piątek, 1 maja 2015

Rozdział drugi: Nowi

– Wszyscy doskonale wiecie, że pod koniec tego roku czekają was sumy. Jednak jestem przekonana, że nie traktujecie tego jeszcze zbyt poważnie. To duży błąd. Transmutacja jest niezbędna na większości kierunków studiów, a nie przyjmę do klasy owutemowej nikogo, kto nie otrzyma na egzaminie przynajmniej powyżej oczekiwań. Większość z was musi się poważnie przyłożyć do nauki, aby osiągnąć taki wynik. Oczywiście są pewne osoby, które…
W tym momencie Lily przestała słuchać Hermiony Weasley. Mimo że ceniła swoją ciotkę nie tylko jako nauczycielkę, musiała przyznać, że profesor transmutacji i jednocześnie opiekunka jej domu była wyjątkowo przewrażliwiona na punkcie własnego przedmiotu. 
Profesor z pewnością cechowała inteligencja i to nie tylko pod względem merytorycznym, dlatego Potter dziwiło, że Hermiona należała w przeszłości do Gryffindoru i że wyszła za mąż za Ronalda. Nie, żeby był on najgorszym Weasleyem, jakiego znała Lily, musiała mieszkać przecież chociażby z własną matką, ale mimo wszystko…
Dziewczyna jednak już dawno doszła do przekonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego często ludzie bezsprzecznie mądrzy, na przykład Alice czy Ted, w niektórych kwestiach zachowywali się jak idioci. Nawet najinteligentniejsze jednostki wariowały, kiedy pozwalały sobie na irracjonalne uczucia. Na ogół na tak zwaną miłość. Albo coś, co za nią uważały. Miłość stawała się nie tylko powodem, dla którego ludzie podejmowali dziwne decyzje, ale również to właśnie przez nią ich wrodzona racjonalność zostawała uśpiona. Duży błąd. Zupełnie jak niechęć do nauki transmutacji.
Wśród niewielkiej ilości osób uważanych przez Lily w jakiś sposób za inteligentne tylko Hugo jeszcze się w nikim nie zakochał. Ale zdecydowanie zbyt mocno wszystko przeżywał. To stanowiło jego największą słabość, lecz Lily skrycie podejrzewała, że gdyby był inny, nie zostałby niegdyś jej ulubionym kuzynem.
Potrząsnęła głową, aby wyrzucić natrętne, niechciane myśli. Najwyraźniej dobrze zrobiła, gdyż Hermiona skończyła przemowę o konieczności systematycznej nauki. Potter była prawie pewna, że ciotka wymieniła w niej swoich najlepszych uczniów tym razem w kontekście tego, kogo widziałaby u siebie w szóstej klasie: ją, Helenę Smith i Patricka Rodgera. Chłopak dla Lily praktycznie nie istniał, był tak niepozorny, że gdyby nie jego fascynacja transmutacją, nie znałaby nawet jego imienia. Heleny zaś nie cierpiała całym sercem, w nauce to właśnie z nią rywalizowała najbardziej. Oczywiście panna Potter nie pokazywała prawdziwej skali swojej niechęci do Smith, nienawiść była zbyt irracjonalnym uczuciem. Również dlatego, że w tym konkretnym przypadku dotyczyła nie tylko ocen.
– Część praktyczną lekcji zaczniemy od transmutacji małych ssaków. Użyjemy znanego wam z czwartej klasy zaklęcia Rovirone. Pamiętajcie o płynnym ruchu ręki, o tak. – Tu Hermiona zakręciła w powietrzu idealną elipsę. – Weźcie różdżki i powtórzcie za mną… 
– Aaaaa! – wykrzyknęła nagle Helena Smith na cały głos, co spowodowało, że wszystkie spojrzenia zwróciły się w jej stronę. 
Najwyraźniej ktoś uznał za stosowne przećwiczenie zaklęcia przed wszystkimi: jasnowłosa, piękna Helena obecnie zamiast ludzkich miała długie na co najmniej pół metra królicze uszy. 
A wyglądała przekomicznie. Na widok przerażonej rywalki Lily nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Zauważyła taką samą reakcję właściwie u całej klasy, nawet kąciki ust Hermiony podniosły się lekko. Tylko sprawca zamieszania, Hugo Weasley, wyglądał na jeszcze bardziej przestraszonego niż poszkodowana, a jego twarz przypominała kolorem dojrzały pomidor.
Młody Gryfon po raz kolejny potwierdził, dlaczego posiadał zaszczytne miano ulubionego kuzyna Lily. Chyba nawet ona nie sprawiła jeszcze, aby Smith przeraziła się czymś aż tak mocno! Powinna sprawić mu order. Może poprosić ojca, żeby zwinął jakiś medal z ministerstwa? Na samą myśl uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Jej biedny ojczulek nie wiedziałby nawet, gdzie go znaleźć. Wybraniec, pożal się Merlinie. Ale i tak był lepszy od matki, dało się przynajmniej z nim pogadać. Nie, żeby brak możliwości nawiązania normalnej rozmowy z Ginny nie stanowił głównie winy Lily, ale...
– Spokojnie, panno Smith, proszę się nie ruszać! A pan, panie Weasley…
Zawsze śmieszyło ją, gdy Hermiona nazywała swojego syna panem. Kiedy rok temu zwolniła się posada nauczyciela obrony przed czarną magią, Potter poważnie rozważała podrobienie pisma ojca i wysłanie jego kandydatury na to stanowisko do McGonagall. Gdyby dyrektorka się zgodziła, Lily miałaby naprawdę wspaniały ubaw, patrząc na to, jak Harry Potter próbowałby poradzić sobie z nią podczas zajęć i zwracałby się do niej po nazwisku. Zrezygnowała jednak z tego diabelskiego planu, ponieważ nie chciała ryzykować, że matka zjawi się w Hogwarcie i zrobi im obojgu awanturę przed całą szkołą. Dziewczynie w zupełności wystarczała szopka, która odgrywała się od czasu do czasu w domu. 
– ...musi uważać, a nie machać różdżką na prawo i lewo. Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru.
Pod ostrym wzrokiem matki Hugo skulił się dokładnie w taki sam sposób co jego ojciec. Pod tym względem był bardzo podobny do Ronalda. Na szczęście w wielu zupełnie się różnili. Między innymi w tym, że młodszy z nich naprawdę dał się lubić.
Smith przestała się szamotać i pozwoliła Hermionie rzucić przeciwzaklęcie, a sprawca całego zamieszania powoli odzyskiwał normalny kolor na policzkach. Uczniowie już dawno przestali się śmiać czy uśmiechać. Lily żałowała, że nie chodziła na transmutację ze Ślizgonami. Nie dość, że miała wśród nich znacznie więcej dobrych znajomych, to uczniowie należący do Slytherinu nigdy nie przestaliby się tak szybko śmiać z tak zabawnej sytuacji. A niezależnie od tego, jak bardzo Potter nie lubiła Heleny, nie zamierzała chichrać się jak idiotka w pojedynkę.
Hugo przeprosił nieporadnie Gryfonkę, która nic nie odpowiedziała, tylko zaczęła zapisywać słowa Hermiony na temat techniki rzucania zaklęcia Rovirone. Najwyraźniej nauczycielka uznała, że lepiej zacząć od teorii. Lily nie zamierzała być gorsza niż Smith, więc skupiła się na słowach ciotki, choć nie notowała prawie nic. Nie potrzebowała głupich zapisków, żeby coś zapamiętać. Wiedziała, że jeśli zajdzie taka potrzeba, zawsze będzie mogła pożyczyć zeszyt od Patricka. Chłopak dzielił się notatkami, o ile, rzecz jasna, ktoś go o to poprosił, ponieważ sam z siebie w ogóle się do nikogo nie odzywał. Był najcichszą osobą, jaką znała Potter.
Po kilku minutach uczniowie ponownie przeszli do prób rzucenia czaru, tym razem posiadając do dyspozycji myszy, które mieli zmienić w króliki. Hugo kierował różdżkę jak najdalej od Heleny, czego Lily szczerze żałowała. Już w tamtym roku Hermiona usadziła ich według własnego, dziwnego mniemania, tak, że każdy siedział z kimś z drugiego domu. Akurat sąsiad Lily, Alex Nowak, nie był taki najgorszy jak na Gryfona, choć jego sympatia wobec Heleny oraz wybitnie nieśmieszne żarty bywały irytujące. Na szczęście chłopak zaprzestał prób rozśmieszania Lily, kiedy po dwóch pierwszych zajęciach w czwartej klasie zauważył, że jedyną odpowiedzią, na jaką może liczyć ze strony dziewczyny na żart w stylu: Co robi blondynka, gdy..., jest spojrzenie godne bazyliszka.
Alex z pewnością nie należał do mistrzów transmutacji, ale nie próbował przynajmniej nikogo zabić. Lily właściwie była wdzięczna ciotce, że akurat na tych zajęciach znajdowała się z dala od Hugona, choć wolałaby siedzieć z kimkolwiek z własnego domu prócz Amandy Zabini niż z Gryfonem. Nadal nie mogła uwierzyć, jak niesamowicie beznadziejny okazał się Weasley w dziedzinie, której nauczała jego własna matka. Nie należało to jednak do jedynych dziwactw, jakie istniały w ich pokręconej rodzinie...
– Musisz zrobić elipsę, a nie koło – odezwała się Lily, rzucając kątem oka na nieco zdenerwowanego Alexa. W odpowiedzi otrzymała zdziwione spojrzenie, co było uzasadnione, gdyż Potter z zasady nie odzywała się do Nowaka, chyba że chciała, aby się przesunął. Sama nie wiedziała, dlaczego akurat dzisiaj postanowiła zabrać głos. Pewnie dlatego, że nie było jej marzeniem, żeby chłopak wziął przykład z jej kuzyna.
Gryfon posłuchał się, a chwilę później obok jej od dawna zamienionego czarnego, słodkiego królika pojawił się drugi; szary i posiadający mysi ogonek. Dla Alexa z pewnością był to duży sukces.
– Bardzo dobrze, panie Nowak – powiedziała Hermiona z lekkim zdziwieniem. – Shay, spróbuj jeszcze raz. Akcent na vi.
– Dzięki – szepnął Alex, uśmiechając się z wdzięcznością.
– Dobrze rzuciłeś zaklęcie – stwierdziła tylko Lily, wzruszając ramionami i unikając spojrzenia chłopaka. Czuła się nieco dziwnie. Nie była przyzwyczajona, żeby ktokolwiek za cokolwiek jej dziękował.
– Gdyby nie ty, nie zauważyłbym, że to ma być elipsa – wyznał Nowak, a rudowłosa rzuciła na niego chłodne spojrzenie.
Na tak bezsensowne stwierdzenia wiedziała, jak reagować. Gdyby się dokładnie przyjrzał ruchom Hermiony, to by wiedział. Nie powiedziała tego jednak na głos, choć sama nie wiedziała dlaczego. Zamiast tego popatrzyła na Helenę, której królik nie miał, co prawda, mysiego ogonka, ale jego futro pozostało szare. Gryfonka nie mogła być zadowolona z dzisiejszego wyniku, co znacznie poprawiało humor Lily. Na stole Patricka znajdował się śnieżnobiały gryzoń, zaś jedynym osiągnięciem Hugona, prócz wcześniejszego oczywiście, było to, że wyjątkowo długie zęby jego myszy przeszkadzały jej w utrzymaniu równowagi.
Hermiona jednym ruchem różdżki przywróciła zwierzęta, na których ćwiczyli piątoklasiści, do pierwotnej formy i schowała je do klatki. Następnie zadała uczniom wypracowanie na cztery stopy o transmutacji wzajemnej ssaków na za tydzień i pożegnała się z klasą. Na korytarzu Lily natychmiast podbiegła do Hugona i powiedziała na tyle głośno, aby idąca za nimi Smith mogła ją z łatwością usłyszeć:
– Jesteś moim mistrzem, kuzynie! Nie wiedziałam, że tak dobrze potrafisz pokazać czyjś charakter za pomocą zmiany uszu.
– Daj spokój… – stwierdził Weasley, wciskając ręce do kieszeni i unikając wzroku Potter, która jakby nie dostrzegając jego zakłopotania, kontynuowała:
– Hugo, wiesz, że nie naśmiewam się z ciebie. Ja serio uważam, że to było świetne. Helena…
– Wiem, że nie ze mnie, Lily. I o to właśnie chodzi – przerwał Weasley, patrząc na nią zimno, i odszedł bez najmniejszego zawahania.
Krukonkę zdziwiło to na tyle, że aż przystanęła. Przecież nie zraniła jego, tylko Helenę! Dlaczego więc tak dziwnie zareagował? Może i czasem nie popierał zachowania Potter, ale nigdy się nie stawiał się jej w tak otwarty sposób!
Obok niej szybko przemknęła Smith, skrywając twarz za burzą długich włosów. Na ten widok Lily prychnęła głośno. Nie zamierzała tolerować dziwnych humorów swojego kuzyna, który zachowywał się gorzej niż Alice przed miesiączką. Na całe szczęście wszystko wskazywało na to, że Helena nadal czuła się upokorzona, przynajmniej tyle dobrego.
Potter odwróciła się na pięcie i udała się w kierunku lochów, w których za kilkanaście minut miały rozpocząć się eliksiry. Mimo że nie przepadała za tym przedmiotem, cieszyła się z możliwości omówienia z Alice tego, co stało się na transmutacji.

– Jak myślisz, do jakiego domu trafisz? – spytała brata podekscytowana Anabelle, nerwowo ściskając rant swojej nowej, czarodziejskiej szaty, w której wyglądała wyjątkowo groteskowo.
Nie, żeby z nim było inaczej. Podejrzewał, że każdy prezentowałby się w takim... worku równie idiotycznie. Ale cóż, w końcu znajdowali się w Wielkiej Brytanii.
– W ogóle się nad tym nie zastanawiam, Ana, plany ucieczki do Francji skutecznie zaprzątają moje myśli – odparł Olivier, przewracając ze zirytowaniem oczami.
– Właściwie niepotrzebnie pytałam, to oczywiste, że zostaniesz Ślizgonem – stwierdziła siedemnastolatka i odwróciła się ponownie w kierunku ściany z ogromną ilością obrazów przedstawiających byłych dyrektorów Hogwartu.
Od jakichś piętnastu minut znajdowali się w gabinecie dyrektorki szkoły, profesor Minerwy McGonagall. Mimo że ojciec ustalił konkretną godzinę ich przybycia do zamku za pomocą sieci Fiuu, w gabinecie zastali nie panią profesor, a trzęsącego się skrzata domowego, który zakomunikował im, że dyrektorka była na nieplanowanym zebraniu rady nauczycielskiej.
Oliviera specjalnie to nie zdziwiło, w końcu kto miał uczyć Brytyjczyków wychowania? Niestety nie zaskoczyło go również to, że w momencie, w którym tylko wyszedł z kominka i wyjął telefon z kieszeni, ten wydobył z siebie serię kilku pisków i wyłączył się z trzaskiem. Hogwart zapowiadał się tak źle, jak Janvier to sobie wyobrażał.
Gabinet tej całej McGonagall robił wrażenie wystrojem, zawartością i wielkością, co dokładnie wyraziła jego siostra, opisując z zachwytem pomieszczenie niemal przez dziesięć minut, jednak nie zmieniało to w żaden sposób nastawienia Oliviera. Przeciwnie, przepych pokoju pozwalał chłopakowi wnioskować, że profesorka musiała przywiązywać dużą wagę do rzeczy materialnych, a jako że ta cecha bezsprzecznie kojarzyła mu się z ojcem, jego negatywne nastawienie do McGonagall jeszcze się umocniło. I to zanim ją w ogóle zobaczył.
– Na Merlina, ilu tu było dyrektorów! – westchnęła Anabelle.
– To najstarsza szkoła w Europie, dziecino – stwierdził otyły jegomość z jednego z najstarszych, bo znajdujących się najwyżej, portretów. 
Dotychczas postacie na obrazach nie odzywały się, obserwując tylko, podobnie jak i on, niezdrowy sposób wyrażania zachwytu przez jego siostrę. Najwyraźniej nawet cierpliwość nieżyjących od wielu lat czarodziejów kiedyś się kończyła.
– Przecież wiem! – wykrzyknęła Anabelle, gwałtownie wymachując rękami.
Tego akurat Olivier był pewien. Siedemnastolatka nie należała nigdy do najlepszych uczennic, jednak nie dało się jej odmówić tego, że odkąd dowiedziała się o przeprowadzce do Wielkiej Brytanii, przeczytała o nowym kraju i szkole prawdopodobnie więcej niż przez całe dotychczasowe życie. Próbowała nawet zabrać się za Historię Hogwartu, ale zrezygnowała. Olivier z ciekawości zajrzał do tej księgi, ale kiedy w drugim rozdziale po raz pięćdziesiąty przeczytał wstawkę autora o szkole z tak wielkimi tradycjami, tak znamienitej i tak bogatej w doświadczenie, odłożył ją jak najdalej. A to Francuzom zarzucano wielkie ego…!
– Może i ładna, ale niezbyt dobrze wychowana – skomentował skrzeczącym głosem pomarszczony staruszek, który wedle tabliczki pod portretem zarządzał szkołą w pierwszej połowie XIX wieku. – I jeszcze ten dziwny akcent…
– To, że francuski nigdy nie był twoją dobrą stroną, Holmes, nie upoważnia cię do tego, abyś obrażał tę biedną dziewczynę – stwierdziła sąsiadka starca ubrana w fioletową garsonkę. Na głowie miała perukę podobnego koloru.
– Nie nazwałbym jej biedną, Margaret, popatrz na jej biżuterię.
– Zauważasz takie rzeczy? Kiedy nauczyłeś się spostrzegawczości? Ponadto nie o takie znaczenie...
– Przestańcie obydwoje! Przecież można zwariować. To, że nie potrafiliście się dogadać za życia, nie musi oznaczać, że i po śmierci, jako portrety, musicie uprzykrzać życie sobie i innym. Nie da się tutaj wytrzymać! Mam nadzieję, że McGonagall wreszcie mnie wysłucha i zdejmie was z tej ściany na zawsze – zawołał kolejny dyrektor, wściekle rudy, całkiem młody mężczyzna, a następnie zniknął z ram obrazu.
– Dobrze wiesz, że… I tak już poszedł. Zawsze ucieka, bo wie, że byśmy go przegadali – odparła Margaret, bawiąc się guzikiem garsonki. – No, Holmes, zdradź mi ten sekret? Bo jakoś kiedyś nigdy nawet nie zauważałeś, kiedy kupowałam sobie nową suknię?
– Miałaś ich za dużo, nikt by się nie połapał…! – prychnął staruszek, poprawiając zsuwające się binokle.
Sprzeczkę pomiędzy obrazami przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Postacie na portretach momentalnie zamilkły, a część wróciła do udawania pogrążonych we śnie.
Oczywiście dyrektorka musiała wejść akurat w takim momencie, aby przerwać coś, co według Oliviera nie tylko zapowiadało się na całkiem dobrą zabawę, ale przede wszystkim zamknęło jego siostrze usta. Do kolejnych minusów Anglików należał najwyraźniej brak wyczucia czasu. A może tyczyło się to tylko McGonagall?
Janvier niechętnie przeniósł spojrzenie z majestatycznego feniksa, siedzącego na żerdzi po lewej stronie od obrazów, na dyrektorkę. Okazała się starszą kobietą przypominającą guwernantki z książek, które czytywano mu w dzieciństwie. Szczupła i wysoka; siwe włosy spięła w kok, z którego nie wychodził nawet pojedynczy kosmyk. Usta miała ściśnięte w kreskę, a zielone oczy lustrowały na przemian jego i Anabelle.
– Dobry wieczór państwu. Proszę usiąść.
– Dobry wieczór, pani profesor – odpowiedzieli razem, dziewczyna ze znacznie większym entuzjazmem, i wykonali polecenie.
Dyrektorka zasiadała za biurkiem naprzeciwko nich i dopiero wtedy kontynuowała:
– Proszę wybaczyć mi spóźnienie, obowiązki wzywały. Witam państwa w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Żywię nadzieję, że szybko zaaklimatyzujecie się w zamku. Za dziesięć minut rozpoczyna się wieczerza, na której zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów: Gryffindoru, Slytherinu, Ravenclawu lub Hufflepuffu. Prefekci naczelni są poinformowani o waszym przybyciu i pomogą wam w aklimatyzacji. Jako że już rozpoczęły się lekcje, będziecie musieli nadrobić zaległości. W przypadku ewentualnych problemów związanych z różnicami programowymi, a tym samym koniecznością przerobienia części materiału z poprzednich lat, nie wahajcie zwracać się do uczniów i nauczycieli. W trakcie kolacji wasze bagaże zostaną przeniesione do odpowiednich dormitoriów, więc nie musicie się o nie martwić. Czy macie jakieś pytania?
Olivier zauważył, że Anabelle cała aż drżała z niecierpliwości, aby coś powiedzieć, ale kiedy McGonagall wspomniała o nauce, cała jej pewność siebie gdzieś wyparowała i teraz wpatrywała się oniemiała w dyrektorkę. Sam nie miał pytań, na które profesor mogłaby odpowiedzieć w zadowalający go sposób, więc postanowił się nie odzywać. Kobieta zdziwiła go nieco rzetelnością i inteligencją, jednak nadal czuł do niej niechęć. Wyglądała na ogromną służbistkę, a to ponownie kojarzyło mu się z ojcem.
– Dobrze, w takim razie proszę za mną.

– Siema, Potter. Sobota, dwudziesta, Pokój Życzeń.
– Dlaczego wymawiasz rzeczowniki, Rayan? – zapytała słodko Lily, z trudem powstrzymując się od westchnięcia. 
Mrówki posiadają większe mózgi od Changa...
– Eee… Umawiam się z tobą, Potter – stwierdził zdezorientowany chłopak, drapiąc się po głowie.
Dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie przekonana, że jej rozmówca nie miał pojęcia, co znaczy słowo rzeczownik. Życie było bardzo niesprawiedliwe; gdyby Chang nie został kapitanem drużyny Krukonów, nawet by na niego nie spojrzała. Tak jak się spodziewała, jedna wakacyjna impreza wystarczyła, aby chłopak zaczął rościć do niej jakieś prawa. Przez trzy dni, które minęły od rozpoczęcia roku szkolnego, udawało się jej w miarę skutecznie unikać Rayana, ale teraz, kiedy zdołał dopaść ją na kolacji, nie miała większego wyboru i musiała z nim porozmawiać, w końcu chciała dostać się do drużyny…
– Jasne, ale czy ja umawiam się z tobą, Chang?
…ale nie aż tak, by dać mu sobą pomiatać.
Na to Rayan nie wydusił z siebie nawet eee. Szóstoklasista był kolejnym wybitnie dobrym przykładem na to, jak wielkie błędy potrafiła popełniać Tiara Przydziału. Jak mogła umieścić kogoś tak dennie głupiego w Ravenclawie? Chyba że coś jej odbiło i liczyła mięśnie jako tkankę nerwową? To wiele by wyjaśniało.
– Pasuje ci? – spytał po chwili Rayan, nachylając się w kierunku Lily i kładąc swoją prawą dłoń na jej biodrze. Najwyraźniej uznał, że skoro nie potrafi załatwić sprawy słowami, należy przejść do czynów.
Potter mimowolnie poczuła ciepło w miejscu, w którym ją dotknął, jednak nie dała po sobie tego poznać. Strząsnęła rękę chłopaka i odwróciła się w kierunku talerza, na który miała nałożone wystygające właśnie naleśniki.
– Chang, jem kolację. Niegrzecznie jest komuś przerywać spożywanie posiłku.
– Potter, nie…
– Ale może nauczę cię trochę kultury w sobotę. Smacznego, Rayan – przerwała mu Lily, widząc, jak w chłopaku rosła irytacja.
Pamiętała aż za dobrze, jak w zeszłym roku wywalił z drużyny Rosalie Shay za to, że się z niego naśmiewała. A przecież nie był wtedy nawet kapitanem. Była nim jednak jego siostra, dla której młodszy braciszek stanowił oczko w głowie. Dlatego właśnie Lily postanowiła koniec końców zgodzić się na spotkanie. Nie mogła również ukrywać sama przed sobą, że Chang całował najlepiej z trójki chłopaków, którym do tej pory na to pozwoliła.
W odpowiedzi Rayan uśmiechnął się do niej szeroko i nałożył na talerz zawartość połowy półmisków znajdujących się na stole Krukonów.
Lily popatrzyła tęsknie w kierunku Ślizgonów, przy którym ramię w ramię siedziały Alice i Grace. Nie wiedziała właściwie dlaczego, ale we własnym domu nie znalazła nikogo bliższego. Jedyną dziewczyną z rocznika, którą tolerowała, była spokojna i cicha Georgia Longbottom. Niespecjalnie przydatna, lecz całkiem miła; czasami ze sobą rozmawiały. Dzięki Georgii ich dormitorium jeszcze istniało. Inaczej jej kłótnie z Amandą Zabini rozniosłyby już dawno sypialnię piętnastoletnich Krukonek.
Potter nie miała pojęcia, której ze swoich rówieśniczek nienawidziła mocniej – Amandy czy Heleny – wiedziała jedynie, że to inny rodzaj uczucia. Nienawiść do Smith była dość bolesna, przynajmniej w przeszłości, zaś ta do Krukonki – ostra oraz pełna wściekłości, podżegana przez Zabini i jej kompanię praktycznie cały czas.
Nikogo w Hogwarcie nie dziwiło, że Lily Luna Potter i Amanda Sara Zabini tkwiły w nieustannej walce o dominację w szkole. Ze Heleną rywalizowała w nauce, z Amandą – we wszystkim.
Zabini nie pojawiła się jeszcze na kolacji, co Lily przyjęła z ulgą. Jednym z minusów nieposiadania bliskich znajomych w tym samym domu było to, że musiała sobie radzić z Amandą, Emmą i Lucasem w pojedynkę chociażby na posiłkach. Owszem, w Ravenclawie znajdowało się kilkanaście osób, które zawsze mogła wykorzystać, chociażby Changa, ale mimo wszystko wolała się wykłócać z tą trójką w towarzystwie Boba, a najlepiej Grace czy Alice.
W momencie, gdy zaczęła zajać się przepyszną szarlotką, skutecznie ignorując pełną samouwielbienia paplanine Rayana, w Wielkiej Sali nieoczekiwanie zapadła cisza. Coś takiego odbiegało od normalności, dlatego Lily rozejrzała się z ciekawością po pomieszczeniu, choć nie zbyt gwałtownie; trzeba było zachować fason.
Szybko zauważyła, co przyciągnęło uwagę uczniów. Do pomieszczenia, w towarzystwie profesor McGonagall, wchodziło właśnie dwoje, nieznanych nikomu nastolatków.
Dziewczyna szła pierwsza i była niewątpliwie przepiękna. Długie, kasztanowe włosy spływały jej niemal do pleców, a sposób, w jaki się poruszała, nie umknął zapewne żadnemu męskiemu spojrzeniu. Szeroki uśmiech na jej twarzy udowadniał, że doskonale zdawała sobie sprawę z reakcji, jakie wywoływała.
Lily jednak większą uwagę zwróciła na chłopaka. Średniego wzrostu szczupły nastolatek o ciemnych, niemal czarnych, bujnych włosach miał pochmurny wyraz twarzy, jednak podobnie jak dziewczyna, która musiała być z nim spokrewniona, patrzył się prosto przed siebie, jakby nie zauważał wpatrujących się w niego uczniów. Potter podobało się zachowanie nowo przybyłych, choć jednocześnie nieco ją zatrważało. Z doświadczenia wiedziała, że jeśli pewność siebie szła w parze z inteligencją, mogła być niebezpieczna.
 Nagle jednak chłopak odwrócił głowę w kierunku stołu Krukonów i spojrzał prosto na nią. Nie mogło to trwać dłużej niż kilka sekund, ale wystarczyło, by w Lily uderzyła cała gama uczuć.
Jego tęczówki, mimo że nie mogła dostrzec ich koloru, zdawały się bić blaskiem i siłą, która ją przerastała. Wyczuła w nich zaciętość i ogromną pewność siebie. Najgorsze jednak było to, że rozpoznała tego chłopaka. Wiedziała, że to on, mimo że wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy widziała go po raz ostatni. A było to przecież tylko raz w życiu i to bardzo dawno temu.
Mimo to Lily aż za dobrze zdawała sobie sprawę, że przez Wielką Salę kroczył właśnie ten sam chłopiec, który niegdyś zniszczył jej ulubioną zabawkę z dzieciństwa. Dziwnie było poczuć w sobie po raz kolejny protest tej małej, niewinnej dziewczynki, której, jak myślała, dawno się pozbyła. Tymczasem przez kilkanaście dobrych sekund czuła całą sobą złość i niemoc, jaką odczuwała jako pięciolatka, wpatrując się w zniszczonego Ogórka.
Nie potrafiła ocenić, czy chłopak też ją rozpoznał. Nie wiedziała nawet tak naprawdę, czy był tą samą osobą, a nie mogła tego zweryfikować, gdyż nie pamiętała imienia łobuza z przeszłości. Intuicja jednak podpowiadała jej, że się nie myli.
Pełna napięcia obserwowała, jak dwójka nastolatków dochodziła do stołu nauczycielskiego, przed którym na krześle leżała już Tiara Przydziału. Potter nie miała pojęcia, kiedy kapelusz się tam znalazł, ale w końcu znajdowała się w Hogwarcie, sercu brytyjskiej magii, więc nie było to nic nadzwyczajnego.
– Pragnę wam przedstawić nowych uczniów: Maxmillienne oraz Oliviera Janvierów – zakomunikowała McGongall, nie musząc nawet starać się o ciszę. Uczniowie siedzieli jak zaczarowani, wpatrując się nieustannie w nowo przybyłych. – Panno Janvier, proszę bardzo.
Nastolatka podeszła do tiary i założyła ją na głowę. Ten widok był dla Oliviera jeszcze bardziej groteskowy niż wygląd siostry w czarodziejskich szatach, jednak swoje zniesmaczenie ograniczył jedynie do lekkiego prychnięcia. Cały Hogwart i tak patrzył tylko na nich, więc jeszcze więcej uwagi na chwilę obecną nie było mu potrzebne. Nie spodziewał się, że uczniowie aż tak bardzo zainteresują się nowymi, ale z drugiej strony pewnie nie mieli tutaj wielu rozrywek… Największą zapewne stanowił deszcz.
Po chwili na całą salę rozległo się głośne: Hufflepuff, a Anabelle w podskokach ruszyła w kierunku machających do niej szczęśliwych Puchonów. Olivier westchnął; do dziś nie mógł uwierzyć, że to on z ich dwójki był młodszy.
Nie czekając na pozwolenie McGongall, podszedł do kapelusza i wcisnął go na głowę. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą, gdyż jego żołądek coraz bardziej domagał się smakowicie pachnącego jedzenia znajdującego się na stołach. Jego wzrok znów napotkał wściekle rudą dziewczynę, która wpatrywała się w niego jakby z wyrzutem. Nigdy nie rozumiał obcych ludzi zachowujących się w taki sposób, dlatego też przesunął spojrzenie na stół, przy którym siedziała Anabelle. 
– Naprawdę jej nie poznajesz? – Usłyszał w swojej głowie i aż podskoczył. Dopiero po chwili zrozumiał, że to tiara odezwała się do niego, i poczuł się głupio. – Nie martw się, nie jesteś jedynym, który tak reaguje. Choć większość raczej wie, do czego służę.
Magiczny, gadający kapelusz… Czego ten Hogwart jeszcze nie wymyśli?
– Och, mogę ci obiecać, że zamek skrywa dużo tajemnic. Myślę, że będziesz chciał je poznać. Może nawet niektóre uda ci się odkryć.
Co ty możesz o mnie wiedzieć?! Nie jesteś nawet człowiekiem.
– Uwierz mi, wcale nie chciałabym nim być. Bywacie bardzo ograniczeni. Ale wracając do tematu, nadal nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Naprawdę jej nie pamiętasz?
Olivier popatrzył na rudą nastolatkę, która wciąż nie spuszczała z niego wzroku.
Rudą.
– Widzę, że ją sobie przypomniałeś. Nie zachowałeś się wtedy ładnie.
Miałem z pięć lat, Merlinie… Przejdź do rzeczy, błagam cię.
– A gdyby ktoś zniszczył twoją zabawkę?
Byłbym smutny, ale jakoś bym przeżył. Nie rzucałbym się na dzieciaka z pazurami.
– Sprowokowałeś ją.
Ty też mnie prowokujesz, a jakoś jeszcze nie zerwałem cię z głowy.
– Nie zrobiłbyś tego. Może i jesteś pewny siebie, może i chcesz być niezależny, ale niektórych rzeczy byś nie zrobił.
Nic o mnie nie wiesz.
– Powtarzasz się, to nudne.
Jesteś naprawdę denerwująca, tiaro. Nie jestem grzeczny ani ułożony…
– Nigdy tak nie twierdziłam.
…a ty nie jesteś człowiekiem. Dlaczego ja w ogóle z tobą rozmawiam? Przejdziesz wreszcie do konkretów?
– Co masz na myśli?
Wybierz dla mnie ten cholerny dom.
– Ja nie wybieram ludziom domów, chłopcze. Sami to robią.
Gadające kapelusze to chyba tylko w Wielkiej…
– GRYFFINDOR!

***

Powoli się rozkręca. Dodałam podstronę z listą bohaterów. Po pierwszym rozdziale opinie na temat Lily były bardzo zróżnicowane, co do Oliviera trochę mniej, aczkolwiek też nie wypowiadaliście się jednogłośnie. Ciekawe, co będzie po tym ;). Ile osób myślało, że Olivier zostanie Gryfonem? Tak naprawdę była to jedyna możliwa opcja, nawet jeśli Anabelle dość słusznie zauważyła, że w jakimś sensie młody Janvier pasuje na Ślizgona.
Jak zwykle czekam na Wasze opinie.

78 komentarzy:

  1. Przeczytałam ten i poprzednie! Z normalnym komentarzem wrócę w przyszłym tygodniu, jak już będę po maturach - chciałam tylko, abyś wiedziała, że wcale nie zapomniałam i nadal wytrwale śledzę losy tego opowiadania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, ja wiem, że masz matury i trzymam za Ciebie kciuki gorąco!! pamiętam, jak to było jak sama je zdawałam. Najważniejsze, żeby nie dać się stresowi. :)

      Usuń
    2. Jestem! Trochę to trwało, ale wreszcie udało mi się przełamać tę wewnętrzną blokadę i wrócić do blogowego światka. Jejku, jak mi tego brakowało! Dopiero teraz to widzę.
      No, ale przechodząc do rzeczy. Na samym początku, kiedy zorientowałam się, jakiej tematyki będzie dotyczyć to opowiadanie, to lekko się skrzywiłam. Nie przepadam za ff. Jednak postanowiłam przeczytać, bo przecież nie można oceniać książki po okładce. Cieszę się, że to zrobiłam, bo mimo wszystko te kilka rozdziałów czytało mi się bardzo fajnie. Spodobało mi się to, jak wykreowałaś swoich bohaterów oraz jak przedstawiłaś dobrze znany nam świat.
      Lily... Cóż, tutaj też się mocno zdziwiłam, bo zazwyczaj nie lubię żeńskich bohaterek. Zwykle mocno mnie irytują albo swoją doskonałością, albo wręcz przeciwnie nieskończonym użalaniem się nad sobą. Tutaj jednak pokazałaś nam, że dziewczyny też potrafią być silne, w pewnym stopniu wredne i samodzielne. Lily nie jest pozbawiona wad, ale chyba przez to tak bardzo ją polubiłam.
      Oliver z miejsca zyskał moją sympatię, ale z tym akurat nie miałam problemów. Po prostu lubię taki typ postaci. Tworząc tą postać trafiłaś w moje gusta.
      To tak ogólnie jeżeli chodzi o główne postaci w tym opowiadaniu. Natomiast bardziej chcę się skupić na tym konkretnym rozdziale.
      Od razu widać, że Lily nie jest blisko ze swoją matką. Kobieta musiała ją do siebie czymś zrazić i zastanawia mnie co to było. Czy chodziło tylko o zwykłą zazdrość o rodzeństwo? No bo to jednak najczęstszy powód takiego zachowania, który też wpływa mocno na ukształtowanie charakteru. Myślę, że ta cała oziębłość jest tylko pozą, którą panna Lily przyjmuje, aby nie zostać zranioną. Odrzuca miłość, powątpiewa w jej istnienie, ale chyba bardzo jej potrzebuje. Może się mylę, ale wiele na to wskazuje.
      Fajnie opisałaś te zajęcia. Uśmiałam się wyobrażając sobie efekty tego nieudanego zaklęcia rzuconego przez Hugona. Lily ma chyba sporo wrogów w szkole, a przynajmniej za takich uznaje mnóstwo ludzi ze swojego otoczenia.
      Przed Olivierem pewnie ciężkie chwile, skoro nagle został zmuszony do przeprowadzi w całkowicie odmienne środowisko i dodatkowo został pozbawiony elektroniki, do której przywykł. W sumie to nawet godne podziwu, że pomimo zmian cywilizacyjnych Hogwart dalej pozostaje wierny swoim tradycjom.
      Też się zastanawiałam do jakiego domu trafi ten chłopak. Faktycznie pasował do Ślizgonów, więc ten wybór mnie zaskoczył. Ciekawe co na to nasza Lily, która jakoś szczególną miłością Gryffonów nie darzy. Zwłaszcza, że dziewczyna wyraźnie rozpoznała chłopaka. Żeby tylko Hogwart nie legł w gruzach pod wpływem kłótni tej dwójki
      Wprost nie mogę się doczekać ciągu dalszego.
      Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nowy rozdział!

      Usuń
    3. Dziękuję za opinię;) wlasciwie to az dziwne, żelubjsz postac Lily, skoro na ogol nie lubisz postaci damskich ;) ale coz, z pewnością jest nietuzinkowa i ciesze sie, ze Ci się podoba i ze chcesz czytac ten ff ;)

      Usuń
  2. Herma jako pani profesor, wow! I jeszcze Percy… Gosh, ten opis Lily dotyczący Percy’ego jako nauczyciela numerologii, rozbawił mnie do łez. Zresztą generalnie ten początek rozłożył mnie na łopatki i gdyby nie to, że jestem dzisiaj śpiąca i nie mam siły, by się ruszać, to położyłabym się na podłodze i zaśmiewała do rozpuku. I jeszcze ten Ronald, jeez, zastrzeliłaś mnie tym początkiem, naprawdę. Ha, a najgorsze, że potem wcale nie było lepiej. Chyba robisz to specjalnie, żebym tutaj konała ze śmiechu, zachwytu i generalnie rzecz biorąc, nie mogła kompletnie zebrać jakichkolwiek sensownych myśli po przeczytaniu całości… xd No bo ten Hugon to urocza fajtłapa. I jeszcze jest taki dobry, szlachetny i w ogóle. Wiem, że pewnie za wcześnie na takie stwierdzenia, ale on zostanie moim najulubieńszym bohaterem, czuję to :D Trochę głupio, bo z postaci męskich, z tego, co widzę, to Olivier ma grać pierwsze skrzypce, ale heloł, Hugoś, to Hugoś, on jest przegenialny. I liczę bardzo, ale to bardzo mocno, że jego w tym opowiadaniu będzie całkiem sporo (taki mój apel do Ciebie). Rany, ta jego nieporadność… To trochę taka ja w wersji męskiej <3
    Teraz odniosę się do Lily… Może to złe, ale podoba mi się jej stosunek do rodziców. Fakt, to nie jest normalne, by myślała o nich w taki sposób, ale to naprawdę oryginalne. Ojciec nie jest dla niej żadnym superbohaterem, a co do matki… cóż… ja tam jakoś za Ginny nigdy specjalnie nie przepadałam, więc nie jestem odpowiednią osobą, aby Lily za takie słowa ganić. Może to trochę przerażające, ale czasami, podczas tej mojej długoletniej podróży z Potterem, miałam takie momenty, w których życzyłam sobie, żeby znowu pojawił się jakiś antagonista. Ktoś, kto traktowałby go normalnie, nie jako super odważnego chłopca, który ma zbawić świat… I pewnie też dlatego w pewnym momencie nie mogłam przestać zachwycać się Malfoyem :D Dlatego… odroinę cieszy mnie fakt, że chociaż tutaj Harry i Ginny to zdecydowanie postacie drugoplanowe, to jednak stosunek Lily do nich nie jest pełen jakiegoś przerażającego zachwytu czy też uwielbienia. Czasem dobrze poczytać o takim Potterze, który nie jest Wybrańcem i ma zbawiać świat, lecz ojcem, którego córka delikatnie mówiąc, niespecjalnie uwielbia. Swoją drogą ten negatywny stosunek Lily do rodziców mnie zastanawia, skądś musiał się wziąć… Ale to pewnie będziesz wyjaśniać z czasem… ;)
    Ej, ja nie wierzę, że Anabelle jest starsza od Oliviera, ona zachowuje się jak dwunastolatka :D Niby pamiętałam, że ona jest starsza, ale po tym rozdziale poważnie w to zwątpiłam… Co gorsza, jak Hugo mógłby być moim męskim odpowiednikiem, tak w Anabelle również odnajduję sporo siebie… :P Chyba obydwie z Anbelle mamy skłonność do nadmiernego entuzjazmowania się wszystkim i wszystkimi. Może też dlatego tak bardzo intrygują mnie i Olivier, i Lily. Zwłaszcza ta druga. To zdecydowanie ten typ człowieka, któremu dobrze by szło w grze w pokera… Po prostu Lily nie okazuje uczuć. Niemal żadnych. Wręcz wydawać by się mogło, że z niej jest prawdziwie zimna materialistka… Ale ja mam wrażenie, że tak do końca nie jest… Że z jakiegoś powodu ona stara się taka być, ale gdzieś tam w głębi nie jest z nią aż tak źle… Ale to się okaże. Właściwie to cieszę się, że ona taka jest… Pewnie czasem będę się na nią denerwować, bo nie lubię ludzi, którzy przy dobieraniu znajomych zastanawiają się nad tym, co dana znajomość może przynieść… Zdecydowanie preferuję postacie a la Hugoś, bo tacy ludzie są po prostu dobrzy. Tyle, że Lily nie potrafię też tak jednoznacznie skategoryzować, wrzucić jej do szufladki z napisem: materialistka. Gdzieś mam takie przeświadczenie, że po pierwsze tak do końca nie jest, po drugie, że ona ma jakiś konkretny powód, po trzecie, że czasami ci ludzie, których traktuje dość nieprzyjemnie w jakiś sposób może na to trochę zasłużyli (w końcu i inni potrafią być niebywale wredni, złośliwi i okrutni).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie cieszę się, że Lily jest taka niejednoznaczna (lubię takie postaci, bo one zawsze zaskakują). No i jeszcze doceniam ją za inteligencję… bo jak dla mnie Lily z pewnością odznacza się wyjątkową inteligencją… Przy tym jest dość zdecydowana i pewna siebie. Ma swoje cele i do nich dąży. Może wybiera niespecjalnie „moralne” ścieżki, ale cóż, to kwestia wieku, zagubienia…? Nie chcę też do końca jej usprawiedliwiać, bo jednak takie naśmiewanie się z H. było nieco okrutne i Hugoś słusznie się oburzył, ale z drugiej strony, ona taka już jest… I sama znam sporo ludzi, którzy zachowują się podobnie, jeśli za kimś nie przepadają, ale w gruncie rzeczy nie są aż tacy straszni… Zresztą, nie może być z Lily tak źle, skoro Hugoś z nią trzyma… Myślę, że tutaj naprawdę coś stoi za tym, że Lily jest taka, a nie inna. Być może łączy się to w jakiś sposób z jej rodzicami… Nie wiem, może czuła się niekochana, niedoceniana? (w końcu czasem, jeśli ma się rodzeństwo, może się zdarzyć, że któreś dziecko uważa, że rodzice traktują je gorzej). O, i jeszcze odezwała się do Alexa… Jakiś postęp to jest… Jak sobie wyobraziłam to zaskoczenie tego chłopaka… ech, to dopiero musiała być świetna mina.
      Trochę z innej beczki… Rozmowa portretów – cud, miód, orzeszki. Uwielbiam takie humorystyczne rozmowy w Twoim wydaniu… To tak bardzo pokrywa się z moim poczuciem humoru xd Od razu wspomnę jeszcze tutaj, że naprawdę super, że wprowadziłaś trochę świata mugoli chociażby w postaci tych telefonów. To sprawia, że Hogwart staje się nieco mniej nierealny i chociaż jestem za stara, to znowu odżywa we mnie nadzieja, że może jakiś list do mnie przyjdzie :D
      Chwila, chwila. Czyli ten chłoptaś od Ogórka, to Olivier? O, rany, kompletnie bym się tego nie spodziewała. Nawet nie podejrzewałam, że…. Omg, to się teraz będzie działo! Nie mogę się doczekać starć na linii Lily-Olivier. Mam wrażenie, że to będą prawdziwe przedstawienia… Zwłaszcza, że O. został Gryfonem, a Lily, jak widać, za Gryfonami nie przepada. W sumie, taka dygresja, też myślałam, że Olivierek pasowałby do Slytherinu, ale z drugiej strony, ta rozmowa z Tiarą w pewien sposób udowodniła, że nie tylko ta opcja jest słuszna… Ciekawe jak tam nasz Olivier odnajdzie się w roli odważnego Gryfona :D Ta jego konsekwentna niechęć do Anglii mnie niemal fascynuje… W sumie lubię go za tę uszczypliwość, obojętność, ba, nawet takie zblazowanie xd
      Pojawi się jakaś wzmianka o tym spotkaniu z Changiem? To mogłoby być genialne… Sama nie wiem czy śmiać się z Lily, czy jej współczuć. No ale, sama się w to wkopała.
      Och, aż się sama przeraziłam długością tego komentarza… Przepraszam xd Mam nadzieję, że nad nim nie zasnęłaś czy coś :D
      Niech żyje Hugoś! :)
      Pozdrawiam <3

      Usuń
    2. Ach, Anutrium, Ty powinnaś dostać order za komentarze. Boże, nawet nie wiesz, jak bardzo było mi miło, kiedy czytałam te wszystkie ciepłe słowa, które napisałaś:) Cieszę się, że Cię rozśmieszyłam, niektóre fragmenty miały zdecydowanie to na celu xD Lily z pewnością ma... fascynować xD i denerować, i zaciekawiać xD sama jej do końca nie ogarniam xD co do Hugona, właściwie Cę rozumiem, choć sama wolę Oliiiera chyba dlatego, że wien, co dla niego szykuje i kogo ma mi w zamierzeniu przypominać (mówię o bohaterach literackich, ale na razie nic więcej nie zdradzę). Ale Hugon... och, chyba napiusze o nim więcej niż piertownie zamierzałam, skoro robi taką furorę xD Co do Heleny możesz mieć rację, nie będę zaprzeczać ;) Zarówno Olivier, jak i Lily pasuja w jakimś sensie na ślizgonów, szczególnie na I rzut oka, ale tak naprawdę nie do końca... Mam nadzieję,że Was rpzekonam. Olivier nie mógł trafić NIGDZIE indziej niż do Gryffindoru, zważywszy na ogólną niechęć Lily do tego domu :D zresztą Hugo i Helene tam są, tak MUSIAŁO być xDxD kwestia z dorosłymi Potterami też nie jest do końca jednoznaczna, ale to jeszcze przed nami xD chyba jednak to opowiadnie nie będzie miniaturką ;)

      Usuń
    3. Zacznę od końca :D
      Yuhu, ja tam się bardzo cieszę, że to nie będzie miniaturka, a długaśne opowiadanie z prawdziwego zdarzenia. Polubiłam Lily i spółkę, więc jak dla mnie możesz stworzyć z tego nawet i niekończącego się tasiemca xd Pozostaje mi więc tylko życzyć Ci dużo weny i czasu, który będziesz mogła wykorzystać na pisanie :D
      Tak właśnie podejrzewam, że ten Gryffindor i Olivier to już w ogóle doda ognia do relacji na linii L-O :D I dobrze, będzie ciekawie… Ale chyba krew się nie poleje? ;) Zdecydowanie wolę opcję z niekończącymi się wymianami złośliwych uwag niż z rzucaniem się na siebie z pięściami. I, biorąc pod uwagę charakterek Lily, obstawiam, że obejdzie się bez rękoczynów, raczej to będzie zimna wojna. W końcu od momentu, gdy Lily była dzieckiem trochę czasu minęło i chociaż pewnie nadal tkwi w niej pewna porywczość, to jednak wydaje się bardziej opanowana niż wcześniej :D
      Yuppi, będzie więcej Hugosia <3 Tak, on zdecydowanie robi furorę, więc zgaduję, że nie tylko ja nie będę miała nic przeciwko temu, by zagościł w opowiadaniu nieco częściej ;)
      To mnie zaciekawiłaś tą wzmianką o Olivierze. Teraz będę się po nocach zastanawiać, co tam też dla niego zaplanowałaś :D
      Order? Hihi, takie błyskotki są fajne ;) A tak na poważnie to… przyjemność po mojej stronie. Tak lekko czyta mi się tę historię, że takie długaśne komentarze piszą się potem same :D

      Usuń
    4. Hm, raczej bez rękoczynów, z pewnością nie będą szły pierwsze, choć nie mogę ich tak zupełnie wykluczyć. Ta wojna to będzie lodowata, a nie zimna xD Dzięki Tobie to najchętniej już bym pisała następny rozdział, ale niestety inne obowiązki wzywają :p W każdym razie wiedz, że dzisiaj przemyślałam już całą kwestię Hugosia :D

      Usuń
    5. No tak, w końcu nigdy nie wiadomo, jak bardzo się na siebie Lily z Olivierem zdenerwują i co z tego wyniknie... Dlatego lepiej niczego zawczasu nie wykluczać ;)
      buu, skąd ja to znam - chęci i pomysły do pisania są, ale... niestety czasu brak, bo i inne sprawy przy okazji są do załatwienia... Trzymam kciuki, żeby te obowiązki szybko się wypełniły i żebyś mogła tylko pisać i pisać ;)
      Ojejku, czyli Hugoś już ma mniej więcej swoją historię zaplanowaną? To chyba dobrze, o ile nie planujesz dla niego jakichś strasznie traumatycznych przeżyć... Swoją drogą tak mi teraz przyszło do głowy - ciekawe czy on, jako doświadczony już Gryfon polubi się ze świeżo upieczonym Gryfonem Olivierem... :O
      Okej, już Ci nie będę więcej pod postem śmiecić moimi komentarzami xd.Trzymaj się i... do następnego rozdziału! :)

      Usuń
    6. Condawiramurs3 maja 2015 14:02

      Hm, właściwie bardziej chodziło o Helenę i jej relacje zLily, ale Hugo też będzie tam b. wazny xD moze nawet napisze jakis fragment z jego perspektywy. jeszcze nie moge sie zdecydowac , czy zrobic z Oliviera i Hugona przyjaciół czy nie xD

      Usuń
    7. A, okej, czyli z tej strony, chodziło o relację H z L. Ech, już tak jestem rozentuzjazmowana tą perspektywą ponownego spotkania O z L, że tylko o nich myślę... Poprawka, o nich i o Hugosiu, oczywiście!
      Omg, czy ja dobrze rozumiem... być może pojawi się perspektywa Hugosia? :D
      Po takiej informacji, to wyczekiwanie na każdy kolejny rozdział będzie niemal boleć ;)

      Usuń
    8. Ok. Specjalnie dla Ciebie z pewnością cos się pojawi z perspektywy Hugosia :* przekonałaś mnie. A co ja mam powiedzieć, skoro tak długo nie dodajesz notki, moje serce krwawi od lutego!;);)

      Usuń
    9. Dziękuję, dziękuję, dziękuję <3 Hugoś chyba by się do mnie ładnie uśmiechnął, gdyby wiedział, że tak Cię w jego sprawie zamęczam ;) ech, to się teraz rozmarzyłam o tym jego uśmiechu... O, nie! Żeby tak czyjeś serce krwawiło przeze mnie? ;( Niedobrze, bo ja właśnie porzuciłam pomysł zdawania na medycynę, więc w razie konieczności może być mi ciężko Cię uratować... W takim razie chyba pozostaje mi tylko zebrać się do kupy i jak najszybciej coś dodać :P

      Usuń
  3. Czytanie tego rozdziału przy piosenkach Eda Sheerana jest niemal tak przyjemne jak jedzenie pizzy oglądając Kac Vegas. Rozpłynęłam się do największych granic możliwości. Zazdroszczę ci tego stylu, którym niemal przyciągasz czytelnika i nie pozwalasz, aby od ciebie odszedł. Też bym tak chciała!

    Lily. Tak naprawdę nigdy nie wiem, co o niej napisać, bo jednocześnie uwielbiam ją za ten ostry charakterek, a jednocześnie nie lubię za to zachowanie jakby była niewiadomo kim. Wiadomo, gdybym była córką Harry’ego Pottera, możliwe, że też bym się wywyższała, ale… no sama nie wiem. Dziwi mnie zachowanie Hugona w stosunku do niej. Czyżby zrozumiał, że jednak kuzynka potrzebuje jakiegoś otrzęsienia się? Albo jest też drugie wyjście: czuje coś do Heleny. Jakoś nie wiem, dlaczego, ale stawiam na opcję drugą. Dodatkowo nie mogę doczekać się momentu, kiedy dojdzie do starcia Lily-Hugo! Normalnie rączki zacieram, haha. Wyobrażam sobie tą wymianę zdań: „Zniszczyłeś ogórka!”, „To było wieki temu, kobieto…” i takie inne. ^^

    Olivier <3 Daj mi takiego, okej? Bo by mi się przydał. Jeszcze z tymi oczkami. I tym takim charakterkiem. Uwielbiam tego rodzaju chłopaków. Wydają się tacy niedostępni, a jednocześnie otwarci i z daleka widać, że coś w sobie skrywają. Jego nastawienie do siostry jest nawet w pewien sposób słodkie i takie typowe. Jednocześnie ją kocha, a jednocześnie nienawidzi. Zastanawia mnie też, dlaczego akurat GRYFFINDOR?! Nigdy ci tego nie wybaczę, haha! Olivier byłby po prostu I D E A L N Y M ślizgonem! A na dodatek nasza Lily nienawidzi członków domu lwa, więc będzie jeszcze gorzej. ;v Nie mogę się doczekać ich pierwszej rozmowy jak już pisałam gdzieś powyżej.

    Przepraszam za długość, ale ostatnio w ogóle nie mam weny na komentowanie. Przez ostatni rok, no tak. (;
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz ;) Hm, Lily na pierwszy rzut oka też byłaby idealną Ślizgonką. a jednak oboje nie są tam, gdzie by pasowali ot tak xD więc coś tam za tym wszystkim się kryje. Co do Heleny, nie będę zaprzeczać ;p Ja też nie mogę się doczekać, jak będę opisywać ich pierwszą rozmowę xD zresztą kolejne też. :D Ha, ale będę mieć ubaw

      Usuń
  4. " rpzy którym siedziała " - przy ;)
    Porównanie McGonagall to guwernantki jest tak doskonałe! Mary Poppins idealna! hahah
    Widzę, że połowę Hogwartu obstawiłaś Weasleyami :P Z jednej strony trudno się dziwić Lily, nawet w szkole, która teoretycznie rozdziela od rodziny, ma wokoło same ciotki i wujów :P ani chwili wytchnienia!
    Hugo dostrzega powody Lily i chyba jako jedyny zna jej powódki. I nie podoba mu się to. Dobrze, może razem z Olivierem przywrócą ją do pionu, haha.
    Co do tego drugiego, to owszem, zaskoczyłaś mnie. Jednak Tiara Przydziału też się myli, ale też wie więcej o ludziach niż przeciętny obserwator. Na pewno był powód ku temu, że umieściła go w nielubianym przez Lily domu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiara jest trochę nieogartnięta czasem (ja tam np. uważam,że Hermiona powinna być w Ravenclaw, a Harry w Hufflepuffie, więc wiesz xD). ale coś tam jednak wie, widzę, dlaczego ich umieściła w Gyrffindorze xD Z moimi bohaterami jest podobnie. Nie mogłam się powtstrzymać, żeby rodzina Weasley'ów nie prześladowała Lily wszędzie, gdzie się da :D:D:D: dzięki za wytknięcie literówki ;)

      Usuń
  5. "Hugon jeszcze nie się w nikim nie zakochał." - pierwsze 'nie' jest zbędne
    "Obok niej szybko Helena" - co szybko? Brakuje mi tu jakiegoś szła, poszła, kroczyła... czegokolwiek;D
    Było jeszcze kilka takich zdań, w których coś bym dodała, ale nie skopiowałam ich i teraz nie wiem już gdzie one są;/ Ale przejdźmy do treści. Akcja rzeczywiście idzie do przodu, choć z tego co widzę na razie głównie skupiasz się na opisie bohaterów, ich charakterów i relacji, które łączą poszczególnych uczniów. To jest moim zdaniem jak najbardziej na plus, bo dzięki temu lepiej wszystko poznamy i będziemy mieć lepszy pogląd na osobowości tych osób. Lubię wiedzieć do czego ktoś jest zdolny i czym cechuje się dana postać, bo wtedy lepiej się w nią wczuwam. Dlatego bardzo się cieszę, że te dwa pierwsze rozdziały wyglądają właśnie w taki sposób. Zdołałam wyrobić sobie zdanie na temat Lily (sądzę, że ono się będzie zmieniać w trakcie czytania kolejnych rozdziałów, ale jakieś początkowe już jest) i na razie nie jest ono dobre. Choć mam wrażenie, że kryje się w niej dobro i wiele pozytywnych cech to z tego, co widzę zachowuje się jak rozwydrzona nastolatka, która we wszystkim musi być najlepsza. Ona jest super, a reszta świata to kompletni idioci i połgłówki... Nie lubię osób, dla których sława stoi ponad wszystkim, dlatego na razie nie lubię Lily. Zaskoczyło mnie też zachowanie Hugo, ale ono na plus. Choć naraził tą całą Helenę na wyśmianie, to potem najwidoczniej nie zamierzał kontynuować naigrywania się z niej. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Czemu Lily nie potrafi tego zrozumieć?
    Co do Oliviera, jestem pewna, że dużo tutaj namiesza. Nie spodziewałam się, że to on jest osobą, która zepsuła Lily zabawkę. Dziwi mnie tylko, że do tej pory to pamiętają... Przecież to była głupia, dziecinna sprzeczka i trochę śmieszy mnie to, że okazuje się tutaj taka ważna. Nawet Tiara o niej wspomniała. A które dziecko po latach pamięta o tym, że ktoś zepsuł mu zabawkę? Kto po takim czasie ma jeszcze o to żal? Może po prostu Lily od małego była mściwa?:D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Condawiramurs2 maja 2015 15:57

      żal jak żal. skro Lily sobie przypomniała, skąd go zna, to teraz już wie, że będzie go nie lubić. ona tak szufladkuje ludzi, jedna błaha rzecz wystarcza. Kurde, zawsze znajdą się jakieś dziwne sformułowania, ech. dzięki wytknięcie ;) a, jam bardzo lubię opisy, więc bedzie ich dużo, tego jestem pewna ;p ale akcji też będzie, w końcu już oboje są w zamku :D no ale jeszcze te różne retrospekcje, wytłumaczenie pewnych postaw... tak, to będzie długie opowiadanie

      Usuń
    2. Zdecydowanie lubię długie opowiadania;D

      Usuń
  6. Zastanawiam się, czemu Lily ma taki stosunek do swoich rodziców. Czy to kwestia jej charakteru, czy może tych dwoje zmieniło się przez lata i już w niczym nie przypominają tych kilkunastoletnich uczniów Hogwartu. Ale z drugiej strony dziewczyna myśli podobnie również o Ronie, Hermionie i innych postaciach, które można było dobrze poznać w książkach J.K Rowling.
    W sumie współczuje Hermionie, że musi uczyć swojego syna. A właściwie jeszcze bardziej współczuję jej synowi. W takich wypadkach rodzice zawsze traktują swoje dzieci surowiej niż pozostałych uczniów, żeby nikt nie mógł im zarzucić stronniczości. No a w Hogwarcie Hermiona może mieć swoje dziecko na oku dosłownie cały czas i to też nie jest dobre.
    Lily ma naprawdę dziwne poglądy na niektóre sprawy. Wydaje się kompletnie pozbawiona uczuć i chociaż powinnam ją przez to nie lubić, to właściwie wcale tak nie jest. Wydaje mi się, że dziewczyna jest po prostu nieszczęśliwa, chociaż to nie powinno być usprawiedliwienie dla wszystkiego, co robi.
    Bardzo się cieszę, że Olivier wreszcie przyjechał do Hogwartu. Już nie mogę się doczekać jego pierwszej konfrontacji z Lily, do której z pewnością wkrótce dojdzie. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że chłopak został przydzielony do Gryffindoru, ale skoro mówisz, że to jedyny słuszny przydział, to pewnie rzeczywiście tak będzie.
    Oj, coś czuję, że Lily będzie naprawdę nienawidzić Oliviera nie tylko ze względu na jego osobowość, ale także z powodu tej całej sytuacji z dzieciństwa. Niby taki mały incydent, ale Potter sprawia wrażenie kogoś, kto bardzo długo żywi urazę. Zresztą w ogóle odnoszę wrażenie, że o ile dziewczyna ma ogromne problemy z okazywaniem pozytywnych uczuć, to z tymi negatywnymi wręcz się obnosi. Ale jednak tkwi w niej jakaś cząstka dobra, co widać chociażby w tej sytuacji na transmutacji. Lily może udawać, że pomogła koledze tak po prostu, dla kaprysu, ale się z tym nie zgadzam.
    A co do błędów to jest taki jeden akapit dotyczący sytuacji, w której Harry mógłby uczyć obrony przed czarną magią, gdzie co chwilę powtarza się słowo "ojciec" i w ogóle jest tak trochę chaotycznie, można się trochę pogubić. Chodzi dokładnie o ten fragment:
    "Lily poważnie rozważała podrobienie pisma swojego ojca i wysłanie jego kandydatury na to stanowisko do McGonagall, bo gdyby ta przyjęła jej ojca, miałaby naprawdę wspaniały ubaw, patrząc na to, jak jej ojciec próbuje poradzić sobie z nią podczas zajęć i jak nazywa ją panną Potter. Zrezygnowała jednak, ponieważ nie chciała ryzykować, że jej matka zjawi się w szkole i zrobi awanturę jej i ojcu przed całą szkołą."

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Condawiramurs3 maja 2015 22:34

      Jedyny słuszny orzydział, skoro ma być prawdziwa wojna ;p Lily jest dość pokręcona, nie da się ukryć, jakby popatrzyła na to z dala, to pewnie sama by się nie rozumiała. ale trzeba też zauważyć, ze ma 15 lat, a to jest strasznie popaprany wiek, ja przynajmniej tak to wspominam - II i III klasę gimnazjum ;) takie niewiadomoco w kształtowaniu samego siebie... Co do rodziców... coś tam na rzeczy jest, szzególnie z matką, ojca uważa za fajtłapę. Cóż, chyba wyjdzie w tym opowiadaniu mój stosunek do Harry'ego, bo nie za bardzo go lubię ;p
      Boże święty, załamałam się sama sobą, kiedy teraz przezytałam ten fragment z ojcem x milion ;p dzięki za zauważenie

      Usuń
  7. Z niezrozumiałych mi powodów, ten rozdział czytało mi się znacznie lepiej niż poprzedni i nie miałam żadnych wątpliwości, że historia ta dotyczy nastolatki, butnej i silnej, a jednak obawiającej się stracić kontrolę, którą posiada nad sobą i swoimi uczuciami. Co nie oznacza, że tamten rozdział był zły. Po prostu... mam wrażenie, jakbyś teraz wsiąknęła znacznie bardziej w tę historię, w Lily i całą resztę. Nie irytowała mnie tak jak poprzednio, tutaj byłam nawet gotowa ją zrozumieć. Rozdział czytało się płynnie i naprawdę przyjemnie, i strasznie żałuję, że na następny trzeba czekać aż do czerwca (chociaż za 10. się nie pogniewam, ach, kolejny rok mi przybędzie ;)), ale może to i dobrze, będę mogła przyzwyczaić się do nowej (dla mnie) Lily, którą mogłabym polubić, serio. I zastanawiać się, rozważać, jak też może przebiec jej spotkanie z widmem przeszłości, które pozbawiło ją ulubionej zabawki. Swoją drogą, też bym delikwenta potraktowała podobnie; nawet teraz gotowa bym była ukarać kogoś za zniszczenie nielicznych zabawek z dzieciństwa, które przechowuję ;) Jestem zachwycona tym jak ukazałaś rzeczywistość Luny, fakt, iż część jej rodziny jest albo uczniami albo nauczycielami i związane z tym całkiem wesołe sytuacje, jak ta z Hermioną, Hugonem i problemem ze zwracaniem się do własnego syna. To było zabawne, ale i urocze, podejrzewam nawet, że wprawiło Hermionę w zakłopotonie. Ona tez, podobnie jak Lily (lub na odwrót), nie lubi raczej tracić kontroli. Nad niczym. Różni je tylko temperament. Ach, i nie mogę nie zgodzić się z opinią dziewczyny na temat ojca, cytując: "Wybraniec, pożal się Merlinie." Lepiej bym prawdopodobnie tego nie ujęła :D Płynnie i lekko przeszłaś także Oliviera, którego niezadowolenie z Wielkiej Brytanii - i jej stereotypowe postrzeganie - jest całkiem urocze. świetnie udało Ci się ująć różnice dzielące rodzeństwo, choć uparcie będę trzymała się tego, że są prawdopodobnie bardziej podobni niż może im się wydawać i że bywają sytuacje, gdy z Maxi znika taka trzpiotka. Co do wyboru Tiary - chyba nikt nie był bardziej zdziwiony niż Olivier. I Lily ;) Co może tylko jeszcze bardziej podsycić cokolwiek między nimi było/jest/będzie ;) Ach, i czyżby nasz drogi Hugon był zainteresowany jedną z dwóch największych rywalek jego kuzynek?
    Przyznam się, że nie mogę przestać zachwycac się tym rozdziałem i gdy kończę pisać jedno zdanie, zaraz pojawia się następne, bo chciałabym coś poruszyć, wspomnieć, zwrócić uwagę. Ale po co, skoro mogę to wszystko ująć krócej, prawda? Nie wiem, może po prostu moje niewyspanie robi swoje, ale widzę różnicę między tymi dwoma rozdziałami i ten jest dokładnie taki, jaki w Twoim wydaniu uwielbiam, podobnie to jak potrafisz pisać z perspektywy dziewczyny, jak i chłopaka, czego strasznie Ci zazdroszczę. A może to wynik ostatniej historii, która z powodu pecha dziewczyny, wydawała się nieco chaotyczna, zupełnie inna niż spokój, opanowanie i taka płynność (powtarzam sie, ale na chwile obecną nie potrafię znaleźć odpowiedniejszego słowa), które panowały w "Skrzydłach...". Zachwycam się, zachwycam, zachwycam, rozdziałem i szablonem, ponieważ dziewczyna wygląda jak Lily w mojej głowie; a korona przypomina piękną koronę Renly'ego z Gry o tron ;)

    Pozdrawiam, całuję i czekam na więcej ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Condawiramurs3 maja 2015 22:40

      Och Flaven, to ja już nie wiem, czy lubisz spokój czy chaos ;p tu raczej tego drugiego będzie więcej. Cóż, mi chyba też sie lepiej pisało ten rozdział, bo już nie musiałam,a przynajmniej nie czuję, że muszę, przedstawiać ważniejszych bohaterów z imienia i nazwiska ;p Hm, tak, Oliier jest raczej zdziwiony, bo mimo wszystko coś tam o tych domach od siostry usłyszał i raczej nie stawiał na Gryffindor ;p Maxi bywa czasem poważniejsza, ale raczej taki jej urok, że lubi dużo mówić i się wszystkim emocjonować. ale nie jest aż takk głupiutka, o nie ;p pewnie madrzejsza od Oliviera, ale jako że to mowa pozornie niezależna,.... no to jednak wszyscy bohateroqwie są na razie przedstawiani z perspektywy Lily albo Oliviera. może dodam czasem jakies inne perspektywy, ale musze się nad tym zastanowić jeszcze ;p

      Usuń
    2. Chyba to i to, ale przepraszam jak w jakiś sposób wprowadzam zamieszanie, zwłaszcza w swoich wypowiedziach ;) Po prostu ten rozdział tak genialnie przyjemnie mi się czytało, że pewnie mogłam pomieszać co nieco. Rzeczywiście, opisywanie i wprowadzanie dość sporej grupy bohaterów jest męczące i trudne, więc tym bardziej podziwiam osoby, którym się to udaje. Ale tutaj mogłaś się skupić wyłącznie na Lily (i Olivierze) i to widać. Myślę też, że wszyscy jesteśmy zdziwieni wyborem Tiary, bo sposób w jaki przedstawiłaś Oliviera, nie wskazywał na to, że okaże się mężnym Gryfonem. Raczej mu blizej było do podstępnego Ślizgona ;)

      Usuń
  8. Lily jest naprawdę od cholery. W tym rozdziale przypominała mi trochę taką typową amerykańską nastolatkę, bohaterkę, swoją drogą niezbyt mądrych, filmów o wrednych dziewczynach w szkole. Kojarzysz, nie? Nie rzucę żadnych konkretnym tytułem, bo kiepsko znam tego typu kinematografię, ale choćby z samych reklam człowiek rejestruje takie wredne pannice. Co to podrzucą Ci coś do szafki albo rozpuszczą o człowieku jakieś wredne ploty.
    Taka ta Lily mi się tutaj wydawała.
    Strasznie wredna, cyniczna, zawistna i przez to trochę traciła na inteligencji, mam wrażenie. Właśnie, to był chyba jak dla mnie główny mankament - niby fajne są takie ciężkie charaktery, ale czasem bezsensowność ich "wredoty" czyni je odrobinę głupkowatymi. Lily chcąca być najlepsza BO TAK i chcąca innym dopiec BO TAK, bo się wtedy lepiej dzięki temu poczuje i chcąca wszystkich sobie owinąć wokół palca BO TAK, bo taki ma kaprys, sporo traci na objętości mózgu. Żywię nadzieję, że w następnych rozdziałach zobaczę Lily, która zachowuje się tak, a nie inaczej, bo ma ku temu jakieś powody, a nie dla czystego kaprysu rozpieszczonej cholery. :D Ani nie jest jakaś zamknięta w sobie, nie jest też typem samotniczki, żeby mieć w poważaniu innych... Ona po prostu jest tu w tym rozdziale zawistna do kwadratu.Taka trochę sucz z niej wyszła, jeśli mogę być szczera. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, no i Hermiona nauczająca w Hogwarcie? No nie wiem, jakoś tego nie widzę, wydaje mi się, że poczekałaby przynajmniej, aż odchowa dzieci i się usamodzielnią.
      I nie mogę się doczekać, aż Olivier w końcu utrze nosa tej rudej cholerze ; ]
      Pozdrawiaaaam!

      Usuń
    2. Uznałam, ze z Hemrjona bedzie zabawniej ;) strasznie pojechałas po Lily, ale coz, specjalnie kreuje ja na taka, a nie inna ;) mam jednak nadzieje, ze uda mi sie stopniowo pokazac, ze nie do konca jest taka "bo tak" ;) choc chce z pewnością za taką uchodzić.

      Usuń
    3. Dlatego pozwoliłam sobie na takie dość bezpośrednie wyrażenie opinii, bo wiedziałam, że w pewnym sensie takie, a nie inne, kreowanie tej postaci to celowy zabieg. W innym wypadku bym się pewnie bała, że za bardzo kogoś urażę i trochę poowijałabym w bawełnę, dając tylko do zrozumienia, o co mi chodzi, a nie mówiąc o tym w prost. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego, że u Ciebie zrezygnowałam z dyplomatycznego języka :D Po prostu domyślam się, że będziesz rozwijała tą postać i pewnie zmieni ona nieco swoje oblicze. No i chciałam się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat obecnej Lily :D

      Usuń
    4. Nie obrażam sie, ja się wlasciwie cieszę, bo moim zamiarem jest zeby Lily była naprawdę denerwująca, przynajmniej na początku, kiedy opisuję głownie jej pozę, sposob bycia. Ponadto niezaleznie od wszystkiego,mb.dobrze, ze jestes szczera! Nie wiem, dlacźego miałabym się obrażać, ze ktoś objeżdża moją główną bohaterkę, skoro zachowuje się ona tak, a nie inaczej xD

      Usuń
  9. Nooo dobra, dotarcie tutaj zajęło mi ciut więcej czasu niż sądziłam. :/
    Co tu dużo mówić? Pewnie będę się powtarzać, ale Lily do moich ulubionych bohaterów nie należy i póki nie uderzy jakiś grom z jasnego nieba, który ją zmieni, nie sądzę by mój stosunek co do niej uległ jakiejkolwiek zmianie. Ughhh
    Hermiona jako nauczycielka transmutacji? A to dopiero! Podoba mi się :) Taki mól książkowy jak ona musi mieć ogromna wiedzę, więc Hogwart to idealne miejsce dla niej. Muszę jednak przyznać rację Lily, ze gdybym była Hermioną dziwnie byłoby mi się zwracać do syna per panie Weasley. Po prostu.
    Hahah, Hugo rozbawił mnie swoim nieudanym zaklęciem, jednak uśmiech szybko starło mi z twarzy zachowanie Lily. Była naprawdę podła niezależnie od tego, czy ta dziewczyna była jej rywalka, czy też nie. Odnoszę również wrażenie, że Lily ma niezwykle wąski światopogląd. Wszystko, cokolwiek mogłoby jej go zdestabilizować bądź konkretnie naruszyć, woli ominąć szerokim łukiem, a jej wredność jest na tyle ślepa, że czasem aż sama wychodzi na, no bądźmy szczerzy, idiotkę. Powinna popatrzeć w lustro i namyślić się by nieco wyszorować mózg. Dobra sama nieco przeginam, ale musisz przyznać, że takie osoby są po prostu trudne do zniesienia. Piszesz bardzo dobrze, ale przez te ciężkie charaktery (Oliver też najjaśniejszym słońcem nie jest) trochę (ciut, ciut) odejmują na całości.
    No własnie Oliver. Póki co jest dla mnie zagadką. Wiemy trochę o jego rodzinie, co nieco o jego podejściu do życia i relacjach z rodziną, ale nie będę jeszcze przesądzać, czy go lubię, czy może jednak nie.
    Jedno mnie zastanawiała....skoro Oliver i Lily spotkali się tylko raz (kiedy ten popsuł Ogórka) nie jestem pewna czy to we wszystkich przypadkach by się rozpoznali się. W końcu nasz wygląd nieco się zmienia z wiekiem. No ale nie będę się za bardzo upierać.
    Zastanawiam się, czy to nas doprowadzi do bardzo znanego motywu, że dziewczyna poznaje cud faceta (najlepiej nieco - lub bardzo - niegrzecznego) zakochuje się w nim bez pamięci. Być może ona zmieni się dzięki niemu, albo oboje się zmienią.
    W każdym razie zobaczymy co będzie dalej :)
    Życzę dużo weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, faktycznie, dwójka głównych bohaterow do miłych osob nie nalezy, dlatego m.in. Wprowadzam troche wiecej Hugona, zeby jednak pokazac,ze w Higwarcie są jeszcze inni ludzie ;) Ale coz,mta główna para tez nie do konca jest taka oczywista :) Lily tak bardzo zalezy na pewnej opinii, ze czasem nie widzi, ze to, co robi, nie nalezy do najmądrzejszych rzeczy. Ale mimo wszystko nie powiedziałabym, ze jest nieinteligentna. Och, nie, wręcz przeciwnie. Co do mądrości życiowej to zupełnie co innego. Jesli Zas chodzi o główny wątek, raczej nie bedzie niespodzianki, bo z pewnosxią nie o to tu chodzi, aczkolwiek mam nadzieję, ze opiszę przekonująco to, co ma się stać, bo sama nie lubię, jak nagle niewiadomoskad ktoś zupleńie się dla kogos zmienia itd ;)

      Usuń
  10. Na początku powiem, że bardzo się cieszę, iż opowiadanie będzie długie, bo niesamowicie mnie wciągnęło. Mimo że rozdział nie należy do najkrótszych to gdy doszłam do słowa "Gryffindor" chciałam więcej ^^
    Mimo że w pierwszym rozdziale nie byłam zbyt zachwycona wizją, w jakiej przedstawiłaś Lily to teraz zaczęła mi się podobać. Nie jest banalną postacią, tylko taką z naprawdę silnym charakterem. Dodam również, że szablon jest wprost przepiękny.
    Śmiałam się na fragmencie z króliczymi uszami, biedny Hugo! Helena też, bo mimo że Lily jej nie lubi, to myślę, że jest naprawdę spoko osobą, co potwierdza to, jak Hugo jej potem "bronił".
    Podobała mi się też sprzeczka między byłymi dyrektorami, wyszła naprawdę zabawnie! Widać, że cały czas się rozwijasz, opisy i dialogi opanowałaś do perfekcji, ogólnie bardzo dobrze piszesz.
    Coś czuję, że biedny Ogórek będzie powodem nienawiści między główną bohaterką, a Olivierem. Oczywiście pozornej nienawiści, bo również przeczuwam wątek miłosny :D
    Zastanawia mnie ta nienawiść Lily do rodziców. Harry'ego jeszcze toleruje, ale Ginny nie znosi i to widać. Zawsze mi się wydawało, że akurat ta dwójka będzie świetnymi rodzicami. Co się stało, że tak ich nie lubi?
    Dziwnie się czyta "Hermiona Weasley", ja ciągle mam zakodowane Granger. Ale bardzo się cieszę, że ją wprowadziłaś, idealnie ją zobrazowałaś, tak jak w książkach.
    Życzę weny i nie waż się zawieszać tego opowiadania! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Condawiramurs6 maja 2015 22:59

      dziękuję za tak miłą opinię. Co do Hermiony nie mogłam się powstrzymać. Mnie sie tam nie wydawało, żeby Harry miał by c dobrym rodzicem, co do Ginny nie miałam za bardzo opinii, choć wolałam ją od Pottera. I właśnie dlatego tutaj mi pasuje, żeby Lily nie lubiła matki - obie maja charakterki pp a Harry to taki "Wybraniec, pożal się Merlinie". To akurat jest też moja opinia xD bo w więszości to jednak się nie do końca zgadzam. Sprawa z Heleną jest o wiele bardziej skomplikowana, cieszę się, że Ci sie spodobała;) I w ogóle, nie wiem, jak to jest, ale co osoba, to opinia, ale to właśćwie dobrze xD jedni coraz bardziej nienawidzą Lily, a inni widzą w niej coś lepszego niż w peirwszym rozdziale xD
      nie mam zamiaru opuszczać teog opowiadania ;)

      Usuń
  11. Trochę mnie zaskoczyłaś tym, że Hermiona jest nauczycielką transmutacji... Myślałam, że tylko ja mam takie szalone pomysły, co do przyjęcia naszej Trójcy jako nauczyciele xD I powiem szczerze, że ciekawie by było, gdyby Harry został nauczycielem OPCM :)
    Zastanawia mnie to nastawienie Hugona. Z jednej strony widać, że chłopak po woli ma dość jej zachowania, a z drugiej zaś strony może to jest spowodowane tym, że Hugo może coś "czuć" do Heleny i dlatego tak zareagował. Mam szalone pomysły, wiem xD
    Co do Olivera, to zdecydowanie mnie zaskoczyłaś! Już się nastawiłam na Slytherin... Ostatnio lubię czytać o uczciach znajdujących się w Slytherinie - syndrom po Scorpiusie mi został :D Ale cóż... skoro Tiara uważa, że powinien być w Gryffindorze. Może być nawet ciekawie :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, dlaczego to az takie szalone? Do hermiony to pasuje xD co do Hugona nic nie powiem xD hm, moze jakis uczucie na boku będzie powiązane ze slytherinem, haha, ale uwierz mi, z głównymi bohaterami będzie równie ciężko.

      Usuń
  12. Na wstępie podziękuję za odwiedzenie mojego bloga ;)
    Przeczytałam tylko tę dwa rozdziały, chciałam zobaczyć co takiego czytelnikom serwujesz i jest mile zaskoczona. Rozdziały są dość długie, a ja, mimo że ostatnio brakuje mi czasu, z przyjemnością przeczytałam je do końca. Na pewno pięknie malujesz słowami i mogłam nacieszyć oko opisami, które dla mnie są najważniejszą częścią opowiadania, szczególnie w blogowych opowiadaniach, gdzie ludzie często chcą szybko przekaż treści przez co zapominają co tak naprawdę jest najważniejsze. A najważniejsza jest cierpliwość i stopniowe wyjaśnianie tajemnic.
    Masz fajny styl, a i sama fabuła jest intrygująca. Zawsze zastanawiało mnie co takiego Rowling miała na celu pokazując Młode Pokolenie Harrego Pottera, a jako wielka fanka tych powieści chętnie odwiedzam blogi, które takie historie serwują. Tutaj również to znalazłam, nie wiem, jak inne opowiadania, które tutaj zamieszczasz, ale jeśli są tak dobre jak to tutaj to chętnie je przeczytam (polecisz coś?) i z jeszcze większą radością wrócę tutaj jak napiszesz coś nowego.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za opinię:) hm, myślę, ze jesli niestraszna Ci historia, to polecam Skrzydła Ikara. Inne opowiadania są juz jednoodcinkowe zazwyczaj, więc to juz zalezy, czy wolisz ff potterowskie, czy moze autorskie...

      Usuń
  13. Komentarz nie będzie długi, bo jestem z telefonu.
    Wybacz, że dopiero zawitałam, ale brak sprzętu i czasu nieco boli.

    Nie sądziłam, że bohaterowie się już znają. To było niezłe zaskoczenie! No i ten niepasujący do chłopaka dom... xD
    Kłótnia obrazów wyszła fantastycznie. Ach, te stare czasy. xD

    Ostrzegałam, że będzie krótko! :c
    Mogłabym wypisać błędy, ale było ich niewiele.

    Bardzo podoba mi się kreacja bohaterów oraz Twój styl. Używasz słów idealnych do ich charakterów. A są dość podobne. ;^;

    Weny życzę i tak dalej, i tak dalej. ;^;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to podobieństwo jest celowe. Choc bedą pewne różnice między nimi, dosc kluczowe. Z komorki to nigdy nie komentuje, bo dostałabym szału, więc rozumiem xD

      Usuń
  14. Myślałam, że uda mi się skomentować przed wyjazdem, ale nie wyszło, dlatego jestem dopiero teraz.
    Do Lily ja się chyba nigdy nie przekonam. Jak dla mnie ona jest okropną, liczącą tylko na własne korzyści osobą. Skrycie liczę, że kiedyś dostanie po tyłku od życia i w końcu zmieni swoje postępowanie. Spodobało mi się, gdy Hugo nie podjął jej gry, nie chcąc dokuczyć tamtej dziewczynie po lekcji transmutacji. Powiedziałabym, że może jemu uda się wpłynąć na Lily, skoro to jej ulubiony kuzyn, ale skoro przez tyle lat się nie udało, to teraz chyba tym bardziej...
    Co do Olivera, to tak się domyślałam, że zostanie przydzielony do Gryffindoru, ale głównie myślałam o tym ze względu na fabułę opowiadania. Jeżeli chodzi o jego charakter, to sama nie wiem, gdzie najlepiej by się nadawał, ale Gryffindor nie wydaje mi się abstrakcyjnym wyborem i w pewien sposób się tam nadaje.
    Trochę zaskoczyło mnie natomiast to, że Percy i Hermiona uczą w Hogwarcie. Akurat tej dwójki i Harry'ego ze wszystkich Wesalyów i ich partnerów najmniej bym się tego spodziewała. No ale w opowiadaniach o młodym pokoleniu zdarzają się takie różne dziwne zawirowania, więc rozumiem twoją wizję.
    Widziałam chyba trzy literówki, ale już nie pamiętam gdzie, bo czytałam w zeszłym tygodniu. Do tego jeden wyraz zalinkował ci się w tekście. I jeszcze z błędów rzeczowych, to w świecie czarodziejów nie ma studiów, jedynie kilka zawodów przewiduje dodatkowe kursy po zakończeniu Hogwartu. Pracodawcy patrzą na wyniki z sumów i owutemów i na tej podstawie od razu przyjmują do pracy. Ech, aż by się chciało, by i u nas tak było, bez tych wszystkich stażów i praktyk.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Condawiramurs11 maja 2015 22:09

      jak dla mnie oboje kochali naukę, więc to jest na plus i mysle, ze mogli oboje chciec byc nauczycielami. ale Percy'ego nie wyobrażam sobie jako dobrego belfra, bo raczej nie umialby wytumaczyc ciekawie wiedzy :) Hermionę zaś wyopbrażam sobie troche jako młodszą wersję McGonagall xD dziekuję za opinię

      Usuń
  15. Cóż, szczerze to nie mogłam się przekonać przez długi czas, aby Cię skomentować. Dopiero dziś mi się w końcu udało.
    Ogólnie, jeśli mówimy o całym blogu, to jest to jeden z najlepszych. Najbardziej podobało mi się "Właściwe miejsce" - jestem wielką fanką Jily, chociaż jak to czytałam, to jeszcze aż tak nie było. Mówiąc szczerze, to zakochałam się w tamtym opowiadaniu.
    Czytałam wszystkie opowiadania o tematyce potterowskiej, jakie tu znalazłam. Innych... jakoś mi się nie chciało, może przeczytam. Wszystko, co przeczytałam (twojego autorstwa) było piękne. Co do tego opowiadania - nie zbyt podoba mi się Lily, jest okropnie egoistyczną jędzą. Może specjalnie ją na taką kreowałaś (tak podejrzewam), a wyszło to wspaniale. Masz wielki talent do pisania.
    Mam wrażenie, że w ostatecznym rozrachunku Lily będzie z Olivierem (czy jak się to pisze), ale nie zwracaj na to uwagi, pewnie się mylę.
    Nie mam talentu do pisania długich komentarzy, a tym bardziej konstruktywnego wystawiania opinii, więc musisz się niestety zadowolić tym, co już napisałam.
    Pozdrawiam, czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję bardzo za komentarz. Wlasciwie miejsce to jedno z tych opowiadan, ktore miałam w głowie od zawsze. A wlasciwie to te scenę miałam w głowie od dawna, gdyz kiedys pisałam opowiadanie o lily evans, ale nigdy nie doszłam w nim aż tak daleko, zeby wreszcie napisac, jak zaczela byc z Jamesem. Tutaj mogłam wreszcie to wstawić. Co do lomdej Lily Tak, Specjalnie ją tak kreuję, jest to w pełni zamierzone. Z Oliwierem wlasxciwie tez. Jesli chodzi o opowiadania niepotterowskie, to skrzydla Ikara są zdecydowanie najtrudniejszym projektem i na nich zależy mi chyba najbardziej na ty, blogu :)

      Usuń
  16. A może Hugon jest kryptogejem i dlatego dotąd się nie zakochał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, kuszące, ale mam inne plany xD
      Nie zakochał się wg Lily, prawda? ;)

      Usuń
  17. Hej :D Przepraszam, za takie zaległości, ostatnio dopadło mnie jakieś skrajne wyczerpanie, ale masz pewnie dość moich tłumaczeń, więc przejdę od razu do komentarza. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że rozdział przeczytałam już dwa tygodnie temu :)
    Wbrew pozorom ja bardzo polubiłam Lily. Jest taka rzeczowa i twarda, widzi rzeczywistość w realistycznych kolorach i nigdy nie daje za wygraną. Zawsze stara się wyciągnąć ze wszystkiego odpowiednie korzyści. W sumie to jej zazdroszczę tak silnego charakteru, przynajmniej będzie miała łatwo w życiu.
    Przez moją sklerozę oczywiście zapomniałam, że to Olivier jest niszczycielem zabawki dziewczynki. Ale w sumie to nawet dobrze, ponieważ teraz nieźle się zdziwiłam, gdy poznałam prawdę. Trochę to dziwne, że o tym pamiętał... ale w świecie magii wszystko jest możliwe. Coś mi się wydaje, że pomiędzy nim a Lily wywiąże się niezła rywalizacja.
    Za to nie przepadam za Anabelle, jest odrobinę zbyt optymistyczna. To chyba kwestia tego, że dziewczyna to moje całkowite przeciwieństwo.
    Hmm... tiara ma czasem szalone pomysły, zwłaszcza ze względu na to, że Olivier zupełnie nie pasuje do Gryffindoru. Dokłądnie - jest urodzonym ślizgonem. Miejmy tylko nadzieję, że tiara wiedziała, co robi.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coitus, nie martw się, ja ejstem wdzięczna za komentarz, a kiedy się pojawi, to zdecydowanie drugorzędna kwestia. Dziękukję Ci zaopinię i za to, że dałaś Lily szansę a nawet ją polubiłas! tak, Lily w pewnych kwestiach mka naprawdę silny charakter, ale chodzi o to., że ona zbudowała to na niwcoi chwiejnych postawach i pewne... zdarzenia mogą nieco... nią zachwiać. ale cóż, z pewnością jest konkretna i rzeczowa i to faklycznie przydaje sięw życiu. Anabelle jest taką trzpiotką, myślę, że albo sie lubi taki typ, albo nie, z pewnością wielu chłopaków na VII roku i nie tlyko będzie za nią wzdychać xD

      Usuń
  18. Jezu, widać, że Lily jest córką Harry’ego i Ginny. Bo Ginny zawsze mnie tak irytowała, że miałam ochotę rozwalić książkę, kiedy o niej czytałam i telewizor, gdy widziałam ją na ekranie. To była ta postać, która wyprowadzała mnie z równowagi samym faktem, że istniała!
    A teraz Lily… Jest główną bohaterką, ale ja nie umiem jej polubić. Może dlatego, że to tylko jeden rozdział po tej długiej przerwie przeczytany, ale pamiętam, że w poprzednim też mi do gustu nie przypadła. Ja tak mam. Jak się uprę, to będę cisnąć bohaterce, więc musisz mi wybaczyć.
    Ogólnie jestem przeciwna wszelkim waśniom między kobietami i ich rywalizacji. Owszem, lubię jak faceci sobie dokuczają (jak James i Severus), ale nie lubię, gdy kobiety (piękne obie, zaznaczam), tak robią. I jeszcze wciągają w to innych. Bo James miał swoją watahę, która wiernie z nim stała bądź jak Lupin olewała. A Lily wciąga w to Hugona, który dla mnie jest postacią bardzo fajną. Lubię go po prostu. Może innym wyda się papierowy, bezbarwny, ale właśnie według mnie Ci, którzy zazwyczaj mają najmniej do powiedzenia, stają się najbardziej lubianymi i ciekawymi osobami. Tajemniczymi. ;) A od Lily aż bije nadmierna pewność siebie i poczucie wyższości. Nie lubię takich dziewczyn. Mam jednak nadzieję, że ona się troszkę zmieni.
    A co do Oliviera… Ogólnie wspominanie zepsucia zabawki jest dla mnie komiczne, bo przecież nic się nie stało. Było, minęło, głupia zabawka. A Lily robi z tego takie halo wielkie. ;D Zobaczymy, jak się na nim za to odegra ^^ Może być śmiesznie i biorąc pod uwagę fakt, że jest jedną z najlepszych uczennic – niebezpiecznie. :D
    Ja się spodziewałam, że będzie on w Gryffindorze, bo inaczej nie mógłby ciągle wchodzić Lily w drogę. Urok Hogwartu. :D I Olivier wydaje mi się tą fajną postacią, którą już lubię :D (wydaje się być , jak Shikamaru z „Naruto” – tak, teraz mam tylko z nimi porównania, bo dużo oglądam^^ - wiecznie wszystko dla niego jest kłopotliwe i zdaje się wszystko olewać, byleby mieć spokój :D)
    Wykonanie, to to, co u Ciebie uwielbiam. Ty piszesz w taki sposób, że nie da się nie zatrzymać u Ciebie, kiedy się już wpadnie na bloga. W ogóle zawsze masz dobry wystrój, co jedynie przyciąga, a nie odrzuca, jak u niektórych. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, mnie tez Ginny irytowala, a tak narpawdę nie zrobila nic zlego. Co wie cej irytowala mmnie juz od dzieciaka... Caly czas. a ja zmienilam zdanie o wiekszosci bohaterach w sadze wiec to coś znaczy...
      Coż. Lily jest bardzo, bardzoi speceyficzna, a wiec trudno oczekiwac od czytelnikow, zeby ją lubili, a przynjamniej na razie. Co do Hugona, mysle,ze masz racje, niby bezbarwny w porownaniu z ludzmi go otaczajacymi ale przynjamniej prrawdziwy, szczery... tez go lubie ;) no a Olivieta to wiadomo xD xD nie ogladam anime, ale to chyba dobrze, skoro porownujesz go do kogos, kogo lubisz xD

      Usuń
  19. Po pierwsze, ale długi rozdział – dla mnie świetnie, jak już czytam to lubię porządnie zgłębić się w historię, a Twoje szczegółowe i czasem komiczne wręcz opisy, zdecydowanie mi to umożliwiają – oczywiście w pozytywnym sensie. Nie mogę przestać się uśmiechać podczas czytania, bo świetnie oddajesz charakter każdej pojedynczej postaci.
    Hermiona nauczycielką? Tu mnie zaskoczyłaś. Niemniej byłam zdziwiona faktem, że Percy też pracuje w Hogwarcie. W ogóle Twoja wizja przyszłości po HP jest wystrzelona w kosmos i zupełnie się jej oddaję.
    Lily nieco zaczęła mnie irytować swoim podejściem do każdego, innego człowieka, a zwłaszcza do swoich rodziców – mimo to, dość zabawne było wyobrazić sobie Harrego Pottera jako nieudolnego urzędnika, skoro do tej pory prezentowano nam go jako wszechmocnego wybrańca – uproszczając oczywiście.
    Wzmianki o Ronie I Ginny też świetne; nie zapominasz chyba o żadnej postaci, która stanowi część tej rodziny – brawo :D
    „Umawiam się z tobą, Potter – stwierdził chłopak.” Przy tym fragmencie serio nie mogłam przestać się uśmiechać, boski.
    Tego, że Oliver zostanie Gryfonem w zupełności się nie spodziewałam, myślałam, że będzie tam gdzie Lily, ale teraz myślę, że byłoby to zbyt proste. Ciekawi mnie niezmiernie jak będzie wyglądało ich pierwsze spotkanie sam na sam i w jakich okolicznościach zostaną do tego zmuszeni, bo po reakcjach na rozpoznanie siebie nawzajem, nie sądzę, by chcieli zrobić ten krok dobrowolnie.
    Ogórek♥ Tyle lat, a on wciąż tkwi w pamięci biednej dziewczyny.
    Zastanawia mnie, czy drugie imię Olivera to przypadek, czy jednak nie. I mam nadzieję, że odpowiedź kiedyś otrzymam.
    Rozdział świetny, opisy zarówno uczuć, jak i relacji między bohaterami – niezwykłe! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugie imię Olivierw to zdecydowanie nie jest przypadek, a wyraz mojej miłości do Syriusza xD Haha. Musze przyznać, ze sama mam ubaw, wymyślając te zabawne fragmenty, bardzo sie cieszę, ze przypadły Ci do gustu. Nie będziesz musiała długo czekac na moment, w którym dowiesz się, jak przebiegnie rozmowa Lily i Okiviera, to juz w następnym rozdziale :D dziękuję za opinię:)

      Usuń
  20. "Byłbym smutny, ale jakoś bym przeżył" - haha, ten dialog (cały fragment, nie tylko te słowa) genialny.
    Przeczytałem, ale muszę lecieć, więc skomentuję po powrocie, a potem przeczytam całą resztę. Dziś nadrobię, dziś nadrobię, na pewno, a przynajmniej mam taką nadzieję, że mi nikt i nic w tym nie przeszkodzi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :D nie tylko za ten komentarz, ale za to, że czytasz io komentujesz pod każdym rozdziałem, to naprawdę miłe:)

      Usuń
    2. Dzieci są pamiętliwe. Moje dziecko do dziś mi wypomina, że wyprałem mu miśka, który miał melodyjkę, a potem nie grał i nie był już taki fajny. Minęło tyle lat, a gówniarz to pamięta i przy każdej okazji mi to wypomina, więc tym bardziej nie dziwię się, że Lily pamięta o swoim ogórku, chociaż ona go przecież nie straciła, bo w magiczny sposób został naprawiony.
      Lily i Oli wydają się być do siebie podobni. Jednak coś w jego stylu bycia sprawia, że jest uroczy, a ona wkurwiająca i sam nie wiem gdzie tkwi między nimi różnica, może w tym, że on tak nie wykorzystuje ludzi? Ma do nich większy szacunek? Bo Lily uważa, że jej się należy, ja trzeba szanować, lubić, rozumieć i to w sumie za nic, tak z wolnej stopy, a u niej trzeba sobie zapracować na szacunek i lubienie - oj nie moja droga, życie tak nie funkcjonuje.
      Ubawiłem się gdy czytałem o Harrym jako pantoflarzu co nie umiałby ogarnąć własnej córki na zajęciach, a jeszcze żona by jego i tą córkę... nie no, uśmiałem się, ale i takie typy ludzi istnieją. Zresztą jak pamiętam tego chłopca w brylkach, to nawet mi pasuje na takiego ciamciaka i lelum polelum xD

      W ogóle to przeczytałem wszystkie rozdziały i teraz tylko nadrabiam komentowanie, więc jak o czymś wspomnę za wcześnie albo za późno, to sorry, ale może mi się mylić co było w którym z rozdziałów.

      dariusz-tychon.blogspot.com

      Usuń
    3. Jeszcze raz dziękuję za tak obszerna opinie i to pod kazdym rozdziałem.
      O tak, dzieci bywają bardzo, bardzo upierdliwie i pamiętliwe xD tak, Lily i Olivier w jakimś sensie są podobni, ale czymś mimo wszystko się różnią... I chyba stad jeszcze żaden czytelni nie traktuje ich tak samo. Na sadze Harry'ego Pottera sie wychowałam, ale osobiście jak dorastałam, to przestawałam zachwycać się az tak głównym bohaterem i teraz to wlanie pasuje mi na takiego pantoflarza, więc stad tutaj taki obraz... Choc wiadomo,ze to perspektywa Lily, a więc ona troche podkoloryzowane... Ale akurat co do ojca, to nie jakos niesamowicie. Co do tych opisów... Ja sie jakos tak lubie cofać i czasem moze przesadzam. Ale coz, chyba tak juz mam, zawsze wolałam pisac i czytac opisy niz dialogi.;)

      Usuń
    4. Hah, przez to,ze przeczytałam Twoje komentarze hurtowo, to tez mi się pomyliło i myslalam,mze tutaj pisałeś o opisach, a to najwyrazniej było pod jakimś późniejszym rozdziałem. Więc już nie będę tam pisac :D

      Usuń
  21. Boże, tyle lat a ona ciągle wspomina Ogórka xD Nie dziwię się jej, w końcu to był jej przyjaciel z dzieciństwa. Oj Olivierku, ja ci współczuje, ona ci nie da żyć za tego konika. Ja bym ci na pewno nie darowała. Lily, trzymam za ciebie kciuki, bo choć nieszczególnie cię lubię i bym cię chyba udusiła gołymi rękoma, gdybym cię miała w zasięgu rąk, to jednak w tym przypadku wygrywa solidarność jajników. Harry uczący własną córkę, nie może być, to by na pewno nie wyszło. Dobrze,że jego żona stąpa twardo po ziemi i w życiu by na coś takiego nie wyraziła zgody. Żeńskie postacie w twoim opowiadaniu żądzą <3 . Jedynie brat Lily, którego imienia nie pamiętam, ale chyba Albus jest w stanie je pokonać w moich odczuciach i przez to mam nadzieję, że dalej będzie tego rozradowanego palącego młodzieniaszka więcej.

    Pozdrawiam
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje;) to naprawdę miłe, ze komentujesz pod każdym rozdziale. :)widzę, ze lubisz silne postaci i wlasciwie to dobrze, ale wiesz, może ci mężczyźni okażą się nie tacy słabi ... Myśle głownie o Hugonie!:D za to za dużo silnych charakterów tez może wiązać sie z komplikacjami... Lily&olivier, Lily&matka...;)

      Usuń
  22. Przeczytałam drugą część
    "Wysoki i szczupły nastolatek miał ciemne, niemal czarne, bujne włosy. Nie mogła z daleka dojrzeć jego oczu, jednak miała wrażenie, że były nietuzinkowe." to zdanie brzmiało okropnie naiwnie, nie podobało mi się. Jeśli nie mogła dojrzeć jego oczu, to skąd u licha wiedziała, że są nietuzinkowe? Nie miała żadnych podstaw.
    Wiesz, że nie przepadam za super pięknymi bohaterami, zwłaszcza że wyczuwam tutaj romans Lily i tego Olivera. No ale nie będę się powtarzać, zwłaszcza, że mogę się mylić.

    Jest osoba, którą lubię :D Oczywiście to Anabell. Podoba mi się jej entuzjazm i chociaż dziewczyna jest ewidentnie rozpuszczona, to chociaż nie roztacza wokół siebie chmury jadu. Myślę, że całkiem w porządku jest też Hugo, ale tutaj potrzebuję więcej czasu. Powoli zaczynam akceptować samego Olivera, może to dlatego, że jego paskudny tok myślenia jestem w stanie uzasadniać.
    Jednak Lily wciąż jest okropna, a nawet okazała się znacznie gorsza niż myślałam. Przykro mi to mówić o głównej bohaterce, ale ona jest żałosna i mam nadzieję, że w przyszłości ktoś ustawi ją do pionu. Wspominałaś, że nie lubisz Harry'ego i Ginny, ale mimo wszystko dla mnie ta rodzinna akcja jest trochę przegięta. Bo Harry całe siedem książek szukał miłości i miłością się bronił, nie jestem go w stanie sobie wyobrazić jako osoby, która nie kocha własnych dzieci. Oczywiście masz prawo przyjąć taką wizję, już pisałam gdzieś, że świat ff jest wolny, jeśli chodzi o interpretację. Natomiast dziwi mnie trochę, że zrobiłaś ze wszystkim dorosłych takie grono beznadziejnych żłobów. Ron jest głupi, Percy jeszcze głupszy, Ginny beznadziejna. Harry pożal się Boże, Hermiona sama w sobie zachowuje się jak... w każdym razie zawsze uważałam, że jeśli dorosły daje się ustawiać przez szczeniaka, to coś z nim nie tak. Jest słaby, durny albo cofnięty. Tylko u ciebie oni wszyscy wydają się grać tak jak im zagra Lily i to jest okropne. Teraz tak się nie dziwię, że ona została królową szkoły, bo wiesz... królową szkoły zazwyczaj zostaje szuja, niewarta złamanego grosza.
    Pewnie sobie myślisz, że przesadzam i masz rację, ale zawsze mocno przeżywam bohaterów, a jak ich nie lubię, to lubię ich wgniatać w podłogę. Jeja, mam nadzieję, że ten Oliver znajdzie sobie jakąś ciekawszą dziewczynę niż Lily. Najlepiej taką jak słońce.

    Jeszcze coś, ta końcówka z tiarą wyszła kiepsko. Oczywiście pozytywnie mnie zaskoczyłaś, że chłopak trafił do Gryffindoru, ale... serio? Tiara ma przydzielić go do domu a gada mu o jakiejś dziewczynie, której on zepsuł zabawkę, gdy miał 5 lat? Przecież to brzmi nawet jakoś nie tego. To tak jakby na rozmowie o pracę szef pytał cię, czy w wieku 5 lat nie pozamiatałaś w kuchni albo czy pograbiłaś trawę na podwórku.

    Trochę też za dużo tu bohaterów, strasznie się zlewają. Chociaż tych najważniejszych chyba kojarzę, więc jest dobrze. Mam nadzieję, że akcja nie popłynie tylko w kierunku o walki o słomiany tron w szkole.
    Śmiesznie, bo chciałam ci napisać, żebyś nie robiła z Gryfonów imbecylów, ale trafił tam Oliver haha. Lubię go bardziej, naprawdę. Jest durny, ale i tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię. Tak, już załapałam, ze nie powinnam robić ze wszystkich bohaterow przystojniaków u piękności i mam zamiar to zmienić, No i wykreślę te oczy. Co do interpretacji rodzinki Potterów, to ona wyglada tak z perspektywy Lily, tutaj narracja,mimo ze trzecioosobowa,jest tak naprawdę zależna. Bedzie o tym wszystkim jeszcze wiecej. O, szybko się przekonałaś troche do Oliviera, ja go lubię choc mnie wkurza :D. Jesli chodzi o tiarę, to sama z siebie by tego nie mowila, ale ona wie, co Olivier myslal, ona zawsze wie. A Anabelle Będzie tutaj znacznie wiecej i mam nadzieje, ze Cię nie zawiodę.
      Widziałam już nowy rozdział u Ciebie; myślę, ze jutro wpadnę z komentarzem :)

      Usuń
  23. Cześć :) Dzisiaj spróbuję nadrobić od razu kilka rozdziałów, mam nadzieję, że mi się uda.
    Na początek dwa małe błędy:
    Nadal nie mogła uwierzyć, jak niesamowicie beznadziejny okazał się Weasley w dziedzinie, którą nauczała jego własna matka. - tutaj powinno być "której", bo z tego zdania wynika, że Hermiona uczyła jakąś dziedzinę.
    Owszem, w Ravenclaw znajdowało się kilkanaście osób - W Ravenclawie, bo gdy jest "Ravenclaw", to tak jakby chodziło o założycielkę domu.
    Poza tym w dwóch miejscach nagle zwiększyła Ci się czcionka.

    No ale dobrze, teraz do rzeczy :)
    Olivier staje się moim ulubionym bohaterem, jego ciągłe porównywanie Wielkiej Brytanii z Francją jest naprawdę świetne. O Anabelle jeszcze trochę trudno mi się wypowiedzieć, ale póki co wrażenie jest jak najbardziej OK.

    Wydaje mi się (ale jeszcze nie wiem dokładnie, jak to będzie wyglądało), że uczynienie Hermiony i Percy'ego nauczycielami to trochę niewykorzystany pomysł. W mojej klasie miałam dziewczynę, której matka była nauczycielką, i ona podczas lekcji zwracała się do niej normalnie "mamo" (nie chcę tu oczywiście mówić, że tak to powinno być, pokazuję tylko, jak to wyglądało u mnie). Wydaje mi się, że o dobrym pomysłem byłoby wykorzystanie tego w taki sposób, że Gryfoni oskarżają Hugo, że jego prace domowe są oceniane łagodniej albo że nie chce im podać pytań do jakiegoś sprawdzianu, podczas gdy Hermiona specjalnie oceniałaby go surowiej, żeby nie być oskarżoną o faworyzowanie.

    Ktoś we wcześniejszych komentarzach skrytykował Harry'ego jako ojca, a ja stanę w jego obronie: widzę go jako rodzica, który, pamiętając o tym, jak wyglądało jego dzieciństwo, obiecuje sobie, że będzie robił wszystko, żeby jego dzieci były szczęśliwe, dlatego może ignoruje albo stara się nie widzieć ich nieodpowiedniego zachowania. Ginny z kolei, która dorastała w normalnej rodzinie, widzi to trochę lepiej i jest surowsza niż Harry, dlatego raczej nic dziwnego, że Lily "woli" ojca.

    Co do samej Lily, to trochę trudno mi jest mi nie zauważyć pewnej sprzeczności w jej zachowaniu: wie, że trudno będzie jej sobie poradzić z dziewczynami, z którymi ma konflikt w swoim domu, ale mimo to nie próbuje nawiązać z nikim jakiegoś bliższego koleżeństwa, by mieć w razie czego jakieś wsparcie, chociaż jest do takich "sojuszy" zdolna, skoro zgadza się spotykać z kapitanem Krukonów, żeby dostać się do drużyny. Trochę mi to nie pasuje.

    Dobra, chyba tyle, zaraz biorę się za kolejną część.
    Jakbyś była zainteresowana, to u mnie pojawił się nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i czujnosć, zaraz poprawię błędy. Na Twój blog oczywiście też zajrzę, choć chyba dopiero juro :).
      Cieszę się, że spodobał Ci się opis Anglii w wykonaniu Oliviera. Tak, coś w tym jest, właściwie już teraz nikt nie oskarża Hugo o coś takiego, bo aż za dobrze go znają, ale może kiedyś coś wspomnę w jakiejś retrospekcji, dzięki za zwrócenie uwagi na pomysł. A Percy sam daje się prowokować, kiedyś pewnie napiszę jakąs scenę z nim i Lily.
      Co do rodzinki Potterów, masz rację, choć powód, dla którego najmłodsza latorośl jest tak bardzo cięta na matkę, jest bardziej zagmatwana. Właściwie jest ich trochę xDxD
      Lily ogólnie jest sprzeczną osobą. Głównie dlatego, że okłamuje samą siebie.

      Usuń
    2. Ciekawi mnie ten konflikt z Ginny, gdyż mogłoby się wydawać, że Lily będzie jej "ukochaną córeczką", w końcu sama dorastała z szóstką braci i pewnie czuła się przez nich trochę lekceważona. Może jest zazdrosna o Harry'ego? Ciekawe :)

      To, że Percy daje się prowokować, to mnie wcale nie dziwi, wyjątkowo dobrze pasuje mi to do jego charakteru :)

      Usuń
    3. dla Ginny Lily jest w jakimś sensie ukochaną córeczką i chyba dlatego to boli je obie jeszcze bardziej.
      Jej, jak ja nie lubiłam Percy'ego w sadze, tutaj dam mu popalić xD

      Usuń
  24. Hejo kochana! :3
    Lily wciąż wspomina o Ogórku, a ja o lalkach, które kiedyś zniszczył mi brat xD
    Zawsze lubiłam czytać o tym, jak tiara przydziela nowych do domów. Bardzo spodobało mi się, jak przydzielała Oliviera. Ich rozmowa szczególnie przypadła mi do gustu :D
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  25. Miałam takie cooooo, jak to Gryffindor - przecież to Ślizgon! Rozdział świetny. Kurde czytam na telefonie bo nie mam czasu wiec ten komentarz ami nie będzie za długi ani zbyt ułożony, mam nadzieje ze mi wybaczysz.
    Kocham Twoje postaci, chociaż się w nich gubię - juz wiem co czulas, czytając POŚa, hahaha. Trochę zaskoczyło mnie to, że wszystkie postacie są tak rozbite po różnych domach, ale w sumie raczej pozytywnie. Ogólnie baaaardzo mi się podoba, kocham to jak różne charaktery mają bohaterowie.
    O, przypomniało mi się! Czy mi się wydaje, czy Hugo czuje mięte do Heleny? Hahaha, to by dopiero było!
    No i to tyle. Następny kometat postaram się dodać w miarę napisany po ludzku xdd pozdrawiam, Ati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie do końca Ślizgon; tylko trochę :p musiał byc w gryffindorze. Troche tych bohaterow jest; mam nadzieje, ze z biegiem czasu bedzie jaśniej ;)

      Usuń
  26. Wielu nie lubi rozpoczynania rozdziału od czyjejś wypowiedzi. Ja wręcz przeciwnie. Często sama tak robię, a dopiero potem informuję o miejscu i tak dalej.
    Trudno mi wyobrazić sobie studiujących uczniów Hogwartu. Nawet Hermiony. Jakby po siódmej klasie był koniec nauki.
    Powyżej oczekiwań to nie trochę za wysoki próg?
    Ron mi zawsze pasował na super wujka. Takiego od prezentów, wycieczek i w ogóle rozpieszczania.
    Jak już pisałam, w mojej głowie Lily to zawsze aniołek o bujnej wyobraźni, więc czuję się, jakbym czytała o innej Lily Potter.
    I znów niechęć do Rona... Hm...
    Historia się rozwija.
    PS Wydaje mi się czy nie przepadasz za Ginny?
    Pozdrawiam.
    ........
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily troche przesadza, jesli chodzi o Ginny; dlaczego- to wyjdzie na jaw. Ale prawda jest, ze jakoś wybitnie Ginny nie lubię, choc Harry'ego chyba mniej :p co do Rona... Heh, Lily tez go nie lubi, chyba jest dla niej zbyt chaotyczny, zbyt wujkowaty :D ale on akurat nic złego jej nke zrobił, a matka - w jej mniemaniu- tak.
      Dziękuję za komentarz

      Usuń
  27. Bardzo dobrze się czyta przemyślenia Lilly, inteligentna bestia z niej.
    Trochę przykro, że Lil nienawidzi całej swojej rodziny xd
    "  Ja nie wybieram ludziom domów, chłopcze. Sami to robią." -bardzo fajne

    OdpowiedzUsuń
  28. Patrzę, kiedy ostatni raz u Ciebie skomentowałam i załamałam ręce. Jezu, jak czasem to moje lenistwo jest dobijające! W tym tempie ty skończysz historię, a ja nawet do piątego rozdziału nie dojdę. xD
    Jeśli chodzi Lily,to jest ona dosyć... Hm. Nie wiem, co oniej do końca sądzę.Widać, że to mądra dziewczyna, ale przez sój charakter raczej nie jest zbyt lubiana. Ja sama, gdybym taką osobę na swojej drodze spotkała, to bym raczej jej nie polubiła. Jej stosunek do rodziny jest przykry z mojej perspektywy, pewnie dlatego, że ja sama nie jestem taka konfliktowa. ;)
    W tym rozdziale polubiłam za to Oliviera. Te jego porównywania krajów to ciekawa cecha i fajny sposób na podkreślenie nam jego osobowości. :)
    Chyba tyle ode mnie. Przepraszam, że komentuję z taką zwłoką. :<
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo się ciesze z samego faktu, ze czytasz, a ile Ci to zajmie, to sprawa drugorzędna ;) ponadto to raczej mało mozliwe, bo ja sie bardzo rozpisuję;) w rozdziale, który niedługo wrzucę, przeskoczyłam az o siedem dni w akcji i to chyba mój rekord do tej pory :p
      Lily raczej lubiana nie jest, ale kest znana i czesc osob jest w nią zapatrzonych, co przynajmniej w tej chwili jej wystarcza. Ciesze sie, ze juz polubiłaś Oliviera ;)

      Usuń
  29. 42674 lat później, przeczytałam kolejny rozdział! :D
    Wróciłam do cywilizacji na jakiś czas, więc mogę się zabrać za bardzo powolne nadrabianie :D

    Lily nadal jest irytująca. Nie znoszę jej :D Olivier też mnie w tym rozdziale irytował, ale nie aż tak bardzo, jak ona. Gryffindor mnie zdziwił, tak jak zapewne większość, spodziewałam się Slytherinu :D

    Pozdrawiam,
    ellain.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily moz Cie denerwować do.... Hm, wlasciwie przez cały czas :D Ale mam nadzieję, ze inni bohaterowie nie beda az tak :p
      Olivier wbrew pozorom pasuje do Gryffindoru ;)

      Usuń