całej obsady. Nieobecność może być usprawiedliwiona tylko wyjątkowymi, potwierdzonymi przez szkolnych pracowników przypadkami. Jeśli ktoś nie stawi się na wyznaczone próby więcej niż trzy razy w miesiącu, pożegna się z musicalem. Dla wszystkich niezdecydowanych lepiej więc będzie, jeśli odejdą już teraz, rozumiemy się?
Nikt z uczniów nawet się nie poruszył. Rose zastanawiała się, jak wiele mogło mieć to wspólnego ze strachem przed panią Lestrange, choć jednocześnie dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że wściekłość kobiety w przypadku ewentualnej przyszłej niesubordynacji któregoś z uczniów byłaby zdecydowanie gorsza niż teraz. W końcu na jej miejscu odczuwałaby dokładnie to samo.
– Dobrze. Teraz czas na kwestię, nad którą zastanawia się pewnie większość z was. Jak można zająć się przedstawieniem, skoro dwie role, w tym jedna z głównych, są nieobsadzone? Cóż, ten problem już nie istnieje. Jako przewodnicząca przedsięwzięcia po konsultacji z resztą członków zespołu i dyrekcją szkoły podjęłam decyzję o przywróceniu zarówno Lily Potter, jak i Alice Kingsley do obsady musicalu. Międzyszkolne przedsięwzięcie artystyczne nie ma i nie może mieć nic wspólnego z wewnętrznym regulaminem Hogwartu, a jakiekolwiek uwagi czy niezadowolenie proszę zatrzymać dla siebie, ponieważ ta decyzja nie podlega żadnej dyskusji. Dyrekcja z pewnością zmieni karę dla uczennic. Tymczasem, Amando, proszę o wprowadzenie pani Weasley wraz z dziewczętami.
Gdy tylko pani Lestrange zamilkła, uczniowie zaczęli gorączkowo wymieniać między sobą uwagi, niektórzy szeptem, niektórzy zaś wręcz ewidentnie podniesionymi głosami. Nikt jednak nie zabrał głosu na forum.
Rose nie odezwała się ani słowem, mając w głowie całkowitą pustkę. Przypatrywała się, jak Hamington, chyba po raz pierwszy niewyrażająca ani mimiką, ani gestami żadnych emocji podeszła bez słowa do drzwi i otworzyła je, wpuszczając tym samym wymienione osoby.
To spowodowało, że prawie wszyscy uczniowie zamilkli, słychać było tylko pojedyncze szepty. Matka Rose wyglądała dokładnie tak jak zwykle – perfekcyjnie uczesana i ubrana oraz wyprostowana jak strunaapewnym krokiem weszła do sali i bez słowa stanęła obok profesor McGonagall. Z jej brązowych oczu prefekt naczelna nie potrafiła odczytać żadnych emocji.
Lily i Alice stanęły po chwili przed nauczycielkami i obok pani Lestrange, a w przeciwieństwie do opiekunki Ravenclawu ich emocje były łatwe do odczytania, choć zdecydowanie inne. Kingsley, co nie stanowiło żadnej niespodzianki, wyglądała na wniebowziętą. Jej twarz rozświetlał ogromny, pewny siebie uśmiech, a po poruszającej się rytmicznie prawej nodze bez trudu dawało się odczytać, że gdyby tylko miała taką możliwość, skakałaby z radości aż pod sam sufit.
Natomiast w oczach Potter, bladej niczym śmierć, dostrzegało się tylko jedno, lecz jakże intensywne uczucie.
Skrajne niedowierzanie.
Rose uśmiechnęła się do niej lekko, mimo że była pewna, iż Potter nie widzi nie tylko jej, ale i wszystkich uczniów, z których większość obrzucała ją pełnymi niechęci czy wręcz nienawiści spojrzeniami.
Choć Weasley, podobnie jak oni, nie sądziła, by dziewczyny zasłużyły na przywrócenie do obsady, z doświadczenia aż za dobrze wiedziała, że wszystko jest lepsze niż poczucie kompletnej beznadziei. A Lily z pewnością potrzebowała się z takowej wydostać.

***

Rozdział nieco spokoniejszy niż ostatnie, ale myślę, że to potrzebne. Zresztą bohaterowie za dobrze nie mają, Stało się to, co nieuniknione, czyli powrót Lily do obsady. Ale czy nadal jest taka, jak była wcześniej? Jak zwykle czekam na Wasze opinie, zaś najbardziej chyba na reakcje dotyczące opisu snu.
Następny rozdział zostanie opublikowany prawdopodobnie dopiero w grudniu, jednak postaram się, żeby był nieco dłuższy niż standardowo. I pojawi się w nim Frank! Ostatnio bardzo faworyzuję Oliviera ;).
Rozdział dedykuję niezastąpionej Maxine, która została betą Niezależności. Za szablon zaś podziękowania należą się Dusi.
28.10.2016 r.: Mam jeszcze jedno pytanie. Czy uważacie, że w opowiadaniu brakuje wątku jakiejś tajemnicy? Elementów walki dobra ze złem albo innej sprawy do rozwiązania, że tak powiem?
4.11.2016 r.: Jeśli uda mi się napisać rozdział w ciągu następnych kilku dni, pojawi się on w listopadzie ;). Wasze komentarze bardzo mnie motywują.

49 komentarzy:

  1. Zaczne od tego, czego mi zabraklo, bo potem pewnie mi to umknie - Cond, kochana, dodaj enter miedzy poszczegolnymi 'punktami widzenia'bihaterow, bo burzy to cala konstrukcje tekstu i triche dekoncentruje podczas czytania. Trudno zrozumiec, kto wlasciwie mowi.
    co do snu to wydaje mi sie,ze to dobry zwiastun. Znaczy inaczej, zly, bo jedzenie to cos wiecej w tym kontekscie, jedzebie to metafora wszystkiego do czego ona tak bardzo broni dostepu ludziom w swoim otoczeniu - do swojej osobowosci, samej siebie. Ale jak pisalam seb to zarazem cos dobrego, bo moze cos sie ruszy, moze sprowokuje Lily do zmian, pomoze jej dostrzec ze nie wszystko jest takim, jakim sie wydaje (chociaz wydaje mi sie ze wypadek Albusa byl w tym zakresie kamieniem milowym). Lily ma naprawde szanse sie zmienic.

    Oliver.... wiesz, wcale nie czuje, abys go faworyzowala :D jakos nigdy nie mam go dosyc, chiciaz wiadomo, ze o franku tez sie nie obraze poczytac :D
    Heleny mi szkoda baaaardzo, no bo ja rozumiem, ze ona nie chce obarczac Hugona swoja choroba, ze wydaje jej sie to niewlasciwe, ale przez to tylko jeszcze bardziej krzywdzi i siebie i jego. Nieumyslnie, ale jednak.

    Rose to troche wariatka, ale i tak ja uwielbiam :P w ogole fajnie, ze przez udzial w musicalu mozemy poznac inna nature tej zwykle zasadniczej osoby.

    A co decyzji o przywroceniu do musicalu Lily to....... #$$/%#!@#$$$ czyli meeeeega sie ciesze!!! W sensie wiadomo, ze kara kara, bo na nia zasluzyla, ale hello, rola nalezy do Lily i okrucienstwem byloby jej oddanie Amandzie. Mega sie ciesze, bo w sumie w ogole nie spodziewalam sie takiego obrotu spraw.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chociaz raz udalo mi sie byc pierwszej z komentarzem, sukces!!! :D

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz :) popatrzę na te akapity i mysli rożnych bohaterow, dzieki za uwagę. Jedzenie to alegoria wielu rzeczy, sama myslalam bardziej o tym, ze Lily, broniąc sie przed zaufaniem innym, zabiera samej sobie bardzo wiele. Ale wydaje mi sie, ze mozna to interpretować na wiele sposobów - a przynajmniej taki miałam zamiar.
      To nieskromne,ale ja uwielbiam Oliviera i nawet jak robi cos nie do konca dobrego, to chyba opisuję to zbyt łagodnie :p
      Lily od samego poczateczku miała grać główna rolę; moze dlatego wydaje mi się to tak bardzo oczywiste - bo wiem ;D ale cieszę się, ze zdołałam tym zaskoczyć ;p
      Gratuluję:*

      Usuń
  2. O widzę, że już ktoś napisał Ci o tych odstępach... Przyznaję, trochę się pogubiłam, ciągle wracając do fragmentów, gdzie mi coś nie pasowało :)

    Sen zapewne wywołał w Lily wiele emocji. A one mają to do tego, że wiele znaczą, bo tutaj ujęłaś jej postępowanie ładą metaforą jedzenia. Osoby, Hugo i Oliver, które umiały przeciwstawić się dziewczynie, w śnie pokazują jej, jaka jest jej prawdziwa natura. Taki sen, a raczej sny, skoro Lily miewa je częściej, powodują, że człowiek zaczyna rozmyślać nad swoim postępowaniem... widać, że to od czasu wypadku Albusa, Lily zaczęła dostrzegać, w czym jest problem.

    Oj ta nasza Helenka :( Mimo tego, że wie o uczuciach do Hugona, postanawia nie dawać chłopakowi szansę. A Oliver tak ładnie poprosił, żeby dziewczyna porozmawiała z Hugonem. Cóż, ciężka choroba sprawia, że człowiek nie chcę się za bardzo angażować, żeby potem bliska jej osoba nie cierpiała po jej stracie... Przypomniała mi ona sytuację, jaka była w filmie "Szkoła uczuć" :)

    I Rose... To przykre, że musi tak się chować, w szczególności przed Madeline, i musi zarywać noce, aby zjawić się w odwiedziny do Albusa. Przyznaję, że moment, jak Rose zjawia się w skrzydle szpitalnym, i siedzi przy łóżku Pottera wraz z Lily... gdzieś tam w środku mnie poruszyło, heh ;)

    No i mamy powrót Lily i Alicji do musicalu. Cóż, chyba rzeczywiście było to nieuniknione.
    Nie mogę się doczekać Franka, oby w końcu coś zaiskrzyło pomiędzy Rose a nim ;p

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już poprawiłam:D nie miałam pojecia, że podczas edytowania odstępy, które początkowo były, znikły:p i absolutnie nie dziwię się, że można było się pogubić :p
      Tak, uznałam, że zamiast typowego "rozmyślania" postawię na taki sen. POdoba mi się Twoja interpretacja ;).
      W przypadku Helenki strach jest równie mocną motywacją do skłamania co świadomośc choroby. Prawdopodobnie, gdyby była zdrowa, też nie pobiegłaby do Hugona w skowronkach, choć może wtedy przynajmniej by nie kłamała :D Oglądałam "Szkołę uczuć" tak dawno, że dokladnie już nie pamietam :p
      Cieszę się, że poruszył Cię ten moment. Rose własciwie też się tutaj zmienia, choć nie tak drastycznie jak Lily, bo uświadamia sobie,że życie nie jest czarno-białe. Hah, chodziło o Matyldę pewnie?
      No jasne, że było:D cała wizja opowiadania bazuje na musicalu :D
      A ja myślałam, że Ty uważąsz za słuszny tylko paring Scorose :D?

      Usuń
    2. A tak, o Matyldę, nie wiem skąd mi się ta Madeline wzięła^^ Sorka :)

      Jestem za parigiem Rose i Scorpiusa, i w zasadzie liczę po cichu, że ich z powrotem zeswatać - choć wiadomo, nie można mieć zbyt wiele :P - ale to są nastolatkowie. Zakochują się, są złamane serca, zakują ponownie. Więc czemu by Rose nie mogła spróbować zbudować nowej relacji z innnym chłopakiem? Swoją drogą, sama planuję, aby moja Rose wyrwała się z nieszczęśliwej miłości, heh ;D

      Usuń
    3. Hah, to prawda :D Nie bede nic zdradzać co do przyszłości Rose, choc mnje korci.
      Ale czekaj, to z kim ta Rose u Ciebie bedzie :o?

      Usuń
    4. A no pojawi się na drodze Rose pewien uroczy chłopak... ale nie zdradzę kto to, heh ;)
      Choć kusi, jak i u Ciebie ;)

      Usuń
  3. Ten sen był straszny. To znaczy super napisany, ale gdybym znalazła się na miejscu Lily przeżyłabym niezłą traumę. Mam nadzieję, że to wszystko dobitnie uświadomi dziewczynie, jak wiele błędów popełniała do tej pory w relacjach z osobami, na których mniej lub bardziej świadomie, ale jednak jej zależy. Widać, że pomału dokonuje się w niej przemiana, ale to powolny proces. Grunt, że przynosi efekty.
    Helena po raz pierwszy chyba od początku tego opowiadania naprawdę mnie zezłościła. Po części ją rozumiem, ale po części wcale. Masochizm to dobre określenie na jej postępowanie. I Oliver w to uwierzył? Powoli tracę nadzieję, co do szczęśliwego związku Heleny z Hugo, skoro osoby, które mogłyby im pomóc, same zaczynają wątpić.
    Ah, więc Lily wraca do spektaklu! Może być ciekawie.
    A co do twoich dopisków pod rozdziałem - niee, ja uważam, że wszystko jest dobrze zaplanowane, proporcje też wyważone odpowiednio. Nutka tajemnicy jest, ale nie w takim stopniu, aby stała się szybko męcząca. Ja bym nic nie zmieniała, tylko szła w kierunku, w którym zmierzasz :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatrz ;)
      Lily cały czas przeżywa teraz traumę, biedaczka. Ale wiem, co masz na Mysli.
      Helena na poczatku miała tylko sie tłumaczyć tym, ze nie chce nikogo narażać, ale pozniej jakoś tak mi się wymyśliło, zeby skłamała-uznałam, ze to wlasciwie w takiej sytuacji do niej pasuje. Olivier z pewnością był zszokowany; nie sądzi, ze Helena potrafi tak skłamać (Helena tez nie wlasciwie), ale bedzie z pewnością o tym pozniej myślec i analizować jej zachowanie.
      OK, ciesze sie, ze tak uważasz :)

      Usuń
  4. Elo, zioms :D

    Na wstępie powiem, że lay bardzo ładny, ale mnie się osobiście podobał tamten bardziej. Był żywszy i bardziej odciągał uwagę od jesieni jaką widuję na co dzień za oknem - pochmurna i zimna.

    Co do rozdziału, to moje odczucia będą takie "pobieżne", bo (przyznam się szczerze), nie zagłębiałem się w treść jak zwykle (głęboko i dosadnie) - na mej głowie kilka spraw, które czekają na swój "startup", a jeśli mowa stricte o rozdziale, to przeczytałem teraz, żeby potem nie być w tyle, znowu... Także wybacz mi to, może kiedyś wrócę do tego i zapoznam cię z moją opinią... szerzej...

    Dobra, bo plotę głupoty. Początek podobał mi się i chyba będziesz wiedzieć dlaczego (cierpienie Lily moją uciechą). Nie da się nie wspomnieć, ze wyczuwa się tu mocną metaforę, choć przyznam się do tego, że nie do końca pamiętam czego może się tyczyć (nie przywiązuję zbytniej uwagi do tematu Lily).

    Heleny i Hugona żaaaaaal i tyle powiem. Oczywiście, chwali się, że nie chce obarczać (Helena) go (Hugona) swoimi problemami, niemniej jednak taki "tragiczny romans" to jest coś czego ta historia potrzebowała i w sobie dobrze, że nie tyczy się on głównych postaci, bo tego byłoby trochę za dużo. Niemniej z drugiej strony, miło byłoby gdyby los się do Hogona uśmiechnął więcej niż zwykle...

    Temat Janviera to temat rzeka, a im głębsza, tym lepiej, bo to jedna z ciekawszych postaci. Podobnie zresztą jak Rose, a dzisiaj było jej całkiem sporo i w sumie ładnie to wszystko wyszło.

    Jeśli o mnie chodzi, historia jest pełna, choć faktycznie przydałoby się trochę więcej zrywów akcji. Jako, że jestem na etapie obmyślania ff o "Przeklętym dziecku", który jako scenariusz okazał się pomyłką (serio... bez szału). Teraz, każde inne ff jest jak "niebo a ziemia" w porównywaniu do tej historii :D

    Dobra, spadam, bo mam sprawy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :) ja lubię oba laye ;) wg mnie to całkiem długa opinia ;).
      Hah, No tak, Lily Z pewnością nie ma teraz za wesoło czy to w śnie, czy na jawie. To tyczy się Lily i jej relacjami z ludzi generalnie :D
      Hm, u głównych tez moze byc cos, powiedzmy,ze tragicznego,ale w innym sensie ;) a w przypadku H&H nie mozna wykluczyć pojawienia się czegos radośniejszego. Zawsze pozostaje nadzieja! Olivier to faktycznie temat-rzeka, a Rose ostatnio za to jakoś wyewoluowała i chyba dobrze.
      Zrywów akcji to ostatnio chyba az za dużo było? Ale wczesniej faktycznie nie.
      Hm, ja do Harry'ego osiem mamieszane uczucia, bardziej na "nie", choc niektóre sceny mnie ujęły, nie da sie ukryć, ze wszyscy, którzy pisali ff o córce Voldemorta, mogą byc z siebie dumni :D

      Usuń
    2. Z tego wszystkiego sam zmieniłem swój na Kolorze Wstydu. Chwilowo porzucam ukochane szarości i idę w "niebo" :D BTW - nowy rozdział się pojawił jakiś czas temu :P

      Może i było kilka zrywów, niemniej sama pytałaś czy nie dodać czegoś jeszcze, więc moje słowa to gorące zachęcanie :D Jeśli miałbym wybrać jedno coś, co chciałbym kiedyś tu przeczytać, to zapewne byłaby jakaś walka przeciwności i już nie mówię o potyczkach Lily z Olivierem. Skłaniałbym się ku czemuś większemu - może jakaś nowa postać, mroczniejsza, która połączyłaby siły tych dwojga, a mam dziwne przeczucie, że to i tak się kiedyś wydarzy. Ale żeby była jasność - absolutnie nie faworyzuje przyszłego związku "Olily", bo to nie dla mnie, choć mam wrażenie, jako para, Ollie zdołałby utemperować nieco tę potterowską szuję...

      O tym samym pomyślałem, czytając o córce Voldka i Belli!

      Usuń
    3. Wydaje mi się, ze skupie sie na Greeneyed lion i bractwo Yokai; Dramione to jednak nie moje klimaty, wybacz.
      Hm, No wlasnie mrocznej siły wprowadzać nie chcę, ale pomyślę nad jakas inna drama :p moze nieco w innym stylu niz dotychczasowe.
      Ty nie fawyryzowalbys Lily z kimkolwiek, prawda?;)

      Usuń
    4. Ale to nie jest DHL :'( Bynajmniej nie w założeniu, choć oczywiście obie postacie pojawiają się w swoim życiu - głupio, żeby nie :D
      Tu raczej nie ma sprecyzowanego pairingu, że tak to ujmę :)

      Usuń
    5. * Ale zrobisz jak zechcesz :D

      Usuń
    6. Ostatnio zaczęłam to wyczuwać :D moze blednie... ale mimo wszystko ;)

      Usuń
  5. Uważam, że jeśli nie planowałaś wprowadzać wątku "tajemnicy" do tego opowiadania, to nie ma sensu tego robić tylko po to, żeby był. Poruszasz tyle problemów w "niezależności", że opowiadanie i tak jest pełne zdarzeń i nie straci przez to, że nie wprowadzisz kolejnego wątku.

    Pierwszy od dawna rozdział, w którym Lily mnie nie irytowała. Podobno sny odzwierciedlają nasze myśli czy obawy, więc może wreszcie do niej dotarło, że nie zachowuje się dobrze i powinna się zmienić. Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale wydaje mi się, że to był taki zapalnik, który popchnie Lily do zmiany zachowania.

    Tym razem z kolei to Helena mnie zirytowała. Rozumiem, że nie chce być z Hugonem, skoro nie wie, czy wyzdrowieje, ale z drugiej strony czemu komplikować tak sobie życie? On jest zakochany, ona jest zakochana i zamiast po prostu z nim być, woli siebie i jego unieszczęśliwiać. Mam nadzieję, że szybko zmądrzeje. Podobała mi się postawa Oliviera w tym rozdziale, ale obawiam się, że może powtórzyć słowa Heleny Hugonowi i nieźle przez to namieszać.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz. Ogolnie nie mam zamiaru wprowadzać teraz nagle takiego wątku, to byłoby sztuczne i na siłę, ale po prostu sie zastanawiam,jaki jest do tego stosunek czytelników, czy uważają, ze taka obyczajowka w Hogwarcie wystarcza :p
      Lily z pewnością otrzymała zaplanuj, choc oczywiscie nie zmieni się z dnia na dzien o sto osiemdziesiąt stopni.wlasciwie to nigdy nie zmieni się aż tak.
      Mnie wlasciwie Helena tez zirytowała, ale uznałam, ze to pasuje. A czy i co zrobi Olivier? O tym wkrótce :)

      Usuń
  6. Ja zacznę od ostatniego pytania. Uważam, że jest dobrze tak, jak jest teraz. Walka dobra ze złem, wielkie tajemnice, morderstwa i zaginieni członkowie rodziny bywają cool, ale w „Niezależności” urzekła mnie ta obyczajowość, „zwyczajne” problemy i wydaje mi się, że jakieś wątki w stylu kolejnego Czarnego Pana, niezbyt by tutaj pasowały. (A jak na razie najbardziej tajemniczy wydaje mi się wątek Lary, a raczej jej przeszłości.)
    Przez długi czas Rose była mi obojętna, ale teraz jakoś bardziej ją polubiłam i szalenie przyjemnie czytało mi się fragment rozdziału z jej perspektywy, a ten moment, kiedy dosiadła się do Lily i chwyciła ją za rękę, skradł mi serce. I, hah, nie spodziewałam się, że Rose mogła w przeszłości dokuczać Lily czy coś. Nie lubię Matyldy (chociaż nosi imię, do którego miałam kiedyś wielką słabość!) i wiem-wiem, że to było w poprzednim rozdziale, a ja znowu miałam problem ze sklejeniem komentarza, ale to jej naskoczenie na Rose, skojarzyło mi się z – chyba tylko filmową – sceną z Hermioną i Lavender w „Księciu Półkrwi”. <3
    Ach, no i cieszę się, że Lily została przywrócona do musicalu, chociaż chyba oczywistością było, że prędzej czy później do tego dojdzie.
    Helena. Z jednej strony rozumiem jej postępowanie, ale z drugiej – dziewczyno, pozwól sobie na szczęście. I na szczęście Hugo, któremu raczej nie przeszkadza twoja choroba i chyba łatwiej mu będzie zaakceptować to niż fakt, że go nie chcesz. A, i mam pytanie! Czy Helenka jest spokrewniona z Zachariaszem Smithem, czy zbieżność nazwisk jest przypadkowa (co jest bardzo możliwe, zważając na popularność tego nazwiska)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :). Ciesze sie,ze tak uważasz. Tajemnice Lary jeszcze troche przytrzymam. Ale inne tajemnice/konkrety o przeszłości jeszcze skrywam. Zaliczyłam osiem razem z Larą :D.
      Super,ze tak myslisz o Rose^^.Rose ma warstwy :* zupełnie nie pamietam tej sceny z filmów,aż smutno ;(.
      No,Hugo na pewno wolałby wiedzieć, choc tez by biedak panikował. Ale czy i kiedy się dowie?;) Hah, to moje zamiłowanie dla dramy :D. Jak myslalam o nazwisku dla Heleny, nie myslalam o Zachariaszu, ale pozniej sobie o nim przypomniałam i się ucieszyłam :p

      Usuń
  7. Tak! Nowy rozdział! Nareszcie :D
    Od razu poczułąm, ze jest coś nie tak ze sceną na początku rozdziału. Miałam rację - to był sen! xD
    Bardzo podoba mi się sposób w jaki wszystko opisałaś. Czuć tę pustkę w Hogwarcie i podskórny niepokój. Cały sen wydał mi się taki trochę ...psychodeliczny. No wiesz, ludzie powtarzający mantrę jak roboty i ten masakryczny Hugo bez oczu...
    Ale kurczę, nie pomyślałabym, że Lily dręcza podświadomie AŻ takie wyrzuty sumieniea. I o co w ogóle chodziło? O tę sytuację z Z Heleną? Zdziwiło mnie, że tak bardzo to męczy Potter (no wiem, nie była aniołkiem, ale aż takie wyrzuty?).
    I w ogóle cały czas mnie dziwi, że wypadek Albusa tak mocno wstrząsnął bohaterami... No halo, żyją w świecie, gdzie złamana kość zrasta sie w ciągu nocy!(wiem, jestem zła i bez uczuć, ale coż poradzę xD)
    Dobra, Helena trochę mnie wkurza. No okej, rozumiem, nie chce się angażować, żeby nie zranić poźniej Hugona, no ale... Głupia jest po prostu xD Nie robiąc nic, męczy i siebie, i jego!
    Fajnie, że Rose zrobiła pierwszy krok do Lily. Chociaż nie wiadomo, czy to cokolwiek da w przypadku Potter xD
    Niech Rose wreszcie porozmawia z Malfoyem! Wyjaśnią sobie kilka spraw i tak dalej :D Nie mam nic przeciwko ich związkowi. Jeśli tak ma być, niech będzie, ale wtedy to pozostawi samotnych Anabelle i Franka. A ich stanowczo nie widzę razem! xD Więc niech po prostu Rose się skuma z Frankiem, Malfoy z Janvier, a Scorose będzie wyłącznie przyjaźnią xD
    Ej Rose, zluzuj trochę!xD Serio, kto się tak wini za używanie tajemnego przejścia dla szczytnego celu? Co nie zmienia faktu, że dalej jest jedną z moich ulubionych postaci w tym opowiadaniu :D
    TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Lily została przywrócona! Nareszcie! Już się bałam, że jednak jej nie będzie w musicalu... Nie wyobrażam sobie nikogo innego u boku Oliviera, szczególnie tej fretki Amandy! xD
    Lalalalala! Teraz moje marzenia o intensywnych i pełnych uczuć próbach musicalu (o kurcze, jak to górnolotnie brzmi xD) zostaną spełnione! Oczekuję BARDZO dokładnych opisów! :D
    I uważam, że opowiadanie jest jak najbardziej w porządku! Nie cierpię wciskania na siłę (co niestety często sie zdarza) jakichś wielkich intryg, dzieci Voldemorta, nowych tyranów i innych badziewi! "Niezależność" lubię właśnie za to, że opowiada o zwyczajnych problemach zwyczajnych (o ile czarodziejów można nazwać zwyczajnymi xD) nastolatków ;)
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~Arya ;)
    PS Zauważyłam, ze zmieniłaś szablon. W sumie chyba bardziej podobał mi się poprzedni, a najlepszy był ten jeszcze wczesniejszy xd Może zmienisz czcionkę na ciemniejszą? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pełen emocji komentarz. Cieszę sie,ze uważasz sen za psychodeliczny;p Lily nie odczuwa wyrzutów sumienia tylko z ppwodu Heleny, ale i Hugona oraz Albusa, i to nie tylko za ostatnie wydarzenia, ale i za przeszłośc.
      Rose to prędzej porozmawia z Albusem niz ze Scorpiusem. Ale moze kiedyś?;)
      Hah, cieszę się, ze tak bardzo Ci się podoba powrót Lily do obsady. Z pewnością beda sie pojawiać opisy prób :D i beda emocjonalne ;).
      Ach, te córki Voldemorta;D widac, ze nawet Rowling spodobał się ten pomysł :D

      Usuń
  8. Po pierwsze widzę zmianę szablonu. Zdążyłam się już przyzwyczaić do starego i ten jakoś tak mi przeszkadza, ale pewnie się przyzwyczaję z czasem. Ach, ja i te moje nawyki. xD
    Lily chyba zaczynam nam odkrywać prawdziwe życie. Tzn., że nie można być taki wrednym. Może się opamięta, bo wyrzuty sumienia ją zjedzą. Za to będzie mogła "odpokutować" w muscicalu. ;) Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, bo jestem ciekawa, jak sobie poradzi.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. Tamten szablon był tak długo, że własciwie się nie dziwię.
      Hah, Lily może zacznie odpokutowywać, ale raczej nie w muscialu :D

      Usuń
  9. Matko, w końcu mam chwilę, żeby skomentować. :D Żeby nie było, sam rozdział przeczytałam chyba w czwartek, ale ostatnio mam tyle na głowie, ech... :P
    Zacznę od szablonu: poprzedni chyba bardziej mi się podobał, ale to może dlatego, że nie przepadam mocno za niebieskim, a dodatkowo z tym szarym kojarzy mi się z gołębiami. Ale jeśli Tobie się podoba, to okej. :)
    Ogólnie komentarz chyba będzie od końca, bo teraz odpowiem na pytanie na końcu: wiesz, co ogólnie myślę na temat opowiadań o nastolatkach, jak dobre by ono nie było, więc nie pogardziłabym jakimś takim wątkiem, ALE jeśli nie planowałaś czegoś takiego wcześniej, to lepiej chyba nie wprowadzać go na siłę. Może lepszym pomysłem będzie wprowadzić taki wątek w nowym opowiadaniu, gdzie dobrze go przemyślisz.
    Co do samego rozdziału, to chyba odrobinę przeidealizowałaś Helenę. To, że nie chce, żeby Hugo tracił na nią czas, bo jest ciężko chora, to takie zagranie, nie wiem, trochę przesadzone. Już chyba lepiej (przynajmniej według mnie) byłoby, gdyby się okazało, że Helena nie czuje nic więcej do Hugona, a to, że chłopak jest w niej mocno zakochany, tylko ją zakłopotało. No ale wiem, jakiś wątek tragiczny być musi, na pewno lepiej pasuje do Heleny niż do Lily.
    A skoro już przy niej jesteśmy, to sen taki dość abstrakcyjny, choć jednocześnie dość jednoznaczny Ci wyszedł, co w sumie powitałam ze sporą ulgą. ;P Już widać, że Lily powoli się zmienia, zwłaszcza też w scenie, gdy dowiaduje się, że ją przyjęli z powrotem do roli.
    Chyba trochę nieskładny ten komentarz mi wyszedł, ale chyba jakaś grypa mnie bierze. Jak chcesz wiedzieć coś konkretnego, to dopytaj. :D
    Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :). Ja lubię niebieski,wiec nie mam tego problemu :D a co do wprowadzania wielkich, przełomowych wątków: to nie bede wprowadzać czegos takiego, ewentualnie poboczny o mniejszej wadze, po prostu mnie ciekawi, co sadza czytelnicy :p Helenka wg mnie odidealizowala sie,okłamując z premedytacja Oliviera co do swoich uczuc wobec Hugona. Cieszę się tez, ze podobał Ci się sen ;) rownież pozdawiam i zycze zdrowia :*

      Usuń
  10. Chcialam tylko powiedziec ze nadal tu jestem. Nie skomentuje rozdzialu, ale chociaz sie odezwe. <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Heeej, to ja, Twój pokorny sługa, ehym, czytelnik...
    Spóźniłam się paskudnie, ale ostatnio przeżywam głęboki kryzys czytelniczy. Prawdziwy krater! :) Wiedziałam jednak oczywiście, że przyczołgam się tu przy najbliższej okazji i oto jestem.
    Jeju, tytuł rozdział godzien, nie przymierzając, kolejnej greyowskiej komercyjnej kluchy :D Na szczęście po Tobie można spodziewać się o wiele więcej, więc ciekawa jestem, kto tu będzie się samosądził. Domyślam się, oczywiście :)
    No i chyba mamy pierwszy trop. Podobał mi się Twój opis snu. Wydaje mi się, że wbrew pozorom trudno jest wykreować sen, który wygląda przekonująco. Autorzy fanfików zazwyczaj, kiedy opisują czyjś sen, od razu popadają w proroctwa, wizje przyszłości, mroczne ostrzeżenia itd., kiedy większość śmiertelników śni sobie zwykle o jakichś bzdurach i swoich wewnętrznych obawach. Dlatego podobało mi się, że chciaż za dnia Lily potrafi zaklinać rzeczywistość, to w nocy dopada ją jej własna podświadomość.
    O! Jeszcze jedna masochistka? Oj, Heleno, Heleno. Ja wiem, że to szlachetny gest i tak dalej, ale nie przemawia to do mnie, tak samo jak nigdy nie przemawiała panika stojąca za wilkołactwem Remusa Lupina. Ta szlachetność nie jest szlachetna. Jest pod nią ukryte coś jeszcze, co nie jest już tak ładne. No, ale jeśli faktycznie chce zamknąć sprawę, to dobrze, że skłamała Olivierowi, w przeciwnym razie by ją zamęczył, a tak przynajmniej chwilowo nie musi się nikomu tłumaczyć.
    Pod tym względem Rose wykazała o niebo więcej samokrytyki, bo dopatrzyła się w sobie hipokryzji i tchórzostwa. To zawsze dobry start, bo pozwala przerwać impas, już teraz Rose wie, że kiedy Albus się obudzi, będzie musiała coś zrobić, będzie musiała zająć jakieś stanowisko i przeprosić. Wiadomo, że czasu to nie cofnie, ale ile jeszcze czasu przed nimi!
    Oczywiście spodziewałam się, że Lily wróci do obsady, nie mogło być inaczej, więc nie ma tu o czym dużo mówić. Z jednej strony nie zgadzam się, że musical nie powinien mieć nic wspólnego z wewnętrznym regulaminem Hogwartu (ale to takie w stylu pani Lestrange! Sztuka ponad wszystko i tfu na szkołę :D), a z drugiej strony wydaje mi się, że nawet powrót do wymarzonego musicalu nie przezwycięży w Lily uczucia upokorzenia. No bo przecież wraca w niesławie, była wyrzucona za karę, jej żarcik kompletnie nie wypalił, teraz została przywrócona, ale bynajmniej nie na podstawie własnych zasług, więc z czego się tu cieszyć?
    Ciekawe, co z tego wyniknie. Normalnie pewnie nienawiść całej szkoły nie zrobiłaby na Lily większego wrażenia, ale w kontekście Albusa na pewno będzie jej teraz bardzo ciężko.
    Jak to nowy rozdział W GRUDNIU?! Przecież to jeszcze całe mnóstwo czasu!!! Tak nie można, do grudnia zapomnę, co przeczytałam i myślałam :D
    Co do PeeSa, wydaje mi się, że w każdej historii jest potrzebna jakaś tajemnica, jakieś wyższe moralnie problemy. Niekoniecznie ekscytująca walka dobra ze złem, ale coś więcej niż miłostki nastolatków. U Ciebie na przykład podoba mi się proces dojrzewania u Twoich bohaterów, zmiany, jakie zachodzą w nich pod wpływem innych ludzi. Jeśli doszłyby do tego jeszcze jakieś zagadki, byłoby idealnie :)
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, na takie warto czekać baaaardzo długo :*
      "Masochizm" miał pasować do każdej bohaterki, której perspektywa była tutaj pokazana, i mam nadzieję, że się udało :D hah, ten Grey :D
      Mam dosyć snów z przepowiedniami, mój miał być inny. Cieszę się, że Ci się podobał.
      Ja mam podobnie. Tzn. trochę rozumiem takiego Remusa czy Helenkę, ale nie popieram ich postawy do końca, bo te osoby, które próbują chronić, i tak sie juz zbyt zaangażowały i lepiej dla obu stron byc razem niz oddzielnie. I Smith z pewnościa łatwo z tym kłamstwem nie będzie. Jeszcze trochę dramy w parze 2H i Oliviera przewiduję... pewnie nawet więcej niz trochę :D
      Rose podjęła już ostateczną decyzję i na pewno porozmawia z Albusem :D
      Tak, to bardzo w stylu kogś takiego jak pani Lestrange. bardziej zagadkowe jest, że McGonnagal się zgodziła, ale właściwie nie miała wiekszego wyboru :p Oj nie, Lily nie jest zachwycona, ost daleko jej od takiego uczucia :D ale z pewnością teraz zaangażuje się w przedstawienie bardziej, niż zamierzała.
      Być może rozdział będzie w listopadzie. ale to tylko wtedy, jeśli uda mi się go naskrobać do środy :D a nie wiem, czy się uda;p
      Cieszę się bardzo z tego, co napisałaś o dojrzewaniu moich bohaterów, bo o to głównie mi chodzi... Co do tajemnicy: może wymyślę cos jeszcze podobnego do sekretu Lary, coś teraźniejszego, ale nie obiecuję.
      pozdrawiam serdeczenie

      Usuń
  12. Hej, hej!

    Przyznam szczerze, że właśnie ten rozdział umilał mi ostatnio kilkugodzinną podróż pociągiem, za co jestem mu ogromnie, ogromnie wdzięczna. Dzięki temu miałam dużo czasu, coby dokładnie przemyśleć i przeżyć wydarzenia, jakie w nim zawarłaś.
    Fakt, zgodzę się, że tym razem było nieco spokojniej pod względem akcji, ale wcale nie powiedziałabym, że słowo to pasuje do uczuć i przeżyć wewnętrznych bohaterów. Myślę, że tutaj odbywał się przez cały rozdział bój z własnymi demonami – u wielu, o ile nie u każdego z osobna.
    A ja takie klimaty lubię zdecydowanie, więc i rozdział czytało mi się dobrze – nieco nostalgicznie, mocno chwytająco za serce.
    Sen – bo o niego pytasz i od niego zaczyna się ta część. Fakt, gdy czytałam go po raz pierwszy, niezbyt potrafiłam go odnieść do wydarzeń, jakie miały miejsce. Ale czytając go kolejny i kolejny raz, myślę, że wcale nie jest to takie dalekie od nich, a nawet całkiem bliskie. Skoro ktoś nie potrafi w swoim życiu posługiwać się tak prostymi, zdawałoby się najprostszymi i wpisującymi się w naturę człowieczeństwa słowami, jak: proszę, dziękuję, przepraszam, to dlaczego miałby zasługiwać z drugiej strony na tak prozaiczną czynność – jedzenie. I bez tego, i bez tego ciężko żyć. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że nie da się w ogóle – jedynie przez krótki czas.
    I wydaje mi się, że cała ta kombinacja bliskich jej osób, wyrzutów, z którymi z każdą chwilą coraz mocniej nie może sobie poradzić, da jej do myślenia. Wnioskując po scenach kolejnych – nieco już dała.
    Zastanawiam się, czy naprawdę istnieją takie sny, które AŻ tak mogą wpływać na nasze życie. Mi, szczerze mówiąc, jeszcze się nie zdarzyło, a chciałabym, chciałabym mocno. Czułabym, ze to taki znak skądś – od kogoś mądrzejszego, kto wie, jak żyć. A takie rady przydałyby się zdecydowanie!
    Widzę, że Helena jeszcze bardziej komplikuje całą sytuację, myśląc, że postępuje dobrze, że chroni kogoś, na kim jej zależy mocno, ale nie może tego przyznać – bo jest chora, bo to przyniesie mu tylko cierpienie i ból. A tego za wszelką cenę chce mu oszczędzić. Tylko nie chce przyjąć do siebie słów Oliviera, który próbuje przedstawić jej tę sytuację z drugiej strony – że Hugo cierpi mocniej, gdy jest daleko od niej. Tkwi w nieświadomości, bo nie wie, co tak naprawdę w danej chwili jest dziewczynie, na której zależy mu równie mocno, jak jej na nim. I nie myśli o niczym innym – tylko o tym, czy czasem z dnia na dzień, z godziny na godzinę nie jest z nią coraz gorzej. Helena chce dobrze. W to nie wątpię – i poświęca nawet swoje uczucia, skrywa je coraz głębiej, coby tylko nie krzywdzić Hugo. A w rzeczywistości wyrządza mu jeszcze gorszą krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobała mi się scena z Lily i Rose. Przyznam szczerze, że „milczące” sceny wychodzą Ci naprawdę dobrze. Świetnie przekazujesz w nich emocje, jakie targają bohaterami i nie potrzebujesz do tego słów, krzyków, wyrzutów kierowanych przez jedną postać do drugiej. A to zdecydowanie nie należy do zadań prostych.
      Dzięki temu całemu zamieszaniu związanemu z wypadkiem, sam wątek musicalu zszedł nieco na dalszy plan. Zarówno dla czytelników, jak i dla samych bohaterów. A najlepiej pokazuje to końcówka tej sceny, gdzie nawet Lily, która wróciła do obsady, nie wykazuje większych emocji. Mam wrażenie, że wcale jej to nie rusza, że już jej nie zależy – i interpretuję to jako część przeobrażenia, jakie właśnie przechodzi. Zmieniają się jej priorytety, musi skupić się na przemyśleniu wielu istotnych kwestii, przeanalizowaniu dotychczasowego postępowania w swoim życiu, traktowania innych osób – głównie tych najbliższych. Rola zdecydowanie nie ma dla niej tak wielkiego znaczenia. I fakt ten świetnie ukazuje, że dziewczyna naprawdę rozpoczyna długą i ciężką drogę, podczas której na pewno będziemy ją wspierać.
      Co do Twojego ostatniego pytania: nie wiem. Czytając to opowiadanie, nie nastawiałam się nigdy na pędzącą akcję, wodospady trupów, zagadki rodem z Sherlocka Holmesa. Przyjmuję całym sercem fakt, że skupiamy się tu głównie ma ludziach, na uczuciach, na skomplikowanych relacjach między postaciami. I gdyby ten fakt mi przeszkadzał, wierz mi – powiedziałabym to prosto z mostu. Ale jeśli sama stwierdzisz, że takie wątki są tu potrzebne, że spełniają Twoją wizję te historii – z mojej strony nie ma i nie będzie sprzeciwu. Bo jestem całym sercem z Tobą ♥
      Pozdrawiam i ściskam mocno! ;*

      —> „Rose nie odezwała się ani słowem, czując w głowie całkowitą pustką.” — pustkę

      Usuń
    2. AA, dziekuję za tak obszerny komentarz :* ja często mam sny związane z ostatnimi wydarzeniami itp., ale nie aż tak, hm, pomagajace, raczej totalna abstrakcja ;p;p cieszę się, że tak odczytalaś ten sen Lily ;) Lily zaczyna sobie coś uświadamiać, ale to wszystko wcale nie bedzie dla niej łatwo, przełamać się, odważyć na zmianę... która nie jest stuprocentową zmiana, raczej pozowoleniem sobie na pewne rzeczy. Ponadto, no cóż, zraziła do siebie wiele osób. Ale tak, już widac zmianę, i np. taka Rose to dostrzegla ;).
      Helena... mysli, że robi dobrze, ale w rzeczywistości wyrządza jeszcze większą krzywde nie tylko Hugonowi, ale i sobie. zresztą już niedługo zobaczysz, do czego to wszystko doprowadziło Weasleya w 21. rozdziale :D
      Lily... tak, jej zupelnie w tej chwili nie rusza to, że została przywrócona do obsady w takim sensie,że to sukces. zupełnie nie. Ale to nie jest też tak,że uważa, że nie zaśłuiuje. Ona jest tylko i wykącznie zdziwiona. Totalnie zaskoczona, jakby śniła na jawie, nie może nic z tego zrozumiec podobnie zreszta jak innych wydarzeń. Jak juz bedę pisac z jej perspektywy prawdziwy fragment, to będę miała cięzko xD ale to dopiero w dwudziestce dwojce ;p
      No własnie ja generalnie bardzo lubię pisac o uczuciach i postaciach, ale chciałam poznac zdanie czytelników ;p
      dziękuję za wskazanie błędu, poprawiłam ;p

      Usuń
  13. Nie sądzę, żeby brakowało tutaj elementu walki dobra ze złem, to opowiadanie bardziej obyczajowe, więc to by było trochę zaburzeniem formy. No i de facto to Lily próbuje być tązłą i walczyć z pozostałymi uczniami, którzy zwyczajnie chcą mieć spokój :P
    Czyżby sen zwiastował poprawę zachowania Lily? Może doceni to, że ją przywrócono, przeprosi wszystkich i poprosi o drugą szansę... Nie wiem, czy to nie za bardzo wyidealizowana wizja.
    Helenę nawet rozumiem. Boi się, że jej się pogorszy, a nie uważa, żeby jej rówieśnicy powinni się dołować jej chorobą. Jest zamknięta w sobie i uważa, że to wyłącznie jej sprawa, dlatego też innych nie dopuszcza. Czy się odważy?
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, Lily to zło, a reszta to dobro... :D ale to tylko w teorii, jeśli w ogóle :D
      Hm, sen uświadamia walkę, którą zaczyna ze sobą toczyc. Nie, nie przeprosi wszystkich i nie poprosi na forum o drugą szansę, ale coś się zmieni :p
      Helena.... no właśnie potrzebuje się dziewczyna odważyć, ale czy i kiedy to zrobi?;p

      Usuń
  14. Przepraszam za tak duże opóźnienie:)

    Rozdział świetny, zwłaszcza sen Lily, genialnie oddałaś jego klimat. Mam nadzieję, że koszmar wstrząsnął dziewczyną wystarczająco, aby zmieniła swój tok myślenia i sposób postępowania. Myślę, że rola w spektaklu również odmieni jej podejście do ludzi - dają jej oni kolejną szansę i ufają, że wykona swoje zadanie sumiennie, za co należy im się szacunek i wdzięczność, czego Lily dotychczas nie potrafiła okazywać.

    Helena strasznie irytuje mnie swoim podejściem do choroby, powinna zrozumieć i zaakceptować fakt, że Hugo chciałby z nią być w tych trudnych chwilach i wspierać ją. Rozumiem, że ciężko jej się pogodzić z taką sytuacją, jednak z pewnością byłoby jej łatwiej, gdyby nie musiała przez nią przechodzić sama. Mam nadzieję, że Olivier zachęci ją w jakiś sposób do szczerej rozmowy z Hugo.

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie zapomniałam! Według mnie, przyjemnie poczytać o perypetiach nastolatków, którzy borykają się ze zwykłymi problemami codzienności. Piszesz bardzo ciekawie i masz wiele oryginalnych pomysłów, więc to zdecydowanie wystarczy, aby czytelnicy z chęcią zagłębiali się w treść Twojego opowiadania. Moim zdaniem, nie musisz nic zmieniać ani wprowadzać żadnych urozmaiceń:)
      Neithiria.

      Usuń
    2. Czy ludzie sa do Lily nastawieni pozytywnie... tego bym nie powiedziała. No, ale z pewnością Dziewczyna nie bedzie juz zachowywać sie do konca tak jak kiedyś.
      Hm, to, co robi Olivier w następnym rozdziale, mozna w pewnym sensie nazwać nakłanianiem do rozmowy,ale chyba nie o to Ci tutaj chodziło :p dziękuje rownież za odpowiedz na pytanie pod rozdziałem ;)

      Usuń
  15. Czytając niektóre Twoje zdania mam nieodparte wrażenie, że można to napisać prościej, albo że czasem za dużo chcesz pokazać. Stosujesz dużo wtrąceń i czasami wytrącają mnie z rytmu. Chociażby tutaj:
    "Wydawało jej się – pomimo braku jakichkolwiek wskazówek – że udając się w prawo, powinna dotrzeć do schodów prowadzących do Wielkiej Sali, lecz zupełnie niespodziewanie korytarz zakręcił łagodnym łukiem, a ona znalazła się przed ogromnymi, dwuskrzydłowymi drzwiami stanowiącymi cel jej wędrówki" - to zdanie jest tak długie, że w połowie zapominam, co było na początku xD

    Bardzo podobał mi się ten sen Lily! Co prawda już na początku zorientowałam się, że to sen (ta rozmowa była zbyt nierealna, by uznać ją za rzeczywistość), ale mimo to byłam bardzo ciekawa jego przebiegu. Najbardziej podobały mi się powtórzenia Hugona odnośnie nie zasługiwania na jedzenie. Czyżby Lily podświadomie zaczęła czuć, że zachowuje się nie fair i stąd te sny? W końcu podobno śni nam się to, o czym myślimy, albo co w nas "siedzi" nawet podświadomie. W żaden sposób nie jest mi jej żal, a te łzy nie robią na mnie wrażenia. Może jestem nieczuła, ale uważam, że Lily zasługuje na wiele nauczek i wiele cierpienia zanim odpokutuje to, co robiła innym. I mam cichą nadzieję, że to się kiedyś stanie :D
    Olivier to dobry kumpel i dobrze, że powiedział Helenie jak się zachowuje Hugo. Może gdy dziewczyna przemyśli jego słowa to dojdzie do wniosku, że postępuje głupio rezygnując z uczucia przez chorobę? To prawda, że w życiu Hugona może pojawić się jeszcze wiele dziewczyn i że w tak młodym wieku ciężko mówić o jakiejś wielkiej, prawdziwej miłości, ale rezygnując z tego Helena krzywdzi nie tylko jego, ale i siebie. A kto wie, może to uczucie naprawdę mogłoby przetrwać lata? Może jego bliskość pomogłaby jej w walce z chorobą? Potrafię zrozumieć motywy Heleny, ale nie potrafię jej poprzeć. A najgorsze jest to, że teraz Olivier nie będzie miał szansy by wesprzeć Hugona w ewentualnej walce o jej serce. No bo skoro ona podobno nic do niego nie czuje... to po co? Ale zamieszała! Ale ja się cieszę. Lubię problemy i zamieszanie :D
    Domyślałam się, że Lily jednak wróci do przedstawienia. Ciekawa tylko jestem jaką zastępczą karę dostanie. Nie umiem na razie stwierdzić czy zaszły w niej jakieś zmiany. Może tak, skoro nie odrzuciła bliskości Rose, ale chyba za wcześnie, żeby wyciągać jakieś wnioski z tego fragmentu.
    A jeśli chodzi o Twoje pytanie pod rozdziałem, to ja chętnie przyjęłabym tutaj jakąś większą akcję, albo wątek, który wykraczałby poza same relacje bohaterów i ich rozterki. Zresztą pisałam Ci kiedyś, że trochę brakuje mi tutaj takiego wątku. Niekoniecznie walki dobra ze złem... Może jakieś problemy szkoły, z którymi będzie się trzeba uporać, może jakaś choroba, która nagle atakuje uczniów i trzeba ją powstrzymać... Coś, co połączyłoby wszystkich i było takim punktem kulminacyjnym tego opowiadania. Myślę, że wtrącenie czegoś ponad to, co jest teraz, mogłoby być ciekawym pomysłem. Teraz też jest interesująco i wciągająco (tym bardziej jeśli postacie się nie potrafią dogadać :D), ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby było jeszcze lepiej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZiekuję za komentarz. xD Ja mam tendencję do długich zdań i trochę właśnie takiego kombinowania, z którym walczę, ale jak widac, cały czas zdarzają się takie miejsca :p dzięki za zwrócenie uwagi.
      Coż, sny Lily z pewnością nie sa przypadkowe, a o jej zachowaniu więcej można będzie przeczytać w dwudziestce jedynce, a potem to już w ogóle :D:D w każdym razie te łzy jeszcze na serio się nie pojawiły, tylko w śnie...
      Co do Heleny - właściwie myślę tak samo :p A jak zachowa się Olivier... hm, może będziesz zadowolona, bo będzie jeszcze większe zamieszanie, choć chyba nie do końca takie, o jakim myślisz (w sensie... nie, nie mogę tego napisać :D).
      a co do ostatniej części Twojego komentarza: takim wydarzeniem własciwie częściowo miał być musical,choć on nie połaczył na razie wszystkich... Ale połaczy :D:D

      Usuń
  16. O jeju, ale ten sen był upiorny! Mam nadzieje, ze do Lily w końcu cos dotrze.
    Mam nadzieję, ze biedny Albus szybko odzyska przytomność. No i ten moment gdy kuzynki siedziały przy Potterze, bez słowa, bardzo poruszający, aż mnie cos załaskotało w brzuchu.
    Mimo wszystko, cieszę sie, że Lilka wraca do musicalu, skoro alternatywą była Amanda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam dotrze.
      Heh, chyba muszę Cię zmartwić. Co do Albusa.

      Usuń
  17. Dzisiaj tutaj :D

    Wow, ale makabryczny sen. Od samego początku wiedziałam, że to nie jest realne, ale kurde... naprawdę wyszło makabrycznie, nawet jeśli nie było krwi. Szczególnie ten Hugo, powtarzający w kółko jedną kwestię.
    Ten zabieg z zadawaniem pytań w kółko też nie jest mi obcy, bo sama gdzieś go zastosowałam, ale wbrew pozorom jest dosyć trudny. Tobie świetnie to wyszło, bo człowiek dopiero po pewnym czasie orientuje się, że FAKTYCZNIE, ona tylko zadaje pytania.
    Tak czy inaczej - bomba

    Helena dla mnie za bardzo robi za cierpiętnice. Oczywiście rozumiem w pewnym sensie jej decyzję, ale to jeszcze nie tak, że ona jest jedną nogą w grobie. Powinna walczyć, żyć, cieszyć się... a nie chować przed światem.

    Niesamowite jest to, że część o Lily mnie nie denerwowała :D

    Jeśli chodzi o część o Rose, to ona mnie drażni tym swoim stękaniem i chyba jest najgorsza ze wszystkich (po Lily).

    Nie mam dziś weny na komentarz, więc ten tego także ten

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nma poczatku jak pisałam, to Lily powiedziała jakieś zdanie twierdzące i później musiałam to zmienic, ale muszę przyznać, ze sama się cieszę, że ten zabieg sie udał :P I że bylo przerazające. Hah, ja też nie wierzę, że częśc o Lily Cie nie zdenerwowała :D No, ale Helena i Rose najwyraźniej to nadrobiły ^^ dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  18. Powiem szczerze, że nie zauważyłem tego faworyzowania Oliviera. Moim zdaniem pojawiał się on częściej od np Franka, ale to też dlatego, że Oli był od początku, a Franka dopiero wprowadzasz.
    Sen mi się podobał, był bardzo symboliczny, taki znaczeniowy, a jednak nie mówił niczego wprost, ale nie wydaje mi się, by przez kilka snów w Lil miała nastąpić jakaś zmiana. Ogólnie ludzie nie zmieniają się od pstryknięcia palcem, a od planu do realizacji jeszcze długa droga do przebycia. Można planować dietę, a po trzech dniach zjeść nawet jeśli nie hamburgera, to choćby poczęstować się chipsem od koleżanki. Chodzi o to, że człowiek to też zbiór przyzwyczajeń. Lil jest jaka jest, nawykła już do tego, przyzwyczaiła się, więc gdyby nagle powstała w niej jakaś diametralna zmiana, to by mnie to zniechęciło do opowiadania, bo byłoby strasznie nierealne.
    Ogólnie w opowiadaniu faktycznie czegoś mi brak. Chodzi o to, że to taki opis życia nastolatków w świecie magii i często powtarza się to samo, taka trochę telenowelka, bez jakieś głównej fabuły, problemu, czegoś co w jakiś sposób porusza i jest tym jednym, najważniejszym tematem. W HP była ta walka z tym dziwacznym gościem co w jednej z części był ukryty pod turbanem innego gościa. Tutaj nie ma żadnej tajemnicy. Brakuje mi więc czegoś co by zafascynowało. Póki co to po prostu ładne opisy, jednak jeśli od samego początku niczego większego nie planowałaś, to lepiej wykorzystać pomysł tajemnicy do nowego opowiadania, niż ładować to do tego.

    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam:
    „Nie jesteś sama” – publikacja nowego rozdziału następuje w każdy poniedziałek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Sny maja na Lily wpływ, choc oczywiscie nie sa jedynym powodem, dla którego zaczyna sie zmieniać; wlasciwie one męczą ja ze wzgledu na to, co sie dzieje w rzeczywistości, wiec sa pomiędzy przyczyna a skutkiem :D pokazują tez pośrednio to, ze ta dziewczyna skrywa sporo sama przed sobą.
      Hm, to ogolnie ma byc opowiadanie o dojrzewaniu; taka obyczajowka w magicznym świecie; postanowiłam koniec końców wprowadzić wątek bardziej tajemniczy, jednak to i tak jest drugorzędowa sprawa ;) ale zeby było jakies urozmaicenie, to bedzie. Wlasciwie juz sie zaczął :)

      Usuń
  19. Omfg, Heleneka troszczy się o Hugosia, Helenka troszczy się o Hugosia, awww! Też podzielam jej zdanie – z Hugosia uroczy człeczek i z całą pewnością wyróżnia się na tle wszelkich innyh ludków swymi człowieczymi przymiotami <3
    Proszę, proszę, Lily dręczą koszmary, czyli jakieś sumienia ona jednak raczej ma :P Cóż, niech chociaż w snach pomęczy się za to zło, które wyczynia na co dzień.
    Biedna, bieeedna Helenka….
    Chwila, moment, ale że co? Helenka, ja trochę cię rozumiem, te wszystkie obawy i w ogóle, ale tak to się nie bawmy, nie wolno takich rzeczy mówić, nie wolno tak kłamać, nawet jeśli wydaje ci się, że to najwłaściwsze. Ech, Olivier tak się starał a na koniec wszystko się zaprzepaściło. Scheisse!
    Właściwie na początku tego opka upodobałam sobie wyjątkowo Helenkę, bo chyba do niej byłoby mi charakterologicznie najbliżej. Tylko że odkąd pojawiła się Rose, to myślę, że z nią najbardziej się identyfikuję. Szkoda jedynie, że nie umiem śpiewać równie dobrze, jak ona, no ale… to taki szczegół. Lubię Rose ogromnie, bo ona jest jednocześnie opanowana, ale i niebywale wrażliwa. Stara się mieć wszystko pod kontrolą i chociaż z pozoru wydawać by się mogło, że jest dość chłodna, to ona po prostu dobrze się ze wszystkim kryje. Lubię też niebywale jej perspektywę, bo wiesz, na przykład za Lily czasem ciężko jest mi nadążyć, zwyczajnie dlatego, że nie pochwalam jej wyborów. Z kolei u Rose, nie wiem, ta jej perspektywa ma w sobie coś takiego, że kupuję ją całą. Chociaż mam ochotę wykrzyczeć: rany, zrób to i to, doskonale jednak rozumiem co ją powstrzymuje. Chyba podobnie mam też z Larą. I z Helenką, chociaż po tym rozdziale, co do Helenki nie byłabym tego już taka pewna :P
    Liczę mocno na to, że Helenka się wkrótce namyśli i zdecyduje podzielić się z Hugosiem swymi strapieniami, bo myślę, że on najlepiej czułby się z nią u boku, nawet jeśli oznaczałoby to dla niego masę zmartwień związanych z jej chorobą :P
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Helenka się troszczy, więc wpadła na pomysł, żeby sie odciać od Hugona. ale sama zobaczysz juz niedlugo, co z tego wynikło :p przetrwaj ten straszny rozdzial, w którym Hugo traci kontrolę, i będzie lepiej :P
      MNie też w pewnych aspektach blisko do Rose i myślę, że rozumiem, co masz na mysli :P choć tak śpiewać tez nie potrafię :P a Lily ma specyficzne myślenie :DD staram sie, żeby kazdy bohater był rózny, ale żeby każdy mial coś z którymś wspólnego,w końcu tak własnie jets z ludźmi :D dziękuję bardzo za komentarz. Stęskniłam się za Twoimi zdrobnieniami :D

      Usuń