piątek, 31 marca 2017

Rozdział dwudziesty piąty: Podejrzenia

Odkąd Albus został z powrotem przetransportowany do szkoły, czyli od ponad dwóch tygodni, Hugo czuł się tak, jakby brał udział w niekończącej się lekcji transmutacji. Odnosił wrażenie, że jego mózg powoli, lecz nieustannie zamienia się w papkę niemającą najmniejszych szans na powrót do prawidłowej formy. Niekończące się debaty i próby rozwiązania problemu Albusa ostatnio zaczęły zadręczać go nawet w snach, co zdecydowanie nie poprawiało jego samopoczucia. Podejrzewał, że nie zwariował tylko dzięki obecności Heleny, która cierpliwie przy nim trwała i z którą już za kilka dni wybierał się do Hogsmeade.
W tej chwili wydawało mu się jednak, że do wyczekiwanego wypadu dzieliła go cała wieczność. Od przeszło dwóch godzin wraz z Rose wertował kolejne magiczne księgi w poszukiwaniu olśnienia i nic nie wskazywało na to, by takowe miało nadejść. Dlatego właśnie od dłuższego czasu zapał Gryfona znacznie osłabł, a on sam coraz wolniej i wolniej przekładał kolejne strony starych woluminów…
– Hugo, naprawdę nie wiem, jak w tym przypadku miałaby się objawiać Klątwa Zależności! A przecież Rodriguez pisze tutaj wyraźnie, że zawsze, ale to zawsze COŚ jest!
Wyrwany z półsnu chłopak podskoczył gwałtownie. Przecierając przekrwione oczy, podniósł głowę i spojrzał na swoją rozczochraną oraz wyraźnie sfrustrowaną siostrę wskazującą palcem na fragment tekstu w wyjątkowo grubej księdze. Jako że w ostatnim czasie wielokrotnie widział podobny obrazek – i na jawie, i we śnie – uszczypnął się mocno, aby upewnić się, czy nie śpi. Dopiero ból skutecznie przekonał go, że nie.
– Wszystko w porządku? – spytała Rose, uważnie na niego patrząc.
– Tak – zapewnił ją szybko, opierając plecy o wyjątkowo miękkie oparcie charakteryzujące wszystkie biblioteczne krzesła.
Nie dodał nic na temat swojego zmęczenia. Był pewien, że jego siostra spędza całe noce na wertowaniu kolejnych ksiąg i cierpi znacznie bardziej niż on. W przekonaniu tym Hugona utwierdzały jej wiecznie podkrążone oczy i hektolitry kawy, które wypijała do każdego posiłku, a czasem nawet – łamiąc regulamin! – w kuchni hogwarckiej. Sam ją na tym przyłapał.
– Masz coś jeszcze? – zapytał tylko po to, by ponownie nie popaść w letarg.
– Nie, nic! Nic, co mogłoby nam pomóc. Nawet książki Jamesa w niczym mi na razie nie pomogły! Mam nadzieję, że jutro przyniesie kolejne i że… – Rose przerwała, wzdychając głęboko, a następnie o wiele wolniej i ciszej dodała: – To chyba jest bez sensu.
Beznadzieja w głosie siostry niemal zmroziła Hugona. Właśnie dlatego do tej pory nie podzielił się z nią tym, w czym utwierdzał się od dobrych kilku dni. Nie chciał być osobą, która odbierze jej nadzieję.
– Wydaje mi się, że nie znajdziemy odpowiedzi w standardowych książkach – zaczął ostrożnie Hugo – przy czym zaliczam do nich również te pozycje, które są w Dziale Ksiąg Zakazanych, i podręczniki Jamesa. To wszystko jest zbyt… nieczarnomagiczne. Za mało okrutne – ostatnie słowo wypowiedział niemal szeptem. – Nie wiem nawet, czy w Departamencie Tajemnic…
– A jak, Hugo? – przerwała mu rozpaczliwie Rose, wpatrując się w niego intensywnie. – Jak?! Przecież to magia. Magia kogoś, kto przebywa w tej szkole! Powinniśmy móc znaleźć cokolwiek, skoro jesteśmy czarodziejami. Jeśli ta magia nie byłaby dostępna nawet dla ministerstwa, no to jakim cudem moglibyśmy oczekiwać, że…
Urwała gwałtownie, oddychając nierówno. W jej oczach Hugo dostrzegł przerażenie. Przełknął ślinę, próbując jednocześnie rozgrzać coraz zimniejsze dłonie, a następnie powiedział stanowczo:
– Musimy odkryć, kto to jest, Rose.
– A tymczasem pozwolić Albusowi tak po prostu… – Weasley niebezpiecznie podniosła głos, lecz nagle, jakby tracąc wszelkie siły, spuściła głowę i szepnęła: – Może masz rację? Jeśli i tak nic nie mogę zrobić…
– Rose, nie o to chodzi – pospiesznie odpowiedział Hugo. – Ustalenie tego jest naprawdę istotne i właśnie to możemy zrobić. Szczególnie że o to przede wszystkim zostaliśmy poproszeni przez wujka. W końcu nie dość, że przebywamy w szkole przez cały czas, to jesteśmy uczniami.
– I co z tego? – parsknęła Rose, nagle wyraźnie zirytowana. Jej humor zmieniał się w niepokojąco szybkim tempie. – Przecież wałkowaliśmy to tysiące razy. I co? I nic. Do niczego nie doszliśmy. Dlatego właśnie trzeba bazować na wiedzy, a nie jakichś idiotycznych przypuszczeniach! Wracam do czytania, muszę przejrzeć dzisiaj to wszystko! – Tu dziewczyna machnęła w kierunku sterty potężnych woluminów sięgających niemal do jej brody.
Hugo spojrzał na ogromny, biblioteczny zegar – dochodziła dwudziesta i niedługo miała przyjść reszta. Musiał coś zrobić.
– Rose, posłuchaj mnie – powiedział najbardziej spokojnie i poważnie, jak potrafił. Siostra rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie, co uznał za dobry znak do kontynuowania: – To dla nikogo z nas nie jest łatwe, ale musimy postarać się… myśleć racjonalnie. Nie sądzę, żeby czytanie tych książek cokolwiek nam przyniosło. Mamy o wiele większe szanse dojść do tego, kto uwziął się na Albusa, i na tym musimy się skupić. Wiem, że rozmawialiśmy o tym wielokrotnie – sami i z innymi – ale na ogół kończyło się tylko na kłótniach. W taki sposób nic nie zdziałamy.
Rose ponownie spoglądała na Hugona szeroko otwartymi oczami, jednak tym razem w jej spojrzeniu nie dostrzegał przerażenia, a zdziwienie, co potwierdzały szeroko otwarte usta.
– Czy… czy ty właśnie poradziłeś mi myśleć racjonalnie? – wyjąkała.
Hugo, nieco zdenerwowany, przytaknął, na co dziewczyna ku jego zaskoczeniu uśmiechnęła się delikatnie.
– To, co mówisz, faktycznie brzmi rozsądnie. Potrzebny mi w tym wszystkim większy spokój… – westchnęła, zamykając z hukiem gruby wolumin autorstwa Andreasa Rodrigueza dotyczący klątw i uroków, a następnie, idealnie udając głos Hermiony Weasley, dodała: – Dorastasz, Hugo, jestem z ciebie dumna.
Uśmiechnęli się do siebie, rozładowując napięcie. W wyobraźni chłopaka automatycznie pojawił się widok rzeczonego „źródła jego dorastania” w postaci drobnej, dziewczęcej twarzy, otoczonej jasnymi, miękkimi włosami…
– Zacznijmy od faktów – stwierdził i, wziąwszy do ręki pióro, zakreślił na środku czystego pergaminu sporej wielkości koło, do którego drukowanymi literami wpisał słowo „sprawca”.
– Robisz mapę myśli? – zapytała Rose, przesiadając się na krzesło obok niego.
– Tak to się nazywa? – odpowiedział pytaniem na pytanie Hugo, w myślach po raz kolejny dziękując Helenie, tym razem za jeden ze sposobów nauki, który niedawno mu pokazała, a który spodobał mu się na tyle, że uznał, iż będzie pomocny nie tylko do przyswajania szkolnego materiału. – Niepodważalnym faktem jest to, że sprawca musi znać się na czarnej magii i mieć potężną moc.
Rose przypatrywała się w milczeniu, jak jej brat rozrysowuje dookoła strzałki i kolejne kółka, a następnie stwierdziła:
– Tak, to prawda, ale czy to nie jest równoznaczne z tym, że to musi być nauczyciel? Czy uczeń umiałby coś takiego zrobić?
– Fakty, Rose – przypomniał jej chłopak, zapisując w jednym z kółek „znajomość czarnej magii”, a w następnym „duże zdolności, umiejętności magiczne”. – Bo zaraz wykluczysz wszystkich tak jak wcześniej, a przecież ktoś musi za tym stać, skoro Albus leży nieprzytomny w Skrzydle Szpitalnym.
Gryfonka po raz kolejny popatrzyła zdziwiona na brata, nie potrafiąc zrozumieć, jak i kiedy zamienili się rolami. Ale cieszyła się z tego. Po raz pierwszy od dawna część napięcia ją opuściła. Świadomość, że nie była w tym wszystkim sama i że mogła pozwolić na to, by ktoś choć na chwilę przejął pałeczkę dowodzenia, uwolniła ją częściowo od emocji, które przyćmiewały wyjątkowo ceniony przez nią rozsądek.
Chciała dowiedzieć się, w jaki sposób Hugo tak dobrze sobie radził, ale nie w tej chwili. Teraz pragnęła skupić się na zadaniu w równym stopniu co on.
– Za chwilę zastanowimy się, kto może być sprawcą ze względu na którą cechę, ale najpierw pomyślmy, co jeszcze wiemy. Sprawca musi znajdować się na stałe w Hogwarcie – zakomunikował Hugo, zapisując swoje słowa w kolejnym kole.
– To wiemy…
– …od początku, tak, wiem – dokończył chłopak. – Dlatego trzeba to zapisać. Zapisać wszystko, co wiemy na pewno, wszystko, czego się domyślamy, wszystko, co przypuszczamy, wszystko, co nam się wydaje. W odpowiedniej kolejności. Musimy się postarać, żeby nic nam nie umknęło. A może znajdziemy dzięki temu powiązania, których wcześniej nie widzieliśmy?
– Skąd ty? To znaczy… – Rose zarumieniła się wściekle, nie chcąc urazić Hugona niezadanym do końca pytaniem.
– Nie, nie wymyśliłem tego sam. Rozmawiałem z… – Tym razem to chłopak zaczerwienił się tak samo intensywnie co jego siostra, jednocześnie przygryzając końcówkę pióra.
– Cieszę się – powiedziała ciepło prefekt naczelna i stuknęła palcem w pergamin, wracając do poprzedniego tematu: – Zapisujemy tutaj fakty tylko dotyczące sprawcy? Tego, czego do tej pory dowiedzieliśmy się na temat stanu Albusa i klątw?
– Nie, to będzie na następnej mapie. I raczej dzisiaj nam się nie uda, skoro zaraz przyjdzie reszta. Dobra, co dalej… Wiemy, że sprawca musi być bardzo dobry w zaklęciach. Szczególnie jeśli zakładamy, że podtrzymuje klątwę z daleka. Ale nie, to już nie jest fakt, więc na razie skupmy się na zaklęciach. Zgadzasz się?
– Tak. Prawdopodobnie musi też brylować w OPCM – podjęła Rose, zrozumiawszy sposób myślenia Hugona. – Zaklęcia i obrona to powinny być jego lub jej koniki.
– Faktem albo przynajmniej niemal stuprocentowym przypuszczeniem jest też to, że ta osoba zna Albusa. Czegoś takiego nie robi się komuś przypadkowemu. Z jednej strony można powiedzieć, że zna go cała szkoła, ale z drugiej… wiesz, o co chodzi.
– Muszą znać się dobrze. Szczególnie że w wielu książkach przeczytałam, że im bardziej skomplikowana klątwa, tym trudniej ją rzucić i podtrzymać. Dlatego właśnie o wiele łatwiej to zrobić, jeśli ofiara jest w jakimś stopniu związana ze sprawcą! Może i znów wysnuwam przypuszczenie, ale wydaje mi się, że bardziej pewne niż niepewne – zawołała Rose, niemal podskakując na krześle z ekscytacji.
Teraz o wiele bardziej przypominała samą siebie, gdy nad czymś główkowała. Hugo odetchnął z ulgą, a następnie zapisał na kartce „bliska znajomość z Albusem”.
– Niekoniecznie. – Weasleyowie usłyszeli nad sobą dziewczęcy głos i jak na zawołanie podnieśli głowy. Lily stała po drugiej stronie stołu, wpatrując się w mapę myśli. Po chwili milczenia wyjaśniła: – Nie chodzi mi o rzucanie klątwy, ale o wasze założenie na temat znajomości. Sprawca niekoniecznie musi dobrze znać Albusa, ponieważ jego motywacją nie musi być sam Albus.
– To Albus jest ofiarą i od miesiąca leży nieprzytomny – odparł oschle Hugo, nie patrząc na siadającą obok niego Lily.
Rose obrzuciła go krótkim spojrzeniem, obiecując sobie po raz kolejny, że porozmawia z nim na temat ich kuzynki. Weasley nigdy nie była dobra w doradzaniu, jeśli chodziło o relacje międzyludzkie, ponieważ jej samej sprawiało to mnóstwo problemów, ale nie mogła patrzeć na to, co działo się od pewnego czasu między Hugonem a Lily. Nie ignorowali się, wręcz przeciwnie – rozmawiali, ale tylko i wyłącznie na temat Albusa. Jej brat zdawał się traktować Lily jako zło konieczne, kogoś, kogo musi tolerować ze względu na zewnętrzny przymus. Mówił do niej kompletnie bezosobowym tonem. Gdyby Rose nie spędziła z nim piętnastu lat, może nie zauważyłaby, że go to męczy, ale spędziła i nawet ona nie była aż tak ślepa na niedopowiedzenia.
– Owszem, i zdecydowanie nie jest to przypadek; wszystko zostało starannie przemyślane – stwierdziła Lily, nie reagując na nieprzyjazne zachowanie Hugona, do którego zdołała się przyzwyczaić, lecz z którym nie potrafiła się pogodzić. – Ale pomyślcie o tym w ten sposób: czy na pewno chodzi o samego Albusa? Może miał być przynętą? Stanowić kartę przetargową?
– Chodzi ci o wujka? – Rose spojrzała na Lily z szeroko otwartymi oczami. Nie mogła uwierzyć, że sama w ogóle o tym nie pomyślała! – To… to znacznie rozszerza krąg ewentualnych podejrzanych!
– Tak, o niego i ogólnie o całą naszą rodzinę. W świecie czarodziejów jest wielu ludzi, którzy mogą, mówiąc delikatnie, za nami nie przepadać, jak również sporo takich, którzy nas nienawidzą. Mogą chociażby chcieć się zemścić.
– Połowa Slytherinu – mruknął pod nosem Hugo, stukając nerwowo o pergamin, na którym od dawna nic nie zapisał.
– Nie tylko Slytherinu – wtrąciła Lily szybko, ale Weasley zdawał się jej nie usłyszeć, kontynuując swoją wypowiedź:
– Połowa szkoły! A może nawet nauczyciele?! Kto wie, czy ktoś z ich bliskich nie został skazany dzięki aurorom?!
– To ma sens. Gnębić Albusa, przedłużać jego męki, doprowadzać nas wszystkich do szału. A później, po jakimś czasie, próbować na przykład wymusić coś na waszym ojcu – stwierdziła Rose, wzdrygając się niespodziewanie. Miała wrażenie, że temperatura w bibliotece spadła o kilka stopni.
– Jeśli to prawda, to wciąż wydaje mi się, że sprawca musi dobrze znać Albusa. A przynajmniej lepiej niż Lily – odezwał się Hugo tak, jakby kuzynka wcale nie siedziała obok. – W końcu z jakiegoś powodu to jego wybrał.
– Dlatego trzeba przeanalizować wszystko krok po kroku – podsumowała Rose. – Dokończyć mapy, napisać o wszystkich przypuszczeniach, skupić się na odpowiednich tropach, uszeregować podejrzanych ze względu na prawdopodobieństwo…
– I nie zapominać o intuicji czy emocjach – wtrąciła Lily, wpatrując się w Hugona, który zupełnie na nią nie reagował. – Niezależnie od faktów.
– Dlatego nie zapominajcie o mojej intuicji. – Usłyszeli zza pleców głos Jamesa, który chwilę potem okrążył stół i, odsunąwszy z hukiem krzesło, usiadł naprzeciwko całej trójki. – Moje przypuszczenia nie zmieniły się ani na chwilę.
– Ciszej! Chcesz, żeby nas stąd wyrzucili? – pisnęła Rose, ze zdenerwowaniem rozglądając się dookoła. Co prawda zajmowali jeden z najbardziej osamotnionych i oddalonych od reszty stołów, lecz nie zmieniało to faktu, że nie powinni przeszkadzać innym.
Oraz że ci inni nie powinni ich podsłuchiwać.
– Co tu robisz? – zapytała Lily Jamesa. – Nie miałeś przyjść jutro?
– Jednak nie dam rady, mamy niespodziewane szkolenie w terenie, dlatego wpadłem dzisiaj. Rose, masz tutaj kolejne podręczniki. – Mówiąc to, Potter wyciągnął z niewielkiego plecaka miniaturowe książki, które jednym ruchem różdżki przywrócił do ich pierwotnego rozmiaru. – Mówię wam, Matylda jest bardzo prawdopodobna!
– Nie mówimy, że nie, ale musimy działać bardzo ostrożnie – odpowiedziała rzeczowo Rose. – Nie mamy przeciwko nikomu choćby jednego, twardego dowodu. A dobrze wiemy, że nawet jeśli ministerstwo pozwoliłoby na użycie Veritaserum wobec niepewnych podejrzanych, to z pewnością nie pomogłoby Albusowi w powrocie do zdrowia. Przecież działania niepożądane Ver…
– Rose, już to wiemy – przerwała jej Lily.
– Nie musisz jej przerywać.
– A ty niby co teraz robisz, Hugo?
– Uspokójcie się – warknął nagle James tak stanowczo, że zdziwieni piętnastolatkowie mimowolnie ucichli. Potter nie należał do osób, które strofowałyby kogokolwiek, ale z drugiej strony nie był już szesnastoletnim łobuzem pakującym się non stop w tarapaty. – Później będziecie sobie dogryzać jak małe dzieci, teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie. Może i brakuje na nią dowodów, ale z drugiej strony, jeśli będziemy chcieli czegoś pewnego, to możemy szukać milion lat, a tymczasem Albus będzie w coraz gorszym stanie! Cały czas nie rozumiem, czemu pozwalamy jej nam pomagać!
– Dlatego musimy działać – odparła Rose, ignorując ostatnią uwagę kuzyna. – Jak najszybciej. Przeanalizujmy to wszystko, napiszmy, do jakiego punktu na tej mapie kto najbardziej pasuje. Jeśli chodzi o wiedzę czarnomagiczną…
– To Frank Abingale, jestem tego pewien!!! – Scorpius Malfoy nie bawił się ani w powitania, ani we wstępy. Nie zdawał się też zwracać też najmniejszej uwagi na to, że wcale nie są w bibliotece sami.
Rose nie wiedziała, czy bardziej ją zdenerwował, czy przestraszył. Nie miała pojęcia, czego tak naprawdę od niego chciała. Nic, co było z nim związane, nie było dla niej jasne. Dlatego starała się do niego nie odzywać. W ogóle. Choć czasami musiała. Ale wtedy na niego nie patrzyła. W ogóle. Chyba że musiała. A czasem musiała, choć nie wiedziała dlaczego. Teraz on się pojawił, a ona znów nie wiedziała. Niczego.
Nienawidziła nie wiedzieć. To wytrącało ją z równowagi.
– Siadaj, Malfoy, i nie drzyj się na całą bibliotekę – warknął James, odsuwając krzesło Ślizgonowi. Dla nikogo nie było tajemnicą, że najstarszy Potter nie przepadał za najlepszym przyjacielem swojego młodszego brata.
– Mało wymagający ten kurs aurorski, co? – odparł złośliwie Scor, jednak jego zaczepka została zignorowana, być może dlatego, że sam kontynuował poprzedni wątek: – To, że Abingale zmusił Albusa do upadku z tej miotły, było tylko przykrywką do tego, co zrobił później. Wszyscy dobrze wiemy, że ten kutas nienawidzi Albusa właściwie od początku szkoły!
– Nie przeklinaj! I na pewno nie od początku szkoły – wtrąciła Rose, wściekle czerwona na twarzy. Wpatrywała się intensywnie w zielony krawat Scorpiusa tylko po to, aby nie spojrzeć na jego twarz. – Wtedy się przyjaźnili, a doskonale wiesz, że…
– Chyba nie zamierzasz mi mówić, że to moja wina, że przestali? Na Merlina, Rose, co to w ogóle za argumenty? Ponadto już kiedyś o tym dyskutowaliśmy i…
– Przyjaźnili się? – przerwała Lily, jednak nikt nie zdawał się chętny do odpowiedzenia na jej pytanie, dlatego, prychnąwszy głośno, podjęła poprzedni wątek: – Malfoy, upadek Albusa z miotły nie mógł być celowy, wszyscy to wiemy. Nie pamiętasz, co mówił Kruger?
Scorpius mruknął pod nosem coś niezrozumiałego.
– Ponadto oskarżasz wszystkich po kolei – dodał Hugo, nieświadomie biorąc stronę Lily. – Najpierw byłeś święcie przekonany, że to musi być Matylda, później, że Nadia…
– …Nina. I nadal nie wykluczam jej zupełnie, w końcu to kompletna wariatka, zakochała się w Albusie i męczyła go cały poprzedni rok!
– …a teraz, że to na pewno Frank – kontynuował niezrażony Hugo.
– W skrócie mój kuzyn próbuje ci przekazać w łagodny sposób, że nikt nie bierze twoich stuprocentowych przekonań na serio – oznajmił głośno James, który nieoczekiwanie zaprzestał kiwać się na krześle i ostentacyjnie gwizdać pod nosem. – Równie dobrze ja mógłbym cię oskarżać, że skoro jesteś Malfoyem, a twój ojciec nienawidzi mojego, to miałeś motyw.
– Zwariowałeś, Potter?! – syknął Scorpius, zaciskając mocno pięści i ledwo utrzymując się w pozycji siedzącej. – Pojebało cię do reszty?
– Nie uważam tak, idioto, ku mojemu niezadowoleniu naprawdę kumplujesz się z Albusem. Próbuję ci tylko pokazać, jak dużą wartość mają twoje kolejne oskarżenia.
– Sam masz swój typ, Matyldę, niepoparty tak naprawdę niczym, więc nie pierdol mi tutaj…
– Zamknijcie się, do cholery! – ryknęła wściekle Rose, uderzając gwałtownie pięścią w stół.
W odpowiedzi zapadła ciężka cisza, a w Weasley zostały wlepione cztery spojrzenia wyrażające skrajne zdziwienie. Sama też siebie nie poznawała; nie dość, że wcześniej wtrąciła się w wywód Scorpiusa, to teraz zupełnie straciła nad sobą panowanie! Ale po prostu nie mogła tego słuchać. Aż za dobrze zrozumiała, co miał na myśli Hugo, wspominając o kłótniach, które wywiązywały się między nimi właściwie zawsze, gdy zaczynali dyskutować o podejrzanych. Miało to najwyraźniej spory związek nie tylko z niezgodnością poglądów, ale z tym, że w ich dziwacznej grupce znajdowało się zbyt dużo negatywnych emocji niedotyczących bezpośrednio Albusa. Dobrze, że przynajmniej Matylda nie mogła dzisiaj się z nimi spotkać, ponieważ na krzykach by się nie skończyło, a Weasley nie zamierzała po raz kolejny przepraszać bibliotekarki za podarte książki, nawet jeśli można było przywrócić je do pierwotnej formy za pomocą jednego czaru.
– Dziś do niczego więcej nie dojdziemy – powiedział Hugo po ciszy wydającej się nieskończonością. – I podejrzewam, że to się nie zmieni, jeśli będziecie sobie wciąż niepotrzebnie skakać do gardeł. Proponuję, żeby każdy przemyślał sprawę na spokojnie. – Weasley machnął różdżką w kierunku pergaminu z mapą myśli, co spowodowało jej powielenie cztery razy.  – Macie tutaj kopie – dodał Hugo. – Idę stąd. Rose?
– Tak, ja też – Weasley wstała gwałtownie i, zupełnie ignorując mówiącego coś do niej Scorpiusa, podążyła za Hugonem w kierunku wyjścia.
Lily patrzyła przez chwilę na Malfoya i swojego najstarszego brata, którzy nadal obrzucali się nieprzychylnymi spojrzeniami, a następnie powiedziała:
– Nie wierzę, że to mówię, ale wy naprawdę powinniście przestać się wykłócać dla dobra Albusa. – Widząc, że James również się podnosi, pewnie po to, by ją odprowadzić, dodała z naciskiem: – Zostawiam was samych. Dobranoc.

Frank nie mógł uwierzyć, że to działo się naprawdę. Sytuacja była tak niedorzeczna, że sam nie wiedział, czy powinien się śmiać czy płakać. Dlatego nie zdecydował się na nic prócz podążania szkolnym korytarzem za wyjątkowo uradowaną Eleonorą Lestrange i próbą uzmysłowienia sobie, że za chwilę naprawdę dołączy do ekipy grającej w musicalu.
Odbywające się co roku konkursy w ramach Integracji Międzyszkolnej nigdy nie leżały w kręgu jego zainteresowań. Nie zależało mu na sławie. Brał czynny udział tylko w tym, co lubił, czyli rozgrywkach quidditcha. Właściwie dopiero teraz, w siódmej klasie, tematyka konkursu choć trochę go zaciekawiła – w końcu chodziło nie tyle z przedstawieniem teatralnym, a konkretnie z musicalem. A on, dzięki ojcu, już jako mały dzieciak zafascynował się gitarą. Uwielbiał grać i nie mógł zaprzeczać, że nie naszła go chęć zgłoszenia się na eliminacje.
Myśl ta jednak zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Nie miał ani sił, ani ochoty brać udziału w komercyjnym przedsięwzięciu, które dodatkowo uważał za kiczowate. Wystarczyło tylko posłuchać rozentuzjazmowanych młodszych uczennic głośno omawiających fabułę West Side Story, by dojść do takiego wniosku.
Co prawda, gdy Frank dowiedział się, że Rose będzie w nim śpiewać, poczuł pewien żal, lecz szybko o nim zapomniał. A może inaczej – uznał, że jako widz otrzyma zdecydowanie lepszą możliwość posłuchania i obejrzenia jej występu. Wciąż nie mógł za to pogodzić się z tym, że do tej pory nie miał najmniejszego pojęcia, że ona w ogóle śpiewa. Ta dziewczyna była chodzącą zagadką i może dlatego tak bardzo go fascynowała.
Z drugiej strony, kto w szkole wiedział o jego własnych, skrywanych zainteresowaniach, czyli przede wszystkim właśnie o graniu na gitarze? Oczywiście jeszcze kilka miesięcy temu mógłby wskazać dobre kilka osób. Niestety jego starsi przyjaciele ukończyli szkołę w czerwcu, a teraz studiowali, podróżowali i pracowali.
A przynajmniej większość z nich. W Hogwarcie wciąż była Sofia, niegdyś jego najbliższa przyjaciółka, a obecnie… Cóż, do niedawna sądził, że dziewczyna w ogóle nie zwraca na niego uwagi, skoro traktuje go jak powietrze, ale najwyraźniej się mylił. Świadczyło o tym dobitnie to, co właśnie się działo.
Bo niby skąd przedstawiciele ministerstwa mieliby wiedzieć o jego pasji? O tym, że przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie brał udział w wielu dziecięcych przedstawieniach, gdzie nie tylko grał na gitarze, ale wcielał się w różnorodne role, z których najlepszą, a przynajmniej najbardziej niezapomnianą było odgrywanie mówiącego baobabu? Kto, jak nie Sofia, mógłby podsunąć komisji jego kandydaturę?
Frank zdawał sobie sprawę, że nie był to przypadek, ze względu na treść listu, który otrzymał od nich przedwczoraj. Nie miał pojęcia, dlaczego nie zapytali go bezpośrednio; podejrzewał, że ze względów formalnych, jednak nie to się liczyło, a fakt, że musiał coś z tym zrobić.
Początkowo był przede wszystkim zły na Sofię. Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że zrobiła to złośliwie. Doskonale zdawała sobie sprawę z jego stosunku do wszelkiego rodzaju wydarzeń społecznych, jak również obaw związanych z dzieleniem się „swoim ogromnym talentem”, jak nazywała jego grę na gitarze. Zastanawiał się jednak, czy chodziło jej tylko o zemstę, czy może o coś więcej – pogodzenie się.  
Wtedy wściekłość nieco się zmniejszyła, choć wraz z uspokojeniem emocji powracający zdrowy rozsądek uświadomił mu, że nie ma co robić sobie złudnych nadziei. Najwyraźniej jego przyjaźń z Sofią nie była tak silna, jak mu się kiedyś wydawało. W końcu, gdyby miał rację, jej uczucia do niego nie zniszczyłyby łączącej ich od maleńkości relacji.
Uczuciem, które towarzyszyło mu cały czas, było za to zniechęcenie. Frank nie potrafił udawać, że idea uczestnictwa w musicalu mu odpowiada. Gdyby jeszcze zaproponowano mu udział w sekcji związanej ze śpiewaniem i grą… Ale nie! Jego zadaniem miało być zagranie Bernardo, w końcu komisja szukała kogoś na miejsce Albusa. To oznaczało godziny prób, konieczność wklepywania tekstu na pamięć i bardzo wątpliwą przyjemność.
Mimo to Abingale wziął się w garść i nauczył krótkiego monologu przesłanego w liście, a następnie stawił się na eliminacje. Zarówno Sofia, jak i Rose stanowiły dobre argumenty „za”. Frank wiedział jednak, że i tak by na nie poszedł; miał w sobie jakieś cholerne poczucie obowiązku, które nie pozwoliłoby mu zignorować prośby komisji. Przedstawiciele ministerstwa musieli być naprawdę zdesperowani, skoro sami zaczęli szukać zastępcy Albusa. Abingale nie chciał nawet wyobrażać sobie, jak tragicznie musieli zaprezentować się ci, którzy zgłosili się wcześniej sami.
Ku jego najszczerszemu zdziwieniu Eleonora Lestrange, jedyna osoba sprawdzająca jego umiejętności, nie doczekała nawet do końca występu, tylko przerwała mu w połowie i z wielkim entuzjazmem nakazała mu iść za sobą. Okazało się bowiem, że w tym samym czasie reszta komisji oraz aktorów odbywa próbę, na którą mieli dołączyć.
– Proszę wchodzić przodem, panie Abingale, i iść prosto na scenę – zakomunikowała Lestrange, kiedy znaleźli się tuż przed odpowiednią salą. – Nie mamy już nawet minuty więcej do stracenia.
Gdy tylko Frank otworzył drzwi i przekroczył próg pomieszczenia, odniósł wrażenie, jakby się aportował, tylko na szczęście bez żadnych sensacji żołądkowo-jelitowych. Pierwotnie jedna z opuszczonych sal lekcyjnych teraz przypominała teatr. A dokładniej dużą scenę oraz widownię składającą się z trzech rzędów bordowych krzeseł.
Panował istny chaos. Najbardziej rzucającą się w oczy osobą była Amanda Hamington, odziana w coś à la fioletowo-różowy kombinezon astronauty, która biegała w te i wewte po podeście, wymachując rękami i krzycząc w obcym języku. Frank był niemal pewny, że to rosyjski. Za nią znajdowali się Lily i Olivier, choć tylko ten drugi fizycznie stał na scenie przypominającą swoją scenerią osiedle z blokami mieszkalnymi posiadającymi schody pożarowe. Odtwórczyni roli Marii umieszczona była w wielkiej bańce mydlanej i unosiła się tuż pod sufitem. Pozostali uczniowie w większości siedzieli na krzesłach, jednak trzech czy czterech z nich stało po lewej stronie od podestu i zawzięcie kłócili się z Rupertem Berkleyem. Pomimo podniesionych głosów Frank nie potrafił rozróżnić ich słów nie tylko ze względu na piskliwe okrzyki Hamington, ale również głośno puszczonej z gramofonu melodii, której Ślizgon nie kojarzył i która prawdopodobnie pochodziła z oryginalnego musicalu.
Nagle za plecami chłopaka rozległ się potężny huk. Przerażony Frank podskoczył wysoko i odwrócił się, natomiast w pomieszczeniu natychmiast zapadła cisza. Nawet muzyka zamarła, prawdopodobnie dzięki zaklęciu.
– Co tu się dzieje?! – zawołała czerwona na twarzy Eleonora Lestrange, gromiąc zebranych wzrokiem i idąc dziarskim krokiem w kierunku sceny.
Abingale podążał za nią w milczeniu spojrzeniem, a następnie, wyrwawszy się z zamyślenia, zajął najbliższe wolne miejsce, tuż obok chudego jak tyczka Puchona ze swojego rocznika.
– Czy według was tak wygląda próba? – kontynuowała kobieta, kiedy znalazła się na podeście, a tym samym zmusiła swoją pracownicę do zaprzestania nerwowego spaceru. – Wystarczy, że zostawiam was na pół godziny po to, by zapełnić lukę w obsadzie, a wy już zamieniacie sztukę w rezerwat dla magicznych stworzeń?! Rupert, mów mi, co się tutaj wyprawia, i to już!
Pod wpływem mrożącego krew w żyłach spojrzenia wyprostowany zazwyczaj Berkley skurczył się w sobie. Poprawiwszy nerwowo granatową szatę, wykrztusił:
– Ćwiczyliśmy przed chwilą scenę, w której dziewczęta dyskutują o wyższości świata magicznego nad niemagicznym. Tę odnoszącą się w oryginale do fragmentu o Ameryce i Puerto Rico…
–  Chyba nie będziesz mi tłumaczyć mojego własnego pomysłu? – przerwała mu lodowato kobieta.
–  Oczywiście – zapewnił Berkley, nieco się jąkając. – W każdym razie…
–  Czemu aktorek nie ma na scenie, skoro ćwiczyliście to „przed chwilą”? – Lestrange wyraźnie oczekiwała konkretów.
– Bo nagle wybuchła kłótnia! – wtrąciła się Hamington niemal płaczliwym tonem, jednocześnie załamując ręce. – Nic z tego nie będzie, jeśli…
– Czy ktoś może mi to wytłumaczyć bez zbędnych emocji i w skróconej wersji? – zapytała Lestrange, przesuwając spojrzeniem po uczniach. Większość z nich spuściła głowy; nawet ci wciąż stojący, którzy przed chwilą sprzeczali się z Berkleyem, teraz wpatrywali się w podłogę.
Frank odnosił wrażenie, że pełna napięcia cisza trwała wieczność. Niespodziewanie została ona przerwana przez wydobywający się z góry, zniekształcony głos Lily Potter:
– Niektórym wciąż wyraźnie nie podoba się idea, żeby Sharksi pochodzili z mugolskich rodzin, a Jetsi od czarodziejów czystej krwi. Szczególnie jeśli mają o tym dyskutować w tej scenie, wbrew swoim poglądom. Pani Hamington, czy mogłaby pani…
– Dokładnie! – wybuchła nagle brunetka, którą Frank kojarzył z pokoju wspólnego Ślizgonów z głośnego zachowania i niewybrednego słownictwa. Chodziła do czwartej bądź piątej klasy. – Dlaczego mam nie tylko należeć do tej idiotycznej grupy szlam, ale jeszcze gadać, że mi to odpowiada?! Taaak, równość, taaak, tolerancja, ale czy my czasem nie przeginamy w drugą stronę? Dlaczego próbuje się nam wmówić, że czystokrwiści czarodzieje są gorsi, bo część z nich brała udział w ostatniej wojnie po stronie Sami-Wiecie-Kogo? Dlaczego jako społeczność mamy się ukrywać przed niemagicznymi, bo jest nas mniej? To kompletnie niedorzeczne…
–  Stop, Franklin – przerwała wzburzonej nastolatce Lestrange takim tonem, że ta natychmiast zamilkła, mimo że tym razem nie spuściła wzroku. – Nikogo teraz nie interesują twoje poglądy. Czy czyjekolwiek inne. Ustaliliśmy już dawno taką, a nie inną interpretację musicalu i koniec. Możemy wprowadzać niewielkie poprawki do poszczególnych scen, ale na pewno nie zmienimy głównego wątku. Jeśli komukolwiek to nie odpowiada, w tej chwili i bez słowa ma opuścić tę salę i nigdy tu nie wracać. Jeśli natomiast ktoś tutaj zostaje, nie porusza więcej tego tematu, bo efekt będzie dokładnie taki sam. Rozumiemy się?!
Nikt nawet się nie drgnął. Po chwili brunetka kiwnęła głową i wykrztusiła ciche „tak”.
–  Wspaniale! – Lestrange klasnęła raz w dłonie, uśmiechając się półgębkiem. – W takim razie, Amando, spuść pannę Potter na dół. Pierwszy fragment Marii i Tony’ego poćwiczymy następnym razem, teraz chętnie zobaczę występ rozwydrzonych panienek. Tylko spróbujcie mi pomylić tekst bądź nie zagrać przekonująco…! A potem rozegramy scenę z Bernardo zabierającym Marię od Tony’ego, pan Abingale jak najszybciej musi się wdrożyć w przedstawienie. Nikt z was nie wyjdzie nawet sekundy wcześniej przed zakończeniem próby, więc nawet mnie nie pytajcie.
Hamington machnęła różdżką w kierunku Lily. Bańka, w której znajdowała się dziewczyna, płynnym ruchem opadła na dół, a następnie zniknęła w złoto-zielonym świetle, bezpiecznie ustawiając Krukonkę na podłodze. Kobieta wraz z Olivierem zajęli miejsca siedzące, zaś na ich miejsce weszło pięć uczennic, w tym wykłócająca się przed chwilą brunetka oraz Alice Kingsley.
Rupert Berkley machnął kilka razy różdżką, dzięki czemu scena zamieniła się w ogromny taras zawieszony trzy metry nad podestem, a całe pomieszczenie pogrążyło się w półmroku. Dzięki czarom iluzji odnosiło się wrażenie, jakby dziewczyny otaczała przestrzeń charakterystyczna dla dużych miast. W tle widniały bowiem trójwymiarowe, miniaturowej wielkości szczyty drapaczy chmur, zaś na górze, w oddali, widać było gwiazdy i księżyc. Całość została dopełniona przez spokojną, cichą muzykę, której Frank nie tylko słuchał, ale wyczuwał całym ciałem; otaczała go jak powietrze. W tym też musiała tkwić magia.
Zrelaksowany oparł się wygodnie o krzesło i skupił na odgrywanej scenie. Musiał przyznać, że pomimo kłótni dziewczyny opanowały własne emocje i poradziły sobie naprawdę dobrze. Co prawda Abingale nie miał czasu, by zapoznać się z całym scenopisem, a tym samym wiedzieć lub przynajmniej domyślać się, jak powinien zostać zaprezentowany ten fragment, ale jako laik zdołał się wciągnąć. W przeciwieństwie do bańki, w której przed chwilą widział Lily, teraz nie zauważył ani nie odczuł nawet odrobiny kiczu; wręcz przeciwnie. Czuł się przyjemnie zaskoczony, a widok Potter jako nieco niezdecydowanej, lecz miłej Marii nieoczekiwanie do niej pasował.
Pani Eleonora miała jednak całkiem sporo uwag do aktorek, dlatego przez następne kilkanaście minut dziewczyny wielokrotnie musiały powtarzać dłuższe bądź krótsze kwestie czy przemieszczenia robiące niesamowite – głównie dzięki magii – wrażenie. Według Franka najciekawszym pomysłem było balansowanie po balustradzie przez Alice Kingsley, co najmniej dziesięć stóp nad podłogą. Pomimo niesłabnącego zainteresowania a odgrywaną sceną w pewnym momencie Ślizgon skupił się na powtarzaniu tekstu do sceny, w której lada chwilę miał zagrać. Dlatego też nie zauważył, gdy Lestrange postanowiła odpuścić niesubordynowanym aktorkom i dopiero mocny kuksaniec, który otrzymał od siedzącego obok Puchona, przywrócił go do rzeczywistości.
Abingale z przepraszającym uśmiechem udał się na podest, na którym znajdowali się już Lily i Olivier. Z bliska Potter wyglądała na zmęczoną, o czym świadczyły podkrążone oczy i lekko drżące ręce. Frank zdecydowanie jej nie zazdrościł; jak na razie nawet na chwilę nie zeszła ze sceny, a przecież musical pewnie był najmniejszym zmartwieniem Krukonki…
Rupert Berkley już podnosił różdżkę, pewnie po to, by po raz kolejny zmienić scenografię. Nie zdążył jednak rzucić żadnych czarów, gdyż drzwi otworzyły się z hukiem, a intruz od razu zwrócił na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych, krzycząc:
– Jak ci nie wstyd, ty ch… szumowino! Ty bydlaku!!!
Scorpius Malfoy, wpatrując się nienawistnie we Franka, nie tylko niesamowicie głośno wrzeszczał, ale również biegł tak szybko, że Abingale ledwo zarejestrował moment, w którym jego współlokator znalazł się przed nim i złapał go za górę szaty, mocno nim potrząsając.
– Chcesz go zabić?! A może „tylko” potorturować? Jesteś aż tak pojebany, żeby dowartościowywać się w taki sposób? Zawsze wiedziałem, że jesteś debilem, ale żeby aż tak?!?!?!
Frank nie był w stanie nic odpowiedzieć, ba, ledwo mógł próbować odepchnąć Malfoya, ponieważ ten ściskał jego szyję na tyle mocno, że Abingale’owi coraz bardziej brakowało powietrza.
Dlaczego nikt…?
W tym momencie poczuł, że ucisk ustaje, a jego płuca napełniają się życiodajnym powietrzem. Dopiero wziąwszy kilka głębokich oddechów, zarejestrował, że Scorpius leży kilka stóp dalej, a wściekle czerwona na twarzy Eleonora Lestrange trzyma w ręku różdżkę.
– Co. To. Ma. Być? – warknęła przez zaciśnięte zęby. – Kto niszczy moją próbę? KIM JESTEŚ?! – Ostatnie słowa kobieta wykrzyczała tak głośno, że Frank niemal ogłuchł. Nie spodziewał się po niej całkowitej utraty kontroli nad sobą, ale – cóż – nie spodziewał się również wielu innych rzeczy.
Na przykład tego, co przed chwilą zrobił Malfoy.
– Myślałeś, że ci się uda, co? – powiedział Scorpius, podnosząc się z ziemi i całkowicie ignorując Lestrange. – Że jesteś na tyle mądry, że nikt nie domyśli się, że to ty torturujesz Albusa?! Że możesz zdobyć sławę kosztem mojego najlepszego przyjacie… Co ty do cholery robisz, Potter?
– Dalej nie pójdziesz, Malfoy! – poinformowała go Lily, chowając za pazuchę różdżkę. – Nie rzuciłam na ciebie Petrificusa tylko dlatego, żebyś mógł się odzywać. O ile ci pozwolę – syknęła, widząc, że wściekły Malfoy już otwiera usta.
Zdziwiony Frank, wciąż oddychając zdecydowanie za szybko, przenosił spojrzenie to na niego, to na nią. Jednak głos ponownie zabrała Lestrange:
– Wszyscy wynocha, ale już! Zostaje tylko wasza trójka i ty, Rupercie! Tak, do pana też mówię, panie Janvier, proszę wyjść! – dodała, gdy zauważyła, że stojący w głębi sceny Olivier jako jedyny się nie poruszył.
Chłopak zawahał się chwilę, jakby kalkulując, czy warto się sprzeciwić, jednak – rzuciwszy zaniepokojone spojrzenie w stronę Lily – postanowił spełnić polecenie kobiety i niechętnie zszedł ze sceny.
– Jesteś Malfoy? – Lestrange najciszej i najspokojniej, jak w tej chwili potrafiła, zwróciła się do chłopaka mającego czelność zniszczyć jej próbę.
Scorpius, mocno zaciskając usta i wciąż patrząc z nienawiścią na Abingale’a, pokiwał głową. Na szczęście dla Franka mógł w tej chwili kontrolować jedynie mięśnie twarzy, a nie tułowia czy kończyn.
– Wygląd i charakter, wszystko się zgadza – powiedziała pod nosem, jakby do siebie, Eleonora, a chwilę potem głośniej i bardziej stanowczo dodała: – Nie interesuje mnie ani jedno wasze słowo, więc żadne z was się teraz nie odezwie. Nie pozwolę, aby ktokolwiek, powtarzam KTOKOLWIEK, przeszkadzał mi w doprowadzeniu tego przedstawienia do końca, nawet jeśli wokół będą krążyły tornada czy dementorzy! Idę po profesor McGonagall, której nie omieszkam powiedzieć, co uważam na temat niesubordynacji wśród uczniów, a wy czekacie na mnie tutaj! Jeśli któreś z was się odezwie albo poruszy, Rupert wszystko mi powie. Zrozumiano?!
Berkley pokiwał głową najbardziej ochoczo ze wszystkich zebranych, co Frank uznał za wyjątkowo służalcze. Ślizgon nie zamierzał jednak skupiać się na zachowaniach i wzajemnych relacjach pracowników ministerstwa. Miał na głowie o wiele większy problem. Musiał udowodnić swoją niewinność.
Jak mogłem nie pomyśleć, że moja zgoda na zastąpienie Albusa nie zostanie odebrana w taki sposób?, pomyślał, czując oblewający go od stóp do głów zimny pot.
Jedynie niespodziewanie ciepłe spojrzenie, które rzuciła mu znad ramienia Lily, nieco go uspokoiło.


***

Scorpius szaleje. Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o tej końcówce. I oczywiście o całym rozdziale; szczególnie że w końcu przedstawiłam przynajmniej częściowo próbę do musicalu. W następnym poście będzie trochę radośniej i bardziej luźno, choć oczywiście nie do końca: sprawa Albusa trwa i trwać będzie jeszcze dłuuugo. 
Czy po lekturze tej notki zmieniły się Wasze typy na temat sprawcy i/lub jego motywów? Dzielcie się przemyśleniami w komentarzach :).
Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom, dziękuję za Waszą obecność, która stanowi dla mnie największy motywacyjny kop do dalszego pisania.

37 komentarzy:

  1. Hej :)
    Łooo dzieje się :) Myślę, że sprawcą jest ktoś kogo nikt nie bierze pod uwagę, ktoś poboczny o kim jeszcze nie wspominasz zbyt wiele. O taka moja teoria :) Cieszę się, że Lily nie jest już taka... zimna. Teraz bardziej mi się podoba.
    Luella
    (wybacz, że tak krótko ale lecę do pracy) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... powiem tyle-dane tej osoby pojawiły się w opowiadaniu :D ciesze sie, ze wolisz zmieniająca sie Lily ;)

      Usuń
  2. Uuuu, aleśmy sie naczekali na ten rozdział! Pisałaś, ze będą teraz radziej, wiec oczywiscie będę czekać grzecznie, ale to wcale nie znaczy, że cierpliwie! :D
    Podobało mi sie, że Hugo tak fajnie podszedł to tego całego śledztwa i wszystko tak ładnie chce rozplanowac, logicznie i powoli, żeby nic im nie umknęło. I Rose juz chce pędzic dalej z natłokiem informacji, a Hugo-twarda-ręka mówi nie, najpierw to i to xd Bardzo mi zaimponował z tą mapą mysli i nawet Rose była zaskoczona. Wszystko chce tak ładnie i po polei przemyśleć, bez miesnia, ze nawet moje urojone OCD było zadowolone :D
    Niby racja, że w "standardowych" ksiażkach cieżko im będzie znaleźć odpowiedź, ale z drugiej strony ta osoba musiała skądś czerpać informacje... Nie wiem co myśleć, mam nadzieję, ze nei bedziesz nas aż tak strasznie długo torturować trzymaniem tej informacji w tajemnicy. Mam też wrażenie, ze winna nie jest żadna z tych osób które biorą pod uwagę.
    I cieszę sie, ze Helena ma taki dobry wpływ na Hugona :P
    Dobrze, ze Lily sie wtraciła, im wiecej głów do myślenia tym lepiej (Może z wyjątkiem Scora... grrr, zaradz do niego dojdę), a Lily też miałą kilka cennych uwag, które co prawda poszerzają krąg podejrzanych, ale przecież muszą go wskazać dobrze, a nie łatwo. I rzeczywiscie, ustalenie faktów jest ważne, ale nie mogą całkiem odłożyć na bok swoich przeczuć i emocji. Potter też całkiem nieźle sobie radzi z fochami Hugona. Może to całkiem dobra taktyka, poczekać az emocje w nim troche opadną i wtedy znowu spróbować się z nim pogodzić, cieszę sie, ze jej wizerunek troche się ociepla, ale stopniowo, więc wszystko wychodzi ci bardzo naturalnie i wiarygodnie. Ogólnie bosko xd
    I jestem ciekawa co dokładnie miałąś na mysli, przy tym urwanym zdaniu o niepożądanych działaniach Veritaserum :D Nie pamiętam, żeby cos o tym było w kanonie, wiec zgaduję, że dodajesz tutaj cos od siebie i mam nadzieję że dowiem sie, o co dokładnie chodzi :P
    No i przechodzimy do głównego barana rodziału czyli do Scorpiusa. Merlinie litościwy, czy on ma cos z głową?! Nie ma dodowód, nie ma niczego oprócz własnych uprzedzień, nawet żadnych logicznych przemyśleń, ale nieeeee no to na pewno Fank. Ghrrrr myślałam po prostu, ze mu oczy wydrapię w tym rozdziale, szkoda że nie mogłam do niego przeniknąć xd I te bezsensowne docinki do Jamesa jakby to nie był jego brat, który teraz cierpi. Dobrze że James mu w końcu utarł nosa.
    Fajnie, że w końcu nam przedstawiłaś trochę próbe i szalenie podoba mi sie ten watek z przedstawieniem wrogości między Jetsami i Sharkami w interpretacji społeczeństwa magicznego, jestem pełna podziwu, ze wymyśliłaś coś takiego :D Naprawde super pomysł. A moze i tak brunetka miała trochę racji z tym, ze mogą przesadzać w drugą stroną? Nie bronię jej i wrogiego nastawienia wobec mugolaków, bo to oczywiscie okropne, ale przedstawianianie współczesnych czystokrwistych jako tych złych, bo niektórzy(nie wszyscy) ich przodkowie stali po złej stronie? To też troche nie fair, zwłaszcza że w prawdziwym życiu, zwłaszcza ostatnio, mamy dużo przykładów przeciągania tolerancji czy poprawności politycznej w drugą stronę, więc ogólnie ta wstawka duże na mnie wrażenie zrobiło, bo można ją różnorako interpretować. Żadna skrajność nie jest dobra.
    A ta Lestrange to fajna, twarda babka :D Sztuka ponad wszystko (może ona jest moim spirit animal), a przedstawienie trzeba doprowadzic do końca! :D Cała otoczka też świetna - ta scenografia, efekty magiczne, które tylko dodaja smaczków i w ogóle mega. Cieżko mi sobie wyobrazic Lily jako słodką i miłą Marie, ale wierzę w jej umiejetności aktorskie :D
    No a potem znowu wkroczył ten debil i wszystko zepsuł! No jak on śmie tak oskarżać Franka, tylko dlatego, ze zgodził się zagrać rolę w przedstawieniu? Jeszcze mnie nigdy tak Scorpius nie wku*wił, przysięgam, zachowuje sie tak irracjonalnie i denerwująco, zamiast zrobić cos przydatnego! Atakować Franka bez zadnych dowodów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wierzę, ze to mówię, bo Scorose to mój OTP, ale oficjalnie Shipuję Franka i Rose :D Jemu przynajmniej na niej zależy, nawet jeśli sam sobie nie zdaje z tego sprawy i doceni, że może mieć taką wspaniałą dziewczynę, Scor już miał swoją szansę. Ughrrr, mam nadzieję, ze Malfoy sie choc trochę upokoi w następnym rozdziale. I brawa dla Lily za to, ze stanęła w obronie Franka. Biedny...
    Rozdział bardzo dobry, niby mięliśmy tylko dwie sceny, a jednak tyle sie zdążyło wydarzyc! :D Kibicuję młodym, żeby szybko rozszyfrowali zagadkę.
    Pozdrawiam cię i czekam na następny (do połowy maja, o mój Boże ;c).
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, no tutaj miała na niego wpływ Helena 😃 można by pomyśleć, że to Rose powinna być bardziej uporządkowana, ale z nią jest taki problem, że jak emocje wezma górę, no to się zapomina 😝 Twoja tez to ma :DD to taka cecha constant 😝 Ktoś musi trzymać ich w ryzach, wybrałam Hugona. On ma problemy z ogarnięciem sytuacji i uczuc wobec kogoś innego 😝
    Hah, trochę Was w niepewności potrzymam xD ale dowiecie się, kim jest sprawca, znacznie szybciej, niż ktokolwiek dohdzie do tego, co zrobić z Albusem 😃😃
    Cieszę się, że tak myślisz o Lily 😝 choć ja od razu ostrzegam, że ona nigdy nie będzie jagniątkiem miłym i potulnym 😃 oj nie, wręcz przeciwnie. Po prostu uświadomi sobie, że nie można na wszystkich warczeć jak jakiś gepard 😃😃 ale zawsze będzie bardziej gepardem 😃 lol, jakie porównania mam dzisiaj, nie mogę 😝 czy taktyka Lily wobec Hugona zadziała… na to trzeba będzie poczekać. 😝
    Tak, Veritaserum to moja własna interpretacja, bo uznałam, że byłoby za łatwo, gdyby mogli dać ot tak każdemu podejrzanemu ten eliksir (a Harry bez problemu mogłby to zrobić), więc uznałam, że przy takich czarach trzeba uważać 😃 😃
    Nie będę ukrywać, że myślałam trochę o polityce w Polsce i na świecie, wprowadzając ten wątek. Ogólnie myślę, że Voldemort i spółka mieli porypane w glowach, bo chodziło im -a przynajmniej jemu – o zamianę świata w coś odwrotnego i po prostu władzę niepodzielną, ale sama cheć tego, ze ktoś z czarodziei nie chciałby się ukrywać ze swoimi zdolnościami, wydaje mi się jak najbardziej normalna. Czy realna i jak itd. to inna kwestia. Właściwie to będzie dość ważne dla całokształtu tego opowiadania 😃 i w dobrym, i w złym sensie 😃
    No wlasnie, bo Lily jest- jak wiadomo – niezła aktorką 😝 choć mi tez trudno w to uwierzyć. Cieszę się, że podobaa Ci się próba, nie będę ukrywać, ze bałam się pisać tę scenę 😃
    Cóz, mój Scor nie jest taki jak Twój (:*:*:*, to do Twojego). Chyba nieco podskórnie przełożyłam na niego moją niechęć do Draco 😃 ale tak właściwie to mi bardzo jest potrzebna taka, a nie ina jego postawa, żeby trochę namieszał 😃
    Następny rozdział jest niemal napisany, ale gdybym dała go w kweitniu, to byłaby przerwa z dwa miesiące 😃 dlatego się trzymam, aż nie wierzę, że wytrzymałam dwa tyg przed publikacją tego rozdziału. Teraz będzie gorzej, bo aż 6 tygodni 😃 albo pięć, jak skończę poprawki. Ale postaram się wytrwać w moim postanowieniu.
    Mogę tylko powiedzieć, że… Albo nie, nic nie powiem,nic a nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o lol, nie wiedziałam, że jak napiszę komentarz w wordzie 2016, używając buziek, to one się skopiują :D fajowo :P

      Usuń
  5. Fajowski rozdział! To znaczy, jasne, mam mętlik, że ja cię kręcę, ale jednocześnie super się go czytało :D
    Hugo siłą opanowania i spokoju? Czemu by nie? Podoba mi się ta zmiana, jaka w nim zaszła :) Wydaje mi się, że jako jedyny podchodzi do tej sytuacji tak jak należy. Bo cała reszta jednak jest mocno spętana tymi wszystkimi emocjami, które nie przybliżają ich do rozwiązania tej zagadki. Mapa mentalna... Gdybym nie miała z niej tak złych wspomnień z gimnazjum i teraz ze studiów, to uznałabym ją za pomysł fenomenalny :D Nie no, i tak muszę przyznać, że jest super metodą do ogarnięcia multum informacji. Mimo wszystko nadal się zdarza, że sama ją stosuję - nawet jeżeli chodzi o pisanie opowiadania :D Bo wtedy wszystko staje się takie przejrzyste i poukładane :)
    Aż mnie zdziwiło, że Rose straciła kontrolę nad sytuacją. Ale w sumie, kto by nie stracił? Dużo im się zwaliło na głowę. Hmm... ta teoria Lily o tym, że nie musi koniecznie chodzić tylko i wyłącznie o Albusa wydaje mi się całkiem prawdopodobna, a jednocześnie zdecydowanie poszerza grono osób potencjalnie podejrzanych... Aj, ja nie wiem, jak oni to rozwiążą - sama mam parę pomysłów, ale w sumie nic konkretnego. Wątpię, żeby chodziło o kogoś, kto często się tutaj pojawiał... To znaczy, może już się pojawił, ale jako postać epizodyczna albo w jakiejś wzmiance? Cholerka, nie wiem. Ciężko mi rzucać jakimiś podejrzeniami, nie mając konkretnych dowodów. A jak widzę takich osób, co są wyrywne w swoich osądach, wcale nie brakuje. Chociażby taki Scorpius... Aj, ja cię chłopie nawet lubiłam, a ty takie numery odstawiasz? Nie wiem, skąd w nim tyle złości i pewności, że to wszystko zrobił Frank... I ta końcówka... Nie no, przegiął solidnie.
    Co jeszcze? Kwestia przedstawienia. Podobało mi się to, jak przedstawiłaś próbę. Ogólnie sam zarys przedstawienia też wydaje mi się bardzo ciekawy :)
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i rozwinięcie akcji :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Hugo zamienił się z Rose, przynajmniej na pozor :D no bo ona aka poukładana,a a on niekoniecznie... Ale jednak gdy wchodza emocje, trochę się wszystko zmienia ;p Rose bardzo zależy na Albusie,a dodatkowo wie, że byli pokłoceni przed hjego wypadkiem, nie radzi sobie z tym, no i chce znaleźć coś za wszelką cenę. a Hugo posłuchał Heleny, no i chyba podswiadomie wiedział, że ktoś musi się za to zabrać :d sama tez nie do kńca lubię mapy myśli, ale pomyslałam, że czemu nie, moim bohaterom niechaj się przyda :D
      Teoria Lily głupia nie jest, a co z tego dalej wyniknie - zobaczycie :P Scorpius wariuje,z decydowanie :D Cieszę się, że próba Ci się spodobała :D następny rozdział 12.05... sporo czasu

      Usuń
  6. Przyznam szczerze, że tak jak uwielbiam tę historię, tak wciąż mam niemały problem z przekonaniem się do wątku związanego z przedstawieniem. Podoba mi się sposób w jaki starasz się połączyć te dwa światy, czarodziejski i mugolski, i jest to według mnie całkiem dobry środek do zaprezentowania uczniom świata mugoli, którego w większości nie znają ani trochę, a wciąż bywają co do niego uprzedzeni, przekonani o własnej wyższości tylko dlatego, że potrafią sprawić, że piórko ptaka pofrunie do góry. I to jest fajne, niespotykane wcześniej (albo inaczej – ja się z tym wcześniej nie spotkałam, choć czytałam o naprawdę różnych rzeczach i stworach występujących w potterowskich fanfickach), ale zdarza się, że czuję jakiś taki zgrzyt z tego powodu. Dla mnie świat Pottera to świat przesiąknięty magią, gdzie granica oddzielająca od świata niemagicznego jest wyraźna, gruba i niełatwo ją przeoczyć. Może jestem uprzedzona, a może po prostu w pewien sposób zaszufladkowałam tę historię i nie potrafię tak do końca wyjść poza obowiązujące ramy. Może, może, może... Przemyślę to później i na spokojnie, ale od razu uprzedzę, że jakkolwiek nie znaczy to, że ten wątek Twojej historii jest słabszy czy mniej dopracowany. Wręcz przeciwnie – wszystko masz naprawdę świetnie opisane i zaadaptowane do magicznych warunków, że należą Ci się porządne brawa ;)

    Tylko, widzisz, mnie znacznie bardziej interesują wszystkie te relacje i powiązania pomiędzy Twoimi bohaterami.

    Cieszę się jak głupia, że wreszcie pojawił się James (mimo, że wciąż jest go nieco za mało ;)), a także to jak daleki jest od tego w jaki sposób przedstawiano go w większości historii, które kiedyś tam przeczytałam. Pewnie to wcześniej już napisałam, ale powtórzę: urzekło mnie to, że nie jest to nadal roztrzepany i nieogarnięty chłopak, lecz młody mężczyzna wkraczający powoli w dorosłość, opanowany, trzeźwo myślący, choć czasami – tak jak w scenie z biblioteki – wychodzi z niego coś z dawnego Jamesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością obserwuję wszelkie zmiany jakie zachodzą w Lily, ale choć to miała być chyba historia w przeważającej części o niej (popraw mnie, jeśli się mylę), to nie ona jest moją ulubienicą ;) Podoba mi się, że te zmiany nie są u Ciebie zbyt gwałtowne, ale takie subtelne, i czasami objawiają się chociażby w spojrzeniu jakim kogoś obdarzy, w tym nie wpadaniu w furię tylko dlatego, że ktoś ma inne zdanie od niej, w wyciszeniu jakie ostatnio można zaobserwować. Szkoda mi tylko jej przyjaźni z Hugonem, który – co zaskakujące – idzie w zaparte i traktuje Lily niemal tak samo jak ona wcześniej traktowała innych. Martwi mnie Albus, a także to, że tak naprawdę nie mam własnych typów co do tego, kto mógł rzucić na niego tak paskudną klątwę (swoją drogą – genialny pomysł! - wspominałam już o tym? ;)). I wolę nikogo palcem nie wskazywać, ponieważ znając Ciebie, i tak zaskoczysz nas rozwiązaniem tej zagadki. Trochę szkoda mi Scorpiusa, ponieważ wydaje się być tak zaślepiony cierpieniem z powodu Albusa, że obrzuca wszystkich oskarżeniami, przede wszystkim skupiając się na Franku. I to słownictwo – właśnie to jest taka kolejna rzecz, zaraz obok tworzenia mapy myśli (chociaż wiem, że mugole nie mają na to monopolu ;)), która nie pasuje mi do świata magii jaki poznałam tak wiele lat temu. Rozumiem jednak jak mało wyraziste byłoby rzucenie „motyla noga” ;)

      Ach, i mój Frank, wreszcie. Pewnie uznasz, że mam na jego punkcie obsesję, i może nie będzie to tak dalekie od prawdy, ale to wyłącznie Twoja wina – „kupiłam” go już wtedy, gdy odpłacił Lily chłodem za to, że tamta wcześniej źle potraktowała jego młodszą siostrę. I tym, ze tak cicho i w tajemnicy kocha się w Rose, choć nadal najprawdopodobniej nie zdaje sobie z tego sprawy. Niby jestem realistką, ale czasami budzi się we mnie taki romantyczny zwierz ;) I nawet jeśli źle to wszystko odczytałam i planujesz wbić mi nóż w serce i obrócić go co najmniej kilka razy, łącząc Franka z Lily, to nie zdradzaj tego zbyt szybko, daj mi trochę pocieszyć się wizją jego i Rose ;) I znowu – boję się brać go w obronę, choć nie zaprzeczam, że strasznie przykro mi z powodu tych wszystkich oskarżeń kierowanych pod jego adresem, bo potem będzie mi głupio, gdy okaże się, że to on rzucił na Albusa klątwę. Ale z drugiej strony, jeśli to zrobił, i to tylko dlatego, że w pewien sposób Albus wybrał Scorpiusa zamiast Franka, to, cóż, stworzyłaś całkiem niezłego psychopatę ;D

      Chciałam napisać jeszcze coś, ale zupełnie wyleciało mi z glowy, wybacz. Zreszta, i tak piszę zdecydowanie zbyt długie komentarze ;)

      Pozdrawiam, całuję i czekam na więcej


      PS> I wciąż czekam na Teddego ;)

      Usuń
    2. To opowiadanie ma wiele wątków i byloby dziwne, gdyby wszystko się wszystkim podobało :D co do przekleństw, staram sie je wrzucać tylko tam, gdzie wg mnie sa potrzebne, by pokazać emocje targajace bohaterami, ktorzy w dodatku są nastolatkami :D jesli chodzi o musical, cóz, to wlasnie jest moja glowna "bron", dzieki ktorej chce laczyc te dwa swiaty, ale rozumiem, dlaczego uwazasz, ze swiat HP to taka magia i juz. W jakims sensie tez tak mam, choc roznica jest wlasnie taka, ze ja najchetniej bym te oba swiaty polaczyla, zeby zyly w symbiozie :D jestem idealistką :D
      tak, wlasnie tak patrze na Jamesa, jak na kogos, ktory jest juz w miare dorosly, ale nie do konca. oj, z pewnoscia nie do konca. kiedys wlasnie byk taki, jak w wiekszosci opowiadan, zobaczycie to w retrospekcjach ;p
      A Scorpius zdecydowanie jest zaslepiony emocjami i dla wlasnego dobra powinien przestać. Ale łatwe to nie jest, w końcu sytuacja ciężka (autorka zła).
      Co do Franka - hah, masz obsesję :P on jest właściwie świadomy, co czuje/czuł do Rose, tyle mogę powiedziec. A co dokładnie czuje ani co z nim i z Lily, ani co z Albusem - tego nie mogę powiedzieć. Mam tylko nadzieję, że nie będę miała Cie na sumieniu niezależnie od tego, co sie bedzie działo!
      Ja kocham Twoje komentarze, każde najmniejsze słowo :*

      Usuń
  7. Cześć i czołem!
    Nic dziwnego, że entuzjazm Hugona powolutku słabnie - wiadomo, chciałoby się coś zdziałać od razu, a nie trawić kolejne dni na bezowocnych poszukiwaniach. Każdy wyobraża sobie, że jak już się za coś zabierze, to od razu będzie efekt tego wysiłku, ale niestety, rzadko tak się zdarza.
    Miękkie obicia krzeseł w bibliotece - czy Hogwart może być jeszcze bardziej idealny? <3 W rzeczywistości mam wrażenie, że wszystkie biblioteczne krzesła świata mają za zadanie pozbyć się czytelnika jak najszybciej.
    Podobało mi się, jak przy jednoczesnym podkreślaniu więzi między rodzeństwem Weasley'ów, zgrabnie zebrałaś wszystkie fakty, przypomniałaś nam co i jak, i jeszcze za pośrednictwem Lily dorzuciłaś kilka nowych pomysłów :) Takie uporządkowanie faktów zachęca do kombinowania. Chociaż w moim przypadku to niezupełnie dobrze, bo teraz każdy wydaje mi się podejrzany, nawet nasze kochane rodzeństwo Janvier xD Ale przynajmniej dobrze rozumiem bohaterów, bo u nich też panuje pewien chaos :D
    Zachowanie Scorpiusa pod koniec naprawdę mnie zszokowało. Przez dłuższą chwilę kompletnie nie mogłam zrozumieć, skąd ten jego nagły wybuch - co prawda wspomniałaś wcześniej, że tym razem podejrzewa Franka, ale co takiego stało się, że nagle upewnił się w tym podejrzeniu? Teraz już wiem, chociaż to i tak dziwny powód. Z drugiej strony, w tym rozdziale Scorpiusa trudno posądzić o zdrowy rozsądek i zimną krew, więc to go usprawiedliwia :) Co ciekawe, Lily trochę nam odżywa jako istota ludzka, na co bardzo miło się patrzy. Nigdy za nią nie przepadałam, a teraz myślę, że to Twoja najbardziej udana postać. Ma w sobie jakąś głębię, absolutnie nie da się jej zaszufladkować i pewnie jeszcze nie raz nas zaskoczy (mam nadzieję, że przede wszystkim rychłym i intensywnym romansem z Olivierem, haha :D Wciąż pamiętam, jak mu się wyrwało, że Lily pięknie mówi po francusku... ach)
    Rozdział czytało mi się bardzo przyjemnie, duuużo było napięcia, a to lubię najbardziej. Pisz szybko nowy, bo już się strasznie napaliłam na ten romans, haha :D
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Entuzjazm Hugo słabnie, ale racjonalizm nie, a to tutaj jest najważniejsze, myslę.
      taaak, uznałam, że co jak co, ale Hogwart musi mieć miękkie obicia krzeseł w bibliotece :D choć z drugiej strony pewnie wtedy 80% uczniów tam śpi :D:D
      Haha, to ciekawe, że wszędzie widzisz podejrzanych xD chaos będzie panował jeszcze spory czas :p
      Cóż, Scor nie mysli racjonalnie, a przynajmniej nie do końca; jakieś podstawy ma, ale w co namniej połowie to frustracja i desperacka chęć działania. Każdemu ta ostatnia przejawia się inaczej, jak widać :D
      Cieszę się, że tak uważąsz o Lily. Ją miałam wychować najbardziej xD własciwie ten proces wciaż trwa i trwać będzie :P Co do szybkich romansow to pewien jest tylko jeden, własciwie juz wiadomo który :D:D nic wiecej nie powiem :P
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał :P pozdrawiam :P

      Usuń
  8. No to zaczęli swoje śledztwo pełną parą ;) Nawet nie przypuszczałam, że aż tyle osób się zaangażuje (mam tu na myśli Jamesa, który się nagle pojawił, i Scorpiusa). Ich dedukcja nakierowała mnie na pewną osobę, więc typ mam, ale nie zdradzę, kto to jest, przekonam się później czy mam dobrą intuicję. W każdym razie obstawiam kogoś z uczniów.
    Fajnie wychodzą Ci zmiany pomiędzy rodziną Potterów i Weasley'ów. Hugo faktycznie dojrzewa i aż miło na to patrzeć :)
    Natomiast ostatnia scena mnie trochę zdziwiła, nie sądziłam, że Scorpius wparuje na próbę i przy wszystkich oskarży Franka. Wydaje mi się, że jest niewinny. A skoro tak, to raczej bez większego problemu to udowodni. Podoba mi się też, że wplotłaś ten element ideologiczny musicalu i to, że niektórym te silne przesłanie magicznego West Side może przeszkadzać. Ale cóż, taka rola początkujących aktorów, niech się przyzwyczajają :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz :P uznałam, że to śledztwo będzie dobrym pretekstem do wprowadzenia Jamesa :D choć mam zamiar pozostawic go jako boahtera drugoplanowego :P Jestem bardzo ciekawa, kto jest Twoim typem, ale własciwie nie powinnam namawiać Cię do wyznania, skoro sama nic nie powiem, żeb nie spoilerować ;p
      Staram się,żeby każdy tutaj dorastał :P albo prawie każdy :D cieszę się,że spodobał Ci się pomysł ideologiczny, to będzie dość szeroki wątek koniec końców w tym opowiadaniu. A Scor stał się mocno impulsywny ostatnio :D

      Usuń
  9. Hej, kochana :)
    Bardzo spodobał mi się pomysł tej mapy myśli. Miło zobaczyć, że nie tylko my główkujemy nad tym, kto może być sprawcą, ale też bohaterowie i kto, kogo podejrzewa.
    Wcześniej podejrzewałam Matyldę, dokładnie tak jak James, więc to musi być przeznaczenie :D ❤
    Ale teraz skoro jest podejrzewana, prawdopodobnie okaże się, że to nie ona i w sumie po tym rozdziale rzeczywiście zmieniłam swoje podejrzenia, ale do tego wrócę później :D
    Jednego jestem pewna (albo chcę być pewna, bo go uwielbiam) - to nie Frank za tym stoi :D Ale rozumiem, że Scorpius go podejrzewa i nawet rozumiem jego zachowanie.
    Jak już kiedyś wspominałam uwielbiam starcia między moimi ulubieńcami, więc kiedy Scorpius wpadł na tę próbę i rzucił się na Franka, można powiedzieć, że się ucieszyłam :D
    Ale no, jestem na 100 procent przekonana, że to nie Frank, więc gdyby się jednak potem okazało, że to on, to byłabym smutna :D
    I co to za ciepłe spojrzenia od Lily? O nie, nie, nie. Frank musi być z Rose ❤ Jeśli Lily to zniszczy, to chyba nigdy nie będę w stanie jej polubić 😂
    Niech się zajmie Olivierem (a on niech ją zignoruje i zajmie się Larą), a Frank Rosie, wtedy będę szczęśliwa :D
    No, ale nie można mieć wszystkiego, więc mam nadzieję, że którakolwiek z moich par się zejdzie :D
    W sumie Hugo i Helena się zeszli, a im kibicowałam... Hm. Oby to nie był koniec mojego szczęścia :D
    Ale w sumie czuję, po prostu czuję, że Rose będzie z Frankiem.
    Chyba że się okaże, że to on stał za tą klątwą, ale nie nie nie... Jak już pisałam, jestem przekonana, że to nie on.
    Tutaj jeszcze zauważę, że w ostatnim zdaniu dwa razy użyłaś słowa "niespodziewanie", chyba że to było celowe, ale tak nie zabrzmiało w mojej głowie :D
    Oki, zapomniałam w sumie o najważniejszym - co teraz będzie z Frankiem? Mam nadzieję, że uda mu się jakoś z tego wybrnąć i udowodnić swoją niewinność, ale to prawda, że zastępowanie go w przedstawieniu, po tym jak zrzucił go z miotły, nie stawia go w dobrym świetle.
    Ogólnie, pojawiły się w tym rozdziale dwa imiona, których wcześniej nie widziałam, a mówiłaś, że wcześniej poznaliśmy (Merlinie, cały czas chcę pisać "zabójcę", tfu, odpukać) sprawcę, więc to nie mogą być te dziewczyny.
    Ok. Teraz moja teoria: ktoś, bliski Frankowi, być może ta cała Sofia, a może ktoś wcale nie bliski, przekazał informację o jego grze na gitarze, żeby wzięli go do tego przedstawienia na miejsce Albusa, przez co stanie się bardziej podejrzany i skupią się na nim.
    Teraz tak myślę, że może nawet Rose będzie rozważać, że to możliwe, ale mam nadzieję, że nie.
    No i teraz Frank stanie się głównym podejrzanym, co ewidentnie świadczy o tym, że to prawdziwy sprawca jest za to odpowiedzialny.
    I że go wrobił. Liczę na to, że Rose jednak nie uwierzy w te oskarżenia i będzie go broniła, a on się o tym dowie i powie jej, że się w niej podkochuje :D
    Byłoby zbyt pięknie? :)
    No i na koniec moje podejrzenia na temat "klątworzucacza" (😂). Nie wiem, jakim sposobem na to wpadłam, ale po przeczytaniu tego rozdziału doszłam do wniosku, że to może być przecież któraś z tych osób nadzorujących przedstawienie. W końcu przyjechali do Hogwartu niedawno, są dorośli, na pewno mają wystarczającą moc, aby rzucić takie zaklęcie i może rzeczywiście chodzi o jakieś porachunki z Harrym.
    Kurczę, wydaje mi się to bardzo prawdopodobne.
    Jednocześnie myślę, że to nie Eleonora, chociaż jej nazwisko mogłoby właśnie o tym świadczyć. Ale to byłoby za proste. Więc może ten Berkley?
    Tak, zdecydowanie jest na pierwszym miejscu mojej listy podejrzanych :D
    A przynajmniej na tę chwilę.
    To chyba tyle, trochę się rozpisałam. Miałam pisać coś na zajęcia, ale rozładował mi się laptop, więc wzięłam się za komentowanie :)
    Pozdrawiam serdecznie, życzę weny i czekam niecierpliwie na nowy rozdział.
    Całusy :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*
      haha, no to starcie miałaś :D nie wiedziałam, że lubisz i Franka, i Scora. POdoba mi się Twpja żyłka detektywistyczna i różne tropy, którymi podążasz :D:D nie chodzi jedynie o sprawę z Allbusem (nooo, moja droga, zadnego zabojcy jeszcze nie ma :D). Ale myslę, że byłoby zbyt pięknie, na razie skupmy się na H&H, niech chociaż jedna para będzie zadowolona (zobaczycie, co Was czeka w następnym rozdziale ;p).
      Czytajac takie komentarze, tak bardzo chce się spoilerować, a nie można. Ale wiedz, że czytając ten komentarz, niejednokrotnie się uśmiechałam :D:D

      Usuń
  10. Rose i Hugo bardzo się starają pomóc Albusowi, ale szczerze mówiąc wątpię, żeby im się udało cokolwiek zdziałać. W końcu są dopiero uczniami, a przy takich skomplikowanych zaklęciach i nauczyciele mogą mieć problem, ale już prędzej ktoś z wieloletnim doświadczeniem coś wymyśli. Hogo miał racje mówiąc, że nie powinni skupiać się na książkach, które na pewno nie pomogą wpaść na żaden przełomowy pomysł. Jednak w obserwowaniu uczniów, którzy mogliby rzucić zaklęcie na Albusa, mają zdecydowaną przewagę nad nauczycielami. Bo sądzę, że to uczeń, niby czemu jakiś nauczyciel chciałby zrobić coś takiego Albusowi? Prędzej któryś z jego rówieśników postanowił za coś się zemścić.

    Ta dyskusja o podejrzanych raczej niczego mi nie rozjaśniła, tylko jeszcze bardziej namieszała. Odnoszę jednak wrażenie, że Lily się myli, ja bym raczej nie sądziła, że Albus miał być środkiem do celu. To już daleko idące podejrzenia. Ale może się mylę i to rzeczywiście jest jakaś większa sprawa. Raczej nie mam drygu detektywistycznego, więc nawet się nie łudzę, że dobrze wytypuję sprawcę i motyw ;p

    Bardzo podobał mi się opis próby, szczególnie, kiedy zaczęłam sobie to wszystko dokładnie wyobrażać. Świat magii daje nieograniczone możliwości przy tworzeniu przedstawień. Co prawda teatr czy film wciąż się rozwija, co daje coraz większe możliwości do stworzenia niezwykłych efektów czy pięknej scenografii, ale niektóre rzeczy nigdy nie będą osiągalne, podczas gdy w Hogwarcie wszystko jest możliwe i ograniczeniem jest co najwyżej wyobraźnia czy uwagi zawarte w scenariuszu.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;)
      Masz rację,to jest b skomplikowana magia i uczniowie sobie sami z tym na pewno nie poradzą, ale moge zdradzic, że bez pomocy co najmniej jednego z nicg dorośli nic nie zdziałają :D A co do obserwowania potencjlanych sprawców - tuaj są na lepszej pozyji, tak.
      Hah, włascicwie to się cieszę, że jest metlik w głowach czytelników, choć nie wiem, czy to dobrze, że rozmowa Ci jeszcze bardziej namieszała :P no
      taak, nie da się ukryć, że tego w swiatach magicznych zazdrośći sie najbardziej xDxDxDxD a jednak jakies ograniczenia muszą istnieć, by kazdy nie robił tego, co chce. Ale to juz w każdym świecie.

      Usuń
  11. Z lekkim opóźnieniem, ale jestem! Życie mnie ostatnio zatrzymało, ale dzisiaj nadrabiam zaległości <3

    Tak szczerze, to jak czytałam początek rozdziału to mi też do głowy przyszła Matylda, a potem doszłam do wniosku, że to zbyt oczywiste. I co? Zbyt oczywiste. Chociaż oczywistości nie można wykluczać, wiadomo.

    Trochę mnie razi to, że James rozmawia z nimi wszystkimi jak z równymi. Nie to, ze coś, ale trzy lata to trochę dużo i jakoś nie widzę osiemnastolatka i piętnastolatków na tym samym poziomie emocjonalnym. Co innego nawet z Rose czy Scorpiusem, ale Lily i Hugo? To szczeniaki, nie? :D Nie?

    Scorpiusa nigdy nie lubiłam ani w książce ani w sztuce ani z nazwiska ani w twoim opowiadaniu. No po prostu kretyn do kwadratu. Tak jak uznałam oskarżenia Matyldy za oczywiste tak rzucanie podejrzeń na Franka to już przesada. Oczywiście - nie wykluczam oczywistości. Ale czy ten kretyn naprawdę myśli, że jak wbiegnie na scenę i zapłacze nad jego okrucieństwem, to coś się zmieni? Jakie ma niby do niego zarzuty? On serio myśli, że ktoś rzuciłby klątwę, za którą wyleciałby ze szkoły z hukiem, tylko po to, żeby zagrać w sztuce? Kurde. Masakra.

    Na tej próbie to wszystko wydało mi się straszni chaotyczne, jakby na siłę chcieli wszystko wpakować, żeby zrobić wrażenie. ALE to jest próba i pewnie finalnie wyjdzie zupełnie inaczej.

    No! Tyle ode mnie. Pisz, pisz, jestem ciekawa co z tą klątwą.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ^^.
      James tak się stara :D jak byl kiedys bardziej niedojrzały, to miał się za o wiele dojrzalszego od nich, teraz jest troche inaczej xD ponadto np. taki Hugo zachowywal sie tutaj chyba najbardziej racjonalnie. niemniej może trochę z tym przesadziłam, postaram sie jeszcze pokazac Jamesa-starszego, ze tak powiem xD
      Hah, wlasnie ja tez mam problem ze Scorpiusem, nie moge nic z tym zrobic; mimo ze w niektorych opowiadaniach go uwielbiam, to w tych trzech opcjach, ktore wymienilas, w czesci sie zgadzam - nie przepadam za nim. A tutaj Scorpius zupelnie nic nie myslal, wbiegajac na te scene, zeby nie bylo. choc nie wiem, czy to go usprawiedliwia.
      Tak, jest dosc chaotycznie i chyba wlasciwie bedzie taki natlok, no ale xDxD watek z klatwa trwa i trwac bedzie :D

      Usuń
  12. Hej :)
    Z góry przepraszam za spóźnione komentowanie. Ale trza to nadrobić, czyż nie? c;

    Scorpius, kurczaki, co za fail. Jak można zupełnie bez nawet najmniejszego skrępowania wbić z hukiem w sam środek prób do musicialu i odstawić taką szopkę przed wszystkimi uczniami? Nie wierzę, nawet gdybym kogos podejrzewała, w życiu bym się na to nie odważyła. W sumie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, jak wyobraziłam sobie biednego Franka, który nawet nie wiedział, o co chodzi. Ja za to lubię Scorpiusa, bo (pewnie jak czasem widać XD) mam słabość do przerysowanych, wybuchowych postaci z charakterystyczną, dominującą cechą charakteru. (Lily <3) Co ciekawe, nie potrafiłabym sobie wyobrazić Draco robiącego to samo. Zawsze wydawał mi sie bardziej... wyrafinowany?

    Niemniej widok Lily uwięzionej w bańce także musiał być zaskakujący ;D Nie wiedziałam, że zdanie niektórych uczniów na temat "mugolskiej tolerancji" tak bardzo przypomina spory z naszej codzienności D; W pewnym przypadku podzielam nawet zdanie Franklyn, mimo że w nieco innej sytuacji, dlatego rozumiem jej wzburzenie. No i wreszcie poznaliśmy główną tematyką wielkiego musicalu, a muszę przyznać, że nieco mnie zaskoczyła c; Spodziewałam się bardziej sztuki typu szekspirowskiej, choć jak teraz na to spojrzeć, to mało prawdopodobne, aby którykolwiek z czarodziei miał o tym pojęcie. Szczerze mówiąc chciałabym zobaczyć taki musical z tymi wszystkimi niesamowitymi magicznymi efektami, to byłoby niesamowite doświadczenie! Także oczywiście nie mogę się doczekać, aż wreszcie zobaczymy w twoich rozdziałach przedstawienie w pełnej krasie :D Znając ciebie, to pewnie będzie to coś widowiskowego! Agrrrh, czemu, ach czemu każesz nam tak czekać XD

    A sprawcą całego zamieszania jest...
    Były śmierciożerca!
    No dobra, jeszcze nie wiem, kim jest sprawca, ale moje podejrzenia skłaniają się właśnie w takim kierunku. [Uwaga, Kräva przestawia swe Wielkie Teorie! X3] Bo kto w końcu może znać magię lepiej, niż ktoś, kto wcześniej obracał się w towarzystwie samego Voldemorta? Wiemy, że był on niezwykle potężny i z pewnością nauczył służących paru... sztuczek, by siali grozę. Moja teoria jest taka, że śmierciożerca bądź jego potomek lub ktoś, kim śmierciożerca się posługuje, rzucił zaklęcie na Albusa, by uderzyć w rodzinę Potterów w ramach zemsty albo zdobycia czegoś. To wygląda na zbyt zorganizowane dla zwykłego ucznia - sprawca doskonale wie, że czas, czas i przede wszystkim czas jest jego sojusznikiem. Czym dłużej trzyma rodzinę Potterów w rozpaczy, przyjaciół w niepewności, a szkołę w strachu, tym większe będzie miał korzyści z całego zamachu.

    Podejrzewam, że wkrótce sprawa Albusa pogodzi Lily i Helenę. Wspólny cel dobrze zrobi im obojga, choć na pewno jeszcze minie wiele czasu, zanim to się wydarzy (i hucznych kłótni!)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy rozdział! c: ~ Krävariss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heeej, dziękuję za komentarz (i wytknięcie tych dwóch powtórzeń na hangouts xDxD).
      Hah, Taaak, Scor zupełnie nad sobą nie panował wtedy, to złosć nim kierowala, ale gdyby jej nie było, to tez by tego nie zrobił. Generalnie to on w przyjani z Albusem jest tym spokojniejszym; teraz musi za dwóch :D ponadto, heh, chyba jednak moja awersja do nazwiska Malfoy jest na tyle duża,że troche to widać xD ale cieszę się, że Tobie np. podobają się tacy bohaterowie ;p ludzie są rózni i jednym z moich celów jest pokazywanie tego w tym opowiadaniu.
      Na pomysł interpretacji tej sztuki w taki... magiczno-poglądowy sposob wpadlam całkiem niedawno^^ poczatkowo myslalam po prostu o przedstawieniu, choc nie wiem, czy szekspirowskim - raczej musicalu z czarami xD i też bym chciała to zobaczyć, heh.
      A Twoje teorie co do sprawcy mi się podobają :P wszystkich teorie mi się podobają. Są takie różnorodne, aż sie zastanawiam, czy to dobrze, czy to źle :D ale cieszę sie, że do nich Was zmuszam xDxD to

      Usuń
  13. Hej! W końcu dotarłam. :)

    Chyba będę musiała przeprosić się z mapa myśli. Nigdy nie przepadałam za tą metodą nauki, bo jak dla mnie była dość czasochłonna i nie przynosiła mi efektów, a tu proszę, mam nowego podejrzanego. :P I nie jest to ani Frank, ani Matylda (ani żadna zakochana dziewczyna), ani też żaden szantażysta czy Ponury Mściciel śmierciożerców. Mianowicie przyszedł mi do głowy... Olivier :D Tak mi się o nim pomyślało, gdy Hugo i Rose wspomnieli w rozmowie o kimś, kto jest dobry z obrony przed czarną magią. A z tego jeszcze, co kojarzę, to Janvierowie mają jakieś tam powiązania z Blackami, a wiadomo, że tam od czarnej magii raczej nie stronili. Brakuje mi tylko jakiegoś konkretnego motywu, poza tym sam Olivier wydawał się raczej miłym chłopakiem. No ale pozory czasem mylą.

    Myślałam, że uda mi się uniknąć politycznej agitacji przynajmniej w blogowych opkach, ale widzę, że nie ma tak dobrze. ;) Nie żebym w jakiś wybitny sposób nie zgadzała się z... ideą, że tak to nazwę, ale chyba upierałabym się, czy to najlepsze miejsce na tego typu rzeczy. Chociaż może z drugiej strony faktycznie? Trudno to jednoznacznie ocenić.

    Ale do rzeczy. :) Wparowanie Scorpiusa na przedstawienie było dość gwałtownym i dość nieprzemyślanym jak na niego czynem; widać, że martwi się o przyjaciela. Wydaje mi się tylko, że chyba nikt nie porywałby się na atak tylko ze względu na przedstawienie szkolne. Już chyba prędzej wchodziłoby w grę jakieś zamknięcie w składziku na miotły, żeby kandydat nie zdążył na próbę, a nie uśmiercanie go. Niby cel uświęca środki, ale chyba bez przesady. :D

    Pozdrawiam no i oczywiście czekam na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za mapą mysli, ale częśc ludzi ja lubi, czemu nie Hugo xDxD
      tak jak Ci pisałam na hangouts, uwielbiam czytać o teoriach czytelników ;p
      Hm, właściwie to ja nie chcę agitować nikogo, będzie tu dużo róznych spojrzeń xD chcę pokazać taki problem, wcześniej tego nie planowałam, ale pasuje do paru wątków, więc czemu nie ;p
      Scor nie do końca to przemyślał :D jak się podchodzi zbyt emocjonalnie, to trudno zachować rozsądek, a on na pewno podchdzi.
      Dziękuję za komentarz

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Aaa, uwielbiam ten rozdział, dramy i sprzeczki w teamie osób-„współpracujących”-w-sprawie-Albusa! ♥ Aż zapragnęło mi się powrócić do mojego opka i dojść w końcu z pisaniem do momentu, w którym też miały być dramy.
    To obwinianie Franka albo Matyldy skojarzyło mi się z podejrzewaniem o wszystko najpierw Snape'a/Draco. I ogólnie te fragmenty, gdzie młode pokolenie siedzi sobie w bibliotece i główkuje jest mocno w stylu Harry'ego, Hermiony i Rona w młodości. Rany, kocham to i nie mogę przestać się szczerzyć – chociaż sprawa Albusa taka poważna – kiedy dochodzi do kolejnych spięć w tym zbiorowisku. ♥
    Fragment z próbą do musicalu mocno mi się podobał (i nie tylko dlatego, że była kolejna drama!), bo widać jakie to wszystko jest przesiąknięte magią. A musical niby mugolski. I w sumie muszę go w końcu obejrzeć (nie jestem fanem musicalów), bo jak do tej pory nieznajomość nie przeszkadzała mi w rozumieniu tego, co się dzieje, tak po tej próbie widzę, że muszę w końcu nadrobić tę zaległość.
    Co do podejrzanych: Z seriali/filmów wiem, że sprawcą jest ten, kogo nikt nie podejrzewa. Może Kruger? X'D Nazwisko ma podejrzane (zwróciłem na nie uwagę, bo skojarzyło mi się z Freddym Kruegerem. X'D), ma związek z quidditchem, wydaje się nieistotny, wydaje się nieistotny, ale jakoś tak zwraca na siebie moją uwagę. X'D No ale to nie serial, a Kruger nie wydaje się być związany z Alem.
    AAA! I jeszcze poprzedni rozdział! Rany, kocham perspektywę Rona i Ron/Hermiona po latach (i samego Rona też, bo jest taką dojrzalszą wersją tego spod ręki Rowling, a nie damskim bokserem X'D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatrz. Hah, ja najwyraźniej tez lubię dramy rożnego rodzaju :D nie spodziewałam sie, ze wątek Albusa i wkręcanie bohaterow to Brdzie taka frajda.
      Wróć do opka, wróć ;)
      Ja lubię musicale; ale o wiele bardziej na żywo niz jako film;).
      Hah, nazwisko Kruger jest totalnym przypadkiem. I nie; to nie on :D niech będzie, wyklucze Wam jedna osobę :D
      Ciesze sie, ze tak uważasz o Ronie. Nienawidzę, jak niektorzy zmieniają mu osobowość i robią z niego tego nieszczęsnego damskiego boksera albo jeszcze większego imbecyla :/

      Usuń
  16. Widzę, że Helenka ma na Hugona dobry wpływ, że tak chłopak bardzo rozsądnie podszedł do sprawy Albusa. Nawet złamał samą Rose, sugerując jej, żeby szli za rozsądkiem... Muszę przyznać, że bardzo podobał mi się ten fragment w bibliotece, jak zaczynali rozmyślać nad potencjalnym sprawcą. Zagadki, intrygi - o tak, to lubię najbardziej xD I aż mi się śmiać zachciało z dziwnej sytuacja jaka zaistniała w naszych opowiadaniach, bo... u mnie to Albus stał się czarodziejskim sherlockiem i główkuje nad sprawą, a tu u ciebie mamy nieprzytomnego Ala i to inni starają się rozwikłać zagadkę Klątwy Zależności :D:D
    Myślę, że rzeczywiście James i Scorpius powinni wyluzować... Lily i Hugo tak samo. Nie warto drzeć kotów, skoro chodzi tu o życie Albusa! Mogą się nienawidzić, ale mają współpracować! :)
    Pytasz, czy jakiś mamy podejrzanych? Hymm, można pogłówkować i nie wiem, czy Frank byłby zdolny do czegoś takiego. Przecież to taki miły chłopak, heh :D I przyznam się, że Scorpius mnie zaskoczył tak gwałtowną reakcją i omal nie pobiłby Franka, gdyby w porę zainterweniowała Lily. Och, Scorpius, Scorpius... Widać, że bardzo mu zależny na tym, aby jego kumpel odzyskał przytomność :)
    I co do musicalu... Nie wiem, dlaczego masz w głowie ciągle tą Mary :) Główna bohaterka musicalu to Maria ;)

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci Wesołych Świąt :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatarz :) faktycznie, nie zauwazylam wczesniej tej zależności :D moze jakby to nie Albus był ofiara, a ktos inny, poradzono by sobie z zagadka znacznie szybciej :D
      Tak, Scorpiusowi zalezy na tym tak bardzo, ze gubi zdrowy rozsądek ;D
      Kudde, jakoś do mojej głowy wbiło sie to nieszczęsne "Mary"... pozmieniam. Bo chyba jednak nke bede tego akurat zmieniać w adaptacji :D
      rownież zycze Wesołych Świąt :*

      Usuń
  17. "Tę odnoszącą się w oryginale fragmentu o Ameryce i Puerto Rico…" - powinno być "DO Puerto Rico..." ;)
    "A potem rozegramy scenę z Bernardo zabierającym Marii od Tony’ego, pan Abingale jak najszybciej musi się wdrożyć w przedstawienie." - chyba powinno być "Marię".
    "lecz miłej Mari inieoczekiwanie do niej pasował." - "i" ci się przeniosło xD
    Uuuu, Hugo bardzo mile mnie zaskoczył! Nie spodziewałam się, że będzie aż tak inteligentnie prowadził tę sprawę! Helenka zdecydowanie ma na niego dobry wpływ :D Zresztą on na nią też pewnie dobrze oddziałowuje, szczególnie w kwestiach społecznych.
    Za to Rose zdecydowanie się zbyt przemęcza. Tony nauki, musical i jeszcze to śledztwo - niedługo doprowadzą ją do skrajnego wyczerpania. No, ale przynajmniej ma Franka na pocieszenie xddd
    Btw, w twoim opowiadaniu lubię to, ze tak bardzo się skupiasz na uczuciach i emocjach bohaterów. Dzięki temu znacznie łatwiej się z nimi utożsamiać i wczuć w opowiadanie.
    Scena z Rose i Hugonem była urocza, bo chyba w sumie pierwszy raz, to on był tym bardziej odpowiedzialnym z rodzeństwa. Ach, nawet Hugo dorasta! :D Ale dobra, za dużo mu słodzę. Mógłby się trochę ogarnąć i normalnie porozmawiać z Lily.
    Czy ten James nie jest zbyt poważny i odpowiedzialny? xD Może dlatego, że sami zostali w bibliotece i sobie ze Scorpiusem "pogadali" xD, Malfoy później miał takiego świra i odwalił akcję z Frankiem? Ale o tym sobie później pogadamy ;D
    No cóż, jest pewne, ze nie ma sensu się wzajemnie obwiniać tylko racjonalnie pomyśleć i współpracować! :D
    A co do sprawcy, to nie ma żadnych typów oprócz tego co pisałam wcześniej. Tylko proszę, nie wprowadzaj żadnej mega intrygi, bo urok Niezależności tkwi w tym, że
    opowiada o zwyczajnym życiu czarodziejów ;)
    O, nie spodziewałam się po Franku muzycznych zainteresowań. Ale jego angaż w sztuce idzie na plus, bo będzie częściej przebywał z Rose! Ciekawi mnie co było z tą Sofią. Ze wspomnień nie wydaje się jakoś bardzo sympatyczna xD
    Taaak! Nareszcie próba! Już się nie mogłam doczekać :D Ehhh, nie dziwię się, ze Eleonorka nie wytrzymała przy takim chaosie xddd
    Ta pyskata ze Slytherinu nie była z paczki Lily, co nie?
    Szkoda, że nie było więcej interakcji Lily i Oliviera, ale skoro mówisz, że jeszcze będą opisane próby, to czekam! <3 :D
    Temu Scorpiusowi to naprawdę na mózg padło! Człowieku, żeby robić taką zadymę publicznie?! Serio, teraz znacznie mniej lubię Malfoya i Rose koniecznie powinna być z Frankiem. Mam nadzieję, że Malfoy dostanie za swoje xD
    No jak można być tak głupim, zęby rzucać takie oskarżenia?!
    Zastanawia mnie, o co chodziło Lestrange gdy porównywała wygląd kogoś z kimś... Że Frank jest idealny na zastąpienie Albusa? Czy może Scorp?
    Zakazuję ci robić wątek miłosny między Lily i Frankiem! xD
    No, podsumowując - próba była najlepszą sceną w rozdziale :D
    Z niecierpliwością czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny ;)
    ~Arya
    PS Wybacz, że pod koniec trochę nieskładnie, ale wiesz, poniosły mnie emocje xddd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz i wskazanie błędów, juz je poprawiłam ;)
      taaaak, Rose przesadzza i niedługo się to na niej odbije. Hugo przejął pałeczkę trochę z konieczności, ale poradził sobie naprawdę dobrze, tak, z pewnością dojrzewa ;p ale czy to on pomaga Helenie być bardziej społeczną...?No właściwie może tak xD sami zobaczycie.
      Hm, James teraz jest w miarę poważny i odpowiedzialny, ale niedługo czeka Was retropekcja z J. w wieku piętnastu lat... to się przekonacie, jaki wtedy był xD
      Kurde, ta intryga chyba jednak będzie całkiem spora... no, ale nie aż tak jka u Rowling, nawet w 1/20 nie tak xD
      Ta pyskata ze Slytherinu nie była z paczki Lily :p
      Będą próby, będą, i będą rózne sceny z Olily :P a co do jakichkolwiek pairongów prócz Heleny i Hugona nic nie mogę obiecywać :D

      Usuń
  18. Ha, wychodzi na to, że w obliczu całego tego zamieszania, Hugoś świetnie sobie radzi i jak nikt inny zachowuje zimną krew :D Cóż, jego łagodne, spokojne usposobienie procentuje <3 Hugonik taki poważny, dorosły, odpowiedzialny, awww! Szkoda mi biednej Rose, strasznie się dziewczyna zamartwia :(
    W ogóle trochę kiepsko, że tak ciężko jest się im wszystkim dogadać. To jasne, że martwią się o Albusa, ale kłótniami mu nie pomogą :D Mam nadzieję, że wybuch Rose trochę dał im wszystkim do myślenia (aczkolwiek po późniejszym popisie Scorpa na próbie musicalu nieco w to zwątpiłam ;P).
    Ej, Scorp, zostaw Franka, ja go lubię noooo… Okej, może i z Franka nie zawsze (prawie nigdy) bardzo przyjemny typ, ale nie sądzę, żeby to on się na Albusku wyżywał. Ale co do sprawcy tego całego zamieszania… nie wiem, ciężko jest mi typować. Nie potrafię uwierzyć, że to mógłby być ktoś z nich, w znaczeniu z wszystkich tych ludków, których losy się w tym opowiadaniu prezentują. Dlatego pewnie uznałabym, że to ktoś spoza całego tego grona ważniejszych bohaterów. Ewentualnie Matylda (hahah, w sumie niespecjalnie za nią przepadam :D). Ale ta Matylda wydaje się zbyt oczywista. I jednak mam wrażenie, że zależy jej na A. Zastanawia mnie bardzo ta kwestia umiejętności magicznych, bo to naprawdę jakiś wyższy level :O to by mogło sugerować kogoś z dorosłych. Zastanawiają mnie ci ludzie od musicalu, którzy się po tym Hogwarcie teraz plączą – może to ktoś z nich? Co najgorsze jednak, jak myślę o kimś, kto umiałby wielkie magiczne rzeczy tworzyć to na myśl przychodzi mi Lara :O Bo ona jednak ma spore zdolności, aczkolwiek być może odnoszą się one jedynie do konkretnych zaklęć maskujących, niekoniecznie jakichś złych, szkaradnych, okropnych klątw. Poza tym nie potrafię sobie wyobrazić, żeby Lara była tak okrutna :O Zastanawia mnie też czy ktoś może to robić jakby nie do końca na własne konto, bardziej dla kogoś, na czyjeś żądanie. Hmm, tutaj jest tyle możliwości, tyle motywów, że naprawdę nie jestem w stanie nikogo i niczego typować :O EJ, ale bo ja wyszłam do całego tego wywodu od Scorpa… Cóż, chłopaka poniosło zdecydowanie. Ściągnął pewnie na siebie i na Franka mnóstwo kłopotów teraz. Haha, nie wiedziałam, że Scorp aż taki porywczy jest. W sumie to kochane, że tak przeżywa cierpienie Albusa, ale no, jednak odrobinę przesadził ;)
    Tak siedzę teraz i myślę o tym, że już niedługo H&H się połączą i wybędą razem do wioski, awww, to będzie cudowne <3 <3 <3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzialam, ze CI się spodoba :d zaczynam dochodzic powoli do wniosku, ze niewazne, co zrobilby moj Hugo, Ty i tak bys go kochala :p
      hm, nieee, nie do konca, myslę, że co jakis czas ktoś tu bedzie wybuchal, ale na pewno przydaloby im sie wszystkim zrozumiec, ze klotnie nic nie pomoga :P
      Hmm, nie no, Frank jest calkiem miły :D no dobra, moze nie do konca, ale nie jest niemily przeciez :p zazwyczaj.
      Hm, podobaja mi sie Twje przemyslenia :p A Scor chyba tez nie wiedział, że jest aż tak porywczy :D no, ale nie radzi sobie zupelnie z ta sytuacja... Musze napisac cos z jego perspektywy, o tak.

      Usuń
  19. Zaraz… czyli Albus odzyskał świadomość? Czy ja coś ominęłam? Chyba, że to „odkąd Albus wrócił do szkoły” dotyczyło tylko tego, że został przetransportowany do szkoły, a nie, że wrócił na lekcje. W pierwszej chwili trochę mnie to zdanie zaskoczyło i zbiło z tropu :D

    Na temat możliwego sprawcy na razie się nie wypowiem, bo zupełnie nie mam pojęcia kto to może być. Co więcej, nie wydaje mi się, by były to osoby, które na razie zostały typowane. Frank mi wcale na to nie pasuje. Po co miałby to robić? Zadawać sobie tyle trudu tylko po to, żeby zająć miejsce w musicalu? Jak dla mnie to strasznie naciągany motyw. A Malfoy zachowuje się jak palant. Atakuje człowieka, a nie ma żadnych dowodów na winę Franka. Ale w pewnym stopniu umiem go zrozumieć. Jest zły, rozżalony, boi się o Albusa i to sprawia, że mu odbija.
    Pomysł, że atak na Albusa może mieć związek z jakąś głębszą sprawą jest mega ciekawy. W sumie Albus nie wygląda na kogoś, kto ma w ludziach wrogów, więc po co ktoś chciałby go krzywdzić? Może rzeczywiście tu chodzi o jakiś szantaż na jego ojcu? Podoba mi się to. I podoba mi się też to, że bohaterowie główkują, szukają motywów, sposobów, by tę sprawę rozwikłać. Takie zagadki to coś, co uwielbiam, więc czytanie rozdziałów sprawia mi coraz większą przyjemność :D

    Znalazłam takie coś:
    „czy na pewno chodzi osamego Albusa” – brak spacyjki po o
    „Gdy tylko Frank otworzył drzwi i przekroczył próg pomieszczenia, odniósł wrażenie, jakby się aportował” – a nie „teleportował”?

    Ściskam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, to chodziło o przetransportowanie do szkoły :D nie pomyslałam, że można to odczytać dwojako, dzięki za zwrócenie uwagi :P niestety na razie nie ma szans, żeby Albus się obudził... :(
      właśnie, obiektywnie Malfoy z pewnościa przesadza, ale subiektywnie.... nie do końca można na niego napadać, że tak reaguje... Eh, ciężka sprawa (a ja lubię moich bohaterów męczyć xD).
      Taaak, sprawa Albusa to zdecydowanie głębsza sprawa :p No a bohaterowie będą musieli tutaj jeszcze moooocno główkować :D
      może być "aportował" też:p a spację dostawię, oczywiście :p
      Dziękuję za komentarz

      Usuń
    2. Tak? To pierwsze słyszę. Aportowanie zawsze znałam tylko jako rozkazy wydawane psu xD

      Usuń