czwartek, 17 listopada 2016

Rozdział dwudziesty pierwszy: Konfrontancje

W pierwszy czwartek listopada pogoda zaskoczyła wszystkich mieszkańców Hogwartu, jednak po raz pierwszy od dawna – pozytywnie. Nawet na ustach tych, którzy zazwyczaj woleli zachmurzenie czy nawet deszcz od upału, pojawiły się nikłe uśmiechy, kiedy tuż po rannej pobudce ich twarze rozświetliło nieśmiało przebijające się słońce. W ciągu dnia ziemska gwiazda nabrała pewności siebie i mimo że z racji pory roku słupki termometrów nie miały szans przekroczyć piętnastu stopni Celsjusza, niektórzy pod szkolne szaty założyli jedynie T-shirty z krótkim rękawem. Uczniowie ze znacznie większym entuzjazmem niż dotychczas wybierali się na zajęcia z zielarstwa czy opieki nad magicznymi stworzeniami.
Nadzwyczaj sprzyjającą aurę postanowił wykorzystać również Robert Kruger – nauczyciel latania oraz prowadzący fakultetów z siłowni i biegania. Dotychczas większość dodatkowych zajęć polegała jedynie na robieniu serii ćwiczeń i odbywała się w magicznie powiększonej i specjalnie wyposażonej sali na drugim piętrze. Polepszenie aury pogodowej w końcu umożliwiało urozmaicenie w postaci biegania na hogwarckich błoniach.
Nauczyciel już przed rozgrzewką poinformował uczniów o wyścigu na dystansie stu lub dwustu jardów, który miał się odbyć pod koniec zajęć, co Scorpius przyjął z ogromną radością. Malfoy potrzebował czegoś, co choć na chwilę oderwałoby go od rzeczywistości. Potrzebował czegoś, w czym mógłby rywalizować. Szczególnie że – był tego pewien – Abingale nie przepuściłby ani możliwości wzięcia udziału w wyścigu, ani tym bardziej pojedynkowania się właśnie z nim.
Scorpius rzucił biegnącemu przed nim Frankowi spojrzenie spode łba i mimowolnie zacisnął pięści.
– Jeszcze sześć okrążeń! Bez obijania się, Malfoy! Szybciej!!!
Abingale odwrócił się i posłał mu kpiące spojrzenie, co zmotywowało Scorpiusa do przyspieszenia o wiele bardziej niż okrzyki nauczyciela. Skupił się na szybkim, lecz miarowym oddychaniu, co powoli go uspokajało. Od strony boiska quidditcha słyszał okrzyki Puchonów odbywających właśnie trening, na twarzy czuł podmuchy chłodnego, lecz orzeźwiającego wiatru, zaś wzrok skupiał jedynie na uczniach, których mijał. Czuł, jakby unosił się nad ziemią.
– Dobrze, wystarczy! Możecie chwilę odetchnąć, gdy będę przygotowywać tor – powiedział Kruger, a następnie zza pazuchy wyjął wyjątkowo długą różdżkę, którą zaczął wymachiwać w kierunku długiego, lecz dość wąskiego odcinka trawy ciągnącego się aż do granicy Zakazanego Lasu.
Zdyszany Scorpius, podobnie jak reszta, podszedł do drewnianego stołu, na którym znajdowały się dobrze wszystkim znane, hogwarckie dzbany. Gdy tylko zdobył swoją porcję wody, wypił ją duszkiem, a następnie ponownie napełnił puchar, tym razem pijąc o wiele wolniej. Obserwując uczniów, którzy zapisali się wraz z nim na fakultet, po raz kolejny zastanawiał się, co kierowało częścią z nich. Szczególnie fascynowała go grupka czwartoklasistek należących do różnych domów, które nie interesowały się ani aeorobikiem, ani siłownią, ani bieganiem, za to na każdych zajęciach z wielkim zamiłowaniem omawiały wszystko i wszystkich, zupełnie nie przejmując się uwagami ze strony Krugera. Gdy nauczyciel kazał im uczestniczyć w zajęciach, potrafiły – w większości – poprawnie wykonać dane ćwiczenie, lecz już po chwili znów zajmowały się tym, co najwyraźniej lubiły najbardziej. Wpatrywaniem się w osobników płci przeciwnej, chichotaniem pod nosem lub, gdy tylko było to możliwe, obgadywaniem.
Tym razem ofiarą zaśmiewających się czternastolatek stał się oparty o drzewo Abingale rozmawiający z szóstoklasistką, której imienia Scorpius nie kojarzył. W tej akurat kwestii nie zamierzał z nim rywalizować – ba, właściwie się cieszył, że tym razem napalone nastolatki zajmują się kimś innym.
Ostatnio miał za dużo problemów z dziewczynami, na których naprawdę mu zależało, żeby starczało mu sił na zwracanie uwagi na małolaty, którym buzowały hormony. A że nie życzył Abingale’owi niczego dobrego, odczuwał swoistego rodzaju satysfakcję, widząc niezadowolenie wymalowane na jego twarzy. Scorpius nigdy nie lubił tego gościa, ale to, co zrobił na meczu Albusowi… Przeszedł samego siebie!
Malfoy wziął kilka głębszych oddechów, aby się uspokoić. Nie dał ponieść się emocjom bezpośrednio po wypadku swojego przyjaciela ani przez kilka następnych dni, a więc i teraz musiał się powstrzymać. Szczególnie że miał w perspektywie utrzeć Abingale’owi nosa dosłownie za kilka minut – wygrywając z nim. Doskonale zdawał sobie sprawę, że właściwie tylko ich dwóch stanowiło faworytów w biegu. Scorpius rywalizował z nim na wielu płaszczyznach, prawdopodobnie zbyt wielu, ale akurat w sporcie to na ogół Frank był górą.
Tym razem Malfoy nie zamierzał do tego dopuścić. Szczególnie że wszystko wskazywało na to, że Abingale miał nad nim znaczną przewagę w czymś jeszcze, w czymś znacznie ważniejszym niż bieganie – w kontaktach z Rose.
Scorpius aż za dobrze pamiętał, jak na piątym roku jego wróg wyraźnie interesował się Weasley, która na szczęście dała mu kosza. Od tamtej pory Frank odpuścił, ale Malfoy był niemal pewien, że udawał. W szóstej klasie nie miało to większego znaczenia, skoro to on, a nie Abingale, nie tylko wciąż przyjaźnił się, ale i został chłopakiem Rose. Jednak odkąd zerwali, stracił z nią jakikolwiek kontakt i tak naprawdę nie miał pojęcia, co dzieje się w życiu dawnej przyjaciółki i dziewczyny.  
Nie zauważył, aby Frank zbliżył się do niej od szóstej klasy, lecz tuż po wakacjach Scorpius musiał się pogodzić z czymś, na co nie mógł absolutnie nic poradzić: Abingale został drugim obok Rose prefektem naczelnym Hogwartu. Malfoy początkowo czuł wściekłość, która szybko zmieniła się w poczucie beznadziei. I to było zdecydowanie gorsze uczucie. Bo przecież nie miał jak porozmawiać z Weasley! Nie odzywali się do siebie. A nawet jeśli… nie mógł niczego jej nakazywać, do niczego zmuszać. Szczególnie skoro nie potrafił jej dać tego, czego prawdopodobnie nadal oczekiwała. Ale to, że nie był w niej zakochany ani wtedy, ani teraz, nie oznaczało, że mu nie zależało…! Nie chciał dla swojej przyjaciółki kogoś takiego jak Frank!
Sprawy wcale nie ułatwiało to, że Anabelle nic z tego nie rozumiała. Jeszcze gorszy jednak był żal, który tak wyraźnie widział w niemal każdym spojrzeniu swojej nowej dziewczyny. Prawdopodobnie ze względu na sytuację z Albusem nie poruszała tematu Rose więcej niż ten jeden, jedyny raz, kilka godzin po feralnym meczu quidditcha, gdy zapytała, czy naprawdę chodził kiedyś z Weasley. Scorpius jej nie okłamał, ale właściwie prawie nic nie powiedział. Był wdzięczny Janvier za brak pytań, choć wiedział, że unikanie rozmowy sprawiało, że pozostawali w impasie. Szczególnie że takie zachowanie bardzo kłóciło się ze sposobem bycia rozgadanej Anabelle, który tak uwielbiał. Malfoy z całego serca żałował, że nie mógł jej przekonać o swoim uczuciu za pomocą jednego pocałunku, żałował, że…
Odłożył gwałtownie nie do końca opróżniony puchar, co poskutkowało oblaniem wodą jednej z małolat. Nie zawracał sobie głowy przeprosinami, czego nie omieszkały z oburzeniem skomentować jej koleżanki. Zamiast tego z wściekłością wpatrywał się we Franka. Musiał skupić wszystkie siły, aby z nim wygrać.
Kruger zdawał się czytać Malfoyowi w myślach, gdyż w tym samym momencie zarządził koniec przerwy i poprosił uczniów do siebie. Z niemal trzydziestu osób uczęszczających na fakultety tylko dwanaście zgłosiło chęć udziału w wyścigu. Nauczyciel szybko podzielił ich na połowę. Piąto-, szósto- i siódmoklasiści mieli zmierzyć się w biegu na dwieście jardów, zaś młodsi – na sto. Ku zdziwieniu Scorpiusa aż dwie z napalonych czwartoklasistek zgłosiły się do drugiego biegu.
Nie zawracał sobie tym dłużej głowy; tylko rozejrzał się po przeciwnikach. Tak jak przewidywał, prócz Franka nikt nie wydawał się stanowić zagrożenia. A już szczególnie nie dostrzegał go w szesnastoletnim Tyronie, znanym w całej szkole z wyjątkowej niezdarności. Malfoy nie miał pojęcia, dlaczego ten chłopak w ogóle pchał się na takie fakultety.
– Nie będziemy niepotrzebnie przedłużać – zawołał Kruger, skupiając na sobie uwagę uczniów. – Zaczniemy od biegu na sto jardów. Zawodnicy niech ustawią się na wyznaczonych miejscach. – Tu wskazał wyczarowane przez niego na trawie kwadraty z liczbami. – Nim zapytacie o kolejność, popatrzcie na swoje prawe dłonie – poradził, a następnie tonem nieznoszącym sprzeciwu dodał: – Przypominam o grze fair play. Żadnych falstartów, żadnego przekraczania własnego toru, żadnych sztuczek. Rozumiemy się?
Cała dwunastka chórem potwierdziła zrozumienie, a zadowolony Kruger pokiwał głową.
Mimo że Scorpius nie brał udziału w pierwszym biegu, odruchowo spojrzał na swoją rękę, na której pojawiła się duża, niebieska piątka. Frank stał na tyle daleko, że nie udało mu się dostrzec jego numeru. Nie zamierzał się jednak tym przejmować. Podobnie jak reszta widowni stanął w okolicach mety, aby móc obserwować zmagania młodszych uczniów. Ku jego zdziwieniu brunetka o śniadej cerze, która była jedną z najbardziej ociągających się w ćwiczeniach siłowych, a jednocześnie mających zawsze najwięcej do powiedzenia osób, wygrała bieg. Oczywiście pewnej części zgromadzonych bardzo się to podobało.
Chwilę potem to Scorpius stał na początku toru, a magicznie wytyczona przez Krugera meta znajdowała się dwa razy dalej. Abingale znajdował się tuż po lewej – na jego dłoni widniała czerwona czwórka, którą z tej perspektywy Malfoy wyraźnie widział.
Nie zwrócił uwagi na rozstawienie pozostałych przeciwników; nie miał już nawet na to czasu, gdyż Kruger zaczął odliczanie. Przybrał więc odpowiednią pozycję, czując, jak wszystkie jego mięśnie są gotowe do podjęcia wysiłku. Spojrzenie utkwił w mecie, a wszelkie myśli opuściły go zupełnie. Pozostał tylko cel, który tak wyraźnie widział.
Na trzy wyskoczył najdalej, jak potrafił, od razu wychodząc na prowadzenie. Nie trwało to jednak długo; dosłownie za chwilę kątem oka zobaczył zbliżającą się sylwetkę Abingale’a, która następnie znalazła się przed nim. Scorpius zacisnął mocno pięści, ale natychmiast je rozluźnił, zmuszając nogi do jeszcze większego wysiłku. Coraz chłodniejszy wiatr smagał jego twarz, lecz cel pozostawał tak samo widoczny, tak samo upragniony jak wcześniej. Zbliżał się do Franka oraz bliżej i bliżej… Już dokładnie widział jego prawy profil, już go przegonił. Uśmiechnął się lekko, ale wtedy zobaczył, że przeciwnik przyspieszył na tyle, że ponownie go wyprzedził.
Meta wydawała się znajdować tak blisko, a jednocześnie tak daleko.
Scorpius nie myślał, zadziałał instynktownie. Lewą nogą przekroczył białą, magicznie zaznaczoną na trawie linię, tym samym wkraczając na tor Franka. Abingale mimowolnie zwolnił i Malfoy już miał powrócić do siebie, kiedy poczuł, jak ręka przeciwnika łapie za jego koszulkę i ciągnie go w dół.
Po chwili obaj leżeli na ziemi, ciężko dysząc, a z daleka dobiegał ich donośny wrzask oburzonego Krugera, którego Scorpius nie był w stanie słuchać. Mógł jedynie wpatrywać się z wściekłością na równie spoconego i zdenerwowanego co on Abingale’a, nie mając siły nawet na to, by próbować uwolnić lewą nogę spod tułowia przeciwnika.
To Frank pierwszy odzyskał zdolność poruszania się. Nim Scorpius zdążył zarejestrować, co się dzieje, jego współlokator stał nad nim i wyciągał do niego rękę. W odpowiedzi tylko prychnął; najwyraźniej Frank pragnął swoim niby honorowym zachowaniem udawać przed nauczycielem, że w niczym nie zawinił. Malfoy kompletnie ignorował fakt, że to on jako pierwszy zagrał nie fair.
– Abingale, co ty, do cholery, wyprawiasz?! Cóż za niesportowe zachowanie! – wrzasnął Kruger tak blisko nich, że tym razem Scorpius nie byłby w stanie go nie usłyszeć. – A ty, Malfoy, ile jeszcze będziesz tak leżeć, co?! Wstawaj, ale już! Siódmoklasiści, na brodę Merlina!
Frank nadal w milczeniu wyciągał w jego kierunku rękę. Nie powiedział nauczycielowi, że to Scorpius wbiegł na jego tor. Malfoy poczuł tak wielkie zdziwienie, że mimowolnie złapał dłoń przeciwnika, który z niepotrzebnie dużą siłą pomógł mu wstać.
– Dlaczego? – zapytał tak cicho, by Kruger nie usłyszał. Co właściwie pewnie i tak nie byłoby możliwe, zważywszy na głośność, z jaką ten nadal ich strofował.
– Bo w przeciwieństwie do ciebie mam jakiś honor – odpowiedział Frank niemal szeptem, wpatrując się w Scorpiusa z tak ogromną niechęcią, że ten musiał się odsunąć.
Nie zabrał jednak ręki. To Abingale poluzował uścisk; zupełnie, jakby strzepywał niewidzialny pyłek.
I ma rację, uznał Malfoy, przełykając głośno ślinę. Jestem wart tyle co kurz.

Nie potrafił zliczyć, ile razy chciał do niej podejść. Przetłumaczyć choćby po cichu emocje na myśli, myśli na słowa, zaś słowa na zdania. Jak jednak miał to zrobić, skoro tym razem nie przeszkadzały mu jedynie wrodzona nieśmiałość czy równie silny strach przed ośmieszeniem, ale także przerażająco bolesna świadomość, że nie da się wytłumaczyć czegoś, czego samemu nie można pojąć?
Hugo brał za absolutny pewnik tylko jedno – swoje uczucie do Heleny – ale przecież nawet tego nie umiał zrozumieć. Nie wiedział za to wielu innych rzeczy – zbyt wielu.
Nie wiedział, co czuje ani co ukrywa Smith. A był pewien, że dziewczyna skrywa jakąś tajemnicę. Pobyt w szpitalu chyba nic nie naprawił; nadal pozostawała przeraźliwie blada i nic nie jadła, a Hugo nie miał pojęcia, jak mógłby jej pomóc. Nie obserwował jej już rankami w pokoju wspólnym nie tylko dlatego, że obecnie nie rysowała tak regularnie jak wcześniej, ale również dlatego, że zaczął czuć się jak intruz. Tego wszystkiego wcale nie ułatwiał fakt, że Helena zdawała się go unikać jeszcze bardziej niż wcześniej. Kiedy raz, w obliczu niespodziewanego przypływu odwagi, podszedł do niej i zdołał coś z siebie wykrztusić, niemal natychmiast uciekła…
Nie wiedział, co stało się Olivierowi, który kilka dni temu poszedł w ślady Smith. Niby wciąż siadał z nim na lekcjach czy posiłkach, dał się nawet namówić na rozgrywkę w szachy, jednak prawie się do niego nie odzywał. Weasley może podejrzewałby prywatne problemy Francuza, ale zauważył, że wobec innych nowy kumpel zachowywał się tak jak wcześniej i wcale nie sprawiał wrażenia przygnębionego.
Hugo nie wiedział także, co dzieje się z Lily, ale tego – jako jedynego – wcale nie chciał wiedzieć. Gdy tylko jego spojrzenie padało na kuzynkę lub gdy jej imieniu udawało się przedrzeć przez miliony zadręczających go myśli, czuł tak ogromną złość, że aby powstrzymać się od działania, musiał zaciskać mocno pięści i brać co najmniej kilka głębokich oddechów. Potter przestała go interesować z chwilą, kiedy zmieszała Helenę z błotem.
Weasley potrząsnął mocno głową i – próbując zająć umysł formułkami czarów na zaklęcia, z których mieli dzisiaj sprawdzian – dokończył mycie zębów. Odłożywszy szczoteczkę do kubka, pochylił się i popatrzył w lustro. Zdziwiło go to, jak normalnie wyglądał. Dokładnie tak jak zwykle: wiecznie potargane, rude włosy, blada cera, piegi na nosie, odstające uszy, których niegdyś tak się wstydził. Nic nie wskazywało na to, jaką bitwę toczył we własnej głowie od dłuższego czasu. Nie sprawiał wrażenia nawet zmęczonego. Zawsze wydawało mu się, że ludzie mogą z niego czytać jak z otwartej księgi, ale może się mylił…? W tym momencie dostrzegł, jak jego policzki zaczerwieniają się lekko, i zganił sam siebie za naiwność. Kilkoma mało zdecydowanymi ruchami przeczesał włosy, a następnie wyszedł z łazienki. 
– No, nareszcie, ile można czekać?! Zanim dojdziemy na śniadanie, nic już nam nie zostanie do jedzenia…! – krzyknął teatralnie na jego widok George i gwałtownie wstał.
Hugo nie zwrócił uwagi na słowa kolegi, pomimo że doceniał jego starania przywrócenia atmosfery w dormitorium do takiej, która na ogół w nim panowała. Spojrzał za to na wciąż spokojnie siedzącego na swoim łóżku Oliviera, którego wzrok utkwiony był gdzieś w podłodze. Weasley miał ochotę nim potrząsnąć, ale nie zrobił nic prócz cichego westchnięcia. Jak zwykle.
To było męczące.
– A to wszystko dlatego, że Hugo zamienia nam się powoli w spędzającą godziny w łazience nas-to-lat-kę – dodał po chwili nieco zrezygnowany Wells.
Ponownie nikt nie odniósł się do jego słów, lecz tym razem ze strony Janviera George doczekał się reakcji polegającej na powolnym podniesieniu się, posłaniu nikłego uśmiechu i stwierdzeniu:
– Tak, chodźmy jeść.
Na Hugona Olivier nawet nie spojrzał.
Weasley, zacisnąwszy mocno zęby, zabrał z łóżka przygotowaną na zajęcia torbę i ruszył za kolegami, którzy zdążyli opuścić już dormitorium. Jego reakcja na zachowanie nowego kumpla coraz bardziej przypominała tę, którą wywoływały wzmianki czy widok Lily, choć oczywiście nie osiągała takiego nasilenia. Niemniej było to w jakiś sposób niebezpieczne. Hugo naprawdę nie chciał wybuchnąć, szczególnie w miejscu, gdzie mieliby wiecznie nienasyconą sensacji widownię w postaci innych uczniów. A wnioskując po ostatnich wydarzeniach, aż za dobrze wiedział, że tak mogło się stać.
Trzech piętnastoletnich Gryfonów podążało w milczeniu w kierunku Wielkiej Sali. Początkowo George próbował włączyć kolegów do rozmowy, przypominając im ostatnie zajęcia z eliksirów, na których z winy Nochala miał miejsce pokaźnych rozmiarów wybuch, jednak prócz krótkiego komentarza ze strony Oliviera nie doczekał się reakcji. Hugonowi nie chciało się nawet sprawiać pozorów zainteresowania sztuczną rozmową, mimo że coraz cięższa cisza również go męczyła.
Dopiero w ogromnym holu na parterze Weasley zwrócił uwagę na otoczenie. W samą porę – z Wielkiej Sali wychodziła bowiem wyraźnie spiesząca się Helena. Wpatrywała się w podłogę, lecz nagle podniosła wzrok i spojrzała prosto na niego. Zaskoczona momentalnie zwolniła, a Hugo poczuł, jak na jego policzki wpływa zdradziecki szkarłat. Zniknął hol, zniknął głód, zniknęli nawet Olivier i George. Była tylko ona.
Jak zwykle.
Ale to, przynajmniej teraz, go nie męczyło. Intensywność spojrzenia, jakim go obdarzała, była niemal tak samo duża jak wtedy, w pokoju wspólnym, lecz na szczęście inna. Może dlatego, że nie odczuwał tak skrajnego przerażenia jak wtedy? Mimo to pojawiły się zarówno aż za dobrze znana suchość w gardle, jak i nasilające się z każdą sekundą drżenie rąk, które zapobiegawczo schował za plecami.
Jej twarz nie drgnęła nawet o milimetr. Nie uśmiechnęła się, nie wykrzywiła się w żadnym grymasie, a blada cera nie zmieniła koloru choćby minimalnie. Jedyne, co dziewczyna robiła, to patrzyła na niego.
A potem przestała i pustka, która nim owładnęła, niemal zwaliła go z nóg. Ostatkiem woli zobaczył, jak Helena nerwowo poprawiła zsuwającą się z ramienia torbę, a następnie przebiegła obok nich. Uczyniła to tak szybko, że kiedy odwrócił się za nią, znajdowała się na końcu korytarza, tuż przy schodach prowadzących na wyższe kondygnacje.
– I, oczywiście, będziesz tylko tak stał i gapił się jak cielę na malowane wrota, ale za nią nie pójdziesz, co? – warknął cicho Olivier, zmuszając tym samym Hugona do powrotu do rzeczywistości.
Weasley mrugnął kilkakrotnie, a następnie utkwił zdziwione spojrzenie w kimś, kogo jeszcze niedawno nazywał przyjacielem. Przez chwilę zastanawiał się, czy się nie przesłyszał, ale wrogość na twarzy Janviera była tak wyraźna, że nie mógł się okłamywać.
– Hej, daj spokój, Janviii – zawołał Wells, ciągnąc Oliviera za szatę w kierunku Wielkiej Sali. – Chcecie iść na głodnego na zaklęcia?
– Możesz iść, George – odpowiedzieli mu jednocześnie, co nie zdarzało im się po raz pierwszy, lecz po raz pierwszy nie wywołało to żadnych uśmiechów.
Wręcz przeciwnie.
Wells nie poruszył się ani o milimetr, za to obdarzył ich obu nerwowym spojrzeniem. Nawet nie zauważył, kiedy jego kumple stanęli dokładnie naprzeciwko siebie na odległość nie większą niż cztery stopy, w pozycjach identycznych jak przed rozpoczęciem pojedynku.
– Idź! – niemal krzyknął Hugo, czując, jak powoli traci nad sobą kontrolę. – Nie pozabijamy się przecież – dodał, choć jego wzrok utkwiony w Olivierze wskazywał na coś zgoła innego.
George, nieco urażony, postanowił posłuchać prośby czy raczej rozkazu. Nie chciał dolewać oliwy do ognia, choć już po wejściu do Wielkiej Sali zaczął żałować swojej decyzji.
Weasley i Janvier zostali więc w holu zupełnie sami, jakby nieświadomi, że w każdej chwili tuż obok może pojawić się niechciany obserwator i to nie tylko w postaci ucznia, ale i nauczyciela. Obaj skupiali uwagę jedynie na tym drugim, gromiąc się nawzajem spojrzeniami.
– Może rozszerzysz łaskawie swoją wypowiedź? – zaproponował drżącym ze złości głosem Hugo.
– Teraz nie ma już po co, skoro Smith dawno poszła – zauważył Olivier. – I tak byś jej nie dogonił! Jesteście siebie warci!
– Siebie warci?! – powtórzył Weasley, a jego głos przypominał coś pomiędzy piskiem a krzykiem. – A może porozmawiamy o tym, co ty jesteś wart, skoro od kilku dni ledwo się odzywasz?! A jak już wreszcie decydujesz się zabrać głos, to zaczynasz od jakichś chorych pretensji!!!
– Nie są chore! Ponadto nie musiałbym tego robić, gdybyś zachowywał się jak facet i przynajmniej próbował rozwiązać sprawę! – warknął Janvier, wciąż nie podnosząc głosu, choć mówiąc coraz szybciej. – Wtedy w ogóle nie musiałbym się w to wszystko angażować, nic bym nie wiedział i nikt by mnie nie okłamywał!
– Aha, więc to ty, biedny Ollie, jesteś tutaj najbardziej pokrzywdzonym, tak? – zapytał Weasley, podchodząc do niego bliżej. Ostatkiem sił powstrzymywał się, żeby nie złapać go za szatę i nim nie potrząsnąć. – Nikt ci się nie kazał w to angażować. I nie zarzucaj mi żadnych kłamstw, bo to dopiero JEST kłamstwo!
– Nie mówię o tobie, merde! – odkrzyknął Olivier, dopiero teraz tracąc nad sobą panowanie i gwałtownie wymachując rękami.
– Mówisz… o niej?! – ściszył głos Hugo, zatrzymując się w pół kroku. Zrozumienie przyszło jednak szybciej, niż się spodziewał. Tym razem już się nie powstrzymywał. Dopadł do Oliviera, drżącymi rękami złapał poły szaty przeciwnika i gwałtownie nimi potrząsnął, sycząc: – Cały czas wiesz, o co chodzi, i nic nie mówisz? Czyli kto tu w końcu kłamie?!
– Ja nie kłamię! Nigdy! – wrzasnął Olivier, gwałtownie odtrącając ręce Hugona i łapiąc kumpla za ramiona. Wbił w niego intensywne spojrzenie, jednak we wściekłym spojrzeniu Weasleya nie widział nic, co mogłoby chociaż przypominać zrozumienie. Jedynie wściekłość. – Nigdy nie kłamię!!!
– Tylko co? Ukrywasz prawdę?! Okłamujesz samego siebie i przy okazji mnie?! To jeszcze gorsze!!! – krzyknął Hugo, niechcący opluwając twarz Janviera.
W odpowiedzi Olivier zabrał jedną rękę z ramienia Weasleya i wytarł się, co jego przeciwnik natychmiast wykorzystał. Jednym, płynnym ruchem odwrócił ich o sto osiemdziesiąt stopni i przyszpilił Francuza do ściany.
Czuł dokładnie takie samo zdziwienie, które widział w oczach Janviera, lecz momentalnie emocja ta została zepchnięta przez wszechogarniającą furię…
– Hugo… Dusisz mnie! – wyjąkał Olivier, próbując się uwolnić.
Dopiero wtedy Weasley uświadomił sobie, że prawą ręką faktycznie podduszał chłopaka. Poluzował nieco uścisk, jednocześnie krzycząc:
– Odpowiadaj!
– Obiecałem jej. A jeśli chodzi o kłamstwa… To ona kłamała. Ty się boisz, a ona kłamie! Dlatego jesteście siebie…
– Nawet nie kończ!!! – warknął Hugo, ponownie zwiększając ucisk. – Ciekawe, co jeszcze ukrywasz, hm?!
W odpowiedzi Olivier tylko zakaszlał, ledwo łapiąc oddech. Nie patrzył na Weasleya, nie próbował też się już uwolnić – jakby kompletnie zrezygnował z walki. Jakby nagle nie miał nic do powiedzenia.
– Patrz, jak do ciebie mówię, debilu! – ryknął Hugo, potrząsając Janvierem. – I mów!
– Zostaw go! Zostaw!
Widząc przerażone spojrzenie Oliviera utkwione gdzieś za jego plecami, uświadomił sobie, że cienki głos odezwał się naprawdę. Weasley odwrócił się z zamiarem pozbycia się intruza. Jego wzrok padł na niską dziewczynę noszącą szalik Hufflepuffu, którą kojarzył z niektórych lekcji, lecz której imienia nie pamiętał.
– Laro, to nic, nie musisz…
– Muszę – przerwała Janvierowi Puchonka, która patrzyła na Hugona z tak ogromnym wyrzutem w oczach, że, nie wiedząc kiedy, całkowicie poluzował uścisk i opuścił ramiona. 
Spojrzał na swoje ręce zdziwiony, jakby nie potrafiąc zrozumieć, że należą do jego ciała. W tym czasie dziewczyna przeszła obok niego, popychając go lekko, i stanęła tuż przy łapczywie nabierającym powietrze Olivierze.
– Wszystko w porządku? – zapytała z troską, poprawiając mu kołnierzyk.
– Tak. Nie musisz się nade mną użalać, zasłużyłem…
– O tak! – warknął ponownie Hugo, ale tym razem trzymał ręce przy sobie. – Wiesz co? – tym razem zwrócił się bezpośrednio do Oliviera. – Już nawet nie chcę wiedzieć, co tam niby wiesz, oraz o jakich kłamstwach mówiłeś! Twoje słowa ani zapewnienia nie mają dla mnie żadnej wartości. Na twoim miejscu, Laro, uciekłbym od niego jak najdalej!
Nie obrzuciwszy ich nawet najkrótszym spojrzeniem, podniósł z podłogi torbę, która najwyraźniej musiała mu się zsunąć podczas kłótni, a następnie odwrócił się na pięcie i – lekko się zachwiawszy – udał się w kierunku schodów.
Odeszła Lily, odeszła Helena, odszedł głód, odeszły resztki poczucia własnej godności. Z każdym kolejnym krokiem odchodził także on. Od przyjaźni, która nigdy nie istniała. 


Sumienie było dziwnym zjawiskiem.
Przecież Frank doskonale wiedział, że ten wypadek to nie jego wina. W myślach wielokrotnie analizował to kilkusekundowe wydarzenie i zdawał sobie sprawę, że nikt nie mógłby powstrzymać jego przebiegu. Posłał tłuczek w stronę tamtego Puchona, zanim Albus znalazł się w polu widzenia. Potter zaś nie miał szans ani dostrzec zagrożenia, ani zmienić toru lotu; zbyt szybko pędził w kierunku przeciwnika trzymającego kafel.
Jednocześnie sama świadomość uczucia, jakie Abingale żywił na co dzień wobec Pottera, sprawiała, że racjonalność tych przemyśleń gubiła się pod wpływem sumienia przebijającego się na wierzch wszystkich myśli coraz mocniej każdego kolejnego dnia, w którym Albus pozostawał nieprzytomny.
Frank bez najmniejszego problemu dostrzegał niepewność w oczach pani Clinton, kiedy mówiła, że chłopakowi nic nie jest – na tym właśnie polegał problem. Jeśli dolegałoby mu cokolwiek ściśle fizycznego czy magicznego, to brak odzyskiwania świadomości byłby uzasadniony. A tak… Jeszcze kilkanaście dni temu Abingale nie uwierzyłby w to, że będzie nie tylko interesować się stanem zdrowia jednej z najmniej lubianych przez siebie osób, ale z własnej woli zdecyduje się na odwiedzanie jej w Skrzydle Szpitalnym.
I pewnie normalnie tak by pozostało, ale irracjonalnie działające sumienie oprócz tworzenia tak zwanych wyrzutów ewidentnie próbowało uświadomić Frankowi, że zbyt jednoznacznie próbował określać swoje relacje z innymi. Najwyraźniej niechęć do Pottera nie była tak prosta, jak dotychczas myślał.
Podobnie zresztą jak to, co odczuwał do Malfoya, tylko że w tym przypadku musiał w końcu przyznać sam przed sobą, że go po prostu nie cierpiał. Jak się okazywało, czym innym było udawanie czy może nawet odczuwanie nienawiści do kogoś pod wpływem wściekłości, a zupełnie czym innym uświadomienie jej sobie na spokojnie, bez zbędnych emocji… Zdecydowanie nie należała do uczuć, z jakich Frank odczuwałby dumę, a jej obecność również zadręczała sumienie.
Ale chyba nie tak bardzo jak wypadek Albusa. Kogoś, kogo jako pierwszego w życiu nazwał swoim przyjacielem i niezależnie od tego, jak szybko zostało to zweryfikowane, pozostawało niepodważalnym faktem. Osoby, która obecnie leżała nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym już cały tydzień być może dlatego, że skrywał w sobie tyle złych emocji, tyle żalu czy złości, że…
A przecież obiektywnie aż za dobrze wiedział, że nie mógł w żaden sposób zapobiec temu wypadkowi!
Frank ze złością kopnął Merlina winny kamień i momentalnie tego pożałował, czując przeszywający paluch ból. Nieprzyjemne, fizyczne odczucie przywróciło go do rzeczywistości zdecydowanie skuteczniej niż zimny wiatr niedzielnego poranka. Musiało być nie później niż siódma rano, a Abingale nie pamiętał, kiedy po raz ostatni wstał w weekend przed dziewiątą; podejrzewał, że na początku pierwszej klasy, kiedy wraz z Albusem chciał jak najszybciej poznać cały zamek…
Cholera, znowu to samo…!
Najwyraźniej spacer po wyjątkowo chłodnych, pokrytych gęstą mgłą błoniach nie spowodował tego, czego Frank oczekiwał. Wciąż nie potrafił przestać roztrząsać nie tylko wypadku, ale i innych, męczących go od pewnego czasu kwestii – Czasu-Po-Hogwarcie, Rose, Sofii… Kolejność problemów nie miała większego znaczenia, skoro nie widział dobrego sposobu na rozwiązanie któregokolwiek z nich. Teraz do stałej trójcy doszły jeszcze wyrzuty sumienia i analiza relacji, które wydawały mu się może nie za przyjemne, ale przynajmniej stabilne…
Frank posłał ponure spojrzenie niewielkiemu, szaremu ptakowi, który otoczony mgłą żwawo podskakiwał po drugiej stronie jeziora, gdzie bezwiednie przywędrował Ślizgon. Zazdrościł zwierzęciu beztroski i umiejętności odrzucenia tego, co nieprzyjemne – na przykład niekorzystnej aury pogodowej.
Abingale nie należał co prawda do osób zadręczających się nieistotnymi sprawami bądź takimi, na które i tak nie miał wpływu; uważał, że życie jest na to za krótkie. Jednak w ostatnim czasie wyjątkowo aktywne sumienie wyolbrzymiało liczne realne problemy do takich rozmiarów, że zaczynała mu przeszkadzać nawet pogoda.
Nagle ptak podskoczył nieco wyżej i odleciał szybko, jakby się czegoś przestraszył. Frank rozejrzał się dokoła zaintrygowany. Z powodu mgły nie mógłby zobaczyć niczego, co znajdowałoby się dalej niż w promieniu dziesięciu jardów – i dlatego właśnie początkowo nie zlokalizował żadnej zmiany. Nie mógł dostrzec nic więcej prócz dwóch dębów, pomiędzy którymi stał, niewielkiej części jeziora oraz kamieni, z których jeden niedawno kopnął.
Wtem po lewej powoli zaczęło pojawiać się coś, co z pewnością nie należało do stałego elementu krajobrazu błoni. Sylwetka. Frank wytężył wzrok najmocniej, jak potrafił, ale dopiero gdy postać bardziej się zbliżyła, mógł dostrzec coś więcej niż jej zarys – długie, kasztanowe włosy, niski wzrost i niedbale założony niebieski szalik. Od razu rozpoznał dziewczynę i z dokładnie tak samo dużą pewnością mógł stwierdzić, że go nie zauważyła.
Lily Potter szła bowiem bardzo wolno tuż przy linii brzegowej z nisko pochyloną głową. Na lewym ramieniu przewieszoną miała wyjątkowo dużą i wyglądającą na nieporęczną, granatową torbę, w rękach trzymała różdżkę, a jej ciało lekko drżało. Frank był niemal pewien, że Krukonka musiała zamarzać, jeśli pod szatę nie założyła nic ciepłego, ale najwyraźniej tak mocno pogrążyła się w myślach, że sobie tego nie uświadamiała. 
Mógł odejść. Tak pewnie byłoby lepiej. Ale sumienie kazało mu porozmawiać z siostrą Albusa podobnie jak kilka dni wcześniej, gdypodczas wyścigu na błoniach zmusiło go do wyciągnięcia ręki do Malfoya, który po raz kolejny oszukiwał, aby tylko wygrać. Ponadto było w jej postawie coś, co nie pozwalało mu sobie pójść.
Lily znajdowała się tak blisko, że gdyby podniosła głowę, bez trudu dostrzegłby zieleń dużych oczu dziewczyny. Nie chciał jej przestraszyć nagłym ruchem czy głośnym przywitaniem się, dlatego zdecydował się na ciche chrząknięcie, co i tak nie okazało się najlepszym pomysłem. Dziewczyna pisnęła bowiem głośno i gwałtownie podskoczyła, wpadając do zimnej wody co najmniej do kostek.
– Oszalałeś?! – krzyknęła, co wywołało na jego twarzy nikły uśmiech. 
Taką Lily kojarzył ze szkolnych korytarzy czy z podsłuchanych na przestrzeni lat rozmów, nawet jeśli zazwyczaj nie zaprzątał tym sobie głowy. Podszedł do niej szybko i pomógł jej wyjść na suchy ląd. Co prawda przyjęła pomoc, jednak gdy zza pazuchy wyciągnął różdżkę, mruknęła:
– Poradzę sobie.
Chwilę potem jej buty były idealnie suche. Ułamek sekundy, podczas którego podniosła głowę, by schować różdżkę do torby, wystarczył Frankowi na zauważenie nieco zapuchniętych oczu rozmówczyni.
– Nie jest ci zimno? – zapytał, postanowiwszy wybrać najbardziej neutralny temat, jaki przyszedł mu do głowy.
– A co ci do tego? – warknęła natychmiast, lecz niemal jednocześnie odskoczyła od niego, potrząsnęła gwałtownie głową i nieco nerwowo stwierdziła: – Nie no, daj spokój, ma prawo zapytać.
Abingale rozejrzał się na boki skonsternowany, lecz Lily ponownie się odezwała, nie pozwalając mu na dłuższą analizę jej zachowania:
– To nie ma znaczenia. – Tym razem spojrzała mu prosto w oczy, jakby zapominając, że jeszcze przed chwilą pragnęła ukryć przed nim fakt, że płakała.
Na jej twarzy widział milion różnych uczuć; tak wiele, że poczuł strach na samą myśl, że miałby je nazwać. Zamiast tego zdjął swoją szatę i podał jej. Założył na tyle ciepłą bluzę, że nawet nie poczuł różnicy. Lily nie wyciągnęła ręki, stojąc nieruchomo niczym posąg i tylko na niego patrząc. Po chwili wahania Frank postanowił sam założyć na nią swoje ubranie.
Zbliżył się do niej powoli, a następnie pochylił – tak była niska. Tym razem też nie zrobiła niemal nic – ani się nie poruszyła, ani nie odezwała. Drgnęła tylko lekko, gdy niechcący dotknął jej prawego ramienia. Gdy założył na Krukonkę szatę, odsunął się nieco i spojrzał w jej nieoczekiwanie puste oczy. Wciąż nie reagowała, choć nie trzęsła się tak mocno jak wcześniej. Zaniepokojony Abingale zaczął poważnie zastanawiać się nad tym, czy nie powinien zareagować bardziej zdecydowanie, kiedy nagle dziewczyna odezwała się tak cicho, że ledwo ją usłyszał:
– Dziękuję.
„Proszę” wydawało się Frankowi zbyt banalne, dlatego nie powiedział nic. Nie pamiętał, kiedy czuł się tak dziwnie, tak… nieswojo. Pozornie nic się nie zmieniło, nawet mgła pozostawała dokładnie tak samo gęsta co kilka minut temu. Mimo to miał wrażenie, że zupełnie niechcący pozwolono mu uczestniczyć w czymś o ogromnym znaczeniu, którego na razie nie potrafił określić.
A dokładniej to Lily mu pozwoliła, choć najprawdopodobniej sama o tym nie wiedziała. Znów błądziła wzrokiem gdzieś po trawie, znów mimowolnie zaczęła ściskać szatę – tym razem jego – stawiając wokół siebie niewidzialny mur.
Nagle popatrzył na nią z o wiele większym zainteresowaniem niż kiedykolwiek wcześniej. Sumienie wciąż mówiło Frankowi, żeby ją przeprosił, ale teraz nie tylko ono tego chciało. On też tego pragnął. Zależało mu, aby wiedziała, choć nie rozumiał dlaczego.
– Ja… – załamał mu się głos, lecz zdołał dokończyć: – Nie chciałem.
– Wiem – odpowiedziała spokojnie, patrząc w bliżej nieokreślony punkt za jego plecami. – To nie była twoja wina.
– Przepraszam. To…
– …był wypadek – weszła mu w słowo nieoczekiwanie zdecydowanym tonem. – Widziałam całe zajście na własne oczy. Nie przepraszaj, skoro nie masz za co – dodała, ponownie patrząc mu w oczy tak, jakby chciała zmusić go do uwierzenia w jej słowa. 
Frank nie był pewny, czy Lily się to udało, ale w intensywności spojrzenia dziewczyny oraz w mocy, z jakimi wypowiedziała te słowa, bez trudu, lecz z ogromnym zdziwieniem odczytał szczerość. Potter okazała się prawdopodobnie pierwszą osobą w jego życiu, która użyła zwyczajowej formułki nie z powodu grzeczności, tylko dlatego, że naprawdę tak uważała.
Rozluźnił bezwiednie napięte ramiona, jednocześnie odnosząc wrażenie, jakby zrzucał z siebie ciężar ostatnich kilku dni. I nawet jeśli nie rozwiązał żadnego ze swoich problemów, wrażenie pozostawało, nieoczekiwanie stabilne i pożądane. 
Bez zastanowienia odwzajemnił niepewny uśmiech błąkający się na ustach Lily.

***

Zważywszy na to, że po Waszych komentarzach i dyskusjach z niezastąpioną Betą, Maxine, wpadłam na pomysł wątku kryminalno-czarnomagicznego, który pasuje do Niezależności, uznałam, że postaram się w grudniu opublikować dwie notki. Dlatego też spięłam się i publikuję ten rozdział nieco wcześniej, niż zamierzałam. Mam nadzieję, że się cieszycie. Trochę się boję Waszych reakcji na środkowy fragment, ale jakoś może przeżyję. Jak zwykle czekam na opinie. Następne trzy tygodnie będą dla mnie dość intensywne, więc odpowiadanie na komentarze oraz powiadamianie o nowości z pewnością ulegnie mniejszemu bądź większemu opóźnieniu. Rozdział dedykuję Lithine.
Na końcu mały bonus. Początkowo zaprezentowałam go wczoraj w oddzielnym poście, ale odkąd podjęłam decyzję o wcześniejszej publikacji właściwego rozdziału, postanowiłam wrzucić go tutaj. Niniejszym, skorzystawszy z możliwości z tej strony (zachęcam do tego samego każdego!), przedstawiam krótką wariację z Lily i Olivierem w rolach głównych. Nie tłumaczyłam oryginału, ponieważ uważam, że ma on niezastąpiony urok:

Lily Potter had always loved enormous Hogwart with its oily, open one of the classrooms in big magic castle. It was a place where she felt unsure.
She was an independent, stubborn, coffee drinker with little arms and skinny eyes. Her friends saw her as a faithful, fantastic fire. Once, she had even made a cup of tea for a helpful baby bird. That's the sort of woman she was.
Lily walked over to the window and reflected on her old surroundings. The rain hammered like emotional owls.
Then she saw something in the distance, or rather someone. It was the figure of Olivier Janvier. Olivier was an ambitious Sirius with athletic arms and handsome eyes.
Lily gulped. She was not prepared for Olivier.
As Lily stepped outside and Olivier came closer, she could see the disgusted glint in his eye.
Olivier glared with all the wrath of 4737 vindictive cruel cats. He said, in hushed tones, "I hate you and I want revenge."
Lily looked back, even more surprised and still fingering the inquisitive wand. "Olivier, I don't understand you," she replied.
They looked at each other with desperation, like two bad, blushing birds shouting at a very smart break, which had jazz music playing in the background and two energetic uncles runnin to the beat.
Lily studied Olivier's athletic arms and handsome eyes. Eventually, she took a deep breath. "I'm sorry," began Lily in apologetic tones, "but I don't feel the same way, and I never will. I just don't hate you Olivier."
Olivier looked curious, his emotions raw like a clever, crowded chair.
Lily could actually hear Olivier's emotions shatter into 3436 pieces. Then the ambitious Sirius hurried away into the distance.
Not even a cup of coffee would calm Lily's nerves tonight.


51 komentarzy:

  1. Aw, aw, aw! Bardzo dziękuje za dedykację! Normalnie zaszczycona jestem :D Jak już radośnie przebrnę przed wszystkie rozdziały (jestem w połowie ósmego, brnę jak burza. Bardzo spokojna burza xd), to W TYM MIEJSCU pojawi się porządny komentarz :D
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę :D nie mogę się doczekać ^^ :p

      Usuń
    2. Pogoda to zawsze zaskakuje, zwłaszcza polskich kierowców. Hehehe. Wybacz, mój facet jest królem sucharów, a ja spędzam z nim za dużo czasu.
      Scorpius mnie zdenerwował niesportowym zachowaniem, a Franka lubie coraz bardziej :D
      Dobra, to teraz spróbuję napisać coś ogólnie, o całym opowiadaniu, choć z pewnościa nie zrobie tego zbyt składnie, na chronologię też bym nie liczyła :D
      Podoba mi się pomysł na Lily i ta historia z tą staruszką, która wyjaśniała mniej-wiecej, czemu Lily jest, jaka jest. Bardzo subtelnie przygotowywałaś nas na jakąś przemiane i Potter i chyba powoli coś się zaczęło :) Niczeo nie przyspieszałaś na siłe.
      Początkowo odniosłam wrażenie, że Lily jest główną postacią tego opowiadania. Teraz jest dla mnie jedną z głównych postaci :) I mimo, ze dobrze się o niej czyta, to jednak ci wszyscy pozostali bohaterwie, ją prawdziwym skarbem tego opowiadania. Każde jest inne, worek rozmaitości, mix charakterów, upodobań, skłonności. Nawet nie wiem od kogo zacząć xd
      Najlepsze jest to, ze ciągle mi sie zmieniają ulubieńcy. Aktualnie chyba najbardziej lubię czytać o Rose. Jest taka inteligentna, smutna i troche zagubiona. Straciła bliskich przyjaciół i teraz żałuje tego, jak się zachowała, ale nie miała odwagi tego naprawić, a teraz Albus się nie budzi... A do tego ciągle jest zakochana w Scorpiusie, który z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, lata za Anabelle. Ale o nim też mi się dobrze czyta xd
      Polubiłam też Franka, pozbierany chłopak, z mózgiem i sercem we właściwych miejscach. Szkoda mi go było, jak tak się meczył z własnym sumieniem, bo Albus oberwał, choć to naprawdę nei była jego wina. Mam nadzieje, że między nim a Rosie coś tam rozkwitnie :) Chociaż na porządną zazdrosc Scorpiusa też czekam xd No chyba że jednak on i Anabelle zaczną rozmawiać o problemach. Jakiś drobiazg jest nie tak a oni już mają problemy. Nie wróży im to najlepiej, ale kto wie.
      jak czytam o Amandzie to krew mnie zalewa, ale wiadomo, takich postaci też potrzebujemy :D
      Jedną z najdciekawszych postaci jest też Olivier i do tego chyba ma najlepsze poczucie humoru, w którym zakochałam sie już w pierwszym rozdziale. Uwielbiam jak wtrąca 'merde' do zdania :D Jestem też ciekawa jego przeszłości i tej dziewczyny, o której czasem mu sie cos wymsknie, Amelie. Co tak dokładnie ich łączyło?
      A, no i muszę jeszcze wspomnieć o Eleonorze Lestrange :D Fajna babka, uwielbiam i podzielam jej zamiłowanie do sztuki.
      Jeśli chodzi o Maxmilienne, to moje emocje wzgledem jej osoby dosłownie zmieniajac się z każdym rozdziałęm. Raz mnie wnerwia jej infantylność i paplanina, a w następnym juz jest całkiem urocza. Zobaczymy co z tego wyjdzie :D
      Muszę przyznać, ze mimo iż lubię Helenę i Hugona to akurat o nich aktualnie najmniej lubię czytać. Chociaż Hugo jest kochany a choroba Heli to i tak bardzo mocna strona opowiadania. Już wcześniej chyba wspominałam ze fajnie pociagnęłaś wątek medycyny w czarodziejskim świecie ;p
      No i jeszcze Albus jest jedną z moich ulubionych postaci, tuż obok Franka i Rose. Nie wiem czemu, nie pytaj xd Mam nadzieję, że szybko się obudzi i nic mu nie bedzie :C Kibicuję jego przyjaźni z Rose i mam nadzieję, że szybko zerwie z tą wariatką oO. Ale musisz mu przygruchać szybko jakąś fajną kobitkę.
      Za wiele nie mogę powiedzieć o Larze, bo jesteś oszczedna, jeśli chodzi o informacje na jej temat, ale rozumiem, ze tak ma być :D Nie mogę sie doczekać, aż wyjawisz cos wiecej na jej temat, zwłaszcza odnośnie przeszłości :D
      Pod którymś rozdziałem pytałaś, jakie mam podejrzenia odnośnie parringów, ale troche się boję o tym pisać, bo wymyślę coś nie z tej Ziemii i zrobie z siebie głupią :D Ale dobra, raz kozie śmierć.
      Hugo/Helena - to chyba ten oczywisty parring o którym mówiłaś. Kibicuję im z całego serca, mam andzieję, ze ona ppowie mu prawdę, a przy okazji, że nie bedzie sie już kłócił z Olivierem, bo uwielbiam ich relacje ;c

      Usuń
    3. Rose/Frank/Scorpius/Anabelle - to chyba jeden z moich ulubionych wątków. Nie wiadomo, kto na kogo leci tak najbardziej. Zupełnie jak telenowela, tyle, ze to jest dobre, a telenowele nie :D Już nie wiem, na co mam nadzieję. Jak już zdążyłaś zauważać, Scorpiusa kocham, ale raz mnie wkurza, raz nie xd Wydaje mi się, ze to zauroczenie paplanina Any jest takie troche tymczasowe. Nie wyobrażam sobie, zeby inteligentny chłopak stworzył trwały związek z takim typem dziewczyny. Mądra, myśląca logicznie Rosie jakoś bardziej mi do niego pasuje. Al z kolei Frank też jest uroczy (nazbierałam sobie troche tych mężów u ciebie w opowiadaniu xd) i uwielbiam jak zauważa jakieś drobnostki w zachowaniu Rosalie, jak ją obserwuje i jak go intryguje. Biedna Rose nadal wzdycha do Scorpiusa, ale sądzę, ze Frank również nie jest jej obojętny, choć moze jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.
      Lily/Olivier - tak, tak, wiem że to na chwilę obecną nieprawdopodobne, ale miłość z nienawiści byłaby bardzo ekscytująca :D
      Lara/Olivier - Oliego wyraźnie ciągnie do Lary, sam mówił że jest inna niż wszystkie, ale ona nie wydaje sie odwzajemniać tego uczucia. Ale jednak rzuciła te zaklęcia iluzji, gdy Lily robiła tę kretyńską wystawę. Moze jdnak przekona się do rozmowy z ludźmi, przynajmniej niektórymi? :D
      Albus/wariatka - niech rozstaną się jak najszybciej. Lily/Frank - przy tym jednym spotkaniu, kiedy Frank na nią nawrzeszczał, wyczułam między nimi jakąś chemię, zwłaszcza jak Lily wyczekiwała następnego dnia, aż do niej podejdze. A to tego dochodzi przeurocze zakończenie tego rozdziału, świetnie to napisałaś. Lilka chyba zaczyna mądrzeć.
      Amanda/Olivier - na szczęście już po wszystkim, nie wracajmy juz do tego, błagam xd
      Olivier/Amelie - chłopak wyraźnie nie może o niej zapomnieć i bardzo mnie to martwi. Chyba najchetniej widziałabym go z Larą.
      Odnośnie uwag, to mam naprawdę niewiele. Zacznę od tego, ze jest mało dialogów. Gdzieś w komentarzach cos mamrotałaś, że wolisz pisać opisy, bo dialogi ci średnią wychodzą, ale to jest bzdura, ja lubię twoje dialogi, wychodzą naturalnie i często zabawnie :D Oczywiście opisy też sie dobrze czyta (mam złabość do długich zdań wielokrotnie złożonych), ale czasem przydałoby sie troche więcej tych dialogów :)
      a druga uwaga, to mimo, że uwielbiam wątek musicalowy, to nie jestem pewna czy podoba mi sie to co zrobiłaś z West Side Story. Chyba za bardzo uwielbiam musicale, żeby się pogodzic z tym, że główni bohaterowie nie bedą śpiewać. W końcu to do nich należą najlepsze kawałki ;) Aktorstwa to mój kolejny fetysz, nie powinno się go oddzielać od śpiewu, bo 'odgrywanie' piosenki, natłok emocji podczas śpiewu to właśnie piękno musicalu.
      Ale nie zniecheca mnie to jakoś bardzo, w końcu to twój pomysł no i planujesz prowadzić do musicalu magię, co samo w sobie jest intrygujące :D
      WIelowątkowość to niepodwazalny atut i to jak prowadzisz te wszystkie wątki :) Ja bym się już dawno pogubiła w swoich własnych pomysłach a tobie wychodzi, nic nie mieszasz i o żadnym bohaterze nie zapominasz :D
      Czytało mi sie bardzo przyjemnie i z niecierpliwością czekam na następny rodział - szkoda że dopiero w drugiej połowie grudnia ;c jestem też bardzo ciekawa tego, jakiż to wątek kryminalny wymyśliłaś :D
      Pozdrawiam i weny życzę! ;*
      PS. Przepraszam za literówki we WSZYSTKICH komentarzach jakie się pojawiły i pojawia na tym blogu. Lepiej to zrobić za jednym zamachem xd

      Usuń
    4. dziękuję za każdy komentarz pod rozdziałem i za tę ostateczną wypowiedź :) ale miło mi czytać takie słowa!
      Cóz, pierwonie Lily i Olivier mieli być głownymi boahterami tego opowiadania, ale reszta chciala wiecej uwagi i wyzło, jak wyszło. Choć w jakimś sensie to ta dwojka i tak wiedzie prym. staram sie, żeby któres z nich zawsze było w każdym rozdziale bezpośrednio. to, dlaczego Lily jest, jaka jest, ma podłoze złozone, a tylko częśc stanowi jej charakter i historia z pania Grandmoor, ale będzie o tym wiecej i więcej;p częśc nawet w przyszłym rozdziale :p
      Niektórzy lubią takie osoby jak Anabelle, a Scor nalezy do nich ;p wiedzialam, z jakiegos powou, ze to siedemnastolatkowie beda Ci bliscy ^^ xD w kazdym razie tutaj to trudno powiedzizec, co i jak xD będę to miotać aż do końca ;p cieszę się, że polubiłas moją odsłonę Rose, no i Franka :p Albus to niby dodatek, ktory jednak sie tez rozwinal bardziej, niz o planowalam i teraz wrecz sie ciesze na sama mysl xD no bo to on, biedaczek, bedzie ofiara mojego kryminalnego watku :D
      nie do konca wiem, jak interpretowac Twoje slowa dptyczacem H&H xD ale wiem, ze z pewnoscia powinni sie oni ogarnac, o ile o to chodzi xD no i oczywiscie tak, to oni sa oczywistym pairingiem, ktorego nawet nei bede probowac rozdzielac osobami trzecimi :D nawet ja :p Olivier i rozne dziewczyny, tkore wymienilas. To z Amandą to aboslutnie przeszlosc, ale Amelie... jakis wplyw na naszego Francuza nadal ma. A co do reszty par to nie powinnam sie chyba wypowiadac, zeby czegos nie chlapnac :p
      Co do musicalu, to ten pomysł jest wzięty z moich osobistych doswiadczen, choc rozumiem, ze nei wszystkim sie spodoba :p i szczerze mowiac, to nie wiem, czy sama sobie nie skomplikowalam tym zycia, no ale, jakos trzeba to rozwiklac :D
      Co do wielowatkowosci: niedawno odkrylam, ze nazwalalm kiedys pielegniarke zupelnie inaczej niz pozniej xD mam nadzieje, ze innych tego typu lapsusow nie ma :D
      no a dialogow chyba faktycznie wciaz nie jest duzo, ale chyba nigdy ich nie bedzie tyle co opisow :p no, ale postaram sie bardziej :D
      jeszcze raz dziekuję za komentarze ;)

      Usuń
  2. Chociaż nie zdążyłam skomentować poprzedniego rozdziału (jak żałośnie to brzmi, skoro wisiał na stronie tak długo), to jednak jestem z fabuła na bieżąco. Po prostu... dopadło mnie życie. Ale powoli wychodzę na prostą, a przynajmniej tak mi się wydaje, i powoli wracam do blogosfery. Z pisaniem może jakoś wolniej, ale czytanie i komentowanie powinno pójść łatwiej ;)

    Ciężko jest mi znielubić Franka i uznać go za jedynego winowajcę wypadku Albusa, co pewnie ma związek z tym, że, kurczę, bardzo tego Franka lubię (jedynym co może mnie zdenerwować to chyba, gdy za bardzo zacznie interesować się Lily zamiast Rose, ale shiii, nie będę wywoływać wilka z lasu ;)). Jestem w stanie zrozumieć żal i złość Scorpiusa i całej reszty, ale - na Boga! - to w końcu Quidditch - latające w powietrzu dzikie piłki, małe znicze, a wszystko z taką prędkością, że czasami trudno zorientować się, kto, co i gdzie jest. A przynajmniej ja to zawsze w ten sposób odbierałam. Więc jasne, bądźcie sobie źli, martwcie sie o przyjaciela, ale niech wreszcie otrząsną się z tego niesłusznego gniewu skierowanego na Franka. Bo wydaje mi się jakby ten wypadek był jedynie pretekstem - do czego wciąż nie mam pojęcia albo ciężko mi to sprecyzować, ale to tak jakby ten stan zawieszenia, w którym znajduje się obecnie Albus, zmuszał całą resztę do zastanowienia się nad sobą, własnymi uczuciami, przebrnięciem przez żal, który nosili w sobie tak długi czas, obawiając się jego sprecyzowania. Podobało mi się bardzo jak skupiłaś się na gniewie Scorpiusa wobec Franka, co związane było z Rose, chociaż miałam wrażenie jakbym czytała o takim przysłowiowym psie ogrodnika - on sam z Rose nie chciał być, a jednocześnie miałby ogromne opory przed zaakceptowaniem jej ewentualnego związku z Frankiem, tylko dlatego, że za nim nie przepadał. Ale ujęło mnie to, że mimo wszystko wciąż był zainteresowany jej losem. I cały ten rozłam tej nowej trójcy związany był raczej z faktem, iż nie czuł tego, co Rose. I zastanawia mnie dlaczego właściwie zdecydował się z nią chodzić, przenieść łączącą ich przyjaźń na kolejny etap, chociaż to właśnie było jedynie pragnienie Rosalie. Czy już wtedy wiedział, że nie kocha jej w sposób w jaki ona kochała jego czy uświadomił to sobie dopiero po czasie?
    I jeszcze mój ukochany Frank - chyba podobnie zagubiony w swych uczuciach, co Scorpius, tylko, że jego żal wiązał się ściśle z Albusem. I jeszcze to, że zaraz kończy szkołę, a - tak wywnioskowałam - nadal nie wie jak poprowadzić swoje życie. Żałuję, że wciąż jest tak mało scen jego i Rose, ale widocznie ta z Lily była potrzebna by pokazać inną stronę tego wypadku - że jest jednak ktoś, kto jest w stanie sięgnąć ponad strach i gniew by zobaczyć, że to było naprawdę nic innego jak niefortunny wypadek. W zasadzie największym błędem Franka było to, że to on odbił ten tłuczek; a przecież mogło się to zdarzyć innemu pałkarzowi, prawda? I czy wtedy te emocje równie mocno rozsadzałyby bohaterów, popychając ich nieco ku przemocy, chęci odwetu?
    Martwię się jednak nieco o Hugona - tak jakby tłamszone uczucia przejmowały nad nim kontrolę, a on nie był w stanie nad tym zapanować. I chociaż sposób Oliviera daleki jest od subtelności, to ma rację - Hugo powinien wreszcie porozmawiać z Heleną, może w jakiś sposób przyniesie mu to ukojenie i pozwolić odzyskać dawną równowagę. I jeszcze Lily. Jej zachowanie było naprawdę irytujące, pod tym względem udało Ci się stworzyć bohaterkę idealną, ale cieszy mnie to, że może coś zrozumie. I kibicuję i jej i Hugo by wreszcie na nowo się dogadali.

    Pozdrawiam, ściskam i czekam na nowy wątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Flaven, bardzo się cieszę! mam nadzieję, że będzie juz OK. i dziękuję za komentarz:)
      tak, wypadek Albusa w pierwotnym zamierzeniu miał byc właśnie takimstanem zawieszenia, możliwością dla innych boahterów przemyślenia pewnych spraw. Ale koniec konców nie bedzie jedynie tym :D nic więcej nie powiem. W każdym razie upadek Pottera z miotły faktycznie nie był wina Franka ani nikogo innego.
      Tak, Scorpius jest takim psem ogrodnika. Co do jego związku z Rose: w jakiś sposób mu się wtedy z pewnością podobała - nie do końca umiał chyba określić, co jest przyjaźnią, a co czymś inny.
      Frank i dziewczyny... na razie pominę to milczeniem :D hm, Lily raczej nie myśli o sobie, że sięgnęla ponad gniew i zobaczyła prawdę :p ona nigdy nie traktowała tego wypadku w kategoriach "szukaj winnego we Franku/innych graczach" - ale o tym w pryszłości. Własnie, co do chęci odwetu - pytanie retoryczne, podejrzewam... Przynajmniej w przypadku Scorpiusa.
      Hugo pękł i nie umiał nad sobą zapanować. Pytanie, co zrobi, jak sie już uspokoi.
      Tutaj to sporo bohaterów musi sie podogadywać :p no, ale wszystko przed nami :)a początek nowego wątku już w przyszłym rozdziale :p

      Usuń
  3. Nie do końca rozumiem, czemu Olivier aż tak się zdenerwował, ale cieszę się, że nie uwierzył Helenie. Już myślałam, że przekaże jej słowa Hugonowi i zrobi się z tego niezłe zamieszanie. Ale widać to, co powiedziała Helena, zadziałało na O. wręcz odwrotnie i postanowił wreszcie potrząsnąć Hugonem. I moim zdaniem bardzo dobrze. Nie rozumiem, czemu H. od razu zaczął dramatyzować i myśleć rzeczy typu "to nigdy nie była przyjaźń". No i zastanawia mnie ta nerwowa reakcja Oliviera na zarzucanie mu kłamstwa. Ciekawe, czemu ma to dla niego aż takie znaczenie.

    Polubiłam Franka. Wcześniej nie miałam okazji zbyt dobrze go poznać, ale naprawdę zdobył moją sympatię. Pewnie większość osób mimo wszystko obwinia go o cały ten wypadek. Dobrze, że doszło do tego spotkania z Lily i F. dowiedział się, że nie wszyscy są do niego wrogo nastawieni. Swoją drogą już widać ogromną przemianę, jak zaszła w pannie Potter, choć nie wiem jeszcze, na ile jest to spowodowane tym wypadkiem, a na ile innymi wydarzeniami z poprzednich rozdziałów. W każdym razie wydaje mi się, że Lily z rozdziału na rozdział coraz mniej będzie działać mi na nerwy.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Olivier przemyslal sprawe i stwierdzil, ze ona klamie. A czemu sie tak zdenerwowal? Bo sam czuje sie winny tego, ze powiedzial Lily o chorobie Heleny, i nie potrafi sobie z tym poradzic, wiec sprowokowal klotnie :D Hugo troche przesadzil, widac, ze jednak jest z Lily rodzina, zobaczymy, co zrobi, jak ochlonie :p. A co do tego, dlaczego Olivier aż tak nienawidzi kłamstwa... cóż, to dość kluczowe, więc na razie nic nie powiem :D

      Cieszę się, że zaczęłaś lubić Franka ;p nie będe ukrywać, że na tym mi zależy. A Lily... cóż, wszytko na nia wpłynęło, a co w jakim stopniu i jak dokładnie... hah, oto jest pytanie, w 100% to sama nawet tego nie wie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
  4. Chyba zacznę od miniaturki. Najpierw myślałam, że (a jakże) blogger coś nawala, bo chciałam przeczytać ją jako osobny rozdział, a tu niespodzianka, no ale wszystko się wyjaśniło. ;)
    Muszę przyznać, że jak na wygenerowaną miniaturkę, wyszło zaskakująco sensownie. Pozwolę sobie tylko zauważyć, że filiżanka kawy raczej nie wpłynęłaby na Lily uspokajająco. Ale, tak czy inaczej, całkiem niezłe. ;)
    Jeśli chodzi o sam rozdział, to w sumie jakoś dziwnie myśli mi się o zajęciach z fitnessu w Hogawrcie, ale z drugiej strony w sumie fajnie można to wyjaśnić modą panującą wśród mugoli na jakąś większą aktywność fizyczną, więc w sumie czemu nie?
    Odrobinkę zdziwiło mnie, że to Scorpius zachował się nieuczciwie podczas wyścigu. W końcu w większości przypadków przedstawiasz go jako bohatera pozytywnego, a tu taka niespodzianka. Sam zabieg bardzo dobry, lubię takie pogrywanie z czytelnikiem.
    Jeśli chodzi o samego Franka, to chyba się do niego przekonałam po tym rozdziale. Niechęć do kogoś a zrobienie mu faktycznej krzywdy to dwie różne rzeczy i wyrzuty sumienia Franka, nawet pomimo tego, że nie zawinił, są bardzo dobrze zrozumiałe. Zastanawia mnie tylko, co temu Albusowi się stało, że od kilkunastu dni jest w śpiączce i dlaczego w związku z tym nie trafił jeszcze do Munga? Chyba że symuluje, żeby nie chodzić na zajęcia, to wtedy rozumiem.
    Scena między Hugonem a Olivierem była dobra, ale wtrąciła się Lara, za którą, jak wiesz, aż tak nie przepadam, więc to mi zgrzytnęło na koniec. Poza tym jednak coś mi się wydaje, że Olivier ukrywa coś ważniejszego, bo jego reakcja na zarzucanie mu kłamstwa była co najmniej przesadzona. Chyba że, o ile dobrze kojarzę, brzydzi się nim tak ze względu na własnego ojca, ale to może już nadinterpretacja.
    Lily trochę mi wyglądała, jakby była pod wpływem Imperiusa, czy to właśnie ten wątek kryminalny? Czy może jej wewnętrzna przemiana jest aż tak diametralna? ;)
    Znalazłam jeden drobny błąd:
    Musiało być nie później niż siódma rano - czy czasem nie "musiała"? Bo to "musiało" nie pasuje mi tu za bardzo.
    Pozdrawiam, lecę pisać rozdzialik do siebie i oczywiście życzę zdrówka. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez uwazam,ze ta miniaturka ma swoj sens :D procz zdania z kawa :D.
      Jesli chodzi o Oliviera i jego stosunek do kłamstwa, to cześciowo wiąże sie to z jego ojcem, ale cześciowo - i to raczej w większej czesci- z czymś innym. Lara była idealna osoba,zeby przerwać tę rozmowę.
      Coz,chce,zeby bohaterowie byli ludzcy i robili rożne rzeczy :D na poczatku przejmowałam się.czy nie uwzięłam się akurat na Scorpiusa,ale tak wlasciwie to pasuje do tej sytuacji i do niego, tak mysle.
      Nie, Lily nie jest pod wpływem Imperiusa. A co do Albusa...dobrze prawisz,ze za długo jest w tej śpiączce.w przyszłym rozdziale ten temat się dość mocno rozwinie :p
      Dziękuję za komentarz i zycze weny w pisaniu rozdziału :*

      Usuń
    2. Czyli w takim razie bardziej chodzi o jego życie we Francji, też dobrze wiedzieć.
      Pasowało mi to do Scorpiusa, zwłaszcza będącego pod wpływem dość silnych emocji. Bardziej chodzi mi tu o aspekt tego, że bohaterowie, przedstawiani jako pozytywni, robią też złe czy wątpliwe moralne rzeczy, nadaje im to mocno żywotności. ;)
      No to w takim razie czekam. ;p

      Usuń
    3. Tak :)
      No i dobrze,chodzi o żywotność :D

      Usuń
  5. W końcu udało mi się dotrzeć i nadrobić rozdział :)
    Trochę zaskoczyło mnie to, że w Hogwarcie wprowadzono takie "ludzkie" wychowanie fizyczne, ale to było takie pozytywne zaskoczenie ;) Właśnie przez takie szczegóły najlepiej widać, że szkoła się otwiera się na zmiany i podąża z duchem czasu.
    Nie podobało mi się zachowanie Scorpiusa. To strasznie dziecinne z jego strony było i po prostu takie poniżej pasa. Frank w tym wszystkim wykazał się większą dorosłością i tym samym chyba trochę utarł nosa swojemu przeciwnikowi. Scorpiusowi taka nauczka chyba się przyda.
    Trochę żal zrobiło mi się Hugo, bo tak wszyscy w jednym momencie się od niego odsunęli. Z różnych pobudek, mniej lub bardziej słusznych, ale, kurczę, no tak się nie robi. Szczególnie ta ignorancja ze strony Olivera musiała być dla niego hmm... przykra? Nie dziwię się zatem, że chłopak się zdenerwował, choć złość Olivera w jakimś stopniu też rozumiem i nawet po cichu popieram. Tylko takiej reakcji ze strony Hugo to ja się nie spodziewałam, ale to pokazuje, jak bardzo zależy mu na Helenie i jak bardzo ma już dość całej tej niejasnej sytuacji. Ciekawe, jakby się to skończyło, gdyby nie wtrąciła się Lara...
    Trochę niepokoi mnie stan, w jakim znajduje się Albus. To trwa trochę zbyt długo. Co się z nim dzieje?
    A Lily? Jej zachowanie też jest mocno zastanawiające, wręcz przerażające. Na przestrzeni kilku rozdziałów zadziało się coś niedobrego. Czy ta metamorfoza jest wynikiem jedynie pogorszenia się stosunków z Hugo, a może chodzi o coś więcej? Mam nadzieję, że Frank zdoła to rozgryźć i jej pomóc.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Jak na mój gust, to nie zajęło Ci to nadrabianie zbyt długo ;D
      Ja mam za dużo wątków i pomysłów chyba,bo pewnie juz nikt nie pamięta o tych fakultetach będących pomysłem rodzeństwa Janvier, wie uznałam, ze trzeba o nich przypomnieć i stad ten fragment ^^. Frank zachował się dojrzałej,to na pewno,choc tez z premedytacja pociągnął Scorpiusa :p choc wg mnie to jest dopuszczalne w takiej sytuacji.
      Coz,to prawda, Ze Hugo jest dość samotny w tej chwili,ale tak naprawdę to on odszedł od dwójki osob,a z Helena wlasciwie nigdy nke był na tyle blisko,jakby chciał :D musi cos z tym zrobic, zdecydowanie. Albus jest za długo w śpiączce, racja :D. A Lily...kilka rzeczy się tutaj nałożyło. Mysle,ze w przyszłym rozdziale o tym napisze,Max.w 22.

      Usuń
  6. I jak pisałam wczoraj, jestem z komentarzem!

    Pisałam Ci wcześniej, że najbardziej podobał mi się wątek z Hugonem... Konfrontacja z Oliverem spowodowała, że w chłopaku nagromadziły się niespodziewane emocje. Choć możliwe, że zbierało się to za każdym dniem, skoro Oliver zaczął mniej dogadywać się Hugonem. Padło jedno niekontrolowane zdanie i buch! Doszło do szarpani. Muszę przyznać, że Oliver dobrze zrobił, że potrząsną też trochę Hugonem. Może w końcu Weasley pogada z Heleną... ale kurczę, gdyby jeszcze ona chciała rozmawiać!
    Ale cóż... dobrze, że wtrąciła się Lara, bo niewiadomo, co by się dalej wydarzyło :)

    Pierwszy fragment też mnie zadziwił... Fajnie tak przedstawiasz w czarodziejskim świecie, coś mugolskiego :) Biegi, heh... Przypomniałaś mi, jak kiedyś w gimnazjum biegało się na kilometrowym dystansie, by zaliczyć wf ;p to było dla mnie masakryczne, heh^^
    I tak... mój kochany Scorpius... Czyżby był zazdrosny o Franka, że na oko na Rose? ;)

    Końcówka... Fajnie, że przedstawiłaś perspektywę Franka... w ogóle zobaczyć jego odczucia po tym, jak spowodował nieświadomie wypadek Albusa. Widać, że ma wyrzuty sumienia, co się stało. A to świadczy o tym, że jednak Frank nie dobrym chłopakiem :)
    I ta rozmowa z Lily... jako jedyna, tak prawdziwie powiedziała mu, że się nie gniewa, że to był wypadek... Dziwne, jak na Lily, że tak swobodnie rozmawiała z Ślizgonem... Przynajmniej ja miałam takie odczucie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz. Tak, troche się to zbierało, ale i tak bardziej był to nagły wybuch niż planowany :D hm, kiedyś H&H na pewno pogadają, ale pytanie - kiedy? :D
      Ja lubiłam biegi na krótkie dystanse jak moje chłopaki tutaj, ale na długie to nie :D Hm, tak, w jakimś sensie Scor jest zazdrosny o Franka, ale to bardziej na zasadzie, że nie chce, by wróg się bratał z osobą dla niego bliską :D
      Hm, Lily nie ma nic do Ślizgonów, jak już, to do Gryfonów :p bardziej niecodziene jest to, że powiedziała komuś miłą prawdę... ;p

      Usuń
  7. Ja mam pewne podejrzenia, co do tego z kim skończą Lily i Frank (chyba, że jednak najbardziej oczywiste opcje się nie spełnią), ale, kurczę, od ich pierwszego spotkania totalnie ich szipuję, właściwie nie wiem czemu. Ale może chociaż powstanie z tego jakaś miła relacja.
    "Wychowanie fizyczne" w Hogwarcie. ♥ Chociaż od zawsze nie cierpiałam wuefu, to brak czegoś podobnego w Hogwarcie (zajęcia z latania na pierwszym roku się nie liczą!) wydawał mi się dziwny. No bo, hej, który młodociany czarodziej wpadnie na to, żeby tak po prostu zadbać o swoją kondycję fizyczną i w jaki sposób to zrobić, skoro nigdy wcześniej nie miało się z tym do czynienia. I potem wyobrażam sobie czarodzieja, który ma problem ze schyleniem się po różdżkę toczącą się po podłodze. </3 Uwielbiam u Ciebie tę... promugolskość. W zajęciach dodatkowych, mugolskie piosenki śpiewane przy przesłuchaniach, jeśli dobrze pamiętam, to sztuka też będzie mugolska. Zawsze sobie wyobrażałam, że po upadku Voldemorta czarodzieje zaczęli bardziej interesować się takimi rzeczami... ♥
    Olivier. Ja mu się nie dziwię, że nie wytrzymał. Jakkolwiek bym Twojego Hugosia, pomimo jego wad, nie uwielbiała (jedyna rzecz, która mnie w nim naprawdę... przeraża, to obserwowanie Heleny pod niewidką. To naprawdę creepy!). Ale mam nadzieję, że chłopcy się pogodzą, no.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, chętnie posłucham Twoich domysłów, choć mogę sie domyślać, jakie są owe domysły :D:D:D W każdym razie jeśli chodzi o Lily i Franka, to jakaś relacja na pewno zaczyna się tworzyć :p
      Cieszę się, że podoba Ci się ta promugolskość w Niezależnosci, w końcu o to mi m.in. tutaj chodzilo. A właściwie o pokazanie, że świat mugolski i czarodziejski nie tylko można, ale powinno się łączyć. Bo ta magia to przecież tez cudowna jest :D:D no a czas po-Voldemorcie w moim mniemaniu też jest właśnie dobrym momentem na tego typu zmiany :p.
      Co do Oliviera i Hugon - cóż, to chłopcy :D bójkę juz mają za sobą...albo przynajmniej prawie za sobą ze względu na interwencję Lary :p

      Usuń
    2. Intuicja podpowiada mi Lily/Olivier (co z tego, że póki co ona za nim, delikatnie mówiąc, mocno nie przepada) i Frank/Rose.

      Usuń
  8. Hej;*
    O proszę, mamy następną postać – Roberta. Mam nadzieję, że co jakiś czas ci wszyscy nauczyciele będą się pojawiać i o sobie przypominać, bo coś czuję, że niebawem mi się pomieszają ;D

    Bardzo podobał mi się ten fragment ze Scorpiusem i Frankiem. Uważam, że super go zakończyłaś. Dzięki temu, że przegrał i po jego późniejszych myślach, zobaczyłam jak negatywne zdanie ma na swój temat. Wcześniej nie sądziłam, że może uważać, że jest nikim. Skąd taka niska samoocena? Bo nie potrafi pogadać z Rose? Nie dziwię się, że chciał rywalizować z Frankiem. Choć raz chciał poczuć się lepiej i szkoda, że wyszło na odwrót. Tym bardziej, że Frank pokazał się z bardzo honorowej strony. Nie wydał kolegi, przyjął burę na siebie i jeszcze podał rękę. Miło z jego strony. Może zamiast rywalizować, chłopaki powinni szczerze pogadać? No tak, tylko że najprostsze rozwiązania są zawsze najtrudniejsze ;D
    Jedyne co mnie odrzucało w tym fragmencie to te „napalone nastolatki”. Jak sobie pomyślę, że słowem „napalone” określałaś 13-14 latki to jakoś tak… nieprzyjemnie mi się zrobiło xD Ale pomińmy to.

    Jeśli chodzi o kłótnię Oliviera i Hugo, to cieszę się, że ktoś wreszcie powiedział Hugonowi jak to wygląda z boku. Jak mnie wkurza takie „cierpienie w samotności” jak się nawet nie zawalczyło o ukochaną osobę. Nie potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, podejść, umówić się, zaprosić na kawę czy sok, pogadać – nic. Tylko wodzi za nią wzrokiem, jęczy w myślach i nic poza tym. Ale Olivier powinien wyrazić swoje zdanie w inny sposób. Spokojnie, bez krzyków. Ta awantura była zupełnie niepotrzebna. Przegiął. I po raz kolejny wygadał tajemnicę. Bez szczegółów, ale i tak wystarczająco dużo. Co z niego za kumpel, skoro papla tym językiem na prawo i lewo? Powinien dostać w twarz od Heleny :D
    Nie spodziewałam się po Hugonie, że może kogoś opluć. Strasznie mi to do niego nie pasowało. Oplucie to straszne znieważenie i nie podejrzewałabym, że nawet w emocjach, Hugo może się do tego posunąć. I trochę nienaturalne wydało mi się to, że nie chciał wiedzieć, w jakiej kwestii Helena kłamała. Najpierw stara się wyciągnąć te informacje, a potem nagle rezygnuje. A powinno go to chyba interesować do samego końca, skoro tak bardzo jest w niej zakochany…

    Fragmentu z Lily i Frankiem się nie spodziewałam:D Miłe zaskoczenie i chyba wkroczyliśmy już w etap „przemiany” Lily. Ciekawa jestem jak to się potoczy ;)
    Naturalnie czekam na kolejny rozdział. I zacieram rączki na wątek kryminalny ;D
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komenatrz:) i to jeszcze tak długi.
      Nie powiedziałabym do konca,ze Scorpius ma o sobie zła opinie. Jest na siebie nieco zły,jesli chodzi o Rose,ale generalnie to ma raczej wysokie mniemanie o sobie i np.naprawdę nie myślał o tym,ze sam zachował sie jako pierwszy nie fair,tylko czepiał się w myślach Franka :D.
      Mnie się wydaje,ze niestety coraz młodsze osoby zachowują sie jak napalone nastolatki.
      Jesli chodzi o to naplucie przez Hugona,to wyobraziłam to sobie jako takie...oplucie niechcący,w sensie ze tak krzyczał,ze az kropelki śliny poleciały na twarz Oliviera,ale faktycznie chyva mozna o zinterpretować rożnie :D dzieki za uwagę. Coz,Hugo nie do konca juz odpuści,ale nie chciał nawet patrzeć na Oliviera,ponadto sam nie mógł uwierzyć,ze naprawdę sie na kogoś rzucił - w końcu to absolutnie nie w jego stylu.
      Ciesze sie,ze zaskoczyłam Cię ostatnim fragmentem.

      Usuń
    2. To "jestem warty tyle co kurz" mi zasugerowało, że ma o sobie dość niską opinię.
      Aaa... przypadkowe oplucie, a celowe to duża różnica;D Odebrałam to jako celowe, więc zwracam honor Hugonowi :D

      Usuń
    3. Raczej pomyślał tak o sobie w tym konkretnym momencie, a nie tak ogolnie. Ale to superciekawe czytac,jak rożne osoby rożnie interpretują takie fragmenty. Natomiast w przypadku oplucia Oliviera przez Hugona chcę,zeby interpretacja była jednoznaczna,a wiec dopiszę cos o przypadkowości ;).

      Usuń
  9. Hej!:)
    Jak zwykle zjawiam się z niemałym opóźnieniem, za co bardzo przepraszam.
    Spodobał mi się ten rozdział, zwłaszcza rywalizacja Scorpiusa z Abingale. Scor zachował się bardzo niehonorowo, powinien pogodzić się z porażką i następnym razem bardziej przyłożyć się do treningów, żeby lepiej wypaść podczas wyścigu, natomiast Abingale zaprezentował się w bardzo dobrym świetle, przyjmując na klatę naganę nauczyciela. Widać, że chłopak odczuwa skruchę po tym, co spotkało Albusa, jednak nie ponosi winy za ten wypadek. Ponadto jego zachowanie w stosunku do Lily było bardzo miłe, może kiedyś ich znajomość przerodzi się w coś większego? Oczywiście, jeśli Lily zmieni swoje nastawienie do ludzi. Swoją drogą, mam nadzieję, że rzeczywiście sen pozostawił głębokie piętno na psychice dziewczyny i, że jej zmiana nie będzie chwilowa.
    Kłótnia Hugona i Oliviera zrobiła na mnie duże wrażeni. Przykre, jeśli przyjaciele nie potrafią pokojowo znaleźć porozumienia i posuwają się do krzyków i wyzwisk. Myślę, że Helena powinna przestać robić z siebie ofiarę i karać przyjaciół za swoją chorobę, ponieważ ewidentnie nie zauważa, że swoim zachowaniem tylko rani ludzi, dla których jest ważna. Nie może podejmować decyzji za innych, skoro przyjaciele dobrowolnie oferują jej wsparcie, powinna uszanować ich wolę. Musi wyznać w końcu prawdę Hugonowi i usprawiedliwić Oliviera, który zachował się bardzo lojalnie w stosunku do niej. Swoim zachowaniem przyczyniła się jedynie do konfliktu między chłopakami. Mam nadzieję, że przejrzy na oczy, póki ma jeszcze na to czas.
    Bardzo podobają mi się Twoje opisy krajobrazu i pogody, idealnie oddają atmosferę wydarzeń.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział:)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Z pierwszą częścią komentaraza się zgadzam, co do drugiej.... pytanie brzmi, czy Helena dowie się o tej kłotni? raczej nie, przynajmniej nie od głownych zainteresowanych, bo żaden z nich nie będzie raczej skory do mówienia o tym, ale coś zauważy na pewmno.... Cała trójka jest w stanie napięcia i ktoś musi coś z tym zrobić, bo na razie to nic nie zostało rozwiązane. z pewnością coś takiego nie powinno zniszczyć więzi chłopaków...
      Szczególnie dziekuję za samą końcówkę komentarza. Staram sie od pewnego czasu, jeśli chodzi o te opisy tła, i cieszę się, że ktoś to dostrzegł i pochwalił. To jeden z elementow, które za pomocą pisania 'niezależności" chciałam wyprawcować. Bo najchętniej pisałabym o emocjcach, relacjach, bohaterach, ale bez jakiegoś odniesienia to nie jest wtedy pełne :D a ponadto takie tło to też może za soba nieśc swoje :p próba wprowadzenia tego wątku kryminalno-czarnomagicznego też ma należeć do "ćwiczen" autorki (hah, to mówienie o sobie w trzeciej osobie)

      Usuń
  10. Bardzo emocjonalny ten rozdział, podobał mi się :) Miałaś chyba dobry humor na puenty z przytupem, bo ostatnie zdania poszczególnych fragmentów są bardzo obrazowe, zwłaszcza ten motyw pyłku kurzu bardzo mi przypadł do gustu.
    Nie wróżę za dobrze związkowi Scorpiusa z Anabelle, skoro aktualnie milczą na męczące ich tematy. Takie omijanie niewygodnych tematów nigdy nie kończy się dobrze i prędzej czy później to wróci, zapewne z podwójną siłą. Oby jak najszybciej o tym porozmawiali, jakkolwiek niewygodne i niezręczne to będzie!
    Chyba dobrze, że ta kłótnia pomiędzy Hugonem a Olivierem się wywiązała, może Weasley weźmie się w garść. Lara pojawiła się w tej scenie znikąd i trochę mi jej obecność nie pasowała, tak od czapy totalnie.
    No i na koniec Frank z Lily... Podobała mi się ta wewnętrzna walka chłopaka, to usprawiedliwianie siebie, które było nieudolne, bo mimo to miał wyrzuty sumienia. Ale najlepiej wyszło ci przedstawienie zakłopotania i napięcia pomiędzy tą dwójką! Wielki ukłon za to :)
    Lily natomiast chyba zaczyna wszystko przytłaczać, nie radzi sobie z wydarzeniami, mającymi miejsce w Hogwarcie. Może te spacery po błoniach orzeźwią jej umysł i pomogą w znalezieniu rozsądnego wyjścia z sytuacji.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem całkiem dumna ze zdania z pyłkiem kurzu ;p
      Ktoś musiał im przerwać, a wciąz trwało sniadanie, więc hipotetycznie mogła byc to Lara :p choć wiem, że to nieco Imperatywne :D:D (od razu mi się to kojarzy z nasza pracą na KKB xD)
      No, nie będe zaprzeczać, że może te spacery jakoś Lily pomogą. Ale jeszcze trochę planuję ją potorturować :D
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  11. Cześć!
    Ja zły czytelnik, spóźniony czytelnik. Widziałam, że minęły mnie już dwa posty (chociaż w efekcie chyba zlepiły się w jeden), co z jednej strony mnie martwi, bo narobiłam sobie zaległości u Ciebie, a z dugiej strony cieszy, bo czeka mnie tyle szczęścia na raz :D Zabieram się więc za czytanie.
    Jeju, osoby, które czerpią przyjemność i spokój z wysiłku fizycznego, zawsze mnie fascynowały. Ja, kiedy już zmotywuję się do zrobienia czegokolwiek, daleka jestem od spokoju, więc miło było sobie pomarzyć i poczytać, że może dla kogoś taki bieg może działać jak medytacja :)
    Kurczę, co Ty nam robisz z naszymi biednymi, nieskalanymi psychikami! Najpierw myślałam, że Frank jest superekstra, słodki, tajemniczy i w sam raz dla Rose. Teraz, kiedy pokazałaś perspektywę Malfoy'a w tej całej sytuacji, mam ochotę diametralnie zmienić front, chociaż właściwie nie dowiedziałam się niczego takiego, co by mnie do Franka niechęciło. Ot, dwóch rywalizujących ze sobą chłopaków, wiele punktów zapalnych, tak już bywa.
    Jeju, finał tej sceny był naprawdę przykry. Staram się zrozumieć Scorpiusa, staram się zrozumieć Franka, wszystko to wydaje się bardzo realistyczne i bliskie, a przez to naprawdę trudo opowiedzieć się po którejś ze stron. Bo czy możemy mieć żal do Malfoy'a, że tak bardzo chciał wygrać, że aż posunął się do oszustwa, ale i tak ostatecznie było mu wstyd? Czy możemy obrażać się na Abingale'a za to, że okazał Scorpiusowi pogardę? No nie za bardzo.
    Bardzo podoba mi się ten rozdział, bo nasze szkolne mięczaki wreszcie wybuchają i pokazują pazurki :D Zarówno Hugonowi jak i Larze NARESZCIE puściły nerwy i pokazali trochę charakteru. Co ja gadam, dużo! Nasz biedny Hugo powoli zmienia się w małego emo, który znikąd nie może oczekiwać przyjaźni i zrozumienia... Przesadza trochę, ale z drugiej strony przesada to domena młodości :)
    Boszeee, scena nad jeziorem była TAKA słodka! Lily powiedziała "dziękuję". Mała rzecz, a cieszy :D No i powiedziała Frankowi prawdę, która jest prawdą bez względu na to, jak bardzo by wszyscy chcieli znaleźć kozła ofiarnego. Cudo! Widać, jak wielki wstrząs przeżyła Lily i może to być początek czegoś wspaniałego.
    Ten bonus... Cooo to było?! :D Plot generator, cóż to za cudowny wynalazek! Muszę przetestować. Początkowo obawiałam się, że napisałaś miniaturkę i z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej martwiłam się, że to na poważnie, ale ostatecznie wyszło pięknie niczym brazylijska telenowela z metaforami dla napalonych nastolatek, haha :D (abitious Sirius is my fav).
    Ciesżę się na nowy, intrygujący wątek, może to pomoże młodemu pokoleniu przestać tak obsesyjnie analizować swoje emocje :) Bardzo jestem ciekawa, co wymyśliłaś.
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      no ja w którymś momencie zaczęłam odczuwać spokój podczas wykonywania ćwiczeń fizycznych, choć na pewno nie stan medytacji (procz jogi co najwyżej), wiec jednak wiem, że jest to możliwe :D ale nie aż tak duży jak niektórzy zapaleńcy ;p
      Ojej, nie spodziewałam się,że prawie znielubisz Franka po fragmencie z perspektywy Scorpiusa :D racej myślałam, że to Malofy będzie potępiany i przez część czytelników faktycznie tak jest ;p ale bardzo się cieszę, choć może to trochę okrutne, że wywołałam taką wewnętrzną walkę w Tobie, bo to zanczy, że wzbudziłam emocje w czytelniku :D:D Hah.
      No, Hugo wybuchł, ale czy to znaczy od razu, że pokazał charakter? Raczej dumny z siebie nie będzie, ale faktycznie przyda mu się nauczyć walczyc o to, czego pragnie, a jakoś zacząć trzeba :p no i Lara fatycznie zaczyna się otwierać do ludzi, a przynajmniej do jednego z nich, też zmiana ;).
      "dziękuję" ze strony Lily było własnie tym słowem :D stojącym w opozycjido snu... Cos w Potter pęka.
      Plot generator jest super na początku, później już nie aż tak ze względu na powtarzalnosć, ale generalnie polceam zabawę :p
      Jej, bo to przeze mnie oni je tak analizują ^^ :D lubię, jak je analizują, ale może przesadzam? xD

      Usuń
  12. Hej, hej ;)
    Zacznę może od samego końca, czyli od sceny Frank&Lily, bo ona skradła moje serce najmocniej, zdecydowanie uwiodła mnie wszystkim - począwszy od przedstawienia sytuacji, klimatu, po relację stworzoną między bohaterami. Jak ja uwielbiam takie "ciche" sceny, to sobie nawet nie wyobrażasz! Bo tam pozornie nic się nie dzieje, mamy dwie postacie, zamyślone, skupione na własnych problemach, zajmujące się swoim własnym życiem z mniejszym lub większym entuzjazmem i nadzieją na przyszłość, mamy rozważania nad własnym sumieniem, nad własnymi zachowaniami, czynami, błędami i możliwościami, których nie wykorzystaliśmy w sposób należyty. I tyle. Tak po prostu, tak ludzko widzimy dwie zagubione dusze, które szukają pocieszenia w samotności, równie mocno szukaja rozwiązania swoich problemów. I tylko jeden gest, jedna sytuacja, jaka występuje pomiędzy nimi, ukazuje te wszystkie skumulowane emocje i odczucia. Piękne. To naprawdę pokazuje, że nie potrzeba nadzwyczajnego tempa akcji i przekrzykujących się na wszystkie strony postaci, by wzbudzić w czytelniku głębokie emocje. Mogę śmiało przyznać, ze ta scena mnie uwiodła i chciałabym, coby trwała jeszcze dłużej. Ale może przez to utraciłaby swój naturalny urok. Więc zadowalam się tym, co dostałam ;)
    Co do reszty rozdziału - ogólnie wrażenie jest zdecydowanie pozytywne.
    Mamy dobrą scenę pomiędzy Frankiem a Scorpiusem. Tak nawiasem mówiąc, cieszę się, że przybliżasz nam nieco postać Franka - buduje się nam kolejna niejednoznaczna osoba w opowiadaniu, wobec której ciężko orzec stanowisko. We mnie wzbudza jak na razie bardziej pozytywne emocje w sensie moralnym, jeśli spoglądamy właśnie na te ludzkie cechy - poczucie winy, troska, samoświadomość czynów i ich konsekwencji.
    Było mi nieco żal Scorpiusa, bo chociaż nie wątpię, że jego intencje były szczere, to koniec końców wpadł w jeszcze większy dołek niż wcześniej. Nie dość, że jego postępowanie w żaden sposób nie mogło przywrócić zdrowia Albusowi, to jeszcze teraz widzi, że nawet jego najgorszy wróg zachowuje się o niebo lepiej niż on sam. Mam nadzieję, że jakoś wyciągniesz go z tej sytuacji, bo nie mogę patrzeć się jak chłopak się samobiczuje :(
    Scena Helena&Hugo&Olivier: ma swoje wady i zalety.
    Ogromnie podobało mi się napięcie, jakie wytworzyłaś w tej scenie między Hugo a Heleną. Po prostu dało się w każdym calu, w najmniejszym szczególe wyobrazić ich gesty, wymienione spojrzenia. Naprawdę udane!
    Ale po prostu nie potrafię do końca zrozumieć Hugo i jego niechęci do Oliviera. Niby jest wytłumaczone, niby mamy jakieś podwaliny ich cichego konfliktu, który ot tak się pojawił, ale taka geneza jakoś mnie nie przekonuje. Myślę, że jeśli zdążyli się zżyć w choćby początkowej fazie przyjaźni, to takie zachowanie jest mocno podkoloryzowane. Obrażanie się na kogoś tylko dlatego, ze ten się nie odzywa od kilku dni jest bardziej prawdopodobne u nastolatek i to na początku ich nastoletniej drogi. Bądźmy szczerzy, faceci są bardziej rozgarnięci w tych kwestiach i to oni są w stanie powiedzieć sobie prostu z mostu, o co chodzi i rozwiązać problem bardziej racjonalnie. Tu nie widzę nawet podstaw tego problemu. Fakt, Olivier czuje się zawieszony pomiędzy lojalnością wobec Heleny a Hugonem, ale szczerze troche nie przemawia do mnie to, że Hugo zaatakowałby chłopaka po takiej uwadze. Serio? Jedno stwierdzenie i ten już rzuca się na niego z pięściami? Jakoś mi to nie wygląda. Owszem, może być zdenerwowany, czuć się przytłoczony wszystkim, co go spotyka do tej pory, utracie bliskich mu osób, zawiedzionym zaufaniem, ale moim zdaniem, już prędzej próbowałby wyciągnąć z Oliviera to, co wie o Helenie i tajemnicy, niż oskarżać go o jakieś malwersacje i zdradę.
    Mam nadzieję, że przynajmniej w jakimś stopniu jest zrozumiałe to, co chciałam przekazać. Nie wiem, czy za bardzo się nie plątam, ale takie naszły mnie refleksje ;)
    I jeszcze na koniec powtórzę, że ostatnia scena jest mega! Więcej takich poproszę, bo raduję moje serce ogromnie.

    Weny i ściskam mocno! ;**
    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzi sie takie komentarze, to serce się raduje, a jak sie je czyta, to niemal wyskakuje z klatki piersiowej ^^. Bardzo się cieszę, że tak Ci sie podobała ostatnia scena. Zinterpetowałaś ją dokładnie tak, jak bym tego chciała, i myślę dokłądnie tak samo - ze czasem to otoczenie, sposób zachowania, przemyślenia wewnętrzne, które nie do końca są zrozumiałe dla samych myślących, i bardzo niewiele słów wystarczy, aby przekazać to, co się chce - czasem podswiadomie.
      Scor jest raczej silną emocjonalnie osobą, więc nie wpadnie w jakąś depresję czy coś, ale trochę nie w sosie może być :p
      Hugo... nie do końca nad sobą panował. Jest wściekły -zarówno świadomie, jak i nieświadomie - że nie potrafi po prostu porozmawiać z Heleną. Teraz po raz kolejny mu się to nie udało. A zaraz poy tym Olivier z różnych powodów się na niego rzucił z zarzutami. Wiec Hugo przesadził. I uwierz mi, będzie mu glupio już za chwilę. Ale i tak w jakimś sensie rozumiem, co masz na myśli i właściwie dla nich z pewnością byłoby lepiej, żeby Weasley się opanował nieco szybciej.
      no, ale przynajmniej jako że sa to faceci, to nie będzie dużej dramy :D
      dziekuję raz jeszcze

      Usuń
  13. Jestem i ja :) Rozdzial mi sie podoba, chociaz znowy brak Lily i Olivera razem. Dla mnie ich wspolne sceny to escencja Niezaleznosci, istna wijna, kto jest bardziej niezalezny, samowystarczalny.
    Scorpius zachowuje sie jak du pek za przeproszeniem. Istny pies ogrodnika. Zalezy mu na Rose, ale nie chce byc jej chlopakiem, a zarazem nie podoba mu sie, aby ten wakat wypelnil Frank, co nie byloby przeciez niczym zlym. Malfoy zdecydowanie powunien sie ogarnac i a. Dostrzec ze zycie uczuciowe Rose to nie jego sprawa B. Ma dziewczyne i powinien jej poswiecac uwage, a nie zajmowac sie byla dziewczyna.
    Franka uwielbiam <3 absolutnie i bezwarunkowo. W kazdym rozdziale probuje znalezc w nim jakas wade, ale do tej pory jeszcze zadnej nie znalazlam :D nawet za to jak przejmuje sie wypadkiem Albysa, chociaz spowodowal go nieumyslnie co kazdy wie, ma u mnie duzego plusa.
    Javierowi sie nie dziwue, ze tak wybuchl. Ile mozna tkwic w siecu klamstw, skrywanych sekretow? Latwi sie w tym pogubic, a jeszcze latwiej zatracic samego siebie. Trudno pozostac soba. Rozmowa albo raczej krotka klotnia, gdyz trudno to nazwac rozmiwa, javiera z Hugonem pokazuje, ze Javier chcialby jedboczesnie pokazac przyjacielowi co powinien zribic jak moglby pomoc Smith, a przy tym nie chce znowu chlapnac jezorem i wydac powierzonego mu sekretu.
    Rozdzial fajny, ale tak jak pisalam please o wiecej Lily i Oliviera :D i ciekawa jestem, za ile rozdzialow bedzie premiera musicalu. Ostatnio przez wypadek Albusa nawet proby stracily dla bohaterow znaczenie
    aaa co do watku kryminalnego to nie moge sie doczekac, az sie dowiemy w nastepnych rozdzialach o co chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje za komentarz.
      Tak, musze przypomniec sbie, jakie bylo pierwotne azlozenie tego opowiadania xD mogę zdradzic, że w przyszłym rozdziale będzie pokazana sena Oliviera i Lily.
      Świety Boze, premiera musicalu to bedzie w jakims milionowym rozdziale :D znaczy w akcji opowiadaniu w czerwcu,czyli pod koniec głownej częsci Niezalezności :p
      Tak Scor to taki pies ogrodnika trochę, jesli o to chodzi. O Franku uważam podobnie, nie wiem, czy to dobrze :D Oliviver z pewnoscia chce, zeby Hugo sie ogarnal, ale rowniez jest zly sam na siebie i swoja sytuacje w tym wszystkim i nie moze juz traktowac tego wszystkiego na spokojnie :p
      Wracajac do prob: to beda, moze juz w nastepnym rozdziale, a jak nie,to na pewno w 23. Chyba jednak w 23, bo w 22 planuje wielkie wejscie Harry'ego POttera (spoiler alert):D

      Usuń
  14. Hej, kochana.
    Oba rozdziały przeczytałam zaraz po dodaniu, ale jakoś nie miałam czasu, żeby je skomentować, więc przychodzę dopiero teraz.
    Zacznę od tego snu Lily, który był bardzo ciekawy i podejrzewam, że w jakimś stopniu wpłynął na jej dalsze zachowanie, chociaż wypadek Albusa odegrał tu zapewne największą rolę.
    No, w sumie to jakoś jej nie współczuję, bo naprawdę była okropna i nawet nie potrafię pomyśleć, że jest mi jej szkoda, ponieważ zasłużyła sobie na to, żeby w końcu wyciągnąć jakieś wnioski.
    Szkoda tylko, że kosztem Albusa, ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.
    Dalej rozmowa Heleny z Olivierem. Pomysł, żeby skłamać i udawać, że nie podoba jej się Hugo, wydaje się całkiem odpowiedni w jej sytuacji, ale niech oni sobie wszystko wyjaśnią, a nie żyją w kłamstwie.
    Dobrze, że przynajmniej Olivier jej nie uwierzył, co wiemy z kolejnego rozdziału.
    Przywrócenie Lily do przedstawienia mnie nie ucieszyło, bo powinna dostać jakąś nauczkę za swoje zachowanie, ale widać, że sam wypadek brata dał jej już dość mocno w kość, więc jakoś to przeboleję.
    I teraz przechodzę do rozdziału bieżącego - na początku połączenie moich dwóch ulubionych męskich postaci (a potem kolejnych dwóch, ale jeszcze do tego wrócę ^^).
    Uwielbiam, uwielbiam Franka i Scorpiusa! I liczę na więcej takich starć. ♡♡♡
    A najlepiej starć związanych z Rose. Wtedy byłabym spełniona :D
    A zaraz potem starcie Oliviera i Hugona, więc byłam po prostu wniebowzięta, czytając te fragmenty. Tym bardziej, że pojawiła się także moja ulubiona Lara! Kurczę, do pełni szczęścia zabrakło mi tylko w tym rozdziale Rose :D
    Kłótnia między chłopakami bardzo mi się podobała i już liczyłam na to, że Olivier nie wytrzyma i powie Hugonowi o chorobie Heleny, a tu nic. No ale zasiał w nim ziarno niepewności, a przynajmniej mam taką nadzieję :)
    I na koniec fragment z Frankiem (♡!) i Lily. No, tutaj powoli było widać zmianę, jaka w niej zaszła. Szczególnie w tym, że podziękowała mu za kurtkę, czy tam bluzę, co jest jakimś odniesieniem do poprzedniego rozdziału i jej snu, w którym pytała, czy potrafi dziękować.
    Podsumowując, oba rozdziały bardzo mi się podobały, ten nowszy chyba bardziej, bo jak mówiłam było w nim od groma moich ulubieńców :D
    To chyba tyle. Pozdrawiam gorąco i czekam na następny rozdział. Nie mogę się doczekać tego kryminalnego wątku, bo uwielbiam takie rzeczy.
    Przesyłam milion całusów i życzenia weny :*
    Optimist
    PS. Przepraszam, że ten komentarz jest taki chaotyczny i beznadziejny, ale następnym razem będę pisać od razu po przeczytaniu rozdziału, co z pewnością wpłynie na niego bardziej pozytywnie :D Bo teraz jak to przeczytałam to jakaś masakra i lanie wody, ale mam nadzieję, że jakoś się w nim połapiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz :) cieszę się, że oba rozdziały Ci się podobały. NIe uważam, żebys napisała chaotycznie! ;)
      Cieszę się, że podoba Ci się postac Franka :p i z pewnością możesz liczyc, że bedzie go coraz wiecej, a nie coraz mniej ;p
      Hugo już od dawna czuje się niepewny,teraz dosżło mnóstwo innych emocji xD
      Poczekaj...byłaś wniebowzięta, że Hugo i Olivier mieli to starcie?x D nie no, domyslam sie, że chodzi o pojawienie się tych postaci. w ogole to chyba powinam sobie zrobić tabelkę, kto lubi których boahterów, a kto których nie lubić, żeby się nie pogubić i mieć jakies statystyki xD to naprawdę ciekawe :D:D

      Usuń
    2. Naprawdę byłam wniebowzięta, bo chyba lubię czytać o kłótniach, a szczególnie o dobrze opisanych kłótniach, a jeszcze szczególniej o kłótniach chłopców, a jeszcze jeszcze szczególniej o kłótniach moich ulubieńców :D
      Co oczywiście nie znaczy, że nie liczę na to, że się pogodzą, ale czytałam o tym z przyjemnością i bardzo mi się ten fragment podobał :D
      O, ta tabelka to dobra myśl. Sama niedawno gubiłam się już w tym, kto lubi Juls, a kto Natt, ale na pomysł tabelki jeszcze nie wpadłam :D
      Całusy :*

      Usuń
    3. Hah, to cieszę się, że aż w tak wielu puonktach Cię uradowałam xD wiem, co masz na myśli, zawsze lepiej się czyta o bohaterach, wobec których czuje się emocjonalną wieź :D:D
      Jeśli stworzysz taką tabelkę, to ja uważam, że Natalie pasuje do Willa, a przynajmniej zawsze tak uważalam, ale ost trochę mnie ona wkurzyła i sama teraz nie wiem xD ale Julie chyba nie pasuje do niego i tak :p a lubię właściwie je obie, choc obie mnie denerwują :D

      Usuń
  15. W sumie... Miałem tu wpaść dopiero w weekend, ale przemogłem sen i czytłem :D

    Mam wrażenie, że dawno mnie tu nie było, ale z drugiej strony, jakoś tak... nie wydaje mi się, bym był z czymś do tyłu.

    Zacznę od tej "ziemskiej gwiazdy", która wkradła ci się w pierwszych akapitach, a której znacznie na ogarniam. Znaczy, rozumiem, że chodzi o słońce, chyba. Jeśli tak, to absolutnie wywal to "ziemskie", bo to bardzo nie fachowe :D

    Rozdział w sumie to takie trzy elementy - ostatni pominę, bo mnie nie zakręcił tak mocno jak porachunki Scorpiego z Abim i/lub Olliego i Hugona. Swoją drogą, zdaję sobie sprawę, ze to twoja historia, niemniej na twoim miejscu podmieniłbym to "Oli" na "Ollie" Jakby nie patrzeć, dzieciaki znajdują się w UK i, mimo iż Olivier jest Francuzem, to zdrobnienie "Oli" wypowie się jako "olaj" - chyba, że tak miało być...
    W każdym razie. Proszę o więcej spięć Scorpisua i Franka. To wyszło naprawdę spoko. Trochę zgubiła mnie ta utrata władzy w nogach po wbiegnięciu na sąsiedni pas - może jakaś wzmianka opisowa, by się przydała? Niemniej, idzie się połapać w czym rzecz.

    Hugon... To chyba pierwszy raz, kiedy wpadł w taką złość. Olivier zaczął kręcić, fakt, Helena także, ale tylko on oberwał. W sumie, zachowanie Hugo było zrozumiałe, bo z dziewczyzną jego kontakt jest porównywalny z łapaniem powietrza do słoika - niby coś tam jest, ale nie zobaczysz :D
    Swoją drogą... Taki napad złości to chyba odpowiedni moment na to, by wziąć sprawy w swoje ręce i wyjaśnić wszystko z Heleną. Niby zrozumiałe, że nie chce się angażować w swym niepewnym stanie zdrowia, ale kurde... Odpieprza straszną kaszanę - jeszcze ucieka przed spojrzeniami, jakby wcale nie wiedziała, że zdradza się z tym, że ma coś do ukrycia. Błędne koło!

    Dobra, na tym skończę i wrócę do swojej mangi na dobranoc (o zombiakach) :D

    Do kiedyś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za uwagi i sugestie, i gwiazdę, i Olliego poprawilam. O rozszerzeniu opisu pomyślę kiedy indziej, to zajmie więcej czasu :p
      Nie wiem dokładnie kiedy, ale jakaś konfrontacja z pewnościa jeszcze będzie, noo i włąsciwie nie tylko między akurat tymi dwoma chłopakami, ale i innymi też :D Mówię teraz o Franku i Scorze jakby co :p
      Co do Hugona, to zdecydowanie musi się zabrać za siebie, najwyższy czas. A i Helena raczej tak tego nie zostawi, bo będzie jej głupio, ale o tym w dwudziestce trójce zapewne :D
      Manga i zombiakach? kurde :D nie moje klimaty :p dziekuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
    2. Zostawiłem zombiaki, wziąłem się za morderczego klona, a teraz biere całkiem fajne romansidło na dobry sen :)

      Usuń
    3. matko, to morderczy klon brzmi rownie zle :D a romansidło... to zależy od pokazania :D

      Usuń
  16. Tak już od kilku dni się zabieram - wchodzę, wszystko ładnie otwieram i nagle coś mi wypada. Mam nadzieję, że dziś skomentuję ; )

    Tak w sumie to chyba lubię tego Franka, w każdym razie na razie nic do niego nie mam. A fakt, że Scorpius go nie lubi tylko potęguje moją sympatię. Naprawdę wkurza mnie ten Malfoy, ma osobowość bardzo podobną do ojca - taka ciapa bez charakteru. Te jego wzdychanie za dawną przyjaciółką jest takie babskie. W ogóle po tym rozstaniu powinien zostawić ją w spokoju, a nie jeszcze grzebać w jej życiu.
    "Bo w przeciwieństwie do ciebie mam jakiś honor" serio go lubię. W tym momencie jest tuż pod Oliverem :D

    Mam nadzieję, że Oliver i Hugo jakoś się pogodzą po tej kłótni, bo obydwoje są winni. Albo inaczej - tej kłótni winny jest Oliver, ale Hugo też złoty nie jest... albo jest i to właśnie problem. Bo on faktycznie zachowuje się jak taka ciapka, która nie potrafi podejmować męskich decyzji. Tylko że Oliver właśnie takiego kumpla sobie wybrał, więc dlaczego narzeka? Moim zdaniem jak chciał z nim wejść w bliższą relację, to powinien zawsze stać po jego stronie. Może zabrzmię trochę chamsko, ale ja bym po prostu zdradziła mu ten sekret i już. No bo albo w prawo albo w lewo. Nic bym nie powiedziała, gdyby to była osoba, której nie lubię albo nie ufam. Ale gdyby prawdę ukrywano przed przyjacielem - nie przyłączyłabym się do spisku.
    Lara z kolei trafia na moją listę top10 najbardziej irytujących postaci razem z Lily, Rose, Heleną, Scorpiusem i kimśtam jeszcze... ale ona chyba będzie jeszcze przed Heleną. Serio, denerwuje mnie ta jej poza kogoś wyjątkowego. Niby nikt jej nie kojarzy, nie lubi czy cośtam, ale Hugo jakoś spokojnie zna jej imię i rozmawia jak z koleżanką... Oliver to samo. Ile niby trzeba mieć znajomych w szkole? Bez przesady.

    Końcówka z Lily i Frankiem bardzo fajna, zarówno po jednej jak i drugiej stronie. W niej zaczęły zachodzić jakieś zmiany, a on po prostu jest fajny. W ogóle wyczułam jakieś napięcie... nie wiem czy to coś więcej (raczej nie, no bo Rose i Oliver i może ktośtam) czy może jakieś wzajemne zrozumienie. No nic.

    Mam nadzieję, ze Al dojdzie do siebie
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z komentarz :) Hah, cieszę się, że zaczynasz lubić Franka xD co do LAry, to hugo nie znał jej imienia, kojarzył ją z lekcji, ale imienia przypomniec sobie nie mógł. To Olivier powiedział do niej "Lara". z drugiej strony jęśli Hugo i Lara mają piąty rok niektóre zajęcia razem,to nie wydaje mi się zbyt dziwne, gdyby Weasley pamiętał jej imię, własciwie dośc normalne :p ale w chwili zburzenia nie mógł sobie przypomnieć (prędzej nazwisko by skojarzył, bo tak w końcu zwracają się do uczniów nauczyciele w Hogwarcie).
      Myślę, że zrobiłam na mijescu Oliviera to samo co Ty, ale Janvier jest b. (żeby nie powiedzieć głupio) uparty w swoim postanowieniu niełamaniu tajemnic itd (a i tak złamał), niekłamaniu przez pewne wdayrzenia i nic go nie przekona w tej chwili :D
      poczekaj, Ty łączysz Oliviera z Rose? xD
      Hah, może kiedyś i Albus do siebie dojdzie, ale kiedy...? xD
      pozdrawiam i dziękuję za komentarz, C :)

      Usuń
    2. Nie Olivera i Rose, bardziej Lily i Olivera oraz Rose i Franka haha.

      Oczywiście rozumiem to, że on zna ją z lekcji, ale dla mnie to za mało czuć w tekście, że ona faktycznie jest taka wyalienowana. Bo oprócz tego, że ona sobie sama chodzi i sama spaceruje, to jakoś w większym stopniu to się nie objawia. Ale może ja jestem po prostu dziwna ;p
      A że Oliver uparty, to widać haha. On ma wady, nawet całkiem spore... przede wszystkim to przeświadczenie, że jest kimś lepszym niż inni. Jednak ja wiele złych cech potrafię znieść, ale nie lubię poniżania i braku szacunku połączonego z głupotą i ciasnotą umysłową, co prezentowała Lily (mam nadzieję, że jej to przejdzie ;p), ale jeszcze bardziej nie lubię użalania się nad sobą bez powodu i ograniczania swojej egzystencji do problemów miłosnych ; )

      Usuń
    3. A dobra, rozumiem, chyba nie powinnam odpowiadać na komentarze, jak jestem chora :D
      Co do Lily i tego, czy jej przejdzie... pewne wskazowki już w przyszłym rozdziale.
      Postaram się bardziej pokazać alienację Lary tak z zewnątrz.
      Tak, osobiście uwazam podobnie, choc nastolatki niektóre takie tendencje wykazują:D

      Usuń
  17. W ogóle w poprzednim komentarzu zapomniałem wspomnieć o mojej ulubienicy. Oczywiście mowa o Helenie, jedynej takiej dorosłej postaci, której zdarza się myśleć, bo reszta to totalne dzieciuchy. Może jeszcze Hugon się broni, ale jego nieśmiałość i taka mimozowatość mnie irytuje, choć w tym rozdziale w końcu pokazał charakter i okazał się być mężczyzną, który walczy o swoje, chroni tego na czym mu zależy nawet kosztem przyjaźni
    Wracając jednak do Helenki, to rozumiem jej podejście, że nie chce się z nikim związać, by ta osoba czasami nie cierpiała, gdy będzie umierała na jej oczach. Jej się wydaje, że to szlachetne, empatyczne, jednak nie, to egoizm. Tak naprawdę ona nie chce czuć bólu, gdy ta osoba będzie cierpiała wraz z nią, jednak tym właśnie jest uczucie, wzajemnym cierpieniem.
    Jeśli Lil przechodzi taką szybką przemianę, to jak dla mnie porażka, bo za szybko i byle jak.
    Frank też jakoś taki... babski wyszedł. Wyrzuty sumienia to jedno, my, mężczyźni też je mamy, ale on tak nad tym wszystkim się rozwodził i jojczył, jakby był panienką, a nie chłopcem. Wydaje mi się, że takie rozpamiętywanie, a już zwłaszcza w taki sposób i ubierane w takie słowa jest raczej kobiece. Spójrz na swoich rówieśników, kolegów - sądzisz, że oni też tak rozmyślają i się nad tym rozczulają? Nie sądzę.
    Nie mogę się doczekać tego wątku nowego, ale nie wiem czy to dobre wprowadzanie czegoś takiego po tylu rozdziałach.
    Zapomniałem wspomnieć, że ciekawi mnie Lara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałam się, ze tak powiesz o Helenie, szczegolnie ze pozniej piszesz, co zrobiła nie do konca, jak powinna ^^. Ciesze sie, ze ja lubisz. Hugo dzieki uczuciom, ktore w nim kiełkują, walczy z wrodzona nieśmiałością, choc to i tak jeszcze troche potrwa :D ona zawsze bedzie gdzieś w nim.
      Lily...Hm, to nie bedzie tak, ze ona zacznie byc teraz dla wszystkich miła i w ogole zupełnie inna; wręcz odwrotnie, choc z niektórymi bedzie chciała wyjaśnić pewne sprawy. ppnadto ona wiele ukrywała sama przed sobą; a teraz bariera pękła. Niemniej dalej nie bedzie z nią wcale tak różowo i łatwo, o nie.
      Jesli chodzi o Franka, to moze faktycznie zbyt bardzo kobieco na to spojrzałam :D chyba trudno mi to ocenić ;). Dziękuję w każdym razie za spostrzeżenie. :)

      Usuń
  18. No proszę, Frank i Scorpius okazali się dużymi chłopcami :D Cóż, fakt, Scorpius zacząl, ale z drugiej strony Frank mu oddał z nawiązką, tyle tylko, że honorowo wziął cała winę na siebie. Hmmm…. nie myślałam, że Frank na tyle okazywał swe zainteresowanie Rose, że Scorp się skapnął. Czyli to by oznaczało, że tam ze strony Franka naprawdę coś jest na rzeczy. W takim razie ja z całego mojego serduszka kibicuję Frankowi i Rose i taaak baaardzo bym chciała jakiejś ich sceny niedługo uświadczyć. Dobra, trochę to nielojalne wobec Scorpa, ale skoro on nie jest w stanie pokochać Rose, to niech ta się z Frankiem skuma i zazna trochę miłości. Aczkolwiek miło by było, gdyby Scorp i Rose wreszcie pogadali, wyjaśnili sobie co nieco i nawiązali relację, choć trochę przypominającą tę ich dawną przyjaźń (well, a najlepszy moment do tego mają teraz, nad łózkiem biednego Ala – straszne, że snuję tutaj wizje ich pogodzenia w obliczu cierpienia Ala, no ale skoro ten wypadek już się zdarzył, to niech spowoduje i coś dobrego).
    Aha, czyli oto ta kłótnia Oliviera i Hugona. Kurczę, rozumiem trochę Oliviera. Ale z drugiej strony, Hugon już taki jest, nie da rady, żeby się zmienił i tę sprawę z Helenką załatwił tak, jak zrobiłby to Olivier – od razu i jak najszybciej. Dlatego troszkę przesadził w tych swych „namowach”. Ale z drugiej strony – nic dziwnego, że stracił cierpliwość, skoro oni się tak miotają i na dodatek jeszcze Helenka mu różne głupoty wciska. On by chciał jak najlepiej dla Hugosia, a to oznacza jego związek z Helenką. Mam nadzieję, że oni się szybko pogodzą, bo Hugoś został teraz taki samotny, biedaczeeeek :(
    Ekhm, chwila, chwila, ja tu myślałam o Franku i Rose, a pojawia się Lily. Te ich sceny są dziwne. I chyba nie umiem jeszcze zdefiniować tej „dziwności”. Nie wiem, może chodzi o to, że Frank jakoś dość wprawnie radzi sobie z „rozczytywaniem” Lily. I trochę zdaje się być nią zaciekawieony. Zastanawiam się czy to powinno mnie martwić? No bo jednak Frank i Rose to mój szip <3
    Ślę mnóstwo przytulasów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, Frank w pewnym momencie dość wprost wyraził swoje zainteresowanie, wiec Scor o tym wie :P będzie o tym pewna retrospekcja :D
      tak, to właśnie ta kłótnia :DD obaj chlopcy już nie wytrzymali nerwowo. A Hugoś faktycznie został sam, ale nie na długo (skoro są kolejne rozdziały, to chyba mogę sobie truszkę pospoilerować; za każdym razem, jak piszę w odpowiedzi komentarz, to mam na to ochotę, więc... skorzystam xD).
      O, szipujesz jeszcze Franka i Rose, cool :D a relacja Franka z Lily jest jak na razie mega dziwna :P

      Usuń