piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział szesnasty: Kara

Anabelle tanecznym krokiem szła na korepetycje z Rose, jednocześnie uśmiechając się szeroko do szkolnych korytarzy.
Perspektywa spędzenia dwóch godzin nad eliksirami nie za bardzo jej odpowiadała, ale dziś nic nie mogło zniszczyć jej humoru. Właściwie to dobry nastrój utrzymywał się od tygodnia, a mianowicie odkąd, podobnie jak jej brat, została przyjęta do obsady musicalu. Janvier żałowała, że Scorpius nie zdecydował się na taki krok, ale kilku jej znajomych również brało udział w przedsięwzięciu, więc nie narzekała.
Wraz z resztą ekipy spędziła dzisiejszy poranek na ćwiczeniu choreografii do przedstawienia, a dokładniej trzech pierwszych piosenek. Nie dość, że odczuwała w tej chwili zastrzyk pozytywnej energii, to jeszcze bardziej pokochała Amandę, najbardziej ekscentryczną, ale i najcudowniejszą oraz najbardziej szaloną osobą z jury, która na dodatek kazała uczniom mówić do siebie po imieniu. Być może miało to związek z tym, że kobieta wyjątkowo polubiła Anabelle i kiedy dowiedziała się dzisiaj, że dziewczyna wielokrotnie wygrywała nagrody w konkursach z gimnastyki artystycznej, uznała, że trzeba to wykorzystać.
Gdyby tego było mało, Janvier umówiła się dzisiaj ze Scorpiusem! Może nie na randkę, o jakiej skrycie marzyła, ale po raz pierwszy wcześniej zaplanowali, że spędzą czas tylko we dwoje.
Puchonkę czasami denerwowało niezdecydowanie Malfoya, szczególnie gdy niedawno sama podjęła ostateczną decyzję, ale dzisiaj rozpierało ją zbyt wielkie szczęście, aby się tym przejmować. Taniec był taki wspaniały! Nie mogąc się powstrzymać, wykorzystała fakt, że korytarz był pusty, wzięła lekki rozbieg i skoczyła tak, by zrobić w powietrzu szpagat.
W momencie, gdy jeden z portretów wychwalał niewielki występ, dziewczyna usłyszała zza rogu czyjeś głosy. Jeden z nich na pewno należał do Weasley, lecz drugiego Anabelle nie rozpoznawała. Dlatego ukradkiem wychyliła się, a jej oczom ukazał się prefekt naczelny, Ślizgon, którego imienia nie pamiętała.
Ładnie ze sobą wyglądają, pomyślała, ale Rose pewnie zezłościłaby się na mnie za taką uwagę.
Przeczucie mówiło Janvier, że nie powinna ujawniać swojej obecności. Być może podsłuchiwanie nie należało do godnych pochwały zachowań, jednak dziewczyna zawsze wierzyła kobiecej intuicji, która teraz kazała jej się cofnąć i zachowywać się bezgłośnie.
– Musimy jej coś powiedzieć, Abingale! Profesor McGonagall jest naprawdę zniecierpliwiona. – W głosie Rose zdecydowanie słychać było wściekłość. 
Według Anabelle Weasley zbyt często dawała się ponosić temu uczuciu. Nie rozumiała, dlaczego ktoś z własnej woli chce sobie szarpać nerwy.
– Nie mamy wystarczających dowodów. Lily milczy, Alice milczy…
– Miałeś ją przycisnąć! Czegoś takiego nie można puścić płazem!
Zapadła chwilowa cisza. Puchonka miała wielką nadzieję, że prefekci wrócą do rozmowy, ponieważ odnosiła nieprzyjemne wrażenie, że wiedziała, o czym mówili.
W tym samym momencie Frank w milczeniu przypatrywał się Rose, czego Anabelle nie mogła zauważyć. Chłopak nie wiedział, co powinien zrobić. Gdy kilka dni temu rozmawiał z Lily, w jakimś sensie uzyskał potwierdzenie swoich przypuszczeń. Dziewczyna nie przyznała się wprost, ale wyrzuty, jakie wobec niego skierowała, wystarczyły mu w zupełności. Abingale zdawał sobie sprawę, że z łatwością uzyskałby dowód, gdyby poprosił Potter lub Kingsley o różdżki albo je im skonfiskował. Oczywiście istniała szansa, że użyły lipnego sprzętu bądź też należącego do kogoś innego, ale osobiście chłopak szczerze w to wątpił. Aby rzucić w tak krótkim czasie tak wiele trudnych zaklęć, trzeba było korzystać z dobrze sobie znanych i dobranych różdżek, a więc po prostu – swoich własnych.
Mógłby więc to załatwić w stosunkowo łatwy sposób. Frank jednak brzydził się kablowaniem. Nie wyobrażał sobie pójścia do McGonagall w celu zakomunikowania jej, że ten i ten zrobił to i to. Nie uważał również siebie za osobę kompetentną do oceniania postępków innych. Ponadto w zaciętości Lily było coś intrygującego, coś, co wydawało się mieć drugie dno, które go zaintrygowało. Frank ku własnemu zdziwieniu polubił sposób, w jaki Potter z nim rozmawiała, choć sam siebie nie rozumiał. Z drugiej strony uważał, że tego typu żarty były nie na poziomie i nie powinny ujść nikomu płazem, podobnie jak to, co Lily zrobiła wcześniej jego siostrze.
Tylko że Rose wyraźnie chciała, aby sprawiedliwości stało się zadość. Chłopak widział, że nie chodziło jej jedynie o złość McGonagall. Gryfonka zbyt kochała szkołę i regulamin, aby przejść obok czegoś takiego obojętnie. Mocno walczyła o zasady, które uważała za słuszne, i Frank podziwiał ją za determinację, nawet jeśli nie zawsze się z nią zgadzał. A tym razem uważał, że Weasley miała rację.
Ponadto, no cóż, to przecież była ona.
Dlatego właśnie wahał się, czy powiedzieć jej o swoim pomyśle. Właściwie dziwił się, że Gryfonka na to nie wpadła. A może wpadła, ale obawiała się, że Lily i Alice nie oddadzą jej różdżek, a nawet jeśli, to nie swoje? Nie byłoby to nic dziwnego.
 Nie mogąc zdecydować, co zrobić, postanowił rzucić jakąś uwagę:
– Olivier nie wygląda na zbyt załamanego tym wszystkim. Właściwie wszyscy podejrzanie szybko zapomnieli o całej akcji, głównym tematem całej szkoły jest musical, chyba cały czas tak…
– To Potter, tak?! – przerwała niespodziewanie Frankowi Anabelle, która wyłoniła się zza rogu. Stwierdziła, że nie było co dalej udawać, że nie podsłuchiwała. Otrzymała dowód i zamierzała to wykorzystać.
Od początku podejrzewała, że to ta mała, sprytna dziewucha wykręciła Olivierowi numer. Jej brat właściwie w ogóle się tym nie przejął. Janvier znała go na tyle dobrze, że wiedziała, iż chłopaka coś takiego nie rusza, ale i tak nie rozumiała, dlaczego nie próbował zdemaskować sprawcy.
Cóż, ona miała zamiar to zrobić. Szczególnie jeśli zyskała potwierdzenie, a przy okazji dowiedziała się o rzeczonym wspólniku zbrodni.
– Anabelle, dobrze, że już jesteś, musimy zabierać się…
– Czekaj, Rosie – przerwała Janvier, nie spuszczając wzroku z Franka. 
Weasley nieco to zdziwiło, nigdy nie widziała, aby Puchonka była tak stanowcza i tak bardzo ją olała. Poczuła się urażona. Nie spodziewałaby się po sobie, że brak uwagi ze strony dziewczyny, która z dnia na dzień coraz bardziej rozkochiwała w sobie Scorpiusa, w jakikolwiek sposób ją zaboli i mocno ją to zdziwiło. 
– A więc mówisz, że to Potter i Kingsley wykręciły numer mojemu bratu, tak?
– Nie wiado…
– Nie odwracaj konia… kota ogonem. Ten angielski, merde. W każdym razie… Tak powiedziałeś! – warknęła Anabelle, szybko odzyskując rezon. – Okej, rozumiem, że McGonagall pewnie chciała od was dowodów. Cóż, nie jestem prefektem, więc na szczęście mnie to nie dotyczy. Rosie, możesz mnie męczyć dwa razy dłużej we wtorek, ale teraz, wybacz, muszę coś załatwić, skoro wy nie potraficie!
Nie czekając na odpowiedź, Janvier szybko, ale już nie tanecznym krokiem, ruszyła w kierunku gabinetu McGonagall. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak się zachowywała, ale nie pamiętała również, kiedy czuła aż tak ogromną wściekłość. Zaciskając mocno pięści, wiedziała jedno: nikt nie będzie bezkarnie zwalczał członków jej rodziny!

Mijała właśnie szósta doba nieobecności Heleny w szkole, kiedy Hugo, pochylony nisko nad pergaminem, zastanawiał się usilnie, co powinien napisać dziewczynie.
Olivier wyśmiał ten pomysł. Stwierdził, że o wiele rozsądniej – i szybciej – byłoby, gdyby Weasley poprosił o możliwość odwiedzenia koleżanki w szpitalu. Właściwie Hugo zgadzał się z kumplem, tylko jaką miał gwarancję, że Helena będzie chciała z nim rozmawiać? Kiedy widzieli się po raz ostatni, czuł na sobie jej taksujący wzrok. Nie wypowiedziała ani słowa oprócz przywitania się, jednak odniósł wrażenie, że ukrywa w spojrzeniu niemy wyrzut za to, jak szpiegował ją w pelerynie w Skrzydle Szpitalnym. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy, a co dopiero wykrztusić coś więcej! Na brodę Merlina, jakie to szczęście, że nie miała pojęcia o jego rannych praktykach! Chyba spaliłby się ze wstydu, gdyby się dowiedziała.
W końcu Helena przestała na niego patrzeć, a następnie znikła. Dopiero dzień później opiekun Gryfonów poinformował piątoklasistów, że dziewczyna znajduje się w Szpitalu Świętego Munga. Kiedy Hugo to usłyszał, miał wrażenie, że zejdzie na zawał. Co prawda nauczyciel powiedział, że stan dziewczyny jest stabilny i że nie ma powodów do obaw, ale Weasleya wcale to nie uspokoiło. Teraz, po kilku dniach, z jednej strony było lepiej, gdyż dotarło do niego, że hospitalizacja nie musiała oznaczać od razu czegoś niesamowicie strasznego, ale z drugiej znacznie gorzej, gdyż Smith nadal nie wracała do szkoły, a on wciąż nie poznał przyczyny, dla której w ogóle się tam znajdowała.
W imieniu Weasleya Olivier zapytał Alexa, czy ten wiedział, co się działo, jednak w odpowiedzi usłyszał, że Helena poprosiła go o dyskrecję. Ta odpowiedź jeszcze bardziej zdenerwowała Hugona. Na tyle, że po wyjątkowo długim zastanawianiu się stwierdził, że napisze do ukochanej list.
Efektem tego było siedzenie w bibliotece od jakichś trzech godzin i zapisywanie kolejnych kartek pergaminu. Teraz ślęczał chyba nad pięćdziesiątą. To, co tworzył, wydawało się albo zbyt oficjalne, albo zbyt emocjonalne, albo za krótkie, albo za długie, albo napisane zbyt brzydko, albo zbyt ładnie… Ogólnie źle. Bardzo źle.
Może jednak faktycznie lepiej byłoby tam po prostu pojechać? Alex odwiedził Helenę już dwukrotnie, w tym raz z Olivierem, podobnie zrobiły także dziewczyny z jej dormitorium. Tylko on jak zwykle tchórzył.
Poczuł nagłą niechęć do samego siebie. Nawet jeśli Smith miałaby go wyrzucić, to chyba było zrozumiałe, że chciał się dowiedzieć, jak się czuła? Ale z drugiej strony stres z pewnością nie pomagał w żadnej chorobie!
Hugo odłożył długopis i położył ze zrezygnowaniem głowę na stół. Naprawdę był kompletną niedorajdą!
– Żyjesz? – Nagle rozległ się nad nim nieco zaniepokojony, znajomy głos.
 – O, cześć. – Weasley wyprostował się na krześle i popatrzył na intruza. Dziewczyna tak bardzo go zaskoczyła, że zapomniał, iż nadal był na nią zły.
 Lily popatrzyła na niego uważnie, rzuciła dużą, brązową torbę na stół i usiadła obok niego.
– Czyli jednak ze mną rozmawiasz?
Mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi.
– Albo i nie. Cóż, zachowujesz się gorzej niż kobieta w ciąży – wypaliła Potter. – Dąsasz się nie wiadomo o co, ale nic nie mówisz.
– Bo nie mam siły się wykłócać – odparł Hugo, nie patrząc na kuzynkę.
– Ty się nigdy nie kłócisz.
– No właśnie.
Tym razem to Lily przez długi czas nic nie mówiła. Weasley nadal wpatrywał się uparcie w leżącą przed nim kartkę i nie podnosił głowy. Po cichu miał nadzieję, że kuzynka da mu spokój i sobie pójdzie, niezależnie od tego, jak nieprzyjemnie i niegrzecznie to brzmiało, jednak – jak mógł się spodziewać – przeliczył się.
– Zasłużył sobie na to. – Usłyszał cichy głos Lily, niemal szept.
– Co? – zapytał, podnosząc mimowolnie głowę i spoglądając rozmówczyni w oczy. Potter, z wielkimi worami pod oczami, wyglądała na wyjątkowo przemęczoną, mimo że był dopiero poniedziałek.
– Wiem, że chodzi ci o Oliviera, nie jestem głupia.
Nie odpowiedział, znów przenosząc wzrok na kartkę. Rzadko kiedy się tak zachowywał, ale rzadko kiedy był na kogoś aż tak zdenerwowany. Może nie wściekły, ale naprawdę zdenerwowany, na tyle, że czuł się z tą złością wyjątkowo nieswojo.
– Nie mogę sobie pozwolić, żeby ktoś pomiatał mną bez powodu, chyba to rozumiesz? – Lily nie zaprzestawała prób zmuszenia go do interakcji, a z tego, co Hugo znał z autopsji, mógł łatwo wysnuć wniosek, że jego kuzynka niestety nie odejdzie, jeśli nie zmusi go do rozmowy. 
Dlatego, starając się ze wszystkich sił utrzymać emocje na wodzy, stwierdził:
– Na mój gust to ty pomiatasz nim bez powodu. I nie tylko nim.
– Że co?! Kompletnie oszalałeś?! Czy naprawdę mam ci wymienić…
– Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli zaczniesz krzyczeć. Ponadto jesteśmy w bibliotece – przerwał jej oschle. W odpowiedzi zobaczył na twarzy Lily równie duże zdziwienie jak to, które sam czuł.
Może gdyby nie strach o Helenę i stres przed zbliżającym się sprawdzianem z transmutacji, nie wypowiedziałby tego na głos. Ale właściwie czuł jakiś rodzaj satysfakcji, że przynajmniej jednej osobie powiedział to, co myśli, pomimo strachu – w tym przypadku przed zranieniem nadal mu bliskiej Lily.
– Widzę, że Olivier kompletnie poprzewracał ci w głowie – odparła równie chłodno Potter, tym razem w wyjątkowo opanowany sposób. 
Tylko po nieznacznie drgającej lewej powiece Hugo wiedział, że Krukonka starała się ze wszystkich sił nie wybuchnąć złością.
– Tobie też, masz na jego punkcie niezdrową obsesję.
– Czy pytałam ciebie o zdanie?! Przyszłam z pokojowym nastawieniem, a ty…
– A ja nie mam ochoty spełnić twojej zachcianki – podsumował Hugo, coraz bardziej nie poznając samego siebie, ale jednocześnie coraz bardziej pragnąc dokończyć to, co zaczął, skoro znalazł w sobie wystarczająco dużo odwagi. Nie zastanawiał się nad konsekwencjami tej rozmowy ani nad tym, czy i jakie wyrzuty sumienia będzie następnie odczuwać. W tej chwili czerpał dziwnego rodzaju satysfakcję z faktu, że udało mu się jawnie postawić kuzynce. – I jej nie spełnię, Lily. Musisz zrozumieć, że zdecydowanie przesadzasz.
– Ja przesadzam? Ja? A ty to co? Od kilku dni nie dość, że w ogóle ze mną nie gadasz, to jeszcze cały czas siedzisz nieobecny! Teraz zaś skrobiesz coś od co najmniej dwóch godzin, bo właśnie wtedy tutaj przyszłam. Może podzielisz się swoim wielkim sekretem, co, Hugo? No, pokaż mi, co tam piszesz! – zawołała Lily i zanim Weasley zdążył chociaż położyć rękę na leżącej przed nim kartce, Potter już trzymała ją w dłoni.
Na całe szczęście akurat na tym kawałku papieru zdążył napisać jedynie: Droga Heleno, zdawał sobie jednak sprawę, że to wystarczy, aby ich kłótnia zamieniła się w prawdziwą awanturę.
I chyba tylko dzięki wyjątkowo bojowemu nastrojowi czuł coś więcej niż przerażający strach – wściekłość, że ktoś wcinał się bez pytania w jego prywatność.
– Co to ma być? Piszesz do Smith? – warknęła Potter.
– Tak. Jakbyś nie zauważyła, od prawie tygodnia nie ma jej w szkole. – Weasley dziwił się sobie jeszcze bardziej niż wcześniej; jakim cudem prócz złośliwości potrafił zachować spokój, kiedy w środku czuł, jakby zaraz miał ostatecznie oszaleć?
– Zauważyłam. Aż za dobrze. Przez to twoja matka kompletnie mnie w czwartek zjechała. Podzieliłam się z twoją koleżaneczką, do której tak ładnie piszesz liściki, pół na pół pracą na konkurs z transmutacji. Wykonałam sumiennie swoją część, zaś Helenka, zamiast choćby przekazać mi jakieś materiały, skoro podejrzewała, że nie pojawi się na spotkaniu, wystawiła mnie do wiatru i zniknęła! Pewnie w ogóle jej nie zrobiła!
– Jest w szpitalu, Lily! – zawołał Hugo, niebezpiecznie zbliżając się do krzyku, a przecież usilnie starał się tego nie zrobić.
Potter odsunęła się nieznacznie na krześle, jakby chłód, z jakim wypowiedział jej imię, zranił ją fizycznie, jednak jej odpowiedź była niemal natychmiastowa.
– Może i tak, ale powinna była mnie poinformować! – powtórzyła dobitnie Krukonka, patrząc na niego z furią. – Ponadto ciekawe, dlaczego jest w szpitalu? Z tego, co mi wiadomo, od dawna je bardzo mało. Pewnie ma jakąś paranoję na punkcie wagi, mimo że jest chuda. Anoreksja to zwykła słabość, godna pogar…
– Lepiej nie kończ, dobrze ci radzę! – warknął Hugo, zrywając się na równe nogi, a następnie pospiesznie zbierając książki i zeszyty, do których powsadzał przeróżne wersje listu do Heleny.
– No tak, nie dość, że uważasz Oliviera za kumpla, to teraz wysyłasz listy i bronisz mojego kolejnego wroga. Ciekawe, o czym jeszcze się dowiem? Może że spotykasz się z Amandą?
– Tak, umówiłem się z nią jutro. Sorry, ale muszę się do tego przygotować – rzucił sarkastycznie Hugo, prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, a następnie wyszedł z biblioteki tak szybko, że gdy Lily odwróciła się za nim, już go nie zobaczyła.
Kiedy Weasley szybkim krokiem zmierzał do dormitorium, w kłębiących się w jego głowie uczuciach nadal przeważała złość. Jednak z każdym kolejnym krokiem pojawiały się coraz wyraźniejsze i bardziej znane mu emocje, takie jak wątpliwości, strach czy wyrzuty sumienia. Jednocześnie miał wrażenie, że byłby zadowolony z siebie, gdyby w podobnej sytuacji zachował się tak samo. Świadomość ta wydawała mu się na tyle dziwna, że wolał nie zastanawiać się nad tym dłużej, gdyż głowa bolała go już wystarczająco mocno.
Jedno wiedział na pewno: dobrze, że Lily nie dowiedziała się całej prawdy o jego uczuciach do Heleny. Tego byłoby już po prostu za dużo na jeden raz dla nich obojga.
Weasley nie zadawał sobie jednak sprawy, że kiedy w złości pakował rzeczy do torby, z jednej z książek wypadło kilka nieudanych listów do Heleny. Nie wiedział, że Potter podniosła je i zapoznała się z ich treścią. Nie wiedział, że kiedy skończyła je czytać, może nie była w stu procentach pewna uczuć Hugona do Smith, lecz dowiedziała się, że po raz kolejny zdradził ją ktoś bliski, do czego miała już nigdy nie dopuścić.
Co, technicznie rzecz biorąc, oznaczało, że obecnie posiadała tylko jedną, naprawdę bliską sobie osobę – Teda Lupina. Oraz że miała kolejnego wroga, ale po raz pierwszy w życiu nie chciała go zwalczać.
Tylko jak mogła puścić coś takiego komukolwiek płazem? Jak?!

– Dzień dobry, pani profesor. Wzywała mnie pani do siebie.
McGonagall powoli podniosła głowę i spojrzała na stojącą przed nią uczennicę, którą okazała się Lara Shirley.
– Tak, tak. Proszę usiąść.
Dziewczyna spełniła polecenie, po czym nastąpiła dość niezręczna cisza. Piętnastoletnia dziewczyna wpatrywała się w dyrektorkę bez mrugnięcia okiem, co spowodowało, że kobieta poczuła się w jakiś sposób niezręcznie. Chyba naprawdę się starzała.
Przełknęła ślinę, zdjęła okulary i powiedziała:
– Panno Shirley, chciałabym z panią porozmawiać o… incydencie, który miał miejsce ponad tydzień temu, a mianowicie przemianie pokoju wspólnego Gryffindoru. Okazuje się, że sprawca tego wandalizmu zaczarował również pozostałe hogwarckie domy, jednak dzięki nałożonym przez kogoś Czarom Iluzji trzy pokoje wspólne wyglądały całkowicie normalnie. Odkąd dowiedziałam się o tym zdarzeniu, poszukuję przede wszystkim winnego, ale… Ale także osoby, która częściowo zlikwidowała jego skutki.
McGonagall urwała nagle, przecierając dłonią przemęczone oczy. Miała nadzieję, że Lara dalej pociągnie temat, lecz dziewczyna milczała, nadal uparcie się w nią wpatrując. Dyrektorka przez chwilę chciała zwrócić jej uwagę, ale przecież uczennica nie robiła nic złego.
Prócz prześwietlania jej na wylot.
Żeby przerwać ciszę, która najwyraźniej krępowała jedynie ją, dyrektorka dodała:
– Zaczęłam zastanawiać się, kto prócz nauczycieli może posiadać dostatecznie dużą wiedzę, aby móc rzucić tego typu zaklęcia. Doszłam do wniosku, że prawdopodobnie nikt. Jednak – chrząknęła z lekkim zmieszaniem McGonagall – pomyślałam, że być może któryś z uczniów musiał opanować takie zaklęcia. Rozumie pani, co mam na myśli?
– Tak – odpowiedziała chłodno Shirley, nie dodając ani słowa.
Ta dziewczyna miała w sobie coś przerażającego. Stwierdzenie to zakorzeniało się w umyśle McGonagall, kiedy patrzyła prosto w wielkie oczy nastolatki wydające się mieć co najmniej kilka razy więcej lat niż w rzeczywistości.
– Z powodu pani przeszłości… – McGonagall urwała, tym razem czując o wiele większe zmieszanie niż przed chwilą. Była pewna, że dziewczyna nie miała ochoty wracać do tamtych wydarzeń w jakiejkolwiek rozmowie. Minerwa wiedziała o uczniach tyle, ile zdecydowali się przekazać ich rodzice oraz Ministerstwo Magii. Wydarzenia z dzieciństwa Shirley były opisane dość enigmatycznie, prawdopodobnie z powodu jej dłuższego przebywania poza granicami kraju, głównie na Ukrainie, ale nawet w znacznie okrojonej i zapewne kłamliwej wersji brzmiały wystarczająco przerażająco. Prawda musiała być znacznie, znacznie gorsza. – W każdym razie z pewnością potrafi pani używać tego typu zaklęć?
 – Tak – odpowiedziała Puchonka po chwili milczenia, najwyraźniej uznawszy, że McGonagall mogła powiedzieć to jako pytanie.
 Minerwa odnosiła jednak wrażenie, że dziewczyna siedziała i mówiła jedynie dlatego, że rozmawiała właśnie z nią.
– Tak więc zrobiła to pani?
– Tak, pani profesor.
Szczerość brzmiała w ustach dziewczyny jak nieme wezwanie, którego intencji kobieta nie potrafiła odczytać. Nie pamiętała, kiedy – czy kiedykolwiek – przeprowadziła konwersację z tak osobliwym uczniem.
– Zamierza mnie pani ukarać? – spytała Lara. 
Dyrektorka spojrzała na nią ze zdziwieniem, nie spodziewała się, że dziewczyna powie coś sama z siebie. Najwyraźniej Puchonka bardziej chciała odejść niż milczeć.
– Nie, panno Shirley. Złamała pani regulamin, wchodząc do pokojów wspólnych Krukonów i Ślizgonów, jednak pani intencje usprawiedliwiają ten czyn.
– Czyli pani profesor chciała… Rozumiem.
McGonagall była wyjątkowo wdzięczna dziewczynie, że nie dokończyła wypowiedzi, mimo że nie musiała używać legilimencji, aby wiedzieć, co Lara chciała powiedzieć. Ponadto pewnie Shirley i tak znała oklumencję.
– Czy wiadomo, kto to zrobił?
– Mam podejrzanych – poinformowała ją nieco oschle dyrektorka.
– Olivier to mój kolega, dlatego zapytałam, pani profesor – odparła Lara, a Minerwa wyczuła w tych słowach tak samo brutalną szczerość jak wcześniej, co ponownie nieco ją zmieszało. 
Spojrzała uważnie na Shirley i uświadomiła sobie, że przecież ta dziewczyna prócz całej osobliwości i spojrzeniu mającym na celu zdezorientowanie każdego potencjalnego rozmówcy była przede wszystkim przeraźliwie zranionym dzieckiem. Dopiero wtedy nazwała rzekome zmieszanie poprawnym sformułowaniem: poczuła się po prostu głupio.
– Rozumiem, Laro – powiedziała najbardziej miękkim tonem, na jaki było ją stać. – Obiecuję ci, że już niedługo, kiedy tylko utwierdzę się w przekonaniu co do swoich podejrzeń, ukarzę winnych.
– Dobrze, pani profesor – odparła Lara krótko, lekko się uśmiechając. 
McGonagall nie kłamała i najwyraźniej dziewczyna to wyczuła. Minerwa faktycznie od pewnego czasu miała pewne podejrzenia, a prefekci naczelni poinformowali ją poprzedniego dnia, że są blisko rozwiązania sprawy, choć zrobili to w dość dziwny sposób.
– Dziękuję, panno Shirley – powiedziała jedynie, a Puchonka zgodnie z jej przewidywaniami wstała i pożegnała się z nią. Dopiero wtedy Minerwa odetchnęła z ulgą, nie będąc już pod ostrzałem naglącego spojrzenia nastolatki.
Mimowolnie spojrzała na stertę papierów leżących na jej biurku i aż jęknęła cicho. Miała wrażenie, że nie skończy ich przeglądać, a co dopiero wypełniać bądź ustosunkowywać się wobec nich przez najbliższe kilka lat. Musiała się przespać, zanim w ogóle je zacznie, co najmniej przez kilka godzin. Rozmowa z Shirley kompletnie ją wyczerpała.
Jednak los szykował dla niej zgoła co innego. Kiedy usłyszała odgłos przesuwającego się gargulca pilnującego wejścia do jej gabinetu, była pewna, że została sama. Jakie więc było jej zdziwienie, kiedy usłyszała inny, dziewczęcy głos – znacznie bardziej żywy i pełen emocji niż Lary oraz cechujący się wyraźnym francuskim akcentem.
McGonagall podniosła przekrwione oczy na Maxmilliene Anabelle Janvier, w duchu czując bezdenną rezygnację. Zdołała poznać nową uczennicę na tyle, by wiedzieć, że ta stanowiła kompletnie przeciwieństwo Lary Shirley i to nie tylko pod względem miłości do mówienia. Podejrzewała, że Puchonka może ją odwiedzić, ponieważ według Alice Cane próbowała to zrobić od dwóch dni, jednak teraz dyrektorka wybitnie nie czuła się na siłach na takie spotkanie.
Nie spodziewała się jednak, że paplanina siedemnastolatki okaże się nie tylko całkiem dobrym lekarstwem na senność, ale i kluczem do rozwiązania dręczącej ją zagadki.

Scorpius nie wiedział dokładnie, w którym dokładnie momencie zyskał pewność, że Anabelle to nie Rose.
Oczywiście różnice między dziewczynami widoczne były już na pierwszy rzut oka. Malfoyowi chodziło jednak o jego własny stosunek do każdej z nich. Początkowo obawiał się bowiem, że wiążąc się zbyt szybko z Janvier, mógłby popełnić podobny błąd jak w przypadku Weasley. Co prawda sytuacje znacznie się różniły; w końcu, zanim zaczął chodzić z Rose, był jej przyjacielem przez kilka dobrych lat, ale nie zmieniało to faktu, że kiedy uświadomił sobie, że Gryfonka się w nim zakochała, nie zastanawiał się za bardzo nad własnymi uczuciami. Uwielbiał Rose i wydawało mu się, że jest nią co najmniej zauroczony, więc pozwolił biec wydarzeniom własnym torem. I początkowo dobrze się układało.
Ale później uznał, że nie mógł okłamywać w taki sposób najlepszej przyjaciółki i samego siebie. Nie kochał jej tak, jak tego oczekiwała.
Kiedy Scorpius próbował jej to powiedzieć, wszystko się posypało. Nie tylko jego związek, ale i jego przyjaźń, i to nie tylko z Rose, ale i z Albusem. Prawie. Bo koniec końców Weasley zachowywała się tak wariacko, że nawet Potter nie mógł do niej dotrzeć. Malfoy nie miał pojęcia, że Rose zakochała się w nim tak mocno i czuł się z tego powodu winny do dzisiaj. Choć bardziej czuł się winny dlatego, że w ogóle zaczął z nią chodzić.
Mając w pamięci te wydarzenia, wiedział, że nie może dopuścić do czegoś takiego po raz kolejny. Scorpius pragnął mieć pewność, że będzie z kimś, w kim naprawdę się zakocha, w kimś, kogo pokocha, i to zdecydowanie nie jak przyjaciółkę. Jednocześnie nieco się tego obawiał. Obawiał się wiązać z kimś na poważnie w wieku siedemnastu lat. Ponadto nie był przekonany, czy w ogóle istnieje szansa, aby zyskać świadomość, że się kogoś kocha, nie będąc z nim, co z kolei kłóciło się z jego wizją związków.
Dlatego miał zamiar zrobić sobie przerwę z płcią przeciwną na jakiś czas. Tylko że potem pojawiła się Anabelle, która od razu go zachwyciła, a z każdym kolejnym dniem się to umacniało.
Scorpius nie był pewien, czy naprawdę ją kocha. Nie miał zielonego pojęcia, czy zostanie jej mężem i czy skończą z gromadką dzieci. Nie wiedział również na dobrą sprawę, czy dziewczyna odwzajemnia jego uczucia, bo przecież nigdy z nią o tym nie rozmawiał. Podejrzewał, że tak, bo zachowywała się w taki, a nie inny sposób, ale pewien nie był.
Jednak ostatnio dotarło do niego, że to nie miało znaczenia, gdyż takiej pewności nie zyska nigdy, zanim nie spróbuje. A jednego był pewien – zauroczył się tą radosną, gadatliwą Francuzką, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy.
Wiedział to od pewnego czasu, ale dopiero niedawno zrozumiał, że to dobrze, a nie źle, i że Albus miał rację: trzeba się zdecydować i działać, a nie męczyć Merlina winnych przyjaciół. Że, całkiem prawdopodobnie, nie mylił się również tajemniczy oraz dobitny w swoich poglądach anonim, który kilka dni temu przysłał mu list donoszący, że: Janvier się w nim zakochała, więc niech się za nią zabierze, zanim odechce się jej oczekiwania.
W końcu był facetem, a Anabelle nie była Rose. Była kimś zupełnie innym, choć prawdopodobnie nie ważniejszym. Po prostu innym. I tylko z nią miał szansę zbudować relację, jakiej pragnął.
Najwyższy czas zaprosić Puchonkę na prawdziwą randkę, a nie zwykły spacer, szczególnie że – jakby na życzenie Scorpiusa – z okazji Nocy Duchów, która miała odbyć się za ponad tydzień, dyrekcja postanowiła zorganizować dodatkowe wyjście do Hogsmeade.
Z szerokim uśmiechem na ustach zanurzył pióro w kałamarzu i zaczął pisać list. Wiedział, że Anabelle uwielbiała konwencjonalność w takich sytuacjach, a pragnął zaimponować jej najlepiej, jak potrafił.

Lily miała stosunkowo dobry dzień jak na to, że niedawno straciła Hugona i nadal nie wiedziała, jak zwalczyć Oliviera, oraz dokończyć projekt na konkurs z transmutacji bez pomocy wciąż nieobecnej Smith. Lista osób, z którymi Potter nie mogła rozmawiać, cały czas wzrastała. Najpierw Abingale, później Janvier, teraz Weasley. Właściwie, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało, jakieś pocieszenie stanowił fakt, że wymieniała przywitania z Albusem, chyba po raz pierwszy, odkąd zjawiła się w Hogwarcie. Ale to nie było najlepsze. Najlepsze było to, że mu pomogła, i że jej list najwyraźniej zadziałał, gdyż brat poinformował ją, iż Scorpius zaprosił siostrę największego imbecyla na świecie do Hogsmeade.
Dzisiaj jednak coś się zmieniło, na lepsze. Po pierwsze doprowadziła dość dziwnie zachowującą się ostatnio Amandę do prawdziwej histerii. Po drugie po raz pierwszy w życiu otrzymała na obronie przed czarną magią wybitny. Po trzecie za, na próbie pani Eleonora pochwaliła jej grę aktorską, a kompletnie zrugała Janviera. Osobiście Lily nie uważała, że Olivier zasłużył aż na taki opieprz, choć nigdy nie powiedziałaby tego na głos. Potter z dnia na dzień stawała się ulubienicą nie tylko najważniejszej osoby z jury, ale prawdopodobnie największego autorytetu w kwestiach sztuki czarodziejskiej w całym kraju. Mimo że Krukonka nie zamierzała w przyszłości wybrać kariery ściśle artystycznej, nie mogła nie odczuwać satysfakcji. Ponadto taka sympatia miałaby szansę się przydać, gdyby dyrekcja, zdobywszy dowód o jej winie, chciała ją ukarać usunięciem z obsady musicalu.
Oczywiście były to tylko czysto hipotetyczne rozważania. Z dnia na dzień prawdopodobieństwo, że McGonagall ją ukaże, malało. Wszystko wskazywało na to, że się upiecze – i jej, i Alice.
– Przepraszam. Mam list…  
Lily została nieoczekiwanie wyrwana z zamyślenia przez, jak się okazało, ucznia pierwszej lub drugiej klasy. Potrzebowała chwili, by zorientować się w czasie i przestrzeni, a więc określić, że siedzi w pokoju wspólnym Krukonów, na jednym z najwygodniejszych foteli, a przed nią stoi niewysoki, przeraźliwie chudy chłopiec o wyjątkowo jasnych, prawie białych włosach. Obrzuciwszy intruza nieprzychylnym spojrzeniem, Potter niechętnie musiała w duchu przyznać, że dzieciak nie mógł należeć do tchórzy. Może i ręce trzymające kopertę trzęsły się nieco, ale chłopiec, nie spuściwszy wzroku, stał wyprostowany i nie sprawiał wrażenia przerażonego. A przecież aż za dobrze wiedziała, że jej osoba siała postrach wśród młodszych uczniów.
Co prawda jego postawa zawsze mogła okazać się głupią brawurą, ale dziewczyna nie wyczuwała tego w sylwetce chłopca. Ponadto Lily rozprawiła się już z Amandą i nie odczuwała potrzeby strofowania dzieciaków w sposób, jaki preferowała, czyli mało dla nich przyjemny. Dlatego też, zamiast mu nagadać, rzuciła krótko:
– Daj.
– Proszę – powiedział, wręczając jej list o wiele pewniejszym siebie tonem, takim, że uznała, iż zasługuje na zdawkowe: Dzięki. Lily nie przypominała sobie, by kiedykolwiek podziękowała za coś małolatom, ale wystarczyło jedno spojrzenie na kopertę, aby przestała zawracać sobie tym głowę. Połączenie ozdobnego pisma, czarnego atramentu i godła szkoły mogło oznaczać tylko jedno wiadomość od profesor McGonagall.
Dziewczyna poczuła, jak jej kark mimowolnie oblał zimny pot, a ręce zaczęły się trząść. Nie musiała otwierać listu, by wiedzieć, o co chodzi – dyrektorka zyskała pewność, a teraz wzywała ją na dywanik. Nie miało znaczenia, skąd się dowiedziała, nie miało znaczenia, czy wiedziała o współuczestnictwie Kingsley, nie miało nawet znaczenia to, czy kazała jej się stawić od razu, czy za jakiś czas – choć to ostatnie było jedynym powodem, dla którego Lily po chwili przedarła kopertę.
Nie, jedyne znaczenie miało to, dlaczego – wbrew wcześniejszym zapewnieniom – Krukonka przeczuwała najgorsze. Stan ten był podejrzanie podobny do tego, co przeżywała jeszcze nie tak dawno temu, kiedy myślała, że Janvier zdołał ją ostatecznie pokonać.
Dlaczego wydawało jej się, że czekało ją najgorsze?
Co najgorsze, Lily nie potrafiła przekonać samej siebie, że wszystko pozostawało pod kontrolą. Wszelkie argumenty, jakie miała przed chwilą – zgoda na szlaban, odjęcie punktów, świadomość, że pani Eleonora ją uwielbiała, pewność, że ktoś taki jak Olivier nie zdoła jej zniszczyć – uleciały. Miała wrażenie, że wszystko sprowadzało się do jednego – utracenia przez nią głównej roli w musicalu.
Przeleciała wzrokiem po kartce, co nie było łatwe, zważywszy na drżące dłonie oraz problemy ze skupieniem wzroku, i gdzieś na granicy świadomości dotarło do niej, że McGonagall oczekiwała jej jak najszybciej. Nie wstąpiwszy nawet do dormitorium, by odnieść podręczniki i napisane wcześniej wypracowania, udała się prosto do gabinetu dyrektorki. Nie zamierzała ryzykować dodatkowej złości kobiety. Przez całą podróż Lily usilnie próbowała wziąć się w garść i przeanalizować możliwości przebiegu tego spotkania, jednak w jej głowie kotłowała się tylko ta jedna, przeklęta myśl. Nie poznawała samej siebie. Przecież nigdy nie myślała w kategoriach A co, jeśli, tylko zdziałała. A teraz… teraz było zupełnie inaczej.
I to chyba niekoniecznie od dzisiaj.
Potter ledwo zarejestrowała, że znalazła się pod gargulcem strzegącym przejścia do gabinetu dyrektorki. Najwyraźniej podświadomość doprowadziła ją do celu bez problemów, choć teraz żałowała, że się nie zgubiła. Lily zatrzymała się przed posągiem i zrobiła kilka głębokich wdechów, jednocześnie rozglądając się po korytarzu. Miała nadzieję, że ktoś – a dokładniej Alice – się pojawi, ale prócz mamrocącego pod nosem grubego jegomościa na jednym z obrazów nic nie słyszała.
Nie było co zwlekać. Potter nie rezygnowała ot tak i teraz też nie zamierzała się poddać, nawet jeśli nie miała zielonego pojęcia, jak powinna to rozegrać.
Kiedy weszła do gabinetu profesor McGonagall, okazało się, że znajdowało się tam o wiele więcej osób, niż się spodziewała. Poczuła, jak supeł w jej żołądku mocniej się zaciska. Na nic zdał się blady uśmiech Alice, która wyglądała tak naprawdę na przerażoną. Lily, przełykając głośno ślinę, obrzuciła szybkim spojrzeniem wszystkich obecnych, którzy bez wyjątku patrzyli prosto na nią. Ciotkę Hermionę, Nochala, profesora Greena, tego skończonego idiotę oraz jego siostrę, a co najgorsze – Ruperta Berkleya, jedną z osób odpowiedzialnych za musical. Dopiero na samym końcu spojrzała na stojącą za biurkiem profesor McGonagall, która wpatrywała się w nią taki sposób, że dziewczyna nie potrafiła oderwać od kobiety spojrzenia, mimo że bardzo, ale to bardzo tego pragnęła.
Lily nie spodziewała się, że kiedykolwiek poczuje aż tak wielkie zakłopotanie i poczucie winy. A przecież dobrze wiedziała, że nie żałowała. Olivier zasłużył sobie na takie traktowanie jak nikt. Dlaczego więc…?
To musiał być po prostu wpływ profesor McGonagall! W końcu nie bez przyczyny wszyscy w szkole czuli przed dyrektorką niesamowity respekt, a nie jeden wręcz strach. Tylko że Lily zawsze odczuwała jedynie szacunek, a teraz… Teraz było inaczej. Jakby była tchórzem.
Dyrektorka nie musiała nic mówić. Wystarczył jeden stanowczy gest, by Potter zrozumiała, że miała stanąć pośrodku zgromadzenia, tuż obok zdenerwowanej Alice. Powoli zajęła miejsce obok koleżanki, nadal wpatrując się w McGonagall i czując nieznośny gorąc na policzkach. Wolała nie wiedzieć, jak bardzo czerwone były.
Wciąż jednak nie potrafiła oderwać wzroku. Nie potrafiła, choć przez to katowała samą siebie. Ale przecież zawiniła, a spojrzenie dyrektorki wyrażało to wyjątkowo dobitnie.
Co się ze mną dzieje?
– Dobrze wiecie, dlaczego tutaj jesteście. Oddajcie swoje różdżki – rozkazała McGonagall przez zaciśnięte usta.
 Lily aż za dobrze widziała pulsującą skroń kobiety i czuła, że robiło się jej coraz bardziej niedobrze. Bez słowa wypełniła polecenie dyrektorki, podobnie jak Alice. Potter nie zostawiła różdżki w dormitorium ani nie próbowała jej podmieniać. Wiedziała, że nie miało to sensu – McGonagall i tak posiadała spis wszystkich uczniów i ich różdżek, co podsłuchała z dwa lata temu w rozmowie między ciotką Hermioną a Neville’em Longbottomem w czasach, kiedy ten uczył jeszcze zielarstwa.
Lily odnosiła jednak wrażenie, że nawet jakby o tym nie wiedziała, nie ryzykowałaby. W końcu nigdy wcześniej nie wywinęła czegoś aż tak… dużego. A przynajmniej czegoś, co łamało aż tak wiele punktów regulaminu. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bezbronna. A przynajmniej nie od czasów, kiedy postanowiła sama przed sobą, że nikomu nie pozwoli się kontrolować.
Wystarczył jeden, wyjątkowo skomplikowany, lecz płynny ruch McGonagall, by z różdżek dziewcząt wyleciały jednakowe, złotoczerwone iskry, które dosięgły sufitu, a następnie w widowiskowy sposób rozprzestrzeniły się po całym gabinecie i równie szybko, co się pojawiły, znikły. Gdyby nie powaga sytuacji, Lily uznałaby ten czar za jeden z najpiękniejszych, jakie widziała, i zapewne zrobiłaby wiele, by dowiedzieć się, cóż to takiego było.
Teraz jednak jedyne, co mogła zrobić, to próbować hamować drżenie nóg i czekać na nieuchronny werdykt.
– Wszyscy zyskaliśmy właśnie potwierdzenie, co zrobiłyście. Jeśli macie do powiedzenia cokolwiek, co nie należałoby do nieudolnych prób usprawiedliwienia, możecie zabrać teraz głos – zakomunikowała McGonagall nadal tak samo stanowczym i oficjalnym tonem co wcześniej. 
Nikt nie wydał nawet najmniejszego dźwięku, łącznie z portretami dyrektorów Hogwartu, gdy w gabinecie zapadła ciężka, trwająca w mniemaniu Lily całą wieczność cisza. Ani ona, ani Alice nie miały nic do powiedzenia, choć milczenie ciążyło Potter tak mocno, że zaczęła się zastanawiać, czy istniała możliwość, aby w jakikolwiek sposób je przerwać.
W końcu uczyniła to sama dyrektorka.
– Tak myślałam. Czas na karę. Po konsultacji z nauczycielami oraz przedstawicielami ministerstwa – McGonagall kiwnęła głową w kierunku Roberta Barkleya, którego sylwetkę Lily była w stanie dostrzec kątem oka, a której obecność przyprawiała ją o dodatkowe mdłości – ustaliliśmy waszą karę. Odejmuję po siedemdziesiąt punktów Ravenclawowi i Slytherinowi. Opiekunowie waszych domów przekażą za chwilę szczegóły dotyczące dwutygodniowych szlabanów. Obydwie zostajecie również usunięte z obsady musicalu.
Lily otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Odniosła nieprzyjemne wrażenie, że zapewne wygląda jak ryba wyciągnięta z wody. Mimo że pragnęła walczyć, nie miała najmniejszego pojęcia, co powiedzieć. Po raz pierwszy w życiu nie potrafiła znaleźć żadnych słów. Ku jej nieszczęściu Kingsley również milczała, wpatrując się w czubki swoich butów. Gdyby się odezwała, Potter może odzyskałaby rezon.
Krukonka praktycznie nie zarejestrowała słów ciotki oraz Greena informujących ją i Alice o szlabanach. Była jedynie wdzięczna za to, że dzięki zabraniu głosu przez nauczycieli McGonagall przestała się w nią wpatrywać, a więc sama również nie musiała czuć już na sobie tego palącego, wzbudzającego poczucie winy spojrzenia. Lily gorączkowo przerzucała wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, czując, jakby serce miało za chwilę wyskoczyć z jej piersi. Stało się to, czego tak bardzo się obawiała, choć nadal to do niej nie docierało. Wszyscy wpatrywali się w nią z mieszaniną niedowierzania i zawodu, a niektórzy – jak Anabelle czy Barkley, który nigdy za nią nie przepadał – również z satysfakcją.
Jedyną osobą, w której spojrzeniu Potter dostrzegała coś innego, był sam poszkodowany. Olivier wpatrywał się w nią wnikliwie, a w jego oczach tkwiła cała gama emocji, których Lily nie potrafiła nazwać, ale z pewnością nie były to ani mściwość, ani radość, ani pogarda.
Dopóki nie opuścili gabinetu, nie potrafiła oderwać od niego wzroku, ale mimo to nie potrafiła nazwać uczuć chłopaka, który nie dość, że pozostawał jej głównym wrogiem, stawał się również największą zagadką.

***

Dzisiaj ogłoszenia nieco dłuższe, ponieważ z racji sesji wzięło mnie na pewne przemyślenia, którymi postanowiłam się z Wami podzielić.
Po pierwsze, z wymienionego wyżej powodu od paru dni myślę intensywnie o dalszych wydarzeniach w opowiadaniu i z tego oraz kilku innych powodów postanowiłam dodać notkę już dzisiaj. Mam nadzieję, że się cieszycie.
Po drugie, muszę Wam powiedzieć, że ciężko jest prowadzić postać Lily, ale mam nadzieję, że jej zmiana, a może raczej to, co ukrywa, staje się powoli widoczne... Tylko że nie chcę też niepotrzebnie tego przyspieszać. Byłabym wdzięczna za informację, jak odbieracie prowadzenie przeze mnie bohaterów, ich zmiany. Chodzi mi nie tylko o Lily, ale również na przykład o Hugona. Czy nadaję temu odpowiednie tempo?
Jak zapewne zauważyliście, w tym opowiadaniu przede wszystkim skupiam się na postaciach i relacjach pomiędzy nimi. Akcji ani wielkich wojen tutaj nie było, nie ma i nie będzie ;). Początkowo miało być to jedynie lekkie opowiadanie o magicznych nastolatkach, niemające specjalnie zaskakiwać swoją treścią. Teraz nadal rozwinięcie pewnych wątków jest dość łatwe do przewidzenia, ale jednocześnie chcę pokazać przede wszystkim ludzi: ich emocje i często niełatwe relacje, jakie je łączą, rozterki, marzenia, potrzebę zmian. Stąd między innymi pierwszy akapit.
Ale wiąże się z tym i druga kwestia. Wasze opinie na temat bohaterów często skrajnie się różnią. Chodzi mi o to, którzy są przez Was lubiani, a którzy nie. Miałam okres, w którym zastanawiałam się, czy powinnam się cieszyć na przykład z tego, że jedni uważają Hugona za słodkiego, a drudzy za niedorajdę, że jedni z całych sił kibicują Lily, a inni jej nie cierpią. Podobnie jest z preferencjami co do par: jedni z całych sił shippują Scorose, inni Anascor (haha)... Co prawda, później doszłam do wniosku, że to chyba dobrze, ponieważ być może oznacza to, że podobnie, jak ludzie są różni, tak samo i moi bohaterowie, co z kolei świadczy o tym, że są niejednoznaczni i złożeni, a więc przekonujący. Jednak nie mogę nie przyznać, że nadal intryguje mnie ten fenomen tak rozbieżnych czasem opinii i jestem ciekawa, co o tym myślicie.
Na końcu standardowo dodam, że jak zwykle czekam na Wasze opinie! Cieszę się z każdego, nawet krótkiego komentarza.
Rozdział dedykowany Eskarynie.


79 komentarzy:

  1. Chyba pierwsza. Zaklepię sobie miejsce i wrócę zaraz z komentarzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, już jestem :) Trochę to trwało, bo dopiero wczoraj w nocy wróciłam do domu i wcześniej nie miałam, kiedy przeczytać rozdziału. Ale przynajmniej jestem na bieżąco w porównaniu z moimi poprzednimi zaległościami ^^
      A więc przechodząc do rozdziału, nie mogę się już doczekać randki Scorpiusa i Annabelle. Wcześniej nie wiedziałam, komu kibicować, ale kiedy przeczytałam przemyślenia Scorpiusa na temat Rosalie, stwierdziłam, że dobrze, że tak się stało. Chociaż oczywiście mogli zostać przyjaciółmi. Ale skoro i tak niczego do niej nie czuł, to lepiej, że nie chciał ich oszukiwać. Teraz stawiam na Scorpiusa i Annabelle. I Franka i Rosie :)
      Cieszę się, że Hugo zdecydował się na napisanie listu do Heleny, ale jeśli będzie każdy odrzucał, to w końcu nic do niej nie wyśle. Ale może to i lepiej, bo wtedy będzie musiał ją odwiedzić. Zirytowało mnie zachowanie Lily w tej bibliotece. Najpierw obrażała chorą Helenę, chociaż trochę usprawiedliwia ją to, że jeszcze nie wie, o jej chorobie. Ale mogłaby też wykazać odrobinę wyczucia. A potem przeczytała te listy i można by pomyśleć, że wyciągnie z tego pozytywne wnioski, ale gdzie tam. Lepiej nazwać Hugona zdrajcą i wrogiem. Ugh.
      Ale potem była moja ulubiona Lara, więc się uspokoiłam :D. Cieszę się, że McGonagall się domyśliła i nadal mam nadzieję, że wszyscy (a szczególnie Olivier) się o tym dowiedzą. Jestem coraz bardziej ciekawa, co się jej przydarzyło w przeszłości, bo na pewno nie było to nic przyjemnego.
      O przemyśleniach Scorpiusa już pisałam. Tutaj jeszcze dodam, że na początku tego fragmentu była literówka i było chyba Socrpius. I gdzieś wcześniej widziałam, jeśli dobrze pamiętam "wyopwiedziany", niekoniecznie z taką końcówką. I gdzieś jeszcze było "zadział" zamiast "zadziałał". Ale wracając do Scorpiusa, dobrze, że zaprosił Annabelle do Hogsmeade. Podejrzewam, że to Lily wysłała mu ten list. Chociaż chyba nawet było potem powiedziane, że to ona. Nie pamiętam. No nic. Mam nadzieję, że w jakiejś niedalekiej przyszłości Rosie zrozumie, że Scorpius nie był jej pisany i się z nim pogodzi, bo przyjaciółmi byli świetnymi.
      Zastanawiam się, co Annabelle powiedziała McGonagall, że ta stwierdziła, że to Lily za wszystkim stoi. W każdym razie cieszę się, że Lily i Alice zostały ukarane, bo im się to należało. Ale niech Olivier tak na nią nie patrzy. On musi być z Larą :) Powinien być wściekły na Lily i się więcej do niej nie odzywać, ale przez to jest faktycznie większą zagadką. Czekam na Olarę (nie brzmi chyba źle). A Olivier x Lily (nie wiem, jak ich nazwać) mówię na razie stanowcze nie. Na razie, bo jeśli Lily się zmieni, ja też mogę zmienić swoje zdanie :)
      Zdziwiłam się, że to już koniec, tak szybko mi się czytało. A co do Twojej adnotacji, czy ogłoszeń, to myślę, że prowadzisz bohaterów w ciekawy sposób. Nie mam odniesienia, bo to jedyny blog o Nowym Pokoleniu, który czytam, także nie mam z czym porównywać. Ale zazwyczaj czytam tylko Jily, a Twój blog mnie bardzo wciągnął, więc to o czymś świadczy :D. A co do tego, że różnie odbieramy bohaterów i pary... Nie ma się czym martwić, każdy lubi co innego. Do jednego przemawia taki charakter, a inni go nie cierpią. Sama też mam z tym do czynienia u siebie, jedni lubią Natt, a inni życzą jej śmierci 😂 Ale cieszę się, że mają różne opinie. Myślę, że podobnie dzieje się na wszystkich blogach. W sumie nigdy nie jest tak, że jakąś osobę polubią wszyscy. W życiu, książce, filmie czy serialu. Zazwyczaj są różne "teamy", bo są też różne gusta.
      Co do zmiany Hugona, nie myślę wcale, że przebiega za szybko. Raczej cieszę się, że w końcu postawił się Lily.
      A zmiany Lily jeszcze nie dostrzegam, ale może w przyszłych rozdziałach to się zmieni. Ale fakt, że było jej głupio przed McGonagall, to już coś :)
      Ok, to chyba tyle. Dodam jeszcze jeden błąd-niebłąd, który według mnie brzmi dziwnie, ale może to tylko moje zdanie:
      "siała postrach w młodszych uczniach."
      Dałabym tu bardziej "wśród młodszych uczniów".
      To chyba tyle. Pozdrawiam serdecznie i czekam na następny rozdział.
      Całusy,
      Optimist

      Usuń
    2. Dziękuję za tak długi komentarz.
      jeszcze będzie trochę tych zawirowań na siódmyum rokuk (o piąttym nie wspomkinając). Olara faktycznie brzmi intrygująco xD. tak, to Lilywysłała ten anonimowy list.
      Zmianya LIly to dość śliska sprawa. z jednej strony coś się tam przebija przez jej mur, z drugiej ona każde... hm... każde pokazanie uczucia albo dobry gest traktuje jako słabość, boi sie, że ktoś mógłby to wykorzystać. A ponadto jest ambitna, pamiętliwa, uparta i takie tam. więc łatwe to nie jest. DZiękuję za wskazanie literówek oraz tego jednego określenia, myślę, że Twoja propozycja jest lepszą wersją ;)
      A, na koniec dodam, że nie wiem, dlaczego ktoś może zyczyć Natt śmierci! xD

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Hejka, cześć, witam!
      Na początku chciałam bardzo, ale to bardzo przeprosić, że zjawiam się dość dużo po czasie. Jednak ostatni tydzień był szalony i dopiero teraz odnalazłam czas.
      Rozdział jak zawsze intrygujący, ale i zarazem po którym mam ochotę wyrwać sobie włosy z głowy. Dlaczego, no dlaczego...?
      Nienawidzę Anabelle! Naprawdę, ale to naprawdę jej nienawidzę! Mam ochotę ją poćwiartować, urwać głowę i wrzucić jej zwłoki do jeziora z kałamarnicą, by miała z nich dobre jedzonko. Ta postać działa mi cholernie na nerwy i nie umiem jej zdzierżyć! Może i ona jest inna w mniemaniu Twoim czy innych czytelników, ale moim zdaniem jest ona pusta i głupia, może i rozum jakiś tam posiada, to i tak jest idiotą do potęgi entej. Ughhhh!!! Ma tak cudownego brata, a sama jest chodzącą kreaturą. NIENAWIDZĘ JEJ!!!
      Nie lubię Heleny, ta laska w ogóle do mnie nie przemawia. Jest nijaka, taka przegotowana klucha... Nie ma w niej nic godnego uwagi, tylko litość może moją wzbudzić i za gorsz nie rozumiem, jej uwielbienia. Dlatego może nie kibicuję jej i Hugo w żadnym stopniu. Nie widzę między nimi żadnej chemii, no i cóż to nie będzie para (jeśli w ogóle się spikną), przy której będę się uśmiechać.
      Hugo mnie zirytował, tym swoim wybuchem względem Lily. Może i ona przesadza lekko, to moim zdaniem jako jej wieloletni przyjaciel, nie powinien się tak zachować. Chyba jako jedyny dobrze ją zna, a wystawił ją do wiatru w chwili, kiedy ona go potrzebowała. Lily praktycznie prócz niego nie ma nikogo bliskiego w zamku, a on ją zostawił chamsko. No sory Hugo, ale już Cię nie lubię. Mam nadzieję, że jeśli dostanie wyrzutów sumienia, to Lil mu łatwo nie popuści. W sumie liczę, że mu dokopie w rozmowie, mimo, że będzie czuła smutek przy tym pewnie. Nie daj się Lil złamać!
      To teraz mogę powrócić do jednego pytania.
      DLACZEGO? DLACZEGO?? DLACZEGO??? DLACZEGO?! DLACZEGO?!! DLACZEGO?!!! DLACZEGO!!!
      Stało się coś czego się obawiałam i liczyłam, że się nie stanie... Wywalili ją z musicalu :"( Why?!! No dlaczego?!!
      Dla mnie to ta kara jest przesadzona. No bez przesady, przecież nic wielkiego się nie stało, zwłaszcza, że sam poszkodowany miał to głęboko w czterech literach, a oni zrobili z tego większą aferę niż była. Sorka, ale nie rozumiem ich ogromnego wzburzenia. Może i było to chamskie i tak dalej, ale przecież nikomu nic się nie stało i no proszę żadnych szkód to nie wyrządziło.
      Biedna Lily i tyle. Nie zasłużyła na to co ją spotkało... Trzymaj się Lils! Jestem z Tobą! Pomogę Ci obmyśleć plan zemsty na tych ch... ekhmm idiotach, którzy robią z niczego wielkie HALO! Niech zgniją w piekle!
      Awwwwww ja chce Lils i Oliviera <333 To jedyne osoby, które lubię w całym opowiadaniu. Nikt inny nie jest okej, no może poza Albusem, bo on też wymiata, ale inni to szuje nic nie warte.
      Rozdział megaśny i czekam na kolejny! Życzę weny potoku i mile spędzonych wolnych chwil!
      Pozdrawiam, Livv {dryfujaca-lilia.blogspot.com}

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz :). Muszę przyznać, że masz wniecodzienne poglądy na bohaterów. Chyba nie ma nikogo innego, kto tak by lubił Lily, a tak nie lubił większosći pozostałych bohterów. Ja osobiście lubię każdego z nich i każdy mnie równocześnie czymś denerwuje, ale to chyba dlatego, że tworzę ich sylwetki xD Nie spodziewałabym się, że ktoś może aż tak nienawidzić Anabelle; chyba nawet Rosie ją bardziej toleruje niż Ty. Co do Lily nie będę na razie nic komentować.
      Właściwie, to nie wiem, czy się nie martwić tym, że uważasz wiekszosci bohaterów za szuje xD Helena szuja? xD

      Usuń
    3. Tak, to prawda mam niecodzienne podejście do bohaterów i zazwyczaj kocham takich, których wszyscy nienawidzą i odwrotnie. Ja po prostu uwielbiam pewnych siebie, zadziornych i niedających sobie w kaszę dmuchać postaci. Taka wlasnie jest Lil. I mimo, ze bywa niezwykle chamska i niemiła, to ma charakterek, których inni nie mają. Podobny charakter ma Olivier dlatego też go ubóstwiam. Najgorsze co może być u postaci to użalanie się nad sobą: Hugo się użala, Helena się użala i jest jakby za bardzo rozgotowana, Rosie się użala, Scorpius się użala, a Anabelle jest po prostu idiotką XD
      Postacie, które mają to coś co mnie przyciąga to: Lily, Olivier i Albus, a reszta nie ma tego czegoś żebym ich pokochała. Nie chodzi mi o to, że źle kreujesz bohaterów, w życiu! Uwielbiam Twój blog, ale ostatnio jestem wybredna i tak jakoś wyszło, że reszta jakoś mi nie leży XD
      TAK WIĘC #teamLilyOlivierAlbus ❤️

      Usuń
    4. o tak, to prawda, oni sie uzalaja xD choc, hm, Albus tezsie uzalal nad soba, jesli tak na to patrzec:D aha, czyli te szuje to bylo tkaie nie do konca trafne okreslenie, teraz juz kapuje

      Usuń
  3. Ło matko, dedykacja dla mnie! I to jeszcze przy tak emocjonującym rozdziale! Dziękuję Ci bardzo, rybko :*
    Może najpierw odniosę się do Twoich przemyśleń. Po pierwsze, bardzo się cieszę, że wena Ci sprzyja - jak dla mnie, to możesz rzucić studia, zakończyć życie towarzyskie i dodawać rozdziały codziennie, haha :p Po drugie, przemiany postaci to coś, co lubię najbardziej. Ludzie się zmieniają, każde wydarzenie może odcisnąć piętno na naszym charakterze, więc bardzo źle, kiedy pisarz nie potrafi tego odzwierciedlić. Tobie wychodzi to znakomicie. Umiarkowane tempo też jest wskazane - takie zmiany nie dokonują się z dnia na dzień, ale też sam proces nie musi trwać jakoś niewiarygodnie długo. Ufam Ci w tej kwestii, bo masz duże wyczucie. Nie tylko w kwestii pisania - wydaje mi się, że masz bardzo rozwiniętą intuicję emocjonalną i widać to nie tylko po Niezależności, ale też po Twoich komentarzach na innych blogach (nie tylko na moim - czasem szpieguję też inne, haha!) - dzięki temu Twoja historia wcale nie potrzebuje żadnych wojen ani końca świata, żeby było ciekawie. Ja tam uwielbiam obyczajówki, mogłabym czytać w nieskończoność perypetie Twoich bohaterów, więc proponuję, żebyś opisała ich całe żywoty, aż do starości, żeby to opowiadanie nie skończyło się zbyt szybko. Co Ty na to? :p
    Powiem Ci, że nie dziwię się, że Twoi bohaterowie wzbudzają tak skrajne emocje. To znaczy, może trochę się dziwię, bo faktycznie rozstrzał jest dość duży, ale z drugiej strony większość Twoich postaci jest bardzo wyrazista i trudno nie opowiedzieć się po którejś stronie. Powinnaś sobie pogratulować kreacji postaci, a później przeprowadzić na nas jakieś badanie psychologiczne, a nuż to jakiś nowy fenomen? :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przechodzę do rozdziału.
      Wydaje mi się, że nasz poczciwy Scorp może być niezrównoważony psychicznie. Nie byłoby w tym nic dziwnego - nie dość, że chłopak ma Dracona za ojca, to jeszcze ma na imię SCORPIUS - ale moim zdaniem powinien się rzucić do stóp Anabelle. Ładna, radosna, wygimnastykowana i zakochana - czegóż chcieć więcej?
      Nie spodziewałam się, że Frank się wyłamie i nie będzie chciał współpracować z Rose. Wiadomo, że donoszenie to niezbyt elegancka sprawa, ale z drugiej strony Lily też trudno posądzić o przesadnie eleganckie zachowanie :) To, że nagle Frankowi zaczął się podobać styl bycia Lily mnie troszkę zmartwiło, ponieważ oczekuję gorącego romansu pomiędzy nim a Rose, a nie pomiędzy nim a Lily! Lily ma romansować z Olivierem, no. Czekaj, napiszę sobie jakieś zestawienie moich romansowych oczekiwań co do Twoich bohaterów i Ci je wyślę :p
      Maxie, głuptasku, ja wiem, dlaczego Olivier się nie mści. Po pierwsze, jest na to zbyt mądry i wie, że lekceważenie zaboli sprawcę najbardziej. Po drugie, on i Lily są sobie przeznaczeni :p Ale podobało mi się, że stanęła w obronie brata. Takie impulsywne zachowanie do niej pasuje.
      Oesu, relacje Hugona i Heleny tak mnie denerwują. W sensie, mam ochotę wziąć za ucho jedno i drugie i kazać im ze sobą szczerze i otwarcie porozmawiać :p Ale tak to już jest, że wszystko byłoby znacznie łatwiejsze, gdybyśmy nie pozwalali naszym obawom rządzić naszym życiem. W pewnym sensie ich rozumiem, chociaż bardzo bym chciała, żeby Hugo zmężniał i związał się z biedną Heleną, która teraz potrzebuje go tak, jak nigdy wcześniej. Już coś tam chyba w nim kiełkuje, skoro potrafił zmierzyć się z samą Lily Luną Potter. Może jeszcze trochę i odważy sie być z Heleną wbrew woli kuzynki? :p Byłoby dobrze, zwłaszcza że jego uczucia niechcący wyszły na jaw. Ogólnie uważam, że postęp Hugona jest wieli i godny pochwały, bo jego wybuch naprawdę się Lily należał. Inna sprawa, że niczego jej to nie nauczyło skoro uznała to za zdradę...
      Postać Lary jest bardzo intrygująca. Chętnie poznałabym więcej szczegółów na temat jej przeszłości i umiejętności.
      Okay, trochę naświetliłaś punkt widzenia Scorpiusa, ale i tak bardzo się cieszę, że w końcu zdecydował się ruszyć tyłek i podjąć jakieś kroki. Chłopcy, zmężniejcie trochę! Może powinniście oglądać więcej Johnny'ego Bravo czy coś :D
      Muszę od razu napisać, że kocham Oliviera. Reszta Hogwartczyków powinna brać z niego przykład! To jak patrzył na Lily... W sumie nie wiem dokładnie jak, bo Lily nie potrafiła tego nazwać, ale dużo sobie wyobrażam, haha :p Pewnie nie chciał, żeby wywalili ją z musicalu. W sumie to słodkie, że tak zależało jej na tym przedstawieniu. Może jej mentorce uda się coś zdziałać? W końcu Lily jest jej ulubienicą, a Olivier chyba nie żywi urazy... Z drugiej strony Minerwa tak się wkurzyła, że przestraszyła nawet Potterównę, a to poważna sprawa. Ale jestem ciekawa, co będzie dalej! Pisz SZYBKO. Składam zamówienie na romantyczne wyznanie Hugona i więcej takich spojrzeń Oliviera skierowanych w stronę Lily. Na jutro poproszę :p
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
    2. Kurczę, ale się rozpisałas! dziękuję Ci:*
      Ja lubię obyczajówki, jeśli autor potrafi opisać uczucia tak, że się nie da wytrzymać z niepewności :D.
      Hah, chyba nie jestem kompetentna do robienia testów psychologicznych,ale to jest naprawdę ciekawe. Chyba zrobię sobie jakąś tabelkę z tym, kto kogo lubi i komu kibicuje:p.
      Teraz jeśli chodzi o drugi komentarz. Właściwie początkowo Scopius miał być jakiś taki fajniejszy, a później pojawił się chociażby Frank i jakoś tak tego... no, ale jakieś uzasadnienie to jego zachowanie ma, choc np. Albus nie może już tego wytrzymać xD nie wiem, czy od razu nazywałabym go niezrównoważonym psychicznie, dlaczego tak myślisz? ale trocję meśkości by mu sie przydało, fakt xD hehe, widzę, że też nie przepadasz za Draconem :D.
      Dalej, Haha, cieszę się bardzo, że tak lubisz Oliviera. nie wiem, czy będzie tak często patrzył tak na Lily albo czy ona będzie to zauważać tak jak teraz, ale mogę Cię zapewnić, że ich relacja nadal będzie miała tutaj ważne miejsce :D Nie wiedziałam, że aż tak im kibicujesz.
      Cóż, Jeśli chodzi o Franka, on lubi osoby, który są niejednoznaczne. Np. Rosalie z jednej strony niby jest taka ułożona i zdyscyplinowana, ale potrafi pokazać pazurki, ma pasje, jest tajemnicza. Lily niby wydawała mu się dotychczas małolatą, która próbuje bawić się w królową, ale kiedy z nią porozmawiał, zauważył, że jest bystra i że coś tam sobie skrywa. Frank to taki psycholog, choć niestety sobie do końca doradzić nie potrafi. :p
      Hugo, no wiesz, to Hugo, nie można od niego od razu wymagać, że jak tylko HElena wróci, to on jej wyzna miłość czy coś xD i tak się tutaj nieźle postawił!
      No właśnie, Lily zdołał ktoś przestarszyć, a ona nawet się zbyt z tego powodu nie denerwowała... to o czymś świadcz. Cieszę się, że uważąsz, że pokazuję jej rózne oblicza i pewne zmiany w odpowiednim tempie.
      Heh, niestety jutro to notki nie będzie i neistety do połowy lipca pewnie też nie, ale wiedz mi, że codziennie sobie wymyślam jakies sceny. Niestety do śmierci ich opisywać nie będe, juz sobie dokładnie wymyśliłam, do którego momentu to zrobię xD Mogę Ci powiedzieć, jesli cchesz, choć to chyba lepiej nie tutaj xD możesz napisać na condawiramurs!gmail.com A jeśli nie chcesz wiedzieć, ale chcesz napisać, to też napisz :D:p

      Usuń
  4. Historii o nowym pokoleniu z wojną w tle było już chyba sporo, więc takie pozornie spokojne losy bohaterów są miłą odskocznią, moim zdaniem. Poza tym, ileż tych wojen w czarodziejskim świecie może być, prawda? Voldemort w końcu pokonany, więc reszta zasługuje na odrobinę spokoju. Zresztą, już mieliśmy jedną historię o wojnie z nastoletnimi problemami w pakiecie, prawda? ;)

    Ponadto z każdym kolejnym rozdziałem widać przemianę jaką przechodzi nie tylko Lily, ale i każda inna postać, co jest naprawdę fajne, bo oznacza, że nie stoisz w miejscu, a bohaterowie są wielowymiarowi, podatni na to, co się wokół nich dzieje. Podoba mi się to, że Hugo wreszcie postawił się Lily, mimo, że wciąż nie potrafi zebrać się na odwagę i choćby porozmawiać z Heleną, o którą tak bardzo się zamartwia. Mam nadzieję, że teraz, gdy wreszcie Lily dowiedziała się o jego uczuciach, a przynajmniej zainteresowaniu tą dziewczyną, to nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby wreszcie coś z tą Heleną zrobił. Zwłaszcza, że, co jest nieco zastanawiające, wiedząc o niechęci kuzynki do Oliviera, nie ukrywał ich koleżeństwa. Z drugiej strony, mogę zrozumieć, że nie chciał narażać Heleny na gniew kuzynki. I choć pozornie Lily wciąż nie rozumie swoich błędów, tej zaciekłości w stosunku do Oliviera, pragnienia wzbudzania respektu, strachu czy uwielbienia, to jednak miło się czytało ten fragment: "(...) że miała kolejnego wroga, ale po raz pierwszy w życiu nie chciała go zwalczać." Ale następne zdanie nieco mnie wystraszyło - mam nadzieję, że bądź co bądź, Lily nie będzie próbowała zemścić się na Hugonie. W zasadzie, teraz zaczęłam się tak zastanawiać nad powodami jej zachowania, bo przecież to nie chodzi tylko o zatarg z Olivierem sprzed lat, ale o całe to zwracanie na siebie uwagi. Czy to przez fakt, iż wychowywała się w tak licznej rodzinie czy może przez świadomość, że jej rodzice, ciotki i wujkowie są bohaterami magicznego świata, skupiając na sobie uwagę pozostałej części ich środowiska? Być może gdzieś to już wyjaśniłaś, nawiązałaś do tego, a mi to umknęło lub najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam, ale to naprawdę interesujące, skąd to wszystko się wzięło.
    W ogóle mam wrażenie, że ten rozdział to jedna wielka przemiana bohaterów. Albo może nie przemiana a czynienie czegoś, czego wcześniej by się nie odważyli. Anebelle, która tak wojowniczo powędrowała do McGonagall, Hugo stawiający się Lily. I tylko Frank chyba wciąż postępuje tak samo, wbrew temu co powinien zrobić, robi to, co uważa za słuszne i z czym się zgadza. A zdanie: "Ponadto, no cóż, to przecież była ona." całkowicie mnie rozbroiło. Naprawdę sądziłam, że będę chętnie widziała go u boku Lily, ale to on i Rose w pakiecie skradli moje serce. Z utęsknieniem więc będę czekała na to aż Lily wreszcie - bez zbędnego zamieszania - zrozumie, że Frank nie interesuje się w taki sposób w jaki by ona chciała, a on zdobędzie się na odwagę i pokaże Rose co do niej czuje albo Rose to zauważy. Uff, podziwiam Cię, ponieważ ja sama ostatnio uświadomiłam sobie, że nie potrafię już pisać o nastolatce, jej uczuciach, problemach i całej reszcie. A Ty nie piszesz o jednej nastolatce, lecz o całym ich tabunie. A kara dla Lily i Alice mimo, że surowa, to sprawiedliwa. Musi być bolesna, taki los kar ;)

    Pozdrawiam, buziaki i czekam na resztę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękkuję za opinię. Jeśłi chodzi o Hugona o jego strach przed wyznaniem Helenie uczuć. tutaj nie chodzi tylko o Lily. O nie, tutaj chyba nawet w większym stopniu chodzi o samą Helenę. Hugo bardzo się boi, że dziewcyzna nie odwzajemniłaby jego uczuc, ze - może by go nie wyśmiała - ale zbłaźniłby się przed nią. I to go bardziej odstrasza niż złość LIly. ale jak widać, pewne wydarzenia potrafią go popchać, więc może kiedyś znadjzie odwagę. Lily zdecydowanie nie ejst zachwycona z tego, co odkryła. Ona ma powody, by nie lubić Heleny, rpzynajmniej w własnej głowie, i kiedyś będzie wyjaśnione, o co dokładnie chodzi. W ogóle będzie wyiele wyjaśnione, np. to, co pisąłaś o jej rodzinie. z pewnością to, że jest jedną z najmłodszych osób w tak wielkiej familii, miało na nią wpływ, ale więcej zdradzać nie będę.
      Anabelle potrafi być bardzo wojownicza, jeśli chce, uwierz mi xD Co do Franka i jego zainteresowań, heh, to też nie jest do końca takie jednoznaczne, ale rozumiem, co masz na myśli. Jakbym była czytelniczką, pewnie myślałabym podobnie. :D

      Usuń
  5. No to najpierw o rozdziale. Świetny! Ot co! Może nie działo się nie wiadomo co, żadne wojny nie wybuchły, ale jednak to jest kwintesencja Twojego opowiadania. Nie wiem, czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale w "Niezależności" wszystko jest idealnie dopasowane. Każdy bohater ma złożoną osobowość, każdy kogoś nie lubi, komuś kibicuje, w kimś się zakochuje itd. To, że niekiedy dzieje się inaczej niż bym chciała (np. w tym rozdziale pozbawiłaś Lily (mojej kochanej Lily!!!) roli w musicalu!) oznacza, że mimo mojego uwielbienia do Twojego opowiadania oraz tego co sama powiedziałaś, opowiadanie nie jest przewidywalne. No ja bym prędzej zakładała jakiś ogromnych rozmiarów szlaban, a do tego publiczne przeprosiny, ale na pewno bym nie powiedziała, że McGonagall posunie się do tak drastycznych środków. Z jednej strony to dobrze, że sprawca incydentu został ukarany, bo jednak jestem osobą lubiącą regulaminy (mimo, że uwielbiam Lily), a z drugiej strony cholerka, tak chciałam by to Lily miała główną rolę w przedstawieniu, no! ;(
    Cieszę się, że Hugo w końcu wyszedł z cienia i przestał tchórzyć. Powiem szczerze, że jego charakter jest tak podobny do jego ojca, który też był tchórzem, który w pewnym momencie się przełamał xd. I uważam, że wspaniale prowadzisz postacie. Zmiany w zachowaniu i Lily i Hugona są idealnie dopasowane, nic nie dzieje się za szybko, wszystko jest perfekcyjnie dograne w czasie. Tu np. Hugo w końcu ośmielił się postawić Lily ponieważ był zły za to, jak potraktowała Oliviera oraz za to, że jest wredna w stosunku do Heleny. Powtórzę się: idealne zgranie w czasie! :)
    Kolejna kwestia to Skorpius. W końcu wiemy dlaczego rozstał się z Rose i dlaczego zachowuje się tak debilnie (przepraszam, ale takie trzymanie się z daleka mimo, że czuje się coś do tej drugiej osoby jest dla mnie nie do pojęcia - mimo, że nam to wytłumaczyłaś xd). A teraz uwaga! Ogłaszam, że zmieniam front! Teraz już nie jestem za Scorpionem i Rose, teraz testem całym sercem za Frankiem, który mam nadzieję, w końcu zdobędzie tę nasza rudą Gryfonkę ;)
    Jeśli zaś chodzi o ten, jak to ujęłaś, fenomen rozbieżnych opinii, uważam, że chodzi tu głównie o to jacy my, czytelnicy, jesteśmy. Otóż są osoby, które uwielbiają słodkie historie i bohaterów, a są osoby (takie jak właśnie ja) wypaczone, które wręcz ubóstwiają bohaterów złożonych, złych, złośliwych itp. Dla mnie bohaterowie, którzy zachowują się zbyt stereotypowo są nudni. A u Cienie nie ma takich bohaterów. Każdy jest swego rodzaju indywiduum, co jest wielkim osiągnięciem, ponieważ jest to fanfick, a bohaterowie są stworzeni przez kogoś innego.
    No i jeszcze na koniec wrócę do Heleny. To jest taki bohater Twojego opowiadania, który jest tzw. wyjątkiem od reguły. A mianowicie, ja osobiście wolę bohaterów takich wyrazistych, złośliwych, że tak powiem, a mimo wszystko Helenkę bardzo lubię. Mimo jej spokojnego zachowania jest jednym z moich ulubionych bohaterów i boli mnie serducho, że tak ją mocno doświadczasz ;)
    I kibicuję Hugonowi, by w końcu się obudził z tego tchórzowego transu i pojechał do Helenki i wygadał się o swoich uczuciach. No.
    To tyle, żeby nie było, że za długo. I wydaje mi się, że bardziej chaotycznego komentarza w życiu nie napisałam xd
    Pozdrowienia od Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Uważam, że jest on wspaniały.
      Cóż, z pewnością opinia zależy od osobowsci danego czytelnika. I właściwie to bardzo mnie cieszy, bo inaczej życie byłoby takie nudne! Przede wszystkim jestem zadowolona z tego, że odbierasz bohaterów jak żywe osoby, bo włąśnie o to przede wszystkim mi chodzi. No i miło, że lubisz Helenę pomimo swoich preferencji. O jaaaa, widzę, że Frank jest biedny rozchwytywany :p tez go lubię :D Hugo idzie w dobrym kierunku, ale to wszystko nie będize takie łatwe. A co do musicalu i Lily... nie, nic nie powiem!

      Usuń
    2. Och ty! A już myślałam, ze uda mi się Ciebie namówić na jakieś spoilery xD

      Usuń
  6. Oh, podobał mi się ten rozdział, Lily w końcu została złapana i ukarana i teraz będziemy świadkami jej przemiany, na którą tak czekałam. No i była moja ulubiona Shirley. Jest niesamowita, tajemnicza; po prostu prześwietna. W stu procentach moja ulubiona postać i chciałabym, żeby jeszcze się tu pojawiła. No i co takiego stało się z nią na wschodzie? Nie wiem dlaczego, ale połączenie tych miejsc i wiedzy, że umie rzucać czary iluzji, sprawiło że pomyślałam o Czarnobylu xD Ale zobaczymy czy moja intuicja jest poprawna.
    Świetnie oddałaś też postac McGonagall, zwłaszcza podobał mi się fragment kiedy patrzyła na Lily, a ta czuła się jak małe dziecko. Chociaż kara teraz wydaje mi się wysoka (wiem, jeszcze parę rozdziałów temu życzyłam jej wywalenia z musicalu). Chodzi mi raczej o to, że ta wzmianka o pracowniku ministerstwa nadała całości bardzo wysokiego statusu xD
    Olivier za to chyba w ogóle się nie przejął, pewnie podśmiewa się w duchu z Lily, w końcu sama sobie strzeliła gola. Zresztą i tak ją podejrzewał.
    No i wspaniały był fragment o Scorpiusie. Kto nie miał kiedyś takich przemyśleń? Doskonale go rozumiem, ale też cieszę się, że jak na razie uczucie kwitnie :) Cóż, ja jestem zdania, że jeśli się nie spróbuje, to się nie przekona. Może to nie będzie miłość do końca życia, ale takie też warto przeżyć w swiom życiu.
    Najpierw opiszę błędy co wyłapałam, a potem nawiążę do twojego posłowia:
    Złamała pani regulamin, wchodząc do Ravenclaw i Slytherin, - znowu nie odmieniłaś nazw domów :P
    poczuła zmieszanie - poczuła się zmieszana?
    ukażę winnych - ukarzę!

    Co do rozbieżnych opinii - ja bym się na Twoim miejscu cieszyła :D To trochę jak z ludźmi, niektórzy dobrze czująsię w towarzystwie małomównych, inni przeciwnie. To znaczy tyle, że nie tylko masz różnych czytelników, ale też różnych bohaterów, tak jak napisałaś zresztą. Co do szybkości przemian - myślę, że najwyższy czas na Hugona :) Nie było to wcale sztuczne, sam zresztą nei był do końca pewien swojego postępowania, ale myślę, że wyjdzie mu na dobre :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. Ha, nie spodziewałam się,że ktoś aż tak polubi Shirley, ale to miłe :D ja bym chyba się jej trochę bała jak McGonagall. Jeśli zaś chodzi o jej przeszłość, ona urodziła się jak Lily, więc na pewno nie w okresie Czarnobyla xD ale jakiś to związek z wydarzeniami na świecie ma ;p.
      Tak, Olivier ma całkiem niezły ubaw i wykorzystam to w najlbiższym czasie ;p.
      Sorpius sobie wszystko przemyślał, teraz to faktycznie tlyko musi działać. Heh. ale i tak im jeszcze trochę ponamieszam wszytskim xD
      Nie mogę przeżyć tego "ukarzę". Chyba się spalę ze wstydt xD
      no tak, to sa i różni czytelnicy, i rózni bohaterowie xD

      Usuń
  7. Podoba mi się reakcja Maxi na dręczenie jej brata. Tzn. nie było tego dużo, ale jej wybuch tylko przekonał mnie, że zależy jej na bracie, co jest bardzo na plus.
    Bardzo mnie cieszy przemiana Hugo. W końcu postawił się Lily i bardzo mi się to spodobało. Nie wiem co ta laska ma do jego uczuć. Jak się kogoś kocha to się kocha i już, a komuś trzeciemu nic do tego. Ale mnie zdenerwowała. Na miejscu Hugona już dawno urwałabym z nią kontakt. Niby jaki ona ma w ogóle powód by prześladować Olivera? Że niby zniszczył jej zabawke w dzieciństwie? Proponowałabym jej udać sie do jakiegoś psychiatry, może w końcu rozum wróci na swoje miejsce. Swoją bezczelnością, upartością i bezpodstawnością do swoich argumentów podniosła mi ciśnienie. Przynajmniej Hugo się ogarnął. I Oliver zdecydowanie ma racje - o wiele lepiej byłoby gdyby Hugo odwiedził Helenę w szpitalu. No jednak naturę ciężko zmienić, a zwłaszcza przebić się przez tarczę nieśmiałości. Widzę, że jednak z tego powoli wychodzi i mam nadzieję, że w końcu będzie miał na tyle odwagi by bardziej bezpośrednio zawalczyć o Helenę.
    Larę bardzo lubię. Jest takim uosobieniem spokoju i stanowczości. Mam nadzieję, że jeszcze się pojawi, bo chyba jest najspokojniejszym z bohaterów, takim wprowadzających harmonię, jest inna od innych.
    Podoba mi się też nastawienie Scora do związków. Nie jest taki, że chce mieć dziewczynę z samej racji jej posiadania, ale poszukuje kogoś do stałego związku, co się chwali. Imponuje mi też jego przyznanie się przed sobą do błędu w związku z Rose, choć przykre, że ich przyjaźń sie skończyła. No i racje ma również w tym, że dopóki się z kimś nie jest, to nie można wiedzieć czy się chce z nim być i czy się go kocha. Co innego mieć kogoś za przyjaciela, a co innego być z kimś w związku. Ludzie w zależności od "statusu" się zmieniają, na więcej lub mniej sobie pozwalają. Np. w związku pojawia się zazdrość o inne kobiety czy mężczyzn, co w relacji przyjacielskiej występuje rzadko.
    I dobrze tak Lilce. Nie zasługiwała na główną rolę w tym musicalu. Jak to mówią - "kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada" i tutaj znajdujemy tego potwierdzenie, chciała dopiec Oliverowi, a sama na tym najwięcej straciła, bo nie tylko rolę, ale i szacunek nauczycieli i ludzi z ministerstwa.
    Mam nadzieje, że Lilce się dostanie jeszcze bardziej. Z rozdziału na rozdział nie lubię jej coraz bardziej, za to zaczynam wielbić Hugona i Olivera. No to czekam na ciąg dalszy. Jestem ciekawa jak Lili wybrnie z tej sytuacji. No i czy Hugo w końcu wyśle ten list.
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Tak, rodzeństwo Janvier może ze sobą jakoś mega dużo nie rozmawia, ale jest między nimi silna więź i jedno się drugim bardzo interesuje. Nie ma między nimi tego typu wojny jak między Lily a Albusem, choć przecież i ci drudzy tak naprawdę... Ach, już nic nie mówię.
      Heh, Lily się trochę zmienia. a raczej przez jej ściany przechodzą pewne bodżce, które nieco je niszczą. a z Hugona też jestem dumna. Choć nie można powiedzieć, żeby przeszedł jakaś niesamowitą przemianę. to dopiero początek ;p. Będzie miał jeszcze o co walczeć i z czym walceć, oj będzie.
      Hm... nie wiem, czy lara jest uosobieniem akurat pokoju... ale nie będę na razie nic wuięcej mowić. Raczej Helena bardziej mi sie z taką personifikacją kojarzy;).
      Scor całkiem mądrxze do tego podchodzi... Choć wiadomo, że teoria jedno, praktyka drugie. Ale jak na mój gust doszedł do całkiem niezłych wniosków. tylko co będzie dalej?xD
      Heh, wdzię, że jesteś bardzo cięta na Lilkę, nie wiem, czy mi się uda CIebie kiedykolwiek do niej rpzekonać xD no, ale cieszę się, że lubisz Hugona i Oliviera:)

      Usuń
  8. Jak dla mnie tempo tych przemian zachodzących w postaciach jest dobre. Powoli widać, że Lily wcale nie jest taka, jaką chciałaby być postrzegana. Co prawda jakieś tam sygnały można było zauważyć już od pierwszych rozdziałów, ale teraz staje się to coraz bardziej widoczne. A taka przemiana Hugona jest jeszcze bardziej zrozumiała - nagła choroba Heleny po prostu zmotywowała go, by starał się walczyć z własną nieśmiałością. Pewnie w innym wypadku nadal nie zamieniłby ze swoim obiektem westchnień więcej niż kilku zdań. Teraz zmierza w dobrym kierunku, chociaż jeśli nadal będzie pisał list w takim tempie, Helena może się go nie doczekać. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby po prostu ja odwiedził.

    Zgadzam się z tym, co napisałaś pod rozdziałem - skoro opinie co do wykreowanych przez Ciebie postaci są tak różne, to znaczy, że udało Ci się stworzyć bardzo realnych bohaterów. Także to raczej powód do radości.

    W sumie mój stosunek do Lily zmienia się zależnie od rozdziału, co pewnie zdążyłaś zauważyć. Mimo, że widzę, że w głębi serca jest to lepsza osoba, niż mogłoby się wydawać, cieszę się, że spotkała ją kara za to, co zrobiła Olivierowi. Może dzięki temu zmieni się na lepsze...?

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Cóż, ta kara na nią wpłynie, ale będize próbować to ukrywać; w koncu to Lily. ale nie będzie mogła ot tak przestać o tym myśleć, a wiec... a więc cos ruszy.
      Miło mi, że tak to odbierasz :)

      Usuń
  9. I w końcu Lily wpadła.
    Co do Twoich zastrzeżeń, sądzę, że przeistaczasz zmianę Lily w dogodnym tempie. Pokazujesz, jak emocje dziewczyny, które w głębi duszy były zamknięte, powoli wydostają się na zewnątrz. I oto, gdy Lily myślała już, że jej kawał został zapomniany, wszystko się posypało i wpadła jak śliwka w kompot. Myślę, że zasłużyła sobie na tę karę - minus 70 punktów dla Krukonów, dwutygodniowy szlaban i zakaz uczestnictwa w musicalu. Tak, solidna kara!
    Choć widzę, że Oliverowi raczej się to nie spodobało, że jego własna siostra wydała Potter. Przecież sam wiedział, że to sprawka Lily, a nie kwapił się do tego, by ją wydać - po prostu miał ten kawał gdzieś.

    Co do Hugona, lubię jego przemianę - cieszę się, że w końcu postawił się Lily - zapewne choroba Heleny bardzo zmotywowało go do tego, by wreszcie powiedzieć swojej kuzynce, co o niej myśli. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się ta zmiana i mam nadzieję, że chłopak odwiedzi swoją ukochaną w szpitali i powie jej w końcu, co do niej czuje. Nabrał odwagi, żeby się postawić Lily, to zapewne odważy się również powiedzieć Helen, że ją kocha :)

    Co do reszty - lubię Twój przedstawiony świat, mimo tego, że tak... jestem wielką fanką Rose i Scorpiusa (o tak, lubię zakazaną miłość - romantyczka ze mnie ;p). Ale tutaj to Twoja wyobraźnia, każdy ma inne gusta i guściki, i mogę śmiało przyznać, że bardzo podoba mi się taka wersja. Po ostatnich rozdziałach będę mocno kibicowała Rose i Frankowi oraz Scorpiusowi i Anabelle :)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg wydarzeń :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Widze, ze postac Franka tu trochę nagmatwala ;p.
      Hugo się postawił teraz, ale to nie jest tak, ze nagle zyska wielka pewność siebie i bedzie bez problemu, ni wiesz, mowić wszystkim, co do nich czuje. Szczegolnie Helenie. Ale na pewno rożne wydarzenia beda zmuszały go do odwagi ;) zreszta, w końcu ona w nim drzemie, nie ;)
      Co do kary, to myslalam o rożnych jej odsłonach, ale najważniejsze i tak było wyrzucenie z obsady. Jak mozna sie jednak domyśleć, to nie koniec perypetii w tym zakreie ;)

      Usuń
  10. Witam po długiej przerwie <3 Na wstępie chciałam powiedzieć, że widzę, iż wielu bohaterów ewoluowało na przełomie rozdziałów. Muszę się przyznać, że niestety przeczytałam tylko ostatnie dwa rozdziały, bo na więcej po prostu czas mi nie pozwala (praca i nauka do egzaminu językowego), a chciałabym być na bieżąco.
    Co do mojej opinii - w sumie podoba mi się to, jak skorupa, która otaczała Lily, stopniowo pęka. Dziewczyna naprawdę przeraziła się konsekwencjami swoich działań. Chociaż mimo to, na zewnątrz pozostawała opanowana - w końcu mogłaby urządzić jakąś dziką scenę w gabinecie McGonagall, histeryzować i inne takie, ale nie zrobiła tego, chociaż szalenie zależało jej na musicalu. No cóż, najwyższa pora ponieść konsekwencje.
    Nie podobało mi się również to, jak zachowała się względem Hugo. Jakby chciała mu dyktować, co ma robić, z kim zadawać i jak się zachowywać. Powinna uszanować jego uczucia wobec Heleny, zwłaszcza, że ta musi się teraz zmagać z tak potworną chorobą. Może gdyby o niej wiedziała, byłaby bardziej łaskawsza, chociaż...
    Dlatego cieszę się, że Hugo wreszcie postawił na swoim i powiedział, co o niej myśli. Może przez to Lily zorientuje się, że będąc dalej taką osobą, straci wszystkich, którzy niegdyś ją wspierali.
    To zdecydowanie dobrze,że różni czytelnicy mają rózne opinie o bohaterach, co oznacza, że Twoje postacie nie są papierowe, lecz barwne i złożone. Gratuluję, bo trzeba osiągnąć naprawdę wysoki "poziom" w pisaniu, żeby zrobić coś takiego ;)
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Przede wszytskim wydaje mi się, ze ilośc bohaterow sie zwiekszyła, ale faktycznie ci prezentowani od początku tez juz troche sie zmienili ;). nie, Lily nie zrobiłaby tam sceny; nie sadze, zeby była w stanie. Ale z innych powodów moze kiedyś straci kontrolę, juz tak na serio. Ale to jeszcze trochę ;).

      Usuń
  11. Jestem :D
    No, Hugon w końcu pokazał jakiś charakter, to dobrze. Ta jego uległość wobec Lily była chyba najbardziej irytującą mnie w nim rzeczą :)
    Na jakiej podstawie McGonagall uwierzyła Annabelle, skoro ta nie miała żadnych dowodów oprócz podsłuchanej rozmowy Prefektów Naczelnych, którzy przecież pewności też nie mieli? Lara też przecież nic nie wiedziała.
    Sama scena ukarania Lily bardzo dobra, czuć było targające nią emocje. Można by powiedzieć, że dostała to, na co sobie zasłużyła, ale ja tego raczej nie powiem. Dla mnie cała ta jej akcja była czymś w rodzaju krzyku, by zwrócić na nią uwagę. I wydaje mi się, że to może być jej problem - w domu mogła być traktowana trochę po macoszemu przy starszych braciach, w szkole udało się jej zdobyć jakąś pozycję, którą straciła na rzecz jakiegoś Francuza, w dodatku ten nie zrobił w zasadzie nic, by ją jej odebrać. Nic dziwnego, że ją to ubodło.

    Co do postrzegania różnych postaci - to zależy, jak pewnie w większości przypadków. Mnie na przykład BARDZO irytują takie osoby jak Annabelle, w związku z czym na pewno będę kibicować związkowi Scorpiusa i Rose. Hugon wydaje się, przypuszczam, sympatyczny wszystkim, a ciamajdowaty części, która nieco dłużej przeanalizowała jego zachowanie albo zna kogoś takiego z życia i wie, że takie osoby również są niesamowicie irytujące. Ja tam Hugona lubię, ale gdybym go znała, to pewnie nie zaprzyjaźniłabym się z nim - wolę osoby, które działają. Przyznaję jednak ponownie, że po akcji z Lily lubię go jeszcze bardziej :D

    Pozdrawiam serdecznie! Zaraz biorę się w końcu za rozdział u siebie; przez te mecze nie mam na nic czasu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w pewnym sensie jest to wlasnie taki krzyk Lily, choc sama sobie jeszcze z tego nie zdaje sprawy. Co do McGonagall: Anabelle mogła, jak to Anabelle, troche podkoloryzowac pewne faktu, a McGonagall, jako ze troche tych uczniów kojarzy i tez robiła jakis tam research, i tak podejrzewała Lily (moze niekoniecznie z Alice), jak to było powiedziane w rozmowie z Larą.
      Hehe, te parringi na siódmym roku maja naprawdę cieżko z rożnymi opiniami :p. Dla mnie Hugo byłby słodki,chyba mogłabym się z nim zakumplowac ;)
      Ciesze się bardzo i z niecierpliwoscia czekam nowosv na Lotrzykach

      Usuń
    2. Podejrzenia to jedno: przypuszczam, że cała szkoła wiedziała, że to robota Lily; takie wieści rozchodzą się zaskakująco szybko niezależnie od środowiska :) w podkoloryzowanie też wierzę, jak najbardziej, po prostu gryzie mi się to trochę z wizerunkiem McGonagall. Tak próbuję sobie przypomnieć sytuację z pierwszego tomu, gdy Malfoy doniósł jej o tym, że Harry, Ron i Hermiona będą w nocy na wieży astronomicznej - nie uwierzyła mu, dopiero gdy ich woźny przyprowadził, to zmieniła zdanie :D

      Ale pewnie czepiam się za bardzo :) rozdział czytało mi się bardzo przyjemnie i czekam na następny.

      Usuń
    3. No tak, na to nie znajdę dobrego argumentu :(.

      Usuń
    4. Oj, teraz ja będę pewnie myśleć nad jakimś uzasadnieniem, żeby Ci smutno nie było :) może niech okaże się, że Alice coś komuś przez przypadek powiedziała? Albo śledztwo poszlakowe, czyli duża niechęć Lily do Oliviera i jej zamiłowanie do fotografii? I niech to wszystko wskazuje na jej winę?

      Usuń
  12. Rzeczywiście nie da się ukryć, że skupiasz się tu głównie na emocjach i kreacjach swoich bohaterów, ale trochę ubolewam, że nie zamierzasz wprowadzić większej akcji. Nie mam na myśli jakiejś walki o życie z kimś pokroju Woldemorta (xD), ale nawet coś mniejszego, co pchnęłoby wydarzenia do przodu. Bo powiem Ci szczerze, że odbierałam te rozdziały jako takie wprowadzenie, zapoznanie z bohaterami, z ich charakterami, stylem bycia itp, ale wciąż też czekam na jakieś buum. Punkt kulminacyjny, albo zwrot akcji, który jakoś by ją przyspieszył. Czytanie o uczuciach bohaterów, o ich zmianach pod wpływem niektórych wydarzeń jest świetne i bardzo to lubię, ale koło tego potrzebne jest też coś co dawałoby kontrast. Nie wiem czy wiesz, co mam na myśli...
    Dlatego bardzo podobał mi się ten fragment, w którym Lily zostaje oficjalnie przyłapana i ukarana. To było coś nowego, coś co dodało gazu. I mimo wszystko mam nadzieję, że takie różne zwroty będą się pojawiać częściej ;)

    " nikt nie będzie bezkarnie zwalczał członków jej rodziny" - to zwalczał trochę mi tu nie pasuje. Kojarzy mi się z jakimś zwalczaniem szkodników (xD) i o ile pasuje w ustach Lily, to w ustach Anabelle tak średnio. W końcu ma na myśli swojego brata. Nie lepiej "bezkarnie kpić", "bezkarnie obrażać" albo coś w tym stylu?
    Podoba mi się zmiana w Hugonie. Jest bardzo wyraźna i odniosłam wrażenie, że postawienie się Lily wcale nie było dla niego takie trudne. Może to przez to, że boi się o Helenę i o wiele łatwiej puszczają mu hamulce. Natomiast Lily jak zwykle w formie. Nie znoszę jej jako osoby, ale jest bardzo ciekawa jako postać. Niebawem zatruje się własnym jadem.
    Tak się teraz zastanawiam, co ona sobie w ogóle myślała robiąc ten pokaz z Olivierem. Wiedziała, że każdy będzie ją podejrzewał, ale w ogóle się tym nie przejmowała. A teraz, dostając list od Minewry wpadła w szał. Czy nie powinna być na to gotowa? Czy nie powinna się tego spodziewać? na początku opowiadania odbierałam ją jak kogoś kto wie co robi. Taką zołzę, która zawsze wie co powiedzieć i wie jak wyjść z sytuacji obronną ręką. A teraz wydaje mi się, że to po prostu manipulatorka, która musi utrudniać wszystkim życie, musi knuć i zawsze być w centrum wydarzeń, ale tak naprawdę wcale nie trudno z nią wygrać.
    Czekam na kolejny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Tak, rozumiem, co masz na mysli. Beda zwroty akcji podobne do tego, co miało miejsce tutaj na końcu, ale nie beda one związane z jakimiś wojnami, wielkimi tajemnicami, zbrodniami itd. Głownie z uczuciami i tymi rożnymi konkursami czy jakimiś wydarzeniami zw z życiem towarzyskim czy magią ;). Ciesze sie, ze spodobała Ci sie końcówka tozdzialu. Lily... Coz, ona pozowała wlasnie na taka, jak opisałaś ja z początku i właściwie jej wychodziło, ale teraz nieco sie to zmienia z powodów czynników zewnętrznych, których nie potrafi kontrolowac. Jednak nie do końca rozumie, ze moze nie tedy droga, aby nadal tak wszystko... Ustawiać po swojemu. To właściwe Amandzie bliżej do takiej bezwzględnej zołzy, takiej niewzruszonej ;).
      Hugo musi zawalczyć ;D

      Usuń
    2. Nie do każdego opowiadania pasują strzelaniny, zbrodnie, itp, i ja zupełnie nie oczekuję tego tutaj. Zresztą nawet sobie tego nie wyobrażam:D Chodzi mi o akcję związaną z jakimiś zwrotami, zawirowaniami w życiu bohaterów, intrygi, kłótnie, spory. Coś w tym stylu. W magicznym stylu;)

      Oj ale Amandy bym nie nazwała niewzruszoną zołzą. Jest zołzą, to fakt, ale ona też nie radzi sobie z emocjami. Nie jest bezwzględna, chociaż chce chyba taką grać :D

      Usuń
    3. tego typu zwrotu akcji beda die pojawiać ;). Coz amanda nie jest moze az tak obojętna, na jaka chce uchodzić, ale mimo wszystko ona nie miała głębszych uczuc wobec Oliviera czy cos w ten deseń. Ja ubodło głownie to, jak ktos mógł ją tak potraktować

      Usuń
  13. Ile ludzi, tyle opinii. :) Także każdy odbiera bohaterów na swój sposób.
    Jeśli chodzi o mnie, to ja naprawdę lubię Lily i kibicuję jej, ale cieszę się również, że dostanie nauczę. "Zły" charakter musi zrozumieć, gdzie popełnia błąd i się zmienić. Ciekawa jestem, jak na wiadomość, że to ona jest winna, zareaguje szkoła. No i co z musicalem? Przecież Olivier wciąż jest gwiazdą.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Własciwie mam b. podobne odczucia wobec Lily :p. no, ale to i tak sie jeszcze trochę pokomplikuje. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  14. Kurde!
    Wykasowałam cały komentarz przypadkiem! Normalnie cholery dostanę!!!
    Ten tutaj będzie pewnie 5 razy krótszy :(((((((
    W skrócie, bo niestety nie mam cierpliwości znowu pisać tego samego:
    -Anabelle mnie wkurza(szczególnie to, że nakablowała!), Scorpius też, więc niech się wreszcie zejdą i dadzą spokój Albusowi (którego, notabene, polubiłam!) xD,
    -żal mi Lily! niech jakimś magicznym sposobem (hehe), przyjmą ją do obsady z powrotem! Przecież może mieć inną kare, np., nie wiem, pomagać przez miesiąc Hagridowi w pielęgnowaniu jego pupilków? xD
    -spojrzenie Oliviera <3 Pewnie sam, tak jak jak Lily, nie wie, co sądzić o drugiej osobie :D
    -chcę dokładnie opisanych scen prób z naszą dwójką w roli głównej!<3
    -szkoda, że Lily pożarła się z Hugonem, ale w końcu musiało do tego dojść :( Sarkazm Weasley'a w bibliotece <3
    -Lara jest trochę niepokojąca, jestem ciekawa, co przeżyła.
    Niestety ten komentarz do pięt nie dorasta poprzedniemu, no ale co zrobisz? No nic nie zrobisz! xD
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i chemię pomiędzy głównymi bohaterami! <3 xD
    Pozdrawiam i życzę weny! :)
    ~Arya ;)
    PS Przepraszam za nadużywanie "xD", ale to wyraża tyle, że nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie pisać :D


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, jak ja nienawidzę bloggera w takich momentacch,. Dlatego nauczyłam sie kopiować komentarze, zanim je wyślę, polecam ^^.
      Tak, Albus potrzebuje spokoju xD no i własciwie, coz, to prawda, ze Anabelle nakablowała.
      Olivier chyba sam do końca nie wie, jak spojrzał. Nie mogę wyskoczyć z chemią między nią a Olivierem ot tak, to nie byłoby naturalne xD a jak bedzie... skomplikowanie, tyle powiem
      Co do Lily i Hugona: to dopiero początek ^^.
      Cieszę się, że uznałaś Larę za niepokojącą, bo takie właśnie było moje zamierzenie xD
      Dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  15. Ostatnie dwa rozdziały były naprawdę emocjonujące. Na sam przód wysnuwają mi się dwie sprawy: choroba Heleny i kara Lily. Nie ma co podkręciłaś emocje, co naprawdę mi się podoba. Jak już zaczęłam czytać, to nie potrafiłam się oderwać. Kawał naprawdę dobre roboty!
    Przechodząc do konkretów nie spodziewałam się, że Helena jest chora na białaczkę. Przyznaję, że był to dla mnie niemały szok. Tym bardziej, że z jednej strony czytam opowiadanie z wątkami magicznymi, z samym Hogwartem w tle, a tu tak tragiczna wizja z chorobą. W pierwszej chwili pomyślałam: "przecież to czarodzieje, powinni umieć ją wyleczyć", ale jak widać to zbyt piękne i trzeba się zdać na dość normalne leczenie. Jednak z pewnymi udogodnieniami, ale zawsze wciąż te same, jak u mugoli... Mam tylko nadzieję, że dziewczyna z tego wyjdzie, no i że Hugo w końcu się do niej wybierze w odwiedziny. Jak on zaraz tego nie zrobi to chyba nieźle się na niego wkurzę. Chociaż doceniam to, że potrafił się postawić Lily. Chyba pierwszy raz w życiu zrobił coś tak spektakularnego. Nie jestem tylko pewna, czy ta rozmowa powinna się potoczyć akurat w taki sposób. W końcu według dziewczyny Hugo stał się teraz jej wrogiem, a to wcale nie wróży jakoś dobrze na przyszłość. Wolałabym, aby jej to wyłożył w jakiś inny sposób, chociaż nie jestem pewna, czy w takim wypadku Lily przyjęłaby to, co powiedział. Nawet nie wiem, jak to dokładnie ująć. Mogę tylko powiedzieć, że z tymi swoimi zemstami i ciągłym uznawaniem ludzi za wrogów, dziewczyna uchodzi w moich oczach za paranoiczkę. Ogólnie ją lubię, ale czasami tak mnie wkurza, że mam ochotę ją potrząsnąć. I stąd mimo wszystko przykro mi, że straciła rolę w musiacalu. Oczywiście, że prawda o tym, co zrobiła musiała w końcu wyjść na jaw. Cóż dziewczyna naprawdę trochę przesadziła z tym, co zrobiła. Ale i tak miałam nadzieję, że spotka ją wszelaka inna kara, oprócz tej, która miała miejsce. Zgadzam się na wszystko, tylko nie na to, aby wyrzucić ją z obsady. Co prawda wciąż mam nadzieję, że ona do niej wróci, ale 100 % pewności niestety u mnie brak, więc pewnie będę się trochę tym zadręczać. Tak swoją drogą zastanawiające jest to całe zachowanie Olivera. On jest naprawdę dziwny z tym całym pobłażaniem Lily. Nie wiem, ale jeszcze to jego spojrzenie na koniec... Nie mam pojęcia, co myśleć. Choć muszę przyznać, że mimo iż bezpośrednio nie mam ostatnio styczności z chłopakiem, jakoś tak zszedł na dalszy plan w tym opowiadaniu, to i tak jakoś tak lubię go coraz bardziej.
    Jakoś tak jestem strasznie ciekawa dalszych wydarzeń. Jak potoczą się losy Lily? Czy zostanie jej przywrócona rola? A jeśli nie, to kto ją zastąpi? Coś mi się wydaję, że będzie się sporo działo. Tak więc czekam na więcej! Ta historia nieźle pochłania, co mi się bardzo podoba. Tak więc weny i wolnego czasu życzę! Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i tak miłe słowa;) ciesze sie, ze wywołałam w Tobie tak dużo emocji;)
      Wątek z Helena bedzie, jak mozna sie domyślać m, kluczowy i to wlasciwie dla większości bohaterow. Podoba mi dię Twoj stosunek do Lily, ja mam wlasciwie podobny :p. Uświadomiłaś mi, ze faktycznie ostatnio Olivier jest troche zepchnięty, a to niedobrze, jako ze jest obok Lily głównym bohaterem; muszę cos z tym zrobic. coz, to nie pierwszy raz, kiedy bedzie patrzył na Potterowne tak, ze ta nie bedzie wiedzieć, o co mu chodzi :D

      Usuń
  16. Wreszcie mam dłuższą chwilę, więc wpadłam. Od razu napiszę, że strasznie podoba mi się nowy szablon. Jeszcze te godła! Cudo. Zaczęłam znowu czytać Harry'ego Pottera i naprawdę wczułam się w atmosferę. Gorzej, że nie mam w domu 3 i 4 części. Może wiesz, gdzie można dorwać wersje w PDF?:D
    Oh ta Lily. Jak bardzo można być wściekłym na innych ludzi? Dlaczego ona w końcu się nie ogarnie i nie zacznie zastanawiam się nad sobą, a nie nad innymi? Trochę to już męczące, bo ile można słuchać o jej kolejnych spiskach?
    Minerwa McGonagall czuje się głupio? To jest dopiero historia! Chyba w całej serii Pottera nie bylo czegoś takiego. Aż mnie samą troszeczkę zatkało. To totalnie nie podobne do tej kobiety.
    Zakochany Scorpius! I do tego piszący listy. No jego ojciec to by sobie na coś takiego raczej nie pozwolił. Swoją drogą - chętnie dowiedziałabym się jak tam u rodziców Twoich bohaterów :D
    Kara się należała, ale zastanawiam się co Olivier czuję, hmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Tez lubię ten szablon, nie bede ukrywać ;).
      Lily zaczyna dostrzegac pewne rzeczy, ale na razie jest na etapie, ze tym bardziej chce je zwalczać er własnym stylu. O Olivierze napisze w następnej notce, bo biedaczek potrzebuje miejsca na przemyślenia :p o rodzicach bohaterow troche bedzie, głownie w swieta. Ale o Ginny na przykład bedzie naprawdę sporo. O innych tez sie postaram cos napisac ;).
      Co do PDF niestety nie wiem, mam w domu książki, a wujek Google nie służy w tym zakresie pomocą?;)

      Usuń
    2. Czekam zatem na rodziców!:D
      Nie wiem, Google jakoś nie rozpieszcza w tym temacie :( Chyba muszę się przejść do biblioteki, to może przy okazji ogarnę ksiażki do licencjatu...

      Usuń
  17. Witam,
    na ocenialni Wspólnymi Siłami pojawiła się ocena twojego bloga. https://wspolnymi-silami.blogspot.com/2016/06/77-ocena-bloga-zapiski.html#more

    Zajęła 73 strony i kilka tygodni pracy, więc byłybyśmy wdzięczne, gdybyś na nią zerknęła i skomentowała wpis ;)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej! ;)

    Chciałam tylko poinformować, że jestem i nie znikam dopóki nie poznam ciągu dalszego. Pozwoliłam sobie skopiować pozostałe rozdziały i jutro się za nie zabieram. Na dniach pozostawię więc komentarz podsumowujący całość.
    Nie mogę się już doczekać, bo historia ta ciągle za mną chodziła i ogromnie się cieszę, że mogę do niej wrócić.

    Pozdrawiam ogromnie i do przeczytania! ;*

    AA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ciesze sie, widząc Twoj komentarz :) Autor Anonimowy?;)

      Usuń
    2. Dokładnie! Skracam nazwę z lenistwa :P

      Usuń
    3. Hej, hej ;)
      Chciałam tylko poinformować, że jestem w trakcie nadrabiania, nieco powoli, ale cały czas naprzód i zaczynam rozdział szesnasty. Tak więc powinnam niedługo zjawić się z lepszym i dłuższym komentarzem. Na razie przyznam, że nieźle mieszasz w historii i nie masz litości dla bohaterów. Ale to przecież lubimy najbardziej ;)

      Pozdrawiam i ściskam mocno! ;*

      AA

      Usuń
    4. Hej! ;)

      Tak więc skończyłam właśnie rozdział 16 i postanowiłam spisać wszystkie przemyślenia, coby później nie zapomnieć. Chociaż znając siebie, mogę być pewna, ze coś mi umknie.
      Spodziewałam się, że sprawa z Lily i jej czynem kiedyś wypłynie, w ten lub inny sposób, ale nie sądziłam, że Minerwa rozwiąże to w taki sposób. Myślałam raczej, że jest osobą, która najpierw będzie chciała sama porozmawiać z Lily, a nie od razu urządzi sąd na forum innych. Ale jak widać się myliłam.
      Co do samego musicalu - Lily musi wrócić do obsady. Nie wiem, w jaki sposób, ale jakoś znowu się tam znajdzie, przynajmniej tak czuję. Ona zawsze wygrywa i dostaje to, czego chcę. Chyba że w końcu postanowiłaś dać jej nauczkę :P
      Co do Hugona - moim zdaniem zmiana jego zachowania wobec Lily wychodzi historii na dobre i nie, nie jest to zbyt szybkie. Zwłaszcza w kontekście nieciekawej sytuacji z Heleną. W końcu widzimy jak ludzie mają dość postawy Lily i może dotrze do niej powoli, że inni też mają swoje własne problemy, nie będą zawsze na jej zawołanie. A co najważniejsze - mają prawo dobierać ludzi wokół siebie sami, bez jej wytycznych, jak działo się do tej pory.
      Sprawa z Heleną jest zdecydowanie przykra, tego naprawdę się nie spodziewałam. NIgdy nie łączyłam czarodziejskiego świata z chorobami, jakie nękają zwykłych ludzi. Bo był to świat inny, zupełnie oderwany od naszej rzeczywistości. Ale Twoja historia właśnie nagina te reguły i pojawiają się w niej iście mugolskie nawyki, kwestie - np. właśnie choroba, musical. I przyznam, że osobiście mi się to podoba.
      Po części rozumiem też Annabelle, że doniosła na Lily - w końcu to jej brat. Ale z drugiej strony nie przysporzyło jej to sympatii z mojej strony, donosicielstwo nie jest rzeczą, którą popieram, a i postać Lily jest tą, którą wspieram. Bo jest w tej dziewczynie coś, co musimy odkryć i to mnie intryguje.
      Cieszę się, że już nadrobiłam zaległości i zabieram się za ostatni rozdział jutro! Jak coś przyjdzie mi jeszcze do głowy - dam znać.

      Pozdrawiam! ;*

      AA

      Usuń
    5. Dziękuję za komentarz ;) bardzo mi miło, ze nadrobiłaś rozdziały. Wlasciwie go faktycznie troche nir w stylu McGonagall, ale tutaj zaważy czas dogodzenia, który w jej mniemaniu był za długi. Co do Lily... Coz, troche sytuacji juz utarło, ai jeszcze utrze nosa. Helena... Coz, tutaj chyba az za bardzo zmugolszczylam < :*> wątek,bo podobno nie jest to zgodne z tym, co podawała rowling, ale pasuje do opowiadania, wiec juz nie bede zmieniać

      Usuń
  19. Hej! :) Nareszcie wróciłam. Przeczytałam właśnie ostatnie rozdziały i doczytałam o wpadce z komentarzami :D Mam nadzieję, że ten zostanie :D
    Shirley skojarzyła mi się z Anią z Zielonego Wzgórza i absolutnie uwielbiam tą nazwę ze względu na Anię i to, że mój kot też się tak nazywa xd Sama postać jest bardzo tajemnicza i zastanawiam się, co się wydarzyło o godzinie, która ona woli przesypiać. Na pewno nic miłego.
    Lily i Jej zemsta. Ciekawe teraz czy Jej zemsta stulecia dojdzie do skutku, skoro wyleciała z przedstawienia? Och, Cond, powiedz mi, że Ona się zakochuje w Olivierze, bo mimo iż wkurzają mnie oboje to jednak czekam na moment, aż dadzą sobie buzi. :P Dała popalić z tymi dekoracjami, ale plany pokrzyżowali jej Shirley i Olivier. Myślę, że to dobrze, nie wszystko musi jej się udawać!
    JAK MOGŁAŚ TO ZROBIĆ HELENCE. To moja ulubiona postać, obok Hugo i wiesz, że ja im tak bardzo kibicuje i chciałabym, żeby byli razem. Jestem dumna z Hugo że postawił się Lily. Jest takim słodkim ciapkiem :D chociaż zaczyna się stawiać, bardzo dobrze! I szczerze to chyba byłabym bardziej za związkiem Rosalie i Scorpiusa, chociaż Frank też zdobył moją sympatię i teraz naprawdę nie wiem komu mam kibicować. Annabelle mnie wkurza, i o. Dobrze, Lily w końcu sobie uzmysłowiła, że Albus jest jej bratem i przystała na jego prośbę.
    Co do kary, to przez chwilę nawet przeszła mi przez głowę myśl, że Olivier powie im "dobra, dajcie sobie spokoj, zapomnijmy o tym" i tu wyobrażam sobie minę Lily. Naprawdę jestem ciekawa co dalej! I fajnie, że nie skupiasz się tylko na głównym bohaterach, dużo się dzieje.
    Przepraszam za tak długą nieobecność, chociaż skrycie zaglądałam co jakiś czas i mam nadzieję, że mój głos na Bloga Miesiąca się przydał :) Usunęłam bloggera więc muszę tak trochę anonimowo, mam nadzieję, że nikt kawału nie zrobi. A tak poza tym jak czytałam o tej białaczce to pomyślałam, że studiujesz coś związanego z medycyną. :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    P.S. Ten Anonim na górze to nie ja ;) I przez moment byłam załamana bo zniknął mi cały komentarz i myślałam, że będę musiała pisać go od nowa, ale na szczęście się udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz;) szkoda, ze skasowałas bloggera
      Shirley ma byc w zamierzeniu najbardziej tajemnicza postacią w opowiadaniu :) co do Helenki...nic jeszcze nie jest przesadzone! To dopiero początek! Rownież pozdrawiam ;)

      Usuń
  20. Zacznę od tego, że bardzo, bardzo przeproszę za to, że zaglądam dopiero teraz. Cóż, sesja mnie pożarła i wypluła dopiero teraz :(
    Skoro najpierw pojawiło się trio Anbellka, Rose i Frankie, to oni pójdą na pierwszy ogień. Well, widzę, że Anabellka szipuje Franka i Rose, ha, ja szipuję razem z nią, także skoro jesteśmy dwie, to to musi się udać. Serio, zwłaszcza po tych przemyśleniach Scorpa w tym rozdziale, raczej nie widzę powrotu Rose od niego, a że innego sensownego kandydata nie ma, to heloł: Frank dla Rose! Jakby oni się związali to dopiero byłaby moc, dwóch prefektów naczelnych trzyma ze sobą sztamę, taką porządną sztamę ;) Co do Anabelle… Proszę, proszę, ma dziewczyna siłę sprawczą. Minerwa się głowi, Frank i Rose jakieś fortele stosują i nic, a wystarczyła Anabellka i Lily już się to dziecięce odegranie na Olivierze nie upiecze. Ale o Lily to jeszcze potem napiszę. Bo teraz musze przejść do… *fanfary, werble, oklaski* Hugona. Awww, Hugo, love , love me do, you know i love you so pleaseee love me do! No dobra, wiem, on lofcia Helenkę, no ale, ja tak tylko chciałam powiedzieć, że naprawdę, naprawdę go uwielbiam i wcale nie uważam go za fajtłapę czy coś (no dobra, czasami, ale to urocze :P). Ta scena jak biedny męczy się nad listem… raju, jaki z niego słitaśny łosiek. Helenka to się go nigdy nie doczeka. Niech go Olivier tam siłą zaciągnie, bo inaczej to oni nigdy się już nie zobaczą xd Swoją drogą jestem w szoku, że Hugoś trochę się Lily postawił. I może dobrze, niech Lily wie, że on też potrafi o siebie zadbać, o!
    Pojawiła się też Lara, chociaż prawdę powiedziawszy, najbardziej czekam znowu na jej spotkanie z Olivierem, no ale może wkrótce do tego dojdzie :D To skoro już wspomniałam o O., to przejdę do Lily. Kurczę, ja wiem, że to, co zrobiła powinno zostać ukarane, ale naprawdę mnie jej szkoda. Bo to było takie dziecięca, taka głupota…. Szkoda, że to ją eliminuje z musicalu. Pal licho inne kary, ta jest naprawdę dotkliwa. Zresztą, im dalej w las, tym bardziej do Lily się przekonuje. Może i bywa okrutna, ale czy taka Amanda też taka nie jest? Także ten, smutno mi się zrobiło na koniec. Jedynie ten mój smutek nieco zakryły same końcowe zdania. Bo o co chodziło z tym Olivierem? Ha, niech tam będzie jakieś love może jednak XD Sama nie wiem nooooo….
    Jedyny plus tego, że dopiero teraz czytam, to to, że nie będę musiała długo czekać na kolejny :P
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anturium, musze przyznać, ze troche sie o Ciebie bałam. Ale coz, az za dobrze rozumiem problem "sesja", bo sama wlasnie ja skończyłam :p
      Hah, coz, po takich komentarzach jak Twoj to az chce sie zmieniać zamiary wobec bohaterow. Ale nie, nie zmienię :P bede twarda. Anabelle jak chce, to potrafi góry przenosić xD jak przeczytałam czesc dotycząca Hugona, to myslalam, ze padnę xD tak ładnie to mu jeszcze nigdy miłości nie wyznawałas :p ciesze sie, ze jestes dumna z naszego Hugośka.
      Poczekaj, czuję się skonfundowana, Szipujesz Oliviera z Larą czy z Lily?;)
      Heh, wlasnie nie wiem do konca, jak to bedzie z notka, teraz poprawiam poprzednie; mam nadzieje, ze do piątku sie wyrobie z siedemnastka, bo jesli nie, to bedzie słabo :p

      Usuń
    2. tak mi głupio, że mam taaakie opóźnienie, ale nie chciałam też czytać na odwal się, jednocześnie będąc myślami gdzieś indziej ;)
      Hej, jeśli to ma być jakaś zmiana po mojej myśli, to może jednak...? :D nie no, ja tam będę się cieszyć z każdej pary, nawet jeśli nie do końca mi podpasuje, bo jednak miłość to miłość, trzeba się nią cieszyć :P
      Moja fascynacja Hugonem się pogłębia, także staję się bardziej kreatywna :DDD
      NO NIE WIEM. Rozumiesz, nie wiem z kim ja go szipuję.... Bo jak najpierw się pojawiła Lara to miałam takie wow, ale oni by mieli super przyszłość razem. Jakaś chatka, dzieci i te sprawy xd Ale noooo oni tak dawno nie mieli razem sceny, a Lily ciągle się plączę.... Wiesz, czasem mam wrażenie, że Olivier bardzo by się Lily przydał, żeby ją zmienić. Z drugiej strony nie wiem czy Lara, jako że ma chyba dość ciężkie doświadczenia też by go nie potrzebowała. I oceniając tą kategorią, jest mi ciężko wybrać. Generalnie to Lara jest odpowiedniejsza i niejako bardziej na niego zasługuje (milsza z niej dziewczyna niż Lily), ale no, gdybym miała zastanawiać się nad tym, co mogłoby jakoś Lily uratować przed nią samą, to chyba Olivier byłby moim głównym strzałem. Bo przy nim ona nie potrafi zachować tej swojej chłodnej, obojętnej postawy, emocje biorą górę. A emocje odsłaniają człowieka, pokazują to, jaki jest naprawdę.
      Trzymam kciuki, żeby się udało <3 ja w sobotę wyjeżdżam, więc jakbyś dodała do piątku to idealnie, zdążyłabym przeczytać :D

      Usuń
    3. Wlasciwie to mysle podobnie o Olivierze, No, ale szczęśliwych trójkącikow nie przewiduje. Jak cos,to nieszczęśliwe większe figury Haha :D
      Ja myslalam, ze ta fascynacja nie moze byc większa. Boje sie, co bedzie pozniej, srsly.
      Boże,, teraz czuje jeszcze większa presje. Ale kurde wiem, ze juz długo, biedacy, czekacie :(

      Usuń
    4. Kurczę no, ktoś będzie cierpiał. Ja nie wiem, jak ja to zniosę. Błagam, może daj mi znać wcześniej, w którym momencie okaże się, że któryś z bohaterów zostanie takim samotnym dębem stojącym na wzgórzu z dala od innych drzewek :D To wypiję meliskę co by mniej to przezywać xd
      Będę wierszyki o nim pisać! O, Hugonie przewspaniały, moje uczucia ciebie wybrały. Myślę o tobie dniami, śnię o tobie nocami.... bla, bla, bla :D omg, ale to schizowe :D
      Nieee, nie chciałam nakładać żadnej presji, byłoby miło, gdybyś dała radę, no ale jak się nie uda, to nie martw się, nie mam zamiaru cię szukać i jakoś uszkadzać :DDD

      Usuń
    5. Hm, wlasciwie kazdy bedzie troche cierpial w tym opowiadaniu XD wlasciwie jakies deby przewiduje, ale czy tak caly czas? :p Heh.
      Śliczne wiersze :D
      Postaram się :*

      Usuń
    6. Cooo? Każdy? Omg, przeczuwam, że będę smutać, bardzo smutać :( Przywiązałam się do nich wszystkich xd może nie powinnam była tego robić... ;D

      Usuń
    7. nie no, tak trochę tylko, nie jakoś bardzo. po prostu te sprawy miłosne są tutaj dośc skomplikowane :p

      Usuń
    8. Uff, dobra, trochę się uspokoiłam ,3

      Usuń
  21. Kochana Condawiramurs!
    Bardzo przepraszam za moją nieobecność i zaległości w komentowaniu Twojego bloga. Nie miałam komputera przez dłuższy czas, a jak wstawiałam komentarze na telefonie to się powielały, więc przestałam, bo nie chciałam zaśmiecać ludziom blogów. Dziękuję, że czekałaś na nowy rozdział u mnie, ale on najprawdopodobniej nie pojawi się w najbliższym czasie, pracuję nad nową, autorską historią. Wiedz, że na bieżąco jestem z treścią Twojego opowiadania, a w mojej opinii nic się nie zmienia - jest równie świetne jak wtedy, gdy zaczęłam je czytać, a nawet lepsze, bo Ty pewnie tego nie zauważasz, ale czytelnicy widzą, gdy ktoś rozwija swój talent. Jeszcze raz przepraszam, postaram się nadrobić zaległości, choć pewnie trochę to potrwa:)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziękuję za informację :) No i bardzo się cieszę, że pracujesz nad autorską historią. Ja tez mam zamiar w wakacje trochę popisać własnych tekstów, choć teraz kończę własnie siedemnasty rozdział Niezależności, który mam nadzieję wstawic dzisiaj ;). Jeśli zaczniesz publikować tę historię, nie zapomnij mnie powiadomić, proszę ;).

      Usuń
  22. Lubię Anabelle. To mega pozytywna postać, pełna takiej zaraźliwej energii. Przyjemnie jest czytać, jak cieszy się udziałem w przedstawieniu. Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu ;) Hmm... nie spodziewałam się jednak, że to właśnie ona postanowi doprowadzić sprawę "śledztwa" do końca. Frankowi to pewnie na rękę, bo jakoś nie palił się, aby podzielić się swoimi domysłami i pomysłami z Rosalie.
    Och, ten Hugo. Mógłby posłuchać kolegi, a nie bawić się w pisanie listów. Chociaż dobrze wiem, że poprzez słowo pisane czasami jest dużo łatwiej wyrazić swoje uczucia, niż po prostu o tym opowiedzieć.
    Kompletnie nie rozumiem Lily. Może jestem ślepa, ale podobnie jak Hugo nie zauważyłam, aby Ollie pomiatał kimkolwiek. To Lily za punkt honoru obrała sobie usilne nękanie przybysza z Francji. Nie widzę powodu, dla którego to robi, ale chyba już odpuściłam sobie próby zrozumienia jej poczynań. Ona po prostu ma z zwyczaju zbyt szybko wszystkich oceniać i wysuwać daleko idące wnioski. Tak postąpiła z Heleną i ja się nie dziwię, że Hugo wpadł we wściekłość. Każdy, normalny człowiek stanąłby w obronie nieobecnej koleżanki.
    A więc uczynek Lary został odkryty, a i winny został odnaleziony dzięki postawie Anabell. Kara... nie powiem, surowa, ale Lily na to zasłużyła i jakoś nie jest mi jej wybitnie żal. Ktoś w końcu utarł jej nosa. Największą zagadką w tym wszystkim jest właśnie Olivier. Sama nie wiem, co czuł w tamtej chwili.
    Pozytywnym momentem tego rozdziału było to, że chociaż Scorpius zdecydował się podjąć męską decyzję. I brawo! Co z tego wyniknie nie wiem, ale kibicuję im mocno.
    Lecę dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabelle faktycznie jest mega pozytywna, choć i jej zdarzają się smutniejsze momentyw życiu.n
      Hm, dla Hugona to nawet taki list do duże wyzwanie xD może nawet większe... trudno powiedieć :p.
      Hm, tak, Lily się uwzięła, nie da się inaczej tego nazwać :p.
      Olivier sam do końca nie wie, co czuł. Lily w jakiś sposób go intryguje.
      Tak, wreszcie :D
      Dziękuję:*

      Usuń
  23. Czuję się głupi bo nie wiem jak się odnieść do tego rozdziału. Ta cała afera z powodu takiego żartu... wybacz, ale mnie to bawi, bo gdy równam to z rzeczywistością jaka mnie otacza, to taki żart jest niczym w porównaniu z tym co dzieciaki sobie nawzajem potrafią robić. Dziwi mnie więc, że nauczyciele aż tak się tym "martwią". Coraz częściej zauważam, że jest mi trudniej się przestawić, gdy czytam twoje opowiadania i tym podobne. Tak samo mam gdy patrzę na bajki z dziećmi, bo widzę je oczami jednak tego 30latka a nie 3latka i chcąc nie chcąc, równam je jednak do moich ukochanych kryminałów, sensacji, itd.
    Muszę cię jednak pochwalić za świetnie zbudowane postacie, bo one autentycznie żyją, tylko są to dzieciaki bez zmartwień, które jak dla mnie za mało razy dostały od życia po dupie, dlatego tworzą takie cuda-dziwy-wianki, bo wiadomo, że jak człowiek problemów nie ma, to sam je sobie stworzy. Zupełnie inaczej zachowywała się dziewczyna, która teraz leży w szpitalu. Zawiewało mi od niej nudą zawsze, ale też pewnego rodzaju dojrzałością, a u Lily to dziecinada i dziwi mnie, że nikt nie sprowadzi jej na ziemie, szarpnięciem nie postawi przed lustrem i nie pokaże jej na odbiciu, że już nie ma 5-10 lat i chyba czas trochę dojrzeć, bo to co robi jest zwyczajnie żałosne. Liczę w tym wszystkim na Franka, z nadzieją, że będzie to jedyny mężczyzna w opowiadaniu, bo póki co to reszta to nawet nie chłopaki, a chłopczyki ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Frank chyba bedzie najbardziej jak mężczyzna, choc tez nie do konca ;). Coz, faktycznie te problemy jakimiś wielkimi nie sa, tutaj poważnych problemów z prawem czy używkami raczej nie przewiduję. Coz, wlasciwie procz Lary i teraz Heleny oni nie dostali za bardzo od zycia i niektorzy musza w końcu się do tego przyzwyczaić

      Usuń
  24. Anabelle chyba tylko udaje głupią... ciekawe, czy zdaje sobie sprawę, że odbija chłopaka Rose haha

    Hugo mi zaimponował. Wreszcie powiedział to, co należało. Natomiast egoizm Lily wręcz mnie przeraził. To już nawet nie jest głupota ani nawet świństwo, tylko... no nie mam na to słów. Abo mam, ale to same wulgaryzmy. Ona upadła już tak nisko, że ciężko będzie jej się podnieść. Dziewczyna jest w szpitalu, nawet się nie zainteresowała, co się stało. Mogła przecież mieć wypadek, mógł ktoś ją zaatakować, cokolwiek. Masakra.

    To zafascynowanie Larą jest dla mnie niezrozumiałe na ten moment, dziewczyna wydaje mi się całkiem normalna... ale w sumie w tym całym szaleństwie jej normalność może być wyróżniająca się ;p

    Co do tempa rozwoju bohaterów, to widoczna jest zmiana Hugo - faktycznie chłopak powoli nabiera charakteru, ale to wszystko wypada naturalnie, bez zbędnej przesady. Natomiast co do Lily, to nie dostrzegam zmian, niestety. Jeśli chcesz, żeby ona do końca pozostała taką debilką, no to rozumiem, pewnie. Natomiast jeśli chcesz ją naprostować trochę, dodać trochę... mądrości, to idzie to bardzo wolno, a miała już kilka impulsów, kiedy powinna się obudzić. Jedynie ta akcja z Albusem nieco ją poprawiła, ale znowu rozmowa z Hugo ją umieściła na szczycie listy najbardziej irytujących postaci w historii haha

    Chyba tyle mam do powiedzenia
    Pozdrawiam!! ; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzieki za komentarz :) zmiana w Hugonie jest dość spora, w przypadku Lily to jest tak, ze ona się broni za wszelka cenę przed odsłonięciem się, wiec zachowuje się jEszcze gorzej. Ale czy bedzie tak zawsze...?
      W to moze byc naprawdę trudno uwierzyć, ale Anabelle naprawdę tego nie ogarnia. :D ona mysli, ze Rose czy Scorpius powiedzieliby jej o czymś takim wprost.

      Usuń
  25. Ja bym je wyjeb... wyrzucił ze szkoły. A co! Straciłyby to na czym im tak zależało.
    W ostateczności usunąłbym im wszystkie punkty, by oba domy w całości dowiedziały się jakie to pizdy. Do tego zawieszenie w prawach ucznia i odesłanie do domów. Ewentualnie rozstrzygnięcie tej sprawy na oczach wszystkich uczniów w Wielkiej Sali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, to całkiem interesujące psychologiczne doświadczenie, kiedy jako autor czytam takie komentarze, albo wręcz odwrotne: mówiące o tym, ze Lily nie zasługuje na karę itd. :D

      Usuń
    2. Szczerze to ja też to najbardziej lubię w pisaniu dla publiki, że można poznać ich opinię na różne tematy i podyskutować. Ja sam często nie zgadzam się z postępowaniem swoich bohaterów i choć znam ich motywacje, myśli jakie im towarzyszyły, to nie jest to równoznaczne z możliwością usprawiedliwienia i bawi mnie jak niektórzy ich usprawiedliwiają lub rzucają w nich najgorszymi obelgami. Niektórzy uważają, że bohater miał racje, inni że przesadził, inni, że racji nie miał wcale i jest to naprawdę fajne, gdy można przeczytać jak jesteśmy wszyscy różni i że mamy inne poglądy, inne spojrzenie na otaczający nas świat.

      Usuń
    3. Tak, to jest jeden z największych plusów pisania i publikowania w odcinkach w necie, zdecydowanie. Aż chcę zrobić taką tabelkę, kto, co i jak - kto kogo lubi, kto nie, czy to sie zmienia, czy nie... Czasem niektóre wniosku są dla mnie wręcz zaskakujące i ma to niesamowity urok

      Usuń
  26. Ana mi nawet zaimponowala emocjonalną reakcją, po podsluchaniu rozmowy :D
    Lara jest jednocześnie intrygująca i frustrujaca :D bardzo mnie ciekawi, co takiego kryje jej przeszłość
     Jako ze Scorp wydaje się w ogóle nic nie czuć do Rosie, domaga się więcej Rose i Franka! Frose? Ranka? Xd
    Kurcze, i co teraz będzie z Lily? Może Janvier ja uratuje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hah, kazdy ja ocenia inaczej po tej akcji :D
      Lara bedzie dlugo skrywac tajemnice :D
      Heh, bedzie akcja :D
      Hm, Janvier ja uratuje, no nie wiem ;p

      Usuń
  27. Brawo Hugo! Nareszcie! :D Trochę się jednak o niego martwię, w końcu nie wiadomo, co Lily może odbić...
    Kara Lily, moim zdaniem, w pełni zasłużona. Chociaż mam wrażenie, że jakoś uda jej się wrócić do obsady. Mam nadzieję, że się mylę :D
    Strasznie ciekawi mnie Lara i jej przeszłość...

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no Lily może odbić, nie zaprzeczam xDxD
      hah, no cóż :D zobaczysz zniedługo xD
      A co do Lary... no to też się kiedyś wyjaśni xD ale jeszcze rozdziału o tym nie napisałam xD

      Usuń