piątek, 16 października 2015

Rozdział siódmy: Rodzeństwo Janvier

Są faktycznie świetne, ale do zamiatania. Ewentualnie jako narzędzia mordu, przemknęło Olivierowi na myśl, gdy patrzył na nieprzyjaźnie wyglądający, cienki badyl z całkiem sporą ilością wystających drzazg, który kwadrans wcześniej wyciągnął ze szkolnego schowka.
Miotła była zdecydowanie za mała. Za wąska. Za krótka. A przede wszystkim martwa.
Nie bał się, co to, to nie. Od zawsze uwielbiał wysokość i prędkość, a kiedy na trzecim roku na grzbiecie hipogryfa o imieniu Charlie po raz pierwszy miał okazję połączyć te dwa pojęcia w praktyce, odnalazł swoją największą pasję, hipovol, której największą zaletą była możliwość latania na żywej istocie. Charlie stała się dla Oliviera jednym z najbliższych stworzeń i chłopak bardzo za nią tęsknił. Niestety nawet ojciec nie byłby w stanie odkupić jej od Beauxbatons. Choć Olivier i tak nigdy by go o to nie poprosił. Nienawidził samej konieczności odzywania się do magnata Janviera, a co dopiero proszenia go o cokolwiek…
Z tego samego powodu, jak i wrodzonego uporu, chłopak nie poprosił tatuśka o miotłę. Teraz nieco tego żałował. Zauważył, że wszyscy Gryfoni, którzy wraz z nim stanęli do naboru, posiadali lepszy sprzęt. Nie wyglądało to zbyt wesoło wbrew temu, co mówił Hugo.
Olivier popatrzył na swojego kumpla podnoszącego w jego kierunku kciuki. Uśmiechnął się krzywo w odpowiedzi i skupił na słowach kapitana. Nie mógł pogrążać się w rozpaczy tuż przed eliminacjami.
– Witajcie na naborach do drużyny – odezwał się Mark Wells, siedemnastoletni kapitan, a wszyscy jak jeden mąż zamilkli, patrząc na chłopaka. Chyba tylko na lekcjach obrony było tak samo cicho. – To mój ostatni rok w szkole i zrobię wszystko, abyśmy zdobyli puchar. W drużynie nie ma miejsca dla mięczaków. Pierwszo- i drugoklasiści nie mają tutaj czego szukać.
– Ale Harry Potter miał jedenaś… – zaczął jakiś wyrośnięty, szczerbaty chłopak, którego zagłuszyła reszta zgromadzonych. Najwyraźniej odwaga go opuściła, ponieważ wraz z resztą najmłodszych uczniów smętnie ruszył w kierunku trybun.
– Dzieciaki są niedoświadczone, ale jeszcze gorsi są ci, którzy przyszli tu w celach towarzyskich, dla zabawy bądź z jakiegokolwiek innego powodu, który nie jest chęcią i gotowością pełnego poświęcenia się grze – kontynuował Wells. – Nie mam zamiaru patrzeć na nieudolne próby latania na miotle, więc…
Chłopak nie musiał kończyć. Jeszcze większa grupka niż poprzednio odeszła w kierunku trybun bądź zamku. Dziwnym trafem najwięcej znajdowało się w niej chichoczących czwartoklasistek, które co rusz odwracały się i rzucały zalotne spojrzenia w kierunku Marka.
Olivier szybko przekonał się, co miał na myśli Hugo, mówiąc o terrorze w drużynie Gryfonów, jednak według Janviera Wells wcale nie był taki najgorszy. Nie przypominał nawet w połowie trenera hipovolu z Beauxbatons, Erica Pairota, którego wszyscy z drużyny autentycznie się bali. Jednak dzięki takiej, a nie innej taktyce, którą z powodzeniem można było porównać do życia na wojennym poligonie bez jedzenia, picia i snu, Olivier oraz jego drużyna wygrywali nie tylko rozgrywki szkolne, ale i międzynarodowe. Teraz Janvier wiedział już, dlaczego nigdy nie spotkał na nich reprezentacji z Hogwartu. Tutaj po prostu nie było… .
– Ostrzegam, że jeśli zobaczę, że ktoś z was nie wbije się w powietrze w ciągu pięciu sekund od gwizdka, wyleci z boiska prędzej, niż wypowie słowo tłuczek – poinformował Mark ponad dwudziestu uczniów, którzy nadal znajdowali się na miejscu. ­Dwóch z nich najwyraźniej nie wytrzymało presji i opuściło zgromadzenie. – Ktoś jeszcze? – Tym razem nikt się nie poruszył. – Świetnie. Zaczniemy od dziesięciu okrążeń wokół boiska, jeden za drugim, lecicie za Weasleyem. Jak ktoś będzie przyspieszał bądź spowalniał i tym samym zepsuje szyk, odpada od razu. Ustawcie się w szeregu.
Kandydaci wykonali zadanie w miarę szybko, jednak według wyobrażeń kapitana niewystarczająco, czego nie omieszkał stwierdzić. Olivier wylądował blisko końca grupy, pomiędzy niziutką dziewczyną z klasy wyżej a barczystym chłopakiem, którego nie kojarzył, a który wbijał mu właśnie drążek swojej miotły pod prawą łopatkę. Janvier odsunął się nieco, jednocześnie zastanawiając się nad fenomenem rywalizacji.
Niespodziewanie rozległ się gwizdek. Francuz znalazł się na wyjątkowo niewygodnej miotle może po dwóch sekundach, jednak nie wszyscy mieli takie szczęście. Dwie osoby w środku zaplątały się między swoje nogi oraz sprzęt i krzyczały na siebie nawzajem, co przypominało mu nieco jego samego i Lily Potter z poprzedniego tygodnia. Jednak najgłośniej darł się Wells:
– Jazda stąd, ale już! Oczu nie macie? Banda gamoni!!!
– To wina tego imbecyla, nie moja, Mark, daj mi…
– Jakbyś patrzyła, a nie rozmyślała, to…
– Nie słyszeliście?! – ryknął Wells. – A może potrzebujecie osobistej eskorty?
Winowajcy postanowili nie sprzeczać się dłużej na oczach połowy Gryffindoru i wykonać polecenie Marka, jednak nie wyglądali na zachwyconych. Kiedy odchodzili coraz dalej, nadal dało się usłyszeć ich podniesione głosy.
– Może ktoś jeszcze ma ochotę na żarty? Nie?! ­– Wells zgromił wzrokiem wszystkich kandydatów, którzy znajdowali się już w powietrzu. – To do roboty. Za Weasleyem!
Uczniowie wzbili się wyżej i rozpoczęli okrążenia. Mimo że miotła dawała się Olivierowi mocno we znaki przede wszystkim poprzez bezustanne uwieranie w tyłek, momentalnie poczuł radość z przebywania w powietrzu. Adrenalina wywołana szybkością i wysokością jak zwykle wypełniła cały jego organizm. Jednak najbardziej w lataniu uwielbiał wolność, którą mu dawało, świadomość, że choć na chwilę mógł zostawić na ziemi wszystkie problemy i niczym się nie przejmować.
Dziesięć okrążeń minęło zdecydowanie za szybko. Mimo że Janvier nawet na chwilę nie opuścił konfiguracji, stracił poczucie czasu i zdziwił się, kiedy dziewczyna lecąca przed nim zaczęła się obniżać. Tak bardzo zatracił się w locie, że nie tylko zapomniał o niewygodnej miotle, ale i o tym, że powinien był obserwować resztę kandydatów, aby zobaczyć, kto mógł stanowić konkurencję...
Wells szybko pozbył się kolejnych pięciu uczniów, pozostawiając czternastkę rywalizującą ze sobą tylko o dwie pozycje w drużynie.
– Kandydujący na pozycję pałkarza za Weasleyem, ścigający za mną – mruknął Mark, najwyraźniej nie mając już siły krzyczeć.
Grupa posłusznie się podzieliła, jednak ku niezadowoleniu Oliviera w jego znajdowało się aż dziewięć osób. W tym barczysty nastolatek, którego niesłusznie wziął za przyszłego pałkarza, a który teraz wpatrywał się w niego z nienawiścią. Wcześniejsze atakowanie łopatki Janviera nie mogło być przypadkiem.
– Nie jesteście najgorsi, skoro doszliście do tego etapu, ale ktoś zwyczajnie dobry mnie nie interesuje. Wezmę najlepszego. NAJLEPSZEGO, zrozumiano?! – Tym razem Olivier aż podskoczył, ale nie ze strachu, a z poziomu decybeli, które wydobyły się z gardła kapitana drużyny. Gardło Marka miało się nadal aż za dobrze, a jedno cicho wypowiedziane wcześniej zdanie musiało być podpuchą. – Zostało was dziewięcioro, a więc jest idealnie. Podzielę was na trzyosobowe zespoły, każdy rozegra z każdym mecz. Przez pięć minut jedna drużyna będzie atakować, a druga robić wszystko, aby przeszkodzić przeciwnikom, później zamiana. Tylko trzech najlepszych przejdzie dalej, więc macie się spiąć. ROZUMIECIE?!
– Tak – odpowiedzieli chórem, jednocześnie krzywiąc się nieznacznie na kolejny wrzask Wellsa.
Być może Janvier go początkowo nie docenił, ale nadal nie przerażał go nawet w połowie tak bardzo jak trener Pairot.
Bez zbędnych ceregieli Mark podzielił ich na grupy. Oczywiście Olivier musiał grać przeciwko barczystemu. Dwie pierwsze trójki wzbiły się w powietrze, zaś równocześnie na drugiej połowie boiska rozpoczął się kolejny etap eliminacji na pozycję pałkarza. Drużyna Javiera miała to szczęście, że przypadło jej jako pierwszej obserwowanie, a więc możliwość przyjrzenia się dokładnie technice i umiejętnościom pozostałej szóstki przed bezpośrednią rywalizacją. Olivier prędko doszedł do wniosku, że jedynie dwie osoby, w tym barczysty, mogą stanowić zagrożenie. Tylko one cechowały się zarówno celnością, jak i umiejętnością współpracy. Dodatkowo chłopak był bardzo skuteczny w blokowaniu, zaś dziewczyna, którą docenił, niezwykle prędka.
Dziesięć minut minęło wyjątkowo szybko, nadeszła pora konfrontacji grupy Oliviera z drużyną, która przegrała przed chwilą siedmioma golami. Nie wydawali się stanowić realnego zagrożenia. Na szczęście przypuszczenia Janviera się sprawdziły: bez problemu wygrali przewagą ośmiu bramek. Przez pewien czas wręcz mu się nudziło, żadnych trudnych akcji, żadnych przeszkód...
Olivier zdawał sobie jednak sprawę, że następny mecz nie będzie taki łatwy. Podczas pierwszej rozgrywki dobrze dogadywał się z czternastoletnią szatynką, którą znał z widzenia, ale wiedział już, że barczysty i szybka także doskonale rozumieli siebie nawzajem podczas gry.
Drużyna Oliviera jako pierwsza miała bronić. Chłopak zawsze był lepszy we wbijaniu goli niż przeszkadzaniu innym, a przerwanie akcji zwinnej blondynce okazało się nie lada wyzwaniem. Co prawda kilka razy udało mu się przechwycić kafel, lecz koniec końców stracili aż dziewięć bramek. Janvier nie sądził, by głównym kryterium Marka była liczba strzelonych goli, chodziło raczej o całokształt, ale zdawał sobie sprawę, że trzeba mocno się postarać, aby przejść dalej.
Wraz z czwartoklasistką udało im się zremisować z przeciwnikami, jednak Olivier wiedział, że mieli sporo szczęścia. Z duszą na ramieniu zlatywał na ziemię. Miał szansę, aby dostać się do szczęśliwej trójki, ale wiedział, że nie będzie łatwo zwyciężyć ostatecznie.
– Shallow, Adams i…
– Janvier – powiedział Olivier, kiedy Wells na niego wskazał.
– …przechodzicie dalej. Reszcie dziękuję.
Tak jak można było się spodziewać, barczysty został wybrany, ale Olivier nie wiedział, w jaki sposób Mark ocenił dziewczyny. Według niego obie prezentowały równie wysoki poziom, decyzja z pewnością nie mogła należeć do łatwych. Odpadła szybka, która miała wyjątkowo nietęgą minę. Janvier uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, na co odpowiedziała bladym uśmiechem nieobejmującym oczu.
Po drugiej stronie boiska zostało wybranych dwóch najlepszych kandydatów na pałkarzy. Mark przywołał ich do siebie i zakomunikował:
– Świetnie, teraz czas na waszą piątkę. Pałkarze posyłają tłuczki na jednego ścigającego, który leci z jednego końca na drugi, aby wstrzelić bramkę. Broni Middletone. – Tu kapitan wskazał na wspomnianego chłopaka. – Każdy ze ścigających ma pięć szans na strzelenie gola. Pałkarz nie może celować w drugiego pałkarza, jedynie w ścigającego…
Mark mówił dalej, lecz Olivier już go nie słuchał. W głowie układał taktykę. Nie miał wcześniej możliwości, aby przyjrzeć się kandydatom na pałkarzy ani ich grze, jednak żywił nadzieję, że wyciągnie prawidłowe wnioski po ich wyglądzie. A różnili się znacznie.
Chłopak nie odbiegał od stereotypu prawdziwego pałkarza w żadnym calu. Miał prawie dwa metry wzrostu i musiał ważyć ponad sto kilogramów. Dodatkowo wyraz jego twarzy nie świadczył o wyjątkowej inteligencji. Chwilę wcześniej Olivier zauważył, że chłopak bezmyślnie grzebał w nosie. Prawdopodobnie jego główną zaletę stanowiła siła, z którą wysyłał tłuczki na spotkanie z celem ze sporej odległości. 
Jego przeciwniczką była niziutka szóstoklasistka, która leciała przed Olivierem podczas pierwszej konkurencji. Wyglądała, jakby najmniejszy podmuch wiatru mógł zrzucić ją z miotły, jednak pozory mogły mylić, w końcu nie doszłaby do tego etapu za ładny uśmiech. Niska musiała cechować się siłą i prawdopodobnie także celnością oraz szybkością. Janvier podejrzewał, że to ona będzie w stanie mocniej go zaskoczyć i to na nią miał zamiar zwracać większą uwagę.
Jako pierwsza wystartowała Shirley. Co prawda wbiła trzy gole, ale niskiej udało się ją zablokować aż pięć razy, co znacznie spowalniało jej akcje. Następnie nadeszła kolej na barczystego, który ku niezadowoleniu Oliviera poradził sobie znakomicie. Nie dość, że tłuczek dosięgnął go tylko dwa razy, to jeszcze czterokrotnie udało mu się wbić bramkę i to w nie byle jakim stylu.
Janvier nie zamierzał się poddawać. Kiedy Adams, używając zdecydowanie za dużo siły, przekazał mu na ziemi kafla, Francuz natychmiast wystartował. Najwyraźniej ten szybki początek zadziwił obu pałkarzy, ponieważ nie zdążyli nawet dolecieć do tłuczka, a Olivier już znajdował się przy bramce Middletone’a. Obrońca także nie miał zbyt wielu czasu na reakcję, Janvier posłał piłkę w znajdującą się jak najdalej obręcz, w którą ta zgrabnie wleciała. Cieszył się ze swojej pierwszej akcji, lecz wiedział, że następny raz nikt nie da się już mu tak łatwo okpić.
I tak w rzeczywistości było. Pałkarze złapali najwyraźniej wspólny rytm, gdyż najpierw próbował zablokować go wielki, a później niska. Cudem udało mu się wyminąć tłuczek, lecz wypuścił z rąk kafla, co spowolniło akcję. Nie mógł za bardzo się rozpędzić do bramki, dlatego postanowił ograć Middletone’a za pomocą znanego blefu – wpatrując się w słupek po lewej, wrzucić piłkę w prawą. Obrońca jednak nie dał się na to nabrać, a Janvier stracił swoją szansę.
Na całe szczęście udało mu się nadrobić nieudany występ w trzeciej i czwartej próbie. Co prawda w tej ostatniej tłuczek wysłany przez dziewczynę musnął koniec tej cholernej miotły, ale Olivier zdołał utrzymać równowagę i w pięknym stylu wysłać kafla tuż nad głową zdziwionego Middletone’a. Janvier jednak nie cieszył się za bardzo. Barczysty był co najmniej tak samo dobry jak on.
Olivier nie przywykł do latania na czymś, co nie posiadało własnego rozumu i nie potrafiło podejmować pewnych decyzji. Denerwowało go, że nie mógł powiedzieć do miotły tego, czego od niej oczekiwał, bo przecież ta i tak by nie zrozumiała. W kluczowych momentach na pewno by mu się to przydało.
W trakcie piątej próby poziom stresu sięgnął zenitu. Olivier nie potrafił powiedzieć, jak mu poszło. Co prawda wbił bramkę, lecz osiągnął to dzięki fatalnemu błędowi Middletone’a. Lądując na ziemi, miał wrażenie, jakby przez głowę przebiegło mu stado… hipogryfów, a akurat takie spotkanie z tymi zwierzętami nie sprawiłoby mu żadnej radości.
Piątka „finalistów” zebrała się przed Wellsem. Janvier czuł, że jego nogi za chwilę odmówią posłuszeństwa. Dziwił się samemu sobie, dlaczego aż tak się przejmował. Nie mógł zdzierżyć widoku pewnego siebie Adamsa i tego, że Mark, zamiast mówić, wpatrywał się w nich z uwagą. Francuzowi cudem udało się wytrwać i nie spuścić wzroku. Wreszcie, po chwili wydającej się wiecznością, kapitan przemówił:
– Raven, Janvier, witajcie w drużynie.
Olivier nie załapał sensu tych słów od razu. Nie pojął ich, kiedy Shallow podała mu rękę, gratulując zwycięstwa. Nie dotarło do niego ich znaczenie, kiedy otoczyło go mnóstwo Gryfonów przekazujących mu słowa uznania.
Zrozumiał je dopiero wtedy, kiedy napotkał nienawistne spotkanie Adamsa. 
Najwyraźniej musiał w jak najszybszym czasie sprawić sobie miotłę. I to w taki sposób, aby nie musieć prosić o to ojca.

Anabelle Janvier pokochała Hogwart bezwarunkowo i ostatecznie, zanim jeszcze go zobaczyła. Okazał się bowiem rozwiązaniem na wszystkie problemy, które zatruwały jej życie przez dobrych kilka miesięcy.
Szósty rok nauki w Beauxbatons był jedną wielką tragedią. Zapowiadał się jako najlepszy, skończył jako najgorszy. Grupa jej przyjaciół ostatecznie się rozpadła. Niegdyś wydawało jej się, że nic ani nikt ich nie poróżni. Tymczasem pewne z pozoru mniej lub bardziej znaczące wydarzenia zsumowały się, tworząc wielką katastrofę. Jedna z przyjaciółek Janvier nie chciała jej znać, zaś drugiej nie chciała znać ona.
Oczywiście w to wszystko zaplątana była płeć przeciwna. Anabelle dawno przestała cierpieć po stracie byłego chłopaka, na którego zmarnowała niemal dwa lata życia – teraz czuła się jedynie głupio, że dała się tak bardzo nabrać. O wiele bardziej przeżywała przerwanie więzi z dotychczas najbliższym jej przyjacielem, Robertem, któremu nie potrafiła przebaczyć tego, co zrobił. Relacje między nią a najbliższymi jej niegdyś ludźmi niesamowicie się skomplikowały, a dochodziło przecież do tego jeszcze kilkanaście innych osób. Janvier sama nie wiedziała już, kto to zaczął ani dlaczego, jednak zdawała sobie sprawę, że zbyt wiele wydarzeń miało miejsce, zbyt wiele padło słów, zbyt wiele kłamstw i oszczerstw, by móc powrócić do istniejących niegdyś relacji, które zapewne nie mogły być prawdziwymi przyjaźniami.
Podobnie jak wszyscy była temu w jakiś sposób winna. Próbowała odkręcić swoje błędy, ale tylko pogorszyła napiętą do granic możliwości sytuację. Nie miała pojęcia, jakim cudem przeżyła maj i czerwiec bez wylądowania na Oddziale Mentalnym w Szpitalu Joanny D’Arc, największej magicznej placówce medycznej we Francji. I nie miała najmniejszej ochoty przeżywać czegoś podobnego na siódmym roku.
W szkole wydawało jej się, że lato przyniesie radość, chwilę oddechu. Ale tak na dobrą sprawę było jeszcze gorzej. Przez lipiec i niemal cały sierpień rozmyślała tylko i wyłącznie nad tym, w jaki sposób przeżyje ostatni rok nauki w Beauxbatons. Dziękowała czarodziejskiemu światu za wprowadzoną dwanaście lat wcześniej ustawę, dzięki której ujednolicono system szkolnictwa w Europie na wzór brytyjski, dzięki czemu nie miała w perspektywie dwóch koszmarnych lat, a jedynie rok. Nie stanowiło to jednak większego pocieszenia.
Anabelle nie wiedziała, gdzie w tym wszystkim zgubiła samą siebie. Nie cieszył jej wolny czas, nie cieszyło codziennie prażące słońce, nie cieszył nawet wyjazd do Hiszpanii. Zawsze była pełna energii, otwartości, naiwności wręcz, uwielbiała zabawę, towarzystwo innych ludzi, rozmawianie, ruch, a teraz...
Owszem, uśmiechała się. Mówiła. Nie chciała niepotrzebnych pytań ze strony rodziny, którą z pewnością zaniepokoiłoby zbyt długie milczenie z jej strony. Dlatego często ją opuszczała. Jednak samotność nic nie dawała, pogrążała Anabelle w jeszcze czarniejszych myślach. Chciała się komuś wygadać. Jednak obawiała się, że o pewnych rzeczach, które musiałaby wtedy poruszyć, nie potrafiłaby opowiedzieć nawet dawnym najlepszym przyjaciółkom, a co dopiero rodzicom czy bratu. Olivier odpadał w przedbiegach, w końcu był młodszy, z matką nigdy nie czuła się blisko, a papy nie mogłaby aż tak bardzo zranić. Nienawidziła sprawiać mu zawodu nawet w o wiele mniej ważnych kwestiach… A czegoś takiego z pewnością by nie przeżył.
Anabelle była największą słabością Marcusa Henrica Janviera. Doskonale zdawała sobie sprawę, że papa rozpieszczał i że wyjątkowo dużo rzeczy uchodziło jej płazem tylko dzięki temu, iż ojciec tak bardzo ją uwielbiał. Olivier wielokrotnie wytykał siostrze, że zachowuje się wyjątkowo interesownie, jednak nawet on nie mógł nie zauważyć, iż dziewczyna naprawdę kochała Marcusa, mimo że sam nie potrafił tego nie zrozumieć. Tak, Anabelle uwielbiała papę tak bardzo, że czasem aż ją samą to przerażało. Podziwiała go we wszystkim i we wszystkim pragnęła naśladować. 
Dotychczas nie występowały między nimi tematy tabu. To na ojca spłynął obowiązek informowania o sprawach, o których na ogół mówiły córkom ich matki. Co prawda papa nie wyłożył jej bezpośrednio, czym jest miesiączka bądź jak powinna zachowywać się w stosunku do chłopców, jednak dał jej do przeczytania książki i materiały na te tematy.
Zawsze interesował się córką i wspierał ją we wszystkich przedsięwzięciach. Mimo że miał wobec niej ogromne wymagania i niejednokrotnie go zawodziła, szczególnie niezbyt dobrymi wynikami w nauce, nigdy na nią nie krzyczał. Początkowo nie popierał wielkiego zainteresowania Anabelle gimnastyką magiczną, na którą chodziła w szkole, szybko jednak stał się najżarliwiej wspierającą ją osobą. Była pewna, że gdyby nie on, nigdy nie odważyłaby się wystartować w pierwszym konkursie i nie przełamałaby nieśmiałości i braku wiary we własne możliwości. Teraz należała do czołówki najlepszych nastoletnich zawodniczek na świecie. Dziękowała Merlinowi, że to akurat Beauxbatons było najbardziej nastawioną na sztukę i sport szkołą magiczną w Europie.
Dzięki wspomnianej już ustawie w europejskich placówkach edukacyjnych wprowadzono wiele dodatkowych zajęć, lecz nadal każda ze szkół w czymś brylowała. Hogwart słynął z wysokiego poziomu rozgrywek quidditcha i bardzo dobrego klubu gier magicznych, Durmstrang – z pojedynków magicznych i wyścigów na reniferach, zaś Beuxbatons od pradziejów stawiało duży nacisk na rozwój artystyczny uczniów. Uczniowie brali udział w zajęciach plastycznych, muzycznych, teatralnych, tanecznych, architektonicznych, sportowych i właśnie gimnastycznych. Nie można było także zapomnieć o hipovolu, choć Anabelle osobiście nie widziała w tym sporcie nic ciekawego.
Prócz swojej ukochanej dziedziny dziewczyna interesowała się historią sztuki i architekturą, które również były wykładane w Beauxbatons. Dziewczyna uwielbiała więc dotychczasową szkołę i możliwości rozwoju, jakie jej dawała, nawet jeśli, oprócz numerologii, nie przepadała za głównymi przedmiotami. Uwielbiała majestatyczny, śnieżnobiały zamek usytuowany na francuskim wybrzeżu. Uwielbiała szeroką plażę i kąpiele w Morzu Śródziemnym. Uwielbiała spacery w pięknym, zadbanym ogrodzie, w którym znajdowało się równo sto fontann. Uwielbiała jeść posiłki w akompaniamencie cudnie śpiewających nimf. Uwielbiała pomalowaną na błękitno, przestronną sypialnię, którą dzieliła ze swoimi przyjaciółkami… Dopóki tak właśnie mogła je nazywać.
A kiedy wszystko się posypało, przestała kochać nie tylko sypialnię. Przestała ubóstwiać także posiłki, park, morze, zamek. Przestała czerpać radość z zajęć numerologii, historii sztuki i architektury. Podejrzewała, że nie zwariowała tylko dlatego, że pozostała jej niewielka, ale jednak, radość z gimnastyki.
Pod koniec szóstego roku boleśnie przekonała się, że niezależnie, jak bardzo kochało się przedmioty martwe, naturę, a nawet aktywności, traciło to jakiekolwiek znaczenie w przypadku zniszczenia więzi z bliskimi ludźmi.
Dlatego właśnie pokochała Hogwart – dzięki niemu nie musiała się już zastanawiać nad siódmym rokiem. Właściwie pokochałaby każdą szkołę, do której przeniósłby ją ojciec. Niektórzy nazwaliby Anabelle tchórzem uciekającym od problemów. Ale ona po prostu nie chciała ich już rozwiązywać, nawet jeśli okazałoby się to możliwe. Zbyt mocno zraniła przyjaciół, zbyt mocno oni zranili ją, aby powrót dotychczasowych relacji był możliwy, a inne jej nie interesowały.
Hogwart dawał jej nową szansę.
Dzięki Hogwartowi odzyskała samą siebie.
Od kiedy ojciec przekazał rodzinie tę nowinę, czuła, że żyła. Wróciła jej dawna energia. Wróciła radość z życia. Wróciła ekscytacja. Wróciła nadzieja. Anabelle była tak zachwycona, że nie tylko biegała i skakała po całym domu, ale przeczytała sześć książek na temat brytyjskiej szkoły, co w jej przypadku stanowiło ewenement. Lubiła niektóre książki beletrystyczne, ale nienawidziła podręczników oraz pozycji pisemnych choćby trochę związanych z nauką, a niedotyczących numerologii, sztuki, architektury czy technik gimnastycznych. Mogła oglądać, mogła słuchać, ale nie czytać.
Dopóki nie pojawił się Hogwart, cudowne wybawienie.
Zanim się tu pojawiła, przez jej umysł przebiegły parokrotnie myśli wytworzone przez pesymistyczną część jej osobowości, której dopiero co się pozbyła. Co, jeśli w Hogwarcie nie znajdziesz nikogo interesującego? Co, jeśli zaufasz komuś, kto cię zrani? Co, jeśli cię nie zaakceptują albo sama wszystko zniszczysz? Wyrzucała je jednak z umysłu niemal do razu. Wiedziała jedno – nie mogło być gorzej niż w Beauxbatons, nigdzie nie mogło. A tylko tego chciała uniknąć.
Kiedy Anabelle znalazła się w nowej szkole, zachwyt tylko się zwiększył. Mimo że czytała o zamku, i tak przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Ogromna budowla kryła znacznie więcej fascynujących tajemnic, niż przypuszczała. Podobnie jak w Beauxbatons czuć było magię, ale bardziej sekretną, historyczną. 
Anabelle nie mogła powstrzymywać się od wyrażania swoich emocji. Codziennie chodziła na długie spacery po szkole i codziennie odkrywała coś nowego. Uwielbiała oglądać obrazy, zbroje, podziwiać intrygujące rozwiązania architektoniczne. Już pierwszego dnia nawiązała kontakt z duchami, a po dwóch tygodniach regularnie rozmawiała z trzema z nich, w tym z Krwawym Baronem, który z niezrozumiałych dla niej powodów stanowił postrach wśród większości uczniów. Poznała miliony intrygujących historii. Pokochała także błonia i jezioro, nawet jeśli pogoda nie była zbyt zachęcająca.
Ludzie też jej nie zawiedli. Trafiła do Hufflepuffu, za co była dozgonnie wdzięczna Tiarze Przydziału. Puchoni byli mili, ale nie za mili. Nie zadawali niewygodnych pytań, a jednocześnie cechowali się życzliwością. Stanowili dla Anabelle idealny rodzaj ludzi. Bo może i dziewczyna odzyskała w części dawną siebie, energię, gadulstwo i ciekawość świata, ale jednocześnie pozostała w niej pewnego rodzaju nieufność wobec gatunku ludzkiego. Nie chciała przez swoją naiwność wdepnąć w kolejne bagno. Nie chciała się angażować. Chciała spokojnie i radośnie przeżyć siódmy rok w Hogwarcie.
I początkowo wydawało jej się, że tak się stanie. Dopóki jej serce, nie słuchając się rozumu, zaczęło szybciej bić na widok pewnego jasnowłosego, wysokiego Ślizgona z równoległej klasy.
Anabelle nie wiedziała, co robić. Z jednej strony nie chciała zostać wykorzystana. Z drugiej czuła instynktowny bunt na myśl, że wspomnienie jednego idioty, który rozwalił jej życie w poprzedniej szkole, miałoby paraliżować jakiekolwiek próby nawiązania kontaktu z innym chłopakiem.
Dlatego właśnie koniec końców przedstawiła się Scorpiusowi i jego przyjacielowi, Albusowi.
A później nie umiała już się od nich odsunąć. Nie umiała równocześnie zrobić nic, co wskazywałoby na to, że zainteresowała się młodym Malfoyem w ten sposób, dlatego więc robiła to, co w sytuacjach stresowych i nie tylko, umiała najlepiej.
Mówiła. Mówiła. I jeszcze raz... mówiła. O swoim zachwycie Hogwartem. O Francji. O gimnastyce. O wszystkim, co jej ślina na język przyniosła, prócz uczuć.
Albus musiał ją nienawidzić. Kilkakrotnie próbował dać jej do zrozumienia, że go męczyła. Jednak Scorpius sprawiał wrażenie zainteresowanego niekończącymi się monologami Puchonki, co tylko ją podjudzało. Ten stan rzeczy trwał już od niemal dwóch tygodni, a Anabelle uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie wiedziała o chłopaku, który jej się spodobał, praktycznie nic prócz tego, że był przystojny i niesamowicie cierpliwy.
Zdawała sobie sprawę, że wypadałoby to zmienić. Dlatego właśnie, na widok wchodzącego właśnie do Wielkiej Sali Scorpiusa, uśmiechnęła się szeroko. Nic ani nikt nie będzie jej paraliżować, już nie!
Z postanowieniem zaproponowania Malfoyowi spaceru na błoniach, skierowała się ku niemu. Zauważyła, że towarzyszący chłopakowi Albus wzniósł oczy do góry, ale nie przejęła się tym zbytnio. W końcu dzisiaj nie zamierzała psuć Potterowi nastroju swoją osobą, tylko ukraść mu na chwilę przyjaciela. Trzeba być odważną…
Nie wiedziała więc dlaczego, kiedy podeszła do dwójki Ślizgonów, rozpoczęła słowotok na temat obrazów, które odkryła poprzedniego dnia na szóstym piętrze. Nie wiedziała, dlaczego nie potrafiła przerwać tej jakże wciągającej opowieści. Nie wiedziała, dlaczego czuła radość, że mimo to Scorpius jak zwykle wpatruje się w nią tak, jakby naprawdę ciekawiły go jej słowa.
Anabelle podejrzewała jednak, że mogło mieć to związek z tym, że mniej więcej pół roku temu, widząc swojego chłopaka i najlepszą przyjaciółkę w jednoznacznej sytuacji w jej własnej sypialni, straciła wiarę w ludzi.

***

Pierwszy rozdział, w którym nie pojawia się Lily. Uznałam, że może czasem trzeba od niej odpocząć. Właściwie nie ma tutaj większości bohaterów, ale kiedy zaczęłam pisać o Anabelle, nie mogłam się powstrzymać. Co do Oliviera, chciałam opisać porządnie te eliminacje i nagle odkryłam, że powiększyło się to do takich rozmiarów, że nie ma już sensu dopisywać niczego więcej. Ale w następnym poście NA PEWNO będzie opis zajęć dodatkowych z transmutacji i perspektywa Hugona. Zauważyliście drobną wzmiankę na temat jego i Heleny w wykonaniu Janviera?
Bardzo dziękuję Wam za tak ogromną ilość komentarzy, bardzo się cieszę, że coraz więcej osób czyta opowiadanie i dzieli się swoimi opiniami :).
PS Kontakt do mnie znajduje się w „Informacjach”.


79 komentarzy:

  1. Woooooo!!! Nareszcie nowy rozdział :D
    Pierwsza i zaklepuję sobie miejsce :*

    nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Olivier. Chciałby latać na hipogryfach, a nie może... To tak jakby zakazać normalnemu nastolatkowi jazdy na motorze XD
      Tak przyjemnie czytało mi się opis eliminacji do drużyny, że ledwo się oderwałam na tę sekundkę, by napisać ci, że literki zrobiły ci psikusa:
      ,,(...) a który teraz wpatrywał się z niego nienawiścią" :D Chyba nie muszę pisać, co się przestawiło i czego brakuje ;>
      Co te literki u ciebie dzisiaj, to ja nie wiem XD:
      ,,Drużyna Javiera miała to szczęście, że jako ierwsza miała obserwować," + powtórzenie
      O raju! Byłam tak dumna z tej drobnej szóstoklasistki, która startowała na pałkarza. To prawie tak, jak moja Nora :D
      ,,Zrozumiał je dopiero wtedy, kiedy napotkał nienawistne spotkanie Adamsa." To zdanie jest tak uroczo zabawne, kochana :>
      A ja pokochałam Anabelle nawet przed tym, jak dostała większą część rozdziału na swoją osobę. Uwielbiam tę dziewczynę! Ale ty już to wiesz :)
      Biedna Anabelle :< Mam nadzieję, że jednak odzyska zaufanie do ludzi.
      Zdziwiła mnie bliska relacja łącząca dziewczynę z ojcem. Znając opinię o ojcu Oliviera myślałam, że raczej z niego gorszy facet.
      Wiedziałam, że Scorpius się jej podoba! Niech zrobi krok i coś z tym zrobi!
      Anabelle zdecydowanie skradła moje serce. Ale pozostałych bohaterów też uwielbiam. Nawet Albusa :>
      Trochę brakowało mi Lily, ale to dobrze, że dałaś nam lepiej poznać rodzeństwo Javier.
      Jeszcze muszę dodać, że uwielbiam to, jak myślisz o wszystkich szczegółach. W opisie szkół najlepiej to widać - jak wymyśliłaś tę europejską ustawę, w opisie z czego słyną szkoły. Cudowne! :D
      Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :>
      Pozdrawiam!
      nowa-w-hogwarcie.blogspot.com
      * przepraszam za bałagan na dole. W złym miejscu wstawiłam XD

      Usuń
    2. dziękuję bardzo za opinię i za wypisanie błędów, już poprawiłam. Tak to jest, jak blogspot nie rozumie, że chcę zmienić jezyk z ang na polski i podkreśla mi niemal wszystkie słowa... Ech. Nie wiedziałam, że nie przepadasz za Albusem, ale cieszę sie, że lubisz Anabelle, sama ją polubiłam, co chyba widać, choć jakiś minus musi mieć- nie lubi czytać. Dziękuję też za zwrócenie uwagi na te fakty dotyczące ustawy, uznałam, że trzeba wprowadząć też tego typ informacjel, żeby nadać realizmu i wytlumaczyć pewne zmiany w por. z kanonem. Co do ojca - chciałam pokazać, jak różnie mogą oceniać tego samego człowieka dwie różne osoby. Tak naprawdę to oboje przesadzają, tylko w skrajne strony, ale można to w jakiś sopsób uzasadnić tym, że senior Janvier naprawdę faworyzuje ytlko jedno dziecko, a drugie... wręcz odwrotnie. xD

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłam fanką opisów qwuidditcha, wiem, że to ważna część życia szkoły, ale jakoś nie porywa mnie to, chyba znacznie ciekawiej byłoby faktycznie siedzieć na trybunach, haha. Ale Oliverowi się udało i jest w drużynie. Nie sądzę, żeby Lily latała na miotle, jakoś mi to do niej nie pasuje, dlatego tym tropem obstawiam, że nie spotkają się na boisku, ale nie wiadomo co tam knujesz!
    Anabelle polubiłam. Niezła z niej gaduła, co faktycznie może być irytujące na dłuższą metę. Ma dobre intencje, ale chyba to gadulstwo to też efekt stresu, bo przecież tak bardzo chciałaby poznać Scorpiusa, że zapomina mu się dać wypowiedzieć, w obawie, że ją zrani jak poprzedni chłopak. Chyba musi bardziej wziąć się w garść. Czy ktoś jej w tym pomoże? Mimo wszystko odniosłam wrażenie, że Anabelle jest sama w Hogwarcie, niby jest miła itd, ale trzyma wszystich na dystans (w tym także nie do końca świadomi swoją sympatię).
    Pozdrawiam i przy okazji zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myslę, ze siedzenie na trybunach byłoby lepsze xD ale uznałam, że warto będzie opisać taką typowo szkolną sytuację, przy okazji wplatując w to wszystko postać Oliviera. Lily lata, o czym wspominałam w którymś z poprzednich postów i nawet będzie próbowac dostac się do drużyny Ravenclaw już niedługo xDxD ale czy się dostanie? robi to tylko dlatego,bo Albus stwierdził że nie ma szans, aż tak latania nie lubi xD XD Hah. Co do Anabelle, ona zawsze dużo mówi, więc trudno jest dla kogoś, kto dobrze jej nie zna, rozpoznać, kiedy mówi więcejh bądź inaczej. Ale masz rachę, dziewyna się stresuje. I na razie faktycznie jest dość osamotniona. Za wiele przeżyła.

      Usuń
    2. Świetny ten nowy szablon! :D Minimalistyczny, przejrzysty i na moim komputerze nie wyświetla się taki ściśnięty jak tamten poprzedni, co typowo był na szeroki monitor :D jestem fanką ;D

      Usuń
  4. Faktycznie niewiele się działo, ale rozdział i tak przypadł mi do gustu. Fajnie było poczytać o tym, że Olivierowi jednak na czymś tam jednak zależy, choć on otwarcie się do tego nie przyznał. Jednak emocje, jakie wyzwolił w nim udział w tych kwalifikacjach mówią same ze siebie. Dlatego cieszę się, że udało mu się dostać do drużyny. Świetnie opisałaś te wszystkie działania na boisku ;)
    Z drugiej strony mamy Anabelle. Lubię ją, choć więcej sympatii wzbudził we mnie jej brat. Ona... ona jest sympatyczna, jednak to gadulstwo mnie przerasta. Ja sama jestem osobą małomówną i łatwo mnie zagadać, a ona chyba zrobiłaby to z jeszcze większym prawdopodobieństwem. Mimo wszystko cieszę się, że udało się jej w jakimś stopniu zaaklimatyzować i "odżyć". Co tam jeszcze... Aa! Ta jej relacja z ojcem. To mnie w jakimś stopniu zaskoczyło, bo do tej pory mieliśmy obraz ich rodzica wykreowany przez Oliviera, który dość negatywnie go oceniał. Patrząc na postać mężczyzny z perspektywy jego córki, widzimy całkiem inną osobę. I jest to zastanawiające, choć chyba też nie tak do końca. Najczęściej jest tak, że ojcowie więcej uwagi poświęcają córką, a matki synom, choć oczywiście nie jest tak zawsze. No, ale już się nie rozwodzę nad tym tematem.
    Z wielką niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że tak długo nie każesz nam na niego czekać :D
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivierowi zależy na paru rzeczach, nie to, że nie, choc bardzo lubi w tym wszystkim także rywalizację. Ale... nie tylko. Anabelle jeszcze nie do końca odzyła, ale ma jakąs szansę. A co do ojca to uznałam, że jest idealnym przykładem na to, jak różnie można interpretować jedną i tę samą osobę, a że ja, jak już chyba widać. lubię takie psychologiczne zagrywki, to postanowiłam to w ten sposób przedsrawić. Tak, masz rację, w sporej mierze zalezy to od tego, jak sam magnat traktuje swoje dzieci. Skrajnie różnie.
      Hah, nie wiem, jak to będzie z kolejnym postem, na te notkę miałam mnóstwo pomysłow, a jak zaczęłam pisac,to wyszło zupełnie coś innego, a tamte pomysły przejdą zapewne na następną. No i koniec konców taki miałam przypływ weny, ze napisałam ją cała w dwa dni. Dlatego ustawiam sobie bezpieczny termin miesiąca lub nieco dłużej, ale może wyrobię się wcześniej, ze mną to nigdy nie wiadomo xD Pozdrawiam i dziękujęxD

      Usuń
  5. Prawdopodobnie okażę się niesamowicie nudną czytelniczką, ponieważ po raz kolejny napisze jak bardzo uwielbiam Twój styl i to w jaki sposób kreujesz kolejne postacie. Niesamowicie oddajesz charakter każdego z nich, a to co udało Ci się w tym rozdziale z Anabelle to po prostu mistrzostwo nad mistrzostwami. Naprawdę, zero niezbędnego lukru. Słowo.

    Do tej pory miałam ją jako gadatliwą dziewczynę z Francji, która ma w sobie zbyt wiele energii i radości by było to zgodne z jakąkolwiek ustawą. Tymczasem, za jej radością kryje się smutek i cierpienie, wciąż niewyleczone pomimo tego, że znalazła się z dala od tych, ktorzy byli za to odpowiedzialni. Podobało mi się bardzo to, że nie próbowałaś jej wybielić. Że ona sama zdawała sobie sprawę z tego, iż wina leży również po jej stronie. Bardzo, bardzo przyjemnie czytało się fragment o niej, był tak naturalny, tak lekko napisany, że aż żałowałam, iż się zakończył. Bo choć dowiedziałam się o niej całkiem sporo, to chciałabym jeszcze więcej. Zwłaszcza, że przedstawiłaś nam historię zupełnie różną od tej, którą znamy dzięki jej bratu. Przede wszystkim jej stosunki z ojcem są zdecydowanie różne niż te Janviera. I to także było niesamowicie interesujące. Kurczę, mam wrażenie, że mogłabym pisać o tej dziewczynie i pisać, zgłębiać się w całą jej historię przez długi czas, ale pewnie zanudziłabym Cię na śmierć.

    Z kolei Janvier - przebieg eliminacji był interesujący i trzymający w napięciu, z pewnością nie nudny, czego gdzieś tam podświadomie się obawiałam. Zapomniałam na moment z kim mam do czynienia, wybacz ;* Mam nadzieję, że Adams nie będzie próbował się zemścić za to, że udało mu się dostać do drużyny. Zasłużenie, zresztą. Przyznam jednak szczerze, że nad tym fragmentem nie będe się tak rozpływac jak nad tym dotyczącym jego siostry. Nie dlatego, że był zły, nudny lub cokolwiek innego, ale dlatego, że nie poruszył mnie tak jak ten z Anabelle.

    Czekam jednak na mojego ukochanego Hugona.

    Pozdrawiam i całuję ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragment z Olivieriem miał byc przede wszystkim taki..obyczajowy, opisujący życie w szkole. Nie mogę cały czas walić tych przemyśleń i rozterek, bo wtedy to już by nie było opowiadanie, choć czasem bym chciała, nie będę ukrywać, ze nie xD więc rozumiem i bardzo się cieszę, że to fragment z Anabelle mocniej Cię poruszył. Będzie jeszcze trochę na temat jej rpzeszłosci, już to wszystko przemyślałam ;) A Adams pewnie jakoś tam namiesza, ha ha xD

      Usuń
  6. Fajnie, że w tym rozdziale królowało nasze francuskie rodzeństwo. Dobrze się o nich czegoś dowiedzieć i miło się to czyta.
    Podobał mi się opis eliminacji i to narzekanie Oliviera na miotłę. On ma takie fajne, zgryźliwe poczucie humoru. Rzecz jasna spodziewałam się, że eliminacje przejdzie pomyślnie i tak się stało. Ciekawie jednak było poczytać, że on nie był tego taki pewien. W ogóle ta pierwsza cześć była interesującym fragmentem dotyczącym szkolnego życia i quidditcha. Moim zdaniem nie jest łatwo w sposób przekonujący i w miarę dobry opisać ten sport, ale Tobie się udało. Mark jest strasznie wymagającym kapitanem i kojarzył mi się bardziej z dowódcą wojskowym niż nastolatkiem prowadzącym szkolną drużynę.
    Natomiast jeśli chodzi o drugą część, to muszę powiedzieć, że uwielbiam Anabelle. Już wcześniej odczuwałam sympatię do tej postaci, ale po tym rozdziale ona wzrosła. Jest taką uroczą gadułą, chociaż z pewnością na dłuższą metę ta jej rozmowność jest bardzo męcząca dla otoczenia. Ale podobało mi się to jak ją opisałaś. Widać, że dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że za dużo mówi i chętnie by z tym walczyła, ale nie udaje się to. No i ma widoczną słabość do Scorpiusa. Jestem też ciekawa co się takiego stało w przeszłości, że aż tak bardzo skomplikowało jej życie, a dziewczyna straciła wszelką nadzieję, radość i przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa, bardzo zależało mi na tym, aby dobrze opisać te eliminacje, bo raczej mam problem z takimi właśnie wydarzeniami i mocno się nad tym zastanawiałam podczas pisania. Olivier jest pewny siebie, ale potrafi docenic konkurencję Mark zdecydowanie bierze na serio swoja pozycję xDxD
      O Anabelle pisało mi się znacznie szybciej, chyba dlatego, że sajma ją polubiłam. NIe będę na razie nic zdradzać prócz tego, co napisałam powyżej, ale z pewnością jeszcze wrócimy do wydarzeń z Beauxbatons. Ma słabośc do Scorpiusa, a i owszem xD

      Usuń
  7. Cześć :)
    Rozdział BARDZO mi się podobał, mimo że skupiłaś się na naszych dwóch Francuziakach. Taki przerywnik okazał się strzałem w dziesiątkę.
    Olivier w tym rozdziale był bardziej ludzki niż zwykle, więc było bardzo ciekawie poczytać o nim z zupełnie innej perspektywy. Świetny pomysł z tymi dyscyplinami sportowymi i sztuką, które promowane są przez Beauxbatons - bardzo to pasowało do tych skrawków informacji, które mamy o tej szkole. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie wyścigi na reniferach, to dopiero byłoby ciekawe :)
    Całe eliminacje opisałaś wyczerpująco, jednocześnie utrzymując poczucie napięcia i niepewności. Całe szczęście, że Olivier dostał się do drużyny, ale nie w stylu "od pierwszej sekundy był najlepszy i przeznaczony do gry niby Artur do królowania, więc po co w ogóle te eliminacje", co zdarza się w ogromnej większości fanfików. Wygrał o włos i bardzo dobrze. Ciekawe, skąd zdobędzie pieniądze na własną miotłę...
    Dowiedzieliśmy się też sporo o Anabelle, a końcówka była taaaka słodka! Trzymam kciuki za nią i Scorpiusa. Fakt, że niezbyt przypadła do gustu Albusowi, jeszcze podkręcił całą sytuację :) Bardzo jestem ciekawa, jak dalej potoczy się jej historia. Spodziewam się, że ten ostatni, siódmy rok, nie będzie tylko czasem do przetrwania :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że nie mogę tak olewać szkoły, z któtej przybylo dwóch ważnych bohaterów tego opowiadania, więc cieszę się, że moje wymysły przypadly Ci do gustu. No i faktycznie, łączyłam je, jak mogłam, z tym, co znamy z kanonem, choć jednocześnie dodałam nieco swoich pomysłów xD Nie lubię takich oczywistych zagrań pt. że jak główny bohater, to od razu musi być oczywiste, że wygra... Choć akurat wygrał. Ale czy Lily wygra w swoich eliminacjach? o toi jest pytanie :D Co do Anabelle, to z pewnością nie będzie to dla niej jedynie rok do przetrwania i to wszystko, co mam do powiedzenia na razie :) Dzięuję za komentarz:)

      Usuń
  8. Podobają mi się długie rozdziały. Przynajmniej mogę oddać się im na dłuższą chwilę. trochę gorzej, że zaraz mam zajęcia. Jednak w przerwie postanowiłam nadrobić nieco zaległości i oto jestem.
    Zdecydowanie bardziej podobała mi się ta część o eliminacjach. Co prawda cieszę się, że w końcu dowiedziałam się czegoś więcej o Anabelle. Udało mi się nią w pewnym sensie poznać. Jednak muszę przyznać, że na początku było więcej akcji, co nieco bardziej mnie przyciąga. Oliver ma moje gratulacje! Mimo słabej miotły udało mu się dostać do drużyny, a to nie lada wyczyn. Chociaż żal mi trochę tych pierwszaków i drugoklasistów, którzy odpadli w przedbiegach. A może jednak wśród nich znalazł by się drugi "Harry", który posiadał nieprzeciętne zdolności lotu na miotle. Wracając jednak do Olivera. Podobało mi się, jak przedstawiłaś jego krytyczne podejście do swoich zdolności. Nie wiem, czy zdzierżyłabym, gdyby był zbyt pewny siebie i wywyższał się spośród innych. A tak? Jestem zachwycona. Szczególnie werdyktem. Pozostaje tylko kwestia tego, jak chłopak poradzi sobie w drużynie.
    Jeśli zaś chodzi o Anabelle to trzymam kciuki za to, że w końcu zwalczy swoje gadulstwo i postawi krok naprzód. W końcu gdyby Scorpius nie był zainteresowany dziewczyną, nie wysłuchiwał by każdego jej wywodu. A niektóre wydają się być nieco nudne... Mi osobiście nie chciałoby się słuchać o różnicach między sztukami.
    Cóż czekam na ciąg dalszy! Mam nadzieję na więcej Lily. Zastanawia mnie, co też ta u niej się dzieje. Tymczasem pozdrawiam! Ogromnych pokładów weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście zawsze i wszędzie uwielbiam opisy uczuć, a więc kocham je czytać, a i pisać mi łatwiej niż akcje, ale wiem że to też jest ważne i że niektórzy właśnie to wolą, więc cieszę się, że Ci się spodobał opis meczu :). Będzie więcej Lily, aż za diużo... nie no, żartuję, ale będzie, w koncu jest główną bohaterką, raczej nie czesto się zdarzy, aby w ogóle jej nie było jak w tym rozdziale :) Dziękuję :)

      Usuń
  9. Jakoś tak bez Lily atmosfera w opowiadaniu się poprawiła :D Oczywiście żartuję, ale podzielam opinię, że czasami należy trochę od niej odpocząć. A ponadto skupienie się na 2 postaciach sprawia, że możemy ich o wiele lepiej poznać.
    Bo właśnie od tego momentu zaczynam lubić Anabelle. NIe pamiętam jakie miałam wcześniej uczucia względem niej, ale wydaje mi się, że były one raczej obojętne, a teraz zwyczajnie ją polubiłam. Wcale nie dziwię się, że jest zachwycona Hogwartem; przede wszystkim dlatego, że Hogwart jest przepiękny, ale również dlatego, że to dobre miejsce, by zacząć od nowa.
    Przykro mi z jej powodu. Kiedy przyjaźń ( o ile tak ją można nazwać) kończy się z takiego powodu, musi to być ogromnie trudne i bolesne. Chciałabym, żeby S. okazał się być kimś kto jej pomoże. Wiem, że A. nie otworzy się pod razu. Potrzeba wiele czasu, by zapomnieć, ale mimo wszystko chciałabym dla niej jak najlepiej i mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz :D
    Co do O. to prawda jest taka, że wiedziałam, że się nie podda tak szybko i ze zrobi wszystko by byc w drużynie. To jego narzekanie to tylko bezsensowna paplanina, bo gdyby faktycznie palal niechęcią do miotły, to by się za to nie zabrał. Pomimo wszystko lubię jednak jego postać; bywa irytujący, ale ma w sobie wenwętrzną siłę za którą zwyczajnie go podziwiam.
    Czekam na listopad!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że polubiłaś Anabelle, taki był mój zamiar. cóż, czas i inni ludzie potrafią leczyć rany, więc Anabelle ma szansę znów zacząć naprawdę się cieszyuć życiem i wrócić do dawnej siebie, aczkolwiek nieco zmienionej, bo bogatszej w pewne wydarzenia - w końcu co nas nie zabije, to nas wzmocni xDxD ach, cóż, olivier naprawdę woli hipogryfy, a jako że się stresowął, to tak własnie, a nie inaczej w danej chwili myślał o miotle xD Ale nie da się ukryc, że ten przedmiot okazał się srodkiem do celu, jakim jest latanie i rywalizacja sportowa, a więc to, co O. naprawdę lubi :P Dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  10. Chociaż uwielbiam Lily, to dobrze czasem od niej odpocząć, ponieważ jest bardzo... intensywna (;
    Ten rozdział natomiast był trochę spokojniejszy, obyło się bez awantur, jeśli nie liczyć tych na treningu quidditcha.
    Bardzo spodobał mi się pomysł opisania odpowiednika tej gry we Francji, tak samo jak wstawka, że Olivier lubił miotły, ale tylko do sprzątania, bądź, ewentualnie, zabijania ;D Myślę, że latanie na hipogryfie musi być dużo wygodniejsze, niż latanie na miotle, więc nic dziwnego, że to Beauxbatons kwalifikuje się na zawody międzynarodowe ^^ Muszę również powiedzieć, że bardzo obrazowo opisałaś kwalifikacje do quidditcha, mogłam sobie wyobrazić, że tam byłam i obserwowałam z trybun całą scenę (:
    Perspektywa Anabelle również ogromnie mi się spodobała i dzięki temu czytelnik zapoznał się z dwoma spojrzeniami na sprawę pobytu w Hogwarcie. Z jednej strony mamy Oliviera, który nie jest zachwycony zamkiem i wolałby wrócić do Francji, z drugiej Anabelle, dla której Wielka Brytania stała się wybawieniem. Jestem też ciekawa, jak to możliwe, że jedno z rodzeństwa nie lubi ojca i nie poprosi go nawet o pieniądze na miotłę, a drugie jest w niego zapatrzone.
    Wątek Anabelle i Scorpiusa zaczyna być jednym z moich ulubionych! Malfoy musi mieć ogromnie dużo cierpliwości, skoro znosi ten słowotok Francuzki... albo może się zakochał :D Mam tylko nadzieję, że nie skrzywdzi dziewczyny, tak, jak to zrobił jej były chłopak.
    Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Tak, pomyślalam sobie, że powinnam dać spokoniejszy rozdział xD No i bardzo mi się podoba pokazywanie rodzeństwa Janvierów, bo to swietna okazja, żeby pokazać, jak bardzo się różnią w pewnych sprawach, ale jak jednocześnie są do siebie podobni, co pewnie wyjdzie nieco później. Bardzo się cieszę, że odnosiłas wrażenie, jakbyś była na trubynach, czytahąc pierwszy fragment :) Scorpius raczej nie krzywdzi dziewcząt, raczej... eeee... trochę się ich boi xD Pozdrawiam

      Usuń
  11. Jestem i ja ;) To w sumie zdumiewające, bo rozdział przeczytałam zaraz po dodaniu. Nigdy nie sądziłam, że tak mnie przyciągnie tematyka HP xD No, a tu proszę!
    Myślę, że bardzo dobrze oddałaś ten moment pojedynku. Podobało mi się to, że Olivier ze skupieniem analizował siły i nie mówił sobie jaki to on jest niepokonany i zdumiewająco fantastyczny. Choć był rozemocjonowany (co jest zupełnie zrozumiałe), to jednak starał się podejść do tego wszystkiego na chłodno. Wydał mi się naprawdę profesjonalny w tym fragmencie. Choć byłam przekonana, że jednak dostanie tę szansę. Jakoś nie widziałam możliwości, by go nie wybrali;D

    Podoba mi się wątek Anabelli. W ogóle bardzo ważne jest dla mnie to, że poruszasz wątki wielu postaci. Każdy z nich jest na swój sposób ważny i wyjątkowy. Każdemu dajesz inne cechy, inne zachowania. Niczego nie powielasz, a nawet jeśli to w takim zdrowym stopniu (w końcu bohaterowie nie muszą być zupełnie różni, mogą mieć jakieś wspólne cechy). To naprawdę ważne i moim zdaniem świadczy o dojrzałości pisarza. Dlatego nawet nie przeszkadza mi ten słowotok Anabelli:D Normalnie nie mogłabym wytrzymać z kimś takim i wcale nie dziwię się Albusowi, że jej towarzystwo go męczy. O ile Scorpius jest w niej zabujany (bądźmy szczerzy, tylko to tłumaczy fakt, że z nią wytrzymuje i nie okazuje znudzenia;D), to Albus... nie musi tego znosić. To jest raczej wada Anabelli, ale bardzo wyrazista i ciekawa, dlatego z przyjemnością o tym czytałam. I w sumie to jej nie zazdroszczę. Przeżyła piekło w poprzedniej szkole i ta wyprowadzka rzeczywiście jest dla niej jak gwiazdka z nieba. Tylko pytanie, czy tu jej będzie lepiej? Zobaczymy.

    Rozdział bez Lily jak najbardziej na plus. W końcu życie bohaterów nie kręci się wokół niej, a ona nie może też być wszędzie. Dobrze czasem od niej odpocząć. Zresztą od każdego bohatera;) Wtedy jest ciekawiej, gdy wraca;D

    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, jak nie ma Lily to jest spokojniej, nawet jeśli Oliviera też nie można nazwać takim przymiotnikiem Ale wiem, co masz na myślixD. Staram się jak najlepiej pokazać róznych bohaterów, bywa to trudne, ale raz się żyje. Ale u Ciebie też jest taka sytuacja i wychodzi Ci świetnioe! To właściwie super frajda, żbey pokazywać róznych ludzi, niby innych, ale w jakims sensie podobnych do siebie. cieszę się, że udało mi się zaciekawic Ciebie opowiadaniem potterowskim, bo to chyba trudne xD Choć nie wiem, czemu tak nie lubisz tej sagi?;p Pozdrawiam i dziękuję za komentarz:)

      Usuń
    2. Nie lubię fantastyki ogólnie. Zombi jeszcze zniosę, bo zakochałam się w TWD. Ale HP to dla mnie taka powieść dla młodzieży. Magia, szkoła, zły pan, którego każdy się boi... Nie kręci mnie ten magiczny świat, dlatego jestem tak neutralnie do niego nastawiona;D Oto powód.

      Usuń
    3. Hah, ja z kolei nie przepadam za zombie. a co do fantastyki ogólem, to mam podejście sinusoidalne, zazwyczaj albo wielbię, albo czytać nie mogę xD

      Usuń
  12. Zacznę może od Anabelle. :)
    Doskonale rozumiem, że w pewnych sytuacjach można być bardzo zestresowanym, że są ludzie którym w takich wypadkach gęba się wtedy nie zamyka... ale na dłuższą metę nie wytrzymałabym. Na miejscu Albusa nosiłabym ze sobą, jakiś knebel, żeby zatkać jej otwór gębowy, albo znalazłabym super zaklęcie, które sprawiłoby, że przestanie tyle nadawać (wersja dla czarodziejów)
    Poza tą jedną wadą, chyba nie mam nic do tej dziewczyny, rzadko pojawia się w opowiadaniu, ale na moje jest całkiem sympatyczna. Szkoda mi jej, zobaczyć swojego chłopaka z przyjaciółką w wymownej sytuacji... niefajnie. Nic więc dziwnego, że cała grupa "przyjaciół" się posypała. Nawet nie powinno być żal wypowiedzianych słów, bo dziewczyna, która dopuszcza się takich czynów z twoim chłopakiem na pewno nie jest przyjaciółką.
    Nowa szkoła to zawsze wrota do nowego początku, możliwość rozpoczęcia nowej historii, może to i dobrze, że rodzina Janvierów postanowiła się przeprowadzić? Dla Anabelle z pewnością. :)
    Dostrzegam tu pewną... dziwną sprawę. Dlaczego ojciec faworyzuje córkę, a syna wręcz nie znosi? Czemu ich stosunki są tak różne i niepodobne? Z czego to wynika, coś mi umknęło?
    Jeśli zaś chodzi Oliviera... To było do przewidzenia, ze chłopak dostanie się do drużyny. Niemniej uważam, że całkiem zgrabnie opisałaś całą rywalizację o miejsca w drużynie. W kazdym razie z pewnością będzie potrzebował miotły, zdecydowanie lepszej, niż ta ze szkolnego składu. Ogromnym plusem jest to, że wymyśliłaś własne szkolne przedmioty, nie ograniczając się tylko do tych już znanych. Być może słabo je poznamy (chociazby hipovol) ale to i tak oryginalne i fajne. :)
    Odpoczęłam sobie troszeczkę od Lily haha, dobrze jest ukazać świat z różnych perspektyw. Dzięki ci za to.. to jest to, co njbardziej uwielbiam. Rożne strony jednego opowiadania.
    Życzę weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZiekuję za komentarz. Anabelle faktycznie dużo mówi, a jeszcze więcej, kiedy się denerwuje. Choć uwierz mi, są sytuacje, w których się zamyka xD I nie chodzi tylko o sen :DCieszę się, że podobają Ci się rozne perspektywy, na tym mi własnie b. zalezy. Cóż, Olivier miał się dostać, nie będę ukrywać, że nie xD,

      Usuń
  13. Ponieważ nie przepadam za postacią Lily, to cieszę się, że ten rozdział został innym bohaterom.
    Tak też się spodziewałam, że Olivier dostanie się do drużyny, mimo że konkurencja była dość mocna. Naprawdę fajnie opisałaś sam przebieg naboru do drużyny, szczególnie że w większości opowiadań jest to raczej pomijane lub kalkowane z "Księcia Półkrwi". Najbardziej jednak podobała mi się sama postawa kapitana drużyny, mimo że chłopak jest ostry i miejscami nieprzyjemny, to widać, czego chce i bardzo zależy mu, by jego drużyna była najlepsza. Lecz na jego miejscu dałabym szansę drugoklasistom, bo "prawnie" nic nie zabrania im spróbować. Wiadomo, drugiego Pottera raczej nie będzie, ale kto wie, zawsze jeden z nich mógłby go zaskoczyć swoimi umiejętnościami. Może i nie trafiłby od razu do drużyny, ale mógłby być wzięty pod uwagę w razie gdyby potrzebowano zastępstwa lub coś w tym stylu.
    Jeśli chodzi o Anabelle, to uważam, że zmiana szkoły bardzo dobrze jej zrobiła, przynajmniej nie musi męczyć się w towarzystwie "przyjaciół" z Francji, a zacząć zupełnie od nowa w miejscu, w którym nikt jej nie zna i nie będzie oceniać tego, co się stało. Nie dziwię się też jej zachowaniu w stosunku do Scporpiusa. Na pewno trudno jest jej po raz kolejny jakiemuś chłopakowi, bo ma przykre doświadczenia z poprzedniej szkoły. Mam tylko nadzieję, że Malfoya w którymś momencie nie znuży to ciągłe gadanie i nie odtrąci dziewczyny.
    A zmieniając temat, to tak się zastanawiam, jak wyobrażasz sobie gimnastykę magiczną. Fajnie to brzmi i z chęcią poznałabym więcej szczegółów.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że kwalifikacje mogą być dobrym prektestem do opisania trochę życia w Higwarcie, stąd ten fragment, cieszę sie, że Ci się podobał. Trener podszedł do sprawy dosć stereotypowo, nie będę ukrywać, ale mimo wszystko jakies podstawy do tego miał, kiedyś ci młodzi się wykażą. Aczkolwiek faktycznie, akruat ich mógł tak nie odsyłąć, może by znalazł jająś perełkę? Tak, Anabelle z pewnościa ma szczeście, że zmieniła szkolę... Choć jeszcze trovhę potrwa, zanim wróci do siebie. Malfoy jest cierpliwy, a i Anabelle może kiedyś da mu dojsć do głosu. Gimnastyka medyczna... będzie jeszcze o tym, wiąże się to z moim głównym pomysłem na opowiadanie. xD Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
  14. O, nowy szablon. Bardzo mi się podoba. Jest raczej prosty, ale ta spadająca dziewczyna wygląda po prostu świetnie.
    Szkoda mi Anabelle, że przy chłopaku, który się jej podoba, nie potrafi normalnie się zachowywać, tylko włącza jej się słowotok, którego nie sposób opanować. Dobrze, że Malfoy jest cierpliwą osobą i mimo wszystko zdaje się lubić Anabelle. Takie wciąż mówiące osoby mogą być naprawdę męczące, a A. na pewno byłaby na siebie wściekła, gdyby przez swoją nerwową paplaninę zniechęciła do siebie Malfoya. A tak w ogóle gimnastyka magiczna...? Brzmi interesująco. Jestem ciekawa, na czym to będzie polegać. Mam nadzieję, że pokusisz się o jakiś opis ćwiczącej Anabelle w najbliższych rozdziałach.
    Podobało mi się, że tak szczegółowo opisałaś eliminacje do quidditcha. Nie dziwię się Olivierowi, że wolałby hipogryfa od miotły. Latanie na hipogryfie wydaje się o wiele przyjemniejsze, choć z drugiej strony to zwierzę, która czasami może zareagować wbrew woli człowieka, więc miotła wydaje się bezpieczniejsza. Widać że Olivier musi mieć naprawdę ogromny talent, skoro przesiadając się z hipogryfa na miotłę, potrafił sobie świetnie poradzić i zakwalifikować do drużyny.
    Trochę brakowało mi Lily w tym rozdziale. Mam nadzieję, że w następnym już się pojawi.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nie lubiłam minimalistycznych szablonów,wydawały się puste, ale teraz zmieniłam zdanie, o wiele gorsze są takie,w ktorych jest za duzo osob, miejsc i kolorów,a minimalistyczne mogą wiele przekazać. Mnie się ta dziewczyna tez niesamowicie spodobała i uznałam,ze muszę dać coś takiego przez jakiś czas :)
      Nie wiem, czy malfoy byłby az tak szczęśliwy przy kimś innym, go interesuje to, co Anabelle ma do powiedzenia, aczkolwiek mimo wszytsko musi byc dosc cierpliwy z natury ;). O gimnastyce jeszcze bedzie. Olivier ma z pewnością ogromny talent do latania, to jego ogromna pasja. Zastanawiam sie za to cały czas, jak rozegrać kwalifikacje Lily, bo że nie będzie najlepsza, to już wiem, tylko musze technicznie pomysleć, co z tym zrobic. XD o, w ogole miło, ze za nią tęsknisz :D

      Usuń
  15. Wielki plus za stworzenie nazwy dla tego sportu. Zawsze uwielbiałam u J.K.Rowling to, że potrafiła wymyślić tak dużo słów, które do tej pory niebyły obecne w słownikach i jeszcze w jakiś sposób połączyła to ze znanymi słowami, które kojarzyły się z daną rzeczą. No po prostu mistrzostwo. Zachwycałam się tym jak cholera, a w ogóle pozdrawiam tłumaczy, którzy odwalili kawał dobrej roboty ślęcząc nad tymi nazwami i tworząc własne, które oddawałyby charakter np. magicznych istot.
    Wells tak bardzo przypominana mi Wooda, że nie mogłam się nie zaśmiać. Zawsze lubiłam chłopaka. Świetnie wykreowana postać, nie można było źle na niego patrzeć. U Ciebie z każdą kolejną minutą lubiłam tego bohatera mniej. Chyba jednak za bardzo krzyczał.
    Aż mi się w tej scenie latania przypomniał Harry i jego pierwsze kroki na miotle. Bardzo fajnie było do tego wrócić, bo w tym roku nawet nie miałam czasu przeczytać po raz kolejny książek. Zwykle w wakacje udawało mi się przetrwać całe 7 części.
    Ładny szablon, chociaż tamten podobał mi się znacznie bardziej.

    Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że tak późno.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własciwie miałam niezły ubaw z rozmyślaniem nad nazwą tego sportu, ciesze sie, ze Ci się podobł. A Wells miał być kimś pomiędzy Woodem a takim tyranem z wojska czy coś xD Faktycznie, dośc trudny człowiek xD szczególnie dla biednych uszu ;p. Ja ostatnio czytałam sagę HP z sześć albo siedem lat temu, dość smutne. A powtarzam sobie od dawna, ze muszę do tego wrócić :P potrzebowałam już zmiany od szablonu i postawiłam na coś minimalistycznego, choć tamten faktycznie b.dobrze pasował akurat do tego opowiadania. Ale ćóz... nie mozna powiedziec,żeby ta spadająca dziewczyna zupełnie nie pasowała, wręcz przeciwnie. xD Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  16. Jestem, melduje się, przeczytałem, ale dopiero w wolnej chwilce skomentuje. Pewnie nastąpi to wieczorem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczorem nie nadszedłem, ale pojawiam się teraz... w sumie to też wieczorem, niemal nocą.
      Cieszę się, że nie było Lili, bo wystarczała mi już jej pyszność, by jeszcze teraz dowiedzieć się, że bez niej nie ma tego opowiadania, i że wszędzie musi być jej zadufany w sobie nochal wciśnięty. Cieszę się, że tak nie jest, i że i bez niej twój świat HP istnieje i daje sobie radę i nic się nie wali przez brak obecności tej małej wiedźmy.
      Początek, gdy Oli mocuje się z miotełką i rzuca hasłami typu "miotły są dobre... do zamiatania" rozbawił mnie do żywego. Szkoda tylko, że nie wiem co to są te hipogryfy i jak one wyglądają, ale zaraz wujka google zapytam i się dowiem.
      Podoba mi się duma Oliwiera, że nie chce o wszystko... właściwie to o nic nie chce prosić swojego ojca. Nie wiem tylko czym to tak do końca jest spowodowane, bo ta jego niechęć zakrawa niemal o lekką nienawiść. Nienawiść jest odwrotnością miłości, więc kiedyś jego relacje z ojcem musiał być lepsze, bo inaczej staruszek byłby mu całkiem obojętny, a najwidoczniej nie jest.
      Wątek Bell jej gadatliwość i irytowanie tym Albusa xD ubawiłem się i bardzo mi się podoba jej postać, taka lekka skromność, trochę braku wiary w siebie i dziwaczność, bo nieco jest dziwaczką. Jest jednak znacznie lepsza i przyjemniejsza w odbiorze niż Poterówna, której tylko czekam aż ktoś podłoży girę i wybije przez to zębiska. Może się wtedy gdzieś schowa, zaszyje i nie będzie już "jestem najlepsza, jestem lepsza od was, widzicie mnie, ja jestem... bla, bla, bla" - ja wiem, że ona tak nie mówi, ale jej zachowanie i myślenie... nie ma jej w tym rozdziale, a o nieobecnych jak o zmarłych - mówi się albo dobrze, albo wcale - więc ja już w jej temacie milknę.
      Hugo mnie też irytuje i teraz już wiem czemu Lili go tak lubi. Oboje są równie wkurzający, choć każde na swój inny, niepowtarzalny sposób.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz. Olivier z pewnością czuje zal do ojca, myslę, ze tu chodzi bardziej o to, co sobie wyidealizował... Ciężki temat. Anabelle ma byc taka trochę zwariowana, ale swoje z pewnością wie, cieszę się, ze Ci się podoba jako postac. Co do Lily czuje, ze jej długo nie polubisz, skooro nawet jak jej nie ma, to i tak się do niej odwołujesz. Hugo jest za to kimś, kto jest nieskażony i kto naprawdę lubi Lily, Lily to wyczuwa, więc do niego lgnie ;). Ale weasley ma swoj rozum i swoje zdanie i niedługo już taki grzeczniutki nie bedzie xD

      Usuń

  17. Pisze z telefonu, wiec proszę o wyrozumiałość ^^
    Wiem, że mnie dawno nie było, ale połowę rozdziału jakiś tydzień temu przeczytałam. Teraz jedynie troszkę sobie Przypomniałam i dokończyłam. Po prostu mam takie tygodnie, że na studia jest za dużo pracy, aby móc przeznaczyć cokolwiek na czytanie.czegoś, co nie jest związane z nimi. :(
    Ale do rzeczy :D
    We Francji musi być fajnie, skoro w quidditcha grają na hipogryfach :D szczerze mówiąc jest to dość niesprawiedliwe,bo wiadomo, że wtedy mogą Wygrać tylko dzięki temu, iż zwierzęta te mają swój rozum i same myślą, ale co tam...
    Francuzi zawsze byli dziwni :D
    Nie było Lily. Dla mnie to akurat Dobra nowina! Co prawda Hugo także się nie pojawił, ani nawet Albus, ale nie w każdym Rozdziale mogą przecież być. :D pokazałas za to Annabelle z trochę innej strony. Szczerze? Sama nie wiem, co teraz myśleć. Co takiego zrobiła swoim przyjaciołom, że wszyscy jak jeden mąż się od niej odwrócili? Bo ze jej przyjaciółka zdradziła ja z chłopakiem Annabelle, to wcale nie oznacza, że mogli znienawidzic sama poszkodowana. Mam nadzieje, ze to wytlumaczysz kiedyś. :D
    Ha, i widzę że Tak czy siak znalazłaś sposób, by połączyć Oliviera z Lily.Zobaczymyy, jak będzie się układała ich współpraca ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. . Hm, w hipovolu też sa niezbedne umiejętności,trzeba umiec panować nas Hipgryfem xD co do anabelle-tak, wytłumaczę jeszcze dokładnie cała sprawę ;) ale to dopiero za jakiś czas. A co masz na mysli, mowiac o połączeniu Lily z Olivierem? Pozdrawiam i dziekuje za komentarz ;)

      Usuń
    2. Po prostu splecenie ich dróg, żeby mógł jeden drugiego denerwować cały czas i żeby mogło być śmiesznie :D

      Usuń
  18. Pewnie, że wybaczę brak Hugosia. Co prawda, smutno mi że on w swojej supi fajowej postaci się tutaj nie pojawił, ale przecież nie tylko Hugoś jest tutaj bohaterem, wręcz uznałabym, że on raczej jest tłem dla Lily i jej wszelkich poczynań, także oczywste jest, że nie będzie się wciąż pojawiał... Zresztą, tak przyjemnie czytało mi się ten rozdział, że nawet niespecjalnie zdążyłam porozpaczać nad wielkim nieobecnym :D
    W sumie to dobrze, że skończyło się na tym, iż tę pierwszą część z quidditchem znacznie rozbudowałaś. Mnie zawsze quidditch strasznie się podobał i niezwykle żałowałam, że w książkach nie było jeszcze więcej opisów czy to samych rozgrywek, czy treningów. Chyba po prostu moje zamiłowanie do wszelkich dyscyplin sportowych i tutaj dało o sobie znać i dlatego ten quidditch do mnie niebywale przemawia (nieważne, że to zupełnie zmyślona gra :P). Także naprawdę się ucieszyłam, widząc, że tyyyyleee miejsca poświęciłaś tym naborom do drużyny. Swoją drogą, brawa dla Oliviera, że udało mu się pokonać wszystkich konkurentów :) Co prawda, rzeczywiście miotła to nie hipogryf i pewnie jeszcze przez długi czas będzie on nam tutaj narzekał, że to takie nieżywotne, że się nie słucha, że miotła to nadaje się do zamiatania, jak ktoś nakruszy po posiłku xd Ale to takie oliverowe, bo dla niego już niemal rutyną stało się porównywanie Francji do Anglii… Mimo że całkiem sporo jest w nim tęsknoty i takiej niechęci do wyspiarzy, to mam wrażenie, że to bardziej poza, i że z czasem zdoła on pokochać Anglię równie mocno, jak Francję (czy się do tego przyzna, to już jednak osobna kwestia :D).
    Jeeez, Anabelle jest taka urocza. Ale i skrzywdzona. Cholibka, chyba mam moją drugą ulubioną parę do shippowania. Oczywiście, numer jeden to duecik państwa H., ale na drugą pozycję awansowała Anabellka ze Scorpiusem. Sama nie wiem, czy ten stres, który przeżywa Anabelle, gdy przychodzi jej wreszcie wyjść od ludzi i choćby zagadać do Scorpiusa, tak by załatwić sobie u niego audiencję w cztery oczy, jest uroczy czy przerażający. W ogóle ja się tak bardzo z nią identyfikuję. Także plotę mnóstwo głupot, kiedy się denerwuję. Całym sercem jestem więc z śliczną i gadułowatą Anabellką. Trzymam za nią mocno kciuki, bo Scorpius wydaje się być w porządku i oni razem to byłoby idealne połączenie. Aż ciężko jest mi sobie wyobrazić, co ona musiała czuć, gdy stało się to, co się stało. Nie dość że w jednej chwili straciła chłopaka, który, jak zapewne chciała wierzyć, darzył ją uczuciem i szacunkiem, to jeszcze automatycznie musiała zmierzyć się ze zdradą przyjaciółki. Biedaczka :( Serio, niech Scorpius ją pocieszy. Myślę, że on z tym swoim zdroworozsądkowym podejściem, cierpliwością i spokojem mógłby na tym polu wiele zdziałać.
    Widzę zmianę szablonu. Śliczny jest. Uwielbiam takie minimalistyczne cudeńka.
    Przepraszam, że zaglądam tak późno i że tak chaotycznie, ale chwilowo nie mam nawet ani jednej wolnej chwili, żeby przysiąść, by na spokojnie coś poczytać i skomentować. Dopiero dzisiaj uznałam, że wszystko inne musi poczekać, bo najwyższy czas bym tutaj zajrzała i przeczytała kolejny rozdział mojej ukochanej historii. Od razu mi się spać odechciało, a i nawet humor po beznadziejnym dniu się poprawił. No nic, czekam na Hugosia, na Lily… generalnie zacieram ręce na myśl o tym, że już wkrótce uraczysz nas ósemeczką i nieważne w sumie kto się tam w niej pojawi :D
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje za komentarz, jestes niezastąpiona. Cieszę sie,ze opis eliminacji tak się spodobał maniakowi sportowemu ;) mnie się tez quidditch podoba, choc nie wiem, czy bym nie bała za bardzo wysokości xD Olivier narzeka, ale jak sobie uświadomi w pełni, ze Anglia mu się spodoba, to na pewno to powie. Choc chyba nigdy nie spodoba mu się az tak bardzo jak Francja ;). Cieszę się, że masz druga ulubiona pare xD Anabelle z pewnościąi potrzebuje kogos bliskiego, ale ma obecnie problem z zaufaniem. Masz jednak racje z tym, ze scorpius jest bardzo cierpliwy, więf jest szansa, aczkolwiek nie wiem, czy akurat do tej dziewczyny ma pełni zdroworozsądkowe podejście. I nie mogę uwierzyć, ze nazwałaś Niezależność swoja ulubioną historią, no way! XD dziekuję :)

      Usuń
    2. W sumie racja, ta wysokość mogłaby być nieco przerażająca... Chociaż to pewnie też trochę kwestia przyzwyczajenia. Jedyne, co mi się nie podoba, to tłuczki... Musi strasznie boleć, gdy się nimi oberwie :O
      Chyba nie masz wyjścia i musisz w to uwierzyć :P To naprawdę moja ukochana i ulubiona historia <3 A Hugoś to taki fav bohater :D

      Usuń
    3. No tak, tłuczki są okropne, szczegolnie ze to pewnie głownie przez nie się z tych miotle spada... W ogóle to bedzie cos na ten temat jeszcze w opowiadaniu (ale spoiler, ech xD).
      Kurcze, nawet nie wiem, jak Ci dziękować za te słowa... :)

      Usuń
  19. Wyobraziłam sobie Hardodzioba na boisku w drużynie przeciw Malfoyowi. Hehe.
    Scena z qudditchem w jakiś sposób przypomniała mi pierwowzór, chyba kiedy nauczycielka mówi, że wylecą z Hogwartu nim zdążą wypowiedzieć to słowo XD Ot, taki powrót do przeszłości.
    Zawsze ciekawił mnie temat innych magicznych szkół, Rowling skupiła się na Hogwarcie. Miło poczytać, jak fani to widzą. Francuska szkoła kojarzyła mi się z taką elegancją, szykiem i w ogóle, jakby oni tam mieli z książkami na głowie się uczyć chodzić, a nie sporty uprawiać... XD
    A odpocząć od bohatera zawsze dobrze.
    Szablon bardzo ładny, tylko trochę wali mi po oczach :C W sensie tekst, jakby trochę za jasny. Wybredna jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za komentarz :). Tak, francuska szkoła tez mi się tak kojarzy i duzo w niej tej artystycznej czesci, ale uznałam, ze dla wiekszości chłopaków to jie byłoby takie super, więc jakies sporty muszę tam umieścić, to czemu nie wymyślić własnego? Hah. Lily juź się pojawi w następnym rpzdziale, w koncu to opowiadanie o jiej, ale trzeba było złapać nieco oddechu ;) co do czcionki już tak zostawię, ale rozumiem, źe może troche kontrastować. A, i w ogole zdziwiłam się nieco, źe zmieniłaś adres bloga, na poczatku się przejęłam, ze go skasowałas, ale juz znam odpowiedz ;)

      Usuń
  20. Jak Ty to robisz, że pod każdym rozdziałem masz tyle komentarzy? :o zazdrość tak bardzo.
    Podoba mi się ten nowy szablon, a na pewno jest lepszy od tego poprzedniego. Przyznam, że nie jestem fanką menu znajdującego się na dole strony i na Twoim miejscu zdecydowałabym się na zawijanie tekstu (żeby wyświetlał się tylko fragment rozdziału) i nie trzeba by tyle scrollować, by dotrzeć do menu.
    Mogłabyś może wytłumaczyć, na czym polega ten cały hipovol?
    No i skąd taki czystokrwisty czarodziej jak Oliver wie, co to poligon wojskowy?
    „Olivier wylądował pod koniec grupy (…)” – raczej na końcu, ewentualnie blisko końca.
    Jak można się zaplątać między siebie i miotły? Bo chyba nie do końca jestem w stanie to sobie wyobrazić.
    „(…) jeden za drugim (…)” – jednego za drugim
    „Nie jesteście najgorsi, skoro doszliście do tego etapu, ale ktoś zwyczajnie dobry mnie nie interesuje. Wezmę najlepszego. NAJLEPSZEGO, zrozumiano?” – akurat to jest chyba dość logiczne, że weźmie najlepszego kandydata, a nie przykładowo trzeciego od tyłu…
    „ Bez zbędnych ceregieli Mark podzielił ich na grupy” i „ Zanim jeszcze się tu znalazła, przez jej umysł przebiegły parokrotnie myśli wytoworzone przez pesymistyczną część jej osobowości, której dopiero co się pozbyła” – w akapitach rozpoczynającym się tym zdaniem, masz nagle o wiele większe wcięcie, niż w pozostałych. Powiedz mi proszę, że to tylko błąd mojej przeglądarki, a nie wcięcia akapitowe robione spacjami...?
    „(…) tłuczek dosiągł (…)” – dosięgł jak już.
    Seriously? Naprawdę się dostał? Taki trochę Gary Stu.
    „wytoworzone” – wytworzone.
    I co ma przyjaciel Robert do tej niejednoznacznej sytuacji, że nie może mu wybaczyć?
    Rozmawiała z pięcioma duchami? O ile wierzyć sadzę, właśnie tyle mieszka na stałe w zamku. Z tym, że jeden z nich to Irytek, który chyba niezbyt nadaje się do poważnych rozmów.
    I w Hogwarcie nie ma czegoś takiego jak „równoległe klasy”, po prostu jesteś na jednym roku.
    Pozdrawiam gorąco,
    maxie

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuje za komentarz i wypisanie uwag, choc zabraklo mi trochę Twoich przemysleń co do samej treści. Nawet te duchy zauważyłaś... Choc jak tam widzę hogwart jako miejsce pełne duchów, co najmniej kilkunastu. Ech, chyba jednak musze to zmienić. O hipovolu i Beauxbattons sporo sie tutaj jeszcze pojawi, nie moge wszystkiego dać w jednym rozdziale. A co do podkreślania NAJLEPSZEGO, to myśle, ze kapitan był w takim nastroju, ze idealnie to pasowało ;).

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepraszam, że tak późno, ale ostatnio jakoś nie mogę się zabrać za czytanie na komputerze albo tablecie. Jednak w końcu dotarłam i przyznam szczerze, że czytało mi się naprawdę bardzo przyjemnie. :) Przede wszystkim świetnie opisałaś przyjmowanie do drużyny. Miałam wrażenie, że to właśnie Olivier się wszystkim z nami dzieli i poczułam z nim jakąś więź. W każdym razie podoba mi się jako bohater i cieszę się, że udało mu się dostać do drużyny. Oczywiście śmieszyło mnie, że miotły są takie głupie, ponieważ ja uważam, że w zasadzie fajnie by było na nich polatać. ;)
    Jeśli chodzi o Anabellę, to w końcu ją zrozumiałam. Może irytowała mnie troszeczkę (na pewno nie tak jak Albusa), ale już widzę, jakim jest człowiekiem i jakie ma duchy przeszłości. Ciekawa jestem, czy uda jej się w jakiś sposób uwolnić.
    Czekam na nową część i pozdrawiam.

    http://spisane-czarnym-atramentem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuję za komentarz. Cieszę się, że lubisz rodzeństwo Francuzów, mam nadzieję, że to sie nie zmieni ;)

      Usuń
    2. To, czy się zmieni, czy nie, zależy tylko i wyłącznie od tego, jak dalej potoczą się ich losy. ;)

      Usuń
  23. Witaj!:)
    Wpadłam przypadkiem i z pewnością zostanę na dłużej. Dzisiaj skomentuje tylko ten rozdział, ale obiecuję, że skomentuje wszystkie, gdy tylko je przeczytam. Poza tym, chyba dobrze, że trafilam na ten, bo jest on głównie o rodzeństwie z Francji, więc nie wcięłam się w środek akcji.

    Masz naprawdę genialny styl, bardzo przyjemny i lekki w odbiorze, z wielką ochotą przeczytam pozostałą treść Twojego bloga.

    Jeśli chodzi o ten rozdział to najbardziej urzekla mnie wzmianka o gimnastyce, sama długo trenowałam, ale nigdy nie zastanawialam sie, jak mogłaby wyglądać w magicznym wydaniu. Myślę, że zmiana szkoły była zbawienna dla Anabelle. Uciekła od problemów i będzie mogła ułożyć swoje życie na nowo, bez trosk i zmartwień. Nie można ze wszystkimi żyć w zgodzie, zawsze znajdzie sie człowiek, który będzie działał na przekór innym, wiec dziewczyna nie powinna sie obwiniac.

    Bardzo ciekawie opisalas nabór do drużyny, a poddenerwowanie kapitana bardzo mnie rozbawilo, bo wyobrazilam sobie Wooda, któremu zawsze bardzo zalezalo na wygranej. Myślę, ze i Olivier odnajdzie sie w nowej szkole, zwłaszcza, że będąc zawodnikiem quidditcha zdobędzie popularność i zyska sympatie fanów gry.

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, życzę Ci duuuzo weny i zabieram się za pozostałe rozdziały.
    Przepraszam, jeśli komentarz doda sie dwa razy, ale publikuje go na telefonie, a ten czesto plata mi figle.

    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria
    Ps: zapraszam również do mnie, jeśli masz ochote poczytac o Jamesie Syriuszu Potterze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz :).
      Cieszę sie, ze masz również zamiar rpzecyztać resztę opowiadania, akurat ta notka jest taka dość... niezależna, że tak powiem, ale jednak nie ma w niej głównej bohaterki opowiadania. Uznałam, że warto rpzedstawić trochę rodzeństwo pół-Francuzów i ich starą szkołę, cieszę sie, że trafiłam z tą gimnastyką xDxD Jeszcze trocjhę o tym będzie. Co do przeżyć Anabelle z Beauxbatons też jeszcze będzie... Co do Oliveira, z pewnoscia zrobi jeszcze wieksza furore tym, ze trafil do druzyny, hah, Lily nie będzie zachwycona xD. Bardzo się cieszę, że podoba Ci się moj styl. :)

      Usuń
  24. Oto jestem i ja! Melduję się! Co prawda już dawno obiecałam, że wejdę, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Oczywiście zanim zabrałam się do komentowania musiałam nadrobić wszystkie rozdziały z Niezależności i jestem absolutnie o c z a r o w a n a! Powiem szczerzę, że to jest to chyba pierwsze opowiadanie o młodym pokoleniu, które pochłonęłam tak łapczywie i nadal mi mało. Sama nie wiem, od czego zacząć. Przede wszystkim Lily, główna bohaterka – zupełnie inna niż wszędzie indziej ją opisują (zresztą to już zapewne wiesz, bo w innym komentarzach również zwracają na to uwagę). Lily jest niezwykle dobrze wykreowaną postacią. Taka na pozór twarda i silna, a w środku krucha i delikatna, co z każdym rozdziałem widać coraz bardziej. I to oczywiście na nią zagłosowałam w ankiecie poniżej.
    Jeśli chodzi o Oliviera to istne cudo! Uwielbiam takich facetów. Cwanych, dumnych, odważnych, nieco władczych i oczywiście o nienagannych manierach. Jakże ja mogłam tak długo zwlekać z zajrzeniem do Ciebie? To istny skandal! Jak mówi mój nauczyciel od samoobrony, kiedy nie zjem śniadania – herezja, na stos z nią!
    Co do Anabelle to mam mieszane uczucia. Niby jej współczuję, chyba bym zabiła, gdybym znalazła we własnej sypialni swojego faceta z najlepszą przyjaciółką, ale jednak nieco mnie irytuje. Być może, dlatego że młody Malfoy jest zaraz po Syriuszu mą największą miłością.
    Jest jeszcze Amanda, za którą duży plus. W większości opowiadań (tak u mnie również) przeciwniczka głównej bohaterki na ogół jest od niej brzydsza i zdecydowanie mnie rozgarnięta. Tutaj jednak Amanda nie dość, że została ukazana, jako ta ładniejsza, to jeszcze jest naprawdę inteligenta, choć nieco próżna (niestety, z kim przystajesz, takim się stajesz, a ta jej przyjaciółka...). Jestem tym faktem bardzo mile zaskoczona.
    Ogólnie rzecz ujmując wywróciłaś Hogwart do góry nogami, Potter i Malfoy przyjaciółmi, Malfoy jako pozytywna postać, Lily nienawidząca swojej rodziny (tymczasowo oczywiście), Hermiona nauczycielką, Olivier, Anabelle i wiele wiele innych. Ale to właśnie dzięki temu Twoje opowiadanie jest tak niesamowite, że nie można się od niego oderwać. Jestem naprawdę pełna podziwu.
    Jedyne, co mnie martwi to liczba przewidzianych rozdziałów. W spisie treści widziałam, że wypisałaś ich do 10, naprawdę planujesz skończyć na 10 rozdziale? Błagam, powiedz że nie...
    Oczywiście już dołączam do obserwujących i mam nadzieję, że wkrótce pojawi się powiadomienie o nowym rozdziale. Wybacz mi ten długi i nieco chaotyczny komentarz, ale nie mogłam się powstrzymać.
    Czekam na więcej i pozdrawiam :*

    Furia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak długi komentarz! Jest mi niezmiernie miło. I uważam, że w ogóle nie jest chaotyczny, wypowiedziałaś się o bohaterach, to dobra metoda xDxD
      Tak, trzeba przyznać, ze trochę wywróciłam ten Hogwart, ale mam przy tym niezłą zabawę Zawsze wydawało mi się idiotyzmem faworyzowania tylko Gryffindoru, nawet jeśli sama lubię ten dom, więc postanowiłam zaangazować wszystkie domy. Dodatkowo nie mogłam powstrzmac się od dodania frauncuskich uczniów. za Harrym nie przepadam, wiec i jemu nie mogłam odpuścić...
      Lily... jest specyficzna, ale cieszę sie. że dostrzegłaś jej dualnosć, ze się tak wyrażę, zależy mi na tym. I że ja lubisz ;).
      Cieszę się ze odbierasz Olviera tak, jakbym tego chciała, czasem się obawiam, ze zrobiłam go nieco za młodego, kurde, ale musiałam, bo inaczej Albusa i jego rocznika nie byłoby już w szkole.
      Co do Malfoya, to Dracona nie lubię, choć swojego Scorpiusa mam zamiar całkiem lubic,wiec dlatego jest taki, a nie inny. Chyba jednak będzie musiał przeżyć Anabelle, hah xD. A i Syriusz jest moją wielką miłością, hah.
      Ech. Amanda jest ładniejsza od Lily, przynajmniej jeśli chodzi o klasyczne piękno, musiało tak być, nie moze być za łatwo.
      O, to jest dopiero chaotyczna odpowiedź xD A, i nie, nie będzie dziesięciu rozdziałów, obawiam się , że z MILION razy więcej, jeszcze nie doszliśmy do głównego wątku xD

      Usuń
  25. Strasznie podoba mi się, że jest tu tyle opisów. Większość opowiadań skupia się na dialogach, to też zazwyczaj wolą czytać odwiedzający, ale ja jestem przeciwieństwem i zawsze byłam wielką fanką opisów. Opisy to głębia opowiadania i tu ją zdecydowanie czuć. Lubię te Twoje postaci i chociaż nigdy nie interesowałam się tym nowym pokoleniem, to Ty je przedstawiasz tak ciekawie, że nie można koło tych osóbek przejść obojętnie. Moim faworytem jest Scorpius i pewnie na miejscu Annabelle też zainteresowałabym się nim w "ten" sposób. Tylko, że pewnie mnie brakłoby odwagi, mam więc nadzieję, że jej niczego nie braknie. :)
    Ach, i cudny szablon! Jakoś bardziej przypadł mi do gustu niż ten poprzedni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. Cóż, ja jestem dokładnie taka sama jak Ty, najbardziej lubię zarówno czytać, jak i pisać opisy. Choć dobrze napisany dialog to rownież perełka, a można przekazać dzięki niemu naprawdę wiele. Po prostu wg mnie najważniejsze sa uczucia przedstawione i w formie opisów, i dialogów xDxD Hah, Scorpius jest już raczej zajęty... a Anabelle na razie boi się jakiejkolwiek bliskości... ale raczej generalnie nie jest typem tchórza, więc will see, co z tego wyniknie. No i cieszę się, że podoba Ci się szablon ;).

      Usuń
  26. Nadrobiłam wszystkie rozdziały i spodobała mi się ta historia. :) Lily trochę mnie wkurza... jej zachowanie naprawdę jest irytujące, ale jakoś nie potrafię tak całkiem jej nie lubić. Może dlatego, że dzięki niej wiele się dzieje, te jej wojny z innymi uczniami, hah. I poza tym trochę mi jej szkoda, bo nie miała łatwego dziebiństwa. Chyba jedyny plus jej przeszłości to ta staruszka. Zastnawiam się, czemu ma takie złe stosunki z bratem. Przecież są rodzieństwe. Owszem, mogą się kłocić i w ogóle, to normalne, ale w ich przypadku to są naprawdę kiepskie relacje, Tak się zastanwiam, dlaczego tak jest... Może kiedyś się to zmieni, ale chyba się na to nie zapowiada. :) Strasznie podobała mi się retrospekcja z tą staruszką. Biedna Lily... staruszka była chyba najbliższą dla niej osobą. Mam wrażenie, że bliższą od Hugo. To przykre, że odeszła, ale cóż... takie prawidła natury, miała już swoje lata. Ale może to dlatego Lily bywa taka okropna. Pewnie boi się kogokolwiek dopuścić do siebie tak blisko, jak staruszkę, by znów nie przeżywać takiej straty. Sytuacja w rodzinie pewnie też ma na to jakiś wpływ. Bawi mnie rywalizacja między Amandą i Lily, to jak za wszelką cenę próbują sobie dopiec... Ech, ale Lily to chyba lubi robić sobie wrogów, Amanda, teraz Olivier... Jeśli chodzi o niego, to może to przez Ogórka tak ją ten chłopak drażni. Bo przecież on w niczym jej nie zagraża. Miałby swoje życie, ona swoje... Ale nie, musiała się do niego doczepić, hahaha. Ale teraz to się porobiło, Olivier razem z Amandą przeciwko Lily, hahah xd Nie rozumiem jednak, czemu tak nienawidzi Heleny. Ja ją nawet polubiłam, wydaje się być całkiem przyjazną osobą. Zupełnie inna niż Lily. Ciekawa jestem, jak zareaguje Lily, gdy dowie się, że Helena podoba się Hugo. Zadowolona nie będzie, to pewnie. Ale przecież nie może mu zabronić, a Hugo... wkurza mnie, że on tak się przejmuje tym, co powie Lily. Powinien olać kuzynkę i spróbować poderwać Helenę. Tylko teraz jest problem... Olivier. W ogóle jestem ciekawa, co on zamierza. Amanda czy Helena? Bo w sumie pogubiłam się. :D Podobało mi się, jak opisałaś nabory do dróżnyny. :) Tak dokładnie. :) Ale najbardziej zastanawia mnie hipovol. Jejku, chciałabym coś takiego zobaczyć. To by dopiero było widowisko. :) Szkoda,że w książce i filmie czegoś takiego nie było. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za tak długi komentarz i to nie tylko pod tym opowiadaniem, ale i pod całą resztą, jest mi niezmiernie miło, że przeczytałaś wszystko! Cieszę się, ze odbierasz Lily w różny sposób, bo o to mi właśnie chodzilo. Hm, staruszka była dla dziewczynki kimś innym niż Hugo, myślę, że nie można do końca ich porównywać. To inny typl relacji. Gdyby nie znała wcześniej Weasleya, to raczejk by się już do niego tak nie zbliżyła. Tak, Lily doczepiła się do Oliviera, to dobre określenie, a jego to całkiem bawi, jak się okazuje. Helena jest przyjemną osobą, też tak myślę, może nawet za przyjemną czasem, ale będzie jeszcze tutaj sporo o jej relackach z Lily i wyjaśni się ta wzajemna... niechęć, powiedzmy, między dziewczynami. Hugo musiałby być bardzo zdeterminowany, aby postawić sie Lily, ale nie wykluczam takiego rozwiązania xD. Olivier nie interesuje się Heleną w ten sposób, chodzi o coś innego. Za to Amandą tak xD

      Usuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. I jestem :)
    Rozdział bardzo mi się podobał. Trochę za krótki moim zdaniem, bo tu czytam, czytam i koniec... i jak ta głupia szukam ciągu dalszego... ale ok, już nie narzekam :)
    W sumie to cieszę się, że mogłam trochę odpocząć od wkurzającej Lily i zatracić się w zdaniach dotyczących Olivera. Cieszę się, że pokonał tylu rywali i dołączył do grona zawodników quidditcha... W ogóle to bardzo zafascynował mnie ten sport na Hipogryfach, ojeja - świetny pomysł :) Choć nie wiem, czy ucieszyłby mnie fakt, że zwierze kontroluje sytuacje, bo czasem możemy powiedzieć, by skręcił w prawo, a skręci w lewo, a przy miotle masz tę świadomość, że sam wiesz gdzie lecisz, no, chyba że ci ktoś miotłe zaczaruje (o tak, trochę wspomnień z 1 części HP xD)

    A Anabelle, cóż... mam nadzieję, że kiedyś odważy się powiedzieć Scorpiusowi, co tak naprawdę czuje i nie będzie się maskowała ciągłym gadulstwem o sztuce i architekturze szkoły, bo i Ślizgon może się w końcu znudzić, to jak to okazuje Albus.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo wenki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za opinię. Rozdział obietkywnie chyba nie jest taki krótki, ale bardzo mi miło, że uważąsz, ze za szybko się skończył. Hm, tak się własnie zastanawiałam, jakby było zaczarować Hipogryfa xDxD ale chyba by sie nie dał. Anabelle moze gadać baaaardzo dużo, ale faktycznie, kiedyś musi zacząć też mówic o tym, o co jej narpawdę chodzi.

      Usuń
  29. Hej, hej!
    Jestem i przepraszam za zwłokę, nie była ona zamierzona, a tym bardziej pożądana, ale już jestem, zwarta i gotowa do komentowania.
    Po pierwsze - nowy szablon wymiata. Podoba mi się dużo bardziej niż poprzedni, jest jakoś przyjemniejszy dla oka podczas czytania. Daję potężną okejkę ;)

    "Hogwart słynął ze wysokiego poziomu rozgrywek quidditcha i bardzo dobrego klubu gier magicznych," -> z wysokiego

    Po drugie, nie umiem jednoznacznie wypowiedzieć się do tego rozdziału - z jednej strony przeczytałam go migiem, bo już się przyzwyczaiłam do twojego stylu i lekkości wędrowania po Twoich tekstach, ale z drugiej strony miałam czasem wrażenie, że ilość informacji i opisów mnie nieco przytłacza - np. część Annabelle była wypełniona taką pokaźną gamą cech jej osobowości, że można je ukazać w przynajmniej kilku różnych sytuacjach, konfrontując ją z innymi bohaterami, a tu mamy podane wszystko na talerzu. Zdaję sobie sprawę, że nie jest ona postacią główną i że nie można skupić się na niej w tak wyraźny sposób, by nie odebrać ról np. Lily, ale jednak nie podobało mi się to do końca.
    Sam opis rekrutacji był długi, również wciągający, ale tam mieliśmy przedstawioną konkretną sytuację i konfrontację różnych bohaterów, różnych charakterów - przemyślenia Oliviera na temat pasji. Może dlatego tak potężne skupienie na psychice i doświadczeniach Annabelle stanowiło kontrast, który nie przypadł mi w 100% do gustu.
    Niemniej jednak, sama postać dziewczyny jest całkiem intrygująca, chociaż teraz wiemy o niej dużo i skrywa (chyba) coraz mniej tajemnic. A ja jestem osobą, która lubi poznawać takie smaczki stopniowo, np. kwestia zdrady przyjaciółek itd.
    Mam jednak nadzieję, ze uda się dziewczynie nawiązać relację ze Scorpiusem i odważy się przyznać do własnych lęków i przezwycięży niemoc, jaka zawładnęła nią po traumatycznych wydarzeniach. Ona zdecydowanie zasługuje na szczęście.
    Jeszcze raz mocno dziękuję za wszystko, pozdrawiam serdecznie i czekam na rozdział kolejny!
    Weny :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przed chwila poprawiałam notkę, a i tak nie zauwazyłam tego "we", ogromne dzięki. Hm, co do Anabelle, to faktycznie z pewnościa jest w tym fragmencie bardzo dużo uczuc, bo ja własnie uwielbiam, czytac o emocjach. A o tym, co się stało w przeszłośći, to jeszcz ebędzie, i jakoś skonfrontować to da radę, mam nadzieję. Aczkolwiek rozumiem, co masz na myśli, opisałam potężną dawkę jej uczuć... I w porównaniu z fragmentem dotyczącym Oliviera na pewno jest tego z milion razy więcej. Ale to nieco inne sytuacje z drugiej strony. cieszę się bardzo, że napisałaś, co myślisz, bo to dla mnie b. ważne. Scorpius też myśli, że Anabelle zasluguje na szczęscie, tak mniemam, hah. Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. Zauważyłam, że lubisz pisać o emocjach, uczuciach i wychodzi Ci to niezwykle dobrze. Tylko tutaj miałam swojego rodzaju przesyt jak na jedną dawkę i dlatego postanowiłam o tym napisać, jako luźne spostrzeżenie i mój osobisty odbiór całego fragmentu. ;))

      Usuń
    3. Rozumiem, co masz na mysli, moze faktycznie troche za dużo dałam tutaj emocji naraz.

      Usuń
  30. Hej, kochana!
    W końcu przychodzę z komentarzem. Przepraszam, że tak późno, ale nie mam zupełnie czasu. Teraz znalazłam wolną chwilę i czytam po kolei wszystkie zaniedbane przeze mnie blogi.
    Przechodząc do rozdziału: bardzo mi się spodobał. Jak zwykle zresztą. Uwielbiam Twoje opisy, bo są naprawdę cudowne i realistyczne.
    Nie wiem, czy już o tym wspominałam, ale podoba mi się pomysł z tymi rozgrywkami na hipogryfach. Ogólnie wszystkie zwyczaje francuskiej szkoły, o których się dowiedzieliśmy z tego rozdziału, mi się spodobały.
    Zacznę może od początku: świetnie i szczegółowo opisałaś te eliminacje do drużyny. I przemyślenia Oliviera. Z pewnością nie było dla niego łatwe przerzucić się z hipogryfa na miotłę, ale jakoś dał sobie radę. I to w jakim stylu.
    Ciekawie przedstawiłaś też kapitana drużyny i resztę zawodników, starających się o miejsce.
    Cieszę się, że Olivier się dostał i jestem ciekawa, jak rozwiąże sytuację z miotłą. Czy poprosi ojca o pomoc? Czy to będzie za bardzo uwłaczać jego godności?
    + Ta wzmianka o Helenie. Olivier zauważył, że Hugo coś do niej czuje? (Jeśli to było w poprzednich rozdziałach, to przepraszam, ale wydaje mi się, że nie ^^). W takim razie jest dość spostrzegawczy.
    Dalej. Spodobały mi się także rozmyślania Anabelle. Nie sądziłam, że może mieć taką sytuację. Na jej miejscu pewnie też cieszyłabym się ze zmiany otoczenia.
    Jej relacja ze Scorpiusem jest bardzobardzobardzo urocza. Mam nadzieję, że im wyjdzie, bo widać, że oboje są sobą zainteresowani. Albus oczywiście może być zmęczony tym ciągłym paplaniem dziewczyny, ale nie powinni zwracać na niego uwagi. Albo jak tak bardzo mu to przeszkadza, niech zrobi im przysługę i zostawi ich samych :) Szkoda, że Anabelle nie zaprosiła go w końcu na ten spacer, ale jeszcze na pewno będzie miała ku temu okazję.
    Dodam na koniec, że wyłapałam kilka literówek, ale to dlatego, że chyba mam jakiś radar w oczach :D
    Był fragment, gdzie ktoś "otrzymał się na miotle", zamiast "utrzymał" i gdzieś było "tlyko" zamiast "tylko". Więcej nie pamiętam, ale nie było tego dużo. Czasem ciężko coś takiego wyłapać.
    O, i jeszcze jakaś dziewczyna uśmiechnęła się do Oliviera, ale "uśmiech nie obejmował jej ust". Tutaj powinno być "oczu", bo gdyby nie obejmował ust, to w ogóle by go nie było :)
    To chyba tyle.
    Jeszcze raz przepraszam za spore opóźnienie i czekam na następny rozdział. Gdy czytałam ten, zdziwiłam się, że tak szybko się skończył, bo myślałam, że będą jeszcze jakieś wątki. Także do następnego rozdziału.
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam gorąco.
    Całusy :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak długi komentarz, ale mi się miło zrobiło podczas jego czytania :). Dziekuje tez za zauważenie bledow, kilka dni temu poprawiałam notkę, a i tak nie zauważyłam (choc tlyko to zapewne efekt tego wlasnie poprawiania, ech, nie potrafię zmusić mojego blogera do ustawienia jezyka polskiego, a nie angielskiego xD). Olivier jest spostrzegawczy, wczesniej sie tylko ucieszył, ze bedzie miał korki z Helena, ale nic poza tym o tym jeszcze nie było xD ale będzie, ha. Co do Anabelle i Scorpiusa, to wlasciwie prawda, albus moze po prostu dać im spokoj xD ale tu chodzi vardziej o to, ze on naprawde traktuje Scorpiiusa jak przyjaciela, wiec tak zupełnie spokoju dać im nie chce, a Anabelle go wkurza, a on ze swoim charakterem będzie musiał sie jakos wtrącić, Taaak xD. W jakimś sensie Albus jest podobny do Lily. Zastanawiam sie tylko, jak wykreować do konca Jamesa ;).

      Usuń
  31. Cholera! Nie uwierzysz, ale ja ten rozdział czytałam zaraz po dodaniu. W twoim przypadku nastąpiło to o czym dziś napomniałam u Rudej na blogu. Czasami coś przeczytam, nie skomentuje, zaznaczone mam w zakładce na blogu, a potem komputer gaśnie, z głowy ulatuje i... w efekcie wracam po takim czasie, ale to znaczy tylko tyle, że od razu postaram się przeczytać kolejny rozdział, bo po 9 przybędę pewnie za tydzień, albo dwa.

    Oliwier ma do ojca specyficzny rodzaj żalu. Chciałabym byś ten temat rozwinęła. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że im bardziej on nienawidzi ojca i nie umiem stolerować jego postępowania, tym bardziej staje się podobny do swojego rodziciela. Taka zależność, od razu skojarzyła mi się nie tylko z odwrotnoscią tytułu, czyli z "niezależnością", ale także z moją Katriną z bloga SK, bo ona też ma żal do ojca i im bardziej czuje do niego nienawiść, tym bardziej staje się do niego podobna. Myślę, że często tak jest. Mój mąż nawet ostatnio, jak mu pochwaliłam się, że nie mogę znieść jakieś koleżanki z pracy, to powiedział "pewnie jest w niej dużo samej ciebie, ludzie zazwyczaj ciężko mają tolerować i lubić kogoś, kto jest do nich bardzo podobny, a jednocześnie patrzy w inną stronę niż oni sami, ale już z taką samą zawziętością". Myślę, że Oliwier jest bardzo do ojca podobny, a jednocześnie inny tak...

    Miotła. To dla mnie ostatnio wrażliwy temat, bo mi taka jedna guza nabiła. Schylałam się, wiązałam buty, a ona mi w głowę... tym kijem., ta miotłą znaczy się, bo spadła z takiej starej półki i... wywalić chciałam to okropieństwo, ale moje dziecko czeka na bałwana.

    Lubie to, że u ciebie postacie są tak różne od siebie i mimo, że to czarownicy to są tacy ludzcy. Polubiłam Anabelle i Albusa też. Chyba lubię ich najbardziej, ale to Amandy mi brak. Będzie o niej kiedyś więcej?

    Pozdrawiam:
    http://takamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za komentarz. Boże, tak tak mam czasem, ze jestem prwna, ze dodałam gdzies komentarz, a pozniej się okazuje, ze nie...no.brak internetu/nieuwaga/głupi blogspot xdxd
      Olivier ma do ojca specyficzny rodzaj żalu, to prawda, myslę, ze w dużej mierze dlatego, źe czuje sie przez niedo zaniedbany od dzieciństwa plus nie popiera wielu jego zachoean. Anabelle zaś idzie w zupełnie inna stronę.a prawda pewnie leży pośrodku ;) tak, w jakimś sensie jest podobny do ojca, to prawda. Widzę, ze w kwestiach miotły bys się mogła z Janvierem dogadać. Hah, no i jestes fanka bohaterow na A :D. Bedzie kiedys o amandzie, bo ona musi tu jeszcze namieszać troszeczkę;). Ale jednak to drugorzędowa postac, mimo wszystko.

      Usuń
    2. Ale nie masz za co dziękować. Ja zawsze jak przeczytam to skomentuję. Aktualnie biorę się za ósmy rozdział, bo dziewiąty sobie zostawiam na za tydzień, ale za to postaram się jeszcze przeczytać taką nowelkę u ciebie co mnie zaintrygowała opisem.
      Tak, ja jestem fanką imion na A, tak samo jak ze swoich opowiadań najbardziej lubię Adama i Arona (z Prawdziwej Legendy), oraz Artura z (Na kartkach pamiętnika) i Anetkę oraz Agatkę (Się nie zdarza). A właśnie, bo ty mojego Arturka nazwałaś Adamem - tel spłatał ci figla słownikiem i poprawianiem, czy ja się pomyliłam pisząc?
      Drugorzędne postacie też są ważne i potrzebne. W drugorzędnych Amanda króluje.

      Usuń
    3. Ja tez całkiem lubię imjona na a. Tl chyba jednak moja wina z pomyłka Adama i Artura, przepraszam! Wow, nie spodziewałam sie, ze ktos polubi Amande. A nie dałam jej do ankiety poniżej, kurczę. Jest ważna drugorzędowa postacią, wiec bedzie miec swoje miejsce :D

      Usuń
  32. Znowu ja :)
    Najpierw zacznę od błędów (ale tylko dwóch):
    Nie wyglądało to zbyt wesoło wbrew temu, co mówił Hugo. - Przecinek powinien być przed "wbrew temu", a nie po; poza tym było trochę powtórzeń :)

    Zdanie z Heleną zauważyłam i odnoszę wrażenie, że w zasadzie każdy widzi, że dziewczyna podoba się Hugonowi, oprócz niej samej, no i sam Weasley myśli, że nikt nie zauważa jego sympatii ;)

    Fragment z eliminacjami do drużyny świetny, narzekania Oliviera na miotły również, chociaż mimo wszystko chyba trochę dziwne, że tak od razu dobrze mu szło. Oczywiście lot na hipogryfie jest bez porównania o wiele trudniejszy, ale być może chłopak, nieprzyzwyczajony do tego, że cały czas musi sterować miotłą, nie radziłby sobie aż tak dobrze. Ale to jedyne zastrzeżenie, jak dla mnie im więcej quidditcha, tym lepiej :)

    Fragment z Anabelle wiele wyjaśnił (choć oczywiście jeszcze nie wszystko), dlaczego tak bardzo cieszyła się ze zmiany szkoły. Bardzo dobrze przedstawiłaś też, jak bardzo stresuje się rozmową z Malfoyem i jak bardzo próbuje te nerwy "zagadać". Ciekawym pomysłem było też to, że każda szkoła ma jakąś swoją specjalizację; spodobało mi się to.

    Pozdrawiam i lecę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego przecinka to teraz juz sama nie wiem, pasuje mi w obu miejscach.
      H&H sa bardzo ślepi xD.
      Olivier latał juz wczesniej na miotle, musiał, zeby dostac się do drużyny hipovolu, wspomnę moze o tym jeszcze kiedys.
      O Anabelle jeszcze trochę bedzie, kidyś sie komuś wygada w koncu :D dziekuję za komentarz

      Usuń
    2. A, OK, myślałam, że oni tak od razu na hipogryfach :)

      Usuń
  33. Ciekawy pomysł z tym lataniem na hipogryfie. Już wcześniej to się pojawiło, ale nie zwróciłam uwagi... albo zwróciłam, ale zapomniałam o tym napisać. To jednak bardzo dumne stworzenia są, skoro Oliver tak świetnie sobie z nimi radzi, to w gruncie rzeczy musi być osobą godną zaufania.
    Chociaż też dziwi mnie trochę jego postawa w sprawie szkoły. Wiesz... jeśli u mnie w szkole trenowałabym łyżwiarstwo figurowe, nie oczekiwałabym po innej szkole, że będzie tak samo. Gdybym trenowała siatkówkę czy koszykówkę, to już prędzej. Quidditch jest mega popularny, a latanie na hipogryfach chyba nie ;p
    Anabell lubię mniej już, bo to jej "papa" wytrąca mnie z równowagi. Poza tym takie bezkrytyczne podchodzenie do takiej mendy jest dla mnie podejrzane. Szkoda, że każda osoba w tej szkole myśli tylko o miłości, jakby na świecie nie istniało nic innego. Wiem, zakochane otacza nas z każdej strony, ale chyba urodzili się tacy, co w ciągu dnia myślą nie tylko o obiekcie swojej fascynacji, ale o przeczytanej książce, znajomych, rodzinie, czy wzniosłych przemyśleniach, problemach, rodzinnych koszmarach.
    Ale ogólnie rozdział świetny, nie było Lily i od razu lżej mi na duszy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz :) faktycznie sporo tutaj o miłostkach, ale czy tylko? Chyba nie, dużo im dałam zajèc i zainteresowań, mam wrażenie, No, albo dam:bo wiecej o nich w nowszych rozdziałach :).
      Olivier troche przesadza, w końcu nadal nie lubi do końca Anglii, wiesz ;).

      Usuń
  34. Wells zachowywał się jakby był postacią z kreskówki xd chyba trochę po przrysowalas, ale może taki był plan :p mimo wszystko, dobrze się to czytało ;)
    Fajnie ze trochę poznaliśmy uroczą, biedną Anabelle!
    Btw, wybacz ze tak wolno nadrabiam, ale powoli brnę. A że oko mi się bardzo podoba, to brnę bardzo chętnie  ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje za komentarz. Hah, postac Welsa chcialam stworzyc troche na podobizne Wooda z oryginalu ;p
      Anabelle wbrew pozorom cos tam skrywa :p dziekuje za komentarz. I tak szybko nadrabiasz wg mnie :* Ciesze sie, ze opowiadanie Ci sie podoba :)

      Usuń
  35. Szczerze, tak po cichutku liczyłam na to, że Olivier jednak nie dostanie się do drużyny :D Z drugiej strony, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak się Lily wkurzy, kiedy się o tym dowie :D
    Szkoda mi Anabelle :( Mam nadzieję, że uda jej się znaleźć jakichś prawdziwych przyjaciół. Dziewczyna wyraźnie potrzebuje kogoś, komu mogłaby się wygadać.
    Rozdział bez Lily = dobry rozdział :D

    Pozdrawiam ^^
    kudikot.

    OdpowiedzUsuń