środa, 3 maja 2017

Rozdział dwudziesty szósty: Różne oblicza szczerości

Hugo stał oparty o mur w holu, nerwowo tupiąc prawą nogą i wpatrując się w ogromną kolejkę osób wychodzących do Hogsmeade. Nie mógł zrozumieć co najmniej dwóch rzeczy: dlaczego szkoła wciąż nie wymyśliła lepszego sposobu na wypuszczanie uczniów do wioski oraz czemu umówił się z Heleną tutaj, a nie w pokoju wspólnym.
Chyba chciał, żeby było bardziej oficjalnie, przy czym „chyba” stanowiło tu słowo-klucz. Weasley nie próbował sobie nawet przypominać własnego rozumowania w chwili, gdy stres zdawał się pożerać każdą komórkę jego ciała. Czując kolejną falę oblewającego go zimnego potu, zerknął na lewy nadgarstek. Wskazówka minutowa starego zegarka nawet nie drgnęła od chwili, gdy zrobił to po raz ostatni. Do spotkania z Heleną miał niecałe dziesięć minut, co na przemian wydawało mu się nieskończonością i ułamkiem sekundy.
Co mnie podkusiło? Dlaczego się z nią umówiłem? Jak właściwie to się stało?! Zbłaźnię się, przecież nie mam pojęcia, co robić! Powinienem siedzieć z Rose i zajmować się…
Nagle wzrok Weasleya przesunął się z kolejki w kierunku schodów, u szczytu których stała Helena ubrana w błękitną sukienkę sięgającą kolan. Zrozpaczony Hugo zerknął w dół, jednak zamiast granatowych dżinsów zobaczył czarne spodnie od garnituru. Podniósł głowę i dopiero teraz dostrzegł, że wszyscy uczniowie byli ubrani tak, jakby w Hogsmeade miał odbywać się bal.
Niespodziewanie tuż przed nim wyrosła Helena. Włosy miała upięte w kok, a usta pomalowane intensywnie bordową szminką. Weasley nigdy nie widział jej w takim wydaniu. Poprawił nerwowo kołnierzyk koszuli, a dziewczyna uśmiechnęła się do niego pięknie i powiedziała:
– Chodźmy, nie możemy się spóźnić na bal!
Ujęła go pod ramię i, kompletnie zignorowawszy kolejkę, pociągnęła w stronę wyjścia. Hugo nie zamierzał protestować, szczególnie jeśli nikt nie zwrócił im uwagi. Ba, wręcz przeciwnie, woźny skłonił się im w pas i bez słowa pozwolił opuścić zamek.
Błonia przywitały ich piękną, słoneczną i gorącą pogodą. Stało się jasne, dlaczego Helena nie przejmowała się, czy będzie jej zimno w sukience bez ramiączek. Sam Weasley został zmuszony do poluzowania pomarańczowej muszki.
– Hugo, musimy się spieszyć, w końcu mamy tańczyć w pierwszej parze! – zawołała nieco zaróżowiona Smith i złapała dłoń Gryfona, ciągnąc go za sobą coraz mocniej.
Biegli tak szybko, że drzewa, które mijali, zlały się w jedną, zieloną masę. Chwilę później, dziwnie pozbawieni zadyszki, znaleźli się przed „Trzema Miotłami”. Weasley wiedział, że to ten lokal, mimo że wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle. Został powiększony co najmniej kilkanaście razy i bardziej przypominał pałac wschodniego władcy niż pub. Tysiące białych wieżyczek wyrastało z dziwacznego korpusu budowli, z której wnętrza rozbrzmiewała szybka, nowoczesna muzyka. Do głównego, otwartego na oścież wejścia prowadziła szeroka, żwirowa ścieżka.
Helena i Hugo stanęli na początku tego przejścia, a po obu stronach ustawił się szereg ludzi ciągnący się aż do pałacu. Wśród najbliżej znajdujących się osób chłopak rozpoznał nauczycieli i uczniów Hogwartu. Gdzieś w oddali mignął mu James ubrany w różowy kombinezon oraz tata z pofarbowanymi na zielono włosami. Wszyscy wpatrywali się w nowo przybyłych i uśmiechali szeroko, jakby to właśnie na nich oczekiwali. Jedynym wyjątkiem byli stojący na baczność żołnierze straży przybocznej królowej, porozmieszczani co kilkanaście stóp pomiędzy resztą zgromadzonych.
– Nie jest im za ciepło? – zapytał w próżnię Hugo, wskazując na czerwony mundur znajdującego się najbliżej z nich.
– Są tak ubrani dla państwa, panie Weasley – odpowiedział mu tęgi jegomość stojący po ich prawej stronie i poprawiający w tej chwili zsuwający się mu z głowy niebiesko-żółty melonik.
Zmieszany Hugo chciał zaproponować żołnierzom, by zdjęli mundury, lecz ubiegła go podekscytowana Helena:
– Czy wszyscy już są? Możemy zaczynać?
– Oczywiście, panno Smith. Wszyscy już dołączyli. Muzyka! – zawołał ochoczo mężczyzna, machając zamaszyście rękami przypominającymi serdelki.
Nowoczesna piosenka wydobywająca się z zamku zamilkła, a na jej miejsce rozbrzmiał Marsz Mendelssohna grany na organach, które nagle pojawiły się za tęgim jegomościem i za którymi nikt nie siedział.
– A gdzie twój ojciec? To nie on powinien cię prowadzić? – zapytał Hugo, wbrew swoim słowom chwytając delikatnie drobną dłoń dziewczyny.
– A dlaczego miałby mnie prowadzić? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Smith i ruszyła do przodu. – Przecież to nie ślub, tylko bal. Mojego taty nawet tu nie ma.
– Mój jest – odparł Hugo, wskazując na zielonowłosego Rona, który zajadał się żelkami o smaku coca-coli i nie zwracał na nich najmniejszej uwagi, mimo że byli już prawie obok niego.
– Wszyscy Weasleyowie są. W końcu oczekują, że wreszcie mnie zapytasz – poinformowała go Helena.
– O co? – zainteresował się Hugo, przepuszczając dziewczynę przez wyjątkowo wąskie przejście prowadzące do środka „Pałacu pod Trzema Miotłami”.
– No wiesz, przecież wszyscy na to czekają – odpowiedziała Helena, niespodziewanie się krzywiąc, i wyrwała rękę z uścisku Gryfona.
– Naprawdę nie wiem. – Weasley przystanął i położył na ramionach dziewczyny dłonie, zmuszając ją do odwrócenia się. W jego głosie słychać było narastającą panikę.
– Na pewno wiesz – odparła szeptem Smith, przybliżając się do chłopaka na tyle, że udało mu się dostrzec zielonkawe plamki wokół jej nienaturalnie zwężonych źrenic. – To najważniejsze pytanie, jakie chcesz mi zadać od dłuższego czasu.
– Zostaniesz moją dziewczyną?
– Sorry, Hugo, wiem, że jestem atrakcyjny, ale niestety jestem i czuję się facetem, i to stuprocentowo heteroseksualnym. Ale jeśli chcesz, zapoznam cię z Zacharym z Hufflepuffu; na pewno by się tobą zainteresował.
– O czym ty gadasz, George? – zapytał Weasley, przecierając mocno wciąż zamknięte oczy. Dopiero gdy je otworzył, a jego wzrok przyzwyczaił się do jasności, zrozumiał, że znajdował się we własnym dormitorium i właśnie obudził się z jednego z najbardziej pokręconych snów w swoim życiu.
– Pytanie powinno brzmieć: „O czym ty gadasz, Hugo?” – zacmokał siedzący na swoim łóżku Wells. – Szczególnie że od wczoraj jesteś zajęty.
– Co?! – zawołał przerażony Weasley, podnosząc się tak gwałtownie, że pociągnął za sobą bordową kotarę.
– Błagam, jeśli chcecie coś bombardować, to nie naszą sypialnię! Proponuję na przykład gabinet Nochala. – Drzwi prowadzące do łazienki otworzyły się z hukiem, a w progu stanął Olivier ubrany jedynie w czarne spodenki w żółte kaczki i trzymający w ustach szczoteczkę.
– Jak myjesz zęby, masz lepszy akcent… Ała! – krzyknął Wells, zdejmując z twarzy mokry ręcznik, którym w odpowiedzi rzucił w niego Olivier.
– Tylko nie mów nic o kaczuszkach, bo dostaniesz moimi gaciami – zagroził mu Janvier, na co George podniósł ręce w obronnym geście, śmiejąc się głośno.
– Moglibyście przestać się wygłupiać i wytłumaczyć mi, co się dzieje?! – Głos Hugona był tak nienaturalnie wysoki, że jego koledzy od razu się uciszyli i spojrzeli na niego najbardziej poważnie, jak w tej chwili potrafili.
– Hugo, my ci mamy tłumaczyć? Przecież to TY nam wszystko opowiedziałeś…
– …pomyślałby ktoś, że masz kaca, ale przecież nie możesz, skoro nic nie piłeś…
– …aż strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy jednak zdołali namówić cię na ognistą…
– …ale stanowczo odmówiłeś, stwierdziwszy, że idziesz na śniadanie ze swoją dziewczyną, więc z bólem posłuchaliśmy…
            – Nie obudziliście mnie?! – przerwał im Weasley, miotając się po pokoju i wyraźnie czegoś poszukując.
– Stary, wyluzuj, masz ponad pół godziny – odpowiedział Janvier, ignorując George’a, ponieważ nie chciał wybuchnąć śmiechem. – Twoja różdżka leży tam, gdzie zwykle. Na szafce nocnej.
– Ach, no tak – mruknął zmieszany Hugo, ponownie siadając na swoim łóżku i sięgając po poszukiwany przedmiot. Przez chwilę milczał, marszcząc ze skupieniem brwi, aż w końcu podniósł głowę, spojrzał na George’a i stwierdził: – Czyli wczoraj naprawdę byłem z nią w Hogsmeade, tylko bez balu. To nie był sen.
– No nie – potwierdził Oliver zza jego pleców.
Zapadła cisza, podczas której twarz Hugona coraz bardziej przypominała kolorem dorodnego pomidora. Tylko George mógł to zauważyć i już otwierał usta, by się wtrącić, gdy Weasley ponownie się podniósł i z prędkością światła pobiegł do łazienki. Potrącając przy okazji Oliviera, wykrzyknął z przerażeniem:
– Trzydzieści minut to nic!
– Ej, Hugo, muszę wypłuczyć zęby – zawołał za nim Janvier, łomocząc w drzwi. – Nie śmiałbyś się, tylko mi pomógł! – warknął na turlającego się ze śmiechu George’a.
– Mówi się „wypłukać” – rozległ się nieco stłumiony głos zamkniętego w łazience Hugona. – Idź do szóstoklasistów!
– A żebyś wiedział, że pójdę – zapewnił Janvier, połykając przy tym trochę pasty. – Tylko nie myśl, że ci później pomogę wybrać ciuchy. George też ci nie pomoże! Nie jesteśmy jakimiś babami, żeby… Wells, zamknij się!
– Co… za… komedia! Na was… zawsze… można liczyć – wyjąkał Wells, wycierając płynące ze śmiechu łzy. – Naprawdę… tak pójdziesz?
Olivier, który zdążył założyć pierwszą lepszą koszulkę i trzymał już rękę na klamce, zatrzymał się i zerknął na dół…
Putin, te walone kaczki!
– Wreszcie mówisz do rzeczy, stary!

Mieszała zamaszyście w swojej owsiance, uśmiechając się pod nosem. Wszystko układało się zgodnie z zamierzeniami. Ba, nawet lepiej! Nie musiała nawet podkładać fałszywych tropów, skoro osoby takie jak Scorpius Malfoy rozwiązywały tę kwestię za nią. Albus znajdował się pod pełną kontrolą jej klątwy, a Potterowie i Weasleyowie krążyli jak dzieci we mgle.
I dobrze. Na to w końcu zasługiwali. Pierdoleni bohaterowie, zbawcy magicznego świata. Zastanawiała się, jakim cudem ludzie mogą cechować się taką głupotą. Większość czarodziejów, i to nawet czystokrwistych, wydawała się nie dostrzegać ogromnej niesprawiedliwości faktu, że musieli żyć w tajemnicy. Kryć się jak szczury, którymi przecież nie byli. Byli czymś – kimś! – odwrotnym. Bardziej potężnym, bardziej znaczącym…
Ale zmienianie tego nie to należało w tej chwili do priorytetów. Musiała skupić się na osobistej zdradzie, a kto wie – być może jej wygrana przełoży się na sukces ich wszystkich. Tych, którzy nie zostali ogłupieni przez prowadzoną od wielu lat propagandę brytyjskiego Ministerstwa Magii, którzy znali swoją wartość, którzy pragnęli nareszcie zostać docenieni!
Dlatego właśnie, nie dokończywszy i tak niesmacznej owsianki, podniosła się z ławy i ruszyła prosto do swojej kryjówki na szóstym piętrze.
Najwyższy czas na nasze kolejne telepatyczne randez-vous, Albusie. W końcu nie możemy dopuścić, żebyś tak po prostu zdechł, prawda?

Pół godziny później Hugo stał tuż przy wejściu na schody prowadzące do żeńskich dormitoriów i mocno wbijał paznokcie lewej ręki w udo, by zmusić nogi do pozostania w bezruchu. Raz po raz rzucał niespokojne spojrzenie w górę, lecz Helena wciąż się nie zjawiała. Chłopak odnosił nieprzyjemne wrażenie, że po raz kolejny przeżywał swój dzisiejszy sen, tylko że teraz było jeszcze gorzej. A jednocześnie o wiele lepiej. W końcu wczoraj, w Hogsmeade, dziewczyna jego marzeń zgodziła się z nim chodzić. To był fakt, niezależnie od tego, jak nieprawdopodobny się wydawał. Podobnie jak to, że w końcu udało mu się zapytać.
Jednak teraz nie miał pojęcia, skąd wzięła mu się wczoraj ta odwaga. Być może chodziło o samą obecność Heleny? O jej uśmiech, oczy, głos? O spokój, którym emanowała przez całą wczorajszą… randkę? Chyba mógł to tak nazwać?
Tylko że teraz nie było jej obok. Nie było, a on zamieniał się po raz kolejny w oddychający kłębek nerwów. To znaczy, miał nadzieję, że wciąż oddychał; nie mógł tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością, skoro wydawało mu się, jakby coś wyjątkowo ciężkiego ściskało jego klatkę piersiową i…
Co zrobić? Co powiedzieć?!
Hugo domyślał się, co odpowiedzieliby na te pytania jego przyjaciele, szczególnie że dali mu to wyraźnie do zrozumienia chwilę temu. Pewnie mieli rację, zgodnie twierdząc, że zachowywał się gorzej niż baba. Ale, cóż, oni nie wiedzieli, jak bardzo mu zależy, żeby wszystko wyszło idealnie! Przecież Helenie mogło się odmienić! W ogóle by go to nie zdziwiło! W końcu kto chciałby zadawać się z kimś, kto nie może się nawet wysłowić? A szczególnie ktoś tak niesamowity jak ona…? Hugo doskonale zdawał sobie sprawę, że nie dałby rady wypowiedzieć w tej chwili ani jednego słowa, miał tak sucho w gardle. Ale nawet jeśli by mógł, nic by to nie zmieniło. Bo niby co…
Nagle coś wokół się zmieniło, powietrze stało się inne, jakby bardziej słodkie i ożywcze, a wzrok Weasleya automatycznie skierował się na schody.
Była tam. Schodziła powoli, patrząc wprost na niego, i mimo że nie miała na sobie niebieskiej, eleganckiej sukienki, wyglądała jeszcze piękniej niż wtedy. Być może dlatego, że jasne, długie włosy swobodnie otaczały jej twarz, być może dlatego, że uśmiechała się do niego lekko, a być może dlatego, że to – w przeciwieństwie do snu – była rzeczywistość. Hugo specjalnie się uszczypnął, by to potwierdzić.
Mimo że wciąż miał pustkę w głowie, nie chciał już uciekać. Bez słowa obserwował, jak Gryfonka podchodzi coraz bliżej niego, aż w końcu staje tuż przed nim, zadzierając głowę, by móc zajrzeć mu w oczy. Ze zdziwieniem stwierdził, że na jej błękitnych tęczówkach tuż przy źrenicach widniało kilka pojedynczych zielonkawych plamek.
– Cześć – szepnęła.
– Cześć – odparł równie cicho, nie ufając własnemu głosowi. Drżące ręce mimowolnie splótł za sobą, nie wiedząc, co z nimi zrobić. Chciał jej dotknąć, ale…
Nie robiąc nic, przynajmniej się nie błaźnił.
Tchórz!, podpowiedział mu złośliwy głos w jego umyśle, swoją barwą niebezpiecznie przypominający ten należący do Oliviera.
– Jesteś głodna? – wypalił więc Hugo bez namysłu, niemal natychmiast ganiąc się za własną głupotę. Przecież umówili się, że pójdą razem na śniadanie! Niby jak mogłaby być najedzona? Ale przynajmniej jego ręce zwisały swobodnie wzdłuż tułowia i nawet specjalnie nie drżały.
Helena skinęła twierdząco głową, ale się nie poruszyła, wpatrując się w Weasleya roziskrzonym wzrokiem. Jego spojrzenie zsunęło się na malinowe usta Smith, a na policzki Gryfona natychmiast wpłynął zdradziecki rumieniec. Przecież nie mógł jej tutaj pocałować, nawet wczoraj do tego nie doszło! Jak by zareagowała?! W każdej chwili ktoś mógł przecież się pojawić i… Ponadto skąd miał wiedzieć, czy ona chce tego samego co on?!
– Hugo, oddychaj. – Usłyszał jakby z oddali kojący głos Heleny.
Weasley potrząsnął głową, wyrywając się z otępienia, i nieśmiało odwzajemnił jej uśmiech. Miała rację; stres nie przynosił nic dobrego. A ona tutaj stała. Nie wymyślił sobie tego. Nie stałaby tutaj, gdyby nie chciała, prawda?
– Przepraszam, ja…
– Rozumiem – zapewniła ochoczo, przesuwając swoją prawą rękę tak, by musnęła jego.
Hugo, jakby rażony piorunem, nie zamierzał dłużej zwlekać. Złapał jej dłoń – mocno i pewnie – zanim jego umysł miał szansę zacząć to analizować. Wraz z ciepłem delikatnej skóry i szczerym uśmiechem poczuł, jak wszelkie wątpliwości znikają tak szybko, jakby nigdy nie istniały.

Dwa dni później James siedział na jednym z wielu wyjątkowo szerokich, hogwarckich parapetów na trzecim piętrze i wpatrywał się w głąb korytarza. Ani razu nie spojrzał za okno – kapryśnej brytyjskiej pogody miał aż nadto w każdym innym miejscu, natomiast Hogwartu nie.
A przynajmniej przez jakiś czas nie, bo teraz zjawiał się w zamku co kilka dni; prawie tak samo często jak na kursie aurorskim i zdecydowanie rzadziej niż w rodzinnym domu. Już od rozpoczęcia studiów James wolał nocować u kumpli w Londynie niż w rezydencji Potterów. Mimo że warunki miał tam znacznie gorsze, nie musiał przynajmniej patrzeć na to, jak traktują się nawzajem rodzice. Oczywiście jeśli akurat byli razem w domu… Tylko że posiadłości czarodziejów miały to do siebie, że ich lokatorzy zjawiali się równie szybko i równie niespodziewanie, co znikali.
Ponadto z kumplami James mógł imprezować i nie przejmować się dorosłością.
Potrząsnął zirytowany głową i ponownie skupił się na korytarzu. Chłonął wzrokiem przemieszczające się między obrazami postacie, lewitujące świece i potężne zbroje tak, jakby widział to wszystko po raz pierwszy. A przynajmniej próbował. Wiele by dał, żeby cofnąć się do pierwszej klasy i móc odkrywać zamek na nowo. Traktując Hogwart jako drugi dom, nie należał do wyjątków; wydawało mu się, że większość uczniów podzielała jego uczucia. Ta szkoła nie była zwykłą placówką edukacyjną z internatem, tylko miejscem, w którym mogli być sobą, gdzie nawiązywali przeróżne znajomości, odkrywali i rozwijali pasje, zdolności magiczne oraz… samych siebie.
James nie należał do osób, które boją się zmian. Wręcz przeciwnie; w zeszłym roku niecierpliwie oczekiwał końca roku i możliwości rozpoczęcia tego, co od dawna go interesowało, oraz poznania nowych ludzi, nowych miejsc i podjęcia nowych wyzwań. Jednocześnie fakt, że tęsknił za Hogwartem, był dla niego tym samym co deszcz za oknem czy miłość do quidditcha. Normą.
Jak można by nie tęsknić za Hogwartem? To przeczyłoby wszelkim prawom.
Dlatego chłopak cieszył się, że mógł tutaj przebywać obecnie znacznie częściej niż ktokolwiek inny z jego rocznika. Z drugiej strony, gdyby został zapewniony, że jeśli nigdy nie przybędzie do zamku, to Albus się obudzi, James nie wahałby się ani chwili. Dbanie o rodzinę było dla niego kolejną normą, czymś bardziej niż oczywistym. Problem pojawiał się wtedy, gdy jej członkowie zdawali się tego nie zauważyć, jednak były Gryfon musiał przyznać, że w obliczu nadzwyczajnej sytuacji nawet rodzice wydawali się zapomnieć o trwającej między nimi zimnej wojnie, której nigdy nie potrafił zrozumieć.
Nie miał w zwyczaju analizować czegoś, co uważał za z góry nielogiczne. Uważał to za stratę czasu. Nie uważał natomiast za stratę czasu oczekiwania na kogoś, na kim mu zależało, dlatego nie czuł zniecierpliwienia nieobecnością Lily. Jeśli miałby się denerwować, to tylko tym, że mogłoby jej grozić niebezpieczeństwo. Ale James wiedział, że jego siostra miała się z nim spotkać po zakończeniu eliksirów, a bazując na całkiem niedawnej przeszłości, aż za dobrze zdawał sobie sprawę, że Nochal miał nieprzyjemną tendencję do przedłużania zajęć.
Chłopak westchnął głęboko, odrywając spojrzenie od obrazu przedstawiającego tęgiego mężczyznę we francuskiej peruce, i schował twarz w dłoniach, próbując zmusić zmęczony umysł do podjęcia wysiłku. Ojciec dał mu proste zadanie – wraz z resztą dojść do tego, kto rzucił klątwę. Nie potrafili go wykonać. James wolał nawet nie myśleć o drugim problemie, czyli samym zaklęciu, bo w tym okazywali się jeszcze gorsi.
W kwestii sprawcy miał przynajmniej mocne przypuszczenia. Podobnie jak reszta odrzucał nauczycieli z kręgu podejrzanych – mimo że pamiętał z rodzinnych opowieści postać Barty’ego Croucha udającego Alastora Moody’ego. Natomiast wśród uczniów na wyraźne prowadzenie wysuwała się jego zdaniem jedna osoba – Matylda Pince – i pomimo braku jakichkolwiek dowodów nie mógł ignorować czegoś, co stanowiło dla niego zupełną nowość i co prawdopodobnie jego była dziewczyna nazwałaby intuicją. Dlatego James musiał zrobić coś, by dowiedzieć się, czy ma rację. Coś, czego na razie nie mógł dokładnie sprecyzować, lecz wiedział jedno – Rose tego nie poprze, zaś Lily – niemal na pewno tak, bo bez łamania szkolnego regulaminu i zasad etycznych nic by się nie udało.
– Hej, sorry za spóźnienie. Nochal jak zwykle miał do powiedzenia całe kazanie, którego nie mógł nam przekazać PRZED zakończeniem lekcji. Wszystko w porządku?
James podniósł szybko głowę, którą nadal trzymał w dłoniach, i uśmiechnął się półgębkiem do stojącej przed nim, wyraźnie zziajanej Lily. Ramię ogromnej torby zsunęło się jej na łokieć, a z końskiego ogona wydostała się co najmniej połowa długich włosów.
– Taa, zamyśliłem się.
– Oj, to rzadkość. Szkoda, że ci przerwałam.
W odpowiedzi James zeskoczył z parapetu i pociągnął siostrę za włosy, do końca niszcząc jej fryzurę.
– Co tak stoisz, idziemy – powiedział dziarsko, ignorując mordercze spojrzenie, jakie mu posłała. – Dawaj torbę.
– Żebyś mi wywalił wszystkie rzeczy? – Lily uniosła brwi, zagryzając jednocześnie wargi, by się nie roześmiać. – Nie, podziękuję, wybacz.
– No wiesz, za kogo ty mnie masz? – zawołał z udawanym oburzeniem James, ruszając z miejsca.
– Z grzeczności nie odpowiem – rzekła Krukonka, idąc w jego ślady.
– Bo przecież jesteś wzorem uprzejmości – zaśmiał się chłopak, zerkając na Lily, która nagle nieco zmarkotniała i wbiła wzrok w podłogę, nic nie mówiąc. – Jesteś głodna? – zapytał po chwili ciszy, kiedy znaleźli się przy klatce schodowej. – Idziemy do kuchni czy PŻ?
– Jadłam obiad przed eliksirami, ale domyślam się, że twój żołądek domaga się zapasów – rzuciła w odpowiedzi.
James odetchnął z ulgą. Nie był dobry w pocieszaniu. Zwłaszcza dziewczyn. A już szczególnie tych, których zupełnie nie rozumiał, a które były mu bliskie. Wychodził z założenia, że problemy najlepiej jest rozwiązywać, zamiast je omawiać. Niestety zdarzało się, że niektóre z nich były na tyle poważne, iż nie dawały się rozwikłać ot tak.
– Wyobraź sobie, że jadłem, zanim tu przyszedłem, więc jeszcze nie jestem głodny – poinformował siostrę, jednocześnie wchodząc na schody, które miały przetransportować ich na siódme piętro. – Byłem u babci Molly.
– No tak, wszystko jasne. Pudding truskawkowy czy żurawinowy?
– Żurawinowy.
– Cholera! – zawołała Lily zgodnie z przewidywaniami Jamesa. Jego siostra jeszcze kilka lat temu potrafiła zjeść porcję przeznaczoną dla całej ich trójki, zanim on i Albus to zauważyli.
Dalszą drogę przebyli w milczeniu, jednak tym razem nie było w tym żadnej niezręczności. Dopiero przy gobelinie z Barnabaszem Bzikiem i Trollami przystanęli, a Lily, obserwując, jak jej brat przechodzi wzdłuż pustej ściany trzy razy, powiedziała:
– Rose poprosiła nas, żebyśmy przyszli do biblioteki o siedemnastej, więc mamy trochę mniej czasu. Hugo ma wieczorem trening.
James przystanął i spojrzał z oczekiwaniem na siostrę dokładnie w tym samym momencie, gdy zmaterializowało się wejście do Pokoju Życzeń. Nikt nie wiedział, na jakiej zasadzie to pomieszczenie przetrwało Bitwę o Hogwart, ale nikt też nigdy nie potrafił do końca zrozumieć jego magii. Tak powiedziała mu kiedyś Rose, której inteligencji nigdy nie kwestionował. A przynajmniej nie tej związanej z wiedzą, bo pod względem emocjonalnym byli do siebie bardzo podobni. James dałby sobie rękę uciąć, że kuzynka też miałaby problem z rozpoczęciem tego typu rozmowy. Lily, wspominając o Hugonie, sama dawała bratu pretekst, ale jakoś nie ułatwiało mu to zadania. Aż zatęsknił za tym, jaki był kiedyś – jeszcze rok temu nawet nie wpadłby na to, żeby rozmawiać z kimś na taki temat. Teraz wpadł, co wcale nie oznaczało, że potrafił to zrobić.
– Co z wami? – wypalił więc w końcu, kiedy znajdowali się już w Pokoju Życzeń. Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak samo jak ostatnio, James nie zawracał sobie głowy zbędnymi szczegółami. Potrzebował dwóch krzeseł, stolika oraz dobrego oświetlenia i właśnie to otrzymał.
– Z kim? – zapytała ku jego rozpaczy Lily, wpatrując się w niego z oczekiwaniem.
– Z tobą i Hugonem – doprecyzował niechętnie.
Tak jak mógł się spodziewać, z twarzy dziewczyny zniknęły wszelkie oznaki rozbawienia, natomiast pojawił się wyraźny grymas niezadowolenia. Zamiast odpowiedzieć, z hukiem odsunęła krzesło, usiadła na nim, a spojrzenie wbiła w blat stołu.
– Mam dla ciebie pudding od babci – powiedział James, łapiąc się ostatniej deski ratunku, i wyciągnął z torby pakunek chroniony specjalnymi czarami.
– No tak, najpierw musiałeś mi podokuczać – wymamrotała pod nosem Lily. – Daj.
James wykonał polecenie, cudem powstrzymując się od komentarza na temat rozkazywania starszym braciom, i usiadł naprzeciwko Krukonki, która rozwinęła papier, wzięła dołożoną przez Molly łyżkę i zaczęła jeść.
– Nie chce ze mną rozmawiać – odezwała się nagle, kiedy zniknęła ponad połowa porcji. – Sam widziałeś, że w ogóle nie zwraca na mnie uwagi.
– Wiem. Ale dlaczego? To nie w stylu Hugona.
– Bo go zdenerwowałam – odpowiedziała Lily, wbijając spojrzenie w ścianę za Jamesem.
– Ja wiem, Lunka, że ty bywasz zajebiście denerwująca, ale Hugo to prawdziwa oaza spokoju w naszej rodzinie i w dodatku twój przyjaciel, więc...
– Nie jest taki spokojny, jeśli chodzi o ludzi, na których mu zależy – odparła dziewczyna, nie odnosząc się do znienawidzonego przezwiska, wymyślonego przez Jamesa na tyle dawno, że nie potrafiła określić tego w czasie. – Nagada… Obraziłam dziewczynę, która mu się podoba.
Po raz pierwszy podczas tej rozmowy Pottera zamurowało. Nie wiedział, czy bardziej zdziwiła go rewelacja dotycząca Hugona czy to, że Lily tak szczerze odpowiedziała na pytanie. Czuł, że od tego wszystkiego zaczyna boleć go głowa. Zdecydowanie nie był dobry w tego typu sprawach. Wolał konkrety: quidditcha, kurs aurorski, imprezy… Sytuacje, z którymi bez problemu sobie radził, bo nie były skomplikowane przez niedopowiedzenia czy dziwaczne uczucia. Gdyby chociaż mógł zażartować! Kiedyś zrobiłby to bez wahania: przerobił rozmowę w żart, uciął ją, zmienił temat, poszedł sobie. Ale teraz jakoś nie potrafił.
– To Helena. Pamiętasz ją?
Popatrzył ze zdziwieniem na Lily, jednocześnie czując nieco żałosną ulgę na myśl, że to ona przerwała milczenie. Siostra wpatrywała się w niego z dziwnego rodzaju oczekiwaniem, więc postanowił odpowiedzieć szczerze:
– Nie… Jest Gryfonką?
– Tak – odpowiedziała, nagle dziwnie poirytowana. – Nieważne, czego mogłabym się po tobie spodziewać. W każdym razie to o nią Hugo jest zły. Przeprosiłam ją i nic. Nie potrafię do niego dotrzeć. Zmieńmy temat na ten, którym mieliśmy się zająć, czyli na Matyldę.
– Czego się po mnie spodziewać? – zapytał James, ignorując zupełnie dalszą część wypowiedzi siostry. Nie zamierzał odpuścić jej tego, że miała wobec niego zarzuty, które uważał za bezpodstawne. Pod tym względem oboje byli tacy sami jak matka.
– James, daj spokój, to teraz nieważne. Teraz musimy skupić się na naszym bracie, a nie jakichś idiotyzmach. Myślałam, że kto jak kto, ale ty potrafisz zająć się konkretami!
Potter nie wiedział, dlaczego jej oschłe słowa sprawiły mu przykrość, mimo że dążył dokładnie do tego, co powiedziała. Albus był w tej chwili jego priorytetem i nie rozumiał, czemu dawał się rozpraszać czynnikami zewnętrznymi. Wcześniej Scorpiusem, który doprowadzał go do szewskiej pasji, później rozmyślaniem nad Camille, na którą tydzień temu wpadł na jednym z hogwarckich korytarzy, a teraz nieudanymi próbami przypomnienia sobie, która z Gryfonek może być tajemniczą Heleną. Musiał wziąć się w garść.
– Dobra, to powiedz, co się ostatnio wydarzyło. Sprawa z Frankiem została ogarnięta?
– Tak. Profesor McGonagall wykluczyła go z kręgu podejrzanych. Co prawda nie podano mu Veritaserum, bo nikt nie chce ryzykować, ale zgodził się bez żadnych protestów na użycie na nim legilimencji przez profesora Greena. Od początku wiedziałam, że to fałszywy trop, ale Malfoy zrobił taki raban, że postanowiono to rozwiązać raz, a porządnie. I właściwie się cieszę, bo od trzech dni prawie się nie odzywa na naszych spotkaniach, a przynajmniej nikogo nie oskarża. Uwierz mi, wreszcie jest cisza. Przynajmniej dopóki nie przyjdzie Pince.
– Nie wątpię. – James pokiwał z zamyśleniem głową. – Ale dlaczego już od początku uważałaś, że to fałszywy trop? Przecież to właśnie Frank wpadł na Albusa podczas meczu. I chyba nigdy się nie kolegowali.
– Na początku szkoły się lubili – poinformowała go Lily. – A Kruger od razu zapewnił, że ten wypadek był przypadkiem; długo przed tym, zanim wyszło na jaw, że stan Albusa jest tak poważny. Pani Clinton jest praktycznie pewna, że ktokolwiek rzucił tę klątwę, musiał to zrobić w ciągu kilku pierwszych dni po meczu. I niemal na pewno w Skrzydle Szpitalnym. Podtrzymywanie klątw to zupełnie co innego, wymaga znacznie mniej magii niż jej rozpoczęcie.
– Mówisz jak Rose – zauważył James, ale zaraz podjął główny wątek: – To wszystko coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że to Matylda. Cały czas przychodziła do Albusa, jako jego dziewczyna nie musiała w żaden sposób się kryć czy kombinować. Wiem, że jest dobra z OPCM, bo wraz ze mną brała udział w tamtym konkursie, dwa lata temu. Jej charakter pozostawia wiele do życzenia, nawet ten idiota Malfoy to widzi. Obłudna, cyniczna, złośliwa, chamska... Przez pół życia wodziła naszego brata za nos, żeby nagle ot tak zacząć z nim chodzić! Jej ojciec pochodzi z rodu czarodziei czystej krwi, nie wiem, co z matką. I zauważ, że pomimo tego, jak bardzo się z nami kłóci i jak wiele nam zarzuca, ani razu nie powiedziała, kto według niej może być sprawcą. Jakby nie chciała nikogo oskarżać, żeby nikt nie oskarżył jej. Nawet ten palant nie wskazał na nią wprost, gdy ją podejrzewał, bo miała te swoje ataki histerii.
– James, nie jestem Rose, nie musisz mnie przekonywać – zakomunikowała Lily, związując włosy w niedbałego koka. – To, co mówisz, ma sporo sensu. Nie jestem tak przekonana o jej winie jak ty, bo widziałam, jak się zachowywali w szkole we wrześniu i październiku jako para. Widziałam, jak bardzo zazdrosna o niego była i jak zakochana się wydawała. Ale zgadzam się z tym, że musimy się jej przyjrzeć. Dlatego już zaczęłam robić podchody. – To mówiąc, Lily otworzyła torbę i po czasie, który wydawał się Jamesowi nieskończonością, wyciągnęła z niej dobrze znany mu pergamin.
– Od początku wiedziałem, że masz Mapę Huncwotów! – wykrzyknął wyraźnie zadowolony z siebie. – Mówiłem Albusowi.
– James, wszyscy wiedzieli, ale nikt nie mógł mi tego udowodnić, o to w tym chodzi – poinformowała go Lily takim tonem, jakby rozmawiała z małym dzieckiem. – Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego – dodała, stukając różdżką w rozłożony już pergamin, na którym momentalnie zaczęła rozrysowywać się mapa całego zamku. – Obserwowałam Pince przez ostatnie cztery dni, czyli głównie przez weekend; muszę ją śledzić co najmniej do piątku, żeby wysnuć ostateczne wnioski. Ale na razie nie robiła nic nadzwyczajnego czy podejrzanego. Większość czasu spędza tam, gdzie wszyscy, plus dochodzi do tego Skrzydło Szpitalne. Zauważyłam, że w weekend chodziła na górne piętra, tam, gdzie odbywa się część zajęć w tygodniu, ale sporo osób tak robi, żeby się pouczyć. Ponadto teraz jest tam część fakultetów, a Matylda zapisała się na gry zespołowe. To by pasowało, bo nie wszystkie są sportowe. W sobotę była jeszcze po ciszy nocnej w kuchni z kilkoma innymi Ślizgonami. Ponadto nic a nic.
– Fakultetów? – James zmarszczył ze zdziwieniem brwi.
– Serio, Syrek, z tego wszystkiego tyle masz do powiedzenia? – zapytała ironicznie Lily.
– Nie nazywaj mnie tak, Lunka – odgryzł się chłopak, szczerząc się do niej szeroko.
– Zaraz dostaniesz w łeb. Choć i tak ci by nie zaszkodziło, w końcu masz tam pusto. No i znów się nie skupiasz – zacmokała dokładnie tak, jak babcia Molly, gdy James żegnał się z nią dwie godziny wcześniej.
– Po co mam się skupiać, skoro nie masz żadnych konkretów? Trzeba zobaczyć, co ona robi na tych piętrach, czy aby na pewno się uczy albo chodzi na te fakultety. Pożyczę od Hugona pelerynę.
– Jeśli nie zapytasz, to ukradniesz…
– Tak jak by ci to przeszkadzało. Niby co zrobiłaś z mapą? – wytknął, skutecznie uciszając siostrę. – Dobrze byłoby też zdobyć różdżkę Pince. Byłaby głupia, gdyby miała tylko jedną, ale kto wie? A może akurat uda nam się zdobyć tę właściwą. Powinniśmy poszukać w jej dormitorium. Gdyby Malfoy nie był takim debilem, moglibyśmy go poprosić, ale…
– Taa, prócz tego, że jest idiotą, to jest facetem. Najłatwiej byłoby poprosić kogoś, kto z nią mieszka, na przykład – Lily zawiesiła na chwilę głos – Agnes Roulier.
– Wiesz, że to niemożliwe. Nienawidzi mnie.
– Może ma powód? – zapytała retorycznie. – Rozmawiałeś w ogóle z Camille?
– To nie twoja sprawa – warknął zdenerwowany James. Dlaczego młoda nagle interesuje się moimi prywatnymi sprawami? – Kto tu się teraz rozprasza? A z Matyldą mieszka ta twoja koleżanka, Grace Brown, możesz ją poprosić, a nie wyciągać nie wiadomo kogo.
– To nie byle kto, tylko siostra twojej byłej. I nie „ta moja koleżanka, Grace Brown”, tylko dziewczyna, na widok której dostawałeś ślinotoku tak samo jak każdy chłopak w szkole – odparowała Lily, mrużąc oczy jak kotka. – Ty wypytujesz mnie o moje sprawy, to ja mogę ciebie o twoje.
– Ja pytam o Hugona, który jest moim kuzynem, nie interesuje mnie, za kim latasz, kto lata za tobą ani co wyprawiasz z tym nowym, Olivierem!
– Nic z nim nie wyprawiam, idioto, powaliło cię do końca?! Janvier to przeklęty żabojad, któremu zdaje się, że zjadł wszystkie rozumy i że jest najważniejszy na świecie! – Lily już od dawna się nie kontrolowała, tylko krzyczała z całych sił. Podobnie jak James zerwała się z krzesła i tylko stół stanowił granicę pomiędzy wściekłym rodzeństwem.
– Hmmm, czy to kogoś mi nie przypomina? – Chłopak udał, że się zastanawia, a następnie, aż się opluwając, wrzasnął: – No tak, samą ciebie! Zapatrzoną w siebie małolatę próbującą ustawiać ludzi według swojego uznania, walczącą z Zabinimi jak jakaś pomylona…
– Jesteś ślepy czy co? Nie ustawiam…
– Czyżby? A co robisz teraz? – James, dysząc ciężko, oparł się nadgarstkami o stół, bezowocnie próbując unormować oddech. Dawno nikt go tak nie wkurzył. Tylko członkowie jego rodziny to potrafili.
I Camille.
– Mówię, co myślę, powinieneś to docenić! A ja nie walczę z Zabinimi, tylko z Amandą, Paul kompletnie mnie nie interesuje! I ona właściwie też, jest… – krzyczała Lily, jednak nagle jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki, a z ust wydobyło się krótkie, lecz jakże treściwe: – O kurwa.
– Co znowu?! – fuknął James.
– To mogą być oni! Mieliby motyw. Mieliby możliwości. Byłoby im łatwiej we dwójkę. A Amanda mnie nienawidzi! Nie zdziwiłoby mnie, jeśli chciałaby, żebym widziała, jak Albus cierpi.
– Bo zawsze musi chodzić o ciebie, co? – rzucił Potter, nadal poddenerwowanym tonem, jednocześnie jednak, pozbawiony sił, opadł na krzesło i po chwili znacznie spokojniej dodał: – To jest całkiem możliwe. Zdaje się, że Paul Zabini leciał kiedyś na Matyldę, a ona go olała. Może mieć dodatkowy motyw.
– Naprawdę? Skąd to…? Zresztą nieważne. – Lily machnęła ręką i zaczęła kierować się do wyjścia. – Musimy sprawdzić całą trójkę. Ale nie teraz. Teraz idziemy do biblioteki, bo Rose i tak nas opieprzy za spóźnienie.
W odpowiedzi James obrzucił jej plecy zmęczonym spojrzeniem, czego przecież nie mogła zauważyć, a następnie bez słowa wstał i wyszedł za nią z Pokoju Życzeń. W drodze do biblioteki prowadzili niezobowiązującą rozmowę na temat portretów hogwarckich tak, jakby przed chwilą nie stoczyli jednej z największych, a na pewno najpoważniejszych kłótni w swoim dorobku.

***

Rozdział publikuję wcześniej, ponieważ sama nie mogłam już wytrzymać oczekiwania. Następny, właściwie już gotowy, będzie najdłuższym w historii, więc może jego długość zrekompensuje Wam czekanie na jeszcze kolejny, który zacznę pisać najwcześniej pod koniec czerwca. W każdym razie notka z numerem dwudziestym siódmym pojawi się 9.06.2017 r.
Powyższy odcinek dedykowany jest wszystkim miłośnikom H&H, mam nadzieję, że spełniłam Wasze oczekiwania. I że przy okazji choć na chwilę dałam odetchnąć i Wam, i bohaterom, przypominając wszystkim, że oni nadal są nastolatkami (szczególnie skoro chwilę później wrzuciłam ten krótki fragment z perspektywy Sprawcy Zamieszania xD). Ciekawe, czy Wasze przypuszczenia ulegną zmianie. Interesuje mnie też, co myślicie na razie o Jamesie, poonieważ czuję, że po przeczytaniu następnego postu możecie sądzić coś innego. 
Postaram się powiadomić o nowości do 15.05., ale nie obiecuję. Do końca czerwca będę z rzadka obecna w blogosferze. Zapraszam serdecznie do komentowania i pozdrawiam serdecznie :)

33 komentarze:

  1. Hah, coś podejrzewałam, że scena początkowa może być snem :D Choć już na początku rozdzału im kibicowałam, prawdziwe spotkanie Hugo i Heleny okazało się jeszcze większym powodem do: "Hugo, weź się w garść i bier jej dłoń!" albo "No nie, jak jej teraz nie pocałuję, to tam wejdę i go popchnę" XD
    Zaraz zaraz zaraz... a więc sprawcą jest... ONA?!
    Nienienienienienienie. To podważa wszystkich moich podejrzanych. To podważa moje rozważania nad sprawą. To podważa mój (zaprzeczalny) geniusz. Tak, nie wiem dlaczego, ale dotąd byłam święcie przekonana, że na rodzinę Potterów czycha mężczyzna i innej opcji nawet nie wzięłam pod uwagę. Wyobrażałam sobie takiego potężnego, groźnego byłego śmierciożercę... (co z tego, że jeszcze nie wiadomo, czy to śmierciożerca xd).
    Nie dam się nabrać, że to Pince... Matylda to jedna z ostatnich osób, które bym podejrzewała. Jej zachowanie, postawa i to całe chodzenie z Albusem... W mojej głwie jawi się bardziej jako wredna, uparta gąska, nie jako mściwy przestępca grubego kalibru. Może James i Lily w trakcie swojego małego śledztwa odkryją wskazówki dotyczące prawdziwego sprawcy?... EKHEM... Sprawczyni?
    A-a... *robi wielkie oczy* A czy ja też mogę dostać nieco puddingu żurawinowego?
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział c: ~ Kräva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, na szczęście nawet Hugo kiedyś musiał sie wreszcie ogarnąć :D.
      Hm; wiesz, nigdzie nie napisałam, ze czynnik męski nie bierze w tym roli:D No ale forma żeńska w krótkim fragmencie z pewnością nie jest przypadkiem :D
      Jakbym miała i nie zjadłabym całego sama, to na pewno bym się podzieliła :p

      Usuń
  2. Cześć!
    Przeczytałam obydwa ostatnie rozdziały i są naprawdę super. Obfite w wydarzenia z różnych perspektyw, dlatego też można było sporo dowiedzieć się o całym zamieszaniu. Oczywiście najbardziej intrygujący był ten najkrótszy, czyli skrywający tajemnicę sprawcy całego zamieszania, ale nie będę bawić sie w typowanie. Jeszcze nie wiem, kto to mógłby być, a myślę, że podsyłane przez Ciebie tropy są fałszywe, coby nie było tak prosto. Poczekamy, zobaczymy, na razie nie będę się wychylać :P
    Co do H&H, zdecydowanie ta scena była urocza. Ogólnie cały wstęp do tego rozdziału był fajny, już gdy przeczytałam o tych balowych strojach, wiedziałam, że Hugo śni, a pobudkę też miał pierwsza klasa :P Lubię jak w takich opowiadaniach, oprócz głównego wątku, pojawiają sie także takie wstawki z codziennego życia. Bo w sumie często zapominamy o tym, o czym wspomniałaś w notce pod rozdziałem - że mowa tu o nastolatkach, którzy mają nastoletnie problemy. Oprócz tych, na których skupiamy się najbardziej.
    Scorpius w poprzednim rozdziale szalał niebywale, ale to pokazuje, że jego przyjaźń z Albusem jest naprawdę silna i strasznie mi się to podobało. Jego postać cokolwiek by zrobiła i tak będzie jedną z moich ulubionych. Zupełnie jak Lily, która jest teraz jakaś inna, fajnie, że już znormalniała, chociaż po części, i spogląda nieco inaczej na świat. Jej relacja z Jamesem też fajnie wygląda na tle jej związków z innymi. Mimo różnic charakterów i odmiennych poglądów na dane tematy, jako rodzeństwo w jakiś sposób się dogadują i raczej wychodzi im to całkiem sprawnie. Czekam więc na następny rozdział, żeby się dowiedzieć, co takiego ulegnie zmianie w Jamesie ;)
    Dla mnie informacja, że next będzie najdłuższy w historii, to zdecydowanie dobra nowina. Im dłużej tym lepiej ;)

    Weny i ściskam mocno! ;*
    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) tak, chyba kręcę trochę z tym sprawcą bardziej, niż na poczatku zamierzałam, ale nie mogę się powstrzymać ;) cieszę się, ze doceniasz zmianę Lily, a raczej jej otworzenie się, bo aniołkiem to ona nigdy nie będzie, wręcz przeciwnie :D
      A co do Jamesa, to będzie coś na temat przeszłości ;) niech juz zaspileruję ;)
      Rownież ściskam ;)

      Usuń
  3. Hej, kochana!
    Rozdział naprawdę świetny. Bardzo mnie rozbawiła ta scena, kiedy woźny ukłonił się przed Hugonem i Heleną. Ewidentnie potwierdziło to moje wcześniejsze przypuszczenia, że to może być sen :D
    Kiedy sobie to wyobraziłam, po prostu nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Ogólnie podobał mi się cały ten fragment i ta sytuacja z myciem zębów Oliviera. Niby nic wielkiego, a jednak świetnie przedstawiłaś relację między nimi. Taką... męską, powiedzmy. Bardzo fajnie :)
    Jeśli chodzi o następny fragment - teraz muszę zmienić swoje podejrzenia, skoro okazało się, że to kobieta. A więc obstawiam tę trzecią organizatorkę przedstawienia, której imienia bezskutecznie próbowałam przed chwilą szukać w poprzednich rozdziałach.
    Ale coś kojarzę, że miała na imię Amanda. Oki. W sumie brałam ją już pod uwagę po przeczytaniu poprzedniego rozdziału, razem z Berkley'em, ale właśnie nie pamiętałam jej imienia.
    No więc teraz stawiam na nią, skoro to kobieta, chociaż może właśnie się okazać, że to jakiś eliksir wielosokowy, jak mówili bohaterowie. Wcześniej nie wzięłam tego pod uwagę
    Oki. Scena H&H bardzo mi się podobała. Hugo jest taki uroczy, że cieszę się jego szczęściem, ale jednocześnie będzie mi go szkoda, jeśli Helenie coś się stanie.
    W każdym razie myślę, że to dobrze, że są razem, bo przynajmniej trochę się sobą nacieszą :)
    I ostatni fragment, który wywołał u mnie dość dużo emocji.
    Po pierwsze: bardzo polubiłam Jamesa ♡ Ale to w sumie nic nowego, bo lubię tutaj większość męskich bohaterów.
    Po drugie: zaintrygowała mnie ta sprawa z Camille i mimo że nawet nie wiadomo, o co chodzi, to i tak już im gorąco kibicuję. Chcę o nich więcej przeczytać :D
    Po trzecie: chyba po raz pierwszy poczułam do Lily prawdziwą sympatię, kiedy taka zdyszana przebiegła na to spotkanie. To było takie kochane i ogólnie ogromnie spodobała mi się jej relacja z Jamesem. Te żarty, kłótnie, ale też martwienie się o siebie nawzajem.
    I ta awantura, która wybuchła później. Odniosłam wrażenie, że Lily najbardziej zirytował fakt, że James nawet nie pamięta Heleny, a z tego, co wiem, one oddaliły się od siebie właśnie z jego powodu. Chyba że coś przekrecilam.
    Jestem ciekawa, jak przebiegnie to ich śledztwo i cały czas niecierpliwie czekam na dalsze poszlaki.
    W sumie trochę to podejrzane, że ta sprawczyni myślała coś o szóstym piętrze, a potem się okazało, że Matylda gdzieś tam właśnie chodzi, ale wydaje mi się, że po prostu chcesz nas zmylić :D
    I chociaż na samym początku podejrzewałam Matyldę, to teraz jestem jakoś dziwnie przekonana, że to nie ona. Hmm.
    Ale może jeszcze zmienię zdanie wraz z jakimiś nowymi wskazówkami :D
    Podsumowując, na tę chwilę podejrzewam tę organizatorkę - Amandę(?), w ostateczności mogłaby to też być ta Eleonora (?), ale jak już pisałam pod poprzednim rozdziałem, to chyba byłoby za proste :D
    To chyba tyle. Pozdrawiam gorąco, życzę weny i już teraz czekam na następny rozdział :*
    Całusy,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Muszę przyznac, że miałam niezłą zabawę, pisząc o tym snie; cieszę się, że Ci się podobało ^^
      taaak, ona ma na imię Amanda ;)
      Co do Jamesa, jego wątek będzie się stopniowo rozwijał :D podobnie jak to,o co chodzi Camille ;D
      nie spodziewałabym się określenia Lily jako kochanej xD w sensie tego, co robi :P no, ale coś w tym jest ^^ :PTak, Lily najbardziej zirytowała ta niepamięć Jamesa, prawda :D

      Usuń
  4. O Mój Boże, ten sen na początku mnie rozwalił :D Zaczęłam się domyślać, ze to nie dzieje się naprawdę, gdy napisałaś, ze uczniowe są poubierani jak na bal ;p Ron w zielonych włosach <3
    I coś w tym jesteś, ze wszyscy czekali, aż Hugo w końcu zada jej TO pytanie! ;D
    Ta scena w dormitorium chłopców bardzo mis ie podobała, taka fajna atmosfera tam była no i rozmawiali w taki naturalny sposób, jak to nastoletni chłopcy, dokuczając sobie i tak dalej. I ten tekst o akcencie Oliviera xd Wgl półnagi Olivier w spodenkach w kaczuszki chyba już ngdy nie opuści mojej głowy :D I jestem za tym zeby popełniał więcej błędów typu "wypłuczyć", bo mnie rozwalają i są urocze xd
    I trochę lepiej poznaliśmy Wellsa, który bardzo mi przypadł do gustu. Fajnie że nie jest Woodem 2.0, tylko ma też inne cechy :D
    I też sie bardzo zdziwiłam, ze sprawcą jest ONA, jakoś zawsze wyobrażałam sobie faceta... Sama sie gubię już w swoich zgadywankach :D ujawnij nam już, kto jest sprawcą i ratuj Albusa! :C Aż mnie serce boli jak sobie myślę, ze on dalej tam biedny eży i cierpi i nikt nie wie jak mu pomóc, obudzic go...
    Ja też nie wiem, skąd u słodkiego Hugona się wziął ten nagły przypływ odwagi :D Strasznie mnie rozczula, jak on się tak wszstkim denerwuje. Czy tacy chłopcy jak Hugo w ogóóle istnieją? Helena to prawdziwa szczęściara :D ten opis jak Hugo czuje, że powietrze wokół niego się zmieniło i automatycznie szuka Heleny, był bardzo akuratny. I myślałam, ze ekspluduję z zadowolenia, jak w końcu złapał ją za rękę :D
    W przemyśleniach Jamesa bardzo mnie zaintrygowała ta krótka wzmianka, że nie chciał przebywać w domu, ze wzgled na to, jak traktują sie rodzice. Co dokładnie miał na myśli? Czy w domostwie Potterów dzieje sie gorzej, niż byśmy przypuszczali? Kłóca się, ignorują, nienawidzą, traktują z obojętnością? Dlaczego ta "zimna wojna", jak to kreślił James, trwa pomiędzy nimi, co się stalo? TYLE PYTAŃ!
    Z drugiej strony, dobrze, że zepchneli to na dalszy plan, w obliczu sytuacji Albusa.
    Ja to bym wszystkich pojdeżanych porwała i zmusila do wypicia Veriaserum. Chrzanic skutki uboczne - Albus jest ważniejszy niż reszta świata xd
    "Wychodził z założenia, że problemy najlepiej jest rozwiązywać, zamiast je omawiać." - jakież to jest idealnie czysto męskie :D i właściwie niegłupie xd
    Cieszę sie, że Lily sie trochę otwiera, przynajmniej przed Jamesem. Dobrze, ze troche pogadali, ale przerasta mnie, jak mógł w ogóle nie pamiętać Heleny ;D
    Strasznie sie cieszę, że mój Frank został wykluczony z kręgu podejrzanyc <3 I myślę, ze Matylda to jednak fałszywy trop. Nie sprawiła na mnie wrażenia dość inteligentnej, żeby poszukać w książkach informacji, opanować skomplikowaną magię i jeszcze ułożyć diaboliczny plan. Chyba że miałaby sporo pomocy.
    Fajnie ze w końcu wpadli na konkretny pomysł i jestem ciekawa, jak dalej się to ich śledztwo potoczy:)
    Wgl to ja i tak cie podziwiam, ze tak długo mialaś rozdział gotowy i dałaś radę tyle wyczekać, ja nie potrafię pisać z wyprzedzeniem, bo zawsze chcę natychmiast opublikować xd
    Czekam na kolejny, weny życzę i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cudowny komentarz :*
      chciałam uzyskać własnie tkai efekt ta meską sceną :P cieszę się, żeCi się spodobała :P no i te gatki z kaczuszkami, cóz, też były celowe :P Wells ma cechy, bo się jakoś zaczął naprzykrzać :D :D szczególnie gdy Olivier i HUgo byli pokłóceni ;p
      Przykro mi, jeszcze trochę minie, nim się dowiecie na stówę, kto jest sprawcą, i to wcale nie rozwiąze sprawy :DD Jestem zuą ałtorką :D
      tak, Hugo taki jest,że ćłzowiek się cieszy, jak złapie Helenkę za rękę :D
      haha, co do POtterów, glownie chodzi obecnie o obojętność :D przyanjmniej dzieci tak to interpretują. Niedługo będzie o tym więcej ;p
      Haha, widzę,że kochasz Albusa :D najulubieńszy bohater? to chyba nie bedziesz mnie lubić ;p
      Taaak, faceci czasem mają mądre przemyślenia, nie powiem ;p jakby sie choć trochę wzięło z tego zdania Jamesa, to na pewno byłoby łatwiej w życiu :D
      tak, Frank jest wykluczony xD Jedyny pewniak,no, może prócz samego Albusa :D
      Haha, no cóz, ja też siebie podziwiam ;p i ogólnie, że zrobiłam jakikolwiek zapas, bo generalnie jestem masakrczynie w gorącej wodzie kąpana, i nie spodziewałabym się po sobie mozliwości czekania z opublikowaniem notki choćby pięciu dniu, a tutaj ponad miesiąc już drugi raz pod rząd :D gdy ludzie mają zapasy na 10 rozdziałow, to niesamowicie podziwiam

      Usuń
  5. Skołowała mnie ta początkowa scena, bo dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że to po prostu sen. A było tak abstrakcyjnie! Oj, biedny Hugo! Musi się mocno przejmować sprawą z Heleną, skoro śnią mu się takie rzeczy. No, ale co tu się dziwić? Długo nie mógł zdobyć się na odwagę, aby nawiązać z nią bliższy kontakt, a bardzo mu na tym zależało. A teraz się udało i wszystko zaczyna się układać. W każdym razie w tej kwestii, bo sprawa tajemniczego sprawcy nadal owiana jest tajemnicą. Pojawił się nowy trop - ta dodatkowa perspektywa teoretycznie wskazuje, że za tym wszystkim stoi jakaś kobieta. Ale wątpię, żeby była to któraś z dziewczyn, nad którą się zastanawiali. Może to absurdalne, ale w tej chwili kołacze mi się po głowie postać Lary. Cicha woda brzegi rwie? Nie wiem, jaki miałaby motyw, po prostu tak mi mignęła gdzieś w pamięci.
    Czekam na ciąg dalszy, a może wykreują mi się jakieś nowe, bardziej logiczne pomysły.
    Życzę weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, moze teraz juz nie beda mu sie śnić az tak absurdalne wizje :p podejrzenia dotyczące sprawcy pominę milczeniem ;)
      Dziękuję za komentarz

      Usuń
  6. Hugoś w pomarańczowej muszce <3 Szkoda, że to tylko sen, ale cóż, co sobie wyobraziłam, to wyobraziłam, a kto wie, może kiedyś doczekam się momentu, gdy nie tylko w śnie Hugoś sobie taką ekstrawagancką muszkę zafunduje :D Ale omfg, on jest taki uroczy, słodki, kochany. *hiperwentylacja* Serio, trochę mnie pokonałaś tym snem, Hugosiem i Helenką – normalnie się rozpływam, to było takie wspaniałe (on ją wziął za łapkę, on dotknął jej łapki, hurra!!!) A jeszcze na dokładkę Olivier i jego cudowna poranna stylówa (kaczuszki wygrywają <3). Jak ja to sobie wyobrażałam, to się niemal ze śmiechu popłakałam. Swoją drogą z Georga też niezły kawalarz, potrafi, oj potrafi zarzucić ironicznym dowcipem.
    Dobra, myślałam, że po trzęsieniu ziemi i scenie H&H w śnie, potem półnagim Olivierze (oh mon dieu, niech on więcej przeklina po francusku, to takie pociągające, woah), scenie H&H w realu, nic tego nie przebije, ale wow, scena Jamesa i Lily też była dobra. Bardzo dobra. Ta ich kłótnia… Widać, że Lily nieźle potrafi Jamesa wyprowadzić z równowagi, ale i on jej nie jest dłużny. Ciekawa jestem o co dokładnie chodzi z tą Camillą, bo do tej pory James bardziej pojawiał się jako taka zjawa w różnych opowieściach, a tutaj przez całą tę przykrą rzecz z Albusem, wreszcie będzie go pewnie trochę więcej, a to z kolei pewnie pomoże i jego niego lepiej przedstawić, ujawniając kilka jego sekrecików :D Tak bardzo podobało mi się, jak Lily nagle wyskoczyła z tą Amandą, zupełnie kończąc kłótnię. To tak przypomniało mi o kłótniach z moim bratem – dokładnie to samo, najpierw wrzeszczymy, nagle któreś rzuca jakieś hasło i koniec, wracamy do rzeczywistości jakby nic się nie stało :D Swoją drogą, widać, że naprawdę im wszystkim zależy, żeby odnaleźć tego okrutnika i uratować Albusa, to takie super, że potrafią się zjednoczyć i razem w to zaangażować.
    Cieszę się, że Franka ostatecznie wykluczono z grona podejrzanych, bo Scorp byłby go gotów przy następnej okazji serio udusić :P No i ten krótki fragment z perspektywy sprawcy sugeruje, że to jednak jakaś dziewczyna. No i ujawnia motyw. Obawiam się jednak, że to ani Matylda, ani Amanda (zapewne ku wielkiemu rozczarowaniu Lily). Ale tak naprawdę mogłoby to być mnóstwo osób, w końcu jak to na ich naradzie rzucono hasło, że to nie tylko pół Slytherinu, ale i pół Hogwartu może chować urazę do Potterów :( także długa przed naszymi detektywami droga… ale kto wie, może im się poszczęści i już wkrótce zdołają pomóc Albusowi (oby!)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, mogę zafundować Hugonowi taką muszkę w realu, czemu nie :D haha, no wziął ją za rękę, wziął, ale wiesz, aż się zdziwiłam, że nie napisałaś, że cieszysz się,że oni wreszcie sa oficjalnie together :DD George jest kawalarzem, który musi rozładowywać atmosferę :D Kaczuszki na gatkach Oliviera też temu słuza :D
      haha, też lubię francuskie przeklenstwa :P to chyba ten język. To chyba ci ludzie :D mój typ ;p
      Hah, rodzeństwo w jakimś sensie podobne do siebie i dobrze się nawzajem znają, to wiedzą, jak się wyprowadzić z równowagi :p Oczywiscie James moał byc poczatkowo trzeciorzędowym-epizodycznym boahterem, ale wystarczyło, że się pojawił, to nie mogłam go tak zostawić. :p no i akcja z Camille, mam nadzieje, jednak bedzie bardziek w tle, ale na pewno ją rozwiążę, nie martw się :P cieszę się,że przedstawiłam tę kłótnię w przekonujący sposób, bo nie mam rdzoenstwa, i robiłam to bardziej na wyczucie/z opowiesci roznych osób., które znam xDxD
      No, zalezy im na znalezienie tego okrutnika, ale kiedy to zrobią? no i czy to rozwiąże sprawę (na drugie pytanie od razu odpowiem - nie xD).
      Hah, no rodzaj żeński niewątpliwe. Nic więcej nie mówię :P Aż wspólczuję temu mojemu Albusowi ;p really :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  7. Jestem wreszcie! Wybacz mi to pożałowania godne spóźnienie, robiłam już ze 3 podejścia do tego rozdziału, ale ciągle ktoś mi przeszkadzał, a co jak co, ale Twoje opowiadanie lubię czytać w świętym spokoju :)
    Ojeeej, tak właśnie pomyślałam, że to sen, kiedy mózg Hugona wymyślił bal w Hogsmeade :D Jednak jego zdenerwowanie i zażenowanie i tak były bardziej niż realistyczne. Podobały mi się drobne wzmianki, które zwracały naszą uwagę na kolejne absurdy, dzięki temu opis był bardzo zabawny :) Finał snu był tylko wisienką na torcie. Biedny Hugo, ileż to stresu przez te romanse! Ten wątek był bardzo zabawny, beztroski i ogromnie mi się podobał - przy tym stanowił świetny kontrast dla kolejnego.
    Kurczę, mocne to było, ta nienawiść była aż namacalna. Akurat Potterom i Weasleyom wrogów nie brakuje, więc potencjalnych podejrzanych jest wielu. Teraz wiemy, że to dziewczyna i na pewno nie Matylda. Osoba, która znalazła sobie winnych niesprawiedliwości, osoba, która jest bardzo dobra w czarach. Może jakaś nauczycielka? W sumie niewiele wiemy o gronie pedagogicznym, nawet tu mogła trafić się jakaś popaprana dusza. Tak czy inaczej dostaliśmy solidną porcję wskazówek, ale żaden ze mnie Sherlock, nie wskażę sprawcy na tym etapie :) To akurat mnie nie martwi, bo bardzo lubię być zaskoczona.
    Hugo i Helena są przesłodcy. Zgadzam się, że Hugo zachowuje się jak baba, no ale cóż, nie każdy może być Banderasem xDD Podoba mi się, że Helena tak go uspokoja i naprostowuje, i że wreszcie nie ukrywa, że jest w nim zakochana - to cudne, że ich uczucie wreszcie kwitnie na jawie, a oboje mogą wiele skorzystać w tej sytuacji.
    Oj, kiedy czytałam o rozmyślaniach Jamesa, okazało się, że najwyraźniej moja teoria o nauczycielce-sadystce okazała się nietrafiona :D CHYBA ŻE chcesz zmylić trop! (woda z mózgu)
    Hmmm, teraz po omówieniu podejrzeń na temat Matyldy, wydaje mi się, że rozumiem jeszcze mniej. We fragmencie z perspektywy sprawczyni tej całej katastrofalnej sytuacji była wzmianka, że Scorpius nieświadomie podrzuca fałszywe tropy i założyłam, że te fałszywe tropy to właśnie Frank i Matylda, dlatego ją wykluczyłam. Podejrzenia Jamesa i Lily zdają się mieć sens, ale zdrugiej strony wydaje mi się, że nie podałabyś nam rozwiązania ot tak, na tacy, więc mam poważne wątpliwości co do ewentualnej winy Matyldy ;)
    Podoba mi się głęboka emocjonalność w Twojej historii, wszystkie uczucia są takie intensywne, że aż zdają się spływać na czytelnika. Ktoś mógłby napisać "Hugo był zestresowany", ale Ty potrafisz to opisać w taki sposób, że ten stres odczuwa się jak własny, a to wielki talent, zwłaszcza że nie pomijasz przy tym akcji i forma nie przerasta treści.
    Rozdział jak zwykle czytało się świetnie, dał mi sporo do myślenia, ale już żałuję, że na kolejny będę musiała czekać cały miesiąc skoro już go napisałaś! Nie mówiąc już o kolejnym, data publikacji którego jest bliżej nieokreślona... No nic, ale na pewno warto poczekać, bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu, bo sytuacja wyraźnie nabiera tempa :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Hugo z pewnością nie jest Banderasem i nigdy nie bedzie, ale nie wszystkie dziewczyny lubią Banderasów :D choć popatrzyć pewnie wiekszość ;p Tak, H&H nie będą już kryć przed soba nawzajem swoich uczuć, choć pewnie niejednokrotnie bedą czuć się jeszcze zawstydzeni ;p Też się cieszę, że wreszcie połączylam jedyną nienaruszalną parę w tym opowiadaniu :D
      Co do krótkeigo fragmentu - widzę, że jeszcze bardziej namotałam Wam w głowach, niz pomogłam xD ale własciwie się cieszę. Niesamowicie cieszę się z tego, że postanowilam rozszerzyć w taki sposób ten wątek, daje mi sporo radosci, nie powiem ;p a na poaczątku to miała byc luźna i na pewno nie tak długa opowiastka o tym, jak to pewna niezbyt przyjemna nastolatka się zmienia :D heh.
      Najbardziej dziękuję za słowa na temat emocjonalności. Pisanie w taki sposób,by czytelnicy CZULI emocje odczuwane przesz bohaterów, jest dla mnie priotytetem i naprawdę cieszę się, że tak właśnie to odbierasz ;)
      9.06 to wcale nie tak późno... prawda? xD

      Usuń
    2. :D wyczuwam bunt :p
      Ale jakbym wrzuciła ten rozdział wczesniej, to na następny musielibyście czekac z dwa miesiące albo nawet ponad!

      Usuń
  8. Daawno mnie tu nie było, ale już jestem na bieżąco z rozdziałami.
    No tak myślałam, że to będzie sen, chociaż najpierw nie byłam do końca pewna no bo te zielone włosy Rona jakoś wydały mi się realistyczne :D
    Hugo w końcu szczęśliwy z Helą. No bo ile można czekać :P
    Co do sprawcy, a raczej sprawdzeni, to mam pewne podejrzenia, że może to być Lara. Taka niepozorna niby, ale z takimi to nigdy nic nie wiadomo. Poza tym nie przepadam za nią za bardzo i może dlatego trochę mam nadzieje, ze to ona.. No dobra! To tez dlatego, że ostatnio coś za bardzo zbliżyła się do Olivera, a ja shippuje LilyxOliver, a ona mi przeszkadza :D A tak właściwie to brakuje mi scen z ta dwójką ( w sensie z Lily i Oliverem, a nie z Lara i Oliverem ;d) coś dawno ich nie było razem wiec smutek :(
    No i zazdro Lily i Jamesowi takiej relacji. Zawsze chciałam mieć starszego brata, który by mnie powkurzal :P
    No szkoda, że nowy rozdział dopiero w czerwcu, ale jakoś wytrzymam ( może :D). Pozdrawiaam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) bardzo sie ciesze, ze nadrobiłaś rozdziały ;) o sprawcy wole sie nie wypowiadać, ale powiem cos na temat Olily-przecież mieli nie tak dawno scene, w ktorej Janvier był zdziwiony znajomością przez Lily francuskiego. Okej, moze towarzyszyła temu Anabelle... i moze faktycznie troche czasu minęło. Taaak, to efekty sprawa Albusa :D postaram sie napisac jakas scene miedzy nimi w dwudziestym ósmym lub dwudziestym dziewiątym rozdziale;)
      Matko, i ja tez zawsze marzyłam o starszym bracie :p

      Usuń
  9. Hugo jest taki uroczy w tym swoim zakłopotaniu i niepewności, że aż nie sposób nie uśmiechnąć się podczas czytania o nim. Idealnie oddajesz tę atmosferę, te młodzieńcze niuanse, bo Twoi bohaterowie rzeczywiście zachowują się na tyle, na ile lat mają - nie są przesadnie dojrzali, nie wchodzą w świat dorosłych zbyt wcześnie, nie szarżują swoimi uczuciami, innych uczucia biorąc za pewnik. Dlatego czytanie tej historii jest takie, hm, odświeżające. Relaksujące, o!

    Nawet jeżeli wiem, że gdzieś tam leży biedny Albus (i jednocześnie zastanawiam się jak głośno i spektakularnie uczci swój powrót; bo w to, że umrze to nie wierzę!). I chociaż w tym fragmencie z tajemniczą dziewczyną rzeczywiście pomyslałam o Matyldzie, to jednak to, że Ty sama bierzesz ją na cel Lily i Jamesa uznaję za nieco podejrzane. Byłoby zbyt łatwo ;)

    I James - podoba mi się ta jego wersja. Jest w nim nadal coś z chłopaka, którego znam z innych historii i którego wizerunek stworzyłam kiedyś tam w swojej głowie, ale nie można zaprzeczyć, że wchodzi on już w świat dorosłych. Al ta Camille - mam nadzieję, że dowiemy się czegoś więcej o niej i że dojdzie do jej spotkania z Jamesem; to mogłoby być naprawdę interesujące ;Z)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) Ciesze się, że tak uważasz o niuansach nastolatków, staram sieś :P własciwie nie powinno brac się czegoś z góry za pewnik xD
      haha, nooo Albus biedny cały czas leży, nie da sie ukryć :D może nawet napiszę cos na kształt jego perspektywy.
      Jamess... tak, jego wątek będzie rozwijany ;)

      Usuń
  10. Trochę mi to zajęło, ale już przeczytałam ;p

    Powiem ci, że ze wszystkich wątków, te romantycznie mi się najmniej podobają. One są za bardzo nastoletnie ja na mój gust i mnie nie ciekawią z jednej strony, a czasami wręcz drażnią. Oczywiście to nie jest jakiś przytyk do ciebie, bo nastolatki zakochują się w nastoletni sposób, ale jednak ten wątek z klątwą zależności, rodzinny, między przyjaciółki czy nawet walki o władzę w szkole - jakoś bardziej mnie pociąga. Dlatego jakkolwiek lubię Hugo, tak t jego stękanie do Heleny już mnie męczy i WIEM, że tak musi być, ale mam ochotę mu przywalić, żeby już skończył.
    Rozmowa Jamesa z Lily już o wiele bardziej mnie ciekawiła i chyba jestem w stanie go polubić, a myślałam, że nie. Bo wiesz, z ff jest tak, że każdy fan ma swoje wyobrażenia o postaciach i jeśli ktoś nas średnio ciekawi, to akceptujemy sto różnych interpretacji, ale jeśli ktoś nas bardzo obchodzi, to już takie odstępstwa denerwują. I tak mnie nie interesował nigdy Albus z nowego pokolenia ani Snape z pierwszego czy Hermiona z drugiego. Ale zawsze przywiązywałam wagę do huncwotów, Harry'ego, Ginny i właśnie Jamesa Syriusza :D Zresztą wszystkie moje ficki są właśnie o tych postaciach i mam tak konkretne wyobrażenie o nich, że nie potrafię się z nim rozstać. A ponad wszystko ostatnio sobie napisałam ff z Jamesem właśnie (prawie 30 lat, ale zawsze haha), no i też trudno mi się pogodzić z twoją wersją XD Tak się rozpisałam, ale chciałam, żebyś wiedziała o co mi chodzi, czyli że trudno mi przetrawić tego bohatera jako takiego głupka-imprezowicza. Tutaj jednak doceniam jego przywiązanie do rodziny.

    Co do samej zagadki - omal nie uwierzyłam, że to pielęgniarka XD Musisz tylko uważać, żeby nie okazało się, że klątwę, z którą nie radzą sobie dorośli, ruzuciła jakaś szczeniara. Ja pomijam już Harry'ego, który jest szefem biura aurorów, ale jest dyrektor, kadra nauczycieli. Głupio, jakby jakaś ziomalka z piątej klasy ich zrobiła w konia, a odkryła to jej koleżanka. W tym sensie, że dorośli są bezbronni i durni, a nastolatki takie super i wow.

    Chyba dzisiaj tyle ode mnie. Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za komentarz ;p hm, właściwie rozumiem, każdy lubi cos innego,a tutaj te wątki są takie... niedojrzałe, bo bohaterowie to nastolatkowie ;P coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze, iż rozwinęłam inne rodzaje wątków ;p a co do Hugona, to właściwie teraz będzie bardziej z górki, choć oczywiscie jakies zagwozdki jeszcze może mieć :P
      Hah, tak, wiem, co masz na mysli, mnie zawsze najbardziej interesowali Huncowci, tym przede wszystkim Syriusz, a potem James i Remus ;p no i Severus akurat też. Z pokolenia Harry'ego to nikogo jakoś bardzo nie lubiłam xD z głownych boahterów to Ron wygrywał wg mnie :P lubiłam też w sadzie Hagrida i Dumbledore'a, bo nie był przewidywalny. A ja lubię bohaterów wielowymiarowych. A w nowym pokoleniu to własciwie trudno powiedziec, z nimi mozna tyle robic xD nie mam jakichś odgórnych oczekiwań na ogól :P
      Haha, pielęgniarka to nie jest, myslę, że to mogę akurat powiedzieć :D

      Usuń
  11. Coś mi nie pasował ten różowy kombinezon u Jamesa... I te zielone włosy Rona, heh xD Zdałam sobie wtedy sprawę, że Hugo śni i rzeczywiście był to najdziwniejszy sen chłopaka. Ale sprowadza się do tego, jak chłopak wszystko przeżywa. Jest naprawdę wrażliwy i zastanawia się nad rzeczami, nad którymi w ogóle nie powinienem. Zbyt mocno siebie krytykuje. Podoba mi się, w jaki sposób wykreowałaś Hugona. Zdecydowanie on różni się od mojego Hugona, heh xD
    Fragment Jamesa i Lily bardzo mi się podobał. Cieszę się, że nie siedzą z założonymi rękami i kombinują, co dzieje się z ich bratem. Podejrzenia padają na Matyldę oraz Zabinich... i tak czytając wcześniejszy fragment ze sprawczynią, trudno jest wskazać, kto powoduje cierpienia u Albusa. Mam mało danych^^ Dlatego czekam na więcej informacji.
    W ogóle spodobała mi się Lily. Ostatnio nie była sobą i w kółko kogoś przepraszała. Tutaj pokazała nieco pazurka, jak to w jej zwyczaju bywa - była po prostu sobą^^ Co prawda denerwuje mnie styl bycia i cieszyłam się, że przejrzała na oczy na niektóre sprawy, ale człowiek całkowicie się nie zmienia, więc... fajnie było znów poczytać, jak Lily jest sobą, heh xD

    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :P Hugo się przejmuje dziwnymi rzeczami, myślę, że najlepiej będzie, gdy uswiadomi sobie, że na wiekszosc z nich nie ma wplywu xD albo są to jego wyobrażenia ;p będzie coraz lepiej z nim xD
      Każdy czytelnik pisze co innego nt. domniemanego sprawcy i sprawia mi to radość :D
      no, może Lily nie przeszkadzala w kołko, ale wiem, co masz na mysli. Zalezy mi na tym,by pokazać, że Lily nie stała sie nagle zupełnie nową osobą, ale że własnie uswiadomiła sobie pewne sprawy. Chodzi mi o to, że ona łatweego charakteru nigdy nie miała, nie ma i nie bedzie mieć, ale że jednoczesnie do tej pory wiele rzeczy skrywała sama przed sobą i teraz powoli sobie to uświadamia ;p mam nadzieję, że to moje pokręcone tłumaczenie jest zrozumiałe ^^
      niedługo wpadam do dokumentu google :*

      Usuń
  12. Trzy sprawy. Nareszcie mam nieco więcej czasu. Nareszcie przeczytałem i skończyłem, bo rozdział jest super długi, co zdecydowanie nie jest mi na rękę o tej godzinie. Nareszcie mogę sypnąć ci spamem, bo bractwo-yokai.blogspot.com XD

    Dobra, tyle wstępu. Przejdę do najważniejszych rzeczy i nie będę pieprzyć głupot, bo oczy mi się zamykają, a jeszcze odcinek dramy przede mną :D
    Więc... Hugon. Trochę ciapciowaty mi się wydał w tym rozdziale i nie zrozum tego opacznie, bo nie mam na myśli, że zrobił się z niego beznamiętny, rozlazły kluch, choć mógłby wziąć się w garść i przestać być dla siebie tak krytycznym, szczególnie biorąc pod uwagę jego relację z Heleną.

    Dwa. Widzę, że mocno pracujesz nad charakterem Lily. Zmienia się, to widać. Choć w dalszym ciągu mam z nią problem. Jakoś tak, pomijając kwestię więzi rodzinnych, nie umiem sobie wyobrazić, żebym mógł ją polubić bardziej niż do poziomu minimalnej tolerancji.
    Przejmuje się stanem brata i to pewnie mocno wpłynęło na jej charakter i spodziewam się, że w jakiś sposób rozwinie to jej relację z rodzicami, których dotychczas tak zacięcie unikała. W jej przypadku alienacja zadziała bardzo negatywnie w moim odbiorze, ale o tym wiesz, bo nigdy nie ukrywałem niechęci do tej postaci...

    Po trzecie. Mamy fragment o złoczyńcy. Widzę, nie rzucasz słów na wiatr i mamy wątek, poniekąd, detektywistyczny. Kryjówka na szóstym piętrze? Czyżby uczennica? Nie napisałaś, gdzie jadła tą owsiankę, więc trudno sprecyzować wiek postaci, ale jakby nie było... rodzą się tu u mnie pewne wątpliwości. Klątwa na terenie Hogwartu to coś dość dziwnego, bo w obliczu tylu wyszkolonych nauczycieli, coś powinno zostać zauważone.Do tego, jeśli mowa o uczennicy, trudno mi wyobrazić sobie postać, której udałoby się użyć tak potężnego czaru i nie zostać jakoś wykrytym. Oczywiście, gdybam sobie. Nie wiemy jeszcze nic o tej tajemniczej osobie, ale zastanawia mnie ta "zemsta". Co się musiało wydarzyć, co doprowadziło ją do ostateczności...

    No, tyle na razie ode mnie.
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatrz. Na bractwo na pewno zajrzę, choc pojęcia nie mam kiedy, kolejny miesiac to dla mnie masakra.
      Hah, jak na Hugona to nie był tak ciapowaty jak zwykle ;p albo inaczej, tutaj moze był, bop poprzedniego dnia nie był, i się przeraził :D
      Lily... No coz, nie spodziewam sie, ze ja polubisz; bede zadowolona, jesli zaczniesz ja wlasnie tolerować ;)
      A co do sprawcy-na razie chcę, żebyście wiedzieli, ze chodzi o zemstę :D na inne tematy milczę :p

      Usuń
  13. Haha, już chciałam cię poprawiać, że "wypłuczyć" jest niepoprawnie, a to tylko błąd Olivierka xddd
    "Ani razu nie spojrzał za okno – kapryśnej brytyjskiej pogody miał aż za nadto w każdym innym miejscu, natomiast Hogwartu nie." - chyba powinno być "aż nadto" ;)
    "PŻ" - ee, ten skrót tak średnio mi pasuje :D
    Wróciłam z komentowaniem! Wczorajszy mail mnie zmotywował i mam nadzieję, że uda mi się nadrobić wszystkie rozdziały, ale od razu uprzedzam, że będzie raczej chaotycznie i niezbyt treściwie xd
    Haha, ty chyba lubisz zaczynać rozdziały od snów, co nie? Od początku coś podejrzewałam, a te spodnie Hugona i bal mnie utwierdziły. Chociaż powiem ci, że nie tak trudno było wyobrazić sobie Jamesa w różu i Rona na zielono xddd
    George z Zacharym z Huffu wygrał xd Ogólnie lubię Wellsa. Taki żartowniś zawsze się przydaje do rozładowywania napięcia :D Bardzo podobała mi się scena w dormitorium, a szczególnie gatki Olliego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    "– A żebyś wiedział, że pójdę – zapewnił Janvier, połykając przy tym trochę pasty. – Tylko nie myśl, że ci później pomogę wybrać ciuchy. George też ci nie pomoże! Nie jesteśmy jakimiś babami, żeby… Wells, zamknij się!" - wyobraziłam sobie chłopaków na takim typowym damskim wieczorze pogaduszek i Hugona przed lustrem, który nie jest w stanie wybrać ubrań na randkę xddd
    Fajnie, że między H&H wszystko gra (teraz niech tylko Hugo pogodzi się z Lily!). Mam nadzieję, że Helenka nie umrze...
    No nieee, już miałam nadzieję, że poznam tożsamość tej od klątwy. Przynajmniej wiemy, że to dziewczyna. Cały czas obstawiam Matyldę, chociaż Amanda z bratem to interesująca opcja. I pasowałaby do twojej odpowiedzi na jeden z komentarzy... :D
    Ale oprócz klątwy jest jeszcze jeden powód, by nie lubić tej osoby: ona nie cierpi owsianki! Jak można nie kochać owsianki?! <3 :D
    Nie ma pojęcia, co tak strasznego musiała zrobić Ginny, że Lily ją znienawidziła i co jest powodem tych kłótni Potterów... Mam nadzieję, że pogodzą się albo nie wiem, wyślij ich na jakąś terapię xd
    Fajnie, że James pojawił się w rozdziale <3 Ich potyczka słowna był urocza :D
    "– Taa, zamyśliłem się.
    – Oj, to rzadkość. Szkoda, że ci przerwałam." - Hahahah <3
    Lunka i Syrek to urocze przezwiska :D
    Zjadłabym taki pudding *-* Albo malinowy... <3
    Czy wątek Camille już kiedyś był? Pierwsze o niej słyszę, ale możliwe, że po prostu zapomniałam. Musieli się rozstać w jakichś nieprzyjemnych okolicznościach xd Swoją drogą, żeby James podkochiwał się w Grace i jej nie zdobył?! To niedopuszczalne! hahah
    No nie sądziłam, że aż tak się pożrą! Niech się godzą jak najszybciej, w końcu James jest jednym z niewielu ludzi, którzy jeszcze nie nienawidzą Lily xd
    Pozdrawiam i życzę mnóstwo weny! ;)





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatarz i bardzo sie ciesze z Twojego powrotu :) nie mam pojęcia co do tego "az (za) nadto" :D i jakoś znalezć nie moge ;) mam teraz zagwozdke, ale zmienię, bo krótsza wersja na pewno jest poprawna :) a co do skrótu w dialogu moze byc ;)
      Hah, to prawda, i Jamesa, i Rona mozna sobie wyobrazic w takich odsłonach ;)
      Z kwestia sprawcy(ów?) zamieszania jeszcze troche pokomibnuję, ale podobają mi się Twoje przemyślenia ;)
      Tez uwazam, ze Wells jest potrzebny :D i super, ze spodobała Ci sie rozmowa Lily i Jamesa, zależało mi na tym ;)
      James prwnie az tak sie w niej mega nie zakochiwał, był z pewnością zauroczony :D ale cos czuje, ze mógłby jej nie zdobyć :D a teraz to i tak interesuje go Camille ;) to stosunkowo nowy wątek

      Usuń
    2. Ja bym stawiał, że "aż zanadto" i "aż nadto" ma dwa nieco inne znaczenia, albo raczej znaczenia takie same, ale stopień różny. Tak jak "gruba" i "grubsza". Aczkolwiek jeśli czegoś się o tym dowiesz, to możesz dać mi znać, przynajmniej się przy okazji czegoś dowiem.

      Usuń
    3. Właściwie może coś być na rzeczy, ale nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi :)

      Usuń
    4. "Ale zmienianie tego nie to należało w tej chwili do priorytetów." - ja bym napisał bez "to".
      Zjem kolację, wstawię pranie i skomentują rozdział :)

      Usuń
  14. Ja tam nie lubię pary H&H. Nudni są, choć to nie przez Helenę, ona mnie nawet fascynuje, jako kobieta jest zwyczajnie kobieca, delikatna, subtelna. Za to Hugo to taki mięczak. Ciężko mi w nim dojrzeć faceta, który byłby w stanie taką kobietę wspierać, chronić ją, w razie konieczności bronić. Za marny jest na to.
    Nie polubiłem Jamesa. Sam nie wiem dlaczego, bo niczym mi nie podpadł. Z tego co ogarnąłem jest on już dorosły, jego brat umiera, a on się bawi z głupią siostrzyczką w słowne przepychanki jak jakiś dzieciuch. Było to zwyczajnie nie na miejscu.
    Nie umiem też zrozumieć dlaczego dorośli zrzucili poszukiwania tego kto rzucił klątwę na dzieciaków. Moim zdaniem to było bardzo nieodpowiedzialne. Ja, będąc policjantem (na szczęście nie jestem, ale załóżmy dla przykładu, że jestem) nie kazałbym mojemu dziecku szukać przestępcy, tylko dlatego, że istnieje możliwość, że chodzi z nim do szkoły.
    Podobał mi się fragment ze strony tej złej osoby. Lubię tę osobę. Nie lubię jej oczywiście za to, że jest dobra, ale za to, że ze wszystkich postaci, póki co jest najciekawsza. Ta osoba sprawia, że w opowiadaniu się coś dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hugo zawsze będzie taki w mniejszym lub większym stopniu, taka natura.
      James jeszcze nie dorósł do końca, o nie; w jego przypadku to może nigdy nie nastąpić.
      Te dzieciaki i tak by szukały, a lepsze to niż szykanie klątwy. Ale rozumiem, co masz na myśli.
      No i cieszę sie, ze tak uważasz o fragmencie ze zła :p

      Usuń