niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział osiemnasty: Przewrotność losu

Porywisty wiatr i deszcz, przyjmujący formy od ledwo wyczuwalnej mżawki do oberwania chmury, stanowiły nieprzerwany element hogwarckich błoni od niemal dwóch tygodni. Jedyną zmianą, która nastąpiła wraz z listopadem, było obniżenie temperatury o dziesięć stopni. Takie warunki zdecydowanie nie zachęciłyby nikogo do wyściubienia z własnej woli choćby najmniejszej części ciała za drzwi wejściowe czy okno. Uczniowie Hogwartu przez dłuższy czas nie stanowili wyjątku od reguły. Na dwór wychodzili tylko z przymusu: lekcji, treningów quidditcha czy dodatkowych zajęć sportowych.
Dlatego właśnie, zobaczywszy w pierwszą sobotę listopada niemałą ilość młodzieży na dworze, przypadkowy obserwator mógłby uznać, że Hogwart nawiedziło swoistego rodzaju szaleństwo. W pewnym sensie nie myliłby się. Tym szaleństwem były dwa wydarzenia: wyjście do Hogsmeade oraz popołudniowy mecz quidditcha. Jeśli obserwator nie miałby najmniejszego pojęcia o istnieniu magii, tego typu tłumaczenia z pewnością utwierdziłyby go w przekonaniu o czymś w rodzaju zbiorowej schizofrenii.
Czarodziejskiej społeczności natomiast takie stwierdzenie w zupełności by wystarczyło. Oficjalna możliwość odwiedzenia wioski, jak również rozgrywki między domami od zawsze stanowiły dla uczniów Hogwartu, a już z pewnością dla nowych adeptów magii, ogromną rozrywkę.
Anabelle Janvier była co prawda uczennicą ostatniej klasy, ale z powodu wcześniejszej edukacji w Beuxbattons to właśnie dzisiaj miała zobaczyć Hogsmeade po raz pierwszy i to u boku chłopaka, w którym się zakochała. Przez ostatnie kilka dni żyła tylko i wyłącznie tym wydarzeniem. Już podczas wakacji przeczytała sporo o wiosce, a po przyjeździe do zamku z wielkim podekscytowaniem wertowała w bibliotece albumy przedstawiające zmiany, jakie Hogsmeade przeszło na przestrzeni wieków. Z zaciekawieniem oglądała również zdjęcia i słuchała opowieści związane z wypadami swoich współlokatorek do wioski. Planowała zobaczyć każdy, nawet najmniejszy jej zakamarek.
Jeszcze większą radość Anabelle czuła na myśl o Scorpiusie. Odkąd zaprosił ją na randkę, relacje między nimi nieco się zmieniły. Co prawda nadal nie powiedzieli wprost o swoich uczuciach, ale dziewczyna wyczuwała między nimi pełne oczekiwania napięcie. Sama czuła je niemal nieustannie! Malfoy nie wahał się już jej przytulić czy dać całusa w policzek na dobranoc, a każdy najmniejszy dotyk chłopaka powodował, że serce Anabelle zaczynało bić dwa razy szybciej niż dotychczas.
Dodatkowo Janvier, sparaliżowana radością i oczekiwaniem, mówiła przy nim nieco mniej niż zwykle, dzięki czemu Scorpius zyskał szansę na dłuższe wypowiadanie się. Anabelle uważała za absolutnie urocze to, jak denerwował się niektórymi rzeczami. Kręcił wtedy nieświadomie młynki, a jego policzki bardzo nieznacznie się czerwieniły. Zdarzało mu się to na przykład wtedy, gdy na jej prośbę opowiadał o swojej rodzinie, a dokładniej o ojcu i jego krewnych. Fakt, że Draco i Lucjusz Malfoy, którego widywała czasem w domu swojego dziadka, należeli niegdyś do Śmierciożerców, nie stanowił dla nikogo tajemnicy, jednak dla Anabelle nie miało to znaczenia.
Dziewczyna znała świat czarodziejskiej arystokracji od małego, w końcu sama do niego należała. Słyszała więc niejednokrotnie poglądy różnych ludzi, ale przecież nie musiała się z nimi zgadzać, dlatego też nie stanowiły dla niej żadnego problemu. Ponadto każdy człowiek stanowił sam o sobie, a Anabelle poznała Scorpiusa na tyle, żeby wiedzieć, jaki był. Powiedziała mu to, w zamian za co otrzymała pełen wdzięczności uśmiech, choć chłopakie wydawał się do końca przekonany.
W obecnej chwili Janvier za wszelką cenę próbowała przypomnieć sobie, jak wyglądał ten uśmiech, jednak nie była w stanie. Wsłuchując się w padający deszcz, który słyszała dzięki małemu okienku znajdującym się w łazience będącej częścią dormitorium, oddychała głęboko, aby choć trochę się uspokoić. Wszelka radość i ekscytacja, jakie odczuwała, znikły wraz pobudką trzy godziny wcześniej. Teraz była tylko i wyłącznie przerażona myślą, że z powodu własnego, irracjonalnego zachowania może zniszczyć wszelkie szanse na związek ze Scorpiusem.
Anabelle nie potrafiła sprecyzować dokładnie przyczyny ewentualnej katastrofy, ale nie miało to znaczenia. Panika wcale się nie zmniejszała, a najdobitniejszym argumentem świadczącym o jej istnieniu było to, że Janvier nie mogła wykrztusić od rana ani słowa.
Zazwyczaj, gdy się denerwowała, mówiła jeszcze więcej niż zwykle. Przypadkowy człowiek pewnie nie zauważyłby różnicy. Bywały jednak sytuacje wywołujące tak ogromną dawkę emocji, że dziewczyna reagowała zupełnie odwrotnie. W siedemnastoletnim życiu Anabelle zdarzyło się to dotychczas trzy razy i za każdym razem tylko pogarszało sytuację. Ręce zaczynały niekontrolowanie drżeć, kłykcie stawały się coraz bledsze, a suchość w ustach nie mogła zostać pokonana nawet przez trzy szklanki wody mineralnej.
Odkąd się obudziła, nie mogła wykrztusić do swoich współlokatorek ani słowa, nie przywitała się z żadnym znajomym ani nie powiedziała nawet głupiego: Dzień dobry do profesor Cane, którą spotkała w drzwiach Wielkiej Sali. Anabelle pojawiła się bowiem na śniadaniu, do czego zmusiła ją Camille, lecz nie mogła nic zjeść. Scorpiusa nie było w tym czasie przy stole Ślizgonów i Janvier sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle.
Wróciła więc na górę i, uznawszy, że przygotowany wczoraj strój do niczego się nie nadawał, spędziła niemal godzinę na szukaniu alternatywy, nadal nie odzywając się do próbujących jej pomóc koleżanek. Na szczęście te trafnie odgadły powód nagłego milczenia koleżanki i nie wyglądały na urażone. Koniec końców stanęło na tym, co od początku mówiła Camille: Anabelle założyła dokładnie to samo, co wybrała poprzedniego dnia, a więc ciemnogranatowe rurki, czarne kozaki na niewielkim obcasie oraz seledynową bluzkę z falbankami, podkreślającą jej oczy, i ciemny, ażurowy sweterek. Pod czarodziejską szatę miała też przygotowany beżowy, cienki płaszcz pasujący do puchońskiego szalika. Dodatkowo założyła swoje ulubione srebrne kolczyki, a ciemne, długie włosy upięła w luźnego koka.
Makijaż postanowiła zrobić samotnie w łazience głównie dlatego, że nie była w stanie znieść własnego milczenia wobec koleżanek. Ponadto miała nadzieję, że jeśli przed jego zrobieniem trochę popłacze, może będzie lepiej. Jednak jak na złość nie mogła wydobyć z siebie żadnych łez. Najwyraźniej zachowywały się one dokładnie tak samo jak słowa.
Anabelle stała właśnie przed ogromnym lustrem i od dziesięciu minut bezskutecznie próbowała zrobić idealnie prostą kreskę nad prawym okiem, lecz dłonie zachowujące się, jakby tańczyły tango, skutecznie jej to uniemożliwiały. We własnych oczach widziała skrajne przerażenie, a i tak z natury jasna cera stała się niemal trupio blada; dziewczyna była przekonana, że nawet bronzer i róż nic nie pomogą.
Kiedy po raz kolejny czarna kreska poszybowała zdecydowanie za wysoko, wściekła Anabelle odłożyła kredkę do kosmetyczki, zmyła brutalnie wszelkie nieudolne próby i postanowiła zadowolić się jedynie czarnym tuszem do rzęs. Kilka minut później zakończyła robienie makijażu, stawiając na ulubiony błyszczyk o smaku brzoskwini oraz niewielką ilość różu. Popatrzyła krytycznie na swoje lustrzane odbicie; strach w oczach był aż za nadto widoczny, dlatego też szybko się odwróciła, a następnie wypadła z hukiem z łazienki.
– No, Ana, dobrze, że wyszłaś, chciałyśmy już interweniować – zawołała nienaturalnie wysoka i chuda Yve Peterson.
– Za piętnaście minut musisz być na górze – zakomunikowała Camille, jednocześnie wkładając w rękę Anabelle jakiś przedmiot. – Spryskaj się nimi, Scorpius będzie zachwycony.
Janvier uśmiechnęła się blado w odpowiedzi, a następnie posłusznie wykonała rozkaz. Po dormitorium siedemnastoletnich Puchonek rozniósł się zapach drzewa sandałowego pomieszanego z czymś, czego Francuzka nie potrafiła zidentyfikować.
– Zakładaj buty! I całą resztę… Okej, trzymaj torebkę. Masz wszystko? Wzięłaś różdżkę?
Anabelle kiwnęła głową, odbierając od koleżanki niewielką, granatową torebkę ze srebrnymi dodatkami.
– No i zacznij mówić! Okej?
Janvier kiwnęła głową i odpowiedziała bezgłośnie: Okej.
– Nie martw się, Ana, myślę, że ta randka uda się nawet bez rozmawiania – stwierdziła Yve, uśmiechając się szeroko. – Ba, może nawet Scorpius będzie bardziej zadowolony.
– To nie było pocieszające, Peterson – zawołała głośno Camille, jednak Anabelle uśmiechnęła się z wdzięcznością do Yve.
To w jakimś sensie jest pocieszające, choć nie świadczyłoby o mnie za dobrze.
– Jeszcze tu jesteś?! – zawołały nagle chórem dziewczyny, a następnie Rosier sama już dodała: – Odprowadzić cię, Ana?
Janvier pokręciła głową, a następnie, wzbierając się w sobie, szepnęła: Dziękuję. Yve w odpowiedzi podniosła kciuki, a potem wraz z Camille pomachały jej na pożegnanie.
Anabelle znalazła się przy drzwiach Wielkiej Sali szybciej, niż się spodziewała. Ku jej zdziwieniu hol wejściowy pełen był podekscytowanych uczniów ustawionych w kolejce do wyjścia. Nie podejrzewała, że aż tyle osób zdecyduje się na pójście do wioski i to całkiem wcześnie. Widok ten zaskoczył ją na tyle, że przez chwilę nie skupiała się jedynie na własnym stresie.       
– Cześć, An.
Janvier w wyniku niespodziewanego przywitania podskoczyła tak gwałtownie, że uderzyła podbródkiem w ramię chłopaka. Dziewczyna spojrzała na niego ze skruchą, jednocześnie podnosząc prawą rękę, aby dotknąć miejsca, które chłopak właśnie masował, jednak zawahała się i spuściła wzrok na jego buty.
Nie musiała długo czekać na reakcję. Poczuła, jak chłopak złapał jej dłoń i położył ją tam, gdzie chciała go dotknąć. Podniosła głowę; Scorpius uśmiechał się do niej ciepło, a radość, jaką widziała w jego błękitnych oczach, nieco uspokoiła dziewczynę. Nieświadomie przysunęła się bliżej niego, a on mocno ją objął. Przymknęła oczy, opierając głowę o jego ramię.
– Staniemy w kolejce? – szepnął cicho, a ona pokiwała głową. Złapał ją za rękę, a następnie przeszli kilka kroków, ustawiając się na samym końcu długiego rzędu.
Anabelle nie zdążyła porządnie zmartwić się tym, że umiejętność mówienia nadal nie wracała, kiedy nagle obok nich pojawił się Albus i, nawet nie przywitawszy się z dziewczyną, zakomunikował:
– Słuchajcie, woźny wciąż nie wrócił. Nikt nie wie dlaczego, ale jedno jest pewne: pogoda jest okropna. Teraz już nie pada, teraz wręcz leje. Ja rezygnuję, idę do dormitorium. Do zobaczenia na meczu.
Malfoy odmruknął w odpowiedzi coś, co brzmiało: Jak zwykle promyczek nadziei, a Anabelle zachichotała zdenerwowana. Chłopak ścisnął mocniej jej rękę i znów popatrzył na nią uważnie.
– Wyglądasz cudownie – stwierdził łagodnie, a ona nadal nie była w stanie ani odpowiedzieć, ani na niego popatrzeć. Skubała czarny rękaw, czując, że robi się jej coraz bardziej gorąco. Założenie i płaszcza, i szaty było skrajną głupotą…! – An, wszystko w porządku? – dodał, a jego głos nieco zadrżał.
Pokiwała energicznie głową, poprawiając jednocześnie zsuwającą się jej z ramienia torebkę, co spowodowało konieczność wyswobodzenia się z uścisku chłopaka. Przełknęła głośno ślinę i wreszcie odważyła się na niego spojrzeć. Podziwiała znajome błękitne oczy, jasne, nieco kręcone włosy i kwadratową szczękę.
Patrząc na jego twarz, Anabelle ponownie poczuła się zarówno bezpieczniej, jak i mniej pewnie, co wydawało się sprzecznością, jednak było aż nadto prawdziwe. Z jednej strony bowiem sama jego obecność wpływała na nią kojąco, z drugiej – tak bardzo się denerwowała! Nigdy wcześniej, nawet gdy zaczęła spotykać się z Arturem, nie czuła się tak dziwnie.
– Odstrasza cię ta pogoda? – zapytał Scorpius, a w jego głosie wyczuła jakiegoś rodzaju napięcie. – Nie musimy wychodzić, jeśli nie chcesz.
Pokręciła głową gwałtownie. Chyba nie sądzi, że się rozmyśliłam?
– Nie, chcę iść! – wykrztusiła cudem, a potem zamknęła z zażenowaniem oczy, myśląc, że zachowywała się jak małe dziecko.
– Hm, tylko że ta pogoda faktycznie nie zachęca – mruknął jakby do siebie Scorpius, a po chwili milczenia zawołał z triumfem: – Chodź, mam pomysł.
Chłopak pociągnął ją za sobą, a ona aż pisnęła z zaskoczenia. Trzymając się mocno za ręce, pobiegli w kierunku schodów prowadzących na wszystkie kondygnacje zamku. Jako że Anabelle nadal nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa, a z powodu niespodziewanego biegu robiło jej się coraz bardziej gorąco, nie miała pojęcia, co się dzieje. Scorpius, bez najmniejszej chwili zawahania, parł na przód, nie puszczając jej dłoni. Janvier straciła orientację mniej więcej na drugim piętrze. Mijali kolejne obrazy z zatrważającym tempie, a dziewczyna odnosiła wrażenie, że zaraz upadnie z powodu zawrotów głowy.
Nagle Malfoy zatrzymał się, a Anabelle ledwo wyhamowała, by na niego nie wpaść. Dysząc ciężko, wykrztusiła:
– Gorąco. Mam płaszcz…
Scorpius popatrzył na nią pytająco, a następnie uderzył się otwartą dłonią w czoło.
– Na Merlina, przepraszam, An – zawołał skruszony. – Tak się podekscytowałem, że…
– Nie przejmuj się – przerwała mu. – Po prostu muszę się roz… to zdjąć.
Chwilę potem Anabelle pozbyła się zarówno płaszcza, jak i swetra, które Malfoy za pomocą różdżki zmniejszył do takich rozmiarów, że zmieściły się bez problemu w torebce dziewczyny. Dopiero wtedy Janvier ochłonęła na tyle, że mogła skupić się na otoczeniu.
Stali w nieznanym jej korytarzu tuż przy posągu, który wybitnie nie przypadł jej do gustu, co w Hogwarcie stanowiło swojego rodzaju wyjątek, gdyż Anabelle kochała niemal wszystkie zamkowe obrazy i rzeźby. Przedstawiał wyjątkowo szpetną, jednooczną starą czarownicę z ogromnym garbem.
– To Gunhilda z Gorseemor – poinformował Scorpius. – Za nią znajduje się tajemne przejście do Miodowego Królestwa. Wystarczy wyjąć różdżkę i powiedzieć Dissendium, żeby się otworzyło.
– Naprawdę? To dlaczego…? – zapytała Janvier, nie mogąc dokończyć zdania. Zdolność mówienia wróciła najwyraźniej tylko częściowo, a cudowne perfumy chłopaka zdecydowanie nie pomagały jej się skupić.
Na szczęście Malfoy zrozumiał pytanie, ponieważ odparł:
– Dyrekcja jest świadoma, że wielu uczniów zna obecnie to przejście. Dlatego też, z tego, co słyszałem, właściciele Miodowego Królestwa rzucili zaklęcia wykrywające na swój składzik, do którego bezpośrednio prowadzi to przejście. Nie sądzę jednak, żeby w czasie oficjalnego wyjścia do wioski te czary były aktywne, gdyż inaczej sami nie mogliby tam wejść. Na pewno zdejmują ochronę co najmniej na kilka godzin. Myślę, że możemy zaryzykować… Oczywiście używając Zaklęcia Kameleona.
Anabelle pokiwała jedynie głową i złapała Scorpiusa za rękę. Chłopak przyłożył różdżkę do garbu czarownicy i wyszeptał inkantację. Oczom dziewczyny ukazała się dość stromo opadająca w ciemność, szeroka zjeżdżalnia. Na ten widok Janvier gwałtownie się odsunęła i stanęła przy przeciwległej ścianie. Strach, który poczuła, był zdecydowanie inny od tego, który towarzyszył jej od rana, co wcale nie oznaczało, że mniejszy.
– An? Co robisz?
– Boję się – wykrztusiła, przestępując z nogi na nogę.
– Czego? – zapytał Scorpius, podchodząc do niej ostrożnie.
– Zjeżdżalni – odparła Anabelle, skubiąc nerwowo szatę. Po chwili milczenia nagle wybuchła: – Ja po prostu… Pewnie trudno w to uwierzyć, ale nienawidzę szybkości. A ta zjeżdżalnia wygląda na szybką. Dlatego obawiam się, że jej nienawidzę. Nie mam pojęcia, dlaczego boję się prędkości, serio… Nie stało się w moim życiu nic, co by to tłumaczyło. Odkryłam to, kiedy po raz pierwszy leciałam na hipogryfie, ale nic mi się tak nie stało! Wątpię, żebym kiedykolwiek była w stanie wejść do samochodu czy samolotu i cieszę się, że nie muszę. Co robisz…? – zapytała, urywając nagle i patrząc na ręce Scorpiusa, które wzięły jej dłonie i zaczęły je masować.
– Próbuję cię odstresować – odparł cicho, patrząc prosto w oczy Janvier.
– Nie uważasz – pociągnęła żałośnie nosem – że to żałosne?
– Nie – odpowiedział po prostu, jakby to było coś najoczywistszego pod słońcem.
– Trenuję gimnastykę magiczną od wielu lat, a boję się szybkości. To naprawdę nie jest normalne.
– Anabelle, każdy się czegoś boi – stwierdził stanowczo Scorpius, łapiąc ją za ramiona. – Nie ma się czego wstydzić.
– A ty? – zapytała, podnosząc nieco głowę. – Czego się boisz?
– Krwawego Barona – odpowiedział Malfoy i rozejrzał się wokół, jakby sprawdzając, czy ducha nie było w pobliżu.
Autentyczne przerażenie widoczne na twarzy chłopaka powstrzymało Anabelle od zapytania: Naprawdę?, mimo że nadal nie mogła w to uwierzyć. Nie zdołała jednak zdusić w sobie śmiechu, choć na szczęście przypominał on bardziej zduszony chichot.
– To nie jest zabawne – zakomunikował nieco przygarbiony Scorpius. – On jest naprawdę przerażający. Już na pierwszym roku przestraszył mnie niemal na śmierć, kiedy spokojnie myłem sobie zęby w łazience, a on nagle pojawił się w wannie.
Tym razem Anabelle nie mogła się już powstrzymać. Śmiała się tak bardzo, że musiała przytrzymywać się zarówno ściany, jak i Scorpiusa. Przez łzy nie była w stanie zobaczyć jego twarzy, jednak po chwili chłopak również wybuchł śmiechem. Nie miała pojęcia, jak długo trwał ich wspólny napad wesołości, ale chciała, aby trwał wiecznie.
Kiedy zdołała się już uspokoić, złapała Malfoya za rękę i pociągnęła go w kierunku rzeźby, która wciąż nie zamknęła przejścia, jakby zapraszając ich do skorzystania ze zjeżdżalni.
– Pojedziemy razem, prawda? Jest wystarczająco szeroka.
– Jasne, An – odparł chłopak, pomagając usiąść jej na krawędzi i dołączając do niej pospiesznie. – Gotowa?
Dziewczyna pokiwała jedynie głową i zamknęła mocno oczy, a chwilę potem, nim zdążyła zmienić zdanie, zjeżdżali w dół z zawrotną szybkością.
 Nie wiedziała, kiedy otworzyła oczy. Ku jej zdziwieniu w tunelu było całkiem jasno dzięki magicznym światłom umieszczonym na górze. Gdy po raz kolejny gwałtownie skręcili w prawo, dziewczyna poczuła się lekka jak piórko. Zaczęła śmiać się jak szalona, a Scorpius ponownie jej zawtórował.
 Nagle zaczęli zwalniać, aż w końcu zupełnie się zatrzymali i Anabelle poczuła ukłucie zawodu.
– Już?! To było… naprawdę świetnie – stwierdziła zaskoczona, otrzepując szatę z kurzu i rozglądając się po małym pomieszczeniu rozświetlonym pojedynczą pochodnią, przypominającym piwnicę.
– Widzisz? Wcale nie było tak źle – zawołał radośnie Scorpius.
– Może i ja przekonam cię kiedyś do Krwawego Barona? – zastanowiła się na głos, ale widząc minę chłopaka, szybko dodała: – Żartowałam!
Malfoy wyciągnął z kieszeni różdżkę i rzucił na nich Zaklęcie Kameleona. Chwilę później dziewczyna zobaczyła, jak nad jej głową otworzyła się bezszelestnie klapa, której wcześniej nie zauważyła. Musiała być to sprawka Scorpiusa. Anabelle poczuła, jak silne ręce chłopaka otoczyły jej talię, i momentalnie poczuła rozlewające się po całym ciele ciepło. Och, dlaczego akurat teraz nie mogę go zobaczyć?
Dopiero gdy podniósł ją nieco, zrozumiała, że chciał pomóc jej się stąd wydostać. Speszona szybko podciągnęła się, a chwilę potem usłyszała, jak Malfoy poszedł w jej ślady, a następnie zamknął klapę.
Nie miała dużo czasu, aby przyjrzeć się zapleczu Miodowego Królestwa, ale kilkanaście sekund, jakie tam spędzili, wystarczyło, aby dziewczyna zakochała się w tym miejscu. Znajdowało się w nim bowiem tysiące, jak nie miliony różnego rodzaju czarodziejskich słodyczy, częściowo wypakowanych na półkach, a częściowo znajdujących się w kartonach.
 Scorpius pociągnął ją w kierunku drzwi i chwilę później znaleźli się w głównej części sklepu. Cudem ominęli jednego ze sprzedawców, a następnie szybko przeszli na stronę kupujących. Dopiero przy drzwiach wejściowych zdecydował się na zdjęcie z nich czaru. Anabelle od razu skorzystała z okazji i z wdzięcznością pocałowała chłopaka w policzek. Scorpius splótł jej palce ze swoimi i ustawili się w kolejce.
Przez następne dziesięć minut, niczym pięcioletnie dzieci, omawiali, co kupią. Dziewczynie świeciły się oczy na niemal wszystkie smakołyki znajdujące się w sklepie. Koniec końców wybrali więc Królewski Zestaw, wielkością przypominający małą walizkę, który zawierał wszystkie dostępne rodzaje słodkości.
– Z naszym… eee… pudełkiem proponuję udać się do Wrzeszczącej Chaty – powiedział Scorpius, odstawiając z hukiem ich nabytek na podłogę. Z pewnością musiał być ciężki. – Tam będziemy mogli spokojnie skonsumować przynajmniej część tego wszystkiego.
– Dobrze – zgodziła się Janvier, jednocześnie czując w okolicach serca rozlewające się ciepło. Camille powiedziała jej kiedyś, że uważana niegdyś za nawiedzoną chałupa od pewnego czasu stała się ulubionym miejscem schadzek par. Oczywiście różnego rodzaju kawiarnie też były przez nie odwiedzane, ale w przypadku potrzeby spędzenia czasu tylko we dwoje zakochani zawsze wybierali któryś z wielu pokoi Wrzeszczącej Chaty. – Pomogę ci to nieść.
Scorpius już zaczął oponować, jednak gdy Anabelle stwierdziła, że tak będzie łatwiej i zabawniej, nie mógł się z nią nie zgodzić.
Prędko założyli płaszcze i okutali się szalikami, a następnie, trzymając z dwóch stron pudełko, wyszli z Miodowego Królestwa. Mimo że przez nieprzyjemny wiatr i silny deszcz praktycznie nic nie widzieli, Anabelle nie pamiętała, kiedy czuła się tak szczęśliwa co teraz. Kilkanaście potknięć oraz dwa upadki – raz samego pudełka, raz pudełka i Anabelle – wywołały w dziewczynie nie złość, a dodatkową radość. Wraz ze Malfoyem śmiała się niemal przez całą podróż. 
– Wiesz, Scor – zaczęła, kiedy znaleźli się w środku, odstawili na chwilę słodycze i rzucili na siebie zaklęcia osuszające. – Nie mam pojęcia, czemu wcześniej się tak denerwowałam. Teraz czuję się, jakbym znajdowała się dokładnie tam, gdzie powinnam znajdować się od dawna.
Malfoy nic nie odpowiedział, tylko – stając pod przeciwległą ścianą – wpatrywał się w nią intensywnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Pod wpływem tego spojrzenia Janvier musiała aż oprzeć się o drzwi, aby nie upaść.
Potem zaś, kiedy Scorpius niespodziewanie zmniejszył dzielącą ich odległość i przycisnął swoje usta do jej, łącząc ich wargi w długo oczekiwanym, pełnym uczucia pocałunku, to tylko dzięki jego ramieniu nie upadła.
Sama straciła jakikolwiek kontakt z otoczeniem i zupełnie jej to nie przeszkadzało.

Z godziny na godzinę pogoda stawała się coraz gorsza, ale uczniowie i tak wypełnili trybuny boiska do quidditcha co najmniej w połowie. Zdecydowana większość transparentów utrzymana była w różnych odcieniach żółci. Pomimo że podział między domami nie był tak mocny jak niegdyś, Ślizgonów nadal nie darzono powszechnie dużą sympatią, szczególnie w Gryffindorze. 
Wokół Rose dominowała więc żółć, ale dziewczyna owinęła szyję zielonym szalikiem, a w rękach trzymała kiczowate jej zdaniem flagi z wielką literą „S” przypominającą język, wykonane na tę okazję przez Eve. Weasley odpuściła kilka dni temu zabijanie przyjaciółki, jednak w tej chwili poważnie rozważała powrót do morderczych planów. I wcale nie chodziło o ślizgońskie dekoracje, ale o to, że po raz pierwszy od kilku miesięcy Rose dała się jej przekonać na obejrzenie meczu quidditcha. 
Weasley nie rozumiała fenomenu tego sportu. Może i była w nim rywalizacja, ale wiązała się ona z nieczystymi zagrywkami, zmęczeniem, wysokością, zimnem, koniecznością grania w drużynie… Rose mogłaby wymieniać tak w nieskończoność, a przecież najważniejszym argumentem na nie i tak pozostawała świadomość, jak wiele pożyteczniejszych rzeczy mogłaby robić w tym samym czasie. Większość jej rodziny uwielbiała quidditcha, czego nie mogła przeboleć. Co prawda już dawno zdali sobie sprawę, że nie było sensu prosić jej o dołączenie podczas rodzinnych minirozgrywek, ale i tak podczas praktycznie każdej imprezy poruszano ten temat, co doprowadzało Rose do bólu głowy.
Mimo to Weasley robiła czasem wyjątki. Dla Albusa i Scorpiusa chodziła przynajmniej na część ślizgońskich meczów, począwszy od trzeciej klasy. Jako że w czwartej Eve zarzuciła jej haniebną zdradę Gryffindoru, Rose zdarzało się także oglądać zmagania własnego domu. Niezależnie od tego, kto grał, początkowe zdegustowanie zamieniało się w ogromne zmęczenie, kilka razy prowadzące do zaśnięcia. Dziewczynie było głupio na samą myśl o własnej niesubordynacji.
Ale to nie dlatego kilka miesięcy temu przestała chodzić na mecze, niezależnie od starań Eve. Powód był bardziej niż oczywisty i nie wymagał dodatkowych komentarzy. Tylko  dokładnie ten sam powód sprawił, że Rose zamarzała właśnie na trybunach, mimo że mecz jeszcze się nawet nie zaczął, a to komentarza już wymagało.
Mogła zrzucać na Eve winę za własną obecność na trybunach, ale prawda była taka, że sama podjęła taką decyzję. Musiała porozmawiać z Albusem. Nie mogła cały czas zachowywać się jak dziecko. To było nawet gorsze niż zasypianie w miejscach publicznych.
Jednak na samą myśl, że miałaby się do niego odezwać, i to pewnie przy Scorpiusie, Rose robiło się gorąco. Dlatego właśnie unikała kuzyna przez kilka dobrych dni. Nienawidziła się za to; zachowywała się jak dziecko. Musiała się wreszcie przemóc! Mecz wydawał się ku temu dobrą okazją. Jak wszyscy była praktycznie pewna, że Ślizgoni wygrają…
– Witajcie na drugim meczu w sezonie!!! – Peter Adams wrzasnął tak głośno, że Rose aż podskoczyła, wypuszczając przy okazji zielone ozdoby i otrzymując tym samym zdegustowane spojrzenie ze strony Eve.
– Jemu nie każesz trzymać tych głupich flag – zauważyła cierpko Weasley, wskazując na stojącego obok Meadowes Shawna, który nie wiadomo jak przedarł się przez całą rzeszę Gryfonów.
– George jest w naszej drużynie, bez przesady – odpowiedziała Eve, jednocześnie przytulając się mocno do swojego chłopaka i całując go na przywitanie.
– Poczekaj, bo jeszcze ci zarzuci, że haniebnie zdradzasz Gryffindor – mruknęła Rose, pocierając zziębnięte dłonie, jednak Eve nie usłyszała tych słów, wymachując wielkim transparentem i wrzeszcząc, jakby ją ze skóry obdzierano.
Przynajmniej przestało padać, uznała Weasley, wpatrując się w zachmurzone niebo, choć ten zimny wiatr to tragedia. Po chwili rzuciła znudzone spojrzenie na boisko; jak mogła się spodziewać, prezentowana była właśnie drużyna Ślizgonów. Nie usłyszała słów Adamsa, ale najważniejsze i tak wiedziała: Scorpius jako obrońca, Albus jako ścigający. Prefekt naczelna od razu wyłapała jasną, poczochraną czuprynę tego pierwszego, co wywołało zdecydowanie zbyt mocny ucisk w jej piersiach. Daj spokój, Rose, pewnie się nawet nie uczesał, a ty nadal wzdychasz do niego jak jakaś głupia małolata.
Przeniosła więc wzrok, jednak to wcale nic nie pomogło, gdyż zatrzymała się na stojącym przodem do niej Albusie. Mogła przysiąc, że kuzyn też na nią patrzył. Po chwili wahania odłożyła flagi i podniosła wysoko kciuki, mając nadzieję, że domyśli się, co chciała mu przekazać pomimo dzielącej ich odległości.
Pomachał do niej, a ona nagle poczuła rozlewające się po niej ciepło, jakby temperatura wzrosła o kilka stopni.
– Dobrze, Rose, tak trzymaj! – wrzasnęła do niej Eve, a ona uświadomiła sobie, że znów trzymała flagi i machała nimi w tym samym rytmie co przyjaciółka.
Właściwie to jest całkiem przyjemnie. Przynajmniej cieplej, pomyślała zaskoczona.
– Przywitajmy teraz drużynę Hufflepuffu! – ryknął komentator. – Moon, Randon, White, Flow, O’Neill, Stall oraz Paaaaatil, nowy szukający drużyny Puchonów. Co pokaże nam Bob w swoim debiutanckim meczu?
Adams mówił coś jeszcze, lecz został skutecznie zagłuszony przez rozszalały tłum. Rose widziała, jak jej matka pomogła rzucić chłopakowi zaklęcie na mikrofon, dzięki czemu kolejne słowa wypowiadał tak głośno, że nawet Hogwartczycy nie byli w stanie go zagłuszyć.
Członkowie obu drużyn ustawili się naprzeciwko siebie, zaś pośrodku stanął nauczyciel latania oraz sędzia meczu, Robert Kruger.
– To ma być ładna i czysta gra – przypomniał standardowo, a kapitanowie uścisnęli sobie ręce. Chwilę potem dwunastu uczniów wzbiło się w powietrze i zajęło odpowiednie pozycje.
– I… ZACZĘLI! Potter od razu przechwytuje kafla od Randona i jak strzała leci w kierunku bramki Moon! Oj, o mały włos nie dostałby tłuczkiem; jednak to wystarczyło, żeby Puchoni przejęli pałeczkę. Albo różdżkę, w końcu są do siebie podobne.
Spora część widowni wybuchła śmiechem, a Weasley cudem powstrzymała się od wywrócenia oczami. Na szczęście była podobna do swojej matki, więc wiedziała, że prędzej czy później nauczycielka transmutacji zwróci Adamsowi uwagę.
– Brown blokuje Randona, Ślizgoni w kontrataku! Patil, nie patrz tak na nią, bo możesz nie zauważyć znicza – stwierdził Peter, co wywołało kolejną salwę śmiechu. – Jednak co tutaj się dzieje… Potter znów w posiadaniu kafla, tym razem O’Neill i Stall są za daleko, żeby mu przeszkodzić. Czy Moon…? JEEEEST, pierwszy gol w meczu, dziesięć punktów dla Slytherinu!!!
Rose krzyczała wraz z Eve tak głośno, że zdała sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy poczuła ból gardła. Rozejrzała się wokół zdziwiona; wszyscy zachowywali się podobnie, głównie dlatego że Hufflepuff wyrównał wynik w mniej niż minutę. To jednak nie pocieszyło Weasley: ludzie cieszyli się takimi rzeczami, ona – nawet jeśli, to nigdy nie tak bardzo. Co się dzieje?
– Dawaj, Zabini – krzyknęła Eve, skacząc jak szalona. – Rosie, nie udawaj, że się nie angażujesz!
   Rose wzruszyła ramionami i postanowiła nie analizować własnego zachowania, tylko pójść za radą przyjaciółki obserwować mecz.
– Co to było?! – wrzasnęła oburzona, widząc, jak puchoński pałkarz z pełną prędkością wpadł na Zabiniego.
Sędzia od razu przerwał grę, lecz nie zmieniało to faktu, że akcja prawie na pewno zakończona bramką została przerwana w nieprzepisowy sposób.
– Palant, debil! – krzyczała tymczasem Eve, wygłaszając to, co myślała Rose.
– Abingale przerywa akcję Randona, a kafel trafia do Zin. Jak ta dziewczyna lata, znajdzie najmniejszą szparę, żeby się przecisnąć… Jest już przy lewej obręczy.  Ale tym razem Moon broni w zjawiskowy sposób, a kafel znajduje się ponownie w rękach Randona… i… Goooool! Piłka przelatuje milimetry od Malfoya!
Jęk zawodu Rose zgubił się w ryku zadowolonych Gryfonów. Przez kilkanaście kolejnych minut Weasley nie była w stanie oderwać wzroku od toczącej się gry, która cechowała się zarówno brutalnością, jak i szybkością. Skakała i wymachiwała flagami tak zaciekle, że kiedy Eve zaproponowała jej wodę, prefekt naczelna musiała aż usiąść na ławce, by móc otworzyć butelkę i złapać oddech.
– Widzę, Rosie, że wreszcie złapałaś bakcyla! Nie mogę w to uwierzyć! – zawołała radośnie Meadowes, która przycupnęła przy niej.
– Dobra gra – stwierdziła zarumieniona Weasley, poprawiając szalik, jednak uśmiech nie schodził jej z twarzy i sama była zdziwiona, jak wiele spokoju to przynosiło.
– Musisz częściej się zapominać – odrzekła Eve i sekundę później ponownie skakała i wymachiwała transparentem.
– Powiedz mi, Rose – krzyknął George, pochylając się w kierunku Weasley za plecami swojej dziewczyny. – Czy ona kibicuje nam też tak mocno?
– Nawet mocniej. Serio! – odpowiedziała, nie będąc pewną, czy Shawn ją usłyszał, a następnie podniosła się, gotowa znów kibicować Ślizgonom.
– Gra staje się coraz bardziej zaciekła, mimo że wynik osiemdziesiąt do siedemdziesięciu dla Puchonów utrzymuje się już od dziesięciu minut! O’Neill, nie radzę ci wpadać w Brown i to nie tylko dlatego, że Patil może zapomnieć, w której drużynie…
Słowa Adamsa zostały zagłuszone przez wyraźnie zdenerwowaną Hermionę Weasley, która pouczała go na tyle długo, że w międzyczasie Albus wyrównał wynik.
– Na Merlina, mamo, oddaj mu ten mikrofon! – krzyczała Rose.
– Nie wierzę – zawołała Eve, patrząc zdziwiona na przyjaciółkę.
– Meadowes, patrz, znicz!
Złotą piłeczkę latającą wysoko nad częścią trybun, w których siedzieli Krukoni, zauważył również Patil. Położył się niemal płasko na trzonku miotły, aby przyspieszyć. Za plecami miał już czternastoletnią szukającą Slytherinu. Rok temu przyjęta do drużyny Martington początkowo wywoływała jedynie pełne pobłażania uśmieszki, jednak dziewczyna szybko udowodniła, dlaczego dołączyła do niemal w całości męskiej i starszej od niej drużyny. Zwinna i lekka jak piórko cechowała się również spostrzegawczością i wybitnie dobrym szacowaniem odległości.
Albus Potter nie miał jednak czasu ani możliwości na przypatrywanie się szukającym obu drużyn. Żywił nadzieję, że Clara sobie poradzi; tymczasem jego zadaniem do końca meczu pozostawało wbijanie goli za pomocą kafla, który w tej chwili znajdował się w posiadaniu przeciwników. Rozpędzona White leciała prosto na bramkę Scorpiusa, jednak Albus widział, że Abingale był gotowy ją zatrzymać. Podleciał nieco bliżej, a chwilę potem złapał kafla, który wypadł z rąk zaatakowanej Megan i ruszył w kierunku obręczy Moon. 
Szybko oszacował sytuację; nie miał czasu samemu wbić gola, znajdował się za daleko, a jeden z pałkarzy przeciwników siedział mu na ogonie i jednocześnie blokował dostęp do przerzucenia piłki do Brown. Potter mógł podać kafla Georgii, lecz był prawie przekonany, że szybciej dopadnie go Randon niż dziewczyna. Dlatego postanowił uciec się do podstępu. Wybił się gwałtownie w górę, co spowodowało natychmiastową reakcję O’Neilla, a później jeszcze szybciej poleciał w dół i lewo, omijając pałkarza i przerzucając kafla do Brown, która bezbłędnie wykorzystała szansę i zdobyła bramkę.
Dopiero wtedy Albus mógł przyjrzeć się sytuacji na całym boisku. Szukający najwyraźniej stracili znicza z oczu, bo znów oboje krążyli nad resztą graczy, rozglądając się uważnie.
Potter przechwycił piłkę, którą niedokładnie próbowała podać White, i postawił na indywidualną akcję. Z szybkością błyskawicy poleciał w kierunku obręczy Moon, nie musząc zmieniać kierunku nawet o milimetr. Nagle tuż przed nim pojawił O’Neill, który posłał tłuczka prosto w Albusa. Potter nie zmienił kierunku lotu, zsunął się jedynie z miotły i trzymając ją prawą ręką, rzucił kafla tak, by móc go kopnąć, co chwilę potem zakończyło się kolejnym golem i owacjami na stojąco.
Zadowolony z siebie wdrapał się z powrotem na Ervinę. Próbował znaleźć w tłumie Matyldę, jednak nadal nie mógł jej dostrzec. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę nie przyszła…
Nie miał czasu o tym teraz rozmyślać. Kafla ponownie przejęli przeciwnicy, a on za wszelką cenę chciał przerwać im akcję. Piłka znajdowała się daleko od niego, lecz było o to dla niego bez znaczenia. Scorpius miał oczywiście duże szanse na obronienie, w końcu grał dzisiaj nawet lepiej niż zwykle, co zapewne wiązało się z Anabelle, jednak Potter musiał dać upust bombardującym go emocjom.
 Nie zauważył, że po jego lewej stronie oboje szukający znacznie przyspieszyli, dostrzegłszy złotego znicza trzepoczącego w powietrzu. Nie zauważył, że z prawej strony Abingale szykował się do tego, aby odbić w kierunku Patila tłuczka, by dać szansę Clarze na złapanie najważniejszej piłki i zakończenie gry. Jedynym, co zauważał, była czerwona piłka trzymana przez przeciwnika. Czując, jak narastający w sile wiatr niemal zmiata go z kursu, pochylił się mocniej do przodu, trzymając kurczowo trzonek Erviny.
Może nie potrafię dogadać się z własną dziewczyną, ale z pewnością umiem grać w qui…
Albus nie dokończył ani myśli, ani akcji. Poczuł jedynie nagłe uderzenie w prawy bok, tak mocne, że zabrało mu dech. Zanim osunął się z miotły, zdołał spojrzeć na przerażonego Abingale’a, który najwyraźniej posłał tłuczka w gracza własnej drużyny.
Potem, spadając z wysokości czterdzieści stóp, nie widział już nic.

***

W tym rozdziale odpoczywamy od piętnastolatków, ale wiedzcie, że nie na długo, już w dziewiętnastce będzie o nich sporo.
Wypadek Albusa znajdował się w mojej głowie praktycznie od początku opowiadania, kiedy większość bohaterów nie miała jeszcze imion. Dlatego było mi to w miarę łatwo opisać, o wiele gorzej niż pierwszy fragment. Naprawdę długo zastanawiałam się, jak podejść do randki Scorpiusa i Anabelle; zdecydowanie lepiej czuję się w dramach. Ale jakoś poszło i muszę przyznać, że jestem ciekawa, co sądzicie o efekcie. Uznałam, że ktoś musi być naprawdę szczęśliwy choćby przez chwilę. Niestety Scorpiusowi popsułam humor dość szybko, taka moja natura. Wypadkiem Albusa popsułam humor co najmniej kilku bohaterom. I pewnie niektórym czytelnikom też.
Jak zwykle czekam na Wasze opinie i pozdrawiam gorąco. Jeśli zauważycie jakieś błędy, piszcie. Rozdział dedykuję Dusi.


64 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Czeeeść!
      Jak dobrze jest tu wrócić i delektować się cudnym rozdziałem Twojego autorstwa. Przyznam się, że przeczytałam nowość już kilka dni wcześniej, jednak nie miałam jakoś głowy i do pisania i komentowania. Jednak w końcu zebrałam się w sobie i piszę ten komentarz.
      Nie wiem co byś nie robiła i w jaki sposób nie przedstawiałabyś Anabelle, to i tak nie będę jej lubić. Po prostu ona wydaje mi się taka pusta. Bez urazy! To się tyczy Anabelle XD Pocałunek jej i Scorpiusa jakoś kompletnie mną nie ruszył. W sumie moja reakcja była podobna do cracku z Marrishem.
      "Omg, omg, omg, bleee, stop, stop, stop!!!". Hahahah XD Mam nadzieję, że wypadek Albusa zbliży Rose i Scorpiusa do siebie, albo przynamniej pogadają.
      No właśnie!!! MÓJ BIEDDNY ALBUUUUS! MOJE KOCHANIE, MALUTKIE!
      No nie! Jak mogłaś go tak skrzywdzić? Moje serduszko płacze... :'( Mam nadzieję, że szybko i bez szwanku się z tego wywinie. Tylko byleby nie tracił pamięci, bo tego na "rynku" jest już zdecydowanie za dużo. I niech, BROŃ BOŻE!, nie zmienia się z charakteru, bo tego bym nie przeżyła. I tylko nie niepełnosprawny. Chociaż i tak byłby moim drugim ulubieńcem męskim. #TeamAlbus
      Nie było Lily mojej... Płaczę coraz bardziej. W dodatku brak Oliviera... :'(((
      Oby w kolejnym rozdziale było i o wiele więcej, bo rozkruszysz moje serce na kawałki. Tak mocno ich kocham! <3
      #TeamLily #TeamOlivier
      Tym akcentem zakończę komentarz, który jest totalną porażką, jednak zaraz wyścig, a mi puszczają nerwy... Cóż... Maxiu, Hami trzymam dla Was kciuki <333
      Pozdrawiam gorąco i życzę masy weny!
      Livv {dryfujaca-lilia.blogspot.com}

      Usuń
    2. Dziękuję za tak miłe słowa :* zauważyłam, że trudno zmienić Twoje poglądy na temat bohaterów, więc nie dziwię się, że nadal nie lubisz Anabelle i nadal lubisz O&L&A ;). nie będę za bardzo spoilerować, ale nie planuję niczego w stylu "Albus traci pamięć", bez przeasady :D nie o to chodzi.
      W osiemnastce będzie dużo Lily. Oliviera chyba w ogóle nie będzie albo na chwilę. Ale będzie Albus, choć w niezbyt dobrym stanie! xD

      Usuń
    3. Dobrze, że Lily będzie dużo, bo już się stęskniłam, jednak nie będzie Oliviera... (Jak jest go mało, tak jak wcale :() A ja czekam na jakąś kolejna konfrontacje czy rozmowę między nimi.
      Nawet mam pewną teorię z nimi, ale zobaczymy, czy się sprawdzi, hihi ;3
      Albus mój kochany, oby było później z nim dobrze <3

      Usuń
    4. Mieli rozmowę w siedemnastce i to niezła :D
      Nie chcesz podzielić sie ta teoria?:)

      Usuń
    5. Mieli, bo mieli, ale ja chcę więcej. Oczywiście jakimś słodkim momentem też bym nie pogardziła, hihi ;3
      Cóż najpierw Lily musiałaby otrzymać z powrotem rolę i wydarzyć musiałby się jeszcze jeden szczegół, żebym miała większą pewność co do teorii. Bo na razie wydaje się wzięta z nikąd XD

      Usuń
    6. Jakbym walnęła teraz naprawdę słodkim momentem miedzy ta dwójka, to wyszloby mega sztucznie :D
      Hm, okej, widze, ze na razie nic nie wyciągnę :p

      Usuń
  2. Powiem tak: rozdział nie jest zły, ale mógłby być lepszy, gdyby byli tu Lily i Olivier :D
    Jakoś nie mogę do końca polubić Anabelle... Cały czas widzę ją przez pryzmat tego, że stoi na drodze mojego kochanego Scorose xD Ale nie powiem, zdziwiło mnie to, że tak się stresowała przed randką. Za to podobała mi się pomoc koleżanek z dormitorium. ;)
    Rozbawiło mnie to, że Scorpius boi się Krwawego Barona. No kto by pomyślał! xD
    Pomimo mojej niechęci do Anabelle, scena we Wrzeszczącej chacie mi się podobała ;D
    Zastanowiło mnie to, że dziewczyny z dormitorium Anabelle powiedziały, że ma być na dole. Pokój Wspólny Hufflepuffu jest w piwnicy. To jak ma schodzić na dół do Wielkiej Sali?
    Niech Rose się odkocha w Scorpiusie i idzie do Abingale'a! xD Albo nie, lepiej! Niech się odkocha, ale to Frank ma przyjść do niej! xD
    Fajnie, że wreszcie złapała bakcyla quidditcha!
    Szkoda Albusa... Ale nie ma się co martwić, pielęgniarka ma eliksiry na wszystko!
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny! ;)
    ~Arya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz miała dużo Lily w przyszlym rozdziale :D Oliego chyba nie, ale i na niego przyjdzie pora :D Heh.
      No, jak wpadłam na Krwaego Barona, to uznałam, że musze to wykorzystać :D
      Czuję się trochę zdezorientowana xd bo napisałąś, że jesteś za Scorose, a później piszesz, żeby chodziła z Frankiem xD to jak to w koncu jest? :D
      Dziękuję za uwagę co do Hufflepuffu, słusznie, zaraz poprawię

      Usuń
    2. Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale zwyczajnie...zapomniałam. Myślałam, że już napisałam ten komentarz xD
      Ogólnie, Scorose jest jednym z moich ulubionych parringów, ale w twoim opowiadaniu nie darzę Scorpiusa jakąś szczególną sympatią i wolę Rose z Frankiem. A Malfoy niech sobie będzie z tą swoją Anabelle xD
      Pozdrawiam i życzę weny!
      ~Arya ;)

      Usuń
    3. Hah, rozumiem ;p sa Ci obojętni ;)

      Usuń
  3. Błąd znalazłam jeden, a raczej "niedopaczenie":
    "–– To nie jest zabawne" - półpauza i dywiz jednocześnie, choć widzę, że w komentarzu nie ma różnicy.
    Nie lubię Any, bleh, nie, bleh :( Jest dla mnie zbyt urocza, słodka, czarująca i ujmująca. Ale ogólnie opisałaś jej emocje bardzo dobrze, choć kompletnie nie rozumiem jej zakłopotania (bo nie mam serca do takich rzeczy).
    Gratuluję sprawnego opisania meczu quidditcha! Zgrabnie to wyszło, niezbyt nużąco, no i nie zbyt ekspresyjnie, że nie można się we wszystkim połapać. Hermiona chyba zaczyna przypominać McGonagall upominającą Lee Jordana :D
    No to biedny Albus. Musiało go nieźle boleć. Podziwiam osoby grające w sporty zespołowe, ja zawsze się boję, że ktoś mnie znokautuje.
    Pozdrawiam i czekam na powrót piętnastkowych perypetii :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Ana to jedna z tych postaci, która albo się lubi, albo nie, a przynajmniej taką mam nadzieję, bo o to mi chodziło :P.
      Cieszę się, że spodobał Ci się opis meczu quidditcha, trochę nad nim siedziałam ;) NO i nie będę ukrywać, że zatęskniło mi się do Minerwy i Jordana, nie będę :D
      Haha, w przyszłym rozdziale to będą perypetie piętnasto-, szesnasto- i siedemnastolatków xD

      Usuń
  4. Przyjemnie się czyta o tym uczuciu rodzącym się między Anabelle a Scorpiusem. Widać, że oboje mocno się w to zaangażowali. Ana chyba aż do przesady. Ta utrata głosu nieco mnie rozbawiła, ale jednocześnie trochę tej dziewczynie współczułam. W końcu jednak się przełamała i super. W sumie myślałam, że ta fatalna pogoda rzeczywiście pokrzyżuje im plany, ale S. miał gotowy plan.
    Faktycznie - dziwna fobia, jeżeli uwzględnić tym, czym zajmowała się dziewczyna, ale dobrze, że chłopak to zrozumiał i pomógł jej przezwyciężyć lęki.
    I był pocałunek! O tak, to mnie zdecydowanie ucieszyło :) Jakoś tak podświadomie kibicowałam tej parze.
    Ten mecz też był ciekawie opisany. Dobrze się czytało. Tylko szkoda mi Albusa. Musiał nieźle oberwać. Tylko co dalej? Pociągnie to za sobą jakieś poważniejsze konsekwencje? Aż zaczynam się bać o tą postać.
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, faktycznie Ana zareagowała mocno emocjonalnie xD ona czasem tak ma :D
      fobii nikt nie wybiera :p a pasowało mi, żeby Anabelle się czegoś bała w tym momencie :p
      Hm, co do Albusa... będzie miało to spore konsekwencje, chociaż nie wiem, czy do końca takie, jak się spodziewacie :p

      Usuń
  5. Dla mnie pierwsza część rozdziału była po prostu urocza. Tak, urocza, to słowo, którego szukałam - idealnie opisuje moje odczucia podczas czytania i idealnie oddaje zaistniałą sytuację. Taka niewinna, beztroska, nastoletnia miłość rodząca się pomiędzy Scorpiusem i Anabelle wywołuje delikatny uśmiech na mojej twarzy za każdym razem. I trzymam za nich kciuki, bo dla mnie są parą, która może jeszcze niemało namieszać w całym opowiadaniu. Urocza!
    A co do części z Albusem. Hmm, ciekawi mnie, jak ten wypadek wpłynie na dalsze zdarzenia. Przyznam, że mecze quiddicha nigdy nie były moimi ulubionymi partiami, bo po prostu z czasem się w nich gubię, ten podaje do tamtego, a po chwili ja nie wiem, kto gra z kim i przeciwko komu (a przecież wciąż jestem prawie-fanatykiem sportów zespołowych w świecie realnym).
    No nic, pozostaje mi czekać na następny rozdział, coby dostać choć szczyptę odpowiedzi. Więc robię to cierpliwie i życzę weny!

    Pozdrawiam,
    AA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze uznałas te czesc za urocza, bo takie było moje zamierzenie.
      Tak, mecze sa chaotyczne :D choc jakoś starałam się to poukładać w głowie ;)

      Usuń
  6. I znów miałam u Ciebie zaległości. Już je nadrobiłam, jak widać :D
    Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak nie wkurzyłam się strasznie na Lily w poprzednim rozdziale. Fakt - zaatakowała Hugona tylko dlatego, że nagle ucierpiała jej "duma". W zasadzie nie jest on jej "pieskiem", więc może się trzymać z kimkolwiek zechce, co w takim wypadku powinno sprawić, że zachowanie dziewczyny wprowadzi mnie wręcz w furię... Ale... No właśnie z jednej strony wydaje mi się, że w czymś tam nieświadomie pomogła. Co prawda nie mam pojęcia, co pomyślała sobie Helena, gdy była świadkiem kłótni tej dwójki, ale przynajmniej teraz wie, co czuje do niej Hugo. Chociaż może być też tak, że zacznie sobie wmawiać, że musiała się przesłyszeć, ale nawet nie chcę słyszeć o takim scenariuszu! Jeśli zaś właśnie mowa o scenariuszu. Tak mnie zastanawia, czy Lily wróci do gry w tym przedstawieniu? Nie mam pojęcia, co dziadek Zabini zrobił, że główna szycha od przedstawienia, nie chce dopuścić jego wnuczki do gry w nim, ale ja się osobiście z tego cieszę. Zdecydowanie chciałabym, aby Lily wystąpiła na scenie z Oliverem! Tak jakoś zatarło się to w mojej głowie i nie widzę innego wyjścia.
    Co do randki Anabelle ze Scorpiusem. Muszę przyznać, że mi się podobała i w zasadzie była nawet zaskakująca. Mimo to strasznie wkurzało mnie to, że dziewczyna tak nagle stała się niemową. Miałam ochotę normalnie za to przywalić niej w twarz, ale co ja mogę? Poza tym cały czas czułam takie wewnętrzne rozdarcie ze względu na Rose... Eh... Nie mam pojęcia, jaka wersja wydarzeń by mnie najbardziej usatysfakcjonowała, ale przynajmniej mam nadzieję, że Rose dogada się z Albusem. To byłby tak ogromny postęp, że zaszczyciłabym to szerokim uśmiechem. Szkoda tylko, że właśnie teraz Albus musiał mieć ten wypadek. No i w takim razie co dalej? Jestem ciekawa tak wielu rzeczy, że najchętniej już czytałabym ciąg dalszy. A tymczasem? Życzę Ci ogromnych pokładów weny! Pozdrawiam serdecznie! Rozdziały, które przeczytałam są genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*. Coz, Lily z pewnością namieszała jeszcze bardziej niz zwykle. Nie wiem, czy opiszę szybko odczucia Heleny, muszę to jeszcze przemyślec, co teraz to juz sporo hardkorowyxu wątków się rozgrywa rownolegle :D.
      Hah, wlasciwie sie ciesze, ze nie wiesz, komu kibicować, bo po czesci o to mi chodziło. Mimo ze ja wiem, kto bedzie z kim koniec końców :D

      Usuń
  7. Serdecznie dziękuję za dedykację ;*
    Tym bardziej, że w rozdziale są moje ulubione postacie: Albus i Scorpius :)
    Może zacznę od końca, bo wypadek Albusa bardzo mnie zmartwił. Mam to nadzieję, że chłopakowi nic poważnego się nie stało, ale wiedząc, że dostał tłuczkiem i zleciał z miotły z wysokości czterdziestu stóp... ach, trudno mi opisać, co obecnie czuję... o tak, Dusia jak zwykle wrażliwa jest, heh ;)
    Jeśli chodzi o randkę, to naprawdę było uroczo. Cieszę się, że Scorpius i Anabelle spędzili ze sobą miły dzień, pomimo tego, że pogoda nie była zbyt najlepsza.
    I tak... nie wiem, czy tak to założyłaś, ale napisałaś, że Scorpius ma błękitne oczy, co mi bardzo zgrzytało, bo on ma przecież oczy po kochanym Draconie, czyli szare ;);P


    Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg!
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasługujesz :* Ponadsyo niezłe trafiłam z rozdziałem w takim razie! Cieszę się.
      Wiesz, na szczęście w tym świecie istnieje magia, ale oczywiscie ten wypadek bedzie mial konsekwencje.
      Ja nie lubię Dracona, Scorpius musi miec błękitne oczy :D

      Usuń
    2. Oj, jak można nie lubić Dracona! :P
      Ja to kasuje Twoje błękitne oczy Scorpiusa w myślach i stawiam szare, a co! heh xD

      Usuń
  8. Będę powtarzać nieustannie, że jak nikt inny perfekcyjnie potrafisz oddać to, co dzieje się z nastolatkami. "Niezależność" pod tym względem jest takim majstersztykiem, ponieważ Twoje postaci są tak różne jak tylko mogłyby być. Miło było przeczytać o nagłej panice Anabelle (samego przeżycia raczej nie zazdroszczę) spowodowanej spotkaniem ze Scorpiusem; nie ma pojęcia, ale odbieram ją jako bardzo pewną siebie osobę. Może ma to związek z tym, że jest tak wygadana i entuzjastycznie nastawiona do wszystkiego wokół. I chociaż kiedyś tam w odległej przeszłości po cichu (albo i nie, już nie pamiętam ;)) liczyłam na to, że może Scorpius i Rose wrócą do siebie, to teraz zdecydowanie kibicuję Anabelle. Również dlatego, że to Frank skradł moje serce i teraz nie widzę przy nim nikogo innego jak tylko Rose ;)
    No, właśnie. Rose i Frank. Cieszę się, że dziewczyna poszła na ten mecz, a "– Na Merlina, mamo, oddaj mu ten mikrofon!" wygrało absolutnie cały rozdział, ale zastanawiam się czy to, że akurat Frank trafił jej ulubionego kuzyna będzie miało jakiś wpływ na ich relacje. Swoją drogą, bardzo, bardzo szkoda mi Albusa i mam nadzieję, że nic poważnego mu się nie stanie. Po cichutku liczę na Hermionę obecną na meczu, w końcu zawsze potrafiła zachować zimną krew i zrobić z czarami takie cuda niewidy, że niejeden dorosły i doświadczony czarodziej mógł się zawstydzić ;)

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :D tak, chyba kiedyś chciałaś ScoRose xD. cieszę się, że uważasz, że mi wychodzi, nie wiedziałam, czy troche nie przesadziłam w pierwszej częsci xD ale to miała być lekka przesada właściwie

      Usuń
  9. Hej :)

    Błędy wysłałam Ci na maila, teraz czas na resztę.
    Widać było, że drugą część pisało Ci się zdecydowanie lepiej niż pierwszą, przy tej drugiej zresztą miałam więcej frajdy, bo nie przepadam aż tak za miłosnymi rozterkami nastolatków. Mimo wszystko zdenerwowanie Anabelle przedstawiłaś bardzo dobrze, faktycznie można było odczuć targające nią emocje. Jak dla mnie zachowuje się ona trochę zbyt dziecinnie jak na siedemnastolatkę, no ale niech jej tam będzie ;)
    Nie wiem, czy uznałabym Wrzeszczącą Chatę za najromantyczniejsze miejsce na świecie, pewnie nie, ale może ją sobie młodzież wyremontowała ;) Kłóciłabym się tylko z tym, że było tam wiele pokojów. Nie mam przy sobie "Więźnia Azkabanu", ale coś mi się wydaje, że tam tylko jedna izba była.

    Czymże jest mecz quidditcha bez tragicznego wypadku? :D Nie narzekam, lubię takie dramatyczne momenty w tekstach, w końcu coś musi pchać akcję do przodu. Już widzę, jak przez ten wypadek Rose i Albus się ze sobą godzą.
    Hogwart nie ma szczęścia do rzeczowych komentatorów, jak widać. Najpierw Lee, potem Luna, teraz Adams :D Może grono pedagogiczne powinno przeprowadzać jakąś selekcję?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszej części wiecej zmieniałam :D tak, Anabelle jest trocęh dziecinna, co już dawno temu zauważył Olivier... ale to bardziej przez charakter niż brak przeżyć, o czym kiedyś jeszcze bedzie.
      Hah, zbyt dawno czytałam HP3, żeby to pamietać, buuu :(
      Hm, ten wypadek ma mieć kilka konsekwencji. Jedbą z nich na pewno jest ironia pt. Rose naprawdę chciała się pogodzić z Albusem po meczu, a tu coś takiego. A co więcej? hah, początek już w dziewiętnastce xD
      Myśle, że grono pedagogiczne celowo nie przeprowadza tego typu selekcji, bo po cichu im się to podoba :D

      Usuń
  10. No hej;)
    Przyznam, że do tej części nie mam zbyt wielu przemyśleń, więc mój kom pewnie będzie krótki. Ale równocześnie chcę powiedzieć, że czytało mi się wyjątkowo przyjemnie. Może dlatego, że miła atmosfera z początku rozdziału pozwoliła odetchnąć od wcześniejszych wydarzeń i wybryków Lily.
    Chociaż Ana działa mi na nerwy, to cieszę się, że ona i Scorpius poszli krok dalej z tym związkiem. Dziewczyna potrafi wyprowadzić człowieka z równowagi tym swoim panikowaniem i ciągłym gadaniem, jest strasznie dziecinna i strachliwa, ale to dobra postać. Nie mam wątpliwości, że będzie potrafiła uszczęśliwić Scorpiusa i nigdy nie stanie przeciwko niemu. Pięknie opisałaś to, jak chłopak na nią patrzył. I chociaż - jak sama zauważyłaś - lepiej czujesz się w dramatach, to sceny romantyczne też wychodzą Ci świetnie ;) Oby było ich więcej!
    Jesli chodzi o mecz, to nie odczuwałam zbyt dużych emocji, a to dlatego, że chyba nikomu nie kibicowałam. Było mi obojętne, kto wygra i chyba bardziej ciekawiło mnie to, jak to wpłynie na bohaterów. W sensie, czy ktoś ulegnie kontuzji, czy ktoś znienawidzi kogoś innego,czy wynikną z tego jakieś ostre sytuacje itp. Mecz był dla mnie tylko tłem. No i doczekałam się - wypadek Albusa. Mam nadzieję, że nie zrobisz mu wielkiej krzywdy, ale cieszę się, że doszło do czegoś takiego. Zawsze to jakiś zwrot akcji, hah :D No i teraz może się okazać, jak wiele znaczy dla swojej dziewczyny. Przejmie się?

    Czekam na kolejny! ;)

    Pozdrawiam! ;*
    U mnie także nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*
      Tak, Anabelle jest w dużej czesci taka, jak napisałaś. Cos tam jeszcze ukrywa, ale ni, jesli chodzi o uczucia. Co do drugiej czesci, to mecz był w pewnym sensie tłem, ale rownież treningiem dla mnie do opisania szybkiej sceny. Coz, sporo osob bedzie przeżywało wypadek Albusa, choc niekoniecznie w ten sam sposob ani z tego samego powodu!

      Usuń
  11. Przepraszam za spóźnienie! Sama nie wiem, jak to się stało. Od pewnego czasu coś nie dawało mi spokoju, cały czas miałam świadomość, że o czymś zapomniałam, ale to mój zwykły stan :p Wybierałam się do Ciebie na nowy rozdział, już go sobie nawet otworzyłam, a później nie wiem co, chyba film mi się urwał od nadmiaru czytania xD Ale jestem!
    Ach, love is in the air. Chciałabym powiedzieć, że Anabelle nie ma się czym denerwować, ale chyba jednak ma - jej beztroska i spontaniczność zawsze mogą przysporzyć niespodziewanych problemów.
    Zdziwiłam się trochę na wzmiankę o ciemnych włosach Anabelle - nie dlatego, że nie opisywałaś ich wcześniej, ale dlatego, że po tych wszystkich rozdziałach wyobrażam ją sobie zupełnie inaczej :) Myślę, że to duży plus, działać tak na wyobraźnię czytelnika, żeby w jego głowie nie wiadomo kiedy utworzył się obraz, od którego nijak nie da się odejść. Mam tak z całym Harrym Potterem, może między innymi dlatego nie znoszę filmów o nim :)
    Jak to dobrze, że Anabelle ma takie dobre współlokatorki, które się za nią wzięły. Gdyby nie one, kto wie, czy ta randka doszłaby do skutku?
    Merlinieeee, po "wyglądasz cudownie" całkiem się rozpłynęłam, więc od teraz można mnie nosić w wiaderku. Kocham was, słodziaki! Już widzę was ślub i stado dzieci!
    No nie, Scorpius wspaniałomyślnie nie wyśmiał fobii Anabelle, a ona śmiała się z jego strachu przed Krwawym Baronem... Baby są jednak okropne.
    Serio Wrzeszcząca Chata stała się miejscem schadzek? Fuj! Już pomijając jej historię i wygląd, to okropne iść na randkę w miejsce, gdzie wiadomo, że wszyscy przychodzą się tam obściskiwać :p No wiesz co, Scorp, mogłeś być bardziej kreatywny.
    No, ale najważniejsze, że zaczęli konsumować swój związek :p Słodcy są, że hej.
    Jeju, za każdym razem, kiedy opisujesz pogmatwane relacje Albusa i Rose, zdumiewam się nad tym, jak zwykłe pierdoły mogą ludziom skomplikować życie. Na ich własne życzenie. Straszne.
    "Musisz się częściej zapominać" powinno stać się mottem życiowym Rose. Ile przyjemności pewnie ominęło ją w życiu przez zwykłą zachowawczość! Bardzo przyjemnie oglądało się ją w takim naturalnym, spontanicznym wydaniu.
    Najbardziej z całego meczu podobały mi się chyba kalkulacje Albusa. Dobrze było widać, że to gra zespołowa, w której liczy się wspólne zwycięstwo, a nie myślenie tylko o tym, żeby samemu wbić jak najwięcej goli. No, do czasu :D Emocje nie są najlepszym doradcą i niestety Albus się o tym przekonał.
    Nie, żebym była potworem bez uczuć, ale pewnie się z tego wyliże i w dodatku ma świetną okazję, żeby ostatecznie pogodzić się z Rose, więc to w gruncie rzeczy dobre zakończenie :))
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki za komentarz ;* troche sie martwiłam, co się z Toba dzieje! Ale widze, ze dzis dodalas nowosc, na pewno się pojawię ;).
      Wlasciwie moze i blond włosy pasują bardziej do Anabelle, ale ja lubię tak zaskoczyć czasem :p Heh, ja lubię filmy HP, niektóre nawet naprawdę bardzo. Większośc postaci mi odpowiada ;).
      Oni jeszcze nie konsumują tego związku ba poważnie :D No, ale cos tam zaczęli ;p cieszę sie, ze tak im kibicujesz.
      Zgadzam sie co do motta życiowego Rose, ale niestety to nie takie łatwe :D
      No wiesz co? A jesli planuję zabić Albusa na przykład??? :D

      Usuń
    2. To by była głupia śmierć, haha, nie rób tego :D

      Usuń
  12. To się narobiło... Randka wyszła Ci naprawdę nieźle, tylko jakoś tak dziwnie zachowuje się An. Jest taka cukierkowa, czego ja generalnie w kobietach nie lubię.
    Co do meczu, to ja zwykle świetny opis. Ciekawa jestem, co z Albusem. Szkoda, że trochę go skrzywdziłaś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Anabelle jest cukierkowa i to albo się lubi, albo nie. Choc... Hm, tak do konca cukierkowa to moze ona nie jest ;p
      Hm, moze trochę tak, ale poczekaj na późniejsze rozdziały ;)

      Usuń
  13. Właściwie to nawet się cieszę, że w tym rozdziale nie było Lily. Ostatnio ta dziewczyna naprawdę działała mi na nerwy.

    Anabelle zachowywała się jak typowa zniecierpliwiona dziewczyna przed randką - nie mogła się zdecydować, w co się ubrać, bardzo się stresowała, że coś się nie uda, a z drugiej strony wiedziała, że Scorpiusowi na niej zależy, więc wszystkie te obawy tak właściwie były bezpodstawne. Mimo wszystko rozumiem całkowicie takie zachowanie, bo ja na jej miejscu pewnie równie mocno bym panikowała. Tych dwoje naprawdę świetnie do siebie pasuje, więc cieszę się, że chociaż im nie próbowałaś komplikować życia ;))

    Nie spodziewałam się takiego zakończenia rozdziału i cały czas zastanawiam się, jak poważny będzie stan Albusa po wypadku. Upadek z czterdziestu stóp to zdecydowanie nie błahostka, może okazać się nawet śmiertelny. Mam nadzieję, że w tym wypadku tak nie będzie i że co najwyżej zmusisz Albusa do spędzenia kilku tygodni w Skrzydle Szpitalnym.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym juz bedzie. Ale po takiej dawce emocji jak w poprzednim uznałam, zd trzeba od niej odpocząć. Szczegolnie ze mam w tym jeszcze jeden cel :p
      Nie komplikuję komuś zycia? Oj; muszę to zmienić :D
      Hm, co do Albusa, mamy jednak w Hogwarcie magię... :D nic wiecej nie powiem;)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  14. OMFG, Anabellka i Scorp <3 Jeez, jacy oni uroczy w tym rozdziale. Jak tak czytałam tę ich część to miałam najszerszego banana na twarzy ever. Dawno nikt mi takiej radości nie zafundował jak ta dwójka, która zdecydowała się spędzić ze sobą trochę czasu na takiej typowej randce-randce. Anabellka i to jej przeurocze zaniemówienie – wow, ona naprawdę musiała się obrzydliwie stresować, że z takiej rozgadanej papużki przeszła na milczącego hipopotama (nie to, żebym uważała hipcie za nietowarzyskie, nie, nie, po prostu one zawsze wydawały mi się trochę takie spokojne, posępne i przez to może niespecjalnie skore do wydawania całych serii różnistych dźwięków). W sumie to jak czytałam, to sama się trochę zestresowałam, bo jakoś tak bałam się, że ona nie da rady się przemóc i z ich randki będą nici. Na szczęście Scorp jest taki supi, że będąc z nim nie da się milczeć, choćby i człowiek był najbardziej zestresowanym ludkiem żyjącym na świecie xd Także ten ich wypad został uratowany i spędzili ze sobą cudowny czas, hurray! Co prawda, nie wiem jak Wrzeszcząca Chata mogłaby być takim super romantycznym miejscem, no ale najwidoczniej różne rzeczy się pozmieniały, więc i Chata poszła z duchem czasu :D Zresztą, wiadomo, kto co woli. EJ, oni naprawdę byli tak słodcy, że tej ich słodkości starczyłoby co najmniej na roczną produkcję cukierków przez jakaś wielgachną fabrykę cuksów. Także ja z zachwytu nad tą dwójką mam teraz ochotę niemal płakać, tacy oni cudowni. Oj, ta dwójka zdecydowanie osłodziła mi brak Hugosia :P A potem to już w ogóle, bo do akcji weszła Rosie. Lubię Rosie. Próbowałam rozkminić dlaczego i tak nasunęła mi się myśl, że ja generalnie lubię takich ludzi zachowawczych, być może po części, ponieważ mnie samej bliżej właśnie do takich ludków niż do supi ekstrawertyków. Tak czy inaczej, mimo całej zachowawczości Rose, widać, że skrywa ona w sobie duże pokłady trochę dzikiej osobowości i jeśli tylko będzie ku temu sposobność (jak chociażby ten mecz) to będzie je powoli uwalniać. Jak ja lubię mecze quidditcha, zawsze niecierpliwie czekałam aż w książkach pojawi się własnie opis jakiegoś meczu <3 Także niesamowicie ucieszyłam się na ten fragment tutaj. Co prawda jego zakończenie nie było tutaj najszczęśliwsze, ale ja wierzę, że Albusek da rade i prędzej czy później się wyliże. Pewnie trochę pocierpi, poleży w Skrzydle Szpitalnym, ale koniec końców niedługo zagra kolejny mecz :P A przy okazji być może cała ta okropna sprawi, że tak serio serio pogodzi się z Rose. Bo na razie to tylko rzucają sobie dziwne spojrzenia, a helom, przecież, wyjaśnić sobie co nieco też by się przydało.
    Czekam tak bardzo, bardzo niecierpliwie na kolejne fragmenty <3
    Przeeepraszam, znowu jestem spóźniona, ale potrzebowałam trochę więcej czasu niż wyszarpane pięć minut do naskrobania tego komcia ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Anutrium, Ty dopiero jestes wielgasnym slodziakiem :* trudno mi uwierzyć, ze jestes zachowawcza :D ciesze sie, ze podobała Ci się randka :p
      Jest pewna osoba procz Eve, ktora potrafi wydobyć z Rosie dzikość :D ale w tej chwili jest trochę pokiereszowana przez Okrutną Condawiramurs :D

      Usuń
    2. Trochę jestem :D ale tak na żywo, w realu :D jak piszę komcie i się ekscytuję losem moich fav bohaterów, to jakoś ta zachowawczość znika :D
      Czyli że Albus potrafi Rose rozruszać? Dobra, niech on szybko wyzdrowieje, bo ja chcę doświadczyć tych ich jakże cudownych przekomarzań <3

      Usuń
    3. Chyba rozumiem, co masz na mysli. Tak, Albus potrafi :D

      Usuń
  15. Kochana, ja tu wrócę z komentarzem, obiecuję! Po prostu jak nie skomentuję czegoś od razu, albo wkrótce po przeczytaniu, to potem nie mam w ogóle do tego weny i nie mogę się za to zabrać, a to się niestety często zdarza :/ Ale czytałam blog oczywiście regularnie i uwielbiam go tak samo, a może jeszcze bardziej, niż na początku!
    Myślę, że do końca tygodnia możesz się spodziewać mojej opinii, ale już teraz możesz być pewna, że będzie ona bardzo pozytywna! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasciwie mam podobnie, staram sie komentować od razu po przeczytaniu, i dlatego na ogol robię to z komórki, choc wiadomo, ze na kompie jest lepiej i obszerniej komentować ;). Ciesze sie, ze masz pozytywna opinie wobec Niezależności :)

      Usuń
  16. Podoba mi się ten rozdział. Fajna odskocznia od Lily i jen pieprzenia i intryg, a wydaje sie to sercem opowiadania.
    Fragment z wypadkiem rzeczywiście lepiej wyszedł niż randka, co nie znaczy, że początek ma sie czego wstydzić. Ale nie trafia do mnie ta para - Scorpie i Ann. Jakoś tak... Drętwo miedzy nimi. Fakt, dziewczyna sie mocno stresuje i ekscytuje na przemian, a Malfoy zdaje się ciagle nie zdecydował, ci w zasadzie czuje.

    Nawiazując do poprzedniego rozdziału:
    Podoba mi się, że Lily dostała to na co zasłużyła (pośrednio, bo w moim odczuciu, długo nie wybieli swej osoby), choć niekoniecznie podoba mi się sposób w jaki Olivier jej wygarnął. Miejscami śmieszny (dla mnie) dobór słów – szczególnie z tym "oba ma białaczkę" na końcu. W osobistym odczuciu, brzmi to paptetycznie.
    Niemniej jednak, ta trójka (Helena, Hugon i Olivier) to najlepsze, co spotkało to opowiadanie. Nie mogę sie doczekać konfrontacji Hugo i Heleny. To może być naprawdę pełen emocji fragment i na to liczę.


    Ave Olivier! Avada Lily. Amen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, Malfoy w miarę wie, co czuje, tylko ma taki charakter :D
      No moze to było troche patetyczne, miało stanowić kontrast do "do cholery", a wlasciwie na odwrót, to "do cholery"miało stanowić kontrast :D
      Na tę konfrontację to chyba jeszcze trochę poczekajcie, ale ile-dokładnie nie wiem. Musze to jeszcze dokładnie przemyslec. Teraz czas na aferę pt. Albus :D

      Usuń
    2. No, Albus mnie jakoś mniej interesuje XD

      Usuń
    3. Hah, coz, to bardziej urgent :D ponadto wypadek bedzie miał wpływ na wielu rożnych bohaterow tego opowiadania

      Usuń
  17. Powiem Ci, że randka Scorpiusa z Anabelle była niezwykle urocza. Ona, taka trzpiotka, z powodu tych wszystkich nerwów początkowo nie potrafiła się nawet odezwać do swojego wybranka. Pewnie chciała, żeby wszystko wypadło idealnie, nie chciała go do siebie zniechęcić. Ale, widząc to, że Scor jest zapatrzony w dziewczynę jak w obrazek, żadne zdanie by tego nie sprawiło. Scena, w której zjeżdżali ze zjeżdżalni była niezwykle urocza!! Myślę, że będzie z nim przekochana, taka niewinna parka.
    Sceną wypadku nieźle mnie zaskoczyłaś. Szczerze, nie spodziewałam się takiego zakończenia. Z racji, że nie przepadam za jakimikolwiek sportami drużynowymi, muszę się przyznać, że dość pobieżnie przeczytałam tę partię, a tu nagle takie bum. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie, ale znając zamiłowanie do tragizmu widoczne niemal u każdego pisarza, raczej się przeliczę haha :D
    Co do poprzedniego rozdziału - scena kłótni, a w zasadzie wyznania prawdy o Lily wyszła Ci znakomicie. Jejku, czekam i czekam, aż do tej dziewczyny wreszcie dotrze, że nie jest pępkiem świata! Że jest zwykłą, młodą suką, która skończy chora z samotności, bo wszystkich obecnych w jej życiu zdążyła skutecznie do siebie zrazić. I niezmiernie się cieszę, że ktoś wreszcie próbował jej uświadomić ten fakt. Oby to wreszcie pojęła. Plus - mam nadzieję, że nie wypapla wszystkim wiadomości o chorobie Heleny (a zwłaszcza Hugonowi!).
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Ciesze sie, ze uznałas słodkość tego fragmentu za uroczy ;).
      Co do wypadku-tragizm bedzie aczkolwiek nie do konca taki, jakiego mozna by sie spodziewać; a raczej-nie tylko taki. Ten wypadek bedzie triggerem do okrycia rożnych tajemnic i popchnięcia rożnych wątków.
      No, a co do Lily i jej reakcji po akcji z poprzedniego rozdziału-o tym juz w dziewiętnastce :D

      Usuń
  18. Rozdziały udało mi się nadrobić już jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam zabrać się za komentarz i przekładałam to z dnia na dzień, no a kolejne rozdziały w tym czasie zostały opublikowane... więc chyba w końcu pora coś naskrobać.
    Podoba mi się całość. Nawet bardzo. Nie ma wojen, nie ma kolejnych wielkich tajemnic, ale są ludzie i relacje pomiędzy nimi, a relacje międzyludzkie to chyba coś, co najbardziej w książkach lubię.
    .
    .
    Okay. Od jakiegoś czasu naprawdę nie umiem pisać sensownie i dumam nad tym komciem i dumam, więc pójdę na żywioł, może nie wszystko będzie brzmieć logicznie.
    Lily. Kurde, ciężko ją lubić, jest strasznie antypatyczną postacią. Ale zaspokoiła mój głód na Lily-sucz, która mi się kiedyś przyśniła! I przez to w jakiś tam sposób ją lubię, chociaż jej porażki bardzo mnie cieszą.
    Nawiązując do tego rozdziału — uwielbiam Anabelle (i jak to nie jest miodową blondynką, jak w mojej głowie, tylko ma ciemne włosy?!) i chociaż przez chwilę byłam za Scorpius/Rose (jak ja za tym pairingiem nawet nie przepadam, a tutaj tak mi się zrobiło szkoda Rose, że miałam nadzieję, że do siebie wrócą!), to mam nadzieję, że Janiver + Scorpius wypalą. Ale wracając do samej Anabelle — może sprawia wrażenie takiej… typowej, niezbyt rozgarniętej panienki, ale bardzo ją lubię. Jest bardzo, hmm, przyziemna. Ludzka, realna, nie wiem. Ale tak jakby jej postać pozwala spojrzeć na świat z perspektywy (dla większości ludzi, choćby Albusa) rozgadanej idiotki. A ja właśnie przez to w jakiś sposób ją lubię, no.
    Mam nadzieję, że wypadek Albusa naprawi w jakiś sposób relację pomiędzy nim, a Rose. I najlepiej jeszcze Scorpiusem, bo przyjaźń tej trójki to tak bardzo mój headcanon, że ciężko mi wyobrazić ich sobie oddzielnie i te fragmenty z Rose, dotyczące ich dawnej przyjaźni, łamią mi serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) bardzo miło widzieć nowa czytelniczkę! Ja wlasciwie tez nie przepadam za paringiem Rose-Scorpius z zasady, bo jest zbyt oczywisty, ale z drugiej strony nie da się ukryć, ze w jakis sposob pasują. No, ale u mnie to bardziej skomplikowane ;)
      Wow, nie spodziewałam się, ze komuś przyśni się Lily i dzieki temu dziewczyna zyska czyjaś sympatie :D
      Hm, co do tej przyjaźni to wlasciwie mega duże zerżnięcie z HP, No ale :D czy wrócą do takiej relacji? Dobre pytanie :D

      Usuń
  19. Nadrobiłam, a że dokładnie nie wiedziałam, w którym momencie skończyłam stwierdziłam, że zacznę od początku. I była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Odświeżyłam sobie początkowe przygody Lily i reszty, a przy tym mogłam jednym tchem przeczytać całe ich opublikowane losy. Nie pisałam koemntarzy pod każdym rozdziałem, dlatego zawręę w tym komentarzu ogólnie mnóstwo swoich przemyśleń o Niezależności, nie chcąc niczego pominąc.
    Ogólnie pewnie Ci to już pisałam, ale kocham nowe pokolenie w Twoim wykonaniu <3 <3 Nie ma Voldemorta, nie ma Śmierciożerców; to inny świat, inne problemy. Problemy, które się różnią od problemów Harry'ego, ale to nie znaczy, że są błahe. Każde pokolenie ma swoje problemy. Różne generacje, różne kwestie. Doskonale widać to w Twoim opowiadaniu. Chociaż bohaterowie mają beztroskie życie, wolne od śmiertelnych zagrożeń, to nie oznacza szczęścia. Los każdego dnia stawia na ich drodze nowe wyzwania.
    Pomysł z musicalem początkowo nie przypadł mi do gustu. Jakoś tak nie pasowało mi do tej rzeczywistości, ale... Mijały kolejne rozdziały, zaczęły się castingi. Ekscytacja sięgnęła zenitu. Pomysł z musicalem idealnie pasuje do Twojego świata. Piosenki pasują do tego świata, jego bohaterów, klimatu. W ogóle pomysł z nowym światem,, w który Ministerstwo próbuje zaangażować młodych ludzi w nieco bardziej promugolskie życie wydaje mi się naprawdę świetny.
    Co do bohaterów to sama nie wiem, jak ich szybko opisać. Wszyscy zachwycając całą gamą osobowości i w sumie trudno stwierdzić po tych 18 rozdziałach, kogo lubię, kogo nie. Każdy ma swoje wady, zalety... Po prostu kompletne postacie ;)
    Zacznijmy od Lily... Kurrczę, nie przepadam za nią. Wkurza mnie jej pewność siebie (albo raczej fasada pewnej siebie egoistki), styl bycia i ciągła chęć odgrywania się. Nie wiem, dziewczynie ciągle wydaje mi się, że ma taaaakie ciężkie życie, co w końcu robi się wkurzające, no bo w zasadzie jakby nie patrzeć nikt jej krzywdy nie robił, rrodzice, rodzeństwo... A ona zachowuje się jak mały kurczak, który chce się rzucać. I nienawidzi Gryfonów dla samej zasady, czego w ogóle nie rozumiem. Ona sama chyba też nie, a mimo to ciągle tkwi w swoim oślim uporze. To kolejna rzecz a'propos – różne domy. Każdy jest w innym, wszyscy się wzajemnie integrują. Muszę przyznać, że to naprawdę wspaniałe. Sprawiasz, że domy istnieją, są różnice, ale zarazem szkoła to jedna całość, która teraz, w czasach nowego pokolenia, funkcjonuje zupełnie inaczej Nie liczą się podziały domowe, a przyjaciół i wrogów wybiera się według zupełnie innego kryterium. Wracając do Lily, to momentami naprawdę ją nienawidzę. I ona sama chyba siebie też. Nienawidzi oceniania po pozorach, fałszu... A czyż sama nie jest hipokrytką? Zamiast ocenić Helenę (zanim Olivier) jej powiedział o chorobie Heleny, odsądziła biedną dziewczynę od czci i wiary. Nosz po prostu nieładnie, nieładnie. Widać, że Lily jednak jakby drgnęła. Jakby jakiś 1% jej serca pragnął zmiany. W scenie w Albusem, gdy ten prosi ją o przysługę, gdy w gabinecie McGonagall Lily nie widzi satysfakcji w spojrzeniu Oliviera, gdy zostaje ukarana – niemal dostrzec można, że coś drży pod zimnym sercem Lily. Jakby Potter nagle zaczynała sobie uświadamiać, że życie nie jest proste, jak ona naiwnie załozyła w swej młodej głowie, że zna całą prawdę i wie, komu może ufać, jaki kto jest. W ogóle zdziwiła mnie 'zemsta' Lily na Olivierze. W sumie to pokazuje, jak bardzo Lily boi się, że ktoś zrzuci jej maskę (a jakimś pokrętnym sposobem Olivier, nawet nie zdając sobie z tego sprawy coraz bardziej się do tego przybliża) i każdy mógłby dostrzec, jak bardzo wrażliwa jest. Lily jednak nie doceniła, że takie rzeczy nie ruszają, że przeliczyła się w swoich kalkulacjach w ogóle o tym nie pomyślawszy. Plus zaczynam się zastanawiać nad super-hiper-mega-ewentulanym chłopakiem dla Lily.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo na 101% widziałam w tej roli Oliviera. Naiwnie, słodko, ale mega mi się ten pomysł spodobał. Okay, potem jednak nienawiść Lily wydawąła się jednak przeszkodą nie do pokonania i pojawił się Frank (swoją drogą moje ciasteczko <3). Niemal natychmiast sparowałam go z Potter, gdy wypatrywała go na szkolnych korytarzach. No ale chyba jednak to też nie to. I dlatego wracamy do punktu wyjścia. Lily i Olivier. Rozdział z kłótnią Lily i Hugona, plamki w brązowych oczach Lily, które zauwazył Janvier wydają się... istotne. Dostrzegając szczeóły, może akurat dostrzeże coś więcej niż jej męczącą osobowość? Co do Lily jeszcze to ciekawa jestem, czy Lestrange uda się przywrócić ją do obsady musicalu. No bo zaśłużyła na karę, ale... Miałam już nadzieję, że Potter uda się jednak od tego wyłgać (i dlatego nie przepadam za Annabelle, ale o tym dalej). Porażka wydaje się mocna. Lily traci kolejne rzeczy – musical, konkurs z transmutacji )no bo stawiam, że obsuwa ze strony Heleny przez ten szpital będzie jednak miała jakieś znaczenie) i Hugon, ta jednak najboleśniejsza strata. Swoją drogą wydaje mi się, że infantylna niechęć Potter do Heleny ma mocno prozaiczne powody. Niewiele brakowało, gdyby życie tego nie zweryfikowało, aby była tak miłą osobą jak Helena, aby siedziała w wieży Gryffindoru i życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.
      Olivier <3 <3 Kolejny cukierek z kolekcji. Nie daje sobą pomiatać, a jednak nie chce się bawić w gierki. Nie zamierza grać podług czyichś zasad (jak Amandy, która próbowała go podstępnie zmanipulować), ale przy tym nie daje się być ofiarą manipulacji Lily. Idealnie odnalazłaś równowagę między jego postacią – nie jest przesadzony, nie jest zbyt marysuistyczny, nie jest idealny, tylko po prostu ludzki. Ciekawa jestem, czy naprawdę poczuje coś do Lily, czy sprawi, że dziewczyna porzuci swą chłodną pozę. Uwielbiam jego żarciki i to, że zawsze staje po stronie tych dobrych. Ciekawa jestem, jakie tajemnice przywiózł z poprzedniej szkoły. List od Simona i Philippe z wzmianką o Martinie zmotywował go do zapisania się do szkolnego musicalu, a więc Martin musi być jego śmiertelnym wrogiem, a Amelie niespełnioną miłością. Ciekawa jestem, kiedy Olivierowi minie dawna złość, nienawiść do kogoś, kto mieszka setki tysięcy kiliometrów od niego. Zresztą, w ogóle ciekawa jestem jego przeszłości.
      Hugon. Pozornie przyboczny Lily, pozornie przeciętniak bez charakteru. Trochę przypomina mi Albusa (swoją drogę relacje Albusa ze Scorpiusem bardzo przypominają mi relacje Hugona z Olivierem). Bardzo podoba mi się jego miłość do Heleny, to że nie lecisz z tym na łapu capu, tylko wszystko powoli, realnie, prawdziwie. Mam tylko nadzieję, że jednak choroba nie wykończy biednej Heleny, która zasługuje na chociaż trochę szczęścia z Weasleyem. Co do Albusa zaś to w ogóle nie rusza mnie jego dziewczyna.... On sam, wydaje mi się bardzo sympatyczny, ale gdy dostaliśmy możliwość poznania Matyldy to... Cóż, dziewczyna wydaje się maksymalnie antypatyczna. Nawet nie bezpłciowa, co zwyczajnie irytująca. Zazdrosna o Albusa niczym buldog, co by było nawet zabawne, gdy on do tego inaczej podchodził. W tym momencie mam nadzieję, żę Albus znajdzie sobie nową dziewczynę.. Najbardziej bym się cieszyła, gdyby była nia Annabelle, no ale niestety na to chyba nie mam co liczyć.

      Usuń
    2. Annabelle. Sympatyczna gaduła. W sumie nie przeszkadzała mi, ba, nawet ją polubiła, gdy uświadomiłam sobie, że jednak nie mogę darzyć jej sympatią. Wypaplała, kto zrobił 'zart' Olivierowi Mcgonagall, przyczyniając się do ukarania Lily, co przecież skończyło się źle dla Lily. I chociaż rozumiem, że chciała chronić brata etc, to i tak jakoś tak... Poza tym znacznie ważniejszy powód jakby nie patrzeć Annabelle jednak stoi na przeszkodzie (nawet jeśli nieświadomie) związku Rose i Scorpiusa, których uwielbiam. Szkoda, że w przeszłości się rozstali, że tym razem nie wyszło. Ale jakby nie patrzeć czyni to ich historię związku jeszcze ciekawszą. Nie wyszło, nie byli szczęśliwi, a Scorpius stwierdził, że to jednak nie to, okay, rozumiem, ale to chyba nie wyklucza niczego z przyszłości, wszystko się może zdarzyc. Nieprawdaż? W ogóle oni mi do siebie mega pasują i uwielbiam ich obydwoje, więc nie rozumiem, dlaczego Scorpius jednak stwierdził, że to nie jest to. W sumie dlatego średnio jestem w stanie polubić mimo tej tej prostolinijności.
      Dalej, Frank <3 Mega mi się podoba i w sumie ideał, jakby nie patrzeć :D Nie mam jednak pojęcia, z kim chcesz go sparować (najpierw myslałam, że z Lily, potem że z Rose, a teraz znowu stwierdzam, że może jednak z Lily). W sumie pasowałby do obydówch z nich. Ale... Moje najulubieńsze typy to Potter i Janvier <3 Malfoy i Weasley <3 Tak więc w sumie ciekawa jestem, jak to się potoczy i dla kogo serce Franka zabije szybciej.
      Zaczęłaś historię Lary; te skomplikowane czary i przeszłość z Ukrainy. Musiała mięc cięzkie życie i kurczę, szkoda mi jej. Fajnie, że polubiła Ooliviera mimo niechęci do ludzi. Trzymam kciuki, aby się jeszcze pojawiła na Niezależności i zostala wyjaśniona jej bolesna przeszłość.
      Fakt, że pani Lestrange kiedyś kochała Zabiniego sprawił, że szczęka mi opadła. A więc to jednak nie przez talent Lily zyskała główną rolę. W sumie nie przepadam za Amandą, więc mimo wszystko podoba mi się to rozwiązanie, ale... Teraz o ile nic się nie zmieni to jednak Zabini zagra z Olivierem, niestety :/
      Tak więc z nicierpliwością czekam na kolejny rozdział, przepraszam za tak długą nieobecność w blogowym świecie i w sumie licze, że jednak Helena nie umrze, a Olivier stwierdzi, że jednak zakochał się szaleńczo w Lily :D I przepraszam za długość, ale w sumie nie mam pojęcia, jak napisać to wszystko krócej :P

      Usuń
    3. Hej, Muniette, ale miło Cie widzieć! Bardzo dziękuję za tak obszerny komentarz! Moje serce się raduje!
      Hm, mnie chodziło głownie o to, żeby pokazać problemy takich samych ludzi jak my, nawet jeśli umieją czarować xD Pomysł z musicalem jest kontrowersyjny; moim głównym argumentem, dlaczego postanowiłam go tutaj wprowadzić, jest to, o czym napisałaś (no dobra, tak właściwie to pierwszym argumentem w kolejności chronologicznej była scena, która wymyśliłam w mojej głowie i od której zaczęła powstawać cała historia, ale oczywiście ta scena to pojawi się za jakieś milion rozdziałow xD), więc cieszę się, że podoba Ci się mój pomysł różnego rodzaju integracji brytyjskich czarodziejów – mugole, inne kraje, domy… ;)
      Lily… interpretujesz jej postać z grubsza tak, jak najbardziej bym tego chciała, wiec bardzo się cieszę ;). Coś tam zostaje w niej poruszane… Choć nie można powiedziec, żeby ona niczego złego w przeszłości nie przeżyła… Albo inaczej – może to nie były wyjątkowo przerażające wydarzenia (najgorszym była zdecydowanie śmierć panin Grandmoore), ale Lily zinterpretowała je po swojemu i… no cóż. Nienawiśc do Gryffindoru jest oczywiście z grubsza powiązana z tym, że prawie cała rodzina się tam znajdowała, a ona nie, ale nie tylko… Lily nienawidzi, albo przynajmniej4 tak uważa, swojej matki, a dlaczego? O tym będzie w przyszłości.
      Co do jej hipokryzji… Hm, cóż, jest ona oczywista. Ale to nie jest do końca tak, że ona jednocześnie nienawidzi tego zachowania. Ona wie, że zachowuje się czasem obłudnie, ale uważa, że w niektórych przypadkach to nie ma żadnego znaczenia. Jednocześnie jednak nienawidzi jak ktoś taki jak Hugo trzyma przed nią cokolwiek w tajemnicy. Olivier zrzuca jej maskę głownie przez to, że nie zachowuje się tak, jak ona by sobie tego życzyła. A Helena była kiedyś przyjaciółką Lily, za tym stoi dość znacząca historia. Jeśli chodzi o Potter i Olviera bądź Franka… Chciałabym napisać porządny komentarz, ale nie mogę, bo bym mega spolerowała xD
      Cieszę się, że polubiłaś Oliviera xD nie jesteś jedyna :D Jego przeszłość ma znaczenie. Może nie jest tak, że on nadal jest nie wiadomo jak zakochany w Amelie, ale, cóz, uraza pozostała xD
      Ciekawe, że porównujesz Hugona do Albusa. Ja bym raczej porównała go do Scorpiusa, przynajmniej jeśli chodzi o dwie meskie przyjaźnie, jakie tutaj przedstawiam. Hm, Hugo nie leci do Heleny na łapu capu, bo prędzej by umarł ze strachu xD Ja też nie za bardzo lubię Matyldę, ale Albus ją lubi, haha.
      Co do Scorose/ScoAnabelle… hm, może nie będę mówić za dużo. ScoRose jest bardzo oczywistym paringiem i nawet ja rozumiem dlaczego i w miarę to kupuję, ale jednak nie do końca lubię mainstream. No, ale jeszcze sie będzie tutaj trochę działo :D
      To nie jest tak, ze Lily nie wypadła dobrze na eliminacjach. PO prostu Amanda wypadła tak samo albo niemal tak samo dobrze, więc powinna otrzymać jakąkolwiek rolę. A jaki efekt będzie miała interwencja pani Zabini? O tym już niedługo, choć raczej nie w dziewiętnastce, a dwudziestce. Jeszcze zobaczę.
      O Larze będzie tutaj całkiem sporo. Już niedługo szykuję dla niej ważne zadanie.
      Hm, co do ostatnich życzeń naprawdę nie mogę się wypowiadać. No, ale na pewno nie będę tak okrutna, żeby nie dać trochę szczęścia H&H xD bez przesady, za bardzo sama ich uwielbiam.

      Usuń
  20. Hej, kochana!
    Jestem dosyć spóźniona, ale ostatnio to u mnie norma, więc nawet się nie dziwię, że mam tyle zaległości, chociaż tutaj na szczęście tylko jeden rozdział, który szybko udało mi się nadrobić :)
    Więc zaczynając od początku: randka An i Scorpiusa wyszła naprawdę uroczo, na pewno zdecydowanie lepiej niż "moja" obciachowa randka Petera z Gabie :D
    Ogólnie trochę ciężko jest mi sobie wyobrazić, że Anabelle denerwowała się tak bardzo, że nawet nie potrafiła się odezwać - ani słowem. Tym bardziej do koleżanek, a potem do samego Scorpiusa. Wydaje mi się, że raczej każdy w takiej sytuacji wydusiłby z siebie cokolwiek, a szczególnie dziewczyna, która na codzień mówi tak dużo. Rozumiem, że się denerwowała, ale trochę mi to nie pasowało, że aż tak.
    Ale poza tym bardzo mi się podobał ten fragment, bo Scorpius był w nim naprawdę uroczy jak zresztą cała randka :) I ten pocałunek na koniec, aww ♡
    Zaciekawiła mnie ta zjeżdżalnia za tajnym przejściem i trochę też zdziwiła. Fajny pomysł, chociaż teoretycznie ten tunel był bardzo długi i ta zjeżdżalnia musiałaby iść w takim razie sporo pod ziemię, ale w końcu to czarodzieje i dla nich wszystko jest możliwe :D
    Bardzo mi się podobał mecz, był naprawdę ładnie opisany i szybko się to czytało. Na początku Rose dała mi nadzieję na to, że pogodzi się z Albusem, na co liczę i jej tego życzę. (Te rymy ^^).
    Spodziewałam się, że ten mecz źle się skończy i się nie myliłam. Mam tylko nadzieję, że Albusowi nie stało się nic poważniejszego i że dzięki temu wypadkowi uda mu się pogodzić z Rose :)
    To chyba tyle, rozdział bardzo przyjemny i przeczytałam go naprawdę w ekspresowym tempie i teraz mogę jedynie czekać na kolejny, żeby dowiedzieć się, co dalej.
    Pozdrawiam gorąco i życzę morza weny.
    Całusy,
    Optimist :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz.
      hm, fakt, zachowanie Anabelle było bardzo skrajne, zgadzam się. Chyba wiem, co masz na myśli, ale uznałam, że może dzięki temu zbuduję taki spory kontrast...
      O tej zjeżdżalni gdzieś znalazłam i uznałam, że to fajny pomysł xD ale tez nie wiem, jak dokładnie ona miałaby działać, chyba magia musiałaby miec w tym pewien udział :D
      wypadek Albusa będzie miał kilka powaznych konksekwencji, część poznamy już w przyszłym rozdziale, choć pojęcia nie mam, kiedy ten się pojawi xD

      Usuń
  21. Zmienione szablon, widzę ; ) ładny jest, ale trochę dla mnie za mało kontrastu między tekstem a tłem. Ale może to tylko moje wrażenie.
    Kurcze, trochę ta Ana pusta, no nie przepadam za nią. Jej opis ubierania się jest taki typowy da laluni - wiesz sweterek siena palona muśnięta śledziem, błyszczyk malinowy o kolorze rafy koralowej.
    Tyko tak ze zgrzytów - nie przepadam za tym, że tutaj wszyscy wszystko wiedzą. Kuchnia to w ogóle pomieszczenie, do którego dotrze każdy random, a tajne przejścia zna Malfoy, w ogóle nie wiem dlaczego. Oczywiście to można uzasadnić, ale za łatwo im, takie odnoszę wrażenie czasami ;p

    Tak ogólnie to rozdział był okej, ale chyba brakowało mi tutaj postaci, które lubię. Ta randka była okrutnie wręcz słodka i upewniłam się tylko w swoim przekonaniu, że ten Scorp jest nudny i bez charakteru. Z kolei Rose mnie nie nudzi, ale denerwuje - jest strasznie egocentryczna i skupiona na sobie. Ona nie lubi gry, więc wielka pretensja, że rodzina się tym cieszy. Noomatko.

    Podobała mi się za to końcówka i aż szkoda mi się zrobiło Albusa. Niech on się dogada z tą dziewczyną.

    Chyba tyle ode mnie ; )
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz.
      Hah, ja doszłam do wniosku, że jak ktoś chce się dowiedzieć, to się dowie :D A taki Scorpius mial na przykład ponad sześć lat na przejścia, przy czym przyjaźni się z Albusem, który nie raz używał Mapy Huncwotów :D.
      NIe wiem, cz to na pewno dobry pomysł, aby Albus dogadał się z Matyldą...
      Dziekuję za komentarz :) miło widzieć Cię z powrotem :)

      Usuń
  22. No cóż, randka Scorpiusa i An, na swój sposób urocz ;) Mój Scorosowy umysł się buntuje, no ale dobra :D Mój Scorpi boi sie Krwawego Brona <3
    Rose powoli sie staje moją ulubioną bohaterką. Jakoś tak najlepiej mi sie czyta jej myśli i punkt widzenia. Czasem troche smęci, ale akteptuję to w niej :D Tak mi zawsze przykro, ze ona coś nadal czuje do Scorpiusa. No bo kurde, ona dalej wzdycha, a on ugania sie za jakąś infantylna Francuzką, kiedy może mieć ROSE? Głupi ten mój mąż, głupi.
    Tak uroczo sie zaangażowała w grę <3
    Biedny Albusik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hah, raz go uwielbiasz, a raz jednak masz go tutaj dosyc :D:D
      Rose... no troche smeci czasem, ale tez sie troche musi zmienic, wiec sise zmienia :P Ile Ty masz mezow, kurde... Chyba ze... Ty wezmiesz rozwod ze Scorem, jak Leoś będzie wolny? nie pozwolę na to, ja biore Leosia :p

      Usuń
  23. Cześć. Ostatni raz byłem u ciebie w lipcu. Nawet sam nie zdawałem sobie sprawy, że aż tyle czasu minęło. Ale to wszystko przez to, że u ciebie rozdziały nie pojawiają się często, a ja lubię czytać po kilka pod rząd, by się wczuć w ten hogwarcki klimacik.
    "dlaczego została dołączyła" - dołączona (chyba)
    Mnie humoru wypadkiem Albusa nie popsułaś, za to popsułaś mi humor krainą miodu, bo muszę odwiedzić dentystę i mi o tym przypomniałaś. Nigdy nie miałem problemu z zębami, a ostatnio co zjem coś słodkiego to dwa mnie bolą i tak się wybieram, wybieram i wybrać się nie mogę, jednak w styczniu koniecznie go odwiedzę, bo ja lubię słodkie, a nawet jedzenie ciasta to dla mnie po kawałku udręka.
    Chciałbym też mieć taką walizkę ze słodyczami. No i jak była wzmianka o tym domu opuszczonym, krzyczących pokojach, to... samoistnie skojarzyło mi się to z takim miejscem burdelowym, gdzie te krzyki znaczą zupełnie coś innego niż przerażenie i aż życzyłem Anabele, by i ona sobie tak mogła pokrzyczeć, by Scorpius sprawdził się jako kochanek.
    Co do wypadku Albusa, to tak jak mówię, ja tam czekam na jakąś dramę i liczę nawet na to, że już go nie odratujesz i zabierzesz nas wszystkich na magiczny pogrzeb :)
    Grę umiałem sobie dobrze wyobrazić, bo mój synek miał kiedyś taką na Play Station i grałem z nim, więc tu nie było problemu z nieznajomością nazw i zasad xD

    Moje opowiadania – serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuję za komentarz.
      Z tego, co piszesz, to chyba musisz faktycznie isć do dentysty :D
      haha, no ja grałam kiedyś w tę grę na kompie :p a wypadek Albusa będzie miał spore konsekwencje

      Usuń
  24. Anabelle i Scorpius są razem uroczy, mam nadzieję, że ten związek się uda <3 Szkoda mi było dziewczyny jak tak się denerwowała, ale na szczęście wszystko się ułożyło :)
    Za Rose nie przepadam, ale chciałabym, żeby udało jej się pogodzić z Albusem. Swoją drogą, biedny chłopak ;( Mam nadzieję, że się za bardzo nie połamał ;)

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAh, szykuje dla nich ciężkie chwile.
      A juz szczegolnie dla Albusa, ten upadek to dopiero preludium do wielkiej akcji :D

      Usuń