piątek, 13 maja 2016

Rozdział piętnasty: Waga informacji

Frank Abingale znudzony wpatrywał się w ścianę, na której zawieszono portrety byłych dyrektorów Hogwartu. Kiedy po raz piąty doszedł do podobizny wyjątkowo szpetnego, rudego mężczyzny, skierował wzrok na siedzącą naprzeciwko dyrektorkę.
Profesor McGonagall również wyglądała na zniecierpliwioną. Usta zacisnęła w wąską linię i prawdopodobnie bezwiednie stukała nerwowo paznokciami o blat biurka, na którym nie znajdował się nawet najmniejszy pyłek. Frank cudem powstrzymywał się od zwrócenia jej uwagi, nienawidził tego dźwięku.
Z drugiej strony nie dziwił się ani sobie, ani kobiecie. W końcu czekali na drugiego prefekta naczelnego, Rose Weasley, od prawie piętnastu minut. Nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca, ale również nigdy wcześniej Gryfonka nie brała udziału w przedsięwzięciu choćby podobnym do musicalu. Abingale przeżył niemały szok, kiedy się dowiedział. W życiu nie spodziewałby się, że Rose zaangażuje się w coś takiego i to wcale nie dlatego, że nie podejrzewał jej o ukryte talenty. Najwyraźniej ludzie potrafili go jeszcze zaskakiwać w pozytywny sposób, choć nie zdarzało się to zbyt często.
Nagle za jego plecami rozległ się odgłos przesuwającego się gargulca, a chwilę potem do gabinetu wpadła zdyszana Rose.
– Przepraszam bardzo za spóźnienie. Spotkanie organizacyjne dla obsady musicalu skończyło się dopiero pięć minut temu. Wiem, że moje zachowanie jest niedopuszczalne…
– Rozumiem, panno Weasley, proszę usiąść – przerwała jej McGonagall, uśmiechając się lekko.
W takich sytuacjach dla Franka było więcej niż oczywiste, dlaczego dyrektorka wybrała kogoś takiego jak Rose na prefekta naczelnego, jak również bardziej niż zagadkowe, czemu to właśnie jego mianowała drugim. Nie, żeby był wandalem próbującym zniszczyć całą szkołę albo szpanerem wkopującym się non stop w kłopoty, ale znał co najmniej pięciu chłopaków na roku, którzy byli bardziej ułożeni niż on. Nie zamierzał jednak narzekać. Z pewnych powodów całkiem lubił tę niespodziewanie otrzymaną funkcję. 
Gdy zarumieniona Rose usiadła, Abingale zauważył, że z jej zwykle wyjątkowo misternie ułożonego koka wypadło kilka brązowych kosmyków dodających jej uroku. Nie miał jednak możliwości dalej przypatrywać się dziewczynie, gdyż McGonagall odchrząknęła i zabrała głos:
– Poprosiłam was o spotkanie z powodu aktu wandalizmu, który miał miejsce w weekend. Wiem od profesora Greena, panno Weasley, iż próbowała mnie pani znaleźć wczoraj, aby o tym porozmawiać.
– Tak, pani profesor. W niedzielę zobaczyłam to zbyt późno, aby panią poinformować – potwierdziła Rose, jednocześnie spuszczając nieco głowę.
Frank nie mógł zrozumieć postawy dziewczyny; dlaczego uważała tego typu opóźnienie za objaw niesubordynacji? Jeszcze bardziej zastanawiające było to, dlaczego Gryfonka niczego nie zauważyła przez całą niedzielę, skoro z tego, co wiedział, Galeria Oliviera, jak zaczęli nazywać ją uczniowie, pojawiła się w Gryffindorze z samego rana? Prawdopodobnie Weasley nie wychodziła przez cały dzień z dormitorium, nie przyszła nawet na ogłoszenie wyników. Czyżby aż tak się nimi przejmowała?
Frank popatrzył na nią badawczym wzrokiem, jednak Rose grzecznie wpatrywała się w dyrektorkę, nie poświęcając mu nawet najmniejszej uwagi. Chłopak niechętnie przeniósł wzrok na McGonagall, która zwróciła się do niego:
– Zapewne wie pan, o czym mówię?
– Tak, o Galerii Oliviera – stwierdził, w odpowiedzi uzyskując dokładnie ten sam rodzaj zdziwienia.
Rose naprawdę mogłaby uchodzić za krewną dyrektorki. W chwilach takich jak ta nie potrafił zrozumieć, dlaczego aż tak ją…
– Dobrze. Jak zapewne rozumiecie, znalezienie sprawcy tego… występku… jest sprawą kluczową. Nałożyłam na pokój wspólny Gryffindoru odpowiednią iluzję, dlatego w tej chwili nic nie widać. Musicie jednak wiedzieć, że w pozostałych trzech domach zastałam dokładnie to samo.
– Jak to? – zapytał niespodziewanie zaintrygowany Frank, za co otrzymał od Rose spojrzenie pełne dezaprobaty.
– Komuś udało się rzucić Czary Iluzji w trzech pokojach wspólnych, panie Abingale –odpowiedziała mu nieco karcącym tonem profesor McGonagall. – Teraz to i tak nie ma znaczenia, gdyż dzięki zgodzie ministerstwa pozbyłam się tego okropieństwa. Najważniejsze jest to, że skoro wszystkie pokoje wspólne zostały zaczarowane, winowajca złamał o wiele więcej punktów szkolnego regulaminu. Na tym należy się skupić…
– Czary Iluzji? – mruknął z niedowierzaniem Frank.
– Abingale – zawołała ostrzegawczo Rose.
– Uspokójcie się – ucięła dyrektorka, na co oboje się uciszyli. Ślizgon zdołał już jakoś przyswoić niespodziewane wieści, zaś Gryfonka nie chciała się narażać bardziej, niż zrobiła to przez spóźnienie. – Nie będziemy przeciągać niepotrzebnie tego spotkania, moi drodzy. Szukamy prawdopodobnie nie winowajcy, a winowajców. Nie sądzę, by to wszystko mógł zrobić jeden uczeń. W każdym razie priorytetem jest odkrycie, kto za tym stoi. Możecie zaangażować w to wszystkich prefektów. Chcę poznać nazwisko bądź nazwiska jak najszybciej. Nie życzę sobie żadnych przypuszczeń, tylko twarde fakty. Rozumiecie?
– Tak, pani profesor – odpowiedziała Rose.
Frank milczał.
– Dziękuję, możecie odejść. Oczekuję was w moim gabinecie do końca miesiąca. Do widzenia.
– Do widzenia – zawołali chórem, oczywiście Gryfonka dodając do tego nieśmiertelne pani profesor.
Gdy opuścili gabinet, Abingale odezwał się na tyle szybko, by nie ubiegła go Rose:
– Na szczęście nie będziemy mieć z tym dużo roboty, wiadomo, że to sprawka twojej kuzynki.
– Nie możesz rzucać tego typu oskarżeń, ponadto powinieneś się cieszyć, że nie powiedziałam profesor McGonagall, że notorycznie spóźniasz się na obchody!
– Droga wolna, wróć i jej powiedz – stwierdził Frank, uśmiechając się do niej kpiąco.
Tak jak się spodziewał, reakcją dziewczyny było zaciśnięcie ust w wąską linię. Mimo że wielokrotnie widział ją wściekłą, nadal zastanawiał się, jakim cudem nie odbierało jej to uroku. Również tak, jak się spodziewał, Weasley nie ruszyła się nawet o krok. Był przekonany, że nie wróciłaby do gabinetu dyrektorki, nawet jakby śmiertelnie ją obraził. Między innymi za to ją cenił.
– Chyba masz rację.
Frank zamrugał gwałtownie, z niedowierzaniem wpatrując się w zamyśloną Rose. Czegoś takiego akurat się nie spodziewał.
– To pewnie jest Lily – dodała Gryfonka i powoli ruszyła przed siebie. Chcąc nie chcąc, zaczął iść obok niej. Najwyraźniej kierowała się do Wielkiej Sali, co mu odpowiadało, zważywszy na zbliżającą się kolację. – Uwzięła się na tego Oliviera.
– Nie tylko na niego – mruknął Frank, przypominając sobie incydent sprzed kilkunastu dni z jego własną siostrą w roli głównej. Kiedy Weasley nie podjęła tematu, dodał: ­– Pytanie tylko, czy zrobiła to sama, czy z kimś? Osobiście uważam, że nie działała sama.
– No nie wiem. Lily jest dość… samodzielna – oznajmiła Rose, śmiesznie marszcząc nos.
– Pewnie tak, ale wydaje mi się, że technicznie byłoby to bardzo trudne do wykonania – odparł Abingale, jednocześnie cały czas obserwując koleżankę kątem oka. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio rozmawiali tak spokojnie. Na ogół Gryfonka zarzucała mu zaniedbywanie obowiązków, a on nie mógł powstrzymywać się od komentarzy, które tylko zwiększały jej wściekłość. Musiał przyznać, że ta konwersacja stanowiła miłą odmianę. – Mogła wziąć do pomocy którąś ze swoich koleżanek.
– Jeśli tak, to pewnie tę Alice… Tylko jak je zmusimy do przyznania się? – rzuciła Rose, odwracając głowę w jego kierunku i patrząc na niego pytająco oczami koloru kawy z mlekiem.
Frank z trudem powstrzymywał uśmiech, Gryfonka chyba nigdy wcześniej nie oczekiwała od niego pomocy. Najwyraźniej sama myśl o konfrontacji z kuzynką ją przerażała. Ślizgon nie potrafił zrozumieć dlaczego. Osobiście wcale nie uważał Lily Potter za kogoś, kogo należałoby się w jakimkolwiek stopniu obawiać. Jej walka o uznanie wśród uczniów wydawała mu się śmieszna oraz dziecinna i dopóki nie dokuczyła jego siostrze, nigdy z nią nawet nie porozmawiał.
– A co w tym trudnego? Wystarczy je odpowiednio przycisnąć, to wszystko powiedzą.
– Lily nic ci nie powie, jeśli nie będzie chciała – westchnęła Rose, pocierając nerwowo skronie.
– Słuchaj, Ro… Weasley, mam plan – zakomunikował Abingale. – Trzeba zająć się nimi oddzielnie, ale w tym samym czasie. Ja porozmawiam z jedną, a ty z drugą. Dzięki temu będzie łatwiej przyłapać je na kłamstwie, a one nie będą miały możliwości się namówić.
– Może być – stwierdziła cicho Rose, lekko wytrącona z równowagi. – Ale trzeba jeszcze odpowiednio je sprowokować. Dobrze, że obie są prefektami. Zorganizujemy jutro spotkanie, na którym powiemy o całej sytuacji, czyli o tym, że zaczarowane zostały wszystkie pokoje wspólne, i zobaczymy, jak zareagują. Potem ja wezmę prefektów z Gryffindoru i Ravenclawu, a ty ze Slytherinu i Hufflepuffu, i pójdziemy na obchód. Możemy nawet udać, że pokoje nadal są zaczarowane, tylko pokryte iluzją. Może coś z nich wyciągniemy. Chociaż…
– Wezmę Krukonów – zaproponował Abingale coraz bardziej zdziwiony i poprawił przekrzywiony krawat.
Rose już od dawna aż tak go nie zaskoczyła. Najpierw jej udział w musicalu, następnie spokojna rozmowa bez prawie żadnych uwag, a teraz plan, którego nie można było nazwać sprawiedliwym. Musiał przyznać, że mu to zaimponowało, nawet jeśli Weasley wiedziała, że pragną zdemaskować winnych. Przecież na ogół brzydziła się jakąkolwiek intrygą!
– Ale nie możesz mieć i Lily, i Alice.
–  Ty weźmiesz Ślizgonów – odpowiedział chłopak, wzruszając ramionami. – Przynajmniej wyjdzie na to, że jesteśmy bezstronni.
– Och. Hm… dzięki – wydusiła czerwona jak piwonia Rose, a następnie przystanęła.
Ku zdziwieniu Franka okazało się, że doszli już pod drzwi Wielkiej Sali. Obrzucił koleżankę kolejnym uważnym spojrzeniem i tym razem nie powstrzymywał już uśmiechu. Nie musiał, skoro i tak, speszona, nie patrzyła na niego, tylko wpatrywała się w czubki swoich butów. Po chwili Abingale uznał, że nie było potrzeby jej już dłużej zawstydzać, więc rzucił:
– Tak będzie lepiej, zbyt dobrze się znacie. Ty zajmiesz się Alice. Powinno się udać.
– Dobrze – odparła Rose i podniosła głowę, aby na niego spojrzeć.
Co prawda ton jej głosu wrócił do dobrze mu znanej stanowczości, ale na jej policzkach nadal znajdował się uroczy rumieniec, jakże inny od tego, który pojawiał się, gdy była zdenerwowana. Dodatkowo jeszcze większa ilość brązowych kosmyków, których niesforności z pewnością nie była świadoma, otaczała jej owalną, niewielką twarz. Frank poczuł niemal nieodpartą chęć, aby założyć najdłuższy z nich za ucho, lecz nie po to tak długo ćwiczył samokontrolę, żeby w jedną sekundę wszystko zaprzepaścić. Tylko że kiedy uśmiechnęła się do niego bez nawet cienia kpiny, pomyślał, że tak usilne trzymanie się własnych zasad to skrajna głupota.
– O, Rosie, wreszcie cię znalazłam! Jak było na spotkaniu? Mam nadzieję, że nie chcesz mnie już zabić?! Cześć, Abingale.
Frank obrzucił Eve Meadowes – ubraną dzisiaj w coś na kształt pomarańczowego worka, który pewnie sama nazwałaby sukienką – nieprzyjemnym spojrzeniem. Wyjątkowo za nią nie przepadał. Była zbyt głośno, wywierała za duży wpływ na Rose oraz miała prawdziwy talent do zjawiania się w najmniej odpowiednich momentach. Pewnie nie powinien dziwić się, że w czasie kolacji ktoś w każdej chwili miał prawo pojawić się w przedsionku prowadzącym do Wielkiej Sali, jednak dlaczego ze wszystkich osób musiała być to akurat ona?! Co najgorsze nie mógł jej nawet zarzucić braku wychowania, gdyż tym razem się z nim przywitała.
Weasley, tak jak się spodziewał, już na niego nie patrzyła, mimo że wpatrywał się w nią natarczywie. Zawsze to robił i nigdy nie miał dość.
– Może cię nie zabiję, ale kiedy wymyślę dla ciebie odpowiednią karę, będziesz modliła się o śmierć – odpowiedziała przyjaciółce Rose, choć w jej głosie Frank zdołał usłyszeć ukryty śmiech. – Umówmy się na siedemnastą, Abingale. Wyślę wszystkim sowy. Do zobaczenia!
I już ich nie było. Nie zdążył nawet odpowiedzieć, gdyż zanim otrząsnął się ze zdumienia, dziewczyny zniknęły za drzwiami Wielkiej Sali.

Helena Smith siedziała na jednym z wielu korytarzy Szpitala Świętego Munga i nerwowo stukała palcami o kolana. Nie była w stanie czytać. Nie była w stanie wypić czwartego kubka herbaty. Nie była w stanie nawet myśleć. Zbyt bardzo się denerwowała, czekając na przybycie rodziców.
W hogwarckim Skrzydle Szpitalnym spędziła sześć dni, mimo że zapewniała szkolną pielęgniarkę, że czuje się o wiele lepiej. Kobieta była nieugięta, twierdząc, że musi wykonać kilka testów. Helena nie oponowała, gdyż najwyraźniej traciłaby tylko czas. Była przekonana, że pani Clinton przesadzała, więc nie przejmowała się za bardzo.
Mimo to, kiedy dzisiejszego ranka pozwolono jej pójść na lekcje, poczuła zaniepokojenie. Pielęgniarka nieswoim głosem powiedziała na pożegnanie, aby po południu jeszcze do niej wpadła, co nie zabrzmiało dobrze. Helena i tak denerwowała się świadomością zbliżającego się spotkania z Hugonem, więc to dziwne stwierdzenie tylko spotęgowało jej strach. Po raz kolejny prawie nic nie zjadła na obiad, mimo że obiecała pani Clinton, że będzie się normalnie odżywiać. Jakże jednak mogła cokolwiek przełknąć, skoro odnosiła wrażenie, że jej żołądek od pewnego czasu związany jest w supeł? Czuła sytość już po dwóch czy trzech kęsach posiłku.
A kiedy się denerwowała tak bardzo jak dzisiaj, było jeszcze gorzej.
Hugo przywitał się z nią przed salą, w której odbywały się eliksiry, ale pewnie zrobił to tylko dlatego, że przyszedł wraz z Olivierem, który od razu do niej podszedł, pytając o samopoczucie i próbując wkręcić ich oboje, niestety mało skutecznie, w rozmowę. Podczas całego dnia Weasley nie odezwał się do niej ponownie ani razu. Kiedy na transmutacji Helena napotkała jego spojrzenie, zaczerwienił się i jeszcze usilniej począł zamieniać poduszkę na talerz, dźgając końcem różdżki w miękki materiał. Sama również szybko odwróciła wzrok, nie chcąc zostać uznaną za natrętną, i zaczęła eksperymentować ze zmianą obramowania naczynia, aby stał się jak najładniejszy, jednocześnie przeklinając własną nieśmiałość.
Pewnie byłoby jej łatwiej, gdyby Hugo odwiedził ją po raz drugi w Skrzydle Szpitalnym. A może inaczej – gdyby zrobił to po raz kolejny sam. W końcu przyszedł wraz z resztą jej znajomych z roku dwukrotnie, ale i tak prawie się nie odzywał, unikając jej wzroku. Smuciło ją to. Przez chwilę pozwoliła sobie na nadzieję, że jego zainteresowanie może oznaczać coś więcej niż koleżeństwo, jednak najwyraźniej się myliła.
To wszystko powodowało, że Smith jeszcze bardziej unikała jego wzroku.
A teraz miała dodatkowe problemy. Gdy jakąś godzinę temu znalazła się w Skrzydle Szpitalnym, zastała w nim nie tylko panią Clinton, ale również opiekuna Gryffindoru, profesora Greena, co z całą pewnością nie wróżyło nic dobrego. Okazało się, że wyniki jej badań zostały przesłane do szpitala, w którym zdecydowano, że dziewczyna musi przebyć dalszą diagnostykę. Nauczyciel obrony przed czarną magią za pomocą proszku Fiuu zabrał ją do Świętego Munga, jednak gdy tylko znaleźli się przy rejestracji, opuścił nastolatkę, twierdząc, że szkolne obowiązki wzywają i że jej rodzice niedługo przyjadą, więc nie ma się co martwić.
Cóż, Helena martwiła się całą sobą, a im dłużej czekała, tym bardziej zdenerwowana się stawała.
Co prawda na Ogólnym Oddziale Pediatrii Magicznej pielęgniarki i uzdrowiciele okazali się znacznie milsi niż opiekun Gryffindoru czy kobieta pracująca w głównej rejestracji szpitala, ale uprzejmość i spokój personelu medycznego tylko potęgowały jej obawy. Po dość krótkiej wizycie w gabinecie uzdrowicielskim kazano jej czekać na korytarzu, a w tym czasie przyjmowani byli inni pacjenci. Smith odnosiła wrażenie, że oczekiwanie trwa całą wieczność, mimo że według jej zegarka minęło jedynie pół godziny.
Pewnie byłoby łatwiej, gdyby rodzice wreszcie przyszli.
– Helenko, co się dzieje?!
Dziewczyna odwróciła głowę w lewo, a jej wzrok spoczął na niskiej, jasnowłosej drobnej kobiecie około czterdziestki odzianej w markowy, beżowy płaszcz, która biegła szybko w kierunku nastolatki, głośno stukając wysokimi szpilkami. Tuż za nią szybkim i zdecydowanym krokiem podążał postawny, ciemnowłosy mężczyzna ubrany w granatowy garnitur. Smith uśmiechnęła się na widok rodziców, którzy jak zwykle prezentowali się nienagannie jako jedni z najlepszych adwokatów w magicznym Londynie. Oboje mieli przypięte identyfikatory z napisem rodzina, w przeciwieństwie do brzmiącego wyjątkowo nieprzyjemnie słowa pacjent widniejącego na jej plakietce.
Helena z radością pozwoliła przytulić się rodzicom i dopiero gdy ci usiedli z obu jej stron, a matka wzięła jej dłonie w ręce, odpowiedziała:
– Nie wiem. Czuję się o wiele lepiej, ale szkolna pielęgniarka wysłała mnie tutaj na dodatkowe badania, nic więcej mi nie powiedziano.
Młoda Smith za wszelką cenę starała się, aby głos jej nie drżał. Widziała zdenerwowanie matki i nie chciała jeszcze go zwiększać. Jeśli znała kogoś bardziej przejmującego się wszystkim niż samą siebie, była to właśnie jej matka. Przynajmniej jeśli chodziło o sprawy prywatne, ponieważ w pracy walczyła o klientów jak lwica. Helena zawsze zastanawiała się nad tym fenomenem i tylko przykład jej własnej matki dawał jej nadzieję na udaną przyszłość zawodową.
– Kochanie, nadal tak mało jesz? Jesteś niesamowicie blada. Prosiłam cię, żebyś więcej jadła! – zawołała pani Smith, patrząc na córkę z lekkim wyrzutem, ale przede wszystkim ogromną troską.
– Mamo, staram się. Jem więcej, ale na ogół nie jestem głodna. Ponadto czuję się o wiele lepiej niż kilka dni temu – odparła Helena, czując, że wyjaśnienia nie były wystarczające.
– Mam nadzieję, że już cię przyjęto? – zapytał pan Smith stanowczo, jednak w jego oczach Helena również dostrzegła niepokój.
Ojciec zawsze wymagał od innych tyle samo co od siebie, a więc bardzo dużo. Nie lubił jakiejkolwiek niesubordynacji. Dziewczyna aż za dobrze wiedziała, że mógłby zrobić awanturę nawet dyrektorowi Szpitala Świętego Munga, gdyby uznał, że zaszła taka potrzeba, dlatego szybko pospieszyła z wyjaśnieniami:
– Tak, tak. Powiedziano mi, że muszę poczekać na was i później nas wezwą. Teraz w gabinecie jest jakieś dziecko.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Helena z trudem powstrzymała się, aby nie położyć głowy na ramieniu ojca. Nie chciała, żeby rodzice zauważyli, jak bardzo była zmęczona. Nie kłamała, mówiąc, że czuje się lepiej, w końcu nie kręciło się jej w głowie, a i ból brzucha nieco zelżał, ale dobrze nie było.
To pewnie przez nerwowe oczekiwanie, pomyślała, rzucając przelotne spojrzenie na tatę, który mocno zagryzał wargi. Wszystkim nam się udziela.
W tym samym momencie drzwi prowadzące do gabinetu otworzyły się i na korytarz wyszli mały, roześmiany chłopczyk i jego młoda matka. Najwyraźniej wizyta w szpitalu nie okazała się dla nich czymś niepokojącym. 
W przeciwieństwie do nas, stwierdziła gorzko. Czarne myśli jej nie opuszczały.
Helena usłyszała, jak uzdrowiciel zawołał jej nazwisko, a następnie poczuła, jak tata pomógł jej wstać, za co poczuła wobec niego wdzięczność. Gdy ruszyła, zachwiała się lekko; odnosiła wrażenie, jakby nogi miała z waty. Sama nie wiedziała, dlaczego nagle poczuła się aż tak słaba.
Starszy, łysiejący już uzdrowiciel z sumiastym wąsem przywitał się z nimi i gestem kazał zająć rodzinie miejsca siedzące. Pielęgniarek tym razem nie było, a niewielki, kwadratowy pokój – podobnie jak wcześniej – wypełniał specyficzny, niezbyt przyjemny szpitalny zapach. Mężczyzna założył okulary i skierował spojrzenie na leżące przed nim dokumenty, prawdopodobnie będące wynikami badań Heleny, o których nadal nikt nie chciał jej powiedzieć. Z natury cierpliwa i spokojna Smith miała wrażenie, że zaraz eksploduje z nerwów. Po raz pierwszy w życiu zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby wyjść na niegrzeczną, a zapytać, niż pozostawać w niepewności.
Na szczęście jej ojciec nie miał tego typu oporów:
– Proszę pana, proszę nam powiedzieć, co się dzieje.
Uzdrowiciel popatrzył na pana Smitha znad okularów, a następnie westchnąwszy, zdjął je, odłożył dokumenty i złożył ręce niczym do modlitwy. Nastolatka już nie czuła się zmęczona. Czuła, jak w jej krwi krążyła adrenalina, a jej serce chyba jeszcze nigdy nie biło tak szybko i tak rozpaczliwie.
– Heleno – zaczął lekarz, rzucając jej przy tym spojrzenie, w którym dostrzegła współczucie. – Panią Clinton zaniepokoił stan twojego zdrowia i skontaktowała się z naszą placówką. Była to dobra decyzja. Dzięki temu szybciej możemy podjąć leczenie oraz zwiększyć szanse na całkowite wyleczenie.
– O czym pan mówi? – pisnęła pani Smith, ściskając lewą dłoń córki tak mocno, że dziewczyna aż syknęła z bólu.
– Proszę nie mówić ogólnikami. – Usłyszała oschły głos ojca. – Co to jest?
– Białaczka…
Helena nie usłyszała dalszej wypowiedzi mężczyzny. Wszelkie słowa, zarówno spokojne tłumaczenia lekarza, krzyki jej matki, jak i nerwowe pytania ojca zostały od niej oddzielone niczym niewidzialną zasłoną. Docierały do niej jedynie niektóre, przerażające sformułowani, jak biopsja szpiku, chemioterapia, cykle, konsolidacja, efekty uboczne, wymioty, wypadanie włosów. Nic z tego nie rozumiała, nic nie chciała rozumieć. Ojciec dyskutował o czymś zawzięcie, jakby próbował przekonać do czegoś lekarza, zaś matka płakała, jednak nastolatka nie mogła się skupić, cały czas wpatrując się w krawat lekarza i nie poruszając się ani o milimetr.
– Heleno?!
Dopiero wtedy, gdy ojciec lekko ją szturchnął, dziewczyna otrząsnęła się na tyle, aby uświadomić sobie, że od pewnego czasu nikt już nic nie mówił. Wszyscy troje wpatrywali się w nią, jakby czekając na jej wypowiedź, a ona poczuła się tak słaba jak jeszcze nigdy wcześniej.
Dlaczego?
– Nie musicie pobrać mi szpiku? – wypaliła, unikając spojrzenia na twarze rodziców. Prawdopodobnie nie takich słów od niej oczekiwano, ale było to pierwsze, co przyszło jej do głowy.
– Pani Clinton go pobrała, a nasze laboratorium go zbadało – odpowiedział uzdrowiciel. – Nie musimy korzystać z tradycyjnych sposobów mugolskiej medycyny. Możemy znacznie przyspieszyć diagnostykę za pomocą magii, jak również prowadzić chemioterapię w sposób znacznie… znośniejszy dla pacjenta, jednak leczenie jest dokładnie takie samo w przypadku wszystkich ludzi.
– Zupełnie tego nie rozumiem – warknął pan Smith. – Można by oczekiwać, że magia powinna w takich przypadkach być bardziej skuteczna.
– Naprawdę uważa pan, że jeśli wymyślilibyśmy lepszy sposób na walkę z ALL, przepraszam, tym typem białaczki, ukrywalibyśmy to przed mugolami? Wiele leków oraz zabiegowych metod terapeutycznych, na przykład narzędzi chirurgicznych, zostało udoskonalonych w sekrecie za pomocą zaklęć i używane są one powszechnie w medycynie, ale czarami nie da się wyleczyć chorób niemagicznych, proszę pana.
Helena poczuła mdłości. Pan Smith już otwierał usta, aby ponownie wdać się w polemikę ze starszym mężczyzną, ale dla nastolatki wydawało się to bezcelowe.  
– Tato, proszę – szepnęła, po raz pierwszy spoglądając na ojca. Miała wrażenie, jakby postarzał się o jakieś dziesięć lat, i momentalnie poczuła bolesny uścisk w klatce piersiowej.
– Przepraszam – odpowiedział, głaszcząc ją po głowie. Matka nadal szlochała, choć znacznie słabiej niż chwilę temu. – Czyli musimy teraz zdecydować o terapii, tak? – zwrócił się ponownie do uzdrowiciela, tym razem nieco ciszej i spokojniej.
– Tak. Właściwie w obu zaproponowanych przeze mnie sposobów leczenia podawane chemioterapeutyki będą takie same, chodzi przede wszystkim o organizację. Heleno, jakie jest twoje zdanie?
– Przepraszam bardzo… Ale czy mógłby pan powtórzyć? – zapytała cicho dziewczyna, czując, jak jej policzki oblał rumieniec wstydu. Praktycznie nigdy nie traciła koncentracji i zawsze starała się słuchać innych. Nawet jeśli od pewnego czasu było to dla niej trudniejsze, teraz już wiedziała dlaczego, nigdy nie straciła kontaktu z rzeczywistością na tak długo. – Proszę… proszę wszystko mi wytłumaczyć.
– Oczywiście – odparł uzdrowiciel, uśmiechając się do niej i nadal próbując ukryć współczucie czające się w oczach. – Twój typ białaczki ma rokowanie pośrednie, istnieje duża szansa na całkowite wyleczenie, a terapia będzie trwała około trzech lat. Leczenie wstępne, a więc redukcję komórek białaczkowych, podobnie jak walkę z niedokrwistością i innymi niskimi parametrami krwi musimy rozpocząć w szpitalu. Indukcję za pomocą chemioterapii również będziemy musieli po raz pierwszy podać na oddziale, ale dzięki magii dalsze leczenie jest możliwe ambulatoryjnie. W odpowiednich odstępach czasu lekarz specjalista zjawiałby się w Hogwarcie i podawałby ci leki. Niemniej mimo postępu to bardziej ryzykowne rozwiązanie, w przypadku dodatkowych komplikacji zawsze lepiej znajdować się w wyspecjalizowanej placówce. Dlatego alternatywą jest terapia na wysoko wyspecjalizowanym oddziale hematologiczno-magicznym i przejście na indywidualny tryb nauczania na co najmniej semestr, jak nie cały rok.
– Druga opcja jest na pewno lepsza, prawda? – zawołała rozhisteryzowanym tonem matka, dokładnie w tym samym czasie, kiedy ojciec zapytał:
– Nie można tego przyspieszyć?
Lekarz nie odpowiedział dorosłym, wpatrując się uważnie w Helenę, która, przełknąwszy ślinę, drżącym, ale niespodziewanie silnym głosem rzekła:
– Pierwsza opcja. Nie chcę rezygnować ze szkoły.
– Ale kochanie… To bardziej niebezpieczne! – lamentowała pani Smith.
– Pan doktor powiedział, że w obecnych czasach jest to możliwe – odparła dziewczyna, dziwiąc się samej sobie, jak bardzo spokojnie brzmiał jej głos, kiedy w środku umierała z nerwów.
– Tak, ale…
– Czy organizacyjnie się to sprawdza? – zapytał zniecierpliwiony, a może raczej zdenerwowany pan Smith, przerywając tym samym małżonce.
– Tak – odparł nadal spokojnie i cierpliwie lekarz. – Mamy kilku pacjentów, którzy zdecydowali się na taki rodzaj terapii. W przypadku komplikacji zawsze przyjmiemy Helenę na oddział.
– Chcę tego. Nie zrezygnuję ze szkoły – dodała stanowczo nastolatka, kiedy jej matka otworzyła usta, aby się wtrącić.
– Jesteś pewna? – zapytał ojciec, najwyraźniej dochodząc do słusznego wniosku, że dalsze dyskusje nie mają sensu.
– Tak. To moja ostateczna decyzja.
– Och, kochanie – zawołała kobieta, ponownie wybuchając płaczem i mocno przytulając Helenę.
Dziewczyna zaś nadal nie czuła pod powiekami łez. Nie powiedziałaby jednak, że to z powodu nagłego przypływu odwagi. Nie, podejrzewała, że wieści, które przed chwilą usłyszała, przeraziły ją tak bardzo, że nadal nie potrafiła ich przyswoić. Wiedziała tylko to, co powiedziała.
Nie zrezygnuję z życia.
Właśnie to sobie powtarzała, kiedy kilkanaście minut później leżała na łóżku w dwuosobowym, niewielkim pokoju mającym udawać jej dom przez co najmniej dwa najbliższe tygodnie.

Lily Potter właściwie była całkiem zadowolona.
Prawie nie pamiętała poczucia beznadziei, jakie ogarnęło ją sześć dni wcześniej, kiedy dowiedziała się, że plan zniszczenia Oliviera nie wypalił. Pierwszym pocieszeniem po tej ewidentnej porażce okazało się to, że otrzymała główną rolę w musicalu, pokonując tym samym wszystkich, a przede wszystkim Amandę, która od prawie tygodnia chodziła zła jak osa. Lily kompletnie nie pamiętała, jak zaprezentowała się na eliminacjach, choć oczywiście nikomu nie przyznałaby się do tego. Wiedziała, że miała szczęście, iż musiała udawać akurat pogrążoną w rozpaczy dziewczynę. Cóż, w życiu trzeba umieć korzystać z fartu.
Co prawda grała u boku Oliviera, co początkowo bardzo ją denerwowało, zważywszy na to, że zgodnie z jej zamysłem Janviera już dawno nie powinno być w szkole, ale koniec końców pogodziła się z tym. Ba, uznała, że być może to nawet lepiej – dzięki przedstawieniu zyska możliwość upokorzenia go publicznie w znacznie większym gronie pod koniec roku szkolnego.
Lily musiała przyznać, że nie doceniła chłopaka – zdawał się w ogóle nie przejmować głupotami, jakie o nim powypisywała, wręcz przeciwnie – ale z drugiej strony wiedziała, że każdy posiadał jakiś słaby punkt. Jej zadaniem było więc odkryć prawdziwą słabość Oliviera.
Wiedziała, że nie postąpiła mądrze. Nie była na tyle głupia czy próżna, by tego nie przyznać, szczególnie że tylko dzięki nauce na własnych błędach w przyszłości mogła osiągnąć cel. Zaślepiona wściekłością i zmuszona do działania na szybko nie pomyślała o naturze tego, kogo chciała zwalczyć, co stanowiło najpoważniejsze niedociągnięcie.
Na szczęście nie musiała przyznawać się do tego, co zrobiła. Wcześniej, kiedy wraz z Alice była przekonana, że plan wypali w całej okazałości, spodziewała się, że – oczywiście już po ogłoszeniu wyników konkursu – da do zrozumienia wszystkim, szczególnie Olivierowi, że to jej sprawka, nawet jeśli musiałaby ponieść przez to konsekwencje związane ze złamaniem regulaminu szkolnego.
Kiedy jednak trzy czwarte pomysłu nie wypaliło, Potter wiedziała, że nie mogła dać po sobie czegokolwiek poznać. W najciemniejszych myślach, które męczyły ją przez całą noc z feralnej niedzieli na poniedziałek, ganiła samą siebie nawet za to, że choć przez chwilę wydawało jej się rozsądne poinformować innych, że to właśnie ona zagrała w taki sposób Olivierowi na nosie. Przecież jeśli wyszłoby to na jaw, karą prawie na pewno byłoby odebranie jej roli w musicalu! Nie rozumiała, dlaczego wcześniej nie brała tej możliwości pod uwagę, a nawet jeśli, zbywała ją w myślach, przekonana, że poradziłaby sobie…
Niby jak?
W poniedziałkowy poranek przeżyła szok, gdy dowiedziała się, że również pokój wspólny gryfonów wrócił do pierwotnego wyglądu, choć dzięki swoim wyjątkowo, jak się okazywało, dobrym zdolnościom aktorskim, nie dała po sobie nic poznać. Może była zbyt zmęczona, aby odpowiednio się tym przejąć.
Wiedziała, że ludzie typowali ją jako sprawczynię całego zamieszania, nie mieli jednak żadnego dowodu, a ona na każdą insynuację uśmiechała się wystudiowanym, kpiącym uśmiechem. Z każdym następnym dniem dochodziła do wniosku, że wszystko się ułoży. Kiedy we wtorek po południu miało miejsce spotkanie organizacyjne obsady, zaś w środę pierwsza próba, Lily coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, może nieco zbyt ufnie, że nawet jeśli jakimś cudem ktoś będzie w stanie udowodnić jej winę, to karą nie będzie usunięcie z przedstawienia. W końcu przygotowania do musicalu ruszyły bardzo szybko i z pewnością pełną parą. Nie mogła uwierzyć, że pozwoliła sobie na chwilę słabości, w której była prawie pewna, że może zostać wyrzucona z obsady!
Mogłaby przyjąć inną karę, jeśli zostałaby zmuszona, ewentualnie zrzucić całą winę na Alice, jednak obie opcje specjalnie jej nie odpowiadały.
Potter szybko odzyskała wewnętrzną równowagę również dlatego, że Olivier postanowił nic nie komentować. A przynajmniej nie bezpośrednio do niej. Słyszała na własne uszy, i to nie raz, jak chłopak zamieniał w żart wszystkie bzdury, które o nim powypisywała albo z dystansem podchodził do obrażających go fotografii, lecz ani razu nie próbował bezpośrednio atakować Lily.
W każdej innej sytuacji zdenerwowałoby ją to na tyle, że sama szukałaby zaczepki. Ale nie teraz. Nie, kiedy nie chciała, aby chłopak zyskał pewność. Właściwie to też denerwowało Potter – fakt, że nie mogła wybić z jego napuszonego łba, że to nie ona. Nie było istotne w tym momencie ewidentne kłamstwo, ale właśnie ta niemoc – to, że nie mogła samodzielnie czegoś rozwiązać.
Dlatego od niemal tygodnia w ogóle się do niego nie odzywała, udając, że Janvier nie istniał. Jednocześnie postanowiła skupić się na przygotowywaniu zemsty stulecia. Tym razem miała ponad semestr, aby dokładnie przygotować plan, a więc była przekonana, że wszystko się uda. Już zacierała ręce na samą myśl, jak wściekły poczuje się Olivier, kiedy zostanie upokorzony nie tylko przed przedstawicielami Hogwartu czy Beuxbattons, ale większością najważniejszych szkół magicznych na świecie!
Najlepsze było to, że w jakimś sensie własna porażka dostarczyła jej rozrywki. Otóż kilka dni temu, w środowy wieczór, Rose i ten wkurzający Abingale, który nadal nie zwracał na nią zbyt dużej uwagi, zorganizowali spotkanie dla prefektów, najwyraźniej mające za zadanie znaleźć winowajcę. Ku zdziwieniu Lily okazało się, że zemsta została zepsuta przez tajemniczą osobę, która rzuciła Czary Iluzji, a której tożsamości nikt nie znał. Potter obiecała sobie, że dowie się, kto zniszczył jej plan, aczkolwiek na razie nie wpadła choćby na cień pomysłu, w jaki sposób mogłaby to zrobić, nie rzucając na siebie żadnych podejrzeń. Myślała o pożyczeniu od Hugona peleryny-niewidki, ale ostatnio kuzyn nie był dla niej zbyt przyjemny. Chyba podobnie jak reszta domyślał się prawdy.
Lily dowiedziała się tego wieczoru również tego, że profesor McGonagall usunęła na stałe jej dzieło, ale to nie było tak istotne, w końcu ze wszystkich możliwych scenariuszy tego jednego akurat mogła się spodziewać. Dziewczyna pamiętała palące spojrzenie Alice na spotkaniu, jednak nie odwróciła się wtedy do niej, gratulując sobie w duchu własnego samozaparcia. Nie mogła dać po sobie nic znać, więc siedziała sztywno, bez słowa wsłuchując się w słowa Franka.
Następnie prefekci naczelni podzielili ich w dość dziwny sposób na dwie części. Niestety, a może na szczęście, Alice znalazła się w drugiej grupie. Gdyby były razem, Kingsley mogłaby nie powstrzymać się przed bardziej widocznymi gestami niż uporczywe spojrzenia.
Obchód, na który Abingale ich zabrał, był tak bardzo bezsensowny i chaotyczny, że Lily zaczęła się zastanawiać, czy nie krył się za tym jakiś głębszy cel. Początkowo niesamowicie irytowało ją, że siedemnastoletni Ślizgon nadal nie zwraca na nią najmniejszej uwagi. Później jednak, kiedy kierowali się do pokoju wspólnego Krukonów, nagle postanowił się do niej odezwać. Oczywiście nie przyznała się do niczego. Potter podejrzewała, że chłopak będzie próbować ją w jakiś sposób przycisnąć, ale udało się jej go zbyć, nawet jeśli trochę bardziej uczuciowo, niż pragnęła. Wciąż nie mogła uwierzyć, że na głos wyraziła frustrację dotyczącą tego, że wcześniej jej jakoś nie zauważał.
Lily próbowała o tym nie myśleć. Właściwie powinna nie myśleć w tym momencie o niczym, gdyż od jakichś dziesięciu minut zgodnie z umową mogłaby rozmawiać z osobą, na którą czekała.
A przecież to nie ona wyszła z inicjatywą. Trudno się było jednak dziwić, jej brat nigdy nie należał do dżentelmenów. Tylko że wysłał Pomarańczowy List, w związku z czym nie mogła go zignorować.
Powoli traciła cierpliwość. Niestety zapomniała wziąć Mapę Huncwotów i nie mogła sprawdzić lokalizacji Albusa. Odwróciła się w kierunku okna i spojrzała na pięknie przyozdobione gwiazdami granatowe niebo, co w dziwny sposób ją uspokoiło.
– Nie wiedziałem, że z ciebie taka romantyczka.
Odwróciła się momentalnie i spojrzała na ledwo widoczną sylwetkę Albusa opierającego się o przeciwległą ścianę. Szepnęła Lumos, dzięki czemu Wieżę Astronomiczną rozjaśniło nikłe światło, a następnie odłożyła różdżkę na parapet tak, aby nadal oświetlała pomieszczenie.
– Nie będziesz przy mnie palić – zakomunikowała, widząc, że brat wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
– No i romantyzm szlag trafił – stwierdził, uśmiechając się lekko.
– A co jest niby romantycznego w paleniu? – zapytała retorycznie Lily, siadając na parapecie.
Albus nie odpowiedział, ale ku jej zdziwieniu bez słowa schował paczkę. Dziewczyna obrzuciła go uważnym spojrzeniem. Może i rzucał złośliwymi komentarzami, ale nie sprawiał wrażenia, jakby chciał prowadzić z nią kolejną wojnę. Ona również, ku własnemu zdziwieniu, nie odczuwała w tej chwili takiej potrzeby. Dlatego właśnie, zamiast zapytać: O co chodzi?, sformułowała zdanie inaczej:
– Co się stało?
– Potrzebuję twojej pomocy ze Scorpiusem – powiedział Albus, a Lily prawie spadła z parapetu.
– Że co? – wykrztusiła jedynie, wpatrując się w chłopaka tak, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu.
– No, po prostu. – Wzruszył ramionami. – Zanim powiesz nie, pamiętaj, że mam prawo być na ciebie wściekły.
– Że co?! – powtórzyła Lily. – Za co?
– Nasłałaś tę swoją przyjaciółeczkę, jak rozmawiałem z Matyldą – odpowiedział wyraźnie zdenerwowany Albus, a Lily popatrzyła na niego zdezorientowana. O czym on do cholery mówił? – Kolejny dowód, że jednak masz Mapę Huncwotów.
– Nikogo na nikogo nie nasyłałam – odpowiedziała, jednocześnie nie odnosząc się do drugiej części wypowiedzi. Nie mogła przecież ryzykować, że Albus odbierze jej jeden z największych skarbów, nawet jeśli zdobyła go w niezbyt chwalebny sposób.
– Jasne…
– Tak, jasne – potwierdziła nieco zdenerwowana. Dlaczego ludzie uważali kłamstwo za coś godnego pogardy, skoro nie wierzyli w prawdę? – Co mnie obchodzi twój związek z tą furiatką?
– No, nie wiem – zironizował Albus. – Robisz wiele irracjonalnych rzeczy, siostrzyczko.
–  Jakbyś nie zauważył, dałam ci spokój. Mam ważniejsze rzeczy na głowie – odparła dumnie Lily, podnosząc podbródek.
– Zauważyłem. Tylko ciekawe, czy wiąże się to faktycznie ze mną, czy może z twoim najnowszym wrogiem? – stwierdził złośliwie Ślizgon, bawiąc się jednocześnie różdżką.
– Widzę, że masz zawyżone zdanie nie tylko o sobie, ale i o Olivierze – odparła w podobnym stylu Lily. Zmieniła zdanie. Może Albus zachowywał się od pewnego czasu nieco inaczej, ale i tak wyprowadzał ją z równowagi.
– Skoro sama wymieniłaś jego imię…
Lily zganiła samą siebie w myślach za tę nierozwagę.
– …to mogę przejść do mojej prośby. Musisz powiedzieć swojemu ulubionemu koledze, żeby nakazał swojej siostrze zabrać się za Scorpiusa na poważnie albo zostawić go w spokoju, bo inaczej oszaleję.
Przez chwilę Krukonka patrzyła na brata z podobnym zdziwieniem jak wcześniej, a później wybuchła śmiechem.
Śmiała się wyjątkowo długo i wyjątkowo szczerze; tak, że w pewnym momencie zapomniała o przyczynie tej nagłej wesołości, a skupiła się jedynie na fakcie, jak bardzo oczyszczająca była ta czynność. Przestraszyło ją to na tyle, że przestała, choć nadal czuła rozbawienie. Ale przecież nie mogła tracić kontroli, nawet jeśli w tym przypadku było to wyjątkowo miłe.
– Oszalałeś już kompletnie, prawda? – zapytała, spoglądając na wyraźnie urażonego Albusa. – Dlaczego miałabym ci w czymś takim pomóc, nawet jeśli nasłałabym na ciebie Alice czy kogokolwiek innego? Dlaczego miałabym o cokolwiek prosić Oliviera? Dlaczego wykorzystujesz na coś takiego Pomarańczowy List? Czy mam ci przypomnieć, o co w nim chodzi? Wzywamy siebie w ten sposób tylko w kryzysowych sytuacjach. W sytuacjach, kiedy nie możemy skupiać się na naszej wzajemnej wrogości, drogi bracie. To nie jest taka sytuacja. To nie jest moment, w którym coś dzieje się Jamesowi, Rose, Hugonowi albo innemu członkowi naszej rodziny. To nie jest moment, w którym musimy zadecydować, co zrobić na wypadek, gdyby matka po raz kolejny zagroziła, że przyjedzie do szkoły i zrobi nam obciach wieku. Nie, to nawet nie dotyczy rodziny!
– A kim niby ja jestem? – warknął Albus, wciskając ręce do kieszeni.
Lily ponownie zatkało, choć teraz zupełnie inaczej niż wcześniej. Nie spodziewała się czegoś takiego i jej brat chyba również, ponieważ jego twarz wyrażała takie samo zdumienie jak to, które odczuwała.
Nie potrafiła mu w tym momencie dopiec, nigdy wcześniej nie powiedział czegoś takiego. Zresztą nawet nie wiedziałaby jak. Aby zmniejszyć nieprzyjemne zakłopotanie, z obowiązkową ilością jadu zapytała:
– A jak niby sobie wyobrażasz, że miałabym to zrobić? Podejść do Oliviera i powiedzieć: Hej, sorry, że przeszkadzam, ale mógłbyś przekazać swojej siostrze, żeby albo zaczęła chodzić ze Scorpiusem, albo dała mu spokój, bo mój brat oszaleje?
– Możesz mu nagadać w tych waszych kłótniach, że jego siostra nie potrafi się zdecydować i doprowadza tym wszystkich do szału. Wierzę w ciebie. Możesz też nie używać do tego celu Oliviera i załatwić to jakoś inaczej.
– A niby dlaczego…?
– Co?
– Nic – odparła Lily. Wiedziała dlaczego. A może raczej, wiedziała, dlaczego nie mogła o to spytać. W końcu Albus był jej rodziną i najwyraźniej po raz pierwszy miała wyświadczyć swojemu bratu przysługę, nie zyskując nic w zamian.
Co najlepsze, nie czuła się przegrana. Świat naprawdę stawał na głowie.
– Będziesz mi wisieć przysługę – stwierdziła dla zasady. – Idę. Dobranoc.
Szybko opuściła Wieżę Astronomiczną, zanim zrobiłoby się jeszcze dziwniej, jednocześnie próbując wyrzucić z głowy wszelkie myśli.

***

Zanim będziecie chcieli mnie zabić za to, co zrobiłam Helence, pamiętajcie, że wtedy nie poznacie ciągu dalszego! Co do części pierwszej, miałam o tym początkowo nie pisać aż do końca opowiadania, ale Frank się upominał. Teraz wszystko jeszcze bardziej namotałam. Ciekawa jestem również, co myślicie o końcówce. Rozdział, jak widać, długi, mam nadzieję, że się cieszycie. Jak zwykle czekam na Wasze opinie i uwagi!
Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie na Księdze Baśni, gdzie moje opowiadanie bierze udział w Konkursie na Blog Miesiąca Kwiecień! Link znajdziecie tutaj.
Jakby ktoś się dziwił, co stało się z komentarzami pod odcinkiem czternastym i częściowo trzynastym: niechcący je skasowałam.
Rozdział dedykowany Legilimencji.


58 komentarzy:

  1. Oho, długaśny rozdział! Dobry początek :)
    Frank jest taaaki słodki. Tę słodycz i samokontrolę równoważy jego luźny stosunek do obowiązków prefekta i drobne złośliwości, którymi raczy się z Rose, nawet te, których nie wypowiada na głos. No i zachował się jak gentleman, wyręczając Rose od wyciągania prawdy z Lily, chociaż nawet nie musiała go o to prosić. No cudownie po prostu, chętnie poczytałabym o nich więcej, dlatego oficjalnie znielubiłam Meadowsównę :p
    Kiedy tak czytałam sobie o pełnej napięcia i zażenowania sytuacji Heleny i Hugona, zgodziłam się w duchu z Frankiem - po co człowiek sam sobie komplikuje życie? Przecież to wszystko mogłoby być takie proste. Ale nie jest, bo ludzie sami siebie wiążą swoimi lękami, zasadami i Merlin wie, czym jeszcze. Ech!
    Zdziwiła mnie diagnoza Heleny. Niby nie ma żadnego powodu, żeby myśleć, że takie choroby jak nowotwory nie dotykają też czarodziejów, ale ta chemioterapia wydała mi się całkowicie obca dla magicznego świata. Toż to mugolskie do szpiku kości! Nie oczekiwałabym zaklęcia, po którym człowiek jest zdrowy jak ryba, ale jednak czegoś innego. No, ale wierzę w Twoją wizję, jestem ciekawa, jak będziesz opisywać ten proces :) To nietypowy wątek. Lepiej niech Hugon dowie się o tym jak najszybciej i przejdzie przyspieszony kurs bycia mężczyzną dla Heleny! :D
    Pff, Lily, ty głuptasie, Frank nie zwraca na ciebie uwagi, bo skrycie kocha Rose, i bardzo dobrze zresztą. Jak tak teraz o tym pomyślałam, że Lily chyba pęknie ze złości, kiedy dowie się, że taki przystojny i nonszalancki Frank woli perfepkcyjną, ułożoną Rosalie :p Czekają ją chyba trudne chwile, bo nie spodziewam się też, żeby jej kolejny plan unicestwienia Oliviera zadziałał, a przynajmniej nie tak, żeby sprawić jej satysfakcję.
    No proszę, kompletnie nie spodziewałam się, że Lily zgodzi się na prośbę Albusa! Nawet dla mnie zabrzmiało to szokująco, ale najwyraźniej Pomarańczowy List ma swoją wagę. Dobrze wiedzieć, że Lily jest tak bardzo lojalna wobec swojej rodziny. Ciekawe tylko, jak uda jej się tego dokonać?
    Rozdział był ciekawy i bardzo, bardzo przyjemnie napisany. Miał wrażenie, że każde słowo znajduje się na właściwym miejscu i nic nie jest przesadzone.
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za opinie. Ciesze się, ze polubiłaś Franka. Sama niebezpiecznie go lubię, bardziej, niz powinnam chyba ;). Oj, Lily pewnie byłaby niepocieszona, jakby się dowiedziała, a rosalie chyba mocno by się zdziwiła :D ale to wszystko bedzie dość skomplikowane, jak to u mnie bywa. A Hugo faktycznie powinien zabrać się do roboty. Zovaczysz, co bedzie sie działo w kolejnych rozdziałach :D
      Heh, ja mam te skłonność do mieszania światów, ale wiem,, ze nie wszystkim moze to odpowiadać. Tylko ze mysle sobie; ze skoro rowling umieściła czarodziejów w świecie, który znamy, to chyba cos takiego jest mozliwe.

      Usuń
  2. Przeczytałem i muszę przyznać, że mam niemały wir w głowie. Nie spodziewałem się aż tak bardzo ludzkiej choroby w niczym co jest o HP i jednak trochę mi to zgrzyta, tak po prostu nie pasuje.
    Natomiast Lily mam nadzieję, że straci rolę w przedstawieniu i Amanda ją dostanie, a Albusowi tak pomoże, że bardziej mu zaszkodzi i dojdzie do tego, ze ani sławy, ani rodziny, ani już nawet celu nie będzie miała. Może wtedy popełni samobójstwo, co? - To może niesmaczny żart, ale ona po prostu wydaje mi się strasznie słaba, taka tchórzliwa, dlatego zachowuje się tak jak się zachowuje, by stwarzać te swoje pozory.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz. Uznałam, ze czarodzieje tez ludzie, szczegolnie w sadze Rowling, wiec czemu nie cos takiego ;).

      Amanda wcale nie jest lepsza niz Lily. Nie nazwałabym jej słaba, oj nie, tylko zagubiona. Boi sie uczuc, i zle pojmuje wlasnie, czym slabosc jest. Widze, ze naprawdę jej nie lubisz :D

      Usuń
  3. Cóż za facet z tego Franca. Jest zapatrzony w Rose niczym obrazek. Czy coś z tego wyniknie? Mam wątpliwości, bo dziewczyna oprócz chwil, gdy pracują razem, nie wspomina o nim. Rose przechodzi taka przemianę wewnętrzną. Z początku mnie denerwowała, była taka poważna, wciąż wrzeszczała, a teraz głównie przez ten musical, wydaje mi się jakby nagle była szczęśliwsza i w końcu robiła coś, co lubi. Jestem bardzo ciekawa jak wypadnie w przedstawieniu.
    Strasznie szkoda mi Heleny. Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że może chorować na białaczkę. Nie popieram jej wyboru w związku z rodzajem leczenia - że będzie się odbywać w szkole. Jest nieśmiałą, a na pewno nie uniknie wytykania palcami i wpatrywania się w nią. Nieśmiałość zabija też jej szansę na szczęście z Hugonem. A wystarczyłaby po prostu rozmowa, na którą żadne z nich nie moze się zdobyć. Mam cichą nadzieję, że Oliver jakoś temu zaradzi, w końcu widzi te ich maślane oczyska.
    No i Lily. Jest zbyt pewna siebie, swoich umiejętności. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak bardzo nienawidzi Olivera, za tą zabawkę z dzieciństwa? Nawet nie potrafi się zdobyć na normalną rozmowę, tylko wciąż kombinuje. Jest bardzo toksyczną osobą, pozbawioną wrażliwości. Nie dba nawet o szczęścia brata czy Hugona, o wszystko ich wini. Z początku jej intrygi były zabawne, ale im bardziej się w to angażuje, tym bardziej jej charakter mnie drażni. Zasłużyła na to, by stracić rolę w musicalu. Nazywa dziewczynę Albusa frustratką, ale czy sama nią nie jest? Za wszelką cene chce oczernić Olivera, chwyta się każdej możliwości.
    Ciekawe czy Rose wydobyła coś od Alice i mam nadzieję, że tak. Jeszcze kwestia Albusa... Dlaczego nie powie Scorpiusowi by zawalczył o siostre Olivera, tylko oczekuje, że dziewczyna w końcu się na to zdecyduje? Dlaczego Scorpius nie zapyta jej czego od niego oczekuje? Czy to nie faceci powinni to robić? No wiem, równouprawnienie jest. Jednak jak dla mnie to rola mężczyzny, by zapytać dziewczynę o "chodzenie".
    No to czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dziękuje za komentarz. Rosalie na pierwszy rzut oka moze wydawać sie wlasnie taka sztywnira, ale jak wiadomo, każdy z nas nie jest jednoznaczny ;). Faktycznie, Weasley moze jest troche szczęśliwsza, ale nie do końca, bo ona ma taki charakter, ze raczej lubi dręczyć sama siebie.
      Helen... Coz, jest nieśmiała itd., ale nie wiem, czy by się orzejmowala komentarzami. Tzn moze tak, ale lepiej dla niej pozostać w szkole, bo ona uważa, ze wtedy nie rezygnuje z zycia, ze tak powiem.
      Lily... Tak, jest dość spora furiatka, jeszcze większa, im bardziej nie chce sie zmieniać ;).

      Usuń
  4. Ooo, to dla mnie! :D Dziękuję! :D Podobało mi się wplecenie tych mugolskich chorób, kupiłam to całkowicie. Dlaczego niby czarodzieje mieliby mieć całkowicie inne choroby? Przecież to irracjonalne, a jednak jakoś nie pomyślałam o tym wcześniej. Mam nadzieję, że z Heleną to teraz będzie jak w tych wszystkich filmach o nastolatkach chorych na raka, że uzna, że nie ma wiele do stracenia i otworzy się na ludzi, Hugo i nowe doświadczenia :D I wyzdrowieje. Może to oklepany scenariusz, ale już taka z niej sierotka, że taki kop w dupę jej się przyda, jakkolwiek źle by to nie brzmiało.
    No dobrze, ale Rose w cale nie przycisnęła Lily przy obchodzie, co to za olewanie obowiązków?
    Fragment z Frankiem i Rose mi się podobał, zwłaszcza pod koniec, gdy ten już uznał, że walić to i chciał ją dotknąć... i "romantyzm szlag trafił", hehe. Szkoda że tak im przerwano, ale mam nadzieję, że jeszcze do tego wrócisz :D

    Jeśli chodzi o jakieś błędy to raz nie dopasowałaś rodzaju do czasownika, ale zapomniałam skopiować :< No i "Gryffindoru, Ravenclaw" - tego drugiego się nie odmienia?

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla Ciebie ^^.
      cieszę się że spodobał Ci się mój pomysł na chorobę Heleny. Hm, może nie będzie do końca tak, jak piszesz, ale z pewnością tan informacja wiele zmieni w zachowaniu bohaterów xD jak zwykle trochę zagmatwam.
      Weasley się trochę obawia Lily, wiec to dlatego.
      No, muszę przyznać, że z tego zakończenia rozmowy Rose i Franka jestem zadowolona xD.
      Dzięki tez za uwagi. Rawenclaw się odmienia, muszę się pilnować, żeby to robić i jak widać, gdzieś mi umknęło. A rodzaj czasownika spróbuję zaraz znaleźć i poprawić ;p.

      Usuń
  5. Pamiętam, że bardzo podobał mi się pomysł połączenia Franka z Lily. Wiesz, w końcu znalazłby się ktoś, kto by ją choć odrobinę utemperował i nie pozwalał wodzić się za nos, ale wizja Franka z Rose jest jeszcze lepsza. Zwłaszcza, że ona zdaje się być zupełnie nieświadoma jego ciężkich spojrzeń i całej tej reszty. To sprawia, że zupełnie zapominam o nadziei na powrót Rose do Scorpiusa. Rose może wrócić do Albusa, bo widać, że naprawdę tęskni za kuzynką, skoro postanowił zwrócić się o pomoc do siostry, alee nie do Scorpiusa. Nie, nie, nie. Namieszałaś mi w głowie, ale Frank i Rose są jedyną parą, której teraz pragnę. Myślę, że na tym zakończą się moje zawirowania w tym temacie ;)

    Naprawdę szkoda mi Heleny, ale wciąż zastanawiam się jak się odnieść do tej całkowicie mugolskiej choroby w świecie magii. Fakt, Rowling nigdy czegoś takiego nie zrobiła, nie wymieszała w podobny sposób tych dwóch światów, ale Twojemu pomysłowi nie można niczego zarzucić. Bo to przecież nie tak, że skoro jest się czarodziejem, to nic się go nie ima, czy to kule, klątwy czy choroby. Szkoda mi jej, ale trzymam kciuki, że w tym "nie chce rezygnować z życia" znajdzie odwagę na zrobienie wszystkiego tego, na co do tej pory nie starczyło jej odwagi. Że będzie miała gdzieś, co powie i zrobi Lily, i umówi się z Hugonem.

    Lily, cóż, wyjątkowo nie mam nic do napisania na jej temat. Mam natomiast wrażenie, że w vcałej tej historii, która przecież miała być głównie o niej, zdecydowanie bardziej kibicuję bohaterom drugoplanowym.

    Dlatego wybacz, ale pójdę dalej zachwycać się Frankiem, licząc na to, że będzie go więcej i więcej, a o Lily napisze coś więcej pod następnym rozdziałem ;)

    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde,Flaven, podejrzewałam, że tak możesz zareagować. Tylko że ja mam zamiar zamieszać w życiu Franka nieźle, więc nie wiem, jak będziesz na to reagować na bieżąo, że tak powiem :p.
      Hah, Helena z pewnością będzie inna niż wcześniej, ale czy na pewno zrobi to, co proponujesz... Zobaczysz :p.
      dziękuję za komentarz:)

      Usuń
    2. I teraz nie wiem czy obawiać się o życie Franka czy czekać na wszystkie te zawirowania, które go czekają. Ale cieszę się, bo oznacza to, że będzie go całkiem sporo :D Ale naprawdę trzymam kciuki za niego i Rose. Niech będzie wytrwały i jak będzie trzeba, to nawet niech odrobinę pokiereszuje twarz paniczyka Malfoya ;D

      Usuń
    3. Hoho:D wyczuwam wręcz agresje :). Ale cos na rzeczy jest w tym, co mówisz. Franka nie bedzie moze niesamowicie często, ale wiecej z pewnoscia, niz było :D sama go lubię :)

      Usuń
  6. O, pojawił się w końcu Frank :) Bardzo zaintrygowała mnie ta postać... może to dlatego, że radzi sobie z humorami Lily. Trochę brakowało mi ich konfrontacji, ale myślę, że jeszcze szykujesz nam jakiś sparing tej dwójki^^ Mam nadzieję ;p
    Ale zauważyłam jakąś iskrę pomiędzy nim a Rose... hymm, może przesadzam, ale cóż... należę do osób romantycznych, więc... :D
    I biedna Helena, że zachorowała :( Trochę zaskoczyło mnie, że pojawiła się choroba ludzka... ale zgrabnie to wszystko ujęłaś wyjaśnieniami uzdrowiciela. I tak, mam nadzieję, że dziewczyna wyjdzie z tego. I że Hugon będzie ją wspierał... pomimo, że Helena obawia się odrzucenia chłopaka... Hugo pewnie boi się tylko powiedzieć dziewczynie, co do niej czuje...
    No i Lily wciąż w akcji. Podziwiam tę dziewczynę, że ma w sobie taką wielką determinację. Nie poddaje się i snuje te swoje kąśliwie plany... Godne podziwu, choć i tak nie zmienia faktu, ze wciąż jest irytująca. Ach, dobrze, że pojawił się choć na chwilę mój Albus ^^


    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy rozwój wydarzeń :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, będzie kolejny trójkącik, że tak powienm. a może wręcz jakaś większa figura, bo właśiwie tylko w relację H&H mam zamiar nigdy nie wprowadzić żdnej osoby trzeciej, oni ą nietylakni. Tylko że im serwuję inne problemy, jak widać. No, Hugo się boi, Helena się boi, ale teraz będzie inaczej niżwcześniej. Lily... heh, faktycznie zdeterminowana jest,tylko czy jej to na dobre wychodzi?

      Usuń
  7. OMG, OMG, OMG. Chyba mam nowy ship życia. To znaczy drugi ship życia, bo pierwszym nadal jest duet państwa H&H. Frank i Rosalie. Taaak, to musi się udać. God, oni razem są tacy genialni. Taki luzak Abingale i mała, poprawna Rosie. Uwielbiam to jak oni zwracają się ze sobą po nazwisku, jak się ciągle besztają i jak śmiesznie uzupełniają. Rany Julek, ta ich cześć tego rozdziału była przeurocza, przecudowna, apeluję o to, by było ich tutaj dużo, dużo, bardzo dużo!
    No dobra…. Trochę jestem zła o tę Helenkę, no ale… nie będę zabijać, bo ty jej na razie nie uśmierciłaś, tylko kazałaś jej pocierpieć. Zastanawiam się jak w sumie podoba mi się to wmieszanie ludzkiego świata do czarodziejskiego. I w sumie… jak dla mnie to dobry pomysł. Czarodzieje też przecież ludzie, też musi się im zdarzać chorować, ba, oni też na coś umierają (raczej :P). Także jak dla mnie to super, że tutaj wrzuciłaś taki ludzki pierwiastek xd
    Omg, to urocze jak Olivier próbuje spiknąć H i H. Jak specjalnie zagaduje do Helenki i próbuje Hugona wciągnąć w tę dyskusję. Ja wierzę, ze z Helenką będzie dobrze, że ona wyzdrowieje, bo jest dzielna. I że Hugoś będzie ją wspierać. Serio, ileż oni mogą się tak na siebie sekretnie gapić i do siebie wzdychać. Brakuje im pewności siebie, ot co! Ale dzięki temu są przeuroczy. Dwójka moich zagubionych, niepewnych siebie gołąbeczków – love, love, love.
    Ja nie wiem… weź, jak ja tak sobie to czytam, to nie mogę wyjśc z podziwu nad tymi twoimi bohaterami. Każdy taki inny, a jednocześnie taki przyciągający uwagę i ciekawy. Jak ja kończę czytać, to aż mam ochotę płakac, bo chciałabym więcej i więcej, a tutaj bum, nie ma niczego więcej…. Jeszcze :( to taka moja duża tragedia życiowa. Serio. Ja bym mogła czytać to twoje opowiadanie i czytać. Nie wiem jak ja wytrzymam do czerwca. Dobrze chociaż, że ten czas tak pędzi, może jakoś wytrzymam. Ja chcę Franka i Rosie, Helenkę i Hugosia, i Oliviera, i Albusa, i zauroczonego Scorpa i całą resztę tej wesołej ferajny.
    Czekam na szesnastkę!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ^^. Cieszę się, że masz drugi ship, choć skoro tak, to możesz się mnie czepiać w dalszych rozdziałach, coś czuję :D.
      ale skoro nie zabijasz mnie o Helenkę, to może nie będzie źle. olivier zawsze dobra swatka, teraz będzie jeszcze bardziej się w to angażował xD.
      A ostatni fragment Twojego komentarza. Aż brakuje mi słów, dziękuję, dziękuję!

      Usuń
  8. Dzisiaj będzie krótko, bo cierpię bóle głowy i nie mam mocy patrzeć w monitor...
    Zaktualizuj sobie post, bo blogspot nabił ci przerwę między ostatnimi dwoma akapitami ;)
    Ja tam nie mam ci niczego za złe. Nie przywiązuję szczególnej uwagi do neutralnych dla mnie postaci XD W sumie, nie wiem czy mam jakąś ulubioną. Wiem tylko, że której piczki specjalnie nie lubię ;D
    Ogólnie to, cholernie podoba mi się zróżnicowanie w twoim opowiadaniu. Tyle różnych postaci i każda ma jakąś wyróżniającą się cechę, przez co nie gubi się ich w tłumie.

    Przyznam, że wątek choroby najbardziej rzucił mi się w oczy - swoją drogą: "Co prawda, na Ogólnym Oddziale Pediatrii Magicznym" - nie powinno być "magicznej"?
    Nie jestem do końca przekonany do nazywania "rzeczy po imieniu" :D Moim zdaniem, jeśli już chcesz wyrzucić bohaterkę na tak głęboką wodę, zapodałbym nazwę tej choroby po łacinie, bo język ten nie jest obcy serii o Harrym Potterze, więc będzie pasował. Aczkolwiek, bardziej jestem za tym, by wymyślić swoją własną nazwę dla białaczki. Masz ogromne pole do popisu, bo wcale nie musisz opisywać tego tak dosłownie i kilka faktów mogłabyś podkolorować i dostosować na potrzeby opowiadania. Moim zdaniem - niektóre choroby czarodziejów mogą być różne od mugolskich, bo przecież świat magiczny jest pełen tego, czego mugole nie doświadczają, więc wszelakiej maści wirusy, będą im nieznane...

    Do kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię. OK, zmienię formatowanie i poprawie te końcówkę :). Wydaje mi się, ze choroby mogą byc w świecie czarodziejskim i magiczne, i strocte mugolskie;). Postawiłam juz na to drugie w tym przypadku, ale dzieki za wyrażenie opinii :)

      Usuń
  9. Powiadomienia z bloggera działają git, także nie musisz informować;)

    Podoba mi się relacja Franka i Rosalie. Wydaje mi się, że chłopak jest w niej od dawna zauroczony, a czy ona w nim? No nie wiem. W każdym razie na pewno ukrywają sympatię do siebie pod maską takiego ciągłego dogryzania, mówienia sobie po nazwisku itp. To chyba nie jest łatwa znajomość i mam wrażenie, że jest pełna niedomówień. Ciekawa jestem czy uda im się ta współpraca i czy dorwą sprawców tej galerii o Olivierze. Może wspólny sukces ich do siebie zbliży?

    Ja Cię na pewno nie chcę zabić za to co zrobiłaś Helenie. Może dlatego, że nie jestem z nią jakoś bardzo zżyta? Masz bardzo dużo bohaterów, dużo różnych wątków i to mi się mega podoba (jest na czym zawiesić oko;D), ale to sprawia, że z nikim nie jestem jakoś nie wiadomo jak zżyta, bo akcja i uwaga rozkłada się na kilka osób. Żal mi jej, uderzyło to we mnie w jakiś sposób, ale nie mam odczucia, że chciałabym Cię za to udusić. Mam nadzieję, że rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć;D
    Podoba mi się, że wplątałaś niemagiczną chorobę do magicznego świata, a przy okazji, że wyjaśniłaś na czym rzecz polega. Bez tej rozmowy z lekarzem pewnie wydawałoby mi się, że rzucą jedno czy dwa zaklęcia i Helka będzie zdrowa. A tu jednak nie, tak to nie działa. Dziewczyna podeszła do sprawy dość dorośle, bez jakiś płaczów i lamentów, ale jestem pewna, że takie momenty jeszcze nadejdą. Chyba sama nie do końca rozumie co się dzieje i stąd ten spokój. No cóż, ciekawa jestem jak to dalej pociągniesz.
    Czekam na kolejny! ;*
    A, no i na moment kiedy wreszcie Lily dostanie za swoje, hah :D I zastanawiam się w jaki sposób wykona prośbę Albusa. Wysili się, czy jak zwykle dziecinnie?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ze sa z tym problemy, ale zapamiętam, ze u Ciebie działa ;).
      Rozumiem mi, co masz na myśli; majac wielu bohaterow, tak to często działa. Choc ja na ogol wszędzie znajduje sobie jakas postaci/dwie, ktorym kibicuje bardziej niz innym ;).
      Uznałam, ze potrzebuje choroby, ktorej nie mozna wyleczyć ot tak nawet magia ;).
      Lily...wiesz, to, ze sie zgodziła, to juz wiele :D a jak to załatwi? Juz w przyszłym rozdziale znajdziecie odpowiedz, choc tak troche miedzy wierszami ;)

      Usuń
    2. Nie no wiadomo, że nie każda postać wzbudza takie same emocje i zawsze jakiejś parze kibicuje się bardziej niż innej;D Ja jeszcze nie wiem kogo tu lubię najbardziej, ale niebawem pewnie jakiś ulubieniec się wysunie na prowadzenie;D

      Usuń
  10. Lubię Franka. Jest w nim coś specyficznego, czego nie potrafię określić, ale ma w sobie coś fajnego, co naprawdę go wyróżnia. I myślę, że w pewien sposób pasuje do Rosalie. Przeciwieństwa mogą się przyciągać, nieprawdaż? :P
    Co do choroby Heleny, właściwie nie mam żadnych odczuć, zdaję sobie sprawę, że to tragiczna wiadomość i choroba jest okrutną rzeczą, jednak jakoś tak nie umiem wzbudzić w sobie smutku czy żalu. Może przyjdzie to z czasem. Domyślam się jednak, że gdy któregoś dnia Hugo się o tym dowie, to zwyczajnie wiadomość ta złamie mu serce.
    Albus po prosił Lily o coś takiego! Musi być naprawdę zdesperowany :D Nie wiem, co Lily wymyśli, ale wiem, że będzie to szatańskie. I tak myślę sobie, że niby L. nienawidzi O., a ciągle ich drogi w jakiś sposób się krzyżują. Zastanawiam się czy to zwiastun czegoś poważniejszego :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, ze lubisz Franka. Az sie zaczynam zastanawiać, czy jest ktos, kto go nie lubi :D. W moim opowiadaniu na pewno tak ;).
      Hugo Będzie załamany, pytanie, jak się bedzie zachowywał!
      No wlasnie Albus był zdesperowany, ale jeszcze dziwniejsze, ze Lily sie zgodzila. Choc coz, jak wyjdą na jaw sekrety ich braterskiej relacji, to chyba nie bedzie to juz takie dziwne ;)

      Usuń
  11. Niesamowicie się to czyta przy ,,The sound of silence", magia. Na początku masz literówkę, zjadłaś ,,r" i wyszło,,Hogwatu". Natomiast w akapicie o Rosalie na początku masz powtórzone ,,jej". Uciekła Ci spacja w jej wypowiedzi przed ,,potwierdziła". Na brodę Merlina, mam tyle do nadrobienia. Muszę się w końcu wziąć za to powieścidło...
    Pozdrawiam.
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki. oprocz tego powiedziala wszystko zmienilam :). zapraszam do przeczytania calosci :) Do Ciebie na pewno wpadne, ale nie wiem, kiedy przybede z komentarzem

      Usuń
  12. Wreszcie nadrobiłam zaległości na Twoim blogu!

    Zaskoczyła mnie diagnoza Heleny, tym bardziej, że pierwsze co mi przyszło do głowy, to czy przypadkiem nie da się wyleczyć białaczki za pomocą magii. No ale jak się okazuje, jest to niemożliwe i białaczka ot tak nie zniknie. Wydaje mi się, że mimo wszystko Helena z tego jakoś wyjdzie i mam nadzieję, że w takiej sytuacji Hugo przełamie swoją nieśmiałość i tę dwójkę połączy coś więcej niż koleżeńska relacja. Tym bardziej, że oboje by tego chcieli, ale ze względu na swoją nieśmiałość żadne nie może się zdobyć na jakiś krok. Swoją drogą wydaje mi się, że stworzyliby idealną parę.

    Lily lubię coraz mniej z rozdziału na rozdział, więc jakoś zupełnie mi nie żal, że "żart" kompletnie się dziewczynie nie udał. Zresztą jak dla mnie coś takiego było po prostu głupie i aż dziwie się, że Potter chciało się włożyć tyle wysiłku tylko po to, żeby upokorzyć Oliviera. A wydaje mi się, że on i tak jakoś bardzo by się tym wszystkim nie przejął.

    Już nie mogę się doczekać pierwszych prób, bo na pewno będzie się na nich dużo działo. Lily i Olivier odgrywający główne role... Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby potrafili współpracować.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Bardzo się ciesze, ze wróciłaś ;) i zazdroszczę najdłuższych wakacji zycia.
      choroba Heleny z pewnością bedzie przełomem w wątku H&H, ale nic wiedej pisac nie bede. Lily jest denerwująca, zdecydowanie, choc mam nadsieje, ze juz cos zaczyna byc widoczne ;). Próby bede opisywać, choc oczywiscie nie wszystkie ;). Na razie Lily i Olivier się do siebie nie odzywają :D

      Usuń
  13. Ojeeej!! *.* cudnie piszesz.! Oby tak dalej 👍👍 mogłabyś mnie informować o wszelkich nowościach? ;)

    Chciałabym cie zaprosic na swojego bloga o Fransie (chłopaku z Eurowizji ) 💖
    Mam wielką nadzieję że wpadniesz do mnie i ocenisz swoim okiem ;) z góry dzięki

    www.sweden-and-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojeeej!! *.* cudnie piszesz.! Oby tak dalej 👍👍 mogłabyś mnie informować o wszelkich nowościach? ;)

    Chciałabym cie zaprosic na swojego bloga o Fransie (chłopaku z Eurowizji ) 💖
    Mam wielką nadzieję że wpadniesz do mnie i ocenisz swoim okiem ;) z góry dzięki

    www.sweden-and-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział jak zwykle ciekawy, ale ..Czemu zrobiłaś to Helenie?! Chyba znajdą jakieś lekarstwo, prawda? Nie możesz jej zabić! xD Co wtedy zrobi Hugo?
    Oj, będzie coś między Frankiem i Rose, prawda? Kibicuję im :D
    Oni nie mogą udowodnić Lily winy! Musi zagrać i spiknąć się z Oliverem :D
    Już to mówiłam: nie mogę doczekać się prób! No, i samego przedstawienia, ale do tego jeszcze sporo czasu.
    Czy Rose ma główną rolę śpiewaną?
    Kiedy następny rozdział? ;)
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    ~Arya
    PS Przepraszam za wątpliwą długość komentarza, ale nie mam jakoś weny :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Nic nie bede mowić, jesli chodzi o chorobe Heleny, moze tylko tyle, ze z pewnością zmieni to nieco w życiu naszych bohaterow ;). Ciesze sie, ze spodobał Ci sie wątek Rosalie i Franka ;). A chyba jesCze bardziej z tego, Ze jest ktos, kto troche lubi Lily ;)

      Usuń
    2. Lily jest jedną z moich ulubionych postaci w tym opowiadaniu! Nie jest jednowymiarową, idealną MarySue i ma charakterek! Co nie zmienia faktu, że czasem jest tak troszkę (a nawet bardzo xD) jędzą :D

      Usuń
  16. Witaj! Na początku chciałabym przeprosić Cię droga Condawiramurs, za moją nieobecność od jakiegoś czasu objawiającą się brakiem komentarzy u Ciebie. Moje usprawiedliwienie: zakończenie semestru. Tak się niezbyt miło złożyło, że najgorszy z najgorszych przedmiotów do zaliczenia został nam przydzielony właśnie na ostatni semestr studiów, przez co musiałam większą uwagę poświecić przestępczości gospodarczej, gdyż nasz (jakże przez wszystkich uwielbiany) wykładowca, lubił się z nami spotykać na poprawkach kolokwiów nawet po 4 razy. Ale na szczęście zaliczyłam, zostałam dopuszczona do egzaminu i już jestem po sesji. Praca licencjacka napisana, zaakceptowana i oddana, więc powracam na wszystkie blogi, które tak namiętnie czytam by nadrobić zaległości.
    Rozdział bardzo mi się podobał (tak samo i poprzedni, którego również nie komentowałam). Ucieszyłam się jak głupia, że mimo złego samopoczucia Lily dostała główną rolę w przedstawieniu - oj już się nie mogę doczekać rozwoju akcji.
    Nareszcie w tym rozdziale pojawił się Frank <3 (nie mam pojęcia dlaczego, ale to jest właśnie ten bohater Twojego opowiadania, w którym się zakochałam xD). Bidulek taki był zły, że nie udało mu się dłużej porozmawiać z naszą Rosie :) Byłam tym fragmentem zauroczona.
    Następna w kolejności do skomentowania jest cała scena z McGonagall i całym śledztwem prowadzonym przez prefektów naczelnych. Otóż byłam taka podekscytowana gdy to czytałam, ponieważ byłam wręcz pewna, że ta niezbyt miła niespodzianka Lily dla Olivera będzie dla niej przysłowiowym kopaniem dołka, przez który nie będzie mogła wziąć udziału w przedstawieniu. No ale całe szczęście, dziewczyny się nie wygadały i na razie tajemnica pozostaje tajemnicą.
    Bardzo chciałabym się dowiedzieć, co takiego zrobiła Olivierowi ta dziewczyna, do której ciągle nawiązuje. No i przede wszystkim jestem bardzo, ale to naprawdę bardzo zadowolona z faktu, że Janavier pogonił tą małą zołzę Zabini.
    No i najważniejsze! Lubię, gdy bohaterowie muszą zmagać się z trudnościami i chorobami, ale no żeby aż tak? Biedna Helenka nie wycierpiała już aż nadto? Taka miła i fajna dziewczyna, a los tak ją doświadcza. Mam nadzieję, że uda jej się wyjść z tej okropnej choroby.
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością <3
    Twoja Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu! warto czekać długo dla tak wspaniałych komentarzy! Cieszę się i zazdroszczę, że sensje masz za soba. teraz jeszcze pewnie obrona Cię czeka, ale myślę, że to już z gorki :)
      Cieszę się,że polubiłaś Franka. nie wiem, jak to się stało, ale ja też xD chyba najbardziej go lubię obecnie, a nie powinnam, muszę zachować obiektywizm (może dlatego jestem tym złym losem wobec Heleny, ale nie martw się, jeszcze trochję dziewczyna pożyje xDxD no dobra, już nic nie mówię :p).
      Śledztwo McGonagall trwa, to na pewno jeszcze nie koniec tej akcji xD

      Usuń
    2. No ja myślę, że McGonagall w końcu znajdzie jakieś dowody na to, że za "galerią Olivera" stoi własnie Lily, ale jestem takiego samego zdania co bohaterka - nawet jeśli znajdzie na nią "haka" to i tak jej nie wyrzucą z przedstawienia, bo będzie już za późno, by ktoś ją miał zastąpić (a przynajmniej taką mam nadzieję xD).
      Obrona jeszcze przede mną, ale to już nie jest takie złe. Pracę pisałam sama, temat mam ciekawy i bardzo go polubiłam, myślę, że nie będą mieli o co się przyczepić xD
      Liczę na to, że będzie coraz więcej Franka w dalszych rozdziałach ;-)

      Usuń
    3. Lily ma jakies podstawy do wysnuwania takich wniosków, ale z drugiej strony McGonagall to mocno zdenerwuje. Jak to sie rozwiąże? Odpowiedz poznacie niedługo :D oj, tak, Franka troche tutaj bedzie, nie moze byc inaczej, choc do końca pomyślnie nie bedzie mu sie układać ;).
      Zycze powodzenia;) ciesze sie, ze masz temat, który naprawdę Cie interesuje; to najważniejsze :).

      Usuń
  17. Blog został dodany do Katalogu Fanfiction
    Pozdrawiam
    Susan Kelley
    fanfiction-katalog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj,
    piszę z prośbą o niezmienianie szablonu i treści do czasu publikacji oceny, gdyż Twój blog jest pierwszy w kolejce mojej i Eredis na WspólnymiSiłami, a ocena się tworzy :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy można się spodziewać następnego rozdziału??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Cześć!

    Od jakiegoś czasu zbierałam się do przeczytania Twojego bloga, bo słyszałam, że jest naprawdę dobry i nie dziwię się tym opinią! Z wielką przyjemnością przeczytałam wszystkie rozdziały i żałuję, że jest ich tak mało. Poczytałabym jeszcze więcej.

    Oby nikt nie przyłapał Lily oraz nie puścił pary! Nie przeżyję tego, bo wtedy McGonagall zabrałaby jej główną rolę... A wtedy ta głupia Amanda, która zakręciła się przy Olivierze, dobrze że w miarę trzyma przy sobie łapy, miałaby za dobrze. O nie! Lil nie może stracić tej roli... Kocham Lily i życzę jej by była z Olivierem <3 Awwww! Nawet jeśli ci dwoje nie przejawiają żadnych uczuć, to ja i tak ich szipuję razem. Te sziperskie serducho! ^^

    Teraz zachowam się bezuczuciowo, ale nie zrobiła na mnie wrażenia choroba Heleny. Współczuję jej oczywiście, bo to nic dobrego... Jednakże, nie jest to postać, której losem szczególnie się przejmuję. Tak samo nie czuję żadnej chemii na froncie Hugo a nią. Nic a nic. żadnej elektryczności...

    Oczywiście jako wielka miłośniczka Scorose, będę za nich trzymać kciuki do końca! Nie widzę Scorpiusa i Anabelle jako pary, ani trochę... Może, dlatego bo tej laski zwyczajnie nie trawię. Tak jak kocham jej brata, tak jej samej nienawidzę i trzymam kciuki za Rose i Scorpiusa, nawet jeśli nic romantycznego ich nie łączy i ze sobą nie rozmawiają. Scorose forever <333

    Chciałam jeszcze zaznaczyć, że kocham Albusa! Boże ja go po prostu wielbię! Szkoda, że jest go tak mało, albo to tylko moje wymysły, bo mogłabym przeczytać o nim więcej?

    To chyba na tyle. Wszystkie rozdziały naprawdę mi się podobały i czekam niecierpliwie na najnowszy! Życzę dużego pokładu weny!

    Pozdrawiam, Livv {dryfujaca-lilia.blogspot.com}

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję za komentarz :) bardzo się cieszę, widzac nową czytelniczkę, to zawsze sprawia wiele radości ;).
    Widzę, że dość oryginalnie podeszłas do bohaterów xD Dokładnie określliłaś swoje preferencje co do relacji między bohaterami i być może z pewnych wydarzeń będziesz zadowlona, a z pewnych mniej. Hah, widzę, że polubiłaś już teraz Lily, wręcz jej kibicujesz, to nie jest częste zjawisko, ale się właściwie cieszę, bo i Potter trzeba dać szansę i to o niej oprzede wszystkim jest o opowiadanie. Troche mi smutno, że nie lubisz Anabelle, ale ona jest specyficzna xD Rosalie właściwie też, ale w zupełnie inny sposób i myślę, ze raczej cięzko jest lubic je obie. Choć ja i Scorpius w miarę tak mamy xD. No i nie lubisz Hugona xD Hm, myślę, ze jego mpożna albo kochać, albo uważać, ze jest niedorajdą i chyba innych opinii tutaj nie było. Ale cieszę sie, ze lubisz Oliviera, na tym to z pewnościa mi zalezy, choć ostatnio sie jakoś bardziej na Franku skupiałam, bo uznałam, że musżę go wprowadzić. A Albus bedzie się zawsze gdzieś przewijał, ale raczej nie tak jak pozostali. Chociaż mam jeden pomysł dla niego... ale sama jeszcze ne wiem, czy to nie za dużo kombinowania.Jeszcze raz dziekuję za komentarz ;). Do Ciebie na pewno niedługo wpadnę

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej,
    W końcu jestem i przychodzę z zaległym komentarzem. Przeczytałam właśnie wszystkie rozdziały, które zaniedbałam i wreszcie jestem na bieżąco. Na początku miałam zamiar przeczytać tylko jeden i wrócić tu później, bo miałam zrobić wiele rzeczy, ale tak się wciągnęłam, że pochłonęłam te cztery rozdziały od razu, a z moich planów nic nie wyszło :D
    Pewnie teraz zapomnę o wielu rzeczach, ale mam nadzieję, że nie. No to od początku.
    Spodobało mi się to, że Eve zapisała Rosalie do eliminacji. To było takie... przyjacielskie, bo nie wiem, jak inaczej to nazwać. Właśnie ogarnęłam, że to nie był początek, ale ok. Otworzyłam sobie rozdział dwunasty i teraz będę komentować po kolei :D
    To tak, spodobało mi się też przedstawienie tego jury, czy komisji. Wydają się być naprawdę ciekawymi osobami.
    To było takie urocze, jak Hugo siedział przy Helenie, a potem zasnął. Spodziewałam się, że peleryna mu spadnie i się nie zawiodłam :) Oni są tacy kochani ♡
    Ten pomysł Lily z tymi zdjęciami był naprawdę okropny i bardzo chciałam, żeby jej nie wyszło. Dobrze, że Olivier się tym nie przejął. Ale miałam nadzieję, że Lara zdąży rzucić te zaklęcia w każdym pokoju wspólnym, chociaż skoro nie znała hasła do wieży Gryfonów, był z tym problem. W każdym razie Lara stała się moja ulubioną postacią na tym blogu i mocno ją uwielbiam. Jestem ciekawa, co takiego jej się przytrafiło, że musi używać na sobie Czaru Iluzji. Na początku myslałam, że miała wypadek i musi zakrywać blizny, ale to pewnie nie to.
    Miałam ogromną nadzieję, że Olivier spotka Larę w pokoju wspólnym, kiedy ta będzie rzucać zaklęcie, ale niestety :( Teraz liczę na to, że wszystko wyjdzie na jaw, Lily dostanie odpowiednią karę, i że Olivier dowie się, że Lara mu pomogła. Zaczęłam ich shipować w tej kuchni, a teraz robię to jeszcze bardziej. Oby się w jakis sposób dowiedział!!! Błagam.
    Dobrze, że Lily się wściekła i Lara pokrzyżowała jej plany. Zasłużyła sobie na to.
    Miała szczęście na tym przesłuchaniu, ale może McGonagall zabierze jej główną rolę, kiedy wszystko wyjdzie na jaw.
    Jestem za wymierzeniem sprawiedliwości :D
    Dobrze, że Olivier zostawił tę podłą Amandę. Powinien się teraz zainteresować Larą. Musi się nią zainteresować.
    O,Merlinie. Jak Albus wytrzumuje z Matyldą? Ja bym chyba nie dała rady ^^
    I przechodząc już do rozdziału obecnego: czy Frankowi podoba się Rosie? Oni powinni być razem, zdecydowanie, choć Rosalie jeszcze o tym nie wie. Niech Scorpius będzie z Annabelle, a ona z Frankiem. I niech wszyscy się pogodzą, to będzie cudownie :)
    Biedna Helena. Już myślałam, że jednak zrezygnuje ze szkoły, a tu nie. To nawet dobrze. Wydaje mi się, że jednak nikomu nie powie o swojej chorobie. A szkoda, bo chętnie zobaczyłabym reakcję Hugona. Chociaż pewnie i tak się dowie, ale raczej nie w najbliższym czasie. A może się mylę. W każdym razie, mam nadzieję, że uda jej się wyzdrowieć.
    Musi wyzdrowieć.
    I na koniec rozmowa Albusa i Lily. Pomysł tej Pomarańczowej Koperty był bardzo ciekawy i mi się spodobał. Ciekawe, co Lily wymyśli, żeby wyswatać Scorpiusa z Annabelle. Ale równie dobrze Albus sam mógłby porozmawiać z Janvier i przekonać ją, że powinna "wziąć się" za jego przyjaciela. Choć pewnie to nie takie proste i się wstydzi, czy coś.
    Okej, to chyba tyle. Teraz mogę tylko czekać na następny rozdział i liczyć na to, że Lara odegra w nim jakąś rolę ♡♡♡
    Pozdrawiam gorąco i przesyłam całusy,
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i odniesienie się do większości zdarzeń i bohaterów ;p Nie spodziewałam się, że aż tak polubisz Larę, ale to wlasciwie dobrze. Jest bardzo specyficzna, ale jak każdy człowiek potrzebuje bliskości. Olivier olał Amandę, ale co będzie dalej? Hah, o to jest pytanie. Czy Lily zostanie ukarana? Cóż, pewne informscje już w szesnastce, a następnie w siedemnastce;; chyba nie będę Was już trzymać dłużej w niepewności co do tego wątku. Jeśli chodzi o Albusa, to może i mógłby porozmawać z Anabelle... ale z własnej woli chyba jednak nie dałby rady. Ta dziewczyna zdecydowanie go denerwuje.Lily poradzi sobie całkiem dobrze akurat z tym (odpowiedź za kilka dni, wiec moge napisac xD).Co do Heleny, o nie, na razie nie zrezygnuje ze szkoły, ta choroba bedzie miała wpływ nie tylko na nią!
      W szesnatce będzie Lara :*
      Jeszcze raz dziekuję i pzodrawiam.

      Usuń
  23. W końcu się zjawiam :D Parę błędów wpadło mi w oczy, ale to zostawię na koniec.
    Aż dziwne, że McGonagall nie zirytowała się spóźnieniem Rosalie :D przypuszczam, że prędzej przymknęłaby na to oko w przypadku quidditcha, a nie jakiegoś tam musicalu, ale to może headcanon się we mnie odzywa. Podoba mi się pomysł zaangażowania w poszukiwania sprawcy Prefektów Naczelnych - w końcu się do czegoś naprawdę przydadzą.
    Przy chorobie Heleny widać, że jesteś w swoim żywiole, ale jakoś ten wątek do mnie nie przemawia - liczyłam na jakąś magiczną chorobę. Trochę też gryzie mi się logicznie to zdanie: – Nie musimy korzystać z tradycyjnych sposobów mugolskiej medycyny. Możemy znacznie przyspieszyć diagnostykę za pomocą magii, jak również prowadzić chemioterapię w sposób znacznie… znośniejszy dla pacjenta, jednak leczenie jest dokładnie takie samo w przypadku wszystkich ludzi. To w końcu będą ją leczyć jak wszystkich ludzi (czyli, jak przypuszczam, również mugoli) czy jednak po czarodziejsku? I czy na pewno czarodzieje podzieliliby się z mugolami swoimi metodami? Gdy opisywano w kanonie pobyt Artura Weasleya w Mungu, to jakoś nie było o tym mowy.
    Ostatnia rozmowa między Lily i Albusem świetna, widać, że są prawdziwym rodzeństwem. Nie zgodzę się tylko z tym, że palenie papierosów nie jest romantyczne :D
    Nie wiem, czy skoro Lily chce ośmieszyć Oliviera na forum międzynarodowym, nie napisze sztuki od nowa i nie zacznie w trakcie głównego przedstawienia prezentować swojej wersji. No ale okaże się :D
    Nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca, ale również nigdy wcześniej Gryfonka nie brała udziału w przedsięwzięciu choćby podobnym do musicalu. - Tu powtórzenie było specjalne?
    W poniedziałkowy poranek przeżyła szok, gdy dowiedziała się, że również pokój wspólny gryfonów wrócił do pierwotnego wyglądu, - Gryfonów wielką literą.
    Helena usłyszała, jak lekarz woła jej nazwisko - Woła się kogoś, na pewno nie nazwisko :) Lepiej byłoby np. odczytał jej nazwisko albo wywołał jej nazwisko.

    Pozdrawiam i lecę do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dziękuję za odpowiedz.
      Chce wierzyć, ze akurat w takim przypadku czarodzieje podzieliliby się wiedza.
      Tylko techniczny sposob leczenia bedzie miał w sobie trochę magii ;).chciałam wstawić prawdziwa chorobe, choc rozumiem, dlaczego nie wszystkim to pasuje.
      Heh, co di palenia wlasciwie czasem faktycznie tak jest, choc moja prawie-zawodowa natura kłóci się z takimi stwierdzeniami. To powtórzenie było specjalne, dzieki za zwrócenie uwagi na te dwa błędy ;)

      Usuń
    2. Nie to, że choroba mi nie pasuje - w końcu faktycznie jest dość poważna, po prostu myślałam, że zostaniesz przy czymś magicznym. Z drugiej strony też pokazałaś, że nawet czarodzieje zapadają na "zwykłe" choroby, co zdecydowanie jest ogromnym plusem takiego zagrania w tekście.

      Czy czarodzieje podzieliliby się wiedzą - to chyba dość optymistyczne założenie. W końcu już i tak chociażby swoimi magicznymi opatrunkami czy zwykłym eliksirem na złamanie kości pomogliby bardzo mugolom, a jednak tego nie zrobili. Może jednak faktycznie w przypadku poważniejszej choroby postąpiliby inaczej.

      Nie ma sprawy ;) zauważyłam jeszcze, że zarówno w tym, jak i w następnym rozdziale coś Ci się miejscami dzieje z akapitami, przez co wygląda tak, jakbyś wstawiła dwa.

      Usuń
    3. Moze tak jak ten lekarz, chce wierzyć, ze by się podzielili. ;p nie wiem, co zrobic z tymi akapitami; denerwuje mnie to

      Usuń
    4. Część lekarzy-mugolofili pewnie podzieliłaby się, ale czy większość? Chyba nie, ale to tylko moje zdanie :)

      To dziwne z tymi akapitami, masz ustawione domyślne w szabonie? Jeśli tak, to może miejscami kopiuje Ci się jakiś z Worda?

      Usuń
  24. Kurcze no, ten Frank leci na Rose, a ona na tego wężowego, ech... tak czy inaczej życzę im powodzenia w miłości, może dla odmiany coś tu się uda ;p A nie tylko takie błędne koła nastoletnich romansów. Nawet Albus nie może znieść swojej dziewczyny.
    Cały ten plan "przyciśnięcia" dziewczyn nieszczególnie do mnie przemawia, bo obawiam się, że jednak nie wypali. Lily nie jest jakaś mega bystra, Frank ma rację, ale jest uparta i przekonana o swojej wspaniałości, samymi groźbami nic się nie wskóra. Najlepiej wytrącić ją z równowagi albo pokonać podstępem. Tylko Rose to mistrzem podstępu nie jest haha

    Co do Heleny, to zaskoczyłaś mnie w tą mugolską chorobą. Mimo że przewidywałam coś poważnego u niej to akurat nie tego. Pozostawienie jej w szkole wydaje się bardzo ryzykowne. Rozumiem, że dziewczyna chce korzystać z życia, ale z drugiej strony - to nie jest tak, że ma już wyrok śmierci. Może powinna najpierw spędzić chociaż pół semestru i w szpitalu, a nie od razu ryzykować?

    Lily to ja już totalnie nie rozumiem. Skąd u niej aż taka niechęć do Olivera? Wzajemne dokuczenie mogę przetrawić, nawet szczeniackie zagrywki. Ale takie "zniszczę go" to chyba trochę ta dziewczyna odleciała.

    Jednak buduje mnie trochę końcówka. Cała ta pomoc nie zasługuje na pomarańczowy list, ale może w końcu coś się w zachowaniu tej dziewczyny zmieni, bo wkurza mnie samym swoim istnieniem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz.
      Rose nie jest mistrzem podstępu, z Frankiem nieco lepiej, ale pewien problem tez z tym biedak ma.
      Jesli chodzi o Helene, w chwili obecnej moze byc w szkole, ale czy bedzie chciała ja opuszczać w razie konieczności? Oto jest pytanie :p
      Lily sama nie potrafi tego racjonalnie wytłumaczyć. Ale jak juz sie uwzięła, to nie popuści... Raczej.

      Usuń
  25. No dobra, wreszcie udało mi się do ciebie dotrzeć, aby nadrobić komentarzowe zaległości, za które bardzo przepraszam! No, ale przechodząc do rzeczy...
    A więc sprawa wybryku Lily nabrała rozmachu i nie daje spokoju nawet naczelnym władzom Hogwartu. W sumie to dobrze, bo prawdopodobnie zostanie ukarana, co jej się należy. Jestem ciekawa, czy rzeczywiście uda im się znaleźć dowody na winę dziewczyny. W końcu same słowa to za mało, aby cokolwiek jej udowodnić.
    Rosalie bardzo zaangażowała się w przedstawienie i to widać na pierwszy rzut oka. Poza tym Frank coraz bardziej się nią interesuje. Jestem ciekawa, co z tego wyniknie.
    Natomiast szkoda mi Heleny. Od jakiegoś czasu coś było z nią nie tak, ale nie przypuszczałam, że jest to aż tak poważne. Białaczka? Mam nadzieję, że uda się ją wyleczyć. Istnieją przecież pewne metody... Może jeszcze nie wszystko jest przesądzone. Przed nią ciężkie chwile, ale ma obok siebie ludzi, którzy będą ją wspierali. Podziwiam ją, że jednak chce zaryzykować i nadal uczęszczać do szkoły, ale jednocześnie doskonale rozumiem jej decyzję. Chyba też nie chciałabym tak całkowicie rezygnować ze swojego dotychczasowego życia. To będzie dawało jej siłę do walki. Tak myślę. Trochę tylko dziwi mnie, że w magicznym świecie nie wynaleziono dobrego lekarstwa na to paskudztwo. W końcu złamane kości leczy się w parę chwil eliksirami i zaklęciami, a na tę chorobę nie ma nic odpowiedniego? W sumie dla akcji opowiadania to może i lepiej. Nie będzie zbyt łatwo - dobra, teraz brzmię jak sadystka... W każdym razie mam ogromną nadzieję, że w obliczu tej nowej sytuacji Hugo jednak się przełamie i poczyni pewne kroki, aby zbliżyć się do Heleny. No bo ile można? Chłopie, do roboty!
    Lecę czytać dalej!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło widziec Cię z powrotem :)
      Właściwie Rosalie aż tak się nie zaangażowąła w to rpzedstawienie, podchodzi do tego wszystkiego mocno sceptycznie, ale lubi śpiewać xD
      Tak, właściwie zostało mi wytknięte, że choroby mugolskie wg Rowling mogą być przez czarodziejów wyleczone, ale już pozostanę przy tym złamaniu kanonu, trudno... To mi pasuje. A jeśli chodzi o relację H&H, będzie się działo xD.

      Usuń
  26. Uuu, czy mogę liczyć na jakąś akcje pomiędzy Rosie i Frankiem? :D może Scorpius będzie zazdrosny i pośle Francuzke do diabla? Xd
    Chociaż, jak się uprzesz, to Franka polubiłam na tyle, że mogę ich shippowac. Mój mąż jakoś da sobie radę xd
    O Boże, biedna Helena! Strasznie mi jej szkoda; (
    Bardzo fajnie, że poruszyłas temat medycyny, zawsze żałowałam, że J.K. nic o tym nie wspomniała, w sensie-skoro magia tak łatwo wszystko wyleczyć, to jak to wygląda pod względem moralnym, że ukrywają się prze mugolami. Ciekawilo mnie czy czarodzieje w ogóle chorują na nieuleczalne choroby. Wiec fajnie ze to rozwinelas i trochę oczyscilas ich etykę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic nie będe mówić. no może prócz tego, że scor bedzie zazdrosny, bo już o tym napisałam w rozdziale 21. xD

      podobno wg Rowling czarodzieje nie chorują na mugolskie choroby. Ale trochę mi to nie odpowiada, bo co, dzieci mugoli bylyby przez jedenascie lat totaleni zdrowe?

      Usuń