środa, 18 listopada 2015

Rozdział ósmy: Pojedynki

Lily nie miała pojęcia, jakim cudem do tego dopuściła. Po raz kolejny w przeciągu tego tygodnia biegła spóźniona na zajęcia. Nigdy wcześniej, za wyjątkiem pierwszych dni w szkole, nie spóźniła się niechcący na lekcje. Nigdy wcześniej nie miała, co prawda, tak wielu zajęć, jednak zawsze udawało jej się wszystko perfekcyjnie rozplanowywać, nie rozumiała więc, co tak nagle się zmieniło.
Kiedy dziś rano poinformowała na śniadaniu Hugona, że kilka dni wcześniej dostała się do drużyny Krukonów, a zrobiła to wyjątkowo głośno, aby być pewną, że Janvier także to usłyszy, jej kuzyn stwierdził, że znalazła sobie naprawdę sporo zajęć jak na klasę, w której zdawało się SUMY. Odpowiedziała mu, że poradzi sobie bez problemu, ale gdy przed chwilą Hermiona złapała ją na korytarzu i poinformowała o terminie pierwszych zajęć praktycznych na konkurs z transmutacji w przyszłym tygodniu, a jednocześnie sprawiła, że Lily była spóźniona na lekcję, przez umysł dziewczyny mimowolnie przebiegła myśl, że kuzyn mógł mieć rację.
Potter nie miała jednak zarówno ochoty, jak i czasu, by się dłużej nad tym zastanawiać, ponieważ na całe szczęście znalazła się w odpowiednim korytarzu. Aktywowała wejście i wpadła do klasy. Ku jej zdziwieniu nie zastała w niej ustawionych w rzędach ławek i krzeseł. Wszystkie meble znajdowały się pod tablicą, a uczniowie ustawili się w szeregu wzdłuż jednej ze ścian. Lily tak zaskoczył ten widok, że początkowo nie zauważyła ani nie usłyszała profesora Greena, który najwyraźniej udzielał jej reprymendy. Rzuciła krótkie przeprosiny, lecz nauczyciel i tak odjął Ravenclawowi dziesięć punktów. Popatrzyła na niego wściekła, lecz nauczyciel już na nią nie spoglądał, tylko odwrócił się do reszty uczniów. Lily zajęła miejsce obok wysokiej Gryfonki, której imienia nie pamiętała, dusząc w sobie potrzebę dyskusji. Profesor Green nie należał do belfrów, z którymi można było coś ugrać. ­Właściwie tylko z nim nie potrafiła w żaden sposób sobie poradzić.
– Tak jak zacząłem mówić, zanim panna Potter nam przerwała, rozpoczniemy dziś cykl zajęć z pojedynków – zakomunikował nauczyciel. – Co prawda obecnie panują dość spokojne czasy, ale każdy musi wiedzieć, jak należy się bronić. Na razie będziecie walczyć za pomocą zaklęć, które znacie, choć liczę na coś więcej niż Expelliarmus. Na następnych zajęciach nauczę was nowych użytecznych czarów. Dziś chcę się przekonać, w jaki sposób walczycie nieinstruowani przez nikogo. Jakie są wasze predyspozycje. Liczy się szybkość, precyzja, pomysł. Niedozwolone są zaklęcia czarnomagiczne. Jak tylko zobaczę, że ktoś ich używa, zostanie on natychmiast odesłany do dyrektorki. Będziecie walczyć dwójkami.
Lily odwróciła się w kierunku Hugona i uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo, również inni uczniowie dobierali się na migi w pary. Widać było, że wszyscy podekscytowali się perspektywą pojedynku, nawet jeśli nie wyrażali tego na głos; profesor Green nienawidził rozmów podczas lekcji, a nieposłuszeństwo zawsze karał.
– Proszę państwa, proszę się uspokoić. Nie dobierzecie się sami, to byłoby zbyt proste, w prawdziwym życiu nie będziecie pojedynkować się z przyjacielem, a wrogiem. Ja was podzielę i nie życzę sobie żadnych dyskusji.
Większości zgromadzonym zrzedły na tę wieść miny, a część nawet mruczała coś niezadowolona pod nosem. Lily zacisnęła ze złości pięści, ale powstrzymała się od komentarza.        
– Ma pan coś do powiedzenia, panie Nowak? Tak myślałem. – Nauczyciel zgasił wzrokiem Alexa, a następnie wyciągnął z kieszeni kartkę i przeczytał: – Drowsing z McShire, Evergreen z Wellsem, Janvier z Potter…
 Lily nie słuchała dalej. Ledwo zarejestrowała, że Hugo będzie pracował z Heleną. Była zbyt zszokowana, że jej samej został przydzielony Francuzik! Cóż, technicznie to może ona jemu, w końcu jego nazwisko zaczynało się na wcześniejszą literę w alfabecie, ale nie miało to większego znaczenia. Jakże mogła go nadal ostentacyjnie ignorować, skoro Green postanowił z niewiadomych powodów połączyć ich razem?! Kiedy niemal tydzień temu, po dowiedzeniu się o spacerze Oliviera i Amandy, wybuchła niekontrolowaną złością przed tą drugą, a następnie zapomniała o randce z Rayanem, uznała, że należy zmienić taktykę i traktować nowego jak powietrze. Janvier próbował ją wciągnąć do dyskusji, wspominając coś o niezrównoważonych emocjonalnie nastolatkach, jednak panna Potter nie dała się sprowokować.
Nie można było powiedzieć, że zaczęła traktować chłopaka jak większość uczniów, to znaczy tak, jakby był elementem wystroju, o nie. Ignorowała go nadzwyczaj ostentacyjnie, na przykład rzucając na jego temat kąśliwe przy nim, ale nie do niego bezpośrednio. Niezależnie od tego, jak bardzo dziecinne mogło się to wydawać, początkowo działało bardzo dobrze, gdyż Olivier nie spodziewał się najwyraźniej, że Lily będzie w stanie długo wytrzymać bez bezpośrednich starć. Kiedy jednak dziś rano nie zareagował w żaden sposób na jawną prowokację, podobnie jak i wczoraj, a sam także się do niej nie odzywał, Potter uznała, że może czas ponownie zmienić taktykę. Ku jej niezadowoleniu i niezrozumieniu Olivier nadal stanowił sensację w szkole, ba, większość uczniów wydawała się go lubić! Dobrze, że przynajmniej Alice nowy nie podobał się w prawie tak samo dużym stopniu jak jej…
Być może Green jednak zrobił mi przysługę?, pomyślała Lily, patrząc uważnie na Oliviera, który ustawił się trzy metry przed nią. Chłopak wpatrywał się w nauczyciela kończącego tłumaczenie zasad pojedynku, jednak czując ciężar jej spojrzenia, zwrócił wzrok na Krukonkę. W jego dużych, błękitnych oczach zauważyła przez ułamek sekundy coś innego niż rozbawienie czy irytację, ale zanim zdążyła to nazwać, uśmiechnęła się do niego złośliwie. Nie mogła pozwolić sobie na dezorientację. W odpowiedzi Olivier parsknął na tyle głośno, że usłyszał to profesor Green i zwrócił mu uwagę. Lily poczuła satysfakcję, nawet jeśli nie taką reakcję ze strony Gryfona chciała uzyskać.
Nie zamierzała sama zaczynać rozmowy z nowym, tylko zmusić do tego jego. Jeszcze ważniejszy był sam pojedynek. Nie mogła go przegrać. Obrona nie należała do jej ulubionych zajęć, jednak posiadając tak wielu kuzynów, potrafiła całkiem dobrze sobie radzić; znała nieszkodliwe, acz dokuczliwe zaklęcia, które skutecznie nokautowały przeciwnika. Dzięki spędzeniu czasu w bibliotece i niezastąpionej pomocy Sharon dowiedziała się sporo o sposobie nauczania w Beauxbatons, na przykład o tym, że tamtejsi uczniowie pierwsze pojedynki odbywali już w połowie czwartej klasy, nie zamierzała się jednak poddać.
Wręcz przeciwnie, zawsze czuło się większą satysfakcję, jeśli pokonało się kogoś mocnego. A Olivier z pewnością był dobry z obrony, nie tylko ze względu na wcześniejsze uczęszczanie do francuskiej szkoły, ale również dlatego, że na ostatniej lekcji otrzymał z odpowiedzi ustnej powyżej oczekiwań, co dotychczas Lily udało się tylko raz, zaś najlepszemu uczniowi z tego przedmiotu, Albertowi Drowsingowi, trzy podczas dotychczasowej historii nauki jej rocznika.
Profesor Green dał im na pierwszy pojedynek pięć minut, podczas których ich zadaniem było uniemożliwienie przeciwnikowi dalszej walki. Każda para miała walczyć na specjalnie wydzielonych prostokątach o powierzchni piętnastu metrów kwadratowych. Dzięki rzuconemu przez nauczyciela zaklęciu nie można było przekroczyć tej granicy. Sam Green miał w tym czasie przechadzać się pomiędzy poszczególnymi grupami i obserwować ich poczynania.
– Proszę ustawić się w kołach – zakomunikował nauczyciel, kiedy wszyscy znajdowali się już w swoich prostokątach, i jednym machnięciem różdżki wyczarował na podłodze okręgi, do których piątoklasiści weszli posłusznie. – Na trzy zaczynamy. Raz! Dwa…! Co ty, do cholery, robisz, Varren?
Lily już miała w głowie co najmniej trzy użyteczne zaklęcia i zastanawiała się, w jakiej kolejności ich użyć, jednak oczywiście Emma musiała jej to uniemożliwić. Głupota tej dziewczyny nie miała granic. Najmądrzejsza Krukonka na roku uznała najwyraźniej, że jedyną jej szansą na wygranie pojedynku z George’em Wellsem będzie rzucenie zaklęcia na dwa. Nie dość, że nie pomyślała, iż nauczyciel nie puści jej tego płazem, musiała zapomnieć, że ona i jej różdżka, a raczej – ona i jej mózg – nie współpracowały ze sobą zbyt dobrze. Potter nie miała pojęcia, co chciała zrobić Varren, ale z pewnością zaklęcie nie postawiło nawet najmniejszego uszczerbku na jej przeciwniku. Spowodowało za to, że na ścianie za plecami Wellsa znajdowała się obecnie wielka, gruba kreska, przypominająca kolor szminki Emmy.
Jeśli ta dziewczyna potrafi rzucać jakiekolwiek czary, to tylko takie.
Większość uczniów zaśmiała się z tej sytuacji, Lily również uśmiechnęła się kpiąco, bo było to dość zabawne, jednak niestety wybiło ją nieco z rytmu. Kiedy chwilę później, po zlikwidowaniu skutków zaklęcia Varren, profesor Green policzył do trzech i pojedynek się rozpoczął, Janvierowi udało się rzucić zaklęcie jako pierwszemu. Prawdopodobnie dlatego, że zrobił to niewerbalnie. Z różdżki chłopaka wydobyło się bladoniebieskie światło, jednak Lily w ostatnim momencie udało się odskoczyć w bok.
– Jak…? – zawołała zdyszana, jednocześnie rzucając zaklęcie tarczy, kiedy Olivier zaatakował ją po raz drugi. Nie chciała powiedzieć tego na głos, lecz było za późno.
– To nie takie trudne, Potter – poinformował złośliwie Olivier.
– Jak będziesz się tak popisywać swoimi umiejętnościami, Janvier, to możesz stracić… – Lily ponownie zablokowała zaklęcie, dysząc ciężko – …swoich nowych znajomych.
Tym razem dziewczynie nie udało się odskoczyć ani posłać zaklęcia tarczy i poczuła mocne pieczenie w lewym ramieniu. Wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedzieć, że Olivier rzucił w nią Utricą, zaklęciem z drugiej klasy. Lily uśmiechnęła się do siebie, wszystko wskazywało na to, że zaklęcia rywala nie są skomplikowane, jedyną trudność sprawiało to, że nie wymawiał ich na głos.
Takim urokiem nie mógł z nią wygrać.
– Na twoim miejscu zrezygnowałbym z poradnictwa, którego i tak nie potrzebuję, i skupił na pojedynku, droga Lily – zakomunikował zadowolony z siebie Janvier, posyłając w jej kierunku kolejne zaklęcie.
Potter odbiła je, czując płynącą w żyłach adrenalinę, a następnie po raz pierwszy sama zaatakowała. Co prawda chłopakowi udało się odskoczyć, ale nieco go zdezorientowała. Niewzruszona niepowodzeniem Lily machnęła różdżką po raz kolejny, tym razem wykorzystując zaklęcie wymyślone przez wujka Georgea. Bardzo chciała zobaczyć, jak Olivier skacze i piszczy jak małpa. Niestety chłopak zablokował czar i przeszedł do kontrataku. 
Unikanie jego uroków było naprawdę męczące, mimo że pojedynek nie mógł trwać dłużej niż półtorej minuty. Lily rzuciła kątem oka w prawo, chcąc zobaczyć, jak radzili sobie inni, co okazało się sporym błędem, ponieważ chwilę później wokół jej głowy wyrosła charakterystyczna bańka zaburzająca widzenie. Zdziwiona Lily zamrugała kilka razy, jednak szybko rzuciła na siebie przeciwzaklęcie. Gdy zobaczyła uśmiech zadowolonego Oliviera, żałowała, że znów mogła widzieć. Jednocześnie zastanawiała się, czemu Janvier nie posłał w jej kierunku czegoś, co ostatecznie dałoby mu wygraną; przecież miał na to wystarczającą ilość czasu.
Lily, czując coraz obficiej spływający po plecach pot, gorączkowo zastanawiała się, jak go pokonać, jednocześnie sprawnie umykając przed zaklęciami, którymi miotał w nią praktycznie bez przerwy. Miała kompletną pustkę w głowie. W końcu zawołała Immobilus, żeby dać sobie chociaż trochę czasu na ochłonięcie. Na szczęście zaklęcie w trafiło w Janviera i spowolniło jego ruchy. Potter chciała rzucić Expelliarmus, jednak wydawało jej się to zbyt proste. Kręciła bezwiednie różdżką, czując, że nogi zaczynały trząść się w niekontrolowany sposób.
Nie zauważyła, kiedy jej czar przestał działać, co było kolejnym błędem. Olivier rzucił w nią Petrificus Totalus, po raz pierwszy na głos, a ona nie zdążyła nic z tym zrobić. Osunęła się bezwolnie na ziemię, nie mogąc poruszyć nawet najmniejszą częścią ciała. Dawno, o ile kiedykolwiek, nie czuła się tak bardzo bezbronna. I wściekła. A najgorsze było to, że nie mogła tego w żaden sposób wyrazić ani się odegrać! 
Jak mógł mnie tak potraktować?!
Nagle zauważyła przed sobą twarz Oliviera, który nadal się szeroko uśmiechał. Odnosiła wrażenie, że taki, a nie inny przebieg pojedynku zaplanował sobie od samego początku. Jakże go nienawidziła! Szczególnie wtedy, gdy zamiast rzucić przeciwzaklęcie, wpatrywał się w nią bezczelnie. Lily wiedziała, że pięć minut zaraz minie i że jeśli nie Francuzik ją odczaruje, zrobi to nauczyciel, ale i tak nie potrafiła uwierzyć w upokorzenie, które właśnie przechodziła. Nikt nigdy nie traktował tak jej, Lily Luny...!
– Nieźle, Potter, ale w trakcie pojedynku musisz skupić się tylko na nim. I najlepiej także na przeciwniku, a nie tylko wymyślaniu skomplikowanych zaklęć, które miałyby mnie powalić na ziemię.
Tak bardzo chciała mu odpowiedzieć, wygarnąć, co o nim myśli, rzucić się na niego, a tymczasem nie mogła nawet poruszyć wargami. Była pewna, że Olivier jej nie odczaruje. Bezczelny, ohydny, podły...
Nagle rozległ się trzask z różdżki profesora oznaczający koniec pojedynkowania, a w tym samym momencie poczuła, że powróciła zdolność do poruszania mięśniami. Najszybciej, jak potrafiła, stanęła na równe nogi, jednocześnie potrącając Janviera niespodziewającego się tak szybkiej reakcji. Chłopak zachwiał się lekko, jednak nie upadł.
– Masz rację, mogę cię po prostu popchnąć – warknęła przez zaciśnięte zęby, jakimś cudem powstrzymując się od uderzenia go w twarz.
– Nie spodziewałbym się, że będziesz nokautować przeciwnika, popychając go w iście mugolski sposób – stwierdził pogodnie Janvier, otrzepując szatę.
– Może tiara pomyliła się z twoim przedziałem, skoro masz coś do mugoli?
– Podobno nie lubisz Gryfonów, a Ślizgonów tak, czy może coś przegapiłem? Zresztą ty to powiedziałaś, nie ja – zauważył Olivier, a Lily zmełła w ustach przekleństwo.
Czemu on na wszystko ma odpowiedź?
– Ciesz się ze zwycięstwa, póki możesz – zasyczała Potter, nie mając ochoty na dłuższe prowadzenie rozmowy.
– A co, myślisz, że dzięki tobie wygracie pierwszy mecz w sezonie? Każdy wie, że ta Robertson była od ciebie lepsza w eliminacjach – stwierdził zaczepnie Olivier.
Lily popatrzyła na niego ze zdumieniem. Skąd....?
– Widzę, że gorsza z ciebie plotkara niż Emma…
– Albo Sharon  – dodał, jednak Lily udała, że tego nie dosłyszała.
– …ale radzę ci nie wypowiadać się na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia. Skoro nie było cię na miejscu, nie możesz oceniać naszych umiejętności ani ich porównywać.
– Ciekawe, że to właśnie ty pouczasz mnie w taki sposób – stwierdził tylko Olivier, wpatrując się uważnie w Lily i obracając w dłoniach swoją różdżkę.
– Co masz na myś…
– Później będziecie kontynuować tę jakże frapującą konwersację – przerwał im oschle profesor Green, który niespodziewanie zmaterializował się tuż obok nich.
Najwyraźniej wcześniej nauczyciel musiał omawiać pojedynki dwóch pierwszych duetów, dlatego nie zwracał wcześniej uwagi na ich cicho prowadzoną rozmowę. Teraz jednak Potter, widząc karcące spojrzenie profesora, poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Green był jedynym profesorem, którego się obawiała. Nie chciała, żeby wlepił jej szlaban. Szczególnie że musiałabym go odbywać z tym kretynem!
– Cieszcie się, że byliście najlepszym duetem. W skali ogólnej oceniłbym wasz pojedynek jako przeciętny. Janvier, dobrze sobie radzisz z zaklęciami niewerbalnymi i zaskakiwaniem przeciwnika, otrzymujesz powyżej oczekiwań. Potter, ciesz się, że umiesz tańczyć i bezbłędnie rzucać zaklęcie tarczy, bo inaczej leżałabyś po minucie. Zadowalający.
Green poszedł dalej, a Lily poczuła, że dopiero teraz była w stanie wypuścić z siebie powietrze. Po raz pierwszy w życiu profesor skomentował jej pracę na zajęciach w sposób pozytywny. Tak długo na to czekała.
Jednak dlaczego, na Merlina, Olivier okazał się jeszcze lepszy?!

– Jak ty to robisz? Merde… Mój hetman!
– Nie wygrasz z nim, on ogrywa nawet dziadka Artura. Tata nie może przeboleć, że spadł na trzecie miejsce w rankingu najlepszych graczy w rodzinie, pokonany przez własnego syna i ojca –zakomunikowała Rose Weasely, a następnie westchnęła i dodała: – Widzę, że ci jedenastoletni chłopcy nadal nie potrafią zrozumieć, że nie mogą dostać się do żeńskich dormitoriów. Muszę iść.        
Hugo i Olivier odprowadzili wzrokiem starszą siostrę tego pierwszego, która pomagała właśnie podnieść się z podłogi niskiemu, chudemu chłopcu. W końcu na oczach całego pokoju wspólnego Gryfonów zjechał przed chwilą ze zjeżdżalni, w którą każdorazowo zamieniały się schody prowadzące do sypialni uczennic, gdy stanął na nich jakiś chłopak. Prefekt naczelna głośno strofowała pierwszoklasistę za to przewinienie i przypominała mu również inne punkty szkolnego regulaminu.
– Jak ty przeżyłeś z nią pod jednym dachem całe dzieciństwo? Bez żadnych kawałów, nic…? To musiało być smutne – zauważył Olivier, marszcząc czoło.
– Rose nie jest taka zła. Zresztą kiedyś nie była aż taka sztywna – odpowiedział Hugo. Nie kontynuował jednak tematu, bo siedemnastolatka popatrzyła z naganą w ich stronę, jakby słyszała tę rozmowę. Nie było to możliwe… raczej… ale młody Weasley cieszył się, że kumpel postanowił nie ciągnąć dalej tematu jego siostry, tylko ponownie skupił się na grze.
Korzystając z piątkowego wieczoru, Olivier wyzwał Hugona na ostateczny, jak go nazwał, pojedynek w czarodziejskie szachy. Od tygodnia próbował ograć kolegę, ale dotychczas za każdym razem przegrywał z kretesem. Jak się okazało, nie był jedyny, wręcz przeciwnie. Większość uczniów nie dawała się namówić Weasleyowi na choćby jedną rozgrywkę, wiedząc z góry, że pojedynek zakończy się sromotną klęską. Jedyną osobą w szkole, która od czasu do czasu potrafiła ograć Hugona, był podobno Albus Severus Potter.
Wrodzona ambicja Janviera nie pozwoliła mu jednak tak po prostu się poddać, dlatego namówił Hugona do codziennej gry, wierząc, że kiedyś przynajmniej raz uda mu się zwyciężyć. Dwa dni temu uznał, że chyba musi pogodzić się z porażką, ale i tak kontynuowali zwyczaj, ponieważ obojgu sprawiało to radość.
Dzisiejszego wieczoru Olivier postanowił po raz ostatni dać sobie szansę na wygraną z Hugonem i właśnie rozgrywali szóstą z kolei rundę. Przed chwilą Weasley w widowiskowy sposób pozbył się hetmana przeciwnika, więc Janvier wiedział, że kolejna porażka zbliżała się wielkimi krokami.
– Goniec na E5 – powiedział ze zrezygnowaniem, a figura posłusznie zmieniła położenie.
– Hetman na E6. – Odpowiedź Hugona była natychmiastowa.
Weasley w ogóle nie musiał się zastanawiać nad ruchem; może miało to związek z tym, że Olivier myślał nad każdym przez pięć do dziesięciu minut, aby wreszcie wymyślić sposób na pokonanie kolegi.
– No nie… Kogo ratować, wieżę czy konia? Merlinie! No dobra, wieża ma więcej punktów.
Po trzech ruchach doszło do nieuniknionego zwycięstwa Hugona.
– Okej, rozumiem aluzję, tego się po prostu nie da zrobić – zawołał rozpaczliwie Olivier, a następnie wraz z kolegą wybuchli śmiechem.
– I tak jestem przekonany, że jutro też będziesz chciał grać – stwierdził Weasley, chowając swój ukochany zestaw czarodziejskich szachów, pochodzących z osiemnastego wieku, do brązowej torby.
– Jutro tak, ale dzisiaj już nie dam rady. Mój mózg zamienił się w gąbkę – zawołał Olivier, teatralnie łapiąc się za głowę. Najwyraźniej zauważyły to trzecioklasistki siedzące nieopodal, bo zaczęły chichotać jak szalone, rzucając dwójce nastolatków zalotne spojrzenia. – Wielki ostateczny pojedynek okazał się wielką klapą.
– Podejrzewam, że tak samo myśli Lily o waszym wczorajszym pojedynku z obrony – stwierdził Hugo, drapiąc się w głowę. – Nie wiem, czy jesteś świadomy, że wszyscy was obserwowali przez ostatnią minutę, sami już nie walcząc. To było naprawdę widowiskowe.
– Hm… Zawsze lubiłem obronę. – Olivier nie wiedział, jak to skomentować. – A jak ty sobie poradziłeś z Heleną? Rzuciłeś w nią w ogóle jakimś zaklęciem?
– Co masz na myśli? – zapytał lekko zdenerwowany Weasley, rozglądając się nerwowo po pokoju wspólnym Gryfonów. Na szczęście Smith w nim nie było.
– No przecież wiadomo, że na nią lecisz, więc…
– Zamknij się – syknął Weasley, czerwieniąc się jak burak i łapiąc kolegę boleśnie za ramię.
Olivier był tak zdziwiony, że nawet nie zaśmiał się z irracjonalnego zachowania kumpla. Jeśli wcześniej miał jakiekolwiek wątpliwości, czy Hugonowi podobała się Helena, w tej chwili ostatecznie je stracił. Teraz tym bardziej musiał dowiedzieć się, czy to uczucie było odwzajemnione! Dobrze, że już nazajutrz Janvier miał odbyć drugie korepetycje z transmutacji z samą zainteresowaną, może uda się mu jakoś ją podpytać? Dziewczyna okazała się bardzo dobrą, cierpliwą nauczycielką, choć Olivier nie mógł zrozumieć, dlaczego jednocześnie cechowała się tak dużą nieśmiałością.
– Wyluzuj, nikt nie słyszał – powiedział ugodowo, zabierając ze swojego ramienia rękę kolegi.
– Taa. Sorry – rzekł Hugo, nie patrząc na niego. ­– Po prostu…
– To jest oczywiste.
Weasley ukrył twarz w dłoniach i wymamrotał coś niezrozumiałego.
– Ale i tak nie rozumiem problemu – dodał Olivier, mając nadzieję na odzew.
Nie przeliczył się.
– Problem jest taki, że nic z tego, okej?
– Dlaczego? Jest wolna. Ty też. Dla mnie to proste.
– Daj spokój – wymamrotał ledwo zrozumiale Hugo, choć teraz przynajmniej nie skrywał już głowy w dłoniach.
– No to powiedz dlaczego? Chyba nie przez Lily, co? – spytał Olivier niemal karcąco, wpatrując się uważnie w kumpla. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego ani za co Hugo tak bardzo lubił Potter. Z drugiej strony nie rozumiał, dlaczego ona traktowała Weasleya inaczej niż innych. Może to w tym tkwiła odpowiedź na pierwsze pytanie?
Hugo nie odpowiedział, tylko wciąż uparcie patrzył w stół, zaś jego policzki nadal pokrywał wyjątkowo czerwony rumieniec.
– Serio? – Olivier wywrócił zirytowany oczami i westchnął głęboko.
Wiedział, że Lily miała duży wpływ na Hugona. Ich współlokator, George Wells, młodszy brat kapitana drużyny Gryffindoru, stwierdził kiedyś w żartach, że Weasley chyba musiał zakochać się w Janvierze, skoro nie słuchał Lily i nadal rozmawiał z Olivierem. Oberwał za to w głowę od nich obydwu, jednak Francuz wyciągnął z tego zdania to, co powinien. Najwyraźniej jeśli chodziło o prawdziwe zakochanie się, spostrzeżenia George’a nie były takie głupie.
Prawdopodobnie Lily nie ucieszyłaby się specjalnie, gdyby Hugo miał jakąkolwiek dziewczynę, ale Janvier zdążył zauważyć, że Potter wybitnie nie lubiła Smith. Dotychczas Olivier nie próbował dociekać przyczyn tej nienawiści. Teraz jednak poczuł, że to mogło stanowić kluczową odpowiedź w całym tym zagadnieniu, więc postanowił porozmawiać o tym z Amandą bądź Sharon. Choć miał ogromną nadzieję, że strach Hugona przed pokazaniem uczuć Helenie nie wiązał się tylko z Lily. To byłoby naprawdę… niezdrowe.
– Nie do końca – odparł Weasley, nieco mniej czerwony, takim tonem, jakby uważał rozmowę za zakończoną. – A co z tobą i Amandą? – zapytał.
Olivier nie spodziewał się, że Hugo odwróci kota ogonem, i pozytywnie go to zaskoczyło. Może Weasley jeszcze nie był całkowicie stracony, jeśli chodzi o Helenę? Janvier postanowił zgodzić się na zagranie kolegi i odpowiedział na zadane pytanie:
– Nic wielkiego. Byliśmy na trzech spacerach i tyle.
– O, to widzę, że zainteresowanie Sharon tym tematem nie jest takie bezpodstawne – odrzekł Hugo. Wyglądał całkowicie normalnie, jakby nigdy nic się nie stało. – Próbowała coś ode mnie wyciągnąć kilka dni temu.
– To zabawne, że Lily nie może sama cię o to spytać. Albo mnie, jeśli naprawdę tak bardzo ją to interesuje – stwierdził Olivier. Potter tak bardzo śmieszyła go swoim zachowaniem, że nawet nie umiał być na nią naprawdę zły za wścibstwo. Właściwie to jej współczuł.
– Aż za bardzo.
– Co? ­– spytał zaintrygowany Janvier.
– Lily przypomniała sobie, że to ty zniszczyłeś w dzieciństwie jej zabawkę, może pamiętasz, nie wiem, ale umówmy się: to nie może być powodem, dla którego tak się na ciebie uwzięła. Musi chodzić o coś innego – stwierdził zdecydowanie Weasley.
– Na Merlina, Hugo, ona już taka jest, chce mieć wszystko pod kontrolą, chce, żeby świat działał według jej własnego mniemania. Czego tu się doszukiwać?
Hugo wzruszył ramionami. Mimo że wiedział, iż Lily miała powody, by zachowywać się tak, a nie inaczej, musiał częściowo przyznać rację nowemu koledze, który zadziwiał go spostrzegawczością. Jednocześnie  coś w tym wszystkim nie dawało młodemu Weasleyowi spokoju. Chłopak doskonale znał techniki działania Lily, z których większości nie popierał, więc widział, że jej walka z Olivierem nie przypominała żadnej z dotychczas przeprowadzonych przez jego kuzynkę. Pewnie sama nie zdawała sobie z tego sprawy, a nawet jeśli, nie myślała o tym.
Weasley aż za dobrze wiedział, że jego kuzynka nie potrafiła ani nie lubiła mówić o uczuciach.

Nie była w stanie na nich patrzeć. Patrzenie na nich ją bolało.
– Nie można bawić się jedzeniem – warknęła na jakiegoś pierwszoklasistę, gdy odwróciła wzrok z pleców dwóch Ślizgonów, których przed chwilą obserwowała, a jej spojrzenie padło na chłopca układającego właśnie z tostów pokaźnych rozmiarów piramidę.
Rose Weasley rozpoznała w nim tego samego nicponia, którego trzy dni wcześniej strofowała za próbę wejścia na schody prowadzące do żeńskich dormitoriów. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że starsi uczniowie bez problemu obchodzili ten zakaz. Swego czasu nawet ona pozwalała na to jednemu chłopakowi, a przecież nie należał on do Gryffindoru! Łamał więc znacznie więcej punktów szkolnego regulaminu niż chudy jedenastolatek. Który, swoją drogą, w odpowiedzi wystawił w jej kierunku język, ale przynajmniej zamiast dokładać kolejne poziomy piramidy, zaczął ją spożywać.
Po chwili zastanowienia Rose uznała, że najlepiej będzie go zignorować. I tak była zbyt zmęczona życiem, a miała dopiero siedemnaście lat.
Żuła nieświadomie bułkę posmarowaną marmoladą truskawkową, a jej wzrok ponownie padł na plecy Albusa. Kiedyś o wiele bardziej przejmowała się jego przyjacielem Scorpiusem. Tak długo nie potrafiła otrząsnąć się po rozstaniu z Malfoyem! Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego chłopak nie chciał z nią być. Obecnie była mu za to wdzięczna. Nie pasowali do siebie. Może i byli sobą kiedyś zauroczeni, ale tylko tyle. Scorpius zrozumiał to szybciej. Bardzo żałowała, że dostrzegła to tak późno. Gdyby nie jej irracjonalne zachowanie, nadal miałaby dwóch wspaniałych przyjaciół. A tak nie miała nawet jednego.
Weasley brakowało Malfoya jak kumpla. Ale przede wszystkim brakowało jej Albusa. Był dla niej dokładnie tym, kim dla Lily Hugo, a w rodzinie często żartowano, że to wina genów. Niezależnie od tego, że nie przepadała za młodszą kuzynką, musiała przyznać, że w jednym Lily okazywała się lepsza od niej. Potter nie zaprzepaściła, przynajmniej do tej pory, przyjaźni, a właściwie braterskiej wręcz więzi, z najbliższą osobą w jej życiu.
Rose zaś udało się to perfekcyjnie, w połowie szóstej klasy, i nic nie wskazywało na to, że cokolwiek mogło się w tej materii zmienić. Gryfonka doskonale zdawała sobie sprawę, że to ona ponosiła winę. Albus próbował dokonać niemożliwego przez niemal dwa miesiące – być przyjacielem zarówno dla niej, jak i dla Scorpiusa – ale ona tego nie doceniała, wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej się złościła, jeszcze mocniej zarzucała mu zdradę. Teraz Weasley aż za dobrze wiedziała, że nikt jej nie oszukał, wręcz przeciwnie – obaj Ślizgoni byli wobec niej aż do bólu szczerzy. To jej duma nie pozwalała na przyznanie oczywistego – ona i Scorpius nie byli dla siebie stworzeni. Tylko co z tego, że widziała to już wszystko od dobrych kilku miesięcy, skoro obaj nie chcieli jej znać?!
Z rozmyślań wyrwał ją dziewczęcy, radosny głos, a ona mimowolnie poczuła ukłucie zazdrości. Maxmilienne Janvier przechodziła właśnie przed wraz z jedną z innych siedemnastoletnich Puchonek, której imienia Rose nie pamiętała, i rozmawiała z nią z typowym dla siebie ożywieniem.
Jakim cudem tak szybko udało się jej zainteresować ich swoją osobą?!, pomyślała zdenerwowana Weasley, obserwując spode łba Anabelle. Nie dało się nie zauważyć, że nowa uczennica spędzała z jednymi z najatrakcyjniejszych siódmoklasistów bardzo dużo czasu. Rose czuła niechęć na sam dźwięk imienia tej dziewczyny, a tym McGonagall postanowiła, że to akurat ona miała udzielać nowej korepetycji z transmutacji i eliksirów. Oczywiście nie mogła odmówić.
A tak bardzo by chciała. I nie chodziło o to, że Maxmilienne i Scorpius wyraźnie zainteresowali się sobą wzajemnie. Nie, tego Rose była pewna. To właśnie tłumaczyła dnia poprzedniego swojej przyjaciółce Eve Meadowes, która chyba niestety jej nie uwierzyła.
Nie. Najbardziej zazdrościła Francuzce radości życia, entuzjazmu i umiejętności nawiązywania przyjaźni.
A przede wszystkim tego, że – zupełnie bezwiednie – zajmowała miejsce, które kiedyś należało do niej. To ją, Albusa i Scorpiusa w rodzinie porównywano do matki, ojca i wujka Harry’ego. Rose nie chciała, aby ktokolwiek ją zastąpił.
Kiedy Eve słusznie zauważyła, że Matyldę Pince, dziewczynę Albusa, też można by traktować na takiej zasadzie za osobę, która zajęła pozycję Rose, Weasley nie zgodziła się z nią.
Ale nie dlatego, że nadal była zakochana w Scorpiusie.
Prawda?
– Przestań się bawić tym cholernym jedzeniem! – ryknęła, waląc ręką w stół tak mocno, że druga tworzona przez jedenastolatka piramida spadła, brudząc cały stół. Weasley nie czekała jednak na jakąkolwiek reakcję zdziwionych jej wybuchem Gryfonów, tylko wstała i jak najszybciej wyszła z Wielkiej Sali.
Nie uciekała.
Prawda?

***

Jako że dziś, zupełnie niespodziewanie, anulowano sporą część moich zajęć, a ja poczułam nagły napływ weny, dodaję notkę. Byłam przekonana, że pojawi się dopiero w następnym tygodniu, stąd moje ogłoszenie sprzed dwóch dni, a jednak nie! Mam nadzieję, że się cieszycie :). Są w niej Lily, Hugo, Olivier, a nawet siódmoklasiści, więc mam nadzieję, że wszyscy będą zadowoleni, przynajmniej z doboru bohaterów. Jak zwykle zapraszam do komentowania :).
Aha, i jakby co: nie doszliśmy jeszcze do głównego wątku opowiadania, od którego wszystko się zaczęło. Ale cóż, bohaterowie poboczni się nieco rozrośli, że tak powiem, stąd taki, a nie inny przebieg. xD
Edit: 24.11.: Nowość pojawi się 6.12., taki prezencik na mikołajki :).


71 komentarzy:

  1. Oj, Perificus Totalus to dla Lily naprawdę cios poniżej pasa, teraz jeszcze bardziej będzie się mściła, bo przez niego reszta zobaczyła Lily taką, jaką czasami jest (jak zresztą każdy czasami) - bezbronną i bezradną.
    Tak samo jak Oliver zastanawiam się dlaczego Hugo tak bardzo jest ' pod pantoflem' Lily i ze względu na nią powstrzymuje się przed zbliżeniem do Heleny. Mam nadzieję, że Francuz mu pomoże się trochę wyzwolić i znaleźć szczęście :)
    Ah, każdy tu jest ze sobą powiązany i mamy kolejny element do puzzli - Rose i Scorpion. Jeszcze nie wiem co o nich sądzić, ale trochę mi żal Rose, że tak się próbuje przekonać, że jednak do Scorpiusa to już nigdy nic, ale jednak coś :P Nawet jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Petrificus Totalus to dla Lily chyba najgorsze zaklęcie, jakim mogła oberwać xD.
      Hugo jest zbyt dobry dla Lily, ponadto wie, że ona w dużej mierze udaje, ale kiedyś będzie musiał zawalczyć o samego siebie. Olivier, nawet jakby chciał, to raczej nie będzie potrafił zrozumieć, dlaczego H. może się tego bać. ale jak wiemy, tutaj nie chodzi tylko o Lily. Hugo jest przekonany, że Helena nie odwzajemnia jego uczuć i że tylko by się przed nią po raz kolejny zbłaźnił. Ale przyznanie się do tego przed kumplem jest chyba jeszcze gorsze, toteż Hugoś milczy jak zaklęty xD
      Aż na początku sama napisałam komentarz do zachowania Rosalie, bo cholera, okłamuje samą siebie jak nie wiem... Cóż, niestety będzie z tym wszystkim pewien problem. Ze mną też, bo jakoś tak teraz polubiłam i ją, i Anabelle. No więc dobrze to się dla wszystkich skończyć nie może. Eh.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  2. Ooo Merlinie nowy rodział! Lecę czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tego mi było trzeba. Weszłam dzisiaj przypadkiem, a tu taka niespodzianka! Jeden rozdział, a tak cieszy ;D
      Chyba najbardziej podobał mi się pojedynek. Oj Olivier utarł nosa Lily, teraz to już na pewno wypowie mu wojnę, aż nie mogę się doczekać.
      Muszę przyznać, że bardzo zgrabnie łączysz wątki. Mam wrażenie, że wszystko masz już zaplanowane i działasz według obranego przez siebie schmatu. To naprawdę coś, gdyż mi to nigdy nie wychodzi ;)
      Jestem ciekawa co dalej będzie z Rosalie i wiesz co? To jej kibicuję jeśli chodzi o Scorpiusa. Anabelle strasznie mnie irytuje ;D
      Bardzo mnie cieszy, że nie doatrliśmy jeszcze do głównego wątku, bo to oznacza, że jeszcze dużo przed nami ;)
      Mam nadzieję, że już wkrótce pojawi się nowy rozdział.
      Życzę weny i pozdrawiam ;)

      Furia

      Usuń
    2. Tak, Olivier znow utarł Lily nosa, co tylko ją rozjuszy, jak mozna się spodziewać. Ale kiedyś i on z nią przegra, a moze raczej.., nie bedzie mu juz tak łatwo...
      Cześć wydarźen mam zaplanowaną, ale spora część sie objawia, ze tak bowiem, dopiero podczas pisania i to bywa problematyczne. Np.przez cały czas myslalam, zeby napisac część o Rose tak, jakby naprawdę juz nie była żakochana z Scorpiusie,ale uznałam, że tak będzie znacznie ciekawiej. No to teraz juz nie wiem, co zrobię z tym trójkątem.czuję, że będę musiała spytać Scorpiusa z fragmentem z nim w roli glownej, haha. Ale staram się łączyć te watki i nawiązywać do wczesniej opisywanych wydarzeń, nie powiem, ze nie.
      Dziekuję pięknie za komentarz

      Usuń
  3. Matko, znów wchodzimy w etap przyspieszania akcji, zdecydowanie jestem na tak!
    Tak czekałam na ponowne "starcie" między Lily a Olivierem i się doczekałam, nawet dosłownie. Strasznie mi się podoba to budowanie relacji między nimi - jest wyczuwalne napięcie, nawet na własnej skórze, które przepełnia jednak ta nuta niepewności - bo przecież nie może to być czysta nienawiść. Zwłaszcza, że było wspomnienie w tekście o jego oczach, w których na moment nie widniała pogarda w stronę Lily. Czyli on jest stanowczo zaintrygowany dziewczyną i wydaje mi się, że w głębi serca chce poznać przyczyny takiego a nie innego zachowania Lily. I mam nadzieję, że krok po kroku mu się to uda. Ale jak na razie będę się napawać tym wybuchowym wątkiem ile tylko będzie mi dane ;))
    W opowieści mamy tyle połączonych wątków osobowych, że boję się, że nie wszystko pamiętam i ogarniam do końca; jeśli gdzieś się pomylę z imieniem to proszę pokornie o wybaczenie i przepraszam.
    H&H tym razem jedynie z perspektywy zauroczonego chłopaka, ale nawet taka wzmianka w pewnym stopniu zadowala moje serce; ciekawi mnie jak wyglądał ich pojedynek :D
    Też myślę, że relacja Hugo i Lily wygląda na nieco niezdrową. To świetnie użyte słowo. Chłopak musi przełamać te więzy i zająć się też sobą, ale z drugiej strony nie może zostawić Lily na lodzie, w końcu są rodziną i naprawdę się kochają. Tylko ona też musi odpuścić, a w przypadku Lily będzie to trudne, zwłaszcza, że chodzi o Helenę.... Matko, ale sytuacja :D
    No i teraz jeszcze Scorpius i Rose, a on przecież... panna Janvier... Ah, jedno pytanie mam na ustach: Co teraz, Autorko? Co teraz? ;))
    Pozdrawiam i weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Ja jakoś się trochę bałam opisania ich kolejnego starcia, ale wlasciwie jak juz przyszło co do czego i wpadłam na pomysł pojedynku, to nawet mi się spodobało. Teraz to już bedzie prawdziwa jatka, haha. Koniec z nieodzywanie, się do Oliviera i wzajemnie.
      H&H...moze wspomnę o ich pojedynku, ale teraz z perspektywy Heleny, zeby mi się biedaczka nie zagubiła. W ogólne powinna, wytłumaczyć, o co chodzi z Heleną i Lily, ale chyba jeszcze Was potrzymam troche w niepewności.
      A co do Rose, Anabelle i Scorpiusa.... Sama zadaje sobie to pytanie. Rosalie miała być początkowo tylko przykładem dla Lily w relacji Potter z Hugonem, ale uznałam pozniej, ze jak W.nadal bedzie zakochana w Scorpiusie, to będzie ciekawiej. Hm, o ostateczny wynik będę musiała się chyba spytać chłopaka. Albo moze strzelę jakas ankietę? Ech, ale sobie narobiłam xdxd

      Usuń
  4. Hej. Miałam skomentować poprzedni rozdział, ale jak tylko zobaczyłam notkę o tym, że niedługo pojawi się kolejny rozdział zrezygnowałam i zaczęłam wyczekiwać tego.
    Postaram się komentować na bieżąco przy czytaniu, bo pewnie znowu zapomnę, jeśli odłożę to na później, jak przy wcześniejszym rozdziale. Co prawda już późno, ale nie ma mowy, żebym odpuściła i czekała z czytaniem do jutra.
    Nie jestem pewna czy lubisz jeśli wypisuje ci się błędy, ale w podzięce za wypisanie ich ostatnio u mnie, postaram się o nich wspomnieć, jeśli coś znajdę.
    Zaczyna się całkiem ciekawie, ale to długaśne zdanie w na końcu pierwszego akapitu trochę wytrąciło mnie z rytmu. Musiałam przeczytać je drugi raz, bo za pierwszym, mimo, że nie jest niepoprawne, trochę się pogubiłam.
    Trzeci akapit, przedostatnie zdanie. „Jak tylko zobaczę, że ktoś je używa…” – nie powinno być czasem ich? (tych zaklęć)
    Pomysł z pojedynkami już mi się podoba, tak samo jak to, że profesor Green nie daje żadnej taryfy ulgowej Lily. Dobranie Lily z Oliverem – klasyczne zagranie. Brawo, panie Green.
    No dobra, chyba długie zdania to po prostu twój styl. Nie wiem, czemu nie rzuciło mi się to w oczy przy czytaniu wcześniejszych rozdziałów. A może po prostu zapomniałam? Nie mam zamiaru narzekać, bo są poprawne i po chwili ich długość zupełnie przestaje przeszkadzać.
    Ogólnie wypisuję rzeczy, które ja chciałabym usłyszeć, ale nie wiem czy to dobry trop. Różni autorzy maja różne „potrzeby” jeśli chodzi o komcie. Różnie z tym może być, więc jak piszę o pierdołach to mnie ochrzań. Za ciągłe powtarzanie „różnie” nie musisz, sama zauważyłam.
    Chciałam ci napisać, że właściwie po co dajesz te przecinki przed „i”,i myślałam, że to może literówka, ale potem zbaraniałam, bo pojawiły się w kilku miejscach i zaczęłam szukać. Nawet nie miałam pojęcia, że to się wiąże z jakimiś zdaniami podrzędnymi i nadrzędnymi. Do głowy by mi to nie przyszło, a tak muszę przyznać, że twój tekst skłonił mnie do myślenia. Możesz sobie odznaczyć edukacyjne wartości w tekście. :)
    „Janvierowi udało się rzucić zaklęcie jakon pierwszemu.” – literówka przy jako
    „…jak radzą sobie inni, co okazało się sporym błędem, ponieważ chwilę później wokół jej głowy wyrosła charakterystyczna bańkę. Musiał użyć bąblogłowę.” – bańka, bąblogłowy Chyba coś nie poszło z końcówkami, albo, co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, przerabiałaś te zdania i po prostu to przeoczyłaś.
    Wydaje mi się, że Lily za dużo analizowała podczas tego pojedynku. Pewnie z nerwów, bo nie chciała przegrać z Francuzikiem, co niestety sprowadziło się do miażdżącej porażki. Oliver jest sprytny i Lily tego nie doceniła. Może to brzmi wrednie, ale cieszę się, że tak to się skończyło. Powinno dać jej to do myślenia na przyszłość. Musi nauczyć się przegrywać. Bycie „silnym” to przecież też umiejętność wyjścia z porażki z twarzą i dostrzeżeniem własnych błędów. Mam nadzieję, że Lily w końcu to zrozumie.
    Dialog pomiędzy Potterówną, a Janvierem, powiedziałabym, że zażarty. Czasem zapominam w jakim wieku są bohaterowie, a potem widzę coś takiego i mam coś w stylu „no tak, przecież to nastolatki”, i od razu przypominają mi się czasy gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu Janvier przyćmiewa jej dobry moment. Lily powinna się odciąć od tego chłopaka, choć oczywiście wiemy, że tego nie zrobi.
      Uuu… przeskok do Hugo i Olivera.
      „ – Rosalie nie jest taka zła. Zresztą kiedyś nie była aż taka sztywna – odpowiedział Hugo. Nie kontynuował jednak tematu, bo siedemnastolatka popatrzyła z naganą w ich stronę, jakby słyszała tę rozmowę. Nie było to możliwe… raczej… ale młody Weasley cieszył się, że kumpel postanowił nie ciągnąć dalej tematu Rosalie.„ Hm… zastanawiam się czy czasem po odpowiedział Hugo nie powinien być nowy akapit. Hm…
      Fajne nawiązanie do szachowych umiejętności Wesleyów i tego, że Hugon w nich wymiata. Oczywiście Oliver, tak samo jak Lily musi być najlepszy we wszystkim. Coś dużo podobieństw między nimi – pewnie między innymi dlatego tak się nienawidzą. Przynajmniej nasz Francuz potrafi to przełknąć w przeciwieństwie do Krukonki.
      „– Ok., rozumiem aluzję, tego się po prostu nie da zrobić” – nadprogramowa kropka
      O ho ho, Hugo, aleś się zdenerwował. A tak na serio, to rozumiem biedaka. Miłości nigdy nie są łatwe, szczególnie gdy wmieszane są w to osoby trzecie.
      „Dotychczas Olivier nie próbował się dowiadywać, dlaczego raz zapytany Weasley całkowicie zignorował temat.” – nie wiem, coś tu nie gra. Przecinek nie powinien być za dlaczego, a nie przed?
      Janvier, Janvier nawet nie myśl o podrywaniu Heleny. No kurczaki, tyle dziewczyn w tym Hogwarcie, a ten akurat musi argh...
      Zmiana narracji. Przeskok czasowy – zanotowane. O, mamy Rosalie, może być interesująco.
      „Żuła nieświadomie bułkę posmarowaną z marmoladą truskawkową, a jej wzrok ponownie padł na plecy Albusa.” – to „z” wydaje się zbędne
      E… ona i Malfoy. Okej, to było niespodziewane. Kurczę, dlaczego wszyscy twoi bohaterowie są tacy ciekawi? Nie mogę się przez to skupić na żadnym. „Retrospekcja” Rosalie nadała jej głębi, wcześniej była raczej tłem dla innych. Naprawdę szkoda, że zepsuła swoje relacje z Albusem i Scorpiusem. Jej zazdrość względem Maximilienne może doprowadzić do wielu ciekawych sytuacji, pewnie nawet podczas korepetycji, co chyba niejako zasugerowałaś. Czekam na więcej.
      Na koniec dodam jeszcze, że w poprzednim rozdziale naprawdę spodobały mi się części o rodzeństwie Janvier. To daje dodatkowy dylemat. Komu kibicować – Rosalie czy Anabelle?
      Podsumowując, rozdział superaśny. Zostawiasz tyle niedopowiedzeń, rozbudowujesz bohaterów i wątki, że nie mogę nie chcieć więcej. Znam ból „nadmiaru” bohaterów. Na razie u mnie tego nie ma, ale jak się zacznie, to już się boje co to będzie. Tyle pomysłów na rozwinięcia, a co z fabułą? Chyba idziemy podobnym torem, bo ja też jeszcze praktycznie nie tknęłam głównego wątku. Czemu to musi być takie trudne, jeśli chce się to porządnie przedstawić?
      No nic, życzę dużo weny, bo ledwo co przeczytałam, a już się niecierpliwię na więcej. Tylko nie sugeruj się skandującym tłumem (tak, o sobie też mówię) i nie rób niczego na szybko. Wtedy zbyt łatwo wpaść w pułapkę. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. dziękuję za tak obszerny komentarz i zwrócenie uwagi na błędy. Przy okazji znalazłam jeszcze kilka innych. aczkolwiek to zdanie z ,,dlaczego" napisałam poprawnie, rpzecinek jest tam, gdzie powinien. Mam tenddencję do tworzenia długich zdan, z którą staram się walczyć. żeby nie były one mega długie. ale i tak wolę długie niż krótkie xDxD.
      Tak, to nastolatki, którym bazują hormony i musze o tym pamiętać. przy siódmoklasistach trochę mogę już to zmieniac, bo są starsi. czasem mnie wkurza, że są tacy młodzi, ale z drugiej strony tak też można się z nimi nieco poawić. a zresztą, jak już skonczę główną część tego opowiadania na wakacjach między piątą a szóstą klasą, zapewne, to planuję napisać epilog i kilka dodatkowych notek z "dalszego życia" bohaterów, a więc będę mogła robić to trocję inaczej.
      Green po prostu nie pozwolił walczyć uczniom tak, jak siedzą, plus starał się połączyć w pary Gryfona i Krukona.z duetem H&H się nie udało, ale nie mogło, bo by mi plany psuło xD. Tak, profesor nic sobie nie robi z Lily i bardzo dobrze, nie wszyscy muszą, nawet jeśli ona tego nie rozumie, haha! Potter z pewnością nie zapomni długo teog upokorzenia, szczeólnie że niektorzy będą to wykorzystywać, ale raczej tak szybko nie wyciągnie z tego poprawnych wniosków... Musi dziewczyna dojrzeć, hah.
      Tak, Olivier i Lily uwielbiajką rywalizowac i nie lubią przegyrwać, więć ich relacja łatwa nigdy nie będzie. xDxD Ale masz rację, Janvier juz jakoś trochę potrafi pogodzić się z porażką (choc też nie w każdym przypadku, o czym jeszcze tutaj będzie), a Lily za grosz nie.
      Janvier nie chce podrywać Heleny! On chce pomóc Hugonowi :p. Olivier ma Amandę, Megan i będzie miał jeszcze jco najmniej edna dziewczynę na horyzoncie, wystarczy mu :D Choc na razie i tak z żadną tak naprawdę nie jest ;p.
      Rosalie... wyrwała sie spod kontroli, ale to może dobrze. na początku sprawa anabelle i Scorpiusa miała być stosunkowo łatwa i przyjemna, ale postanowiłąm ją skomplikować i to mocno, ha xD I sama nie wiem, co z tego wyjgdzie. tzn. mam ogólny zamiar, ale moi bohaterowie wyrywają sie czasem z pod kontroli, niedobrzy.
      Główny wątek pojawi się maksymalnie za trzy posty :D. Albo przynajmniej zapowiedź głównego wątku.
      dziękuję za opinię xD

      Usuń
  5. Cześć!
    Oj, oby nie okazało się, że ambicje Lily ją przerosną. Hermiona najlepiej powinna wiedzieć jak to jest :)
    O, i lekcja pojedynków jest. Bez względu na czasy, umiejętności praktyczne zawsze są cenne, dobrze, że ten profesor to rozumie. No i jest słuszność w jego słowach, kiedy tłumaczył, dlaczego uczniowie nie mogą dobierać się zgodnie z własnym życzeniem. Przykre, ale prawdziwe ;) Profesor Green musi mieć szósty zmysł albo doskonale orientować się w szkolnych ploteczkach skoro przydzielił Potterównę Janvierowi.
    Pojedynek Lily i Oliviera był zabawny. Można było przewidzieć, że buta dziewczyny przeważy i stanie się przyczyną jej przegranej. Co jak co, ale nadmierna emocjonalność nie przydaje się w pojeydnkach. Po tym ciekawych, choć raczej nie zaskakującym pojedynku, ciekawa była ocena profesora. Niby pozytywna, ale dość przykra dla Lily. Cóż, szanse na pojednanie maleją :)
    "Hugo i Olivier odprowadzili wzrokiem starszą siostrę tego drugiego" - to by wskazywało, że Rose jest siostrą Oliviera.
    Biedny Hugon - właśnie przez takie sytuacje jakoś mam problem z polubieniem Lily. W każdej sytuacji wydaje się "za bardzo". Za to przepadam za Olivierem, dałaś mu ten niesamowity rodzaj inteligencji, która nie jest irytująca. Wszystkie jego wypowiedzi i zachowania są przemyślane, a przy tym chłopak da się lubić (i przez fikcyjnych bohaterów, i przez realną mnie :) ), dlatego lubię o nim czytać.
    Żal mi Rosalie, bo mimo wszystko zrozumiała swój błąd. Wprawdzie nie wydaje się on przepaścią nie do przejścia, ale rozumiem, że jej trudno i wydaje jej się, że to koniec, bo nikt już nie zabiega o jej towarzystwo, a w dodatku pojawiła się Maximilienne, która zawojowała serca Scorpiusa i Albusa. Myślę jednak, że szczera rozmowa mogłaby tu zdziałać cuda, chociaż najpierw trzeba się na nią zdobyć. A jeśli Rose wciąż coś czuje do Scoripusa, to mogłaby z tego wyjść jeszcze gorsza katastrofa...
    Ciekawa jestem, co to za główny wątek się szykuje :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i zauważnie błędu, już poprawiłam. xD
      Ambicje Lily już ją przerastaką, choć ona w ogóle tego nie widzi. Po tym pojedynku dopiero się zacznie krwawa jatka w linii L&O. :D Fajnie,że lubisz Oliviera. ja tez go uwielbiam, choć ma pewne wkurzające wady. ale jak o nim myslę, a już w ogóle jak o nim i Hugonie naraz, to w ogóle mam jakąs zajawkę, ech xD.
      Jezu, dlaczego zrobiłąm tak, że i Anabelle i Rose wydają się być ludzkie, ech. Choć koniec końców obie są też dosć denerwujące, sami zobaczycie... Boże, nie wiem, co zrobić, jedna z nich i tak będzie cierpieć w jakiś sposób. Tzn. wiem, co miałam zrobić na początku, ale... No dobra, na razie nie będę narzekać.
      Główny wątek już niedługo. Jakoś pod koniec września, teraz jesteśmy w połowie :D.

      Usuń
  6. Lily i Olivier stanowią wybuchową mieszankę, a ich potyczki zawsze są zabawne. No, no tym razem to była dosłowna potyczka. Dziwię się, że nie zrobili sobie poważnej krzywdy. Kiedy tylko przeczytałam, że oboje mają stoczyć ze sobą pojedynek pomyślałam, że któreś z nich wyląduje w Skrzydle Szpitalnym albo, co gorsza, w Mungu. I szczerze mówiąc jestem zaskoczona, że mimo zaciętej walki wszystko skończyło się tak łagodnie. Chociaż Lily pewnie by tego tak nie określiła. Nic dziwnego, bo jej duma trochę ucierpiała. W ogóle ostatnio Lily bardziej mnie śmieszy niż denerwuje, jak to miało miejsce na początku opowiadania. I zauważyłam, że Oliviera też raczej bawią jej reakcje.
    W tym rozdziale w końcu pojawił się Hugo <3 Fajnie, że kontynuuje rodzinną tradycję szachową. Ron naprawdę musi być niepocieszony, że własny syn go ogrywa ( zwłaszcza, że to była jedna z nielicznych dziedzin, w której Ron był naprawdę dobry). Z kolei podziwiam Oliviera za wytrwałe dążenie do wygrania z Hugosiem. No i zabawne było zachowanie Hugona, gdy Janvier wspomniał o Helenie. Ta jego nieśmiałość wciąż niezmiernie mnie bawi. Ciekawa jestem czy i w jaki sposób Olivier pomoże Hugonowi zdobyć wybrankę jego serca ;)
    Miłym zaskoczeniem było pojawienie się w tym rozdziale także Rose. Uchyliłaś rąbka tajemnicy, dzięki czemu dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Rose i Scorpius? Ciekawe, ciekawe... Z chęcią dowiedziałabym się więcej o ich byłym związku. A tak poza tym to szkoda mi dziewczyny. Straciła dwóch przyjaciół. No, ale jak to mówią: mądry Polak po szkodzie (a w tym przypadku Anglik). Mam nadzieję, że napiszesz coś więcej o Rose w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady,zabijać się nie chcą. Przynajmniej jeszcze. A dla Lily taka porażka jest chyba jeszcze gorszą opcją. hugo potrafi byc groźny tylko wtedy, kiedy ktos powie o Helenie w jego obecności (a konkretniej, ze mu sie podoba), haha, ale to wlasciwie nadal jest dosc słodkie w nim. Ale coz, musi coś z tym zrobic, Olivier ma rację. O Rose i całej naszej kampanii z siódmego roku będzie tutaj całkiem sporo,skoro już się dobrali do głosu,mże tak powiem xD. Nie martwy się.
      Bardzo dziekuje za komentarz :)

      Usuń
  7. I wreszcie udało mi się dotrzeć również do ciebie, aby napisać parę słów na temat rozdziału.
    Otóż, czytało się go bardzo przyjemnie, ale żeby nie używać ogólników może od razu przejdę do treści ;)
    Lily wzięła na siebie naprawdę sporo obowiązków i ja się jej wcale nie dziwię, że nie nadąża ze wszystkim. Jednak jak człowiek jest nadmiernie ambitny to potem cierpi - coś o tym wiem ;) No, ale mniejsza o to. Strasznie spodobał mi się pomysł pojedynków, a jeszcze bardziej spodobała mi się myśl, że Lily została przydzielona w parze do Oliviera. Bosko! Oni są tak wybuchową parą, że aż iskry lecą, gdy tylko jedno na drugie spojrzy ;) Lepiej rozegrać tego nie mogłaś! Trochę się obawiałam o tą naszą Lily, bo jakoś tak od początku byłam przekonana, że to właśnie Francuzik okaże się bardziej uzdolniony na tym gruncie i wcale się nie pomyliłam. To jak załatwił Lily... uuu, to był cios poniżej pasa! Biedna ruda długo mu tego nie wybaczy. Taka zniewaga! Ogólnie Lily momentami naprawdę zachowuje się śmiesznie, więc jakoś szczególnie się nie dziwię, że Oliviera również bawiły niektóre jej reakcje. Ciężko pozostać przy nich poważnym ;)
    Co do Hugo... No lubię kolesia i to bardzo ;) Jest tak pozytywną postacią, że chyba znielubić się go nie da. To urocze, jak nadal kryje się z tym swoim uczuciem. Aż przez moment myślałam, że zdzieli swojego zagranicznego kolegę przez łeb, gdy ten zaczął drążyć temat ;) Ale sama scena była fajna. Super, że Hugo okazał się tak uzdolnionym szachistą, że nawet Olivier nie daje mu rady. A może to właśnie Francuz pomoże mu zdobyć serce ukochanej? W sumie to byłoby nawet ciekawe :D
    Jedynie, co do Rose nie mam jakiś większych przemyśleń. Trochę mi jej szkoda, może nawet bardziej niż trochę. Jednak póki co wstrzymam się z oceną tej postaci.
    Życzę mnóstwa weny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Ci komentarz. Dotarcie tutaj zajęło Ci dzien, to napeawdę krótko :*.
      O tak, Lily jest stanowczo nadambitna i nie zawsze w dobrym pojęciu tego słowa. Janviera Lily bardzo śmieszy, to prawda, aczkolwiek nie zawsze bedzie wywoływać w nim tylko taką reakcję. ;)
      no, myslalam przez chwilę, czy aby Hugo sie nie powinien rzucić na oliviera, ale uznałam, ze to juz chyba byłaby lekka przesada xD. Hugo jest taki, jaki jest :*. Ale Olivier ma rację z tym, ze weasley musi zawalczyć o swoje. Janvier moze jakos tam pomoc, ale tak naprawdę to Hugo i Helena muszą się ogarnąć. ;)
      O Rose jeszcze trochę będzie, więc mam nadzieję, ze wyrobisz sobie opinię ;)

      Usuń
  8. Jest to jeden z tych rozdziałów, w których znacznie przyjemniej czyta mi się o pobocznych bohaterach, ich troskach, radościach, tajemnicach i problemach. Lily, a także Olivier, których uważam za przodujących bohaterów również są interesujący, a ich potyczki niezmiennie intrygujące i zmuszają do zastanowienia, co przydarzy się jeszcze, jak daleko posuną się w pojedynku, który rozpoczęła Lily i którego trzyma się z uporem godnym maniaka, ale jednak cała reszta jest równie interesująca, intrygująca. Uwielbiam Hugona oraz duet Albus/Scorpius, ale bardzo, bardzo cieszę się, że postanowiłaś dołożyć do całej historii cegiełkę w postaci Rosalie. Zawsze widziałam ją w roli dziewczyny Scorpiusa i u Ciebie także tak było, ale teraz jest zupełnie nowa sytuacja, zwłaszcza dla Rose, która zdaje się własną dumą utraciła wszystko, co dla niej ważne. Autentycznie czułam jej żal z powodu utraconych relacji, ale zaczęłąm zastanawiać się czy aby na pewno na dobre skończyła ze Scorpiusem, czy może jakieś uczucie do niego wciąż się w niej tli. Mam nadzieję, że ten wątek pociągniesz dalej, ponieważ jest naprawdę interesujący. Zwłaszcza, gdy doda się do tego równania gadatliwą Francuzkę ;) Byłam tylko nieco rozczarowana pojedynkiem Lily i Oliviera. Nie sposobem w jaki go opisałaś, ponieważ wyszło Ci to świetnie, zwłaszcza, że to Lily była stroną pokonaną, ale mam wrażenie, że zawsze jest jakiś pojedynek i zawsze jest on na tyle absorbujący i wciągający, że obserwowany przez całą resztę. Ale to tylko takie małe spostrzeżenie, w zasadzie niezbyt istotne dla całej historii.

    Pozdrawiam,

    PS> Dzięki za powiadomienie o nowym rozdziale, ale już i tak wcześniej byłam na blogu i widziałam nowy wpis. Po prostu dopiero teraz go komentuję ;) A Ty zaoszczędzisz sobie w ten sposób nieco czasu, gdy będziesz mogła odpuścić jedna osobę w informowianiu.

    PS2> Ten szablon jest uroczo prosty, ale jednak mam wrażenie, że tamten zdecydowanie bardziej pasowało do historii, a już zwłaszcza do samej Lily ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, czy się cieszyć, czy nie, źe wolisz poboczne watki. Ale coz, ten główny, związany z Lily i Olivierem jest dość dziecinny tak na dobra sprawę, przynajmniej na razie, więc wlasciwie rozumiem. Hm,może i nie musiałam dopisywać,ze wszyscy patrzyli na ten pojedynek,ale chciałam, zeby Olivier spytał Hugona o Helenę, więc musiałam jakos wywołać temat :D..
    Tak, duzo autorów widzi Rose u boku Scorpiusa i wlasciwie to prawda, że do siebie pasuja, ale czy u mnie tez skończą razem? Hah, to jest pytanie :D. No ale nie da się ukryć, ze Scorpius to nie jest wiurzajaćy Draco :D mam przynajmniej taką nadzieję. Zreszta, napisze o nim fragment bezposrednio, to bedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd odkryłam fanficki o Dramione to nie mogłam inaczej już patrzeć na związek Hermiony i Rona (ktorego, tak szczerze, nie rozumiem, ponieważ oni do siebie w ogóle nie pasują), ale jakaś tam słabość do irytujących Ślizgonów pozostała ;) Dlatego też specjalnie nie miałabym nic przeciwko gdyby Rosalie jednak skończyła razem ze Scorpiusem. Ale to już leży w Twojej gestii, więc po prostu będę czekać jak to wszystko postanowisz rozwiązać.

      I to nie tak, że główny wątek jest gorszy niż poboczne historie. Jest dobry i interesujący, a jednak w mistrzowski sposób udało Ci się wykreować pozostałych bohaterów, w jakiś sposób splatając ich losy, że nie sposób nie chcieć więcej.

      Pozdrawiam,

      Usuń
    2. O nie, nigdy nie lubiłam Dramione. To dlatego, ze nie lubię Draco, przynajmniej tego z oryginału. Ron i Hermiona to wg mnie nie najgorsze połączenie, lepsze niz Harry i Ginny.
      ja mam tendencje do komplikowania zycia i sobie, i innym jak widac xD ale to wlasciwie niezły ubaw, jak ma się tak wielu bohaterow, bo mozna ich śmiesznie łączyć. A ile jeszcze tych żaleznosci przed nami. Zaplanowanych co najmniej kilka, a wolę nie myslec, ile niezaplanowanych ;).

      Usuń
    3. Standardowego Draco jakoś specjalnie też nie lubiłam, chociaż przyznam, że na sam koniec zrobiło mi się go przykro ze względu na wybory, do których został zmuszony. Ale trafiłam kiedyś na kilka naprawdę niezłych fanficków (a nawet sama się do jednego zabierałam, ale jakoś nic nie wyszło, nie wiem czy dobrze czy też nie ;)), więc chyba może dlatego to nie byłby taki głupi pomysł. Ale fakt, Ginny i Harry też jakoś mi nie leżą. Rowling chyba nie miała szczęścia do parowania swoich bohaterów; do tej pory marzę o tym by się pomyliła i Luna była z Neville'em ;)

      Komplikacje czasami naprawdę wychodzą na dobre. A zwłaszcza Tobie ;)

      Usuń
    4. No bez kitu, faktycznie to była jakas tragedia, ze Luna i Neville MUSIELI byc razem, No Please. Dla Harry'ego to nikogo nie widziałam z sagi, No dobra jak byłam mała, to widziałam Hermione, ale pozniej juz niekoniecznie ;).

      Usuń
  10. A tak to już jest, że gdy postawimy sobie jakiś plan na opowiadanie, a potem i tak nasi bohaterowie wymykają się nam i żyją własnym życiem^^
    Ja może zacznę od końca :)
    Cieszę się, że pojawiła się także perspektywa Rose - ciekawa jestem jak ją dokładniej przedstawić, bo jak na razie mało o niej wiem. A więc pokłóciła się z Albusem i Scorpiusem, a tylko o to, że nie potrafiła utrzymać przyjaźni po zerwaniu z tym drugim. Trochę szkoda, że pojęła to zbyt późno i straciła ich zaufanie. Może je odzyska, może powinna spróbować raz jeszcze powalczyć o przyjaciół?
    No tak, pojedynek Oliviera i Lily bardzo interesujący. Zaklęcie Petrificus Totalus dla naszej "kochanej" Lily" to naprawdę cios poniżej pasa! Olivier przejął całkowicie nad nią kontrolę, co naprawdę nie wróży nic dobrego na dalszy rozwój sytuacji.
    Ha! Hugo przyłapany. Oliver przejrzał przyjaciela i dowiedział się, że zakochał się w Helenie. Widać chłopak bardzo się tym przejął i od razu zmienił temat. Ale może lepiej będzie jak pogada z Ollim na ten temat - w końcu to przyjaciel :)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, załamana Rose uznała, ze albus i scorpius się na nią uwzięli i że traktują ją okropnie. Czy jest za pozno na odzyskanie przyjaźni? Hm, zobaczymy. Inna kwestia, czy Weasley jeszcze odzyskać Scorpiusa.
      Tak, Olivier górą xD. Hugo raczej nie moze gadać na ten temat, przynajmniej spokojnie, z nikim, Ale będzie musiał. Biedaczek, i chyba nawet wiem, z kim :D

      Usuń
  11. Wspaniały rozdział, jak zawsze zresztą. Ogromnie się cieszę, że udało ci się go wcześniej opublikować! Widać, że miałaś mnóstwo weny. Rozdziały zawsze są pisane lekkim, przyjemnym stylem, ale w tym to widać w całej okazałości (:
    Ogromnie podobał mi się pojedynek Lily i Oliviera - wiedziałam, że to ten drugi wygra, choć Lily wierzyła, że ma szansę. Teraz będzie czas na jej zemstę i muszę przyznać, że się jej obawiam. A jeszcze bardziej powinien się jej obawiać Olivier. Tak upokorzyć rudą przed całą klasą... to się nie obejdzie bez odpłaty.
    Podziwiam Oliviera za to, że jest typem człowieka, który nigdy się nie poddaje. Najlepiej widać to po jego codziennych partyjkach z Hugonem, który zawsze wygrywa. A mimo to Francuz się nie poddaje, wierząc, że kiedyś go pokona. Chciałabym być tak wytrwała w dążeniu do celu.
    Bardzo podobała mi się perspektywa Rose. Zrobiło mi się jej bardzo szkoda, ponieważ wszyscy wokół kogoś mają, a ona straciła dwie osoby, na których im najbardziej zależało. Niby ze swojej winy, ale i tak jest mi jej strasznie szkoda, zwłaszcza że teraz koło Scorpiusa zaczęła się kręcić Maximmilliene i widać, że Rose bardzo to boli.
    W zasadzie ciekawe, jakim cudem Lily i Hugo jeszcze się przyjaźnią. Myślę, że w swoim życiu Hugo wiele musiał przez rudą znieść i mało kto miałby do niej cierpliwość, a jednak proszę, on dalej wiernie stoi przy jej boku. Och, no i Helena i Hugo! Trzymam za nich kciuku (:
    Naprawdę jeszcze nie dotarliśmy do głównego wątku opowiadania? Tyle się dzieje, że nigdy bym nie zgadła! Ale to dobrze, bo to znaczy, że opowiadanie będzie długie, a to świetna wiadomość <3
    Życzę mnóstwa weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za nowośc. Tak, ten rozdział pisali mi sie łatwo, jedyna trudność miałam z fragmentem z Rosę, ale kiedy doszłam do oczywistego, a mianowicie tego, ze ona MUSI nadal byc zakochana w Scorpiusie, to poszło ;). Ale Anabelle tez ma swoje racje. No i kicha.
      Lily tym bardziej bedzie chciała zwalczyć Oliviera, to prawda. Ale czy on sie da?;) heh, raczej nie za bardzo :D
      H&H... Aż sie uśmiecham na myśl, co dla nich szykuję xd.
      Nie doszliśmy jeszcze do głównego wątku opowiadania, ale w 10. lub 11. Dojdziemy ;)
      Bardzo dziękuję Ci za komentarz. Pozdrawiam

      Usuń
  12. Lily przegrała pojedynek z Olivierem... Oj, coś czuję, że będzie chciała jakoś się odegrać za to upokorzenie. :D W sumie na początku myślałam, że może jej się uda, ale kiedy przeczytałam, że Olivier już miał lekcję z pojedynków w poprzedniej szkole, to wiedziałam, że jej szanse są marne. W ogóle niezłe zrządzenie losu, że trafił jej się akurat to. Miała taką okazję, by pokazać mu, kto jest lepszy i nie udało jej się. Sama jest sobie winna, bo zamiast skupić się na pojedynku, to rozglądała się po innych uczniach.
    hahaha, widać, że Oli też nie lubi przegrywać, skoro tyle razy próbuje pokonać Hugo w te szachy, a nigdy mu się nie udaje. Cóż, może kiedyś nadejdzie taki dzień... Ale mam nadzieję, że nie. ;d Ech, Hugonowi pewnie głupio przyznać się przed Oli, że to Lily jest przeszkodą w poderwaniu Heleny. Ale mógłby chociaż raz pomyśleć o tym, czego on chce, a nie o tym, co spodobałoby się jego kuzynce. No niech facetem będzie, a nie jakimś... kapciem. ;p Laczkiem, hahahhahahahah xd Hugo Weasley, pseudonim laczek xd Dobra, bo coś mi się dzieje. ;d Przejdę więc do Rose... Ewidentnie nadal coś czuje go Scorpiusa. Może powinna sobie kogoś znaleźć, żeby nie zwracać uwagi na nową dziewczynę i na jej dawnych przyjaciół? Skupiłaby się na nowym facecie i byłoby dobrze. :) Niech się rozejrzy za innymi xd Albo zawalczy o Scorpiusa, no ale skoro on jej nie chce, to to może się na niewiele zdać. ;d Gdyby tylko wiedziała, że Albus nie lubi Anabelle, to może czułaby się chociaż trochę lepiej. ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz ;). Ta, Lily zbyt bardzo chciała jak zwykle miec wszystko pod kontrola... Choc pewnie nawet jakby tyle nie myślała i nie rozgląda sie, to i tak akurat by przegrała, ale generalnie powinna to przemyślec ;).
      Hah, w przypadku Hugona nie chodzi tylko o Lily, ale te inne powody sa w jego mniemaniu jeszcze bardziej kompromitujące....D choc tez do przezwyciężenia, myśle xD.
      Z Rose i szukaniem kogoś nowego moze byc problem... Ale masz racje co do albusa, z pewnością by sie rosalie ucieszyła,jakby znała prawdę o stosunku jej kuzyna do Francuzki. Tylko Że najpierw musiałaby go poznać... Ech:D
      Dziękuje za komentarz

      Usuń
  13. Dotarłam! :) Jak na mnie, to nawet dość wcześnie.
    Przyznam szczerze, że ten rozdział mnie rozbawił. Mnóstwo komicznych sytuacji i śmiesznej wymiany zdań sprawiło, że zaczęłam się śmiać. Po prostu super klimat opowiadania i dobrze napisana treść.
    Pojedynek Lily i Oliviera był boski. Te ich wymiany zdań... Oj, z tego będzie romans, ja to wiem. xD I oczywiście nauczyciel mnie rozwalił oceną pojedynku. Kochane z niego stworzonko.
    Hugo i Helena... Znowu miłość, wszędzie miłość, a to jeszcze nie luty przecież! :P Niemniej jednak Hugo zachowuje się dokładnie tak jak ja ostatnimi czasy. Wszyscy wszystko słyszą, wszędzie jakieś aluzje, a moja miłość nie może się o tym dowiedzieć. Ani nikt inny! ;) Także bardzo dobrze rozumiem jego sytuację (nie sądziłam, że w wieku dwudziestu lat będę się czuć jak w gimnazjum ;)).
    Rose... Biedaczka. Smutno mi o niej czytać, bo zmarnowała parę sytuacji. Może jakoś jej życie się poprawi.
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, nauczyciela raczej nie obchodzą ci uczniowie za bardzo, ale dobrze, ze ich połączył razem ;).
      O, serio, jesteś jak Hugo? Ha... A moze jednak dobrze byłoby, jakby Twoja miłość sie dowiedziała (o ile juz nie wie albo się nie domyśla)? Rose... Ciężkie ma życie ;). No ale... Zachowała sie mocno nierozsądnie swego czasu... Ale jeszcze nie wszystko stracone.

      Usuń
  14. Wreszcie konfrontacja Lily z Olivierem! Długo na to czekałam. W sumie dobrze, że Lily w tym starciu okazała się słabsza. Mimo tego, że jest jaka jest, bo z jakichś powodów po prostu czuje się nieszczęśliwa, dobrze, że ktoś okazał się od niej lepszy. Czekam na kolejne starcie Olivier - Lily, bo ten fragment o ich pojedynku czytało się świetnie.
    Biedny ten Hugo. Jak można uzależniać swoje szczęście od nakazów i zakazów otrzymywanych ze strony innej osoby? Nawet jeśli Lily jest dla niego ważna, to nie może ze względu na nią rezygnować z własnego szczęścia.
    Szkoda mi się zrobiło Rosalie po przeczytaniu tego fragmentu. W sumie nie dziwię się jej, że tak się wyżywa na młodszych uczniach. Jest naprawdę nieszczęśliwa i jakoś musi dać upust swoim emocjom. Co prawda taki sposób pozbywania się złych uczuć nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale kto wie, może wkrótce dziewczyna znajdzie jakiś lepszy sposób na poprawianie sobie samopoczucia...

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :). Lily bedzie od teraz jeszcze bardziej cięta na oliviera, prawdziwa wojna zaczyna sie od tego pojedynku xD. Jeśli chodzi o Hugona, Potter nie jest jedyna przeszkoda... Ale miedzy innymi tak i faktycznie Weasley musi cos z tym zrobić. Rosalie...nie ma pomysłu, jak Poradzić sobie z emocjami, pewnie głownie dlatego, Że odpycha od siebie prawdę na temat swoich uczuc... Coz, musi sobie jakoś to poukładać,

      Usuń
  15. Fuck yeah, pojawił się Hugoś! Rety i on, Hugonek kochany, był blisko Helenki! Oni razem sobie ćwiczyli! Okej, może miotanie w siebie zaklęciami, to nie najbardziej romantyczna rzecz, na świecie, którą dwoje ludzi może robić, ale od biedy i to ujdzie :D Och, i Hugoś okazał się też mistrzem szachów, zdolny chłopiec <3
    Ha, super pomysł z tym pojedynkiem. Wyszła z tego superaśna konfrontacja Lily z Olivierkiem. Może to złe, ale ja cały czas kibicowałam Olivierowi, bo prawdę powiedziawszy miałam nadzieję, że ewentualna przegrana z nim, utarłaby Lily nosa. I też tak się zdarzyło, że Lily poległa. Stara, dobra petryfikacja – genialne i proste, Olivierze, moje uznanie ;) Zaczynam uwielbiać wspólne sceny tej parki, serio, między nimi jest tyle takiego specyficznego napięcia :O I o początkowo Lily wychodziła w tych ich dysputach na dziewczynę z nieco dziecinnymi odzywkami, o tyle teraz powoli, powoli wydaje się wyrabiać i idzie jej coraz lepiej ;) Yep, Lily, Olivier, dalej tak trzymajcie, miło się te Wasze kłótnie czyta, oj miło!
    Huehue, Hugoś z Olivierkiem coraz bardziej się zaprzyjaźniają. Tak ładnie się za sobą dogadują, ale supi. Może Olivier zmotywuje Hugona, by z Heleną co nieco powyczyniał. Hmm, dziwnie to ujęłam. Tak czy inaczej, chodzi o to, że Hugon ma porzucić postawę bojaźliwego kurczęcia i stać się sępem, który poluje na ofiarę, czyli w tym wypadku Helenkę. Tylko oczywiście to polowanie ma nie zakończyć się śmiercią Helenki, o nie!, raczej pomyślałabym o jakimś ślubie, ale to w odleglejszej przyszłości, na razie wystarczy zwykłe bliższe zaprzyjaźnienie się :P
    Biedna Rosalie :( Nie dość, że przyszło jej się męczyć z nieszczęśliwym finałem romansu, to jeszcze straciła dwójkę przyjaciół… Ech… przesyłam jej wirtualne przytulasy, niech się dziewczyna jakoś trzyma… Zwłaszcza teraz, gdy obecność pewnej Francuzki jeszcze bardziej zdaje się potęgować ból. AAA, czy ja wspominałam, że cieszę się bardzo, że Scorpius tutaj się pojawił? Chyba nie, więc teraz to piszę – odlotowo, że i dla niego znalazło się miejsce :D Jak tak sobie wyobrażę, że to taki Draco, tyle że w milszej wersji, to wcale nie dziwię się, że Rosalie nie może go sobie z głowy wybić, a nasza Francuzka przy nim się tak stresuje :P
    Czy ja coś jeszcze chciałam? Mogę w sumie chyba już tylko podsumować – rozdział jak zawsze wciągający. Uwielbiam to zróżnicowanie Twoich bohaterów i to, że te wątki tak się splatają, że każdy ma jakieś zmartwienie, problem i że tak dużo tutaj się dzieje. Dobrze, że nie ograniczyłas się tylko do wątku Lily i Oliviera, a z czasem zdecydowałaś się dołączyć jeszcze więcej pobocznych bohaterów, to naprawdę sprawia, że ten świat przyciąga, intryguje i jest niezwykle żywy.
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, miałam jeszcze dopisać, że fajny ten szablon. Minimalistyczny i przez to fajny :)
      I w ogóle dopiero teraz doczytałam, że kolejny rozdział szóstego <3 Hihi, ale super, taki miły akcent w postaci rozdziału u Ciebie w moje urodziny ;DD

      Usuń
    2. :*:* jak tu nie kochać komentarzy od Ciebie. Cieszę się, za zadowoliłem sie obecnością Hugosia. Ale zdziwiłam się, ze każesz mu walczyć jak sęp, myslalam, ze w Twouch oczach to oj jest perfekcyjny haha. A tak na śeiro, faktycznie zawalczyć musi, choć w taki sposob, zeby Helena przeżyła. Jesli chodzi o następna notke, ktora bedzie nie dosc, ze w mikołajki, ale i w Twoje urodziny (ale mam nosa), pojawi się bardzo długa perspektywa Helenki (juz napisana prawie w całości), co mam nadzieje, Ci się spodoba :) Lily nadal jest dość dziecinna, Olivier wlasciwie teź się jej kilka razy da podejść i w ogole. Ale jak się nie chce zastanawiac nad własnymi uczuciami i złość bierze gore,t o i dorośli metrykalnie zachowują się katastroficznie dziecinnie xD więc... No coz. Rosalie... Biedna dziewczyna, aczkolwiek faktycznie w dużej czesci ze swojej winy. Jednak i tak ją całkiem lubie. Jesli chodzi o Scopriusa, to ja jego ojca nigdy nie lubiłam w sadze, ale jegojuz lubię,co kest dosc problematyczne, bo tak czy inaczej, to jednej dziewczynie serce złamie. No ale coz, takie zycie.... Jeszcze raz dziekuje za tak miłe słowa :)

      Usuń
    3. Jest perfekcyjny, ale obawiam się, że musi choć na moment przeobrazić się w agresora, chapnąć Helenkę, a potem może na nowo stać się uroczym, spokojniutkim Hugosiem. O, tak, takie rozegranie tej sprawy z Helenką w wykonaniu Hugosia mi się marzy ;)
      Na pewno mi się spodoba. W końcu Helena to niemal tak jak Hugon, no i może ona w tej swojej perspektywie powspomina Hugosia, to by było fajowe :D
      Ach, ten Scorpius, za wspaniały jest z niego chłopak, więc pewnie czyjeś serce złamać mu przyjdzie :( może nawet już ma na swoim koncie spowodowanie kilku nieszczęśliwych zauroczeń... tak to już na niektórych pada, że tego typu niewdzięczne role przypadają im w udziale :( Najgorzej, bo teraz będę mieć problem - lubię Rosalie, ale nasza droga Francuzka również jest w porządku, sic!, nie wiem któremu paringowi powinnam kibicować... :(

      Usuń
    4. no tak, żeby zdobyć Helenę, to innej rady nie ma xDxDxD ale faktycznie, moze wrocic poźniej do spokojnego siebie :p
      No tak, jest spora szansa, ze jakaś tam dziewczyna w Higwarcie lubi Scoriusa a on nawet o tym nie wie xDxD No ale tutaj to juz powazniejszy problem -> bo i Rose, i koniec koncow Anabelle bedą w nim mocno zakochane, a nie tylko zaurocozne czy coś. Chyba zrobię ankietę na paringi... Ale to skomplikowane! ja teraz też nie wiem! tzn... niby wiem, ale nie wiem, czy moi bohaterowie sobie sami nie ubzdurają sobie czegos innego. A kiedy bedzie u Ciebie jakas nowosc, bo się mega stęsknilam xDxD?

      Usuń
    5. Czyli któraś z nich skończy ze złamanym serduszkiem :( Chyba, że obie będa cierpieć, w końcu Scorpius może zawsze wybrać trzecią opcję - zignorować każdą z nich :O
      Nie mam pojęcia, niestety... Zbieram się od miesiąca, żeby cokolwiek napisać, ale zupełnie to nie wychodzi. Może teraz coś się uda wyskrobać, bo zapowiada mi się nieco luźniejszy tydzień ;)

      Usuń
    6. No tak, mogłby zignorowac obie, to prawda xDxD ale nie wiem, czy ja bym przezyla trzecią dziewczynę :D. Mam wielką nadzieję, że uda Ci się popisać w tym tygodniu w takim razie ;)

      Usuń
  16. Czasami myślę, że szkoda mi Lily; jednak myślę, że nastolatki takie już są, a Lily zwyczajnie posiada cechy charakteru, ktore tylko to zaogniają. Fakt, że w przedziwny sposób Janvier jej się podoba musi już kompletnie rujnować sposób w jaki pojmuje świat. Na dodatek sam chłopak niewiele ułatwia. To znaczy wiem, że jego zachowanie jest podyktowane tym, co wyczynia Lily niemniej jednak to wiele utrudnia. Ogólnie rzecz ujmując Lily mnie irytuje i tyle. Charakter charakterem ale ona jest taka uparta i zamknięta i myślę, że przede wszystkim dlatego tak wiele traci.
    W niepojęty jednak sposob zaczynam lubic Rose. Może dlatego, że czasami przypomina mi trochę mnie w swoich przemyśleniach, dlatego łatwiej mi ją zrozumieć. A jej sytuacja jest po prostu smutna; faktycznie postąpiła źle, ale co dla mnie najważniejsze, zauważa swój błąd i mam nadzieję, że jej się uda.
    A co do Hugona, ja tam jakoś nie pochwalam jego miłości. Chociaż może powinien to zrobić. Na złość Lily, o!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily z pewnoscią to wszystko zaognia i troche czasu minie, nim to zrozumie, a jeszcze wiecej niz sie z tym pogodzi i bedzie probowała coś zrobić. Olivier wcale jej tego nie ulatwia, w koncu tez jest nastolatkiem.
      Tak, Rose zauwazyła swoj błąd, choć wg niej stanowczo za poźno. Coz, ma trochę racji, ale zawalczyc nikt jej nie zabroni. siódmoklasisci są o tyle fajni,ze juz maja najgroszy etap dojrzewania za sobą.
      Hugo powinien sie odwazyc walczyc o swoje, ale co zrobi, to juz inna kwestia xD

      Usuń
  17. Hej, kochana!
    Rozdział bardzo przyjemny i szybko mi się go czytało. Nawet nie zauważyłam, kiedy się skończył :)
    Szczególnie spodobała mi się ta sytuacja na OPCM, kiedy Lily musiała pojedynkować się z Olivierem. Świetnie to opisałaś. To było takie... urocze, jeśli mogę tak powiedzieć ^^. Miałam takie wrażenie, że Olivier specjalnie nie rzuca jakichś gorszych zaklęć, bo nie chce zrobić Lily krzywdy i wydało mi się to bardzo słodkie, chociaż może to nadinterpretacja :D
    Tutaj jeszcze powiem, że raz nazwałaś Lily w tej części tekstu Gryfonką, więc to pewnie jakiś mały błąd. O ile ja się nie pomyliłam, ale tam było, że Olivier spojrzał na "Gryfonkę" i chyba chodziło o nią.
    Potem te szachy. Jeju, Hugo jest taki uroczy. Ogromnie mi się podobają jego uczucia do Heleny i mam nadzieję, że wkrótce się zejdą. Może Janvier im w tym pomoże, skoro wszystkiego się domyślił? Liczę na to i mocno im kibicuję :)
    I na koniec w ciekawy sposób przybliżyłaś sytuację Rosalie. Współczuję jej, na pewno nie jest jej łatwo. Mam nadzieję, że jakoś uda jej się pogodzić z Albusem. Tutaj nie wiem już komu kibicować w związku ze Scorpiusem, więc poczekam na rozwój wydarzeń ^^
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału. Życzę weny i pozdrawiam gorąco :*
    Całusy,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, też tak sobie myślę, że Olivier specjalnie nie rzucal gorszych zaklec xDxD Jeszcze jakiś dowód na to stwierdzenie sie tutaj pojawi, choć posredni. Cieszę się, że podobał Ci sie opis pojedunku. Sprawdzę, co z tą Gryfonką walnęłam, dzieki xD
      Oliveir z pewnoscia przyda sie Hugonowi w zbodywaniu pewnosci siebie, nie da sie ukryć.
      Co do trójkąta - R&A&S - Boże, też nie wiem, komu kibiować xD Sama sobie nagrabiłam nieźle, widzę xD
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  18. Pora na przerwę w pisaniu pracy. Myślę, że twój blog bardzo pozytywnie mi ją umilił, więc dziękuję;D Powiem szczerze, że doskonale rozumiem złość Lily. Może dlatego, że ja też niestety jestem strasznym nerwusem i zazdrośnicą. A z czego innego wynika zachowanie L jak nie z tego? Zawsze to ona świeciła w szkole, była najlepsza w tym w czym chciała być najlepsza i nikt nie stanowił dla niej żadnej realnej konkurencji. A tu przychodzi nagle taki sobie Olivier, który z uporem dąży do tego, by uprzykrzyć jej życie. Nawet jeśli nic nie robi, to według niej - i tak robi za dużo. Wydaje mi się, że nawet fakt, że Olivier oddycha tym samym powietrzem mógłby Lily wkurzyć. Dlatego nie chcę nawet myśleć, co będzie się działo w jej umyśle teraz, po przegranym pojedynku z nią. Chociaż nie... chcę o tym myśleć, bo podejrzewam, że to będzie cholernie ciekawe;D Ona na pewno jakoś uprzykrzy mu życie i jestem mega ciekawa w jaki sposób to zrobi. Ach... nie mogę się doczekać!
    Co do Huga, to żal mi go trochę. Bo nie ma śmiałości, by walczyć o swoje marzenia. Jesli naprawdę to ze względu na L nie chce zagadać do Heleny, to ktoś (np. Janvier) powinien palnąć go w łeb. I chyba miał ochotę to zrobić;D Jeśli Hugo straci szansę na miłość, to zrobi to na własne życzenie.
    W ogóle podoba mi się to, że pokazujesz nam tu różne perspektywy i różnych bohaterów. Tutaj świetnie pokazałaś, że każdy ma inne myśli, inne życie, inne problemy, choć wszystkie praktycznie kręcą się wokół podobnych kwestii. Kiedyś wcześniej pokazałaś Max, Scorpiusa i Albusa, a tutaj Rosalie. Tak jakby hm... dwie strony jednej sprawy. Bardzo mi się to podoba! Dzięki temu znamy dwie perspektywy i sami możemy ocenić, który bohater ma rację, a który przesadza.
    Czekam na kolejny i pozdrawiam gorąco! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, ze faktycznie b.dobrze rozumiesz perspektywę Lily.Z pewnoscia będzie jeszcze bardziej starac uprzykrzyc Olivierowi zycie po tym nieszczesnym pojedynku, ale on nie poozstanie na to wszystko bierny, o nie;).
      Hugo... tak, musi sie ogarnąc. jeszcze nie wiem, czu Olivier palnie go w łeb czy nie, ale może by sie przydalo? Nie chodzi tylko o Lily, ale inne powody, ktore blokuja Weasleya, sa także związane w większości z samym Hugonem, wiec chyba masz racje z tym "na wlasne zyczenie".
      Hah, nie da sie ukryć, ze wlasnie z pokazywaniem roznych perspektyw mam tutaj najwiekszą zabawę. Chciałam też m.in. pokazać w tym fragmencie, jak roznie ludzie moga interpretowac pewne zachowania, w oczach Rosalie Anabelle jest zabawna, pewna siebie, nieposiadajacą zadnych klopotów dziewczyna xD A wlasciwie, to ciekawi mnie, kto wg Ciebie ma rację w tym trojkącie? albo komu kibicujesz, bo o racji to nie wiem, czy tak do konca mozna mowic.
      Również pozdrawiam i dziekuję za opinię!

      Usuń
  19. Kij, nie ważne odkąd się czyta.
    Imiona postaci bardzo mi się podobają :3
    Lily jest bardzo ciekawą postacią, zainteresowała mnie najbardziej.
    Ślicznie napisane :o
    ~ Sagiri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, ile przeczytałaś. No ale coz, dziękuję za komentarz

      Usuń
  20. Jestem!
    W końcu... Przepraszam, że tak długo musiałaś na mnie czekać, ale naprawdę byłam zalatana... :<
    Wciąż jestem pod wrażeniem tego, jak genialnie kreujesz postać Lily - jest bardzo złożoną osobowością, przepełnioną dumą, chęcią władzy, rywalizacji i kontroli... Nie da jej się do końca lubić, ale także nie można rzec, że się jej nie lubi. Wciąż staram się ją zrozumieć, ale nie jest to łatwe... Co niesamowicie mi się podoba!
    Uwielbiam też sposób, w jaki powoli nakreślasz relacje Lily i Oliviera. Oczywiście marzę o tym, że będą razem, ale na razie... wciąż wypatruję szansy na to. Ich relacje są naznaczone inteligencją i - ze strony Lily - frustracją, że nie może chłopaka zmanipulować - i lekkim rozbawieniem zmieszanym z irytacją i pogardą - ze strony Oliviera. Wydaje im się, że siebie rozumieją, ale prawda jest taka, że nie mają o sobie zielonego pojęcia :D
    Nie mogę się doczekać, jak dalej się to potoczy!
    Chyba zdałam sobie sprawę, że udało mi się pomylić Max z Amandą - jakim cudem O.o? Nie mam pojęcia... Amandy nie cierpię, a Max kocham :D Koniec, kropka.
    Ciekawe, w jaki sposób Lily zemści się na swoim ulubionym koledze... He he... XD
    Lubię przyjaźń, która zrodziła się między Olivierem i Hugonem. I Hugo jest taki słodki z tym swoim zauroczeniem Heleną :D
    Oj... Biedna Rose... :<<<<
    No ciekawie, ciekawie.
    Podoba mi się wątek siódmoklasistów. Czekam na jego rozwój ;) Może jednak nie wszystko stracone? :D
    Pozdrawiam!
    nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz ;). Bardzo sie cieszę, ze masz mieszane uczucia wobec Lily, o to mi chodziło. Jeśli chodzi o jej relacje z Olivierem, to ujęłaś je krótko i w punkt ;). Nie rozumieją sie tak naprawdę xd Max na na drugie Anabelle, wiec moze stad ta pomyłka :D ale widzę, ze lubisz i Anabelle, i Rosę, to możesz miec problem z kibicowaniem jednej z nich, jeśli chodzi o Scorpiusa :D Hah. Olivier i Hugo staną sie prawdziwymi przyjaciółmi, co chyba juz widać :)

      Usuń
  21. Przepraszam, że jestem tutaj dopiero teraz. Długo musiałaś na mnie czekać, ale ostatnio miałam (mam) tyle na głowie, że ciężko mi było zmusić się do tego, żeby skomentować. Ale dzisiaj zajęcia skończyłam wcześniej i postanowiłam zrobić sobie chwilę relaksu.

    Lily jest ciężkim człowiekiem. Nie jest skora do współpracy, jest pewna siebie, uparta i żądna uwagi. Ja osobiście nie lubię takich ludzi, ale z drugiej strony cholernie im zazdroszczę. Tacy ludzie, wbrew pozorom, mają o wiele łatwiej w życiu. Dzięki swoim pewności i uporze, prawdopodobnie będzie mogła wiele osiągnąć. Problem jednak jest taki, aby przy tym zbyt wiele nie straciła. Mam oczywiście na myśli relacje z bliskimi i tymi mniej bliskimi osobami. Ewidentnie coś między nią a Olivierem jest na rzeczy, ale ona jest zbyt dumna, żeby wyciągnąć do niego rękę. A mówią, że to mężczyźni są dumni. W tym przypadku jest zupełnie na odwrót. To ona jest winna tego, że ich relacja wygląda tak, jak wygląda.
    Uwielbiam za to Rose. I totalnie ją rozumiem. Sytuacja, w której teraz się znajduję na pewno nie jest łatwa. Czuje się tak, jakby ktoś odłożył ją w odstawkę, a na jej miejsce znalazł lepszą (przede wszystkim inną!) wersję. Dochodzą do tego targające nią uczucia. Bycie nastolatką na pewno nie jest łatwe.
    Bardzo przyjemnie się czytało, jak zwykle nas nie zanudzasz i brniesz z akcją do przodu, a przecież to lubimy najbardziej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje bardzo za komentarz. Nie liczy się, kiedy, tylko że jest! Lily w dużej mierze niestety sama sobie utrudnia to zycie,w sensie emocjonalne, aczkolwiek masz racje - w karierze tacy ludzie na pewno dobrze sobie radza i zawsze jest o nich glośno rowniez w towarzystwie, co jest dla nich bardzo wazne. Ale nie tylko ona unosi sie dumą, Olivier też swoją ma i też nie zawsze wychodzi na tym dobrze... jeszcze będzie troche o tym.
      Rose...coz, też jej współczuję, aczkolwiekm nie mozna powiedziec, zeby Scorpius ją zostawil dla innej, bo Anabelle dopiero teraz pojawila sie w Hogwarcie... ale z jej perspektywy tak to pewnie i wygląda...
      Co do akcji to bym nie powiedziala, jeszcze pierwszego miesiaca nie skonczylam, aż sie boję mysleć, ile czasu bede to pisac... Boze! Ale cieszę się,że nie przynudzam xD

      Usuń
  22. Lily? Kto by pomyślał, że będzie spóźniona. Wydawało mi się, że pomimo jej charakterku jest raczej pilna uczennicą. No ale tak to już jest jak inne wypadki nachodzą się i pojawiają się przeszkody na które nie ma się wpływu.
    Właściwie, to ciesze się, że znalazł się ktoś odporny (poza Janvierem) na urok Lily. Może i profesor Green nie jest typem belfra, którego chciałabym spotkać na swojej drodze (wydaje mi się strasznym służbistą, ale z drugiej strony, jest sprawiedliwy i traktuje wszystkich równo. Nie wygląda na takiego, co posiada stadko swoich pupilków i nie robi żadnych klubów i wspólnych wieczorków) ale z niezrozumiałych dla mnie powodów, czuje do niego szacunek. Może to właśnie dlatego, ze nie dał się omotać jakiejś nastolatce, tylko twardo stawia przy swoim i bywa nieugięty?
    Myślę sobie, że profesor Green doskonale wiedział, ze zarówno Olivier jak i Lily maja miedzy sobą jakiś zatarg, dlatego własnie przydzielił ich wspólnie do jednej pary. Ponownie, było to lekko przewidywalne (oj tam zaraz, nie szkodzi :)) ale nikt nic na to nie poradzi, w końcu Janvier i Potter są głównymi postaciami, ciężko, żeby się nie widywali.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności Oliviera. Zaklęcia niewerbalne, szybkość, sprawność, spryt... chytry lis z niego. Ogólnie powiem, że walka mi się podobała, choć szczerze mówiąc Lily się nie popisała. Chciała się wykazać,ale znów jej nie wyszło, bo zamiast skupić się na własnym pojedynku, bardziej zależało jej na tym, czy radzi sobie lepiej od innych... A przynajmniej tak to odebrałam.
    To bardzo ciekawy zwyczaj jaki utworzył się pomiędzy Olivierem a Hugonem. Niby ten pierwszy zawsze przegrywa, a jednak obaj odnajdują w tym (o ile to można tak nazwać) sporcie jakąś przyjemność. Przypominają mi (cóż za zaskoczenie) Harry'ego i Rona i aż mnie wzięło... No bo zastanawiam się, odtwarzam Harry'ego Pottera w głowie (przyznaję się bez bicia, że zaczynam zapominać, co tam było i zostają mi w głowie jakieś ogólniki) i... Czy to tez było tak, Że Harry nigdy nie wygrał żadnej partii szachów z Ronem?
    Swoją droga to wcale nie wyklucza, że Olivier kiedyś nie zatriumfuje, prawda?
    Miłość naprawdę kwitnie w twoim opowiadaniu, Hugo i Helena? Chyba zaczynam im poważnie kibicować. xD
    Naprawdę zarobiło mi się żal Rosalie. Jestem pewna, że wina leży gdzieś po środku i obie strony są winne, ale to naprawdę przygnębiające. Teraz ona jest taska samotna i tęskni za tym co miała, co (bardzo możliwe) utraciła bezpowrotnie. To trudna dla niej sytuacja i mam nadzieję, że jakoś sobie z nią poradzi.
    Ciesze się bardzo, że akcja nie stoi w miejscu i ciągle zaskakujesz nas czymś nowym i nie dajesz się nam nudzić. Jest dobrze :3
    Życzę morza weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Lily jest dość pilną uczennicą, więc raczej nie spóźnia sie na lekcje. albo inaczej, spóźnia sie badx nie przychodzi tylko jeśli z jakichs powodów ma to wczesniej zaplanowane. Na OPCM raczej nie planuje takich ekscesów. faktycznie, prof. Greena troche sie boi, ale cóż, myślę, że to dbrze o nim swiadczy,ze nie daje sobie wejśc uczniom na głowe xDxD bo tak, to taka Lily albo ktoś jej podobny to juz by mu nie dał zyć ;p
      NIe da się ukryć,że cos jest podobnego między O&H a H&R, choc ja tam nie wiem,czy byla w sadze mowa o tym,że Potter nigdy nie wygralz Ronem partyjki ;p. a czy Olivier kiedys wygra? no nie wiem, moze o tymk wspomnie, skoro widze, ze chcecie ;p
      Milostek to tu będzie cała masa. naprawdę, z trylion xD. One się mnozą w sposób niekontrolowany. Rosalie... Ach, mi też za nia smutno. a podejrzewam, ze bedzie jeszcze bardziej, jak zobaczycie, co napisalam w nast. odcinku xD
      Staram sie zaskakiwać, nie powiem, że nie. Choc boje sie, że i sama sobie zaskoczę kiedys, duzo mam tych wątkow i bohaterow. ale co ja poradzę na to,że wlasnie ich mnozenie i komplikowanie im wszystkim zycia sprawia mi wielka radochę xD
      dziekuje za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  23. Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam!
    Jestem okropna, wiem. Od dwóch miesięcy całkowicie odcięłam się od całej blogosfery i przez to nie komentowałam, a nawet gorzej - nie czytałam, rozdziałów.
    Nadrobiłam już jednak straty i dodaję komentarz, żeby pozostawić po sobie ślad. Tym razem, nie będę się rozpisywać, bo to bez sensu i po prostu nie mam weny nawet na napisanie sensownego komentarza. Pisanie pracy licencjackiej mnie dobija i mój mózg prawie przez to wyparował, dlatego musisz mi wybaczyć.
    Czekam z niecierpliwością na niedzielny prezent od Ciebie <3
    PS. Chyba już nie wrócę na mojego bloga, niestety nie mam już siły mierzyć się z moim brakiem słów. Mam pełno pomysłów - nie potrafię ich spisać... ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziekuję za zajrzenie i przeczytanie pomimo braku czasu. Jestem pewna, ze praca wyjdzie Ci świetna. Wazne jest, zeby nie dać się zwariować :) prezent na niedzielę jest już napisany, choć muszę to jeszcze przeczytać i zapewne popoprawiać. Myśle, ze pomysły są najważniejsze w opowiadaniu, choć i wena to kapryśna istota. Ale jesli nie masz pomysłów, to z pewnością nic nie napiszesz. A jesli masz pomysły, to uwazam, ze prędzej czy pozniej da radę.. Tak wiec mam nadzieję, ze wrócisz na bloga, nawet jesli miałoby to zając duzo czasu, bo lubię Twoja historię. Ale zrozumiem, jesli jednak się mie zdecydujesz. Ja już chyba nie zrezygnuję z pisania tej opowieści, a przeciez to mi chyba zajmie z milion lat xD

      Usuń
    2. Dziękuję za słowa pocieszenia i wiarę we mnie ;) Nie jestem pewna czy jeszcze kiedyś mi się uda coś napisać, ale nie poddałam się tak zupełnie. Cały czas próbuję coś tam sklecić, czasami wychodzi mi strona w Wordzie, czasami wszystko kasuję, a czasami zostawiam, a nóż przyda mi się w przyszłości ;-)
      Jestem na siebie taka zła, za to, że nic mi nie wychodzi, że sobie tego nie wyobrażasz. Najważniejsze jest jednak to, że opowiadanie o Lily i Jamesie kocham ponad wszystko i bardzo bym chciała dokończyć te historię (ze Snow jest to samo). Może mi się uda napisać coś do świąt... Jakiś nowy rozdział, tak żeby nie dać o sobie zapomnieć.
      Już się nie mogę doczekać tych słodkości w buciku od Ciebie ;)

      Usuń
    3. Mam wielka nadzieje, ze będziesz pisać historie, skoro masz pomysł to naprawdę jest duża cześć za Toba! No i wiara w siebie na pewno sie przydaje, choc sama tez mam czasem z tym problemy ;)

      Usuń
  24. Muszę przyznać, że bardzo mnie ten rozdział zmęczył. Chyba wolę ich takie słowne przepychanki i bardziej ludzkie niż czarodziejskie zachowania. Zupełnie nie pociągają mnie takie walki na czary i inne tego typu rzeczy. Wolę się skupić na ich relacjach międzyludzkich, tym jacy są dla siebie nawzajem. Jednak opisane ładnie, obrazowo, tylko rozdział dotyczył tego czego nie lubię i to co najmniej interesuje mnie w twoim opowiadaniu czyli magii, bo jest taka, no taka jak w tej bajkofilmówce o HP i tam tak samo mnie irytowała. Pamiętam jak wszystkich śmieszył wyciągnięty korzeń z ziemi co się darł, a ja miałam taką minę mówiącą "ehe, fajnie, ale to tandetnie głupie" i pytałam "co wy w tym dzieci widzicie" i chyba nawet nie obejrzałam do końca.

    http://takamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz, ja bardzo lubię tę magię w HP i nie mam zamiaru tego ukrywać i tak myślę, ze jest jej za mało, ale chce pokazać, ze tk przede wszystkim zwykli ludzie, a dopiero pozniej czarodzieje. Czyli dziewiątka w części moze przypaść Ci do gustu, a w części nie, podejrzewam;)

      Usuń
  25. Naprawdę nie grają mi te pojedynki na zaklęciach. Szczególnie w klasie SUMowej. Co jest nie tak z klubem pojedynków? Przecież w sadzę nawet było coś takiego. I oczywiście, że Lily musiała się znaleźć w jednej parze z Olivierem. Do bólu przewidywalne.
    A fragment z Rayanem brzmi, jakby dostała sie do drużyny tylko dlatego, że się z nim umówiła. *dobra doczytałam dalej i naprawdę tak jest. Pozostawię to bez komentarza...*
    I co na zajęciach robi Hugon? Przecież on jest rok niżej?
    A jeśli francuscy studenci zaczynają pojedynki pod koniec czwartej klasy, to mają zaledwie kilka miesięcy przewagi, co wcale nie jest jakąś niewiadomo jaką przepaścią. Dziwi mnie natomiast znajomość zaklęć niewerbalnych przez Oliviera, bo przecież nie jest to łatwą do opanowania sztuką.
    Pozdrawiam cieplutko,
    maximilienne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie nigdy nie miało byc nieprzewidywalne ;). Coz, nauczyciel obrony ma inna wizje, sadzi, ze wszyscy powinni umiec sie pojedynkować i przykłada do tego duża wagę. Hugo jest rówieśnikiem Lily.
      Pozdrawiam i dziekuje za komentarz

      Usuń
  26. Co prawda dziś mam wolne i miałem cały dzień poświęcić na czytanie, a poświęciłem na spanie z przerwami na pisanie. Teraz jednak czuję, że przez to szykuje mi się nieprzespana noc i postanowiłem najpierw zajrzeć do ciebie, bo choć w mojej kolejce byłaś znacznie prędzej, to nie chciałem czytać po rozdziale i opuszczać i znowu za kilka dni przychodzić po rozdział. Stanowczo wolę czytać pod rząd.
    Ja fantastyki ogólnie nie rozumiem. Lubię klimaty horroru, jakieś duchy, kilka niemożliwych do ogarnięcia ludzkim rozumiem wydarzeń, ale wolę gdy to jest straszne, a nie zabawa w czarowanie. Dlatego zawsze też HP uważałem za bajkę dla dzieci, a nie za powieść dla osób dorosłych. To moim zdaniem nawet bardziej przygodówka, niż fantastyka. Dlatego ja nie mogę się wypowiadać tak jak osoba powyżej, bo nie mam o tym pojęcia i nie ma co oszukiwać, jednak mnie także przestaje się podobać ta przewidywalność. Zawsze jest Lily i Oliwier. Zawsze się ze sobą zacierają i jak jest coś ważnego, np pojedynek, to też muszą trafiać na siebie. Przewidywalność przewidywalnością, ale jak czegoś jest za dużo to po prostu nudzi, bo człowiek czytając zaczyna ziewać i wie, że znowu Lily trafi na Oliwiera i nawet go już nie ciekawi, bo nie może gdybać "na kogo trafi tym razem i jak to będzie". Cóż, może tu wychodzi moja starość, co? No dobra, chyba nie jestem jeszcze aż tak stary, ale naprawdę zaczyna mi tu brakować takiego dreszczyku emocji, takiej niewiedzy, nawet odrobiny brutalności i takiej realności w tym nierealnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja mam dziwny stosunek do fantastyki - albo ja buwielbiam, albo wręcz przeciwnie. Lubię, gdy ktoś wykreuje dobrze świat, a później przedstawia w nim ludzkie zachowania, ale może to zrobić np. poprzez wykorzystanie wymyślonych przez siebie waśni, ponadto cóż, chyba chciałabym, nadal., żeby magia po prostu istniała.
      Hm, to opowiadanie w niektórych kwestiach miało kompletnie nie zaskakiwać, oto jedna z nich, ale mam nadzieję, że jednak czymś Cię zaskoczę :)

      Usuń
  27. I znów zacznę od błędów:
    prawdatak - zeżarło Ci spację :)
    jednak i tak odjął Ravenclaw dziesięć punktów. - Z tego zdania wynika, że Ravenclaw jest uczennicą :) Ravenclawowi.
    „Najmądrzejsza” Krukonka na roczniku - Na roku albo w roczniku.

    OK, a teraz do rzeczy: bardzo podobała mi się scena pojedynku. Tak przeczuwałam, że Olivier wygra, chociaż bardziej kibicowałam Lily. Mam nadzieję, że przynajmniej w quidditcha Potter będzie od niego lepsza, chociaż samego Oliviera również lubię.
    – Cieszcie się, że byliście najlepszym duetem. W skali ogólnej oceniłbym wasz pojedynek jako przeciętny. - Piękne zdanie <3

    Sam Olivier jako swatka... Już nie mogę się doczekać :) Ale, tak jak przypuszczałam, każdy widzi, że Hugonowi podoba się Helena. Urocze :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zwrócenie uwagi na błędy, coś mam z tym Ravenclaw, widzę.
      Olivier swatka... Hm, nie wiem, czy tak do konca, ale cos będzie próbować xd

      Usuń
  28. To teraz ja

    Jak na początku przeczytałam "Lily" to aż mi się smutno zrobiło :D Żartuję oczywiście
    PROFESOR ZIELONY!! Wreszcie jakiś koleś, który nie daje sobą pomiatać. Ma u mnie wielkiego plusa i już zapisuję go w kajecie ulubionych postaci.
    No ale kiedy tylko wspomniałaś o pojedynkach, po prostu wiedziałam, że profesor sam ich dobierze i że oczywiście Lily wyląduje z Oliverem.
    Sam pojedynek ciekawy, podoba mi się to, że Oliver załatwił ją prostym zaklęciem, może też czuję ciut satysfakcji, że Lily przegrała, bo takie utarcie nosa jej się przyda. Tak czy inaczej przeczytałam jednych tchem... tak się mówi, nie? Coś mi nie gra...
    "– Serio? – Olivier wywrócił zirytowany oczami." -> ja go naprawdę zaczynam bardzo lubić. Wiedziałam od początku, że jego miejsce jest u Gryfonów. Sama miałam ochotę zareagować tak samo.

    Nie do końca rozumiem tę aferę z Rosalie, widzę tylko, że znowu chodzi o faceta :D Normalnie co jest z nimi? Jeśli Albus faktycznie zostawił swoją przyjaciółkę tylko dlatego, że przez jakiś czas wyładowywała na nim swoją frustrację, bo została zraniona, no to pozdrawiam zdrajcę. Już go nie lubię.

    Chyba tyle
    Pozdrawiam!
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz. Cos czuje, ze jeszcze długo nie będziesz lubić Lily :D jesli chodzi o Rose, zachowywała sie ona na szóstym roku mało przyjemnie wobec Albusa,; wiec mozna go usprawiedliwic m; bedzie o tym jeszcze mowa ;)

      Usuń
  29. Bawi mnie sama wizja, która pojawiła sie w mojej głowie, na wzmakne o tym, że Lil 'nadzwyczaj ostetnatycjnie' ignorowała Janviera xd
    Bardzo fajnie i szczegółowo opisałaś ich pojedynek, ja nigdy nie nauczę się pisać takich scen :D
    Muszę przyznać, że znowu kibicowałam Olivierowi ^^ I podoba mi sie jego relacja z Hugonem
    I nawet Rosie sie pojawiła! Scorose to mój OTP, moja choroba, wiec trochę smutno, że ich nie połączysz spowrotem, ale muszę sie nauczyc rozdzielać od siebie te wszystkie fanfiki, które przeczytałam, hah xd

    Miałam małą przerwę w nadrabianiu rozdziałów, bo skorzystałam z rzadkiego zastrzyku weny i napisałam swój rozdział, ale już szybciutko wracam do formy! ;D żeby nie było wstydu, ze dodasz kolejny rozdział, a ja nadal bede w tyle xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D Hah, Lily wiele rzeczy robi ostentacyjnie :p Hm, co do Scorose i takich tam to sprawa nie będzie taka latwa, sama zobaczysz.
      O, to super, że miałaś wenę, bo znaczy, że na Rose-to-nie-Rosie mogę spodziewać się nowosci całkiem niedlugo ^^

      Usuń
  30. To, że Lily wyląduje w jeden parze z Olivierem, było do przewidzenia :D
    Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Olivierowi udało się pokonać Lily :D Dobrze jej tak! :D
    W ogóle, jakimś cudem Lily nie wkurzała mnie tak bardzo w tym rozdziale.
    Skoro Olivier zauważył, że Helena podoba się Hugo, to mam nadzieję, że da jej spokój i nie będzie próbował wykorzystać jej przeciwko Lily. Chociaż jakoś w to wątpię... :/
    Za Rose w sumie nie przepadam, za Scorose też, więc nie wiem, czy jej wątek przypadnie mi do gustu ;)

    Pozdrawiam ^^
    kudikot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :p cóż, nie miałam zamiaru tym doborem nikogo zaskoczyć xD Lily potrzebowała utarcia nosa... no dobra, bądźmy szczerzy, ona potzzebuje tego kilka(naście) dobrych razy :D ale miło, że az tak Cię nie denerwowała, może ta tendencja będzie się utrzymywać? :P
      Hm, Olivier nie ma takich zamiarów... zresztą sama zobaczysz.
      A Scorose u mnie to raczje nie taka jasna sprawa :P

      Usuń