środa, 9 września 2015

Rozdział szósty: Miłostki i intrygi

– Czy ta dziewczyna jest daltonistką? Ona naprawdę musi nie rozróżniać zielonego od żółtego…
Ku zdziwieniu Albusa jego najlepszy – i na dobrą sprawę jedyny – przyjaciel, Scorpius Malfoy, tylko odburknął coś niezrozumiale i kontynuował jedzenie jajecznicy. Potter uznał, że również tej czynności jego kumpel nie mógł być świadomy, kiedy ten nawet nie zauważył, iż połowa porcji z plaskiem znalazła się z powrotem na talerzu.
– Malfoy, co się z tobą, do cholery, dzieje?! – syknął Potter, nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia Ślizgonek z szóstej klasy. 
Na to Scorpius również nie zareagował; dopiero gdy kolega mocno uszczypnął go w ramię, wydał z siebie jakiś bardziej zrozumiały w ludzkiej mowie dźwięk:
– Au, zgłupiałeś do reszty?! – zawołał, rozmasowując bolesne miejsce, a następnie zwrócił się do nieco pulchnej, jasnowłosej dziewczyny, która właśnie siadała naprzeciwko nich, obok swoich współlokatorek: – Matyldo, musisz jak najszybciej rzucić tego świra, jeśli chcesz pozostać przy zdrowych zmysłach. Ja w tej chwili decyduję się ostatecznie na zerwanie wiążącej nas przyjaźni; powinienem od początku był słuchać dziadka Lucjusza i nie zadawać się ze zdrajcami czystej krwi!
– No, nareszcie Scorpius, jakiego znam. ­– Albus uśmiechnął się z zadowoleniem, a następnie przeniósł wzrok na siedzącą naprzeciwko dziewczynę. – Nie słuchaj tego zazdrośnika, skarbie.
Malfoy udał, że wymiotuje.
– Niestety, nawet jakbym chciała cię posłuchać, Scor, to chyba nic z tego, ten wariat nie pozwoliłby mi ot tak odejść – odpowiedziała ze śmiechem Matylda Pince, poprawiając spadającą na oczy grzywkę. 
Albus nadal nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Zabiegał o względy dziewczyny od ponad roku, jednak dopiero w wakacje ta wreszcie zgodziła się z nim chodzić. Od tamtej pory wręcz tryskał humorem i tylko kradzież Erviny przez jego narwaną siostrzyczkę zdołała swego czasu nieco zniszczyć mu nastrój. Potter od początku sierpnia zachowywał się wyjątkowo tolerancyjnie w stosunku do siostry mimo jej licznych prób doprowadzenia go do szewskiej pasji. Teraz jednak, w szkole, przestała się nim interesować, gdyż znalazła sobie nową ofiarę. Może i kiedyś faktycznie to on, Albus, inicjował większość awantur z Lily, jednak teraz zupełnie nie miał na to ochoty ani czasu.
Być może dorósł, choć zawsze wydawało mu się, że cechował się znacznie większą dojrzałością niż niektórzy starsi od niego chłopcy, jak chociażby jego rodzony brat, James Syriusz Potter. Dopiero Matylda uświadomiła mu, że dziecinada nie polegała jedynie na przechwalaniu się własnym ojcem i robieniu głupich kawałów.
– Dobrze, żeśmy ustalili tę najbardziej oczywistą prawdę pod słońcem – rzekł Albus, uśmiechając się do Pince, na co ta nieco się zarumieniła. – Ale nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię, Scor. A raczej o kim.
– Nie ma co omawiać – stwierdził cicho Malfoy, skupiając wzrok na znikającej powoli jajecznicy.
– Nie ma co omawiać?! – prychnął Albus. ­– Ta dziewczyna nie daje nam spokoju! A raczej tobie, ja jestem tylko biedną ofiarą, która z powodu z przyjaźni z tobą cierpi tak ogromne katusze!
– Maxmilienne Janvier? – spytała Matylda, choć tak naprawdę znała odpowiedź. W nowej uczennicy nie widziała żadnego realnego zagrożenia, ale mimo wszystko wychodziła z założenia, iż przezorny zawsze ubezpieczony i lepiej się upewnić, czy aby przypadkiem na horyzoncie nie pojawiła się następna dziewczyna zainteresowana młodym Potterem. Nie mogła dopuścić do tego, by ktokolwiek się zbliżył do jej chłopaka.
– Anabelle. Woli swoje drugie imię – wtrącił Scorpius, jednak natychmiast zrozumiał swój błąd.
– A, i tu cię mam! Tobie się podoba jej nieustanne ględzenie! – zawołał z triumfem Albus. Wolałby, rzecz jasna, dla własnego zdrowia psychicznego, by przyjaciel podzielał jego opinię na temat nowej uczennicy, ale równie mocno lubił zwyciężać. W tym zakresie chyba jeszcze Potter nie dorósł, lecz skoro nauczył się przyznawać do porażek, to nie mogło być tak źle.
– Jest otwarta i komunikatywna, z tego, co mi wiadomo, są to zalety, drogi przyjacielu – powiedział Malfoy, siląc się na ironię, a jednocześnie nalewając do szklanki soku pomarańczowego. 
– Jeśli w twoim słowniku otwartość i komunikatywność stanowią synonimy do gadulstwa i nagabywania nic niewinnych osobników, jak najbardziej masz rację ­– odpowiedział żartobliwie Potter, uśmiechając się nieznacznie i bezwiednie mierzwiąc swoje i tak wiecznie nieuczesane, ciemne włosy.
Najwyraźniej ta cała Maxmilliene czy Anabelle nie zrobiła Scorpiusowi całkowitej sieczki z mózgu, skoro potrafił z tego żartować, ale Albus nie mógł zrozumieć tej fascynacji. Sam reagował na widok dziewczyny silnym bólem głowy. Nawet jeśli jeszcze nie zdążyła się odezwać.
Odkąd Janvier poznała ich dwa dni temu na eliksirach, nie tylko przyczepiła się do nich jak rzep do psiego ogona, ale i cały czas perorowała. Początkowo Albusa nawet to rozbawiło; nowa Puchonka wydawała się całkiem urocza, próbując ukryć stres związany ze zmianą szkoły za pomocą ciągłego gadania. Kiedy jednak podczas lunchu usiadła przy ślizgońskim stole i nadal mówiła, doszedł do wniosku, że może to nie tylko stres, ale jej natura. Albo/i któryś z nich jej się podobał i w ten dziwny sposób próbowała zwrócić na siebie uwagę?
Zaczął więc odczuwać niewielką irytację. Uczucie to osiągnęło status ogromnej, kiedy dziwnym trafem Maxmilienne zjadła z nimi kolację, a następnie przysiadła się do ich stolika w bibliotece, w której co prawda nie można było prowadzić ożywionych konwersacji, jednak najwyraźniej nowa bibliotekarka tolerowała ciche, lecz nieustanne trajkotanie szalonych Francuzek.
Dziewczyna nie przejmowała się tym, że jej rozmówcy praktycznie się nie odzywali, gdyż nawet nie mieli takiej szansy, nie zwracała też uwagi na sugestywne próby mimiczne, gestykulacyjne czy słowne wykonywane przez Albusa mające na celu jej przepłoszenie. Najdziwniejsze z tego wszystkiego było jednak to, że Scorpius sprawiał wrażenie zainteresowanego zarówno słowami Anabelle, jak i całą jej osobą.
Z jednej strony więc Potter cieszył się, iż to nie on stanowił obiekt zainteresowania tej wariatki, z drugiej  obawiał się o najlepszego przyjaciela i pragnął wyjaśnić z nim sytuację. Miał zamiar porozmawiać z nim o tym już wczoraj, lecz pewna osoba, dziwnym trafem będąca głównym tematem niedoszłej konwersacji, skutecznie mu to uniemożliwiła. Również tego ranka, na śniadaniu, panna Janvier nie omieszkała podejść do swoich ulubionych Ślizgonów, jednak na szczęście jej brat, ten młody Olivier, dzięki któremu Albus miał spokój od Lily, chciał czegoś od siostry. Potter postanowił więc skorzystać z okazji i ponarzekać nieco na wiecznie rozgadaną i wesolutką Anabelle, aby zobaczyć reakcję przyjaciela.
Wszelkie jego podejrzenia się potwierdziły. Przez chwilę faktycznie odczuwał radość, kiedy Malfoy – dwukrotnie – bronił Puchonkę, a tym samym potwierdzał jego przypuszczenia; w końcu Albus uwielbiał mieć rację. Niestety, poczucie zadowolenia szybko ulotniło się, gdyż w tym przypadku wolałby się mylić
Racjonalnie rzecz biorąc, może nie było się czym przejmować? Przecież znali ją dopiero kilka dni, istniało wielkie prawdopodobieństwo, że już w następnym tygodniu wszystko się uspokoi… Jeśli jednak Scorpius faktycznie polubiłby pannę Janvier, problem stawał się naprawdę poważny. A co najgorsze, gdyby w przyszłości okazało się, iż to nie tylko zwykła sympatia, Albus nie miał innego wyjścia, jak tylko spróbować przywyknąć do stałej obecności tej żywej katarynki.

Lily Luna Potter nie grzeszyła wzrostem. Nie, żeby się miała kiedykolwiek komukolwiek do tego przyznać, no może oprócz Teda Lupina, jednak jej marne metr pięćdziesiąt osiem często doprowadzało ją do furii. Na przykład w tej chwili, kiedy po raz trzeci próbowała dosięgnąć Tajniki transmutacji zwierzęcej, książkę znajdującą się na najwyższej półce regału. Nie mogła zrozumieć, jakim cudem nie zabrała ze sobą różdżki! Prawie nigdy jej się to nie zdarzało, ale rzadko bywała aż tak wytrącona z równowagi jak tego popołudnia.
Za niecałe dwie godziny musiała stawić się w Pokoju Życzeń na randkę z Rayanem, co od początku nie napawało jej optymizmem, a przez Największego Idiotę Hogwartu, z niewiadomego powodu nadal szerzej znanego jako Olivier Syriusz Janvier, znajdowała się w tej chwili w przysłowiowym lesie.
Poprzedniego wieczoru, jak zwykle, starannie zaplanowała plan na weekend. Nauczyciele nie próżnowali, łącznie miała do napisania pięć wypracowań. Dodatkowo wczoraj zapisała się na Międzynarodowy Konkurs z Transmutacji, który odbywał się co roku od ośmiu lat, a w którym mogli brać udział piąto-, szósto- i siódmoklasiści, co równało się mnóstwem dodatkowej pracy oraz częstszym widywaniem Heleny Smith na specjalnie zorganizowanych zajęciach. Oczywiście te niewielkie niedogodności w żadnym stopniu nie równały się miłości do transmutacji ani wrodzonej ambicji Lily, więc panna Potter nie wahała się ani chwili przed zapisaniem się na listę konkursowiczów. Wiedziała jednak, że jeśli chciała mieć jakiekolwiek szanse, powinna zabrać się za naukę jak najszybciej. W końcu wszyscy startujący, niezależnie od wieku, pisali ten sam test, a więc to piątoklasiści musieli przyswoić najwięcej materiału.
Lily nie przerażał natłok pracy. Umiała perfekcyjnie rozkładać zajęcia w ciągu dnia, tak że zawsze zostawało sporo czasu na sprawy towarzyskie czy przyjemności. Prawie nigdy nie musiała zmieniać raz ułożonego planu, a już na pewno nie z powodu innych ludzi.
A przynajmniej dopóty, dopóki w szkole nie pojawił się Olivier Janvier.
Jej poranna dyskusja z tym osobnikiem była znacznie dłuższa, niż planowała, przez co nie zjadła śniadania i omal nie spóźniła się na spotkanie z Hermioną. Myślała, iż zajmie ono znacznie mniej czasu, skoro jej ciotka poinformowała ich wcześniej, że przekaże im tylko i wyłącznie szczegółowy zakres materiału obowiązujący na konkurs, jednak koniec końców profesor Weasley zrobiła znacznie więcej. Po pierwsze kazała się nauczyć na wtorkowe spotkanie dwóch pierwszych rozdziałów z książki, którą Lily, wciąż nieskutecznie, próbowała dosięgnąć. Po drugie przeprowadziła krótki sprawdzian umiejętności praktycznych z czterech pierwszych lat przedmiotu. Po trzecie zaś podzieliła dwunastoosobową grupę na pary niezbędne do części praktycznej – i to zupełnie nic sobie nie robiąc z tego, że jej siostrzenica nienawidziła Heleny. 
W związku z tym Potter o dwunastej w południe nie dość, że nadal nie poznała najnowszych plotek szkolnych, które miała jej przekazać Sharon, ani nie wróciła do dormitorium, aby zacząć pisać pierwsze wypracowanie, to musiała iść do kuchni, ponieważ inaczej zmarłaby nie tylko z głodu, ale i braku kofeiny. 
Później było nieco lepiej, ponieważ po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych w trybie natychmiastowym napisała całe wypracowanie na eliksiry, nie myśląc nawet o szkolnej bibliotece. Dzięki temu, mimo że nadal miała czterdziestopięciominutowe opóźnienie, uznała, iż może sobie pozwolić na chwilę odpoczynku i udać się do pokoju wspólnego Puchonów. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu i jeszcze większej złości nie zastała w nim Sharon. Jakiś nieznany jej z imienia osobnik, który nawet nie zainteresował się, w jaki sposób dostała się do ich domu, poinformował ją z ochotą, iż Grey oraz ta jej głupawa przyjaciółeczka, Megan White, udały się z Janvierem na spacer. Najwyraźniej Olivier postawił sobie za punkt honoru wkurzanie jej nawet z daleka!
Lily potrzebowała jakoś ochłonąć; początkowo pomyślała o Hugonie, lecz szybko zrezygnowała; ku jej niezadowoleniu kuzyn polubił żabojada i w ogóle nie chciał słuchać jej (!) zdania. Nie rozumiał, dlaczego Potter aż tak uwzięła się na nowego. Sama też tego nie rozumiała, lecz wiedziała jedno – nie spocznie, póki nie zrówna z ziemią tego wkurzającego, frustrującego, aroganckiego…!
Grace i Alice wydawały się lepszą opcją, ale niestety obie poszły na kwalifikacje do drużyny ślizgońskiej, choć żadna z nich nie brała w nich bezpośrednio udziału – pierwsza już do niej należała, druga zaś udała się tam w celach towarzyskich. Lily nie zamierzała się niepotrzebnie narażać i łamać regulaminu, dołączając do tego wydarzenia jako obserwator, skoro już za tydzień zgodnie ze swoimi planami miała należeć do drużyny Ravenclawu, a więc zostać oficjalnym rywalem innych domów. Oczywiście gdyby miała jakiś większy interes, to nie przejmowałaby się zasadami czy opinią ślizgońskiego kapitana i udałaby się na kwalifikacje, ale w tym przypadku tak nie było.
Tak więc i te plany legły w gruzach! Lily nienawidziła gatunku ludzkiego jeszcze bardziej niż zwykle… Dlatego właśnie kolejne godziny spędziła w bibliotece, zrezygnowawszy zarówno z rozmów z kimkolwiek, jak i obiadu. Dopiero dziesięć minut temu, kiedy skończyła pisać trzecie z wypracowań, zauważyła, jak późno się zrobiło. Gdyby nie Francuz, nie miałaby tak parszywego humoru i nie straciłaby kompletnie poczucia czasu! Gdyby nie on, z pewnością szybciej napisałaby pracę na obronę, a nie zastanawiała się, jak można byłoby urozmaicić zaklęcia bijące, o których właśnie się uczyli, żeby choć na chwilę stracić go z oczu i mieć święty spokój!
Teraz zaś nie pozostawało jej nic innego, jak odłożyć niepotrzebne już książki, wypożyczyć te cholerne Tajniki i udać się w trybie pilnym do dormitorium, aby przygotować się na jakże idiotyczną randkę. Może jednak powinna rzucić w cholerę pomysł z kwalifikacjami? W końcu w poprzednich latach w ogóle o tym nie myślała, mimo że całkiem lubiła quidditch; te rodzinne zwyczaje… Ale w momencie, gdy wkurzony Albus podczas poszukiwań swojej miotły pierwszego września stwierdził, iż Lily może i dobrze gra, ale w życiu nie dostanie się do drużyny, Potter postanowiła zrobić wszystko, aby udowodnić mu, że się mylił. Może i od tamtej pory ani razu nawet nie warknęła na brata, w końcu miała inne rzeczy na głowie, ale nie mogła dopuścić do zwycięstwa Albusa! Nawet jeśli ten od początku roku szkolnego wydawał się kompletnie niezainteresowany dokuczaniem jej, wręcz odwrotnie: traktował ją jak powietrze. Właściwie już w wakacje zaczął ją olewać, dlatego między innymi postanowiła schować mu Ervinę! Nie mogła jednak dopuścić, żeby miał się zamienić w kolejnego Jamesa! Już ona się o to postara. Co prawda, jej najstarszy brat też nie zachowywał się już od pewnego czasu jak wcześniej
Ale to nie był czas, aby się nad tym zastanawiać. Teraz musiała jakoś dosięgnąć tę głupią książkę! Lily naprawdę żałowała, że nie mogła wygarnąć stercie papieru włożonego w okładkę, co o nim myślała, bo nie chciała, aby przypadkiem ktoś nakrył ją na odzywaniu się do rzeczy martwych. A przecież na pewno by jej ulżyło i może ten głupi wolumin sam by nad nią ulitował i na przykład... spadł?! Mogła co prawda przytaszczyć jakieś krzesło, ale niestety regał, przy którym się znajdowała, był jednym z najbardziej oddalonych od czytelni.
I wtedy, kiedy Lily powoli zaczynała odchodzić od zmysłów, przyszło wybawienie w postaci Sharon. Kolejną i prawdopodobnie ostatnią cechą, z powodu których Lily tolerowała dziewczynę, był wzrost Puchonki przewyższającej ją o głowę.
– Transmutację dla ciekawskich? – zapytała ochoczo Sharon, od razu gotowa do pomocy.
– Nie, tę obok. Tajniki – mruknęła Lily, a Sharon natychmiast podała jej wolumin. – Słyszałam, że bawiłaś się dzisiaj w swatkę Megan i Francuzika? Mam nadzieję, że twoje… poświęcenie nie poszło na marne?
– Megan tak bardzo chciała się z nim przejść, a logiczne było, że na randkę nie ma co liczyć, więc zgodziłam się jej pomóc. Właściwie to chyba się trochę załamała, bo Olivier zwracał na mnie większą uwagę niż na nią, choć wcale o to nie zabiegałam! To ona prawie się nie odzywała, bo tak się stresowała… To co miałam zrobić, też milczeć?
– Sharon, do rzeczy, błagam – powiedziała znudzonym tonem Lily. Nawet nie musiała udawać, paplanina koleżanki naprawdę ją nużyła. Ale przede wszystkim drażniła, szczególnie że Potter miała naprawdę mało czasu. Czuła jednak, że Grey może posiadać nie byle jakie wiadomości; widziała to w oczach rozentuzjazmowanej czternastolatki. ­– Jeśli jedyną plotką dotyczącą Oliviera, którą masz w zanadrzu, jest to, jak zachowywał się na tym spacerze, odpuść mi szczegóły… Czy Amanda zerwała z Wilsonem?
– Tak, zerwała, ale chodzą słuchy, że to dlatego, że całował się z jakąś mugolką, a nie dlatego, że się nim znudziła – poinformowała Sharon, niebezpiecznie podnosząc głos. Lily ścisnęła koleżankę za ramię, co nieco uspokoiło Grey, lecz ta, zamiast kontynuować temat, zaczęła: – Ale mam coś znacznie…
– Z jaką mugolką? – przerwała Lily. 
– Jakąś jego sąsiadką… Jeszcze do końca nie wiem, zabrakło mi żab czekoladowych, żeby przekupić Micky. Ale mam coś znacznie lepszego, Lily, Olivier i Amanda byli wczoraj na spacerze! Sami!
Sharon patrzyła na koleżankę dumna z siebie, jakby tylko czekała na pochwałę. I faktycznie na nią zasługiwała, dawno nie sprzedała Lily takiej plotki. Jednak Potter informacja zszokowała zbyt mocno, aby pamiętać o takich szczegółach jak łechtanie ego Puchonki.
– Że co? – zdołała tylko wykrztusić przez zaciśnięte zęby.
– Byli razem na spacerze! ­– grzecznie powtórzyła Sharon, nadal niezdrowo podekscytowana. – Oczywiście nie powiedział mi tego sam z siebie, Megan pewnie też nic nie wie. Dowiedziałam się od jakiejś drugoklasistki, której chyba Olivier bardzo się podoba, a widziała to na własne oczy, bo akurat wracała z… 
Tym razem Lily nawet nie myślała o tym, aby uciszyć czy przerwać Sharon. W ogóle nie zamierzała jej słuchać. W trybie ekspresowym podbiegła do stolika, przy którym wcześniej siedziała, spakowała swoje rzeczy do ogromnej torby i jak burza wyleciała na korytarz, nie zwracając najmniejszej uwagi na pozostawioną samą sobie koleżankę.
Nie marnowała czasu na tworzenie planu. Nie była w stanie. Wiedziała tylko, że ta wiadomość przemieniła utarczki w prawdziwą batalię. Lily Luna Potter może i ponosiła porażki w poszczególnych bitwach, ale nigdy nie przegrywała wojen.

Gdyby drzwi do jej dormitorium nie były magiczne, z pewnością wyrwałaby je z zawiasów, z taką siłą wpadła do sypialni. Uspokoiło ją to na tyle, że przeznaczyła sekundę na zobaczenie, czy Amanda znajdowała się w pomieszczeniu, a kiedy okazało się, że tak, bez żadnych wstępów zawołała:
– Najwyraźniej masz głęboko w dupie uczucia swoich koleżaneczek, skoro bez mrugnięcia okiem idziesz na spacer z chłopakiem, który podoba się jednej z nich! No tak, ale niby dlaczego nie, przecież nie od dziś obie doskonale wiemy, jakie jest twoje największe hobby!        
– Widzę, że wyjątkowo się zadyszałaś, droga Lily, może zanim zaczniesz mnie obrażać, trochę odpoczniesz, nie chciałabym, żeby coś ci się stało – powiedziała niby opiekuńczym tonem Amanda, odrywając się od gazety, którą czytała. 
Potter wbiła paznokcie palców lewej dłoni w prawą, aby nieco się uspokoić, zdecydowanie musiała odzyskać kontrolę i nie wykłócać się jak zranione dziecko, a jak inteligentna i sprytna dziewczyna, którą przecież była. Ale jak miała to zrobić, skoro dawno, prawdopodobnie od sprawy z matką, nie czuła takiej wściekłości?! I to w imię czego?! Nie rozumiała samej siebie, ale teraz, skoro już zaczęła tę beznadziejną dyskusję, musiała przynajmniej spróbować jakoś z niej wybrnąć.
– Nie martw się o mnie, jestem zdrów jak ryba, a krótkie bieganie po zamku nikomu jeszcze nie zaszkodziło – stwierdziła Lily, krzywiąc się sztucznie.
– Spacerowanie po świeżym powietrzu z kolegą również – odpowiedziała tym samym tonem Amanda. 
– Ciekawe, co powiedziałaby na to twoja droga Emma?
– Chyba naprawdę źle się czujesz, skoro się powtarzasz. Pewnie zaraz zarzucisz mi ponownie również to, że w przeciwieństwie do ciebie potrafię nawiązać relację z przystojnym chłopakiem inną niż polegającą na bezustannych i głupich kłótniach.
– Nie dziwi mnie specjalnie, że akurat on zgodził się, żeby z tobą pójść. Jesteście siebie warci – stwierdziła Lily, która dopiero po wypowiedzeniu tych słów usłyszała, jak bardzo dziecinnie zabrzmiały.
– Och, to naprawdę jakaś epidemia – zawołała z udawanym przejęciem Amanda. – Najwyraźniej twój piesek też jest chory, skoro nie dowiedział się, że to Olivier zaproponował mi spacer. A może to ty jej nie słuchałaś?
– Nie martw się o Sharon ­– powiedziała Lily, skutecznie odsuwając od siebie drugą część zdania. Wolała się do niej nie odnosić, skoro na dźwięk tych kilku słów poczuła dziwne ukłucie. – Nie jest z nią źle, skoro już się dowiedziała, że wcale nie znudziłaś się Wilsonem, tylko on tobą. Naprawdę musiałaś być niesamowicie słaba, skoro wolał od ciebie mugolkę… Wiadomo, że jest Ślizgonem z krwi i kości!
Zgodnie z oczekiwaniami, na twarzy Amandy pojawił się rumieniec wściekłości. Najwyraźniej Lily udało się odzyskać rezon i uzyskać przewagę nad rywalką.  
– Skąd…?
– Masz w swojej wiernej świcie kogoś, kto nie jest w ciebie zapatrzony tak bardzo, aby nie przekazać moim ludziom pewnych informacji – zakomunikowała Lily. Nie przejmowała się tym, że w niedalekiej przyszłości Sharon będzie musiała znaleźć innego informatora niż trzynastoletnia Micky, kuzynka Zabini, najwyraźniej wierniejsza słodyczom niż więziom rodzinnym.
– Jakże miło z twojej strony, że próbujesz mi pomóc, ale nie ma potrzeby, doskonale sobie sama poradzę – ­odparła Amanda, nieco się uspokoiwszy.
Lily jednak widziała, iż Zabini rozmyślała nad słowami swojej rywalki, i wyjątkowo ją to cieszyło. Chyba nawet bardziej niż zwykle: potwierdziła sama przed sobą, iż nikt nie może zagrozić Potter!
– Och, nie wątpię, w końcu wtedy nie byłoby zabawy.
– Zabawa, moja droga Lily, dopiero się zacznie ­– syknęła Amanda, uśmiechając się złośliwie. – Uwierz mi, będę miała niezły ubaw, kiedy będziesz gnić z zazdrości na widok mnie i Oliviera razem.
– W twoich najskrytszych marzeniach a i owszem, ale niestety, droga Amando, nie w tej rzeczywistości – stwierdziła Potter tonem ociekającym słodyczą, jednocześnie jednak w jej umyśle pojawiło się stado różnego rodzaju myśli, którego nie potrafiła uspokoić. – Ale z pewnością będę miała, niezły, jak to ujęłaś, ubaw, patrząc na twoje nieudolne próby doprowadzenia mnie do szewskiej pasji. A teraz wybacz, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż przebywanie z twoją cudowną osobą w jednym pomieszczeniu.
To mówiąc, Lily odłożyła na swoje łóżko torbę z książkami i wypracowaniami, podeszła do szafy i wyjęła z niej czarną torebkę, której nie mógł otworzyć nikt oprócz właścicielki. Następnie skierowała się do szafki nocnej, na której leżała jej różdżka, i wepchnęła ją za pazuchę. Amanda Zabini mówiła coś w międzyczasie, lecz panna Potter ostentacyjnie ją zignorowała i wyszła, mocno trzaskając drzwiami.
Wraz z tym głośnym dźwiękiem uspokoiły się wszelkie trapiące ją myśli. Za chwilę miała oddać się swojemu największemu hobby i nic ani nikt nie był w stanie jej w tym przeszkodzić.
Lily udała się do jednej z nieużywanych sal na trzecim piętrze, która była wyjątkowo dobrze oświetlana poświatą księżyca. Odkryła ją dwa lata temu i od tamtej pory to właśnie tutaj zajmowała się przeróbką zrobionych zdjęć.
Odkryta w dzieciństwie fotografia z czasem rozwinęła się w prawdziwą pasję dziewczyny. Tylko Ted Lupin wiedział, że Lily nadal wykonuje zdjęcia, tylko jemu je pokazywała. Czasami miała ochotę pokazać komuś ze szkoły którąś z fotografii – chociażby tę, na której uwieczniła wyjątkowo niekorzystnie wyglądającą Amandę po zakrztuszeniu się krewetką. Jednak nawet w tym zdjęciu Potter widziała zbyt wiele własnych emocji. A nie mogła pozwolić sobie na pokazywanie innym własnego wnętrza.
Dlatego właśnie, kiedy w drugiej klasie oficjalnie rzuciła swoje hobby, zmuszona została rozpocząć prace nad aparatem, który mogłaby mieć zawsze ze sobą, a którego nikt by nie zauważył. Właśnie tak odkryła piękno nauki, jaką była transmutacja. Efekt udało się jej osiągnąć w ciągu kilku miesięcy, jednak do dziś cały czas ulepszała ukochany aparat. Nadal nie był idealny, nadal nie potrafiła zaczarować go tak, aby – cały czas udając zwykły naszyjnik – można było nim zrobić zdjęcie w taki sposób, żeby oczy fotografowanego skierowane były prosto w obiektyw. Co prawda Lily znalazła odpowiednie zaklęcie, lecz mimo wielokrotnych prób nadal nie potrafiła poprawnie go rzucić. Podejrzewała, na czym polegał problem, lecz wrodzony upór nie chciał się z tym pogodzić. Dlatego nie ustawała zarówno w próbach, jak i szukaniu innych czarów, które pomogłyby jej obejść kłopot.
Teraz nie zamierzała przejmować się tą kwestią. Zresztą dziś nie fotografowała, tylko zajmowała się obróbką zdjęć, które zrobiła od początku roku szkolnego, a oczywiście sporo się ich zebrało. Za pomocą dość trudnego zaklęcia wywołała fotografie, a następnie – jak zwykle –podzieliła je na dwie części: te, które miały koniec końców wyglądać jak mugolskie i te, które zamierzała pozostawić jako czarodziejskie, a więc ruszające się. Postanowiła zająć się pierwszą grupką, bo choć czekało ją trudniejsze zadanie, uwielbiała stateczne, nieporuszające się zdjęcia, które mimo to, a może przede wszystkim dlatego, można było odczytywać na różnorodne sposoby.
Jak zwykle praca pochłonęła ją bez reszty. Kiedy jakiś czas później spojrzała na stary zegarek podarowany jej przez babkę Molly i odkryła, że właśnie wybiła dwudziesta druga, nie wiedziała, co bardziej ją przerażało – to, że zapomniała o randce z Rayanem, to, jak dosłownie w sekundę ogromną złość poczuła w stosunku do Oliviera Janviera, po raz kolejny zrzucając na niego winę za własne zachowanie, czy to, jak wielką siłą cechowało się to uczucie…
Wiedziała jednak, co było najbardziej przerażające.
Utrata kontroli.
I nawet widok dziesięciu naprawdę dobrze prezentujących się zdjęć nie mógł w tym momencie ukoić skołatanych nerwów. Życie przypominało jej właśnie, dlaczego tak bardzo obawiała się bezradności i dlaczego tak bardzo jej nienawidziła.

Chyba tylko w Hogwarcie mogli wpaść na tak beznadziejnie głupi pomysł, pomyślał Janvier, kiedy o dziesiątej rano w niedzielny poranek siedział ponownie w gabinecie McGonagall i z całych sił próbował nie zasnąć. 
Prób słuchania dyrektorki zaprzestał, odkąd ta tylko się odezwała. I tak nie byłby w stanie.
Poprzedniego wieczoru namówił chłopaków z dormitorium na pokera, który przedłużył się do późnej nocy. Nie należało to najwyraźniej do najmądrzejszych pomysłów, ale skąd mógł wiedzieć, że o dziewiątej trzydzieści obudzi go wyjątkowo irytująca sowa, która nie przestanie go dziobać, dopóki nie odbierze i nie przeczyta liściku, jaki mu przyniosła?! Oczywiście tylko on, biedny nowy uczeń, musiał wstać o tak diabelsko wczesnej porze; reszta jego współlokatorów chrapała w najlepsze nieświadoma rozgrywającej się obok tragedii.
Okazało się, że Olivier miał jak najszybciej stawić się w gabinecie dyrektorki. Gdzieś w zakamarkach umysłu pojawiła się myśl, że może ojcu się odmieniło i zamierza ich stąd zabrać, więc warto się poświęcić. Nawet jeśli zamek naprawdę zachwycał, parę osób w tej szkole okazało się całkiem w porządku, a zajęcia z obrony były prowadzone znacznie lepiej niż w Beauxbatons, Olivier nie wahałby się ani chwili, gdyby mógł wrócić do Francji. Tak bardzo tęsknił za słońcem!
Wystarczyły jednak pierwsze słowa McGonagall, aby zrozumieć, iż nie po to go wezwała, a więc nie próbował nawet się skupiać nad dalszymi słowami. Na szczęście w gabinecie stawiła się również Anabelle, która wykazywała większe zainteresowanie konwersacją, a więc jedyne, nad czym musiał się skupiać, to niezamknięcie oczu. Nie chciał otrzymać szlabanu, Hugo zdążył mu już naopowiadać, na czym polegają one w tej cudownej szkole.
– A pan, panie Janvier, z transmutacji. – Wyrwał go z rozmyślań głos McGonagall.
– Z transmutacji? – powtórzył Gryfon i wyprostował się na krześle.
–  Tak. Myślę, że z resztą przedmiotów sobie pan poradzi.
– Nie jestem taki najgorszy z… – zaczął, lecz dyrektorka przerwała mu surowym tonem:
– Program z tego przedmiotu znacznie różni się między Hogwartem a Beauxbatons. ­– Janvier nie mógł powstrzymać krzywego uśmiechu, kiedy usłyszał sposób, w jaki pani profesor wypowiedziała francuską nazwę. Zauważył, że jego siostrę również to rozśmieszyło. – Musi pan nadrobić prawie cały materiał z czwartej klasy. Będzie miał pan za to łatwiej w drugim semestrze, kiedy to zajmiecie się tym, co już pan dobrze zna. Oboje wydajecie się całkiem zdolnymi uczniami, dlatego postanowiłam, że pomogą wam uczniowie z waszych roczników. Jeśli to nie wyjdzie, pomyślę nad innym rozwiązaniem. Dziewczęta za chwilę się pojawią.
Olivier patrzył z niedowierzaniem na dyrektorkę. Czy ona właśnie zasugerowała, iż niezbędne są im korepetycje? I to jeszcze od rówieśników? Spojrzał na siostrę, która wyglądała na dziwnie zadowoloną. Może miała nadzieję, że będzie ją uczyć któryś z tych Ślizgonów, za którymi cały czas tak latała? Nie wiedział, ale sam nie zamierzał brać udziału w tej farsie. Już miał dobitnie wyrazić swoje zdanie, kiedy drzwi otworzyły się, a w nich pojawiły się dwie osoby.
Anabelle momentalnie zrzedła mina, w końcu żadna z nich nie była ani Albusem, ani Scorpiusem.
Olivier zaś uznał, że może jednak nie będzie się kłócić. To mogło okazać się całkiem interesujące. A już na pewno pozwalające na uzyskanie pewnych informacji… i to wcale nie z zakresu przedmiotu, za którym nie przepadał.
– Oto Rose Weasley i Helena Smith. Panna Weasley pomoże tobie, panno Janvier, zarówno w eliksirach, jak i transmutacji. 
Rudowłosa dziewczyna kiwnęła głową. Olivier aż za dobrze wiedział, że to nie tylko siostra Hugona, ale i prefekt naczelna, która brała swoje obowiązki aż za nadto do serca. Posłał Anabelle współczujące spojrzenie. Nie będzie miała z nią łatwo. Szybko jednak stracił zainteresowanie dwójką siedemnastolatek, szczególnie że podobnie zrobiła McGonagall: 
– Panie Janvier, panu pomoże panna Smith. Wytłumaczyłam dziewczętom już wcześniej, na czym mają się skupić. Sami dogadacie się, w jaki sposób pracować. Oczekuję widocznych efektów w ciągu trzech miesięcy, regularnie będę sprawdzać waszą wiedzę za pomocą testów. Mam nadzieję, że wszystko jest jasne. ­
Nikt, nawet Anabelle, się nie odezwał.
– Świetnie, w takim razie dziękuję państwu. Do widzenia.
Odpowiedzieli na pożegnanie i wyszli z gabinetu. Rose patrzyła na Anabelle jak na poczwarę, co ku zdziwieniu Oliviera poskutkowało tym, że jego siostra nie zaczęła paplać jak najęta. Bardziej jednak interesowała go jego własna… korepetytorka, choć w zupełnie inny sposób niż chociażby taka Amanda. Już od dawna chciał dłużej porozmawiać z panną Smith, lecz nie było to łatwe, zważywszy na nieśmiałość Heleny. Teraz dostał szansę. Uśmiechnął się więc szeroko do Gryfonki, która po chwili zawahania odwzajemniła gest, rumieniąc się lekko.
Pierwszy krok został uczyniony.

***

Kolejny rozdział. Kurde, jednak Hugo się nie pojawił bezpośrednio, ale jest za to Albus. No i trochę Heleny. Nie martwcie się jednak ci, którzy kochacie Weasleya, będzie miał tutaj swoje niejedne pięć minut xD.
Nastąpiły kolejne zmiany: matka Oliviera pochodzi z rodu Blacków, a nie Zabinich. To byłoby trochę dziwne, jakby O. zarywał do Amandy, wiedząc, że ma na nazwisko tak samo jak jego rodzicielka z domu. Lily kocha zaś fotografię, a nie malowanie, to byłoby zbyt podobne do pasji Heleny, ponadto przyda się w przyszłości takie hobby ;p.
Dziękuję za wszystkie opinie, nawet nie wiecie, jak się cieszę, że jest ich aż tyle. Jak zwykle czekam na komentarze! Pozdrawiam serdecznie.


102 komentarze:

  1. Pierwsza!
    Przybędę tutaj jutro! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Nawet nie wiesz jak mnie rozbawił fragment o zdjęciu dławiącej się krewetką Amandy. Sama chciałabym to zobaczyć ;-)
      Nie dziwię się Lily, że nie chce pokazać swojej pasji innym, chociaż z drugiej strony od razu rzuca się w oczy fakt, że i Lily i Helena mają bardzo podobne "dusze" - chodzi mi o to, że obie są wrażliwe, chociaż panna Potter stara się tego po sobie nie pokazać, obie mają zamiłowanie do sztuki - mimo, że nie tego samego rodzaju, to jednak. No i obie są znakomite z transmutacji. Nie wiem co takiego ta biedna Helena zrobiła naszej Lily prócz oczywiście tego, że istnieje i jest jej rywalką w nauce, ale współczuje jej tego, jak panna Potter jest dla niej wredna.
      I tak lubię Lily - żeby nie było ;-)
      Olivera natomiast nadal nie rozumiem. Co mu chodzi po głowie? Czemu tak bardzo chce dać się we znaki Lily Lunie? Robi wszystko, by zrobić jej na złość. Zawiera znajomości i przyjaźnie, które na pewno wytrącą z równowagi Potterównę. No nie mogę go zrozumieć.
      Kiedy przeczytałam kłótnię Lily i Amandy, która była na bardzo wysokim poziomie, aż czułam tę dumę i zadowolenie, które wypełniały pannę Potter, gdy powiedziała swojej rozmówczyni o pocałunku jej byłego już chłopaka z mugolką. To było bezbłędne posunięcie z jej strony, jestem z niej dumna :D
      Mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i że już wkrótce pojawi się nowy rozdział ;-)

      PS. To jest pierwsze powiadanie, w którym nie lubię postaci Albusa. Nie wiem co jest tego powodem, ale wyjątkowo mnie irytuje.

      Pozdrawiam serdecznie, Cath.

      Usuń
    2. Dziekuje za komentarz :) tak, Helena i Lily są w pewnym sensie podobnie i moze wlasnie na tym tez polega problem... Ale o ich relacjach i wspólnej przeszłości jeszcze trochę będzie. Olivier sam tez do konca nie wie, co robi. Jesli chodzi o albusa, to on jest teraz w trakcie...pewnej przemiany i trochę trudno było to opisać. No ale moze jeszcze zmienisz o nim zdanie? Ale jesi nawet nie, to chyba wiem, czemu moze Cię irytować. W jakimś sensie Albus jest podobny do Lily xD

      Usuń
    3. Och nie! Ja uwielbiam Lily! To, że jest wredna i potrafi zamknąć komuś jadaczkę jednym zdaniem jest świetne! ;-)
      Jeszcze nie doszłam do tego, co powoduje, że go nie lubię, ale jeśli tylko się zorientuję, to dam Ci znać :D

      Usuń
  2. Witaj, już od jakiegoś czasu czytam twoje opowiadanie, ale dopiero teraz zdecydowałam się ujawnić. Muszę powiedzieć, że to najciekawsze opowiadanie o Nowym Pokoleniu z jakim się dotychczas spotkałam.
    Postać Lily mnie intryguje, strasznie dużo sekretów jej dałaś. Cały czas intryguje mnie dlaczego nie chciała zostać Gryfonką i z jakich powodów tak nienawidzi Heleny.
    Co zaś się tyczy Oliwiera to go nie lubię, ponieważ zawszę drażniły mnie osoby, który prawie wszystko dostają na tacy. Chociaż nie ukrywam, że bardzo dobrze czyta mi się z jego perspektywy co wcale nie zmienia mojego nastawienia do jego postaci.
    Uwielbiam za to Hugo, ale jego nie da się nie lubić. Bardzo żałuje, że na razie go tak mało w tym opowiadaniu.
    Ze swojej strony muszę dodać, że liczę również na więcej Albusa (to już mój własny mały fetysz, jego postać przyjmuje w każdej formie).
    Nie muszę Ci pisać, że masz bardzo żywy i obrazowy styl pisania, który sprawia, iż chciałoby się czytać twoje utwory bez końca.
    Co zaś się tyczy stricte tego rozdziału to bardzo podobała mi się pierwsza jego część z perspektywy Albusa jego irytacja Anabell cudnie opisana. Zastanawiam się kiedy dojdzie w końcu do Liki, że za jej nienawiścią do Oliwiera kryje się coś jeszcze niż tylko niechęć i jedno przykre wydarzenie z dzieciństwa. I najważniejsze jak zareaguje Hugo na wiadomość o korepetycjach Heleny i Oliwiera?
    Pozdrawiam i niech twoja wena Cię nie opuszcza.
    Pani Sokolnik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję bardzo za komenwtrz i ujawnienie sie :) to ogromna radość widzieć nowych czytelników. No i nie spidziewalam się az tak wspaniałych slow:).
      Co do nienawiści Lily, tu nie chodzi tylko o Ogórka. Nie chodzi tez tylko o to, ze Lily nie chce stracić pozycji w szkole. Chodzi o coś jeszcze, z czego sama dziewczyna nie zdaje sobie sprawy. Na resztę pytań na razie nie mogę odpowiedzieć. co do Oliviera, coz, w jakimś sensie masz racje, duzo dostaje na tacy, choc z pewnością nie wszystko.... Haha, ale to by juz normalne nie było. Jednak wiem, co masz na mysli, i dlaczego moze Cię denerwować. Jak zareaguje Hugo? Tego dowiemy się o wiele szybciej, ale tez na razie nie powiem, ha! O Albusie wlasciwie miałam nie pisac w takiej formie, w ogole miałam nie pisac tak wiele z perspektywy innych osob, ale kurde, nie mogę sie powstrzymać i muszę przyznac, ze miałam niezły ubaw, jak sobie o nim myslalam. Więc chyba jednak jego postac tez się bedzie tutaj pojawiać cześciej, niz zamierzałam. Ogolnie to się obawiam, ze to opowiadanie bedzie niekończąca się historia. XD jeszcze raz dziekuje za komenwtrz, mozesz byc pewna, ze zajrze do Ciebie :)

      Usuń
  3. No to pan Malfoy zadurzył się w siostrze Oliviera. Tak ku utrapieniu Albusa, któremu gadulstwo Anabell wyraźnie działa na nerwy. Ciekawe, czy chłopak zaakceptuje w końcu wybór przyjaciela, czy raczej będzie starał się wybić mu z głowy tę dziewczynę.
    To nie był dzień Lily - do takiego wniosku doszłam, czytając o tym, jak ten jej perfekcyjnie ułożony plan dnia rozpada się punkt po punkcie. I kto jest temu winny? No oczywiście Olivier! W sumie ta jej nienawiść skierowana do chłopaka jest całkiem zabawna, choć równie nurtująca. Zastanawia mnie, co jest takim prawdziwym powodem takiego nastawienia. Bo wątpię, aby wspomnienie tej zabawki z dzieciństwa było wciąż tak żywe i nie dawało jej spokoju... Może po prostu panna Potter czuje się zagrożona i to nie tylko utratą pozycji w szkole? Może Olivier jawi się w jej oczach bardziej pozytywnie, niż ona by tego chciała? Cóż, poczekam na ciąg dalszy, aby się o tym przekonać.
    Co jeszcze? A tak, podobała mi się ta kłótnia między Lily a Amandą. No i późniejsza wiadomość o korepetycjach... Olivier ma pewne zamiary, ale czy spodobają się one Hugo? Szczerze wątpię i aż mnie zżera ciekawość odnośnie jego reakcji.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily zacznie niedługo przypisywać każdą porażkę Olivierowi i w oigóle całe zło tego świata :D ona chyba sama do końca nie rozumie, o co jej chodzi. Ach, te hormony :D nie, Ogórek to tylko taki punkt zapalny,a może raczej pierwszy trigger tej... eee.... nienawisci.
      Mogę zagwarantować, że Olivier nie ma zamiaru podrywać Heleny, chodzi o coś innego :D

      Usuń
  4. Dla mnie to żadna różnica czy matka Oliviera pochodzi z rodu Blacków czy Zabinich, bo jak już pewnie zauważyłaś nie siedzę w HP tak dokładnie i nawet nie zauważyłam, że w tej kwestii mógłby tu być jakiś zgrzyt. Bardziej się skupiam na bohaterach, Twoim sposobie pisania i wątkach i one (szczerze!) zaczynają mnie coraz bardziej ciekawić. A w szczególności Lily. Bo to nie jest postać, którą można szybko rozszyfrować. Ona jest złożona i skomplikowana, a ja nigdy nie wiem czego się po niej spodziewać. No bo niby wyrobiła sobie status w szkole, jest szanowana, ceniona, a niektórzy nawet się jej boją, ale w mojej ocenie jest przede wszystkim zagubiona i ta chęć trzymania wszystkiego w garści powoli ją niszczy. Przyleciała do Amandy, zrobiła awanturę i tak naprawdę nie wiem po co... Pokazała tylko, że jest zazdrosna o ten spacer i że ta sprawa ją bardzo interesuje, choć uparcie twierdzi, że ma to gdzieś. Moim zdaniem wraz z pojawieniem się Oliviera Lily zaczyna popełniać coraz więcej błędów i traci tą kontrolę, którą miała kiedyś. Widać, że wszystko co związane z Olivierem ją mocno interesuje i denerwuje, a powinna zachowywać kamienną twarz i wszystkie wyższe emocje w sobie. Wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie to Amanda zwycięży i zajmie jej pozycję Lily. Oj naprawdę zaczyna się robić coraz ciekawiej! I podskórnie czuję jakieś afery;D
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, z pewnością masz rację co do Lily, pokażę jeszcze, na co ją stać, kiedy jest w lepszej formie... Ale wszytsko będzie się zmieniać. Myślę, że Amanda nie bedzie narzekać, ale z drugiej strony... A afer to tu chyba będzie na pęczki, aż sama się chyba pogubię :D:D szczególnie że teraz mam jeszcze zamiar wprowadzić postać Rosalie i w ogóle zając się też troszeczkę 7-klasistami ;D ale tam trochę, nie za dużo xD dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Dla mnie ten rozdział był bardzo zabawny. Zauroczenie Scorpiorusa siostrą Oliviera, która dodatkowo jest niezłą gadułą, no i ta irytacja Albusa. Cudowne. Swoją drogą ciekawe, że ta dwójka się przyjaźni. Jakoś się tego za bardzo nie spodziewałam.
    Lily, tu jestem znów zaskoczona, bo Lily zamiast mnie irytować, co jej się wcześniej często zdarzało, bawiła mnie. Naprawdę te jej humorki i złoszczenie się są śmieszne. A najśmieszniejsze jest to, że o wszystko obwinia Oliviera. No i pięknie zareagowała na wiadomość o wspólnym spacerze chłopaka z Amandą. Dziewczyna ma niezły temperament. Może to z mojej strony drobna złośliwość, ale lubię jak inni rozwścieczają naszą kochaną Lily. A i jej kłótnia z Amandą - super, już nie wiedziałam, której kibicować ;)
    Lily i fotografia? Ciekawe, ciekawe.
    No i nie zabrakło mojego Oliviera. Przez chwilę myślałam, że tą jego korepetytorką zostanie Lily, to by dopiero było. Pozabijaliby się tam. A tu proszę, Helena. Biedny Hugo, Olivier chyba chce mu podkraść dziewczynę. Ale z drugiej strony to może być ciekawe. Zwłaszcza reakcja Hugona na tę wiadomość.
    Natomiast jeśli chodzi o Anabelle to wydaje mi się całkiem sympatyczna. Chociaż dla innych (Albusa) pewnie jest męcząca. Fajna, taka zakręcona gaduła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się nieźle bawiłaś xD Albus trochę mnie, zapewne. może kiedyhś pokażę, ile mówi Anabelle, jak się denerwuje -> z pewnością jeszcze więcej, niż zwykle xD xD TAk, dla Lily Olivier powoli staje się synonimem wszystkiego, co najgorsze, więc wojna z pewnością będzie poważna xDxD Haha, może i dobrze, że nie wiedziałaś, której dziewczynie kibicować podczas kłótni, bo to zapewnw oznacza, że obie wypowiadały sie na podobnym poziomie, a tego właśnie chciałam :D:D myslę, ze tak na dobrą sprawę żadna nie wygrała, żadna nie rpzegrała ;p mogę Cię zapewnić, ze zamiary Oliviera do Heleny nie mają nic wspólnego z podrywaniem, a więc Hugo powinien być spokojnyu... Czy bedzie, jeszcze nie wiem xD

      Usuń
  6. Biedna Rose. Ciągle wmawia sobie i innym, że Janvier ją irytuje a tu naskoczyła na Amandę w sumie nie wiadomo nawet dlaczego. W końcu to tylko dwójka jej wrogów. I właściwie dlatego Rose mnie denerwuje. Jest uparta, oszukuje samą siebie i wszystkich dookoła. Być może Olivier nie jest złoty, ale nie ukrywa prawdy. Chociaż jakoś jego osobowość też mi nie imponuje. A te jego ciągle myślenie o dziewczynach w ten sposób doprowadza mnie do szału. Niby wiem, że to ten wiek i hormony ale mimo wszystko...
    Przyznam, że przez chwilę myślałam, że Olivier dostanie Rose w przydziale, a tu jednak jego siostra. Chociaż myślę, że współpraca dziewczyn nie pójdzie najlepiej.Rose jest ogólnie trudnym , człowiekiem i pewnie nie będzie wcale `latwiej podczas nauki.
    A co do Scorpiusa to jedyne, co mogę powiedzieć to: ty biedaku! Chociaż podobno jeżeli czegoś bardzo się chce, to można to osiągnąć :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to Lily! Lily ma 15 lat i jest na rokui z Olivierem i Hugonem. A Rosalie to siuę pojawiła tutaj po raz pierwszy, ma 17 lat i dlatego będzie uczyć Anabelle, która też jest w siódmej klasie. xD a więc to Lily Cię tak denerwuje xD A Rose jest... drugorfzędną postacią, choć coś tam o niej będę wspominać :D Olivier mowi prawdę, ale rozumiem, że jego stosunek do dziewcyzn może wkurzać. Kurde, mnie też wkurza, choć pewnie mniej niż Was, bo wiem coś, o czym Wy ejszcze nie wiecie xD ale to i tak do końca go nie usprawiedliwia... NO cóż, jednak ten wiek też ma coś na rzecyz ;p dziękuję za komentarz:*

      Usuń
    2. wiedziałam, że coś popieprzyłam z tymi imionami! błagam o wybaczenie XD ach to zmęczenie i choroba! przepraszam za pomyłkę. ja już pisałam komentarz to odnosiłam wrażenie, że coś jest nie tak.

      Usuń
  7. Świetny rozdział!
    Podoba mi się, że była perspektywa Albusa, choć jego samego do końca nie polubiłam. To jest strasznie dziwne, że jedno z dzieci Harry'ego koleguje się z dzieckiem Malfoy'a. Ciekawe co na to ich rodzice :D
    Coś mi się wydaje, że przez Lily przemawia zazdrość, a nie troska o koleżankę Amandy, która się podkochuje w Olivierze. Trochę przesadziła z tą kłótnią, jak można komuś robić wyrzuty o jeden spacer?
    Właśnie strasznie mnie zdziwiło, gdy napisałaś "Olivier Syriusz Janvier", zastanawiałam się, skąd mu się wzięło takie drugie imię. Teraz już wiem, bo wyjaśniłaś w przypisie.
    Cieszę się, że dowiedzieliśmy się też więcej o Anabelle, choć dziewczyna nie podbiła mojego serca. Nienawidzę takich "ludzi-rzepów", dlatego w tej kwestii podzielam zdanie Albusa :D Niemniej mam nadzieję, że jeszcze nie raz się pojawi, bo ciekawie się o niej czytało (może rzeczywiście jest daltonistką?) ^^
    Jak usłyszałam o korepetycjach to pierwsze co mi przyszło na myśl to że Lily będzie ich udzielać. Ale opcja z Heleną też jest ciekawa i jestem zaintrygowana, jak to się dalej rozwinie (:
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę mnóstwo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, chciałam napisać trochę milej o Albusie, ale z drugiej strony jest Ślizgonem i do niedawna akurat on naprawdę zaslugiwał na niechęc Lily, nie był zbyt przyjemny i nadal do końca nie jest... Uznałam więc, ze bardziej przekonuyjąco wyjdzie, jak nie okaze się bardzoo milutki w swoim sposobie bycia. ale akurat to, że Anabelle może go denerwować, mało mnie dziwi xD xD Mimo że sama uważam, że jest w tm swoim zachowaniu troce słodka :D NIe, od razu wiedziałam, że to Helena będzie pomagać Olivierowi, za łatwo by było...poza tym szkoła moglaby nie przetrwać, gdyby Lily miała pomagać (haha) Janvierowi xD dziękuję bardzo za komentarz :)

      Usuń
  8. W tym rozdziale wyraźnie widać, że Lily jest bardzo wrażliwa, tylko z jakiegoś powodu nie chce się do tego przyznać. Świetnie, że ma jakąś pasję i stara się ją rozwijać, tylko szkoda, że boi się dzielić swoim talentem ze światem. Może z czasem stanie się nieco bardziej odważna pod tym względem i pozwoli, by inni oglądali jej prace. Niby Lily jest taka odważna, a jednak często to chyba tylko pozory.
    Nie do końca rozumiem, czemu Lily tak się zdenerwowała, że Anabelle była na spacerze z Olivierem. Właściwie to kompletnie nie jej sprawa, więc czemu tak się przejęła? W ogóle Olivier ma na nią jakiś dziwny wpływ nawet, jeśli Lily nie chce tego przyznać.
    Kiedy okazało się, że Olivier będzie miał korepetycje z transmutacji, byłam pewna, że w progu pojawi się Lily i to ona będzie korepetytorką. Na pewna zarówno on, jak i ona byliby zachwyceni perspektywą spędzania ze sobą wielu godzin...
    Zastanawia mnie też, czemu Olivier tak się ucieszył, że akurat Helena będzie go uczyć. Widać, że ma jakiś plan, ale chyba będę musiała poczekać na kolejny rozdział, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Lily nienawidzi, jak ktoś robi cokolwiek przeciwko jej.A już szczególnie, jeśłi łączą się za jej plecami osoby, których nie lubli. Z pewnością nienawdzi tracić kontroli i to chyba jest główny powód, dla którego Lily z pewnością nie odpuści. Tylko że... czy chodzi tylko o kontrolę? Jak widać, panna Potter z trudem utrzymuje swoje emocje na widzy,a to nie często sie zdarza. Chyba jednak minie więcej czasu, nim zacznie sama zadawać sobie pytanie, czy chodziu tylko i wyłącznie o zachowanie własnej pozycji czy może o coś jeszcze. TAk, to na pewno dziwny wpływ :D nie, nie mogłam dać Lily na korepetytorkę :D to musiała być Helena, nie wiem, czy od razu tak szybko wyjaśnię, o co chodzi Olviierowi...może za dwa posty ;D ale moze ktoś się domyśli, zobaczymy ;p

      Usuń
  9. W tym rozdziale niektóre zachowania Lily skojarzyły mi się z moją żoną... niefajne wrażenie. Od razu mi się przypomniały zdania typu "za długo z tobą przez telefon gadałam i płaciłam jakieś rachunki, choć to ty miałeś je po drodze i przez to nie zdążyłam tu i tu i zrobić to i to i jutro będę...." nie nie będę tego wspominał, ale to chyba takie typowo kobiece zachowanie - nie może znaleźć długo długopisu to od razu "bo ktoś przełożył i potem przez to poszukiwanie to to i to..." to jest cholernie irytujące, ale idzie się do tego przyzwyczaić.
    Pozostaje jeszcze temat planów Oliego, ciekawość jak zostaną przeprowadzone te korepetycje, no i gadatliwa Anabell (jak ta lalka z horroru, ale lalka nie mówiła), która irytuje Albusa, a będzie musiał ją znosić ze względu na przyjaciela. W sumie lubię rodzeństwo Janvier o wiele bardziej niż rodzeństwo Potter i sam jeszcze nie wiem czym to jest spowodowane, ja po prostu tak mam, że jak nawet na kogoś spojrzę i mi się nie spodoba, choć ta osoba nie odezwie się jeszcze ni słowem, to potem trudno mi wymazać to pierwsze wrażenie, właściwie to uprzedzenie. Wydaje mi się, że do Potterów jestem uprzedzony ze względu na tego ich tatuśka - nie znosiłem tego okularnika gdy jeszcze był taki popularny i okupywał każdą wystawę i tamtejsze odczucia i wrażenie niestety przekładam nad twoje opowiadanie, tak więc... Lili i Albus mają trudne zadanie, jeśli mają sprawić bym ich polubił, a i tak z tej dwójki wolę palącego w pociągach Albusa, niżeli na każdym kroku wywyższającą się Li.

    Jak dodasz nowy rozdział to nie zapomnij o mnie. Mnie trzeba jakoś przy okazji (np w komentarzu u mnie) powiadomić.

    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyslałam sobie o tym, jaka bedzie Lily za kilka lat... W ogóle, to bardzo się cieszę, ze postanowiłeś zaczac czytać to opowiqdanie, męska perspektywa z pewnością się przyda :) roddźenstwo Potter i Janvier jest wobec siebie zupełnie inne, choc to pierwsze też w jakis sposb jest dla siebie blisko. Olivier traktuje wlasciwie swoja starsza siostrę dosc pobłażliwie, aczkolwiek jakoś się tam liczy z jej opinią, o czym jeszcze tutaj będzie.:)

      Usuń
  10. Z rozdziału na rozdział coraz bardziej Lily mnie denerwuje tą swoją ciągłą wyrozumiałością. Nie potrafi normalnie wyrazić swoje uczucia, tylko ciągle musi w swoich wypowiedziach wyrażać niechęć i zimne serce. I do tego jeszcze ta jej pasja... szkoda, że nie ma z nikim się podzielić tę pasją... Sama tkwi w tym wszystkim, sądzę, że tak nie powinno być! Mam nadzieję, że któregoś dnia pójdzie po rozum do głowy!
    A te korepetycje mogą być ciekawe. Oliver będzie się uczył z Heleną... o z pewnością jeszcze bardziej wkurzy Lily. Ale najbardziej jestem ciekawa jak zareaguje na to Hugo ;)
    Ach... i Scorpius się pojawił :) Na szczęście pokazujesz go w takim świetle, jaki sobie wyobrażałam :)

    Pozdrawiam serdecznie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, ta Lily, na razie nawet nie mysli o istocie swojego problemu. Ale kiedys pomyśli ;) hah, co do korepetycji, to duzo osob będzie tutaj miało swoje zdanie... Co najmniej cztery xdxd i każde inne, haha. Moze się nawet hugos z Helenką nieco rozruszą xD no wlasnie, co do Scorpiorusa, to sie sobie dziwie, bo przeciez ja nie lubie Malfoyów, ale go chyba dlatego koniec koncow uznałam,ze chcoiaz jeden musi byc do rzeczy i mimo ze za wiele nie napisałam, to chyba jednak da się to lubić xD Anabelle z pewnością go lubi :)

      Usuń
  11. Jak dla mnie rozdział był wyjątkowo zabawny :D Lily pokazuje pazurki (jak mogłoby być inaczej? xD), a Olivier zaczyna zabawę w kotka i myszkę.
    Ogólnie rozumiem, że Lily jest wrażliwa, co wyraźnie widać w scenie z ze zdjęciami, ale wyraźnie ukrywa tę część siebie. A to przecież nic złego mieć uczucia, każdy z nas je ma i to nie powód do wstydu.
    W scenie konfrontacji Amandy i Lily aż leciąły i iskry; bardzo mi się to spodobało :) I w ogóle miałam wrażenie, że jeszcze chwila i Lily powie, że jakby chciała to mogłaby mieć Oliviera tylko dla siebie.
    Perspektywa Albusa była odświeżająca; wreszcie ktoś, kto jest mega zadowolony ze sobiego życia i nic nie chce w nim zmieniać :P Jest pewny siebie, lekko zadufany w sobie i myśli, że świat kręci się wokół niego - jednym słowem Albus i Lily są w gruncie rzeczy do siebie bardzo podobni i ciekawa jestem, czy to kiedyś odkryją.
    Pomysł z korepetycjami udany i zarazem zaskakujący, bo wątpię, czy ktokolwiek mógł się spodziewać, że akurat Rosalie i Helena będą uczyć rodzeństwo Janvierów :P
    Powiem Ci, że bardzo lubię Twoje rozdziały. Ich czytanie to prawdziwa przyejmność, a uśmiech nie schodzi mi z ust :P

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za opinię i ciesze się, ze wywołałam uśmiech na Twojej twrzy;) o tak, albus i Lily są baddzo podobni do siebie, choc ten pierwszy mimo wszystko juz trochę dojrzał... Aczkolwiek nie tak do konca. Jakos się tam jednak od Lily różni...;) ale ze jest pewny siebie i nieco zadufany, to nie fa się ukryć. Hah, te korepetycje to juz miałam od sporego czasu w głowie, a pozniej uznałam,ze skoro Olivierowi je daje, to starszej siostrze tym bardziej muszę. No i skoro juz dotykam siodmoklasistow, to Rose, ze wzgledu na jej przeszłość i połączenie z Albusem i scorpiorusem bardzo sie tutaj przyda ;)

      Usuń
  12. Napisałam komentarz prawie na stronę w Wordzie i jedno kliknięcie i mi się usunął. Cudownie. Uwielbiam coś takiego. Wprost jest to najwspanialsza rzecz, jaka mi się w życiu zdarza co jakiś czas. :)
    Trudno, postaram się chociaż w połowie odtworzyć to, co było wcześniej…
    Na początku pierwsza część tego rozdziału. Zaczęłam czytać i z każdym kolejnym zdaniem byłam coraz bardziej zdumiona tym, co tam piszesz. Albus ma dziewczynę? Niemożliwe! Przecież w poprzednich rozdziałach był sam i co ważniejsze, zakochał się w Helenie! To jest nienormalne… I nagle tak ogarnęłam, że to przecież Hugo, a nie Albus się w niej podkochuje. I śmiech w autobusie z własnej głupoty. :D
    Nie sądziłam, że Scorpius zapała uczuciem do nowej uczennicy. Ale wydaje mi się, że on tak naprawdę jest zupełnie inny zarówno od Lucjiusza, jak i od Draco. Bardziej przystępny, zadaje się z Albusem wbrew temu, że jego ojciec chyba nawet teraz, mimo że żyją w zgodzie, raczej nie pała sympatią do rodziny potterów. Jakoś tak lubię tego bohatera i mam nadzieję, że przedstawisz go w sposób, który nie sprawi, że stracę do niego sympatię. Jak na razie Ci się udaje. :) Chłopak wręcz wydaje mi się taki kochany i uroczy. :D
    Co do samej Annabelle(tak się pisze?) to nie jestem pewna, czy ją lubię, czy też nie. Ogólnie przepadam za osobami gadatliwymi, bo wolę jak ktoś mówi, a ja słucham, ale czasami to rzeczywiście może doprowadzić do szewskiej pasji. Człowiek wtedy nie wie, czy ma zabić siebie, czy osobę, która tak nawija. :D preferuję drugą opcję :p
    Co do samej Lily… Nie sądziłam, że aż tak wybuchnie. Albo inaczej. Sam wybuch był do przewidzenia, lecz myślałam, że pozostanie to jedynie między rudą, a jej przyjaciółką. W końcu sama zaznaczyłaś w tekście, że Lilka nie chce, aby ktokolwiek zrozumiał jej uczucia, nie chce się przed nikim otwierać. Tylko, że w momencie, w którym pobiegła do Amandy i nawrzeszczała jej w twarz, odkryła się całkowicie. Z doświadczenia wiem, że jeśli nam na kimś nie zależy, to mamy gdzieś, że ta osoba zadaje się z kimś, kto jest naszym wrogiem. Natomiast jeśli w głębi serca coś do tejże osoby czujemy, zaczynamy reagować właśnie w taki sposób. To tylko kwestia czasu, aż Lily zrozumie, że tak naprawdę kocha się w Olivierze. :D
    Ostatnia rzecz. Nauczanie. Masz mega duży plus ode mnie! Nie poszłaś na łatwiznę i nie sprawiłaś, że Lily uczy Oliviera. Dałaś sobie trudniejsze zadanie, bo jeśli tak ma się stać, to będzie ona musiała się dogadać albo z Heleną, albo będą musiały nastać jakieś specjalne okoliczności, które sprawią, że dziewczyna będzie mu przypisana. Tym samym odcięłaś się od wielkiej ilości opowiadań, w których autorzy idą na łatwiznę robiąc właśnie coś takiego. Jestem Ci za to dozgonnie wdzięczna! ^^
    Na dzisiaj to koniec chyba. Raczej wszystko, co było w tamtym komentarzu, zostało ujęte.
    Pozdrawiam ciepło! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże, tak to mi się chyba jeszcze nigdy nie zrobiło. Owszem,blogger czesto odmawia współpracy, ale jakby mi sie skasował az tak długi kom z worda.... Chyba nie potrafię sobie wyobrazic, jak bardzo musiało Cię to zdenerwować, dlatego dziękuję tym bardziej, ze napisałas jeszcze raz i to tak długo :*. Lily tez nie sadziła,że az tak wybuchnie, uwierz mi. Nie panuje nad sobą i teraz będzie musiała coś z tym zrobic ;) to prawda, zbyt mocno się odkryła, choć przy okazji odkryła i seret amandy związany z byłym chłopakiem, a więc wg jej myślenia nie przegrała...a przynajmniej nie zupełnie xD no i coz, Lily nie kocha się w Olivierze, przynajmniej na razie. Ale z pewnością dziala nia nią inaczej niz reszta kolegów. nie mogłabym zrobic ot tak Lily za korepetytorkę Oliviera, to faktycznie byłoby zbyt oczywiste (no i Hogwart by nie przetrwał;))... Zresztą dzieki zrobieniu jej z Heleny mam tyle możliwości, już je wszystkie tworze w głowie.

      Usuń
  13. W końcu jestem! :D - tak jak obiecywałam. I udało mi się wszystko przeczytać ;)
    Właśnie zdałam sobie sprawę - sprawdzając u mnie rozdział 20, że blogger usunął mi jego połowę, pozostawiając 13 z 30 stron! A właśnie w tym rozdziale było opis tego, jak Jules i Roxie stali się parą... Poprawiłam to i informuję cię o tym, bo pisałaś, że brakowało ci tego opisu. No widzisz. Go naprawdę brakowało! XD
    A teraz przechodzę do właściwej części komentarza... Czyli oceny i pochwały twojego dzieła :D
    Styl masz przyjemny. Twoje opowiadanie szybko mnie wciągnęło i zaciekawiło. Z przyjemnością śledziłam losy Lily Luny Potter.
    A co do samej głównej bohaterki. Przedstawiłaś ją bardzo wyraziście, jako twardą, silną i niezależną dziewczynę, ale która także jest bardzo wrażliwa - historia z panią Granmoor szczególnie to okazuje. Rozgoryczona światem, nieufna, inteligentna... I jaka zadziorna! Prawdziwa diwa. Często też okrutna. Ale to chyba taka jej reakcja obronna przed światem i bólem. Ale naprawdę ujęła mnie więź, która łączy ją z Hugonem. Hugona także cudownie przedstawiałaś. To chyba mój ulubiony bohater :D To, co czuje do Heleny... Cudowne *.* I jak nie chciał tego powiedzieć Lily, by jej nie zranić... Dobrze, że zakuplował się z Olivierem.
    Helenę także polubiłam. Jacie... Dużo osób lubię XD
    Olivier... bardzo ciekawa postać. Na początku wydawał mi się dość arogancki z tą jego niechęcią do WB i to on w końcu zepsuł Ogórka! Wiedziałam, że zostanie Gryfonem. To się czuje XD Ale wydaje się intrygujący i podobała mi się jego rozmowa z Lily :D
    Już od pierwszej rozmowy Lily z Olivierem wiedziałam, że ich relacje będą intensywne XD
    Anabelle jest przecudowna! Za każdym razem, gdy o niej czytałam, robiło mi się tak jakoś cieplej i się uśmiechałam.
    Za to Amandy i tych typowo pustych dziewczyn nie lubię :P
    Albus... na razie nie wiem, co o nim myśleć. Tak samo o Scorpiusie. Później się przekonam.
    Podoba mi się, że w swoim opowiadaniu nie owijasz niczego w bawełnę. Przedstawiasz prawdę o życiu, o jego brutalności, o naturze ludzkiej.
    Tak z błędów to tylko zauważyłam, że czasami nie stawiasz przecinków przed imiesłowach ;) A i jak piszesz nazwisko Weasley, to odmienia się je tak: Weasley'owie - z apostrofem :D i od czasu do czasu jakieś literówki. Ale twoje opisy były cudowne! Aż przyjemnie się czytało, kochana!
    Pozdrawiam i muszę przyznać, że naprawdę się cieszę, że mogłam przeczytać twoje opowiadanie! :*
    nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za przeczytanie i komentarz:*. Chyba jestes pierwsza osobą, ktora lubi albo żywi jakies ciepłe uczucia wobec wszystkich głównych bohaterow! Tylko amandy nie lubisz! Dziwi mnie to, ale się cieszę xD literówki ostatnio poprawiałam, bo odkryłam na blogerze opcje korekty, więc chyba się ich juz pozbyłam. Co do przecinków, b.rzadko o nich zapominam,ale przejrzę, dzieki :) a Weasleyow specjalnie sprawdzałam po Twoim komentarzu, bo kiedys pisałam z apostrofem i ktos mi powiedział,ze to błąd. Wiec kiedy teraz Ty napisałas, ze z, to postanowiłam zajrzeć nie na Wikipedię HP, tylko do oryginału i okazało się, ze str internetowa ma jednak rację i pisze się bez apostrofu.:)

      Usuń
    2. PS W odmianie nazwiska "Weasley" absolutnie nie powinno być apostrofu, Cond dobrze pisze.

      Usuń
    3. Łooooo, uprzedziłaś mnie XD

      Usuń
    4. Okej. Aż sama sprawdziłam i przyznaję się do błędu :D
      Właśnie mi też jakiś czytelnik zwrócił uwagę, że to podobno błąd, więc sama zaczęłam tak pisać i się mnie to uczepiło... W sumie dobrze, że o tym napisałam, bo czegoś się nauczyłam :*
      Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Cond, ja się zastanawiam, jak Ty dajesz radę czytać wszystkie opowiadania i jeszcze je na bieżąco komciać. No podziwiam, ja zawsze mam z tym problem, no nie wiem, mam w sobie od dawna blokadę, która często utrudnia napisanie czegoś produktywnego.

    Kurczę, a tak bardzo liczyłam na to, że to Olivier wyciągnie jej tę książkę. :< Bu. Ale ona nadal mnie wkurza, po prostu jest irytująca i tyle, chyba naprawdę się do niej nie przyzwyczaję. Zwłaszcza nie po tej liści ff ScoRose, które przeczytałam... No ale cóż. Mam nadzieję jednak, że oni się zejdą. Pasują do siebie. :3

    Pozdrówki i przepraszam za to, że nie jestem stworzona do komciania. No niestety. Ale wiedz, że i tak czytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham czytac dobre opowiadania, a jak juz przeczytam, to prawie zawsze mam coś do powiedzenia, więc stara, się zrobic to albo od razu, slbo niedługo po. Jak się zaczną studia, to będzie gorzej ;) tez myslalam na poczatku, zeby Olivier wyciągnął jej tę książkę, ale pozniej doszłam do wniosku, ze to byłoby zbyt łatwe, a ja lubie zaskakiwać ;) ja akurat nie czytałam ScoRose, no oprocz opowiadania Muniette, gdzie jest i taki watek. No i teraz Nowej wHogwarcie. No i niedługo pewnie Twojego opowiadania, bo masz takowe zakładać? Jak znasz dobre, to chętnie zajrze ;) moga byc tez o młodej Lily albo młodym Jamesie, ale musza byc dobre, bo moja miłośc do młodego pokolenia nie jest tak duża jak do Huncwotow :D jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.xd

      Usuń
    2. Matko, podziwiam. Ja nawet w wakacje mam z tym problem, serio. xD Czytać dobre opowiadania lubię, no ale z komentowaniem zawsze gorzej było... Tak jakoś, no ;_;
      Jedyne dobre po polsku, jakie znam: http://www.licencja-na-milosc.blogspot.com/ Autorka co prawda nic od dawna nie publikowała, ale wiem, że żyje, tylko zmaga się z artblockiem. ^^ Poza tym czytałam głównie po angielsku, na fanfiction, i to one shoty. Większość bardzo powtarzalna, a ja się postaram o to, żeby u mnie tak nie było. :D
      No i jak na razie wyszło mi, że tak prędko się za to nie zabiorę (no dobra, napisałam jedną stronę, ale to jeszcze nic), bo mnie Łania pożarła i nie chce wypuścić. Okazało się bowiem, że prawdopodobnie będzie więcej rozdziałów niż planowałam, bo zmieniłam, hyhy, fabułę. Ale dobra. xD

      Usuń
    3. Dla mnie bomba, bo kocham Huncwotow i Teoje opowiadanie i jakbys postanowiła je pisac choćby z siódma klasa włącznie, to byłaby, bardziej niz zacheycona. Wlasciwie ff po angielsku tez moga byc, swojego czasu sporo ich czytałam xD one shoty moze i lepiej,zważywszy na zbliżający się rok akademicki. Ale teraz to pewnie zobaczę tę lićencję ;)

      Usuń
    4. O God, ma 60 rozdziałów... Muszę sie zastanowić xD

      Usuń
    5. To się zastanów! A gdybyś chciała one shoty, to daj mi znać, poszukam dobrych, bo już sama nie pamiętam, co ja właściwie czytałam. XD Ale szybko się je czyta, wierz mi. :3
      Mam ten sam problem, rok akademicki IS COMING. Dlatego teraz piszę do upadłego, żeby potem mieć zapas. Nie wiem, czy dociągnę z Łanią aż do siódmego roku, bo ten, mhroczne klimaty to jednak nie dla mnie, a poza tym nie wiem, czy starczy mi pomysłów, hehe, to ten problem.

      Usuń
    6. A jednak zaczęłam. I bardzo si wciągnęłam xD przestałam nawet czytac opowiadanie o Huncwotach, ktote znalazłam-tamto ma mniej rozdziałów, ale są mega długie. A te są krotkie i wciągające jak nie wiem, więc dzieki :) jestem juz prawie w połowie :)

      Usuń
  15. Rety, tak bardzo cię przepraszam. Przeczytałam zaraz po publikacji, korzystając z wolnej chwilki w drodze do pracy, ale z napisaniem komentarza musiałam poczekać na nieco wolnego czasu no i w efekcie wpadam z nim dopiero teraz :(
    biedna Lily… Jako że i ze mnie niezwykle niska osoba, łączę się z nią w bólu, bo doskonale zdaję sobie sprawę, jak to czasem człowiek cierpi, gdy za nic w świecie nie może niektórych rzeczy dosięgnąć. I wtedy skazany jest albo na sterczenie w miejscu i liczenie na cud albo na kogoś innego (a nie zawsze ktoś wysoki i chętny do pomocy znajdzie się w pobliżu, niestety). Także biedna pod tym względem z Lily istotka. Rzeczywiście, Hugoś tym razem nie zawitał, no ale nie będę narzekać, bo w zamian dostałam sporo Oliviera i Helenkę, a do tego pojawił się Albusik i Scorpius. Fajnie, że włączyłaś w to wszystko też tę dwójkę. Im więcej ludzików, tym weselej :D Swoją drogą to dopiero czeka Albuska przeprawa z Anabelle. Wygląda na to, że Scorpiusowi gadatliwość dziewczyny nie przeszkadza, a wręcz go do niej przyciąga. Ha, specyficzny z niego człeczek najwidoczniej. Chociaż z drugiej strony Anabelle wydaje się w tym swoim paplaniu dośc urocza, więc jeśli ktoś jest całkiem cierpliwy i w przeciwieństwie do Albusa wykaże się w stosunku do niej odrobiną wyrozumiałości, to naprawdę może ją polubić. Ja ją uważam za niezwykle pozytywną i szaloną postać, ot co. Ha, czyli Olivierek będzie miał „korepetycje” z Helenką. Jakże ładnie się złożyło. W końcu Hugoś kumpluje się z Olivierem, więc może dzięki temu jakoś się do Helenki zbliży. Taaaak, ja chcę, żeby oni się spiknęli. Jeez, ich ewentualne rozmowy mogą być najbardziej uroczymi dialogami świata… :O Właśnie próbuję sobie taką scenę Helenki i Hugosia wyobrazić i ach… aż się wzruszyłam nieco. To by było takie subtelne, pewnie trochę pokraczne i wypełnione nieśmiałymi krokami cuś… Oni naprawdę muszą się na siebie wreszcie natknąć i mam nadzieję, że ta sprawa z lekcjami dla Oliviera im to jakoś ułatwi. A w ogóle to co do sceny Lily z Amandą… Rety, z Lily momentami straszne dziecko-dziecko. Wykłóca się, dogryza, a jej docinki czasem są po prostu wręcz żenujące. Ale to chyba po prostu taki moment w jej życiu, że sama tego nie dostrzega, więc dalej brnie w te swoje bitwy, zapierając się, że wcale a wcale nie jest dziecinna. Mimo to ją lubię. Choćby dlatego że jest niska xd Ale nie tylko. Po prostu wyczuwam, że w gruncie rzeczy dobra z niej istotka tylko chwilowo trochę zagubiona… Może Olivierek mniej lub bardziej przypadkowo ją naprostuje :DDD A jak jeszcze będzie miała tuż obok wzór cnót wszelakich (tak, tak, to mój najukochańszy Hugoś), to już w góle stanie się z niej złota dziewczyna. Także rozdział jak zawsze cudowny, powoli Olivier wkracza w świat Hogwartu, a i my razem z nim dowiadujemy się coraz więcej o panujących tam zwyczajach, zależnościach i samej atmosferze… Ja czekam na Hugosia (wiem, nudna jestem z tym moim Hugosiem, ale serce nie sługa, ja po prostu się na niego uparłam, a że niełatwo mi coś z głowy wybić, to będziesz musiała namęczyć się z tym moim hugosiowym marudzeniem) ;D
    A, wiem, pasja Lily zdecydowanie zdradza jej dobrą naturę, ha, czyli to może nie tylko takie moje życzeniowe myślenie, że z Lily dobra duszyczka :D
    ściskam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje. Uwielbiam Twoje komentarze, zawsze wywolują wielki uśmiech na mojej twarzy... A czesto i śmiech :)ja myślałam, ze to tylko Hugos i Helenka zasługują na zdrobnienia, a tu patrzcie :D wszystkich zdrabniasz;) ja się obawiam, ze im więcej ludzików, tym łatwiej, zeby się pogubić, ale nie mogłam z pewnych aspektów zrezygnować z albusa, a on pociągnął cała resztę, Boże, dobrze, ze przynajmniej James opuścił juz tę szkołę, to będ zmuszona nie o się ograniczać. Tylko ma świętach... I jeszcze jednej uroczystości, na ktora wpadłam wczoraj xdxd a, teraz w ogole czuje ogromna presje, bo muszę naprawdę wywAzyc słowa w rozmowach między Helenka a Hugosiem sam na sam, ktore byc moze, choc niekoniecznie, się tutaj pojawia. Nie no, dobra, pojawia sie, ale nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie prawda... Eee, no dobra, juz nic noe będę mowić. Olivierek juz w jakis sposob prostuje Lily. Choc oboje o tym nie wiedza, haha. A Lily z pewnością nie jest dobra duszyczka, ale złą tez nie jest. To człowiek. XD ale z pewnością ma nieco lepsza naturę niz tę, co pokazuje światu.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Huehue, to tak mimowolnie wyszło. W sumie nigdy nie lubiłam zdrabniać, więc chyba teraz nadrabiam za tamten cały czas, gdy tak skrzętnie unikałam zdrobnień ;) Zresztą wszysyc Twoi bohaterowie są tak wspaniali w swej różnorodności, że zasługują na zdrobnienia, ot co! :D
      Niby tak, łatwiej się pogubić... Ale dasz radę <3
      Ej, nie chciałam wywierać żadnej presji :P Wiesz, ja myślę, że jak oni staną naprzeciwko siebie i któreś z nich otworzy usta, by wydukać powitanie, ja już się rozpłynę i cokolwiek by się potem działo, ja będę zachwycona. Mogą nawet o pogodzie rozmawiać. Albo o tym, że jedno z nich nie lubie gotowanej marchewki. To nieistotne. Ważne, że oni ze sobą się spikną <3 Jeez, jak ja się tym ewentualnym spotkaniem ekscytuję :D

      Usuń
    3. Haha, rozumiem, ok, możesz zdrabniać :D ale widzę, że w przypadku Lily nie zawsze to robisz, czużby celowo?;p no dobrze to w takim razie, skoro bedziesz zachwycona samym faktem, że H&H będą ze sobą rozmawiać, to mogę czuć sie uspokojona, bo z pewnością tak będzie xDxD

      Usuń
    4. Niee, nie stosuję żadnej taktki wykluczenia wobec Lily.... A przynajmniej nie robię tego świadomie :D Chyba po prostu takiego Hugosia łatwiej mi przychodzi zdrabniać... W sumie właśnie, przydałoby się ładne zdrobnienie dla Lily... Ech, może kiedyś wpadnę na coś odpowiedniego. Zresztą to chyba kwestia tego, że bardzo lubię to imię samo w sobie no i zdrabnianie mogłoby je zniszczyć :D
      Pewnie, niczym się nie stresuj. a mną to już w ogóle nie ma się co przejmować. Serio, dla mnie samo pojawienie się tego duetu razem będzie wielką radością <3

      Usuń
    5. No, Liluś brzmi troche dziwnie. No moze oprocz ust jamesa Pottera seniora ;)
      Hah, zdaje sobie sprawę. Ale moge Ci powiedzieć w sekrecie, ze juz niedługo beda sie pojawiać razem... Choc moze nie do konca tak, jak byście wszyscy (Ty i oni sami)pragnęli xD ale od czegos trzeba przeciez zaczac ;)

      Usuń
    6. Może Lilo? Co prawda to nie do końca zdrobnienie, ale przynajmniej jakaś przeróbka. I dobrze się kojarzy, jak Lilo&Stich :DDD
      Pewnie. Wbrew pozorom najlepiej się sprawdza wersja małych kroczków. Zresztą nie chcę przeżyć jakiegoś wielkiego szoku. Także ze względów zdrowotnych lepiej dla mnie jeśli będę się przyzwyczajać do ich olbrzymiej wspaniałości skoncentrowanej w jednym miejscu powoli, z rozdziału na rozdział :D

      Usuń
  16. Za każdym razem, gdy pojawia się nowy rozdział, a ja wreszcie znajdę czas, aby móc go w spokoju przeczytać, nie mogę wyjść z podziwu w jaki sposób udaje Ci się za oddać naturę każdego z bohaterów. Nie są płascy i nie są również podobni, każdy z nich jest inny i idealnie widać to we fragmentach im poświęconych. Jesteś wielka <3

    Poza tym, choć jakoś specjalnie nie wyczekiwałam pojawienia się Albusa czy Jamesa, to z przyjemnością zaczytałam się w pierwszym fragmencie. I jeśli kiedykolwiek wyobrażałam sobie młodego Pottera oraz jego przyjaźń ze Scorpiusem (ich ojcowie pewnie piany dostają na samą myśl o tym ;)), to właśnie w taki sposób. Uszczypliwą, ale przyjaźń. Tak samo podoba mi się, że nie zrobiłaś z Albuta totalnego kretyna na co mógłby wskazywać sposób postrzegania brata przez Lily. Teraz pozostaje mi jeszcze zaczekać na Jamesa i moja ciekawość pozostanie zaspokojona. Przynajmniej na razie ;)

    Przyznam Ci się jednak, że w pewnym momencie, podczas kłótni Lily z Amandą, gdy padły słowa o bycie zazdrosną, zaczęłam się obawiać, że dziewczyny w przypływie emocji założą się, która z nich pierwsza zdobędzie Francuza. Na szczęście, nic takiego nie miało miejsca, ponieważ kojarzy mi się to wyłącznie z nieco pustymi historiami o nastolatkach będących królowymi świata i okolicy. A choć na samym początku Lily wydawała się nie być wiele lepsza niż standardowa uczennica trzęsąca niemal całą szkołą, zapatrzona w siebie i nie znosząca sprzeciwu w żadnej postaci, to jednak wraz z każdym kolejnym rozdziałem pozwalasz nam ujrzeć w niej kogoś więcej. I bardzo, bardzo, bardzo mi się to podoba (tak, wiem, powtarzam się dzisiaj). Nie lubię drastycznych zmian w przypadku bohaterów, ale to nie jest zmiana, to po prostu odkrywanie głębszych warstw, które rudzielec chowa pod powłoką pokazywaną na co dzień całemu światu. Nie wiem czy to zaplanowałaś czy wychodzi Ci to całkiem samoistnie, jednak coraz bardziej się do niej przekonuję, nie mogąc się doczekać, co odkryję następnym razem. Jest niczym ta cebula ze Shreka, o której mówił osioł (ach, ten osioł).

    Chcę więcej, zdecydowanie.

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, Flaven :*:* Twoje komentarze zawsze są takie... pełne treści i profesjonalne, mam wrażenie. Zalezało mi na tm, żbey pokazać, iż Lily nier zmieni się aż tak diamteralnie, bo w niej są i dobre, i złe cechy, tylko że te pierwsze zakrywa. Dlatego powoli pokazuję ją w całości i cieszę się, że zauważyłas, iż to takie odkrywanie warstw (kocham Osła za ten tekst... i za wiele innych. GŁAZ <3). Albusa trochę tutaj będzie, oj tak, James pojawi się bezpośrednio pewnie dopiero na święta, i dobrze, bo muszę jeszcze przemyśleć sposób, w jaki chcę go przedstawić.;) O nie, nawte nie wpadłam na to, żeby Amanda i Lily założyły się, która pierwsza poderwie Oliviera, a nawet jeślibym wpadła, to szybko bym ztezygnowała. Ale jakiś zakład będzie, cóż - własciwie to własnie pomysł tego zakładu rozpoczął w mojej głowie kreację całego opowiadania :D Dziękuję one more time i mam ogromną nadzieję na nowośc u Ciebie, a już najchętniej, to na Marionetkach, bo to ma taki potencjal, ach, a Ty tak pięknie opisujesz uczucia jak mało kto :)

      Usuń
    2. Ja też dziękuję, bo czasami (czasami? O.o) mam wrażenie, że piszę od rzeczy i całkowicie nie na temat, dając się wciągnąć swoim własnym podejrzeniom. Po prostu nie lubię pustych komentarzy, które nic nie wnoszą, a wręcz uwielbiam takie, które generują dyskusję nie tylko na temat samej historii, ale wszystkiego wokoło. To jest, moim zdaniem, zaleta publikowania swych historii na blogach, w częściach. Można dzięki temu poprawić to, co do poprawki się nadaje, zmienić niektóre zdarzenia, zainspirować sugestiami lub podpowiedziami. Dlatego też czasami wstrzymuję się z komentarzami, nie chcąc należeć do grupy (wciąż, niestety dość licznej): hej, świetny blogasek, zapraszam do siebie ;)

      Postać Lily zdecydowanie wychodzi Ci po mistrzowsku i mam wrażenie, że "Niezależność" będzie moją ulubioną historią zaraz po niezaprzeczalnie cudownych "Skrzydłach Ikara"; jej chyba nic nie przebije, zresztą. Cieszę się, więc że zakład będzie zgoła inny, bo ten o którym wspomniałam jest tak banalnie powtarzalny, że aż szkoda zmarnować dla niego tak świetną historię. A na Jamesa poczekam cierpliwie, zwłaszcza, że do tej pory pozostaje mi Hugo, a także Albus i Scorpius, którzy tym jednym tekstem zyskali całe mnóstwo mojej sympatii.

      Hm, a co do Marionetki. Pisze się, powoli, bo powoli, ale jednak. Pewne rzeczy przemyślałam, to i owo zmieniłam, nieco od niej odpoczęłam i już niedługo pewnie ruszę z nią ponownie. A za cudownie miłe słowa dziękuję, chociaż w przypadku pisania muszę zdecydowanie popracować nad dialogami, które, cóż, nie umywają się lekkością do Twoich.

      Pozdrawiam i całuję i udanego wyjazdu życzę ;*

      Usuń
    3. Tak, z pewnością masz rację, w blogowaniu z pewnością dużą zaleta jest wlasnie mozliwosc poznania opinii czytelników na bieżąco :).
      Kurczę, nie spodziewałam się, ze az tak Ci się spodobała ta historia.a ,,Skrzydła..." są i moją dumą, naprawdę jestem z nich zadowolona jak z niczego...
      Ale się cieszę, ze Marionetka się pisze, a raczej-ze to wlasnie Ty ją piszesz, już się ni moge doczekać. A co do dialogów, zawsze mi się je pisze gorzej niż opisy, ale z pewnością o wiele lepiej niz kiedys i wręcz lubię to robic, jak np.mozna dodać do nich humor. Są dobrą możliwością pokazania charakterów roznych bohaterow w pośredni sposob, więc mozna korzystać. A Twoje dialogi są dobre, choc faktycznie najlepsze i najcudowniejsze piszesz opisy ;)

      Usuń
    4. "Skrzydła..." zdecydowanie są jedną z moich nielicznych perełek, więc przyzwyczajaj się, że co jakiś będę o tym wspominała ;)

      Ach, dialogi. To moja zmora od samego początku. ;)

      Usuń
  17. Albus? Nie myślałam, że znajdzie sobie przyjaciela w synu Dracona Malfoya... Tatusiowie musza być baaardzo szczęśliwi, tak się nienawidzili, a teraz ich pociechy... :)
    Okej, Relacja między Albusem, a Scorpiorusem jest naprawdę ciekawa. Z jednej strony są prawdziwymi przyjaciółmi, ale też momentami docinają sobie w najlepsze, a to znów prowadzi mnie do skojarzeń z ich ojcami. Fajna ta relacja. Z chęcią poczytałabym o nich jeszcze kiedyś i jestem pewna, ze będę miała ku temu okazję, zwłaszcza, że jeden z nich zabujał się się w siostrze Oliviera. To nawet urocze.
    Zastanawiam się, dlaczego postanowiłaś wykreować ją jako taka typową paplę. Piszesz, że gęba praktycznie jej się nie zamyka i aż się boję co z tego wyniknie, bo myślę, że takie charaktery są raczej irytujące. Osobiście dostałabym szału, gdyby ktoś bezustannie trajkotał mi nad uchem.
    Bycie niskim to rzeczywiście poważny problem, nigdy nie można niczego dosięgnąć, zawsze potrzebny jest stołek i w ogóle trzeba sie tyleee wysilać, aby zdobyć coś, co jest położonego wyżej niż ręką sięgnął. Bo przecież w całej bibliotece, nie ma nikogo typu bibliotekarka, żadnego krzesła, ani chociażby drabiny... Ale to jest cała Lily, zawsze musi sama, a gdyby miała kogokolwiek poprosić o cokolwiek spadła by jej korna z głowy, no tragedia :)
    W jednym ja jednak rozumiem. Nieprzewidziane wypadki, wiecznie niszczą wszystkie najbardziej misternie ułożone plany dnia. To nieznośne uczucie, kiedy coś idzie nie po twojej myśli i musisz kombinować jak się ze wszystkim wrobić.
    Dobrze, że na horyzoncie pojawiła się Sharon, która nie dość, że wsparła bohaterkę w tym tragicznym problemie, to jeszcze sprzedała ploteczki nie z tej ziemi.
    To było całkiem zabawne, jak bardzo Lily się zdenerwowała i w jak ekspresowym tempie wypadała z biblioteki. Podczas rozmowy między nią, a Amandą, doszłam do wniosku, że dziewczyny zamierzają rywalizować ze sobą o względy Oliviera. To może być całkiem interesujące, choć w mojej opinii raczej niedojrzałe. Ale co tu narzekać? Bohaterowie są nastolatkami, prawda? Takie rzeczy to dla nich chleb powszedni. Ciekawe tylko co na to wszystko Oliver. :)
    Kiedy okazało się, że rodzeństwo Janvier potrzebuje korków z transmutacji, pierwsze o czym pomyślałam to to, że korepetytorką będzie własnie Lily, skoro dziewczyna jest tak dobra z tego przedmiotu, ze startuje w konkursie.
    Tak się jednak nie stało, ale to nie znaczy, że lekcje nie będą miały żadnej wartości, zwłaszcza, że to Helena będzie pomagała chłopakowi :)
    Życzę dużo weny, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za opinię!:) Scorpiorus i Malfoy się przyjaźnią, a te docinki to tylko potwierdzają. Moze na razie nie będę jeszcze mowić, co o tym sadzą ich rodziny, choc opinia dziadka Lucjusza została juz przedstawiona xD
      Uznałam, ze skoro juz pokazałam, iż Anabelle lubi mowić, to moze warto to wykorzystać i pokazac, do czego jest zdolna w stresie związany, z tym, ze ktos wpadł jej w oko xD no a ponadto potrzebuję jej do dalszego wątku Albusa i.... No nic, nie będę mowić więcej, niż trzeba,bo zaraz zamienię sie w Anabelle i wszystko wypaplam :D
      Tak,bohaterowie sa nastolatkami i staram się, zeby tak pozostało, co sprawia, ze musze wracać myślami do czasów gimnazjum - okresu, ktory uwazam za najgłupszy ever, ale to pomaga w tym opowiadaniu.
      Helena na pewno się przyda, oj tak xD xD

      Usuń
  18. Długo, obficie, wciągająco i ciekawie - krótko mówiąc - podobało mi się. Powoli, ale znacząco akcja zaczyna się rozwijać, a ja coraz bardziej wdrażam się w relację i w charaktery Twoich bohaterów. Uwielbiam Potterów. Co prawda najwięcej jest o Lily, ale napomknięcia o jej braciach też trochę mi mówią. Zresztą na początku tego rozdziału mogłam wziąć pod lupę Albusa. No cóż, okazuje się, że ma on coś wspólnego z siostrą. No i wcale nie chodzi mi tu o nazwisko, czy sławnych rodziców. Oboje nie lubią jednego z rodzeństwa przybyłych francuzów. Najwidoczniej odzwierciedlają oni takie typy charakterów, które odpowiednio nie są tolerowane przez Lily i Albusa...
    Jestem ciekawa dalszych działań dziewczyny. Ten brak kontroli i to, że wiele rzeczy wymyka jej się z planów, nieźle ją dręczy. Mam wrażenie, że poweźmie w tym kierunku pewne kroki. Tylko jakie?
    Intrygująca końcówka. Jestem ciekawa przebiegu tych korepetycji. Oczywiście w szczególności tych Olivera. No cóż chłopak ma to do siebie, że intryguje człowieka. Mnie zdecydowanie.
    Wiesz czego mi tylko brakowało w tym rozdziale, do pełnego usatysfakcjonowania? Konfrontacji Lily-Oliver. Coś jednak myślę, że jeszcze się takowej doczekam. Tymczasem pozdrawiam i życzę weny! Do napisania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za opinie i tak wspaniałe słowa. Wlasciwie nie zdałam sobie sama sprawy, ze podobieństwo miedzy Lily i Albusem mozna znaleźć rowniez w tym, iż pałają niechęcią do swoich rówieśników Janvierow. Choc pozneij to juz ta niechęć bedzie sie różnic, ale jeszcze nie teraz ;) Olivier ma intrygować, więc zadanie spełnione :D a konfrontacja bedzie, Boże, miało byc ich całe mnóstwo, ale ta rzesza innych bohaterow mnie meczy i mowi-mu tez chcemy swoje piec minut xD no, ale w siódemce albo ósemce będzie porządna konfrontacja :D dziękuję za opinię :)

      Usuń
  19. Cześć, nareszcie wzięłam się do komentowania. Przeczytałam wszystkie rozdziały „Niezależności” już w tamtym tygodniu, ale jakoś tak wyszło, że zapomniałam czegoś ci napisać.
    Co by długo nie mówić – twoje opowiadanie jest naprawdę dobre i szkoda mi, że na razie jest tylko sześć rozdziałów. Chcę więcej –.– Uwielbiam klimaty potterowskie i choć z nowego pokolenia przeczytałam tylko dwa opowiadania, twoje bardzo mi się podoba. Przedstawienie akcji z poziomu różnych bohaterów i mnogość wątków również na plus.
    Rodzina Potterów nie jest kryształowa, co jest dość zaskakujące, bo pierwszy raz się z czymś takim spotykam. Bardzo mnie to cieszy, bo dzięki temu podłoże psychologiczne twoich postaci jest bogatsze i między rodzeństwem Potterów zachodzą fajne interakcje. Do tego ani Albus ani Lily nie są w gryffindorze, co uważam za urozmaicenie, bo zazwyczaj spotykałam się z sytuacją, gdzie dzieci szły w ślady rodziców.
    Przejdę może do bohaterów. Na ogół mam tendencję do gubienia się w postaciach, ale u ciebie ogarnęłam chyba większość tych bardziej znaczących. Polubiłam Hugosia, no ale kto go nie lubi? Kibicuję jemu i Helenie (do niej też czuję sympatię, choćby przez to, że też lubię rysować, ale też wydaje się być dobrą dziewczyną). Z resztą bohaterów nie mam jeszcze ustalonego zdania. Lily cały czas pokazuje coraz to nowe oblicza (szczególnie podobał mi się piąty rozdział i retrospekcja), a Oliver jako, że jest francuzem i był w Beuxbatons (świetne przedstawienie przez ciebie innych zwyczajów w tamtej szkole) jest ciekawą i niejednoznaczną postacią. Z tą swoją nienawiścią do Wielkiej Brytanii i różnicami kulturowymi wprowadza trochę humoru. Na szczęście chyba coraz lepiej odnajduje się w Hogwarcie, no i zakumplowal się z Hugosiem. Amanda wydaje się być na razie „tą wredną”, ale może dowiemy się o niej czegoś, co pozwoli nam o niej zmienić zdanie. Reszta bohaterów na razie nie wybiła się dla mnie i stanowią tło opowieści, ale tylko dlatego, że nie zdążyłam się jeszcze z nimi zżyć i wiem o nich jeszcze za mało.
    A teraz może przyjrzę się bliżej temu rozdziałowi. Przyjaźń Albusa ze Scorpiusem wcale nie wydała mi się dziwna. To, że obaj są w slytherinie pewnie pomogło im zacieśnić więzi. Jestem ciekawa jak potoczy się wątek Anabelle i Scorpiusa. Albus pewnie będzie musiał się przyzwyczaić do jej obecności albo zainwestować w magiczne stopery do uszu. Nawiązując jeszcze do wcześniejszych rozdziałów to, że Hermiona pracuje w Hogwarcie początkowo mnie zaskoczyło, ale z jej miłością do wiedzy, to raczej nie powinno być dziwne, że chciała ją również przekazywać dalej.
    Lily, jak ja dobrze cię rozumiem jeśli chodzi o wzrost. Ściągnięcie czegokolwiek z najwyższej półki w sklepie to tragedia, a nadmienię tylko, że centymetrów mam jeszcze mniej niż ona. Rayan mnie wkurza za to, że Lily musi się z nim umawiać, żeby mieć szansę w drużynie, eh. Jestem ciekawa jak pójdzie jej na konkursie z transmutacji, a myślę, że z jej żyłką do współzawodnictwa, mogą wyniknąć z tego ciekawe rzeczy. Z tym całym planowaniem, ambicją i wynajdywaniem sobie ludzi, mogłaby pewnie zostać w przyszłości bizneswoman. Jej frustracja spowodowana pojawieniem się Olivera jest urocza. To znaczy dla nas, dla niej niekoniecznie. Jak on mógł zepsuć jej cały porządek dnia, nicpoń jeden! Jej tarcza powoli pęka i dziewczyna zaczyna popełniać coraz więcej „błędów”, a to jak wdała się tę walkę słowną z Amandą tylko tego dowodzi. Oj coś czuję, że będzie gorąco. To, że ma pasję, ale stara się ją ukryć, pokazuje tylko jak bardzo się boi, że ktoś może odkryć „prawdziwą Lily”. Zastanawia mnie tylko w takim razie jakie relacje łączą ją z Tedem, któremu zdaje się pokazywać całkiem sporo ze swojej delikatniejszej strony.
    Pomysł z korepetycjami dla rodzeństwa Janvier – interesujący. Nie poszłaś na łatwiznę, to się ceni. Zastanawiają mnie zamiary Olivera względem Heleny. Na razie nie zdradziłaś prawie niczego i zaostrzyłaś tym moją ciekawość.
    Szkoda, że kolejny rozdział dopiero w październiku, ale będę cierpliwie czekać, bo naprawdę warto, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, ze przeczytałas całe opowiadanie i dziekuje za komnatarz :).
      Staram się, jak mogę, aby bohaterowie byli barwnymi, niejednoznacznymi postaciami, więc ciesze sie, ze tak ich postrzegasz. Witam w grupie fanek Hugosia, juz ich tutaj troche jest. Rodzeństwo Potterów z pewnością jest specyficzne, silne osobowości, to muszą się pokłócić nieco. Olivier... Ha, muszę zaczac troche opisywać jego przeszlosc,ale wlasciwie to czerpie przyjemność z utrzymywanie, pewnych faktów o nim w tajemnicy. To samo zresztą z Heleną :D co do relacji Lily-Ted to kolejny dosc ważny watek i chyba rozpocznę go za pomocą korespondencji ;) jeszcze raz dziekuje za komentarz. Ja np.bardzo Cie podziwiam,że tak czesto dodajesz notki, kurcze, tez bym chciała xD

      Usuń
  20. Moim największym problemem jest chyba to, że główny bohater opowiadania czy też książki, nawet jeśli posiada cechy, które mogą nieco drażnić, jest u mnie na pierwszym miejscu i ciężko mi podchodzić do jego postaci całkiem obiektywnie. Tak samo jest z Lily - mogę wymieniać jej wady, a będzie ich całkiem sporo, jednak nie zmienia to faktu, że stoję za nią murem w każdej sytuacji. Dlatego też osoby, które stoją jej na drodze i w jakiś sposób zagrażają, zostają przeze mnie - czasem podświadomie - skreślone, np. Amanda. Może to trochę płytkie, ale nie umiem się od tego odzwyczaić.
    I zapewne będzie tak do samego końca, a ja na każdym kroku będę bronić Lily. W sumie to nie mam wątpliwości, że pod powłoką obojętności kryje się osoba wrażliwa - dawałaś nam już tego przykłady, np pasja - fotografia; tęsknota za bliską osobą, cierpienie po stracie; a chociaż można wymieniać równie dużo zachowań dziewczyny, które na uznanie nie zasługują, wcale jej to nie przekreśla. Każdy popełnia błędy i ona będzie się na nich zapewne uczyć jeszcze nie raz.
    Oliver i Helena, ciekawi mnie jak potoczy się ich dalsza współpraca, zwłaszcza, że dziewczyna darzy uczuciem Hugo; a Oliver kreowany jest na takiego, co żadnej nie przepuści ;)
    Scorpius i Anabelle - ten wątek też mnie intryguje, chociaż przyznam, że bardziej skłaniam się ku H&H :D
    Mogę z ręką na sercu przyznać, że nadrobiłam zaległości (jeszcze przede mną inne Twoje opowiadania, krótsze, i chętnie po nie sięgnę); a była to podróż nadzwyczaj przyjemna; teraz niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały i dużo weny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za opinie :) kurczę, kiedyś tak miałam, ze zawsze uwielbiałam i kibicowałam głównemu bohaterowi. Teraz jest trochę inaczej, tzn.zawsze daję mu szansę, ale kiedy okazuje się, ze cos mi w nim nie pasuje, to moge zmienić zdanie. Szczerze, to chyba wlasnie HP mnie tego nauczył, jako dzieciak wielbiłam Harry'ego i Hermionę,a nie lubiłam np. Snapea... a teraz.... Oj, jest wręcz na odwrót :D cieszę sie, ze kibicujesz juz dwóm potencjalnym parom :D

      Usuń
  21. Cześć! Ocena twojego bloga ukazała się na http://pomackamy.blogspot.no/2015/09/0089-zapiski-condawiramursblogspotcom.html . Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  22. W końcu dotarłam i przeczytałam.
    Tyle zamieszania z powodu jednego faceta? Ja nie mogę...
    W ogóle bardzo lubię Lily. Może dlatego, że już podczas czytania książki pomyślałam, że fajnie byłoby dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
    Albus? Ale z niego łobuziak. Nie może dać spokoju Scorpiorusowi, który ewidentnie pogarsza swoją sytuację.
    Ciekawa jestem, jak się to wszystko poukłada.
    Pozdrawiam serdecznie

    http://malowane-uczuciami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, szalone nastolatki, wiesz xD chociaż tak naprawdę zadnej na razie aż tak na Olviierze nie zależy, chodzi o tę ich kłótnę xDxD Albus jest dość łobuziakowaty :D dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  23. Hej, kochana!
    W końcu jestem, bardzo spóźniona, ale dopiero teraz znalazłam chwilę, aby przeczytać nowy rozdział :)
    Zacznę od tego, że spodobało mi się przedstawienie Albusa z jego punktu widzenia, bo o ile dobrze pamiętam, jeszcze tego nie było. Tak więc, mogliśmy go lepiej poznać, takiego jakim jest, a nie takiego jakim go widzi Lily. Wydał mi się całkiem w porządku, zresztą każda postać jaką opisujesz ma odmienny charakter i jest starannie wykreowana. Nie pokochałam go, jak było już z niektórymi osobami w tym opowiadaniu, ale polubiłam. Za to o wiele bardziej spodobał mi się wątek Anabelle i Scorpiusa (tu mam dylemat, bo użyłaś imienia Scorpiorus, jeśli dobrze pamiętam, a wydawało mi się, że powinno być Scorpius, chyba że znowu coś pomyliłam, co jest bardzo prawdopodobne, bo nigdy nie czytałam żadnego ff z tą postacią. Poczytam zaraz wcześniejsze komentarze, bo może już ktoś zwrócił na to uwagę. Chociaż pewnie ja coś pokręciłam.) No, przechodząc do rzeczy, ta para bardzo, bardzo mi się spodobała ♡ O ile to Malfoy (użyję nazwiska, bo nie wiem jak pisać ^^) podoba się Francuzce, bo może się okazać, że chodzi jej o Albusa. W każdym razie, jej gadulstwo mnie urzekło. ♡
    Dalej, Lily kiedy się dowiedziała o tym spacerze Oliviera i Amandy, zareagowała naprawdę gwałtownie. Wpadła do tego dormitorium i zaczęła wrzeszczeć, czym pokazała, że była wyraźnie zazdrosna, a przynajmniej odniosłam wrażenie, że była. To dobrze, może niedługo narodzi się jakieś pozytywne uczucie między nią a Janvierem.
    Prawie zapomniałam o tych zdjęciach. Sama też lubię fotografować i spodobał mi się sposób, w jaki opisałaś pasję Lily. Widać, że dużo to dla niej znaczy, a pomysł naszyjnika z aparatem był po prostu genialny. Na początku zastanawiałam się właśnie, jak Lily zrobiła to zdjęcie Amandzie, kiedy ta się dławiła, bo z aparatem w ręku na pewno rzucałaby się w oczy. Ale potem wszystko się wyjaśniło. Też bym chciała taki mini aparat :)
    Był jeszcze moment z Olivierem, którego uwielbiam, więc z chęcią o nim czytałam. Biedny musiał się tak wcześnie podnieść z łóżka. Jestem ciekawa, jak będą przebiegać te korepetycje z Heleną, a więc czekam na kolejny rozdział :)
    Dodam jeszcze, że za każdym razem, gdy wchodzę na Twojego bloga, zaskakuje mnie pozytywnie liczba komentarzy. Mogłabym zapytać, jak Ty to robisz, ale chyba znam odpowiedź na to pytanie. Zostało mi tylko pogratulować talentu do pisania i takiej ilości wiernych czytelników.
    Pozdrawiam gorąco i całuję.
    Wiecznie spóźniona (choć ostatnim razem chyba nie ^^)
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak obszerny komentarz:). Mnie też zadziwia ta ilość komentujących, choć z połowa komentarzy to moje odpowiedzi xD. Ale Ty rownież masz ich naprawdę pokaźną liczę i trudno się dziwić :)
      O Albusie w pierwszym rozdziale nieco było, ale z perspektywy Lily, a więc faktycznie 0- nieco inaczej. Choć sam chłopak też kryształowy nie jest, oj nie xDxD Dziękuję za zwrócenie uwagi na imię młodego Malfoya, masz rację, juz to sprawdziłam, będę musiała popoprawiać! może na rzie nie będę mówić, który chłopak się podoba Anabelle :D. Lily głównie chodzi o rywalizację z Amandą, ale czy tyklo? nikt tego nie wie, a już szczególnie ona sama :D och, to własciwie b. miłe, że dzielisz z Lily pasję. XD Ja też, bo kocham robić zdjęcia , choć chyba nie aż tak jak moja bohaterka :D A którego bohatera kochasz, bo chyba mi umknęło? xD

      Usuń
  24. Mówi się „doprowadzić do szewskiej pasji”, nie „wyprowadzić do pasji szewskiej”. Później fraza się jeszcze powtarza, w trakcie kłótni Lily i Amandy.
    W tym rozdziale wcięcia masz jeszcze większe. A że czytam na telefonie, akapity zaczynają mi się prawie w połowie ekranu.
    „wypożyczyć te cholerne Tajników” – „Tajniki
    „nad dalszymi słowy” – „słowami”
    Uff, nadrobiłam. Przejdźmy więc do komentarz w sprawie treści.
    Lily zupełnie mnie nie przekonuje, szczególnie od chwili, kiedy przedstawiłaś nam historię wspomnień związanych z sąsiadką. Może i zdanie „bądź silna” jest adekwatne do jej zachowania, ale to, że rzekomo starała się nie przywiązywać zupełnie nie pasuje mi do tego, co wyprawia ta dziewucha. Raczej skłaniałabym się ku rozwiązaniu introwertyczki wycofanej z towarzystwa, niż takiej „królowej”, na jaką ją kreujesz.
    Natomiast Olivier nadal świetny jak na początku, nie rozumiem tylko tego, że on naprawdę wydaje się nie pamiętać, że znał kiedyś Lily i Hugo. I właściwie – dlaczego on ma na drugie imię Syriusz?
    Ciekawa jestem jak się rozwiną te korepetycje.
    Pozdrawiam gorąco,
    maxie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wypisanie błędów. Staruszka nie jest jedynym powodem, dla którego Lily jest, jaka jest, i trochę na ten temat jeszcze się tutaj pojawi. A na rózne cięzkie sytuacje mozna reagować inaczej. Tak jak Ty mówisz, reaguje Helena xD tutaj ma jednak równiez dosć spore znaczenie charakter danej osoby... Olivier pamięta to zdarzenie z przeszłosci, w końcu Tiara mu przypomniała, ale dla niego to nie ma żadnego znaczenia. Ale chyba w jakiejs rozmowie miedzy nim a Hugonem o tym wspomnię. O imieniu Syriusz też jeszcze będzie, a jeszcze więcej o korepetycjach ;)

      Usuń
  25. Naprawdę bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Moze zacznę od poprzedniego rozdziału, którego nie skomentowałam. Lily chyba trochę nadinterpretuje motto swojej mentorki, ale jestem w stanie ją zrozumieć. Sama przeżyłam niemały szok jak nagle mój starszy brat wyprowadził się z domu jak ja byłam w gimnazjum i w domu była taka pustka. Lily miała o tyle szczęścia, że szybko znalazła sobie niejako substytut rodzeństwa. Generalnie to bardzo mi się podobała ta historia i bardzo do mnie trafiła, niemal miałam łzy w oczach, bo to takie strasznie ludzkie. Myślę, że w końcu Lily zrozumie, że nie jest w stanie robić wszystkiego sama - i nie mam tu na myśli tego, że potrzebuje więcej informatorów ;) Co do starcia z Amandą w tym rozdziale, to na samym początku panna Potter mocno się odsłoniła. Straciła kontrolę i tu niestety panna Zabini zdobyła punkt, czego Lily pewnie jej nie odpuści. No i chyba szykuje się mały zwrot akcji w związku z korepetytorkami Janvierów. Mam wrażenie, że przez to, że Olivier ma teraz kontakt zarówno z Hugonem jak i z Heleną, to pomoże to tej dwójce zbliżyć się do siebie. A Rosaline to cała mamusia z tego co przeczytałam, haha.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. Lily z pewnością nie interpretuje motta tak, jakby chciała staruszka, ale nie ma nikogo, kto by jej to powiedział. Zabini zdobyła punt, co Lily szybko zauważyła i dlatego od razu sięgnęła do "tajnej broni", czyli wiedzy na temat zerwania Amandy... Będzie wojna. A co do korepetytorek muszę przyznać, że dobrze kombinujesz. A Rose faktycznie jest dość podobna do hermiony.... choć jeszcze trochę więcej o niej tutaj będzie ;)

      Usuń
  27. W końcu udało mi się znaleźć czas, dotrzeć i przeczytać ostatni rozdział jaki opublikowałaś. Oczywiście czekam na kolejny, ale nie obiecuje, że zawitam od razu, gdy tylko opublikujesz, bo ja po prostu nie zawsze mam czas i często naprawdę ciężko mi znaleźć choćby pięć minut, a nie ma sensu czytać na szybko, a potem mylić fakty, czy pisać komentarze typu "super pisz dalej", bo wydaje mi się, że jak ma się do powiedzenia więcej i tylko czas jest ograniczeniem, to lepiej poczekać i się wygadać i wtedy też autorowi od razu jest milej, prawda?
    A więc tak - uwaga, będzie chaotycznie i niechronologicznie. Wydaje mi się, że Albus sam jest taki łobuzowaty i gadatliwy i to przez to rozgadana koleżanka mu przeszkadza, bo zabiera uwagę, która w jego mniemaniu należy się jemu. Oczywiście mogę się co do niego myśli, bo jeszcze nie było go jakoś wyjątkowo dużo i często, ale mam nadzieję, że to się zmieni, bo chłopaka uwielbiam, po prostu kupił moje serce już od momentu palenia w pociągu i dogadywania Lily. Skoro już dotarłam do Lily, to jest to typ osoby jak moja matka, a że matce mam wiele do zarzucenia i nie mogę z nią przebywać sam na sam dłużej niż pół godziny to... nagle do Lily poczułam taką niechęć, że aż zaciskam pięści w kciuki przynoszące szczęście i błagam o to by na końcu opowieść okazała się dramatem i by to irytujące dziewczę umarło. Naprawdę nie znoszę osób, które cierpią przez swój brak asertywności, czy same coś spieprzą, a potem zrzucają winę za brak czasu, pieniędzy, czy czegokolwiek innego na kogoś właśnie innego. Od razu przypomniała mi się moja matka, która nie zdążyła na zielone światło na skrzyżowaniu i co powiedziała "gdybyś szybciej pakowała zakupy to bym teraz przejechała". To sytuacja sprzed wielu, wielu lat, ale tak mi utkwiła w pamięci, że... szkoda gadać, bo po prostu szkoda słów na takie osoby. Pozostaje jeszcze Oliwier, który bawi się w stratega i planuje, planuje, planuje. Jego "co to nie on", niechęć poniżania się, uważanie za poniżenie czegoś co poniżeniem nie jest też mnie irytuje, ale jakoś mniej niż Lily. Fatalnie! Przez ostatni rozdział zaczynam kibicować jemu, a nie jej, a myślałam, że jednak solidarność jajników zwycięży! Trudno, może jeszcze karta się odwróci, albo kilka rozdziałów dalej uznam, że liczę na to iż na końcu uśmiercisz ich oboje, bo jakby tak bliżej się temu przyjrzeć, to są siebie warci.

    Pozdrawiam:
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, nie spodziewałam sie, ze będziesz miec aż tak mordercze zapędy. Tak, Lily ma wrażenie, ze wiele jej sie należy, ze powinno byc tak, jak ona chce, ale coz, nie zawsze jest taj, jak tego pragniemy i musi sie nauczyć to tolerować. Janvier planuje,owszem, ale to jego planowanie ma jednak nieco inny... Aspekt, niz Lily czy Amandy, co sie okaże dalej. Bardziej ludzki, mino wszystko xD. Z jednej strony możesz miec racje co do Albusa, bo jest to taki typ pewnego siebie chłopaka, ale z drugiej jego przyjaźń ze Scorpiusem jest na tyle silna, ze raczej nie obawia sie tego, iż Anabelle może zaszkodzić tej więzi. Pottera ta dziewczyna naprawdę serio wkurza, a on nie ukrywa swoich emocji, oj nie. Dziękuję bardzo za komentarz.:)

      Usuń
  28. Jakoś nigdy nie czytałam opowiadań, które przedstawiałyby świat "po Harrym", a przecież on stwarza tyle możliwości do kombinowania! Tak jak tutaj, przedstawiłaś swoją własną wersję życia dzieci bohaterów, których tak dobrze znamy. Przyznam się, że nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, ponieważ POWINNAM się uczyć, ale zaczęłam w przerwie między nauką i pracą. Podoba mi się to, że to nie jest przewidywalne - nie wszyscy są w Gryffindorku i są super szczęśliwi. Za to naprawdę ogromny plus.
    Wpadnę tu jeszcze z komentarzem trochę bardziej wylewnym i szczegółowym, na więcej dzisiaj nie mam siły.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sie człowiek powinien uczyc, to znajduje sobie mnóstwo innych atrakcji,hah xD coz, zawsze wydawało mi sie nieco nieprawiedliwe uważanie tylko gryffindoru za jakiś super dom, a rszte za niewarta wspominania. A młode pokolenie pozwala sobie na duzo dowolności, no i jest w tym tysiącleciu, a moja nlodziez jest bardzo współczesna, mimo ze jest czarodziejska ;)

      Usuń
  29. Cześć :)
    Zwykle czytam jedynie fanficki z czasów Huncwotów, ale zdarzają się wyjątki, a Ty tak wspaniale piszesz, że nie mogłam się powstrzymać.
    Zazwyczaj zdarza się tak, że jeśli ktoś opisuje wydarzenia z perspektywy malucha, wychodzi to całkiem ładnie. Nie wiem, może miałam szczęście do tekstów, które zdarzyło mi się dorwać, ale tak właśnie było i choć Twoja historia nie jest tu wyjątkiem (mam na myśli prolog), czytało się ją szczególnie dobrze ze względu na dobór słów, ze względu na zagłębienie się w sytuację bohatera, ze względu na wspaniałą grację, z którą piszesz. Ja wiem, godzina nie należy do przyjaznych, ale nie od razu skojarzyłam, kto jest wspominaną raz po raz "mamusią", a kto "tatusiem" Lily :D Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tej nowopokoleniowej dzieciarni, ale spokojnie, już wszystko pod kontrolą. Widzę, że Lily wcześnie poznała życiową prawdę, która brzmi - chłopcy są głupi.
    Kolejne rozdziały też bardzo mi się spodobały. Fakt, że rodzeństwo Potter nie należy do idealnych i zgranych - świetny. To całkiem naturalne, powie to chyba każdy, kto rodzeństwo posiada. Kolejny ciekawy fakt - Potterowie należą do różnych domów (a nie jest to coś, co możnaby pominąć - podobnie było w przypadku Oliviera). Niby wysiłek nieduży, a efekt jest zachwycający :) Poziom realizmu wzrasta systematycznie tak, że aż ledwie widać wierzchołek. Znajome nazwiska też są przyjemne dla oczu.
    W porównaniu z prologiem, osobowość Lily jest nieco niepokojąca... Wiadomo, ludzie dorastają i zmieniają się, jednak Lily-królowa i Lily-a-czemu-nie-Ślizgonka to zupełnie nowe oblicze tej samej postaci. Ciekawe :)
    Co tu dużo pisać, jestem pod wrażeniem. Żal mi trochę (no dobra - bardzo), że decydujesz się na krótsze formy, bo bardzo przywiązuję się do opowiadań i żaden tasiemiec nie jest mi straszny. Mimo to, na pewno będę śledzić Twoje teksty, bo nie dość, że wspaniale piszesz, to jeszcze przywiązujesz ogromną wagę do tła i szczegółów, co jest cudowną umiejętnością. Wprawdzie mam pewne fanfickowe uprzedzenia, ale jednocześnie wydaje mi się, że jakikolwiek wątek nie zostałby przez Ciebie poruszony, i tak stałby się interesujący i wart przeczytania :)
    W oczekiwaniu na kolejną część
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Coz, szczerze mówiąc, kiedyś tez czytałam głownie same opowiadania o Huncwotach, i chyba juz zawsze bede miec do nich sentyment, ale teraz wlasciwie moge czytać nawet o Draconu Malfoyu, o ile autor mnie czymś zainteresuje. Coz, nie przepadam za tym ostrym podziałem w Hogwaacie, myśle, ze pomieszanie bohaterów z rożnych domów jest dobrym pomysłem, No i może byc to tez zderzenie rożnych charakterów;) dziękuję za opinię :)

      Usuń
  30. Ja to tak krótko napiszę, że rozdział jak zawsze udany. Przepraszam, że nie rozpisuję się tym razem, ale przez dwa tygodnie praktycznie nie istniałam na blogosferze, więc mam masę zaległości do nadrobienia.
    Młody Malfoy zdecydowanie wkurza mnie mniej niż niegdyś Draco. Kurde, tamten to był tak zmienny, że nie dawało rady za nim nadążyć. Ten przynajmniej trzyma się swoich racji. A cała reszta? Jakoś się to wszystko ułoży :)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz. och tak, mnie Draco w sadze wkurzał niesamowicie i chybaz podobnych powodow co Ciebie, był niezdecydoewany i taki gietki, nie miał własnego zdania. Scorpius ma byc nieco inny, nie będę zaprzeczać xd

      Usuń
  31. Zapowiadałam, że się zjawię, dlatego jestem. Stwierdziłam, że bezsensowne będzie pisanie komentarza jedynie do trzech rozdziałów, skoro mogę nadrobić całość (albo przynajmniej spróbować), to czemu nie. Przepraszam też za literówki albo jakieś dziwne sformułowania, dzisiaj mam gorączkę i ogólnie kiepski dzień (tydzień, miesiąc). Mało przeczytałam opowiadań potterowskich odnoszących się nowego pokolenia, bo szczerze jakoś ta tematyka nie bardzo mi leżała, dlatego dość sceptycznie podchodziłam do Twojego opowiadania, jednak od razu się ucieszyłam, że postanowiłaś skupić się na latorośli Potterów. (Potem tego pożałowałam, no ale ciii). Konwencja opowiadania średnio przypadła mi do gustu, bo pijesz prosto do (h)amerykańskiej szkoły i hierarchizacji panującej wśród uczniów, co niestety powoduje tym, że tonę w nużącym (przynajmniej dla mnie) ploteczka, analizach Lily o tym och-jakże-poszczególne osoby są głupie, ale jednocześnie przydatne. Rozumiem, że chciałaś ukazać Hogwart od strony bardziej współczesnej, bardzo stereotypowej i młodzieżowej, jednakże trochę magiczna atmosfera została przyćmiona, a Hogwart bezustannie kojarzy mi się w taką atmosferą magii i dzieciństwa. (Te nieliczne wstawki, gdzie Hugo na przykład pokazywał Oliverowi klatkę schodową i jak Olivier zgubił się przez znikające drzwi – to były chyba jedne z klimatycznych momentów całego opowiadania, które naprawdę czytałam z przyjemnością). Serwujesz nam mnóstwo nastolatkowych analiz, od których momentalnie bolała mnie głowa, bo całość czytałam ciągiem. Tak bardzo skupiasz się na tych analizach i emocjach, że często negujesz przestrzeń. Zasadniczo marny procent Twoich opisów odnosi się do jakiegoś wnętrza. Jakkolwiek nie często zdarza mi się, żebym zapragnęła ujrzeć opis jakiegoś wnętrza, ale u Ciebie po tych wszystkich nieszczęsnych wynurzeniach Lily naprawdę miałam ochotę odsapnąć i poczytać sobie o kolorze farby na ścianach albo o pogodzie. ;p Co za dużo, to nie zdrowo. Proporcje trzeba jakoś zachować.

    Z rozdziału na rozdział przemyślenia poszczególnych postaci wydają się bardziej przystępne, aczkolwiek powinnaś jednak pamiętać, że jeśli chcesz coś przedstawić szczegółowo, musisz odpowiednio zaserwować całość, bo naprawdę momentami zwalałaś na czytelnika taki multum informacji. Pojawienie się świty Lily w przedziale i opis poszczególnych osób… moja głowa… Za dużo tego było. Poza tym nagromadzenie postaci wcale nie pomaga. I chociaż zwykle nie mam problemu z kojarzeniem postaci (zapamiętywanie imion to inna szkoła jazdy), to u Ciebie oprócz głównych bohaterów i drugoplanowych, nie kojarzę nikogo innego. Naprawdę, naprawdę, naprawdę życie nastolatków przyprawia mnie o ból głowy.

    Gdzieś tam wspominałaś, że właśnie akurat Lily jest wykreowana specjalnie na taką postać nie do lubienia. Niestety wykreowałaś ją również na postać, którą się ciężko znosi. Sposób narracji, która wręcz ociera się o pierwszoosobową, wcale nie pomaga mi przebrnąć przez momenty, gdzie mamy sposobność przedzierać się przez meandry psychiki Lily. Lily jest tak mało sympatyczną, tak okropnie denerwującą i skrajnie niefajna postacią, że aż… agh. (Jeśli to był zamierzony efekt, to gratuluję, aczkolwiek zabawa konwencją niekoniecznie sprawia, że przyjemnie mi się czyta). Rozumiem, że w rodzinie, jako że była najmłodsza i była jedyną dziewczyną, nie było lekko, jednakże wyrósł z niej prawdziwy potworek. Co prawda rodzeństwa nie mam (prawdopodobnie na szczęście), ale potrafię sobie wyobrazić, że mając dwóch starszych braci życie do najprzyjemniejszych by nie należało. Docinki i wyśmiewanie się i tak dalej. Ale wydaje mi się, że tą chęć urosła u niej do niebotycznych rozmiarów. Teraz Lily uważa, że świat jest zuyy, a każdą słabość ludzie wykorzystują, ażeby ci dopiec albo cię pognębić. Ach, skomplikowane relacje z rodzeństwem przeniosły się na kontakty z rówieśnikami. Aż się dziwię, jakim cudem Hugo potrafi wytrzymać z Lily, chociaż oprócz inteligencji (którą przy stylu jej wypowiedzi zaczynam kwestionować) trudno mi znaleźć jakieś inne jej pozytywne cechy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesowna, nieuprzejma, bezczelna, pyskata, denerwująca i konfliktowa. (Ale jest ładna, w opkach nie ma brzydkich ludzi ;p). Chociaż: pracowitość i umiejętności organizacyjna możemy podpiąć pod zalety. Chyba jedynymi pozytywnymi relacjami, jakie udało jej się zawiązać podczas całe życia to przyjaźń z Hugonem i z tą starszą sąsiadką. (Swoją drogą to jeden z przyjemniejszych momentów opowiadania, chociaż odrobinę żałuję, że potraktowałaś całość streszczeniowo). I to jest dość przykre. Dręczące rodzeństwo potrafię zrozumieć, bo dzieciaki bywają okrutne, ale zastanawiające jest, co się stało z rodzicami. Przecież i Harry, i Ginny powinni zwrócić uwagę, że córka zaczyna się od nich mocno oddalać. Co prawda Harry niby często pracuje, a, czytając między wierszami, matka nie traktuję ją jako najukochańszą córkę (chociaż zazdrosna o sąsiadkę była), to chyba takie rzeczy powinno się prędzej czy później zauważać? Albo jestem naiwna, kto wie. Przynajmniej Lily lubi transmutację i fotografię, czyli jakieś tam plusy u mnie zarobiła.

      Idąc dalej do postaci. Olivier jest taki… hm… w sumie mi obojętny. Kiepskie relacje z ojcem, co bezpośrednio skutkuje buntowniczym nastawieniem do wszystkich jego decyzji. Przystojny i przebojowy, czyli nuuuuudy. No może zarabia plusy, bo nie ma tendencji do dręczenia ludzi dookoła i nie pokazuje, jaki to on nie jest świetny. Janvier jakoś mnie swoim charakterem nie urzekł, gdyby nie był głównym bohaterem, to pewnie nie zwróciłabym na niego większej uwagi. Większą sympatią pałam do jego siostry, bo też mam tendencję do gadulstwa w sytuacjach stresowych. Poza tym dziewczyna wydaje się taka dość kontaktowa i sympatyczna, więc dobrze, że Scorpiusowi się podoba. Będą jedyną parą, która w tym opku nie będzie naznaczona dziwactwem i toksycznością. (; A jeśli już o parach mówimy, to słodkie, że Albus pod wpływem związku trochę wydoroślał.

      Hugo niewątpliwie jest jedną z pozytywnych postaci i takich, o których świetnie się czyta. On i Helen są razem po prostu słodcy. (Chociaż nie powiem, że nie jestem ciekawa, żeby zobaczyć, jak wyglądałby związek Helen z Olivierem, bo oboje też jakoś tam do siebie w sumie pasują, przynajmniej bardziej niż Olivier z Lily, chyba się popłaczę, gdyż to pewnie będzie główny pairing ;__;, poza tym korepetycje się szykują). Stalkerskie zaangażowanie Hugona jest ociupinę dziwaczne, ale oscyluje na poziomie dziwaczno-urocze, więc w sumie nie jest tak źle. Chociaż na miejscu Helen byłabym przerażona, gdybym się dowiedziała, że koleś, który notabene mi się podoba, obserwuje mnie, kiedy sobie rano rysuję… Oprócz tego cieszy mnie to, że Hugo, oprócz toksycznej Lily, postanowił zaprzyjaźnić się z Olivierem, przynajmniej przebywa w towarzystwie kogoś względnie normalnego.

      Nemezis Lily wykreowana jest podobnie, tylko że to typ pięknej dziewczyny. Jeszcze napomknę, że całkiem ciekawa kreacja postaci młodszego Malfoya. O ile za Malfoyami w opkach zwykle nie przepadam, to u Ciebie Scorpiusa polubiłam. Jego dialogi z Albusem są chyba najciekawsze w całym opowiadaniu i mam nadzieję, że będzie ich więcej.

      Ilość wrzuconych wątków i postaci w opowiadaniu trochę mnie przeraża i się zastanawiam, jak planujesz się z tego wszystkiego wykaraskać, po prostu będę trzymać kciuki, bo troszeńkę się wpuściła się w maliny. Mamy szósty rozdział i zasadniczo fabuła opiera się mniej więcej na niczym konkretnym. Wydaje mi się, jakbyś cały czas wprowadzała nas jedynie w świat aktualnych realiów szkolnych, dlatego jestem ciekawa, co będzie dalej i jak w ogóle to wszystko rozplanujesz, bo potencjalne wielokąty miłosne są interesujące, ale jako dodatek. Co ja to jeszcze miałam napisać, żeby mi nie umknęło. O, prolog i Ogórek mi się podobali. Dobrze radzisz sobie z narracją skupioną na dzieciach.

      Reasumując: opowiadanie złe nie jest, jedynie koncepcja przeniesienia realiów amerykańskich do Hogwartu nie przypadła mi do gustu.

      Usuń
    2. Za dużo naoglądałam się i naczytałam tego typu eksperymentów, dlatego Twoje opowiadanie przez ten pryzmat staje się odrobinę nużące. Gdyby tę koncepcje przenieść na inny grunt, gdyby inaczej nacechować bohaterów i zrobić z tego coś mniej „poważnego”, całość byłaby chyba może lepsza w odbiorze, przynajmniej w moim wypadku, bo na razie jest ciężkostrawne. Dobrze, że wczuwasz się w bohaterów, ale w przypadku głębszego wchodzenia w psychikę Lily, odrzuca mnie to na kilometr. Być może sensownym byłoby zastanowienie się nad tym, by trochę z dystansem patrzeć na Lily? Ale to Twoje opowiadanie; zrobisz, jak uważasz za stosowne i moje pseudorady (częściowo wywołane późną godziną) możesz olać. Także no. Stylu nie masz złego, tylko niekiedy przytłaczasz nadmiarem.

      Co do błędów, radziłabym jednak posprawdzać samodzielnie, w niektórych miejscach mogę się mylić, chociaż staram się wytykać te błędy, co do których jestem pewna. Mimo to — kwestia ograniczone zaufania przede wszystkim. Nie wszystkie powtórzenia wymieniłam, bo powiem szczerze wypisywanie męczy jak cholera. Serio, zatrudnij kogoś, kto to dokładnie przejrzy. Z góry przepraszam, jeśli w pewnym momentach robię się zgryźliwa, ale Lily naprawdę jest denerwująca, co przekłada się na moje nastawienie. ;d

      PROLOG
      „czemu nie stawiła się za nią” – a nie przypadkiem: wstawiła się za nią?
      „Być może mamusia powtarzała wielokrotnie, że nie można krzyczeć” – powtórzenie można.
      „wyrazić swojego zdania” – raczej swoje.
      „był jej kuzyn, Hugon” – Hugo.
      „Pokiwała twierdząco głową” – ałtoreczkowo, samo pokiwała wystarczy.
      „Victoire ani skąd jej rodzina ich znała” – przed tym ani postawiłabym przecinek, ale pewna nie jestem.
      „incydentami z nia” – nią.

      ROZDZIAŁ PIERWSZY
      „choć Lily twierdziła, że albo ją, albo jego musiano podrzucić rodzicom w szpitalu” – trochę zbędne to musiano, lepiej by brzmiało samo podrzucono, ale to jedynie sugestia.
      „mógł po prostu usiąść z nimi, jednak nie mógł powstrzymać się” – powtórzenie mógł.
      „Niezależnie jednak od powodów, nie chciała go teraz widzieć na oczy./– Bo jesteś ślepy – powiedziała jednak” – powtórzenie jednak.
      „większość jednak ludzi zbyt mocno stresowałaby się w tym momencie” – po cóż to jednak?
      „Lily Luna Potter była jedną z niekwestionowanych królowych Hogwartu, czy tego chciał czy nie” – królowa jest zwykle jedna, ale to zdanie jest takie... Powiedzmy, że zbędne. Wspominasz wcześniej, że Lily ma klasę, że ma niekwestionowaną pozycję, według mnie już za dużo tego naznaczania. Lecz to też kwestia uznaniowa.
      „Podobnie, czy tego chciał czy nie, wiedział” – nie lepsze byłoby: wiedział też?
      „w końcu sama kochała quidditch” – quidditch chyba też się odmienia przez przypadki.
      „Jej świ… przyj… najbliżsi znajomi dawno przyzwyczaili się do różnych jej dziwactw” – jej i jej, ale trudno, to powtórzenie nie razi.
      „Jednym z nich było to, że nigdy nie dosiadała się do nich podczas podróży do Hogwartu” – nich/nich.
      „Bo że tak się stanie, było jasne jak słońce” – zmieniłabym szyk, ale to też uznaniowe.
      „Prawdopodobnie gdyby poznali się dopiero w szkole, nigdy nie zbudowałaby z nim takiej relacji, w końcu nie była już wtedy tak naiwna, jak w pierwszych latach życia, no może za wyjątkiem jednej osoby” – ostatni człon do czego pije?
      Plus: Nie nadużywaj „jednak”.
      „obiektywnie rzecz biorąc(…). Fenomen jej relacji z Hugonem należał najwyraźniej do jednej z niewielu rzeczy” – powtórzeeenie.
      „i z prawdopodobnie najgłupszego chłopaka” – zbędne „z”.
      „i non stop go wychwalała” – i non stop by go wychwalała?
      „uważała za najlepszą koleżankę. Wzajemna rywalizacja Alice i Albusa o pozycję najlepszego” – najlepszą/najlepszego.
      „Ślizgonce zależy jej na chłopaku” – hm, raczej swoim chłopaku.
      „Lily pragnęła, aby ludzie nie uważali, iż kieruje się stereotypami czy uprzedzeniami w czymkolwiek” w kontekście zdania „Lily wielokrotnie zadawała sobie pytanie, dlaczego tiara umieściła go w Hufflepuffie, skoro z pewnością cechował się spostrzegawczością” – tag. <3
      „przed cholerną cnotą Gryffonów” – Gryfonów.

      Usuń
    3. „Nie potrzebowała przecież rozmyślania nad kolejnymi sprawami, które kłóciły się z jej światopoglądem” – gdzieś tam wyżej już była mowa o tych rzeczach, co się tak kłócą ze światopoglądem.
      „był w czymś naprawdę dobry, oprócz doprowadzania swojego jedynego syna do szewskiej pasji, było” – był/było.
      „śmiać się na przemian” – na przemian.
      „z pewnością łatwiej” – z pewnością było dwa zdania wyżej.
      „Maxmilienne Anabelle, która z niewiadomego dla niego powodu kazała nazywać siebie drugim imieniem” – też bym wolała drugie imię...
      „każdy Brytol mówił z innym akcentem” – bo Francuzi mówią tylko z jednym akcentem, dream on.
      „jak i smartfon” – smartfona, to się raczej też powinno odmieniać.

      ROZDZIAŁ DRUGI
      Pierwsze kwestia Hermiony – za dużo tego Was, brzmi to nienaturalnie.
      „tylko Hugon jeszcze się w nikim nie zakochał” – wymieniła go wcześniej przy okazji osób zachowujących się irracjonalnie z powodu na ogół miłości.
      „niechętne myśli” – a nie niechciane?
      „w nauce z pewnością stanowiła jej największą rywalkę” – z pewnością trzy razy jak do tej pory użyłaś z pewnością. Plus stanowiła brzmi dziwnie. Została, była albo ugryźć to inaczej.
      „z pewnością nazwałby ją niewychowaną smarkulą” – cztery razy.
      „niż jego ofiara, a jego twarz przypominała kolorem dojrzały pomidor” – dojrzałego pomidora. Jego/jego.
      „- Bardzo dobrze, panie Nowak/ - Dzięki – szepnął Alex./ - Dobrze rzuciłeś zaklęcie/- Gdyby nie ty, nie zauważyłbym” – nie te kreseczki na początku się wkradły.
      „Bo jakoś kiedyś nigdy nawet nie zauważałeś, kiedy kupiłam sobie nową suknię” – A nie zauważyłeś? Albo kiedy kupowałam?
      „szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie” – Szkole, wielka litera.
      „nie umknął zapewnie” – zapewne.

      ROZDZIAŁ TRZECI
      „nie chciałaby słuchać choćby słowa więcej” – a nie przypadkiem: ani słowa więcej.
      „kuzynka na swój swoisty sposób naprawdę go” – a nie: swój własny sposób?
      „Nie sądził, aby była w stanie rozprawić się z nim w tak kategoryczny sposób nawet po takiej rewelacji” – zbędne zdanie, już wcześniej wspominał o tym, że by się z nim rozprawiła, ale nie tak widowiskowo.
      „Hugo zdołał się z tym jakoś pogodzić. Ona nie zwracała na niego specjalnej uwagi” – gdzieś w tym fragmencie dobrze byłoby wspomnieć, kim jest ta ona, bo wcześniej ciągle było o Lily.
      „Traktowała go jak zwykłego znajomego(...)myśli, że nigdy nic z tego nie wyniknie” – pesymista, trudniej wyjść z friendzone.
      „notatki na ten temat nie leżą bezpiecznie na szafce przy łóżku” – leżały.
      „nieprzychylnej uwagi chłopaka wobec Hogwartu” – raczej na temat Hogwartu.
      „i tak długie z natury brwi” – gęste? Długie raczej rzęsy.
      „wyglądałby jak grecki adonis” – w tym wypadku raczej Adonis.
      „*ONZM – opieka nad magicznymi zwierzętami” – ONMZ, ale chyba była to Opieka nad Magicznymi Stworzeniami.
      Czasem czas teraźniejszy wkrada Ci się niespodziewanie tam, gdzie niezbyt pasuje.

      ROZDZIAŁ CZWARTY
      „jeszcze bardziej sie zwiększyła” – się.
      „droczył, ­– ale przed moim przyjazdem” – dwie kreski Ci się zjawiły koło siebie.
      „Nie pozwól, aby nie skorzystać z porad tak pomocnych ci dziewcząt” – qe?
      „że ,przejście około” – tajemniczy zbędny przecinek.
      „poczucie trzymania kontroli” – utrzymywanie kontroli? Posiadanie kontroli? Albo poczucie kontroli po prostu?
      Powtórzeń już nie wymieniam, ale przyjrzyj się nadużyciu słów: jednak, wszystko, móc i z pewnością.

      ROZDZIAŁ PIĄTY
      „Lily Luna Potter po raz pierwszy odczuła znaczenie słowa strata w wieku dziesięciu lat” – czepialsko stwierdzę, że odczuła stratę brzmi lepiej.
      „na szukanie wielkich miłości” – wielkiej miłości, ot wydaje się lepsze.
      „magią zaproponowała mu, iż pokaże mu zamek” – iż jest w tym samym zdaniu, zaproponowała mu pokazanie zamku.
      Powtórzenia ze słowami z poprzedniego rozdziału, plus nagminne zresztą jest odrobinę denerwujące.
      „najwyraźniej próbując zrozumieć, o co chodzi” – chodziło.
      „Najwyraźniej nie przejmowała się, że kumpluje się z mało inteligentną dziewczyną” – kumplowała się.
      „ Oczywiście, pewnie nadal się gubisz? Znasz już błonia?” – zabrakło kreseczki przed kwestią.

      Usuń
    4. ROZDZIAŁ SZÓSTY
      „Malfoy udał, że wymiotuje” – wymiotował.
      „prychnął Albus. ­-„ – dwie kreseczki zamiast jednej.
      „wtrącił Scorpiorus” – Ach ten ScorpioRUS.
      „Wydawało się nawet, że nie zależy jej nawet na tym, czy jest słuchana” – była.
      „Nie, żeby” – jeszcze raz zobaczę „Nie, żeby”, to Cię ugryzę.
      „do nich obojga,” – zbędny przecinek.
      „kiwnęła potwierdzająco głową” – samo kiwnęła wystarczy.

      Pozdrawiam i życzę weny,
      Alathea

      PeSy: Ze względu na długość komentarza (i tak nie napisałam wszystkiego, co chciałam) nie musisz odpowiadać, aleś sama sobie winna, trzeba było mnie tutaj nie zapraszać! ;P A z takich dziwnych rzeczy: czyżbyś zmieniła nazwisko panieńskie matki Oliviera? Wcześniej bodaj była z rodu Zabinich.

      Usuń
    5. Dziękuję za tak długi komentarz. Nadal jestem za tym, żeby ludize lubili Lily, chce ją przedstawić jako ciężką osobę do zddzierżenia, ale nie tak zupełeni... Choć chyba rozumiem, co masz na myśli, mówiąć o tym, że trochę za dużo zawaliłam tutaj opisami uczuć i różnymi perspektywami. Zawsze lubiłam emocje, ale chyba faktycznie muszę znaleźć jakiś złoty środek, między innymi dlatego, żeby się samej nie pogubić, słusznie :). Główny wątek opowiadania raczje nie jest i nie będzie tajemnicą, choć mam zamiar pododawać poboczne, które może i zaskoczą, a również nieco wiecej magii. Olivier trochę się zagubił pomiędzy kłótniami dziewcząt, alle bardzo się cieszę, że polubiłaś Hugona. Siódmoklasistów troche będzie, bo wymyślliłam dla nich historię. Jeśli chodzi o błędy, dziękuję Ci za ich wypisanie. Z więszością się zgadzam (choć w niekótrych nie wiem, bo nie pamiętam, jakie było całe zdanie, a więc będe musiała sprawdzić, podczas poprawiania, za które mam się zamiar niedługo zabrać). Na przeciw napisałam prawidłowo. Hugon to pełne imię młodego Weasley'a. a co do qudditcha i smartfonu, to w tych zdaniach miało być "kto/co", a nie "kogo/czego", więc uważam, że "qudditch" i smartfon" jest dobrze. To tak, jak ludzie mowią: "idźmy zagrać w bilarda.".. a powinno być "bilard".

      Usuń
    6. Na początku miało być: nadal stoję za tym, żeby czytelnicy raczej nie polubiali za szbko Lily. a co do nazwiska panieńskiego matki Oliviera, faktycznie zmieniłam jej naziwsko, bo nie chciałam, żeby Olivier zarywał do swojej bliskiej kuzynki, czyli Amandy xD

      Usuń
    7. O ile dobrze kojarzę, Hugo to jego pełne imię. (; Tak samo jak Draco to Draco, a nie Dracon.
      Późna godzina sprawiła, że zaczęłam traktować obiekty bardzo osobowo. ;p

      Usuń
    8. Kurczę, faktycznie, sprawdziłam, masz rację . To teraz sie zabawię w zmienianiu imienia chłopaka xD

      Usuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  33. No to dotarłam i tutaj

    Na samym początku podzielę się moim problemem, otóż odnoszę wrażenie, że oni wszyscy przejawiają identyczny sposób myślenia. Niby różnią się charakterem, ale w praktyce działają w podobny sposób. Nie, nie wszyscy bohaterowie, ale spora ich część. Trochę zastanawiam się, czy to na pewno powinno tak działać, a trochę czy środowisko nie zmusza nas do pewnego schematu i czy wyłamanie się z tego schematu nie jest czymś bardziej "cool". Dlatego być może polubiłam Hugo, który wydaje się inny nić wszyscy. Lily, jej koleżanki, Albus, nawet w dużym stopniu Oliver są tacy przewidywalni. Życie polegające na docinkach - tych wrednych i przyjacielskich, szukaniu chłopaka/dziewczyny i obrażaniu się na świat.
    Ale zauważyłam również, że w tej historii jakoś lepiej wychodzi ci tworzenie opisów. Nie mam na myśli, że w innych było złe, bo mi się podobało... jednak tutaj jest jeszcze lepiej. I jak coś, to nie zgadzam się, że powinno ich być mniej. Operujesz tak szeroką gamą bohaterów, że gdybyś nie właziła w ich głowę, to zlaliby się w jedną masę. Zwłaszcza że zazwyczaj nie piszesz o pierdołach jak "uyła zęby, spakowała książkę i jadła kanapkę z pasztetem i ogórkiem popijając kawą z dwoma łyżkami cukru. Ja bym nawet poszła o krok dalej - opisywała świat również z perspektywy pozostałych, nie tyko Lily, Olivera, Albusa i Hugo.

    Cieszę się, że ci bohaterowie mają takie denerwujące charaktery, ale Lily chyba pobiła wszelkie rekordy. Ona nie jest nawet drażniąca, ta dziewczyna wydaje się po prostu chora na głowę ;p Jak przeczytałam to "A teraz wybacz, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż przebywanie z twoją cudowną osobą w jednym pomieszczeniu." to skisłam. Ona wcale sama nie przylazła do Amandy ;p
    Z tym interesowaniem się fotografią, to ona chyba trochę sobie wmówiła, bo jeśli z robienia zdjęć w naszyjniku cokolwiek wyjdzie dobrze, to chyba cud nad Wisłą. Chyba że Lily pretenduje do zostania pospolitym paparazzi, a nie profesjonalnym fotografem. Bo jednak zrobienie ładnego zdjęcia, złapanie kadru, kolorystyki itd. wymaga często położenia się w błocie i wykręcenia wszystkich kończyn haha

    To chyba tyle, cieszę się, że pojawiła się Helena. Promyk słońca. Mam nadzieję, że nie okaże się tak samo płytka jak Lily i pozostałe dziewczyny.

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję za opinie. Faktycznie, rozumiem co masz na myśli, mozna powiedzieć ze w jakimś sensie oni zachowują sie podobnie w wiekszosci i to w dużym stopniu łączy sie zapewne ze środowiskiem. Nie opisuje zazwyczaj codziennych czynności, aczkolwiek staram sie pamietać, ze czasem powinno suę o tym wspomnieć. Tak, w pewnym momencie poczułam jak Ty i zaczęłam pisac sporo z perspektywy siodmoklasistow, zreszta sama zobaczysz w następnych Rozdziałach. Helena jest inna, ale obecnie wprowadzam jeszcze Lare i mam problem z zaznaczeniem różnicy miedzy nimi, ale takowa istnieje...

    OdpowiedzUsuń
  35. Dzisiaj odzywam się już ostatni raz :P

    Zacznę od końca: wyczuwam chyba konflikt między Hugonem i Olivierem, zwłaszcza że ten drugi wydaje się być dość mocno zainteresowany Heleną :D Mam nadzieję, że nic z tego nie wyjdzie, bo domniemana para Hugo/Helena jest moją ulubioną ;D

    Lily ma w Hogwarcie niemal swój osobny wywiad. Kłótnia z Amandą ponownie na bardzo nastolatkowym poziomie (za co plus); prawie widziałam ten tryumf w jej oczach, gdy powiedziała Amandzie, że wie, jak zakończył się jej poprzedni związek.

    Mam wrażenie, że Scorpius to taka trochę miękka klucha, choć, póki co, mogę to wnioskować tylko z jego zachowania w stosunku do Anabelle.

    Olivier też zachowuje się trochę dziwnie, skoro wszystko, co robi, stara się zrobić na złość Lily. Wydaje mi się, że o wiele bardziej ubodłoby ją, gdyby ją ignorował.

    Co do samej Lily, to mam wrażenie, że stara się ona udowodnić każdemu, że jest w stanie zrobić wszystko, dlatego zapisała się na konkurs z transmutacji (bardzo fajny pomysł) i próbuje dostać się do drużyny Krukonów, choć czuję, że po tym, jak zapomniała o spotkaniu, będzie miała z tym duże problemy.

    Pozdrawiam, jutro postaram się też przeczytać parę rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Olivier ma inne plany co do Heleny, zresztą zobaczysz już neidługo xD
      Oj tak, Lily ma niezłych szpiegów :D
      Biedny Scorpius, ale cóż, właściwie masz trochę racji xD
      Oczywiście, że bardziej by ją ubodło, gdyby O. ją ignorował. Ale Janvier sam jeszcze do tego nie doszedł. Zobaczysz, że ktoś inny przyjmie taką taktykę wobec Lily, a ta prawie wyjdzie z siebie i stanie obok frustracji :D.
      Lily lubi wszystko wszystkim udowadniać, ech.

      Usuń
    2. O, to dobrze, jestem ciekawa :)
      Też prawda, Olivier nie wygląda na takiego, co ignoruje kogoś, gdy ta osoba próbuje się z nim kłócić.
      Frustracji się domyślam, mało kto lubi być ignorowany :)
      A nadmierna ambicja nie jest niczym dobrym, ciekawe czy Lily się o tym przekona.

      Usuń
  36. Mam chyba za dużo lat, bo uważam zachowanie Lily za wyjątkowo durne. Sama sprowadza na siebie nieszczęścia i prowadzi do awantur - braci jej dokuczają, źle. Bracia ją bagatelizują, jeszcze gorzej... Ona naprawdę jest tępakiem. Tu się nie da nic zrobić, nijak leczyć. Trzeba tonuspic zabim założy jaja. Jeszcze rozmowa z Amandą... Mój mózg skisł z osiem razy, jak czytałem ich wymianę zdań. Coś mi się wydaje, że niski wzrost jest wprost proporcjonalny do jej inteligencji - czyt. słabo u Lily w tej materii...

    Brawo. Udało ci się. Zabiłeś moja szczera chęć polubienia Lily. Zdusiłaby to w zarodku, robiąc z niej pokebaną wariatkę. Się nie dziwię, że czuje się taka wyalienowana. Z jej podejściem, najlepszym kompanem byłby dla niej grzyb ścienny - prawdopodobnie podobny poziom inteligencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz za literówki. Dodałem komentarz, nie sprawdzając nawet, w co klikam xd

      Usuń
    2. Coz, mózg miał skisnąć przy tej rozmowie, nie bede zaprzeczać :D widze, ze moje opowiadanie dobrze usypia nocna pora?;)

      Usuń
    3. Zegarek na komentarzu wskazuje 3 w nocy, pewnie coś koło tego :D Nie tyle usypia, bo większość tego, co czytam mnie powala. Po prostu preferuję nocne czytanie.
      Dziś muszę wytrwać jednak do 2 bo gwiazdy będą spadać z nieba i chcę to zobaczyć :D

      Usuń
    4. troche szkoda w takim razie ze nie jestem w Pl obecnie :p ale nie wiem z drugiej storny czy miałabym sile ogładac te gwiazdy :D

      Usuń
  37. Aaai i mój Scorpi się pojawił! Tak, tak  wiem, nie jest ważnym bohaterem, ale no weź,  jak tu go nie kochać ? :D
    Dziwna ta Lilka, że tak się wkurza, że dziewczyna, której nienawidzi, umowila się z chłopakiem, którego Lil również  nie cierpi xd
    To zaczyna brzmieć, jakby małe dzieci bawiły się w gangsterskie porachunki:
    " aby nie przekazać moim ludziom pewnych informacji" xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki za komentarz :p hm, w moim opowiadniu z pewnościa nie faworyzuje go za bardzo :p nie jest taki jak u Ciebie :D
      Bo Lily dostrzega w nich zagrożenie. I może jest cos jeszcze, czego sama nie rozumie :p
      tak, myślę, że można to porównac do bawienia się w gangsterów :p

      Usuń
  38. Jakimś cudem zupełnie zapomniałam, że Olivier ma siostrę :D
    Chyba jestem już za stara (Boże, to zabrzmiało jakbym faktycznie była o wiele starsza :D), żeby przejmować się 'problemami' Lily, bo przez większość tego rozdziału myślałam sobie: "Dziewczyno, wyluzuj trochę. Za kilka lat wyjdziesz z Hogwartu i nic z tego nie będzie miało znaczenia." Dobrze by jej zrobiło, gdyby zdała sobie z tego sprawę :D
    Mam nadzieję, że Olivier nie będzie próbował poderwać Heleny, żeby wkurzyć tym Lily, bo straciłby wtedy całą moją sympatię. Helena nie zasługuje na coś takiego!
    W ogóle to spodziewałam się, że to Lily zostanie korepetytorką Oliviera, dlatego cieszy mnie, że to jednak Helena nią została. Z Lily byłoby to... dość oklepane? idk.

    Pozdrawiam ^^
    kudikot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, z perspektywy czasu Lily w ogole nie bedzie wiedziała, o co jej chodziło w większości tych wielkich klotni :D
      A korepetytorka Oliviera musiała byc Helena, ponieważ w ten sposob chciałam pociągnąć inny wątek niz Olily :p

      Usuń