wtorek, 27 września 2016

Rozdział dziewiętnasty: Obserwowani

Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, Poppy Pomfrey czasem naprawdę cieszyła się, że jest martwa.
Oczywiście prawdziwe życie posiadało swoje uroki. Smak kawy z mlekiem, zapach jaśminu, dotyk letniego wiatru. Miało jednak znaczące wady. Na przykład zasady, którym musiała – i właściwie w pewnym stopniu chciała – się podporządkować. Dotyczyło to głównie pracy, którą wykonywała większość swojego życia – pielęgniarki w Hogwarcie.
Najważniejszą wartością było dla niej zawsze dobro pacjenta. Robiła wszystko, aby pomóc potrzebującym uczniom najlepiej, jak potrafiła. Wertowała książki, eksperymentowała z zaklęciami czy eliksirami, konsultowała ciężkie przypadki z innymi pielęgniarkami czy uzdrowicielami oraz nie pozwalała, aby cokolwiek lub ktokolwiek zakłócał spokój jej pacjentom. Wydawałoby się, że to ostatnie było najłatwiejsze do zrealizowania. Niestety, jeśli nie nauczyciele, a czasem nawet urzędnicy ministerstwa, to uczniowie bądź rodzice chorych wielokrotnie doprowadzali Poppy niemal do załamania nerwowego. Kobieta rozumiała troskę opiekunów, przyjaciół czy rodziny, jednak nie potrafiła pojąć, dlaczego w przeważającej liczbie przypadków ludzie zdawali się nie rozumieć, że pacjenci prócz jak najlepszej terapii przyczynowej potrzebowali przede wszystkim odpoczynku.
Dlatego właśnie podczas wielu lat spędzonych w Hogwarcie Poppy dokładała najwyższych starań, by w Skrzydle Szpitalnym przebywała jak najmniejsza liczba osób postronnych, od których wymagała zachowania ciszy i spokoju. To ostatnie mogło być łamane tylko w wyjątkowych przypadkach. Jeśli ktoś oczekiwał z nią dłuższej rozmowy, pielęgniarka zawsze starała się odbywać ją w niewielkim gabinecie obok sali pacjentów.
Tak jak każdy Pomfrey miała słabości. Odkąd pamiętała, uwielbiała plotki. Była naprawdę dobra w wyłapywaniu interesujących wiadomości. Nie chciała poznawać ich po to, aby przekazywać je dalej czy robić z nich większy użytek; ją po prostu od zawsze interesowali ludzie – pod każdym, nie tylko medycznym, względem – i ich rozterki. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy z dnia na dzień utwierdzała się w przekonaniu, że za sporą częścią, jeśli nawet nie za większością wizyt czy pobytów uczniów i nauczycieli w Skrzydle Szpitalnym, nie stały zwykłe choroby, na które cierpiący nie mieli żadnego wpływu. O nie. Niektórzy symulowali objawy, pragnąc uniknąć lekcji. Niektórzy stawali się ofiarami mniej czy bardziej poważnych żartów, a czasem otwartych walk. Niektórzy chcieli kogoś ukarać albo na kimś się zemścić.
Ale nawet jeśli pacjenta dotknęło schorzenie niemające nic wspólnego z zewnętrzną interwencją, czynnik ludzki w postaci innych osób zadziwiająco często pojawiał się w Skrzydle Szpitalnym i reagował w najprzeróżniejszy sposób, co niejednokrotnie skutkowało kolejnymi, dramatycznymi wydarzeniami. Gdy Pomfrey pracowała w Hogwarcie, próbowała nie dopuszczać do takich sytuacji, gdyż zawsze zakłócały one spokój pacjentów, jednak nie potrafiła ukrywać sama przed sobą wrodzonej chęci do poznawania plotek. Często żałowała, że musiała niemal siłą wyrzucać niegrzecznych uczniów czy wykłócających się rodziców, tym samym pozbywając się możliwości poznania interesujących sekretów ich życia.
Teraz, gdy była jedynie portretem, to się zmieniło. Poppy nie musiała już nikogo pouczać, to zadanie należało do obecnej pielęgniarki – skądinąd bardzo dobrej – Clary Clinton. Czasem jednak nawet najlepsza pielęgniarka musiała opuścić gabinet w trybie natychmiastowym, nie mając czasu na znalezienie zastępstwa, zaś zamykanie gabinetu na klucz czy za pomocą zaklęć było niezgodne z regulaminem szkolnym ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Dlatego właśnie raz na jakiś czas do Skrzydła Szpitalnego udawało się dostać różnym osobom bez zgody pielęgniarki, a to oznaczało jedno – zdecydowany brak spokoju – a tym samym wiele plotek. Pomfrey, bacznie obserwująca ich poczynania, jako portret nie musiała interweniować dopóty, dopóki ich zachowanie faktycznie nie wpływało bezpośrednio na pacjenta bądź pacjentów. Wychodziła z założenia, że skoro i tak już nie żyje, może pozwolić sobie na jakąkolwiek formę przyjemności.
W Skrzydle Szpitalnym od dawna nie działo się nic specjalnego, nie licząc Gryfonki, Heleny Smith, która regularnie przychodziła na dawki chemioterapii. Wszystkie łóżka były wolne od niemal dwóch tygodni! Nie, żeby Poppy życzyła komuś nieszczęścia… W każdym razie faktem pozostawało to, że nawet przemieszczając się do swojego portretu w holu głównym w Akademii Magii i Medycyny czy odwiedzając inne hogwarckie portrety, za czym nie przepadała, Poppy mogła liczyć na większą ilość plotek niż w pustym Skrzydle Szpitalnym!
Dlatego właśnie poczuła mimowolną ekscytację wywołującą lekkie wyrzuty sumienia, gdy dziesięć minut wcześniej do sali weszli Crowly i Green, transportując za pomocą magii nieprzytomnego nastolatka leżącego na noszach. Clara nie omieszkała zwrócić im uwagi, że powinni byli ją wezwać, co Pomfrey zdecydowanie w myślach poparła. Uzyskawszy najważniejsze informacje na temat okoliczności wypadku, Clinton wyprosiła ich, jednocześnie prosząc o powiadomienie stojących przed gabinetem uczniów, których głosy słychać było w środku, by wrócili co najmniej za godzinę.
Poppy nigdy nie potrafiła zrozumieć, dlaczego mnóstwo czarodziejów tak uwielbiało wyjątkowo urazogenny quidditch ani dlaczego wciąż nie powstała jedna, porządnie napisana ustawa dotycząca bezpieczeństwa w tym sporcie. Z drugiej strony była przekonana, że – nawet jeśli Albus spadł z wysokości pięciuset stóp – to dzięki zaklęciom rzuconym przez nauczycieli obecnych na meczu i interwencji Clary nie będzie musiał przebywać w Skrzydle Szpitalnym dłużej niż kilka dni.
A skoro było to średnie dziecko Potterów, może wreszcie nadejdzie czas na… ciekawe sytuacje?
Poppy obserwowała, jak Clinton kilkoma machnięciami różdżki przebrała przemoczonego i ubrudzonego błotem chłopaka (że też nikt nie rzucił odpowiednich zaklęć…!) w czyste, szpitalne ubranie, a następnie zaczęła podstawowe badanie. Żadna z nich nie spodziewała się charakterystycznego pisku wydobywającego się z dużego, magicznego pierścienia, który informował o konieczności interwencji. Clara, która zdążyła sprawdzić jedynie stopień przytomności pacjenta oraz wykluczyć poważniejsze urazy w obrębie klatki piersiowej i brzucha, rzuciła ostatnie, zaniepokojone spojrzenie na młodego Pottera. Dotknęła różdżką pierścienia znajdującego się na jej lewym palcu serdecznym, co miało pokierować ją do kolejnego chorego, i jak burza wypadła ze Skrzydła Szpitalnego.
Poppy poczuła jeszcze większą radość, niemal dziecięcą ekscytację. Wiedziała, że pacjent był na razie nieprzytomny, a więc ewentualne zamieszanie by mu nie przeszkadzało. Jeszcze lepiej zdawała sobie sprawę z tego, że ostrzeżenia Clary nie mogły odstraszyć uczniów, którzy – ukryci we wnęce na półpiętrze za rzeźbą Grubego Hollfilma – tylko czekali na możliwość wejścia. Poppy była pewna, że Clinton po roku pracy wciąż nie odkryła tej kryjówki, i skutecznie odsuwała od siebie jakiekolwiek wyrzuty sumienia związane z niedzieleniem się tą informacją.
Usłyszawszy trzask otwieranych drzwi, odrzuciła nieprzyjemne myśli. Goście pojawili się tak szybko, jak myślała, ale nie spodziewała się, że będzie ich tak dużo. Przynajmniej użyli odpowiednich zaklęć, a więc ich wyjściowe szaty nie były ani mokre, ani specjalnie brudne.
Jako pierwsza wpadła czerwona na twarzy, szczupła blondynka, w której Poppy od razu rozpoznała siostrzenicę Irmy Pince; choć w tej chwili nie mogła przypomnieć sobie jej imienia, wiedziała, że jest to dziewczyna Albusa. Ślizgonka z całą pewnością miała podobny temperament co niezbyt lubiana przez Poppy koleżanka, niegdyś pracująca jako szkolna bibliotekarka, gdyż nie zważając na nic, wymachiwała rękami tak gwałtownie, że niemal zrzuciła drogocenne eliksiry przeciw magicznym stworzeniom stojące na jednej z półek. Jednocześnie głośno przeklinała na Abingale’a, który – jak Poppy doskonale wiedziała – był jednym z dwóch prefektów naczelnych Hogwartu od kilku lat beznadziejnie zauroczonym w drugiej osobie pełniącej obecnie tę funkcję.
Za wyraźnie zdenerwowaną Ślizgonką wpadła zdyszana Lily Potter, wyprostowana jak struna i wpatrująca się jedynie w łóżko, na którym leżał jej brat. Usta zaciśnięte miała w wąską kreskę, a dłonie drżały lekko. Poppy ze zdziwieniem stwierdziła, że na widok Potter, znanej w całej szkole z niekoniecznie pozytywnej strony, ogarnęło ją coś na kształt współczucia.
Jako kolejni weszli wyraźnie zaniepokojony Scorpius Malfoy oraz rozglądająca się dookoła ze zdezorientowaniem, ale i ciekawością Anabelle Janvier, która – jak Poppy dobrze wiedziała – nigdy wcześniej nie odwiedziła Skrzydła Szpitalnego. Para trzymała się za ręce, co Pomfrey przyjęła z szerokim uśmiechem – wszystko wskazywało na to, że wygrała właśnie zakład z Grubą Damą kochającą plotki chyba jeszcze bardziej niż ona.
Pochód kończył nadal dobitnie wspominany przez Pince Frank Abingale. Chłopak, wyraźnie przygarbiony, ręce wbił w kieszenie grubego płaszcza, zaś wzrok w podłogę. Tak jak reszta podszedł w kierunku leżącego przy oknie Albusa, jednak zatrzymał się w połowie pomieszczenia, jakby nie wiedząc, czy powinien kontynuować.
Mimo że przez plecy stojącego Malfoya Poppy nie widziała sceny tak dokładnie, jakby chciała, zdołała dostrzec, że Pince bezceremonialnie usiadła na łóżku Albusa i złapała go za ramiona, potrząsając nim nieco, a następnie zanurzyła twarz w kołdrze i wybuchnęła płaczem. Na całe szczęście Scorpius zwrócił jej uwagę i dziewczyna odsunęła się trochę od biednego pacjenta, dzięki czemu Poppy nie musiała interweniować. Lily Potter, wyglądająca niemal jak duch, stanęła z drugiej strony łóżka i ku zdziwieniu Pomfrey złapała rękę brata, wpatrując się w niego uważnie. Scorpius, puściwszy dłoń Anabelle, wskazał swojej dziewczynie, by usiadła na pojedynczym stołku, sam zaś stanął tuż za płaczącą Ślizgonką, co znacznie ułatwiło Pomfrey podglądanie uczniów. Frank, przestępując z nogi na nogę, nadal stał w bezpiecznej odległości od reszty i od czasu do czasu rzucał w ich kierunku niepewne spojrzenia.
Przez chwilę jedynym dźwiękiem wypełniającym salę był urywany szloch blondynki. Cała reszta nawet się nie poruszała. Poppy wpatrywała się w nich z takim napięciem, że gdyby nadal żyła, chyba zemdlałaby z braku powietrza, bo na pewno wstrzymywałaby oddech. Zastanawiała się, które z nich jako pierwsze się odezwie. Stawiała na Scorpiusa, który w każdej chwili mógł zacząć wykłócać się z Abingale’em wedle słów Pince będącym sprawcą zamieszania. Pomfrey wiedziała, że Ślizgoni od dawna nie toczyli otwartej walki tak jak na pierwszych latach nauki w Hogwarcie, jednak była świadoma, że nadal odczuwali wobec siebie nienawiść i to znacznie bardziej skomplikowaną niż na początku wspólnej edukacji.
Szybko okazało się, że akurat ten zakład by przegrała, gdyż nie wpadła na to, że ciszę przerwie kolejny gość, otwierając drzwi tak gwałtownie, że gdyby nie były magiczne, prawie na pewno wypadłyby z zawiasów.
– Co z nim?! Dlaczego was tu tak dużo? Gdzie pani Clinton?! – wykrzyczała od progu wysoka, chuda jak tyczka nastolatka z burzą brązowych, sięgających jej za łopatki włosów.
Pomfrey nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała Rose Weasley bez perfekcyjnie upiętego koka na głowie, i po zdziwionych spojrzeniach Franka i Scorpiusa wnioskowała, że nie była jedyna.
Tuż za prefekt naczelną, cudem unikając zderzenia z zamykającymi się drzwiami, do pomieszczenia wolno wszedł ognistorudy chłopak przewyższający już wzrostem swoją siostrę. Poppy, przypomniawszy sobie natychmiast wydarzenia sprzed kilku dni, które streściła jej Gruba Dama, spojrzała z ciekawością na Lily, jednak ta nie zwróciła najmniejszej uwagi na przybyłych; dziewczyna, nadal trzymając dłoń Albusa, wpatrywała się bez przerwy w jego spokojną twarz.
Hugo Weasley, podobnie jak Anabelle, Scorpius i Frank, przyglądał się za to trzęsącej się Rose, która po chwili wahania najwyraźniej podjęła decyzję. Nie rzuciwszy nawet jednego spojrzenia na Malfoya czy Abingale’a, minęła ich i stanęła tuż za Potter. Znacznie ciszej, choć nadal drżącym głosem spytała:
– Lily… Co z nim?
Krukonka nawet się nie poruszyła, nie mówiąc o odezwaniu się.
– Nie masz jej co pytać, nie obchodzą jej żadni ludzie prócz jej samej – stwierdził dziwnym tonem Hugo, wpatrując się wściekle w plecy kuzynki. Szybko przeniósł wzrok na Malfoya i zapytał: – Scorpius?
– Na razie nic nie wiadomo. Jedyne, co wiem, to czyja to sprawka! – warknął pytany, wpatrując się nienawistnie w Abingale’a.
Frank podniósł głowę i popatrzył na Scorpiusa z dziwaczną mieszanką poczucia winy, strachu i niechęci. Już otwierał usta, kiedy Maxmilienne, stanąwszy za Malfoyem i położywszy mu na ramionach ręce, zabrała głos:
– Nochal powiedział nam tylko przed skrzydłem, że pani Clinton już zajęła się Albusem i że mamy wrócić… – Janvier przerwała nieco nieporadnie i zerknęła na Rose, jednak ta nie wydawała się w nastroju na przypominanie zebranym punktów szkolnego regulaminu. – W każdym razie postanowiliśmy tutaj zajrzeć i zobaczyć, co i jak. Pani Clinton wybiegła stąd kilka minut temu.
– Kolejna idiotka! – wykrzyknęła nieoczekiwanie Pince, podnosząc się gwałtownie. – Zamiast zajmować się Albusem, robi nie wiadomo co! Jak tylko powiadomię o tym ojca, to…!
– Pewnie dostała wezwanie – zauważyła Rose, której twarz przybrała dziwnego, sinego odcienia.
– No tak, cała ty, Weasley – zasyczała Ślizgonka, prostując się gwałtownie, jednak nadal siedząc na łóżku. – Obrończyni regulaminów i zasad, która tak naprawdę ma w dupie własnego kuzyna! Gdzie byłaś przez ostatnie kilka miesięcy, co? Myślisz, że zrehabilitujesz się nagłym zainteresowaniem? A może chodzi jedynie o pokazanie nauczycielom, że zawsze jesteś tam, gdzie cię oczekują?! – Głos Pince z każdym słowem coraz bardziej przypominał pisk. – Lepiej stąd wyjdź, bo jeszcze cię przyłapią, że siedzisz tutaj bez pozwolenia z tak dużą ilością uczniów. Albo nas wywal… Chętnie zobaczę, jak będziesz…
– Zamknij się, Matylda – stwierdził cicho, lecz stanowczo Scorpius, który jako pierwszy otrząsnął się na tyle, by przerwać wyjątkowo szybko wypowiadaną tyradę dziewczyny.
Tym samym sprawił, że wszyscy przenieśli spojrzenia na niego; wszyscy prócz Lily, która nadal wydawała się kompletnie nieobecna. Wściekle czerwona na twarzy Rose, z szeroko otwartymi, bezgłośnie poruszającymi się ustami, przypominała rybę wyjętą z wody. Wpatrywała się w Scorpiusa równie intensywnie co on w nią. Frank, wyraźnie zdenerwowany, spoglądał raz na Weasley, raz na Malfoya. Hugo przyglądał się z niedowierzaniem i wściekłością w Pince, wyłamując sobie palce, zaś Ślizgonka z triumfalnym uśmieszkiem wbiła wzrok w Rose.
Tylko Anabelle spoglądała dosłownie po wszystkich, kręcąc z niedowierzaniem głową. Już nie trzymała rąk na ramionach Scorpiusa; odsunęła się w kąt pomieszczenia i oparła o ścianę.
– Bo co? – zapytała buńczucznie Matylda. – Bo chciałbyś złapać dwie sroki za ogon, ale tak się nie da?
– Nie masz pojęcia, o czym mówisz – zagrzmiał Malfoy, podchodząc do Pince i potrząsając nią lekko za ramiona. – Za to ja nie mam pojęcia, co Albus w tobie widzi! Najwyraźniej nic się nie zmieniłaś…!
Dziewczyna dostrzegła coś niepokojącego w jego oczach, bo skuliła się nieco i nic nie odparła, wbijając wzrok w ramę łóżka. Jednak gdy tylko Scorpius przestał na nią patrzeć, podniosła głowę i rzuciła Rose triumfujące spojrzenie, którego ta nie mogła być świadoma.
Weasley nieustannie bowiem patrzyła na Scorpiusa, a tym razem dominującym w jej spojrzeniu uczuciem było przerażenie. Dziewczyna trzęsła się jak w febrze, a kolory na jej twarzy zmieniały się w zastraszającym tempie. Jej usta wciąż bezgłośnie się poruszały. Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, wydała z siebie dziwny dźwięk, przypominający okrzyk rozpaczy, pisk i szloch naraz, odwróciła się na pięcie i z prędkością światła wybiegła ze Skrzydła Szpitalnego, potrącając przy tym zarówno Franka, jak i własnego brata. 
Zapadła cisza. Scorpius wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Rose, mrugnął kilka razy, a następnie wybiegł za nią, krzycząc: Zaczekaj!. Anabelle bezwiednie zaczęła iść w tym samym kierunku, jednak widząc kręcącego głową Hugona, zatrzymała się i zapytała go:
– Co to znaczy, dwie sroki za ogon…? Nie mamy takiego powiedzenia we Francji.
– Pytasz serio, Janvier? – wtrącił zirytowany Frank, wpatrując się w drzwi. – To chyba więcej niż oczywiste, szczególnie jeśli niecały rok temu ze sobą chodzili.
Tym razem to Anabelle wyglądała jak ryba wyjęta z wody, lecz nikt nawet tego nie zauważył. Wszyscy prócz Lily skupili się na Matyldzie, która wstała i z piskiem rzuciła się na Franka, obkładając go pięściami.
– Ty się nie odzywaj, palancie…! Ktoś ci, kurwa, dał prawo głosu?! To wszystko twoja wina!!! Chciałeś poczuć się choć przez chwilę lepiej, co? Radzę ci na przyszłość szukać innych sposobów na walkę z kompleksami albo pogodzić się raz na zawsze, że po prostu JESTEŚ gorszy i od Albusa, i od Scorpiusa!
Matylda wymachiwała już nie tylko górnymi, ale i dolnymi kończynami tak gwałtownie, że Frank nie miał najmniejszej możliwości sięgnąć po różdżkę, zaś poskromienie jej mugolskimi sposobami wydawało się niemożliwe. Nie spodziewał się po niemal niższej o głowę dziewczynie takiej siły, choć sama reakcja wcale go nie zdziwiła. Pince była ucieleśnieniem tego, czego nienawidził w sporej części Ślizgonów.
– Uspokój się! – zawołał Hugo, kiedy otrząsnął się z szoku (lecz nie na tyle, by wyciągnąć z kieszeni różdżkę) i podbiegł do nich. Na przywitanie od razu dostał ręką Matyldy prosto w nos. – Oszalałaś kompletnie?! Każdy widział… że to był wypadek…! Albus leciał bardzo szybko… Frank nie miał… szans go zobaczyć… szczególnie przy… takich… warunkach!
Pomimo że Pince walczyła już przeciwko dwóm przeciwnikom, nadal nie traciła sił ani zapału. Do bicia, szarpania, kopania, drapania paznokciami i prób gryzienia dołączyły kolejne oszczerstwa i przekleństwa, jakimi bez przerwy raczyła chłopaków.
– Przestań, Pince! – zawołał Frank, wykręcając prawą rękę napastniczki; nie bawił się już w półśrodki, którymi próbował walczyć na początku starcia. Dziewczyna jęknęła z bólu. – Chyba że chcesz, żebyśmy cię spetryfikowali?
– Tylko spróbuj, a tak cię załatwię, załatwię was obu, że nie poznacie samych…!
Głos Matyldy urwał się nagle, zaś jej ciało stało się kompletnie sztywne. Gdyby nie interwencja Franka, upadłaby na ziemię i uderzyła w głowę. Tylko w oczach dziewczyny zaskoczeni nastolatkowie dostrzegali niepohamowaną wściekłość, co oznaczało, że Pince nadal była świadoma. Zdezorientowani rozejrzeli się po pokoju. Anabelle, wciśnięta w róg tak mocno, że niemal stapiała się ze ścianą, wyglądała na równie zdezorientowaną co oni. Ich spojrzenia padły więc na Lily.
Potter, trzęsąca się jak osika, wciąż stała przy łóżku Albusa; białą jak kreda twarz skierowała do nich, lecz spojrzenie zasnute miała mgłą. W prawej ręce trzymała nadal wycelowaną w Matyldę różdżkę.
– Za dużo mówiła… Oszczerstw… Jak ja… Za dużo mówi. Mówię…
Nagle dziewczyna przerwała nieskładną wypowiedź i wlepiła w Hugona przerażająco przytomne oraz pełne sprzecznych emocji spojrzenie, nie spojrzawszy nawet przelotnie na pozostałych. Frank mimowolnie zerknął na młodszego chłopaka, którego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Weasley patrzył na kuzynkę tak, jakby była przedmiotem lub kompletnie obcą osobą.
Po chwili, która wydawała się nieskończonością, Lily odwróciła się do brata i złapała go za rękę dokładnie w taki sam sposób jak poprzednio. Hugo nadal wpatrywał się bez emocji w plecy Potter. Frank przyglądał mu się w milczeniu. Nie chciał mu przerywać, czuł, że nie powinien, jednak z drugiej strony był pewien, że przebywanie w Skrzydle Szpitalnym ze spetryfikowaną dziewczyną nie należy do najlepszych pomysłów. W każdym momencie pielęgniarka mogła wrócić.
– Chyba powinnyśmy ją stąd zabrać – stwierdziła nieoczekiwanie Anabelle wypranym z emocji głosem, podchodząc do nich bezszelestnie.
Hugo bez słowa złapał nogi Matyldy, więc zdziwionemu Frankowi nie pozostało nic innego niż, ochraniając głowę Pince, im pomóc. 
Jednym machnięciem różdżki otworzył drzwi do Skrzydła Szpitalnego, a następnie, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na Lily, opuścił wraz z resztą pomieszczenie. Nie oznaczało to jednak, że zostawił za sobą wyrzuty sumienia, których na zdrowy rozum nie powinien odczuwać, czy że potrafił wymazać z pamięci obraz roztrzęsionej Potter. 
Poppy długo patrzyła na drzwi, za którymi zniknęli uczniowie. Patrzyła na nie, kiedy wreszcie się otworzyły, a Clara weszła do środka wraz z małym, najwyżej dwunastoletnim, przerażonym chłopcem pokrytym od stóp do głów zielono-czarną wysypką. Patrzyła, kiedy Lily, poproszona przez pielęgniarkę, powłóczyście opuszczała gabinet ze wzrokiem wbitym w podłogę. Patrzyła, kiedy Clinton opiekowała się dwoma pacjentami aż do wieczora. Przestała patrzeć dopiero wtedy, gdy Clara wyłączyła światło i zaszyła się w pokoiku za gabinetem, tylko dlatego, że nie mogła już nic zobaczyć.

Lara szła dziarskim krokiem, podjadając jedno z kruchych ciasteczek, które kilkanaście minut wcześniej skończyła piec w hogwarckiej kuchni. Stosunkowo dawno nie oddawała się swojemu hobby, tak więc czuła się wyjątkowo odprężona, niemal… szczęśliwa. Zamek o tak wczesnej porze był kompletnie pusty, co sprawiło, że Shirley postanowiła przed powrotem do dormitorium w celu odłożenia wypieku i zabrania torby zrobić sobie porządny spacer po szkolnych korytarzach.
Kiedy znalazła się na parterze i wyjrzała przez jedno z wielkich okien, zmieniła swoje plany. Było pochmurnie i wietrznie, jednak nie padało. Lara co prawda kochała deszcz, ale nawet dla niej bywało go ostatnio nieco za dużo i dziewczyna miała dość rzucania zaklęć wysuszających. Pogoda tego ranka zgodnie z jej kryteriami należała więc do kategorii idealnych – nadal nie ładna, ale sucha.
Owinąwszy się nieco porządniej miękkim, puchońskim szalem, dziewczyna otworzyła ogromne drzwi wejściowe i wyszła na błonia. Niemal natychmiast poczuła na twarzy przenikliwy wiatr, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, cieszyła się, że przynajmniej ta część jej skóry jest w stanie odczuwać temperaturę. Tego nie dawało się bowiem naprawić żadnym zaklęciem, nawet Czarami Iluzji.
Lara bez chwili wahania ruszyła w kierunku Zakazanego Lasu. Nie zamierzała wchodzić do środka, lecz udać się do ukrytego kilkaset stóp za domkiem gajowego miejsca, w którym jezioro wpływało między drzewa. Jak dobrze wiedziała, nieco głębiej, ukryta za nieprzyjemnie wyglądającymi, ciemnozielonymi krzakami, znajdowała się niewielka polanka. Większą jej część zajmowały porośnięte mchem, wyjątkowo wygodne, zwalone pnie, na których można było odnaleźć chwilę spokoju. Jako że o kryjówce nie wiedział prawie nikt, Shirley stosunkowo często się tam udawała.
Jakież więc było zdziwienie dziewczyny, kiedy zauważyła, że swojski krajobraz został zakłócony przygarbioną sylwetką siedzącego tyłem do niej chłopaka. Zważywszy na czerwone elementy w szaliku, musiał należeć do Gryffindoru. Lara, mimowolnie się krzywiąc, zaczęła się wycofywać, jednak trzask zdradzieckiej gałęzi, na którą niechcący nadepnęła, zaalarmował Gryfona.
Chłopak odwrócił się gwałtownie, a na widok jego twarzy przestraszone serce Shirley zaczęło bić jeszcze szybciej niż przed chwilą. Nie potrafiła oderwać spojrzenia od jasnoniebieskich, znajomych oczu, które nawet z odległości około trzech metrów wydawały się przeszywać ją na wylot. Strach zimnymi mackami otoczył całe jej ciało, czuła, jak po plecach spływają kropelki potu, a dłonie zaczęły potrząsać trzymanym pudełkiem z ciastkami. Nie mogła poruszyć się ani o milimetr. W myślach przeklinała siebie i swoje irracjonalne reakcje, ale to nic nie dawało.
Nagle Olivier zeskoczył z pnia i ruszył w jej kierunku. W milczeniu i z pewną dozą rezygnacji obserwowała jego poczynania. Teraz, nawet jakby mogła się ruszać, było już za późno na ucieczkę.
Co się ze mną dzieje…?!
– Co ty tu robisz, Laro? – zapytał cicho, stanąwszy prosto przed nią, na tyle blisko, by poczuła się niekomfortowo, lecz na tyle daleko, aby jej nie dotknąć.
Przełknęła głośno ślinę, kurczowo ściskając drogocenne pudełko, które wydawało się bronią i wybawieniem w jednym.
– Chciałam się przejść. Zawsze tu… – przerwała, z przerażeniem uświadamiając sobie, jak łatwo zdradziłaby mu swoją tajemnicę.
Zupełnie nie rozumiała tego chłopaka i dziwnej, lecz wyjątkowo silnej mocy, jaką najwyraźniej musiał posiadać, mimo że rozmawiali sam na sam po raz drugi w życiu. Co w jej przypadku stanowiło i tak ewenement. To nie było już tylko niepokojące, to było wręcz niebezpieczne. Nagle poczuła nieprzepartą konieczność ucieczki jak najdalej od niego, jednak jej nogi nie reagowały na komendy wysyłane przez mózg. Jedynym ruchem, jaki wykonywały, było drżenie.
Panika zamieniła się w niechęć do samej siebie; czy naprawdę cechowała się aż taką małostkowością? Czy była podobna do swoich rówieśniczek? Nie, pomyślała od razu, przypominając sobie, jak godzinę wcześniej rzucała na swoje ciało Zaklęcia Iluzji. Nie jestem takie jak one pod każdym – złym czy dobrym – względem.
Coraz dziwniejsze przemyślenia przerwał niespodziewany dotyk. Lara mimowolnie się wzdrygnęła, a następnie, nareszcie odrywając wzrok od twarzy Oliviera, spojrzała na swoje lewe ramię, na którym spoczywała dłoń Gryfona. Ku własnemu zdziwieniu nie odskoczyła jak poparzona, tylko cofnęła się o krok. Jeszcze bardziej niż rozmów nienawidziła dotyku, ale tym razem poczuła się nieswojo, gdy jego ręka opadła bezwładnie w dół.
– Wszystko w porządku? – zapytał wyraźnie zatroskany, marszcząc czoło.
Lara uświadomiła sobie, że chłopak zapewne nie pyta o to po raz pierwszy, i ponownie zganiła się w duchu. Zebrawszy się w sobie, jak najbardziej obojętnym tonem odpowiedziała:
– Tak… Po prostu chciałam się przejść. A ty? Jak znalazłeś to miejsce?
– Niechcący. Postanowiłem się kiedyś przejść wzdłuż granicy Zakazanego Lasu i wszedłem nieco dalej.
Dopiero gdy odpowiedział, dotarło do niej, że z własnej woli pociągnęła konwersację i to tak, aby to druga osoba musiała się wypowiedzieć.
– Miałeś szczęście, że wszedłeś akurat tutaj. W innych miejscach nie jest tak bezpiecznie – zauważyła Lara, próbując za wszelką cenę sprawić, by chłopak przestał patrzeć na jej trzęsące się dłonie. Choć pewnie interesowały go ciasteczka. – Chcesz się poczęstować? – zaproponowała więc, praktycznie wciskając mu w ręce pudełko.
Zdziwiony Olivier przyjął dar, otworzył wieczko i zawołał:
– Ale pięknie pachną!
Lara uśmiechnęła się pod nosem, widząc, z jaką chęcią złapał największe ciastko, i poczuła się nieco mniej niezręcznie.
– Dzięki – wymamrotał nieco niewyraźnie Olivier, gdyż zdążył już wgryźć się w słodycz, przez co, ku lekkiemu niezadowoleniu Shirley, jego francuski akcent przestał być słyszalny. – Może usiądziemy? – zaproponował, wskazując na pień, na którym go znalazła.
Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową, wyginając jednocześnie palce. Najwyraźniej wraz z oddaniem pudełka straciła pewność siebie, gdyż nie czuła potrzeby odezwania się. A może po prostu wróciła do normalnej siebie? W końcu doskonale wiedziała, że słowa prędzej czy później przynoszą smutek, rozczarowanie bądź złość.
Nie chciała, aby słowa między nimi przyniosły którekolwiek z tych uczuć, ale gdy pozwoliła poprowadzić mu się na ich „ławkę”, wiedziała, że nie potrafiłaby tak po prostu odejść.
Usiedli, a on, przestając na chwilę jeść, nadal się w nią wpatrywał. Lara poczuła na policzkach zdradzieckie ciepło, do którego nie była przyzwyczajona. Ludzie zazwyczaj nie wykazywali jej osobą dużego zainteresowania. Owszem, czasem niektórzy na nią patrzyli, czasem nawet ją obgadywali, ale jako że nigdy nie zwracała na nich najmniejszej uwagi, dość szybko im przechodziło. W przypadku Janviera Shirley nie potrafiła pozostać obojętną, więc zaciekawienie, które widziała w jego oczach, wydawało się szczególnie intensywnie. Nie wiedziała, czy było takie w istocie i zdziwiło ją, jak bardzo pragnęła poznać odpowiedź.
Spuściła wzrok, co wyrwało z chwili zawieszenia ich oboje, gdyż Olivier dokończył ciastko i, oddawszy jej pudełko, stwierdził:
– Pięknie pachną, ale jeszcze lepiej smakują. Masz prawdziwy talent.
– Dziękuję – odparła cicho, wciąż wpatrując się we własne dłonie. Czuła się wyjątkowo dziwnie, słysząc z jego ust coś, co chyba należało do komplementów. Nie miała jednak pewności. Czując, że wkracza na zbyt grząski, nieznany sobie grunt, ponownie zmieniła temat, pytając: – Jesteś rannym ptaszkiem?
– Nie – odparł Oliver dziwnie poważnym tonem, a błąkający się dotychczas na jego twarzy uśmiech zniknął. – Ostatnio nie śpię zbyt dobrze.
Lara poczuła się jeszcze bardziej spięta niż zwykle. Pragnęła wiedzieć, czy za bezsennością Janviera kryło się coś więcej, co prawdopodobnie było jeszcze dziwniejsze niż sama chęć konwersacji z nim. Nie miała jednak pojęcia, czy i jak powinna pociągnąć ten temat. Problem niespodziewanie rozwiązał sam chłopak, wpatrujący się teraz niewidzialnym wzrokiem w stronę Zakazanego Lasu.
– Oszukałem kogoś. A właściwie to oszukuję i… A ja nienawidzę oszukiwania! – krzyknął nagle i skrył głowę w rękach tak, że widziała jedynie jego ciemne, błyszczące włosy.
– Nie jestem pewna, czy rozumiem – stwierdziła Lara, ale nie doczekała się żadnej reakcji.
Wyciągnęła w kierunku chłopaka rękę, lecz zawiesiła ją w powietrzu. Czy naprawdę zamierzała dotknąć kogoś z własnej woli? Wahała się przez dłuższą chwilę, aż w końcu powoli i bardzo delikatnie, niczym podmuch wiatru, dotknęła ramię chłopaka. Ten drgnął i podniósł głowę, ponownie na nią patrząc:
– Oszukuję przyjaciela, Laro. Dowiedziałem się czegoś, co jest dla niego bardzo ważne, ale z powodu obietnicy nie mogę mu niczego powiedzieć. Jest tylko jedna rzecz, której nienawidzę bardziej od zwykłego oszukiwania. Łamanie obietnic. A tak się składa, że niedawno zrobiłem obie te rzeczy. I zamieszałem… wciągnąłem w to osobę, która ma za nic ludzkie uczucia… Co prawda na razie nic z tym nie zrobiła, ale w każdej chwili może zmienić zdanie. Nie mam pojęcia, co zrobić. Ale nie próbuj mnie pocieszać – dodał, gdy zauważył, że Shirley otworzyła usta. – Nie zasłużyłem na słowa otuchy.
– Nie znam szczegółów, więc nie wiem, czy mogę cię pocieszać – odparła Lara, patrząc na niego uważnie, na co w odpowiedzi uzyskała zdziwione spojrzenie. – Choć domyślam się, o kim mówisz.
– Cóż, cały Hogwart wie o tej kłótni, prawda? Jakoś mnie to nie dziwi – stwierdził cierpko Olivier, znów nie patrząc na Shirley.
Chłopak miał rację, Lara słyszała o kolejnej drace, którą wywołała Lily i w której uczestniczyła osoba bliska zarówno dla niej, jak i dla Janviera – Hugo Weasley. Puchonka nie mogła jednak zrozumieć – przynajmniej na podstawie szczątek informacji, jakie usłyszała w rozmowach innych uczniów – dlaczego Olivier za cokolwiek się obwiniał. To Potter jak zwykle zrobiła aferę.
Lara nie zamierzała udawać, że nic nie wiedziała, szczególnie przed kimś, kto nienawidził kłamstwa:
– Hugo jest wściekły na Potter, to logiczne, ale dlaczego miałby być zły na ciebie?
– Bo wiem coś, co z pewnością chciałby i właściwie pewnie powinien wiedzieć, a przez mój nieoparzony ozór wie o tym również Lily.
– Niewyparzony – mimowolnie poprawiła Lara, od razu dodając: – To nieważne. Czyli podsumujmy. Obiecałeś Helenie, że nie wyjawisz nikomu jej sekretu, ale powiedziałeś go Lily? Naprawdę? – zapytała, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.
Olivier patrzył na Larę z równie ogromnym, jak nie większym zdziwieniem niż ona na niego, choć w jego zaskoczeniu nie było nutki niechęci, za to pełno podziwu.
– Skąd…? Skąd…?! Domyśliłaś się tylko po tym…?! Ale nie wiesz, jaka jest tajemnica Heleny?
– Nie, nawet ze sobą nie rozmawiamy – odparła cicho Lara. – Dlaczego powiedziałeś Lily?
Nie potrafiłaby ukryć w głosie zarzutu, nawet jeśli chciałaby to uczynić. Nie wiedziała, dlaczego czuła niemal fizyczny ból na myśl o rozczarowaniu, jakie jej sprawił, ani – tym bardziej – dlaczego mu na to pozwoliła.
– Nie powiedziałem jej… To znaczy, nie z premedytacją…! Ale to nie ma znaczenia, skoro to zrobiłem. – Chłopak przerwał na chwilę i zamyślił się, jakby chciał zebrać myśli. Jego ręce drżały ledwo dostrzegalnie i Lara pomyślała, że w taki właśnie sposób reagował na stres. – Byłem na nią tak cholernie wściekły, kiedy zaatakowała Hugona, że kompletnie nie kontrolowałem, co mówię…! I jej powiedziałem. I tak byłbym na siebie zły, że z powodu złożonej obietnicy ukrywam przed kumplem coś istotnego, ale tak… Brzydzę się samym sobą.
Tym razem to Lara patrzyła na Oliviera ze zdziwieniem pomieszanym z podziwem. Była pewna, że pod koniec chłopak wspomni o tym, że Lily w każdej chwili może wykorzystać poznaną przez siebie informację, że nawet mimowolnie – będzie pragnął podzielić się z kimś winą, którą odczuwał, ale tego nie zrobił.
To było zdecydowanie niecodzienne i dojrzałe podejście. Shirley, patrząc na przygarbionego Gryfona, poczuła falę nieznanej jej dotychczas czułości. Poczuła się głupio, że choć przez chwilę mogła zwątpić w jego intencje.
Tym razem nie zastanawiała się długo: po prostu wyciągnęła rękę i położyła ją na ramieniu chłopaka. Początkowo nie zareagował, lecz nie wycofała się. W końcu po chwili, która wydawała się wiecznością, sięgnął po jej dłoń i złapał ją w swoje, ściskając nieco za mocno. Jednak lekki ból był niczym w porównaniu z ciepłem, jakie poczuła. 
– Nienawidzę kogokolwiek oszukiwać – powiedział, jakby chciał ją przekonać. – Nie ma nic gorszego niż oszustwo.
– Nieprawda – odparła Lara, patrząc na ich złączone dłonie. – Czasem ludzie oszukują kogoś, na kim im zależy, dla ich dobra. Pewnie w większości przypadków oszukują przy tym samych siebie… Ale czasem kłamstwo albo półprawda jest lepsze niż okrutna prawda. Czasem oszustwo pozwala przynajmniej częściowo żyć tak, aby to życie nie było zbyt bolesne, ponieważ prawda jest zbyt okropna, aby o niej myśleć, a co dopiero ją pokazywać czy ujawniać…
Urwała, przerażona tym, że znów mówi o sobie. Wyrwała dłoń z jego uścisku i przeniosła wzrok na porośniętą trawą ziemię, jednak i tak czuła na sobie palący wzrok Oliviera. Przeklinała go w duchu, aby o nic nie zapytał. Miała nieprzeparte wrażenie, że mogłaby się wtedy rozpłakać, a nie robiła tego od kilku dobrych lat. 
Być może zrozumiał jej niemą prośbę, a być może nie zauważył ukrytego przekazu; grunt, że jedyną odpowiedzią, jaką uzyskała, było ramię otaczające jej plecy. Bezwiednie położyła głowę na jego barku. Nie wiedziała, ile czasu spędzili w tej pozycji ani kiedy zrozumieli, że powinni wrócić do zamku. Nie wiedziała, dlaczego ten dotyk jej nie przeszkadzał. Nie wiedziała, dlaczego mogła z nim zarówno rozmawiać, jak i milczeć. Nie wypowiedzieli do siebie ani słowa więcej prócz krótkiego: Do zobaczenia później przy wejściu do Wielkiej Sali, ale Lara wiedziała jedno.
Coś się zmieniło.

***

Po pierwsze, przepraszam za dość długą przerwę od publikowania (powód: wakacje). Po drugie, jak zwykle zapraszam do dzielenia się swoimi przemyśleniami i wypisywania błędów czy uwag.
Rozdział początkowo miał zawierać przemyślenia Lily, ale uznałam, że będą lepiej pasować w następnym. Zamiast tego mamy fragment z Larą i Olivierem, co oznacza, że prócz Heleny pojawiły się tutaj bezpośrednio wszystkie najważniejsze postacie. Widać już całkiem nieźle, co przyniósł za sobą wypadek Albusa. Chętnie posłucham Waszych teorii co do walki pomiędzy Frankiem a Scorpiusem i Albusem. O wątkach miłosnych się nie wypowiem, poczekam na Was ;).
Rozdział dedykowany EvilRay.

60 komentarzy:

  1. Jejku, bardzo dziękuję za dedykację!
    Rozdział był mistrzowski, że tak się wyrażę, jednak w paru miejscach czcionka się zbuntowała i znalazłam chyba ze dwie literówki c:
    Zacznę od końca, ponieważ nie kojarzę jeszcze wszystkich bohaterów (wciąż jestem w trakcie nadrabiania ;) ), a właśnie scena z Oliverem i Larą najbardziej przypadła mi do gustu. Troszkę dziwne, że (z tego co wyczytałam) osoba tak aspołeczna jak Lara jest w stanie przełamać się w ciągu jednego spotkania na tyle mocno, by przez nieokreślony czas wtulać się w bark chłopaka, którego ledwie znała, nawet po tak poufnej rozmowie. Z własnego doświadczenia wiem, że "przełamanie się" z reguły nie jest takie proste. Niemniej ta scena była wyjatkowo urocza i od razu pociągnęła mnie ku chęci, by zaiskrzyło pomiędzy nimi coś więcej :D Nieśmiała dziewczyna i osoba o tak silnym charakterze jak Oliver pasują do siebie świetnie, uzupełniają się :3
    Cieszę się, że Lily pokazała jakieś typowo "ludzkie" emocje (i to wyjątkowo silne, co jest naprawdę miłą odmianą!). Naprawdę było mi żal biednego Pottera :c Bardzo podobał mi się też pomysł przddstawienia sytuacji z punktu widzenia pani Poppy, obrazy na ścianie okazują się bardzo interesującymi osobistościami xd I jeszcze ten harmider - prawie czuć było drżenie powietrza w tej scenie, tak się tam wszystko gotowało!
    Czekam na kolejne rozdziały! (I uzupełniam poprzednie c:)
    Pozdrawiam! ~ EvilRay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje za komentarz :* wlasciwie to nie wiem, czy nie zepsulam Ci zabawy, skoro przeczytalas ten rozdzial juz teraz xD
      hm, to nie jest do konca tak... Lara jest aspoleczna,ale zainteresowala sie Olivierem juz na samym poczatku. nie pomoglaby mu w takim razie, nie zaangazowalaby sie w to, poniewaz uznalaby, ze to nie jej sprawa, anawet jesli uwaza to za niesprawiedliwe. rpzezyla zbyt duzo niesprawiedliwosci na wlasnej skorze. bedzie jeszcze o tym, co Lara sobie myslala w miedzyczasie... ale to tez nie bedzie tak, ze Shirley nagle sie zamieni w jakas zakochana dziewczynke, niewidzacej swiata poza Olivierem, oj nie!to, ze teraz sie przytulila, nie znaczy, ze bedzie to robic ot tak nastepnym razem xD to Helena jest ewidentnie niesmiala, z Lara sprawa jest troche inna, ona jest wycofana spolecznie z powodu przeszlosci, ale jak kazdy potrzebuje podswiadomie innych ludzi.
      Hah, lubie doprowadzac powietrze wokol moich bohaterow do temperatury pokojowej. ponadto jestem okropna, bo takiej Anabelle nie dalam sie cieszyc nawet dnia u boku Scorpiusa. i ciesze sie, ze podobal Ci sie pomysl z Poppy. dzieki takiej perspektywie chcialam opisac bohaterow bardziej z zachowania, niz siedzac ktoremus w glowie. szczegolnie ze bylo ich tak wiele (ciezka sprawa xD).

      Usuń
    2. mialo byc temperatury wrzenia ^^ :D

      Usuń
  2. No, nareszcie! Zaklepuję miejscówkę, bo jeszcze tu wpadnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okso... Jestem :D

      Jak wspomniałem gdzieś... kiedyś... Perspektywa Pomfrey jakoś mnie specjalnie nie zajarała. Aczkolwiek to było dobre z tego powodu, że obgadałaś nieco niektóre postacie z punktu widzenia kogoś dorosłego, kto ma nieco inne zdanie na ten czy inny temat.
      Albus, też gdzieś wspomniałem, nie kręci mnie ta postać, choć przy tym fragmencie nawet nie miałem za złe Lily jej sukowatości, że tak to ujmę. Co jak co, ale brata kocha, choćby gadała o swojej rodzinie głupoty.
      Druga część rozdziału jest już o wiele bardziej "dla mnie". Podoba mi się Lara i już wcześniej o tym wspomniałem, jest to jedna z moich ulubionych postaci, obok Heleny, Hugona i Oliviera. O ile Hela musiała chwilę popracować nad moim "I like/ dislike" to Lara zdobyła moje serducho ot tak. Fajny fragment tej szczerej rozmowy i nie zdziwiłbym się, gdyby z tej przyjacielskiej bliskości narodziło się coś więcej...
      Uuuu... ale by to wstrząsnęło "skurwlili" :'D

      Na nic więcej mnie dziś nie stać, a ten komentarz tak długo odkładałem w czasie, że aż głupio w ogóle się odzywać XD

      Usuń
    2. Hah, No tak, taki był cel tej perspektywy, aczkolwiek pewnie jest dość specyficzna :p
      Nie wierze, zauważyłeś cos dobrego w Lily :D a ze Olivier i Lara wkurzyliby Lily... nie moge zaprzeczyć :D dziękuję za komentarz

      Usuń
  3. Jak ja dawno nie komentowałam Niezależności. Pora wracać. :)
    Narracja z perspektywy pani Pomfrey to nie coś, czego bym się tu spodziewała, ale zdecydowanie mi się podobała. Zarówno jej opisy — idealny pretekst do przedstawienia wyglądu bohaterów nieco z innej perspektywy — jak i same obserwacje wprowadziły powiew świeżości. Kto by pomyślał, że taki lubi plotki. ;)
    A potem zaczęło się robić gorąco — nie spodziewałam się takiej kłótni. Było tu dużo wybuchów, szczególnie Matyldy, która dała nie lada popis. (Wciąż nie wiem, jak mam odbierać jej postać — nie jest zła, ale ma w sobie coś takiego, co nie pozwala mi jej lubić.) Namąciła ostro i rzeczywiście jej słowa do Franka wzbudziły we mnie ciekawość. O co może chodzić? Frank jest Ślizgonem z tego samego rocznika co Albus i Scorpius, więc może w pierwszej klasie byli kolegami, a potem pokłócili się o coś? Na razie ciężko mi cokolwiek wymyślić — za mało wskazówek, ale zaintrygowałaś mnie na tyle, żebym uważnie śledziła ten wątek. Wyłączona/skupiona na Albusie Lily była na swój sposób straszna. Zupełnie jak nie ona — widać, że wypadek brata poważnie nią wstrząsnął. Coś czuję, że cała ta sytuacja da jej mocnego kopa w tyłek na opamiętanie się.
    Lara! Dawno jej nie było. (A może tylko mi się tak wydaje?) Zawsze lubię o niej czytać, bo jest nieco „inna” i tajemnicza ze swoją narracją. Że też Oliver musiał trafić na jej sekretne miejsce. I jeszcze zeżarł jej największe ciastko. Ale odkładając żarciki na bok, to była naprawdę przyjemna, kameralna scena. Lara znalazła się w miejscu i czasie, gdy Oliver bardzo potrzebował z kimś porozmawiać. I, jak sądzę, im obu to spotkanie wyszło na dobre. Wydaje mi się, że ich relacja może być jedną z ciekawszych w opowiadaniu.
    Może rzeczywiście Lara dość szybko pozwoliła sobie na dopuszczenie Olivera tak blisko (nawiązując do komentarza Ray), ale myślę, że w pewnym sensie czuła, że może zaufać Janvierowi, który w końcu dość mocno się przed nią odsłonił i widziała, że nie ma w tym fałszu, tylko prawdziwy żal z powodu tego, co zrobił. Chciała go jakoś podnieść na duchu, przełamała się i odkryła, że obchodzi ją jego los, że nie jest już obojętna na wszystkich, jak do tej pory. To dla niej duży krok, ale jest jeszcze wiele do zrobienia, żeby zaczęła Oliverowi w pełni ufać i zdjęła z siebie barierę oddzielającą ją od reszty ludzi.
    Hm... to tyle z mojej strony. Może nie za dużo, ale zawsze coś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maxine, Twoje maile (w tym wypisywanie błędów czy uwag) to skarb^^. A sa po każdym rozdziale!;)
      Ja tez bym siè jeszcze jakis czas temu nie spodziewała po pani Pomfrey takiego zamiłowania:D . Ale od dawna zastanawiałam się, jak przedstawić scenę z tak duża ilością bohaterow, i wpadłam na takie wlasnie urozmaicenie ;).Matylda pierwotnie nie miała dać az takiego popisu, ale to pasowało, zeby zasiać w jakis sposob kolejne pytania i zeby raczej jej nie polubić :p. Jestem okropnym Losem, haha. Co do przeszłości Slizgonow z siódmej klasy: nie bede na razie nic zdradzać ;).
      Lily nie była w takim dziwnym stanie tylko w powodu Albusa, co wlasciwie widac w tych kilku słowach, ktore wypowiedziała. No, ale biedaczka musi dostać po tyłku, zeby sie ogarnąć :D
      Bezpośrednio Lary faktycznie nie było juz jakis czas :D. Shirley jest baaardzo specyficzna i lubi...hiperbolizowac. To wszystko oczywiscie bedzie pokomplikowane, ale nie da sie ukryć jednego: ktos przedarł sie przez jej barierę (albo to ona na to pozwoliła, albo oba).

      Usuń
  4. Hejhej!
    Kurczę, rozdział rozpoczął się naprawdę fajnie :) Wątek Poppy był ciekawy, zabawny i prawdopodobny. Świetny pomysł na przyjrzenie się akcji z boku, takie to było rowlingowskie :)
    Kurczę, ale dziwna i przykra wyszła ta sytuacja z trójkątem miłosnym Anabelle-Scorpius-Rose. Szkoda mi ich wszystkich na raz, ale chyba najbardziej Anabelle, bo ona jest taka słodka i niewinna...
    Matylda Pince to chyba najbardziej irytująca osoba na świecie, w każdym razie dobrze, że została uniszkodliwiona chociaż na chwilę, bo wprowadzała o wiele za dużo niepotrzebnego zamieszania. W każdym razie, petryfikacja chyba nie powinna sprawić, że czyjeś ciało stanie się wiotkie, wręcz przeciwnie - powinno raczej całkowicie zesztywnieć :)
    No proszę, jak poranne spacerki potrafią zmienić bieg wydarzeń. Podobało mi się, że Lara i Olivier przy pomocy na pozór zwykłych, pozbawionych głębi pytań i odpowiedzi odkrywali się przed sobą, zwierzali się nieśmiało. Pewnie oboje tego w jakiś sposób potrzebują. Poza tym znowu upewniłam się w przeświadczeniu, że Olivier jest chodzącym ideałem i, naprawdę nie wiem dlaczego, wcale nie działa mi to na nerwy :D Tym razem pokazał jaki jest szlachetnym i dobrym człowiekiem, ja nie wiem, od tego nadmiaru słodyczy powinno mnie zemdlić, ale nawet nie jestem tego bliska! Najwyraźniej po prostu wykreowałaś naprawdę fajną postać :)
    Choć rozdział był po brzegi wypełniony roztrzęsionymi do granic możliwości nastolatkami, podobały mi się w nim elementy prostoty, szczególnie na początku i na końcu. Ciekawe, co teraz się wydarzy. Może wstrząs wywołany wypadkiem brata skłoni Lily do zachowania tajemnicy? I jak tę tajemnicę ostatecznie odkryje Hugo? Jeśli dowie się, że Lily o wszystkim wiedziała i nie wykorzystała tego w jakiś paskudny sposób, pewnie na powrót zyska w jego oczach.
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasciwie to Matylda miała pierwotnie nke byc zbyt ważna itd., ale troche zmieniłam zamysł i taka jej postawa tutaj pasowała. Zgadzam się z samą oceną jej osoby. Co do Oliviera tez sie zgadzam :D najwyraźniej nawet jak zle chłopak robi, to nie do konca tak wychodzi :D całkiem niezłe kombinujesz z niewyjawianiem tajemnicy Heleny, ale nie do konca :D

      Usuń
  5. Bardzo ciekawie pokazałaś tę pierwszą perspektywę z obrazem. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, heh ;) Pan Poppy ma ciekawe zajęcie, ale co ma biedaczka robić, jak nie żyje. Może tylko obserwować ludzi - a co za tym idzie, pochłaniać życie nastolatków.
    Reakcja Matyldy była zdecydowanie zbyt gwałtowna. Dobrze, że Lily zainterweniowała, bo nie wiadomo, co by się potoczyło dalej. I jeszcze ten naskok na Rose... A zapewne Frank nie zrobił tego celowo, że Albus teraz leży nieprzytomny. I wręcz zaciekawił mnie ten spokój u Lily - w końcu można było ją zobaczyć w świetle, w którym jednak ma uczucia...
    A ja wciąż czekam na to, aż coś więcej dowiem się o stanie zdrowia Albusa...
    Druga część rozdziału nieco przyjemniejsza. Cieszę się, że Lara i Oliver tym nieoczekiwanym spotkaniem w Zakazanym Lesie zagłębiają bliższe stosunki między sobą :)

    "Nagle Olivier podniósł zeskoczył z pnia i ruszył w jej kierunku." - zapomniałaś usunąć wyraz "podniósł"

    Pozdrawiam serdecznie i czekam niecierpliwie na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze spodobała Ci się perspektywa Poppy ;). O stanie Albusa niedługo się dowiesz. Matylda zdecydowanie przesadziła. Lara i Olivier...na razie przemilczę ;)

      Usuń
  6. Dzisiaj od razu mówię, że będzie bardzo chaotycznie i krótko, biorąc pod uwagę, że niemal zwijam się w bólu.
    Co?! Co?! Co to ma być?!!!!
    Żeby niby Olivier i Lara?!!!! BOŻE CHROŃ NIE!!! Przecież oni...!! NIEEEEE
    Mój biedny Albus :'( Wszystko będzie dobrze, wykaraskasz się z tego, kochany!! Zaopiekuję się Tobą! <3
    Och jaką ja miałam nadzieję, że Scorpions wybiegnie wtedy za Rosie! Awwwww! Tylko ubolewam, że nie było ich rozmowy... Bo to jest coś co chętnie bym zrobiła.
    Anabelle to jak nic IDIOTKA! Boże ona udaje taką ograniczoną umysłowo, czy naorawdę jest taka poważnie głupia (stawiam na to drugie)? Jak ja jej nienawidzę! Ughhhhhh mam nadzieję, że Scorpius ją rzuci dla Rosie (w sumie Rosie i Frank też mogliby coś ten tego ^^ Jestem tutaj otwarta na propozycje), a ona zginie i będzie cierpieć!
    Marylda to jakaś wariatka! Tak jak Anabelle jest wyraźnie głupia, tak Matylda nienormalna. To co powiedziała było podłe, a jej zachowanie chore psychiczne i niezrównoważone.
    Hugooooo ty CH!!!! Nie cierpię Cię! Oby Ci ta Helena umarła (jej też nienawidzę). Jesteś chamski i myślisz, że Lily nie rusza cierpienie rodziny? Pffff! To chyba oczywiste, że bardziej obchodzi cierpienie rodziny, a nie takiej Helenki-srelki. A sam Hugo robi z siebie niewiadomo jak poszkodowanego. Na jakiś tam sposób zdradził Lily i się jej nie dziwię jak postąpiła.
    A teraz moja ukochana Lily <3 Tak mi jej szkoda... To tak bardzo widać jak przejmuje się bratem. I widać, że nie jest bezduszna, jak mówi Hugo-idiota. Ma inne wartości niż inni i tyle.
    Oczywiście czekam na konfrontacje Lily i Oliviera! Ja chce ich razem!! <3 Albus, kochanie, budź się już.
    Rozdział świetny i czekam na kolejny! ❤️
    Pozdrawiam, Livv {dryfujaca-lilia.blogspot.com}
    #TeamLily #TeamOlivier #TeamAlbus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za wszelkie błędy, ale telefon... NIE CHCE WSPÓŁDZIAŁAĆ...

      Usuń
    2. Hah, czasem nie wiem, jak odnieść się fo niektórych czesci Twojego komentarza ;D jednak Lily ładnie sie wobec Hugona nie zachowała ;). ale z drugiej strony sprawi sie pokomplikowały i Lily obecnie zupełnie nie moze sie odnaleźć. Bedzie o tm w przyszłym rozdziale. Oczywiscie konfrontacje miedzy nią i Olivierem takze planuje, choc nie wiem, czy Ci sie spodobaja ;p Anabelle w niektórych aspektach pozostaje bardzo...hm... nieuświadomiona. Mierzy ludzi za bardzo własna miara ;). Rozmowy miedzy Rose a Scor bezpośrednio nie przedstawię, ale wspomniane o niej bedzie ;) a Albus jest w dobrych rękach, nie martw się. Co do Matyldy... to niezła intrygantka...

      Usuń
  7. Cześć :) Miałam wpaść wcześniej, ale w obliczu zbliżającego się powrotu na studia i ogólnego pakowania manatków, jakoś nie mogłam wygospodarować dostatecznie dużo czasu, aby napisać porządny komentarz, ale teraz to nadrabiam :)
    Chyba tak jak pozostali nie spodziewałam się akurat takiej narracji, ale perspektywa pani Pomfrey okazała się dobrym rozwiązaniem. Taki bezstronny obserwator czasami się przydaje, bo najlepiej przedstawi całą sytuację, nie opowiadając się po którejkolwiek stronie ;)
    Podobało mi się na wieść o wypadku zareagował nieco inaczej. Najbardziej widać to po zachowaniu Pince, której reakcja była bardzo gwałtowna i Lily, która z kolei zmieniła się w niepokojąco spokojną i niezwykle cichą osóbkę. To aż przerażające!
    Aj, żal mi się zrobiło Anabell, bo ona jest tutaj chyba najbardziej pokrzywdzoną, mimowolnie została wkręcona w trudny do rozwiązania trójkąt miłosny. Mam nadzieję, że Malfoy jakoś to rozwiąże.
    Matylda jest straszna. Po raz kolejny zadaję sobie pytanie - co Albus w niej widzi? Ta scenka z jej udziałem tylko to potwierdza. Dobrze, że Lily postanowiła ją uciszyć, chociaż stan w jakim znajduje się Potter jest straszny. Za dużo na głowę jej się zwaliło i chyba to jest przyczyną tak drastycznych zmian. No, ale może to właśnie było jej potrzebne. Zobaczymy...
    Podobała mi się też scena między Larą a Olivierem. Wydaje mi się, że ta dwójeczka znalazła wspólny język i zbliża się do siebie w zastraszającym tempie. Nie jestem pewna, czy mi się to podoba. Lara zasługuje na miłość i troskliwą opiekę, bo widać, że życie do tej pory jej tego skąpiło. Jednak jakoś tak oczyma wyobraźni widziałam Olivera razem z Lily :D
    Cóż, czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;). Zależało mi na tym,aby pokazać inną reakcję każdego z bohaterów. Pince to furiatka, a Lily... to pokomplikowane, ale z pewnością Potter nie znajduje sie obecnie w dobrym stanie psychicznym, ze tak powiem.
      Lily i Olivier odnajdują wspólny język, choc nie wiem do konca, czy bedzie to zastraszające szybkie tempo. Lara to dość skomplikowana osoba ;D

      Usuń
  8. Ciekawy pomysł na wprowadzenie akcji przez Poppy. Podoba mi się też to, że rozwinęłaś jej postać i pokazałaś, ile wysiłku kosztowało ją to skrzydło.
    Szczerze, tak dawno nic tu nie czytałam, że pozapominałam trochę postaci, więęc mogę się trochę pomylić :D
    Widzę, że Lily trochę spokorniała po wypadku brata, to bardzo dobrze.
    I taak bardzo chcę Scorpiusa i Rose! Po prostu nie znoszę Anabelle, nie lubię tak jednowymiarowych ludzi - a ona taka mi się wydaje, słodka, miła... Mdła. Albo źle pamiętam.
    Olivier za to pozytywnie zaskakuje. Jest bardzo samokrytyczny (co innym by się bardziej przydało), nawet za bardzo. Fajnie, że znowu spotkał się z Larą, bo bardzo ją lubię, wydaje się ciekawą postacią :D
    Jak w następnym uczucia Lily, to ja czekam z niecierpliwością. Chyba jestem taka jak Poppy, uwielbiam ludzkie rozterki po prostu dla siebie.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie, że spodobal Ci się ten eksperyment.
      Tak, troche spokorniala, choc nie tylko po tym. Ale to jeszcze dossc swiezy stan... bedzie dosc skomplilkowanie z ta nasza Lily xD opisanie tych uczuc bedzie trudnym zadaniem xD
      Scor i dziewczyny - nic nie powiem. Hm, Anabelle taka wlasnie jest, niektorym sie to podba, innym nie xD
      Olivier jest i samokrytyczny, i dumny, taka mieszanka :D

      Usuń
  9. Przybyłam zgodnie z obietnicą :D Tak jak większości, spodobał mi się pomysł prowadzenia narracji z perspektywy pani Pomfrey, chociaż szkoda, że nie dociągnęłaś tego do samego końca sceny, tylko przeskoczyłaś w niezależną trzecioosobówkę. Opisanie zachowania dzieciaków, przefiltrowane przez narrację Poppy, mogłoby być dość interesującym zabiegiem.
    Ach, te nastoletnie miłostki. :D Tylko biednym Albusem nikt się nie zajmuje. Chyba zgodzę się z Matyldą, że to trochę nieodpowiedzialne zachowanie ze strony pielęgniarki, nawet jeśli wie, że nic poważnego mu się nie stało. Ale jeśli dzięki temu Rose się pogodzi ze swoim kuzynem... Wychodzi na to, że cel uświęca środki. ;)
    Mam trochę mieszane uczucia w stosunku do Lary. Sama dziewczyna sympatyczna, jak najbardziej, ale zastanawiam się, czy nie byłoby wygodniej, gdyby jednak nie pojawiała się w opowiadaniu. Dość mocno przypomina mi ona Helenę (zamknięta w sobie, cicha, z poważną chorobą) i tak mi przyszło do głowy, że gdyby Helena miała chorobę Lary, to chyba byłoby idealnie. Niemniej jednak jej scena z Olivierem bardzo ładna, podobało mi się zwłaszcza ta dłoniołapanka. :)
    Z tego, co widzę, błędy, które mi się rzuciły wcześniej w oczy już poprawiłaś, więc z czystym sumieniem wskażę tylko jeden:
    sięgnął po jej dłoń i złapał ją w swoje dłonie - Powtórzenie.
    Pozdrawiam, mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej niż ten. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poczatkowo o tym myslalam, ale uznalam, ze chyba byloby tego za duzo, a chcialam przedstawic wlasnie taka sucha relacje, bardzoej bazujaca na zachowaniu niz czyims komentarzu. Wlasciwie Albusfaktycznie zostal na chwile pozostawiony sam sobie, ale nie tak znowu na dlugo xD
      myślę, że Lara i Helena mogą być podobne na pierwszy rzut oka, ale jednak są dość znacząco inne. raczej nie zrozumiałyby sie nawzajem, za zachowaniem każdej z nich stoi coś zupełnie innego.
      dzięki za zwrócenie uwagi na błąd. tez mam nadzieję, że będzie szybciej xD

      Usuń
    2. Może i tak. Chociaż gdyby skrócić wtedy jej rozważania na temat życia portretowego i skupić się na jej przemyśleniach dotyczących nastolatków, to chyba dałoby to jakoś radę. Ale to już bardziej różne przemyślenia, tak czy inaczej wyszło dobrze. :)
      To prawda, być może są różne, temu nie przeczę, bardziej skupiam się w tym momencie na czasie antenowym, który każda dostała. Helena ma tu znaczącą przewagę nawet jak na zestawienie bohater pierwszo- i drugoplanowy, stąd ta uwaga. Oczywiście nie wykluczam, że w przyszłości wątek Lary będzie dokładniej omówiony. :)

      Usuń
    3. Moze, nawet myslalam o tym, ale uznałam, ze juz moge to wytłumaczyć, - drame pozostawić czysta drama :D
      To prawda, na razie Lara ma mniej czasu antenowego, choc powoli bedzie sie to zmieniać, podobnie jak w przypadku Franka. O to chodziło :D ale rozumiem, ze początkowo jest podoba do Heleny ;p

      Usuń
    4. Dobra drama zawsze w cenie. :D

      Usuń
  10. Omfg, ja przepraszam, wiem, znowu wpadam taka spóźniona, ale trochę w rozjazdach byłam i dopiero ten weekend taki luźniejszy się trafił. Także wiesz, ja bym bardzo chciała od razu tutaj zajrzeć i poczytać o Hugosiu i reszcie, ale życie jednak okrutne jest i nie zawsze się da robić to, co by się chciało :(
    Doobra, ale do rzeczy. Uwielbiam to w jaki sposób przedstawiłaś tę scenę w skrzydle szpitalnym, że narratorką uczyniłaś panią Pomfrey, która nie dość, że okazała się duchem, to jeszcze duchem z zamiłowaniem do dram (i plot!). Ta jej relacja z całego tego zbiegowiska była naprawdę zabawna, pomimo że w sumie cała sytuacja sama w sobie zabawna nie była ani trochę (w końcu biedny ALbus tam cierpiał, a reszta nad nim ślęczała i własne dramaty rozgrywała). Ale generalnie świetne było to nagromadzenie ludzi nad Albuskiem. Tutaj Lily i Hugoś, którzy nadal są pokłóceni. Pierwszy powód ku ciężkiej atmosferze. Dalej leci wściekła Matylda (w sumie to trochę z niej wariatka, trochę to urocze, trochę przerażające, a na dłuższą metę najprawdopodobniej męczące :P), która ma ochotę zabić Franka. Do tego dochodzi Scorpius, który z jakiegoś powodu nie lubi Frankiego. Ha, to dopiero zagadka, czemuż to Frank oraz Scorp i Alb się nie znoszą? Pewnie kiedyś coś tam w przeszłości zgrzytnęło. Ciekawe tylko co i kiedy. No i na koniec jeszcze wpada Rose, która niby pokłócona ze Scorpem, jeszcze musi znosić cierpliwie Matyldę i jej obelgi. Well, well wielki wulkan przeróżnych emocji się nam tam utworzył. Serio, jeszcze na dodatek Anabellka taka niezorientowana w tym wszystkim <3 Uwielbiam takie momenty, gdzie różne postacie się konfrontują. Świetna ta scena i zaproponowałaś naprawdę fajne rozwiązanie – Matyldzie trzeba było unieszkodliwić i wynieść XD Wgl czy ja dobrze zrozumiałam i pani Pomfrey potwierdziła mi, że Frankie do Rosie coś ma? Omg, to by było cudowne <3 W sumie to jak przeczytałam całą tę scenę to miałam takie: kocham taaak baaardzo. I chciałam się nią tu zachwycac i zachwycać (zaraz i tak przeczytam rozdział po raz kolejny, bo ta scena to serio zasłużyła na co najmniej kilkukrotne odtworzenie w mojej wyobraźni), ale potem pojawiła się zmiana scenerii i wkroczyła Lara i ta jej scena Olivierem też była super. Ja się tak bardzo z Larą identyfikuję. Ta jej aspołeczność, wycofanie to takie trochę moje. I ja tak świetnie rozumiem tę jej wewnętrzną walkę, ten strach przed Olivierem, a jednocześnie tę niejako fascynację jego osobą. Jeez, ten ich ewentualny paring byłby naprawdę wyjątkowy :D W sumie u mnie Olivier zawsze w scenach z Larą niewyobrażalnie punktuje, bo on wtedy wydaje się taki zwyczajny, taki pełen obaw, taki ludzki. Nie jest już tylko pewnym siebie chłopakiem, który nie ma nic przeciwko byciu w centrum uwagi i wręcz świetnie umie budować i korzystać ze swej popularności. To troszkę inna jego odsłona. Ale jednocześnie nie traci swojej wiarygodności. Bo to nie tak, że staje się nagle jakimś nieśmiałym chłopcem, nie. Tylko zwyczajnie zastanawia się, rozważa, staje się bardziej otwarty w sensie uczuciowym. Naprawdę fajna była ta ich scena i bardzo bym chciała jak najwięcej ich scen. Chociaż w sumie sceny Oliviera z Lily też lubię. Ale one są inne, tam jest dużoooo ognia, a z Larą to coś innego, to takie bardziej intymne, osobiste jest :D I wgl jeez, ja bym mogła czytać i czytać. O Rosie, Scorpie, Frankiem, Annabelce, Hugosiu. Wszystkich ich tak bardzo polubiłam i trochę zaczęłam żyć ich światem, także możesz sobie wyobrazić jaką radością jest dla mnie każdy kolejny rozdział <3
    Przesyłam masę uścisków <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, Anutrium. nie przejmuje się, rozumiem aż za dobrze kwestie rozjazdowe chyba jesteś pierwszą osobą, która nie pojechała po Matyldzie ;p Cieszę się, że podobaa Ci się ta scena, te rozne reakcje itd. i że chcesz to czytac kilka razy, to naprawę duży komplement! Ach, cieszę się, że zwróciłaś uwagę w drugiej scenie na takie, a nie inne zachowanie/rekacje Oliviera, o to mi wlasnie chodzilo! no i jeszcze sie z kimś utożsamiasz, wow! tylko że chyba jednak koniec koncow nie do konca tak będzie... Kurczę, nie wierzę, że aż tak się z nimi zżylaś wszystkimi! dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  11. Hej, hej :)
    Rozdział przeczytałam już kilka godzin temu, ale z komentarzem przychodzę dopiero teraz. Pamiętam, że jak skończyłam czytać, chciałam zacząć ten komentarz od słów "Kurczę, kurczę, kurczę" :D
    Ogólnie, kiedy przeczytałam pierwsze zdania o pani Pomfrey, stwierdziłam, że jest duchem, a okazało się, że po prostu portretem. Bardzo spodobał mi się ten pomysł i w ogóle cały fragment z jej perspektywy ♡
    Jedyne co mi nie pasowało to to, że najpierw nie pamiętała imienia Matyldy, a potem ni z tego, ni z owego nagle go użyła. Ale to tam nieważne :D
    Najważniejsza akcja działa się przy łóżku Albusa. W tym fragmencie zdecydowanie moją uwagę przyciągnęła Rose, spychając pozostałych bohaterów na drugi plan. Najpierw zachwycałam się tym, że Scorpius stanął w jej obronie i w dodatku za nią WYBIEGŁ! Aww. To było takie cudowne. A potem zaczęłam zachwycać się jeszcze bardziej, bo Frank był o nią tak uroczo zazdrosny i stwierdziłam, że chce o nich czytać i czytać. Merlinie, niech ona będzie z którymś z nich. Albo najlepiej z nimi dwoma, błagam. Błagam o więcej Franka. I Scorpiusa i Rose! Jejku, aż nie wiem, z którym z nich bym ją bardziej wolała. Wcześniej myślałam, że Anabelle tworzy ze Scorpiusem całkiem uroczą parę, ale po tym rozdziale doszłam do wniosku, że jednak Rose o wiele (jakiś milion razy) bardziej pasuje na jej miejsce. Jeju, jeju, więcej tej trójki poproszę. Zaraz im jeszcze wymyślę nazwy pairingów :D Okok, Frose, a Scorose już chyba istnieje, więc nie muszę nawet myśleć. Chociaż w sumie nie wiem, bo to jedyny blog o nowym pokoleniu, jaki czytam i czytałam kiedykolwiek :D
    W każdym razie Scorose i Frose!!!! ♡♡♡
    Nie no, serio, tak bardzo się na nich skupiłam, że niemal nie dostrzegłam reszty. Ale ok, teraz się na nich skupię :)
    To tak. Widać na pewno, że Lily martwiła się o Albusa, co nie zmienia faktu, że ostatnio zachowywała się koszmarnie i łatwo jej tego nie wybaczę.
    Matylda trochę przesadziła, ale dzięki temu Scorpius wybiegł za Rose, więc jestem jej nawet wdzięczna :D
    Pewnie Albus niedługo dojdzie do zdrowia, a przynajmniej mam taką nadzieję, ale już teraz widać, że ten wypadek pociągnął za sobą wiele konsekwencji. Jestem ciekawa, czy Lily w końcu się trochę ogarnie i zacznie inaczej traktować swoich bliskich.
    I jeszcze, skoro nawet pani Pomfrey zauważyła, że Frank podkochuje się w Rose, to znaczy, że to musi być widoczne i mam nadzieję, że ona także to zauważy. ♡.♡
    A w kolejnym fragmencie była moja ulubiona Lara i w sumie Olara, więc byłam jeszcze szczęśliwsza. Bardzo mi się podobała ich rozmowa i mam nadzieję, że zadzieje się pomiędzy nimi coś więcej. Błagam, błagam, błagam. Oni do siebie idealnie pasują i liczę na to, że zobaczę ich razem jeszcze nie raz ♡♡
    Podsumowując, ten rozdział był przewspaniały, bo mogłam sobie niektórych poszipować :D Liczę na to, że w kolejnym będę mogła przeczytać o rozmowie Scorpiusa z Rose, chociaż widziałam, że w którymś z komentarzy wyżej pisałaś, że na ten temat będzie jedynie nawiązanie :( Nie rób mi tego. Chyba że w zamian dostanę dużo Franka albo Olary ♡♡♡
    To chyba tyle, pozdrawiam gorąco i życzę weny.
    Całusy ;*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, dziękuję bardzo za komentarz :* sprawił mi wiele radości. Naprawdę chcesz, żeby Rose byla z nimi oboma naraz? to nie zadzialałoby na dłuższą metę xD ale nie powiem, że nie miałam przez chwili wizji takiego rozwiązania w głowie xD
    hah, aż taki ship Olary? nieźle.
    w następnym rozdziale raczej nie będzie Franka ni Olary, muszę sie troche zająć Lily xD no i H&H :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, no może nie naraz, ale chociaż przez chwilę z każdym. Hmm, ale w sumie byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby była z nimi jednocześnie :D Jednak pewnie nie mogę na to liczyć, więc mam nadzieję, że przynajmniej z jednym z nich się uda :D
      No nic. Jakoś to przeboleję, bo duet H&H też bardzo lubię ♡

      Usuń
    2. Ze Scorem juz była kiedyś :D
      Hm, mam lekki problem z H&H,ale musze sie nimi zając ;)

      Usuń
  13. Hej, hej! ;)

    Przyznam szczerze, że jest to jeden z rozdziałów, który zdecydowanie mocno przypadł mi do gustu - zarówno pod względem emocji (motylki w brzuchu czułam!), jak i postaci, które się pojawiły. Zwłaszcza cieszył mnie fakt, że mogliśmy na dłużej zostać z Larą i nieco poznać postać dziewczyny, może nie tyle odkrywałaś jej tajemnice, co pozwoliłaś choć odrobinę zapoznać nas z jej sposobem myślenia. I niektórymi cechami charakteru.
    Jeśli chodzi o pierwszą część:
    świetny pomysł z narracją wprowadzającą, która skupiała się na postaci pani Pomfrey - mega! zrobiło się nieco nostalgicznie, ale równocześnie nie potrafiłam pozbyć się uśmiechu z ust, bo to tak jakbyś tworzyła magiczne przejście pomiędzy dwiema epokami Hogwartu - bardzo, bardzo przypadło mi to do gustu.
    Sama scena wywołała u mnie skrajne emocje - z jedne strony czułam się momentami nieco zagubiona, już nie wiedziałam, kto na kogo patrzy i jak - trochę tego było za dużo. Że tu taki wzrok, że tu takie spojrzenie, i w sumie nie wiem teraz, co o tym sądzić. Bo z jednej strony to było istotne - oddawało napięcie pomiędzy postaciami, na bazie obecnej sytuacji ukazywało całą dodatkową otoczkę, czyli zdarzenia, jakie miały miejsce wcześniej - widzimy, że nawet osoby, które toczą ze sobą nieustanne walki, lubią się bardziej lub mniej, kochają, nienawidzą, potrafią stanąć ramię w ramię przy jednym łóżku, kiedy znajduje się w nim jedna osoba, tak ważna dla nich wszystkich. Do czasu - bo jak widać skończyło się nieco mnie wzniośle. Skończyło się całkiem ludzko.
    Z drugiej jednak strony, pewnie się powtórzę - ale za dużo dla mnie było trochę tych spojrzeń, takich zagmatwanych fragmentów, z których nieco ciężko było powrócić do następujących dialogów i rozeznać się, komu o co chodzi. Nie powiem, scena łatwa do napisania nie była, głównie przez wzgląd na ilość postaci, ich skrajne charaktery i zagmatwane relacje pomiędzy nimi. Tak więc, myślę, że najlepiej będzie, jak sama sobie przemyślisz, czy jest tak, jak chciałaś - czy Ciebie satysfakcjonuje. Jeśli tak - przystaję na tę wizję. Jeśli nie - sama wiesz, co z tym zrobić.
    I najważniejsza uwaga, jaką mam do części 1 - moim zdaniem bezapelacyjną zwyciężczynią zostaje... Lily!
    Naprawdę, zupełnie szczerze - w tej scenie mnie ujęła. Najmniej jej było, a jakby wypełniła całość. Tak mocno, tak dogłębnie ujęło mnie jej zachowanie - niewiele mówiła, ale jej postać jakby krzyczała - i nie wiem, czy zamierzenie, ale efekt jest... mega! Mega dobry. Czułam na własnej skórze tyle emocji, jej wściekłość mieszającą się ze strachem, żal, gdzieś wciśnięte mocno, ale jakby zaczynające wynurzać się z otchłani istnienia wyrzuty sumienia. A to wszystko mieściło się w jednej, małej osóbce, która tylko stała w całym tym zamieszaniu, wykonała jeden, poruszający gest, i powiedziała jedno zdanie. Mega!, powtórzę, mega dobre.
    Co do sceny drugiej, jak już mówiłam - cieszę się, że pokazałaś w niej Larę, a nie znów Lily. Dzięki temu możemy nieco zapoznać się z jej postacią, i zapewne dzięki temu, Lily robi tak mocne dla mnie wrażenie w części pierwszej. Dochodzę do wniosku, że czasem mniej to nawet lepiej.
    Intrygują tajemnice skrywane przez Larę, zastanawia mnie, co tak naprawdę dziewczyna musi skrywać każdego kolejnego dnia, dlaczego sama (zapewne przez to) stroni od ludzi, widać, że ciężko jej przebywać z innymi, widać, że boi się relacji międzyludzkich, współżycia, relacji z innymi na takim poziomie, na jakim zdawać by się mogło - trzeba żyć. Jak widać nie trzeba. Dzięki tej scenie widzimy zarówno strach i dystans, jaki dziewczyna zachowuje do świata, ale równocześnie widzimy, że nieobce są jej ludzkie uczucia, ma w sobie sporo empatii, współczucia, żalu - i w jakiś niezrozumiały dla niej sposób, Olivier potrafi z niej to wykrzesać. Mam nadzieję, że to tylko dobry początek naszej przygody z Larą i będziesz stopniowo odkrywała przed nami jej tajemnice, jej przeszłość, teraźniejszość i lepszą przyszłość. Oby był to dobry początek przyjaźni pomiędzy nią a Olivierem. A może w przyszłości czegoś więcej? Kto wie? Zobaczymy.

    Ściskam mocno,
    AA. ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej, dziekuję za tak długi komentarz! ciesze się, że wywołalam w Tobie tak różne emocje. Ogólnie chodzilo mi o to, żeby pokazać różne reakcje różnych bohaterów. I własciwie balam sie najbardziej tego, żeby nie pomieszać; to jest cięzkie. z pewnością przeczytam ten fragment jeszcze raz, zeby przeanalizować, co mogłabym poprawić, żeby było przejrzyscie. no, ale że generalnie było zamieszanie - to z pewnością bylo zamierzone. Bardzo się cieszę, że zauważyłaś w tym wszytskim Lily. właściwie dla mnie to też było dobre cwiczenie, bo chciałam wlasnie pokazać również ją - przez tę bierność. tak sie cieszę, że Cię to przekonało. Jej reakcja - czy jej bdzrak - naprawdę wiele w sobie kryje. Bardzo się cieszę ;p.
    Lara jets w dużej mierze taka, jak opisałąś. sama uważa, że relacje miedzyludzkie przynosza wiecej zlego niz dobrego, ale przeciez to nie znaczy, ze ich nie potrzebuje. jestesmy jednostkami spolecznynmi, nawet jesli zdajemy się coraz częsciej o tym zapominać. no i z Olivierem też prawda. To nie jest do końca zrozumiałe, zaś sam chłopak wlasciwie nie robi nic nadzwyczajnego i chyba w tym własnie tkwi sekret :p tylko co zrobi Lara, jak dojdzie do takich wniosków? ach ;p

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej:)
    Przepraszam, że tak długo zwlekałam z odpowiedzią, ale moje życie było na tyle urozmaicone w ostatnim czasie, że nawet nie miałam chwili na zainteresowanie się blogiem, dlatego też mam sporo zaległości w czytaniu. Sama nie wiem, co zrobić, czy pisać nowe opowiadanie, czy kontynuować to, choć nie cieszy się ono zbyt dużym zainteresowaniem czytelników. Cieszę się, że Ciebie wena nie opuszcza i nadal publikujesz nowości, bo przyjemnie poczytać coś ciekawego w wolnych chwilach. Obiecuję skomentować wszystkie zaległe notki w najbliższym czasie:)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi fascynująco :) rozumiem, Ja chętnie poczytalabym cos Twojego, ale najważniejsze, żebyś to Ty wybrała, co to miałoby byc ;). Dziękuję tez za miła obietnice :)

      Usuń
    2. Dotrzymuje słowa i wracam z komentarzem:)
      Wszystkie ostatnie rozdziały były bardzo ciekawe, wiele się w nich działo, ale naprawdę chyba nigdy nie byłam tak poirytowana zachowaniem jakiegokolwiek bohatera;D Mam tutaj na myśli oczywiście Lily. Dziewczyna po prostu jest okropnie zapatrzona w siebie i zupełnie nie liczy się z uczuciami przyjaciół. Nie rozumiem jej zachowania, zachowuje się, jakby to ona pokonała najpotężniejszego czarnoksiężnika a nie jej ojciec. Mam nadzieję, że kłótnia z Hugo przywróci jej rozum do głowy.

      Natomiast bardzo zaintrygowała mnie postać Oliviera. Pomimo tego, że zdradził sekret Heleny, nie zrobił tego świadomie i z premedytacją. Fakt, iż powiedział o całej prawdzie Lily, być może przyprawi rudą o wyrzuty sumienia, jeśli w ogóle je ma. Według mnie Helena powinna wyznać Hugonowi, że jest chora, chłopak zasługuje na prawdę.

      Jestem bardzo ciekawa, czy z powodu braku aktorek zwrócą Lily rolę. Według mnie dziewczyna nie zasługuje na drugą szansę, jednak to mogłoby poprawić jej relacje z Olivierem. Swoją drogą, nie dziwię się, że Janvier woli tańczyć w przedstawieniu, mogłaby czuć się niezręcznie w tej roli.

      Szkoda mi Rose, widać, że zależy jej na Scorpiusie, jednak on ewidentnie jest zafascynowany nową dziewczyną. Jak to powiedział Dumbledore: "Miłość bywa okrutna", choć nie ukrywam, że wolałabym, żeby Malfoy był z Weasley.

      Świetnie opisałaś sytuacje w skrzydle szpitalnym oczami pielęgniarki Poppy. Widać, że nie minęła się z powołaniem lekarskim i że opieka nad uczniami była dla niej bardzo ważna. Wypadek Albusa pokazał, że Lily nie jest aż tak bezuczuciowa, jednak ewidentnie musiało mieć miejsce wiele przykrych sytuacji, żeby wykrzesała z siebie choć odrobinę czułości. Matylda zasłużyła na atak ze strony Lily, zamiast zainteresować się zdrowiem Albusa, szukała winnych.

      Naprawdę masz bardzo przyjemny styl i dużo ciekawych pomysłów, dlatego czytanie Twojego opowiadania to miłe oderwanie się od szarej codzienności.

      Pisz szybciutko kolejny rozdział, bo chętnie dowiem się, kto zagra w przedstawieniu i czy Hugo wybaczy Lily.

      Ja postanowiłam kontynuować moje opowiadanie, choć nie wiem, czy będę regularnie publikować rozdziały ( zawsze miałam z tym problem:)), ale robię postępy, bo najnowszy rozdział jest dwukrotnie dłuższy od poprzedniego.

      Pozdrawiam Cię cieplutko i życzę dużo weny!:)
      Neithiria.

      Usuń
    3. dziękuję bardzo za komentarz:* Lily... cóż, jakies wyrzuty sumienia posiada, jak się okaże. Helena powinna powiedzieć Hugonowi prawdę, też tak uważam, a jak to będzie? Oto jest pytanie. Co do Scorpiusa i jego uczuć masz sporo racji, aczkolwiek i tak będę to komplikować ;p na pewno wpadnę na Twój blog, cieszę się, ze wróciłaś:*

      Usuń
  16. Przepraszam, że tak późno, ale ostatnio mam dużo spraw do załatwienia na uczelni...
    Ale czytam, tylko nie komentuję i czekam na nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) ciesze sie, .mze jestes :*

      Usuń
  17. Przepraszam, ze komentuje dopiero teraz, ale o ile przeczytalam od razu, o tyle mialam jakis problem z dodawaniem komentarzy, co przyczynilo sie do tego, ze prpbuje dodac komentarz znowu dopiero dzisiaj.
    Co do rozdzialu to Matylda. Nienawidze jej! Zapatrzona w siebie egoistka. Znaczy zeby nie bylo, jak rozumiem, ze wypadek (czy tez aby byc prezcyzyjnym - upadek) Albusa z miotly to cos strasznie stresujacego dla bliskich Ppttera, wiadoma sprawa, ale nic i nikt nie daje jej prawde do traktowabia ludzi jak smieci.
    Biedna Rose, ktora slowa durbej Matyldy bardzo zabolaly :/ zupelnie jakby byla w tym jakakowiek jej wina, ze Scorpius czul to co czul, a nie cos mocniejszego. Szkoda, ze to sie uklada tak jak uklada - czyli raczej nie uklada, bo Rose zasluguje na szczescie. Na szczescie dzieki point of view pani Pomfrey wiemy, ze Frank sie w niej buja!! I super, bo oni naprawde pasuja do siebie. Vhociaz pewnie i tam wyjdzie z tego jakas megaawantura gdy sie okaze, ze Frank lubi Rose, nie Lily. Zapewbe nie obedzie sie bez mega awantury.
    Mam nadzieje, ze Albus pozna kogos normalnego. Chociazby Lare, chociaz sie nie znaja wg mnie pasowaliby do siebie wiec jak bys dala im mozliwosc na pewno dobrze by ja wykorzystali :D
    Swoja droga Lily pierwszy raz zachowala sie rozsadnie petryfikujac Matylde, bo tej sluzgonskiej zolzie naprawde sie to nalezalo.
    A wyrzuty sumienia Oliviera coz, rozumiem go. Meczy go ta cala sytuacja, ale zarazem ma bardzo waskie, o ile jakiekolwiek pole manewru. Nic nie moze, a zarazem wie, ze nieumyslnie zle postapil. Ciekawa jestem, co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam i licze, ze nastepnym rozdziale bedzie jalas wspolna scena Lily i Oliviera :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ja tez mam problemy,ale z internetem ogolnie, nie z blogerem ;). Hm, podoba mi się, jak kombinujesz ze związkami :D widze, ze ominelas kompletnie pare Lara-Olivier, co tez sporo mowi ;). Mysle, ze niedługo pojawi się interakcja Lily-Olivier, ale przewiduję ją dopiero w rozdziale 21.;)

      Usuń
    2. Dla mnie lara-Oliver to super przyjaźn, naprawde mogą się dogadywać, ale związki? Hm, dla mnie Oliver jest już wiecznie sparowany z Lily (nawet jeśli on sam nie zdaje sobie z tego sprawy :D ) No z Laara i Albus, no bo serio obydwoje by sobie nawzjame pomogli - on z jej przesżłością, lękami, a ona mu swoim spokojem wynagrodziłaby mu to co przechodził z tą zazdrośnicą Matyldą :D

      Usuń
    3. chyba nie moge sie odniesc do tego wprost :D

      Usuń
  18. No cóż, komentarz niestety nie będzie zbyt długi, gdyż mam mało weny :(
    Podobała mi się perspektywa Pomfrey ;) Kto by pomyślal, że osoba, która, no nie oszukujmy się, znała tyle przypadków, ale ich nie rozgadywała jest taką plotkarą! xD No jakaś równowaga musi istnieć xD
    Nie dziwię sie, że Matylda jest siostrzenicą Pince. Widać to rodzinne podobieństo xD
    Plus za zakład z Grubą Damą! Lubię takie smaczki ;)
    Dlaczego Scorpius i Frank się nie lubili wcześniej jeszcze bardziej niż teraz?
    Zastanawia mnie, od kiedy Matylda się nie zmieniła? Jakieś dawne tarcia ze Scorpiusem? (Wybacz, jeśli to juz było powiedziane, ale po prostu już nie pamiętam xD)
    Matylda to naprawdę zołza. Jak może w takim momencie wypominać Rose jej relacje z Potterem? Jakby nie mogła sie zająć Albusem, tylko zaczyna jakies bzdurne kłótnie!
    Nie lubię Pince. Jest idiotką. (chyba się powtarzam xD)
    Mam nadzieję, ze Rose już nic nie czuje do Scorpa. Ma być z Frankiem! xD
    Dobrze, że Rose okazała wreszcie jakieś ludzkie uczucia. Nie powiem, taka jej postawa była mocno niecodzienna...
    Podobał mi sie koniec fragmentu, był taki melancholijny...
    No nieee, niech Lara nie zakochuje się w Olivierze! Ani on w niej tym bardziej! Uwaga, za chwilę mogę zabrzmieć jak psychofanka, ale niech Lara nic nie kręci z Olivierem! On ma być z Lily! TYLKO Z LILY! <3 XDDD
    Spodobał mi sie początek fragmentu, był taki plastyczny ;)
    Cały czas mnie to męczy: co jest sekretem Lary???
    Fajnie opisałaś spotkanie Janviera i Shirley, ale... nie. Nie! ONI NIE MOGĄ NIC DO SIEBIE CZUĆ, OPRÓCZ PRZYJAŹNI! MÓWIMY STANOWCZE "NIE" SHIPOWI LARA x OLIVIER! Wgl, jak się nazywa? Lalivier? Olira? Kolejny powód, dla którego nie mogą być razem: ich ship ma beznadziejną nazwę! xD
    Mam nadzieję, że weźmiesz pod uwagę moje argumenty i nie dopuścisz do ich związku! :D
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny! ;)
    ~Arya


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Z pewnością nie nazwałabym go krótkim ;p widzę, że bardzo shippujesz Lily i Oliviera. O Matyldzie i jej zachowaniu w przeszlości jeszcze ;p nie da się ukryć, że rpzypomina swoją ciotkę, tak xD.
      Rose nadal jet zakochana w Scorpiusie... Choć to też nie jest takie łatwe;p
      Olara nie brzmi tak źle :D Ale myslę, że wiem, co masz na myśli xDxD
      Sekret Lary - to dosyć spory sekret, wiec na razie bede go zdradzac ;p

      Usuń
    2. Tak sobie teraz zdałam sprawę, że jednak taki krótki nie jest :P Pisałam go sporo czasu po przeczytaniu rozdziału i teraz już go nie czytałam ponownie, ale jak przyszło co do czego (drażliwa kwestia Olary xD), to wyszedł cąłkiem długi :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. :D rozumiem, mam czasem podobnie i musze dobitnie wyrazić swoje zdanie na temat np.parowania bohaterow :D wtedy komentarz staje sie automatycznie długi :D

      Usuń
  19. Dzisiaj będzie raczej krótko, bo narobiłam sobie ogromnych zaległości u wszystkich, więc mam dużo blogów do przeczytania i skomentowania.

    Po ostatni rozdziale obawiałam się, że uśmiercisz Albusa, w końcu spadł z niemałej wysokości. Dobrze, że żyje i szybko z tego wyjdzie. Nie spodziewałam się takiej awantury w Skrzydle Szpitalnym. Ale wiadomo, wszyscy byli zestresowani całą sytuacją, w dodatku zebrali się razem w jednym miejscu, więc mieli okazję, by powiedzieć sobie nawzajem, co się komu nie podoba.

    Nie dziwię się Olivierowi, że ma wyrzuty sumienia, z drugiej strony Lily póki co nic z tym nie zrobiła. Po ostatnich wydarzeniach w ogóle mam wrażenie, że trochę się uspokoi. Przynajmniej taką mam nadzieję. Trudno mi stwierdzić, czy lubię Larę. Wydaje się miła, ale taka bardzo zagubiona i jakoś nie pasuje mi do Oliviera. Ale na pewno mogliby być bardzo dobrymi przyjaciółmi.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie chciałam go nigdy uśmiercić. Jego wypadek miał spowodować pewne reakcje wśród różnych bohaterów, u Albusa właściwie tez, jak się okaże :p te rozmowy w Skrzydle Szpitalnym to właściwie dopiero początek całej akcji ;p
      Lara z pewnością jest zagubiona, ale sama sobie z tym nie poradzi.

      Usuń
  20. Czyżby wspólna kryjówka miała na dobre zbliżyć Larę i Janviera? Jeg postawa na pewno zaimponowała dziewczynie. Zgadzam się z nią, to bardzo dojrzała i odpowiedzialna postawa. Może poznanie go od tej strony zachęci Larę do zwierzenia się z jej problemów i pokazania Olivierowi co sama ukrywa? W końcu to osoba godna zaufania.
    Z Albusem niezły bigos, ale może Rose naprawi w końcu kontakty z nim. W ogóle może dzięki temu wypadkowi rodzina Potterów nieco się do siebie zbliży...?
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie bede zaprzeczać, ze to spotkanie nie było przypadkowe ;) ale co dokładnie z tego wyniknie, przeczytacie sami:)
      Wypadek Albusa...Na pewno bedzie miał spory wpływ na młodsza czesc rodziny Potter-Weasley :)
      Dziękuję za komenatrz i pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Narobiło mi się trochę zaległości, ale już jestem ;) Nie wiem, czy uda mi się skomentować dziś wszystko, ale jeśli nie, to wrócę niebawem. Prędzej czy później na pewno xD

    Podobał mi się wstęp o Poppy i to, że w bardzo zgrabny sposób pokazałaś i jej wadę (plotkarstwo), i zaletę (chęć niesienia dobra i pomocy uczniom). To było bardzo ciekawe wprowadzenie do dalszej części i tego wypadku Albusa. Podobało mi się też to, że przez długi czas opisywałaś wydarzenia z jej perspektywy i fragment, w którym piszesz, że nie była w stanie wszystkiego dostrzec, bo ktoś stanął w taki, a nie inny sposób. Niby niewiele to wnosiło, ale było fajnym szczegółem, który pasował do całości i ciekawie ją wypełnił.
    Natomiast przy tej scenie z kłótnią byłam trochę zdezorientowana. Miałam wrażenie, że robiłaś to, co kiedyś zauważyłaś u mnie - skakanie z podmiotami :D Tu Hugo, tam Malfoy, tu jeszcze Lily, każdy coś robi, każdy coś mówi i już momentami nie wiedziałam, kto co i czemu. Dużo tego było i musiałam się mocno skupić, żeby wychwycić ważne rzeczy.

    Nie bardzo rozumiem, czemu Lara odczuła coś w stylu podziwu do Oliviera. Czytałam ten fragment chyba ze trzy razy i nie potrafię tego pojąć. Chłopak zachował się nie fair, wygadał w złości tajemnicę i teraz czuje się podle. Rozumiem, że Larze mogłoby być go żal - w końcu nie chciał zrobić nic złego, a zrobił - ale czemu poczuła podziw? Bo nie zaczął napieprzać na Lily? No dobra, fajnie, ale to chyba wciąż za mało na 'podziw' ;D
    Mimo tego fragment z Olivierem i Larą bardzo mi się podobał. Chyba nawet bardziej niż ten pierwszy. Był spokojny, przepełniony emocjami, wewnętrznymi rozterkami bohaterów i to było czuć w każdym ich ruchu, w każdym słowie. A nawet wtedy, kiedy nic nie mówili. Wydaje mi się, że ta relacja ma szansę się naprawdę mocno rozwinąć i powiem szczerze, że czekam na to! ;)

    Wychwyciłam:
    "Nagle, zupełnie nieoczkiewanie" - nieoczekiwanie
    "z prędkością światała" - światła
    "kłamstwo albo półprawda jest lesze" - lepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękkuję za komentarz :p tak, chyba nadal te podioty nie do końca dobrze wyglądają w ytm fragmencie, mega dużo bohaetrów chciałam umieścić. jeszcze postaram się nad tym popracować ;p cieszę się, że pomysł z panią POmfery Ci się spodobał.
      hm, Lara czuje wobec niego podziw troche irracjonalnie, troche dlatego, ze jest wlasciwie pierwszą osoba, ktora do niej jakos dotarla, a dokladniej, ktorej na to pozwoliła, i to już się działo wcześniej.
      a te literówki są dla mnie zagadką, chyba jak poprawiałam na bloggerze, to musiałam takie kwiatki dopisać :D:D dzięki :*

      Usuń
  22. Pierwsze zdanie mnie zabiło, potrzebowałam chwili, żeby sie spokoić xd I cały ten późniejszy wywód, tak bardzo pasował do pani Pomfrey! No izakłąd z Grubą Dam, odnośnie Scorpiusa i Any - Złoto!
    Wara od Franka, Scorpi! Byłęs na tyle glupi, że nie chciałeś Rosie, to teraz odwal sie od rozsądniejszych ludzi xd I po ciul za nią biegniesz?
    O Em Dżi, ale ta Matylda jest pieprznięta, niech ja Albus zostawi, ja chetnie go przygarnę.
    I co sie dzieje z Lily?! Jak ona mi sie strasznie podobała w tym rozdziale, chociaż prawie nic nie mówiła. Jak już sie odezwała, to zrobiło to wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D Też byłam zadowolona, jak wymyśliłam te perspektywę :p
      Hah, wlasnie o to mi chodziło we wczesniejszych komentarzac, gdy mowilam o Twoim stosunku do Scora :p
      To maly % tego, co Matylda moze pokazać :D
      Cieszę się, że spodobał Ci się mój pomysł na Lily :D

      Usuń
  23. Pewnie jestem jedyną, której postać Matyldy się podoba. Może dlatego, że nie pokazałaś jeszcze świata z jej perspektywy, a ta zazwyczaj obnaża bohaterów i nie pozwala ich lubić (dlatego np. pierwszoplanowe postacie są zwykle mniej lubiane jak chociażby Harry... chociaż ja akurat go lubię haha). Tutaj to co kogoś nie wprowadzasz, to okazuje się, że sposób myślenia tego człowieka jest nie do zaakceptowania. Lily jest dramatyczna, ale Scorpius, Rose, Anabell, Helena i inni też pozostawiają wiele do życzenia. Przy Matyldzie wciąż się łudzę, że jest jakaś tajemnica. Wiesz, coś takiego, że chociaż teraz zachowuje się irracjonalnie i nikt jej nie lubi, to za tym kryje i potem nadejdzie katharsis. Mimo wszystko to raptem kilka scen z nią było, więc nie mam w niej zakorzenionej niechęci, jak do Lily. Ale po twoich autorskich komentarzach dochodzę do wniosku, że ona chyba po prostu ma być takim kozłem ofiarnym dla całej historii - jest cel istnienia to bycie złą i niedobrą, żeby jakoś wybić Albusa albo i kogoś jeszcze. Tak jak w wielu filmach czy serialach tworzy się postacie, których zadaniem jest mącenie w relacjach między ludźmi i po prostu bycie złym.

    Co do Lary, to ona jest dla mnie jak taki nadmuchany balon z tą "wyjątkowością". Wiele o to krzyku, a na razie poza tym użalaniem się i stękaniem (co robi co najmniej kilka osób haha) to nic szczególnego nie okazała. To że zamiast uczestniczyć w szczeniackich wojnach woli sobie pospacerować wcale nie czyni z niej tak wyjątkowej. Przyznaję się bez bicia, że jej perspektywa mi się nie podoba. Bo ona oczami narratora wszechwiedzącego to byłaby po prostu normalna, trochę wycofana i hm... ciapkowata :D A jak jest już to jej spojrzenie, to pełno wstawek w stylu "jestem inna niż wszyscy! Błagam, uwierzcie mi!". Mało ona dla mnie przekonująca. Chyba że taka ma być, to po prostu jej nie lubię haha

    No i tak na koniec - z mojego komentarza wynika, że nikogo nie lubię haha, ale to nie prawda! Lubię Olivera, bo jest osobą bardzo szczerą, nawet z tymi swoimi emocjami. Lubię tego Ślizgona z siódmej klasy i Hugo też jest spoko. Reszta niech wyjdzie z okresu dojrzewania haha

    pozdrawiam serdecznie!! ; )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matylda poczatkowo miała być jedynie właśnie taką złą, ale zmieniłam trochę zdanie. Będzie złą, ale z tajemnicą :D Amanda zaś pozostanie zła dla samego bycia złą :p
      HAh, no tak, trochę osób się tu użala, lubią to :D
      LAra ma tajemnicę tak naprawdę :D Chć pewnie jej postać można różnie interpretować. Jej własciwie nie zależy na opinii ludzi. Tylko teraz zaczyna, na Oliviera ;p
      Hah, oni wszyscy dojrzewaja :D Olivier, Frank i Hugo też :D:D
      dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  24. A po co różdżka? Wystarczyło dziewczynę złapać za ramiona i mocno potrząsnąć. Pomogłoby, a jeśli nie to jeden policzek i od razu byłaby przywołana do porządku.
    "szczególnie intensywnie" - intensywne
    Co do tego konfliktu panów, to nie mam póki co żadnych przemyśleń. Nawet nie wiem o co im konkretnie chodzi, bo wypadek był wypadkiem, w grze się zdarza. Ja kiedyś sam tak kopnąłem piłkę że dostał nią mój najlepszy kolega, na dodatek z tej samej drużyny i odbił się od ścianę (graliśmy na zabetonowanym podwórku, otoczonym kamienicami), w skutek czego na szycie pojechał do szpitala. No chyba, że u ciebie powodem jest, że ten dwie spotykał się z dwiema kobietami. Póki nie robił tego jednocześnie, to dla mnie norma, bo przecież te dziewczyny chyba też wiedzą, że zakochanie jest etapem przejściowym i albo będzie z tego coś więcej, albo nie, ale po jednej randce nie należy oczekiwać wspólnego życia po grób.
    Podobało mi się spotkanie Oliego i Lary i dopiero zauważyłem, że Janvier to brunet. Zawsze wyobrażałem go sobie jako blondyna. Znam dużo malutkich Oliwierów i każdy ma siwe albo jasne blond włoski i pewnie stąd takie przypisanie ich również twojemu bohaterowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardziej chodzi o to, że Scor uważa, że Frank zrobił to specjalnie --> choć racjonalnie to niemożliwe. A konflikt między nimi dotyczy wielu spraw :D
      Olivier to w moim odczuciu zawsze był brunet, od samego początkuxD

      Usuń
  25. Bu! To znowu ja :3 Komentuje po raz drugi, bo teraz, gdy mam na zapleczu wszystkie poprzednie rozdziały, całość zyskała dla mnie całkiem nowych barw. Poprzednio, gdy uczniowie wpadali jeden po drugim do skrzydła szpitalnego, poważnie się zgubiłam, bo nie znałam większości imion ani ich charakterów. Koniec końców miałam wrażenie, że tych postaci jest 100 i kompletnie mi się wszystko pomieszało. Ale teraz wszystko wygląda inaczej i nadszedł czas na mój ~k o m e n t a r z~ c;
    Zacznę od sceny, która wywarła na mnie największe wrażenie. Moment, w którym Lily przyszła atakować Hugona i wyżywać się na Helenie jest moim ulubionym. Lubię takie mocne akcje. Przemiana tego chłopaka ze służalczego kolegę w osobę, która zna swoje zdanie i ma zamiar go bronić, pozytywnie mnie zaskoczyła. Ale chyba najszerszy uśmiech wywołała u mnie reakcja Oliviera. Nareszcie powiedział to wszystko, na co czekaliśmy przez tyle rozdziałów! Lily się tego nie spodziewała, jakkolwiek ją lubię - dobrze jej tak. Znajduje wrogów w ludziach, którzy w innym wypadku mogliby być dla niej naprawdę wspaniałymi przyjaciółmi. I to naprawdę smutne, że tego nie widzi. Zaczyna mi się robić jej powoli żal. Myśli, że jest silna, a w rzeczywistości tylko sama siebie niszczy. Po kolei traci przyjaciół i mam wrażenie, że wkrótce potwornie się to na niej odbije. Oliviera także mi żal. Został postawiony w sytuacji bez wyjścia i wyobrażam sobie to napięcie, jakie musi czuć za każdym razem, gdy patrzy na Lily i myśli o tym, jak dziewczyna wykorzysta swoją... przewagę w tym temacie.
    Ciekawi mnie też dalszy rozwój wydarzeń pomiędzy Heleną, a Hugonem. Nie wiem dlaczego, ale przed oczami pojawia mi się obraz, w którym jej stan nagle się pogarsza i wyznają sobie miłość na łożu śmierci (te moje scenariusze XD). Anyway, zastanawiam się, jakbyś poprowadziła scenę śmierci w tym opku :3
    Nie jest chyba niespodzianką, że przykro mi także z powodu Albusa. (Co jak co, ale pani w obrazie zyskała chyba plotki do analizy na dłuuuugi czas). Jakoś nie trawię tej Pince. Widzę ją jako rzucającą się na wszystkich wściekłą blondynkę z irytującym, piskliwym głosem. Dlaczego jeszcze Albus z nią nie zerwał? Z tego co wyczytałam, jak dotąd sprawiła mu tylko więcej kłopotów, niż pożytku.
    Związek między Scorpiusem a Janvier jest przeuroczy :3 Niemniej mam nieodparte wrażenie, że cosik się wkrótce posypie, jak zawsze, gdy jest zbyt idealnie (czarny scenariusz Ray #6521562353). Poza tym Rose pewnie nie postawiła jeszcze kropki nad "i" w tej sprawie.
    Wyobrażam sobie, jak okropnie Frank musiał się czuć, patrząc na to wszystko. Bądź co bądź, to właśnie on spowodował ten niefortunny wypadek.
    Nie mogę sie doczekać tego Musicalu. Mimo wszystko fajnie by było, gdyby to jednak Lily zagrała główną rolę. Może niekoniecznie z Alice, jakoś za nią nie przepadam, ale z... Amandą? To dopiero by było! Trzech wrogów na jednej scenie! Najbardziej śmiercionośny występ wszech czasów XD Może zostałyby zawarte jakieś... sojusze X3
    Wybacz, jeśli mój kom jest taki jakiś nieskładny i chaotyczny, wciąż jeszcze jestem uziemiona i ledwo myślę po ludzku D;
    Pozdrawiam z całego serca i idę czytać dalej! c; ~ Krävariss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, dziękuję za komentarz :) ciesze się, że po przeczytaniu dziewiętnastu rozdziałów miałąs znacznie inną reakcję na tę całą masę bohaterów, którzy wpadli do Skrzydła Szpitalnego, że dało się to wszytsko sobie poukładać :)
      cóz, faktycznie akcja w PW Gryfonów na razie była 'największą" i trzeba było się do niej przyłożyć. Hugo pod wpływem emocji musiał coś zrobić i właściwie nadal robi, też się musi trochę ogarnąć. Lily... cóż, własciwie już w następnych rozdziałach zobaczysz, co się z nia po tej akcji i nie tylko po tej, stało. A Oliveir... nie powiem, przejmować się będzie, ale trochę w innym sensie... Sama zobaczysz :p
      Hah, cóz, Pince za miła nie jest, a co zorbi Albus, jak juz sie obudzi... hm... nic nie moge powiedzeć :D
      Hm, co do Scorpiusa i jego miłości, nie wszystko jest takie kolorowe, musze wrócić do tego wątku, bo dawno nic o tym nie było :p a Rose jeszcze się w nim buja xD
      A co do musicalu, to odpowiedź na pytanie, czy Lily zagra czy nie, poznasz już niedługo xD lecz na sam musical to trzeba będzie poczkeać z jakieś 50 rozdzłąów chyba :D:D A Amanda... biedaczka, nie ma szans na zagranie w musicalu :P

      Usuń