czwartek, 14 lipca 2016

Rozdział siedemnasty: Furia

Po ciągnącej się w nieskończoność niedzieli, spędzonej głównie nad książkami i pergaminami, piętnastoletni Gryfoni czuli, że zasłużyli na odpoczynek. Dlatego też, zająwszy jeden z najbardziej przytulnych stolików w pokoju wspólnym Gryffindoru, między kominkiem a oknami, postanowili rozegrać po raz kolejny pojedynek szachowy.
Olivier nadal chciał za wszelką cenę ograć Hugona, lecz mimo że umiejętności Francuza znacznie się zwiększyły, wciąż nie dawał rady. Co prawda mieli ponad dwutygodniową przerwę spowodowaną treningami Janviera w quidditchu, jednak kilka dni temu – zgodnie z przewidywaniami Hugona – wrócili do rozgrywek.
Tym razem Olivier miał pomocnika – George’a Wellsa – jednak nawet we dwójkę nie potrafili zaskoczyć Weasleya, choć przynajmniej sprawili, że ten potrzebował dobrych kilkunastu ruchów, by ich pokonać.
– Ruszmy się tą wieżą, mówię ci – zaproponował George, poprawiając zsuwające się okulary.
– Nie, to bez sensu, wtedy Hugo ruszy gońcem i stracimy konia – odrzekł skupiony Olivier, nie odwracając nawet na chwili wzroku od planszy.
Figury szachowe kręciły się na swoich miejscach, a niektóre wręcz drapały po twarzy lub ziewały, najwyraźniej znudzone ich niezdecydowaniem.
– No dobra, to może tym pionem?
– Proponuję drugą wieżę, wtedy może uda się nam zabić, merde, zbić jego gońca.
– Jesteście świadomi, że ja was słyszę, nie? – wtrącił rozbawiony Hugo, lustrując spojrzeniem siedzących naprzeciwko kolegów.
– Cicho! – krzyknęli zgodnie Olivier i George, co wywołało wybuch śmiechu całej trójki oraz chichoty siedzących nieopodal trzecioklasistek, którym wydawało się, że Francuz na nie spojrzał.
Wells rzucił raz jeszcze uważne spojrzenie na planszę i szepnął Olivierowi do ucha coś tak cicho, że Weasley nie zdołał tego usłyszeć. Zadowolony Janvier pokiwał głową i powiedział:
– Pion na D6.
– Nie najgorzej – pochwalił nieco zdziwiony Hugo. – Chyba najlepszy ruch, jaki w tej chwili mieliście.
Olivier i George przybili sobie piątki.
Wells, dumny z dobrego ruchu, postanowił rozpocząć rozmowę; nie był aż tak zdeterminowany jak Olivier, żeby wygrać, w co i tak nie wierzył, interesowało go za to potwierdzenie prawdziwości krążących w szkole plotek.
– To prawda, że McGonagall wlepiła Potter i tej Ślizgonce trzymiesięczny szlaban?
– Nie. Zanim zapytasz, kłamstwem jest również to, że kazano im chodzić o północy do Zakazanego Lasu i zbierać niebezpieczne rośliny, co usłyszałem dzisiaj na obiedzie. Swoją drogą, George, długo wytrzymałeś z tymi pytaniami, ponad dwie doby, jestem z ciebie dumny. – Olivier poklepał kolegę po plecach, nie zwracając uwagi na jego krzywy uśmiech.
– Nasza męska Sharon – zachichotał Hugo, decydując się w końcu na ruch wieżą.
– Wypraszam sobie, ja nie biorę udziału w żadnych intrygach. Ja po prostu chcę wiedzieć. Muszę znaleźć dobry materiał na wywiad do szkolnej gazetki.
– Każde usprawiedliwienie jest dobre, stary, jeśli rozmówca w nie uwierzy. Ale przed nami nie musisz się kryć…
– …nie mamy nic do twojego wrodzonego wścibstwa… – dodał Hugo.
– …nam ono nie przeszkadza – zapewnił Olivier i następnie podniósł się z krzesła i przybił kolejną piątkę, ale tym razem z Weasleyem. Na szczęście ani stół, ani plansza na tym nie ucierpiały.
– Wy chyba piszecie sobie te teksty po nocach, żeby były spójne, co? – zapytał złośliwie Wells, lecz w jego oczach można było dostrzec wesołe ogniki. – Może to z wami powinienem zrobić wywiad, a nie z Lily?
– A po co w ogóle robić z nią wywiad? – skrzywił się Olivier. – Tylko połechtałbyś jej ego.
Hugo na wzmiankę o swojej kuzynce zaczął natarczywie wpatrywać się we własne paznokcie i, zacisnąwszy wargi, zaczerwienił się lekko.
Janvier popatrzył na niego uważnie, ale nie powiedział ani słowa. Zauważył, że od kilku dni Weasley nie witał się z Potter ani na nią nie patrzył. Interesowało go to niespodziewane zachowanie kumpla, jednak postanowił nie naciskać. Miał nadzieję, że Hugo sam się wygada. Być może nawet dzisiaj, skoro George zaczął ten temat. Olivier zdążył zauważyć, że Wells nie przepadał za Lily, choć dotychczas nie mówił o niej źle w towarzystwie Hugona…
– Nie, jeśli zmusiłbym ją do rozmowy o nieudanym żarcie i porażce, jaką poniosła.
– Przecież ona się na to w życiu nie zgodzi, George – zauważył rozsądnie Janvier.
– Ale jakbym zaczął wywiad od jakiegoś innego tematu, wiesz, gdyby poczuła, że ta rozmowa to szansa na choćby częściowe odzyskanie twarzy po utracie roli w musicalu, to pewnie by się zgodziła i… – Wells wyraźnie zaczął się nakręcać, podobnie jak za każdym razem, kiedy opowiadał kolegom o pomyśle na kolejny wywiad, jednak niespodziewanie przerwał mu dziwnie rozeźlony Weasley:
– Teraz wasza kolej.
– Sorry, Hugo, ja wiem, że to twoja kuzynka i ją lubisz…
– O co chodzi? – Tym razem George’owi przerwał Olivier. Ignorując nieco obrażone spojrzenie Wellsa, Francuz uważnie przypatrywał się Hugonowi, którego policzki stawały się coraz bardziej czerwone.
– O nic. Nie chcę o niej rozmawiać. Powinniście się cieszyć, przecież jej nie lubicie.
– Coś ty taki wściekły? Powinieneś mieć dobry humor, w końcu wróciła Helena – stwierdził nieco zdziwiony George.
– Cicho! – warknął Weasley, gorączkowo rozglądając się po całym pokoju wspólnym; na szczęście ani Smith, ani jej koleżanek w nim nie było. – Dlaczego zawsze musicie o tym mówić tak głośno?!
– Hugosiu, naprawdę musisz się wyspać, bo stajesz się do siebie niepodobny, ciągle tylko ostatnio krzyczysz i krzyczysz – zasugerował niby matczynym głosem Wells, mając nadzieję, że w ten sposób uda mu się uspokoić zdenerwowanego kolegę.
Weasley oburknął coś pod nosem, jednak Olivier go nie usłyszał. Przestał interesować się nawet obserwacją planszy szachowej. Nie mógł, skoro na wzmiankę o Helenie momentalnie poczuł wyrzuty sumienia, które do tej pory całkiem skutecznie udawało mu się odsuwać jak najdalej od siebie.
Teraz jednak, patrząc na swojego najlepszego hogwarckiego kumpla, czuł wilgoć coraz bardziej spoconych dłoni i paradoksalną suchość w jamie ustnej. Po raz pierwszy od dawna ukrywał coś przed ważną dla niego osobą i nienawidził siebie za to.
Błagam, nie mów nikomu, obijało mu się raz po raz po głowie, a przed jego oczami zamiast piegowatej twarzy Hugona pojawiała się dziewczęca; blada i otoczona niemal białymi włosami. Obiecujesz? Obiecaj mi!
A on obiecał, a jedynym, czego nienawidził bardziej niż kłamania czy ukrywania prawdy, było łamanie przysiąg. Zmusiła go do tego, ale przecież nie mógł jej odmówić. Nie, kiedy przez przypadek podsłuchał, że przyczyną nieobecności Heleny była… białaczka.
Olivier posiadał tę wiedzę od kilku godzin, mniej więcej od tylu, od ilu Smith pojawiła się z powrotem w szkole i od kiedy rozmawiała na ten temat z Alexem. Początkowo czuł przede wszystkim żal i wściekłość na los. Na długo zignorował głosik powtarzający: Hugo, Hugo!, skupiając się na pisaniu wypracowań, a następnie grze w szachy.
Kiedy jednak George wypowiedział imię dziewczyny, a Hugonowi, pomimo zdenerwowania, od razu rozbłysły się oczy, skumulowane w głowie Oliviera wyrzuty sumienia uderzyły go ze zdwojoną siłą.
Chłopak przełknął głośno ślinę, mocno zaciskając drżące dłonie. Co zrobić?
– Olivier, w porządku? – George szturchnął go w ramię na tyle mocno, że Francuz aż syknął. Uświadomił sobie, że pewnie nie reagował na bardziej subtelne próby nawiązania kontaktu. – Nic nie mówisz. Przesuwamy tego konia czy nie?
– Tak, tak – odrzekł machinalnie, nadal wpatrując się w oblany kawą krawat Hugona.
– Serio? – spytał z powątpiewaniem Weasley, lustrując go wzrokiem. – Przyjrzałeś się w ogóle planszy?
– Pewnie nie. Ale wiadomo, że nasz Francuzik nie grzeszy inteligencją.
Olivier odwrócił się momentalnie, słysząc za plecami znany, dziewczęcy głos. Jego oczom ukazała się niziutka dziewczyna, w której oczach wyraźnie widział charakterystyczną dla niej wściekłość. Nie zdziwiły go również ani unoszące się skrzydełka nosa, ani zadyszka, ani przekrzywiony krawat; zbyt często widział Lily zdenerwowaną. Jedyną nowością w wyglądzie Potter było to, że spięła włosy w wysoki koński ogon, co uwidoczniało jej niespodziewanie długą i smukłą szyję.
A więc przyszła na mnie naskoczyć; tak jak się spodziewałem, pomyślał z zadowoleniem Olivier, uśmiechając się do niej złośliwie. Musiał przyznać, że początkowe zachowanie Lily po wyrzuceniu z obsady nieco go zdziwiło. Zważywszy na weekend, nie miał możliwości jej obserwowania przez dłuższy czas, lecz zdążył zauważyć, że Potter sprawiała wrażenie, jakby nic się nie stało. Nie opuszczała posiłków, a więc nie można było powiedzieć, że tchórzyła, ale i nie reagowała na jakiekolwiek wzmianki o swojej karze.
Na Janviera też. Aż do teraz. Mógł się spodziewać, że dziewczyna nie wytrzyma, nawet jeśli nie wiedział, dlaczego wybrała akurat niedzielny wieczór na robienie mu scen. Widząc jej zachowanie u McGonagall, domyślił się, że Lily zależało na musicalu naprawdę mocno i podejrzewał, że nie będzie w stanie puścić tego tak po prostu płazem.
– Nie spodziewałam się jednak, że głupota jest zaraźliwa – dodała Potter, patrząc prosto na Hugona, co zbiło Oliviera z pantałyku.
Przyszła obrażać… jego?!
Janvier, prawdopodobnie jak wszyscy uczniowie zgromadzeni w pokoju wspólnym, utkwił spojrzenie w wyraźnie zdenerwowanym Hugonie, który nie wiedzieć kiedy, podniósł się z krzesła tak, że górował nad kuzynką niemal o głowę. Policzki Weasleya przybrały barwę dorodnego pomidora, zaś jego ręce trzęsły się tak bardzo, że nawet mocno je ze sobą ściskając, nie zdołał ich uspokoić.
– Nie będę… z tobą… tut… tutaj rozmawiać – wyjąkał, jednak dzielnie nie spuścił wzroku z Lily nawet na chwilę.
– Ale ja będę – warknęła Krukonka, podchodząc do kuzyna na tyle blisko, że bez problemu na wpół zgiętą ręką dotknęła palcem wskazującym jego klatkę piersiową, a jednocześnie podnosząc podbródek tak, by móc patrzeć mu w oczy. – Żal mi ciebie, Hugo. Naprawdę, żal mi ciebie. Nie wiem, kiedy ani dlaczego postanowiłeś trzymać się życiowych niedorajd, ale chyba za późno, abym mogła to zmienić – westchnęła teatralnie i nieco zbyt głośno, aby uznać to za nieudawane, jednak Olivier wyraźnie widział, że palec, którym rytmicznie stukała w pierś kuzyna, drżał jej niekontrolowanie. – Najpierw ten tutaj – Lily machnęła niedbale w kierunku Janviera, nie obrzucając go spojrzeniem – a potem Helena! Chociaż właściwie powinnam powiedzieć: wcześniej Helena. Przecież skrycie się w niej podkochujesz, ile to już czasu, co? Miesiące? Rok? Pewnie sam nie wiesz!
Z każdym kolejnym słowem Potter coraz bardziej podnosiła głos, tak że końcowe wyrazy usłyszeć musiał już cały Hogwart. Być może dlatego cisza, która zapadła później, aż tak dzwoniła w uszach?
Olivier miał wrażenie, że świat na chwilę stanął w miejscu. Nikt się nie ruszał, nikt nie mówił, był prawie pewien, że niektórzy nawet nie oddychali. Hugo wyglądał jak spetryfikowany; z ogromnym zdziwieniem w oczach patrzył bez ruchu w twarz swojej kuzynki, zaś ona jakby zastygła w poprzedniej pozycji.
Nagle jednak z tyłu rozległ się hałas upadającej na podłogę książki, a Ziemia znów zaczęła się kręcić.
– Nigdy więcej…
– To obślizgła, paskudna żmija…
– …się do mnie…
– …która tylko udaje cnotkę, a…
– …nie odzywaj!
– …jest na tyle leniwa…
– Nigdy…
– …że jak jej się nie chce być w szkole…
– …w życiu!
– …to robi sobie wakacje!
Poziom decybeli niebezpiecznie zbliżał się do progu bólu i na nic zdało się zatykanie uszu, lecz oczy Olivier miał szeroko otwarte. Jeśli George pragnął sensacji, właśnie ją otrzymał. Może nie w formie wywiadu, ale…
Hugo nigdy wcześniej nie wyglądał na tak wściekłego. Nadal był czerwony, jednak zaciśnięte pięści, zadyszka i piorunujący dziewczynę wzrok dobitnie wskazywały, że tym razem rumieńce nie były spowodowane nieśmiałością. Nagle Weasley oderwał spojrzenie od Potter i popatrzył w głąb pokoju wspólnego, a wyraz jego twarzy zmienił się na skrajne przerażenie.
Janvier po raz kolejny odwrócił się, a jego spojrzenie padło prosto na ubraną w białą sukienkę Helenę, która wpatrywała się ze skrajnym zdumieniem w Hugona. Po raz kolejny świat się zatrzymał. Olivier wypuścił powietrze dopiero wtedy, kiedy Smith odzyskała władzę w nogach i bez słowa, lecz wyjątkowo szybko pobiegła w stronę dormitoriów, popychając przy tym niezliczoną ilość Gryfonów, którzy wybawieni krzykami zeszli do pokoju wspólnego.
– Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj. – Weasley powtórzył ledwo słyszalnie te same słowa, które wcześniej wykrzyczał prosto w twarz Lily, a następnie popchnął ją tak mocno, że niemal upadła.
Kiedy dziewczyna, wycierając rękawem ślinę, którą opluł ją Hugo, odwróciła się do Oliviera, chłopak zobaczył w jej oczach to samo zdziwienie, które sam odczuwał. Oboje odprowadzili spojrzeniami Weasleya, jednocześnie dostrzegając, że wszyscy zgromadzeni wpatrywali się teraz w nich.
– Koniec przedstawienia, zajmijcie się swoimi sprawami – zawołał Janvier stanowczo, uczniowie momentalnie zaczęli omawiać scenę, której świadkami byli, lecz większość nadal patrzyła na nich ukradkiem.
Francuz spojrzał zaś na Lily, która czerwona i zadyszana przyglądała się mu ze zdziwieniem. Chyba nie myślała, że to dla niej ich uciszyłem? Olivier niemal prychnął na tę niedorzeczną myśl. Jednym krokiem doskoczył do Potter i złapał ją za ramię tak mocno, że ta aż zasyczała z bólu. Nie zamierzał jednak zwalniać uścisku. Nigdy wcześniej go tak nie zdenerwowała.
A może inaczej. Po raz pierwszy naprawdę go wkurzyła, a nie tylko zirytowała lub rozśmieszyła dziecinnymi zagrywkami.
– Odpierdoliło ci? – syknął prosto w jej prawe ucho.
Popatrzyła się na niego z ukosa, krzywiąc się, i odparła:
– Nie będziesz na mnie kląć!
– Nie będę…?! Ty naprawdę jesteś nienormalna! – Olivier szarpnął nią tak, że teraz stała przed nim wyprostowana; sam zaś pochylił się, żeby ich twarze znalazły się na tym samym poziomie.
Byli tak blisko siebie, że po raz pierwszy zobaczył ciemnozielone plamki w jej brązowych oczach oraz ledwo widzialne o tej porze roku piergi. W spojrzeniu dziewczyny nie zobaczył czystej furii, którą sam odczuwał każdą komórką swojego ciała.
– Każdy wie, że masz siebie za nie wiadomo kogo i traktujesz ludzi jak przedmioty. Ludzie albo mają cię gdzieś, albo się ciebie boją, albo nienawidzą. Jedna z niezlicznych… nielicznych, merde, osób, która nie uważa cię za kompletne zero, to Hugo, a ty tak go traktujesz?!
Lily otworzyła usta, ale nie pozwolił jej się wtrącić:
– O mnie mów sobie, kurwa, co chcesz, codziennie wywieszaj moje podobizny na szkolnych kora… korytarzach albo wypisuj na mnie głupoty, jeśli to poprawia ci humor. Ale nie obrażaj ludzi takich jak Hugo czy Helena! Jednych z najlepszych w całej tej pieprzonej szkole! Nigdy więcej nie mów o rzeczach, o których nie masz, kurwa, bladego pojęcia! – dodał, nadal cicho, lecz jadowicie i ponownie ją złapał, tym razem za ramię, i mocno potrząsnął. Była tak zszokowana, że nie zareagowała, wpatrując się w niego bez słowa. – Ona ma białaczkę, putin!
Olivier, dysząc głośno, odepchnął od siebie Lily, wycierając ręce o spodnie. Nie mógł uwierzyć, że zdenerwował się tak bardzo, iż złamał obietnicę daną Helenie! Poczuł do siebie tak samo palącą nienawiść jak do Potter.
Jesteśmy siebie warci!!!
– Że co? – wydukała Potter tonem tak słabym i do niej niepodobnym, że ledwo ją zrozumiał.
– On o tym nie wie i nie waż się mu mówić, rozumiesz?!
 Lily pokiwała głową niezdolna do wypowiedzenia jakiekolwiek słowa. W jej wyrażających zdziwienie oczach widział coś jeszcze, ale nie próbował domyślać się, cóż takiego to było. Ludzie jak ona nie odczuwali wyrzutów sumienia.
Nie zamierzał tracić na nią więcej czasu. Odwrócił się na pięcie i ruszył szybko do dormitorium. Musiał jakoś naprawić własny błąd oraz przekonać Hugona, że to, co się wydarzyło, nie oznaczało jeszcze końca świata.

Rose nienawidziła, kiedy w ciągu dnia wyskakiwało coś nieplanowanego.
Tak jak dzisiaj.
Godzinę temu dostała sowę z wiadomością o nadprogramowym spotkaniu obsady musicalu i właśnie dlatego siedziała teraz wraz z kilkudziesięcioma innych uczniów dużej sali na drugim piętrze, czekając na przedstawicieli Departamentu Kultury i Sztuki Magicznej, którzy ku jej niezadowoleniu spóźniali się już trzy minuty. Weasley podejrzewała, że mogło chodzić o wakaty na pozycji Mary i Anity, jednak nie rozumiała, dlaczego wzywano wszystkich! Znów będzie zmuszona zarwać noc, tym raze, żeby przeczytać rozdział o Animagii Czasowej z wszystkich czterech podręczników, które posiadała.
Chyba nie chcą, żeby ktoś z nas zajął miejsce Lily, pomyślała nagle, czując zimny pot na spływający po karku. Na przykład ja?! Przecież mam śpiewać?! A jeśli jednak?! Zabiję Eve, poćwiartuję ją na kawałki i wrzucę do jeziora…
Rozejrzała się spanikowana wokół, starając się uspokoić oddech. Oprócz niej w pomieszczeniu znajdowało się co najmniej trzydzieści dziewcząt w tym te, które nie przeszły eliminacji, a były zapisane na listę aktorów. Może nie było potrzeby panikować?
W trakcie rozglądania wzrok Rose mimowolnie zatrzymał się na Albusie siedzącym na ukos od niej, który prawdopodobnie bezwiednie rysował końcem różdżki bliżej nieokreślone kształty na blacie stołu, wpatrując się w niewidzialny punkt. Weasley szybko odwróciła się, czując, jak serce momentalnie jej przyspieszyło.
Dobrze, że przynajmniej Scorpiusa tutaj nie ma.
– Gdzie oni są? – mruknęła siedząca obok niej Anabelle, pukając rytmicznie o stół.
Dziewczyna również wyraźnie się niecierpliwiła, choć Rose byłaby gotowa przysiąc, że z innego powodu niż ona. Weasley nienawidziła jakiegokolwiek przejawu niesubordynacji, zaś Janvier po prostu nie umiała wysiedzieć w miejscu, jeśli na coś czekała.
Rose nie była zachwycona, że Puchonka obok niej usiadła, ale nie mogła przecież jej tego zabronić. To byłoby niegrzeczne.
Właściwie nie zachowuje się najgorzej, mało mówi…
– A wiesz, co? Idę ze Scorpiusem do Hogsmeade! No wiesz, w Noc Duchów!
…naprawdę to pomyślałam?
Rose obrzuciła Anabelle spojrzeniem godnym bazyliszka. Nie raz zastanawiała się, czy Francuzka naprawdę była aż tak nieświadoma pewnych rzeczy, czy może aż tak perfidna. Jednak patrząc na wiecznie uśmiechniętą twarz dziewczyny, jej wielkie, błękitne, bijące szczerością oczy i ciemnobrązowe włosy otaczające jej nieco pucołowatą twarz, Weasley nie potrafiła uwierzyć w tę drugą możliwość.
I właściwie bardzo tego żałowała. Gdyby Anabelle była zołzą, łatwiej byłoby jej nienawidzić.
Weasley, wkładając w to całą energię, jaka jej jeszcze została, uśmiechnęła się krzywo w stronę koleżanki i wydusiła przez zaciśnięte zęby:
– Świetnie!
– Prawda? Zupełnie się tego nie spodziewałam, ale wysłał mi list! Rozumiesz, tak jak w dawnych czasach! To takie romantyczne… Myślałam, że nigdy się nie doczekam, ale kiedy zaproponował mi spacer, poczułam, że jednak mam nadzieję…
– Jest nadzieja.
– No właśnie! No i była – zawołała niezrażona Janvier, nic nie robiąc sobie z tego, że po raz kolejny kaleczyła angielski. – Bo podczas tego spaceru rozmawialiśmy głównie o konkursach artystycznych, to znaczy, wiesz, opowiadałam mu o tej okropnej porażce, którą zaliczyłam w wieku trzynastu lat, kiedy podczas finałowego występu w Moskwie sukienka przedarła mi się na plecach, mówię ci, jakiś koszmar!
– Z całą pewnością – pokiwała głową Rose, jednocześnie czując dziwny ucisk w piersi.
– To było okropne! W każdym razie na tym spacerze to ja głównie mówiłam.
– Naprawdę?
– Ale później dostałam ten list, w którym zaprosił mnie na najprawdziwszą randkę. Oczywiście się zgodziłam. Od tej pory więcej czasu spędzamy we dwójkę. Co prawda trochę się denerwuję i dużo mówię, ale on jak zwykle słucha. No i jest tak jakoś inaczej! Rose, nie mogę się już doczekać! Czuję, że to będzie przełomowe spotkanie!
Ja niestety też, pomyślała nagle dziwnie znużona Weasley, ledwo powstrzymując się przed położeniem głowy na stół.
Na szczęście tortury, którymi raczyła ją Janvier, skończyły się, gdyż do sali wkroczyli Amanda Hamington i Rupert Barkley, a wszyscy, w tym nawet Anabelle, zamilkli.
– Witajcie, moi drodzy. Pewnie domyślacie się, dlaczego się tutaj zebraliśmy. Z powodów niezależnych od nas mamy do ponownego obsadzenia dwie role: Mary i Anity. Dlatego organizujemy drugi casting. Mam nadzieję, że znajdują się tutaj osoby, które chciałyby spróbować? Mogą być to również te z was, dziewczęta, które dostały się do sekcji tanecznej oraz muzycznej. Ewentualne przejście dalej nie oznacza rezygnacji z poprzedniego wyboru; w razie potrzeby będziemy myśleć, jak to rozwiązać. Proszę o podniesienie rąk przez chętne osoby.
Ku wielkiej uldze Rose zgłosiło się ponad dziesięć dziewczyn, w tym wyraźnie podekscytowana Anabelle, która niemal skakała na krześle.
– Dobrze – skomentował krótko Barkley. – Eliminacje odbędą się pojutrze. Waszym zadaniem będzie zagranie pierwszej sceny sam na sam z Tonym. – Urzędnik skinął głową na Oliviera. – Oczywiście musicie nauczyć się tekstów na pamięć. Oto one. – Barkley wyjął z torby kilka kartek, a następnie kilkoma machnięciami różdżki rozesłał je pośród osób, które się zgłosiły. – Na castingu prawdopodobnie nie będzie jeszcze pani Lestrange. Czy wszystko jasne?
Nikt się nie odezwał.
– Dobrze, w takim razie możecie iść. Do widzenia.
Rose zagryzła wargi niemal do krwi, tym samym, powstrzymując się od niemiłego komentarza. Zupełnie nie rozumiała, dlaczego musiała tu przychodzić! Podobnie zresztą jak męska część obsady, no może prócz Oliviera Janviera. To była kompletna strata czasu, a ponadto, gdyby czytała teraz spokojnie książkę od transmutacji, nie dowiedziałaby się o randce Anabelle i Scorpiusa!
– Nie uważasz, że to fantastyczny pomysł, że dają nam jeszcze jedną szansę? Co prawda nadal najbardziej chcę tańczyć, ale mogłabym też zagrać Anitę! Mary to nie, przecież Tony to w rzeczywistości mój brat; byłoby dziwnie, nie sądzisz?
– Nie, no co ty? – powiedziała Rose jednocześnie z Albusem.
Zdziwiona, lecz równocześnie dziwnie podekscytowana Weasley odwróciła się do tyłu. Jej kuzyn wpatrywał się w nią uważnie, uśmiechając się porozumiewawczo. Ponownie poczuła, jak jej serce nagle przyspieszyło. Po raz pierwszy od kilku dobrych tygodni patrzyła prosto w oczy jednej z najbliższych osób w życiu i było to niebywale… odprężające. Momentalnie zarzuciła samej sobie, że wcześniej za wszelką cenę unikała spojrzenia Albusa.
Nie powinna była. Szczególnie że najwyraźniej nadal rozumieli się bez słów. Nawet mówili dokładnie to samo! Weasley była pewna, że komuś takiemu jak Potter Anabelle nie mogła przypaść do gustu, co wywołało u niej lekki uśmieszek, jak również następcze poczucie winy.
Jednak to nie Janvier, która, otworzywszy szeroko usta, przenosiła raz po raz spojrzenie z niej na Albusa, się w tej chwili liczyła. Właściwie to Rose prawie nie była świadoma jej obecności. Świadoma była jedynie zielonego, wyczekującego spojrzenia Albusa, w którym widziała zarówno wyzwanie, jak i prośbę.
Od dawna wiedziała, że musiała odezwać się pierwsza, w końcu to ona zniszczyła ich więź. Albus i tak po raz kolejny wykonał pierwszy krok, przysłuchując się paplaninie Anabelle, co nie mogło być łatwe, zważywszy na wychodzących i hałasujących uczniów.
W jej głowie, mimo miliona nieskładnych myśli, nie ułożyło się nawet jedno pełno zdanie. Wpatrywała się w Albusa jak zahipnotyzowana, lecz nie mogła otworzyć ust.
– Przepraszam, panno Weasley. – Usłyszała nagle tuż za ramieniem głos pani Hamington. – Idę właśnie do gabinetu profesor McGonagall, która prosiła mnie wziąć cię ze sobą.
Rose mrugnęła kilka razy, a następnie przeniosła nieprzytomne spojrzenie na ekstrawertyczną przedstawicielkę Ministerstwa Magii. Tym razem kobieta założyła jednoczęściowy, fioletowo-granatowy kombinezon zaopatrzony w guziki przypominające wielkością dna filiżanek, co wywołało na twarzy Weasley automatyczny grymas. Albus zachichotał.
Prefekt naczelna rzuciła mu ostatnie, uważne spojrzenie. Na końcu języka miała: Pogadamy później, jednak, czując na sobie naglące spojrzenie pani Hamington, zrezygnowała wypowiedzenia tych dwóch słów i ruszyła za nią do gabinetu dyrektorki.
Przecież będę miała jeszcze mnóstwo czasu, żeby z nim porozmawiać.

Eleonora Lestrange szła dziarskim krokiem przez szkolne korytarze, nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie. Usta zacisnęła w wąską linię, zaś ręce w pięści. Dawno nie była aż tak wytrącona z równowagi i musiała natychmiast rozwiązać niespodziewany problem, żeby nie wybuchnąć.
Kiedy cztery godziny temu wróciła do Hogwartu po prawie tygodniowej nieobecności i dowiedziała się od swojego podwładnego, Ruperta Berkleya, o stracie dwóch aktorek oraz konieczności przeprowadzenia dodatkowego casting, wpadła w szał.
I to nie z jednego powodu. Nie potrafiła pojąć, dlaczego Berkley nie uznał za stosowne poinformować ją o problemie, kiedy ten tylko zaistniał. Z pewnością pojawiłaby się wtedy w Hogwarcie, aby od razu rozwiązać tę sprawę, a nie dopiero po kilku dniach! Co prawda musiałaby się natrudzić, żeby przekonać Ministra Kultury i Sztuki Magicznej, jeszcze większego furiata od niej, o konieczności nadprogramowej wizyty w szkole, jednak dla Eleonory nie stanowiło do ogromnej trudności. Lestrange potrafiła podejść Zinna tak, by ten się nie zorientował.
 Podejrzewała, że Rupert uznał, iż zdąży rozwiązać problem, zanim jego szefowa wróci do szkoły, i właściwie myślenie to nie było całkowicie nieuzasadnione, gdyż zgodnie z planem kobieta miała pojawić się w Hogwarcie dopiero nazajutrz, a więc już po dodatkowym castingu. Pewnie myślał, że załatanie dziur w obsadzie nieco zmniejszy jej gniew. Mimo to Eleonorze wydawało się, że Berkley powinien ją lepiej znać po niemal pięciu latach wspólnej pracy. Powinien być świadomy tego, że kobieta nienawidziła samowolki u pracowników czy zatajania tak istotnych faktów i że w żadnym przypadku nie omieszkałaby mu o tym przypomnieć, nawet jeśli zmiany byłyby korzystniejsze. A nie były.
O Amandzie Hamington wolała nawet nie myśleć; zresztą ta młoda wariatka, ze względu na kompletny brak jakiegokolwiek zdroworozsądkowego podejścia do życia, i tak nie miała w tym wszystkim znaczenia. Gdyby nie ewidentna zdolność tej kobiety do wyszukiwania prawdziwych aktorskich czy muzycznych talentów, Lestrange zwolniłaby ją w sekundę. Mało kto działał jej na nerwy aż tak mocno.
Drugim powodem furii Eleonory, i to chyba jeszcze ważniejszym, było to, kto został wyrzucony z obsady. Kobiecie było nieco żal całkiem zdolnej Alice Kingsley, ale to Lily Potter stanowiła główny problem.
A dokładniej jej brak.
Lestrange udałaby się do profesor McGonagall od razu, aby przekonać dyrektorkę o cofnięciu tej niedorzecznej kary, jednak Berkley, drżącym głosem, poinformował ją, że za godzinę organizował drugi casting. Eleonora, sama dziwiąc się własnej cierpliwości, postanowiła go nie odwoływać. Pożałowała tej decyzji już po drugim występie. Spośród dwunastu dziewcząt, które wzięły udział w drugich eliminacjach, połowa nie nauczyła się tekstu, co samo w sobie było niedopuszczalne. Trzy kolejne stały jak kłody, czwarta była zbyt ekspresyjna, a piątej szło całkiem nieźle, lecz w połowie sceny przeszła ze zdenerwowania na francuski, a następnie już po angielsku zakomunikowała, że nawet jeśli liczyła na rolę Anity, to nie potrafi jako Maria mówić do własnego brata takich rzeczy i chcea jedynie tańczyć.
Eleonora w jakiś sposób doceniała tę szczerość, ale nienawidziła, kiedy ludzie niepotrzebnie marnowali jej cenny czas oraz nie potrafili z należytym szacunkiem odnosić się do sztuki, więc niezadowolona kazała zejść Janvier ze sceny.
Może i częściową rolą McGonagall było wychowywanie młodzieży, podobnie jak jej pracą było wyszukiwanie talentów, a następnie ich szkolenie, jednak mimo to Lestrange nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem ktoś ewidentnie inteligentny mógł pozostawać aż tak ślepy na prawdziwą sztukę.
Ludzie zupełnie tego nie rozumieją!, pomyślała rozeźlona, ale dopadło ją nagle dziwne zmieszanie, które spowodowało, że zatrzymała się gwałtownie na korytarzu znajdującym się już całkiem blisko gabinetu dyrektorki i aż złapała się za głowę, aby spróbować się jakoś uspokoić.
Na eliminacjach pojawiła się jeszcze jedna dziewczyna, Amanda Zabini. Jej imienniczka, Hamington, zauważyła talent piętnastolatki i z ogromnym zapałem tłumaczyła, aby dać szansę tej dziewczynie już po pierwszych eliminacjach, jednak Eleonora kategorycznie wtedy odmówiła. Teraz też pragnęła to zrobić, lecz podejrzewała, że w przypadku niemożności przekonania profesor McGonagall do cofnięcia kary Lily i Alice, będzie zmuszona przyjąć młodą Amandę do obsady.
Eleonora nieco zbyt mocno położyła rękę na ścianie, tuż obok obrazu przedstawiającego sielski, wiejski krajobraz. Musiała opanować emocje. Musiała pozostawać poważną, niezłoszczącą sprzeciwu, a przede wszystkim merytoryczną Kierowniczką Działu Aktorstwa Magicznego. Na ogół potrafiła ukrywać wszelkie osobiste urazy czy niechęci wobec innych ludzi, gdy chodziło o pracę. Zawsze wybierała najlepszych i o najlepszych walczyła, nawet jeśli ich nie lubiła bądź z jakichś powodów nie zasługiwali oni na wyróżnienie. Do pierwszej kategorii idealnie pasowała Amanda Hamington, a do drugiej chociażby Lily Potter. Eleonory nie obchodziło, co aż tak złego zrobiła ta dziewczyna ani jak chciano ją ukarać, dopóki nie cierpiał na tym musical. 
Podobnie nie interesowały jej osobiste więzi pomiędzy poszczególnymi członkami obsady, dopóki nie odbijało się to na jakości przedstawienia. Gdyby z powodu osobistych Lily i Olivier nie potrafiliby się zgrać, musiałaby coś z tym zrobić, ale do tej pory współpracowali ze sobą na scenie naprawdę dobrze, nawet jeśli tuż po zejściu z niej Eleonora dostrzegała wzajemną niechęć między nimi.
Amanda Zabini też dobrze prezentowała się u boku Oliviera, choć według niej nieco gorzej niż Lily. Obiektywnie jednak musiała przyznać, że Amanda miała talent i że to ona powinna była już na samym początku otrzymać rolę Anity. Lestrange nie mogła jednak tego zrobić, nawet jeśli próbowała walczyć sama ze sobą.
Był to pierwszy przypadek od ponad trzydziestu lat, kiedy emocje wzięły górę nad rozsądkiem i długo budowaną reputacją. Nie spodziewała się po sobie, że będąc dojrzałą kobietą, nadal nosi w sobie tak wielką urazę do rodu Zabinich. Najwyraźniej perfekcyjnie ukrywała w zakamarkach swojego umysłu urazę do Artura, o czym boleśnie uświadomiła ją Amanda Zabini.
Być może gdyby dziewczyna nie przypominałaby aż tak Artura, Eleonorze łatwiej byłoby przełknąć dumę? Być może gdyby nie granatowe oczy nastolatki oraz charakterystyczne, szlacheckie rysy twarzy i sposób bycia, sugerujące ewidentne pokrewieństwo pomiędzy nimi, dałaby jej tę rolę pomimo nazwiska?
Eleonora potrząsnęła gniewnie głową. Nie, jego wnuczka nie zasługuje na żadną szansę! Nie i już!
Była zniesmaczona własną, dziecinną reakcją, ale nie potrafiła nic na to poradzić. Nie potrafiła nie ukarać swojej dawnej, utraconej na rzecz innej kobiety miłości, nawet jeśli  Artura wcale nie zabolałaby specjalnie porażka wnuczki. Jego nie interesowały uczucia innych, o czym swego czasu aż za dobrze się przekonała.
Eleonora poczuła dziwne, niemal obce pieczenie pod powiekami. Chyba nie będzie… płakać?
Za dużo rozmyślała, ewidentnie, a przecież doskonale wiedziała, że refleksyjność oznaczała słabość. Była zbyt doświadczona, by pozwalać sobie na takie błędy. Nie zamierzała dać roli Amandzie i już, nie warto było dłużej tego roztrząsać.
Jej obecne zadanie polegało na wyłuszczeniu profesor McGonagall, że popełniła ona wielki błąd, wyrzucając z obsady musicalu dwie aktorki, bez żadnej konsultacji, i że jak najszybciej należało ten błąd naprawić.
Strzepując niewidzialne pyłki kurzu z błękitnej, długiej sukni z długim rękawem, uśmiechnęła się i ponownie dziarskim krokiem ruszyła do gabinetu dyrektorki, stukając przy tym rytmicznie wysokimi granatowymi szpilkami. Eleonora Lestrange nie znała słowa porażka.

***

Cóż, chyba było emocjonalnie, dramatycznie wręcz xD.
Nie zdziwię się, jeśli będziecie mieć po lekturze tego rozdziału mordercze zapędy wobec Lily. Właściwie sama bym dołączyła, choć nieco ostudza mnie świadomość, co będzie dalej. To chyba najgorsza tego typu akcja ze strony Potter, ale przyjemnie później też nie będzie.
Po otrzymaniu oceny na Wspólnymi Siłami nieco zmodyfikowałam poprzednie rozdziały, na przykład poprzez dopisanie większych szczegółów na temat wyglądu bohaterów czy sposobu ich zachowania podczas różnych wydarzeń czy zapisywania niektórych myśli kursywą. Zainteresowani mogą przeczytać co nieco o zasadach hipovolu w rozdziale piątym, to chyba największa merytoryczna zmiana. Będę się również starać, aby nie mieszać narracji wszechwiedzącej z pozornie zależną. Nie zamierzam jednak zrezygnować zupełnie z fragmentów opisujących uczucia bohaterów, takich jak końcowy w tym rozdziale, zbyt bardzo to lubię ;). Mam nadzieję, że wprowadzanie większej ilości akcji i opisów wydarzeń z pozostaniem przy fragmentach stricte uczuciowych przypadnie Wam do gustu.
Jak zwykle czekam na Wasze opinie, zawsze dają mi dużo radości. W ramach zaciekawienia informuję, że w następnym rozdziale zostanie zamieszczona relacja meczu pomiędzy Ślizgonami a Puchonami. Więcej zdradzać nie będę.
Przepraszam również za zaległości na Waszych blogach. Dzisiaj i jutro postaram się je całkowicie nadrobić.
Rozdział dedykowany Optimist.


69 komentarzy:

  1. Moje miejsce, a wrócę dziś wieczorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejcia naklejcia! ;3
      No tak miałam wrócić wcześniej, ale nie przypuszczałam, że sprzątanie i ogarnianie chałupki mi tyle zajmie, a potem jeszcze zabawianie gości... Ja to naprawdę jestem antyspołeczna. Im więcej gości i im dłużej są tym gorzej. Samotność i spokój to dobra sprawa.
      OCZYWIŚCIE, jakżeby mogło być inaczej, ja staję murem za Lily. Ja to bym mogła robić za jej ochroniarza i prawnika w jednym. Cokolwiek ona nie zrobi, nie widzę, jakby to ująć..., jej winy w zachowaniu albo raczej jej winy dlaczego akurat tak się zachowała.
      Natomiast cała ta awantura, jaką stworzyła Lily, strasznie mi przypomniała tą, którą ja zainicjowałam. Nawet powód jest bardzo podobny. Żal po tym, że ktoś bardzo ważny coś przed tobą ukrywał. A ta sprawa nie była nieistotna.
      Myślę, że jednak mimo wszystko Lily nie zachowałaby się aż tak, gdyby dowiedziała się tego od samego Hugona, a nie przez przypadek. Lepiej usłyszeć coś od kogoś niż dowiedzieć się nie od niego. Uważam, że Lily wściekła się nie tylko dlatego, czego dotyczyła ta tajemnica, ale również, że Hugo jej nie zamierzał o tym poinformować.
      W pełni rozumiem Lily, że tak naskoczyła na Hugona, a on jest sam sobie winien. Wiedział doskonale, jaka jest Lily i jak zareaguje, ale i tak uparcie brnął w tę tajemnicę, chociaż zawsze, praktycznie na 100%, każda wyjdzie na jaw. Cóż, mówiąc krótko, Hugo sobie zasłużył. Może on tego tak nie widzi, ale zdradził Lily.
      Nie mówiąc jej słowa bratał się z Heleną, którą Lily uważa za wroga. Nie wspominając o tym, że jego przyjacielem jest Olivier, kolejny człowiek, którym Lily... gardzi... Nic więc dziwnego, że poczuła się oszukana, w dodatku przez jednego człowieka, którego naprawdę uważała za wartościową osobę i mu ufała. No prócz Tedy'ego.
      A Hugo wykazał się totalnym brakiem mózgu, bo gdyby zaciągnął Lily gdzieś w ustronne miejsce i powoli wyjaśnił, to napewno nie urządziłaby mu takiej awantury. Pewnie również nie zrobiłaby mu jej, gdyby nagle wszystko nie rzuciło jej się na głowę i nie zaczęło burzyć. Ale jednak, mógł to inaczej rozwiązać.
      A Helena, nie żal mi jej, ani trochę. Nie lubię jej. Z całym uwielbieniem do bloga, ona jest rozgotowaną kluchą. Poza tym, niby skąd Lily miała wiedzieć, że ona jest śmiertelnie chora? Wywróżyć to z kuli?

      Usuń
    2. Również podzielam furię Lily w stosunku do Heleny. Ni skąd ni zowąd, nie zrobiła swojej części do konkursu. Kiedy Lily ciężko pracowała, ona nie odezwała się słowem i nie wyjaśniła, dlaczego nic nie zrobiła. Nawet krótkie "Nie dam rady." czy "Helena nie jest w tym czasie zdolna do uczestnictwa". Nic. Nie dziwię, więc Lily, bo sama byłaby wściekła i chyba rozniosła tę osobę.

      O MERLINIE! KOCHAM ALBUSA! <3 <3 <3 Naprawdę on jest genialny! To jest po prostu postać, do której mam przeogromną sympatię u Ciebie. A i dopóki pamiętam, to pisałam, że wszyscy się użalają, a Ty odpisałaś, że Albus też po części to robił i zgodzę się, tylko że on w przeciwieństwie do innych coś na to zaradził. Nie siedział i nie marudził, tylko dział. Dlatego właśnie uwielbiam jego, Lily i Oliviera, bo oni pomimo przeciwności losu, działają, a nie się użalają.

      Standardowo ponarzekam na Anabelle. Ja naprawdę nie wiem, jakim cudem ona i Olivier są rodzeństwem. Boże trzymajcie ją, bo zaraz nie wytrzymam i jej oczy wydrapię. Naprawdę, chyba jeszcze tak pustej i tak niezwykle irytującej osoby nie spotkałam nigdy. Oczywiście, nie licząc prawdziwego życia, bo w nim takich idiotów i idiotek nie brakuje, ale mniejsza z tym.

      Awwwwww <3 Gdyby nie to, że Rose i Albus są kuzynostwem to bym ich szipowała <3 W tym fragmencie dało się wyczuć między nimi chemię! <3 Mam nadzieję, że szybko razem porozmawiają, bo nie mogę doczekać się ich spotkania *o*

      I pozostaje jeszcze kwestia nowego castingu... Boże bądź tak miłosierny i nie, BŁAGAM, nie pozwól, żeby ta głupia Amanda zajęła miejsce Lily!!! JA CHYBA BYM TEGO NIE PRZEŻYŁA! CHYBA BYM OSIWIAŁA! Proszę, proszę, proszę, niech McGonagall cofnie Lily karę, proszę!!!

      Rozdział bardzo mi się podobał i z niecierpliwością oczekuję kolejnego! ^^
      Życzę weny i udanych wakacji!

      Pozdrawiam, Livv {dryfujaca-lilia.blogspot.com}
      #TeamLily #TeamAlbus #TeamOlivier

      Usuń
    3. Właściwie mogłam się spodziewać, że kto jak kto, ale Ty będziesz stać za Lily całym sercem. Nie wspomniałaś o tym, co myślisz o reakcji Oliviera, może specjalnie, bo w koncu też go lubisz :D. Cóż, być może jakby Hugo powiedział to Lily sam, bez świadków itd., byłoby lepiej. Pewnie trochę by b7yło. Ale Lily i tak czułaby się zraniona, i w tym akurat Hugo ma rację. Tylko że w pewnym sensie jest to dla niego tez dobre usprawiedliwienie... To wszystko jest nie takie łatwe xD
      Hah, ja też lubię Albusa, całkiemm xD dzięki niemu moge być czasem ironiczna xD Jeśli go lubisz, mogę się niedługo narazić, ale nic więcej nie powiem xD
      Rodzestwo często się różni... Choć ja nie mam takiej opinii o Anabelle. Ale cóz, ja traktuję ich wszystkich jak swoje dzieci, nawet jeśli częsci pewnie w prawdziwym życiu bym nie polubiła xD]
      Heh, co do castingu sprawa powinna się ostatecznie wyjaśnić całkiem niedlugo, więc nic nie będę pisać. Również życzę udanych wakacji i pozdrawiam ;*

      Usuń
    4. Tak to jest, gdy trzeba bronić swojej numer 1 XD No i zapomniałam o Olivierku <3 Powiem tyle, że każda sytuacja między nim a Lily, jest moją ukochaną. Czy by się nie kłócili, czy by... ech, ale oni tylko się kłócą... W każdym razie kocham ich konfrontacje <3 A i oczywiście nie uszło mojej uwadze to, że zauważył jej szyję *o* Co jak co, ale chłopacy zwykle takich rzeczy nie zauważają, czy że coś za tym jest ^^ Mam nadzieję, że w jakimś stopniu oboje mają ku sobie, a te zagrywki w głównej mierze są przykrywką, aby ukryć prawdziwe uczucia. A szczerze to uważam, że tak postępuje Lily, bo pamiętam jak w którymś z rozdziałów Hugo powiedział, że Lily wcale nie nienawidzi Oliviera, czy coś w tym stylu. Także <3
      A reakcja Oliviera podobała mi się, bo widać, że nie bez powodu trafił do Gryfindoru. Jednak nie musiał tak krzyczeć na moją Lilunię. A no i właśnie znowu była mowa, że coś u niej zaobserwował! ^^ Piegi i plamki w tęczówkach <3 Oj, takich rzeczy serio się nie zauważa bez powodu.
      Proszę, baaaaardzo, nie ruszać Albusa XD Zbyt go ubóstwiam!

      Usuń
    5. Heh, cóż, tak, głównie się kłóca, fakt ^^. Czyli jednak oliveir nie stracił w Twoich oczach? Ale wiesz, że on jest niesamowicie wściekły na Lily, prawie tak jak na siebie xD Cóż, hm, nie bez powodu pojawiły sie te uwagi, choć Olivier jest naprawdę wkurzony!
      Cóż, ja muszę komplikować im zycie :D

      Usuń
    6. Można powiedzieć, że nawet Olivier zyskał w moich oczach. Ja cenię sobie bohaterów, którzy bronią ważne dla nich osoby. Oj, wiem, wiem. Ale myślę, że jakoś będzie chciał odkręcić to co powiedział, a wtedy będzie zmuszony przełknąć swoją dumę Gryffona i pójść do Lily. Chyba, że ona zrobi to pierwsza, ale jakoś nie chcę mi się w to wierzyć ^^
      Olivier i Lily zakochana para! ❤️

      Usuń
    7. Moze bedzie chciał odkręcić, ale chyba nie do konca tak, jakbys chciała :D

      Usuń
  2. Kochana Condawiramurs,
    prawdę mówiąc, Lily trochę przesadziła. Może nie mam "morderczych zapędów" w stosunku do niej, bo jednak jest moją ulubioną bohaterką, ale nawet ja uważam, że zrobiła źle, bardzo źle. Kurdę, nawet to, że weszła do nie swojego pokoju wspólnego dałabym radę jej wybaczyć, ale to, że tak nawrzeszczała na biednego Hugona już nie. No dobra, nie jestem na nią zła :D (nie umiem się na nią gniewać), ale zadowolona też nie jestem. Mam nadzieję, że się zreflektuje i jakoś przeprosi nie tylko Hugona, który pewnie nie będzie chciał z nią rozmawiać, ale także Helenę. W końcu kiedyś się przyjaźniły, czy można aż tak bardzo znienawidzić swoją byłą przyjaciółkę? Ja też kiedyś pokłóciłam się z przyjaciółką i do tej pory się nie pogodziłyśmy i nie rozmawiamy ze sobą, ale też nie jesteśmy dla siebie wredne jak Lily dla Heleny.
    Jakoś nie przepadam za Olivierem. Mimo, że to główny bohater męski i że jest przystojniakiem, i że jest sympatyczny itd, jakoś nie mogę się do niego przekonać. Tym bardziej wkurzył mnie tym, że nie dochował tajemnicy Heleny. Uważa się za takiego prawego i dobrego, i ochrzania Lily z góry na dół, a sam nie może dochować jednej małej (no może nie aż tak małej, ale jednak ) tajemnicy. Cholera, kto to słyszał, żeby mówić o takich rzeczach przy ludziach. Oby tylko nikt tego inny nie usłyszał, bo biedna Helena nie będzie miała normalnego życia w Hogwarcie.
    Eleonora to bardzo ciekawa postać. Na tyle ciekawa, że mimo swojego profesjonalizmu nie ma zamiaru dopuścić Amandy Zabini do gry w musicalu. Z jednej strony moje serducho ją karci, bo sztuka ponad wszystko i dla jej dobra powinna odłożyć swoje dawne urazy i pozwolić jej zagrać, ale z drugiej strony jestem całym serduchem za Lily i nadal mam ogromną nadzieję, ze Lastrange uda się przekonać McGonagall do tego, by pozwoliła Lily zagrać Anitę.
    Kurdę, w takim momencie musiałaś przerwać? Biedna Rosie pogadała by może w końcu z Albusem i oboje byliby znó przyjaciółmi i mogli by rozmawiać i może w końcu Rose wyleczyłaby się ze Scorpiusa, który swoją drogą jest głupim tępakiem (głupie wyrażenie, ale innego nie znalazłam), bo woli taką głupiutką trzpiotkę jak Anabelle od naszej kochanej mądrej Rosalie. Mam nadzieję, że Frankowi w końcu uda się do niej dotrzeć i zawróci jej w głowie ;-)
    Nie mogę się doczekać dalszej części opowiadania, ten rozdział pochłonęłam bardzo szybko i już bym chciała przeczytać kolejny. ;-)
    Buziaki, Cath <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Ha, Ty jestes niecodzienna czytelniczka. Ja osobiście kocham wszystkich bohaterow, w końcu sa jak moje dzieci, ale akurat w tej scenie nagadalabym Lily tak samo jak Olivier albo i gorzej :D nie łatwo bedzie to naprawić i drama bedzie sie ciągnęła dalej, nie bede zaprzeczać. Olivier działał pod wpływem emocji i mu sie to wymsknęło, ale coz, to wcale nie sprawia, ze nke bedzie na siebie ba maska wkurzony. Co zrobi Lily z ta wiadomościa? Wlasciwie odpowiedz jest prosta i krótka, ale spoilerowac nie bede.
      Nie mogłam dopuścic do rozmowy miedzy Rosie i Albusem, bo kolidowałoby to z treścią osiemnastki :D

      Usuń
  3. Hej :) oświadczam, że przeczytałam, ale skomentuję jutro, bo teraz mogę wypowiedzieć się trochę nieskładnie. Tylko na szybkości powiem, że jak masz na końcu notatkę "od siebie", to nie powinno być zbyt bardzo to lubię, tylko "za bardzo to lubię" albo "zbyt to lubię".
    Pozdrawiam serdecznie, spodziewaj się mnie jutro, muehehe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, mam tendencje do popełniania tego błędu. Tak samo jak prawie zawsze mowię tą książkę, a nie tę, a piszę dobrze :p poprawię, jak bede miec dostęp do kompa, czyli pewnie w nd wieczorem :p

      Usuń
    2. Jestem :) może standardowo zacznę od błędów. To znaczy w sumie nie jestem pewna, czy to pierwsze to błąd, ale trochę mi zgrzytnęło:
      nie był aż tak zdeterminowany jak Olivier na wygraną
      Mówi się "zdeterminowany na"? Chyba prędzej pasowałoby mi "zdeterminowany, żeby". Ale, mówię, pewna nie jestem, jeżeli taka wersja jest poprawna, to się nie czepiam. :)

      i porażce, jaką odniosła
      Odnosi się sukces, porażkę się ponosi.

      Janvier spojrzał zaś na Lily, która czerwona i zadyszana przyglądała się jemu ze zdziwieniem.
      "Mu" pasowałoby tu lepiej.

      W trakcie rozglądania wzrok Rosalie mimowolnie zatrzymał się na Albusie siedzącym na ukos od niej, który, prawdopodobnie mimowolnie
      Powtórzenie.

      – Ale później dostałam ten list!
      Tu i w następnej wypowiedzi wkradł Ci się dywiz.

      Kiedy cztery godziny temu wróciła do Hogwartu po prawie tygodniowej nieobecności, dowiedziała się od swojego pracownika, Ruberta Berkleya, o stracie dwóch aktorek i konieczności przeprowadzenia dodatkowego casting, wpadła w szał.
      Czegoś mi w tym zdaniu brakuje. Przed "dowiedziała się" chyba dałabym "i", a kolejne "i" zamieniła na "oraz". Wydaje mi się, że tak chyba brzmiałoby lepiej.

      Podobnie nie interesowały ją osobiste więzi
      Nie interesowały jej.

      Wiele tego nie było :) Teraz najważniejsze, czyli treść.
      Być może będę jedną z niewielu osób, ale stanę po stronie Lily. Jeżeli Helena zniknęła ze szkoły na dłuższy czas i ze względu na swój stan zdrowie nie mogła brać udziału w przygotowaniach do konkursu z transmutacji, to Lily powinna o tym wiedzieć! Nie mówię tu oczywiście, że musiała znać wszystkie szczegóły; sama informacja o tym, że Helena nie może wziąć udziału w konkursie i, co najważniejsze, znalezienie kogoś na jej miejsce, powinno być zmartwieniem Hermiony, która te grupy stworzyła. Nawet jeśli sama Hermiona nie wiedziała o tym, to nieobecność Heleny i jej niezjawianie się na dodatkowych zajęciach powinny być wystarczającym sygnałem, że trzeba pomyśleć o zastępstwie. Nie dziwię się więc Lily, że była wściekła. Na pewno zależało jej na tym, żeby dobrze wypaść na konkursie, a skoro jej drużynowa koleżanka sobie to lekceważyła, to taka reakcja była dla mnie w pełni zrozumiała.
      Trochę dziwi mnie też, że nikt nie zastanawia się, dlaczego Lily zachowuje się w taki sposób. To znaczy, większości faktycznie może to nie interesować, ale przecież Albus czy Hugo znali ją już wcześniej, jeszcze sprzed czasów szkoły. Naprawdę nikt się nie interesuje tym, dlaczego Lily jest jaka jest? Trochę to smutne.

      Chyba najbardziej podobała mi się trochę jednostronna rozmowa Anabelle z Rosalie. Takie gadające bez przerwy osoby są bardzo irytujące, chociaż z drugiej strony czasem można się wyłączyć. Nie wiem tylko, dlaczego ciągle mam wrażenie, że starasz się zeswatać Albusa z Rosalie. Wiem, że to kuzynostwo, ale ciągle nasuwa mi się to skojarzenie. Serio :/

      A to: Trzy kolejne stały jak kłody, czwarta była zbyt ekspresyjna, a piątej szło całkiem nieźle, jednak w połowie sceny przeszła ze zdenerwowania na francuski, a następnie już po angielsku zakomunikowała, że nawet jeśli liczyła na rolę Anity, to nie potrafiła jako Mary mówić do własnego brata takich rzeczy i chciała jedynie tańczyć. jest chyba moim ulubionym zdaniem z tego rozdziału. Uśmiałam się przy tym jak głupia :D

      Nie patrzyłam, jak zmieniłaś poprzednie rozdziały, ale spodobały mi się te pomyłki Oliviera i Anabelle. Jąkania Hugona też urocze, szkoda tylko, że mało.

      Czekam na następny rozdział i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Eh, wczoraj Maxine wypisała mi już błędy, teraz kolejna dawka, a przy okazji jeszcze zauważyłam, o dziwo, sama dwa następne xD Lol, błędów nie da się wypełnić w 100 %,a już na pewno nie samemu, dlatego bardzo dziękuję.
      Tak, to prawda, że Lily mogła się zdenerwować z powodu konkursu, i właściwie tez się jej nie dziwię, ale cóż, tutaj i tak bardziej chodziło o to, że ona uważa Hugona za zdrajcę itd., itp., no i na pewno nie powinna robić czegoś takiego. Jak już, to powinna nagadać samej Helenie albo pójść do Hermiony się poskarżyć czy coś. Swoją drogą o pani Weasley i tej sprawie jeszcze tutaj bedzie ;).
      Boże, nie, nie chcę łączyć Rosalie i Albusa, nie, w życiu! Chcę tylko ich ze sobą pogodzić :D.
      Tęż lubię to zdanie xD
      Hm, Hugo niby wie, dlaczego się tak zachowuje, a Albusa długo w ogóle to nie interesowało, ba, w pewnym sensie się do tego przyczyniał.
      Ale nie martw się, to nie będzie tak, że nikt się tym nie interesuje. Choc w jakimś stopniu to faktycznie dość smutne... Wszytko jednak przed nami.
      Dopisałam przed chwilą w notce odautorskiej o największej zmianie, czyli o fragmencie dotyczącym hipovolu.
      Bo Hugo się jąkał, ale później się tak wkurzył, niepodobnie do samego siebie,że aż jąkanie przeszło xD

      Usuń
    4. Wiem, że trudno, więc cieszę się, że mogłam pomóc :)
      Co do Lily i Hugona - może trochę nie ogarnęłam, jak to tam było z czasem, ale czy Lily nie dowiedziała się trochę wcześniej o wszystkim? To znaczy, to chyba nie było tak, że przeczytała ta zniszczone listy i od razu popędziła do Hugona, prawda? Dlatego dziwi mnie taka reakcja po, załóżmy, dwóch dniach przerwy, kiedy miała trochę czasu, żeby się opanować. Jeśli jednak nie ogarnęłam tego czasowo, to uznaj, że nie było pytania :) I zgadzam się, wtedy tym bardziej powinna porozmawiać z Hermioną albo z Heleną.

      Ja wiem, że nie chcesz ich łączyć xD po prostu podczas lektury o wiele więcej chemii wyczuwam między nimi niż pomiędzy Rosalie a Frankiem albo Scorpiusem.

      Skoro Hugo wie, to moim zdaniem tym bardziej powinien spróbować jej pomóc, zwłaszcza że zna kuzynkę od dziecka. Poza tym moim zdaniem pasowałoby to do jego charakteru; jestem w stanie uwierzyć, że Albus faktycznie mógłby mieć to wszystko gdzieś, ale nie Hugo.

      Zwykle jest chyba tak, że jąkanie pojawia się w sytuacjach nerwowych? Dlatego chyba bardziej pasowałoby, żeby zaczął się jąkać podczas kłótni z Lily. Nie żebym Ci poprawiała opko :D Po prostu jakoś tak mi się to utrwaliło. Może wina książek i filmów, bo nie spotkałam się na żywo z jąkającą się osobą.

      Usuń
    5. Dobrze ogarnęłas czasowo. Ale... Początkowo Lily sie powstrzymała ze wzgl, ze to akurat Hugo, ale pozniej zdarzyło się jeszcze kilka rzeczy, ktore przelały czarę goryczy (jeszcze o tym napisze), w tym szlaban, i dlatego tak ruszyła :D.
      No coz, dlatego Hugo przyjaźnił sie z Lily. Ale on juz nie próbował zmieniać jej charakteru, bie chciała go słuchać. Te role ma Ted Lupin, którego poznacie w trakcie przerwy bożonarodzeniowej ;).
      Tak, ale to juz był taki poziom wkurzenia, ze wlasnie przestał się jąkać :p taki, jakiego chyva w życiu nie miał :p

      Usuń
    6. No tak, trudno jest odnieść się do czegoś lub kogoś, co w tekście się jeszcze nie pojawiło :D Czekam w takim razie na wyjaśnienia i pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Omfg, hurray, zdążyłam przeczytać przed wyjazdem :*
    cóż, Lily zdecydowanie przeholowała. Nie wiem, czy to był jej najgorszy „występ”, w sumie to dla mnie wszystkie kłótnie, do których ona doprowadza są równie bezsensowne :D Jedynie… ofiarą stał się Hugoś… Naprawdę jak bezwzględną trzeba być, żeby człeczka, który jako jeden z niewielu w nią wierzył i chciał się z nią zadawać, tak potraktować i to dlaczego? Bo odważył się zakochać w Helence. Jawna dyskryminacja, ja nie wiem noo, jak tak można, Lily to by się chyba przydała pogawędka z cyklu „miłość nie wybiera, miłość jest piękna, nie ma niczego cudowniejszego od prawdziwej miłości”. Może wtedy zamiast szkalowania mojego biednego Hugosia, raczej popchnęłaby go do zrobienia czegoś w kierunku zdobycia serca Helenki, a na koniec złożyłaby łapki i jako pierwsza oklaskiwała Hugosia i Helenkę już jako parę <3 Jedynie dobre to, że dzięki całej tej scenie Lily Helenka usłyszała to i owo. Omg, jak ona wie, że on ten tego, może to jakoś ruszy? Wiem, pewnie zbyt wiele sobie życzę, bo raz, że Helenka to nieśmiała Helenka, a dwa teraz jak jest chora, to nie do końca amory jej w głowie. No ale, ja się będę łudzić, że może jednak jakoś to wpłynie na plus niż na minus jeśli chodzi o relację duetu H&H. I w ogóle to Olivier jak się ładnie wstawił za Hugonem, jak pięknie dogadał Lily. Dobrze, że on się z tej Francji ruszył, bo on taki waleczny i odważny, to trochę do francuskich warunków się nie nadaje (dobra, wiem, kiepski żart :D). Ale to naprawdę było miłe. Szkoda tylko, że powiedział odrobinę zbyt wiele, ale jemu tak naprawdę nie zależy przecież jakoś bardzo na opinii Helenki. Obiecał je, to fakt, dlatego nie dziwię się, że tak się przejął tym, co mu się wymsknęło. Myślę, że jak Lily ochłonie to być może jakoś tę informację wykorzysta, ale cóż, raczej nie będzie to polegało na rozpowiadaniu jej wszem i wobec, jak już to zachowa ją dla siebie i w odpowiednim czasie wytoczy to działu, najprawdopodobniej w jakiejś konfrontacji z Helenką twarzą w twarz. Haha, Anabellka taka nieświadoma życia xd Rosie musiała się serio dziwnie czuć, gdy ta tak jej o Scorpie nawijała. Aha, Rosalie masz natychmiast ponownie zakumulować się z Albusem, bo jak ja tak sobie wyobraziłam, jak oni na siebie patrzą w tej scenie i jak za sobą tęsknią, to mnie aż serduszko zabolało i no, oni nie mogą mi tego dalej robić, muszą znowu się dogadać <3 Nie powiem, trochę liczyłam na to, że ktoś powalczy o Lily i jej rolę w tym musicalu. Czyli jeszcze wszystko nie jest stracone xd Swoją drogą jak tak myślę o starciu tych dwóch dam, to aż zaczynam się trząść, to dopiero może być przerażająca walka na argumenty :O żadna z nich z pewnością łatwo nie ustąpi, oj zapewne pomimo pozornego chłodu tej konwersacji, w gabinecie pani dyrektor temperatura podskoczy niebywale :D
    O tak, mecz, yupppi!
    Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, starałam się skończyć przed Twoim wyjazdem :* i wiesz co, moze w sierpniu beda dwa rozdziały, a nie jeden, bo mnie mailowo bombardują :p ale na pewno obiecać nie moge :p
      W moim rankingu to zachowanie jest chyba najgorsze, z dwoch ppwodow: po pierwsze Lily zaatakowala jedna z nielicznych osob, ktora do siebie w jakis sposob dopuszcza, po drugie- z tego powodu, o ktorym wspomniał Hugo. A trzeci to juz wiadomo: jak mozna... Tylko ze ja wiem wiecej o Lily niz Wy, wiec moze nie jestem obiektywna pod tym względem, ze jednak daje jej szanse :p No, ale łatwo nie bedzie.
      Widze, ze myslisz jak Olivier. Jedynym plusem, jesli w ogole mozna tak powiedzieć, to to, ze Helenka wie :D ale co z tego wyniknie? O to jest pytanie :D
      Ja tam nie wiem, co masz do Francji :p ja kocham Francję, na pewno jest tam ktos odważny :D. Olivier stracił kontrole, ale trudno sie dziwić. Wstawiłby sie w takiej sytuacji i tak za Hugo i Helenka, i tak, chociaż moze nie az tak niekontrolowanie, jakby miał możliwośc ochłonąć.
      Hm, bo Anabelle ma dość proste spojrzenie na zycie. Jako ze sama wiele mowi, to mysli, ze Rose powiedziałaby jej, ze chodziła kiedyś zd Scorpiusem, sama z siebie; albo ze Ewenualnie on by jej powiedział. Nie robi podchodów, dopóki nie uważa, zd musi, a tutaj nic nie podejrzewa :D No, ale kiedyś sie dowie. Rosie i Albus: nic nie mowię
      O tak, to dokładnie taki typ rozmowy.
      Nie wiem, czy koniec końców będziesz az tak cieszyć się z tego meczu :d

      Usuń
    2. Dziękuję <3 aww, to teraz się podekscytowałam, trzymam kciuki, żeby się udało i żeby były dwa :D
      Rzeczywiście, jeśli na to tak spojrzeć, to Lily dała najgorszy popis, chociaż ja jeszcze tego nie mogę oceniać, bo nie wiem co przed nami i czy później nie wywinie czegoś równie okropnego (znając Lily, to całkiem możliwe, że biednego Hugosia jeszcze pomęczy ;()
      Ej, z tego musi wyniknąć jakiś poważny wstęp do big love. Skoro Helenka już wie, to teraz sama może uwierzyć w to, że duet H&H razem na zawsze to nie żadne mission impossible :D
      też lubię Francję, chociaż zdarza mi się z Francuzów nieładnie żartować (okrutny ze mnie człeczek, Olivier na pewno się mną zawiódł xD)
      O nie, czyli ten mecz skończy się źle albo doprowadzi do czegoś złego? Buuuu :(

      Usuń
    3. Wlasciwie jeszcze do konca nie wiem, cos tam jeszcze nie raz wywinie, ale raczej nie w takiej odsłonie ;).
      Naprawdę chciałabym Ci napisac, co z big love, ale chyba nie moge :D
      Hah, tozumiem :p mnie wlasciwie tez, choc ja i tak kocham Francuzow :p
      No dla kogoś ten mecz na pewno sie dobrze nie skończy, wlasciwie to dla całkiem sporej ilości bohaterow

      Usuń
    4. to byłby za wielki spoiler :( no ale ja tam wierzę, że ich big love prędzej czy później się urzeczywistni xD
      o nie, czyli czekają nas kłótnie i kolejne zwroty akcji? oby tylko Hugoś znowu nie oberwał...

      Usuń
    5. w następnym rozdziale dam mu trochę spokoju, niech ktoś inny dostanie :D

      Usuń
  5. Rozdział pochłonęłam szybko, bo wciągnął dużo bardziej niż wszystkie do tej pory. A w ogóle to skandal, bo wydaje się krótszy.
    Wróciły szachy, Myśli kursywą dają nieziemski efekt, dużo szybsze tempo akcji przy emocjonującym dialogu, a nawet przejęzyczający się Olivier <3 dopracowałaś szczegóły – mimikę, gesty, zachowania. Cudo.

    Kurczaczki, noo. Sądziłam, że przed Francuzem pojawi się wyzwanie w postaci a'la „być albo nie być” czyli „mówić albo nie mówić”. Chodzi oczywiście o temat Heleny. Długo się z tą tajemnicą nie męczył :D ciekawe, jak Lily wykorzysta tę wiedzę.
    Żałuję tylko, że nie załapaliśmy się wszyscy na wątek Potter i jej exroli w przedstawieniu. Na pewno frustracja spowodowana tym newsem sprawiła, że Lily aż tak pojechała po bandzie w rozmowie z Hugonem; bo jej słowa brzmiały jak ona, ale mocniej. Mocniej, niż można by się spodziewać. Gdzieś te granice bycia suką być muszą, ale najwyraźniej Lily non stop je przesuwa. Oby ich nie zatarła do końca, bo może to skończyć się jakąś tragedią.


    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za komentarz. Wzięłam sobie Wasze rady do serca i postanowiłam, jak widac, skupiać większa uwagę na detale podczas opisu wydarzeń. Również poprzednie rozdziały w dużej mierze w taki sposob poprawiłam. Ale rownocześnie, tak jak mówiłam, zupełnie z ekspozycji nie rezygnuje, tak jak np. tutaj w ostatnim fragmencie.
      wrocily, wróciły ;D
      Olivier nie panował nad własnymi emocjami, w ogole nie planował tego powiedzieć i bedzie na siebie bardzo zły. Teraz nie tylko bedzie sie wahać, jesli chodzi o Hugona, ale i Helene.
      Bedzie jeszcze o frustracji Lily; ale to juz całościowo, zeby skumulować te emocje :D i to chyba w dziewiętnastka dopiero, bo osiemnastka ma juz spora objętość w mojej głowie :D
      Tak, to prawda, to było mocniejsze niz zwykle; i coz, miedzy innymi ma to wlasnie na celu sprawdzenie granic Lily ;)

      Usuń
  6. Hej, rybka!
    Tytuł rozdziału jest niepokojący - bo to powinno być drugie imię Lily, nie Luna, tylko Furia właśnie, więc może trochę się pozłości w tym rozdziale? :p No, ale Lily Furia Luna Potter brzmi trochę zbyt brazylijsko.
    Zaczęło się sielankowo i zabawnie. Hugon, chłopiec niezbyt mężny ciałem i duchem, okazuje się prawdziwym mocarzem w szachach i nawet dwóch sprytnych Gryfonów nie może go pokonać :)
    Pan Wells to prawie taka męska wersja Rity Skeeter, chociaż mam nadzieję, że charakteryzuje go większa moralność... Chociaż brak moralności i wścibstwo to chyba cechy dziennikarza idealnego :p
    Podobało mi się jak Olivier mimochodem zauważył smukłą szyję Lily. Ale zgrabnie wychodzą Ci takie szczegóły! Ja mam wrażenie, że albo piszę podobne rzeczy zbyt wyraźnie (patrz na to, uwagauwaga, neony w stylu Las Vegas, mrugające strzałki!), albo nikt tego nie zauważa i efekt przepada :p
    Oho, Lily wreszcie dostała za swoje. Nie wierzę, że jej to nie da do myślenia. Wściekły Olivier był seksi, chyba tylko on może rugać Lily :) Ale czy on przypadkiem nie zdradził tajemnicy Heleny całemu Gryffindorowi? W sensie podniósł głos na Potterównę, a to chyba znaczy, że każdy mógł to sobie usłyszeć. A może coś pomyliłam? No, w każdym razie może chociaż to wstrząśnie Lily. Chociaż z drugiej strony, kto jak kto, ale Lily ma niewiarygodną zdolność do zaklinania rzeczywistości, więc może jednak nie.
    Uwielbiam, kiedy opisujesz czyjeś zdenerwowanie, bardzo plastycznie z tym sobie radzisz i aż nawet część tych emocji spływa na czytelnika, a to wspaniała umiejętność.
    Biedna, głupiutka Anabelle, rzeczywiście nie sposób jej nienawidzić. Nie dziwię się jednak Rosalie, czasem czyjś brak taktu może być nie do zniesienia. Chociaż nie, co ja gadam, brak taktu dla mnie zawsze jest nie do zniesienia :p Główna zbrodnia ludzkości.
    Przy okazji, ja też nie rozumiem po co było organizowane specjalne spotkanie dla obsady z powodu rozdania paru kartek. Na pewno dałoby się to załatwić inaczej, nie marnując czasu dziesiątek osób. Ech, ta organizacja!
    A jednak ta okazja była potrzebna, żeby dać szansę Rose i Albusowi. Niby nic wielkiego się nie wydarzyło, ale widać, że impas jest na wykończeniu, NARESZCIE. Ile można sprzeczać się o głupoty? No ale wiadomo, dyskans zyskuje się z czasem.
    Merlinie, jakie tu cudowne zdanie: "piątej szło całkiem nieźle, jednak w połowie sceny przeszła ze zdenerwowania na francuski, a następnie już po angielsku zakomunikowała, że nawet jeśli liczyła na rolę Anity, to nie potrafiła jako Mary mówić do własnego brata takich rzeczy i chciała jedynie tańczyć". Dobra, ja też czasem chciałabym nie lubić Anabelle, ALE NIE DA SIĘ, no nie ma takiej możliwości. Ona jest cudna. Niech się hajtnie z tym niszczęsnym Scorpiusem, trudno.
    Ciekawe, jak niespodziewanie rozwinęłaś wątek Eleonory Zabini. Widząc jej wewnętrzny nieprofesjonalizm, tajoną urazę i samoświadomość własnych braków znacznie bardziej się ją lubi, chociaż niezupełnie, przynajmniej w moim przypadku. Ciekawe jak namówi Minerwę na zmianę decyzji, chętnie to zobaczę!
    Podsumowując, Lily niespecjalnie zdenerwowała mnie w tym rozdziale, jej zachowanie było dla niej typowe, więc typowo dostała po tyłku. Znacznie ciekawsza była gwałtowna reakcja Oliviera (love forever), który nieźle jej wygarnął. Z drugiej strony, gdyby nie ona, może Helena nigdy by się nie dowiedziała o uczuciach Hugona, więc kto wie, może oboje powinni być jej wdzięczni :)
    Moja miłość do rodzeństwa Janvier pogłębia się z każdym rozdziałem, to się robi niepokojące!
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :*
      nie wiem, czy powinnam się przyznawać, ale ja też uważam, że to było seksi i cieszę się, że powróciłam do takiego Oliviera, jakiego tutaj chciałam (choć nadal lubię tez bardzo Franka i mam problem xD). zastanawiałam się trochę, jak ugryźć (heh) tę szyję i cieszę się, że uważąsz, że wyszło w sam raz :D
      Właśnie, co do Anabelle to ja mam podobnie. Kurde, chyba muszę się wygadać, co sądzę o niej i Rosalie, więc napiszę tutaj xD Bo mnie się wydaje, że obie są na swój sposób wkurzające - jedna dużo gada, jest trzpiotką, trochę głupiutką i niewidzącą wielu rzeczy wokół niej, ale jednocześnie bardzo szczerą. Druga jest niesamowicie inteligentna, bardzo poprawna i prawa, bystra i z pewnościa mało gadająca. Jednoczesnie jednak Rosalie boi się uczuć, ma taką blokadę. Wie i widzi o wiele więcej niż Anabelle, bo wie, że ludzie nie są szczerzy i że nie mówią o wszystkim, ale jednocześnie przez to, że wszystko tak analizuje i że jest bardzo uparta, to też ma trochę takie klapki na oczach, których Anabelle - mimo naiwności i jakiegoś rodzaju infantylizmu - z pewnością nie ma. Każda mogłaby się nauczyć czegoś od drugiej :D Tak widzę je ja, hah.
      Hm, Eleonora... cóż, ona ma przypominać kogoś z młodzieży, nie wiem, czyu to juz widać, ale tak ma właśnie być. No włąśnie, trochę sie wkopałam, bo teraz powinnam przedstawić te rozmowę między nią a McGonagall. Chyba xD mogę pójść na łatwiznę albo przedstawić ją w postaci retrospekcji, o. xD
      Właśnie. teraz Helena wie :D
      pozdrawiam :*

      Usuń
    2. A, bo tgam miało być źle o roalie: no to jest marudna, zbyt poprawna, ślepo zapatrzona w zasady i sztywna, o xD to skoro mi się pomyliło, napiszę o zaletach Anabelle, jakie w niej widzę: radość z małych rzeczy, umiejętnosć oddania się całej swojej pasji, optymizm i wrażliwość. Choć wrażliwość to mają obie, chociaż nieco w innym sensie.
      Chyba za dużo piszę, ale wolę coś takiego niż zacząc spoilerować, a bardzo mnie korci.

      Usuń
    3. No błagam Cię, team Olivier forever! Cudnie Ci wyszła ta postać. Nie mam pojęcia jak to zrobiłaś, że ktoś przystojny, inteligentny i popularny (coś w tym zestawieniu musi nie działać!) jest jednocześnie uroczy, męski i taktowny. Nie mam pojęcia, proszę o przepis :D Franka też kocham, ale Frank nie jest takim zestawieniem cech idealnych, no.
      O , jestem dumna, że zebrało Ci się na zwierzenia po moim komentarzu! To samo wychwyciłam - że Anabelle i Rosalie są swoimi przeciwieństwami, łączy je wprawdzie urok i wrażliwość, ale w zupełnie inny sposób. I nie da się którejś nie lubić - naiwność Anabelle i zachowawczość Rose mają swoje zalety, nie da się po prostu powiedzieć "to jest głupie" i przejść dalej.
      Może być i retrospekcja, ja się nie czepiam :p Ale coś bym chętnie zobaczyła, bo taka konfrontacja to prawie jak Bitwa o Hogwart!

      Usuń
    4. Nie no, on ma wady :D te wady wyjdą :p ale nie ma ich za duzo... Albo mozna mu wybaczyć :p
      Franka mniej znamy... Juz niedługo dowiecie się o nim więcej :D
      To jeszcze to przemyślę, ale jednak chyba pokaże to w formie retrospekcji, bo mam juz dwie duże sceny do opisania w osiemnastce, a jedna bedzie dla mnie dość problematyczna; nie wiem do konca, jak to ugryźć ;)

      Usuń
  7. Jej, jej, jej!
    Ten rozdział był taki wspaniały i jeszcze na dodatek z dedykacją dla mnie. Aaa, cudowna sprawa ♡♡♡ Dostarczył mi tyle emocji, że nawet nie wiem, czy będę potrafiła to opisać, ale się postaram. Najpierw podziękuję bardzo mocno za dedykację ♡♡ Nie spodziewałam się tego i zrobiło mi się naprawdę miło, kiedy zobaczyłam tu swój nick.
    OK, teraz mogę zacząć od początku.
    Bardzo mi się podobała gra w szachy chłopaków. Było tak zabawnie, wesoło i przyjemnie, że nawet nie spodziewałam się, że tytułowa furia pojawi się już za moment. Taka cisza przed burzą :) Rozmowa Oliviera, Hugona i George'a mnie rozbawiła i pokazała, że są naprawdę dobrymi przyjaciółmi.
    I nagle bum. Przychodzi Lily i... Po prostu brak mi do niej słów. Naprawdę. Nawet sobie nie wyobrażam, jak okropnie musiał się poczuć Hugo. OK, wyobrażam sobie. Biedactwo. ♡♡♡
    Lily przesadziła po raz kolejny i naprawdę mnie wkurzyła. Chociaż jej paskudne zachowanie spowodowało, że Helena wie już, że Hugo czuje do niej to samo. Ale to i tak jej nie stawia w dobrym świetle. Znaczy Lily. I pewnie Helena tylko się załamie, bo dowiedziała się dopiero teraz, kiedy jest chora. Ugh.
    Strasznie chciałam, żeby Olivier zareagował tak, jak zareagował i jestem ogromnie szczęśliwa z tego powodu ♡♡♡ To było cudowne i wspaniałe. Merlinie, tak bardzo mi się ta scena podobała, że czytałam ją z zapartym tchem i myślę, że przeczytam jeszcze raz ♡ Jeśli wcześniej nie byłam zakochana w Olivierze w stu procentach, to teraz definitywnie się to zmieniło. Zachował się idealnie, broniąc Hugona. ♡♡ I to, jaki był wściekły. Może do Lily w końcu coś dotrze i zauważy, jak podle potraktowała własnego kuzyna.
    Dodam jeszcze, że każde słowo Oliviera do mnie przemówiło i gdybym była na miejscu Lily, byłoby mi głupio.
    Przejdę teraz do Rosalie i tego zwołanego spotkania. Ja na jej miejscu chyba nie potrafiłabym tak spokojnie słuchać rewelacji Anabelle na temat Scorpiusa, więc podziwiam jej cierpliwość. Też mi się przez chwilę wydawało, że Janvier mówi to złośliwie i specjalnie, ale rozwiałaś moje wątpliwości. Najwyraźniej dziewczyna nie potrafi się obejść bez mówienia :D
    Jej, dlaczego ta kobieta miała takie fatalne wyczucie czasu i przeszkodziła Rosie w rozmowie z Albusem? Mam nadzieję, że faktycznie będą mieli jeszcze okazję porozmawiać, bo ostatnie zdanie tego fragmentu zabrzmiało jak groźba, że jednak wręcz przeciwnie.
    I na koniec fragment o Eleonorze. Podoba mi się ten pomysł i sama postać kobiety, która nie potrafi zapomnieć o przeszłości i przekłada to na teraźniejszość. Jestem ciekawa, na co się zdecyduje i co wyniknie z jej rozmowy z McGonagall. Wygląda na upartą i pewną swego, więc może być interesująco. Widać, że za wszelką cenę nie dopuści, żeby Amanda zagrała główną rolę. Czy uda jej się przywrócić Lily do przedstawienia? Jeśli o mnie chodzi, jej rolę mogłaby przejąć Lara, ale ona pewnie nawet nie brała udziału w castingu.
    Jeśli Lily odzyska swoją rolę, nie mogę się już doczekać, jak będzie ją traktował Olivier podczas prób, a domyślam się, że sympatyczny nie będzie ♡♡
    To chyba tyle z tego emocjonującego rozdziału.
    Dodam jeszcze na koniec, że wyłapałam kilka literówek i chyba jeden błąd w odmianie, ale już ich nie pamiętam. Skopiowałam jeden z nich.
    "wybawieni krzykami zeszli do pokoju"
    Tutaj powinno być wywabieni. Chyba że te krzyki ich bawiły, w co wątpię ;)
    Nie wiem, czy o wszystkim pamiętałam, ale mam nadzieję, że tak.
    Pozdrawiam gorąco i jeszcze raz dziękuję za dedykację.
    Całuję,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :* Cieszę się, że się cieszysz ^^.
      Tę scenę to miałam w głowie już od takiego czasu, że tylko czekałam ją napisać, a później wpadłam na to, że świetnie będzie ją rozpocząc takim lekkim pojedynkiem w szachy, aby zbudować kontrast :D.
      Cóż, nie będę może pisać, czy do Lily dotrze, czy nie dotrze i co z tym zrobi, ale chętnie poczytam, co o tym myślicie xD
      No właśnie Anabelle NAPRAWDĘ jest aż tak nieświadoma, co jest na swój sposób megasłodkie xD ale i trochę głupkowate.
      Cóż, bo to miało zabrzmieć jak groźba :D:D:D
      Lara nie zagra w musicalu, to nie dla niej :p. Ale, jak można się domyślać, odegra w tym opowiadaniu inną, bardzo ważną rolę. właściwie nawet dwie. jak nie trzy. Nad trzecią się jeszcze zastanawiam.
      Hehehe, tu miałam napisać, jaki będzie dla Lily Olivier, ale się powstrzymam.
      Dzięki za wskazanie błędu ;*

      Usuń
  8. Początek rozdziału mocno pozytywny. Ta scena z grą w szachy była przyjemna. Ogólnie Ollie uplasował się wysoko w rankingu moich ulubionych postaci z twojego opowiadania. Jest niesamowicie sympatyczny i łatwo nawiązuje dobre kontakty z innymi. Jest całkowitym przeciwieństwem Lily, którą ciężko lubić.
    Ano właśnie, Lily. To co zrobiła w tym rozdziale przyćmiło wszystkie jej wyczyny. Nie rozumiem, jak mogła się tak zachować. Serio. Zwykła furiatka, wariatka. Przekroczyła wszelkie normy. To był cios poniżej pasa i wcale nie dziwię się, że Olivier potraktował ją w taki sposób. Tylko nie wiem, czy to cokolwiek da. Czy Lily się zmieni, może coś do niej dotrze? Albo i nie. Może jest dla niej za późno.
    Ciekawi mnie, jak w końcu skończą się sprawy z przedstawieniem. Może, skoro Eleonora wstawi się za Lily, to ta zostanie przywrócona do obsady? To byłoby niesprawiedliwe, ale dla opowiadania niewątpliwie ciekawe.
    Czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że spodobała Ci się tutaj rola Oliviera i że go lubisz.
      Tak, Lily zdecydowanie przegięła. a co z tym zrobi? O tym już niedługo, choc raczej nie w osiemnastce.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. 'Niema' a miało być niemal
    'Niezloszczaca sprzeciwu' - nieznoszacy
    I gdy Olivier mówił o tym, że Lily nie wyglądała na zdenerwowana to pojawiło się 'nic się nie stało' w dwóch zdaniach, bo mnie bardzo gryzlo.
    O treści wypowiem się jak dotąd komputer, bo na telefonie okropnie mi sie pisze dłuższe wypowiedzi xD

    OdpowiedzUsuń
  10. No muszę powiedzieć, że tutaj Lily zdecydowanie przesadziła. Nie dziwie się Oliverowi, że wpadł wściekłość i wygarnął jej to i owo. Swoją drogą, bardzo podziwiam go za jego słowa. I to sprawia, że chłopak jest naprawdę wspaniałym przyjacielem - żeby tak szlachetnie stanąć w obronie Hugona i Heleny. Widać, ze trochę słowa Javara dotarły do Potter - jestem ciekawa, ile z tego wyniosła.
    Dla Rose musiało być naprawdę ciężko, że musiała słuchać wywodów Anabelle na temat Scorpiusa. W zasadzie Weasley nie jest już z Malfoyem, ale zapewne poczuła lekkie ukłucie z powodu tego, że Ślizgon rusza dalej... O, i na chwilę pojawił się Albus :) Mam nadzieję, że będzie okazja, by Rose mogła sobie szczerze porozmawiać ze swoim kuzynem. Widać, jak bardzo za nim tęskni.
    I czyżby Lily mogła wrócić do musicalu? Hymm, dość ciekawy punkt odniesienia w końcówce rozdziału ;)
    Aha, i jeszcze jedno - w West Side Story nie ma postaci imieniem Mary, jest Maria.

    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      TAk, Lily byla mocno zszokowana, a co zrbi dalej? ... xD Ciesze się, że uznałaś zachowanie Oliviera za przyjacielskie, bo o to w tym chodziło ;).
      Cóż, Rosalie pewnie poczułaby to ukłucie, nawet jeśli nie miałaby do Socrpiusa takich uczuć, jakie ma, a że ma, to poczuła się jeszcze gorzej xD
      Nie wiem, jak mogłam pomylić imiona, co ciekawe, jak pisałam rozdział, zdaje się, jedenasty, to napisałam poprawnie, a tera napisałam źle, mimo że niedawno przypominałam sobie musical poprzez oglądanie filmu xD dzięki za uwagę:*

      Usuń
  11. Ciężko skomentować mi ten rozdział, nie mam pojęcia skąd się to bierze. Może dlatego, że nie do końca potrafię zrozumieć całą tą nienawiść, złość i wszelkie urazy świata, którymi zdaje się być napędzana Lily. To tak jakby nie potrafiła się dzielić, zarówno zabawką z dzieciństwa, jak i ludźmi, nie potrafiąc zrozumieć, że związani są nie tylko z nią, ale i z innymi, tworząc nowe więzi, nowe historie. I chociaż wiedziałam, że Lily potrafiła być złośliwa i niemiła, to nie sądziłam, że okaże się aż tak okrutna, i to robiąc to z premedytacją, najgorsze ciosy celując w stronę jedynej osoby, jak słusznie zauważył Oliver, której na niej zależy. Ale i ten most za sobą spaliła, a przynajmniej na tę chwilę. To takie trochę zabawne, bo podczas gdy Lily niszczy wszystkie mające jakiekolwiek więzi, to Rosalie w tym czasie odbudowuje stare, pozornie stracone już na zawsze. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo ucieszyło mnie to niespodziewane pojawienie się Albusa i ich krótka wymiana zdań. To głupie, w końcu to wymyślone postacie, ale naprawdę mam nadzieję, że uda im się stworzyć między sobą coś nowego. Bo wiadomo, to co było już nie powróci, ale to co przyjdzie może być jeszcze lepsze. I, co oczywiste, czekam na Franka. W duecie z Rosalie, rzecz jasna ;)
    I jeszcze ten fragment o Eleonorze - naprawdę podziwiam Cię za taką mnogość wątków jaką wprowadziłaś do jednej historii, ponieważ sama dawno bym się w tym pogubiła.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Cóż, wydaje mi się że sama Lily nie potrafiłaby tego wytłumaczyć, ale brakuje jej dystansu, aby spojrzeć na to wszystko z boku i na spokojnie. na te chwilę z pewnoscią spaliła ten most, nie da się ukryć.
      I tak, moim celem było m.in. pokazanie konrastu, a raczej epwnego rodzaju zamiany - teraz to Rosalie i albus maja szanse sie pogodzić, zas Lily i Hugo, no cóż, raczej nie będą w najbliższym czasie się dogadywać...
      Fragment o Eleonorze został napisany bardziej ze wględu na konieczność jej ingerencji, ale chciałam też pokazać pewne podobieństwo między nia a inną postacią tego opowiadania ;) I cóz, obawiam się, że mogę się w tym pogubić :D Ale staram sie nie :D

      Usuń
    2. O nie, nie, nie - jeśli chodzi o ilość prowadzonych wątków i utrzymywania ich przy życiu, bez gubienia się po drodze, to jesteś moim osobistym guru. Dla mnie już sama taka ilość bohaterów byłaby nieco problematyczna, a Ty radzisz sobie naprawdę dobrze ;)

      Usuń
  12. A czemu miałabyś nie mieszać narracji wszechwiedzącej z pozornie zależną? Jeśli narrator jest wszechwiedzący, to wie, jakie myśli kryją się w głowie bohaterów, więc to chyba nic dziwnego, że mowa pozornie zależna się pojawia? Lubię te fragmenty, w których przybliżasz uczucia poszczególnych postaci, a właśnie mowa pozornie zależna sprawia, że są bardziej realistyczne.

    Chociaż do tej pory raczej lubiłam Lily i mimo tego, że czasem mnie denerwowała, to jednak szukałam dla niej usprawiedliwień, teraz zdecydowanie straciłam całą tę sympatię. Widać co prawda, że dziewczyna się przejęła, słysząc o białaczce Heleny i pewnie zrobiło się jej trochę głupio, ale mimo wszystko, nawet gdyby H. nie była na nic chora, Lily nie miała prawa mówić czegoś takiego. Już nie wspominając o tym, że złość na Hugona skłoniła Potter do wyjawienia jego sekretu. Nie sądzę, żeby tak szybko jej wybaczył, że cały pokój wspólny dowiedział się o jego miłości do Heleny. I dobrze, niech się szybko nie godzą i niech Lily odczuje brak kuzyna w swoim życiu. Bo w końcu na pewno ta sytuacja zacznie jej przeszkadzać.

    O ile Lily skutecznie mnie do siebie zniechęciła, to Olivier w tym rozdziale zdobył jeszcze więcej mojej sympatii. Widać, że chociaż z pozoru jest podobny do Lily, równie uparty wygadany itd., to jednak nie rani wszystkich w pobliżu, potrafi zdobyć prawdziwych przyjaciół i wie, kiedy należy czegoś nie mówić. Coraz wyraźniej co prawda widać, że Lily skrywa bardziej ludzką stronę swojej osobowości pod tą maską złośliwości, ale to i tak w żadnym stopniu jej nie usprawiedliwia.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Mam zamiar nadal używać obu typów narracji, bardziej chodziło o to, zeby nie mieszać ich w jednym akapicie lub nie pisac nagle o czymś, czego dana osoba nie powinna wiedzieć. Ale mam zamiar stosować ten zabieg cały czas-opisywanie uczuc poszczególnych bohaterow;)
      Lily na pewno przesadziła. Co z tym zrobi? Oto jest pytanie ;) Twoja reakcja zarówno do niej, jak i Oliviera jest dokładnie taka, jaka przewidywałam :)

      Usuń
  13. Olivier i Hugo od razu mi się skojarzyli z bliźniakami w scenie, kiedy dokańczali za siebie myśli ;D Przypadek? Nie sądzę...
    To było celowe? xD I jeszcze ten tekst Wellsa. Btw, George Wells kojarzy mi się z tym pisarzem science fiction. To także było celowe nawiązanie, czy tak po prostu wyszło?
    Kurczę, naprawdę mi żal Hugona. Lily MOCNO przesadziła. Jeszcze tak chamsko wypominając mu to uczucie do Heleny, na ochach całego Gryffindoru. Nie załapałam tego dialogu, w którym ktoś mówi, że druga osoba ma się do niego więcej nie odzywać. To Hugo i Lily? Ta cnotka skojarzyła mi się z Heleną, ale myślałam, że to kłótnia rodzinna. Cała sytuacja nie zmienia faktu, że cały czas lubię Lily. Ehhh...
    Olivier nieźle wybuchnął... W tamtym momencie było mi trochę szkoda Lily, ale tylko troszeczkę! Coś czuję, że do Olily? (ship Olivier x Lily) :D trochę poczekamy
    Niech Rosie zapomni o Scorpiusie i się spiknie z Frankiem! xD
    Fajnie, że Albus i Rose ponownie zaczynają mieć ze sobą kontakt.
    Podobało mi się całe to przedstawienie postaci Eleonory. Ma rację, Amanda nie może grać z Olivierem! Lily jest znacznie lepsza!
    Ciekawi mnie, co takiego łączyło ją z Zabinim, że darzy cały ród taką niechęcią. Może jakiś romansik...
    Mam szczerą nadzieję, że uda jej się przeforsować powrót Lily do obsady!
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału!
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~Arya ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Te słowa powiedział Hugo do Lily dwukrotnie. Lily zdecydowanie przesadziła... a co stanie się z jej rolą? To juz niedługo się okaże ;)

      Usuń
  14. Czuję, że przez mój komentarz, co niektórzy mieliby ochotę nasłać do mojego domu opiekę społeczną, ale gdyby taka Lily była moją córką, to dostałaby ode mnie taki wpierdol, że by do końca przyszłego miesiąca na dupie nie usiadła.
    I choć Oliviera nie uważam za jakiegoś mądrego, bystrego, umiejącego się zawsze zachować, bo ma dużo cech wspólnych z Lily, ale mimo tego on ma jednak jakieś obycie i wie kiedy należy zamknąć mordę, Lily tego nie potrafi i przydałoby się, by ktoś ją w końcu tego nauczył.
    Nie jest mi szkoda Hugona, bo przecież wiedział od samego początku z jaką suką się zadaję i i tak dosyć późno przestał ją tolerować. Cieszę się natomiast z jego reakcji, bo w końcu choć trochę to głupie dziewuszysko oberwało za swoje zachowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Lily przeszła tutaj sama siebie i trzeba cos z tym zrobic, choc sposob wybrałabym inn. masz racje co do Oliviera i ciesze sie, ze to widać. No, a Hugo pewnie nie zareagowałby az tak mocno, gdyby nie Helena, ale nie zmienia to faktu, ze nareszcie się postawił

      Usuń
  15. Nadszedł ten dzień! Nareszcie skomentuję Niezależność, yay!
    Przyznam się, że przeczytałam większość już w grudniu, ale po prostu byłam tak wykończona szkołą, że nie chciało mi się komentować. Właśnie nadrobiłam zaległości :)
    Po pierwsze: skrzydło szpitalne z małych liter. Okej, skrzydło szpitalne, odhaczone :D
    Uwielbiam takie luźniejsze ffki potterowskie, bo można się przy nich w pewien sposób zrelaksować i uciec od własnych problemów do perypetii uczniowskich, które chyba wszyscy kochają <3
    I, nie mam pojęcia czemu, stoję murem za Lily. Nie podobał mi się sposób jej "zemsty" na Olivierze, nie podoba mi się jej nienaturalność w stosunkach międzyludzkich (czyli to, że nawet prawie nie potrafi się swobodnie zaśmiać), bo uważam to za jakiś jej wymysł, kompleks... Coś w ten deseń. Ale i tak jej kibicuję, nie mogę się kłócić sama ze sobą. (No i shippuję ją z Olivierem, ale ćśś). I kibicuję, żeby przestała wszystkich i - głównie - siebie okłamywać. Bo ja wiem, że przez taką arogancję można stracić możliwość poznania świetnych ludzi. Lily, potem będziesz żałować, jeśli tego nie zmienisz!
    Kibicuję też Hugonowi. Cieszę się, że w końcu postawił się Potterównie. Może coś do niej dotrze.
    Świetnie opisujesz emocje, relacje z innymi, naprawdę, robisz to tak, że wcale mnie to nie nuży, choć, jak wspomniałaś, głównie o to chodzi w tym opku. Widać, że cechuje cię duża empatia, bo nawet do znielubionej Amandy poczułam nić sympatii, bo mimo tej całej sucz-otoczki pokazałaś, że jest zwyczajnie l u d z k a, a nie papierowa.
    Jak już się tak rozpędzam z komentowaniem, to muszę napisać, że czekam na rozwinięcie wątku Shirley. Zaintrygowała mnie.
    No i boli mnie to, że Lily i Albus się nie lubią. Mimo wszystko to rodzeństwo. Chciałabym, żeby się pogodzili. :(
    I z mojej listy życzeń to jeszcze bym chciała, żeby Olivier zrobił coś głupiego :D Wkurza mnie tym niewzruszeniem, choć to zainteresowanie łanią szyją Lily... Niezłe na początek.
    Ogółem: uwielbiam Niezależność :D Przepraszam za niekomentowanie i obiecuję poprawę.
    Pozdrawiam <3
    (Dawniej Moony).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się ciesze, widząc Cie tutaj;) mam nadzieje, ze niedługo opublikujesz rozdział u siebie?;)
      Rozumiem Twoje podejście do Lily i wlasciwie bardzo sie ciesze, ze masz wlasnie takie, bo o to chodziło. Zgadzam sie, ze Olivierowi tutaj za duzo wychodzi i moze rownież dlatego włożyłam w jego słowa złamana obietnice, zeby to przełamać. Bo jak każdy człowiek, i Olivier miewa gorsze dni itd.
      Hah, nawet w amandzie cos widzisz? Kurde :D no, ale ludzka to chyba faktycznie jest :p.
      Hugonowi przyda sie trzymanie kciuków, a jesli chodzi o rodzeństwo, jest miedzy nimi naprawdę nie najgorzej :D

      Usuń
    2. Na razie planuję dokładnie całą historię, bo jednak nie da się na dłuższą metę pisać bez tego. Zacznę publikować, jak będę mieć zapas, więc nieprędko, ale na pewno będzie lepiej jakościowo :D

      Usuń
  16. Hej! Nadszedł czas i na mnie. No to może po kolei.
    Podobało mi się to, że Olivier dowiedział się o chorobie Heleny, ale nie powiedział Hugonowi, bo obiecał. Teraz dowiedziała się Lily, a my nie możemy wiedzieć, czy utrzyma język za zębami. Tworzy się kocioł, wzajemne sekrety, niepewność czy coś się wyda, czy nie, a jak tak, to kiedy. I to jest fajne. Naprawdę fajne.

    Poza tym w tej scenie niby Olivier zareagował dobrze - bo zganił Lilkę - ale z drugiej strony wygadał wrogowi tajemnicę dziewczyny, której ten wróg nie cierpi. I jeśli Lily będzie chciała mu dopiec, to wygada tą tajemnicę. Zniszczy i Helenę - bo ona na pewno by to ogromnie przeżyła - i Oliviera. I tu też się zaczyna fajnie dziać;D

    Co do całej sytuacji z pierwszego fragmentu, to zgadzam się z Tysiem. Lily jest po prostu... odrażająca i czytając o takich postaciach mam ochotę im przywalić, serio. W ogóle odnoszę trochę wrażenie, że lekko przekoloryzowałaś Lily. Dawno nie rzuciła mi się w oczy jakaś jej zaleta, jakiś fragment w którym można by było stanąć po jej stronie. Ciągle albo knuje, albo kogoś obraża, albo pokazuje się z tej złej strony. A przecież musi mieć jakieś dobre. Na razie jest typowym czarnym charakterem, a chciałabym zobaczyć w niej jakiś kolor - albo chociaż szarość - a nie tylko czerń.

    Hugona trochę mi żal, a trochę nie. Przez lata tkwił w takim dziwnym schemacie, pozwalał się obrażać i sobą rządzić, więc w sumie to ma to, na co pozwalał. Gdyby wcześniej ustalił granice, to Lily by ich teraz nie przekraczała. Ale cieszę się, że jej dogadał i mam nadzieję, że nie da się teraz łatwo znowu 'przywrócić do pionu'.

    Bardzo mi się podobał ten fragment z rozmową:
    "– Nigdy więcej…
    – To obślizgła, paskudna żmija…
    – …się do mnie…
    – …która tylko udaje cnotkę, a…" - i tak dalej. Super Ci to wyszło;)

    Podobał mi się też fragment z Rose i Anabelle. Haha Ana wybrała sobie chyba najgorszą osobę do zwierzeń! Nie pamiętam, co wcześniej sądziłam i pisałam o Rose, ale teraz jakoś średnio ją lubię. Nie wiem czemu, ale wolę Anabelle. Jest roztrzepana, nieokiełznana i czasami wręcz śmieszna, ale przynajmniej okazuje jakieś emocje. A Rose jest taka... trochę nijaka.

    Podoba mi się wprowadzenie postaci Eleonory. Chociaż postaci masz już mnóstwo i mogłoby się wydawać, że kolejna wprowadzi zamieszanie, to tak nie jest. Ela (mogę tak? :D) jest bardzo wyrazista, wyróżnia się, rzuca w oczy. I podoba mi się to, że chce przywrócić Lily! To by były jaja;D Ten wątek znowu wprowadza zamieszanie, znowu jest kocioł, bo ktoś Lily wywalił, teraz ktoś chce przywrócić. Każdy ma inne zdanie, każdy dąży do czegoś innego. Super! To mi się podoba;) I mam nadzieję, że tego typu... zawirowań będzie więcej;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Ciesze sie, zd podoba Ci się to miotanie i stawianie bohaterow przed rożnymi dylematami :p choc cieżko to troche prowadzić. Eleonora wlasciwie bedzie mocno poboczna postacią, ale chciałam ja wykorzystać do dwoch celów, wiec napisałam ten fragment :p i tak, tych zawirowań bedzie wiecej :D jeśli chodzi o Lily, juz sama nie wiem: nie chciałam przesadzić w żadna ze stron, a na początku miała byc zdecydowanie gorsza niz lepsza. Wydaje mi się, zd pokazuję przebłyski jej dobrych momentów, ale to powoduje w niej samej automatyczna obronę i robienie jeszcze gorszych rzeczy niz wczesniej :p

      Usuń
  17. Dotarłam i w końcu przeczytałam.
    Rozdział mi się podobał. Szkoda tylko, że Lily dalej jest Lily, ale może się ogarnie po tej przemowie Oliviera. No i ciekawa jestem, co będzie dalej z musicalem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpowiedzi
    1. Hej!
      Przepraszam, że jestem z takim opóźnieniem, ale po prostu miałam za dużo do nadrobienia. Nadal mam, ale nie mogę zostawić Niezależności bez komentarza. Bo nie, ot co.
      Chciałam jeszcze podziękować za komentowanie w "Spamie", bo mi przypominałaś o sobie :D. I ogółem za wchodzenie na bloga, na którym chyba jutro pojawi się poprawiona wersja pierwszego rozdziału, więc zapraszam :D.
      Okay, przechodzę do rozdziału(ów...).
      Olivier jest taki cudowny, och God. Nie wiem, co byś musiała napisać, żeby mnie do niego zniechęcić, serio. Uwielbiam go, tylko nie podoba mi się, że jest w bliższych kontaktach z Amandą. Lecisz do Lily, Olivierze!
      Jeju, tak dziwnie pisać przy słowie "Lily" jakieś inne imię niż "James", haha xd. Ale to pewnie dlatego że twój blog jest jedynym o Nowym Pokoleniu, jakie czytam, więc no.
      Hugo to taka kluska przy Helenie, ech ;c. Jakoś nie widzę ich razem. Nie podobają mi się razem. Hugo powinien znaleźć jakąś przebojową laskę z temperamentem. Okay, Hel jest chora itp., ale go zwodzi.
      Podoba mi się słowo "merde", haha. Czuję, że to jakieś przekleństwo czy coś w stylu cholery. Co to znaczy dosłownie?
      Wells, uważam, że powinienieś powołać do wykonania tego wywiadu Oliviera. Byłoby ciekawie :3.
      "Olivier szarpnął nią tak, że teraz stała przed nim wyprostowana; sam zaś pochylił się, żeby ich twarze znalazły się na tym samym poziomie." - kurcze, mogliby się pocałować :C.
      Amanda to wredna żmija, bleh, nie lubię jej.
      Cieszę się, że Rose i Albus w tym rozdziale jakoś... Przebili chociaż trochę ten mur. Fajnie by było, jakby się pogodzili, bo widać, że Rose go okropnie brakuje.
      Jeju, mam nadzieję, że Lily wróci do obsady, a głównej roli nie dostanie ta jędza Amanda. Olivier i Lily muszą być razem i na scenie, i jako para, merde! ;D.
      Kocica musi się zgodzić, nie ma innej opcji.
      Przepraszam jeszcze raz za opóźnienia, nie obiecuję, że teraz ich nie będzie, bo przecież każdy wie, że od września jest szkoła. Przeraża mnie to, bo kompletnie nie będzie czasu na pisanie, ale błagam tylko każdego, aby nie było tak źle.
      Czekam na kolejny, nie mogę się doczekać decyzji dyrektorki.
      Pozdrawiam cię serdecznie i życzę duuużo weny!
      Kath :*.

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz :*
      Cieszę się, ze lubisz Oliviera :* on i Lily... Czasem trudno o nich pisac, ale to jeden z moich ulubionych wątków :D. Rose u Albus... Zgadzam sie z Toba, ale jak bedzie w rzeczywistości? Troche na ten temat w rozdziale, który wlasnie koncze ;). Nie przejmuj się opóźnieniami

      Usuń
  19. Hej ;)

    O dziwo nie mam morderczych zapędów wobec Lily po tym rozdziale, chociaż nie powiem, nieźle namieszała. Znowu. Już przyzwyczaiłam się do jej zachowania (co nie znaczy, że je aprobuję) i można się było spodziewać, że szybko Hugonowi nie wybaczy takiej "zdrady". Fakt faktem, wybrała sobie miejsce najgorsze z możliwych, przed publicznością niemałą, której część stanowiła akurat Helena, do roztrząsania ich własnych problemów i dlatego wyszło jak wyszło.
    Dzięki temu widzimy jednak jak nastaje stopniowa zmiana zachowania Hugo. Staje się bardziej niezależny, Lily nie ma już nad nim takiej władzy, jak do tej pory. I bardzo dobrze.
    Może strata jednej z niewielu osób, które akceptowały Lily i stanowiły dla niej oparcie, uświadomi dziewczynie, co tak naprawdę robi i jak jej postepowanie jest odbierane przez innych.
    Co do ostatniego fragmentu - myślę, że ostatecznie Eleonorze uda się przekonać Minerwę do zmiany decyzji i Lily wróci. Na jakich warunkach nie mam pojęcia, ale nie wyobrażam sobie musicalu bez niej. Ciekawi mnie także, co takiego dokładnie musiało wydarzyć się w przeszłości, że kobieta nadal pielęgnuje tak ogromną niechęć do Zabinich. Uchylisz rąbka tajemnicy? :P

    Pozdrawiam i ściskam mocno! ;*

    AA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli chodzi o Lily i Hugona, mogłabym napisac dokładnie tak samo.
      Co do Eleonory, to wlasciwie mocno epizodyczby wątek, ale moze cos tam jeszcze wspomnę. Choc wlasciwie chodzi tylko o to, ze kochała Zabiniego, a ten związał sie z inna :p

      Usuń
    2. Hej ;)
      Chciałam tylko poinformować, że mój blog jest teraz dostępny pod nowym adresem: http://tak-sobie-mysle-aa.blogspot.com/.
      Mam nadzieję, że to nie problem ;)

      Pozdrawiam,
      AA.

      Usuń
  20. Witam. :)
    Na „Krytyce Dla Odważnych" pojawiła się ocena Twojego bloga.
    Zapraszam: http://krytyka-dla-odwaznych.blogspot.com/2016/07/177-ocena-bloga-niezaleznosc-hp_31.html#more

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej ;)
    Jak to możliwe, że nie wiedziałam że się tu przenioslas? Wchodzę sobie raz na "Zapiski.." z nadzieją ze tam nowy rozdział i wyskakuje mi, że blog usunięty O.o. Szukałam tego opowiadania jeszcze długo i gdyby nie to ze wczoraj przeglądałam sobie blogi na Katalogu Euforia chyba, nigdy bym Cie nie znalazła ;) Ale jakoś się udało. I dobrze :D
    Kurcze ja tak lubię Lily, ale to co zrobiła,albo raczej powiedziała Hugonowi przeszło wszelkie granice.. Co nie znaczy, że ja znielubilam, jednak ostro przegiela. Praktycznie została w tej szkole sama i to przez własną głupotę.. Wiem ze Hugo nie będzie się na nią gniewal całe życie, ale na pewno szybko mu nie przejdzie. Bardzo dobrze, że Olivier jej przygadal może coś do niej chociaż minimalnie trafiło.. ;) Zaczynam go w ogóle coraz bardziej lubić i to jest trudne lubić jednocześnie i jego i Lily, bo nie wiadomo komu kibicować w ich sprzeczkach :P Chociaż trochę głupio, że się wygadal o bialaczce Heleny. Mam jednak nadzieję, że tym razem Lily dochowa tajemnicy..I może jednak przez niewyparzony jezyk Potter Helena i Hugo będą razem ;)
    Współczuję Rose. Musi być jej ciężko słuchać o miłości Anabelle i Scora. A na pewno jeszcze nie raz o tym usłyszy na korepetycjach. Oby jej się chociaż udało odbudować przyjaźń z Albusem. ;)
    Myślę, że Eleonora przekona McGonagall żeby przywrócić Lily do musicalu. Nie przepadam za Amanda i myślę, że główną rola nie jest dla niej :D
    Mam nadzieje, ze nowy rozdział juz niedługo ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, witam :) ciesze sie niesamowicie, ze Cie tutaj widze :)
      Hm, faktycznie, jesli lubisz i Lily, i Oliviera, mozesz miec problem z tum, komu kibicować :p choc mysle, ze to moze zależeć sporo od danej sytuacji :p co do Rose, łatwo nie ma, ale musi wziac sie w garść, o:D

      Usuń
  22. Widzę, że powoli zbliżam się do końca - w tym sensie, że będę musiała czekać na kolejne rozdziały ;p Szkoda.

    Ostra akcja, jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję, że w Lily coś się odmieni, ale to chyba ta hm... złudna nadzieja, nie? Nie wiem czy cokolwiek będzie w stanie sprawić, żebym ją polubiła. Chociaż ponoć im większy pocisk emocjonalny, tym większe katharsis czy coś.

    Smędzenie Rose działa mi na nerwy, to strasznie zrzędząca postać.

    Mam tylko nadzieję, że ta rola nie wróci do Lily, bo to by było przegięcie. Ona nie zasługuje na żaden szacunek ani udogodnienia.
    Być może dlatego też tak lubię Olivera - bo on z jednej strony ma silny charakter, nie jest taką ciapą jak chociażby Rose, ale też nie depcze po ludziach. Niby tak na początku strugał ważniaka, że niby nic go nie obchodzi i w ogóle, ale jak teraz powiedział do Lily, że jego może obrażać, ale nie Hugo, to aż mnie poruszyło.

    Tyle ode mnie
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziękuję za komentarz ;)
      Nie wiem do konca, kiedy się pojawi nowy rozdział, ale jakoś we wrześniu jbc ;)
      Coz, Lily tutaj zdecydowanie przegięła, a czy bedzie emocjonalny catharsis? To dość kluczowe, powiedziałabym, ale tez i skomplikowane ;)
      Hah, No tak, w pewnym sensie Rose dosyc smęci, mozna to chyba tak internetowac.
      Olivier w czesci jest ważniakiem, ale w czesci nie ;p jak mu na kimś zalezy, to zdecydowanie nie. Ciesze sie,ze poruszyło Cię jego zachowanie :)

      Usuń
  23. Rozwaliło mnie jak Wells i Olivier głosno omawiali taktykę, nie przejmując sie, ze przeciwnik słucha :d I to, ze z twardziela-Wellsa zrobiłaś plotkarę :D
    Lily sie zachowuje po prostu irracjonalnie, Hugo bardzo słusznie ja od siebie odpycha. Musiało mu być okropnie, jak tab obrażała Helenę, Oliverowi również, bo on zna prawdę.
    Biedna Helena :C
    Hah, Anabelle tak czasem papla zeb zastanowienia i w ogóle nie zauważa niechetnych reakcji ludzi, ze rzeczywiście można nieraz pomyśleć, że mówi coś złosliwie. A ona po prostu nie ma filtra :D
    Biedna Rose, chyb ciagle trochę kocha tego głupka ;c Gdzie sie podział Frank, niech ją pocieszy!
    Ten fragment Albus/Rose, zdecydowanie najlepszy z tego rozdziału, naprawdę fenomenalny! Tak strasznie kibicuję, zeby sie pogodzili i znów przyjaźnili!
    Amanda Marią? Dobry Boże, to juz wolałam jak Lily miała ją grać, każdy tylko nie tak krowa! ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogliby nic nie mowic i tak by przegrai :D:D
      Coz, Lily przeszla sama siebie...
      Anabele totalnie nie ma filtra :p
      Heh, kwestia Rose i chlopakow to trudna kwestia :D
      Ciesze sie, ze podobal Ci sie ten fragment ^^ xD

      Usuń