niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział dwudziesty ósmy: Nocne przechadzki i ranne powroty

Może jednak trzeba było poprosić Grace?, przemknęło Lily przez myśl, gdy po raz kolejny owiało ją zimne powietrze wlatujące na korytarz przez otwarte na oścież okno. Grudniowe temperatury nie stanowiły nic przyjemnego, szczególnie o drugiej nad ranem. Gdyby Potter miała więcej czasu, bez wątpienia zatrzasnęłaby zamkowe okiennice, ale teraz nie chciała tracić czasu nawet na wyciąganie zza pazuchy różdżki.
Nie mogła się niczym rozproszyć; stawka była za wysoka. Musiała bezzwłocznie i bezszelestnie podążyć za Paulem Zabinim, gdy ten tylko wyjdzie z lochów. Jak na razie, kropka opatrzona jego nazwiskiem na pergaminie trzymanym przez dziewczynę nie przemieszczała się – pewnie rozmawiał z Agnes Roulier, co sugerowała Mapa Huncwotów – ale w każdej chwili mogło to się zmienić. Dlatego właśnie, za wszelką cenę starając się nie zacząć dzwonić zębami, Lily przerzucała nerwowe spojrzenia z mapy na schody, z których miał się wyłonić Paul, dosłownie co sekundę. Słabe oświetlenie zapewnione jedynie przez pochodnię znajdującą się kilkanaście stóp dalej nie ułatwiało Krukonce zadania.
Niestety peleryna-niewidka, którą miała na sobie, nie chroniła przed zimnem. Prócz tej jednej, w tej chwili dość istotnej wady, własność rodu Potterów posiadała niemal same zalety niezbędne do skutecznego szpiegowania. Jeszcze w poprzednim roku dziewczyna nie zdobyłaby jej tak łatwo, a przynajmniej nie w cywilizowany sposób, czyli prosząc o nią Jamesa. Teraz, mimo że to nie jej najstarszy brat był w posiadaniu peleryny, to on ją dla niej zdobył, ponieważ obecny właściciel niewidki wciąż nie odzywał się do Lily częściej, niż musiał.
Wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni i tylko z niektórych zmian Potter była zadowolona.
Nadal nie potrafiła przyzwyczaić się do lodowatej obojętności Hugona – czegoś, czego istnienia w życiu by nie przewidziała. Wszelkie podejmowane przez nią próby dogadania się z nim spełzały na niczym, choć być może wiązało się to z tym, że nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji? Prowadziła różne walki z różnymi ludźmi – jednak po pierwsze, dotychczas zawsze robiła to w pełni świadomie, a po drugie, nigdy wobec kogoś, kto był jej tak bliski jak Hugo.
A matka…?
Na szczęście Lily nie musiała uciszać irytującego głosiku, który niespodziewanie postanowił się wypowiedzieć, ponieważ jej oczom ukazała się wchodząca po schodach, otoczona ciemnością lochów postać. Wystarczyło jedno szybkie spojrzenie na mapę, by Krukonka potwierdziła, że przybyszem jest oczekiwana przez nią osoba. Potter miała naprawdę dużo farta, gdy dzisiaj udało jej się podsłuchać narzekanie Amandy na swojego brata, który według jej słów „zdziczał do reszty, bo od kilku dni chodzi nieprzytomny z powodu jakichś nocnych eskapad po zamku”. Wiedziała, że nie może zmarnować takiej szansy.
Na szczęście chłopak przystanął na chwilę, aby rzucić na siebie zaklęcie kameleona, co pozwoliło dziewczynie bez problemu za nim nadążyć. Twórcy Mapy Huncwotów uwzględnili istnienie tego typu zaklęć, więc dla Potter Paul pozostawał widoczny.
Lily, zmieliwszy w ustach przekleństwo, potruchtała za coraz szybciej oddalającą się kropką, kierującą się w stronę Wielkiej Sali. Już wcześniej rzuciła na swoje buty zaklęcie wyciszające, podejrzewając, że zostanie zmuszona do biegu. Nie chodziło jedynie o dużą różnicę wzrostu między nimi – Lily, najwyraźniej słusznie, założyła, że Paul będzie się spieszyć. Intuicja podpowiadała jej, że nerwowość chłopaka nie wiązała się tylko z wyjątkowo późną porą. Gdyby ktoś ich nakrył, dostaliby szlaban co najmniej do walentynek. To znaczy, jakby nakrył ich Nochal, Green albo McGonagall, bo Lily była pewna, że przekonałaby resztę nauczycieli do skrócenia kary, a co poniektórych – do jej cofnięcia.
Mogła podziękować Zabiniemu co najmniej za jedno – teraz z pewnością nie było jej zimno, wręcz przeciwnie, czuła się zgrzana. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie zmierzał Ślizgon, ale wiedziała jedno – celu nie stanowiły ani błonia, ani Wielka Sala, ponieważ chłopak udał się prosto na główną klatkę schodową Hogwartu. Oznaczało to, że mógł wybierać się dosłownie wszędzie, a ją czekała kolejna nieprzespana noc. Cóż, liczyła się z konsekwencjami. Podobnie jak reszta rodziny była w stu procentach zdeterminowana, by odkryć, kto torturuje Albusa, choć o akcji, którą właśnie przeprowadzała, wiedział tylko jeden z jej członków – James. Zgodnie uznali, że Rose nie potrzebuje informacji o łamaniu przez nią tysiąca punktów szkolnego regulaminu, o ile eskapada nie okaże się sukcesem, natomiast z Hugonem…
Wiadomo.
Potter powtarzała sobie, że z technicznego punktu widzenia szpiegowanie pojedynczo było mądrzejsze niż z kimś – eliminowało się takie komplikacje jak ujawnienie z powodu wystawania spod peleryny jakiejś części ciała bądź hałasowania. Lily nie mogła się jednak oprzeć wrażeniu, że czułaby się bardziej komfortowo, gdyby teraz, w opustoszałym i pogrążonym w półmroku zamku, pod peleryną był ktoś jeszcze. Niestety jedyna osoba, którą mogłaby ot tak o to poprosić, czyli James, znajdowała się na trzydniowym, obowiązkowym szkoleniu aurorskim w południowej Walii.
Prócz Hugona nigdy nie uważała nikogo ze swojej paczki za przyjaciela, ale dopiero od niedawna zaczęło jej to przeszkadzać. Nie potrafiła poprosić o pomoc ani Grace, ani Alice, ani Sharon. Dwóm ostatnim mogłaby co prawda rozkazać, ale dziwnym trafem w tej sytuacji wydawało się to niemal tak samo nierealne jak proszenie o pomoc, choć nawet w połowie nie aż tak przerażające.
W końcu tylko głupcy odmawiają wykonania rozkazu.
Lily uszczypnęła się mocno, skutecznie odrywając od nieprzyjemnych przemyśleń. Jadąc właśnie wraz z Zabinim schodami na najwyższe, siódme piętro, miała nieodparte wrażenie, że ktoś lub coś ją obserwuje. Nie wiedziała, czy to zamek – obrazy, duchy, ludzie, czary – czy niewidzialny Zabini, i chyba nawet nie chciała wiedzieć. Jedynym słyszalnym dźwiękiem był szelest unoszących się schodów, co w ogóle jej nie pocieszało. Niewiele rzeczy potrafiło wzbudzić w Potter autentyczny strach i nigdy by nie podejrzewała, że Hogwart okaże się kiedykolwiek jedną z nich.
O tej porze i w takich okolicznościach zamczysko nie przypominało w żaden sposób tak dobrze znanej i kochanej szkoły. By zająć myśli czymś innym, Krukonka powtarzała swoje kwestie do sceny z musicalu, którą zaczęli ćwiczyć dwa dni temu. Chwilę potem schody zaparkowały z hukiem przy szerokim korytarzu na siódmym piętrze, a kropka oznaczająca Zabiniego zaczęła oddalać się na mapie tak szybko, że Lily znów musiała zacząć biec. Gdybym tylko wiedziała, że będzie się tu wybierał, w ogóle nie czekałabym przy tych głupich lochach…
Zgodnie z oczekiwaniami dziewczyny Paul minął przejście prowadzące do pokoju wspólnego Gryfonów, jednak w przeciwieństwie do nich nie skierował się także do Wieży Astronomicznej, tylko nieprzerwanie szedł przed siebie coraz bardziej zwężającym się korytarzem. Zgodnie z wiedzą Lily oraz dzierżonej przez nią Mapy Huncwotów nic tam nie było – kończył się on ślepym zaułkiem. Najwyraźniej największe osiągnięcie dziadka i jego przyjaciół nie było nieomylne. Przecież Zabini nie szedłby tak pewnym krokiem donikąd…?
Ściany znajdowały się teraz tak blisko siebie, że Ślizgon zaczął iść bokiem, zaś jakiekolwiek światło, które wcześniej choć częściowo oświetlało drogę, zostało daleko za nimi. Lily ostatkiem silnej woli i rozsądku powstrzymywała się przed rzuceniem Lumos, choć jednocześnie zaklinała Paula, by to zrobił. I wreszcie, gdy sama musiała zacząć poruszać się bokiem, jej błagania zostały wysłuchane.
Zabini wyjął różdżkę, z końca której wystrzeliło niemal oślepiające światło. Potter mrugnęła dobrych kilka razy, nim jej wzrok przyzwyczaił się do nowego poziomu oświetlenia. Tymczasem chłopak nie próżnował. Wbrew oczekiwaniom Krukonki nie uruchomił żadnego tajnego przejścia. Jedynym sygnałem tego, że coś się zmieniło, okazał się niespodziewany odgłos przesuwania jakiegoś ciężkiego obiektu. Lily zadarła głowę, a jej oczom ukazała się lewitująca, niemal czarna cegła, która jeszcze przed chwilą stanowiła rdzenną część muru. Puste miejsce, które za sobą pozostawiła, świeciło na mocno przygaszony, zielony kolor.
Potter nie mogła nie docenić zdolności Ślizgona, gdy ten, zdając się w ogóle nie zwracać uwagi na unoszący się za jego pomocą sześcian, płynnym ruchem różdżki wydobył spod szaty coś płaskiego i czerwonawego, a następnie wysłał ten przedmiot do kryjówki. Zielona pustka natychmiast połknęła zdobycz i zgasła, a chwilę potem cegła znalazła się na należytym miejscu, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Pomimo szoku w Lily pozostało na tyle rozsądku, że od chwili, gdy Zabini zaczął czarować, zdążyła wycofać się tak, by teraz – z całej całej siły przyciskając się do ściany – nie zostać przez niego dotkniętą. Ślizgon zamierzał najwyraźniej wrócić do lochów tak samo szybko, jak się tu pojawił.
Gdy zniknął z zasięgu jej wzroku, Potter odliczyła powoli do piętnastu. Z racji, że otaczające ją cisza, pustka i ciemność nie zelżały nawet na chwilę, uznała, że jest bezpieczna. Nie martwiąc się więcej o konieczność zachowania bezwzględnej ostrożności, westchnęła głośno, zrzuciła pelerynę-niewidkę z głowy, wyciągnęła różdżkę i rzuciła na siebie zaklęcie rozgrzewające. Następnie użyła Lumos, a wciąż aktywną Mapę Huncwotów przymocowała tymczasowo zaklęciem do muru, by w każdej chwili móc do niej zajrzeć.
Dopiero po tych niezbędnych przygotowaniach związała włosy w kucyk i zadarła głowę, obrzucając krytycznym spojrzeniem ścianę. Nie potrafiła odnaleźć tej konkretnej cegły, która skrywała przedmiot ukryty przez Paula. Choć i tak wiedziała, że z większym prawdopodobieństwem wskazałaby lokalizację skrytki, niż określiłaby, co ta w sobie zawiera. Zabini poradził sobie ze wszystkim tak szybko, że Lily nie miała czasu niczemu się przyjrzeć! Z niewiadomych powodów wcześniej była przekonana, że to, co zrobi Paul, okaże się naprawdę widowiskowe, a przynajmniej równie przerażające co podróż po Hogwarcie w środku nocy…! Jak mogłam tak to spieprzyć?
Bez wielkich nadziei Krukonka zaczęła rzucać w ścianę wszystkie znane jej zaklęcia demaskujące, otwierające, lewitujące i kilka innych, lecz bez rezultatu. Pewnie nie otworzyłaby kryjówki, nawet gdyby wiedziała, o którą cegłę chodzi – nie znała konkretnej formułki czy wręcz formułek do tego niezbędnych. Prychnęła rozjuszona niczym kotka i machnęła zamaszyście różdżką. Mapa Huncwotów natychmiast znalazła się w jej rękach, podobnie jak chwilę potem peleryna na głowie.
Idąc w kierunku największej szkolnej klatki schodowej, nie czuła ani zimna, ani niewyspania, ani zmęczenia. Jedynie wściekłość zdawała się płynąć w jej tętnicach zamiast krwi. Lily nie mogła uwierzyć, że niczego się nie dowiedziała. Na dobrą sprawę nie potwierdziła nawet, czy nocna eskapada Paula miała coś wspólnego z Matyldą, a tym bardziej z Albusem. Intuicja mówiła jej, że tak, ale brakowało dowodów! Cały czas brakuje faktów, to zajebiście wkurwia…
Potter dochodziła właśnie do korytarza prowadzącego do pokoju wspólnego Gryfonów, kiedy usłyszała huk. Pewnie w ciągu dnia nie zinterpretowałaby tak zwykłych, ludzkich kroków, ale teraz wszystko wydawało się wyolbrzymione. Spanikowana zerknęła na mapę – w jej kierunku nieubłaganie zbliżał się Filch, a ona nie miała gdzie uciec.
Już po mnie…, jęknęła w myślach, a potem przypomniała sobie, że jest pod peleryną-niewidką. Tak bardzo ucieszyła się z własnego szczęścia, że zerwała się jak poparzona do przodu, co okazało się poważnym błędem. Potknęła się o materiał,  przez co jej druga, znajdująca się właśnie w powietrzu noga została odkryta dokładnie w tym samym momencie, gdy woźny wyłonił się z korytarza.
– Myślisz, głupi uczniaku, że mnie ogłupisz?! Jak jest stopa, to jest i reszta… – zaskrzeczał przerażająco i przyspieszył kroku.
Nie udało mu się jednak dotrzeć do Lily, której cudem udało się utrzymać równowagę. Zarówno on sam, jak i dalsza część złorzeczeń zginęły pod wpływem kłującego, gęstego dymu i przerażającego huku przypominającego zawalanie się czegoś dużego.
Potter krzyknęła rozdzierająco i podniosła ręce, próbując osłonić głowę, przez co pozbawiła się jakiejkolwiek amortyzacji podczas upadku. Poleciała do tyłu, lecz zanim znalazła się na ziemi, ktoś złapał ją boleśnie za ramię i pociągnął mocno, krzycząc: „Dawaj za mną!”. Pomimo ostrego bólu, który poczuła w prawej kostce, posłuchała bez sprzeciwu swojego wybawcy. Adrenalina bywała bardzo przydatna. Lily dała się pociągnąć w niewiadomym kierunku, nadal nic nie widząc. Jedynym, na czym się skupiała, było niezgubienie mapy i peleryny, które ściskała kurczowo przy piersi.
– Zarzuć to na nas! – Usłyszała znajomy, męski głos, gdy ciągnący ją osobnik nagle postanowił się zatrzymać, w związku z czym ona zatrzymała się prosto na nim.
– Co? – jęknęła gdzieś pomiędzy jego pachą a kręgosłupem, jednak on zdołał ją usłyszeć.
– Pelerynę! Och, dawaj to! – warknął, gdy nie zareagowała, i sam rozpostarł nad nimi magiczny materiał.
W samą porę, ponieważ za nimi rozległy się kroki. Lily, nie patrząc na chłopaka, odwróciła głowę, i z przerażeniem zobaczyła, że z opadającego już dymu wydobywa się zgarbiona sylwetka szkolnego woźnego. Zamarła ze strachu i gorączkowo wpatrywała się w złorzeczącego na cały świat mężczyznę, który jakby w zwolnionym tempie poruszał się w ich kierunku. Niemal nie wierzyła własnym oczom, kiedy po czasie wydającym się wiecznością Filch minął ich i pokuśtykał w stronę portretu Grubej Damy, zapewne mając nadzieję, że zdoła jeszcze schwytać urwisów.
– Już sobie poszedł, więc możesz przestać.
– Co?
– Wbijać mi z całej siły paznokcie w ramię, Potter! Putin, nagle ci gadkę odebrało?
Nawet jeśli Olivier miał rację, a Lily – zaaferowana niespodziewanymi wydarzeniami – nie mogła zebrać myśli, to tymi słowami sprawił, że zdolność Krukonki do wypowiadania się powróciła w natychmiastowym tempie. Dziewczyna zabrała jak poparzona rękę i odwróciła się do Janviera, gromiąc go spojrzeniem i sycząc:
– Zamknij się, bo zaraz tu przyjdzie i tyle z tego będzie, idioto! Skąd wiesz o pelerynie?!
– Nie przyjdzie, bo rzuciłem na nas Muffliato. A niby to ty należysz do Ravenclawu.
– Jak na kogoś, kto nie znosi stereotypów, zadziwiająco często się do nich odnosisz.
– Za to ty jak zwykle mówisz tak, jakbyś choć trochę mnie znała.
– Znam wystarczająco, by wiedzieć, ile jesteś wart!
– Mam ci przypomnieć, kto przed chwilą uratował cię przed szlabanem? Choć nie, po zastanowieniu uważam, że lepiej będzie po prostu oddać cię Filchowi, przynajmniej pozbędę się kłopotu…
– Kłopotu?! Chyba kompletnie…! – zaczęła Lily, lecz zmuszona nareszcie zaczerpnąć głębszy oddech urwała, ponieważ ku jej ogromnemu nieszczęściu Olivier Janvier naprawdę przed chwilą uratował jej skórę.
Obrzuciła go krótkim, lecz uważnym spojrzeniem. Dopiero teraz, gdy nie obrzucali się wzajemnie błotem, zauważyła, że jego włosy są w nieładzie, gryfoński krawat został przekrzywiony, a on sam wygląda, jakby właśnie biegł w maratonie. Nie mogła wyglądać lepiej. Mimowolnie poprawiła zawiązany wcześniej kucyk, strzepując przy tym dym, a następnie spośród wszystkich pytań, jakie kłębiły się jej w głowie, zadała wcale nie to zaczynające się od „dlaczego”, tylko:
– Czy ty naprawdę rozwaliłeś ścianę?
W odpowiedzi Olivier tylko się roześmiał, a ona miała ochotę sama zrobić to, o co go zapytała.
Za pomocą własnej głowy.
– Potrafisz być zabawna, jeśli chcesz.
– Masz coś jeszcze do powiedzenia? – zapytała Lily po chwili milczenia. Już nie krzyczała, wręcz przeciwnie; ledwo stłumiła ziewnięcie. Zmęczenie, które kumulowało się w niej od kilku dni, dopadło ją w momencie, gdy adrenalina nie była już potrzebna. Bardzo niekorzystnym momencie! Nie zdołał jej ocucić nawet ból kostki, który ponownie poczuła i który nie chciał już odejść.
– Hej, trzymaj się! – zawołał Olivier i złapał ją w talii, gdy zachwiała się i przytrzymała ściany za jego plecami.
Tym sposobem Potter znalazła się znacznie bliżej niego, niż kiedykolwiek by tego pragnęła, i nie miała siły tego zmienić. Nie miała nawet siły być na siebie za to zła! Dlatego, z lekko zadartą głową, patrzyła w te jego ogromne, błękitne oczy, marząc tylko i wyłącznie o dwunastogodzinnym śnie, którego – zważywszy na środek tygodnia – mieć nie mogła.
Szczególnie jeśli dochodziła trzecia w nocy. Już dawno straciła poczucie czasu.
Olivier też się jej przyglądał i wcale nie wyglądał, jakby zamierzał przestać. Nie czuła zażenowania, ponieważ odczuwała tylko zmęczenie, a jego spojrzenie było jedyną rzeczą, dzięki której nie zasnęła na środku korytarza.
– Hugo mi powiedział.
Tym razem nie zapytała „Co?”, choć może wyczytał to z jej wzroku, gdyż dodał:
– O pelerynie. Powinnaś iść do dormitorium, ledwo żyjesz.
Kiwnęła głową.
– Ale nie dojdziesz sama.
Nie odpowiedziała – nie musiała, skoro zrobiło to za nią jej osuwające się na ziemię ciało. Zanim ostatecznie straciła przytomność, usłyszała tylko, jak Janvier mówi pod nosem:
– Ciekawe, ile jeszcze dziewczyn będę odprowadzał dziś do pokojów. Ravenclaw przynajmniej bliżej niż Hufflepuff…

Najbardziej na świecie nienawidził bezsilności. A bezsilność zawładnęła jego życiem ponad miesiąc temu i nic nie wskazywało na to, że miała zamiar zniknąć.
Pewnie równało się to z tym, że nienawidził swojego życia. Może.
Miał to w dupie. Chciał tylko jednego – żeby Albus się obudził, a tego nie mógł otrzymać.
Dlatego więc szukał. Odkąd dowiedział się, że chodzi o klątwę, jak szalony szukał sprawcy i nie mógł go znaleźć. Inni nie popierali jego metod, nawet Rose… Jeśli ktokolwiek był bliższy Albusowi niż on, była to właśnie Weasley, a i tak nie rozumiała! Nie spodziewał się, że aż tak to zaboli, a bolało jak cholera.
Wraz z upływem czasu, gdy nic się nie zmieniało, część emocji opadła. Być może chodziło tylko o czas, być może o brak skuteczności, być może o smutek, jaki wywoływał w Anabelle, a być może o szlaban i wyrzut w oczach Nochala, który jako opiekun Slytherinu odjął mu pięćdziesiąt punktów za napadnięcie na Abingale’a. Obecnie Scorpius był gotów przyznać, że prawdopodobnie jego metoda nie należała do najlepszych, jednak wcale nie uważał, że poczynania reszty są choćby o krztynę mądrzejsze, a tym bardziej skuteczniejsze. Cały klan Potterów-Weasleyów działał zdecydowanie za słabo, nieefektywnie! Najwyraźniej tylko on zdawał się rozumieć prawdziwą wagę problemu.
Co nie zmieniało faktu, że nie miał zielonego pojęcia, co dalej zrobić.
I jedyną osobą, która mogła mu pomóc, była Rose. Tylko ona była na tyle inteligentna, a przy tym na tyle bliska Albusowi. Musiał ją tylko w jakiś sposób przekonać, że trzeba działać bardziej zdecydowanie. Że każdy dzień, w którym Potter pozostaje w śpiączce, działa na ich niekorzyść. Scorpius podobnie jak reszta nie miał pojęcia, jakie konkretnie składowe znajdują się w klątwie, ale zarówno od swojego ojca, jak i z książek, które przewertował, wiedział jedno. Mózg Albusa był torturowany non stop, odkąd spadł z tej cholernej miotły. Cały ten jebany czas… I prędzej czy później nadejdzie moment, w którym wybudzenie się ze śpiączki nic nie zmieni.
Nikt nie mógł określić ani „prędzej” ani „później”.
Żeby mieć jakiekolwiek szanse, Scorpius musiał odzyskać zaufanie Rose choćby w połowie. Co prawda w przeciwieństwie do okresu przed wypadkiem teraz przynajmniej spędzali ze sobą czas i nawet rozmawiali, ale nie miało to nic wspólnego z jakąkolwiek choćby neutralną relacją w stylu sąsiadów wymieniających się informacjami o pogodzie. Weasley skutecznie unikała spędzenia z nim nawet najkrótszej chwili sam na sam. On w większości przypadków też. Nie zajmował się w końcu nawet Anabelle, która ku jego zaskoczeniu wciąż go nie rzuciła. Nie miał pojęcia, jakim cudem Janvier potrafiła z nim wytrzymać.
W każdym razie dlatego to zrobił – upił się w samotności. Inaczej mógłby nie mieć odwagi spotkać się z Rose i przedstawić jej wszystkiego tak, jak to widział, zanim wyjadą na przerwę świąteczną, a szansa na skuteczne uratowanie Albusa stanie się jeszcze mniejsza.
Choć gdyby tylko się upił, efekt mógłby nie być wystarczający. Pewnie leżałby teraz gdzieś na dnie hogwarckiego jeziora. Dlatego dodał do tego niejeden skręt Magicznego Zioła, które podnosiło poziom energii i umożliwiało chociażby napisanie listu do Rose i wysłanie go za pomocą sowy. Miał nadzieję, że Weasley nie zauważy; w końcu kilka miesięcy temu, kiedy byli jeszcze parą, obiecał jej, że nie będzie palił tego świństwa.
Do tej chwili dotrzymywał tej obietnicy.
Dzisiaj wszystko szlag trafił.
Choć nie wiadomo było, jakie dzisiaj było dzisiaj. To dzisiejsze czy jutrzejsze? A może wczorajsze? Czas to taka względna rzecz... Scor wiedział jedno: w tym momencie siedział na kamieniu, czekając na Rose, i kiwał się, w swoim mniemaniu, idealnie rytmicznie. Odstawił butelkę Ognistej Whisky na ziemię, żeby Gryfonka nie odeszła, zanim w ogóle zaczną rozmawiać. Przemyślał to, nim jeszcze zapalił Magiczne Zioło. Chyba nie było go już czuć w powietrzu, choć on z pewnością czuł je w sobie.
Malfoy wiedział, że Weasley przyjdzie, bo jak mogłaby nie przyjść?! Rose przyjdzie do niego, bo to Rose. Poprosił ją w liście, choć nie był pewien, co dokładnie tam napisał, więc przyjdzie. Mała, ruda, śliczna Rose. Choć właściwie to duża
– Malfoy, oszalałeś? – Usłyszał jej piękny głos i podniósł głowę, próbując ufiksować na niej pijacki wzrok. Przez chwilę miał wrażenie, że szczęście przybyło w podwójnej postaci. – Do wyjazdu zostały jeszcze dwa dni, jutro od rana mamy zajęcia, a ty wysyłasz sowę o pierwszej w nocy i każesz mi tu przyjść! I nie chowaj tej butelki, na milę widać, że jesteś pijany. A raczej słychać.
– Śpiewałem? – zapytał radośnie Scorpius i podskoczył niczym dziecko, tylko cudem nie spadając z kamienia.
– Niestety. Czego chcesz?
– Musisz mi pomóc.
– Ja? Tobie? Pomóc? – powtórzyła Weasley nieco zbyt piskliwym głosem, ale nadal mu się podobała. Choć była już tylko jedna. Wciąż stała, a przecież mogła usiąść. Chyba nie przeszkadzał jej śnieg? Jeśli tak, to jakoś zmieściliby się na jego kamieniu, który aktualnie boleśnie wbijał mu się w tyłek.
Scor przetarł twarz ręką, próbując się skupić. Miał misję. Musiał ją wykonać, nawet jeśli przewalił… przesadził. Cokolwiek. Chodziło o przyjaciela!
– Albus musi się obudzić jak najszybciej – powiedział wolno, starając się nie przekręcić żadnego słowa.
W odpowiedzi otrzymał tak smutne spojrzenie, że aż go to otrzeźwiło. Nieznacznie.
– Chodzi mi o to że naprawdę szybko – dodał więc najbardziej rzeczowym tonem, na jaki było go stać. – Że trzeba działać zdecydowanie. Rozumiesz?! Zde-cyyy-dowa-nie.
– Tak? To co niby proponujesz, Scorpius? – oburzyła się Weasley i zaczęła chodzić w tę i z powrotem. Może dlatego, że było jej zimno? W końcu nic nie piła ani nic nie paliła. Powinna zacząć, on po używkach czuł się jak w tropikach. – Niby co mamy według ciebie zrobić, żeby działać bardziej zdecydowanie? I proszę, nie wymieniaj obrzucania winą każdego, kto przemknie ci przez myśl, bo nie tędy droga!
– Możesz przestać chodzić, bo jest was za wiele? – poprosił Scorpius, a widząc jej pełne zdziwienia spojrzenie, dodał: – No pytałaś o prozopycje… propozycje. To mówię.
– Jesteś kompletnie niereformowalny. Nie dociera do ciebie, że w ten sposób nic a nic nie pomożesz?
– A jak inaczej masz mi zaufać?
Dopiero fakt, że stanęła i patrzyła na niego w milczeniu, utwierdził go w przekonaniu, że powiedział to na głos. Żałował, że nie mógł zobaczyć jej twarzy dokładniej niż w świetle księżyca, gwiazd oraz jego otumanionej używkami głowy.
– Nie muszę ci ufać, Malfoy, żeby próbować pomóc Albusowi. Ponadto jak mam zaufać komuś takiemu?! – Tu Rose machnęła w jego kierunku ręką, a Scorpius poczuł się autentycznie oburzony.
To on się tak poświęcał, wydał trzydzieści galeonów na Magiczne Zioło, a ona nie chciała nawet spróbować mu zaufać?
Zdenerwowany wstał, podszedł do niej i próbował schwytać jej nadgarstek, jednak nie zdążył. Wywinęła się mu i założyła ręce na piersiach. Może gdyby się nie potknął, to by mu się udało. Teraz pozostawało jedynie złapać ją za ramiona.
– Rose, proszę cię, musisz spróbować. Razem coś wymyślimy, na pewno się uda! Tylko my dwoje znamy Albusa aż tak dobrze! Tylko my dwoje wiemy…
– Czy ty się słyszysz, Malfoy? – wykrzyknęła po raz kolejny oburzona, jednak ciszej i jakby mniej stanowczo niż wcześniej. Spuściła głowę tak, że Scorpius nie mógł zobaczyć jej spojrzenia, pomimo że niemal dorównywała mu wzrostem. – Porozmawiamy, jak wytrzeź…
– Jakoś muszę je zdobyć, Rose – przerwał jej i, podnosząc lekko jej podbródek do góry, zmusił ją, by na niego spojrzała.
A potem ją pocałował.
Nie spodziewał się, że będzie to pamiętał aż tak dobrze. W jego głowie wciąż szumiało, ale inaczej niż chwilę temu. Zmusił ją do zrobienia kilka kroków do tyłu, tak by oprzeć ją o pobliskie drzewo, ale jednocześnie starał się ani na chwilę nie zmniejszyć odległości między nimi. Rose niemal od razu zaczęła oddawać jego pocałunki, zaplatając mu ręce na szyi.
Plan chyba…
Plask.
Zaskoczony Scorpius odskoczył do tyłu i złapał się za palący żywym ogniem lewy policzek. Co się dzieje?
– Ty sukinsynu… Nigdy nie odzyskasz mojego zaufania! I wiesz co? Pal sobie to Magiczne Zioło, upijaj się do nieprzytomności, mam to w dupie! Po prostu zostaw mnie w spokoju!!!
I odeszła niczym ogień trawiący wszystko, co dotyka.

Czuł się szczęśliwy i nie potrafił być na siebie z tego powodu zły. Zważywszy na niezmienny stan Albusa czy ostatnie wyniki z testów przekrojowych piątoklasistów, Hugo nie powinien mieć powodów do radości, a jednak wyjątkowo dobry humor utrzymywał się od naprawdę długiego czasu.
Weasley po prostu tryskał entuzjazmem. Cieszyło go praktycznie wszystko. Gdy promienie zimowego słońca budziły go o w weekend przed ósmą rano, radował się na myśl o ładnej pogodzie. Gdy zaspał na lekcje, uznał, że to świetnie, bo nareszcie się wyspał. Transmutacja nigdy nie szła mu tak dobrze jak obecnie i być może dlatego zawalił testy zarówno z zaklęć, jak i eliksirów, co ledwo zarejestrował zbyt zajęty własnym szczęściem. Ponadto mógł spokojnie poprawić oceny w styczniu. Nie frustrowali go ani rozwalający swoje rzeczy po całym dormitorium kumple, ani zadający masę wypracowań na święta nauczyciele. Hugo rzadko kiedy czymś się denerwował, nawet wcześniej, ale za to często zamartwiał, a teraz właściwie niczym się nie przejmował, co było wspaniałe.
Odkąd Helena została jego dziewczyną, po prostu nie potrafił spojrzeć na świat inaczej.
Chwile, kiedy musiał przekonywać się co sekundę, że to stało się naprawdę, już minęły, co skutecznie uniemożliwiło kumplom robienie sobie z niego jaj (a przynajmniej z tego powodu), natomiast nie zmniejszyło nawet minimalnie jego zachwytu Smith. W rzeczywistości, każdego dnia, gdy poznawał ją coraz bliżej i lepiej, zakochiwał się w niej jeszcze mocniej. Nieustannie go zaskakiwała. Był nią tak zafascynowany, że w pewnym momencie przestał się nawet bać! Może nie całkowicie, ale sam nie mógł uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu przejmował się, czy może wziąć ją za rękę, a później spędzał godziny nad rozmyślaniem, jak i kiedy ją pocałować. Na szczęście Helena rozwiązała ten problem za niego na jednym ze spacerów po błoniach. Hugo zapamiętał oczywiście nie tylko dokładny dzień, ale i godzinę. Minut już nie, ponieważ był w tamtym momencie zbyt zajęty znacznie ważniejszymi i przyjemniejszymi czynnościami.
Prócz Albusa istniała tylko jedna nierozwiązana kwestia, która nieco psuła jego idyllę i którą początkowo z łatwością udawało mu się od siebie odsuwać, ale która – wraz z jego coraz lepszym humorem i zmniejszającą się ilością spraw wywołujących w nim zamartwianie się – coraz mocniej dawała o sobie znać.
Lily.
Kilka dni temu, gdy wraz z nią, Rose i Jamesem po raz kolejny omawiali sprawę Albusa, Weasley ze zdziwieniem doszedł do wniosku, że nie czuje już wobec kuzynki złości. Rozgoryczenie – tak, ale nie złość. Początkowo go to zdenerwowało, ponieważ uparta część jego natury, którą ostatnio odkrył, powtarzała mu, że Potter naprawdę przesadziła i nie powinien jej ot tak odpuszczać. Zaczynał rozumieć, dlaczego babcia Molly nieustannie powtarzała, że jest bardzo podobny do taty. To jednak nie zmieniało faktu, że wściekłość na Lily wyparowała. Hugo był niemal pewien, że to jeden z efektów ubocznych jego świetnego humoru. Nie potrafił odczuwać negatywnych emocji, skoro miał wrażenie, jakby wciąż unosił się nad ziemią.
Ponadto, nie mógł tego nie przyznać, w jego kuzynce coś się zmieniło. I nie chodziło tylko o to, że – cóż za paradoks! – obecnie to chyba on był najbardziej negatywnie nastawionym wobec Potter Gryfonem z ich rocznika, może nie licząc George’a, który nie trawił Lily z zasady. Nawet Olivier rozmawiał z nią częściej! Samo w sobie nie dziwiło to Hugona, ponieważ ci dwoje już na początku roku wplątali się w dziwaczną wojnę, ale fakt, że Janvier potrafił od czasu do czasu pogadać z Potter normalnie, już tak. Francuz powiedział mu nawet nie tak dawno temu, że uratował Krukonkę przed niechybnym szlabanem, i choć wtedy Weasley nie skomentował tego ani słowem, dało mu to do myślenia.
Nie miał siły i nie chciał dłużej ignorować kuzynki, która – co tu dużo mówić – była dla niego bliższa niż rodzona siostra.
Blokowała go tylko jedna, ale za to jakże istotna kwestia – uczucie do Heleny. Czy wybaczenie Lily i pogodzenie się z nią nie byłoby jednoznaczne z niemą zgodą na to, co wygarnęła Smith? Na samo wspomnienie tamtego felernego wieczoru Weasleya ogarniała jeszcze nie tak dawno zupełnie mu obca fala złości, a jego ręce automatycznie zaciskały się w pięści.
Od pewnego czasu Hugo wiedział, że Lily przeprosiła Helenę. Podejrzewał, że Smith powiedziała mu o tym z nadzieją, że chłopak pogodzi się z kuzynką, podobnie zresztą jak Olivier, gdy poinformował go o niedoszłym szlabanie. Jednak Weasley wciąż bił się z myślami. Jego dziewczyna była wspaniałą osobą, o wiele lepszą niż on, więc w ogóle go nie dziwiło, że nie czuła urazy wobec Potter. Ale czy to oznaczało, że i on mógł puścić coś takiego w niepamięć…?
– Musisz z nią porozmawiać, Hugo. Rozmyślania nic ci nie pomogą. A byłoby naprawdę dobrze, gdybyście pogodzili się przed świętami. Wyobrażasz sobie, co zrobi babcia Molly, gdy zobaczy, że nie rozmawiasz z Lily?
Gryfon, gwałtownie przywrócony przez własną siostrę do rzeczywistości, odwrócił spojrzenie od pleców Lily i przerzucił je na bladą twarz Rose, która siedziała obok niego pewnie od dobrych kilku minut. Prefekt naczelna wyglądała nieco lepiej niż kilka dni wcześniej, gdy jak szalona pisała przez całą noc zaległe wypracowania, ale zmęczenie zdawało się wybić na jej obliczu trwałe piętno.
Zmęczenie i coś jeszcze, czego nie potrafił nazwać, ale co kazało mu spytać:
– Coś się stało? Znaczy, prócz Albusa?
– Nie! – krzyknęła Rose nieco zbyt głośno i zbyt szybko, by uwierzył. Unikała także jego wzroku, nagle przenosząc całą uwagę na zapiekankę, którą właśnie spożywała. – Gdzie podziałeś Helenę?
Hugo odłożył widelec, którym dziobał wystygłą już jajecznicę, i obrzucił siostrę uważnym spojrzeniem, jednak postanowił odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie:
– Nie ma jeszcze siódmej, więc wszyscy śpią, korzystając z tego, że odpuścili nam dzisiaj zajęcia.
– No tak.
– Prócz nas – uściślił, nalewając sobie gorącego i pysznie pachnącego kakao. – W naszych genach musi być coś nie tak. Nawet nie czuję się zmęczony!
– Szczęściarz z ciebie, ja wręcz przeciwnie – odparła Rose i na potwierdzenie swych słów ziewnęła szeroko.
Hugo zachichotał.
– Ale co się dziwić, widzę, że od pewnego czasu rozpiera cię energia, więc nie odczuwasz zmęczenia – dodała prefekt naczelna, na co jej brat tylko pokiwał głową.
Przez pewien czas jedli w milczeniu, tak jak mieli w zwyczaju w domu. Lubili te chwile, które stanowiły swoistego rodzaju odprężenie i ucieczkę od codziennych obowiązków.
– Jeśli się z nią pogodzę, to będzie oznaczało, że zgadzam się z tym, co powiedziała o Helenie – odezwał się niemal szeptem Hugo, odstawiając niedopity kubek kakao i znów skupiając spojrzenie na zgarbionych plecach Lily siedzącej samotnie przy praktycznie opustoszałym stole Krukonów. W Wielkiej Sali znajdowało się dosłownie kilkunastu uczniów, więc nie chciał ryzykować, że Potter go usłyszy.
– Co? Oczywiście, że nie – żachnęła się Rose. – Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.
– Na pewno? Przecież… jak mogę z nią tak po prostu rozmawiać? A Helena?
– Musisz to rozdzielić. Lily doskonale wie, dlaczego jesteś na nią zły. To, że się nią pogodzisz, absolutnie nie oznacza twojej zgody na to, co powiedziała o Helenie czy o kimkolwiek innym, nie oznacza twojej zgody na jej zachowanie… Które, swoją drogą, naprawdę uległo zmianie. Zresztą, Hugo, nie chcę, żeby to zabrzmiało nieprzyjemnie, ale przyjaźniłeś się z nią przez tyle lat i nie przeszkadzało ci… Albo przynajmniej nie na tyle, by zerwać z nią znajomość. Nie mówię, że powinieneś! Ale sam widzisz…
– Masz rację – przerwał siostrze Hugo, czerwieniąc się mocno.
Niech to szlag, wydawało mu się, że tylko przy Helenie jego policzki potrafią stać się wrogiem, ale najwyraźniej nie! Rose powiedziała na głos prawdę, która absolutnie nie stawiała go w dobrym świetle. Niezależnie od tego, co zrobiła w przeszłości Lily i niezależnie od tego, że nie zgadzał się z wieloma z tych rzeczy i tylko czasem mówił o tym głośno, właściwie w żaden sposób nie próbował jej powstrzymywać. A teraz Potter, już od pewnego czasu, się zmieniła, gdy tymczasem on zachowywał się jak gdyby nigdy nic…
– Tylko mi teraz nie zacznij mówić, że to twoja wina! Nie odpowiadasz za grzechy kogoś innego, nawet jeśli masz takie wrażenie. Bo jak ci na kimś zależy, to może ci się tak wydawać… – Rose urwała nagle i rozdrażniona pokręciła głową.
Hugo po raz drugi podczas tej rozmowy uznał, że nie będzie dopytywać; zgarbione ramiona siostry i usta zaciśnięte w kreskę podpowiedziały mu, żeby nie próbował. Zamiast tego stwierdził:
– No to pójdę z nią porozmawiać. Na pewno lepiej działać niż gdybać.
Zanim wstał, Rose poklepała go po plecach, uśmiechając się do niego pokrzepiająco i jakby z dumą. Gdy ruszył powoli w kierunku stołu Krukonów, ze zdziwieniem poczuł na sobie wzrok Lily, która już nie siedziała, tylko opierała się o ławę, zwrócona w stronę Gryfonów. Nie mógł uwierzyć, że przegapił moment jej ruchu.
Podchodząc bliżej, Weasley dostrzegł w jej uważnym spojrzeniu mieszaninę oczekiwania z niedowierzaniem. W końcu stanął na tyle blisko dziewczyny, że Potter musiała aż zadrzeć głowę, przełknął ślinę i zamiast przywitania rzucił:
– Siedzimy dziś razem w przedziale?
Lily kiwnęła pojedynczo głową, ale nagle zatrzymała ten ruch i z nutką zawahania zapytała:
– Nie siedzisz z Heleną i O… całą resztą?
– Siedzę, ale z tobą też chcę. Możesz do nas wpaść albo ja wpadnę do ciebie. – Wzruszył ramionami.
Lily uśmiechnęła się do niego szeroko, a w jej zielonych oczach dostrzegł błysk radości.
– Będę siedzieć z Sharon i Grace, wpadnij do nas.
– Pewnie – odpowiedział, nie potrafiąc nie odwzajemnić jej uśmiechu.
Oboje aż za dobrze zdawali sobie sprawę, że Potter nie przyszłaby do przedziału Gryfonów, nawet jeśli ostatnio czasem z nimi rozmawiała. Oboje wiedzieli też, że między nimi nareszcie wszystko się rozwiązało. Dlatego chwilę potem zaśmiewali się do rozpuku tak, jak mieli to w zwyczaju, nie zważając na pełne dezaprobaty spojrzenia kilkunastu uczniów, którzy zwlekli się na ostatnie przedświąteczne hogwarckie śniadanie już przed siódmą rano.
Oraz jedno pełne radości – to należące Rose.

 ***

Serwuję Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Sprawa Albusa choć trochę ruszyła… Choć czy na pewno, to się dopiero przekonacie ;). Bardzo ciekawi mnie też Wasza reakcja co do zachowania Scorpiusa, czy zmienicie o nim zdanie czy nie. Kolejne rozdziały w innej, świąteczno-noworocznej perspektywie, mam nadzieję, że się Wam spodobają.
Rozdział dedykuję nowej czytelniczce, Vivianne Pavarell.


32 komentarze:

  1. Nadrobiłam wszystko, więc wreszcie mogę zostawić jakiś komentarz.

    Po pierwsze, odnosząc się do poprzednich rozdziałów, to uważam, że ten krótki fragment z perspektywy osoby, która rzuciła na Albusa klątwę nieco rozjaśnił sytuację. Krąg podejrzanych zawęża się do dziewczyn, poza tym można mieć już wstępnie jakieś przypuszczenia co do motywów rzucenia klątwy. Czyli jednak nie osobista zemsta na samym Albusie, ale odwet na całym Ministerstwie Magii…

    Zanim przeczytałam ten rozdział, chciałam napisać, że do tej pory Hugo wydawał mi się uroczy z tą swoją nieśmiałością, ale teraz zaczął mnie jednak trochę irytować. Że rozumiem, że wcześniej mógł się wstydzić swoich uczuć, nie mieć odwagi, żeby się odezwać, ale liczyłam na to, że będąc już z Heleną, otworzy się przed nią i nabierze pewności siebie, a nie zacznie się zastanawiać, czy ona przypadkiem jednak się nie rozmyśli. Ale po przeczytaniu tego rozdziału zmieniam zdanie, bo jednak przestał już rozmyślać, czy aby to wszystko nie jest snem i po prostu zaczął się cieszyć. Zresztą nie dziwię się, że ma taki dobry humor, w końcu jeszcze kilka tygodni wcześniej nawet by się nie spodziewał, że może być chłopakiem Heleny.

    Sprawa Albusa niby trochę ruszyła, ale zastanawiam się cały czas, czy to nie jest jedynie fałszywy trop. W każdym razie tak czy tak chętnie bym się dowiedziała, co było ukryte za cegłą.

    Dobrze, że Hugo i Lily wreszcie się pogodzili, bo ta sytuacja męczyła obie strony. Aż była zdziwiona, że kuzyn Potter może być aż tak uparty. Wystarczy im już, że muszą się martwić Albusem, niepotrzebna im jeszcze dodatkowa nerwowa atmosfera. Poza tym o ile Hugo ma teraz oparcie w Helenie, to Lily bardzo brakowało tak jedynego przyjaciela.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo sie ciesze,widząc komentarz od Ciebie ;).
      Tak, jakaś przedstawicielka płci żeńskiej jest zaangażowana w sprawę Albusa, ale czy na pewno chodzi o coś wicej niż tylko samego chlopaka, na 100% na razie pewne nie jest :P a co do fałszywych tropów milcze jak grób :P
      Hugo potrzebuje dość dużo czasu :p i tak będize miewał różnego rodzaju wątpliwości, tak już ma ^^ :P NO i ja też się cieszę, że w końcu dotarłam do momentu pogodzenia się jego i Lily, bo sama za tym tęskniłam :P


      Usuń
  2. Wpadam tylko na momencik, zostawiam ślad i zajmuję miejsce, żeby potem porozwodzić się troszkę bardziej.
    Po pierwsze, bardzo lubię niespodzianki, szczególnie miłe niespodzianki, ze specjalnym uwzględnieniem autorskich niespodzianek. Dziękuję serdecznie za dedykację (no cóż, jestem zaszczycona) i postaram się jak najlepiej wypełniać obowiązki nowej czytelniczki. Niech mnie Lily trzyma za słowo.
    Po drugie, chciałam zapewnić, że to nie koniec, który odkładam na nieco później, bo aktualnie jestem w rozjazdach i w tym momencie mnie wołają do samochodu. A dużo nam dałaś do myślenia po tym rozdziale.

    Jeszcze raz dziękuję, kłaniam się w pas, Mocy życzę i do jak najszybszego skomentowania z mojej strony,
    Vi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za komentarz i życzę miłych wakacyjnych wyjazdów :) za Twoje opko się zabrałam, choć wolno mi idzie ;) na razie skomentowałam rozdział pierwszy. Czekam na Twoje wrażenia z lektury i pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Jestem, cała i zdrowa, a jeśli ktoś się zastanawiał, gdzie byłam, to sama nie umiem wymówić miejscowości do końca poprawnie, na pewno nie w regionalnym brzmieniu. Ale, ale, zgodnie z zapowiedzeniem zjawiam się z celem zgoła innym niż dyskutowanie o zdrowiu i pogodzie, tak więc do sedna przejdźmy.

      Sprawa Albusa ni to rusza, ni to nie rusza, wydaje mi się jednak, że wyżej przedstawiony Paul Zabini ma z nią mało wspólnego i to raczej inne sekretne intrygi. Choć niewykluczone, że moje umiejętności Scherlocka zanikły na ten moment i jestem w błędzie. Podobał mi się ten pierwszy fragment, śledztwo Lily i, jakby nie patrzeć, jakieś odkrycie. Muszę jednak przyznać, że więcej ekscytacji wywołuje we mnie pojawienie się Oliviera i jego zachowanie w stosunku do napotkanej Potter. To rozbudza nadzieję na powodzenie moich niecnych zamysłów odnośnie ewentualnych pairingów, prawda...
      Potem pojawia się Scorpius, alkohol, Rose i pocałunek, co można w skrócie nazwać "mieszanką wybuchową" czy też "uzbrojonym pociskiem anty-pancernym". Z jednej strony pojawia się dziwne podejrzenie, że może uczucie panny Weasley jest jednak w pewnym stopniu odwazjemnione, z drugiej woła rozsądny głosik, przypominając o wcześniejszych przemyśleniach Malfoya i że to raczej wątpliwe, a zastniała sytuacja była tylko... czym? Impulsem? Potrzebą bliskości? Znajomej bliskości? Może Salazar wkrótce zdradzi.
      Patrzcie państwo, mamy ostatni fragment i Hugona. Ależ ja gościa nie lubię. Może to dziwne, bo przecież przez większość czasu to Lily odgrywała rolę "tej złej" i nie zanosiło się, jakby coś miało ulec zmianie. Jednak, jak to mówią, nigdy nie mów nigdy. O ile sympatia do młodej Potter tylko wzrasta, do Hugona zdecydowanie maleje, nawet po tej "rozmowie zgody". Fakt faktem, urzekłaś mnie taką zwyczajnością tej wymiany zdań - żadnych wzniosłych słów, żarliwych przepraszam, bo wszyscy wiemy, że od krótkiego "sorry" rana się nie zagoi. "Siedzimy razem w przedziale?" i wszystko wraca do normy. Lily potrzebuje Hugona, o czym chyba zdążyłam kiedyś napomknąć, nie bez wzajemności z resztą. Cieszę się, że przynajmniej między nimi doszło do ładu.

      Na koniec nie omieszkam ponownie podziękować za dedykację i oficjalnie wyrazić mojego statusu oczekiwania na kolejną notkę. Pozdrawiam serdecznie i udanego, czymkolwiek się aktualnie zajmujesz,
      Vi

      Usuń
    3. Hej, muszę przyznać, ze Twoje wojaże brzmią interesująco :P
      Hm, jęsli chodzi o to, co kombinuje Paul, no to nie mogę nic powiedzieć, ale przynajmniej cokolwiek ruszyło xd a pairingi...tym bardziej muszę się uciszyć... Choć powiem, że niedługo coś tam może ruszyć do przodu w pewnym pairingu, o!
      Roscore u mnie to tak pogmatwana sprawa, że oni sami tego nie ogarniają :D:p hah.
      A co do Hugona... właściwie nie chciałam, żeby on byl tym złym, a trochę na to wyszło, bo wciąż nie do końca potrafi mówić, co sobie myśli, i jest nie do końca w ty, wszystkim taki... kryształowy, o. Ale może i to dobrze, bo ja chcę, zeby bohaterowie przede wszystkim byli ludźim :D:D i z pewnoscia i Lily potrzebuje Hugona, i Hugo Lily.
      Za dedykację nie masz co dziękować :p na Twoim blogu jestem niecp przed połową ;)

      Usuń
  3. Jeeej, zacznę od dupy strony, że się tak brzydko wyrażę, ale końcówka rozdziału mnie wzruszyła! Jakie to było cudne! Takie kochane i bezpretensjonalne! Serce topnieje, naprawdę.
    Wracając do porządku chronologicznego...
    Ty wiesz jak kocham wątek Lily i Oliviera :D Niewiele potrzeba mi do szczęścia i więcej scenek z ich udziałem (zwłaszcza sam na sam) z pewnością by wystarczyło. To urocze i zabawne, że Olivier miał okazję pełnić rolę wybawiciela i poradził sobie z tym po rycersku. Zresztą od początku do końca, czyli od samego pomysłu ratowania Lily przed szlabanem do upewnienia się, że bezpiecznie trafi do łóżka. To cudne, niech romansują dalej i więcej :D Swoją drogą, zachowanie Zabiniego jest dla mnie oczywiście kompletnie niezrozumiałe. Opis jego czynności w tym tajemniczym zaułku czytałam kilka razy i naprawdę nie mam pojęcia, co on właściwie robił, więc dobrze rozumiem zdezorientowanie Lily. Przy okazji, bardzo ładnie i szczegółowo opisałaś ten nocny wątek, aż czuło się prawdziwy niepokój i napięcie. Suuuper!
    Wszystkie pomysły Scorpiusa w tym rozdziale były głupie :D Kompletnie nie rozumiem już samego ich początku, czyli przekonania, że zaufanie Rose ma tu coś do rzeczy. Przecież oboje chcą pomóc Albusowi i żadne romanse w tym raczej nie pomogą. Bardzo szkoda mi Rose, bo zdradziła się przed Scorpiusem, że jednak wciąż coś do niego czuje i niestety miała ochotę na te pocałunki, chociaż ostatecznie się opamiętała. Swoją drogą, z jednej strony myślę, że to wstrętne, że Scorpius przez cały czas zdawał sobie sprawę z uczuć Rose i bezwzględnie to wykorzystał przy pierwszej nadarzającej się okazji (o Anabelle nawet tu nie wspominam.............), ale z drugiej strony widzę jego desperację i podejrzewam, że gdyby miał odrąbać sobie prawą rękę w zamian za uratowanie Albusa, to zrobiłby to bez wahania. Po prostu nie wie, co jeszcze można zrobić i chwyta się głupot, no. Ciekawe, jak on czuje się po tym wszystkim, bo po Rose widać było, że genialny pomysł Malfoya raczej zaszkodził w tej całej sytuacji. Zrobiło się przykro, nieprzyjemnie i pewnie ich to jeszcze dodatkowo rozproszy.
    No i na szczęście na koniec dałaś nam odrobinę nadziei :) Sama nie wiem, co podobało mi się bardziej - zajście między Lily i Olivierem czy pogodzenie się Lily i Hugona. Chyba raczej to drugie, bo chociaż wciąż liczę na dynamiczny romans między dwojgiem pierwszych, to jednak lekkość i ciepło w ostatniej scenie zdobyły moje serce :D Po prostu nie mogło być lepiej.
    Jeju, niezłą huśtawkę emocjonalną nam tu zaserwowałaś. Tym bardziej jestem ciekawa, jak dalej będą rozwijały się relacje między bohaterami. Mają teraz trochę czasu na przemyślenia, ale w sumie nie wiem, co zamierza (znowu) wymyślić Scorpius, bo zwykłe "przepraszam" jest tu nie na miejscu. A Lily i Olivier niech za sobą zatęsknią, o :D Taki koncert życzeń. Mam nadzieję, że nowy rozdział pisze się już jak szalony :D
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeeej, dziękuję za komentarz :p
      Cieszę się, że spodobała Ci sie końcówka :* Ja też często zaczynam od dupy strony :D
      tak jak tamten rozdział byl gratką dla wielbicieli Olary czy Frose, tak tutaj jest Olily i Scorose. NIe będę ukrywać, że lubię tak kombinować i zwodzić i bohaterów, i czytlników :P wiem, że jesteś fanką Olily, ale wiesz, że oni nie romansują w tym momencie? xD :D
      Cieszę sie, że poczułaś klimat tej nocnej przechadzki Zabiniego i POtter, b trovhę się bałam, czy przez te rozmyślania Lily częściowo go nie zabiłam...Cały czas nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie :D
      No, Scor sie nie popisal, na usprawiedliwienie mozna powiedzieć, że on naprawdę sobie nie radzi z tą sytuacją i to zabiera mu skutecznie zdrowy rozsądek niestety :/ i masz rację co do odrabania sobie tej ręki ;p Scor, jak juz wytrzeźwieje, będzie mial kłopot, oj tak...
      hah, ja kocham opisywac emocje, chyba aż za bardzo :D może przez świeta ktos tam i za kimś zateskni... kto wie :p rozdział na razie się nie pisze xD ale w głowie cos tam powstaje :P
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. A tam nie romansują - na pewno romansują, tylko nieświadomie :D Tak będę to sobie tłumaczyć, a Ty ze swojej strony możesz się postarać, żeby to nie były tylko nadinterpretacje, haha

      Usuń
    3. Haha, az sie zastanawiam, czy powinnam sie bać w razie niezastosowania sie do Twoich sugestii :p

      Usuń
    4. O kurczę :D ale to w takim razie wiedz, ze Ty mozesz bać sie mnie, jesli Dominika i Syriusz beda cały czas ukrywać swoje niewygasłe uczucia i albo w ogole nie gadać, albo sie kłócić :D

      Usuń
  4. Przeczytałam! No i bardzo podobała mi się ta akcja ze Scorpiusem albo raczej to, jak zachowała się Rose, no po prostu kawał drania z niego i nic go nie usprawiedliwia. Jakim trzeba być imbecylem, żeby połączyć zioło z alkoholem, w dodatku żeby coś załatwić. Ja rozumiem, że niektórzy naprawdę mają powód do doła i sięgają po okropne środki, tak samo jest z psychiką. Ale on nie wydaje się chory, tylko po prostu głupi. Powinien na koniec dostać jeszcze od Albusa, ale ten no tego.

    Nie do końca trafia do mnie zachowanie Hugo. Tak długo dąsał się na Lily, a koniec końców nawet nic jej nie powiedział. To pokazuje jego niedojrzałość i takie głupkowate podejście do problemu. Nie musiał dalej się z nią kłócić, wystarczyło powiedzieć, że nie chce więcej takiego zachowania, zwłaszcza wobec Heleny. A tak to teraz jego obrażanie wygląda komicznie. Dobrze, że chociaż sam zdaje sobie z tego sprawę.

    Akcji z Oliverem i Lily się spodziewałam, no i dobrze, że już nastąpiła. To było nawet urocze jak ją uratował przed szlabanem.

    Chyba tyle ode mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze, ze Zmieniłaś nick ? Musiałam az kliknąć w profil ^^
      Dziękuję za komenatrz. Zgodze sie, Scor sie nie popisał, a Rose miała pełne prawo tak zareagować. I wlasciwie co do Hugona tez sie cześciowo zgodze, bo od pewnego momentu faktycznie przeszło to w formę "obrażonego dzieciaka", a do słuchu Lily wciąż nie powiedział. Choc z drugiej strony moze juz teraz nke musi? Choc z trzeciej akurat co do Heleny to by mógł ;p ciężka sprawa :D
      Hah, nie spodziewalabym sie po Tobie stwierdzenia "uroczy";)

      Usuń
  5. "Scor wiedział jedno: w tym momencie siedział na kamieniu, czekając na Rose, i kiwał sięm w swoim mniemaniu, idealnie rytmicznie." - *się
    "– Ja? Tobie? Pomóc? – powtórzyła Weasley nieco zbyt piszczącym głosem, ale nadal mu się podobała." - może lepsze będzie "piskliwym"? ;)
    Kolejny świetny rozdział! Tak jak w poprzednim podobało mi się Frose, to w tym zdecydowanie króluje Olily! <3 To będzie niezwykłe jak na mnie stwierdzenie, ale w tym przypadku - Precz ze Scorose! xd
    Nocna eskapada bardzo mi się podobała. Czułam tak dreszczyk jak Lily i rzeczywiście miałam takie niepokojące poczucie bycia obserwowanym :D Zastanawia mnie, że Amanda tak mówiła o nocnych eskapadach... Jakby brała w tym udział, to chyba nie wspominałaby o tym mimochodem? Chyba że to tylko przykrywka, po to by usunąć ją z kręgu podejrzanych... *mina Sherlocka* Co do paczuszki, to nie mam pojęcia. Może to jakaś książka z zaklęciami potrzebnymi do utrzymywania klątwy? Używają jej co jakiś czas i za każdym razem chowają? Albo przedmiot potrzebny do podtrzymywania klątwy? Serio, nie mam pojęcia xd
    Kurczę, w tym korytarzyku myślałam, że Zabini ją odkryje i akcja weźmie w łeb.
    Następna scena wręcz roztopiła moje serce <3 I nie chodzi mi to o Filcha oczywiście xd Dołączam się do gróźb Eskaryny - jak Olily nie skończą razem, to będzie ŹLEEE!
    Już, już myślałam, że Lily dostanie szlaban, a Olivier przybywa na pomoc! <3 Powiedz mi, on w końcu rozwalił tę ścianę czy nie? haha Lily narzekająca na niego po jej uratowaniu, to nic nowego xd
    Ehhh, Potter mogła nie mdleć, ten cudowny moment między nimi spokojnie mógłby potrwać z kilka minut dłużej :D Swoją drogą, co Olivier tam robił o takiej porze? No nie mów, że do tak późna gadali z Larą! Nie nie nie! Btw, nie wybaczę ci, że nie opisałaś sceny ich rozmowy :D Ja już MUSZĘ wiedzieć jaka jest tajemnica Lary! ;)
    Btw, tak ni z gruszki, ni z pietruszki przyszło mi do głowy, że ot Lara jest sprawcą zamieszania. Niby pasuje - zna silne czary i ma jakąś tajemnicę, ale od razu się zestrofowałąm. Przecież to, ze zagraża Olily nie czyni z niej czarnego charakteru xddd
    "Dlatego dodał do tego nie jeden skręt Magicznego Zioła, które podnosiło poziom energii i umożliwiało chociażby napisanie listu do Rose i wysłanie go za pomocą sowy." - teraz zauważyłam, że "niejeden" powinno być łącznie ;)
    Dżizas, Scorp tak się pogrążył w moich oczach w tym rozdziale. Upicie się i najaranie przed ważną rozmową było świetnym pomysłem, Malfoy! Nie no, chłopak jest naprawdę desperatem. Rozumiem, zależy mu na Albusie, ale to przesada. A to, że wykorzystał słabość Rose i ją pocałował, to szczyt wszystkiego! Może coś o niej jeszcze czuje, ale kurde, jak ma wyznawać, to na trzeźwo xd Dobrze, ze dała mu z liścia :D Chociaż ostatecznie uważam, że pogodzenie się i pozostanie przyjaciółmi zrobiłoby im dobrze ;)
    Pogodzenie Hugo i Lily ogrzało moje oziębłe serce xd <3 Widać, że Lily ogromnie ulżyło a i Hugo nie będzie już miał wyrzutów. Eh, Potter mogłaby przyjść do Gryfonów. Jakby nie było miejsc, to usiadłaby na kolanach Olliego *sugestywne spojrzenie* xd
    "– Tylko mi teraz nie zacznij mówić, że to twoja wina! Nie odpowiadasz za grzechy kogoś innego, nawet jeśli masz takie wrażenie. Bo jak ci na kimś zależy, to może ci się tak wydawać… – Rose urwała nagle i rozdrażniona pokręciła głową." - czemu mam wrażenie, że to o Scorpie? :')
    Czekam na święta i Sylwestra w Hogwarcie! Mam nadzieję, ze w domach Olivier i Lily zdadzą sobie sprawę z tych swoich pokręconych uczuć :D Chociaż po części ;)
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny! <3
    ~Arya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak długi komentarz, poprawiłam błędy; największy wstyd z tym "niejednym" xD
      No u mnie Scor jest raczej inny niż w oplach, przynajmniej tych kilku Scorose, jakie znam xD ale czy to od razu oznacza sukces Frose, tego bym nie powiedziała :p
      Cieszę się, że czułas dreszczyk emocji w pierwszej części i jak zwykle napiszę, że uwielbiam Twoje detektywistyczne teorie, nawet jeśli za bardzo nie mogę ich komentować:D o, ale jedno powiem - Zabini nie zabije Lily, haha xD
      Kurczę, teraz boję się o swoje życie, skoro juz dwie czytelniczki mi otwarcie grożą xD
      No, Scor mocno przesadzil, nie da się ukryć xD
      nie dasz spokoju z Olily, nie? ;p cóż, uczucia pomiedzy nimi sa pokręcone, to na pewno ;D
      tak, Rose mówiła o Scorze :D.
      dziękuję jeszcze raz i również pozdrawiam

      Usuń
  6. OK, zdążyłam jeszcze przeczytać Twój rozdział przed urlopem :)

    Perspektywa z Lily bardzo mnie ucieszyła, bo jakoś ostatnio jej nie było. Ale fajnie przedstawiłaś tą późną schadzkę i to śledzenie Zabiniego. Ciekawe, jaką tajemnice kryje pod tą cegiełką. Aż dziw, ze Ślizgon wybrał sobie akurat to miejsce na sekrety - może o to mu chodziło, nie wielu pomyśli, że będzie się kręcił przy wieży Gryfonów ;p Jestem jednak ciekawa, czy chłopak jest w zmowie w tą tajemniczą sprawczynią? O, i Oliver zjawił się w odpowiednim dla Lily momencie :) Uchronił dziewczynę przed szlabanem :) Heh, ich konwersacja jest zabawna :)

    A wątek z Scopriusem podobał mi najbardziej :) Ujął moje serduszko, bo widać, że przyjaźń Scorpiusa i Albusa jest silna. Malfoy stara się za wszelką cenę ratować Pottera, co jest piękne i zadziwiające - z perspektywie tego, że ich rodzice się żarli ;p No i pojawił się chwilowy wątek Scorpiusa i Rose... ach, szkoda tylko, że chłopak musiał się upić i naćpać, żeby spotkać się z Weasley.

    I cieszę się, że Hugo zdołał przełamać lody i wybaczyć kuzynce, choć wiem, ze ślad po zadanych ranach Lily jednak pozostanie i Hugo się go nie pozbędzie.

    Pozdrawiam serdecznie :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) akurat przy wieży Gryfonow sa cegły o takich właściwościach :p Heh, a tak szczerze wybrałam takie miejsce Ze wzgledu na późniejsza obecność Oliviera :D
      O, jestes kolejna osoba, ktora nie zmieszała Scorpiusa z błotem. Na pewno jego przyjaźn z Albusem jest ogromna, ale przez niemoc zdecydowanie przesadza :D a co do relacji Lily i Hugona, sami zobaczycie ;)
      Zycze udanego urlopu i pozdrawiam :*

      Usuń
  7. Miło jest widzieć Hugona w takim stanie, taki całkowicie radosny, słodziutki chłopaczek się z niego zrobił odkąd zaczął chodzić z Heleną :D Wiedziałam, że wcześniej czy później on i Lily będą musieli się pogodzić, ale mimo to sądziłam, że jeszcze kilka dobrych rozdziałów musi minąć, aby to się stało. Zaskoczyłaś mnie :D
    Ja naprawdę uwielbiam Lily, Oliver ją ratuje, a ta pierwsze co robi, to się na niego rzuca z pazurami XD Jestem bardzo ciekawa, co też tam ukrywał Zabini za tą cegłą, szkoda, że Lily nie udało się tego odkryć. Może wybierze się na drugą wyprawę szpiegowską? (Choć nieco kiepsko jej wychodzą). A może natrafi gdzieś na odpowiednie zaklęcie? Myślę, że to bardzo interesujący wątek i nie mogę się doczekać, aż poznamy prawdę :3
    A upity Scorpius to złoto! Dziwię się, że pocałował właściwą Lily, jak mu się tak dwoiły i troiły w oczach, w sumie byłoby całkiem zabawnie, jakby spróbował ją przygwoździć do drzewa, ale trafił nie w tę co trzeba i wylądował twarzą w śniegu (takie sobie Krävowe głupotki ;D ). Ciekawe, czy chociaż ją za to przeprosi. Ja też bym się na niego wkurzyła - widać, że chłopak chce dobrze dla Albusa i bardzo mu na nim zależy, ale jak dotąd w tej sprawie niewiele mądrego udało mu się zrobić, a upijanie się o pierwszej w nocy wcale nie poprawi jego sytuacji. Nie powiedział nic odkrywczego na spotkaniu z Rose, nie dał żadnej sugestii, wyrzekł tylko głośo to, co wszyscy już wiedzieli. Weź no się chłopie w garść!
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział c: ~ Kräva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      no, Hugo w skowronkach :D uznałam, że Lily i Hugo i tak za długo trwają w stanie zawieszenia :D ale to może przez ogrom innych wątków miałam takie wrażenie :D
      Haha, bo to jest właśnie Lily :D a i Olivier nie pozostaje je dłużny w potyczkach słownych xD mam z nimi taki ubaw ^^ :D Lily faktycznie powinna popracowac nad szpiegowskimi umiejętnościami, moze będzie miała jeszcze szansę/e? xD A wątek kryjówki na pewno nie zostanie urwany, to mogę obiecać.
      Haha, bardzo się skupiłaś na Lily, Na szczęście Scor nie zwariował na tyle, żeby całować Lily :D:D Haha, no właściwie fakt, Scor mógł skończyć na drzewie albo w śniegu ;p no ale nie takie było moje zamierzenie. Prawda, Malfoy nie powiedział nawet jednej odkrywczej rzeczy w sprawie Albusa... a jednak nawet mi trochę go żal :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. W końcu jestem w doku i mam czas nadrobić komentarze :D Chociaż teraz jak o tym myślę, to w sumie dobrze, że nie skomentowałam tego rozdzialu parę dni teu, od razu po przeczytaniu, bo wyszedłby z tego chaotyczny bełkot. Jezu ile tu się działo rzeczy wartych omówienia! xd A teraz przynajmniej mogę to jakoś poukładać.
    A przynajmniej tak mi się wydawało, bo nagle nada nie wiem, od czego zacząć. Sama nie wiem, która scena wygrała rozdział, moimi faworytami jest chyba scena Olily i Scorpius z Rose... z drugiej stroy końcówka z Hugonem i Lily też chwyciła za serce... jezu, dobra po kolei!
    Znów rzuciłaś dosłownie dwa słowa, odnośnie tego sławetneo konfliktu Lily i Ginny. Kiedy nam w końcu powiesz, co ona takiego zrobiła? Jesteś zła, bardzo zła autorka. I Lily tak strasznie demonizuje w swojej głowie te krótkie wzmianki na ten temat, że wyobrażam sobie, ze Ginny musiala zrobić coś naprawdę okropnego. Pewnie sie nieźle wściekne na Lily, jak w końcu powiesz nam co się stało i jeśli okaże się to jakąś z pozoru niewielką pierdołą, która podziałała na dziewczynę w taki sposób, bo Lily to Lily xd
    Ja bym chyba nie dała rady samotnie kogos śledzić po nocach, chyba mimo wszystko bym powiedziała Rose, raczej, nawet jakby odmówiła pomocy, nie wydałaby własnej kuzynki. Chociaż z Rose to nigdy nic nie wiadoomo... Tak czy siak, dobrze, że nasza Lily taka twarda.
    I co do cholery ten Zabini tam kombinował? Strzelałąbym na ślepo, że jest odpowiedzialny za to co się dzieje z Albusem, ale zakladam też że to będzie za proste i nie dałabyś nam odpowiedzi podanej na tacy :D Może w klatwe jest zamieszanych kilka osób, a Paul jest jedną z nich. Raczej nie jest szefem zamieszania (bo jeśli mnie paieć nie myli to chyba ostatnio dowiedzieliśmy się, że głownym sprawcą jest dziewczyna), ale kto wie... może pomaga komuś z zewnątrz i w ten sposób przesyłają sobie informacje/wskazówki? Albo wszyscy są w zaku i zostawiają je tam dla siebie, zeby nie wzbudzać podejrzeń i żeby ludzie ich ze sobą nie kojarzyli, czy coś. Jezu, jakie to frustrujące xd
    Z ajkiegoś powodu rozbawił mnie fragment o tym, że Lili się spodziewała, ze Zabini będzie tam wyprawiał coś widowiskowego xd ale pewnie to tylko moje spaczone poczucie humoru. I ogólnie sądzę, że jeśli już jedna osoba ma się przygladać tej ścianie i próbować rozwiklać zagadkę, to Lily jest do tego najodpowiedniejsza (Może poza Albusem, gdyby nie był w śwpiączce. Bo on jest najlepszy zawsze i we wszystkim. Nawet w oddychaniu czy siedzeniu na krześle). Bo ma swoje wady, ale jest z niej inteligentna bestia. Myślę, ze do takich zagadek nadaje sie nawet bardziej niż wszechwiedząca Rose. Więc mam nadzieję, że jeśli komuś się uda to wszystko rozgryźć, to właśnie Lily.
    I scena Olily, Boże, myslałam, ze eksploduję z ekscytacji. Gadaj sobie co chcesz, ze oni niby teraz nie romansują, ale dla nich tak długa rozmowa, bez wyzywania się nawzajem to i tak niesamowity sukces i stanowi niezbity dowód rozwijającego sie romansu, dla kogoś kto tak zażarcie szipuje Olily :D Świetnie opisałaś ich dialog i żadne z nich nie wychodziło z postaci, mimo ze rozmowa różniła się od wszystkich wcześniejszych. Jakbym miała napisać na jej podstawie fanfiction, to dorzucilabym tylko Lily rzucającą kilka przekleńst po francusku i Oliviera uświadamiającego sobie, że TO JEST DZIEWCZYNA DLA NIEGO i BUM całują się!
    Okej, wychodzimy ze strefy marzeń. Ale przecież objął ją, patrzyli sobie w oczy i w ogóle wszystko! Wiec nie waż sie deptać moich nadziei, nie ważne,ze to ty jesteś szefem tego opowiadania xd
    Co do Scorpiusa, to jego fragment był bardzo dobrze napisany, mocno i fajnie spersonalizowałaś jego narrację. Ale niestety nie zmienia to pogardy, jaką do niego żywię, bo uważam, że zachowuje się okropnie. Boże, ja rozumeim, że jest załamany, że jego przyjaciel potrzebuje pomocy, ale dla całej reszty Albus również jest bardzo bliską osobą ( może bliższą, ze względu na więzy krwi) i jakoś żadne z nich nie zachowuje się tak idiotycznie.+

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, komentowałas o 4 nad ranem; podziwiam i tym bardziej dziękuję! Mam nadzieje, ze to nie przez bezsenna noc?
      Jesli chodzi o konflikt Lily i Ginny, Musle, ze wytłumaczę go w całości podczas przerwy świątecznej, a wiec w najbliższych rozdzialach. A ocene, czy w tym przypadku Lily przesadza czy nie, pozostawię Wam ;)
      Nie wiem, czy Albus jest tak idealny, ale sama zaczynam za nim tęsknić - musze wiec twardo pamietac, ze nie moge mu odpuścić ze wzgledu na fabule :D a co do sprawc...y/ów, podobają mi się Twoje rozkminy. I faktycznie, Rose z pewnością nie popiera takich akcji, ale jesli chodzi o Albusa, nie miałaby pewnie nic przeciwko.
      Boże, ff z ff :D ale nie bede ukrywać, taka odsłona mogłaby miec jakis urok ;p
      No a Scorowi niestety daleko do mądrego zachowania :D

      Usuń
  9. +Po pierwsze, nie wolno łączyc alkoholu z MAGICZNYM ziołem (tak nawiasem mówiąc, za samo magiczne zioło czapki z głów xd). A po drugie NO DO JASNEJ CHOLERY.
    I zamiast działaś z sensem, to się ujarał, napił i zaczął sie użalać, jak to nienawidzi własnego życia. Co on właściwie chcial osiagnąć, doprowadzajac się do takiego stanu i wzywajac Rose na pogawędkę? Ughrrrr. I jeszcze psioczy, ze cała reszta działa słabo i nieefektywnie, podczas gdy on sam nie robi NIC, poza marudzeniem.
    "Mózg Albusa był torturowany non stop, odkąd spadł z tej cholernej miotły. Cały ten jebany czas… I prędzej czy później nadejdzie moment, w którym wybudzenie się ze śpiączki nic nie zmieni." - Boże, czemu mnie tak straszysz? Mój bidny mąż, w szponach tej okropnej klątwy... ;c
    Dobra, wracając do Scorpa, to przyznam, ze trochę mnie rozbawiło, jak radośnie zapytał czy śpiewał xd
    "To on się tak poświęcał, wydał trzydzieści galeonów na Magiczne Zioło, a ona nie chciała nawet spróbować mu zaufać?" - zamknij się, Malfoy, bo ci przyłożę.
    Okropne było, że ją pocalował, nie mając tego właściwego powodu (zwłaszcza, ze ma dziewczynę ;/) i wgl zachował się jak świnia. Z drugiej strony, trochę sie cieszę, ze to zrobił, bo moze dzięki temu zrozumie co stracił. Mam nadzieję, ze jeśli Rose się zejdzie z Frankiem, to Scor umrze z zazdrości i świadomości własnej głupoty. A co, niech zdycha xd No dobra, żartuję. Ale cieszę sie, że Rose go uderzyła.
    Odnośnie Hugona - jego szczęście i entuzjazm z powodu związku z Heleną jest naprawdę zaraźliwe :) Cieszę się, że jego dobry humor był aż tak ogromny, że przestał się gniewać na Lily (i dziękuję ci za tą wzmiankę w jego przemyśleniach, ze odkąd Olivier uratował Lily przed szlabanem, coraz częściej rozmawiają normalnie :D).
    I dobrze, że pogadał sobie z Rose, która przemówiła mu do rozumu, dzięki czemu NARESZCIE pogodził się z Lily. Potrzebują siebie nawzajem i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej :) Chociaż może powinni to sobie trochę bardziej szczegółowo wyjaśnić, ale jakos nie widzę w mojej głowie Lily, ponownie przyznającej sie do błędu ani Hugona omawiającego niewygodne tematy :D
    Nie mogę się doczekać świąteczno-noworocznych wątków, szczególnie tej imprezy. Ach, no i wiem, że zabrzmię trochę monotematycznie, bo chyba ostatnio też tak twierdziłam, ale co to zrobić - to mój nowy ulubiony rozdział. Dziękuję ci za Olily xd
    Już tu zaglądałam od jakiegoś czasu do ciebie, żeby zerknąć ile masz procent napisanego rozdziału i nie masz pojęcia jakie to frustrujące widzieć 95-99%, bo to zazwyczaj oznacza, że rozdział jest gotowy, tylko autorka musi znaleźć czas na sprawdzenie i korektę :D Ale warto było czekać! I teraz też poczekam (no bo w zasadzie jakie mam wyjście), ale nie będę udawać, ze cierpliwie xd
    Pozdrawiam serdecznie i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez sie cieszyłam, jak wymyśliłam tę nazwę :D prawda, Scor tylko bardziej namieszał, zeby cokolwiek pomoc, tak naprawdę nie ma zadnych konstruktywnych pomysłów w tej chwili. A Rose chyba nie mogłaby go nie uderzyć... choc teraz będzie miała mnóstwo rozkmin nie tylko o Scorze.. :D
      Haha, nje wiem, czy nie nadinterpretujesz tej wzmianki, po prostu skoro Hugo w ogole nie mowil do Lily sam z siebie na temat inny niz albus, a Olivier od czasu fo czast tak, no to janvier wiecej z nią rozmawiał ;p a z drugiej strony kiedyś Lily i Olivier nie potrafili rozmawiac i sie nie pokłócić... wiec moze jednak coś jest na rzeczy.
      Zamykam się
      Tylko jeszcze na ostatni akapit odpowiem - ja lubię, jak u kogoś jest 95-99% rozdziału, bo to oznacza rychła publikację; gorzej, jak jest 0% :p

      Usuń
  10. Wreszcie znalazłam chwilkę, aby wrócić do blogosfery i nadrobić to, co nienadrobione. Aj, brakowało mi tego i to zdecydowanie! No, ale co zrobić, dorosłe życie troszkę zabiera tego czasu na przyjemności - zwłaszcza, że pracuje się przy komputerze i po pracy ostatnie na co ma się ochotę to siadać do komputera :P No, ale ja nie o tym!
    Rozdział świetny!
    Strasznie mnie ciekawi, co też kombinuje Paul. Ta jego eskapada, tajemniczy przedmiot, który ukrył... Szkoda, że Lily nie udało się odkryć tego sekretu. Ba, mało brakło, a przypłaciłaby tę akcję szlabanem. Oliver jednak na posterunku i uratował jej skórę. W sumie to było urocze, ta scenka między nimi - tradycyjne przekomarzania, a potem to omdlenie i jego pomoc. Uczynny chłopak, nie ma co :D A Paul? Wydaje mi się, że to jednak nie to. A nawet jeżeli to, to w jakimś niewielkim stopniu powiązane. To byłoby chyba zbyt oczywiste, chociaż... Skoro coś wydaje się oczywiste, to z miejsca to odrzucamy, a jednak gdyby przyjąć taki scenariusz to już by oczywisty nie był? Wiem, masło maślane :D
    Mam mieszane uczucia, co do Scorpiusa. Z jednej strony jest mi go po prostu żal, ale też nie do końca rozumiem jego metod. To upijanie się i palenie nijak nie przybliży go do rozwiązania zagadki i w niczym mu nie pomoże, a raczej wpędzić go może w jeszcze większe kłopoty. I ta scena z Rose. Wcale nie dziwię się jej wzburzeniu. Scor zachował się niereformowanie.
    Hugo trochę mnie drażni, ale mimo wszystko cieszę się, że wszystko zmierza ku normalności. Może to nie będą takie super przyjacielskie stosunki, jak dawniej, ale może przestanie traktować Lily jak wroga numer jeden.
    Czekam na kolejny i pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :p ja na kompie, szczególnie w wakacje, też jestem coraz rzadziej, ale zazwyczaj staram się komentować przez komórkę, chyba że mam za dużo do powiedzenia :P
      Hihi, no cóż, Paul z pewnścią coś kombinuje, a Lily nie mogł uratować w tej chwili nikt inny :D:D
      A Scor sam siebie nie ogarnia ;p
      Ach, ten Hugo :D ja już nie potrafię być obiektywna wobec moicj bohaterów chyba :P
      również pozdrawiam :*

      Usuń
  11. Dawno niczego nie komentowałam, dawno też nie czytałam blogów... Tymczasem dziś rano nadrobiłam wszystkie ostatnie rozdziały, jakie u Ciebie na mnie czekały. Z racji tego, że oddawałam się czytaniu na telefonie jakoś nie ciągnęło mnie do napisania komentarza. Teraz siedząc przy laptopie stwierdziłam, że nadszedł czas to nadrobić.
    W tych czterech rozdziałach było tak wiele treści, że nawet nie wiem, co powinnam napisać i do czego się odnieść... Może zacznę od mojego podejrzenia odnośnie tego, kto odpowiada za stan Albusa. Po tym fragmencie z perspektywy osoby odpowiedzialnej moją pierwszą myślą była dziewczyna z próby do musicalu, bodajże Franklin. Nastąpiły te wydarzenia tak bezpośrednio po sobie, że nie potrafiłam powstrzymać się od takowego podejrzenia. Niemniej aktualnie nie mam takiej pewności. Tym bardziej, że jakim cudem osobą odpowiedzialną za stan chłopaka, miałaby być dziewczyna, o której w zasadzie niewiele wiadomo? Chociaż kto wie... Muszę przyznać, że wciąż nie mam jakiegoś pewnego tropu.
    Poza tym podobała mi się ta próba, chociaż pojawienie się Franka wprowadziło małe zamieszanie... Hmmm... Co tam jeszcze? Chyba najbardziej podobał mi się ten rozdział - no cóż pogodzenie się Hugo i Lily zrobiło swoje. Jestem zachwycona, że udało mi się doczytać do tego fragmentu. Po prostu nie mogłam się już tego doczekać! Muszę też przyznać, że coraz bardziej podobają mi się też stosunki Lily z Oliverem. Scena w korytarzu po nocy? Genialna! Chłopak miał idealne wyczucie czasu :) A i oczywiście zastanawia mnie ta cała cegła i zachowanie Zabiniego, ale i tak go nie podejrzewam o stan Albusa. Wyłapując kilka ostatnich wydarzeń z pamięci: jestem mega zadowolona, że Hugo w końcu jest z Heleną - NARESZCIE! No i ciekawi mnie ten cały sylwester w Hogwarcie. Na to chyba bym nie wpadła, ale na musiacal w sumie też nie, a mimo to z przyjemnością mi się o tym czyta.
    Ogólnie podoba mi się to w jakim kierunku cały czas zmierza ta historia. Wplecenie wątku kryminalnego wydaje mi się, że było strzałem w 10-tkę, tym bardziej, że tak zawzięcie trzymasz nas w niepewności. Swoją drogą po tych wszystkich wydarzeniach i niedogodnościach jestem równie ciekawa, jak w końcu wypadnie ten musiacal. Nie ma co, ale sporo się wokół niego dzieje i cały czas następuje w nim zmiana składu... A i oczywiście liczę na jakiś wątek miłosny z Lily (marzy mi się od samego początku z Oliverem, ale ciężko się tego tu doczekać - może kiedyś). Podsumowując wciąż jestem zadowolona, że mogę czytać tę historię, wracać do niej i za każdym razem znów się od niej uzależniać. Cóż genialnie się czyta Twoje rozdziały! No i w takim razie życzę Ci ogromnych pokładów weny! Nie wiem kiedy pojawię się tym razem, ale podoba mi się wracanie tutaj! Eh... do napisania! POZDRAWIAM! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komenatrz i ciesze sie niesamowicie, ze nadrobiłaś rozdziały ;) musiałam połączyć chociaż jedna pare, jakoś dawno tego nie robiłam, a co do Hugona i Heleny to było oczywiste :p
      Teraz tez uwazam, ze wprowadzenie wątku kryminalnego było dobrym pomysłem, ale najlepszym byłoby zaplanowanie tego wszystkiego przed pisaniem, bo to opko tak mi sie rozsrasta, zd masakra, i nie wiem, czy kiedykolwiek w ogole uda mi się je skończyć :p Ale bede sie starać :D
      A kto jest Sprawca... tego mlze sor nawet dowiecie za kilka rozdziałów, ale to absolutnie nie koniec tego wątku, powiedziałabym, ze dopiero początek

      Usuń
  12. Lily jako szpieg to moja nowa miłość <3 A Olivier rozwalający dla niej ściany to coś więcej niż miłość, chyba jakaś mieszanka zachwytu, obsesji i małej psychozy :D To miłe z jego strony, że jej pomógł… Swoją drogą, myślałam, że Lily to uciekać będzie nie przed Filchem, a raczej przed Zabinim, który ją tam wyhaczy pod peleryną :D Cóż, konfrontacji z Zabinim udało się Lily uniknąć, tak samo z Filchem, ostatecznie jednak wylądowała praktycznie w ramionach Olliego :D Co jej przyszło wycierpieć za tę nocną eskapadę xD Swoją drogą, Zabini coś kombinuje, ale ja, w przeciwieństwie do Lily, nie uważam, by miało to większy związek z Albusem. Chociaż, może się mylę. Nawet chciałabym się mylić, bo to by oznaczało, że Lily i James są na tropie i pewnie wkrótce Albus zostałby odratowany.
    Scorp pijany. Scorp na haju. To nie najlepsze połączenie. Jeez, lubię go naprawdę, ale nich on już Rose zostawi w spokoju. Ma swoją nową ukochaną a Rose… ona jest Franka <3 Żal mi Scorpa bardzo. Chyba najgorzej z nich wszystkich radzi sobie z całą tą sytuacją. Najgorzej, że nie wydaje się by ktoś mógł mu w tym pomóc, bo on trochę ich od siebie odrzuca, no i tylko bardziej dziwaczeje :P Jeez, niech ta klątwa Albusa jakimś cudem przestanie działać i on wróci do żywych, tak by Scor i Al znowu tworzyli piękny duet przyjaciół :D
    Cieszę się, że Lily i Hugo wreszcie się pogodzili. Lily rzeczywiście ostatnio zachowuje się, jak na nią, całkiem przyzwoicie, także nie ma co w tych okropnych okolicznościach do wszystkich problemów dorzucać jeszcze dodatkowych niesnasek, nieporozumień, niechęci. Ach, ten Hugoś, taki zakochany <3333 Jak on jest szczęśliwy, to ja też :D
    Ściskam,
    anutrium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ale Ty masz dużo tych miłości. Plu widzę, że teraz to juz totalnie shippujesz Olily, ale jestem ciekawa, co będzie, jak pojawi sie kolejna scena Olary :D:D Uwieolbiam Twoje komentarze :P
      To, że boahterowie odkryją, kto atakuje Albusa, nie oznacza, że ten odzyska zdrowie czy choćby świadomość... Przykro mi xDxD
      Scorp się zagubił, biedaczek, i musi sie ogarnąć.
      Wiedziałam, że bedziesz zadowolona ze wzgl na Hugosia :P a on Cię nigdy nie denerwuje? xD tak z ciekawośći pytam, bo niektórych trochę tak :D

      Usuń
  13. Szkoda, że Lily nie wpadła. Nie przed tym Paulem, ale przed dozorcą. Szkoda, że Oli ją ocalił. Chyba jednak chciałbym, by im się wszystko ciągle nie udawało i by raz kiedyś dla odmiany dostali twoi bohaterowie po uszach.
    Zupełnie też mi jej nie szkoda, że siedzi sama, taka osamotniona. To moim zdaniem za krótki czas, by mogła cokolwiek ze swojego zachowania zrozumieć, jeśli wszyscy jej nagle przebaczą i pokażą, że jest jak dawniej.
    Poza tym Hugo wyciągnął rękę, powiedział, że jak chce, to może usiąść z nimi. Skoro odmówiła i zaraz zaproponowała mu, a wręcz niemal zażądała, by on przyszedł do niej i jej koleżaneczek, to powinien ją wyśmiać i olać taką propozycję.
    A ta babcia z kolei, to nie powinna się dziwić, że za wnusią nikt nie przepada. Wychowali ją na zadufanego w sobie samoluba, to niech żyje w samotni, dopóki się nie zmieni, a tym odmówieniem Hugonowi i szybką propozycją "byleby było po jej" pokazała, że jeszcze się nie zmieniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem chyba dostają po uszach, choć prawda, ze koniec końców wychodzą raczej na prosta... a Lastrage nie jest babcia Lily. :D

      Usuń