wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział pierwszy: Powrót do Hogwartu

– Spadaj, Albus – powiedziała Lily znudzonym tonem, wpatrując się w swoje pomalowane na wściekły odcień zielonego paznokcie. – Zajęłam ten przedział.
– Jakoś nie widzę tutaj nigdzie podpisu Lily Luna Potter. Ale to pewnie dlatego, że jeszcze nie jesteś aż tak sławna, aby zasłużyć na Ekslibris*. Chyba że dawaliby coś takiego dzieciom znanych rodziców – syknął siedemnastolatek, akcentując dokładnie drugie imię siostry i rozglądając się ostentacyjnie po pomieszczeniu.
W odpowiedzi Potter tylko prychnęła cicho. Jego głupi komentarz nie był wart niczego więcej, szczególnie ten dotyczący ich ojca, ponadto od rana zdążyła się posprzeczać z bratem już dwukrotnie i nie chciała tracić czasu ani sił na kolejną wymianę zdań. W końcu, po dwóch miesiącach męczarni i wielokrotnego wystawiania jej cierpliwości na próbę przez prawie wszystkich członków jej ogromnej rodziny, wracała do Hogwartu i powinna się tylko i wyłącznie cieszyć.
Albus należał do nielicznych osób, które miały czelność się jej sprzeciwiać, i było to naprawdę nużące. Zwłaszcza podczas wakacji, kiedy spędzali ze sobą znacznie więcej czasu niż w Hogwarcie. Musiała choć przez chwilę od niego odpocząć, a tymczasem, gdy tylko pożegnała się z rodzicami i zajęła przedział, ten już się napatoczył. Być może miało to związek z tym, że byli rodzeństwem, a więc skończył żegnać się z matką i ojcem w tym samym czasie, a następnie tuż za nią wszedł do pociągu? Być może miało to związek z tym, że pojawili się na peronie 9 i ¾ jeszcze później niż zwykle, czemu winny był oczywiście ten przebrzydły Ślizgon zwany również jej bratem (choć Lily twierdziła, że albo ją, albo jego musiano podrzucić rodzicom w szpitalu zupełnie jak na mugolskich filmach), i że nie zostało wiele wolnych miejsc? Być może miało to w końcu związek z tym, że Albus kochał uprzykrzać jej życie, podobnie jak ona jemu? Niezależnie od powodów nie chciała go teraz widzieć na oczy ani tym bardziej się do niego odzywać.
– Bo jesteś ślepy – powiedziała jednak, gdy zauważyła, że jej brat wciągał do przedziału swój bagaż. Chyba nie miał zamiaru siedzieć z nią przez całą cholerną podróż?! Przecież nienawidził jej tak samo jak ona jego… Chyba że chciał w ten sposób się jej pozbyć? Niedoczekanie! Ona z pewnością nie zamierzała odpuścić, skoro weszła tutaj pierwsza! – Albus, wychodź!
– Jeśli coś ci przeszkadza, nie będę cię zatrzymywał – stwierdził młody Potter, wpatrując się z rozbawieniem w młodszą siostrę.
Doskonale wiedział, że dwa przedziały dalej znajdują się jego znajomi i mógł po prostu usiąść z nimi, jednak nie zdołał się powstrzymać, aby nie odpłacić się Lily za poranne wydarzenia mające miejsce w ich rodzinnym domu. Gdyby siostra nie wpadła na genialny pomysł, by ukryć przed nim jego ukochaną miotłę, dałby jej spokój. Co prawda, mógł sobie przypomnieć, że może już używać czarów, wtedy z pewnością odzyskałby zgubę o wiele szybciej... Albus wolał jednak nie roztrząsać teraz tej ewidentnej porażki, z której śmiał się nawet jego własny ojciec. Jemu również nie sprawiało żadnej przyjemności przesiadywanie w towarzystwie siostry, chyba że miał możliwość wyprowadzić ją z równowagi, dokładnie tak jak teraz.
Nie doczekawszy się odpowiedzi ze strony Lily, która najwyraźniej zastanawiała się, jaką klątwą go potraktować, Albus Severus Potter wyjął paczkę papierosów, podpalił jednego niedbałym machnięciem różdżki i rozłożył nogi na siedzeniu naprzeciwko, które dziwnym trafem znajdowało się tuż obok dziewczyny.
– Jeśli chcesz, żeby twoja zapchlona miotełka Ervina przeżyła swoją podróż do Hogwartu, radzę zdjąć ci te śmierdzące giry z fotela znajdującego się w moim przedziale – zakomunikowała słodkim głosem Lily. 
Albus znał ten ton aż za dobrze. To właśnie dzięki niemu młoda Potter zdołała wywalczyć w szkole taką, a nie inną pozycję. Mimo że Ślizgon nie powiedziałby tego na głos podczas największych tortur, musiał przyznać, że jego siostra miała klasę. Potrafiła utrzymać nerwy na wodzy nawet wtedy, gdy w duszy aż gotowała się ze złości. Chłopak wiedział, że teraz tak właśnie było, ponieważ jej nozdrza drgały nieznacznie podczas każdego wypowiadanego słowa. 
Wiedział też, że większość hogwarckich uczniów zbyt mocno stresowałaby się w tym momencie, żeby coś takiego dostrzec oraz że siostra mogła zranić jego ukochaną Ervinę. Nie sądził, aby była w stanie zrobić to permanentnie, w końcu sama lubiła quidditch, ale na jakiś czas na pewno tak, szczególnie że należeli do innych domów. A do ponownej utraty miotły nie mógł dopuścić w żadnym wypadku.
– Uwierz mi, moje nogi z pewnością nie są zadowolone z bliskości twojej osoby – oznajmił z uśmiechem, wypuszczając dym w kierunku siostry. Lily skrzywiła się nieco. – Jako że stężenie wredności osiągnęło tutaj niebezpieczny poziom, jestem zmuszony opuścić ciebie, moja droga siostrzyczko. Jeśli spotkam któregoś z twoich przy… wiernej świty, nie omieszkam powiedzieć im, gdzie mają szukać swojej królowej. Ciao.
Wraz z zamknięciem drzwi przedziału przez Albusa Lily odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty szukać ponownie słów, które mogłyby dobić jej brata, więc cieszyła się, że odpuścił. Żywiła nadzieję, że spełni obietnicę, ponieważ nie chciała być nagabywana przez kolejnych kretynów, w tym przede wszystkim Rayana Changa, za to pragnęła zobaczyć Hugona. Reszta paczki była jej w tej chwili wybitnie obojętna, jednak wiedziała, że gdy przyjdzie Weasley – przyjdą i pozostali.
Najbliżsi znajomi dziewczyny dawno przyzwyczaili się do jej różnych dziwactw. Jednym z największych było to, że Lily nigdy nie dosiadała się do nich podczas podróży do Hogwartu, tylko szukała pustego przedziału, co czasami zmuszało ją do pozbycia się z niego przerażonych pierwszoroczniaków. Nie tłumaczyła się znajomym zarówno z tego, jak i wielu innych rzeczy. Tylko Hugo podejrzewał prawdę, a mianowicie, że musiała choć przez chwilę odpocząć od ludzkiego gatunku po pożegnaniu z absorbującą rodziną Potterów i Weasleyów. W końcu sam należał do przedstawicieli tych drugich, więc poznał na własnej skórze… ewenement najbardziej znanych czarodziejów w Wielkiej Brytanii. Choć ku zdziwieniu Lily wcale nie uważał swoich krewnych za bandę wariatów.
Korzystając z chwili samotności, Lily postanowiła przeznaczyć nieco czasu na rozwiązanie problemu, jakim był Rayan. Chang po pamiętnej sierpniowej imprezie z pewnością musiał uznawać się za jej chłopaka. Do niektórych nadal nie docierało, że Lily Luna Potter nigdy z nikim nie chodziła i że nie ma najmniejszego zamiaru tego zmieniać, nawet jeśli dla celów czysto rozrywkowych od czasu do czasu spędzała całą imprezę z jednym szczęśliwcem i to bynajmniej nie na rozmowie. Normalnie olałaby kolejnego idiotę, który wyobrażał sobie Merlin wie co, ale Rayan został w tym roku kapitanem drużyny Ravenclawu w quidditchu i Lily musiała utrzymać z nim względnie dobre stosunki, została więc zmuszona do zastosowania innego rozwiązania. Co najgorsze, nadal nie przychodziło jej nic do głowy.
Potter nienawidziła jakiejkolwiek formy bezsilności jeszcze bardziej niż niemożności wymyślenia planu. Z tego powodu odetchnęła z ulgą, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i do przedziału wkroczył jej kuzyn, za którym pojawili się kolejno: Alice Kingsley, Grace Brown, Sharon Grey, Michael Gordon oraz Bob Patil, taszcząc ze sobą bagaże i uśmiechając się do niej szeroko. Zmusiła się do wykrzywienia ust w odpowiedzi.
– Nareszcie Hogwart!
– Dlaczego już musimy tam jechać?!
Tym razem Lily nie musiała udawać uśmiechu. Jak zwykle Bob i Grace wyrazili odmienne opinie. Krukonka podejrzewała, że nawet gdyby zgadzali się w czymś w stu procentach, to i tak dla zasady by się posprzeczali. Patil z pewnością tęsknił za szkołą jak cała reszta, ale żeby zachować honor, musiał przeciwstawić się pannie Brown.
– Nie masz teraz zebrania prefektów, Hugo? – spytała Lily, uznawszy, że nie ma sensu wtrącać się w tę wymianę zdań, za to jest sens, by przypomnieć Weasleyowi o spotkaniu.
Grace i Bob zgodnie zamilkli i usiedli jak najdalej od siebie. Potter już dawno założyła się z Alice Kingsley o to, kiedy ta dwójka zostanie parą. Bo że tak się stanie, było jasne jak słońce. Widzieli to wszyscy prócz samych zainteresowanych.
Mimo to uświadomienie sobie, że Grace podobał się Bob, w jakiś sposób zdziwiło Lily. Ślizgonka miała znacznie gorszy charakter od niej samej, była bardziej cyniczna i wyrachowana, a jednak najwyraźniej wierzyła w coś takiego jak miłość, a przynajmniej prawdziwe zauroczenie. Cóż za naiwność!
– Na brodę Merlina, zaczęło się dwie minuty temu! – wykrzyknął Weasley, przerywając rozmyślania Lily, i jak szalony wybiegł z przedziału, przy okazji omal nie zabijając się o kufer Boba.
Gdyby to ktoś inny został prefektem, Potter zapewne dałaby sobie więcej czasu, zanim przypomniałaby tej osobie o jej obowiązkach, lecz chodziło o Hugona, jedynego rówieśnika, którego mogła nazwać swoim przyjacielem. Prawdopodobnie gdyby poznali się dopiero w szkole, nigdy nie zbudowałaby z nim takiej relacji, w końcu nie była wtedy tak naiwna jak w pierwszych latach życia. Jednak szczęśliwym zrządzeniem losu poznała chłopaka już jako niemowlę, choć oczywiście tego nie pamiętała.
Potter uważała przyjaźń za relację jeszcze dziwniejszą niż miłość, taką, której, obiektywnie rzecz biorąc, również nie powinno na tym świecie być, a mimo to odczuwała na własnej skórze jej istnienie. Fenomen relacji z Hugonem należał do jednego z tych niewielu wyjątków, o których wolała ani nie rozmyślać, ani nie rozmawiać, ponieważ kłócił się z jej ogólnym światopoglądem.
Na widok wybiegającego z przedziału Weasleya Grace parsknęła, lecz wystarczyło jedno spojrzenie Lily, by śmiech zamarł jej na ustach. Rudowłosa uśmiechnęła się kpiąco; właściwie ucieczka Gryfona była zabawna, ale nie zamierzała tolerować zachowania Brown w momencie, w którym z niewiadomego powodu zaczęła rozmyślać nad swoją relacją z Hugonem.
– Naprawdę nie mam pojęcia, jakim cudem nie zostałaś Ślizgonką – stwierdziła Kingsley, rzucając Lily sugestywne spojrzenie. 
Alice była jedyną osobą z paczki, która się jej nie bała, i właśnie za to Potter lubiła ją najbardziej ze wszystkich swoich koleżanek, choć nigdy by się im do tego nie przyznała. Dzięki temu, że dziewczyna potrafiła wdać się z nią w dyskusję, Krukonka aż tak się z nimi nie nudziła. Jednocześnie nie pozwalała Kingsley na zbyt wiele, w końcu wszyscy musieli zawsze zdawać sobie sprawę, kto rządził.
– Byłabym nią, gdyby Albus trafił gdzie indziej. Tiara wiedziała, że nie może umieścić nas obojga w jednym pokoju wspólnym, jeśli ten ma przetrwać.
Jak mogła się spodziewać, wszyscy wybuchli śmiechem, szczególnie zaś wyróżniał się piskliwy chichot Sharon Grey należącej do Hufflepuffu. Ich reakcja była tak cholernie przewidywalna... Czasami Potter chciała nimi potrząsnąć, szczególnie o rok młodszą Puchonką, ale nie mogła narażać swojej reputacji. Każdy z członków paczki był przydatny. Gdyby nie wyjątkowe zamiłowanie Sharon do zielarstwa, dzięki któremu ta już dawno przerobiła materiał piątej, jak nie szóstej klasy, Lily z pewnością nie miałaby z tego przedmiotu samych powyżej oczekiwań i wybitnych. Dlaczego jednak jednocześnie Puchonka musiała być jej najwierniejszą fanką? Potter podejrzewała, że gdyby powiedziała bez nuty ironii: Zakochałam się w Marku Goylu, jest taki cudowny, to następnego dnia Grey przyniosłaby jej miliony informacji na temat najbrzydszego oraz prawdopodobnie najgłupszego chłopaka w szkole i nieustannie go wychwalała. Właściwie to nie byłby taki głupi pomysł, wrobić w ten sposób Shar, gdyby zalazła mi zbyt mocno za skórę, pomyślała.
Naprawdę dobrze, że istniała Kingsley, której właściwie jedynym minusem był związek z Michaelem. Pomimo że Ślizgonka nigdy tego nie mówiła, Potter bez trudu dostrzegała, że Alice naprawdę zależało na chłopaku. Chodzili ze sobą od czterech miesięcy. Lily zaakceptowała Gordona, co oznaczało, że zazwyczaj po prostu traktowała go jak powietrze. Był jedyną osobą w paczce, która nie dawała jej żadnych korzyści. Jednak dopóki nie przeszkadzał, mógł sobie siedzieć razem z nimi w przedziale. Ludzie musieli wiedzieć, że Potter wykazywała się wspaniałomyślnością wobec tych, którzy nie zrobili jej nic złego.
– Jak było na Sycylii, Grace? – zapytał Bob, mrużąc złośliwie oczy.
Lily wielokrotnie zadawała sobie pytanie, dlaczego tiara umieściła go w Hufflepuffie, skoro z pewnością cechował się spostrzegawczością. W każdym razie dobrze, że nie należał do Gryffindoru, ponieważ wtedy musiałaby go z góry skreślić. Jedynym Gryfonem, którego tolerowała, był, rzecz jasna, Hugo.
Potter pragnęła, aby ludzie nie uważali, iż kierowała się stereotypami czy uprzedzeniami w czymkolwiek, ale nie potrafiła przemóc niechęci do Gryffindoru. O źródłach tego negatywnego uczucia, podobnie jak o przyjaźni z kuzynem, wolała się nie zastanawiać.
Z rozmyślań ponownie wyrwał ją głos Puchona:
– Chyba ktoś ukradł słońce, skoro jesteś jeszcze bledsza niż zwykle.
W żyłach Grace Brown płynęła krew wili i według wielu była ona najpiękniejszą dziewczyną w Hogwarcie pomimo dość nietypowej urody. Jej blada, niemal biała cera pięknie kontrastowała z czarnymi włosami i błękitnymi oczami. Miała nienaganną figurę i pełne, czerwone usta. Niezależnie od tego, co robiła, ile spała, jaki miała humor i co na siebie założyła, zawsze wyglądała zjawiskowo. Każdy wiedział, że Patil nie mógł oderwać od niej wzroku podobnie jak większość przedstawicieli płci brzydkiej w Hogwarcie… albo nawet bardziej.
– Jak było w Irlandii, Bob? – odpowiedziała słodko Grace. – Chyba ktoś ukradł resztki twojego mózgu, skoro gapisz się na mnie jeszcze bardziej natarczywie niż zwykle i myślisz, że tego nie widzę.
Lily parsknęła śmiechem, a za nią reszta grupy. Tylko Alice nieznacznie się uśmiechnęła. Mimo że Grace nigdy nie odezwałaby się tak do Potter, jej cięty język, dobór słów, uroda i wrodzona zdolność do manipulacji należały do cech, dzięki którym Brown zaskarbiła sobie względy Krukonki. Nie byłoby mądre robić sobie z kogoś takiego jak Grace wroga, a Lily z pewnością należała do inteligentnych osób.
W końcu to właśnie dlatego Tiara Przydziału umieściła Potter w Ravenclawie, ratując ją tym samym z jednej strony przed Albusem, a z drugiej przed cholerną cnotą Gryfonów, pomiędzy którymi tak bardzo chciała widzieć ją własna matka i o którym sama marzyła jako dziecko, o czym wolała nie pamiętać.
Nie potrzebowała przecież rozmyślania nad kolejnymi sprawami, które kłóciły się z jej światopoglądem. Nie chciała, aby drugie ja boleśnie przypominało, że nie tylko ona w tej rodzinie marzyła o Gryffindorze i się do niego nie dostała.

Kiedy Marcus Henric Janvier po raz pierwszy zakomunikował swojej rodzinie wspaniałą wiadomość, Olivier z najwyższym trudem powstrzymał się przed rzuceniem się na ojca w celu uduszenia go. Chłopak od dawna zastanawiał się, kiedy w końcu ktoś zrozumie, że w pełni zasłużył na Francuski Order Merlina Pierwszej Klasy, skoro dotychczas nie zabił jeszcze swojego tatuśka. Zdawał sobie jednak sprawę, że w Ministerstwie Magii nie zasiadali ludzie najwyższych lotów, a nawet jeśli znajdowały się tam inteligentniejsze, choć z pewnością osamotnione jednostki, z pewnością portfel jego ojca zamknąłby im skutecznie usta.
Oczywiście Olivier nie był na tyle głupi, aby podejrzewać, że ktokolwiek z rządzących interesował się prywatnymi sprawami magnata Janviera, jednak doskonale wiedział, że w kwestii portfela ojca się nie mylił. To właśnie ten portfel był przyczyną, dla której wspaniała wiadomość w ogóle miała miejsce, podobnie jak wszystkie inne najważniejsze zmiany w życiu familii Janvierów. Nie, Olivier nie był tak zakłamany jak jego ojczulek, aby twierdzić, że pieniądze nie ułatwiają znacznie wielu spraw, lecz tylko ślepy nie zauważyłby, że chłopak zawdzięczał im mniej więcej tyle samo, za co je winił.
Mimo że obecnie nie chciał już zabijać ojca z powodu tej decyzji (choć nadal istniało mnóstwo innych przyczyn, dla których mógłby to zrobić), sam nie był pewny, czy wspaniała wiadomość to coś, za co powinien rzeczony portfel pokochać czy znienawidzić. Żadna z poprzednich zmian, którą ojciec mu narzucił, nie była aż tak ważna i przełomowa. Żadna nie równała się rozpoczęciu nowego życia.
Otóż dzięki pieniądzom, bo przecież nie wrodzonym zdolnościom, ojciec otrzymał posadę Honorowego Czarodzieja Francji w Wielkiej Brytanii. Tłumacząc na ludzki język, miał dostawać jeszcze więcej pieniędzy za jeszcze większe nicnierobienie.
Jeżeli Marcus Henric Janvier w czymkolwiek brylował, oprócz doprowadzania swojego jedynego syna do szewskiej pasji, było to właśnie nicnierobienie. Główna maksyma rodowa jednego z najstarszych czarodziejskich francuskich rodów brzmiała Prawdziwie wielki jest ten, kto osiąga szczyty, nie czyniąc ku temu żadnych wysiłków, czemu mężczyzna z całego serca hołdował.
Gdy tydzień temu głowa rodu Janvier ogłosiła przy kolacji, że przeprowadzają się pod Londyn, tylko on, Olivier, wykazał wkur… niezadowolenie. Matka kręciła z niedowierzaniem głową, a następnie zaczęła płakać i śmiać się na przemian. Z pewnością dostała wtedy od męża pierwszy od wielu lat prezent, który ją ucieszył. Erneste Janvier pochodziła bowiem z jednego z najznamienitszych rodów brytyjskich, Blacków, i tęskniła za ojczyzną bardziej, niż kiedykolwiek byłaby gotowa się przyznać. Choć może miało to związek z tym, że pragnęła otrzymać więcej swobody, a mieszkanie w Londynie z pewnością ułatwiłoby jej częstsze spotykanie się z rodziną i dało możliwość oddychania innym powietrzem niż tym zatrutym przez obecność małżonka.
Matka nigdy nie powiedziała na ojca ani jednego złego słowa. Za to właśnie Olivier czuł do niej ogromny żal. Odkąd dwa lata temu dowiedział się, że rodzicielka była doskonale świadoma licznych zdrad Janviera i nic z tym nie robiła, przestała stanowić dla niego wzór do naśladowania, choć nie potrafił jej znienawidzić.
Olivier nie dziwił się zachowaniu swojej rodzicielki na wspaniałą wiadomość, właściwie był wręcz zadowolony, że Erneste po raz pierwszy od kilku dobrych lat pokazała całą gamę emocji. Zdecydowanie bardziej zaskoczyła chłopaka reakcja jego starszej o dwa lata siostry, Maxmilienne Anabelle, która z niewiadomego dla niego powodu kazała nazywać siebie drugim imieniem. Olivier był pewien, że dziewczyna nie będzie chciała opuszczać Beauxbatons. Najwyraźniej jednak wiedział o siedemnastolatce znacznie mniej, niż myślał. Czasy, w których jego siostra kochała francuską szkołę magii, musiały bezpowrotnie minąć, o czym świadczyły codzienne, wielokrotne podziękowania dziewczyny kierowane do ich ojca po usłyszeniu wspaniałej wiadomości. Owszem, pewne znaczenie zdawać się miał fakt, że Ana od zawsze była ulubienicą ojca i nie zamierzała niszczyć stosunków z rodzicielem, ale i tak piętnastolatek podejrzewał, że jego siostra coś ukrywa.
Tylko Olivier zdawał się dostrzegać poważne minusy wspaniałej wiadomości. Nie chodziło tylko o to, że ojciec po raz kolejny po prostu oświadczył, jak ma wyglądać życie innych osób, nie zwracając najmniejszej uwagi na ich zdanie. Nie chodziło również tylko o to, że musiałby sprzeciwić się tatuśkowi choćby dla zasady. Nie…
Chłopak naprawdę lubił Francję. W przeciwieństwie do siostry wciąż lubił Beauxbatons. Lubił swoich kumpli. Lubił góry i loty na hipogryfach. Lubił szkolne dormitorium oraz pokój na poddaszu w podparyskiej rezydencji. Może nie lubił tych wszystkich rzeczy tak mocno, zanim ojciec nie zakomunikował, że wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, część zaś, przede wszystkim kumple i szkoła, częściej go denerwowały, niż cieszyły, ale z pewnością było mu dotychczas dobrze tak, jak było. Ustawił sobie życie w szkole, jak chciał, mógł rozwijać swoje pasje, miał dobrych znajomych, a jego cierpliwość wystawiano na próbę tylko podczas kilku wakacyjnych tygodni, kiedy musiał jakoś przeżyć w towarzystwie ojca. Nie odczuwał potrzeby zmieniania całego życia w wieku piętnastu lat.
Ale umiarkowane zadowolenie z własnej sytuacji nie należało do głównych powodów, dla których Olivier zareagował tak negatywnie. Najważniejszą przyczyną była z pewnością jego nienawiść do Anglii. I choćby bardzo, bardzo chciał, nie mógł rzucić tym argumentem w twarz ojca, ponieważ zasmuciłby matkę. A ta, mimo że straciła sporo w oczach Oliviera, nadal pozostawała jedyną osobą, której nie potrafił zranić z premedytacją.
Za najgorszą częścią roku młody Janvier uważał Boże Narodzenie. Tylko dlatego, że musiał je spędzać na wyspach, w końcu taka była tradycja. Nienawidził większości tradycji rodzinnych i zupełnie ich nie rozumiał. Szczególnie tak upierdliwych.
A Wielka Brytania zdecydowanie zasługiwała na taki właśnie przymiotnik.
Po pierwsze: język. Sposób wymawiania i brzmienie słów uwłaczały, jego skromnym zdaniem, ludzkiemu gatunkowi. W dodatku, mimo że matka nauczyła go tego zapchlonego języka, każdy Brytol mówił z innym akcentem i nie można było nic z tego zrozumieć, jeśli człowiek nie skupił się wystarczająco mocno. A jaka jest przyjemność z prowadzenia konwersacji, gdy trzeba wytężyć wszystkie zmysły, aby w ogóle zrozumieć rozmówcę?
Po drugie: pogoda. W tym idiotycznym kraju cały czas padał... deszcz. Kiedy Olivier wracał do szkoły po przerwie świątecznej, wszyscy mówili tylko o tym, jak pięknie wyglądał śnieg otaczający francuskie posiadłości, kiedy odpakowywali prezenty. Tymczasem w Anglii biały puch Janvier widział dwukrotnie, w tym tylko raz na ziemi, bo za drugim razem było zbyt ciepło, aby opad się utrzymał. Za to deszcz padał bezustannie. Nawet niebo płakało nad tym biednym krajem.
Po trzecie: ludzie. Brytole byli chorzy na umyśle. Albo nie odzywali się w ogóle i kręcili wyniośle nosem, albo mówili bez przerwy – głównie o tej chorej pogodzie. Jeździli po złej stronie jezdni, przez co Olivier kilkakrotnie omal nie stracił życia na jednym z niezliczonych londyńskich skrzyżowań. Prawie wszyscy, a już na pewno rodzina od strony matki, posiadali w domach kurki, z których leciała albo gorąca, albo lodowata woda i bez czarów nie dałoby rady nawet spokojnie umyć rąk. Kolejny absurd stanowiły, tylko dla przykładu, walające się po całym Londynie śmieci. 
Po czwarte: brytyjska magia. Angielscy czarodzieje nadal byli niesamowicie konserwatywni, mimo że powinni nieco zmądrzeć po wojnie, która skończyła się kilkanaście lat wcześniej. Pełnokrwiste rody angielskie w większości nadal nie chciały mieć nic wspólnego z mugolami. Ileż to razy wysłuchiwał idiotycznych wywodów starego Lucjusza Malfoya, przyjaciela dziadka, złorzeczącego na zmieniający się świat, który coraz bardziej dopuszczał zapchlone, mugolskie ścierwo do magii. Olivierowi chciało się już od tego rzygać. Niezależnie od nienawiści wobec ojca był mu wdzięczny za to, że nie odcinał swoich dzieci od mugolskich osiągnięć. Ich podparyska rezydencja, podobnie jak inne magiczne domy we Francji, składała się z dwóch części – magicznej i mugolskiej. W Beauxbatons od dawna nie tylko uczono mugoloznawstwa, ale i pozwalano na używanie wszelkich elektronicznych urządzeń. Właściwie każdy uczeń posiadał zarówno sowę, jak i smartfona. Tymczasem w Anglii mimo wielu reform dotychczas nie wprowadzono choćby starodawnych telefonów stacjonarnych do magicznych urzędów i szkoły, a jego brytyjscy kuzyni nadal nie potrafili normalnie włączyć komputera. 
Po piąte… właściwie mógłby tak wyliczać w nieskończoność. Nic, co kojarzyło się z wyspami, nie było fajne. Wszyscy w szkole znali niepochlebną opinię Oliviera o Wielkiej Brytanii. Ojciec musiał zdawać sobie z tego sprawę, w końcu jego ludzie mieli kontakty wszędzie, choć na całe szczęście nigdy nie powiedział tego współmałżonce. Pewnie dlatego, że zazwyczaj wcale ze sobą nie rozmawiali.
Nieubłaganie nadchodził czas, w którym młody Janvier musiał poinformować swoich najlepszych kumpli, że nazajutrz nie zobaczą go na rozpoczęciu roku, a za trzy dni znajdzie się w Hogwarcie. Oczywiście ojciec nie mógł dopuścić do tego, by wraz z siostrą stawił się w nowej szkole o czasie, przecież Janvierowie musieli być zapamiętani wszędzie i o każdej porze.
Olivier mógł zadzwonić do Philippe’a i Simona już dawno, ale odwlekał to do samego końca. Po raz pierwszy od dawna po prostu tchórzył. Bo jak niby miał powiedzieć kumplom, że wyjeżdżał na trzy lata do miejsca, którego nienawidził całym sercem? Wiedział jednak, że to nieuniknione. Nie chciał tego robić, ale musiał. A jeszcze nic nie zdołało załamać do końca Oliviera Syriusza Janviera.
Dlatego właśnie uznał, że być może wspaniała wiadomość wcale nie jest kolejnym powodem, dla którego powinien zabić własnego ojca. Chłopak zawsze lubił wyzwania. Wszędzie z kimś rywalizował. Wszyscy go znali. Hogwart, zapewne przeraźliwie konserwatywny i nudny, mógł się stać idealnym miejscem dla niego i jego ambicji. W Beauxbatons osiągnął wysoką pozycję, dlaczego więc w jakiejś zapchlonej, brytyjskiej szkole miałoby mu się nie udać? Gdy ukończy tę, pożal się Merlinie, placówkę edukacyjną, mury zamczyska będą mu wdzięczne, że raczył spędzić tam przynajmniej trzy lata!
Ponadto istniała jedna, jedyna rzecz, która – musiał to z bólem, ale i z pewną dozą ciekawości przyznać – dawała Hogwartowi naprawdę potężny plus w porównaniu z Beauxbatons: całą masę nowych, nieznanych mu dziewcząt.
I tak właśnie powinien to przedstawić kumplom.
Z uśmiechem na ustach wybrał numer telefonu Simona, wiedząc, że wyjdzie z tej potyczki zwycięsko. Zwycięstwo było w końcu jego drugim imieniem.

* Ekslibris: znak własnościowy danego egzemplarza, książki najczęściej ozdobny, wykonany w technice graficznej, z imieniem i nazwiskiem właściciela księgozbioru, (lub np. stylizowanymi inicjałami) albo nazwą instytucji (źródło: wikipedia).

***

Pierwszy rozdział pojawia się jednak wcześniej, niż sądziłam, mam nadzieję, że się cieszycie. Jeśli chodzi o zmiany, Hugo jest w wieku Lily, tak jak w kanonie, zmieniłam już odpowiednie fragmenty w prologu. Jestem ciekawa, co na razie sądzicie o Lily i Olivierze.
Czekam na Wasze opinie.

81 komentarzy:

  1. To pewnie nie będzie zaskoczeniem (a przynajmniej dla mnie, bo właśnie uświadomiłam sobie, że zdarza się to u mnie nagminnie), ale mam niewielki problem z Lily. Taaak, te kobiece bohaterki nie zawsze chcą ze mną współgrać. Albo ja z nimi. Nieważne. Do rzeczy.

    Podoba mi się, że różni się od Lily, o których kilka razy przeczytałam zanim porzuciłam Nowe Pokolenie. Nie idziesz w stereotypy, gdzie jest uwielbianą córką, siostrą i kuzynką, a wręcz przeciwnie - z rodziną się nie dogaduje, z braćmi też (podejrzewam, że do Jamesa nie pała większą miłością niż do Albusa), jedynie z Hugo utrzymuje bliższy kontakt i podejrzewam, że tak naprawdę to właśnie on jest jej jedynym, najprawdziwszym przyjacielem, choć obstawiam dodatkowo, że, hm, nie zwierza mu się ze wszystkiego. Taki typ, że zawsze zostawia coś tylko dla siebie, nie potrafiąc całkowicie otworzyć się przed drugim człowiekiem. Ale mój problem wynika raczej z otaczającej ją gromady ludzi, których trudno nazwać przyjaciółmi i to nie przez wzgląd na nich, ale Lily. Wciąż chyba nie mogę przyswoić faktu, że ona wcale miła nie jest, lecz wyrachowana i nieco zadufana w sobie. Może jest inaczej, może w następnych rozdziałach zmienię o niej zdanie, ale mam wrażenie, że jedynie Hugo tak naprawdę szanuje, resztę trzymając przy sobie wyłącznie z powodu korzyści, które jej przynoszą. I nie wiem czy to taki powód do zadowolenia, że osoby, z którymi spędza czas, nie wdadzą się z nią w krótką choćby pyskówkę czy wymianę zdań. Takie, hm, lizusostwo poprzez strach. Chyba nie chciałabym mieć takich ludzi wokół siebie, ale skoro Lily to pasuje, to, cóż... I to nie tak, że to źle wykreowana postać, mój dystans do niej wynika prawdopodobnie z tego, że w przeszłości czytałam o zupelnie innych Lily i być może nieco inaczej sobie ją wyobrażałam. Ale mam nadzieję, że nie uderzysz za bardzo w Marysuizm, bo nieco się wystraszyłam, gdy przeczytałam, że młoda Potterówna trzęsie jeszcze całą szkołą ;D

    Zastanawia mnie Olivier i to czy będzie miał jakieś powiązania z rodziną Syriusza czy jego drugie imię wynika z faktu, iż jest to dość popularne w sferach czarodziejów imię. Chociaż w sumie chyba nie, skoro Black był najgroźniejszym zbiegiem poszukiwanym przez całe Ministerstwo. No, ale może wszystko się zmieniło. Mam też wrażenie, że będzie kamieniem, na który trafi Lily, ponieważ wydaje się, że są dość do siebie podobni, z równie wysokim ego.

    Całą resztę znajomych Lily podsumuję raczej krótko - wór osobliwości. Każdy inny, zupełnie jak kinder niespodzianka - nigdy nie wiesz, co Ci się w środku trafi. Ale jestem pod ogromnym wrażeniem, ponieważ gdy mam opisywać scenę, gdzie znajdują się więcej niż dwie osoby, to wpadam w niewielki popłoch i jakoś tak mi trudno to wszystko ogarnąć. Ty za to poradziłaś sobie z tym świetnie, toteż posyłam Ci wirtualne pokłony :)

    A tak w ogóle, to nie przejmuj się tym, co wypisałam o Lily, bo sama w końcu zawsze tworzę podobne postacie kobiecie, więc w zasadzie nie powinnam za bardzo się odzywać w tej kwestii ;)

    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział ;*

    PS> Czyżby Snape żył?
    PS2> "Mógł zadzwonić do Philippe’a i Simona już dawno, jednak zwlekał ten moment na ostatnią chwilę.", nie powinno być, "odwlekał ten moment(...)"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily ma w życiu pewien cel, który może jeszcze nie jest do końca jednoznaczny, i ten cel powoduje, że jest, jaka jest. Myślę, że dobrze interpretujesz jej cechy, miała wywołać różne emocje; cieszę się też, że podobał Ci się sposób, w jaki przedstawiłam jej przyjaciół, bo bałam się trochę, że może zbyt pogmatwałam. Nie mam pojęcia, jak mogłam walnąć taką gafę z Severusem, zmieniłam go więc na młodego przedstawiciela Goyle'ów xD Drugię imię Oliviera jest spowodowane moją miłością do Syriusza, nie powiem, że nie, ale specjalnie pomyślałam o tym, żeby nazwać go tak samo jak któregoś ze znanych brytyjskich czarodziei, żeby pokazać, że jakieś tam zdanie E. Zabinni mogła wyrazić xD no i oczywiście, powinno być "odwlekał", dzięki.

      Usuń
    2. Ja wcale bym się nie obraziła, gdyby Severus jakimś ogromnym cudem przeżył, nic a nic. Byłoby jeszcze weselej, tak sądzę ;)

      Usuń
  2. Och, jaki długi rozdział. Ale mimo to przyjemnie i szybko mi się go czytało :) Bardzo mi się podoba, jak podchodzisz do postaci dzieci Harr'ego - nie są to miłe, grzeczne osoby, które rzędem trafiły do jednego słusznego domu i które są wzorcowym przykładem kochającego się rodzeństwa. Dalsze losy poprowadziłaś jednak w sposób niekonwencjonalny - trafiły do różnych domów i wydają się z tego dumne i zadowolone, chociaż jedno zdanie w rozdziale świadczy o tym, że nie do końca tak jest. Albus
    trafia do Slytherinu, a przecież w epilogu do 7 części tak bardzo się tego bał. Lily z kolei wędruje do Ravenclawu i również poczytuje to jako dobry wybór, bo jednak o "Domu Lwa" mówi trochę jak o najgorszym - w końcu od Slytherinu odstrasza ją tylko brat, a od Gryffindoru... chyba wszystko :) Dodatkowo wygląda na to, że zbudowała ona wokół siebie pewnego rodzaju paczkę nie tyle przyjaciół co raczej, nie wiem, osób jej przydatnych? Bo raczej o przyjaźni trudno tutaj mówić. Nie wiem jaki ma w tym cel, może po prostu chce czuć się ważna i podziwiana przez innych, może lubi być przywódczynią - zobaczymy jak rozwiniesz tą sytuację. Istotny jest oczywiście również wątek dużej niechęci rodzeństwa do siebie. Co spowodowało taką wrogość między nimi? Czy oboje są nieszczęśliwi, bo w jakiś sposób nie zrealizowali tego co chcieli? Bardzo chciałabym poznać tą historię dalej.

    Bardzo mocno zaintrygowała mnie również osoba Oliviera. Podoba mi się, że nie poprzestajesz tylko na osobach z Anglii, które są dziećmi postaci znanych z książek, ale wychodzisz dalej, opowiadasz o chłopcu wywodzącym się z francuskiej rodziny czarodziejów i to z pewnością rodziny nie byle jakiej. Zastanawiam się w jaki sposób odnajdzie się on w Hogwarcie, do którego domu zostanie przydzielony, w jakiej grupie się znajdzie - mam nadzieję, że odpowiedzi na moje pytania poznam już niedługo. Życzę
    owocnej twórczości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam zrobic ankietę i spytać czytelników, do jako domu wg Was trafi Olivier... Haha. Zachowanie Lily jest umotywowane, przynajmniej w jej głowie, na mocnych argumentach, ale jeszcze pewnie trochę potrzymam Was w niepewności xD xD. Lily jest generalnie dumna z bycia Krukonką i obecnie nawet jakby obaliła swoj dosc...eee...interesujący swItopoglad, to nie chciałaby się zamieniać. Bardziej chodzi o to, ze jest cos, przynajmniej w przeszłości, co łączy ją z Albusem, a do czego nie chce się przyznac. Jak rowniez sam fakt, ze zalezLo jej kiedys na czymś i nie osiągnęła tego czegos... Bardzo dziękuję za komentarz :) a ja juz chyba tak mam, ze piszę długo xD szczerze mowiac, wydawało mi sie, ze ten rozdział jest dosc krotki, ale faktycznie, troche sie rozrósł. XD

      Usuń
  3. Hej;)
    Zacznę od tego, że nigdy nie sądziłam, że taka tematyka może mnie wciągnąć i zainteresować, a Tobie się to udało. Przyznam szczerze, że na razie wszystko jest dla mnie jeszcze trudne do zapamiętania, bo pojawiło się mnóstwo postaci, mnóstwo imion nazwisk i przynależności, ale jestem pewna, że o czasie to wszystko utrwalę i zrozumiem. Na razie jestem zachęcona do dalszego czytania, a powiem szczerze, że nie sądziłam, że tak będzie;D Z góry przepraszam jeśli palnę jakąś głupotę, ale uprzedzałam, że to nie mój świat, więc jestem niedoinformowana w tych Potterowskich sprawach:D

    Pytałaś co sądzimy o Lilly i Olivierze. Zacznę dżentelmeńsko od kobiety. Na pierwszy rzut oka wydała mi się być zapatrzona w siebie i trochę zbyt pewna swojej pozycji. Typowa królowa szkoły, która sądzi, że do niej świat należy i może zrobić wszystko, co tylko jej się umyśli. Nie lubię takich osób i dlatego na razie jestem do Lilly nastawiona neutralnie. Nie będę jej oceniać, bo tak naprawdę za mało o niej wiem. Ale nie sprawiła dobrego wrażenia na mnie. Wydaje mi się, że zbyt wysoko mierzy i potrafi zdeptać ludzi z błotem. Sprawia wrażenie zbyt cwanej. O, to dobre słowo. Ale wydaje mi się, że to może być maska, którą pokazuje przed znajomymi by nie stracić pozycji, a wewnętrznie jest inna. Niby nienawidzi Gryfonów, a chciała do nich dołączyć. Może gdyby się dostała to byłaby inna? A teraz przemawia przez nią jedynie złość? Czy mam rację? Zobaczymy.

    Natomiast Olivier jest dla mnie jeszcze większą tajemnicą. Opis jego emocji i wrażeń związanych z Anglią mnie rozwalił! Przedstawiłaś to z humorem i mega przyjemnie mi się czytało ten fragment., Sądzę, że ta postać może namieszać w Hogwarcie, choć na razie sprawiał wrażenie takiego niepozornego.

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepozornego? O, to ciekawe. no może dlatego, że przedstawiłam go na razie tylko w formie opisu. Ale mam nadzieje, że zmienisz zdanie xD Lily... Cóż, na razie nie mieliście jejza bardzo polubić, ale również nie, żeby znienawidzić. Chciałąm, żeby wywołała pewne emocje ;) Jak się okaże, jest to dość zagadkowa osóbka;p Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu, tym bardziej, że nie lubisz HP :)

      Usuń
  4. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej Lily. Ale to Ci się chwali, bo po pierwsze mnie zaskoczyłaś, a po drugie stworzyłaś postać, która nie będzie taką Lily, jakiej by się oczekiwało – miłej, ułożonej dziewczynki, która po mamusiu i tatusiu odziedziczyła zdolność do pakowania się w tarapaty i jednocześnie tę rzadką umiejętność odpowiedniego rozprawiania się z tymi kłopotami. I fajne jest również to, że ona nie dogaduje się z Albuskiem i że jej rodzice też nie są dla niej jakimiś posągami historycznymi, w które jest wpatrzona, jak w obrazek, tylko że wręcz ich nie lubi i ma im co nieco do zarzucenia. To takie niezwykłe i dlatego bardzo mile przez mnie tutaj widziane ;) Odnośnie samej Lily… Nie potrafię jej ocenić. O, albo nawet boję się cokolwiek konkretnego na ten moment o niej pisać, bo po prostu po tym pierwszym rozdziale wywarła na mnie odrobinę negatywne wrażenie. Wiem, że za tym może się wiele kryć, że może taki, a nie inny jej stosunek do znajomych, szkoły, rodziny, samej siebie prawdopodobnie jest pozorny albo wywołany przez jakieś konkretne zdarzenie/zamierzenie/w odpowiednim celu. Jednak mimo wszystko, trochę przeraża mnie ta jej hmm… interesowność? Właściwie nic innego mnie tak silnie nie uderzyło (bo to, że raczej nie jest specjalnie wylewną i serdeczną osobą to sprawa poboczna - to po prostu kwestia takiego, a nie innego usposobienia i to nie czyni z niej od razu osoby złej) jak ten fakt, że rozważa jakie korzyści przynosi jej zadawanie się z tymi, a nie innymi osobami. Może to nie jest jakoś super niepowszechne, właściwie to czasem mam wrażenie, że sporo współczesnych nam ludzi zachowuje się dokładnie w ten sam sposób, ale wciąż przez ten mały fakt na wstępie Lily wywołała u mnie mieszane odczucia. Chyba za bardzo wychodzę z założenie, że ludzi nie powinno się tak bezwstydnie analizować pod względem ewentualnych korzyści, jakie mogliby wnieść w nasze życie :D Ale to chyba dobrze, że Lily wydaje się być w pewnym stopniu taka, bo lubię, kiedy bohaterowie trochę mnie irytują… :P No i wreszcie, kto nie ma jakiś malutkich defektów. Chociaż wróć, miałam Lily nie oceniać, więc żeby się zgrabnie z tego, co przed chwilą napisałam wyplątać to jeszcze tylko podsumuję: kto wie, co z tą Lily naprawdę jest i co tak kryje się w jej główce; może nie jest tak źle jakby się na ten moment wydawało :P
    Co do Oliviera. Wow, wydaje się być fajny. Trochę zbuntowany, a ta jego nienawiść do Brytoli i sposób w jaki to przedstawił… kupił mnie tym w całości. Co prawda, ja do Brytyjczyków nic nie mam, ba, nawet bardzo ich lubię, ale to, jak humorystycznie te jego spostrzeżenia wyglądały, jest wspaniałe. Nieźle się przy tym ubawiłam :D W ogóle wyczuwam, że on i Lily to będzie dopiero parka bohaterów. I jedno, i drugie będzie chciało uzyskać tytuł tego najpopularniejszego, najlepszego i skończyć się to może różnie. Chociaż nie ukrywam, że po cichu liczę na jakiś nieco burzliwy romansik (sik, lubię wątki romantyczne, cóż poradzić; a jak jeszcze droga do tego romansu usłana jest pozorną nienawiścią i mnóstwem kłótni, to już naprawdę moja bajka :D). Nie wiem co tam szykujesz dla Oliwiera i jaką rolę odegra w życiu Lily, ale mam nadzieję, że ta rola będzie dość spora, niemal pierwszoplanowa. I niech Olivier Lily trochę w życiu namiesza, a co!
    Hugon jest taki pocieszny. Skoro Lily nie może go przygarnąć (bo to kuzyn, więc żadnych shippów nawet nie wypada czynić), to ja się zgłaszam. Chociaż to byłoby ryzykowane, bo ja też o wszystkim zapominam i jestem roztrzepana, więc to mogłaby być mieszanka wybuchowa. No ale komentarz wszystko zniesie. Nawet te bzdury, jakie wypisałam w tej krótkiej części. Kończę, bo zaczynam pleść trzy po trzy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchaj, ja Ci mogę dać mojego Hugona, jesli cchesz, bo chcę dla niego jak najlepiej. Nie spodziewałam sie, ze az tak komuś się spodoba. Bo wiesz, takich shippów nie będzie. Widzę, ze przed Toba nic sie nie ukryje, generalnie :) tak, olivier z pewnością namiesza i w hogwarcie, i w zyciu lily. Cóż, zbyt czesto oceniamy ludzi za szybko, cieszę się wiec, ze jeszcze nie oceniasz jej definitywnie, ale tuecno z drugiej strony ją polubić po tym fragmencie, więc wiesz... Cóż, jakas poszlaka, dla której, jest, jaka jest, była w prologu, choć to raczej bardziej Skomplikowany problem. Tak, niestety chyba duzo ludzi podchodzi do innych pod względem korzyści, moze nie do wszystkich, ale do niektorych tak i jest to dość smutne. Nie da się ukryć, ze Lily robi to w dsć zatrważający sposob.... Ale coz, stosuję tutaj mowę pozornie zależną więc moze to jest rowniez trochę tak, ze Lily woli sama myślec, ze robi to la korzyści niz z powodu... Jakichś pozytywnych uczuć...? Ach, jak mówiłam, to dosc skomplikowane ;) dziękuję za miły komentarz i z kilkakrotnie wywołany uśmiech:) ja tez lubię Anglię, wiesz, ale Francję bardziej xD a tak na serio, ta nienawiść bardzo mi pasuje do fabuły, więc ...:)

      Usuń
  5. Dobry wieczór! :) Mamy już tak późną porę, zdecydowanie mało wyrozumiałą dla weny komentatorskiej, więc z góry przepraszam. Ten komentarz raczej nie będzie nawet w połowie ogarnięty tak jakbym chciała ;-;
    A więc Ravenclaw, hm? Okay, to mnie całkiem satysfakcjonuje.
    Albusie Severusie Potterze! Nawet nie chcę słyszeć o żadnym paleniu papierosów, nienienie.
    Nie mogę się już doczekać okazji do lepszego poznania znajomych Lily. Baardzo podoba mi się to, że są z różnych domów. Alice od razu leci do grona ulubionych bohaterów, a Grace i Bob... Cóż, milion razy czytałam o tego typu parach, ale i tak je uwielbiam!
    I, ekhem... Nie chodziło Ci przypadkiem o to, że Grace ma w sobie krew wili, hm?
    Jeśli chodzi o Oliviera to na pewno wydaję się ciekawą postacią. Tylko no, pesymista totalny! Wyspy, wiadomo, mają swoje minusy, ale przecież mają i tyle plusów!:D
    Może tylko troszkę nie pasuję mi ten wątek z modernizacją Francji. Smartfony, tablety i inne cuda wianki w szkole magii? No nie wiem, jakoś mi to tak nie leży.
    Ale ogólnie to baardzo dobry rozdział. Z niecierpliwością czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam i życzę duuużo weny!

    [disconsolate-generation.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teź nie lubię jak ktoś pali. Ale bez przesady, nie skreślaj albusa tylko za to. Dorośnie chłopak. Tylko ze pozniej juz trudno jest odejść od pewnych zwyczajów... Ale albus nie jest zły ;) tak, chodziło mi o krew wili, kurde jednak jest trochę smutne to, ze samą sagę Hp czytałam tak dawno temu, ostatnią czesc w 2007 czy 2008 r.,kiedy i a wyszła, a wcześniejsze to wczesniej... Zmienię to,dzięki za uwagę. Coz, Olivier ma tę wadę poetnastolatka, ze wszystko traktuje bardzo... Jednoznacznie, jak coś mu z jakiegoś powodu nie pasuje, to nie zastanawia się nad zadnymi dobrymi aspektami...ale moze się o zmieni, kto wie? XD

      Usuń
    2. Skreślać Ala?! Nigdy w życiu! Spokojnie, ja przyjmuję każdą wersję Albusa, o to się martwić nie trzeba :)
      Ach, no i zapomniałam dodać wcześniej - widzę, że wszyscy po przeczytaniu prologu nie spodziewali się t a k i e j Lily, a jeśli chodzi o mnie, to wydaję mi się to całkiem... Normalne. Właśnie takie cechy u niej wtedy widziałam :) Zważywszy na to, że jej charakter zapewne będzie ulegał stopniowym i małym zmianom, jestem prawie pewna, że pokocham Twoją wizję Lily :3

      Usuń
    3. Ciesze się ze juz wtedy dostrzegalas pewne poszlaki ;) dobrze, nie skreślaj go! Ja go już lubię w swojej głowie, bo ne daje się lily

      Usuń
  6. No kurczę, nie mogę się przełamać, że tak przedstawiłaś mojego Albusa! xD I w dodatku sięga po papierosy. Mówię stanowczo: Nie! :)
    Ale w grudzie rzeczy jeszcze żadna postać Albusa u innych mnie nie usatysfakcjonowała, więc... jakoś to przeboleje... mam nadzieje :P
    Oczywiście charakter Lily jeszcze bardziej mnie zaskoczyła. Dla mnie była taką osobą miłą i pozytywnie patrzącą na świat. Ty natomiast pokazałaś inną osobowość. Jest bardzo stanowcza, nie da sobie kaszę dmuchać i faktycznie też się dziwię czemu ona nie jest Ślizgonką tylko Krukonką ;) Zaskoczyłaś mnie takim obrotem starwy, więc wielki plus dla ciebie, bo w przypadku Lily jestem otwarta na wszelkie zmiany ;)
    Trochę tych bohaterów tam umieściłaś. Nie powiem, troszkę się pogubiłam, kto jest kim i do jakich domów należą. Myślę, że to troszkę za dużo. A wiem co mówię, bo sama popełniłam ten błąd ;)
    Jeśli chodzi o Olivera. Chłopak miał swój ułożony świat, a tu nagle ojciec oznajmia, że jadą do Wlk. Brytanii. Osobowość raczej ma silną, ma w swojej szkole wyznaczoną hierarchę, i na pewno ma swoją dumę :) Jak się pojawi w Hogwarcie, to penie trafi do Slyterinu:)
    Trochę zgrzyta mi to "Brytole". Za bardzo potocznie jeśli chodzi o opowiadanie. "Brytyjczycy" już bardziej tutaj pasują ;)
    Pozdrawiam serdecznie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Trochę ich tutaj wlepilam, tez sie zastanawiałam czy powinnam tak szybko ich wprowadzić wszystkich, w następnych rozdzialach juz bede stopniować te informacje ;) co do albusa, bez przesady, nie jest taki zły, może nie najgrzeczniejszy, ale nie chciałabym,zeby był jakis nudny xD nie popieram palenia, ale nie uwazam od razu, ze to jakas wielka wada jesli chodzi o charakter, chyba ze ktoś robi to z jakiegoś naprawdę dziwnego powodu... XD ci Brytole to s powodu mowy pozornie zależnej ;) ale rozumiem, ze moze niektórym w opisie to zgrzytać. Dzieuję za opinię :)

      Usuń
  7. Lily wydaje się zupełnie inną osobą od tej małej dziewczynki z prologu, sprzed lat. Nie wiem, co się stało, ale chyba musiało nastąpić coś bardzo poważnego, że ze słodkiej, spragnionej miłości dziewczynki wyrosła złośliwa i cyniczna nastolatka. Nie wiem, co to mogło być, ale mam nadzieję, że z czasem się dowiemy.
    Podobają mi się relacje Lily z Albusem. O ile charakter Lily od prologu zdecydowanie zmienił się na gorsze, to jej relacje z bratem w pewnym stopniu wręcz przeciwnie. Widać, że teraz Albus nie traktuje siostry jak wroga, tylko z takim lekkim pobłażaniem typowym dla starszego rodzeństwa względem młodszego. Bardzo mi się podoba, wypada bardzo naturalnie jak często bywa w rzeczywistości.
    Stosunek Lily do ludzi nieco mnie przeraża. Okropnie traktuje swoich przyjaciół, czyy też nazwijmy to na jej sposób - swoją świtę. Kryterium użyteczności to okropnie płytka rzecz i zastanawiam się, kiedy ona zda sobie z tego sprawę.
    Hmmmm, okropnie nie rozumiem, dlaczego Lily jest tak cięta na Gryffindor i co z tym wspólnego ma jej matka. Fakt, że się tam nie dostała raczej by jej aż tak nie uprzedził do mieszkańców domu Godryka.
    Hugo jest słodki <3 Jest go mało, ale wypada zdecydowanie słodko i świeżo - łagodzi Lily, a zarazem nie jest kolejnym jej przybocznym, tylko prawdziwą postacią.

    Z innych postaci bardzo polubiłam Grace i Boba i ich relację, jeśli mogę tak to nazwać, skoro było ich dosyć mało. Przypominają mi nieco LE&JP i wydaje mi się, że ich przyszły związek i relacje będzie bardzo namiętny, pełen emocji.
    A i wydaje mi się, że masz jedno l za dużo w wyrazie wila, w opisie wyglądu Grace ;)

    Odnośnie Olivera - świetnie, że przeprowadza się do Anglii :D Może tak tego nie interpretuje w tym momencie, ale kiedyś jeszcze będzie się cieszył z tej przeproawdzki. W ogóle bardzo dobrze wykreowałaś tą typowo francuską mentalność w stylu: nie istnieje żaden cywilizowany świat poza Francją.
    Rozumiem zachowawczy ton myśli Olivera. Nawet jeśli nie był w pełni usatysfakcjonowany ze swojego życia we Francji i tak wydaje się ono lepsze niż nieznana egzystencja w Anglii.
    Ciekawa jestem, do którego domu trafi.... Hmmm, stawiałabym na Ravenclaw lub Gryffindor :P

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo. Jestes pierwsza osoba, ktora spojrzała na albusa naprawdę pod dobrym kątem. Nawet lepszym niż ja. Tak, wlasciwie dla Albusa Lily jest taką wkurzajacą burzą hormonow. Ale sam jeszcze daje się jej sprowokować, co będzie mozna zauważyć. Ja osobiście kocham Francjr, ale nie da się ukryć, ze jej mieszkańcy bardzo lubią swoj kraj, choc sz tak ostro bym nie powiedziała jak Ty ;) jeden z Twpich strzałów co do domu jest trafny. Coz, wydaje mi się, ze doskonale zrozumiecie moj wybór ;) Hugo jest słodki i mam nadzoeję,ze taki pozostanie. Lily jest sprzecznością ;) dziekuje za komentarzu pozdrawiam

      Usuń
  8. Tyle się działo w tym rozdziale, że nawet nie wiem, od czego zacząć.
    Nie spodziewałam się po przeczytaniu prologu, że Lily będzie "królową szkoły". Sądziłam, że to pewna siebie dziewczyna, ale taka, która niespecjalnie będzie się wyróżniała z tłumu. Jestem zaskoczona, że myśli w ten sposób o ludziach. Nie ma przyjaciół, no może nie licząc jej kuzyna, a na pozostałych znajomych patrzy nie jak na bliskich sobie ludzi, tylko od razu zastanawia się, co może zyskać na trzymaniu ich przy sobie. No i ten brak wiary w miłość... Lily miała raczej szczęśliwe dzieciństwo, więc nie rozumiem, co sprawiło, że w taki sposób patrzy na świat. Ale jest jeszcze młoda, więc ten pogląd z biegiem lat pewnie się zmieni.
    Póki co trochę się gubię w tych wszystkich osobach ze "świty", ale z czasem pewnie to się zmieni.

    Oliver z pewnością wprowadzi w Hogwarcie sporo zamieszania. Już nie mogę się doczekać, aż przyjedzie do szkoły i pozna Lily. Jestem pewna, że tych dwoje nie przypadnie sobie do gustu, bo maja silne charaktery, poza tym Oliver będzie chciał być popularny w Hogwarcie, co z pewnością się Lily nie spodoba. I mógłby trafić do Gryffindoru - wtedy to już w ogóle dziewczyna by go znienawidziła.
    Sądzę, że Oliver namiesza nie tylko w życiu Lily, ale także w życiu innych uczniów Hogwartu. Raczej nie będzie się krył ze swoją pogardą wobec Brytyjczyków i pewnie będzie używał swojej komórki czy komputera, co z pewnością wzbudzi sensację.
    Kiedy zaczęłam czytać o Oliverze i dowiedziałam się, że jest z Francji i przeprowadza się do Anglii, pierwsze o czym pomyślałam, to właśnie, że Francuzi i Anglicy zazwyczaj się nie lubią. I jak się okazało, w tym wypadku jest tak samo, chociaż Oliver nie lubi nie tyle samych mieszkańców Wielkiej Brytanii, co samego kraju.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivier będzie mocno wkurzony, bo w Hogwarcie żadne urządzenia elektroniczne nie dzialaja ;) niektóre rzeczy będą z pewnością, przynajmniej na poczatku, utwierdzać go w przekonaniu o beznadziejności UK :D wojna z pewnością będzie i masz sporo racji ;) ale moze juz nic nie będę mowić o przyszłości ;) Lily nie miała jednak do konca tak szczęśliwego dzieciństwa, ale to jeszcz przed nami

      Usuń
  9. Kiedy zobaczyłam, że to będzie opowiadanie o Potterach nie mogłam sobie odmówić i przeczytałam zarówno prolog jak i pierwszy rozdział.
    Przyznam, że trochę się nie spodziewałam takiej wrednej Lily. No i Albus grzecznością nie grzeszy. Jest Ślizgoniem (czego w książce się obawiał), wyśmiewa się z Lily i pali papierosy. Ta dwójka zawsze kojarzyła mi się z tą książkową wersją, gdzie oboje byli spokojnymi, sympatycznymi dzieciakami, a to James był typem urwisa. Ty stworzyłaś ich zupełnie inaczej i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.
    W prologu Twoja Lily wzbudziła we mnie sympatię i uśmiech, ale jak widzę po pierwszym rozdziale jednak wciąż próbuje pokazać na co ją stać. No i cóż... stała się wredną, interesowną dziewczyną, która ma gdzieś innych (nie licząc Hugona). No i nie znosi Gryfonów (jak ona tak może?).
    Albus też do kochanych braci nie należy, ale kłótnie między rodzeństwem się zdarzają, a właściwie są na porządku dziennym, więc to aż tak mnie nie dziwi.
    Jeśli chodzi o Olivera, to jeszcze nie wyrobiłam sobie o nim konkretnego zdania. Wydaje się typowym Francuzem z uprzedzeniami do Anglików. Ciekawe jest to, że mimo swoich zdolności magicznych korzysta także z urządzeń mugoli. Jakby nie było nasza technika jest całkiem fajna, chociaż do magii się nie umywa ;) Myślę, że jak chłopak przeniesie się do Hogwartu będzie zabawnie, gdy spotka Lily. Wyczuwam wojnę.
    Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak, z pewnością bedzie ciekawie, no i w jakimś sensie zabawnie xD Lily z pewnością jest interesowną, ale tak do konca nie mozna jej potępiać xD trudno jest ją ocenić,nawet mnie, jak muslę o jej kreacji. W ksiązce Rowling nie opisała ich za długo, a wlasciwie jak lily tam kręciła nosem, ze chciałaby już do higwartu, to wlasciwie pokazywała w jakimś sensie swoje zdanie xD nieeee, noe chcislabym zeby moi bohaterowie byli zbyt spokojni... O Jamesie za duzo tu nie będzie. Bezposrednio to pewnie dopiero na święta, ale cos tam wspomnę ;) Dziekuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ok, postaram się coś napisać, chociaż naprawdę ciężko mi idzie komentowanie ;D
    Rozdział wydawał mi się bardzo długi, ale to w sumie dobrze, bo tylko z takich można się czegoś dowiedzieć. W zasadzie było to chyba samo wprowadzenie. Takie zapoznanie nas z bohaterami z historii. przyznam się, że nie zdziwiło mnie, że Albus trafił do Slytherinu, bo zawsze uważałam, że on właśnie tam zostanie przydzielony. Zdziwiłam się jednak faktem, że Lily została Krukonką. Jakoś tak nigdy za nimi nie przepadałam. Dla mnie lepsi byli już puchoni ;D Ale to naprawdę miła odmiana jak dla mnie. Jak ostatnio czytałam opowiadanie, gdzie bohaterka była Krukonką, to było tak strasznie nudne i tak się ciągnęło, że w końcu musiałam się pokazać z bardzo złej strony i napisać autorce, że nie jestem po prostu w stanie tego przeczytać, bo mi się po prostu nie podoba. Ale mierzyłam się z nim dobre kilka miesięcy. ;D
    Znam jednak trochę Twój styl (a przynajmniej taką mam nadzieję) i wiem mniej więcej, czego mogę się spodziewać. Wydaje mi się, że kto jak kto, ale Ty mnie nie zawiedziesz. Zwłaszcza, ze bardzo ładnie umiesz dobierać słowa. :)
    Cieszę się też, że zdecydowałaś się na opisywanie nastolatków, a nie dzieci. Mam tylko takie pytanie, czy opowiadanie prócz tego, że będzie w nim magia, będzie raczej obyczajówką, czy może będzie jakiś inny główny wątek? Bo wydaje mi się, że prawie na 100% zeswatasz ze sobą Olivera i Lily, aczkolwiek ręki sobie nie dam uciąć. Swoją drogą nienawiść Oliviera do Brytyjczyków jest straszna. Mnie osobiście się to w głowie nie mieści. Ja wiem, że może się wydawać, ze WB jest zła, ale bez przesady. Moje sis od 3 lat tam są i nie narzekają. Zwłaszcza, że - o ile rzeczywiście nastolatkowie to chamy (tak siostry mówią) - to starsi trochę ludzie potrafią podejść do Ciebie, jeśli myślą, że coś Ci się stało, nawet jak płaczesz i pytają, co się dzieje. Są bardzo mili. A ten akcent to właśnie cud! Też bym taki chciała ^^ Ale nie jakiś szkocki, czy irlandzki. Właśnie typowo Brytyjski ^^
    Mam nadzieję, że naszemu młodemu bohaterowi się to szybko odmieni. Wystarczy, że chwile pobędzie z ludzikami z Hogwartu (zresztą Hogwart zawsze głównie fajne charaktery i dobrych ludzi edukował). ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, wiadomo, ze Olivier przesadza i ze musi się nauczyć jeszcze, ze nic nie jest czarne ani białe. Ja też kocham brytyjski akcent ;) hm, ja jakos chyba najmniej interesowałam się krukonami, za to jak byłam mała, to bezgranicznie kochałam gryffindor o nie dostrzegalas jego wad xD teraz uwazam, ze kazdy dom ma i dobre, i złe cechy, ale tak naprawdę i tak chodzi głownie o ludzi ;) tutaj będzie mix domów i mix charakterów. dziekuje za mile słowa

      Usuń
  11. Czy miałabyś coś przeciwko temu, żebym oceniła Twojego bloga na http://wspolnymi-silami.blogspot.com/? Czy może wolałabyś pozostać w kolejce Marty?

    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam,
    maximilienne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Hej, nie, nie mam nic przeciwko. jeśli Tobie i Marcie tak bardziej odpowiada, to ok :) a pod jakim nickiem oceniasz? Pozdrawiam

      Usuń
    2. Pod moim normalnym ;) ale na razie jeszcze nie ma mnie na liście, bo jeszcze tworzę podstronę ;)

      Dziękuję za zaufanie :)

      Pozdrawiam,
      maxie

      Usuń
    3. No wlasnie, nie mogłam Cię odnaleźć na glownej stronie :) pozdrawiam

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hejo! W końcu dotarłam i na samym początku chciałam ponarzekać – jakoś strasznie topornie mi się czyta literki w takim kolorze na tak podobnym tle. Dobrze, że na Blogspocie blokowanie kopiowania nie jest tak popularne jak na starym Onecie i mogłam sobie wszystko przewalić do Worda, bo tak to bym chyba długo jeszcze nie przebrnęła przez to czytanie :D

    Przechodząc natomiast do treści…
    Niesamowicie intrygująca jest ta Twoja Lily. Kawał wstrętnej, zołzowatej bohaterki się szykuje, a to świetnie! :D Bardzo lubię takie postacie, choć jakoś mi to na razie zgrzyta z moim wyobrażeniem córki Potterów. Ale na szczęście czytałam do tej pory może ze dwa opowiadania o młodym pokoleniu (i było to miliony lat temu), więc nie mam jakiegoś utartego, stereotypowego jej obrazu w głowie, poza tym, co sama sobie dopowiadałam, więc wszystko leży w Twoich rękach ;)
    Zaskoczyłaś mnie bardzo jej przydzieleniem do Ravenclawu. Widać bardziej się wdała w mamę niż w tatę, bo Harry był zawsze dla mnie kompletnym tłukiem :D W ogóle Ginny była bardzo charakterna i potrafiła sobie ułożyć ludzi, takie mam wrażenie, więc tę cechę najwyraźniej też odziedziczyła po rodzicielce. Choć u Lily to ewoluowało do jakiejś monstrualno-kolosalnej postaci. W tym przedziale wypełnionym jej świtą, która tak dziwnie jej się podporządkowuje i którą tak bardzo zdominowała, przypominała mi trochę Draco Malfoya, jakiego pamiętam z książek. Malfoya otoczonego przez w pewnym stopniu posłusznych mu Ślizgonów (pewnie ten respekt wybudowany był na wypchanej złotem krypcie u Gringotta), którzy byli jego wiernymi towarzyszami, ale raczej nie miał przyjaciół jako takich.
    Tak więc Lily już od początku wydaje mi się mieć wyjątkowo ciężki charakter, być bardzo dominującą i w tym wszystkim wyniosłą postacią (może jednak sława Potterów trochę uderzyła jej do głowy?), ale jednocześnie odbieram ją jako osobę bardzo samotną.

    I kimkolwiek nie byłby Olivier (wietrzę romans z Francuzem?), to kompletnie nie kupuję jego smartfona. Hermiona nie raz powtarzała, że urządzenia mugolskie są zwyczajnie za słabe i wariują w obecności magii. Chyba za bardzo jestem przywiązana do tej tezy, żeby jednak odebrać brak telefonów i tym podobnych urządzeń w Hogwarcie jako zwykły konserwatyzm. One w świecie czarodziejów po prostu… nie działały. Tak więc smartfonom mówię Нет! :D
    Intryguje mnie bardzo drugie imię Oliviera. Czyżby chłopak miał jakiś związek z moim ukochanym Syriuszem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasciwie dlatego podzieliłam te francuskie domu na dwie strefy, mysle źe jakos by dali radę,żeby te urządzenia działały. Ale w zamku takim jak hogwart nawet dumbledorowi oewnie by sie jie udało. Nawet jakby chciał, czego sobie nie wyobrażam. Tak, Lily jest charakterna. Jeśli chodzi o tę sławę, cos jest na rzeczy, jeszcze nie będę dokładnie zdradzać o co chodzi, ale nie da się ukryć, ze ma to sporybzwiazek z zachowaniem Lily. Taaaak, mysle ze ten ravemclaw to bardziej po matce. Harry'ego moze nie uwazam za kompletnego tłuka, ale nie przepadam za nim ;)

      Usuń
  14. Już po prologu mogłam się domyślić, że Lily wyrośnie niezłe ziółko, ale nigdy nie przypuszczałam, że jej charakter ukształtuje się właśnie w taki sposób.
    Rywalizację z rodzeństwem i kuzynostwem jak najbardziej rozumiem. W tak dużej rodzinie wszyscy po prostu nie mogą się lubić i przyjaźnić, bo dla mnie byłoby to trochę nierealne. Szczególnie że scena w pociągu jasno wskazywała na to, że między Lily i Albusem dochodzi jedynie do przekomarzanek, jakie wśród rodzeństwa są jak najbardziej normalne. Nikt nikomu krzywdy nie robi, a że nie znaleźli wspólnego języka, to trudno, bywa.
    Nie wiem, jak dokładniej układają się relację Lily z kuzynostwem, a wątpię, byś w przyszłości całą paczkę Weasleyów chciała wprowadzić do opowiadania, dlatego nie będę się na tym skupiała.
    Ale stosunek do "przyjaciół"... Brak mi słów na taką interesowność. Dla mnie jest wręcz chore, by oceniać innych ludzi pod kątem tego, jak bardzo są przydatni. Aż się dziwię, że oni jeszcze trzymają z Lily, bo wątpię, by wszyscy zapadli na grupową ślepotę i nie dostrzegali tego, co widzi chociażby Albus.
    Więcej, niestety, na ich temat nie mogę powiedzieć, ponieważ czytałam tekst jeszcze przed weekendem i już niewiele pamiętam, nawet wszystkich imion nie mogę powtórzyć, gdyż podałaś trochę za dużo informacji jak na jeden raz.
    O ile Lily zrobiła na mnie negatywne wrażenie i nie wiem, co musiałaby zrobić, bym zmieniła zdanie (zgadzam się jedynie z jej podejściem do Gryfonów), to Oliver wręcz przeciwnie.
    Szkoda mi go, bo musi zostawić dom, szkołę i przyjaciół, by zacząć od nowa, na dodatek w miejscu, za którym nie przepada. Ale tak to już bywa, że rodzice coś postanowią, a dzieci muszą się dostosować i nie mają przy tym nic do powiedzenia.
    Coś mi mówi, że chłopak nieźle namiesza w życiu Lily (skrycie liczę, że utrze jej nosa). I zastanawiam się też, do jakiego zostanie przydzielony domu.
    Średnio przemawia też do mnie to, że wykorzystałaś to, co pokazali w filmie i Beauxbaton nie jest szkołą koedukacyjną, jaką był w książce. Ale z tego mogą wyniknąć fajne wątki odnośnie Olivera ;) Jednak urządzeń elektronicznych działających, gdy w pobliży jest tyle magii nie mogę przeboleć i mam nadzieję, że w przyszłości na ten temat będzie niewiele wspominane.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zastanaiwalm sie nad tymi smarphonami, ale jednak uznałam, ze moze byc to możliwe, nie będzie jednak juz za duzo o tym, no chyba ze podczas narzekania oliviera... XD ale postaram się powstrzymać ;) cieszę się, ze przynajmniej Oliviera polubilas. Lily nie powinno oceniać się tak szybko, ale z drugiej strony trudno nie odczuwać do niej niechęci... Eh, jeszcze troche namieszam jej charakterem xD

      Usuń
  15. O rany boskie, dlaczego to nowe pokolenie zawsze jest przedstawiane tak cynicznie! Nie spodziewałam się sielanki, ale trochę szkoda, że powieliłaś schematy (Albus z papierosem, aah).
    Lily strasznie mi przypomina swoją imienniczkę sprzed dwóch pokoleń. Trudno ją polubić, o ile zwykle takie postaci są ciekawe to odnoszę wrażenie, że fajniej się o nich czyta z perspektywy innego bohatera. O ile najmłodsze dzieci zwykle są najbardziej radosne i na swój sposób rozpieszczone, Lily jest strasznie... zgorzkniała, jakby miała z 25 lat co najmniej, a nie naście. I chyba dlatego trochę mi jej żal, bo wydaje się osobą, ktorą naprawdę niewiele cieszy (o ile w ogóle). Wszystko ma przemyślane i obliczone, a jej niechęć jest momentami zatrważająca.
    Co do Olivera... Cóż, na swój sposób bardzo podobny do Lily. Skupiony na sobie, zbuntowany i pewny siebie. Na pewno podczas ich spotkań będzie leciał dym xD i jakoś nie widzę, żeby się tolerowali, przynajmniej na początku, bo dalej to kto wie, wiadomo jak to jest w takich przypadkach w opowiadaniach, hehe. W każdym razie mam nadzieję, że na koniec opowiadania oboje się zmienią.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mysle ze mozna powiedzieć ze Lily zachowuje się jak zgorzkniała osoba. Ale jednocżesnie bywa zatrważająco dziecinna, co jeszcze pokażę.... Trudno nazwać ją dojrzałą, choc chce za taką uchodzić... A o Oliivierze- z peenoscią jest do niej podobny, w jakimś sensie, choć będzie też jedna, całkiem spora roznica...może nawet więcej ;) burza z pewnością bedzie :) dziekuje za komentarz :)

      Usuń
  16. Informuję, że zabieram się za ocene, w związku z czym proszę, abyś do momentu jej ukończenia nie wprowadzała gruntownych zmian na blogu.

    Pozdrawiam,
    maxie {wspolnymi-silami}

    OdpowiedzUsuń
  17. Wybacz małe spóźnienie, gdzieś pośród morza zaległości zawieruszyło mi się to opowiadanie. Ale już jestem i muszę powiedzieć, WOW, naprawdę mnie zaskoczyłaś. I zaciekawiłaś. Ja nigdy z HP nie byłam bardzo za pan brat więc jeszcze się gubię, motam i nie spamiętałam dokładnie kto jest kim, kto kogo nie lubi, kto się w kim kocha, kto do którego domu przynależy i kto jego kogo synem lub córką, za co przepraszam, ale pewnie wraz z biegiem historii wszystko mi się ułoży.
    Na razie najważniejszymi bohaterami są dla mnie Lily, Hugon i Olivier.

    Ta pierwsza to faktycznie mała zadziora, ale czuję, że obdarzę ją naprawdę dużą sympatią. Na pewno nie miała łatwo, bycie córką Pottera do czegoś zobowiązuje, z drugiej strony bycie najmłodszą również nie jest tak fajne, jakby się mogło wydawać. Ale, no właśnie, mimo wszystko Lily udało się pokonać wszelkie przeciwności i z małej smarkuli z Ogórkiem, wyrosła na naprawdę niezależną dziewczynę, która wydaje mi się, trzyma wszystko w garści. Ma pod kontrolą nie tylko bardzo zróżnicowaną paczkę, ale i wydaje się po części Hogwart.Co jak co, ale nie spodziewałam się, że zajdzie tak daleko.

    Z drugiej strony Oliver. Uśmiałam się przy wyliczaniu wad Wysp Brytyjskich i po części mogę się pod nimi podpisać, ale z drugiej strony uważam, że właśnie te wszystkie punkty sprawiają, że Anglia jest na swój sposób niezwykła. Wiem, że jemu, jako rodowitemu Francuzowi kompletnie nie w smak przyzwyczajanie się do akcentu, do odmiennego stylu jazdy oraz braku nowoczesnych technologii, ale czuję w kościach, że ten drobny szczegół, jakim jest koedukacyjność Hogwartu zrównoważy wszelkie niedogodności. Zwłaszcza, że w pewien sposób jest tak podobny do Lily, że to aż niemożliwe, by nie wybuchł z tego niezły skandal. Czuję, że nie raz nie dwa posypią się iskry.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. O kurde, nie wierzę, ktoś czuje, że polubi Lily xD Ale się cieszę :D tak, ona i Olivier to będzie istna mieszanka wybuchowa...byleby Hogwart toi przeżył. CHyba dałam tutaj "Trochę" za dużo bohaterów, więc nawet jak ktoś zna HP, to raczje jest mu trudno, szczegolnie że większosc jest autorska xD ale cóż, teraz będę musiała po prostu ich opisac ;p z drugiej strony chciałam pokazac, że Lily naprawdę zna dużo ludzi, choć traktuje ich niezbyt w porządku, nawet tych niby bliższych :D a wtedy warto chociaż imiona podać xD dziękuję za opinię

    OdpowiedzUsuń
  19. Z góry baaaardzo przepraszam za ten komentarz, ale nie mam dzisiaj weny na komentowanie. :c

    Zawsze chciałam poczytać coś lepszego o młodym pokoleniu Potterów, bo zawsze natrafiałam na blogi, gdzie była forbbiden love Rose+Scorpius, czego nienawidzę. Okej, Scorpiusa kocham, zresztą — kocham całą rodzinę Malfoyów, ale nie cierpię z nimi parringów. Chyba najbardziej Dramione, ogółem nie przepadam za niekanonicznymi parringami.

    Od razu pokochałam Lily <3 Jest tak dziwnie podobna do mnie! Przedstawiłaś ją tutaj tak jak w tych amerykańskich serialach: jest jakaś „królowa szkoły” i obok niej jakieś „służące”. Jest bardzo wyrafinowana, suczo wata, ale w środku płacze po nocach. Ja uwielbiam takie bohaterki, ale mam nadzieję, że nie dasz się takiemu stereotypowi i nie sprawisz, że Lily nagle spotka jakiegoś chłopaka o pięknych oczętach i zakocha się i zmieni cały światopogląd. Ale muszę ci powiedzieć, że nigdy bym nie pomyślała, że Lily może zostać Krukonką —tym bardziej mnie zaciekawiłaś :D
    Relacja z kuzynostwem i braćmi wydaje mi się jak najbardziej normalna. Sama mam sytuację, że jak mijamy się z moimi kuzynami, nawet na siebie nie popatrzymy, a o zwykłym „cześć” mogę sobie nawet pomarzyć. A jak byliśmy mali, to tak pędziliśmy do siebie. Ech, co gimnazjum robi z ludźmi. Ale nie będę ci tutaj opowiadała o moich relacjach z kuzynami XD
    OLIVER <3 Mój ulubiony bohater! Po tym krótkim wstępie już mogę spokojnie stwierdzić, że jestem w nim zakochana. Ciekawe jak wykreujesz go w kolejnych rozdziałach. Jestem jakoś święcie przekonana, że zeswatasz go z Lily, na co ci pozwalam, bo jakoś wydaje mi się, że oni będą siebie idealnie dopełniać.

    Pozdrawiam gorąco! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz, faktycznie nie da się ukryć, ze analogia do seriali amerykańskich jest trafna. Ale coz,wlasciwie dobrze ujęłaś sprawę - suczowata Lily płacząca po mocach. Ok, moze nieodsłownie, ona raczej nie będzie płakać, ale mimo wszystko na pewno nie ma jednej twarzy... A, i nie mam zamiaru zrobic tak, ze dla pięknych oczu zmieni w minutę, a nawet w rok, swoj światopogląd, bo tez b.nie lubię takich akcji. Choc wiesz, jak wyglada jej światopogląd, to tez wlasciwie nie jest oczywiste. W ogole jestes pierwszą osoba, ktora tak polubila dwójkę głównych bohaterow, i jeszcze najwyraźniej wolisz Oliviera od Hugo. Z drugiej strony wlasciwie nie wiem, czemu tak duzo ludzi polubiło Hugona, skoro wypowiedział tu kilka slow i juz go nie było xD moze to jeszcze kwestia prologu ;) b.dziekuję za tak miły komentarz

      Usuń
  20. A więc tak. Panna Potter została wykreowana bardzo ciekawie. Potterowie zawsze kojarzyli mi się z rodziną, która potrafi zaprzyjaźnić się z każdym, a tu proszę - taka niespodzianka! Lily to istna królowa. Uwielbiam rządzące się postacie. Są o wiele fajniejsze od tych delikatnych dziewczynek, które zakochują się od pierwszego wejrzenia.
    Och, Francuz. Chyba zaraz dostanę ślinotoku. Francuz. <333 Uwielbiam Francję, uwielbiam Francuzów, uwielbiam francuski. I postacią Oliviera podbiłaś moje serce! Jest taki... Mrau. xD No i podoba mi się jego podejście do Brytanii. Nie, żebym się zgadzała z jego zdaniem, ale no.
    Ogólnie wykreowałaś całkiem sympatyczne postacie. Wyczuwam rywalizację między panną Potter, a moim (tak, od dzisiaj jest mój) Francuzikiem.
    Nie wiem, co mogłabym jeszcze dodać. ;-; Ach, ten brak umiejętności w pisaniu komentarzy. .w.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje Ci bardzo za opinię. Choć trochę zdziwilam się, ze użuyłaś w stosunku do głównych bohaeteów określenia "symaptyczne", tak to bym ani jednego, ani drugiego nie nazwała xD Ja też kocham Francję, dlatego Olivier jest Francuzem. Ale nie, żebym nienawidziła Anglii jak on. właściwie wręcz odwrotnie, całkeim lubię Wyspy ;p

      Usuń
  21. Wow, chyba po raz pierwszy spotykam się z taką wizją Lily. Choć w sumie, jakby na to nie patrzeć, ciążyła na niej ogromna presja. W końcu była córką samego Harrego, chyba najsłynniejszego czarodzieja w całym Hogwarcie. Musiałą się odpowiednio zachowywać, inni sami do niej lgnęli, a przez to zyskała nad nimi czysto psychiczną przewagę. Jednak mimo tego wydaje mi się, że stało się coś, co ostatecznie zaważyło na jej charakterze. Jakieś potężne wydarzenie. I ma to jakiś związek z Gryffindorem - niby dlaczego nagle zdecydowała, że nie chce się dostać do tego domu, mimo że od zawsze o tym marzyła? To niewątpliwie podejrzane.
    W sumie to przykre, że Albus tak często kłóci się ze swoją siostrą. Są rodzeństwem, więc to normalne, ale odniosłam wrażenie, że mimo wszystko się nie kochają. Widziałam gdzieś fajny obrazek, że rodzeństwo oddałoby za siebie życie, ale nie oddałoby pilota, takie dość prawdziwe :D
    Takie życie bez prawdziwych przyjaciół (nie licząc Hugona) musi być naprawdę przykre. Lily jest pod ciągłą presją - nie może okazywać emocji, musi cały czas grać, by nie stracić swojej reputacji. Choć ma pozycję i wszyscy ją uwielbiają, za nic w świecie nie chciałabym się znaleźć na jej miejscu.
    Ciekawi mnie, jak wpłynie na nią pojawienie się Francuza. Poza tym... jak można obrażać tak piękny język, jakim jest angielski, podczas gdy mówi się po francusku? :O Nie cierpię francuskiego -.- Swoją drogą, nie dziwię się jednak chłopakowi, że zezłościł się na ojca z powodu wyjazdu. Nawet nie zapytano go o zdanie, tylko postawiono przed faktem dokonanym. Doskonale go rozumiem, ponieważ sama nienawidzę zmian. Liczę jednak na to, że bohater szybko przystosuje się do warunków panujących na wyspach i zaaklimatyzuje w nowej szkole :)
    Rozdział bardzo ciekawy, czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziękuję za opinię. Widzę, że w kwestii Francji i francuskiegoi się nie dogadamy, bo ja kocham obydwa.aLE Anglię i acent brytyjski równiez bardzo liubię ;p hm... czy Olivier szybko przyzwyczai się do zmian? tzależy jak na to patrzeć, raczej anie, ale w jakiś sposób z pewnością dosć szybko się zaklimatyzuje. na swój specyficzny sposób xD

    Kurczę, czy ja wiem, czy to jest aż takie potężne to wydarzenie z przeszłości...? Lily lubi robić na złość pewnym osobom, przez co czasami robi na złośc samej sobie, choć nie zdaje sobie z tego sprawy xD ale może nie będę wybiegać naprzód xD
    dziękuję za opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  23. O, jacieju... Ależ mi się ten rozdział podobał! Napisany tak lekko, tak zgrabnie, tak przyjemnie się go czytało! :) Nie spodziewałam się, że dostarczysz mi dzisiaj tyle wrażeń i za to Ci dziękuję.
    Postać Lily genialna. Podoba mi się, jak ją kreujesz i wpadłam na dość szalony pomysł, jakoby miałaby być całkiem mroczną postacią. xD Ale pewnie aż tak źle nie będzie.
    A Albus? Oj, ten też ma charakterek. ;)

    Czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam
    http://malowane-uczuciami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za opinię.nie, całkowicie mroczna to z pewnością nie będzie ;) ale bardziej w tę stronę niz w stonę aniołka xD

      Usuń
  24. Podejrzewałam, że szybko przeniesiemy się kilka lat do przodu i odnajdziemy się w rzeczywistości gdzie bohaterowie uczęszczają do Hogwartu.
    Zrobiłaś z Lily uosobienie wszystkich cech ludzkich jakich wręcz nienawidzę. Nie ma nic gorszego niż "królowa świata" która po trupach sięga po coś co jej zdaniem się jej należy.
    Po prologu było mi jej zwyczajnie szkoda. Rodzina nie traktowała jej zbyt poważnie i bagatelizowała jej problemy - nie wspominając już o rodzeństwie. Harry i Ginny chyba do najlepszych rodziców nie należą, skoro wychowali to.Aż mi szkoda tych wszystkich dziewczyn i chłopców, którzy myślą, że są dla niej ważni, choć prawda jest taka, że są wykorzystywani. Aż żal patrzeć jak ganiają za nią, chcąc jej dorównać, lub po to, by błagać o moment uwagi, który i tak jest z jej strony mało szczery.
    W każdym razie widzę, że stosunki między Lily, a jej bratem w żadnym stopniu się nie poprawiły, trudno nawet powiedzieć, że zostały takie same. Skłaniam się raczej ku stwierdzeniu, że uległy znacznemu pogorszeniu. Widać, że żadne z nich nie chce ustąpić i będą rywalizować ze sobą, choćby nie wiem co.
    Cieszę się, że postanowiłaś przedstawić ogólną sytuację. Nie skupiłaś się jedynie na Lily, ale także wspomniałaś o innych bohaterach. Dzięki temu poznajemy także ich - w mniejszym stopniu, ale jednak.
    Widzę, że wiele miejsca poświęciłaś Olivierowi - okropnemu niszczycielowi Ogórka. Jak się domyślam - sądząc po tym, że pod koniec tekstu o nim uznał, że edukacja w towarzystwie dziewczyn może być jedynym dobrym aspektem - będzie bardzo ale to bardzo dużo "przygód" z Lily. Z początku będą się nienawidzić (za Ogórka!) aż w końcu wybuchnie pomiędzy nimi uczucie. Nie zamierzam jednak zbytnio zgadywać (w końcu mogę się mylić, nie jestem w stanie naprawdę odgadnąć, co takiego szykujesz). Dobrze też, że teksty są dość długie, po co się ograniczać? Bardzo dobrze mi się czytało.
    Na skrzydłach lecę do dwójki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily z pewnością chce uchodzić dokładnie za taką, jaką jej opisałaś, Mądre to nie jest, ale cóż, przynajmniej świadczy o tym, że nie do końca taka jest... Ech, ciężkie będę mieć znią życie. Co do jej relacji z Olivierem z pewnością będzie b. burzliwa ;p Cóż, GInny i Harry z pewnością nie są wymarzonymi rodzicmai, ale aż tak źli pewnie też nie są, ale cóż, niełatwo im z pewnością poradzić siobie z trzema, bardzo pewnymi siebie latoroślami :p dziękuję za opinię:)

      Usuń
  25. Nie masz pojęcia jak się cieszę, że Twoi bohaterowie są tacy, a nie inni i już tłumaczę o co chodzi.
    Lily jest pewna siebie, opanowana pychą, nieco zarozumiała, aż się chce od niej uciekać, ale jest ten element niepewności, który intryguje - tak wpłynęły na nią lata spędzone z braćmi, tak ukształtował ją czas, w którym musiała zmagać się nie tylko z rodzeństwem, ale i z brzemieniem jakie niesie ze sobą posiadania sławnego nazwiska; porażki życiowe, które gdzieś głęboko wciąż w niej tkwią, a ona próbuje skrzętnie je ukrywać. Niezła mieszanka wybuchowa i wprost nie mogę się doczekać, co z tego wyjdzie. Nie będzie słodko i perfekcyjnie, jak to zazwyczaj bywa, a to coś dla mnie i zdecydowanie jestem za odchodzeniem od idealizacji bohaterów.
    Także ode mnie szczere gratulacje! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, nienawdizę idealizacji bohaterów, jak równiez robienia z nich tylko i wyłącznie ,,tych złych", najbardziej lubię, kiedy bohaterowie są po prostu ludzcy, a więc złożeni, posiadający zarówno wady, jak i zalety, więc cieszę się,że już teraz dostrzegasz Lily pod jej ochroną. dziękuję za komentarz;)

      Usuń
  26. Przyszła kolej na twoje opowiadanie i mam w planach nadrobić je całe już dzisiaj (całe w sensie do bieżącego rozdziału, bo nie mam daru jasnowidzenia, by poznać resztę przed publikacją). Od razu mówię, że nie do końca ogarniam tych czarodziejów, ich podział na grupy czy tam klasy, ani tych wszystkich nazw i tytułów, ale się staram wszystko zrozumieć jak najlepiej i pewno z czasem się przyzwyczaję i wszystko stanie się dla mnie samoistnie jasne.
    Po pierwsze to zanim zapomnę - ojciec Oliego, to jak nasi politycy, co wypłacają sobie premie zbliżone do takiego kolokwializmu jak tytuł "najlepszego maga Francji w Wielkiej Brytanii" czy jakoś tak to brzmiał. To niemal tak jak ja bym był najlepszym pięściarzem Polski, ale przykładowo w Hiszpanii xD Zresztą co mnie to tak dziwi, jak polska drużyna piłki nożnej, a może jeden na dziesięciu umie się po polsku przedstawić, a w niemieckiej drużynie Polak strzela Polsce bramkę xD - To są rzeczy, których moja głowa nie ogarnie, ale jak zawsze i wszędzie rozchodzi się albo o pieniądze, albo o seks, albo po prostu o tę jedyną/tego jedynego.
    Wracając do tematu, to rodzeństwo Potterów i ich przepychanki słowne mnie bawią. Lili ma w sobie cechy charakteru takie, że ciężko ją polubić, ale przynajmniej jest wyrazista, choć ja bym taką... potrząsnąłbym taką i to jest niemalże pewne, bo nie cierpię ludzi, którzy czują się ważniejsi, mądrzejsi i lepsi od innych tylko z powodu nazwiska? Bo w sumie to niczym innym ona nie zabłysnęła, nawet nie urodą, bo szczerze mówiąc całkowicie nie mój typ - blada i czarne włosy - nikt inny, tylko żywy trup! Jeśli komuś w tej chwili pojechałem, to przepraszam, ale ostatnio mojej dwunastoletniej chrześniaczce powiedziałem dokładnie to samo, że wygląda jak żywy trup i że koloru włosów to ani do cery, ani do oczu nie dobrała. Obraziła się i uznała, że się nie znam.
    Kolejna sprawa, to rozbawił mnie wywód Oliego o telefonach komórkowych itd, o tej całej technice. I szczerze to ja uważam, że ta technika to przynosi w życiu więcej szkód niż pożytku. Wystarczy spojrzeć na dzisiejsze dzieci z czego każde na telefonie internetową grę włączy, ale już żadne poniżej szóstego roku życia kanapki samo sobie nie zrobi, bo nie umie.

    Pozdrawiam i lecę do kolejnego.
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, szczególnie że najwyraźniej śweiat HP HP jest dla Ciebie bcy, a więc pewnie trudniej się wdrożyć w magię, szkołę i w ogóle. Ale z pewnością ludzie są podobni do takich, którzy czarować nie umieją i polityka działa podobnie. Pieniądze, pieniądze, pieniądze... xD Lily ma rude włosy... ale blada jest, muszę zobaczyć, czy nie napisałam tutaj przezz pomyłkę o czarnych xD Z pewnością jesy wyraziste i uważa siebie za lepsza id innych, ale nie z powodu nazwiska... To znaczy, włąscieie to przez nazwisko - tak bardzo nie chce, żeby ludzie znali ją tylko z tego powodu, ze robi wszystko, aby udowodnić innym że i bez niego coś znaczy. Co do komórek się zgadzam i bardzo się cieszę, że przynajmniej w szkole Olivier nie będzie mógł się zajmować telefonem :D NIestety, z tymi kanapkami masz rację... Mnie np. bardzo przeraża fakt, że dwuletnie dzieci grają jak szalone na komórkach/tabletach rodziców....

      Usuń
  27. Znalazłam chwilkę by przeczytać twoje opowiadanie. Na wstępie mogę powiedzieć, że podobają mi się twoje postacie i ich rodzinne relacje i zawirowania. Rodzeństwo, które wyraźnie nie pała do siebie sympatią. Ojciec, który nie przekazał synowi żadnych wartości poza tą pieniądza i wyższości. Z jednej strony przykre, z drugiej realne, choć opowiadanie o nierealnych magicznych perypetiach czarodziejów. Polubiłam brata Lily, jest taki... taki fajny nicpoń, co lubi złościć siostrę, ale ucieka, gdy zdaje sobie sprawę, że zbliża się do granicy a realnie nie ma z nią szans.

    Pozdrawiam
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) ach, rodzinka Potterów bedzie skomplikowana, to dopiero wstęp :D cieszę sie, ze spodobał Ci sie sposob, w jaki przedstawiłam albusa, choć trzeba przyznać, ze nie zawsze to jego nicponowanie było niewinne, szczególnie w przeszłości ;)

      Usuń
  28. Skończyłam twoje pozostałe teksty, to teraz zabieram się za ten i... nie lubię tu nikogo. Naprawdę, każdy bohater mnie drażni i najchętniej bym ich wysłała do Afryki, żeby docenili trochę własne życie. Normalnie banda rozpuszczonych gówniarzy, z napuszonym łbem i jakimiś pomylonymi priorytetami. Oczywiście, absolutnie się tym nie sugeruj, bo ja mam wypaczony gust pod tym względem. Natomiast naprawdę, są okropni. Mam nadzieję, że się zmienią. Wypiszę wszystko, ale to są oczywiście tylko moje odczucia, żadna prawda objawiona.
    Lily jest taką typową dziewczyną, która wyżej sra niż ma tyłek. W ogóle śmieszą mnie zawsze takie stękania 15-latek typu "nie wierze w miłość, miłości nie ma". Co taka szczeniara może wiedzieć o życiu? Ja wiem, że w tym wieku myśli się inaczej, ale to jest takie bardzo sztuczne robienie wokół siebie zamieszania. W szkole nazywałam to leczeniem kompleksów. Nic więc dziwnego, że jej nie lubię. Wielka królowa za dwa grosze. Dlatego być może ciekawy mnie sposób, w jaki ją rozwiniesz, może nawet ją pokocham. Zobaczę, jak przebrnę przez te kilkanaście części.
    Albusa w ogóle nie rozumiem... albo inaczej - jak ten Harry wychował swoje dzieci? XD Córka ma jakieś problemy emocjonalne, syn jest palącym fajki Ślizgonem. Zaraz się okaże, że James to narkoman. Zawiódł mnie pan Potter. Al tutaj mnie nieciekawi, ale może zaciekawi, wiesz, jak to jest z pierwszymi częściami.
    Świta Lily na razie zlała mi się w jedną masę, ale to oczywiste, bo byli wszyscy razem i nic szczególnego nie robili. Zwróciłam oczywiście uwagę na to, że ta żałosna fanka Lily jest Puchonką. Normalnie tendencja jeżdżenia po tym biednym domu nie ma końca.
    Oliver - jestem w stanie zrozumieć jego motywy, ale i tak go nie lubię, bo to taki nastoletni cwaniaczek, z tego samego sortu co Lily. Na zasadzie "na zewnątrz luzak, a środku beksa". Pozerstwo nie z tej ziemi.
    Tak czy inaczej masz mocno zarysowane postacie, co jest dobrym znakiem, ale zastanawiam się, czy pojawi się w przyszłości w ogóle osoba, która będzie trochę bardziej... normalna. Nieuwikłana w tą całą szkolną hierarchię. Czekam na to.

    Że twój język bardzo lubię to już wiesz, bo przecież nie bez powodu przeczytałam wszystkie twoje historie. Tutaj nie do końca pasuje mnie ten styl... gdybym miała to do czegokolwiek porównać, to byłaby to "Plotkara". Życie bogatych dzieciaków, których życiowym celem jest robienie zamieszania wokół swojej osoby. Z tym że tak faktycznie oni wszyscy byli rozpuszczeni przez pieniądz, a tutaj ciężko mi sobie wyobrazić Ginny, która nie potrafi poskromić swoich dzieci.
    Potem poczytam dalej, bo jestem ciekawa, co tam sobie wymyśliłaś
    Pozdrawiam ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, takie miało byc pierwsze, a i w przypadku niektórych bohaterow nie tylko pierwsze, syobrazenie. Ja nie przepadam ani za Ginny, ani za Harrym, wiec musiałam się troche poznecac; zreszta panstwo Potter sa bogaci, ich dzieci nie maja na ck narzekac. Ginny swieta tutaj totalnie nie bedzie, choc na wyjaśnienia trzeba bedzie sporo poczekać. Lily ma wkurzać jako pierwsza-taka jej rola, Albus wlasciwie tez, choc nie przekreślałabym go tylko za palenie papierosów; Olivier jest w jakimś sensie pozerem, ale ma jedna cechę, ktora wg mnie go nieco ratuje:). Bohaterow bedzie znacznie wiecej, a ci, którzy juz sa od początku, beda przechodzić takze zmiany i pokazywać inne oblicza, wiec moze kogoś polubisz;) dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  29. Cześć :) znalazłam chwilkę na przeczytanie kolejnej części, więc komentuję.
    Nie wiem czemu, ale pierwsza scena i opis panującej sytuacji w szkole i relacji Lily z uczniami skojarzyła mi się z "Gangami Nowego Jorku" (w sensie tytułu). Nie wiem, może dziwne, ale to pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy :)
    W scenie z Olivierem podobało mi się przedstawienie różnic między czarodziejami francuskimi a brytyjskimi, zwłaszcza to stosowanie technologii mugolskich.
    Lubię stworzoną przez Ciebie Lily, zwłaszcza po tym zdaniu, że, podobnie jak Albus, wolałaby trafić do Gryffindoru, choć sama stara się przed sobą to ukryć. Wydaje mi się (choć tego, czy mam rację, dowiem się po przeczytaniu reszty), że to takie... wyrachowane zachowanie, o wiele bardziej pasujące mi do Ślizgonów niż do Krukonów, jest pewnego rodzaju maską i sama próbuje siebie przekonać, że jest zadowolona, że nie jest Gryfonką.
    Mam tylko jedną uwagę: piszesz, że Sharon Grey jest o rok młodsza od Lily, a mimo to pomaga jej w zielarstwie? Panna Potter ma chyba inny, nieco bardziej zaawansowany materiał ;) Nie wykluczam, że zielarstwo może być wielką pasją Sharon i może mieć wiedzę na poziomie piąto- lub szóstoklasistów, ale to można chyba byłoby trochę dokładniej zaznaczyć, bo inaczej wygląda to tak, jakbyś zapomniała, w jakim wieku są Twoi bohaterowie.
    Pozdrawiam serdecznie, w wolnej chwili będę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. nie wiem, czym są "Gangi(...)", ale podejrzewam, że mogą być podobne :D.
      Tak, Lily ma sporo masek... choć własciwie sprowadzają się one do jednego.
      Słusznie zauważyłaś z tym zielarstwem. Faktycznie widziałam Sharon jako wielką miłośniczkę tego przedmiotu, ale nie pomyślałam o roku różnicy. Dopiszę coś.

      Usuń
  30. Hejo kochana! :3
    Tak wiem, długo mnie nie było. Zanim nadrobię wszystkie zaległości to trochę minie, ale kiedyś nadrobię :D
    Początek rozdziału bardzo mi się podobał. Nie ma to jak kochające się rodzeństwo xD Hahhah to jakbym widziała swojego brata i siostrę, którzy niemal zawsze się kłócą. Gdyby dołączył do nich drugi brat, to chyba bym się poszatkowała xD
    Polubiłam Lily, którą tutaj przedstawiłaś. Jest trochę inna niż ta, o której czytałam na innych blogach (nie dużo, ale była xD). Twoja Lily jest taka... Hm. Nie wiem jak to nazwać... Nie jest takim aniołkiem, o! I to mi się podoba :D
    Później było dużo opisów i powiem szczerze, że trochę mi się to znudziło, ale mimo to rozdział podobał mi się (:
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, ciesze sie, zd dobrze udało mi sie oddac sprzeczki miedzy rodzeństwem ;)

      Usuń
  31. Jestem! Wreszcie przybyłam i nadrabiam. Naprawdę mi głupio, droga Condawiramurs, że tyle mi to zajęło. Serio, w ogóle nie mam głowy do takich rzeczy. W przyszłym tygodniu poprawiam SD, potem jadę ze znajomymi na wakacje i dupa. Ale postaram się gdzieś w między czasie przeczytać najwięcej jak mogę, chociaż nie obiecuję niczego. Chciałabym nadrobić wszystko do końca lipca :)
    Rozdział bardzo mi się podobał, serio - był mega! Bardzo dobrze piszesz i zakochałam się w Twoim stylu. Podoba mi się też to, jak kreujesz bohaterów - oboje mają dominujące charaktery i już wiem, że będą z tego niezłe jaja! haha :D
    Za to przykro mi jest trochę z powodu Lily, otacza się tą swoją świtą, ale widać, że jest w tym wszystkim samotna i, jak na moje odczucie, trochę pogubiona. Jestem ciekawa jej relacji z Olivierem (czemu od razu pomyślałam o Yvesanne i Simmonsie? xdd), bo coś czuję, że będą nieźle rywalizować o miejsce na szczycie, zwłaszcza, że ona jest taką Królową Hogwartu, a on zupełnie nowy i pewnie będzie wzbudzać niezłą sensację. No i sam powiedział, że będzie konkurował o tron.
    No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak czytać dalej. Także lecę do drugiego rozdziału!
    Pozdrawiam, Ati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziękuję za tak miły komentarz. I zazdroszczę najdłuższych wakacji w życiu! :p Heh, tak, moi główni bohaterowie są mocnymi indywidualnosciami. Tylko ze Olivieer nie jest taki słodziutki jak Simmons :D ale tochę racji masz :p.

      Usuń
  32. Witam.
    Dobrze rozumiem, że paznokcie należały do Lily? To trochę oczywiste, ale należałoby podkreślić.
    Ex Libris? Albo ja jestem głupia, albo przydałby się przypis.
    Mile pokazany rozwój i oglądanie przez czarodziejów filmów mugoli.
    W mojej wyobraźni Albus i Lily, zwłaszcza on, zawsze byli grzecznymi, wręcz autystycznymi dzieciakami. A James... Wiadomo.
    Pozdrawiam.
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Faktycznie, przypis moze byc przydatny ;).
      Nie, tutaj żadne z nich nie jest grzeczne, oj nie xD

      Usuń
  33. Olivier mnie wkurza. Pasuje mi już do Lily. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, przez narzekanie na wyspy?;)

      Usuń
    2. Ogólne wrażenie, odbił sobie w kolejnych częściach. Lily za to nie.

      Usuń
  34. Twe imię tak bardzo kojarzy mi się z Wiedźminem <33333333

    OdpowiedzUsuń
  35. Mnogość postaci, która przetoczyła się przez ten rozdział jest trochę przytłaczająca. Pewnie nie szybko ogarnę, jak zwykle. xD
    Podoba mi się kreacja Lily. Po prologu już wiedziałam, że Lily nie będzie miłą dziewczynką. To było do przewidzenia. Z drugiej strony, mając w pamięci postacie Harry'ego, czy Ginny, ciężko sobie wyobrazić ich dzieciaki jako butnych nastolatków, palących i drących koty. :D
    Ogólnie, jestem na tak, będę czytać, ale miej na uwadze, że regularnie wpadać nie będę. Na pewno postaram się jak najszybciej ogarnąć te rozdziały, tyle mogę obiecać. :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Harry był wybielany, a p Ginny wlasciwie wiele nie wiadomo tak naprawdę, ale wg mnie musiała byc dość butna w domu z taka ilością starszych braci :D dziękuję za komentarz. Bardzo się cieszę, ze będziesz czytac dalej :)

      Usuń
  36. Nie wiedzieć czemu, między Albusem i Lilly zawsze wyobrażałam sobie takie klotliwe relacje, wiec jak najbardziej kupuje takie dokuczanie sobie nawzajem ;p
    Hej, ja ją też muszę regularnie odpoczywać od gatunku ludzkiego! Piona, Lilly xd
    Podoba mi się wladcza Lilka i jej przemyślenia na temat przyjaźni i miłości ;)
    " Lily zaakceptowała Gordona, co oznaczało, że zazwyczaj po prostu traktowała go jak powietrze" -świetne  <3
    Jeśli chodzi o przemyślenia Oliviera na temat ojca,  to chciałabym wkleić fragmenty, które najbardziej mnie rozbawił,  ale musiałbym chyba zacytować cały ten fragment xd
    Nie no,   poważnie. Powietrze zatrute obecnością ojca, chorzy na umyśle Brytole... czytam z pracy i dwa razy parsknelam klientowi śmiechem w słuchawkę. Jak przy kolejnych rozdziałach będzie tak samo, to szybko mnie stąd zwolnią xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Wow,lubisz Lily juz teraz?to rzadkość :D ciekawe,co bedzie pozniej :)
      Wow, masz niezłe podzielna uwagę :D Hm,nie,wlasciwie na ogol jest bardziej dramatycznie :p a

      Usuń
  37. Hej! Wpadłam tu, zachęcona reklamą na jednym z blogów, który czytam, a też dlatego, że szukałam ostatnio czegoś potterowskiego do czytania.
    Kurde, jak dobrze, że ja cię znalazłam! Szukałam na tym blogowym pustkowiu już dawno jakiegoś dobrego ficzka o HP. I w końcu znalazłam. To jest genialne. Wielowątkowe, rozwinięte emocjonalnie, fabularnie. Cóż, po prostu nie jest to kolejne, idiotyczne opko opierające się głównie na wątku miłosnym.
    To, co mi się bardzo spodobało to takie twoje... hmmm... urzeczywistnienie bohaterów. Każdy z nas odnosi chyba wrażenie, że młodzież w oryginalnej, rowlingowskiej serii HP była o wiele za grzeczna. Byli nastolatkami, zamkniętymi w ogromnym zamku daleko od domu. Ile to daje możliwości? A tymczasem oni nie pili, nie palili, nawet nie przeklinali. U ciebie postacie mają swój realizm. Mamy palącego Jamesa, wredną, narcystyczną Lily (której w gruncie rzeczy nigdy sobie tak nie wyobrażałam), przeklinającego Olivera... mamy wszystko, czego można się spodziewać po młodzieży.
    Wątek Lily i całej ekipy bardzo mnie zaciekawił. Jedynie Hugo wydaje mi się nudny, ale on zapewne będzie męską kalką swojej mamy, więc cóż :P W sumie, w żadnym opku nigdy Lily nie lubiłam, bo robiła zazwyczaj za dodatek do flirtującej ze Scorpisuem Rose, czyli była po prostu jak Ginny dla Hermiony. A tu... cóż, nie lubię jej, ale jej postać sama w sobie zdobyła moją ciekawość.
    Zanim opiszę tu jeszcze część Olivera, dopowiem, że bardzo ładnie udaje ci się kreować to universum. Wstawiasz często zapominane przez innych autorów powiedzonka czerodziejskie i bardzo subtelnie ujmujesz ten klimat. Podoba mi się to.
    No, Oliver to chyba moja ulubiona postać, bo jest najciekawszy. Nowy uczeń z Beauxbatons. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach czeka nas małe porównanie tych dwóch szkół z jego perspektywy. Przede wszystkim, jest bohaterem nie istniejącym w oryginale, przez co automatycznie staje się ciekawszy, bo nie znamy już na pamięć licznych jego klisz. Do tego, no właśnie- jest chłopcem. Nigdy nie spotkałam się jeszcze, żeby do Hogwartu z Beauxbatons przeniósł się chłopiec. To zawsze są idealnie piękne, wysokie blondyny, kradnące męskie serca, o charakterze głębokim jak kałuża. Tymczasem, narracja i uwagi Olivera są bardzo śmieszne.
    Pozdrawiam i mam nadzieję niedługo wpaść na następny rozdział,
    Sleepka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. To zawsze cudowne uczucie, gdy widzi się nowego czytelnika, szczególnie gdy trochę sie już opowiadanie publikuje ;).
      Cóz, to jest opkp w większości o uczuciach, milości, przyjaźni itd., no ale :P jest sporo komplikacji i dużo wątków, to na pewno :D Ja nigdy nie chciałam, żeby to Rose i Scor byli głównymi bohatermai, to nudne, aczkolwiek, jak zobaczysz, będą tutaj odrgywać dość dużą rolę. też uważaąlm, że uczniowie Hogwartu zachoywwali się, jakby nie byli nastolatkami czest. Choć rozumiem, że nie o to w tej ksiazce chodzilo. ale że u mnie żadnej wojny nie ma (choć wątek czarnomagiczny będzie), to niech mają sobie czas na te nastolatkowe problemy xD Pali to Albus, nie James, James już skończył szkołę :D choć pewnie nie jest jakiś wyjątkowo grzeczny również hehe xD
      Wraz z Olivierem przeniosła się jego siostra, ale ona też nie jest idealną blondyną, choć ładna na pewno :D:D
      Mam nadzieję, ze następne rozdzialy również Ci się spodobają.
      z pewnością wejdę na Twój blog, choć WWE to nie moje klimaty. Ale to nie oznaczy od razu, ze mi sie nie spodoba Twoje opko, trzeba sprawdzić.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  38. Wreszcie się wzięłam za czytanie! Może to mieć coś wspólnego z tym, że jutro mam zaliczenie z najgorszego przedmiotu na świecie czyli fizyki, i robię wszystko, żeby się nie uczyć :D
    Prolog czytałam wieki temu i już go w zasadzie nie pamiętam, ale ciii.... :D
    Lily strasznie mnie irytuje. Poważnie, jest tak wkurzająca, że w połowie miałam ochotę przestać czytać. Irytująca gówniara. Jakim cudem ona w ogóle ma jakichś znajomych? Nie chciałabym zadawać się z kimś takim... Na szczęście, zanim zdążyłam to zrobić, zaczęła się część Oliviera, który póki co mnie nie irytuje. Zobaczymy, co będzie dalej :D
    Na pewno będę kontynuować czytanie, choć nie wiem, w jakim tempie :D

    Pozdrawiam,
    ellain
    http://smak-magii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nienawidziłam fizyki :D Lily ma na poczatku denerwować :p Olivier...z nim to rożnie :D

      Usuń
  39. Hejka, hejka! :)
    Przeczytane - to wypadałoby skomentować. ;D
    Podoba mi się bardzo, bardzo, bardzo. :D
    Fajnie przedstawilas Piły i Olivera. Ale może troszkę bardziej szczegółowo.
    Wiec tak: Lily już lubię. Lubiłam ja w sumie od prologu, ale podoba mi się jej charakter. Nie podporzadkowuje się komuś, tylko sama jest kowalem swojego losu. Fajnie. :D
    Co do Oliviera... Postać jak najbardziej ciekawa, ma do rozumiec. ;) Nie wie, jeszcze czy ja lubię czy nie, ponieważ na razie jest tutaj sam opis jego dotychczasowego życia. Nie powiem, ma ciekawe spostrzeżenia na temat W. Brytanii... :D Ujelo mnie za serce stwierdzenie, teraz będę parafrazowac, ze to nienormalne, iż jeżdżą tam lewą stroną i mają tylko jeden korek. xD
    Na razie jest dla mnei postacia neutralna, bardziej coś się wypowiem w po kolejnych rozdziałach. ;)
    W ogóle podoba mi się styl, w jakim piszesz. Mega lekko się to czyta. ♡ Dawno nie spotkałam się z tak fajnym stylem. ;)
    To już chyba wszystko. :)
    Jeszcze raz Cię przepraszam za błędy i literowki, ale znowu pisze z telefonu. xd
    Pozdrawiam i weny życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, Lily-Pila: kocham słowniki komórkowe, naprawdę ;) ale akurat tutaj ta przeróbka niespodziewanie pasuje ;
      No, Lily od razu wzbudza albo niechęć albo sympatie; nigdy nic obojętnego i to mnie cieszy, nie bede zaprzeczać ;) dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Haha, dopiero teraz to zauważyłam. xD Akurat nie czytałam komentarza drugi raz i od razu do opublikowalam. :D Ale brawo dla mojej autokorekty. :')

      Usuń