sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział dziesiąty: Kontrola

–  Nie pchać się! – ryknęła Rose Weasley, lecz nikt jej nie posłuchał.
Każdy pragnął zapoznać się z informacją zawieszoną obok drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. Chęć dowiedzenia się, które z zajęć dodatkowych wprowadzone zostaną w tym roku w Hogwarcie, była tak duża, że mimo iż na zegarze dopiero co wybiła siódma rano, nikt już nie spał.
Prefekt naczelna nie rozumiała, dlaczego uczniowie nie mogą przekazywać między sobą tej informacji, zamiast pchać się bez sensu, aby odczytać ją samemu. Ba, nawet jeśli ktoś przekazał już innym wiadomość, oni i tak musieli zobaczyć to na własne oczy…! Sama Rose nie otrzymała jeszcze szansy, by zapoznać się z informacją, wiedziała tylko to, co usłyszała od podekscytowanych uczniów, których od dobrych kilku minut próbowała bezskutecznie okiełznać. Najwyraźniej jednym z fakultetów miały być śpiewanie i granie, co ją ucieszyło, ponieważ właśnie te zajęcia wybrała w ankiecie. Choć nadal nie była pewna, czy powinna się na nie zapisywać.
Oprócz tego jednak jej humor stawał się z każdą sekundą, każdym popchnięciem i każdym wrzaskiem podekscytowanych uczniów coraz gorszy. Abingale’a oczywiście jeszcze nie było, w końcu dlaczego miałby jej pomagać, nawet jeśli również został w tym roku prefektem naczelnym…?! Weasley aż zacisnęła ze złości pięści. Czy profesor McGonagall…
Potrząsnęła głową, by nie dokończyć tej myśli. Nie powinna wykłócać się z systemem. Nawet jeśli nie zgadzała się nie tylko z wyborem Abingale’a, ale również ze sposobem przekazywania uczniom wiadomości. Czy nie łatwiej byłoby użyć do tego magii i zapobiec niepotrzebnemu zamieszaniu…?
Niesubordynowane przemyślenia Rose przerwały jednocześnie dwie rzeczy – niziutki chłopiec, który popchnął ją, a następnie wbiegł do Wielkiej Sali tak szybko, że nawet nie zdążyła za nim zawołać, oraz niespodziewane pojawienie się nauczycielki zielarstwa, profesor Cane. Wystarczyło, że kobieta powiedziała: Proszę się przesunąć, niosę kolejną informację, by tłum momentalnie się uciszył. Mimo że Weasley wiedziała, że spokój potrwa maksymalnie minutę, poczuła niechciany ucisk zazdrości, obserwując kobietę.
Jednocześnie zaczęło w niej kiełkować niewielkie zainteresowanie kolejną nowiną. Nikt się tego nie spodziewał. Rose podejrzewała, że lada moment ci, którzy poszli już na śniadanie, wrócą, aby dowiedzieć się, o czym mówiła najnowsza wiadomość, nawet jeśli ktoś wcześniej ich dokładnie o tym poinformuje. Westchnęła ciężko, nawet nie próbując już doprowadzać uczniów do porządku, gdyż zgodnie z jej przewidywaniami zgromadzeni nastolatkowie zaczęli zachowywać się jeszcze gorzej niż wcześniej, gdy tylko profesor Cane weszła do Wielkiej Sali.
– Dobrze, Rosie, na zdrowie ci wyjdzie. – Usłyszała tuż za plecami głos swojej najlepszej przyjaciółki i chcąc nie chcąc, uśmiechnęła się szeroko.
Eve Meadowes stanowiła przeciwieństwo panny Weasley praktycznie we wszystkim, w tym również w miłości do wylegiwania się w łóżku, i być może w tym tkwił sekret ich więzi. Rose była więcej niż pewna, że bez Eve kompletnie załamałaby się po rozstaniu ze Scorpiusem.
Dla innych wypowiedź Meadowes prawdopodobnie brzmiałaby niezrozumiale, jednak Weasley aż za dobrze wiedziała, co miała na myśli przyjaciółka. Eve doskonale musiała wiedzieć, jak bardzo załamana porannym rozgardiaszem była prefekt naczelna, skoro odpuściła sobie pouczanie uczniów.
– Są załamujący – jęknęła tylko Rose, odwracając się twarzą do przyjaciółki.
– Wypijesz gorącą czekoladę i humor ci wróci.       
– A…
– Frank już tu idzie – poinformowała Eve, wskazując na schody prowadzące na pierwsze piętro – więc niech on się tym zajmie. Hej, Abingale – wydarła się tak głośno, że Rose musiała aż zatkać uszy, jednocześnie jednak była wdzięczna Meadowes, że ta jak zwykle bez skrupułów załatwiała sprawy – zajmij się tą ho… rozgardiaszem, ja z Rose idę jeść.
– A gdzie: „Cześć, Frank, miło cię widzieć?”? – odpowiedział o wiele ciszej Ślizgon, który jakimś cudem znalazł się tuż przy dziewczynach. Mimo że mówił do Eve, patrzył na Rose.
Weasley czuła, że szukał wymówki na swoje spóźnienie bądź sposobu, by ją zdenerwować. Abingale wprost uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi.
 – Nie lubię kłamać – stwierdziła po prostu Eve, uśmiechając się jednocześnie rozbrajająco, i pociągnęła chichoczącą Rose w kierunku Wielkiej Sali.
– Ciebie nikt nie przegada, co?
­– Na pewno nie ktoś taki – odpowiedziała Meadowes, siadając przy wyjątkowo pełnym stole Gryfonów i sięgając po apetycznie wyglądającą jajecznicę.
– Nie jesteś ciekawa, jakie wybrano fakultety? – spytała przyjaciółkę Rose, nalewając do miski owsiankę.
 – Jestem, ale nie będę się pchać. Pewnie zaraz ktoś nam powie i to nie tylko o fakultetach, ale i o tej drugiej informacji – stwierdziła rozsądnie Eve, poprawiając zielone warkoczyki. Miała je przyczepione do czarnych jak heban włosów od trzech tygodni, co stanowiło chyba jej rekord w długości noszenia jednego typu fryzury, być może dlatego, że kolor warkoczyków idealnie podkreślał tęczówki dziewczyny. Meadowes była wyjątkowo ekscentryczna, prócz przedziwnych fryzur nie stroniła od ciężkiego makijażu, wiecznie pomalowanych na czarno paznokci i hipisowskiego stroju. Co prawda na lekcje zakładała, przynajmniej na ogół, szatę, lecz zawsze nosiła ją tak, że ta wcale nie wyglądała na szkolny mundurek.
Rose od dawna zachodziła w głowę, jakim cudem Eve uchowała się w Hogwarcie bez większych problemów. Owszem, dziewczyna dość często dostawała uwagi, a czasem nawet szlabany, jednak w dużej ilości przypadków nauczyciele doceniali bystrość jej umysłu, a dzięki umiejętności rozmawiania i otwartości wobec ludzi Meadowes była osobą lubianą zarówno przez grono pedagogiczne, jak i uczniów. Mimo to jakimś cudem stała się najlepszą przyjaciółką Rose, osoby wyjątkowo obowiązkowej i przez wielu nazywanych sztywną i niemającą pojęcia o zabawie.
Choć być może nie było w tym żadnego cudu? Więź między nimi rozwijała się zupełnie naturalnie. W pierwszej klasie obie stanowiły pewnego rodzaju ewenement, nie do końca akceptowany przez resztę rówieśników, w związku z czym, chcąc nie chcąc, zaczęły ze sobą rozmawiać – a raczej Eve zmuszała do tego Rose. Początkowo Weasley nie ufała za bardzo szalonej, przeraźliwie chudej dziewczynce z brązowymi lokami, drucianymi, starymi okularami i kolczykami w kształcie dyni, obawiała się jej bezpośredniości. Szybko jednak otworzyła się na Meadowes i nigdy tego nie żałowała.
– I żeby to właśnie w Hogwarcie! Nie spodziewałbym się! – Spokojnie przebiegający posiłek siedemnastoletnich Gryfonek został przerwany przez Marka Wellsa i jego najlepszego przyjaciela, a jednocześnie chłopaka Eve, George’a Shawna, którzy z hukiem opadli na ławę tuż obok dziewczyn i zaczęli nakładać sobie na półmiski obfite śniadania. ­
– Cześć, skarbie – dodał George, kiedy przełknął pierwszy kęs kanapki, którą według Rose można by śmiało nazwać hamburgerem.
– Po raz kolejny przegrywam z chlebem – westchnęła teatralnie Meadowes, jednak nie potrafiła ukryć uśmiechu, kiedy chłopak przytulił ją do siebie w ramach przeprosin. – Powiedz lepiej, coście wyczytali z tablicy, jeśli mam przemyśleć, czy wybaczę ci tę zniewagę.
– W ramach Integracji Międzyszkolnej w tym roku organizują zupełnie nowy konkurs – odpowiedział George, a następnie zamiast kontynuować, zaczął pić herbatę.
 – Jaki? – zapytała uprzejmie Rose, widząc proszące spojrzenie przyjaciółki. Najwyraźniej Eve nie chciała dziś walczyć ze swoim chłopakiem, choć Weasley aż za dobrze wiedziała, że ta para uwielbia sobie dokuczać.
– Teatralny.
– Teatralny? I tak ci się to podoba? – spytała Eve George’a, a Rose wpatrywała się w niego z równie wielkim zdziwieniem.
– Konkretnie musicalowy – wtrącił Mark, co wiele wyjaśniło siedemnastolatkom.
– Chcesz na nim grać?
– No jasne, że tak! Wiecie, jaka to byłaby szansa? Fakultet muzyczny to też genialna sprawa i z pewnością na niego pójdę, ale… – George wpadł w słowotok, jednak Rose pogrążyła się we własnych myślach.
A gdyby tak zgłosić się na przesłuchania, bo zapewne takie odbędą, i…? Zarumieniła się na samą myśl. Przecież i tak by się nie odważyła. Nie była aż tak dobra, za mało ćwiczyła… Już kiedyś próbowała osiągnąć niemożliwe. Wyrzuciła niebezpieczne rozmyślania z głowy i skupiła się na suchych faktach. Niby konkursy organizowane od kilku lat w czarodziejskiej społeczności nie dotyczyły stricte przedmiotów magicznych, jednak i tak każdy się nimi interesował. Czy to ze względu na możliwość pokazania swoich talentów, poznania innych ludzi, czy na rywalizację i perspektywę wygranej… Hogwart nigdy jeszcze nie zajął pierwszego miejsca w konkursach artystycznych, a więc zarówno grono pedagogiczne, jak i uczniowie byli coraz bardziej zdeterminowani, by wypaść idealnie. Weasley domyślała się więc, że do ostatecznej pracy nad przedstawieniem zostaną wybrani najlepsi z najlepszych.
 – Wiadomo, który to będzie musical? – walnęła nagle bez większego zastanowienia, na co w odpowiedzi otrzymała trzy zdziwione spojrzenia.
– Ziemia do Rosie – zawołała Eve, machając przyjaciółce przed rękami dłonią. Weasley stłumiła prychnięcie. – Rozmawiamy o tym od paru minut! West Side Story.
– Nieźle.
– Co masz na myśli? – zapytał Wells.
– To, że lada chwila rozpocznie się walka o miejsce Marii i Tony’ego – stwierdziła prefekt naczelna, co spowodowało jeszcze większe zainteresowanie na twarzach jej znajomych. Po chwili do Weasley dotarło, że pewnie nie mieli oni pojęcia nie tylko o fabule przedstawienia, ale i o tym, że już jako mała dziewczynka Rose oglądała wraz z mamą niezliczoną rzeszę musicali w wersji filmowej, a niektóre widziała również w teatrze, w tym dwa na nowojorskim Broadwayu.
Oczywiście o tym drugim nie wiedzieli tylko chłopcy. Eve w końcu była jej przyjaciółką.

Znów przyłapała się na tym, że szukała go wzrokiem.
Początkowo była przekonana, że chłopak sam do niej podejdzie. Przecież nazywała się Lily Luna Potter. Gdyby to zrobił, wszystko znacznie by się ułatwiło. Ale nie. Frank Abingale zachowywał się tak, jakby nigdy nie spotkał jej na korytarzu. Przez całą niedzielę i poniedziałek nawet go nie widziała! Zobaczyła go dopiero wczoraj na śniadaniu, na którym siedział niedaleko Albusa i rozmawiał z jakąś nieznaną jej dziewczyną.
I wcale nie rozglądał się po Wielkiej Sali.
Hipotetycznie Lily mogłaby do niego podejść. Nie wiedziała jednak, co miałaby mu powiedzieć. Mogłaby mu nagadać za to, że nazwał ją kruszyną, ale jakoś nie wydawało jej się to wystarczająco dobrym pomysłem. Tak naprawdę w ogóle go nie znała. Nie miała z nim żadnych zajęć. Jakby chociaż zapisał się na ten cholerny konkurs z transmutacji albo na fakultety plastyczne, wtedy miałaby pretekst… Ale nie! Z przypadkowo podsłuchanej rozmowy dowiedziała się, że wybrał biegi i siłownię. Normalnie kazałaby to sprawdzić Sharon, ale nie chciała, by ktokolwiek dowiedział się o jej nagłym zainteresowaniu prefektem naczelnym.
Nawet jeśli chodziło tylko o to, że ciekawił ją człowiek, który nie zwracał na nią żad… większej uwagi, mimo że z nią porozmawiał.  Bo nie mogło chodzić o nic innego, tego Lily była pewna. Chciała tylko, żeby do niej podszedł albo chociaż na nią spojrzał, czy to tak wiele? A jeśli nie, to czy nie mógłby zrobić czegokolwiek, co dałoby jej racjonalny powód, by samej do niego podejść?! 
Lily potrząsnęła głową i zaczęła nakładać na talerz ziemniaki. Wpatrywanie się w stół Ślizgonów nie miało większego sensu, skoro zdążyła już zauważyć, że Franka przy nim akurat nie było. Za pół godziny rozpoczynał się za to przedostatni trening przed sobotnim meczem i Potter nie zamierzała się spóźniać. Pragnęła mieć ten przykry obowiązek jak najszybciej za sobą i obiecała sobie, że jeśli ktokolwiek z drużyny przyjdzie po czasie, przez co automatycznie przedłuży trening, to wyręczy tego przygłupa Changa z obowiązku nagadania takiej osobie i…
– …wybrałam gry zespołowe tylko ze względu na Oliviera! – Usłyszała nagle wypowiedź jakiejś chudej czwartoklasistki, co tylko spotęgowało jej złość.
Potter nie rozumiała, dlaczego ostatnio tak wiele facetów zalazło jej za skórę. Nie miała czasu na starych wrogów, tak bardzo zaprzątali jej głowę nowi! Co prawda incydent z obrony przed czarną magią został już przez większość uczniów zapomniany, jednak Krukonka nadal musiała użerać się z Olivierem. Nie mogła tego tak po prostu zostawić, a fakt, że Janvier osiągnął jeszcze większą popularność ze względu na pomysł fakultetów, wcale jej tego nie ułatwiał.
Oczywiście na zewnątrz nie dawała po sobie poznać, że miała z nim jakikolwiek problem. Wielokrotnie podkreślała w rozmowach z ludźmi, którzy – jak mówił Albus – należeli do jej wiernej świty, że śmieszy ją, iż Janvier czuje się tak pewny siebie, więc jeszcze się nim trochę zabawi. Nie była to jednak prawda, wręcz przeciwnie. Lily coraz częściej zastanawiała się, czy plan w ogóle wypali. Przedwczoraj, po wyjątkowo nieprzyjemnej wymianie zdań z Olivierem, w której zarzucił Lily wprost hipokryzję (a dokładniej – że była zainteresowana fakultetami, choć twierdziła co innego), prawie wpadła w panikę, ale na szczęście zdołała się opanować. Obecnie była jeszcze bardziej zdeterminowana, by go wykończyć, ale najwyraźniej nie mogła zrobić tego sama.
Jak na zawołanie Potter zauważyła, że zbliżała się do niej Alice. Ale to chyba nie dlatego, że znów wpatrywała się mimowolnie w stół Ślizgonów…?
– Cześć, Lily. Nie mogę wytrzymać z tymi głupolami przy moim stole, podniecają się tym musicalem bardziej niż Gryfoni – stwierdziła panna Kingsley, przewracając oczami, a następnie siadając obok panny Potter i zagarniając na talerz cztery kawałki lasagne szpinakowej.
Lily zachichotała, a następnie spytała:
– A gdzie zgubiłaś Michaela?
– Musiał lecieć, ma po przerwie obronę. Zgłosisz się?
– Do czego? – zapytała jak najbardziej obojętnym tonem Lily, choć pytanie Alice nieco zbiło ją z tropu. Wiedziała jednak, że Kingsley często skakała z tematu na temat i można było się do tego przyzwyczaić.
– Do musicalu.
Lily, zamiast odpowiedzieć, wzięła do ust kawałek pieczeni. Gdyby miała wyjawić prawdę, brzmiałaby ona: Nie wiem. Z jednej strony Potter chciała wziąć udział w tym przedsięwzięciu, cechowała się przecież pewnością siebie, umiała się wypowiedzieć, nie miała problemów z tremą, nowymi wyznaniami, a granie opanowała do perfekcji. Z drugiej  miała zdecydowanie za dużo obowiązków. Oczywiście jakoś sobie z nimi wszystkimi radziła, jednak odbijało się to na zdrowiu i powodowało wieczne niewyspanie. Ponadto interesowałaby ją ewentualnie tylko rola główna, a przecież, musiała przyznać to sama przed sobą, komitet rekrutacyjny, który miał się składać z osób zewnętrznych, a nie nauczycieli, mógł wybrać kogoś innego.
­– Czy to nie przed tym tematem przed chwilą uciekałaś? – odpowiedziała więc pytaniem na pytanie i to tak, jak miała w zwyczaju.
– Taaak, ale tu chodzi o podejście – stwierdziła Alice, gwałtownie gestykulując rękoma. – Ja mam zamiar wziąć udział w rekrutacji, to może być całkiem zabawne.
– Może i tak, ale czy to aby na pewno jest aż tak warte zachodu? – westchnęła nieco za głośno Lily. – Szczególnie jeśli ktoś i tak ma już dużo obowiązków…
Alice na szczęście nie wyglądała na urażoną, wręcz przeciwnie, pochłaniała z wielkim zapałem już trzeci kawałek lasagne. Potter nie mogła nie wspomnieć o obowiązkach, jednak nie chciała dalej ciągnąć tematu, dlatego była wdzięczna rozmówczyni, iż ta nie przejmowała się takimi rzeczami. Pewnie dlatego to właśnie Kingsley lubiła najbardziej ze swoich koleżanek.
– …i ten jego francuski akcent… – Kolejne peany młodszych Krukonek dotarły do uszu Lily. Najwyraźniej Alice też to usłyszała, gdyż, wytarłszy usta chusteczką, powiedziała głośno:
– To zainteresowanie Olivierkiem mogłoby być zabawne, gdyby trwało tydzień, ale teraz staje się już po prostu żałosne.
­– Cóż poradzić, niektórzy nie dostrzegają nic prócz tego, co oferuje im wzrok. Choć w tym konkretnym przypadku nawet jego wygląd nie usprawiedliwia zachowania pewnych… osób – stwierdziła Lily równie głośno, zaś czwartoklasistki umilkły speszone.
Uśmiechnęła się porozumiewawczo do Alice, która odezwała się zdecydowanie ciszej, choć jeszcze bardziej przebiegle:
– Nie myślałaś o tym, aby wprowadzić w życie etap trzeci?          
Lily uśmiechnęła się jeszcze szerzej, patrząc prosto w ciemne oczy koleżanki. Tak, Alice zdecydowanie jest najlepsza, nawet nie trzeba jej nakierowywać na odpowiedni temat jak Sharon.
Kingsley czerpała tak jak ona radość ze zwalczania innych. Dlatego właśnie jej pomoc mogła się okazać dla Lily nieoceniona.
– Myślałam. I wprowadzamy go, ale tylko we dwie i na nieco nowych zasadach – odpowiedziała, nie próbując nawet ukryć ekscytacji.
Żabojad niedługo nie będzie już bożyszczem Hogwartu.

Olivier był głodny.
Czasami zastanawiał się, czy Mark miał jakiekolwiek potrzeby fizjologiczne. Od dwóch tygodni codziennie spotykali się na boisku, w weekendy nawet po dwa razy, a każdy następny trening był dłuższy od poprzedniego. Cała drużyna padała ze zmęczenia, niewyspania i niedojedzenia, ponieważ ćwiczenia zawsze obejmowały czas kolacji, i tylko Wells sprawiał wrażenie, jakby zbudowany był ze stali, kiedy po dwóch godzinach kazał im robić kolejne piętnaście okrążeń wokół boiska, zanim pozwolił im w końcu zlecieć na ziemię.
Olivier był głodny, ale na szczęście wiedział, że w Hogwarcie istniała możliwość dostania się do kuchni, co stanowiło ogromny plus nowej szkoły.
Problem polegał na tym, że mimo iż odwiedzał już wcześniej to miejsce wraz z większością drużyny po torturach zwanych treningami, nie potrafił sam dotrzeć do celu. Wiedział co prawda, że obraz z gruszką, który stanowił przejście do kuchni, znajdował się nieopodal pokoju wspólnego Puchonów, jednak już dawno zdał sobie sprawę, co oznaczało nieopodal w Hogwarcie. Równie dobrze mógłby prowadzić poszukiwania w Zakazanym Lesie.
Olivier był więc cholernie głodny i przeklinał w tej chwili Helenę, która uparła się, aby dzisiaj zrobić korepetycje od razu po treningu, który zakończył się koniec końców dopiero o dwudziestej pierwszej, nawet jeśli tak naprawdę dziewczyna zrobiła to ze względu na niego. Jednak właśnie przez to nie mógł wybrać się do kuchni wraz ze znajomymi, tylko musiał przez godzinę, na pusty żołądek, ćwiczyć idiotyczne zaklęcia z transmutacji nieożywionej. Gdyby nie fakt, że jutro McGonagall miała zweryfikować jego pierwsze postępy, pewnie starałby się przekonać Helenę, aby przełożyć korepetycje, ale zdołał już zrozumieć, że lepiej nie zadzierać z dyrektorką. Dotarło to do niego najskuteczniej w momencie, kiedy – jako argument podając oczywiście mecz z Gryfonami – bezskutecznie próbował przekonać kobietę do zmiany terminu testu sprawdzającego. Janvier doszedł do wniosku, że dyrektorka albo nie kochała quidditcha, albo miała aż tak ciężki charakter, i wcale nie wiedział, która opcja byłaby gorsza.
Olivier spytał Helenę pod koniec zajęć, jak dojść do kuchni, jednak ta nie potrafiła mu odpowiedzieć na to pytanie. Nie zdziwiło go to specjalnie, zważywszy na sumienność dziewczyny, ale i tak poczuł żal. Smith udała się do Gryffindoru, w końcu dochodziła cisza nocna, lecz on był zbyt głodny, by nie spróbować znaleźć upragnionego pomieszczenia.
Czując narastającą złość, spróbował znaleźć jakieś pozytywy w zaistniałej sytuacji. Od razu nasuwało mu się jedno – z powodu natłoku zajęć nie musiał podejmować żadnych decyzji co do Amandy. Owszem, od czasu do czasu chodził z nią na spacery, jednak przez długi czas ich relacja trwała na stopie czysto koleżeńskiej.
W poprzedni weekend natknął się niespodziewanie na dziewczynę i koniec końców wylądowali w Pokoju Życzeń. Zgodnie z wolą Amandy pomieszczenie przybrało formę magazynu, okazało się bowiem, że jakiś czas temu dziewczyna schowała w nim zapasy Ognistej Whisky oraz wina. Olivierowi zdecydowanie przypadł do gustu pomysł na alkoholowy wieczór – sztywność Hogwartu nieco go irytowała, może nie lubił imprezować non stop, jednak odnosił wrażenie, że w Beuxbatons uczniowie o wiele częściej się... bawili i nieco za tym tęsknił.
Jak można było się spodziewać, ich spotkanie skończyło się na dwóch pustych butelkach i wielu, mniej lub bardziej odważnych, pocałunkach. Nie doszło do niczego więcej, nie byli aż tak pijani, zresztą później Olivier odprowadził Amandę do jej pokoju wspólnego. Wieczór zdecydowanie należał do przyjemnych, ale chłopak w jakiś sposób wdzięczny Wellsowi za tak intensywne treningi, ponieważ nie musiał szukać żadnych wymówek. Nie, żeby Kingsley specjalnie na niego naciskała, choć rzucała mu zarówno zalotne spojrzenia, jak i dwuznacznie teksty. Z drugiej strony wydawała się jeszcze mniej skora do nawiązywania jakichkolwiek poważnych relacji niż on sam. Okłamywałby samego siebie, gdyby stwierdził, że jej pieszczoty nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie…
Próbując wyrzucić z myśli widok malinowych, pełnych ust Amandy, na wspomnienie których poczuł jeszcze większy głód, ponownie skupił się na otoczeniu. Ze zdumieniem stwierdził, że po raz czwarty minął pokój wspólny Puchonów.
Po kolejnych pięciu minutach bezsensownego chodzenia Olivier znalazł się ponownie na rozłamie korytarzy, których zupełnie nie kojarzył. Stwierdził więc, że chyba musi pogodzić się z porażką i udać się do swojego dormitorium z nadzieją, że jego kumple mają cokolwiek do jedzenia. Sam trzymał jeszcze w kufrze zapasy Czekoladowych Żab, ale wolałby spożyć coś konkretniejszego.
Skręcił więc w korytarz, który jego zdaniem prowadzić miał do Gryffindoru, a ku jego zdziwieniu po przejściu dosłownie kilku kroków zobaczył tak bardzo oczekiwany przez niego obraz, do którego natychmiast podskoczył i połaskotał namalowaną gruszkę, która zamieniła się w zieloną klamkę, a tym samym w wejście do pomieszczenia. Olivier poczuł radość tak wielką, że niemal nie przyćmiła ona uczucia głodu, jednak wystarczyło, aby dotarły do niego cudowne aromaty przygotowywanych przez skrzaty domowego posiłków, by potrzeby żołądka dały o sobie znać ze zdwojoną siłą.
Tak bardzo przyciągał go widok leżącej na półmisku pieczeni na najbliższym z pięciu długich stołów znajdujących się w kuchni, że nawet nie próbował rozglądać się na boki. Dlatego właśnie poskoczył przerażony, kiedy dobiegł go dziewczęcy głos:
– Co ty tu robisz?
– A ty? – odpowiedział automatycznie, a dopiero potem z trudem oderwał spojrzenie od półmiska i skierował go na rozmówczynię, którą okazała się drobniutka, ciemna blondynka o niebieskich, ogromnych oczach i umorusanej obecnie mąką twarzy, co tylko dodawało jej uroku.
Tym razem zapatrzył się na nią na tyle długo, że nie zauważył stojącego obok niego skrzata, dopóki ten lekko go nie dotknął i nie powiedział skrzeczącym tonem:
– Panicz wygląda na głodnego, sir. Należy do drużyny Gryfonów, więc pewnie musi być bardzo głodny, skoro nie przyszedł wcześniej. Klusek ma nadzieję, że lubi pan pieczeń, sir?
Olivier pokiwał tylko twierdząco głową i prawie że wyrwał z rąk skrzata do pełna wypełniony jedzeniem talerz, na którym znajdowały się także sztućce, rzucając szybkie dziękuję. Cudem zdołał powstrzymać się od rozpoczęcia jedzenia, aby odpowiedzieć dziewczynie:
– Byłem głodny.
– Widać – stwierdziła, uśmiechając się łagodnie. Olivier dawno nie widział tak ładnego uśmiechu, który obejmował nie tylko usta, ale całą jej twarz, a przede wszystkim oczy. Wydawały się one jeszcze większe i bardziej błękitne niż przed chwilą. – Jedz, nie krępuj się.
Olivier natychmiast rzucił się na jedzenie. Po kilku kęsach rozejrzał się po pomieszczeniu, jak i po raz kolejny przyjrzał się nastolatce. Ku jego sporemu zdziwieniu dopiero teraz uświadomił sobie, że dziewczyna założyła kwiecisty fartuch i stała obok blatu, na którym znajdowało się coś w rodzaju garnka, jednak Janvier był prawie pewny, że w rzeczywistości nim nie było.
– Co ty tu robisz? – spytał więc po raz kolejny nieco zdezorientowany.
– Piekę – stwierdziła tylko, nadal się uśmiechając.
Ta prosta odpowiedź zbiła Oliviera z pantałyku. Nawet Helena była bardziej rozmowna, szczególnie gdy tłumaczyła mu transmutację, którą tak bardzo się interesowała. Wszystko wskazywało na to, że pasją stojącej przed nim nastolatki było pieczenie, a może również gotowanie, ale najwyraźniej nie powodowało to w niej chęci do prowadzenia rozmów.
A może po prostu nie prowadziła ich z nieznajomymi?
– A co to jest? – zapytał, wskazując na nadal intrygujące go czarne urządzenie.
–  Prodiż. W Hogwarcie piekarnik by nie zadziałał.  
Janvier, czując się nieco głupio, zdusił chęć zapytania, czym jest piekarnik, zamiast tego przedstawił się, przełykając jednocześnie ostatni kęs i odkładając talerz na znajdujący się najbliżej stół. W tym samym czasie kolejny skrzat włożył mu w ręce kubek z ciepłą herbatą. Janvier od dawna podejrzewał, że stworzenia te potrafią czytać w myślach.
– Wiem – odparła, jednocześnie sprzątając składniki, których musiała użyć do właśnie piekącego się ciasta, a których Janvier w dużej mierze nie był w stanie nazwać. Rozpoznał jedynie opakowanie po jajkach, mleko i mąkę. – Lara Shirley – dodała po chwili, nadal odwrócona tyłem.
Nastała kolejna chwila ciszy, podczas której Gryfon jak zahipnotyzowany obserwował dziewczynę, popijając jednocześnie herbatę. Cisza ta nie była tak niezręczna, jak można by się spodziewać, jednak i tak nieco go deprymowała. Nie mógł rozgryźć Lary, nie przypominała żadnej dziewczyny, którą znał. Była zupełnie inna niż Amanda, Megan, Lily, koleżanki z Beuxbatons… Niż Amélie. Być może dlatego tak bardzo go intrygowała?
– Może ci pomogę? – zaproponował coraz bardziej zbity z tropu Olivier. 
Shirley nie odpowiedziała, jedynie przesunęła się nieco w lewo, dając mu tym samym więcej miejsca. Podszedł więc bez słowa do blatu i momentalnie zaczął żałować własnej propozycji. Kompletnie nie znał się na pieczeniu; po cichu liczył, że dziewczyna poprosi go o posprzątanie dość brudnej podłogi. Nie chcąc jednak dać po sobie nic znać, złapał pierwsze opakowanie z brzegu.
– Gdzie leży… – Zerknął szybko na napis na pudełku – …cukier puder?
 W odpowiedzi Lara zaśmiała się cicho i wskazała palcem szafkę nad ich głowami. Olivier otworzył ją i postawił cukier puder na pierwszej półce, jednak Shirley powiedziała: wyżej, a więc musiał ją przestawić.
Ku jego zdziwieniu wcale go to nie zdenerwowało. Ani inne jej polecenia. Było coś kojącego w jej głosie, nawet jeśli używała go tylko po to, by go poinstruować, a robiła to z tak wielkim wyczuciem, że nikt, nawet ktoś bardzo wyczulony na swoim punkcie, nie byłby na nią zły. No, może prócz Lily. Tymczasem Lara nie sprawiała wrażenia choćby zdenerwowanej nawet wtedy, gdy niechcący wysypał na ziemię połowę mąki, jeszcze bardziej brudząc podłogę.
Uporali się z bałaganem w niecałe piętnaście minut, wliczając w to czas przeznaczony na usuwanie szkód wywołanych przez Oliviera, co według chłopaka było czymś niezwykłym. Rzucił kątem oka na prodiż; musiał przyznać, że wydobywające się z niego zapachy bardzo go kusiły. Zastanawiał się, jak to się stało, że dziewczyna piekła babeczki w szkolnej kuchni. Nie wyglądało to na jej debiut, skrzaty w ogóle się nią nie interesowały. Podejrzewał jednak, że po raz pierwszy w życiu nie miał zamiaru dowiedzieć się za wszelką cenę czegoś, co tak go zaciekawiło. Zamierzał, przynajmniej na razie, się powstrzymać, ponieważ wszystko wskazywało na to, że Lara bardzo ceniła swoją prywatność.
A nie chciał jej się narażać. Wręcz przeciwnie, pragnął zaskarbić sobie zaufanie Shirley.
– Jeszcze dziesięć minut – powiedziała nagle dziewczyna, siadając na ławie i wyrywając Oliviera z zamyślenia.
Popatrzył na nią zdziwiony, to były jej pierwsze słowa wypowiedziane bez jakiejkolwiek inicjatywy z jego strony prócz pytania, które zadała mu na początku. Mając nadzieję na początek dłuższej rozmowy, Janvier usiadł obok niej i zapytał o pierwsze, co przyszło mu do głowy, a może raczej żołądka, który mimo że dość pełny, z niecierpliwością czekał na kolejne przysmaki:
– Co to za babeczki?
– Muffinki marchewkowe.
– Często je pieczesz?
– Czasami – odparła, bawiąc się jednocześnie kręconymi włosami sięgającymi do ramion. Tym razem unikała jego spojrzenia, co powodowało dziwny ucisk w piersi Oliviera. Chciał, by spojrzała na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami, by uśmiechnęła się tak jak na początku. – Dość szybko się je robi.
– A często… – zapytał Olivier, jednak przerwał zawstydzony; Lara zapewne nie czuła się komfortowo zasypywana pytaniami. Ku jego zdziwieniu zerknęła na niego, a kąciki jej ust uniosły się lekko, choć nic nie powiedziała.
– Panienka przychodzi do nas dwa, trzy razy w tygodniu, sir – zakomunikował jeden ze skrzatów, który najwyraźniej przysłuchiwał się ich rozmowie. – Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby robiła to jeszcze częściej.
– Dziękuję, Ogonku – zwróciła się do skrzata Lara, obdarzając go szerokim uśmiechem. – Staram się przychodzić tutaj jak najczęściej.
– Zawsze wieczorami? – zapytał po raz kolejny Olivier, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
– Na ogół tak – odpowiedziała, jak zwykle krótko, a następnie, po chwili ciszy, zakomenderowała: – Musimy wyjąć krem.
Olivier zerwał się z ławy jak oparzony. Przez następne minuty pomagał dziewczynie nakładać krem na muffinki, uprzednio z niecierpliwością czekając, aż ciastka ostygną. Był z siebie dumny, że nie zapytał, dla kogo je piecze. Istniała spora szansa, że przygotowywała je dla kogoś konkretnego.
Na szczęście okazało się, że poczęstowała nimi tylko, a może aż, Oliviera i część skrzatów, sama spożywając tylko jedną sztukę. W opinii Gryfona były to najlepsze ciastka, jakie kiedykolwiek w życiu jadł, patrząc jednak na niebieskooką Larę zastanawiał się, jak bardzo na jego ocenę wpłynął fakt, kto je upiekł.
Kiedy jakiś czas później rozstał się z nią tuż po wyjściu z kuchni (pożegnała się z nim, a następnie szybko odeszła, zanim w ogóle zdążył jej zaproponować, że ją odprowadzi), nadal nie wiedział o dziewczynie za wiele. Na razie poznał tylko jej imię i nazwisko, podejrzewał, ze względu na szatę, że należała do Hufflepuffu, i wiedział, że uwielbia piec.
Wpatrując się w ciemny korytarz, w którym znikła, przyrzekł sobie, że zrobi wszystko, by poznać ją lepiej. Przecież wydawała się być zupełnym przeciwieństwem Amélie, a więc mógł zaryzykować…

– KOMPLETNA KATASTROFA! – ryknął Rayan tak, że część drużyny aż podskoczyła przerażona.
Lily zaś ostentacyjnie zatkała uszy.
– Co. To. Miało. W. Ogóle. Być?! – krzyknął Chang, choć nieco ciszej. – Czy po to robiłem prawie codziennie treningi, żebyście zagrali tak cholernie beznadziejnie? Warrson, co robiłeś, kiedy znicz sobie latał przy trybunach Puchonów, drzemkę w powietrzu ucinałeś? A ty, Spring, masz nagłe problemy z łapaniem piłki czy co?!
Lily uśmiechnęła się, widząc zdenerwowaną minę Lucasa, chłopaka należącego do wiernej świty Amandy. Napięcie jednak jej nie opuszczało. Wiedziała niestety, kto z drużyny Ravenclawu zagrał w meczu najgorzej, choć nie zamierzała dać tego po sobie poznać.
Nagle do ich siódemki dołączyła trójka rezerwowych graczy. Najwyraźniej musieli dogadać się wcześniej z Changiem, ponieważ ten, nieco spokojniejszym tonem, stwierdził:
– Dobrze, że jesteście. Czas na pewne zmiany.
Lily poczuła, że po jej plecach spływa strużka zimnego potu, mimo że dzisiejszy wieczór należał do wyjątkowo ciepłych i bezdeszczowych. Być może dlatego Rayan postanowił pouczać ich obok boiska, a nie w szatni, a może uznał, że pomieszczenie nie wytrzymałoby jego złości? Na szczęście większość uczniów opuściła już trybuny i nie słyszała tyrad Changa. Szczęśliwa drużyna Gryfonów przebywała zaś w szatni, zapewne celebrując miażdżące zwycięstwo – 320 do 90.
Potter zerknęła na Ashley Robertson, której nazwisko poznała dopiero niedawno, na kwalifikacjach do drużyny Ravenclawu, a która w tej chwili znacznie zagrażała jej pozycji w drużynie. Lily doskonale zdawała sobie sprawę, że czwartoklasistka poradziła sobie podczas eliminacji lepiej niż ona, a Rayan wybrał Potter z innych względów niż umiejętności sportowe. Istniała jednak spora szansa, że teraz, kiedy Lily przestała okazywać mu względy i nie pokazała szczytu swoich możliwości podczas meczu, kapitan mógł zmienić zdanie.
A przecież nie mogę do tego dopuścić, pomyślała, patrząc nienawistnie na uśmiechającą się pod nosem Robertson i zaciskając mimowolnie pięści.
Rayan patrzył wprost na Lily, jakby zastanawiał się, jak ubrać w słowa to, co zamierzał powiedzieć. Potter ucieszyła się, że nadal się z nią liczył, posiadał najwyraźniej resztki rozumu. Podejrzewała jedocześnie, że koniec końców Chang nie będzie miał jej do przekazania korzystnych wieści, dlatego w momencie, kiedy Rayan otworzył już usta, uprzedziła go:
– Odchodzę – stwierdziła najbardziej obojętnym tonem, na jaki było ją w tej chwili stać. – Obowiązki, które mam oraz które zamierzam otrzymać w najbliższej przyszłości, uniemożliwiają mi dalszą działalność w drużynie. Wiecie, musical to nie przelewki – westchnęła teatralnie, obserwując twarze zgromadzonych.
Nikt nie sprawiał wrażenia, jakby chciał komentować jej wypowiedź, co ją bardzo cieszyło. Nie miało najmniejszego znaczenia, czy uwierzyli, czy się bali, dopóki nic nie mówili.
Zresztą nawet nie kłamała. Quidditch nigdy nie należał do jej pasji, o wiele ciekawsze, jej zdaniem, było przedstawienie, w którym mogła dać popis gry aktorskiej. Co prawda nie posiadała gwarancji, czy dostanie główną rolę, ale była pewna, że jakąś otrzyma, a już jej w tym głowa, by ostatecznie zagrać Mary.
– Robertson zajmuje twoje miejsce – stwierdził tylko Rayan, sprawiając, że czwartoklasistka uśmiechnęła się szeroko. 
Lily odetchnęła w myślach z ulgą, wiedziała, że nikt już nie wypowie się na temat jej odejścia. Banda głupców, których tak łatwo było wytresować…! 
– Całkiem ładnie ci to wyszło, Potter. Odejść, zanim ktoś cię wywali, i jeszcze dać do zrozumienia, że quidditch nie jest godzien twojej osoby.
A jednak ktoś się odważył.
Potter nie musiała się nawet odwracać, aby wiedzieć, kto to. Poznałaby ten denerwujący, pewny siebie głos wszędzie. Mimo to podobnie jak reszta drużyny obróciła się, by spojrzeć na natręta, ponownie zaciskając mocno pięści.
Olivier Syriusz Janvier, z triumfem wypisanym na twarzy i nowiutką Błyskawicą Max na ramieniu, stał kilkanaście stóp od niej i patrzył wyzywająco prosto w jej oczy.

***

Mam nadzieję, że nieco spóźniony prezent bożonarodzeniowy przypadnie Wam do gustu. Ja jestem całkiem zadowolona, Lara wyszła taka, jak wyjść miała, a poruszyłam tu również inne wątki, które chciałam, nawet jeśli subtelnie. Tylko że imprezy już nie zmieściłam i chyba w ogóle zrezygnuję z jej opisu, wybaczcie. W przyszłości i tak na pewno się jakieś pojawią, jak jeszcze bardziej zamieszam xD. Postać Eve wprowadziłam głównie dlatego, że uświadomiłam sobie, iż nie ma tu żadnej prawdziwej przyjaźni między dwiema dziewczynami.
Główny wątek się pojawił, to Konkurs Musicalowy. Dużo sobie tutaj narobiłam tych dodatkowych zajęć, ale trudno, teraz będę musiała temu podołać. Żeby podsumować, wypiszę tutaj wybrane przez uczniów fakultety:
a) bieganie i siłownia;
b) śpiewanie i granie;
c) plastyka;
d) gry zespołowe;
e) taniec i gimnastyka (niewspomniane wyżej).
Zapraszam Was na Ocenialnię: Konstruktywna Krytyka Blogów. Zachęcam zarówno do zgłaszania opowiadań, jak i dołączania do Załogi :).
Pozdrawiam i jak zwykle czekam na Wasze opinie!
Jako że następny rozdział pojawi się w styczniu/lutym (sesja...), życzę Wam wszystkim świetnego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku 2016 r.


76 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Przeczytam poprzedni rozdział i ten, i zaraz wracam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprytnie zajęłam sobie pierwsze miejsce :D Aż sobie tego pogratuluję XD

      Wszystkiego najlepszego z okazji drugiej rocznicy bloga! Powodzenia w dalszym pisaniu, kochana :* Żebyś nigdy nie straciła zapału!

      Rose, jak na razie, jest mi trochę obojętna. Współczuję jej, ale jak na razie... i tak wolę Anabellę :D (której ostatni jakoś mało było...). Taka osobowość jak Eve bardziej przypada mi do gustu.

      Genialny pomysł z tym musicalem! I wgl z tymi zajęciami. Ciekawe, kto dostanie główną rolę... - już nie mogę się doczekać przesłuchań! Chyba tylko w Komitywie ze Ślizgonem spotkałam się z pomysłem na zrobienie przedstawienia. Tak mi się tylko przypomniało XD

      Od początku chciałam, żeby Lily była z Olivierem, ale... Frank też jest fajny ;>
      A Lara mnie zachwyciła! Bardzo dobrze wykreowana postać. Już ją uwielbiam. Taka cicha, spokojna, łagodna... a przy tym taka urocza z tym pieczeniem.
      Coś mi się wydaje, że Olivier zostanie częstym bywalcem kuchni...

      Ej... Nie daliby rady wypić dwóch butelek Ognistej. Jedna na łebka? Nie jest to zbytnio realne XD A nawet jeśli, byliby w takim stanie, że... No. Nie wróciliby do dormitoriów. Co nieco o tym wiem XD

      Lily jak zwykle musiała zachować klasę. Ładne zagranie. A Oliver znów ją drażni. Brakowało mi trochę tego.

      Błędów nie szukałam - mój umysł musi odpocząć po całonocnym pisaniu nowego rozdziału... - ale zwróciłam uwagę, że w jednym zdaniu napisałaś o jedno ,,jej" za dużo. Kurcze. Teraz tego nie potrafię znaleźć XD

      Szczęśliwego Nowego Roku!

      nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

      Usuń
    2. Dziękuje za opinię :). Nie czytałam Komitywy ze Slizgonem. Ale uwazam, Ze i w Hogwarcie zajecia sportowoartystyczme powinny istnieć w większym stopniu :D wiec u mnie istnieją w chyba najwyższym xd
      Anabelle się niedługo pojawi, nie martw się ;). Olivier zawsze drażni Lily, taka jego rola xd

      Usuń
  2. 'Nikt nie tego się spodziewał' dziwnie przmi to zdanie. I nie wiem czy sformułowanie 'dowiedział się fuksem' nie jest potoczne. Tyle mi zgrzytalo:D z komem o rozdziale przybede później, bo jestem na telefonie i nie lubie tu pisać. Buzka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, poprawie, jak bede na kompie :*

      Usuń
    2. To znowu ja;D Od razu uprzedzę, że piszę komentarz będąc w pracy, więc gdybym nagle urwała w połowie zdania, to znaczy, że przyszedł szef i opublikowałam na szybko, żeby nie stracić tego, co do tej pory napisałam:D

      Podoba mi się postać Eve. Wprowadziła taki powiew świeżości do opowiadania. Rozgadana, stąpająca po własnych ścieżkach i nieprzejmująca się opinią innych. Przynajmniej tak ją odebrałam. Ja również zastanawiam się w jaki sposób do tej pory nie miała w szkole większych problemów, bo nie wygląda na osobę, która sztywno trzyma się wyznaczonych przez kogoś zasad. I przede wszystkim jest wesoła. A ja uwielbiam takie postacie, bo nie można się przy nich nudzi;D Ogólnie zauważyłam, że co jakiś rozdział pojawia się ktoś nowy. To dobrze, bo jest ciekawie, wielowątkowo, tylko uważaj, żeby się to kiedyś nie zaczęło mylić;D Bo jak jest wiele postaci, wiele wątków, wiele różnych charakterów, to po jakimś czasie człowiek może się pogubić, zapomnieć,która postać dotyczyła którego życiorysu. Tym bardziej, że rozdziały pojawiają się w jakimś odstępie czasu (jak to na blogerze), więc człowiek może coś czasami zapomnieć, nie skojarzyć. Rozumiesz, co mam na myśli? :D
      Ja nadal jestem mega zaciekawiona postacią Franka. Nie wiem, co on takiego w sobie ma, ale intryguje mnie o wiele bardziej niż Oliwier. Może dlatego, że niewiele o nim wiemy? Jest tajemniczy, skryty, dopiero co się pojawił i... kurde, marzy mi się jakiś wątek miłosny między nim i Lily;D Ale wiem, że nawet jeśli coś takiego ma szansę mieć miejsce, to na pewno nie niebawem. Aczkolwiek wiedz, że czekam na więcej Franka;D Nikt tak pięknie nie gasi Lil <3 Nawet Oliwier.
      Jeszcze na moment wrócę do Eve, podoba mi się ten motyw prawdziwej przyjaźni. Dużo tu jest ogólnie takiego mącenia, rywalizacji o pozycję w szkole, donoszenia, plotkowania itp. i taka prawdziwa przyjaźń rzeczywiście się przyda. Także dobry pomysł z wprowadzeniem Eve;)
      Olivier chyba będzie miał mały problem:D Z jednej strony Amanda, a z drugiej Lara. Bo coś mi się wydaje, że te wspólne wypieki będą się pojawiały częściej i nie jest to ich ostatnie spotkanie. I jestem bardzo ciekawa czy masz tu zamiar wprowadzić jakiś trójkącik, zawirowania miłosne i tak dalej;D Broń Boże nie odpowiadaj! ;D

      Huhu... Lily odeszła z drużyny, ktoś jest od niej w czymś lepszy? No, no. Cwane zagranie, odejść zanim zostanie się wywalonym:D Takie bardzo w stylu Lil;D

      To by było na tyle. Czekam niecierpliwie na kolejny i wybacz, że tak ciągle wątków miłosnych szukam, ale wiesz... Ruda to Ruda, zawsze węszy miłostki;D
      Buźka! ;*


      Usuń
    3. Frank prZez jakis czas w ogole z Liy gadać nke bedzie, ale pozniej tak, choc nie wiem czy bedzie ja tak gasić... W jakis sposob na pewno xd juz sie zamykam. Ciesze sie,ze polubiłaś Eve xD.
      Olivier... sam biedaczek nie wie, co robić, a miał sie z nikim na stałe nie angażować xD. Ale wietrz miłostki, wietrz xd. Tak, Ruda, duża ilośc bohaterów z jednej strony zaskoczyła mnie mocno pozytywnie, bo teraz sie moge bawić i łączyć ich w rożny sposob, ale. Drugiej strony łatwo sie samemu pogubić. Chyba bede musiała porobić notatki z własnego opowiadania i to juz na Przyszłość!;)
      Dziękuje za kom ;)

      Usuń
  3. Cześć.
    Jeju, ile zajęć dodatkowych! Ciekawa jestem, jak gigantyczna musiała być ta ankieta, skoro wybrano aż tyle :p Z tego wszystkiego Rose dostała paranoi. No bo żeby tak warczeć z powodu chwilowego zamieszania? Niech ludzie się miażdżą, jeśli chcą, zaraz im przejdzie.
    Podobał mi się opis znajomości Rose i Eve - krótkie, treściwe przejście przez kilka lat do obecnego etapu. Kurczę, ja też mam dyniowe kolczyki, czy to znaczy, że jestem dziwna? :p
    Nie jestem do końca przekonana, że musical w hogwarckich realiach to dobry pomysł, ale zawsze to coś nowego, co daje wiele możliwości.
    Miniobsesja Lily była dobrze opisana. Wcześniej czy później pewnie będzie musiała pomyśleć o tym dokładniej, ale na razie musi "tylko" żyć z tym, że Frank nie wykazuje zainteresowania ;p Tymczasem ma inne, ciekawe rzeczy do roboty, takie jak knucie.
    Jej, w życiu bym na to nie wpadła, żeby gotować w Hogwarcie! W świecie, gdzie pyszne jedzonko pojawia się znikąd... To się nazywa pasja :) Swoją drogą, Olivier prowadzi całkiem bogate życie towarzyskie, tyle dziewczyn wokół, że aż nie wiadomo, za którą zabierze się w najbliższej przyszłości. Lara jest interesująca, nie sili się na nic, chociaż Olivier jest tak popularny. To dobrze wróży.
    Ach, ta Lily. Ile trzeba mieć w sobie arogancji, żeby porażkę błyskawicznie przekuć w sukces? Tym bardziej ciekawe, jak pójdzie jej w musicalu, w końcu to nie tylko popis gry aktorskiej, a przesadna pewność siebie bywa przeszkodą.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Propozycji było z dziesięć, tak sobie w każdym razie myslalam :). Wybrałam takie, które przydadzą sie do robienia musicalu i/lub pasują do bohaterów xd. Mój Hogwart jest dość nowoczesny (również dlatego ,ze akcja dzieje sie juz w trzecim tysiącleciu), nie bede ukrywać, tak sobie od początku założyłam, choć wiem, ze to dość kontrowersyjne.
      Ja tam myśle, ze Eve jest specyficzna, ale nie dziwna xD.
      Lily biedna nie rozumie, jak ktos moze ja olewać, ale przez to, ze nie rozumie własnego zainteresowania Frankiem, to nic z tym nie robi. A co do koncówki masz rację, juz teraz widac, ze Lily często przegrywa przez swoją butę ;). Olivier tez jest pewny siebie, ale mimo wszystko czymś się od Lily różni ;). Lara z pewnością go zaintrygowała, inaczej niz reszta dziewczyn, ale łatwo nie bedzie z nią miec. Jest jeszcze Lily :D.

      Usuń
  4. Najpierw zacznę od skomentowania poprzedniego rozdziału, który dopiero dzisiaj przeczytałam.
    Po raz kolejny piszę, że lubię Helenę. Jest niezwykle sympatyczną i wrażliwą dziewczyną. Wydaje się tak dobra, że zastanawia mnie co takiego mogła zrobić, że Lily jej tak bardzo nie znosi. No i myślę, że powinna zaryzykować i pogadać z Hugonem, chociaż znając życie i opowiadania to szybko to nie nastąpi. A jeśli chodzi o współpracę z Lily to jej współczuję. Z panną Potter dogadać się nie jest łatwo, ale może dzięki temu konkursowi uda im się chociaż wyjaśnić dawne konflikty (chyba jednak jestem naiwna).
    Lilka za to znów mnie zaczęła irytować. Co to za podła osóbka, która cieszy się z gnębienia innych, ale to akurat doskonale pasuje do Lily jaką stworzyłaś. I nawet nie wiesz jaką satysfakcję odczułam kiedy czytałam o spotkaniu Lily i Franka. Chłopak jej się spodobał, ale za to ona nie przypadła mu do gustu, co wcale nie dziwi jeśli wziąć pod uwagę chociażby to jak potraktowała Polly (a jestem pewna, że jest znana z innych świństw).
    Przechodząc do tego rozdziału to chyba najbardziej zainteresował mnie musical. Chyba tak jak większość uczniów jestem ciekawa kto zagra główne role. Jeśli Lily naprawdę się uprze i dopnie swego to ciekawe, kto będzie jej partnerował. Olivier? Frak? Oczywiście jeśli któryś z nich będzie chciał wziąć udział w sztuce, ale w obu przypadkach byłoby ciekawie. A może to jednak Rose się odważy i ona dostanie główną kobiecą rolę? Ciekawi byliby w tych rolach też Helen i Hugon (nie za bardzo wierzę, żeby się zgłosili do grania, ale pasują do fabuły, bo poniekąd są po dwóch stronach barykady jeśli uzna się, że tą barykadą jest Lily). A może Scorpius i Annabell?
    Podobał mi się też fragment w kuchni. Lara jest niezwykle intrygującą i tajemniczą dziewczyną. Z chęcią dowiedziałabym się o nich czegoś więcej i czuję, że Olivier także :)
    Można Lily wiele zarzucić, ale na pewno nie brak jej sprytu. Nawet w beznadziejnej sytuacji chce być górą i przyznaję, że tym razem nieźle jej to wyszło. Odeszła z drużyny, wiedząc, że za chwilę będzie wyrzucona. I to w jakim stylu odeszła. A jednak Olivier ją przejrzał (uwielbiam tego chłopaka).
    Niecierpliwie czekam co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i to podwójny w pewnym sensie :). Ciesze sie, zd lubisz Helene ;). Lily bedzie miec problem z Frankiem, chłopak ja olewa, a ona nie moze bądź nie wie jak sprowokować go do reakcji... Choc jeszcze tych swoich umiejętności nie zatraciła, co widac w końcowe tego rozdziału, tylko ze akurat sie napatoczył Olivier, który zawsze jej wszystko wytknie :D wojna trwa xD.
      Jeśli chodzi o Musical, chyba potrzymam Was jeszcze trochę w niewierności. Tzn ja wiem, kto bedzie miał główne role, ale nie moge tak od razu tego powiedzieć xD. Ponadto musze jeszcze przemyśleć szczegóły tych kwalifikacji.
      Dziękuję za komentarz :).

      Usuń
  5. Jestem.
    Byłem, ale się nie odzywałem, niemniej jestem...
    W każdym razie, musisz mi wybaczyć spóźniony zapłon itd. ale przyznaję, ociągałem się z komentowaniem tego opowiadania z kilku powodów, których nie będę rozwlekać, bo nie w tym sens :D
    Powiem o najważniejszym z nich - nie chciało mi się.
    W każdym razie, skupię się teraz na tym rozdziale, a poprzednie - może kiedyś do nich wrócę XD

    Muszę powiedzieć, że trochę zaskoczyłaś mnie tym musicalem. Chór by mi pasował do hogwarckich studentów, niemniej otwarta propozycja śpiewanego przedstawienia trochę nie pasuje mi do Hogwartu. Niemniej to twoja idea, a jak mówisz, twoja wizja szkoły jest bardziej nowoczesna.
    Zastanawiam się kogo wybierzesz do głónych ról - zastanawiam się kogo ja mógłbym obsadzić, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem od czego, a raczej kogo, w ogóle zacząć...
    Lily ty mała spryciulo... Wykiwała resztę, możnaby rzec i wylazła na tym obronną ręką. Swojądrogą, ciekawe co zamierza dalej - chyba, że nie doczytałem... - w zwiazku z brakiem miejsca w zespole. Może przerzuci się na musicale XD Będzie, jak Gruba Dama, "wyła do księżcya tę samą śpiewkę co roku" :D
    Nie będę chyba specjalnie "inny", jeśli powiem, że zaintrygowała mnie ta Lara. Wyddaje się być zdystansowana, a mimo wszystko mam wobec niej pewne przeczucie. Taka "twarda babka", albo niezłe "ziółko w skorupie".

    No nic, nie pozostaje nic tylko czekać.

    Idę spać, mam zgagę po serniku... Dziwne... ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. No i Twoja szczerość . W jakimś sensie godna podziwu.
      Myśle, ze łatwiej zrozumieć poszczególny rozdziału po przeczytaniu poprzednich. Lily zrezygnowała z miejsca w drużynie Ravenclaw w Quidditchu, jako argument podajac m.in.to, ze chce wziac udział w kwalifikacjach do musicalu. Tam sa same puste miejsca, bo jeszcze się nawet eliminacje nie zaczęły ;).
      Czy Lara to ziółko? Moze w jakimś sensie, bo jest twardsza, niz wyglada xD. Ale nic wiecej mowić nie bedzie.
      Zgaga po serniku to faktycznie cos dziwnego xd

      Usuń
    2. Wiesz... Kiedy zapijasz wszystko colą... XD
      A widzisz! Wiedziałem, że coś pominąłem... Człowiek czyta po nocach, a potem sa tego efekty ;D

      Usuń
    3. Odpowiem tu, by nie robić zamieszania. Tak jak, powiedzmy, jestem na świeżo, dodam do powyższego, że zauważyłem pewne coś, co mi niespecjalnie leży. Głupota, ale jednak - prodiż. Bardzo niewielka ilośc tych urządzeń jest na gaz, a i tak zazwyczaj potrzebują elektrycznego zapłonu. Mówisz, piekarnik by nie zadziałał, ale to nie znaczy, że w świecie magii nie ma kuchenek z piecami, wiec dziwi mnie trochę ten prodiż.
      Kolejna kwestia dotyczy "West Side Story", bo to takie "mugolskie". Zakładam, że większość czarodziejów nie zna tej historii. Nie lepiej ogarnąć coś swojego?
      Była jeszcze jedna rzecz, że kiedy czytałem, zirytowało mnie to, ale jakoś nie mogę sobie teraz przypomnieć, czym to było...

      Ogólnie, rozdział wypada na plus. Nawet Lily mnie tak nie wkurzała jak zwykle, choć tylko konkretbrewolucja zdolna byłaby (z naciąganym "może") do zmiany opinii na jej temat.
      Sama rozumiesz, to suka.

      XD

      Usuń
    4. Musze przemyślec te kwestie z prodizami i kuchenkami :D wlasciwie to na zapłon znalazłoby sie pewnie jakies zaklęcie, ze tak powiem ;)
      Hah, widzisz, tak to juz jest; chyba jej nigdy nie polubisz

      Usuń
  6. Super! Bardzo mi się podobał ten rozdział! Ciesze się ze w końcu Lily odeszła z drużyny. Nabrała na siebie zbyt wiele obowiązków by wszystkim podołać. Ale Olivier strasznie mnie denerwuje. Może nie jestem typowa dziewczyna i czytelniczka ale moja ulubiona postacią jest właśnie nasza Lily Luna Potter i pan wielki i wspaniały Olivier denerwuje mnie samym swym istnieniem a co dopiero tym ze tak bardzo stara się być złośliwy w stosunku do naszej Potterówny. Mam nadzieje ze w następnym rozdziale Lily pojedzie po Olivierze i to równo bo mu się należy. ☺
    Jeśli chodzi o Lare to wyjątkowo jakoś nie przypadła mi do gustu. Jak juz wcześniej wspominałam jestem dziwnym i nietypowym czytelnikiem i wszystkie postacie, które są zbyt mile i delikatne działają mi na nerwy.
    Liczę na to, że w kolejnych rozdziałach będzie więcej Lily i Rose, która jest wyjątkiem (miła a jednak ja lubię ☺).
    Jestem z Ciebie dumna! Dwa lata to szmat czasu. Ja nigdy nie wytrzymałam tyle. Najwidoczniej jestem słaba, bo za szybko się poddaje i nie mogę już dalej pisać opowiadania, a ty jesteś i dalej tworzysz.
    Pozdrawiam! ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah Cathleen, jesteś wyjątkowa xd tzn ja sie ciesze, ze lubisz Lily, ale to jest az dziwne xd mimo wszystko nie pokazała sie tutaj z dobrej strony... Ale masz trochę racji w tym, ze i Olivierowi trzeba kiedyś utrzeć nosa, bo idealny to nikt nie jest :D.
      Lara jest introwertyczką, wiec podejrzewam, ze pojawia sie o niej rożne opinie xd
      A co do Rosie... Ona chyba tez nie jest do końca miła, wręcz przeciwnie xD
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  7. Lara wydaje się być bardzo pozytywną postacią. Już sam fakt, że Oliver zafascynował się dziewczyną, która po nocach piecze ciastka w hogwardzkiej kuchni^^ Coś czuję, że może coś dobrego z tego wyniknąć. Już miałam agłosować na tę parę w Ankiecie, ale jeszcze się wstrzymam z głosowanie. Mało wiemy jeszcze o Larze :)
    Trochę tych zajęć podoałaś - może być ciekawie :)
    Już zafascynował mnie te Musical - uwielbiam West Side Story, dlatego jestem ciekawa, jak to wszystko opiszesz - mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz ;p
    I końcówka jak zwykle intrygująca. Ponownie Oliver ucieka nos Lily. Heh, zuch chłopak - coraz to bardziej go polubiłam, dlatego oddałam na niego głos w ankiecie^^

    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Tez lubię West Side Story, a w dodatku uznałam, ze idealnie pasuje do bohaterów xD. O Larze jeszcze trochę bedzie, choc pewnie wolno sie to bedzie rozwijać, zważywszy na jej charakter ;). Olivier nie moze nke utrzeć Lily nosa, jak zwietrzy okazje, ale coz-szczerze mówiąc, powinien to zrobić Rayan albo ktos inny z drużyny, tylko ze sie boja ;/.

      Usuń
  8. Lara to druga postać która ujęła mnie od pierwszego napotkania na nią, totalnie! (pierwszą jest pan prefekt naczelany Abigaile). Uwielbiam ją i chyba jest tu jedną z nielicznych osób z którą [jak na razie, z tego co można sądzć po pierwszym spotkaniu] mogę się jakoś utożsamić. Wydaje mi się, że jej małomówność nie jest wynikiem jakiejś nieśmiałości, wyczuwam tutaj trochę podiobieństwo do Lily - po prostu nie chce być zraniona, dlatego dopuszcza do siebie tylko te osoby, które wg niej są godne jej zaufania. Tylko nie jest taką zołzą jak Lily :) Zobaczymy czy moje przeczucie jest dobre.
    A co do Lily - to chyba nie do końca po jej myśli poszło to odejście z grupy. Niby ładnie z tego wybrnęła, ale Olivier był tego świadkiem. A tego plan nie zakładał. Jestem ciekawa jak jej pójdzie na castingu do musicalu (swoją drogą, naprawdę fajny pomysł). Nie sądzę, żeby dostała główną rolę. Może będzie drzewem :D Wtedy jeszcze bardziej jej dokopią hahahaha. Proszę, niech Lily będzie drzewem! haha
    A teraz chciałabym ci pogratulować dwóch lat na jednym blogu! :D Oby tak dalej :)
    Pozdarawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze Lara Ci sie spodobała tak szybko. Ale musze Cie zmartwić, z Frankiem jej nie połączę ;D. Masz całkiem dobre przeczucia wobec niej :D
      Lily... No coz, Olivier zniszczył jej wielka chwile, ma chłopak do tego wielki talent :D.
      Nie przewiduję roli drzewa dla nikogo, ale przemyslę xD.
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. I dobrze, nie widzę jej z Frankiem. Ale może Olivier się przebije przez mur? :)

      Usuń
    3. możliwe :D z pewnoscią nie odpuści tak łątwo :D

      Usuń
  9. Musical w Hogwarcie, oo!! Coś niespodziewanego. :) Lily zamierza wziąć udział? Mam wrażenie, że ona i Oli dostaną główne role, co mogłoby być w sumie całkiem zabawne. :)
    Już myślałam,że Oli jest zauroczony Amandą, a tu nagle pojawia się Lara... Zaskoczyło mnie to, że ona pomaga w kuchni. Dyrekcja o tym wie? Pewnie tak.. ale czy ktoś z uczniów też? Pewnie nie, bo przypuszczam, że by ją wyśmiali, niestety. Heh, Oli pomagający piec miffinki. No w jeszcze większym szoku byłam. :D Może uda mu się odnaleźć Larę. Hogwart nie jest duży, poza tym zawsze może czatować na nią przy kuchni, hahah xd W sumie polubiłam tą dziewczynę. :) Jest lepsza niż Amanda xd
    Ach ta Lily, zawsze musi być górą. Doskonale wyczuła moment i musiała nieźle zaskoczyć kapitana drużyny tym nagłym odejściem. Ciekawe, czy faktycznie chciał ją wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musical, tak! To był pierwszy pomysł na opowiadanie, zrobić szkolne przedstawienie, ktore zmieni zycie prywatne aktorów(napisałabym trochę inaczej, ale byłby to mega spoiler, wiec sie powstrzymam xD)... Pozniej przyszła cała reszta. Oli lubi Amandę tylko ze wzgledu na wygląd, nie na charakter. Lara zaś go zafascynowała ze wzgl na to drugie... Albo raczej niespotykany sposob bycia. To nie jest taka nieśmiałość jak w przypadku Heleny, to cos innego ;). Dyrekcja raczej nie wie o działalności Lary, ale skrzaty na prno nic nie powiedzą.
      Taaak, Rayan chciał ja wyrzucić, a raczej zamienić na te druga dziewczynę, tylko pojęcia nie miał, jak to zrobić ;)

      Usuń
  10. Lara - podobnie jak Frank - kupiła mnie już na samym początku. I to nie ze względu na to, że sama uwielbiam (gdy tylko mam czas i ochotę)piec babeczki. I to jeszcze marchewkowe. Z orzechami. Ale jest w niej jakiś taki spokój, łagodność, zupełnie przeciwieństwo Lily, że natychmiast ją polubiłam. I podziwiam za to, że nie odczuwa potrzeby mówienia, ponieważ mnie czasami cisza zmusza do jej przerwania, jakoś tak nieswojo czuję się, gdy zapada. Zwłaszcza między mną a kimś, kogo dopiero poznałam. Mam nadzieję, że nadal taka pozostanie, taka, hm, naturalna, nie udając nikogo innego, bo gdyby się zmieniła, byłaby to naprawdę ogromna szkoda.

    A cała reszta?

    Samo pojawienie się Franka sprawiło, że od razu się uśmiechnęłam i będę cierpliwie czekała na więcej, ponieważ chciałabym bardziej poznać tego zagadkowego Ślizgona. Lily idealnie udałoby się wyjść z tej nieco krępującej sytuacji, gdyby nie Olivier; ma naprawdę idealne wyczucie czasu. W zasadzie, mogłabym pisać i pisać o tym jak interesujący są Twoi bohaterowie i jak bardzo chciałabym ich poznać, ponieważ w tym rozdziale, mimo, że obszernym, to jednak mamy fragmenty każdego z nich. Nie narzekam, po prostu z tych wszystkich kawałków staram się ułożyć ogólny obraz nie tylko całej historii, ale i każdego bohatera z osobna. Nadal próbuję zdecydować jakie uczucia budzi we mnie pomysł z musicalem, myślę, że wszystko to wyjdzie wraz z wydarzeniami w następnych rozdziałach.

    Ale ogolnie, pewnie znowu to powtarzam, wraz z każdym kolejnym rozdziałem robi się coraz ciekawiej ;)

    Wszystkiego dobrego.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że masz podobne odczucia do Franka i Lary jak Legilimencja. Cieszę się. Ja też mam wielką nadzieję, że uda mi się zachować jej naturalność. Chociaż wiesz, to też jest trochę tak, że ona po prostu się boi nowych znajomości. Ale jest to w jakimś sensie zrozumiałe. Olivier jednak się łatwo nie poddaje, heh.
      Frank nie pojawił się tutaj bez drugiego dna, jedna wzmianka może nasunąć, o co biega xD podobnie jak imię Amelie w rozmyślaniach Oliviera, haha! No ale nic więcej nie mówię.
      Cieszę się, że uważąsz moich bohaterów za interesujących, choć zgadzam sie, że jest ich za dużo, kurde, juz sobie chyba zacznę robić jakies notatki albo spisy, co kto robi/mówi/jaki jest, żeby się nie pogubić :D.
      Dziękuję bardzi za opinię i pozdrawiam!

      Usuń
    2. To Twoi bohaterowie i znasz ich o niebo lepiej, ale nie odniosłam wrażenia jakby Lara bała się Oliviera albo tego, że musi z nim porozmawiać. Miałam wrażenie jakby nie czuła takiej presji, żeby wypełniać ciszę słowami, a to jej oświadczenie, że wie kim on jest było - pewnie znowu się powtórzę - takie naturalne. Nie nachalne, jakby nie miało dla niej znaczenia, że chłopak, który właśnie wszedł do szkolnej kuchni jest także tym, który wzbudza tak wiele emocji pośród uczniów.

      Pozdrawiam ;*

      Usuń
    3. W pewnym sensie tak, bo ona nie rozumie, dalczego ludzie tak się podniecają kimś, kogo zupełnie nie znają. xD

      Usuń
  11. Bardzo mi się podoba, że piszesz z perspektywy wielu bohaterów. Jeszcze bardziej podoba mi się, że każdy z nich jest inny, wyjątkowy. Często w opowiadaniach jest tak, że mimo innych imion, nazwisk i wyglądu, charakter postaci się pokrywa. Nie jest łatwo wykreować tak wielu indywidualnych bohaterów, ale tobie ta sztuka całkowicie się udała (:
    Ogromnie intryguje mnie Frank, a także jego przyszła relacja z Lily. Jest jednym z niewielu (razem z Olivierem), który nie dał się jej oczarować i nie tylko nie próbuje jej poderwać, ale co więcej, nie zwraca na nią najmniejszej uwagi. Uwielbiam takie duety, które miały trudne początki, więc jestem pewna, że i ich pokocham. Na marginesie - dobrze pamiętam, że Frank jest ze Slytherinu? Do Lily właśnie idealnie pasowałby ktoś z tego domu ;D
    Pomysł z nowymi fakultetami jest bez wątpliwości bardzo udany, dlatego nie dziwię się, że cała szkoła zapałała miłością do Oliviera. Z przemyśleń Lily wynika, że ta boi się, że jeśli konkurs wokalny oceniają jury spoza szkoły, mogłaby nie wygrać, bo niczym by się nie wyróżniała. Myślę, że sam fakt, iż nazywa się Potter, daje jej znaczącą przewagę ;)
    Trochę żałuję, że nie opisałaś meczu, a jedynie jego wyniki :( Zawsze uwielbiałam mecze quidditcha, ach, te emocje! Lily miała dobry pomysł z odejściem, zanim ją wyrzucą, ale oczywiście Olivier ją przejrzał, jak zwykle zresztą ^^ Teraz go nienawidzi na pewno jeszcze bardziej. Jestem niezmiernie ciekawa, jaki to plan zemsty opracowała razem z Alice! Co do Lary, to na razie nie wyrobiłam sobie o niej zdania, choć bez wątpienia ma zadatki na ciekawą postać.
    Życzę mnóstwa weny i z niecierpliwością czekam na nowy rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. No wlasnie sobie uzmysłowilawiam, ze Lily nieco za często przegrywa potyczki z Olivierem i generalnie tak miało byc, ale nie zawsze, musze cos z tym zrobić.
      Co do eliminacji, wlasciwie tak, wazne nazwisko jej pomoże. Ale nie ona jedna w szkole takowe posiada, wiec... Heh. Nie bede nic zdradzać.
      Taak, Frank jest w Slytherinie xD.
      A tego meczu nie opisałam, ponieważ dokładnie opisze następny, który bedzie bardzo istotny dla dalszej akcji xD.

      Usuń
  12. Strasznie rozbawiła mnie Eve. To jak wplątała biednego Franka w uspokajanie całego tego zbiegowiska – mistrzostwo! Śmiałam się jak głupia, wyobrażając sobie, jak bardzo zdezorientowany musiał być chłopak xdd W ogóle chyba polubiłam też Rose. Wydaje mi się, że jest ona niezwykle wrażliwa i przy okazji dość… poukładana, przynajmniej jeśli chodzi o różnego typu zajęcia, nie kwestię psychiczną (bo tutaj nadal biedna zmaga się z resztkami wspomnień o Scorpiusie…). Trochę taka tragiczna postać. Straciła miłość, przyjaciół. Nie mogę jej więc nie lubić :P
    Nie dziwię się, że te fakultety odniosły taki sukces i że w pewien sposób jeszcze dodatkowo wypromowały Olivierka w Hogwarcie. To naprawdę miła odmiana dla tej ciągłej nauki zaklęć, przeciwzaklęć czy też warzenia różniastych eliksirów. Każdemu przyda się w końcu trochę ruchu, siłka też nie zaszkodzi, a te wszystkie artystyczne sprawy dobrze wpływają na kreatywność! Także jak sobie ludki pochodzą na te fakultety, to później na takiej transmutacji będą zrelaksowani, odstresowani i zacznie im od razu wszystko lepiej wychodzić. Ave Olivier i jego pomysły!
    Lara już skradła moje serce. Gosh, ona piecze! Też uwielbiam piec, a marchewkowe muffinki to jedne z moich ulubionych, jak miło <3 Swoją drogą wydaje się być niezwykle spokojną i zamkniętą w sobie osobą. Zdecydowanie stanowi swego rodzaju wyzwanie dla Oliviera, a on… chyba lubi wyzwania :P Także nie wiem czy nie zacznę ich shippować :D Tylko co wtedy z Lily… bo z założenia od początku obstawiałam parę Olivier/Lily, ale gdyby jednak Olivier poszedł w stronę Lary…. Lily zostaje chyba tylko Frank… Ale wiesz, teraz z kolei sobie myślę, że może skoro Scorpius jest zajęty Anabelle, to może ten Frank by tak z Rosalie się bardziej zakumplował? Nie wiem, mam wrażenie, że oni tak strasznie do siebie nie pasują, że to aż mogłoby wyjść :P A przynajmniej sceny z ich udziałem również mogłyby być pełne ognia, gdy biedna Rose będzie starać się zmusić lenia Frankiego do roboty xd A jak jeszcze gdzieś w tle zawita Eve wraz ze swym ciętym językiem, to już w ogóle fajny spektakl może się stworzyć. Czyli wtedy koniec końców zestawiłabym Franka z Rose… Ale Lily zostaje sama :( A Lily nie może zostać sama… Cóż, to może jednak ten Olivier… Nie wiem, za dużo fajnych postaci tutaj dałaś. Na dobrą sprawę praktycznie wszystkich lubię i o ile na pierwszym miejscu stale goszczę Hugoś i Helenka i to ich wspólne szczęście przekładam nad wszystkie inne paringi, o tyle z resztą mam już niemały problem. Każdego bym chciała uszczęśliwić, a tak się nie da, bo niestety te sympatie czasem się zazębiają i nie da się takiego Scorpiusa podzielić na pół i jedną część podarować Rose, a drugą Annabelce. Hmmm… chyba żeby go jakoś sklonować… ale to nie to samo, ani jedna, ani druga pani nie chciałaby podróby Scorpiusa i jeszcze wybuchłaby z tego olbrzymia afera, która z czasem mogłaby przerodzić się w wielką katastrofę. Nie wiem co prawda w jaki sposób wieczne gadanie Annabelki miałoby coś zniszczyć, no ale wszystko jest podobno możliwe. Zawsze istnieje opcja, że od tego jej ględzenia ludzie w Hogwarcie zaczną skakać z okien i zamek zupełnie opustoszeje, a załamana Annabelka z powodu wyrzutów sumienia się załamie i zacznie tak płakać, że zatopi całą okolicę i Hogwart popłynie sobie w dal. Ja już naprawdę nie wiem, co by tutaj zrobić… Trochę Ci współczuję, bo Ty musisz się z tym wszystkim uporać :P
    Gosh, aż muszę to napisać: Lily jest niesamowita. Podziwiam to, jak ładnie opanowała sytuację tak, że na końcu niemal wyszła z tego wszystkiego zwycięsko. Niemal, bo oczywiście pojawił się Olivierek i rzucił swoją kąśliwą uwagę. Straszna z tej Lily spryciula, oj straszna. I chyba trochę się zadurzyła w naszym Frankim… woah!
    Ciekawa jestem okropnie tego musicalu. Któż tam okaże się zwyciężyć w castingach? Chyba kandydatów jest sporo, bo pewnie i taka Lily się nie podda bez walki.
    Trzymaj się!
    Pozdrówki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tu Ciebie nie uwielbiać. Dobrze, ze przynajmniej H&H nie jest zagrożone żadnymi osobami trzecimi xD. Jeśli chodzi o resztę... No coz, ktos zostanie niestety sam. Ale musze przyznać, ze niezłe kombinujesz i wlasciwie to chciałabym jak cholera cos napisac, ale nie zrobię tego, bo mam to zamiar powiedzieć wprost w tym opowiadaniu dopiero za długi, długi czas i muszę wytrzymać w tym postanowieniu. Lily jest sprytna, ale tez nie w porządku, Olivier znalazł się zaś jak zwykle w takim miejscu, aby podokuczac Lili, tyle ze dla niego to nie jest taka walka jak dla niej. Chyba wspomnę o tym w następnym rozdziale, moze w rozmowie z Hugosiem, bo tutaj nic o nim nie było (wybacz;)). Eliminacje do musicalu się pewnie trochę rozciągną, znając mnie, ale postaram sie, zeby nudne nie były :). Anabellka nie doprowadzi chyba swoim gadulstwem az dk takiej katastrofy... Chyba ze chcesz, to znacznie przyspieszy koniec tego opowiadania xD bo generalnie to mam wrażenie,ze z takim tempem bede je pisać jeszcze z milion lat. A i tak mam je zamiar pisać do sierpnia przed szósta klasa Lily, pozniej tylko epilog i kilka notek przeglądowych "po". Widzę, zd Lara zdobywa kolejnych miłośników, ale ciesze sie,, ze ktos docenił Eve, bo moze kluczowa postacią tu nie bedzie, ale jednak ;) dziękuję za cudny komentarz i pozdrawiam

      Usuń
    2. Jak to ktoś zostanie sam...? Biedaczyna. Mogę ewentualnie tę osobę przygarnąć, pooglądamy sobie razem jakieś filmy, choć na moment nie będzie taka/i samotna/y :D
      Buu, też bym chciała, żebyś coś napisała, dała jakąś podpowiedź :P Ale zdecydowanie muszę się uzbroić w cierpliwość i nie psuć sobie niespodzianki :D
      Czyli w następnym rozdziale będzie Hugonik? Yuppi!
      Nie, nie chcę żadnego końca... Ja chcę, żeby to opowiadanie trwało w nieskończoność, serio. także jeśli masz ochotę to stwórz z tego tasiemca, ja się nie obrażę, a nawet postaram się wytrwać przy czytaniu do samiuśkiego końca (może doczekam się kiedyś wyznania miłości Hugosia do Helenki) ;) Właśnie to jest genialne, że jest tu tyle wątków, tyle postaci. uwielbiam takie historie <3

      Usuń
    3. Boże, przez rok opisze maksymalnie dwa miesiące, choc pewnie mniej! Impossible :D. Wiec chyba bedzie tasiemcem przynajmniej czasowym. Moze sie doczekasz tego wyznania, choc czuje teraz mega presje, zeby mu podołać, chyba juz zacznę je tworzyć xd
      No, to moze ta osoba przynajmniej poogląda dobre filmy, a na miłości przyjdzie czas w przyszłości xd

      Usuń
    4. Gosh, znowu wyszło na to, że stresuję ludzi, wybacz xd Jak dla mnie to może nawet nie być żadnych wyznań, ale wtedy chociaż jakiś kiss kiss by się przydał :D
      Yep, teraz taka mała nagroda pocieszenia, a w przyszłości wielkie romanse :)

      Usuń
  13. Hej, hej ;)
    Przeczytałam już przedtem więc mam nadzieję, że nie zapomnę o niczym, co przyszło mi do głowy podczas tej miłej lektury!
    Tak więc:
    Podziwiam, że potrafisz władać w swoim opowiadaniu tyloma postaciami i ogarniasz ich historie, relacje, zajęcia, tak zróżnicowane charaktery; widać, że wkładasz w to całe serce, bo nie skupiasz się jedynie na wątku głównym, a zaczynając czytać Twoje opowiadanie, myślałam, że tak właśnie będzie - Lily będzie dominowała, a reszta stanowić będzie jedynie piękne tło dla jej historii; ale mamy tu zupełnie inną sytuację, więc brawa dla Ciebie i trzymam kciuki, coby wyszło tak, jak sobie zaplanujesz ;)
    Lily - dziewczyna to ma pecha, bo Olivier zawsze jest tam, gdzie nie potrzeba i zawsze ma gotowy złośliwy tekst w jej stronę. Chciałabym zobaczyć jej minę w tym momencie :P
    Nowi bohaterowie - wiem, że po tak krótkich scenkach ciężko powiedzieć o nich coś więcej, ale przyznam, że ich polubiłam, przynajmniej na razie, zobaczymy co się z tego wykluje. Lara jest zdecydowanie tajemnicza, ale jest taką niewinną i cichutką postacią, trochę przypomina mi Lunę, ale to chyba tylko takie powierzchowne wrażenie i ten kolor włosów; skojarzyła mi się z takim słoneczkiem, nie wiem w sumie dlaczego :D
    Frank, jak już wspomniałam pod poprzednim, też zdobył cząsteczkę mojego serca, więc czekam niecierpliwie na rozwój sytuacji między nim a Lily. No i oczywiście między Lily a Olivierem, bo coś mi się wydaje, że niedługo noże i cięższa artyleria pójdą w ruch, zwłaszcza, że dziewczyna ma już jakiś plan... :P
    No i ogólnie cała ta sytuacja z wprowadzeniem do Hogwartu dodatkowych zajęć, musicalu - zupełna innowacja, przynajmniej w moim odczuciu. Nie potrafię powiedzieć, czy mi się to na 100% podoba, czy nie; jeszcze nie teraz. Jakoś nigdy nie potrafiłam sobie wyobrazić, by uczniowie w tej szkole zajmowali się takimi rzeczami, bo po prostu ten świat został wykreowany w taki, a nie inny sposób. A Ty odwracasz go do góry nogami, zaskakujesz pomysłami, i to jest super - czekam więc niecierpliwie (jak zawsze) na wyniki tej pracy, Twoich pomysłów i ściskam mocno kciuki, żeby wszystko poszło tak, jak sobie życzysz!
    Także weny na ten 2016 rok, coby nigdy się nie skończyła i pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;).
      Ja tez na początku myslalam ze to bedzie głównie o Lily, a wszelkie poboczne postacie beda związane z nią i jej... Zmiana, ale nagle oni zaczęli mowić własnym językiem, a ja postanowiłam ich posłuchać ;). Lily... Juz sie mocno wkurzyła, to prawda, ale czy aby na pewno uda jej sie zniszczyć O nawet z pomocą Alice? Heh. A Franka tez lubię, nie powiem, ze nie; wiec planuje dla niego dobre zakończenie xD.
      Pozdrawiam serdecznie i rownież życzę szczęśliwego nowego roku i dużo weny ;)

      Usuń
  14. Witam :)
    Bardzo tu fajnie. Wciągnęła mnie ta historia i myślę ze będę śledzić ja do końca ;) Muszę przyznać, ze jestem wielka fanką obyczajowek o młodym pokoleniu, wiec cieszę się, ze udało mu się tu trafić .
    Chyba jestem jedyną osobą, której Lara nie za bardzo przypadła do gustu, ale to pewnie dlatego, ze przeszkadza mi ona w szczęśliwym zakończeniu dla Lily i Oliviera :D Dobra wiem, ze nie jest ono wcale takie pewne, ale ja żyje nadzieja, że jednak będą razem :) Ale może z rozwojem akcji bardziej się do niej przekonam, bo zazwyczaj w moim przypadku jest tak, ze mam mylne pierwsze wrażenie i potem okazuje się, ze postać za która za bardzo nie przepadalam okazuje się tak naprawdę w porządku . Może więc z Larą też tak będzie.. :)
    Za to bardzo lubię Lily i to się raczej nie zmieni :) I również, podobnie jak ktoś wyżej napisał uważam, ze za często przegrywa ona potyczki z Janvierem. Daj jej trochę satysfakcji z dokopania swojemu wrogowi :D Może z Alice wymysla coś fajnego :)
    Polubiłam również Helenę, co jest może trochę sprzeczne ze względu na to, ze ona i Lily od długiego czasu są ze sobą sklocone . Ale uważam, ze ona i Hugo byliby super parą i jeśli Lily będzie chciała im przeszkodzić to się na nią wkurze :P
    No i Frank . W sumie mu się nie dziwie, ze olewa Lily choćby ze względu na to, jak potraktowała jego siostrę, ale może chodzi tu też o to , ze to Prefekt Naczelna bardziej przykuła jego uwagę.. :) No chyba, ze się mylę..
    Życzę Ci udanego Sylwestra i Nowego Roku, zdania egzaminów na sesji i mnóstwa weny , aby nowy rozdział pojawił się jak najszybciej :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, bardzo się cieszę, widząc nowa czytelniczkę:). Czy prowadzisz jakiegoś bloga? Chętnie bym wpadła. Jesteś druga osoba, której Lara nie przypadła do gustu.
      Olivier ma pewna przewagę nad Lily, ale tez nie jest święty i nieomylny, tez zbyt bardzo ocenia ludzi własna miara i musi kiedyś popełnić blad. A plan Lily i Alice bedzie dość... Mocny, choc kobiec końców moze nie wyjsć do końca zgodnie z założeniem ;).
      Lily z pewnością nie bedzie za związkiem Heleny i Hugona, wiec jednak czymś się moze za jakiś czas zdenerwować ;).
      Z Frankiem niezle kombinujesz, choc i tak troche z tym zakręcę xd
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. Niestety nie prowadzę żadnego bloga, chociaż od dłuższego czasu nosze się z zamiarem napisania czegoś chociaż ciężko mi się do tego zabrać :)
      Cieszę się ze nie jestem jedyna, bo byłoby mi dziwnie :D
      No i cóż jakoś przeboleje reakcje Lily na związek Hugona i Heleny. :P

      Usuń
    3. Jeśli zalozysz, daj znac ;)

      Usuń
  15. Jakoś w tym rozdziale Lily zaczęła działać mi na nerwy. Do tej pory zbytnio nie przeszkadzało mi to, jak traktowała innych, bo tłumaczyłam wszystko tym, że dziewczyna otacza się murem, by nikt jej nie zranił. I o ile w tym rozdziale panny Potter nie było jakoś specjalnie dużo, to zdążyła mnie lekko zirytować. Po pierwsze nie wiem, po co ona tyle czasu męczyła się w drużynie, skoro gra wcale nie sprawiała jej wielkiej radości. A to odejście, zanim ktoś zdążył ją wyrzucić... To bardzo w stylu Lily, ale nie zachwyciło mnie takie zachowanie. W sumie dobrze, że Olivier zwrócił na to uwagę, przynajmniej ktoś choć trochę utarł Lily nosa ;p I bardzo dobrze, że kolega jej brata nie zwracał na nią szczególnej uwagi, może da jej to trochę do myślenia. No i coś mi się wydaje, że ten brak zainteresowania sprawi, że za to Lily zainteresuje się Frankiem i to zdecydowanie bardziej, niżby chciała.
    Swoją drogą po tym rozdziale uznałam, że Olivier jest o wiele łatwiejszą do polubienia postacią niż Lily. A Lara też wydała się naprawdę sympatyczna. Zupełnie inna niż te wszystkie dziewczyny wodzące wzrokiem za Olivierem. Po pierwsze, nie rzuciła się mu od razu do stóp, tylko traktowała jak zwyczajnego chłopaka. I nawet nie sprawiała wrażenia, jakby od razu zapragnęła się z nim bliżej zaznajomić. Była po prostu miła, ale jednocześnie skryta. I dobrze, bo Olivierowi przyda się znajomość z kimś takim. Wydaje mi się, że to w Larze prędzej mógłby się zakochać niż np. w takiej Amandzie.
    Nie mogłabym też nie wspomnieć o Eve, która jest całkowicie pozytywną postacią i chyba nie da się jej nie lubić. Osobiście uwielbiam takie optymistyczne, energiczne i jednocześnie inne niż wszyscy osoby. I nie chodzi tu tylko o bohaterów opowiadań, ale również o ludzi w prawdziwym życiu. Po prostu przy osobach wręcz tryskających pozytywną energią nie sposób również nie poczuć się dobrze.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, Lily ma denerwować. Potrzebuje bodźców zewnętrznych, zeby skę ogarnela, choc i Olivier kiedyś dostanie, szcZefolnie za jakis czas nawet bardziej niz Lily.
      Lara faktycznie nie jest jak większość dziewczyn podniecona Olivierem, ona potrzebuje czasu. Ale nawet jakby sie jej ktos podobał, to raczej by noe skakała do niego jak szalona ;). Myśle, ze w Amanadzie na całe szczęście Olivier nie mógłby sie zakochać, ale wątek z nią nie jest jeszcze zakończony, o nie. Dla Oliviera amanda to ktos podobny jak dla Lily Rayan.
      Eve faktycznie jest bardzo energiczna i choc niektórzy pewnie czuliby sie w jej towarzystwie na początku nieco niezręcznie, to pewnie szybko by się odprężyli ;).

      Dziękuję za opinię :)

      Usuń
  16. No to jestem i ja. Muszę powiedzieć, że rozdział jest całkiem obszerny, ale to akurat mi się podoba. Zresztą coraz więcej dowiaduje się dzięki temu o bohaterach. Na przykład taka Rose... Cieszy mnie, że ma oddaną przyjaciółkę. No i w sumie cieszy mnie też to, że jest ona też tak skrajnie różna od dziewczyny. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, gdy dwie dziewczyny o sztywnych zasadach trzymają się razem... No dobra nie jest to aż takie trudne, ale na pewno nudne. Tak przynajmniej jest bardziej "kolorowo". Przejdę jednak do konkretów, a mianowicie musicalu. W końcu zapowiada nam się coś naprawdę interesującego. Tym bardziej, że Lily planuje wziąć w tym udział. Będąc już przy tej dziewczynie... To, jak na sam koniec rozdziału zjechał ją Oliver - to musiało boleć. W szczególności jej dumę. No nie wiem, czy jej zagranie było lepsze. Ja już chyba wolałabym zostać wyrzucona, niż udawać, że nikt nie zauważył, że i tak mam zostać usunięta z zespołu, ale w ramach ucieczki przed daną sytuacją, sama odchodzę. Eh... Na pewno zabrzmiało to trochę zawile, ale mam nadzieję, że zrozumiesz o co mi chodzi. Tymczasem wracając do musicalu, w którym swój udział zadeklarowała dziewczyna, wydaje mi się on nietypowym przedsięwzięciem jak na szkołę magii. Niemniej jednak mnie intryguje. Mam wrażenie, że w związku z nim może się wiele wydarzyć. No i raczej nie będzie on należał do typowych spektakli teatralnych, prawda? Myślę, że lekkie urozmaicenie go magią nie zaszkodzi...
    Tak na koniec życzę Lily powodzenia w zdobyciu wymarzonej roli. A może zagra główną żeńską postać, a Oliver męską? To zdecydowanie byłoby ciekawe! Szczególnie bacząc na charaktery tej dwójki :)
    Oczekuję kolejnego rozdziału! W związku z tym ogromnych pokładów weny i wolnego czasu Ci życzę, no i szczęścia w Nowym Roku! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :).
      Idealnie ujęłaś to, co Lily zrobiła, ona robi wszystko, aby zawsze byc wygranaa i na ogol jej tl wychodzi, a tu taki Olivier sie wtrąca xD. Musical z pewnością bedzie bardzo obfity w magię, wlasciwie to bedzie jeden z ważniejszych w nim elementów :D. Co do głównych ról bede trzymać język za zębami ;D.

      Usuń
  17. Hej, hej, kochana.
    Właśnie znalazłam chwilę, żeby przeczytać nowy rozdział i muszę przyznać, że jestem nim zachwycona.
    Na początku bardzo spodobała mi się zarówno postać Eve, jak i jej przyjaźń z Rose. Widać, że są sobie bardzo bliskie, a Eve jest taka pozytywna i rozbrajająca, że chyba każdy chciałby mieć taką przyjaciółkę :)
    Pomysł z tym musicalem jest naprawdę ciekawy i nie mogę się już doczekać, jak dalej się te sprawy potoczą. Kto dostanie główne role?
    Widać, że Frank zrobił na Lily duże wrażenie, skoro tak go wypatruje. Tutaj zastanawiam się, o czym mówiła Alice i co planują dla Oliviera. Mam nadzieję, że niedługo się tego dowiemy.
    Jeju, ten fragment z perspektywy Janviera był chyba najlepszym w tym rozdziale, a przynajmniej moim zdaniem. Świetnie opisałaś całą jego podróż do kuchni, a później to spotkanie z Larą. Od razu ją polubiłam, chyba tak samo jak Olivier. Jest trochę tajemnicza i nieśmiała, ale mimo to, a może dzięki temu wydaje się być świetną postacią. Jestem bardzo ciekawa, jak dalej rozwinie się jej wątek. Wcześniej kibicowałam Olivierowi i Lily, ale teraz skłaniam się bardziej ku Larze. Mam nadzieję, że będą spędzali ze sobą więcej czasu :) To było takie urocze, kiedy pomagał jej w kuchni ♡.♡
    I na koniec ten przegrany mecz i decyzja Lily o odejściu z drużyny. Wiedziałam, że nie pozwoli tak po prostu, żeby ją wyrzucili. Ale przynajmniej Olivier ją rozgryzł i nie bał się wypowiedzieć na głos swojego zdania. Potter pewnie nie będzie zachwycona, ale i tak wielkie brawa dla niego, za to, że się jej stawia.
    Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału, bo ten wyszedł naprawdę dobrze.
    Gratuluję oczywiście drugiej rocznicy bloga i tego, że prowadzisz go już tak długo. Życzę w takim razie dalszej wytrwałości, cierpliwości i przede wszystkim weny! I aby rok 2016 był lepszy od poprzedniego.
    Mam nadzieję, że święta się udały i były przyjemne.
    Całuję i ściskam ♡
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz :). Ciesze sie, ze Lara przypadła Ci do gustu. O planie Alice i Lily niedługo sie dowiecie, choc czy wypali? Albo jak? Oto jest pytanie :). O rolach e musicalu milczę xd

      Usuń
  18. Faktycznie poruszyłaś w tym rozdziale wiele wątków i zastanawiam się czy będę w stanie poruszyć je wszystkie. Jeżeli o czymś zapomnę to przepraszam, zwyczajnie mam poroblemy z zapamiętywaniem pewnych rzeczy.
    Zacznę od tego, co mi się najbardziej podobało a mianowicie Lara. Przypomina mi Lunę Lovegood, choć mimo wszystko wydaje się być innym typem dziwaka. Jednak ma w sobie tyle subtelności i uroku, że trudno przejść obok niej obojętnie. Na dodatek sam Janvier jakoś złagodniał przy niej, co jest dobrym zwiastunem. Właściwie uważam, że całkiem by do siebie pasowali, ale wiem, że gdyby tylko dotarłoby to do uszu Lily byłoby pozamiatane.
    Co do samej Lily to omatkoboska jak ona mnie irytuje. Czy choć raz mogłaby nie być właśnie taka? I gdy pomyślę o tym żałosnym odejściu z drużyny to aż mną trzęscie. Podzielam zdanie Oliviera w stu procentach. Jak tylko powiedziała pierwsza, że odchodzi, wiedziałam, że robi to tylko po to, żeby nikt inny się nie odważył wyrzucić jej. Smutne to i chore to.
    Na dodatek przeraża mnie to, że chce się wepchać do musicalu. Osobiście bardzo kibicuję Rose. Ostatnio to moja ulubiona bohaterka tutaj, choć teraz ma konkurencję w postaci Lary :D
    Co do samego musicalu to uważam, że to wydarzenie wprowadzi zamęt. i mam nadzieję, że trochę dramy i przede wszystkim doprowadzi Lily do ataku nerwicy XD
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy! Życzę ci kolejnych lat opływających w wenę i chęci :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz. Musical oczywiscie wprowadzi bardzo dużo zamieszania xD. Ciesze skę, ze spodobała Ci sie Lara. Faktycznie, troche jest podobna do L.L., choc Eve także, ale inaczej, takie było założenie ;). Lubię takie postaci :D. Widzę, ze Lily bedzie musiała sie postarać, żebyś zmieniła o niej zdanie, o ile w ogole to możliwe, bo pewnie niektórzy nigdy jej nke polubią i wlasciwie specjalnie by mnie to nke zdziwiło;).

      Usuń
  19. Rozdział mi się podobał, jak zawsze z resztą, co tu dużo mówić. Wprowadziłaś parę nowych rzeczy i nawet bohaterkę, a nawet dwie. Żyć nie umierać.

    Biedna Rose. Pilnowanie uczniów przy takiej okazji to nic przyjemnego. Pachją się niewiadomo po co i obijają łokciami. Dobrze, że przyszła Eve i zagoniła Franka do roboty. I tak powinno być, co się ma chłop obijać.W końcu po coś został prefektem. Eve jest zdecydowana i umie zarządzać, a Rose strasznie porządkowa i domyślam się, że gdyby połączyły siły, stworzyłyby potężne combo, które mogłoby zmieść uczniów z powierzchni ziemi. Fajnie, że dałaś Wesley kogoś, na kim może polegać i się zwierzyć.Mam jeden problem. Przedstawiłaś Eve nazwiskiem Meadowes, a później znikąd pojawia się Green. Mogłabym wziąć to za ksywkę pochodzącą od koloru włosów, ale napisałaś, że zmienia fryzurę co tydzien. Chyba, że to od koloru włosów. No sama już nie wiem.
    Nie podejrzewałam Rose o zacięcie aktorkie, a tu proszę.Zna się na rzeczy i lubi sztuki teatralne. Ciekawi mnie o co chodziło z tym "niemożliwym", ale pewnie w końcu się dowiem.Do boju Rose, może uda ci się dostać tytułową rolę?

    Pomysł z musicalem rzeczywiście mało w duchu Hogwartu, ale mnie wcale to nie przeszkadza. Dpbrze, że szkoła się rozwija i pojawiają się nowe aktywności. A jak sztuka będzie miała elementy magiczne(wspomniałaś o tym w którymś kokmciu) to może wyjść z tego coś naprawdę dobrego. No i bohaterowie będą mieli zajęcie.

    Lily myśli o Franku. I to całkiem sporo. Może w końcu okaże się, że ktoś będzie potrafił ją utemperować? Chyba że Frank ją oleje, a ona będzie łazić i oglądać się za nim jak głupia. Pożyjemy, zobaczymy, ale czuję, że Abingale nie zostawi Potterówny samej sobie i w końcu się spotkają ponownie, przy lepszej czy gorszej okazji. Ostatecznie chęć wystąpienia u niej w musicalu wcale mnie nie zdziwiła. W końcu przez większość czasu i tak "gra", więc co jej szkodzi, jeśli przy okazji będzie mogła pokazać się z lepszej strony i przywrócić swoją osobę na piedestał, z którego spadła po przyjeździe Janvierów.
    Na końcu chciała wyjść na cwaną i po raz kolejny została zgaszona przez Oliviera. Nie mogłam się nie uśmiechnąć, choć nie czuję do niej specjalnie żadnej niechęci.

    No i na końcu Lara i jej pieczenie muffinek. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Moja Lena nie jest jedyną opowiadaniową bohaterką z zacięciem cukierniczym.
    Polubiłam ją i to nie tylko za wspólne pasje z moją niedorajdą. W przeciwieństwie do niektórych, wcale nie wydawała mi się nieśmiała, no może odrobinę w jednym miejscu. Raczej konkretna, skupiona na zadaniu i nie lubiąca gadek o pogodzie. I właśnie to mi się w niej spodobało, no i postawa względem Oliviera - "jest tylko człowiekiem, nie ma co się podniecać". Dla mnie, na ten moment jest zupełnym przeciwieństwem Lily. I muszę pochwalić cię jeszcze za jedną rzecz. Lara jest w Huffelpuffie, a według mnie to najbardziej niedoceniany dom. (Wiem, że jest tam też Anabelle, ale wciąż).
    Zafascynowanie jej osobą Oliviera było strasznie słodkie. Jak jej się przyglądał i nie chciał spłoszyć, ale jednocześnie dowiedzieć się jak najwięcej na jej temat.Myślę, że zrobi wszystko, żeby znowu się z nią spotkać. I jeszcze na koniec wspomniał o swojej byłej. Chyba jest gotowy zacząć coś poważniejszego (bo o schadzkach z Amandą raczej nie można tak nazwać.)

    Co do treści to tyle. Pojawiło się trochę powtórzeń, ale domyślam się, że chciałaś opublikować rozdział na rocznicę i dlatego tak wyszło, więc nie będę narzekać. A jak już jestem w temacie to...
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy! Obyśmy doczekali do trzeciej, a może i czwartej. Mnie by to wcale nie przeszkadzało. :)
    Życzę również Szczęśliwego Nowego Roku. Żeby był płodny w nowe pomysły, bogaty w czas na pisanie i pozwolił ci rozwijać się w kierunku, jaki ci się tylko zamarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz. Jak wrócę do domu, to musze przeczytać na spokojnie rozdzial, bo niestety zawsze cos powtórzę. Jeśli chodzi o Green, to tak ba początku nazwałam Eve, ale pozniej sobie przypomniałam, ze tl rownież nazwisko nauczyciela od OPCM i zmieniłam na Maadowes. Jak widac, nie wszędzie, mój błąd.
      Jesteś pierwsza osoba która wspomniała o Amelie xD. Ciesze sie! To ważna postać w życiu Oliviera, a niedługo sie dowiecie wiecej. Eliminacje na Musical beda dobra okazja ;).
      Hufflepuff jest niedoceniany, nawet ja w swojej wersji wyplecione go mało eksponuje, wiec staram sie to zmienić.

      Usuń
  20. Nie przepadam za Rosalie. Nie wiem czemu, nie pytaj. Jednak jej perspektywę czyta mi się najciężej. Może spowodowane jest to tym, że dziewczyna jest strasznie zasadnicza i przy tym wszystkim odrobinę za bardzo marudzi. Nie, to nie jest twoja wina - to dobrze, że bohaterowie budzą w czytelnikach rozmaite emocje, bo gdyby wszyscy byli idealni opowiadanie byłoby zwyczajnie nudne. A tak? Wciąga, szalenie intryguje!
    Także Rosie nie wzbudziła we mnie sympatii, za to polubiłam jej przyjaciółkę. Sympatycznie dziewczę, a i ich przyjaźń stanowi zdecydowanie ciekawy wątek.
    Fajnym wątkiem jest też sprawa tego przedstawienia. Jestem ciekawa, kto zagra główne role, bo widać, że zainteresowanie jest spore.
    A Lily chyba nam się zakochała, a przynajmniej znalazła kogoś, kto mocno ją zaintrygował. To też jest ciekawe, zastanawiam się, co z tego wyniknie.
    Biedny Olivier! Nie miał czasu skonsumować posiłku i musiał się snuć po zamku taki bardzo głodny :D Dobrze, że natrafił na tamto przejście i trafił do kuchni, a co za tym idzie również na Larę. Cóż, kolejna, ciekawa postać wyszła spod twojego pióra i ja już kombinuję, jaka też będzie jej rola w tym wszystkim. Póki co mam pustkę w głowie, choć widać, że pan O. nie przeszedł obok niej obojętnie. Tylko co w takim przypadku z Amandą, której to z kolei on zawrócił w głowie? Oj, komplikujesz!
    Lily niby ładnie sobie to wszystko ładnie uknuła, że wspaniałomyślnie sama odejdzie z drużyny, ale jednak znalazł się ktoś, kto przejrzał jej zamiary. Coś czuję, że jej konflikt z Olivierem tylko się pogłębi ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie przejmuje sie, ze nie lubisz Rosalie. Nie mozna lubić wszystkich. Choc czasem zastanawiam sie, czy az tak rożne opinie czytelników na temat bohaterów tej historii to aby na pewno dobry znak? Niestety Eve nie bedzie tu częstym gościem, ale czasem się pojawi ;). Konflikt Lily z Olivierem bedzie sie pogłębiał jeszcze przez dluuuuuugi czas :D a co do amandy, to wcale nie powiedziane, ze jej sie Janvier podoba xd przynajmniej emocjonalnie xD Lily sie jeszcze w nikim nie zakochała... Chyba xd

    OdpowiedzUsuń
  22. Gdy przeczytałam o pomyśle z musicalem, to pomyślałam, że to może to być naprawdę fajny wątek, taka przyjemna odskocznia od schematów powielanych w potterowskich opowiadaniach. Ale jak przeczytałam, że Hogwart ma zamiar wystawić West Side Story, to mina mi już zrzedła. Naprawdę musiał to być mugolski musical? Wystawiany przez czarodziejów? O wiele bardziej podobałoby mi się całe przedsięwzięcie, gdybyś wymyśliła jakiś własny „czarodziejski” musical, chociażby taki niemal w stu procentach bazujący na West Side Story, ale z nieco magiczną fabułą. Ten wybór tym bardziej wydaje mi się dziwny, bo piszesz, że w twoim czarodziejskim świecie konkurs musicalowy jest dość popularny, a skoro tak, to czarodzieje musieli stworzyć też własne sztuki i sądzę, że gdzieś na świecie także coś na wzór „czarodziejskiego Broadwayu”.
    Najbardziej za to spodobała mi się końcówka. Jak dobrze, że w Hogwarcie pojawił się ktoś taki jak Olivier, kto sprowadzi Lily do parteru, bo w innym wypadku rzeczywiście znów wyszłoby na jej, skoro nikt z drużyny nie ośmielił się powiedzieć jej, że to ona w największym stopniu przyczyniła się do przegranej. A skoro już zrezygnowała z gry w quidditcha, to zastanawiam się, czy dostanie główną rolę w musicalu. Z racji, że jej nie lubię, to wolałabym, aby komisja wybrała kogoś innego i dziewczynie znów w pięty poszło, ale patrząc na to obiektywnie, to rzeczywiście może mieć duże szanse (chociaż gdyby to Olivier dostał główną rolę męską, to na pewno mina by jej mocno zrzedła).
    Postać Lary natomiast do tej pory spodobała mi się chyba najbardziej. Wydaje się być miłą dziewczyną i z jednej strony trochę szkoda, że Olivier nie wyciągnął od niej więcej informacji, ale przynajmniej jest na co czekać.
    Błędy, które rzuciły mi się w oczy:
    Prefekt Naczelny – prefekt naczelny
    Pokój Wspólny – pokój wspólny
    Quidditch – quidditch (w jednym miejscu)
    Lodówka – czarodzieje takich sprzętów nie znali, a tym bardziej nie było ich w Hogwarcie
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. West Side Story bedzie mocno przerobione medyczne, twórcom konkursu chodzi rownież o to, zeby młodzież zapoznawała sie z kultura mugoli, zeby łączyli ja z magia ;). W ogole te rożne zmiany u mnie do tego dążą;). Ciesze sie,ze Lara przypadła Ci do gustu:) Dziękuję za komentarz:).
      Kiedyś sprawdzałam, które nazwy jak sie pisze. Z quidditchem sie zgadzam, ale reszta, wydawało mi sie, pisana jest z wielkich liter. Sprawdzę raz jeszcze. No i tak, ta nieszczęsna lodówka... Dzieki za zwrócenie uwagi :D.

      Usuń
  23. Ja znowu krótko, będę się gęsto tłumaczyła, ale no nie mam czasu, a jeszcze Twoje notki są długie i przy moim wolnym czytaniu ten czas się jeszcze skraca. W każdym razie: podobał mi się fakt, że przedstawiłaś tutaj stanowiska tylu osób. Różne punkty widzenia są naprawdę bardzo potrzebne w opowiadaniach, bo - przyznajmy szczerze - nic tak nie mobilizuje do dalszego cytania jak możliwość zapoznania się z punktem widzenia naszego ulubieńca. Rose jakoś mnie do siebie zraziła. Zbyt dużo w niej profesjonalizmu i samodyscypliny. Czasami trzeba zluzować porty i dać się ponieść. Wiem, że jest ciężko, bo jednak jestem osobą, która twardo stąpa po ziemi, ale od czasu do czasu trochę rozrywki dobrze robi. A w każdym razie nikomu to jeszcze nie zaszkodziło.
    Nie sądziłam, że Oliver będzie taki dobry w kuchni :D Nie posądziłabym go o coś takiego, przyznaję bez bicia.
    A Lily to się wreszcie ogarnie czy nada będzie chodziła z nosem uniesionym do góry i do tego z brakiem pomysłu na siebie?

    Pozdrawiam i informuję, że zmienił się adres mojego bloga
    Od teraz można mnie znaleźć tutaj:
    mowiacslowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivier nie jest dobry w kuchni, tylko próbował być jak najlepszy, żeby się przed dziewczyną popisać xD.
      Lily jeszcze się będzie trochę ogarniać.
      A Rose, cóż jest, jaka jest, a przez to, że została zraniona, to jeszcze bardziej się utwierdza w swojej postawie... Dziękuję bardzo za komentarz; nowy adres bloga juz dodałam do linków :P

      Usuń
  24. Przybywam i ja! Jak zwykle nocą. Niedługo sobie ludzie pomyślą, że jestem wampirem... xD
    "Oliveira" - Oliviera - znalazłam literówkę!

    Lily jak zwykle mnie wkurza i aż się zacieszyłam na głos gdy na końcu Oliwier jej przygadał. Dobrze jej tak. Nie umiejąca się przyznać do błędu, zadufana w sobie Potterówna, która nie dopuszcza do samej siebie myśli, że nie ma ideałów, znaczy dopuszcza tę myśl - ona uważa, że nie ma ideałów poza nią. Jakbym ją tak wzięła za kudły i... ech, szkoda gadać. Najlepiej to potrąć ją jakąś miotłą, ale tak już całkiem na śmierć. Ucieszyłabym się! Potem mogłaby zmartwychwstać, by nie było za nudno bez tej jej wredności xD

    Ciekawi mnie ten Musical.

    Oliwier głodny, Oliwier zły! On normalnie jak mój mąż "kazałaś stanąć na strzeżonym i przez to się kolejka przy kebabie zrobiła, i teraz będę głodny". A takie małe co mi w domu rośnie, to też zaraz po powrocie z przedszkola pyta "a jest coś do jedzenia?! Frytki jakieś chociaż, czy kanapka i coś". Więc powiedzmy sobie, że mężczyźni po prostu tak mają.

    Jego spotkanie z Larą, a wcześniejsze z Amandą... chyba jednak wolę go w połączeniu z Amandą. W ogóle lubię Amcie! Aż się tak w nią wkręciłam, że na jej część i jeszcze kilku innych Amand z opowiadań, nadam takie imie córeczce jednej z moich bohaterek xD Nawet będzie do tej małej, pyskatej, nadpobudliwej dziewczynki pasować.

    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię. Wlasciwie ciekawi mnie, czemu lubisz Amandę, a nie przepadasz za Lily, to dość niecodzienne ;). O tak, głodny facet to katastrofa ;).

      Usuń
  25. W końcu udało mi się tu zawitać ponownie. :) przeczytałam rozdział i trochę mi szkoda, że nie ma Neville'a jako nauczyciela zielarstwa. Te zajęcia dodatkowe to całkiem ciekawa rzecz, chociaż przyznam, że przez chwilę czułam się dziwnie bo musiałam sobie uświadomić, że nie czytam opowiadania z czasów Huncwotow (ah te przyzwyczajenie!). Ogólnie to wszystko idzie do przodu z duchem czasu, ale chyba trochę dziwnie się z tym czuję. West Side Story, to może być ciekawe, chociaż może będzie nieco magii? Jeśli chodzi o Lily to z jednej strony fajnie, że ktoś jej dokucza a z drugiej nie mogę się doczekać, aż utrze nosa Olivierowi. :D No i Lara - jestem zdecydowanie na tak! Podbiła moje serce przez to pieczenie. xd
    Mam nadzieję, że ostatnie dni starego roku oraz święta minęły Ci przyjemnie. :) Wszystkiego dobrego dla Ciebie i bloga w Nowym Roku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się bez bicia, ze zapomniałam o biednym neville'u xD chyba to zmienię xD dzieki. Bedzie duzo magii w musicalu, o to chodzi xD Lily się kiedys odegra, wtedy gdy Olivier zacznie popełniać bledy. Ciesze sie, ze polubilas Lare. Tobie rowniez najlepszego ;). Mam nadzieje, ze wraz z nowym rokiem powrócisz do blogowania?;)

      Usuń
  26. Czemu dziewczyny usiadły przy wyjątkowo pełnym stole Krukonów, skoro należą do Gryffindoru?
    Pojedynki i dodatkowe zajęcia mnie rozdrażniły, ale ten konkurs musicalowy już mnie zabił.
    ...i to jeszcze West Side Story. To już nie można było czegoś bardziej magicznego wymyślić? Przecież czarodzieje mieli swoją literaturę i muzykę. Czemu mieli by nagle wystawiać West Side Story? No i nie ma dziwne, że im nie idzie w konkursach międzyszkolnych, skoro francuska szkoła od początku edukacji kładzie nacisk na wykształcenie artystyczne *chociaż sam pomysł tych konkursów jest co najmniej kulawy*. Skoro już piszesz, że w ostatnich latach odbywało się wiele takich konkursów , może warto byłoby być konsekwentnym i te zajęcia dodatkowe wprowadzić do Hogwartu wcześniej, a nie z okazji pojawienia się Francuzików.
    I nie kupuję tego, że Potterowie jeździli do Nowego Yorku na Brodway, żeby oglądać musicale. No po prostu nie.
    Frank i Rose wybierają te same przedmioty. Przypadeg? Nie sondzę.
    Jeżu, to nie graj w tym musicalu, jędzo. Tylko tytułową rolę może grać, ja nie mogę. I co zmienia, że komisja ma być z zewnątrz (niby skąd, tak na marginesie?!)? Gdyby to byli nauczyciele, to musieli by wybrać Lily? Czy jak? I niby dlaczego?
    Jeżu... Skoro i Gryfoni i Krukoni mają codzienne, wielogodzinne treningi to niby jak to wcisnąć w siatkę rezerwacji boiska, plany lekcji graczy i pozostałe szkolne obowiązki?
    Opróżnili dwie butelki Ognistej, ale nie byli bardzo pijani? Serio? Opróżnij sobie butelkę whisky, porozmawiamy o tym, jak bardzo jesteś trzeźwa.
    I naprawdę, to nie jest tak, że każdy uczeń wie, gdzie jest kuchnia, a już tym bardziej Pokój Życzeń.
    A sprzątać nie mogli zaklęciami? Przecież poszłoby im o wiele szybciej... I przychodzi tam zawsze w trakcie ciszy nocnej?
    Lily jest dla mnie niestrawna. Nie potrafię znieść tej całej pychy, pewności siebie i przekonania o własnej doskonałości. Naprawdę potrzebny jest ktoś, kto ją uświadomi, jaka jest prawda. I naprawdę mam nadzieję, że wcale się nie dostanie do tego musicalu, a ze względu na nieumiejętność współpracy z Heleną, Hermiona wykluczy ją z tego konkursu. Naprawdę.
    Pozdrawiam gorąco,
    maximilienne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ze moze to budzić kontrowersje. Zawsze uważałam, ze czarodzieje w sadze za bardzo sie odcinają od świata mugoli i stad rożne problemy miedzy innymi. Stad wlasnie taki a nie inny wybór;). aczkolwiek to bedzie połączone z magia i to bardzo, wiecej wyjaśnień w jedenastce ;).
      Coz, Lily moze denerwować, taka jej rola xd i pewnie jeszcze jeszcze długo wkurzać bedzie: i czyyelnikow, i niektórych bohaterow. Zycie ja jakoś ogarnie...prawdopodobnie ;)
      Mnie sie wydaje, ze o kuchni powinni wiedzieć wszyscy dla własnego dobra :D dzieki za zauważenie z tymi stołami, poprawie ;)

      Usuń
  27. Wcale nie dziwię się Rose, że straciła siły na zaprowadzanie porządku. Komu by się chciało ogarnąć taką trzodę? Odrobinę nie rozumiem tego parcia na przeczytanie informacji. Wiadomo, każdy chce się dowiedzieć jakie zmiany znajdą w Hogwarcie, ale tak czy siak w końcu każdy uczeń mógłby się z tym zapoznać. Ja na przykład wolałabym zjeść spokojnie śniadanie i dopiero potem, kiedy hol by się rozluźnilł, dowiedzieć się co i jak.
    Właściwie to masz rację, że jak dotąd brakowało takiej typowej przyjaźni miedź dziewczynami. O ile z chłopakami nie jest tak źle, tak u dziewczyn jak nie jakaś samotna, to inna posiada grupkę fałszywych roztrzepanych że tak powiem guł, które tańczą jak im kto zagra. Także cieszę się, że uruchomiłaś wątek Eve i jej przyjaźni z Rose. Dziewczyny choć są od siebie różne i póki co niewiele wiemy na temat ich relacji sprawiają wrażenie dobrze zgranych. W końcu przeciwieństwa się przyciągają.
    Musical jako wątek główny w szkole magii? Trochę tego nie widzę. Przyznaję, że to o wiele bardziej oryginalne niż jakieś powstające siły ciemności (widziałam kiedyś jeden ff, gdzie nawet Voldemort powstał z grobu) ale szczerze mówiąc tego się nie spodziewałam. Nie mówię, że będę zaraz buczeć, ale moim zdaniem tak duże powiązanie ze światem mugoli odbiera trochę magii.
    W każdym razie już widać, że mamy kilka pretendentek do głównej roli.
    Dlaczego nie dziwi mnie, że jedną z nich jest Lily?
    Inna sprawa to Rosalie, jej się nie spodziewałam i muszę przyznać, że drażni mnie swoim sposobem myślenia, że za mało trenowała i pewnie się nie nadaje. Szkoda, że nie wierzy w swoje możliwości.
    Nawet jeśli Lily nie wzbudza mojej sympatii muszę przyznać jej rację, że zainteresowanie Olivierem zaczyna być, może nie tyle co żenujące a raczej męczące. Nowy, fajnie. Ale chyba już widać, że większość tych rozchichotanych dziewczynek nie wzbudza jego zainteresowania więc mógłby odpuścić i zająć się kimś bardziej... eeee... dostępnym? Osiągalnym?
    Zastanawiam się, skoro Lily powoli dochodzi do wniosku, ze (jej zdaniem) Alice jest równą babką, czemu nie zaprzyjaźni się z nią bliżej. Zaczynam myśleć, że Lily jest tak naprawdę bardzo samotna, bo wydaje mi się, że skoro musi podporządkować sobie innych to tak naprawdę nie jest zdolna, do zawarcia bliższego kontaktu.
    Nie wiem, co te dwie wykombinują, ale raczej nie będzie to nic przyjemnego.
    Nie sądziłam, że znajdzie się ktoś tak intrygujacy jak Lara. Do czego to dochodzi? Wybierasz się do kuchni i spotykasz nieśmiała zamknięta w sobie kucharke, ale właśnie ze wzgledu na to jest taka interesująca. Zakładam że pojawia się nie bez przyczyny :) jak dla mnie, ciekawa znajomość.
    Czy tylko mnie dołączanie do drużyny tylko po to, by komuś udowodnić, że się myli wydaje się głupie? No bo skoro Lily i tak odeszła (może i wyszła z twarzą, ake i tak wszyscy wiedzieli, że Ryan by ją wywalił) no to wyszło na to, że Albus miał rację i dziewczyna nie nadaje się do drużyny. Swoją drogą na miejscu kapitana wywaliłabym Lily na zbity pysk, bo i tak nie dawała mu wiele od siebie. Ehhh...
    Mam do przeczytania jeszcze jeden więc lecę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Ja byłabym pewnie ciekawa, ale chyba az tak bym się nie pchała.
      Choc wiesz, Rose troche przesadzala, czesc pewnie jednak spokojnie jadła śniadanie bądź spala xD.
      Lily boi się jakichkolwiek głębszych relacji, jest samotna, choc nie zdaje sobie z tego sprawy, acz w dużej mierze z własnej woli.
      Hm, kurczę, moze z jednej strony zabiera te magię, ale...mam nadzieje, ze po lekturze jedenastego rozdziału zmienisz zdanie ;).
      Rayan by jej w ogole nie wziął do drużyny, gdyby pomyślał mózgiem, a nie wiadomo czym :D miał lepsza kandydatkę. No i Albus faktycznie ma dobry pretekst, zeby podokuczac Lily , ale jakoś tego nie robi na razie... Dlaczego?;) Hah, milczę jak grób :D

      Usuń
  28. Ta wzmianka informacyjna przypomina mi nieco dzieciństwo i podstawówkowe "Wybrali niepytany numerek" no i wszystkie bachory jebs przez ten korytarz, byleby zobaczyć, a przecież nikt go po pięciu minutach nie zdarł. Teraz te bachorzyska też takie nachalne i zachłanne, co nawet widać po twoim opowiadaniu xD
    Ja tam lubię Musicale, ale niestety przewiduję, że znowu tutaj połączysz L i O, a tego to bym już raczej nie chciał.
    Widzę Oli ma fankę. Brawo facet, korzystaj z okazji, bierz się do rzeczy, zalicz i porzuć, od razu jej obrzydzisz wtedy męski ród i nikogo więcej nie będzie dziewczę tak męczyło.
    Zaczynam lubić Albusa coraz bardziej. On przynajmniej potrafi być szczery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zachłanne, nie da się ukryć xD a moze bardziej niecierpliwe. Oli ma troche tych fanek....nCiesze sie, ze lubisz Albusa:)

      Usuń
  29. Ten początek był tak bardzo szkolny, że aż miło się czytało. Widzę te tłumy, gdy wywieszano ogłoszenia o odwołanych lekcjach, okrzyki radości i ciągłe przepychanie się. Bardzo przydatne w takich momentach były dobre buty :D

    Eve to wypisz wymaluj jedna moja koleżanka z roku; też ma upodobanie do dość dziwnych fryzur i ogólnie dość ekstrawaganckie zachowanie; od razu polubiłam tę postać.

    Dobrym pomysłem jest też to, że dajesz swoim bohaterom jakieś inne zainteresowania oprócz magii, jak właśnie na przykład gotowanie. U Rowling mi tego trochę brakowało, że np. Harry, który żył z mugolami, jako dziecko nigdy nie miał żadnego ulubionego zajęcia. Fakt faktem, że nie był też traktowany za dobrze, ale przecież mógłby się czymś zainteresować w szkole. Bardzo fajnie, że wprowadziłaś coś takiego.

    Zostając jeszcze przy tej scenie w kuchni, urzekło mnie to zdanie: Wiedział co prawda, że obraz z gruszką, który stanowił przejście do kuchni, znajdował się nieopodal pokoju wspólnego Puchonów, jednak już dawno dowiedział się, co oznacza „nieopodal” w Hogwarcie. Równie dobrze mógłby prowadzić poszukiwania w Zakazanym Lesie.

    Lily prawie bez szwanku udało się odejść z drużyny; miałam nadzieję, że jej się to uda. Po co w ogóle Olvier tam przyszedł? Chyba powinien zająć się świętowaniem ze swoją drużyną.
    A w ogóle to liczyłam na opis meczu :(

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, jedna z moich misji w tym opowiadaniu jest pokazanie, ze mozna łączyć magię i swiat niemagiczny i że wręcz pownno się to robic, bo obie rzeczywistosci maja wiele rzeczy do zaoferowania :D. Ciesze si, ze lubisz Eve,to osobisty promyczek Rose.
      W ogole mam wrażenie, ze nie lubisz juz tak Oliviera jak po pierwszym rozdziale, raczej kibicujesz Lily?

      Usuń
    2. Z nimi mam największy problem, szczerze mówiąc, trudno mi określić, co właściwie do nich czuję. Lily z jednej strony mnie denerwuje, z drugiej trochę mi jej szkoda, że tak nagle wszystko wymyka jej się z rąk.
      O Olivierze nie mogę powiedzieć, że go nie lubię; bardzo podoba mi się jego relacja z Hugonem i ogólnie to, że całkiem nieźle odnalazł się w nowych warunkach, ale irytuje mnie, że specjalnie szuka zaczepek z Lily; może gdyby trochę powspominał, jak się na niego rzuciła, gdy byli jeszcze dziećmi, gryzłoby mnie to trochę mniej, ale w tym wypadku jego zachowanie nie jest absolutnie niczym uzasadnione :)
      Ale tak, chyba bardziej kibicuję Lily, chociaż, paradoksalnie, jednak wolę Oliviera. Mam nadzieję, że chociaż ten konkurs z transmutacji pójdzie jej dobrze :)

      Usuń
    3. Hah, wlasciwie rozumiem.
      Olivier ma taki charakter, ze lubi zaczepki, lubi, jak cos sie dzieje, lubi prowokować. No, a denerwowanie Lily jest wg nieco super rozrywką, bo cieszy sie, ze potrafi ja wkurzyć xD. Taki ma charakterek, dla niego to cos w stylu urozmaicenia rzeczywiści.
      A inni bohaterowie?widzę, że najbadziej lubisz H&H:D

      Usuń
    4. Tak, Helena i Hugon to moi ulubieńcy :)
      Co do reszty, to lubię też Rosalie, bardzo przypomina mi Hermionę, która była jedną z moich ulubionych postaci w Potterze. Sumienna, pracowita, obowiązkowa i nie lubi, gdy mówi się źle o nauczycielach.
      Anabelle jest dość sympatyczna, podoba mi się jej zauroczenie Scorpiusem i to, jak bardzo lubi gadać :)
      Albusa i Scorpiusa też lubię, chociaż, jak wspominałam wcześniej, Malfoy jest trochę za mało wyrazisty, ale może się jeszcze wyrobi ;) Potter z kolei jest bardzo pewny siebie, widać, że pobyt w Slytherinie mu służy. W zasadzie chyba główni bohaterowie irytują mnie najbardziej, ale nie przeszkadza mi to.

      Ogólnie bardzo przyjemnie czytało mi się tę historię :)

      Usuń
  30. West Side Story! Uwielbiam musicale i ogólnie teatr, wiec z rozdziału na rozdział robi sie coraz ciekawiej.
    Jakże mogą nie wiedzieć, kim są Maria i Tony? :D
    Lily mnie zaczyna denerwować. Och tak, na pewno ten chłopak, który mnie ochrzanił na korytarzy, do mnie podejdzie, bo przecież jestem Lily Potter!
    Lara bardzo mnie zaintrygowała :)
    Ale gaduły z tych skrzatów domowych, ho ho, panienka przychodzi do nas trzy razy w tygodniu! :D
    A cala wizja pichcącego Oliviera była dla mnie urocza xd
    Jakoś mam wrażenie, ze nikomu nie jest szczególnie smutno, ze Lily odchodzi z drużyny... ;p
    A u mnie już jest nowosć, z niespodzianka dla ciebie w dopisku ^^ Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam musicale, co jak podejrzewam, jest widoczne :D Wyedukują się i to nie tylkon dzięki Rose, spokojna głowa :D
      Lily ma denerwować. A Lara intrygować, więc się zgadza :D
      Skrzaty niektóre są całkiem wygadane :p a na pewno dużo wiedzą o życiu w szkole :p
      Super, że u Ciebie nowość, postaram się wpaść jak najszybciej. No i dzięku za dedykację :*

      Usuń