niedziela, 13 marca 2016

Rodział trzynasty: Galeria Janviera

Odkąd pamiętała, budziła się wcześnie.
Wcześnie też chodziła spać. Albo próbowała. Najchętniej kładłaby się do łóżka nie później niż o dziesiątej, ale w Hogwarcie było to trudne. Żałowała. Pragnęła każdego dnia przesypiać jedenastą czterdzieści siedem wieczorem, a przez obowiązki szkolne niejednokrotnie nie miała takiej możliwości.
Ale wczesne pobudki w przeciwieństwie do wieczorów nie wiązały się w żaden sposób z tamtymi wydarzeniami. Nie potrafiła spać, kiedy słońce, a przy tym świat, budziły się do życia, zaś chwile tuż przed świtem były jej ulubioną częścią doby.
Tego dnia jednak Lara Shirley wstała wyjątkowo wcześnie nawet jak na siebie – gdy otworzyła oczy, wskazówki zegarka wskazywały czwartą trzydzieści siedem. Nie rozumiała dlaczego, przecież w przeciwieństwie do większości uczniów nie interesowała się rozgrywającymi się eliminacjami do musicalu ani samym wydarzeniem, z pewnością więc nie czuła się bardziej podekscytowana niż zwykle. Mimo to, odkąd tylko rozwarła powieki, odnosiła nieprzeparte wrażenie, że powinna jak najszybciej wstać i zobaczyć, co działo się poza ścianami przytulnego dormitorium piętnastoletnich Puchonek. Przez kilka minut, wciąż leżąc w wygodnym łóżku i wpatrując się w granatowy baldachim nad głową, próbowała przekonać samą siebie, że o czwartej rano z pewnością nie stało się nic nadzwyczajnego, ale dziwne przeczucie, zamiast maleć, tylko rosło.
Lara doszła więc do wniosku, że musiała przekonać własny organizm w jedyny możliwy sposób – empirycznie. W końcu tak dochodzili do różnych prawd najważniejsi filozofowie w ludzkości. A przynajmniej to mówiły jej babuszki, kiedy… Nie, wolała o tym nie myśleć. Nie tuż przed świtem, najpiękniejszą częścią dnia.
 Bezszelestnie wstała i skompletowała ubranie. Opanowała wykonywanie porannych czynności do perfekcji – praktycznie nie wydawała przy tym żadnych odgłosów. Jej współlokatorki nadal spały jak zabite.
Shirley zazwyczaj spędzała rano w łazience co najmniej czterdzieści minut – uwielbiała kąpiele, a ze względu na to, że wszystkie koleżanki wstawały najwcześniej półtorej godziny później, mogła pozwolić sobie na praktycznie jedyne w swoim życiu wygodnictwo. Tym razem przeczucie uniemożliwiło jej relaks w wannie; a może inaczej: przesunęło je w czasie. Lara była bowiem przekonana, że lada chwila wróci do dormitorium, śmiejąc się sama z siebie, i odda się porannym przyjemnościom. Dlatego właśnie w łazience spędziła jedynie kilka niezbędnych minut, a następnie, zabierając różdżkę, udała się do tak dobrze jej znanego i lubianego pokoju wspólnego Puchonów.
Ale kiedy się już w nim znalazła, odniosła wrażenie, jakby pojawiła się niespodziewanie w zupełnie obcym miejscu.
Podstawa była niby taka sama, nie zostały zmienione meble ani stałe ozdoby, ba – nie przesunięto chyba nawet jednego stolika. Żółte kotary, miękkie fotele, jeszcze wygodniejsze sofy, mahoniowe stoły i ogromne okna pozostawały dokładnie takie same jak poprzedniego dnia.
Jednak teraz nie sposób byłoby zwrócić uwagi na coś tak… normalnego. W tej chwili dosłownie wszystko, częściowo razem z podłogą i sufitem, pokryte zostało niezliczoną ilością fotografii, karykaturalnych rysunków oraz krótszych i dłuższych tekstów napisanych różnymi czcionkami i kolorami. Wszystko to było niesamowicie jaskrawe, niesamowicie krzykliwe i jeszcze bardziej... niesprawiedliwe.
Do takiego wniosku doszła Lara w ciągu pierwszej sekundy pobytu w pokoju wspólnym. Kiedy otrząsnęła się z szoku, podeszła do najbliższego fotela i podniosła leżącą na nim ulotkę, na której zobaczyła tę samą fotografię co na przeciwległej ścianie, tylko w znacznie mniejszym rozmiarze, a pod nią denerwującą, mieniącą się na różne kolory, krzywą czcionkę.
Wystarczyła dosłownie chwila, aby dziewczynę zalała fala złości wywołanej poczuciem niesprawiedliwości wobec chłopaka, którego twarz widniała na zdjęciu. Olivier Janvier, temat numer jeden szkolnych plotek, a dodatkowo człowiek, który nie tak dawno temu zmusił ją do pogawędki o niczym. Lara nie lubiła rozmawiać. Nigdy nie mówiła dużo, nawet jako mała, niezraniona jeszcze dziewczynka. Zawsze wolała słuchać, choć później się to zmieniło. Ludzie rzadko kiedy mieli coś naprawdę interesującego do powiedzenia. Większość mówiła wszystko, co ślina im na język przyniosła, bądź pogrążała się w nieobowiązujących rozmowach o niczym, co według dziewczyny nie miało najmniejszego sensu. Jeszcze gorsze były słowa wypowiedziane po to, aby zranić. Słowa, które niszczyły.
Shirley o wiele bardziej wolała milczenie. Czyny. Mało kto chciał utrzymywać kontakt z osobą, która odpowiadała tylko na zadane pytania i właściwie nigdy nie mówiła niczego sama z siebie, dlatego też nie miała znajomych. Olivier był pierwszą osobą od dawna, która tak długo próbowała z nią rozmawiać, i pierwszą, do której w końcu powiedziała coś niepytana. Co gorsza ich konwersacja również nie miała większego znaczenia. Lara doskonale wiedziała, że chłopaka nie interesowało pieczenie, pragnął tylko zjeść jej wypieki, a mimo to zabrała w tej sprawie głos. Próbowała o tym nie myśleć i do tej pory całkiem skutecznie jej się to udawało.
Wpatrywała się zdziwiona w magiczną fotografię piętnastolatka, na której miał on różowe, kręcone włosy, świński ryjek zamiast nosa i małe, czarne oczy. Prawą kończyną górną, przypominającą racicę, drapał się po policzkach i marszczył nos, jakby chrumkając. Podpis na dole głosił: Zawsze wiedziałem, że moim zwierzęcym odpowiednikiem jest świnia, w końcu najchętniej całymi dniami taplałbym się w błotku. Ten smród pasuje do mojego własnego zapachu! Dla niektórych, może nawet dla samego Oliviera, byłoby to zabawne. Lara nie sądziła, żeby chłopak zdołał się przejąć czymś takim. Ale osobiście uważała tego typu żarty za niesmaczne, świadczące źle o ich wykonawcach i zasługujące na karę. A to przecież była jedna tysięczna tego, czym wypełniony został pokój wspólny Puchonów.
W ciągu następnych dziesięciu minut Shirley przejrzała wystarczającą ilość materiałów, aby dojść do wniosku, że nie chodziło jedynie o dziwnie pojętą zabawę. Ten, kto to zrobił, musiał naprawdę nienawidzić Oliviera. Lara nie wiedziała, czy jakiekolwiek informacje, które przeczytała na ścianach bądź innych ulotkach, zawierały w sobie prawdę, ale odnosiła wrażenie, że na przykład te dotyczące ojca Janviera mogły. Komuś naprawdę mocno zależało na tym, aby nie tylko dopiec nowemu uczniowi, ale żeby go zniszczyć. Była przekonana, że większość jego wielkich fanek zaprzestanie takowymi być, kiedy poczyta o zamiłowaniach Francuza do trzymania robaków w łóżku bądź jego rzekomych zwyczajach higienicznych. Shirley nie wierzyła w to za grosz, ale musiała przyznać, że zdjęcia, które zostały dołączone do tej ulotki, były wyjątkowo sugestywne. Nie dało odmówić się żartownisiowi talentu zarówno plastycznego, jak i do magii. Wszystkie zdjęcia się ruszały, niektóre nawet wydawały odgłosy, a kiedy Lara podeszła do wielkiej podobizny Janviera przebranego za Nochala, musiała aż zatkać nos, gdyż wyjątkowo zapach przypominający smród rozkładających się zwłok niemal zwalił ją z nóg. Niestety z autopsji wiedziała, że takie porównanie było wyjątkowo trafne.
Lara nie miała pojęcia, czy coś takiego mogłoby załamać Oliviera na tyle, by – jak głosiło jedno z haseł wypisanych na ścianie – jak najszybciej wrócił do żabojadów. Podejrzewała, że nie. Mimo to nie zamierzała tego sprawdzać w rzeczywistości.
Tak jak się spodziewała, wszystkie plakaty, zdjęcia i teksty znajdujące się na ścianach, suficie czy kotarach nie reagowały na podstawowe zaklęcia usuwające. Ulotki leżące na stołach można dały się co prawda ruszać, ale czary niszczące bądź próby usunięcia materiałów poza obręb pokoju wspólnego na nic się zdały. Shirley była przekonana, że sprawcy zamieszania musieli użyć zaklęć utrwalających, co oznaczało, że w dowolnym czasie usunąć materiały mogli tylko ci, którzy rzucili czary, a dopiero po kilku dniach ktoś, kto dysponował wystarczająco silną magią, a więc nauczyciele. Lara odnosiła coraz mocniejsze wrażenie, że sprawca tego wszystkiego nie mógł działać w pojedynkę i że musiał dokładnie wszystko zaplanować, prawdopodobnie jakiś czas temu. Dlatego właśnie coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że była to Lily Potter, dziewczyna, której Shirley nigdy nie potrafiła zrozumieć, a od dawna nie próbowała. Wolała spędzać wolny czas na czymś konstruktywnym bądź przyjemnym.
Puchonka nie zamierzała wdawać się w nikim w dyskusje na temat swoich podejrzeń, nawet jakby lubiła gawędzić z innymi uczniami; już teraz wydawało jej się, że Potter sama się do tego przyzna, Krukonka uwielbiała przecież wygrywać w wielkim stylu. Na samą myśl Lara aż westchnęła. Czasami zastanawiała się, czy to ona sama aż tak bardzo nie pasowała do dwudziestego pierwszego wieku, czy to inni ludzie kompletnie powariowali.
Ale nie miało to właściwie większego znaczenia; nawet jakby zachowywaliby się inaczej, nie rozmawiałaby z nimi. A w inny sposób niełatwo byłoby znaleźć przyjaciół. Których i tak nie potrzebowała. Miała rodzinę, miała zainteresowania, a gatunek homo sapiens w założeniu do nich nie należał. Lara nie lubiła ludzi. W większości przypadków nie zachowywali się humanitarnie, choć przecież w ten sposób zadawali kłam etymologii tego słowa.
Olivier również należał do denerwujących osobników. Zbyt dużo mówił, zbyt dużo robił, zbyt hałasował i zbyt... gwiazdorzył. Mimo to nie sądziła, aby zasługiwał na takie traktowanie przez kogokolwiek. Nie sądziła, by ktokolwiek zasługiwał!
Lara z konieczności nauczyła się rzucania wyjątkowo trudnej grupy zaklęć należących do tak zwanych Czarów Iluzji już jako mała dziewczynka. Jej ojciec załatwił specjalne pozwolenie, by mogła używać różdżki – pod okiem opiekunów – od siódmego roku życia. Musiała w końcu opanować do perfekcji możliwość codziennego reperowania własnego ciała.
Dlatego właśnie przywrócenie pokoju wspólnego do pierwotnego wyglądu zajęło jej mniej niż dziesięć sekund. Magia iluzjonistyczna na przedmiotach była znacznie łatwiejsza niż ta wykonywana na materii ożywionej, a więc na samej sobie, i nie stanowiła dla niej żadnego problemu. Shirley wiedziała, że to zadziała – w końcu w programie szkolnym uczono jedynie trzech zaklęć z tej grupy i to dopiero w szóstej i siódmej klasie, nie sądziła, żeby nawet tak dobra uczennica jak Lily Potter umiała to odkręcić. Sama Lara znała co najmniej piętnaście Czarów Iluzji.
Mimo to nie należała do wybitnych czarownic i wątpiła, że miałaby cierpliwość oraz chęci do opanowania tych zaklęć, gdyby nie absolutna konieczność. Wiele lat codziennych, długotrwałych prób, bólu, łez, poczucia beznadziei i wściekłości w końcu zostało wynagrodzone, ale jakim kosztem? I tak codziennie musiała zdejmować z siebie iluzję, widzieć to, czym było jej ciało, a następnie zakładać z powrotem czary, które znała lepiej niż imiona i nazwiska koleżanek i kolegów z klasy. Gdyby tylko mogła, zapomniałaby te kilkanaście nazw w sekundę, wyrzuciłaby je z ksiąg, zniszczyła…!
Ale czasem bywają przydatne, pomyślała zaskoczona, patrząc na puściusieńki i przytulny jak niegdyś pokój wspólny. Nie pozwoliła jednak sobie na podziwianie własnego dzieła dłużej niż pięć sekund, została przecież zmuszona w jakiś sposób dostać się do pozostałych pokojów wspólnych, w których – była przekonana – czekał na nią taki sam widok. Znała lokalizację wszystkich hogwarckich domów, w końcu jedenastoletnia dziewczynka nieotwierająca do nikogo ust musiała znaleźć sobie w zamku rozrywkę. Wiedziała, że prawdziwym wyzwaniem będzie dostanie się do środka. Na szczęście dwa dni wcześniej usłyszała niechcący, że obecne hasło do pokoju wspólnego Ślizgonów brzmiało Czarne mandragory i miała szczerą nadzieję, że od tamtej pory się nie zmieniło. Nie miała jednak najmniejszego pojęcia, co trzeba było powiedzieć Grubej Damie, by ta otworzyła przejście do wieży Gryfonów. Mimo to największym wyzwaniem pozostawała zadająca pytania kołatka na drzwiach prowadzących do Ravenclawu.
Lara była beznadziejna w zgadywaniu, dlatego najpierw postanowiła poznać pytanie, a później – nakładając iluzję w siedzibie Slytherinu i próbując odgadnąć hasło do Gryffindoru – zastanawiać się nad odpowiedzią.
A czasu miała niewiele.

Lily Luna Potter po raz pierwszy od dawna obudziła się przed budzikiem. Ostatnimi czasy sypiała tak mało, że nie pamiętała dnia, w którym się wyspała – aż do dzisiaj. Choć pewnie nie chodziło o brak zmęczenia – w końcu położyła się spać o trzeciej, a więc spała nieco ponad trzy godziny – a o ekscytację na samą myśl o ostatecznym zniszczeniu Janviera.
Nucąc pod nosem, zerwała się z łóżka i w ekspresowym tempie wykonała poranną toaletę. Chciała jak najszybciej zobaczyć pokój wspólny Ravenclawu w nowej odsłonie, którą ten zyskał dzięki nocnym zabiegom jej i Alice. Oczywiście zabrała ze sobą swój sekretny aparat, w nocy z nadmiaru emocji zapomniała zrobić zdjęcia wielkiego dzieła, więc musiała to nadrobić.
Nadal śpiewając ulubioną piosenkę z dzieciństwa, zbiegła szybko po schodach, czując buzującą w żyłach adrenalinę oraz coraz szybsze bicie serca, a następnie...
Stanęła jak wryta.
Pokój wspólny wyglądał dokładnie tak jak zawsze, czyli całkowicie normalnie.
Nie było w nim choćby jednej, najmniejszej podobizny Oliviera, nawet minimalnego elementu jej słodkiej zemsty… NIC! Przecież sprawdziły w nocy wszystko, nałożyły naprawdę dużo zabezpieczeń, a mimo wszystko jakoś mu się udało...!
Lily nadal serce biło nienaturalnie szybko, jednak teraz zamiast chęci śpiewania odczuwała chęć mordu. Zacisnęła spocone dłonie niemal do krwi i, cudem powstrzymując się od wrzasku, wybiegła jak torpeda na korytarz i podążyła w nieznanym sobie kierunku, mocno zaciskając pięści.

Oliviera Syriusza Janviera obudziło drętwienie w lewej stopie. Aż za dobrze wiedział, co to znaczyło.
Coś miało się dzisiaj wydarzyć.
Chwilę później uzmysłowił sobie, że doskonale wiedział, o co chodziło. Eliminacje do musicalu, na które musiał się zapisać z powodu Martina. Najwyraźniej jego największy wróg z Beuxbatons zamierzał go prześladować również w nowej szkole. Jakby nie wystarczał sam fakt, że Janvier został zmuszony do przeprowadzki do Kraju Wiecznego Deszczu.
Tak naprawdę aż tak to mu nie przeszkadzało. Już nie. Z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajał się do zamku, mimo że nadal irytowały go pewne brytyjskie... zwyczaje. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że Hogwart okazał się o wiele lepszy, niż przypuszczał. Niestety Olivier nie zaliczał do tych plusów musicalu. Nie pociągała go perspektywa występowania w jakimś śpiewno-tanecznym, kiczowatym romansie. Nie obawiał się tremy związanej z występowaniem – wręcz przeciwnie, możliwość gry aktorskiej uważał za największy i obecnie jedyny plus wydarzenia – ale irytowała go sama myśl związana z koniecznością pracy akurat nad takim przedstawieniem…
Przemyślenia Janviera przerwał nagły skurcz w lewej stopie, na tyle mocny, że chłopak aż usiadł na łóżku i złapał się za bolącą część ciała. Nie rozumiał reakcji własnego organizmu, przecież doszedł już do wniosku, co takiego miało się stać, dlaczego więc złapał go tak mocny skurcz? Odkąd pamiętał, stopa zawsze wybudzała go, kiedy miało wydarzyć się coś przełomowego. Pamiętał do dziś, jak ogromny ból odczuwał, kiedy jego kochany ojczulek przedstawił rodzinie wspaniałą wiadomość.
Teraz było lepiej, ale Olivier wiedział, że skoro ból nie odszedł, oznaczało to, że miało stać się coś jeszcze, coś, o czym najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia. Zdołał dowiedzieć się o magicznym schorzeniu, na które chorował, naprawdę sporo. Najlepiej opisywała je sama nazwa – Przypadłość Achillesa. Tak, z pewnością można byłoby stwierdzić, że lewa stopa Janviera stanowiła jego największą słabość, jednak w jakimś sensie – mimo że skurcze i bóle były naprawdę nieznośne – okazała się także jego siłą. Dzięki temu od razu mógł się nastawić na to, że dnia, w którym przypadłość dała o sobie znać, stanie się coś przełomowego. Dobrego, złego – różnie – ale z pewnością przełomowego.
Olivier wiedział, że stopa będzie mu dokuczała, dopóki nie będzie miało miejsce to, o czym chciała go poinformować. Hipotetycznie więc mógł ją odczuwać cały dzień. Miał jednak dziwne przeczucie, że tym razem tak się nie stanie.
Coś mówiło mu, że powinien jak najszybciej wstać i wyjść z dormitorium, mimo że na jego zegarku widniała dopiero szósta dwadzieścia dwa. Budził się tak wcześnie tylko wtedy, gdy odzywała się Przypadłość Achillesa; nieuleczalna, ale właściwie nieszkodliwa, jeśli już ktoś przyzwyczaił się do dyskomfortu. Na szczęście jego życie nie było na tyle nieprzewidywalne, aby skurcze czy bóle zdarzały się często i z dużym natężeniem.
Chłopak darował sobie pójście do łazienki oraz przebieranie się z piżamy – którą stanowiły jedynie szorty przed kolana – i zszedł prosto do pokoju wspólnego.
A tam, prócz patrzących na niego – na poły z podziwem, na poły z przerażeniem – pięciu trzecioklasistek, zobaczył tysiące podobizn samego siebie.
Stopa momentalnie przestała go boleć, a on westchnął głęboko, zanim podszedł do stolika, na którym leżała ulotka z fotografią przedstawiającą go przebranego za coś na kształt wielkiego ziemniaka, i zaczął czytać tekst pod zdjęciem. Z każdym kolejnym słowem na jego twarzy gościł coraz większy uśmiech.
– Wiecie co, on chyba naprawdę nie jest normalny, uśmiecha się! – stwierdziła jedna ze stojących pod ścianą dziewcząt, a następnie aż podskoczyła, kiedy Olivier popatrzył prosto na nią.
– A mogę wiedzieć dlaczego? – zapytał uprzejmie.
– Dlaczego co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie najwyższa i chyba najodważniejsza nastolatka.
– Dlaczego według, hm, twórcy tej… wystawy o mnie samym wydaję się nienormalny? Bo tutaj na przykład napisano, że prenumeruję czasopismo Czarownica, dzięki czemu do perfekcji opanowałem układanie fryzury. Teoria o mojej nienormalności może być równie ciekawa i nieprawdziwa, dlatego chętnie się dowiem.
Nastała cisza, podczas której pięć par wystraszonych, choć jednocześnie zainteresowanych oczu wpatrywało się w niego z zaskoczeniem. Nagle najniższa z dziewcząt rzuciła piskliwym głosem:
– A nie prenumerujesz?
– Viv, zamknij się…
– Sama mówiłaś, Caroline, że prócz tego, że słodko mówi po angielsku, to skoro zawsze ma tak ładnie ułożone włosy, pewnie musi je układać co najmniej pół godziny, bo czary tak dobrze by tego nie...
– Kurwa, zamknij się!
– Przepraszam, że przerwę tę jakże ekscytującą wymianę zdań – rzucił Olivier, a dziewczęta momentalnie przestały mówić i się przepychać, tylko znów zwróciły spojrzenia na niego. – Ale chętnie poznam odpowiedź na swoje pytanie.
– No… eee… podobno prowadzisz dialogi z samym sobą, kiedy myślisz, że nikt nie patrzy, twój dziadek miał schizofrenię, a ty od czasu do czasu masz halucynacje… No i podobno lubisz zabijać i przeprowadzać sekcje szczurów.
– …a my wiemy od Ell, nieważne, że przynajmniej ta pierwsza informacja jest prawdziwa. Przyłapała cię na Wieży Astronomicznej, kiedy mówiłeś sam do siebie…
– …dlaczego więc mamy się nie obawiać, że to ze szczurami też może być prawdą?!…
– …podobnie jak powód, dla którego tak naprawdę musiałeś opuścić Beuxbatons…
– …albo dlaczego jesteś taki dobry w obronie przed czarną magią?
– To co tu jeszcze robicie? Skoro obawiacie się, że was zamorduję, to chyba powinnyście się stąd zwijać? – stwierdził Olivier, z trudem zachowując powagę. Tak jak się spodziewał, w oczach dziewczyn zobaczył jeszcze większy strach niż wcześniej. Były przekomiczne. Z rozbawieniem obserwował, jak wycofywały się powoli w kierunku schodów prowadzących do dormitoriów, nie spuszczając z niego wzroku. Zanim  ostatnia z nich zniknęła, zawołał za nimi: – Nim skryjecie się bezpiecznie we własnej sypialni, powiedzcie moim kolegom z dormitorium, żeby tu przyszli. Jeśli tego nie zrobicie, moja zemsta będzie…
W odpowiedzi Olivier usłyszał zduszony dziewczęcy pisk, a następnie głośne trzaśnięcie drzwi.
Pięć minut później – kiedy siedząc przy jednym ze stolików, zaśmiewał się do łez po przeczytaniu rzekomego wpisu ze swojego pamiętnika, w którym zastanawiał się nad rzuceniem się z Wieży Astronomicznej z powodu przegranych pojedynków w szachy z Hugonem – do pokoju wspólnego wpadł jak szalony sam Weasley. Z krzywo zapiętą szatą i sterczącymi na wszystkie strony rudymi włosami wyglądał doprawdy przezabawnie. Tuż za nim pojawił się niewiele lepiej prezentujący się George Wells.
– Co tu… O kurde! – zawołał ten pierwszy, rozglądając się wokół.
– Ktoś zrobił na moją cześć wystawę. – Wzruszył ramionami Janvier, nie mogąc jednocześnie powstrzymać się przed uśmiechem.
– Cieszysz się z tego? Przecież ta fotografia pokazuje, jakbyś zupełnie nie potrafił jeść – stwierdził Hugo, wskazując na najbliższe z ogromnych zdjęć Oliviera wiszących na ścianach.
– Tak, a ta, że kocham różowy, a jeszcze inna, że w dzieciństwie przypominałem z wyglądu ziemniaka. Możesz pogratulować Lily pomysłowości.
– Skąd wiesz, że… No tak, to właściwie pewne – stwierdził Hugo i zrezygnowany usiadł obok Janviera. – Te dziewczyny powiedziały, że musimy cię ratować przed samym sobą, więc spodziewałem się czegoś innego.
– Ja też, ale muszę przyznać, że zabawa przednia – stwierdził lekko Olivier. – Nie wiem, dlaczego Potter myślała, że ta farsa może spowodować, cytuję, mój natychmiastowy powrót do Francji. Nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z tego przedstawienia. Musical to pikuś.
– Wiesz – zaczął uważnie Hugo, ziewając głośno – ty chyba faktycznie nie jesteś do końca normalny, ale w tym przypadku dobrze dla ciebie. Przynajmniej nie popadniesz w…
– To jest naprawdę pomysłowe, słuchajcie – krzyknął z podekscytowaniem George Wells, przerywając Weasleyowi: – Jednym z moich największych sekretów jest strach przed zbrojami. Kiedy na szkolnym korytarzu jestem zmuszony minąć jedną z nich, staję i powtarzam w myślach pięć razy refren Ody do Merlina, co uspokaja mnie na tyle, że mogę iść dalej, nie obawiając się o utratę życia. Jeśli tego nie zrobię, a spojrzę na zbroję, dopiero gdy będę ją mijać, to z powodu nagłego lęku padam na ziemię i nie mogę powstać bez pomocy ładnej dziewczyny.
– Tak, nawet wiem, skąd to wzięła – stwierdził Olivier. – Z trzy tygodnie temu potknąłem się na korytarzu na trzecim piętrze i jakaś laska pomogła mi zbierać książki. To też jest niczego sobie – dodał, biorąc do ręki kolejną ulotkę. – Nie wiem, czy wiedzieliście, bo ja nie, ale jednym z moich największych fetyszy są krosty takie jak na twarzy pani Trelawney.
– Uuu, to naprawdę obrzydliwe – uznał Wells.
– Olivier… Tu jest coś o twoim ojcu – zawołał nagle Hugo.
– Co? Pokaż – poprosił go Olivier, jednocześnie czując nieprzyjemny ucisk w żołądku. Większość zaprezentowanych przez Lily materiałów była idiotycznie zabawną mieszaniną prawdy, wybujałej wyobraźni i kłamstwa, ze znaczną przewagą dwóch ostatnich, ale Janvier odnosił wrażenie, że to, co napisała o jego ukochanym ojczulku, mogło niestety być tym pierwszym.
Hugo podał mu szybko kartkę z niezbyt zachęcającą miną:
Mój ojciec to nieudacznik, który zdobył wszystkie pozycje tylko dzięki nazwisku i pieniądzom, bo z pewnością nie rozumowi. Uważa się za pępek świata, gdy tymczasem nie potrafi wypowiedzieć poprawnie nawet jednego zdania bez mocnego francuskiego akcentu. Niestety odziedziczyłem to po nim. Jest mi za niego wstyd, ale nic z tym nie zrobię, bo przestanę dostawać kasę, a przecież nie mogę dopuścić do tego, by zabrakło mi pieniędzy na spray do włosów.
– Spray?! Co za głupota! – warknął Olivier i z niepotrzebnie dużą siłą odłożył ulotkę na stół.
Wiedział już, że próby porwania jej na kawałki nie miałyby sensu, próbował zrobić to z inną ulotką, nim w pokoju zjawili się jego współlokatorzy. Szkoda. Szkoda, że nie mógł wyśmiać całość tekstu, a nie jedynie jego koniec. Może i Lily nie wspomniała o niczym konkretnym, bo pewnie napisała tylko o tym, czego dowiedziała się z plotek, z własną, o dziwo naprawdę trafną interpretacją, ale i tak wolałby, aby o jego stosunku do rodzica nie dowiedziała się cała szkoła.
Niestety jednak jakiś czas temu, kiedy zaczął brzydzić się kłamstwem jeszcze bardziej niż wcześniej, obiecał samemu sobie, że nie będzie nikogo świadomie oszukiwał. Dlatego też niestety nie mógł powiedzieć chłopakom tego, czego najbardziej w tej chwili pragnął.
Steku bzdur.

– U nas nic nie ma! Co się, kurwa, stało?! – warknęła Lily, kiedy jej oczom ukazała się wychodząca ze zbiegu korytarzy prowadzących do lochów Alice Kingsley. Potter zmuszona była czekać na koleżankę ponad kwadrans, odkąd, po długiej wizycie w sowiarni i analizowaniu sytuacji, wysłała do niej sowę z wiadomością, co tylko spotęgowało jej złość i spowodowało, że przeklęła.
A ona nigdy, ale to przenigdy nie klęła. Zdarzyło się jej to dosłownie parę razy w życiu, kiedy prawdziwa wściekłość przerastała grę aktorską i nie potrafiła się pohamować.
Teraz też tak było. Potter odnosiła wrażenie, że w jej żyłach zamiast krwi płynęła furia o stuprocentowym stężeniu. Dziwiła się samej sobie, że nie próbowała zerwać jeszcze ze ściany ani jednego hogwarckiego obrazu. Cóż, w końcu nie należała do wandali, prawda? Ani zabójców… Gdyby należała, to zniszczyłaby połowę zamku, a następnie poszłaby do pokoju wspólnego Gryfonów i zamordowała Oliviera gołymi rękami! Choć nie, lepiej byłoby najpierw zabrać go do lochów i torturować przez milion lat!!!
– Nie wiem – odrzekła równie głośno Kingsley, zawiązując nieuczesane włosy w niechlujny koński ogon i nieudolnie tłumiąc ziewnięcie. – U nas też nic nie ma! Wszystko wygląda jak zwykle. Nigdzie jego okropnej twarzy! Jak on to zrobił?
– Nieważne jak. Ważne, że zrobił! On jest…
– Nieważne jak? – zapytała Alice, lecz zamilkła pod ostrzałem spojrzenia Lily. Mimo to Ślizgonka zastanawiała się, już po cichu, czy Lily nie potrzebowała pomocy. Nie pamiętała, aby kiedykolwiek widziała Potter tak zdenerwowaną. 
Krukonka wyglądała, jakby miała zaraz zejść na zawał, nienaturalne blada bardzo szybko oddychała, w dodatku przeklinała i mówiła zupełnie nie tak, jak miała w zwyczaju. Była kompletnie wytrącona z równowagi, zachowywała się tak jak ci, którymi gardziła. Kingsley nie zamierzała jednak powiedzieć czegokolwiek takiego na głos, zbyt mocno lubiła własne życie. Uznała za to, że trzeba spróbować uspokoić Lily innym sposobem: 
– Jakbyśmy wiedziały, może mogłybyśmy to jakoś odczarować?
– Jak, kurwa, zmienić?! Czy ty siebie słyszysz? Już nic nie zmienimy! Za godzinę mam eliminacje, na których ten palant się zjawi, bo nasz plan nie wypalił i…!
– Cały Gryffindor mówi tylko o Olivierze! Podobno cały pokój wspólny jest pokryty jego kompromitującymi zdjęciami i jakimiś ulotkami na jego temat! – zawołała Sharon, która nagle wyrosła przed zdenerwowanymi piętnastolatkami jak spod ziemi. 
Tylko takie słowa mogły spowodować, żeby Lily przerwała swoje okrzyki.
– Że co?! – zawołała jednocześnie z Alice, patrząc z oczekiwaniem na Grey.
– No, serio! Olivier właśnie cytuje te teksty na śniadaniu i się z nich zaśmiewa! Większość ludzi mówi, że to twoja robota, Lily, bo chciałaś go upokorzyć, ale ja nie sądzę, żeby tak było, skoro on najwyraźniej dobrze się z tego bawi. Może sam to zrobił, jak myślicie, żeby zyskać jeszcze większą… Lily?! Alice?! Co robicie?
Nikt jednak nie odpowiedział biednej, podekscytowanej Sharon, ponieważ nikogo już przy niej nie było. Zarówno Potter, jak i Kingsley biegły jak szalone w kierunku Wielkiej Sali, aby na własne oczy zobaczyć to, co powiedziała im przed chwilą jedna z największych szkolnych plotkar.

Przynajmniej się spóźnił, pomyślała ponuro Lily, kiedy Rupert Berkley udzielał reprymendy Olivierowi Janvierowi, który przerwał mu przemowę swoim wejściem. Ten głupi Francuz nie potrafił nawet zjawić się gdzieś w normalny sposób! Zawsze musiał zwracać na siebie uwagę...!
Gryfon, idąc w kierunku szeregu uczniów biorących udział w eliminacjach, popatrzył na nią i uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej bez problemu przedstawił przyczynę spóźnienia, gdyż Hamington, uśmiechając się od ucha do ucha, stwierdziła, że właśnie takich ludzi szukali. Zrezygnowana Lily odwróciła wzrok z twarzy największego wroga i przeniosła spojrzenie na Berkleya, ale i tak go nie widziała ani nie słuchała.
Obślizgły gad. Cholerny intrygant. Przebiegły gracz! Potter nie potrafiła pojąć, co wyprawiał ten chłopak ani jakim cudem wciąż na tym zyskiwał. Dlaczego usunął dekoracje z trzech pokojów, a ze swojego nie? W jaki sposób w ogóle mu się to udało? Jak coś, co miało być jego ostatecznym końcem, zamienił w kolejne zwycięstwo? Skąd wiedział, że powinien pozwolić akurat Gryfonom na zobaczenie tego wszystkiego? Potwierdzała się teza Lily, że mieszkańcy tego domu stanowili bandę idiotów, ale tym razem naprawdę wolałaby się mylić.
Nie porozmawiała z nim w Wielkiej Sali. Gdy tam weszła i przekonała się na własne oczy, że Olivier ŚMIAŁ się wraz ze swoimi kolegami, wcale nie wyglądając na choćby podenerwowanego, po prostu wyszła. Od tamtej pory nie czuła już furii. Nie czuła nawet złości. Ogarnęła ją za to kompletna rozpacz. Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się aż tak zrezygnowana. Pokonana. Zniszczona. Z tego wszystkiego znów zaczął boleć ją brzuch.
Przez chwilę myślała, aby nie przyjść na eliminacje i rzucić to wszystko w cholerę. Ostatki zdrowego rozsądku nazywającego się Alice odprowadziły ją pod drzwi odpowiedniej sali. Właściwie było jej wszystko jedno. Skoro się zgłosiła, może pójść. Ale z nikim nie będzie rozmawiać. A z nim przede wszystkim, chyba że zmuszą ją do tego jurorzy. 
Już nigdy nawet na niego nie spojrzę! Niech się zadławi tą swoją popularnością, niech mu ta pycha wyjdzie bokiem, niech…
– Lily Luna Potter.
– Tak?
– Prosimy o występ.
Zdezorientowana Krukonka przełknęła ślinę i rozejrzała się dookoła. Wszyscy zgromadzeni się w nią wpatrywali. Na szczęście, zanim przyczyna jej depresji zjawiła się w sali, pozostawała na tyle przytomna, by usłyszeć, że wywołani uczestnicy mieli podejść do stołu jurorów, do wiklinowego koszyka, z którego należało wylosować zadanie. Niestety Lily nie miała pojęcia, na czym ono polegało ani czy – i jakie – były zasady. Nie rozumiała również, dlaczego akurat ją wywołano jako pierwszą, ale nie mogła oponować. W imię czego miałaby się wykłócać?
Ruszyła powoli w kierunku przedstawicieli ministerstwa, napinając jednocześnie wszystkie mięśnie, aby nie upaść. Nogi miała jak z waty. W uszach dzwoniło jej głośno, a w ustach czuła przeraźliwą suchość. Czyżby odczuwała tremę? Nie wydawało się. Nawet jeśli pozwoliłaby tak trywialnemu, słabemu uczuciu wpłynąć do świadomości, nie miało to teraz żadnego znaczenia. Nic nie miało. Była tak wielkim strzępkiem nerwów, że nie mogła nawet strofować samej siebie za złamanie wszelkich zasad, na podstawie których zbudowała w szkole taką, a nie inną pozycję. Na podstawie których zbudowała własne ja.
Kiedy wreszcie dotarła do celu i powoli wyciągnęła rękę w kierunku koszyka, przeraziła się tym, jak bardzo drżała jej dłoń. Nie potrafiła zwrócić większej uwagi na jurorów. Gdyby była sobą, każdemu przyjrzałaby się dokładnie. Z pewnością uśmiechnęłaby się złośliwie na widok jaskrawej pomarańczowo-fioletowej sukni Hamington, klasycznego cylindra Berkleya, w którym wyglądał jak marnego rodzaju mugolski komik, i niezliczonej ilości pierścieni na palcach Lestrange. Teraz jednak jej oczy przysłaniała mgła. Z trudem skupiła wzrok na karteczce, którą wyciągnęła. Bezbarwnym głosem przeczytała:
– Młoda dziewczyna pragnąca popełnić samobójstwo.
Dopiero po chwili dotarł do niej sens tego zdania i ponownie uśmiechnęła się ponuro. Jeśli miała w tym momencie nie zrobić z siebie kompletnej kretynki, los się do niej uśmiechnął. Pewnie chciał jej udowodnić, że nawet dla przegranych przypadków mógł być łaskawy. 
Na jakieś trzy minuty.
Tyle prawdopodobnie zajęło jej przekazanie tego, co przekazać jej kazano. Nie wiedziała, co powiedziała, nie kontrolowała własnych słów. Nie miało to przecież żadnego znaczenia. Nic nie miało. Niemal tęskniła za furią, która płynęła niedawno w jej żyłach. Prawie nie pamiętała tego uczucia. Ale jakie to miało znaczenie...?
Nie pamiętała także, jak zeszła ze sceny. Nie zarejestrowała innych wystąpień. Po czasie, który z jednej strony wydawał się nieskończonością, a z drugiej sekundą, jurorzy kazali im rzucić kilka czarów z zakresu zaklęć i transmutacji. Lily wykonała polecenie machinalnie, nie zastanawiając się nad tym, co robiła. Kiedy w końcu rozległo się magiczne: Do widzenia, wyniki poznacie wieczorem, które o dziwo usłyszała bardzo wyraźnie, poszła do dormitorium. Nie pamiętała tego spaceru. Nie pamiętała, kiedy weszła do sypialni ani kiedy położyła głowę na poduszkę.
O szóstej piętnaście obudziła ją Grace Longbottom. Pierwszym, co poczuła Lily, było coś, czego nie doświadczyła od dawna – prawdziwy brak zmęczenia, a nie tylko imitacja związana z emocjami. A później przypomniała sobie wszystkie ostatnie wydarzenia i nie potrafiła stłumić jęknięcia.
Jednak pół godziny później, kiedy wraz ze współlokatorką opuściła dormitorium, aby udać się na wyniki eliminacji do musicalu, ponownie była sobą. Dumną, twardo stąpającą po ziemi, kontrolującą wszystko i wszystkich Lily Luną Potter. To tylko jej wnętrze przypominało ruiny, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.
I nikt się nie dowie. 

***

No to właśnie tak zadziałała moja wyobraźnia. Wyniki eliminacji przedstawię w następnym rozdziale, wrócę w nim także do siódmoklasistów. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na temat tego odcinka. Osoby, które chciały, żeby Lily wygrała, będą pewnie załamane, osoby, które pragnęły z kolei, bym utarła jej porządnie nosa, pewnie przeciwnie. Choć może też nie do końca... Zobaczymy.
Bardzo proszę o głosowanie w ankiecie dotyczącej czytania Niezależności, którą znajdziecie poniżej. Jak zwykle będę wdzięczna za każdą opinię :).
Rozdział dedykowany Moni.

62 komentarze:

  1. Nie mogę się powstrzymać, muszę to napisać: pierwsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, teraz wykorzystam zaklepane wcześniej miejsce :)
      Lara chyba skrywa jakąś chorobę, że codziennie używa zaklęć iluzji, żeby zmienić swój wygląd; nic dziwnego też w związku z tym, że nie przepada za rozmawianiem z innymi.

      To jej trochę niezamierzone wmieszanie się w cały spór Lily i Oliviera było bardzo dobrym zabiegiem; podobało mi się później zdziwienie Lily, że we wszystkich trzech domach zdjęcia zniknęły, a akurat u Gryfonów zostały. Aż widzę jej minę po prostu :D

      Sam pomysł był chyba jednak, jak na możliwości panny Potter, trochę słaby, liczyłam na coś o wiele bardziej wysublimowanego.

      I jeszcze jedna rzecz mi trochę zgrzytnęła, ale możliwe, że to dlatego, że już faktycznie dawno nie czytałam Pottera: czy w zaklęciu Trwałego Przylepca nie chodziło właśnie o to, że nawet czarami nie dałoby się go zdjąć, i w związku z tym nawet nauczyciele byliby bezradni w tym momencie? Nie wykluczam jednak, że mogę się mylić :)

      Pozdrawiam serdecznie i czekam na następny rozdział :)

      Usuń
    2. W pewnym sensie jest to choroba, aczkolwiek nie do konca.
      Lily jest zbyt wściekła, aby się silic na jakakolwiek subtelność xD.
      Kurde, wlasnie nie wiem, moze napiszę, ze w rodzaju Trwałego Przylepca? Wydaje mi sie, ze nawet Lily nie uzylaby zaklęcia, ktore na zawsze by tak zmieniło pokoje wspólne ani sam zamek by na to nie pozwolił (jakkolwiek dziwnie to brzmi), musle,ze jakies przeciwzaklecie musi istnieć. Dlatego wymyśliłam coś takiego, ale moze faktycznie złamałam przy tym kanon, dopiszę coś w tym miejscu ;)
      dziekuje za komentarz i to nie tylko ten, ale wszystkie, bardzo szybko nadrobiłaś ;)

      Usuń
    3. Mam dzisiaj trochę więcej wolnego czasu, to czytam :D
      Co do Trwałego Przylepca, to może albo jakąś jego słabszą wersję, która przestaje działać po kilku godzinach (żeby jednak sporo osób zdążyło zauważyć?) Wymyślanie własnych zaklęć też jest możliwe, w szóstym tomie było zaznaczone, że Snape wymyślił Sectumsemprę. Pasowałoby to trochę lepiej, zwłaszcza że pisałaś, że Lily z koleżanką siedziały nad tym pomysłem trochę dłużej.

      Usuń
    4. musi to trwać dłużej niż kilka godzin :D ale dzięki za czujnośc :)

      Usuń
  2. Omg!!! Troszeczkę plan Lily nie wypalił. A szkoda, może i jestem wredna suka, ale tak lubię innych wredny ludzi 😀
    Co prawda bardzo zaintrygowalas mnie początkiem rozdziału. Kim jest Lara? O jakich rzeczach mówiła? Co musi ukrywać pod czarami iluzji? Cholerę, Ty to wiesz jak mnie zainteresować.
    Tak jak się domyslalam Olivier podszedł do tego skromnego żartu Lily na luzie. Troszkę go wkurzyło to, że Potter nie skupiła się jedynie na nim, lecz nawiązała także do jego ojca, ale prawdę mówiąc Lara uratowała sytuacje. Bo gdyby wszystkie te ulotki były widoczne w każdym pokoju wspólnym, to raczej nie byłoby Olivierowi do śmiechu, bo, koniec końców, większość ludzi zareagowała podobnie do tych trzecioklasistek z Gryffindoru a tego tak szybko by mu się nie udało zatuszować.
    Mogę teraz czekać na następny rozdział. .. i na naszą kochaną Rose wzdychajaca do Scorpiusa - bardzo mnie ten wątek ciekawi ☺
    Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lara już była w którymś rozdziale, to ta dziewczyna, którą Olivier znalazł w kuchni, jak głodny MUSIAŁ coś zjeść xD a dlaczego musi używac czarów iluzji? heh, może być ciężko z dowiedzeniem sie, w końcu sama z siebie nie odzywa się do ludzi nawet w błahych tematach xD
      plotki o tym, co znalazło się u Gryfonów i tak się już rozeszły po szkole, ale wszystkie ""gadżety" zostaną w PW Gryfonów, bo nie da się ich przenieść. ale jak widac, Olivier za bardzo się tym nie przejmuje. Nie w taki sposób da się go zranić. Owszem, pewnie za niektóre pomysły jest trochę urażony, ale to nic takiego. Kiedyś POtter dowie się, jak może zdenerwować Oliviera, ale czy wtedy na pewno będzie chciała, o to jest pytanie xD.
      Będzie o Rose, ale jeszcze nie wiem, co ze Scorpiorusem. Chyba Albusa wkręcę w to wszystko.
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Pytanie o Larę, źle zabrzmiało... :D Chodziło mi o to, kim jest, że musi ukrywać coś pod zaklęciami iluzjonistycznymi :D Naprawdę źle to zabrzmiało, a dobrze wiedziałam KIM Lara jest :P
      Ej! Wredoto! Jak to?! Ty mi teraz mówisz, że (MOJA) Lily nie będzie chciała zranić Oliviera?! :O NIEEEEEEEEEEEEEEE!!! :D
      Albus też jest fajny ;) Po prostu ciekawi mnie wątek Rose i Scora :)

      Usuń
    3. PS. Moja wyobraźnia już działa na najwyższych obrotach, a z racji tego, że ostatnio czytałam fajne opowiadanie o czasach Huncwotów, to już mi się uroiło, że Lara musi być wilkołakiem, albo innym stworkiem, co z jednej strony byłoby smutne (biedna Lara), a z drugiej by mi się podobało, bo jestem wredna xD

      Usuń
    4. Ty naprawdę jesteś wredna ;p. Powiem Ci, że Lara nie jest wilkołakiem. Ale raczej smutną ma tajemnicę :D.
      Nie no, jeszcze przez jakiś czas Lily na pewno będzie chciała zranić Oliviera. Ciekawe jednak może być to, że uda się jej dopiero wtedy, gdy przestanie do tego dążyć... Choć jeszcze do końca sama nie wiem, jak to rozwiążę xD

      Usuń
    5. A dziś mam wyjątkowo romantyczny humor... I jak tak czytam sobie, Twój komentarz, że Lily zrani Oliviera wtedy, gdy nie będzie już do tego dążyć, to już mam przed oczami wizję miłości po grobową deskę... Ach, to przez te zaczytywanie się w Dramione przez ostatni czas xD
      I cieszę się, że Lara jednak nie musi się borykać z likantropią. To było straszne i zawsze było mi szkoda Remusa. Straszna, smutna tajemnica brzmi bardzo ciekawie. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;-)

      Usuń
    6. Hah, nie Lubie Dracona, ale wiem, co masz ba myśli ;).
      W nastepnym rozdziale nie poznacie tajemnicy Lary :D

      Usuń
  3. No to się nie udało Lily zrobić na złość Oliverowi! :)
    Podziwiam chłopaka, że nie przejął się tym zbyt mocno, nawet gdy przeczytał o swoim ojcu, i wszystko obrócił w żart i sam się śmiał z tych wszystkich tekstów :)
    A Lily wkurzona i załamana swoją porażką. Trochę zaśmiałam się w duchu z faktu, że za zniknięciem tych upokarzających ulotek w trzech innych domach stoi sam Oliver xD
    Swoją drogą, Lara zachowała się bardzo szlachetnie pomagając Oliverowi i pozbyła się tych ulotek. Widać, dziewczyna bardzo jest zdolna i tak zastanawiam się, dlaczego musiała opanować te Czary Iluzji już w wieku siedmiu lat i stosuje je na sobie... hymmm, daje wiele do myślenia. Ale powiem szczerze, że bardzo polubiłam tę postać :)
    Ciekawa to jestem, czy dojdą do tego, że to nie Oliver za tym stał tylko Lara. No i czekamy na wyniki "castingów" :)

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, kiedy Lily dowie sie, ze to nie Olivier zniszczyl jej dzieło w trzech pokojach (i w to uwierzy), to nie spocznie, póki się nie pozna prawdy xD Lara chyba tego nie przewidziała...

      Usuń
  4. Lara to naprawdę ciekawa postać. Co się stało w jej życiu o dwudziestej trzeciej trzydzieści siedem? Dlaczego musi "poprawiać" swoje ciało? Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy. Podobało mi się też to, jak uznała, że nikt nie zasługuje na takie żarty, nawet Olivier. Swoją drogą, akcja Lily była strasznie dziecinna. Ale za to nie została zdemaskowana i chyba wygląda na to, że dostanie się do musicalu. Tylko czy przez to, że nie pamięta do końca co powiedziała, nie powiedziała o parę słów za dużo? Od serca? Jasne, zawsze może wykpić się, że to miała być gra, ale bystry obserwator zauważy, że to było bardziej osobiste :)
    Zauważyłam parę drobnych błędów:
    w jedyny, możliwy sposób - bez przecinka
    półgodziny - pół godziny?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + podoba mi się ta przewrotność, że Lara ma na nazwisko Shirley, jak Ania z Zielonego Wzgórza, chyba największa książkowa gaduła jaką jestem w stanie sobie przypomnieć, hehehe XD

      Usuń
    2. Co sie stało? Na razie nic nie powiem. Ale ciesze sie, ze zauważyłaś zwiazek z Ania ;). Lily się pogrąża, tylko ciekawe, co z tego wyniesie. Co powiedziała Lily na eliminacjach? Wspomnę o tym z perspektywy kogos innego. Moze wlasnie takiego bystrego obserwatora, a moze nie, muszę się jeszcze zastanowić.

      Usuń
  5. Cześć!
    Jej, początek wyszedł Ci naprawdę świetnie. Bardzo nastrojowy i nietypowy wstęp - pokazanie czegoś, czego wprawdzie spodziewaliśmy się już od pewnego czasu, ale z zupełnie nowej perspektywy.
    Początkowo w ogóle nie skojarzyłam, kim jest Lara, i pomyślałam, że w nietypowy sposób wprowadziłaś nową postać, ale wzmianka o pieczeniu przywróciła mi pamięć. Lubię ją, to na pewno postać z dużym potencjałem. Bardzo jestem ciekawa jej historii.
    Spodziewałam się czegoś lepszego po mrocznym planie Lily! Wprawdzie nie wiem dokładnie, co było w tych materiałach, ale doklejenie komuś świńskiego ryjka i sugerowanie, że się nie myje, nie jest ani straszne, ani przesadnie błyskotliwe. Nie sądzę też, żeby chociaż średnio rozgarnięta osoba mogła to wszystko bezkrytycznie przyjąć. Spodziewałam się, wyciągnięcia jakichś prawdziwych smaczków z życiorysu, bo to pewnie byłoby bardziej bolesne, tak jak ten mały fragment o ojcu. Ciekawe jednak, że to niepozorna Lara postanowiła pokrzyżować jej plany! Chociaż wydaje mi się, że zaklęcia iluzji są raczej tymczasowe, więc wcześniej czy później wszystko wyjdzie na jaw.
    Stopa Oliviera była zabawna :p Niby uciążliwa przypadłość, ale przynajmniej wie się, że coś nadchodzi.
    Bardzo podobał mi się opis niespodziewanego zdenerwowania Lily. Naprawdę można było sobie wyobrazić każdy szczegół i może nawet współczuć tej łobuzicy :) Wprawdzie dość szybko się pozbierała, ale naprawdę dobrze czasem zobaczyć w niej człowieka.
    Rozdział bardzo mi się podobał. Może nie był szokujący, ale na pewno ładnie napisany i emocjonalnie rozbudowany.
    Z pozdrowieniami,
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz i miłe słowa. Faktycznie Lily nie dokopała się Do Bóg wie czego, więc korzystała z tego, co miała... Myslala, ze to moze zadziałać, na wielu by zadziałało, np.na taką Amandę i jej świtę, z którymi dotychczas walczyła, i wlasciwie w jakis sposob zadziała, bo pewni ludzie będą inaczej patrzeć na Oliviera. Ale najważniejszego efektu w taki sposob nie osiągnie. Hm, moze się ogarnęla, ale tez nie tak do konca, musi w niej zostac jakies ziarno niepewności albo refleksji... ;)
      Tak sobie wymyśliłam tę przypadłość i stwierdziłam, że to byłoby całkiem przydatne xD
      Lara... Hah, mam już dla niej cała historie. Troche sie boje, zeby nie przypominała Heleny, ale myslę, ze są miedzy nimi pewne różnice.

      Usuń
  6. Lara wzbudziła moją sympatię ostatnio, teraz całkowicie mnie kupiła i wzbudziła ciekawość jednocześnie. Podoba mi się jej watek, taki cichy sprzeciw wobec niegodziwości, której dopuściła się Lily, bazując wyłącznie na wspomnieniu z dzieciństwa (swoją drogą, większe konflikty rozpoczynały się z powodu mniejszej głupoty) i cieszę się, że udało jej się zapobiec częściowej katastrofie. W zasadzie, duży udział miał w tym sam poszkodowany, ponieważ zareagował zupełnie inaczej niż zakładała Lily. Jednakże, wracając do Lary, mam wrażenie, że to takie całkowite przeciwieństwo Lily, są jak ogień i woda, chociaż to może pierwsze takie wrażenie. Naprawdę jestem ciekawa tego, co jej się przydarzyło, i chciałabym ją znacznie lepiej poznać. To taka moja kolejna postać w Niezależności, której chciałabym więcej i więcej. Wiesz, jak Franka, którego ostatnio tutaj niezwykle mało ;)
    Druga sprawa - podoba mi się, że w jakiś sposób pokazałaś Lily jako tę słąbą, ulegającą emocjom, a nie wiecznie skrywającą je przed całym światem. To była niezwykle miła odmiana, chociaż cały czas zastanawiam się, którą z jej wersji lubię bardziej,ale mam wrażenie, że najlepszy byłby taki mix, idealne wyważenie tego wszystkiego, co do tej pory zaprezentowałaś. Wiem jednak, że albo będę musiała dłuuugo na to poczekać albo po prostu nie wyjdzie, ponieważ taka właśnie jest Lily - dopiero przyparta do muru pokazuje, że poza tą zbroją jest coś jeszcze.
    Poza tym, póki pamiętam, bardzo podoba mi się (jestem niezwykle nudna dzisiaj, prawda? Wszystko mi się podoba ;)) sposób w jaki to wszystko przedstawiłaś, to, że każdy jak się obudził miał jakieś przeczucie, taka klamra w zasadzie. Przypomina mi to "Bez mojej zgody", gdzie pod sam koniec padał deszcz i każdy z bohaterów "przedstawił" co mu się z nim kojarzy. Takie nieco inne od sposobu w jaki zazwyczaj prowadzisz narrację, chyba lekkie zwolnienie, ale zdecydowanie zmiana nie na gorsze ;)

    Cóż, kończę, bo już sama lekko się zakręciłam. I czekam na więcej. Historii. Lary. Franka. Takie tam, wiesz ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za tak przemiły komentarz, chyba będe go sobie od czasu do czasu czytac na poprawę humoru ;). Cieszę sie, ze lubisz Lare. Dziewczyna ta nie jest do konca nieśmiała, robi, co uwaza za stosowne, a ze sie ni wtrąca zazwyczaj... To dlatego, ze nie czuje potrzeby, tka jak do rozmawiania. Ale coś takiego wywołuje niej chęć buntu, stad się wciela. Moze pozniej w pewien sposob żałować, ale nie samego czynu, a konsekwencji xD faktycznie rożni sie od Lily, ale... Tak wewnętrznie nie do konca. Obie wybrały inny sposob na ukrywanie własnych uczuć.
      Mam misję, aby z Lily stworzyć koniec koncow taki mix xD.
      Cieszę się, ze spodobał Ci sie zabieg z pobudką bohaterow, zalezalo mi, nawet jesli znow spowolniło to cała akcję.
      Frank będzie w przyszły, rozdziale obiecuje xD

      Usuń
    2. Frank, och, Frank! <3
      Teraz to Ty poprawiłaś mój humor ;) ;*

      Usuń
    3. jak wczoraj nie mogłam zasnąć, to myślałam, jakby tutaj napisać o Franku, żeby Flaven była zadowolona xD

      Usuń
  7. A jako że wcześniejszy przeczytałam niedawno, to cieszę się jeszcze bardziej, bo wszystko jest dla mnie jeszcze w miarę świeże. Ale wracając do rozdziału.
    Jestem pod wrażeniem, że pomimo tak wielu bohaterów, jesteś w stanie dać każdemu jego indywidualny, niepowtarzalny głos. A fragment Lary tylko mnie w tym utwierdził. Jest zupełnie inna niż każdy dotychczasowy bohater. Świetna jest, tak nawiasem. Z wielkim poczuciem naprawiania niesprawiedliwości, nie wahająca się działać w potrzebie, ale też małomówna i nieprzepadająca za bezsensownym ględzeniem. Widocznie skrzywdzona, ale to tylko nadaje jej głębi. Jestem niezmiernie ciekawa jej historii i dalszych fragmentów. Coś czuję, że się polubimy. No i jak dla mnie, to na tym etapie są z Heleną bardzo różne i łączy je tylko motyw „chorobowy”.
    Ha, plan Lily nie mógł bardziej nie wypalić. Nie dość, że „zagrożenie” zostało zminimalizowane przez Larę, to jeszcze Oliver użył go na własną korzyść, czyli zupełnie w jego stylu. W ogóle jego fragment z zejściem do pokoju wspólnego i trzecioklasistkami był miodny. Wyobrażam sobie jak cały dzień Potterówna musiała wprost gotować się ze złości. Jak on śmiał się śmiać?! :P A potem jeszcze to przesłuchanie, gdzie zaczęła zdawać sobie sprawę, z tego co się z nią dzieje. Te nerwy i niepewność. I bardzo mi szkoda, że ucięłaś jej występ do tego „nie pamiętała”. Tak samo miałam przy Rose ostatnio. Wiem, że pewnie trudno pisać o „graniu” albo śpiewaniu i ludzie naprawdę potrafią nie pamiętać swoich występów ze stresu, nawet sytuacyjnie to pasowało, ale jednak mam niedosyt. Mam nadzieję, że nadrobisz to przy późniejszych przygotowaniach do musicalu.
    A tak poza tym, było super. Nawet super super. ;) Teraz pozostało już tylko czekać na wyniki eliminacji. Choć mam przeczucie, że jednak dostaną się wszyscy ci, co powinni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za kometarz :) staram sie, zeby kazdy był inny. Lara może przypominać Helenę z zewnątrz, ale wewnętrznie się różnią. Myslę, ze jej historia jest dosc ciekawa, wlasciwie obu z nich, trochę Was jeszcze powstrzymam w niepewności.
      Faktycznie już dwukrotnie ominelam scenę przesłuchań. Obiecuję, ze w trakcie przygotowań dl musicalu będę opisywać występy (jedna ze scen była powodem, dla ktorego to opowiadanie w ogole powstało, więc orzynajmniej jeden opis masz jak w banku).
      Raczej nie będzie wielkiej niespodzianki w tym, kto się dostanie, nigdy nie zamierzałam zaskoczyć w tej kwestii :D

      Usuń
  8. Po pierwsze bardzo, bardzo dziękuję za dedykację! Strasznie miło mi się zrobiło :* A rozdział? Cudo!
    Dobrze zarysowałaś postać Lary. Powiem ci, że w tej bohaterce odkryłam kilka własnych cech. Przede wszystkim ja też nie należę do rozgadanych osób. Może nie jest ze mnie aż taki milczek, jak z Lary, ale jednak jakoś właśnie poprzez tę cechę stała się bliska mojemu sercu.
    Dobrze, że dziewczyna wstała tak wcześnie i przez to miała możliwość usunięcia chociaż części tych ośmieszających Oliviera ulotek. Chłopak niczym sobie na to nie zasłużył, więc Lily działała trochę bezmyślnie i bardzo okrutnie. Cieszę się, że nie odniosła sukcesu na tym gruncie. Nawet potem ten jej smutek i ogólne rozbicie nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Zasłużyła na to. A i chłopakowi należy się podziw za to, że tak lekko podszedł do tego tematu. Ośmiał tę dziecinadę i super. Tak każdy powinien się zachować, a wielu zwyczajnie by nie potrafiło. Ollie wzbudził mój podziw. Nie ma co :)
    W ogóle to jego schorzenie jest ciekawą sprawą. Stopa, która informuje o czymś ważnym, co powinno się niebawem wydarzyć. W sumie osobiście chyba wolałabym nie wiedzieć, choć oczywiście takie przedwczesne informacje mają swoje zalety.
    Szkoda, że bardziej dokładnie nie opisałaś przesłuchania. Jestem strasznie ciekawa, jak wypadła Lily na tle innych i w ogóle jaką kwestię wygłosiła. Mam nadzieję, że jeszcze do tego kiedyś wrócisz! A, i wyniki... Tak, to też mnie intryguje. Wprost nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
    Póki co kończę ten mój niezgrabny komentarz, bo zaraz muszę lecieć na kolejne wykłady. Jak coś sobie jeszcze przypomnę na temat tego rozdziału, to postaram się uwzględnić to w kolejnym komentarzu.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiły komentarz. Cieszę się, że odnalazłaś w bohaterce po części samą siebie, to naprawdę duży komplement, bo znaczy, że Lara wyszła jak człowiek z krwi i kości ;).
      Cóż, nie można powiedizeć, że Lily do końca przegrała, bo niektórzy pewnie nie będa już tak zainteresowani Oliveirem jak kiedyś (czyt. niektóre jego fanki), ale generalnie na tym poziomie, na którym najbardziej jej zależało, przegrała z kretesem i aż za dobrze jest tego świadoma... Co słusznie zauważyłaś.
      Będę opisywać jeszcze te występy, obiecuję!
      Cieszę się, że Ollie wzbudził podziw :D.

      Usuń
  9. Hej :) Plan Lily chyba był trochę zbyt dziecinny żeby zaszkodzić Olivierowi. Chociaż z drugiej strony z tego co zrozumiałem, zdjęcia zostały tylko w pokoju Gryffindoru, gdzie chłopak z pewnością był najbardziej lubiany. Kto wie, być może gdyby nie poranna interwencja Lary, dalszy ciąg potoczyłby się inaczej. Nie pamiętam czy to już kiedyś pisałem, ale bardzo mi się podoba w tej historii przedstawienie wszystkiego w taki "ludzki" sposób. W zasadzie akcja mogłaby toczyć się w normalnym świecie, tylko po prostu nie byłoby elementu magicznego. I to jest bardzo fajne, bo przecież to są ludzie, ich zachowania nie różnią się w żaden sposób od naszych. Lily strasznie mocno przeżyła porażkę swojego planu. W jakiś sposób mam do niej sympatię, chociaż ewidentnie występuje tu trochę w roli czarnego charakteru. Już myślałem, że się załamie, ale jednak ma twardy charakter i nawet jeśli w środku jest rozsypana to na zewnątrz dalej będzie pokazywać twarde oblicze. Wydaje się, że choćby nie wiem co się działo to ona nigdy nie przyzna się do porażki. Postać Lany Shirley jest z kolei zupełnym przeciwieństwem Lily. Osoba schowana, pozostająca w cieniu, bardzo ograniczona jeśli chodzi o kontakty z innymi - całkowicie przeciwnie. I z tą swoją cichością wzbudza straszliwą sympatię. Mam szczerą nadzieję, że będzie jej jak najwięcej. O Olivierze tym razem napiszę najmniej - dobrze, że podszedł do wszystkiego z dystansem. Myślę, że ten dystans był szczery, a nie udawany - ot zwyczajnie go to nie ruszyło. Ciekawe jak będą się przedstawiały wyniki eliminacji - z pewnością w jakiś sposób zdeterminuje to dalszą akcje, więc będę czekał na kolejny rozdział :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za opinię :) Zależy mi na tym, by pokazać, że to normalni ludzie, więc cieszę się z Twoich słow. Lily będzie starać się pokazywać swoje twarde oblicze, aczkolwiek coraz więcej wydarzeń będzie wystawiać ją na próbę... Lara jest w jakiś sposób przeciwieństwem Lily, alw też nie do końca... Cieszę się, że ją polubiłeś. Oliviera faktycznie za bardzo to nie ruszyło, tylko ta wzmianka o ojcu co najwyżej. ;)

      Usuń
  10. Spodziewałam się po Lily czegoś bardziej... wyrafinowanego. Takiej inteligentnej podłości, która bardzo boleśnie by w niego uderzyła. Czegoś przez co nie mógłby iść na to przesłuchanie, albo sam z niego zrezygnował. Dlatego byłam mega zaskoczona, gdy tym jej genialnym planem okazało się wypisywanie steku bzdur na jego temat. Chociaż rzucenie zaklęcia, które nie pozwala tego usunąć było naprawdę cwane. Ja chyba ciągle zapominam, że mamy tu do czynienia z dziećmi. No dobra, może nie dziećmi, ale młodzieżą. I nie wiem czy w takim wypadku mogę od Lily wymagać czegoś wyższych lotów. W każdym razie po tym rozdziale zaczęło mi się wydawać, że ona ma coś z głową. Jest chora na punkcie tej swojej popularności i nienawiści do Oliviera. No bo proszę cię, ile ona ryzykowała! Ludzie widząc to... coś od razu powiedzieli, że winna jest Lily. Od razu to dostrzegli, domyślili się. A skoro oni, to i nauczyciele. Podejrzewam, że będzie miała o to niezłe problemy, a ona i tak się zdecydowała. Nie patrząc na konsekwencje. Boże, jak ona go musi nienawidzić... I boję się, że mimo wszystko, ona i tak dostanie za to nagrodę. Bo skoro była rozbita, rozchwiana emocjonalnie itp. to w rolę tej samobojczyni wczuła się pewnie zajebiście. I nie zdziwię się jeśli to ona dostanie rolę. I zamiast dostać karę za ten głupi żart, to jeszcze dostanie jakby nagrodę. Ale... za bardzo wybiegam w przyszłość. Czas pokaże ;D

    Natomiast bardzo zaintrygowała mnie postać Lary. Myślałam, że ta relacja jej i Oliviera wygląda trochę inaczej... Że dziewczyna go polubiła, chce z nim spędzać czas i ich wątek będzie się toczył inaczej. A tu proszę, zaskoczyłaś mnie tą postacią! Ale przez to jeszcze bardziej mnie ciekawi jak to z nimi będzie. Bez powodu przecież nie latala i nie odczarowywała tych "plakatów":D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Lily chciala, zeby ludzie sie domyślili ze to ona. Teraz moze jus nie chce, skoro3/4, a wlasciwie wiecej jej planu, sie nie powiodło, ale chciała. Nie przejmowała sie wczesniej skutkami ubocznymi w postaci kary i wlasciwie tym nadal się nie przejmuje, bo jest zbyt wściekła, ale ona uważa, ze zawsze uda jej się wykpić przed nauczycielami itd; jak to bedzie teraz? Zobaczymy. O eliminacjach nic nie mowię ;).
      Lara moze i w jakis sposob polubiła Oliviera-albo inaczej-odezwała się do niego ;D ona nie jest zbyt społeczna osoba, jak widac. Co wyniknie jednak dalej z tej relacji? Na razie nic nie bede mowić ;).

      Usuń
  11. Jeżeli Lily naprawdę spodziewała się, że tak tanią zagrywką skupi na sobie uwagę i utrze nosa Olivierowi to cóż, może wcale nie jest tak mądra za jaką się uważa. Bo Janvier to nie ona i zabawa w takie obrazki nie robi na nim wrażenia. J. równie dobrze potrafi zrobić dobrą minę do złej gry. I nawet jeżeli cokolwiek z tego go zdenerwowało lub zabolało to zrobił wszystko, by tego nie okazać.
    Zwyczajnie Potter przegrała, bo się przeceniła.
    I chciałam jeszcze powiedzieć, że ogromne brawa dla Lary! Jej historia jest naprawdę tajemnicza i szczerze przyznam jej historia bardzo mnie intryguje, więc mam nadzieję, że ją rozwiniesz.
    I przypadłość Oliviera - świetny pomysł! :D czasami mam wrażenie, że cierpię na coś podobnego :D
    A wracając do Lily to nie jest mi jej ani trochę szkoda. Zwyczajnie zasłużyła i sama wbiła sobie sztylet. Mam nadzieję, że to będzie dla niej jakaś nauczka.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz. Lily wbija sobie sama sztylet juz od pewnego czasu... Ale ostatecznie jeszcze to nie nastąpiła. Olivier naprawdę zbytnio się tym nie przejął. Jakby sie przejął, to pewnie by tego nie pokazał ogolowi, ale zachowywałyby się inaczej niż tutaj (i w następnych postach).
      Ciesze sie, ze Lara Cię zaintrygowała :)

      Usuń
  12. Tak jak się spodziewałam, przygoda z Twoim blogiem zajęła mi znacznie więcej czasu niż z innymi. Ale lubię te romanse. To jedne z niewielu chwil ostatnimi czasy, kiedy czytam opowiadania. Normalnie to nie mam na to albo czasu, albo ochoty. Tak to już jest. Nastąpił jakiś taki inny poziom blogowania u mnie i nie mogę się przestawić na literacką fikcję. :D
    Co do Shirley to ona trochę przypominała mi Anię z Zielonego Wzgórza. Nazwisko, jakieś takie staromodne podchodzenie do wszystkiego. Nie wiem dlaczego zna tak dobre zaklęcia, ale tym sposobem rozbudziłaś moją ciekawość, czekam na więcej. Trochę widzę w niej mnie - też nie bardzo lubię mówić, zawsze wolałam słuchać. I tak, czasami dochodzę do wniosku, że ludzie są kompletnymi ignorantami i pierdzielą wciąż o tym samym. Ale... Ludzie to też strasznie dobra inspiracja, nie oszukujmy się :)
    Jak to się stało, że ta silna Lily nagle roni łzy i nawet nie próbuje ich ukryć? Nie pasuje mi to do jej charakteru, do tej silnej i niezależnej kobiety (hehe), którą z siebie robi. Ale dobrze, że ten plan nie wypalił. Czuję, że dalej będzie tylko ciekawiej.
    Wiedziałam, że Olivier obśmieje zaistniałą sytuację. Zastanawiało mnie tylko co zrobi z tymi tekstami o ojcu. Wkurzy się? Przeczuwałam i to dosyć dobrze. W końcu - ja tez bym się wkurzyła. O ile mam spory dystans do siebie, tak nie chciałabym, żeby pewne tematy były poruszane. Tak po prostu.
    Przekleństwa w ustach Lily brzmią tak... normalnie. mam nadzieję, że w moim tek tak brzmią, bo klnę jak szewc. Aż głupio się przyznać.
    A tak już całkiem ogólnie to bardzo dobry rozdział! Nawet te opisy, których zwykle mam zbyt mało tutaj były w sam raz i świetnie się to czytało:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuje za opinie. Coz, Lily płakała, choc bardziej ze złości i bezradności niz z czegokolwiek innego... Ciesze sie, ze polubiłaś Laure. Swoją droga nie spodziewałam sie, ze nie lubisz mowić

    OdpowiedzUsuń
  14. Uff, wreszcie dotarłam :)
    Cóż, pomysł Lily miał pewne szanse powodzenia. Chociaż osobiście uważam taką zagrywkę za dość dziecinną i nad zwyczaj prostą. Myślę, że Lily byłoby stać na wiele więcej, ot choćby więcej by jej dało, gdyby choćby w merytorycznej konfrontacji przegadała Oliviera. No ale ona zdecydowała się na takie rozwiązanie i… znowu przegrała. Z jednej strony nie mogę powiedzieć, żebym liczyła na to, że tym razem uda jej się osiągnąć sukces, bo nie życzę Olivierowi źle. Z drugiej jednak trochę mi jej szkoda, bo biedna tak stara się uprzykrzyć O. to życie i jej nie wychodzi. Cóż, może kiedyś jej się to jednak uda, jeśli tylko zapanuje nad emocjami i sięgnie do nieco bardziej wyrafinowanych sposobów. Bo ten, który teraz wybrała, raczej nie zakrawał na miano najskuteczniejszego, chociażby przez wzgląd na sam charakter Oliviera. Wystarczyłoby, żeby wlaśnie sam się ponaśmiewał z tych wszystkich obraźliwo=obrzydliwych ulotek i sprawa rozwiązana. Ktoś tak błyskotliwy i charyzmatyczny jak Olivier z pewnością poradziłby sobie z taką zagrywką no i stało się nie inaczej – Lily znowu przegrała.
    Hmm, bardzo czekałam na to aż znowu zawita tutaj Lara. Jest w tej dziewczynie coś niezwykle tajemniczego. Być może właśnie to jej wycofanie, niechęć do odsłaniania swych uczuć czy opinii, tworzy z jej postaci jedną wielką tajemnicę. A teraz, gdy okazało się, że skrywa ona jakiś sekret, to już w ogóle – z Lary prawdziwa zagadka tego opowiadania. Kurczę, ona jest tak odmienna i chyba właśnie ten fakt, że tak bardzo rózni się od Oliviera przekonuje mnie, że oni mogą do siebie pasować. Tylko co wtedy z Lily… No dobra, nie będę tutaj znowu snuć swych dywagacjo co do rzekomych paringów. Po prostu Lara naprawdę fascynuje i w pewnym sensie może to być jej siła oraz olbrzymi atut :) Na brawa zasługuje to w jaki sposób niespostrzeżenie wplątała się w rozgrywkę między Lily i Olivierkiem. Oj, sprawiła, że Lily omal z siebie nie wyszła i stanęła obok :D Pięknie jej to wyszło! Swoją drogą całe to zamieszanie na moment odsłoniło Lily, odbierając jej tę tarczę obojętności i chłodu, za którą zazwyczaj się chowa. Proszę, proszę… Jednak i panna Potter ma czasem gorsze momenty :D
    Czekam na więcej tak bardzo, bardzo niecierpliwie
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za opinię ;).
      Lily z pewnością była zbyt zaślepiona złością, żeby pomyśleć nad tym, że w taki sposób nie wygra z Olivierem. Kiedyś zrozumie to w stu procentach, tylko pytanie, jaki będzie miała wówczas stosunek do chłopaka i do samej siebie. Olivierowi można porządnie dopiec, jak każdemu, ale trzeba znać sposób xD.
      lara ma być zagadką tego opowiadania, podobnie jak Frank, takie enigmatyczne postaci. Choć nad sekretem F. muszę jeszcze pomyślec. To znaczy, cały czas sie zastanawiam, czy o jednej rzeczy powinnam wspomniec już teraz, czy dopiero pod koniec opowiadania xD Ciesze się, że spodobał Ci się sposób, w jaki wplotłam Larę na linię frontu xD Hah, musiałam to uczynić. ;)

      Usuń
  15. Jasne, że jestem zainteresowana nowością u Ciebie! ;-) Tylko teraz ciężko dorwać mi się do laptopa na dłużej, ale najpóźniej w niedzielę przeczytam. A na rozdziały zawsze czekam u Ciebie z niecierpliwością, tylko nie zawsze od razu mam czas komentować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację :) Rozumiem:)

      Usuń
    2. Zgodnie z obietnicą, jestem. :) Dzień później, ale jestem.
      Rozdział mi się podobał. Zgodnie z moimi przewidywaniami, Oliver się nie przejął (może za wyjątkiem informacji o swoim ojcu, który - coś czuję - połączy go z Lily, ale w sensie, że ona go w końcu zrozumie i polubi). Mam szczerą nadzieję, że uda mu się wygrać eliminacje i zostanie prawdziwą, szkolną gwiazdą - jakby już nie był. ;)
      Lily... A to podła zołza... I właśnie za to ją lubię. Chociaż najbardziej bawi mnie fakt, że ona kompletnie nie ma pojęcia, że Lara odkryła jej mały sekrecik i prawie udało jej się wszystko zatuszować. Ciekawa jestem, kiedy to wyjdzie na jaw i jakie będą tego konsekwencje.
      Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału, choć jestem trochę zawiedziona spojlerem. Wolałabym się dowiedzieć później, że Lily jednak nie wygra.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  16. Dziekuje za opinie. Kurde, nie powinnam nic sugerować w komentarzach ;). Nie wiem, czy akurat ojciec Janviera bedzie miał jakis większy związek z relacja miedzy dwójka głównych bohaterow ;) w jakimś sensie moze, ale nie bezpośrednio ;). Co do Lary... Hah, to dość kluczowe dla dalszej opowieści, wiec nie bede nic mowić:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ocena gotowa. Zapraszam na Recenzowisko i bardzo przepraszam, że tyle czekałaś.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaklepię sobie miejsce.
    Przepraszam, ale jestem mega podjarana. Zostawię ślad, wrócę coś pewnie jutro! :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, wróciłam B|.
      Na początku chciałam przeprosić, że z ociąganiem pisałam ten komentarz i jakoś się nie mogłam zabrać, ale no... Jestem :D.
      Po drugie oznajmiam wszem i wobec, że kocham twojego bloga. I nie! to wcale nie jest jakiś lamerski żart na Prima Aprilis czy na jakieś inne gówno!
      Niezależność jest... Po prostu cudowna! Jej się nie da nie kochać ♥. Zauroczyłaś mnie swoimi opisami, bohaterami, którzy nie są tuzinkowi i mają w sobie 'to coś', a do tego mega charakter!, w ogóle całą kompozycją twojego dzieła. Dziękuję!
      Od razu pokochałam Oliviera - był taki oschły i źle nastawiony na tą Brytanię i wszystkich Brytoli, że o ja :D. Do tego, gdy przeczytałam jego opis, kiedy wchodził do Wielkiej Sali... Cud, miód, orzeszki! I Lily jeszcze się chce z nim kłócić! Ja bym go zapytała, czy mogę oddychać tym samym powietrzem, co on, haha xd.
      Lily jest taka inna, aż miło. Jej charakter jest trudny; na początku ciężko mi było go strawić, serio. Ale kiedy w mojej głowie tylko zapaliła się lampka i była myśl "czytaj, bo jest potencjał!" - robiłam to. I nie przestałam.
      No, może do wczoraj. (bu).
      I w sumie bardzo bym chciała, żeby ona była główną aktorką w tej sztuce. Ale nie będzie. No trudno.
      Olivier za to pewnie będzie i na 90% ta przebrzydła Amanda. Nie lubię jej :c. Łasi się do Janviera, a on jej jeszcze pozwala i na dodatek coś go do niej pcha. Olivier, skarbie, i tak z nią nie będziesz. To do Lily czujesz pociąg i im szybciej to zrozumiesz - tym lepiej. No.
      Tak bardzo bronie swoich wyimaginowanych parringów ;'D. Ale to w końcu Lily i Francuzik są na nagłówku, więc... :D *prawda?*.
      Podoba mi się twoje przedstawienie Hugona, Rosalie, Albusa czy Malfoya. Albus jest taki... Niegrzeczny :D. Bardziej pasowałoby mi to do Jamesa, ale James święty też nie był z tego, co wspomniane ;p. Takie szalone rodzeństwo, a co.
      Ogółem opowiadanie jest cudowne, aczkolwiek zdarzyło ci się kilka małych błędów i jest trochę powtórzeń, ale przecież każdy z nas jest człowiekiem, co nie? Chyba, że ty jesteś kosmitką i nic nie wiem. Jeśli tak - oddaję honor :D.
      Sama mam z tym problemy i wiem, jak długo trzeba pracować na to, żeby się tego pozbyć.
      Co tam ja jeszcze... Helena i Hugo są taaacy słodcy! Jak on przyszedł do niej do Skrzydła... Czytało się z uśmiechem na ustach.
      Kapitan Gryfonów daje im popalić, haha. Jest niezły xd.
      Zastanawiam się, czy jeszcze będzie miał jakąś rolę Frank. Lily się chyba coś nim zainteresowała, hmmm :D.
      Dobra, kończąc mój bezsensowny komentarz, chciałam jeszcze raz zaznaczyć, że podbiłaś moje serce. No i oczywiście obsnę bloga i czekam na nowy rozdział :).
      Pozdrawiam serdecznie, miłego weekendu. Przy okazji dziękuję za komentarz u mnie ;>.
      {http://wstrzymywany-oddech.blogspot.com/}
      Kath, x.

      Usuń
    2. dziękujję bardzo za komentarz. Uśmiech nie schodził mi z komentarza, jajk go czytałam (najbardziej mi się podobało, jak stwoerdziłaś, że spytałąbyś się Oliviera, czy możesz oddychać tym samym powietrzem co on xD). Cieszę się, że moje opowiadanie przypadło Ci do gustu i że przeczytałaś całość :p. Tak, powtórzenia są najgorsze, po prostu zawsze gdzieś się skryją przed moimi oczami :p.
      Frank będzie mieć swoją rolę, gwarantuję Ci, choć nie wiem, czy Ci się spodoba. i Lara. I w ogóle wsazyscy :D A dlaczego uważasz, że Lily nie dostanie roli?:D

      Usuń
    3. Nie pisz mi tylko, że będzie chłopakiem Lily, haha. Polubiłam go. A nie chcę przestać, bo mi popsuje parring xd.
      Cytuję: "Osoby, które chciały, żeby Lily wygrała, będą pewnie załamane, osoby, które pragnęły z kolei, bym utarła jej porządnie nosa, pewnie przeciwnie.", więc no... Chyba nie wygra xd.
      Ale wiesz co? Nadal mam nadzieję, że jednak dostaną te główne role razem z Olivierem xd. Oby Nie Amanda! Oby nie Amanda!
      Lara... Czyżby jakiś chłopak miałby być zainteresowany Larą? Hmmm... :D.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Pisząc to o Lily, chodziło mi o jej "żart" przeciwko Olivierowi, nie o Musical ;). Nic wiecej nke powiem, choc w czesci niezłe kombinujesz ;)

      Usuń
    5. Ojej, czyli jest nadzieja :o. Jeju, haha, liczę na to, że wygrają :3.
      Tylko niech się nie łasi do Oliviera. To już za dużo! A on będzie miał wielkie mniemanie o sobie :D.

      Usuń
  19. ale kto ma się nie łasić do Oliviera? xD Lily na pewno nie bedzie się łasić, hahha!

    OdpowiedzUsuń
  20. Cześć!:)
    To mój pierwszy komentarz na twoim blogu!
    Na początku miałam ambitny plan, żeby skomentować każdy rozdział osobno, ale przykro mi, moje lenistwo wygrało :D
    Uwielbiam to opowiadanie! Nie umiem chwalić, więc przejdę do konkretów (poza tym, pewni moi poprzednicy powiedzieli wszystko to, co ja chciałam ;))
    Po pierwsze-Lily. Tutaj ukazałaś zupełnie różny obraz Potterówny,
    niż ten, który zwykle występuje w ff. Wiesz, z reguły jest miłą, popularną, otwartą na innych, lubiącą flirt Gryfonką, która gra w quidditcha. Najczęściej ma świetne relacje z braćmi, oni ją uwielbiają i chronią, a ona umie ich ogarnąć. U ciebie jest zupełnie inaczej, z Albusem się ledwie dogaduje, a James tak trochę ją ignoruje. No i sama Lily. Ukrywa się pod skorupą, ale wg mnie, tak naprawdę boi się uczuć. Nie podoba mi się jej stosunek do świty, ale trzeba przyznać, że umie się dziewczyna ustawić. Uwielbiam Alice! Jest najlepszą przyjaciółką dla Lily.
    Szczerze mówiąc, myślałam że ta akcja z Olivierem będzie inteligentna i wyrafinowana, taka, że pójdzie mu w pięty, a okazała się trochę infantylna. Ale jak mówisz-Lily jest zaślepiona złością. Kibicuję jej w musicalu(chociaż z tego co napisałaś, zrozumiałam, że nie dostanie roli :/), śmiesznie by było, jakby musiała odgrywać zakochanych z Olivierem :P.
    Pomimo jej charakteru, lubię Lily i w pewnych aspektach ją podziwiam, ale nie zawsze postąpiłabym tak, jak ona. Ach, i plus za to, że nie lubi przeklinać (też tego nie cierpię).
    Olivier. Powiem ci, że go lubię. Podziwiam go, podobnie jak Lily, ale z innych względów. Jest taki otwarty, inteligentny i przystojny... Trochę kontrast dla Lily. Szacun, że tak dobrze poradził sobie z akcją Lily.Mam nadzieję, ze wygra casting!
    Niech nie zawraca sobie głowy Zabini! Czy tylko ja shippuję go z Lily? xd
    Chyba trochę bardziej kibicuję Lily w Wielkim Hogwarckim Sporze, ale mają się pogodzić i być razem!(oczywiście po odpowiedniej dawce przeciwności losu :D).
    Uwielbiam postać Hugo! Jest taki miły i uprzejmy, ale umie szczerze rozmawiać z Lily. Kibicuję, żeby udało się mu i Helenie! Śmiało chłopie, wyznaj jej uczucia i nie bój się kuzynki!
    To teraz Rose. Przypomina mi trochę mnie i (kurczę, powtarzam się ;)) lubię ją. Oby dostała dobrą rolę na castingu. I oby się pogodziła z Albusem i Scorpiusem! I oby zeszła się z Malfoyem. Nie mam nic do Maxmilienne, ale uwielbiam Scrose! A Janvier może z Frankiem? Jest taki tajemniczy, ale nie pasuje mi do Lily.
    Albus też jest inny niż zwykle (i chwała ci za to!), chociaż przyzwyczaiłam się do miłego, cichego Pottera :)
    Powiem tak, z perspektywy Lily mnie irytuje, ale ogólnie go lubię
    Śmiesznie się złożyło z Larą. Pokrzyżowała plany Lily i coś czuję, że ta druga się nieźle wścieknie! Czyżby Olivierowi spodobała się Shirley?
    Ciekawa ta jej choroba. Biedna jest, współczuję jej (Larze, nie chorobie :D). Trochę przypomina mi mnie, bo też czasami mi się wydaje, że nie pasuję do tych czasów :P
    Ogólnie wielki plus dla ciebie za pomysł z musicalem. Uwielbiam takie wątki w opowiadaniach!
    Uff, ale się rozpisałam (to naprawdę dużo jak na mnie). Możesz czuć się zaszczycona i wyróżniona(odzywa się narcystyczna strona mojej natury :D)
    Pewnie o czymś zapomniałam, może krótko skomentuję któreś rozdziały, ale wątpię, raczej są to płonne obietnice...
    Jedynym moim zarzutem jest to, że w spisie treści są rozdziały 14 i
    15, ale bez linków i miałam nadzieję, że je przeczytam, a okazało się że jeszcze ich nie ma *żałośnie pociąga nosem*
    Chyba że to mój komputer, takiej opcji nie wykluczam...
    Przepraszam, musiałam: Kiedy kolejny rozdział???
    Pozdrawiam i życzę masy weny!!!
    ~Arya
    PS Jeszcze raz: kocham twoje opowiadanie <3 i przepraszam za moją chaotyczną wypowiedź (oraz ewentualne błędy :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękkuję za komentarz. Bardzo cieszę się, widząc nową czytelniczkę. Widzę, że jesteś tolerancyjną osobą i większość bohaterów lubisz, to miłe, no i fajnie, że uyważasz, że jest oryginalnie, na tym mi zależy xD ;P. Heh, w części chyba sprostam Twoim oczkiwaniom co do paringów, w częsci nie. Niby wiem, kogo z kim połączę, ale może jeszzcze jakoś zmienię zdania xD Następny rozdział pojawi się w drugiej połowie kwietnia, jest już częściowo napisany ;).

      Usuń
  21. Z tą tolerancją to bym nie przesadzała xD Po prostu zwykle jest tak, ze lubię głównych bohaterów (nawet jeśli mają paskudny charakter ;D) i postacie, które są tymi "dobrymi". Ale np. za Zabini i jej świtą nie przepadam :p albo za Frankiem (chociaż w tym przypadku może się zmienić, ale to zależy od jego dalszej roli).
    Pozdrawiam,
    Arya ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeśłi nie lubię głównego bohaetra, to nie mogę czytać. ale może mieć paskudny charakter (przynajmniej w jakimś zakresie), o ile jest to uzasadnione albo widać, że coś się za tym kryje ;p
      A masz jakiegoś bloga?

      Usuń
    2. Nie, nie mam żadnego bloga :D Ja i pisanie? Lepiej nie... Osobiście za tym nie przepadam, nie umiem wymyślać historii. Ale za to czytanie uwielbiam! :)

      Usuń
  22. Elo :D
    Jestem i pamiętam, ale dam znać co sądzę jutro (moje "jutro" jest determinowane wstaniem po tym, jak zaraz się położę) :D

    Także ten... Do potem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej,tez tak definiuję "jutro";)

      Usuń
    2. Nie żeby coś ani nie totalne leserstwo, ale komentarz będzie Haha XD
      Krótko i zwięźle: Lily dostała w ciry! Bum tssss... Jestem w Niebie.

      Usuń
  23. No miałam nosa haha. Wiedziałam, że ta zemsta Lily będzie na poziomie dziecka z podstawówki. Kurcze, ona jest tak strasznie infantylna. No ale już przywykłam do jej dennego zachowania, więc przestało denerwować. Teraz tylko śmieszy ;p

    "Lily nie potrafiła pojąć, co wyprawiał ten chłopak ani jakim cudem wciąż na tym wygrywał."
    Mój komentarz - nie trzeba być geniuszem, żeby z nią wygrać :D Jedyne, co może Lily zapewnić zwycięstwo to zaciętość. Chociaż to jak próba walki z wariatem, który totalnie nie odróżnia uderzenia kogoś pięścią od wydłubania mu wnętrzności łyżeczką.

    Zaciekawiło mnie, co ta Shirley ukrywa przed światem... nie mam jednak żadnej koncepcji (poza tą, że jest szkaradna, no ale to dosyć prosta myśl), więc poczekam na wyjaśnienia ; )

    Rozdział jak zawsze ciekawy, czytałam z przyjemnością.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komentarz :p. Hah, wg Lily trzeba być geniuszem, hah. A właściwie inaczej: ona nie rozumie, dlaczego ktoś ma czelność i mu się jeszcze udaje :D
      Shirley w pewnym sensie jest szpetna...Ale to bardziej skomplikowane.

      Usuń
  24. Mam całkiem odwrotnie niż Lara, jestem Sową Absolutną - mogę iśc spać o szóstej i przespac cały dzień. Fajnie było poczytać z jej perspektywy. Zabawne, bo podczas rozmowy z Olivierem nie dala po sobie poznac, ż jakakolwiek rozmowa ją denrwuje :D Ale jako introwertyk i awkward społeczny, świetnie ja rozumiem!
    Żarty wysokich lotów, naprawdę... ehh , pasuje do głupiutkiej Lily.
    Aż dziwię sie, że włożyłą tyle zbednego wysiłku w coś takiego, zamiast poświecić swój czas, na coś badziej pożytecznego.
    Bięgnę do następnego rozdziału, z nadzieją że poznam wyniki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA jestem pośrodku, ale bardziej sowa niż słowik :D
      tak, bo Lara może rozmawiać. Nienawidzi tego, ale może. Robi to dziwnie, niezręcznie, ale może. Na pewno nie pokaże oznak zdenerowania tak jak Hugo czy Helena.
      Eh, Lily głupia nie jest, ale pewne rzeczy tj. źle pojęta urażona duma, zaćmiewają czasem jej umysł :p

      Usuń