sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział piąty: Wspomnienia

Lily Luna Potter po raz pierwszy odczuła znaczenie słowa strata w wieku dziesięciu lat. 
Kilka miesięcy dzielących ją od rozpoczęcia nauki w Hogwarcie wydawało się wiecznością. Nawet Albus poszedł już do szkoły! Co prawda dzięki temu nie musiała znosić jego towarzystwa dzień w dzień, ale jakoś dziwnie się czuła, będąc jedynym dzieckiem w domu, tak… nieswojo. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek wcześniej panowała w nim taka cisza. I nie chodziło tylko o nieobecność braci, ale również, a może przede wszystkim, o fakt, że i rodzice nie spędzali w nim sporo czasu. A nawet jeśli, nie rozmawiali między sobą ani z nią tak często jak wcześniej. 
Lily miała więc dużo swobody i choć w jakimś stopniu ją to cieszyło, bo w końcu znaczyło to, że państwo Potter dostrzegli, iż nie była już małą dziewczynką, to na dłuższą metę samotność nie okazywała się wcale taka fajna jak na początku, za to nieco nudna i smutna. Skrzaty domowe, których obecność w rezydencji Potterów stanowiła od zawsze punkt zapalny utarczek między nimi a ciocią Hermioną, były w porządku, ale nie zachowywały się jak ludzie. Co prawda Lily dość często spotykała się z Hugonem, jednak w jej mniemaniu nadal za rzadko. 
            Gdyby nie pani Grandmoor, zanudziłaby się chyba na śmierć.
Na całe szczęście to właśnie ta staruszka była ich najbliższą sąsiadką w Dolinie Godryka. Mieszkała samotnie w sporym, lecz w porównaniu z ich własną rezydencją, niewielkim, przytulnym domu, który zaintrygował Lily już pierwszego dnia po przeprowadzce mającej miejsce trzy lata wcześniej. Co prawda mamusia nie pozwoliła jej wówczas udać się samej do sąsiadki, lecz na szczęście niedługo później zapoznali się z panią Grandmoor całą rodziną. Okazało się, że staruszka mieszka sama i uwielbia dzieci. Pewnego rodzaju ewenementem było to, że cała trójka młodych Potterów od samego początku polubiła kobietę, w końcu nieczęsto zgadzała się ze sobą. 
          To najmłodsza latorośl państwa Potter, Lily Luna, pokochała staruszkę całym swoim małym serduszkiem i to ona odwiedzała ją zdecydowanie najczęściej. Pani Grandmoor wydawała się jej bardziej magiczna niż ktokolwiek ani cokolwiek w życiu, a przecież przebywała wśród czarodziejów od urodzenia. Od niewysokiej, nieco pulchnej kobiety biła jakaś wewnętrzna siła, a jednocześnie miała ona w sobie tyle uroku i ciepła, że w niczym nie przypominała złych czarownic z bajek znanych dziewczynce. Jej pomarszczoną twarz zawsze rozjaśniał uśmiech, w błękitnych jak najczystsze jezioro oczach nieustannie jaśniał blask, a ciepłe, bezpieczne dłonie stanowiły niezniszczalną ostoję. Siwe, lecz gęste włosy i okulary w drewnianej oprawie dodawały jej zarówno majestatu, jak i dobroci. Pachniała świeżym chlebem, który codziennie piekła, oraz kotami. Kiedy Lily spytała jej na początku znajomości o ilość tych zwierząt, nie otrzymała konkretnej odpowiedzi. Okazało się, że nie bez powodu. Liczba kotów zmieniała się bowiem cały czas. Jedne przychodziły, drugie odchodziły. Rodziły się i umierały. Jednak wszystkie miauczące czworonogi, które zaplątały się do Doliny Godryka, prędzej czy później odnajdywały panią Grandmoor.
Równie magiczny i ciepły jak właścicielka okazał się dom staruszki, w którym ta mieszkała przez całe życie. Na początku wraz z rodzicami i rodzeństwem, następnie ze zmarłym już mężem i dziećmi. Te ostatnie odwiedzały matkę wraz z własnym potomstwem dość rzadko. Koty zastępowały pani Grandmoor towarzystwo ludzi przez długi, długi czas – aż do chwili, kiedy rodzina Lily nie postanowiła wybudować swojej rezydencji obok jej. Wcześniej Potterowie mieszkali w domu rodziców Harry'ego, również w Dolinie Godryka, jednak miejsce to nie dawało familii żadnych szans na choćby odrobinę prywatności. Co prawda przeprowadzka nie zlikwidowała całkowicie śledzących dziennikarzy lub fanatyków próbujących dostać się do środka, lecz zdecydowanie polepszyła sytuację. 
Niezależnie od tego, jak pięknie prezentowała się rezydencja w całości zaprojektowana przez Ginny Potter, mała Lily od początku wolała dom pani Grandmoor. Wyczuwała w nim ostoję, bezpieczeństwo, ciepło. Nieduży, jednopiętrowy pomalowany na śnieżnobiały kolor budynek z błękitnymi elementami wokół okiennic i drzwi przypominał dziewczynce Grecję, gorący, radosny kraj, do którego pojechali na wakacje tuż przez przeprowadzką. Wszędzie – w okiennicach, na balkonach, werandzie i ogrodzie – znajdowały się kwiaty. Różnokolorowe, pachnące, zachwycające swym przepychem i pięknem. Lily mogła wpatrywać się w nie jak urzeczona godzinami. W ogrodzie była także mała sadzawka oraz kilka drzew, a na jednym z nich ukrywał się domek, który wybudował w dzieciństwie najstarszy syn pani Grandmoor. Można było dostać się do niego tylko z jednego z pokoi na piętrze, co Lily często wykorzystywała, szczególnie że jej bracia nie wiedzieli o kryjówce.
Dziewczynka odwiedzała staruszkę niemal codziennie. I to nie tylko dlatego, że się nudziła. Nawet jeśli dany dzień obfitował w wydarzenia, starała się znaleźć choć trochę czasu, aby pójść do pani Grandmoor. Mama początkowo narzekała na tak wielkie zainteresowanie córki sąsiadką, ale koniec końców, gdy starsza pani wielokrotnie zapewniła ją, iż te wizyty są dla niej ogromną przyjemnością, Ginny dała córce pozwolenie na codzienne spotkania, chyba że naprawdę nie było na to czasu.
Pani Grandmoor szybko stała się dla małej Potter wzorcem we wszystkim. Nawet gdyby nie mieszkała w tak pięknym domu, nie miała aż tylu zwierząt ani domku na drzewie, to dziewczynka i tak kochałaby ją tak samo. Lily uwielbiała słuchać opowieści snutych przez staruszkę, niezależnie od ich tematyki. Czasem były to znane baśnie i przypowieści, czasem historie z życia staruszki lub jej bliskich, a czasem opowieści od początku do końca przez nią wymyślone. Opowiadanie stało się swoistego rodzaju rytuałem – zawsze miało miejsce wieczorem, przy wielkim, starym kominku w salonie, w otoczeniu kotów. Pani Grandmoor piła sok wiśniowy lub herbatę z rumem, zaś Lily – przepyszny miód albo herbatę z cynamonem. Napojom zawsze towarzyszyły wypieki.
Staruszka szybko pokazała dziewczynce, w jaki sposób piec zarówno chleb, jak i ciasta. Nauczała ją również innych rzeczy – szycia, pielęgnowania kwiatów, języka francuskiego. Potter sama się do tego wszystkiego pchała. Najbardziej lubiła naukę języka, który brzmiał w jej uszach jak muzyka. Staruszka odkryła, a następnie umożliwiła Lily rozwój jej największej pasji – fotografii. Dziewczynka najczęściej robiła zdjęcia kwiatom oraz kotom, w końcu miała z czego wybierać. Pani Grandmoor często zabierała Lily do pobliskiego lasu nad jezioro, jak również grała z nią w karty, czarodziejskie i mugolskie szachy, rozwiązywała krzyżówki, bawiła w zgadywanki i zabawy słowne.
Czasami, szczególnie podczas szycia, panienka Potter traciła cierpliwość, lecz starała się to ukrywać, ponieważ pani Grandmoor uwielbiała tę czynność. Lily zaś bardzo nie lubiła, kiedy staruszka się smuciła. Dziewczynka nie miała podobnych odczuć do wielu osób, przede wszystkim zaś do Albusa, który często jej dokuczał.
Pani Grandmoor oczywiście wiedziała o niezbyt dobrych stosunkach Lily z bratem. Ba, staruszka wiedziała o wszystkim, co trapiło dziewczynkę, nawet o jej Największych i Najważniejszych Tajemnicach. To do niej, o ile była taka możliwość, a nie do rodziców, udawała się panienka Potter, kiedy bracia lub kuzyni ją zdenerwowali. Sąsiadka podchodziła do sprawy zdecydowanie mniej emocjonalnie i wielokrotnie tłumaczyła jej, że rodzeństwo często sobie dokucza, lecz tak naprawdę kocha siebie nawzajem. W tej jednej kwestii Lily nie do końca wierzyła pani Grandmoor – jakoś nie chciało jej się wierzyć, by Albus mógł ją chociażby lubić. Jednak mimo to zawsze było jej lżej po podzieleniu się smutkami ze staruszką. 
We wszystkich czynnościach i słowach staruszki kryło się przesłanie oraz mądrość życiowa, które Lily spijała równie łapczywie jak podawany wieczorami miód. Najlepiej zapamiętanym przez dziewczynkę mottem stało się Bądź silna. Tak właśnie wielokrotnie kończyła swoje opowieści pani Grandmoor, tak często powtarzała, kiedy pocieszała Lily, która widziała i wyczuwała w niej wielką moc i pragnęła stać się w przyszłości taka sama albo przynajmniej w jak największym stopniu podobna.
Pewnego marcowego popołudnia, gdy dziesięcioletnia już Potter udała się do sąsiadki i nie zastała w domu ani jej, ani karteczki zostawionej w kuchni na temat wyjścia, po raz pierwszy odczuła na własnej skórze, czym było skrajne przerażenie.
Zanim jednak wpadła w kompletną panikę, przypomniała sobie motto i cudem się nie rozpłakała. Przeszukała dokładnie cały dom, lecz bezskutecznie. Weszła nawet do sypialni pani Grandmoor; łóżko było idealnie zaścielone, tak jakby dawno nie widziało właścicielki, a przecież panna Potter widziała ją ostatnio dzień wcześniej. Niestety, sąsiadka zrezygnowała z pomocy skrzatów domowych, więc dziewczynka nie mogła ich przywołać, aby dowiedzieć się, co się stało, a koty, nawet te świadome istnienia magii, nie potrafiły przecież mówić. 
Lily gorączkowo myślała, czy zostało jej cokolwiek, co umożliwiłoby jej zlokalizowanie pani Grandmoor, a kiedy uznała, że nie, przestała kontrolować emocje i wybuchnąwszy rzewnymi łzami, pobiegła do rezydencji Potterów.
Na szczęście, o ile w ogóle można użyć w tym przypadku takiego słowa, była sobota, a więc przynajmniej mama znajdowała się w domu. Tata na ogół pracował sześć dni w tygodniu, do czego chcąc nie chcąc, dziewczynka musiała przywyknąć.
Widząc zapłakaną córkę, Ginny Potter momentalnie zostawiła papiery, na których rozrysowywała nowe, lepsze taktycznie rozłożenie poszczególnych członków drużyny quidditcha. Kiedy ta, po dość długim czasie, zdołała wytłumaczyć mamie powód swojej rozpaczy, Ginny postanowiła działać. Co prawda gdy miała zły humor, czuła pewnego rodzaju irytację na myśl o ogromnym przywiązaniu swojego najmłodszego dziecka do sąsiadki, lecz przecież w takiej sytuacji nie mogła zawieść córki. Zresztą w przeciwieństwie do Lily zdawała sobie sprawę, że od pewnego czasu pani Grandmoor podupadła na zdrowiu i trzeba było się dowiedzieć, czy aby na pewno nic się nie stało.
Starała się, jak mogła, uspokoić dziewczynkę, w efekcie czego kilka minut później Lily siedziała na kanapie, pijąc melisę i siorbiąc żałośnie nosem, a Ginny wysyłała za pomocą Patronusa wiadomość do Szpitala Świętego Munga, a konkretniej do pracującej tam żony jej brata George’a. Nie musiała długo czekać na odpowiedź, która niestety nie była radosna. Okazało się, że pani Grandmoor około piątej rano została przywieziona przez swojego syna na Oddział Krytyczny, na którym nadal się znajdowała; najwyraźniej staruszka zdołała go przywołać do domu, zanim straciła przytomność. Ginny natychmiast wysłała wiadomość zwrotną z pytaniem, czy możliwe byłoby, aby we dwójkę odwiedziły kobietę; wiedziała bowiem, że Lily nie uspokoi się, dopóki nie zobaczy sąsiadki. Na szczęście Angelina, jako szef oddziału, wyraziła zgodę.
Dwadzieścia minut później matka i córka weszły do przygnębiającego pomieszczenia, w którym znajdowało się osiem osób walczących o życie. Ich stan nie miał nic wspólnego z efektami ubocznymi czarów, a więc magia nie była w stanie całkowicie ich wyleczyć, co najwyżej tylko pomóc. Okazało się, że do licznych przypadłości pani Grandmoor, o których mała Lily nie miała żadnego pojęcia, dołączył udar krwotoczny. Termin ten nie mówił dziewczynce nic a nic prócz tego, że od tej chwili stał się synonimem zła i niesprawiedliwości. 
Przez cztery kolejne doby wraz z matką odwiedzała staruszkę, która pozostawała w śpiączce. 
Piątego dnia, kiedy po raz pierwszy to ojciec miał zabrać ją do szpitala, nie zdążyli nawet udać się do szpitala, gdyż wyprzedził ich Patronus od ciotki Angeliny niosący ze sobą najgorszą z możliwych wieść.
            Lily do dziś nie pamiętała kolejnych marcowych dni. 
Pamiętała jednak jak mantrę motto. Powtarzała je sobie każdego dnia.
Nie dopuszczała niemal nikogo zbyt blisko siebie, bo przecież wiedziała już, jak bardzo bolała strata. A do tego z pewnością potrzebowała dużo samozaparcia.
W końcu, tak jak prosiła ją pani Grandmoor, była silna.

Olivier Syriusz Janvier nie miał najmniejszego zamiaru wiązać się z kimś na stałe. Nie chciał jednak równocześnie dawać nikomu złudnych nadziei. To byłoby oszustwo… Dlatego właśnie zamierzał spotykać się tylko z tymi dziewczynami, które nastawione będą jedynie na przelotne znajomości. Miał przecież dopiero piętnaście lat, a więc logiczne wydawało mu się, że to nie czas na szukanie wielkiej miłości, szczególnie po doświadczeniach z Beauxbatons, o których wolał teraz nie rozmyślać. Dlatego też osoby takie jak Megan White odpadały w przedbiegach.
Amanda Zabini zaś wydawała się na pierwszy rzut oka idealnie spełniać jego kryteria. Z pewnością nie oczekiwała deklaracji do końca życia, nie wyglądała także na osobę przesadnie wrażliwą czy uczuciową. Równocześnie emanowała z niej pewność siebie i inteligencja, co nie pozwoliłoby mu się nudzić. Był również pewien, że miała doświadczenie w sprawach damsko-męskich. O wyglądzie nie musiał już nawet wspominać.
Sprawę ułatwiał fakt, iż Zabini sama się nim zainteresowała. W końcu przed tą nieszczęsną pierwszą lekcją obrony przed czarną magią zaproponowała mu pokazanie zamku. Olivier nie zamierzał jej informować, że Hugo w dużej mierze już to uczynił. Janvier przecież i tak potrzebował jeszcze co najmniej kilkunastu wypraw po Hogwarcie, aby zapamiętać jego topografię, a zawsze lepiej było mieć za towarzyszkę piękną dziewczynę. Niezależnie od tego, jak bardzo w porządku zachowywał się Weasley. 
Mimo to Olivier wyczuwał, że Amanda oznaczała pewnego rodzaju niebezpieczeństwo. Nie, żeby był tchórzem; wręcz przeciwnie, uwielbiał adrenalinę, a do jego ukochanych sportów należało latanie na hipogryfie, którego zdecydowanie nie cechowało bezpieczeństwo. Inaczej rzecz się miała z uczuciami. Nie chciał stać się zabawką w rękach kolejnej dziewczyny. Może i tym razem nie zamierzał angażować się emocjonalnie, ale i tak nie lubił, gdy ktoś, nawet bardzo ładny i przebojowy, próbował go wyrolować. Dlatego właśnie tak dobrze utkwiły mu słowa Zabini na temat Lily, może nawet bardziej niż jej propozycja spotkania. Owszem, zaintrygowała go relacja między tymi dziewczynami i chciał dowiedzieć się więcej na ten temat, lecz nie miał najmniejszego zamiaru stać się narzędziem w rękach jednej z nich. Albo i dwóch.
Ciekawość nie była więc jedynym powodem, dla którego zmusił Weasleya, aby opowiedział mu wszystko. Początkowo Hugo wyjawił mu tylko to, co prawdopodobnie powiedziałby mu każdy, nawet najbardziej introwertyczny i zamknięty na ludzi uczeń Hogwartu, lecz po dalszych naciskach ze strony Janviera stał się bardziej rozmowny. Olivier szybko zrozumiał, że rudowłosy kolega wcale nie był zachwycony wojną, w jakiej – z powodu niezrozumiałej wierności w stosunku do Potter –musiał uczestniczyć. Wyraźnie nie lubił mówić o Lily źle. Celem nowego Gryfona nie było jednak zakłopotanie Hugona, więc skrócił męki kolegi. W końcu dowiedział się tego, na czym najbardziej mu zależało.
Amanda Zabini i Lily Potter od dawna toczyły walkę o dominację w Hogwarcie. Obie posiadały swoje wierne świty. Oliviera mocno to śmieszyło, ale nie zamierzał stać się jednym z szarych, zwykłych uczniów, a więc nie mógł ignorować tak zwanej elity. Nic natomiast nie pozwalało mu naruszać tej dynamicznej, ale jednak jakiejś harmonii, którą osiągnęły piętnastoletnie Krukonki.
Nie miał żadnego sprecyzowanego planu mówiącego, jak powinien to zrobić. I nie zamierzał nic takiego tworzyć. Władza, która przecież i tak nic nie znaczyła, bo nie miała w praktyce żadnego znaczenia, nie przedstawiała dla niego żadnej wartości. Liczyła się za to dobra zabawa. Jako że mógł mieć ją zarówno z Lily, jak i Amandą, choć w zupełnie inny sposób, wykazałby się głupotą, gdyby sam z siebie z tego zrezygnował. 
Rozmowa z Hugonem utwierdziła go jednak w przekonaniu, że istnieje duża szansa, iż panna Zabini zainteresowała się nim tylko dla własnych korzyści związanych ze zwalczaniem Potter. Musiał więc pamiętać o tym w swoich relacjach z czarnowłosą Krukonką, ale nie zamierzał z nich zrezygnować, wręcz przeciwnie – po rozmowie z Weasleyem Amanda zaintrygowała go nawet bardziej, lecz wiedział już na pewno, że należało zachować ostrożność.
Do tej pory jeszcze z nią nie rozmawiał, w przeciwieństwie do Lily, która wykorzystywała każdą nadarzającą się okazję, aby mu dopiec. Jej dziecinne zachowanie wyjątkowo go śmieszyło. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak wiele osób było w nią ślepo zapatrzonych. Owszem, Potter z pewnością nie cechowała głupota, potrafiła celnie ripostować, lecz wydawała się mu wyjątkowo przewidywalna. Atakowała tym mocniej, im bardziej czuła się zagrożona, co wcale nie ułatwiało jej zachowania twarzy. Odczuwał swoistego rodzaju przyjemność na widok rudej Krukonki, ponieważ zawsze mógł liczyć na dyskusję. Zresztą, choć nie brzmiało to szlachetnie, uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi, szczególnie kiedy uświadomił sobie, iż niewielu ludzi to potrafiło.
Amandę również widział przez ten czas, lecz ta najwyraźniej postanowiła czekać. Właściwie mu się to podobało. Nie skakała do niego jak jakaś niezrównoważona nastolatka. Posyłała mu za to na lekcjach z obrony przed czarną magią i transmutacji szerokie uśmiechy oraz powłóczyste spojrzenia, które mile łechtały jego rodzące się męskie ego. Podobała mu się jej taktyka oczekiwania. Nie była tak narwana jak Potter, choć z pewnością nie zamierzała oddać rywalce pałeczki dowodzenia w kwestii nowych uczniów.
Powoli jednak dochodził do przekonania, że byłoby przyjemnie porozmawiać sam na sam z Zabini w niedalekiej przyszłości. Szczególnie mocno odczuwał tę chęć, kiedy, tak jak teraz, w piątkowy wieczór, obserwował ją z daleka podczas posiłku. 
– Cześć, sorry za spóźnienie, ale mama złapała mnie na korytarzu. – Przybycie Hugona skutecznie oderwało myśli i wzrok Janviera od Amandy. Współlokator Oliviera usiadł obok niego, nałożył sobie cztery naleśniki z dżemem truskawkowym i zapytał: – Słyszałeś o naborze do drużyny quidditcha? Są wolne stanowiska pałkarza i ścigającego.
– A nie ma zajęć z latania na hipogryfach?
– Co? – Hugo nieomal się zakrztusił ogromnym kawałkiem naleśnika.
– No, latanie na hipogryfach. Hipovol. Nie mów mi, że tego nie macie?
– No nie mamy – odpowiedział Hugo, nieco opanowawszy zdziwienie. – Mój wujek co prawda kiedyś latał na szkolnych hipogryfach, ale to nie było w ramach przewidzianych zajęć.
– Merde, co za absurd, macie tutaj hipogryfy, a nie macie hipovolu, nie mówiąc już o rozgrywkach… Impossible! – zawołał Olivier, kręcąc z niedowierzaniem głową. 
Wielka Brytania była po prostu nie do ogarnięcia. Nie dość, że odkąd zjawił się w Hogwarcie, trwała praktycznie nieustająca ulewa, która skutecznie uniemożliwiła mu zwiedzenie błoni prócz szybkiego sprintu na zielarstwo i opiekę nad magicznymi stworzeniami, to teraz okazywało się, że w szkole nie ma najlepszego sportu czarodziejskiego, jaki istnieje! Najwyraźniej los nie pozostawił Janvierowi wyboru i chłopak musiał wziąć udział w eliminacjach do drużyny quidditcha, żeby mieć jakąkolwiek możliwość latania.
– Na czym to polega?  zapytał Hugo, wyrywając Oliviera z zamyślenia.
– To trochę podobne do quidditcha, chociaż do drużyny należy sześciu graczy i nie ma odpowiednika złotego znicza. Jest tylko jedna bramka, gra się do stu pięćdziesięciu punktów, a za jeden gol otrzymuje się dziesięć.
– To chyba szybko się kończy? – zapytał Hugo, a oczy aż świeciły mu się z podekscytowania. 
– Niekoniecznie, są bardzo ścisłe zasady, a za każde przewinienie odejmuje się pięć, dziesięć lub piętnaście punktów.
– I serio hipogryfy się słuchają na tyle, żeby móc na nich w coś takiego grać?
– No cóż, to nie jest takie łatwe, to trochę jak z doborem różdżki, hipogryf wybiera sobie człowieka, a człowiek hipogryfa. Co prawda w drugiej klasie wszyscy mają zajęcia z hipovolu, ale tylko części uczniów hipogryfy pozwalają się dosiąść, a co dopiero wznieść w powietrze, nie mówiąc już o samej rekrutacji do rozgrywek. Dlatego też w całej szkole mamy tylko trzy drużyny, a więc lata jedynie osiemnaście hipogryfów z około stu mieszkających w Beuxbatons.
– O cholera. Chciałbym to zobaczyć. A quidditcha też macie?
– Tak, ale nie jestem… nie byłem w drużynie – odparł Olivier. – Tutaj jednak chyba nie mam większego wyboru, za bardzo lubię latać. To kiedy odbywa się rekrutacja?
– W czwartek. Myślę, że masz duże szanse, raczej nie wydaje się, żebyś miał poważną konkurencję – stwierdził z przekonaniem Hugo.
– Dzięki za wiarę, stary – zaśmiał się Olivier, ponownie spoglądając na stół Krukonów, a następnie poklepał kolegę w plecy i dopił sok. – Będę spadać, muszę coś załatwić, do zobaczenia w dormitorium!
Nie czekał na odpowiedź Hugona, nie miał na to czasu – w końcu Amanda wraz ze swoją niezbyt inteligentną, delikatnie mówiąc, koleżanką, której imienia nie pamiętał, wstała od stołu Krukonów. Musiał działać szybko. Przypadkowe spotkanie w drzwiach Wielkiej Sali nie wyglądało na najgorszy pomysł. A jeśli Zabini domyśliłaby się, iż dopomógł nieco losowi, mogłoby być nawet ciekawiej.
Uwielbiał przecież zabawę słowem. Grę w kotka i myszkę. Flirtowanie.
Zauważył, że Amanda zwolniła nieco przy wyjściu do Wielkiej Sali. Uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej go zauważyła. Jej koleżaneczka rozglądała się z przejęciem wokół, pewnie próbując zrozumieć, o co chodziło. Janvier uśmiechnął się jeszcze szerzej i szybko do nich dołączył.
– Dobry wieczór paniom – przywitał się z Krukonkami, jednocześnie wychodząc wraz z nimi z Wielkiej Sali, aby nie tarasować przejścia.
– Dzień dobry pa… – zaczęła Emma, jednak Amanda szybko uciszyła ją jednym, mocnym uszczypnięciem w ramię. Wrodzona głupota Varren, podobnie jak i nowo powstała fascynacja Janvierem, wybitnie nie były Zabini w tej chwili na rękę.
– Witaj, Olivierze, miło cię widzieć – skierowała się do Francuza, wpatrując się w niego intensywnie. Jego błękitne oczy z ciemniejszymi plamkami naprawdę się jej podobały, choć był dość niski. Nie mogła jednak się w nie zapatrzeć, gdyż musiała pozbyć się piątego koła u wozu: – Emmo, Lucas mówił, że chce z tobą pogadać. Czeka na ciebie w pokoju wspólnym.
– A nie mówiłaś, że jest…
– Czeka na ciebie, Frank mi powiedział – odrzekła znudzonym tonem.
Najwyraźniej tym razem do móżdżku Varren dotarło, że nie było sensu dalej dopytywać, tylko wziąć udział w grze, bo nagle zmieniła wyraz twarzy z zaskoczenia na coś, co w jej mniemaniu przypominać miało zrozumienie, i wykrzyknęła:
– A no tak, pewnie chce, żebym mu dała notatki z zielarstwa! To cześć! – pożegnała się i odbiegła w kierunku korytarza prowadzącego na schody.
– Ona w ogóle chodzi na zielarstwo? – spytał rozbawiony Janvier, odprowadzając Emmę wzrokiem.
– Nie, więc może dlatego myśli, że ma z tego jakieś notatki. Nigdy nic nie zapisuje na lekcjach – odpowiedziała Amanda z uśmiechem, nie dając zbić się z pantałyku.
Najwidoczniej nie przejmowała się, że kumpluje się z mało inteligentną dziewczyną. Olivier zdawał sobie sprawę, że Zabini musiała przeprowadzić kalkulację, z której wynikło, iż Emma bywała przydatna. Na całe szczęście nie zamierzał się w nikim zakochiwać, bo wtedy takie zachowanie mogłoby mu przeszkadzać. Intrygowało go za to, w czym Varren mogła być dobra, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
– Czy twoja propozycja zwiedzania Hogwartu jest aktualna? – zapytał głębokim głosem, zmieniając temat. W końcu mając przed sobą najpiękniejszą dziewczynę w szkole, no może na równi z Grace Brown, jedną z koleżanek Lily, nie zamierzał zaprzątać sobie głowy jakimiś idiotkami.
 – Oczywiście, pewnie nadal się gubisz? Znasz już błonia? – zainteresowała się Amanda, zakładając niesforny kosmyk czarnych włosów za prawe ucho.
– Nie, pogoda nie zachęcała do bliższych kontaktów z dworem – odpowiedział Olivier, nie spuszczając nawet na chwilę wzroku z twarzy dziewczyny. Z bliska była jeszcze piękniejsza. Granatowe, wielkie oczy błyszczały, a pełne, czerwone usta kusiły.    
– Masz szczęście, że akurat przestało padać – zakomunikowała radośnie, biorąc go pod ramię.
Poczuł przyjemne ciepło stanowiące jakiegoś rodzaju rekompensatę, iż nie mógł patrzeć już na nią od frontu, a tylko na lewy profil.
– Skąd wiesz? To w ogóle możliwe?!
Oboje się roześmiali.
– Wyszłam na chwilę na błonia przed kolacją. Mam nadzieję, że nic się do tamtej pory nie zmieniło.
– Cóż, głupotą byłoby nie sprawdzić – stwierdził Olivier i wyciągnął rękę dłoń, którą Zabini bez wahania przyjęła, a następnie pociągnął Krukonkę w kierunku drzwi wyjściowych. 

***

Pojawia się wreszcie kolejny rozdział: mało w nim Hugona, ale dużo Oliviera ;). Kolejny pojawi się w pierwszej połowie września.
Nastąpiła między innymi zmiana merytoryczna, a mianowicie: Olivier podobnie jak jego siostra uczęszczał wcześniej do Beauxbatons. Słusznie wypomniano mi, że zgodnie z kanonem szkoła ta była koedukacyjna, no i jedyna we Francji. A koedukacja bardzo mi się przyda, jeśli chodzi o przeszłość Oliviera. Tak więc końcówka pierwszego rozdziału trochę się zmieniła.
EDIT: 28.08:
Druga kwestia, która uległa zmianie: zmieniłam wspólną pasję Heleny i Hugona na opiekę nad magicznymi stworzeniami; trochę dziwne by było, jakby Lily musiała się zwracać o pomoc z zielarstwa do Sharon, a nie do Hugona, jeśli ten tak bardzo kochałby ten przedmiot.
Jak zwykle będę wdzięczna za wszelkie opinie.

82 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Właśnie przeczytałam i wracam z komentarzem :)
      Bardzo spodobał mi się początek rozdziału, czyli ta retrospekcja na temat wcześniejszego życia Lily. Tak wspaniale opisałaś tę sąsiadkę, jej dom i jej relację z Lily, że aż sama chciałabym poznać kogoś takiego. Czytając to, czułam się jakbym tam była. Ten dom wydał mi się taki przytulny, a pani Grandmoor bardzo sympatyczna. Zawsze myślałam, że Harry i Ginny byli kochającymi rodzicami, którzy poświęcali dużo czasu dzieciom. Podoba mi się to, że przedstawiasz ich w inny sposób, zapracowanych i rzadko przebywających w domu. Jestem ciekawa, co takiego zrobiła Ginny, że Lily potem tak jej nie lubi. Bo jeszcze tutaj nie było tej niechęci, to musiało chyba przyjść później.
      Ogólnie zachwyciła mnie cała historia o sąsiadce Potterów. Przekazałaś ją we wspaniały sposób. Wiadomo już po części, dlaczego Lily jest taka, a nie inna. Nie chce się do nikogo zbliżyć, żeby potem nie cierpieć po stracie. Teraz mogę zrozumieć jej zachowanie. To naprawdę ciekawa postać.
      Dodam jeszcze, że pani Grandmoor nauczyła Lily francuskiego, a to oznacza, że ona i Olivier mogliby się dogadać ^^ Gdyby chcieli, oczywiście. Na co liczę :)
      Szkoda, że Olivier poszedł z Amandą na ten spacer, ale może się okazać ciekawie. Mam nadzieję, że dostanie się do drużyny quiddicha, chociaż to może być trudne. Wcześniej latał na hipogryfach. To też mi się spodobało. Ten kontrast pomiędzy Francją a Anglią i szkołami.
      Co wyniknie z tego spaceru? Jak zareaguje Lily, kiedy się o tym dowie? I czy w następnym rozdziale będzie jakiś wątek o Helenie i Hugo? (Których wprost pokochałam ♡)
      Czekam cierpliwie i pozdrawiam gorąco.
      Całusy,
      Optimist :*

      Usuń
    2. Bardzo Dziekuje za komentarz. Ciesze sie, ze Ci sie podobało,chciałam stworzyć ciepła atmosferę w tym opisie. Mysle, ze pani Grandmoor miala na mysli troche co innego, niz to jak interpretuje tp Lily, ale jeszcze wszystko przed nami.dobrze, ze zauważyłaś ten fragment p francuskim, tak, jakby chcieli, to by mieli nawet dwa języki, z ktorych mogliby rozmawiać xdxd mysle, ze bedzie wiecej o różnicach miedzy szlokami, bo to ważne, zreszta juz mam w głowie pomysł, dla ktorego takie porównanie bedzie b.wazne. W ogole mam duzo pomysłów, co chyba spowoduje, ze opowiadanie niezłe sie rozrośnie. Tak, w przyszłym rozdziale musze napisac cos o Helenie albo Hugonie (raczej nie obojgu), to na pewno xd

      Usuń
  2. W tym rozdziale Lily nie denerwowała mnie tak jak zwykle. Ale to pewnie dlatego, że to było wspomnienie, kiedy nie była jeszcze tak irytującą i samolubną nastolatką. Właściwie to nawet jej współczułam. Dzieci sławnych rodziców często nie mają lekko. A widać, że Lily była bardzo samotnym dzieckiem. To naprawdę smutne. Nigdy chyba nie myślałam, że Ginny i Harry mogą być tak zajęci własnymi sprawami, że oddalą się od siebie i swoich dzieci. A zwłaszcza Harry, który w końcu sam jako dziecko nie miał kochającej rodziny, będzie większość czasu spędzał tylko w pracy. No ale tak wygląda Twoja wizja i w sumie to takie rzeczy się zdarzają, a w życiu, nawet tym rodzinnym, nie zawsze są tylko szczęśliwe chwile. Jednak chyba jeszcze bardziej nie spodziewałam się, że Lily zaprzyjaźni się z jakąś staruszką. Ale jak widać był jej potrzebny ktoś z kim będzie mogła porozmawiać o wszystkim, ktoś kto ją zrozumie, pocieszy, rozweseli. Pani Grandmoor była dla niej trochę jak przyszywana babcia i nie dziwię się, że Lily bardzo przeżyła jej śmierć. Przynajmniej teraz wiadomo chociaż po części dlaczego Lily jest jaka jest. Strach przed stratą, zranieniem i chęć bycia silną przerodził się u niej w złośliwość, złość i staranie się pokazania innym jaka to ona jest świetna we wszystkim, że zdanie innych jej nie obchodzi. Jednak to wszystko jest maską. Lily po prostu chce uchodzić w oczach każdego za silną osobę, tak jak radziła jej pani Grandmoor. Szkoda tylko że zniża się do pogardzania innych i wykorzystywania ich do własnych celów.
    Oliver, oj Oliver. Lubię go. Wydaje się być sprytny i spostrzegawczy. A do tego jestem ciekawa jak on to wszystko rozegra, chodzi mi o Amandę i Lily. Coś mi mówi, że nie da się wykorzystać żadnej dziewczynie, a byłabym rozczarowana gdyby było inaczej. Myślę, że może on trochę namieszać i chyba na to liczę. W każdym razie będzie ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, może to dlatego, ze ja nie lubię Harry'ego, ale zawsze sobie wyobrażałam, ze on w tym biurze autorów całe życie szuka kolejnych złych magów. A to właściwie jeszcze nie koniec wątku rodziców, o bie. Tutaj Lily jeszcze nie czuje nienawiści do matki, a skądś sie przecież wzięła..,(tzn.wlasciwie żal, poczucie zdeady, które Liky nazywa jako nienawiść). Ale tego chyba tak szybko bie zdradzę ;) inna kwestia, ze staruszce chodziło i bycie silnym w trochę innym sensie, ale Lilu tylko te dwa słowa wbiła sobie aż tak mocno do głowy. Hah, oliviera sama bardzo lubię, aczkolwiek obawiam sie, ze niektórzy mogą go chcieć zlinczować za sam fakt, iż poszedł na ten spacer xD ale cóż, bede go bronić Haha. Bardzo dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  3. Jestem właśnie ciekaw ajak zrodziła się jej nienawiść do matki. Na to z chęcią poczekam. A co do tego jak według ciebie Harry postępował wobec Lily, to jest moim zdaniem wręcz niemożliwe.
    Po prostu osoba wychowana bez jednego z rodziców zazwczaj nie wie jak później powinna zachować się jako ojciec czy matka, bo nigdy np. jej/jego nie miał.
    Ale ktoś wychowany przez takich ludzi jak Harry i z takim charakterem jaki stworzyła mu Pani Rowling, najzwyczajniej nie może tak postępować. To znaczy może, ale to niemożliwe. Po prostu to logiczne, że brakowało mu rodziców i wie jaki to ból. Nigdy nie dopuściłby do tego, żeby jego dzieci musiały czuć to co on.

    Ale kto wie. Taka jest twoja wizja i ją szanuję. Nie podoba mi się, no ale trudno. Kto wie. Może akurat masz rację,a to jajestem w błędzie?

    red-flour.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej wersji wcale nie jest tak, ze Harry nie interesuje się dziecmi, o nie. Mała Lily tez teochę lrzesadza, w koncu chciałaby miec ojca na wciąż xD ale faktycznie nieco za duzo pracuje, jest to pewnego rodxAju ucieczka. Wydaje mi się, ze przeżywszy takie a nie inne wydarzenia, moze odczuwać nadal presje ratowania swiata. Ponadto, jak okaże się pozniej, miedzy państwem Potter panował swego czasu kryzys, a więc to rowniez mogl byc powod, dla ktorego ojciec zaczął więcej pracować. Dziekuję za opinię:(

      Usuń
  4. Bardzo mi się podobał ten rozdział!
    Zwłaszcza retrospekcja. Biedna Lily, stracić kochaną osobę w tak młodym wieku... Nic dziwnego, że teraz nikogo do siebie nie dopuszcza. Jako dziewczynka była taka słodka, taka niewinna! Ale gdy tylko przeczytałam, że sąsiadka, którą dziewczynka tak pokochała jest stara, przeczuwałam najgorsze. Zresztą już na początku zaznaczyłaś, że Lily doznała straty. Ech, nawet w Dolinie Godrika nie zawsze jest kolorowo.
    W ogóle aż mi się ciepło zrobiło, gdy napisałaś, że Potterowie tam mieszkają. Zawsze jakoś sobie wyobrażałam, że właśnie tam osiądą. Niestety nie spodziewałam się, że oddalą się od siebie i swoich dzieci. Jakoś zawsze wyobrażałam sobie, że są kochającą rodziną, w której rodzice zawsze mają czas dla swoich pociech i do której w odwiedziny często wpadają Weasleye. Ale bardzo mi się spodobało, że George i Angelina są razem, choć nie spodziewałam się zobaczyć dziewczyny pracującej w szpitalu (:
    Widzę, że Oliver jest łamaczem serc. Już tyle dziewczyn za nim szaleje! Ja sama z każdym rozdziałem lubię go coraz bardziej.
    Szykuje się jakiś romans między panną Zabini, a nim. Byleby tylko dziewczyna nie miała zbyt wielkich nadziei, bo przecież Oliver nie wchodzi w stałe związki.
    Pisałam to już, ale powtórzę, że to opowiadanie ma niesamowity, niepowtarzalny klimat. Taki prawdziwie potterowski, a rzadko który fanfick jest w stanie taki zagwarantować. Aż czuje się tę magię, bijącą z tego magicznego świata.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuję za tak miły komentarz. George i Angelina do siebie pasuja... Tzn.ona pasuje do obu bliźniaków, a skoro Free nie zyje... :(:( (nie lubie Rowling za wiele smierci, Freda miedzy innymi xdxd).. O nie, Amandzie Olivier raczej serca nie złamie, ona sobie nie da. A Janvier moze i jest łamaczem serc, ale z zasadami... Choc nie mowię,ze zawsze tak łatwo je przestrzegać... ZresztąOlivier ma swoja przeszlosc, co nawet tutaj gdzies zaznaczyłam... Ale nic wicej nir powiem, hah, ja i te moje sekreciki xD Nigdy nie uważałam, zeby Potterowie mieli byc jako familia idealni, choc tez sadze, ze sie kochają. Członkowie tej rodziny w moim opowiadaniu odczuwają wobec siebie milosc, to ni tak, ze nie, ale trzeba im troche zycia pokompliikowac, nikt nie jest kryształowy xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Olivierze, no weź, żeby tak nie słuchać Hugosia, tylko się Amandą ekscytować. Wstydziłbyś się, o! Cóż, chyba jednak muszę tę małą wpadkę Oliviera puścić w niepamięć, bo chociaż jestem przekonana, że Hugoś opowiada niezwykle interesująco i cudownie i zupełnie nie ogarniam jak można by nie wsłuchiwać się w jego historie z zaciekawieniem, to jednak Olivier jest facetem, więc nic dziwnego, że na moment się wyłączył, rozmyślając o swoim planie przypadkowego „wpadnięcia” na Amandę, bywaaa. Olivierze, zostaje ci to oficjalnie przez mnie wybaczone, cieszysz się? :P
    Co do początku… Nie spodziewałam się, że Lily mogłaby się zaprzyjaźnić ze starszą sąsiadką… Może po części dlatego, że chcąc nie chcąc patrzę na nią przez pryzmat tej teraźniejszej, niezwykle „chłodnej” wersji Lily. Chociaż, ten fragment tylko potwierdził to, czego przebłyski pojawiały się gdzieś po drodze – Lily wcale taka zła nie jest, a w przeszłości to już w ogóle jakoś bardzo negatywna nie była. W tej retrospekcji mamy ją przedstawioną jako dziewczynkę, która nie potrafi dogadać się z rodzeństwem (to w sumie nic nadzwyczajnego, zwłaszcza jeśli jest się najmłodszym dzieckiem i na dodatek jedyną dziewczynką pośród starszych braci). Ba, jej rodzice są pochłonięci przez swoje sprawy, owszem, starają się jak mogą spędzać czas z dziećmi i uczestniczyć w ich życiu, jednak nie do końca im to wychodzi, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak by to oczekiwała sama Lily; zwłaszcza w momencie, gdy bracia Lily wyjeżdżają się uczyć, Ginny i Harry, przestają się nawet starać i zupełnie zanurzają się w pracy. I dochodzi jeszcze do tego aspekt popularności rodziców Lily, to często jest dla dzieci znanych ludzi niezwykle uciążliwe xd To naprawdę przykre, bo Lily tak właściwie jest w pewien sposób skazana na samotność. A gdy udaje jej się wreszcie komuś zaufać, to ta osoba znika z jej życia nieodwracalnie. Nic dziwnego, że z tamtego okresu Lily z pewnością wyniosła przeświadczenie o tym, że nie wolno się przywiązywać do ludzi, bo oni odchodzą, a ten kto zostaje cierpi podwójnie – bo jeśli doznało się już takiej prawdziwej przyjaźni, to gdy nagle zostaje to odebrane, ta powrotna samotność jest czymś niespodziewanym i jeszcze bardziej bolesnym. Poniekąd przez te wszystkie przejścia Lily nieco na swój, odrobinę spaczony, sposób zinterpretowała to „bądź silna”. Stworzyła swoją nową wersję, w której przeważają uczucia negatywne i tak też jest odbierana przez innych. Jeeez, jak ja kocham takie skomplikowane postacie :D Swoją drogą, wygląda na to, że może ta jej skorupa, którą się otoczyła może jeszcze zostać przebita…. Cóż, Hugoś trzyma się jej, bo pewne dostrzega ten cień Lily z przeszłości, a teraz nawet Olivier poniekąd spostrzegł, że jej agresywne zachowanie jest w niektórych sytuacjach po prostu formą obrony. Jednak Hugoś zna się na ludziach <3<3<3 Emmm, chyba chciałam coś jeszcze napisać o Olivierze… Ciekawy z niego człowieczek. W sensie jego taktyka jest osobliwa. Trochę jakby próbował chcieć zagrać we własną grę, wykorzystując konflikt między Lily i Amandą i pozostając niezależnym, ugrać jak najwięcej dla siebie. Całkiem mądrze, Olivierze :D Ej, a tak poza tym to George i Angelina – aww, uwielbiam Cię za to! Ja ją zawsze łączyłam z którymś z bliźniaków (szkoda, że ostatecznie na placu boju pozostał tylko jeden z nich) <3 Rozdział cudowny, zwłaszcza ta retrospekcja bardzo refleksyjna; Tęskniłam za Hugosiem i spółką! :D
    Ściskam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz;) czuję, że musiałas byc trochę niepocieszona, że tak mlo pojawiło sie tutaj Hugosia. Ale wiedzialam, ze choc troche bezposrednio musi się go tutaj znaleźć ;) następnym razem będzie coś więcej, chociaz moze o Helenie... Muszę sie zastanowić xD w kazdym razie w imieniu swoim i Oliviera dziekuję za wybaczenie xD. Lily chyba nie jest aż tak skomplikowana, no dobra, moze troche. Ona po prostu cechuje się dużą wrażliwością, ale i łatwo ją urazić, na co reaguje złością / tworzeniem skorupy... Pani Grandmoor z pewnością była jej bardzo bliska, dawała jej wiele ważnych lekcji, a ze Lily zapamiętała tak dobrze tylko jedno zdanie i zinterpretoeala je nieco inaczej, niz było go zamierzone... Ale wiesz... Jeszcze i tak dopiero dojrzewa, trochę się moze jeszcze zmienić ;)

      Usuń
    2. Rzeczywiście, trochę smutno mi było, że Hugoś zawitał jedynie na chwilkę, no ale jasne jest, że w obliczu tylu ciekawych wątków, on wciąż nie może znajdować się na tapecie...(a szkoda :P) Chociaż po cichutku liczę, że skoro nie było go teraz, to później powróci i to w podwojonej ilości xd Oo, Helenka też jest fajowa i pośrednio jej wątek łączy się z Hugosiem, także jak dla mnie jej perspektywa to również ta, której niecierpliwie wyczekuję :D
      Chyba przez to, że Lily generalnie sprawia wrażenie dość zdecydowanej osóbki, to zawsze wydaje mi się, że ona jest już prawie dorosła. Dopiero teraz, jak wspomniałaś o tym dojrzewaniu, uzmysłowiłam sobie, że to przecież trochę wciąż dziecko-dziecko i w jej przypadku naprawdę wszystko może się zmienić :D Chyba tym lepiej dla niej... Oby Hugoś miał na nią dobry wpływ xdd

      Usuń
    3. Myśle, ze ktoś inny wpłynie na Lily bardziej niz Hugos, ale Weasley tez będzie miał z panną Potter pewnego rodzaju waśń xD jednak może juz lepiej nie rozwijać tej myśli ;) wszyscy moi bohaterowie dojrzewają albo przynajmniej próbują to zrobić xD to dość złożony proces, czyż noe? Pamietam, ze w wieku 14 i 15 lat uważałam się za niesamowicie dorosłą, a dojrzałej się zachowywałam, będąc 12-latka xD na pewno beda sie pojawiać fragmenty z perspektywy Hugosia, choć pewnie nie jakoś niesamowicie często. Ale beda, beda ;) Cond

      Usuń
  7. Chyba po raz pierwszy od początku tego opowiadania przyszło mi na myśl - biedna Lily! Samotność zdecydowanie nie jest fajna, a ona jako dziecko musiała jej doświadczyć. To przykre.
    Dobrze, że chociaż miała przy sobie tą staruszkę, która zapewniła jej towarzystwo. W sumie obie były do siebie w jakimś stopniu podobne. Obie były samotne. Chyba ta zażyłość i ból po stracie spowodowały, że Lily stała się taka, jaka jest obecnie. Że odpycha od siebie ludzi, bo boi się zranienia. Smutne to wspomnienie. Bardzo smutne.
    A co to za niemiłe doświadczenia spotkały pana Oliviera? Cóż, widać, że przeszłość również w jego przypadku odcisnęła znaczące piętno na duszy. Lily się odcięła od wszystkich, Oliver nie chce się przywiązywać ani szukać miłości... Mają coś wspólnego.
    Nie wiem czy Janvier dobrze wyjdzie postępując zgodnie ze swoim przekonaniem... No, ale pożyjemy, zobaczymy. Może im obojgu poukłada się wreszcie odpowiednio w łepetynkach.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie mozna powiedzieć, ze Lily jest, jaka jest tylko z powodu charakteru, tak samo, jak nie mozna powiedzieć, aby było tak tylko w powodu wspomnień i prżezyc... Ponadto to nastolatka, musi się buntować choćby dla zasady xD ale zraniona z pewnością jest... Ach, nie byłabym sobą, jakbym czegos nie wymyśliła Olivierowi ;) Taaak, są w jakimś sensie podobni. Moze dlatego się Kłócą...między innymi. Dziekuje za komentarz :)

      Usuń
  8. I znowu mnie zaskakujesz, odbiegając od latami ucieranego schematu, a zarazem niszczysz moją wizję, którą miałam na temat młodych Potter'ów. Zawsze widziałam w nich silne indywidualności (w zasadzie, dorastając w takiej rodzinie i otoczeni takimi ludźmi nie mieli większego wyboru), choć gdy zachodziła potrzeba, wspierali się i odpierali atak każdego, kto chciałby zagrozić choć jednemu z nich. Ale ja tak lubię myśleć o większości rodzeństw, czasami z pewnymi wyjątkami, dlatego tak miło czyta mi się Twoją historię, chociaż może nie zawsze zgadzam się z tym wszystkim albo nawiedza mnie myśl "ja napisałabym to inaczej..." ;) Szczerze mówiąc, od takiej jednej myśli zaczęła się moja historia z pisaniem, więc nawet ją lubię ;)

    Cieszę się, że tym razem było zarówno o młodej Lily, jak i Olivierze, którego mogliśmy poznać nieco bardziej. Nadal mam mieszane uczucia w związku z jego postacią i nie mogę zdecydować czy rzeczywiście go lubię, toleruję czy częściej mnie irytuje czy nie, ale powoli nad tym pracuję.

    I tak jak zaintrygował mnie w tym rozdziale, tak Lily sprawiła, że spojrzałam na nią nieco przychylniejszym okiem. To nie tak, że jej nie lubię, ale często mam problem z żeńskimi bohaterkami, zwłaszcza z takimi, które chciałyby rządzić całą szkołą i światem, niekoniecznie w tej kolejności. To musiał być dla niej szok, ta nagła cisza w domu, brak towarzystwa, nawet tego, które nie zawsze jej odpowiadało i brak uwagi rodziców. Dzieci często potrzebują pewnej swobody i każdy jej przejaw chwytają w locie, ale to nie wyglądało na swobodę, a całkowite niemal opuszczenie swojego najmłodszego dziecka. Zaczęłam się też zastanawiać czy małżeństwo Ginny i Harry'ego rzeczywiście jest takie szczęśliwe, jakiego można by się spodziewać.

    I - oczywiście - żałuję, że było tak mało Hugona. To mój faworyt, póki co ;)

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Lily też może trochę przesadzać, w końcu dzieci bardzo pragną uwagi dorosłych... ale nie da się ukryć,że panował wtedy kryzys między Ginny a Harrym, o czym jeszcze coś będzie na ten temat. A to, czy rodzeństwo Potterów stoi za sobą murem... nie powiedziałąbym, że na pewno nie... To,że kłócą się między sobą, nie oznacza, że jak przyjdzie co do czego, to nie będą się wspierać.:p Och, to może i dobrze, że nie wiesz co myśleć o Olivierze, znaczy to, że wywułuje on sporo emocji, a to się przecież liczy najbardziej xD O Hugonie z pewnością nie zapomnę xD widzę, że coraz więcej ludzi go lubi, dogania Oliviera w ankiecie. dziękuję za komentarz!:)

      Usuń
  9. Gdzieś na początku było powtórzenie ze słowem również, tak mi się zdaje i chyba przegięłaś nieco z tym ciepłem, ale to tylko takie tam szczegóły... :)
    To niesamowite jak jedna starsza pani może wpłynąć na zycie dziesięcioletniej dziewczynki. Więź jaka się miedzy nimi wytworzyła jest niemal bajkowa, niesamowita. To ważne, że Lily znalazła oparcie w tej kobiecie, skoro nie mogła go otrzymac od własnej rodziny, tylko szkoda, że ta historia potoczyła się tak a nie inaczej. Własciwie to współczuję Lily tego, że w tak młodym wieku straciła tak bliską i przyjazną osobę. Nie dość, ze zwierzała się jej ze swoich sekretów marzen i lęków to jeszcze ile się nauczyła? Staruszka mogłaby być równie dobrze jej wspaniałą babcią...
    Jesli chodzi o Oliviera... cóż... jego postać zaczyna robić się ciekawa. Nie chodzi o to, że powoli kreujesz go na łamacza damskich serc, ale raczej intryguje mnie fakt, gdzie on stawia samego siebie w wojnie pomiędzy Lily a Amandą. Jego wkład może okazac się naprawdę interesujący, a wynik niespodziewany...
    Sadzę, że skoro nie zamierza stać się szarą myszką porzadnie zamiesza w całej tej społeczności Hogwartu i nawet wyobrażam sobie ten przewrót... elita spada na samo dno, a ci których byśmy się nie spodziewali... no dobra tak sobie tylko snuję... Nie wiem jaka masz dla niego role, ale naprawdę mnie to ciekawi jak Janvier poprowadzi swoja własną grę...
    Życze dużoo weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za opinię.
      Dziekuje, przeczytam jeszcze raz rozdzial i zwrócę uwagę na te powtórzenia.
      Dla Lily staruszka była jak najlepsza babcia pod słońcem, zdecydowanie... A rodzina jest załatana i ma swoje problemy, ale z pewnością panuje w niej milosc, mimo wszytsko; to jeszcze przed nami.
      Hah, Olivier sam jeszcze nie wie, jaka jest jego rola. Jego plan polega na nieplanowaniu, bo nie chce sie angażować, tylko się dobrze bawić. Jak juz go wrzucili do hogwartu, to chce miec z tego frajdę... Przynajmniej teraz ma taka politykę ;)
      Cond

      Usuń
  10. Ja dziś krótko kochana, bo jestem w pracy, ale powoli zalegam w zaległościach, wiec chcę wykorzystać każdą wolną chwilę. Co do tego mojego pisania to niestety lista z lewej nie kłamie i naprawdę stanęłam. Okazało się, że nie podoba mi się wiele z tych nowych notek i poprawiam to co poprawiałam. Ciężko to ogarnąć;D W każdym razie to jest po prostu taki moment, że się zacięłam i muszę przez niego przebrnąć. Także lista z boku jest aktualna i można na nią patrzeć. To z żółtym ptaszkiem jest ok na 100%.

    Twój rozdział przeczytałam jeszcze zanim mnie poinformowałaś. Miałam akurat chwilę i postanowiłam go poświecić temu rozdziałowi. Powiem Ci, że mimo iż tematyka kompletnie nie moja to bardzo lubię czytać Twoje rozdziały. Nie poświęcasz ich w całości magii, a raczej skupiasz się w dużej mierze na charakterach, osobowościach swoich postaci i ich relacjach. Bardzo mi się to podoba! Tu ujęło mnie to jak przedstawiłaś Lily i to wydarzenie z jej przeszłości. To pozwoliło mi bardziej zrozumieć jej zachowanie teraz. Myślę, że ona nikogo nie dopuszcza do siebie, bo znowu boi się straty i to wcale nie jest takie głupie. Może wewnątrz nadal jest gdzieś ta kochana, wrażliwa Lily tylko trzeba ją obudzić?
    Co do Oliviera to jestem bardzo ciekawa jak potoczy się ten wątek z Zabini. On ciągle mówi, że nie ma zamiaru się zakochiwać, ale coś mi się wydaje, że ona bardzo mu się podoba.
    Czekam na kolejny! ;*

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za opinię! Ruda, wieczna profesjonalistko;*
      W kazdym opowiadaniu staram się opisywać uczcua, bohaterow, itd, a magię Hogwrtu po prostu bardzo lubię xD ponadto chciałam miec liczna rodzine w tle. Ciesze sie, ze mimo iż nie należysz do potteromaniakow, polubilas to opowiadanie. Lilu z pewnością boi się straty, plus łatwo ją urazić, a na to reaguje złością. Olivierowi moze i się amanda podoba, ale... Hm, nic nie bede zdradzać. Dziekuje za komentarz, Cond

      Usuń
  11. Bardzo smutna ta historia przyjaźni Lily z panią Grandmoor :> Nie w ten przygnębiający sposób, ale uczuciowy, emocjonalny. Jakoś tak trudno o tym myśleć bez emocji. Ja się prawie rozpłakalama, czytając, jak ukochana przez małą lily sąsiadka umarła. Swoją drogą Lily ma naprawdę zryte relacje z rodzicami. Ma mnóstwo ludzi wokół siebie, a już jako mała dziwczynka czuła się mega samotna. Szukanie ludzi spoza tego środowiska to ogromna oznaka samotności. Szkoda, bo Potterowie pozornie wydaja się wręcz idealną rodzinką :>

    Co do rozdziału, to dużo w nim Oliviera, a to już dobrze o tym świadczy :D Ten chłopak to istny ideał i aż żal, że takich perfekcyjnych chłopaków można spotkać tylko w opowiadaniach :) Swoją drogą nie wiem, czy pisałam, ale początkowo ogromnie nie podobało mi się jego imię. Teraz siedzę i szczerzę się przed laptopem jak idiotka, usiłując wymówić to z francuskim akcentem :P
    Olivier ma charakter, niewątpliwie równie mocny co Lily i nie chce dać sobą pomiatać. Coś czuję, że ich następne konfrontacje będą prawdziwymi starciami gigantów :P Nie rozumiem, dlaczego każdy chłopak musi chociaż raz wdać się w toksyczną relację z dziewczyną, z którą jakikolwiek związek nie wróży nic dobrego. Mam wrażenie, że zaraz i Olivier popełni ten bląd, nawet jeśli on sobie jeszcze tego nie uświadomił. Zabini to zło w ludzkiej postaci i chociaż Olivierowi wydaje się, że wie w co się pakuje mam niemiłe wrażenie, że to się źle skończy.
    Swoją drogą miałam nadzieję, zę w tym rozdziale znowu bęzie coś o Helenie, bo jestem ciekawa, co ją takiego strasznego spotkało, żę zmieniło jej charakter :> Ale przynajmniej mało irytucjącego Hugona, co niewątpliwie mnie cieszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak wspaniałe słowa, aż sie ciepło na sercu robi:) ach, to naprawdę ciekawe doświadczenie, jak bardzo różni czytelnicy maja rożne opinie na temat bohaterów-np.takiego Higona, niektórzy go wielbią, a Ty widocznie za nim nie przepadasz. Ale go chyba wlasciwie dobrze, znaczy, ze wywołuje uczucia;) o Helenie z pewnością Będzie, choć to rownież oznacza młodego Weasley'a;D cos w tym jest, ze Olivier sie pakuje w niebezpieczne rejony, ale bez przesady, Lily tez jest w jakimś sensie niebezpieczna;) jeszcze raz dziękuję

      Usuń
    2. Powiem Ci, że jeszcze Hugona jako miłośc Heleny zniosę, ale jego relację z Lily już gorzej :) Przy niej on wypada dla mnie strasznie niemęsko, ciapowato. Co innego Olivier, który przy Lily to dla mnie cud, miód i fistaszki :D
      I zapomniałam wspomnieć, że świetnie Ci wychodzi kreowanie relacji między bohaterami jako grupą, całością, którzy bądź co bądź są od siebie odizolowani, skoro mieszkają w innych domach. Podziwiam, że nie poszłaś na łatwiznę i nie zrobiłaś ich wszystkich np. Krukonami :D

      Usuń
    3. To byłoby niesamowicie nudne, gdyby wszyscy należeli do tego samego domu, o wiele wiecej ciekawszych wątków można wykreować, jak się połączy bohaterów z rożnych ;) choć wtedy trzeba wymyślać, gdzie by się mogli spotykać Haha :D No tak Hugon sobie średnio radzi z Lily, ale to bie jego rola...przynamniej na razie xd dziękuję

      Usuń
  12. Dziękuję bardzo za komentarz, niesamowicie sie cieszyłam, czytając tak miłe słowa. Chyba najbardziej mnie poruszyła Twoja radość , ze było mało Hugona. Niektórzy go uwielbiają i narzekają,ze tak mało. Trudno zadowolić wszystkich, ale przecież jakby ludzie byli tacy sami, to życie byłoby niesamowicie nudne. Chyba więc powinnam się cieszyć, zd moi bohaterowie budzą skrajne emocje:D Hah, cieszę sie ze zmieniłaś zdanie na temat imienia Oliviera; po francusku to na pewno brzmi lepiej niz po angielsku ;D wlasciwie wg mnie to wszystko brzmi dobrze po francusku :D

    OdpowiedzUsuń
  13. może to z mojej winy, bo jestem zmęczona albo Olivier po prostu taki jest, ale w tym rozdziale niesamoiwicie mnie irytował. Może to przez te dziewczyny a może przez coś innego. no nie wiem, pewnie to moja wina XD ale do meritum, odnoszę wrażenie, że gdzieś pomiędzy tym gadniem o braku zaangażowania kryje się jednak coś innego. Niby jest szczery w tym, co robi i mówi, ale czasami odnoszę wrażenie, że chodzi o coś innego. A przynajmniej z Lily; Amanda przyciąga go jedynie wyglądem, a przecież fascyznacja tym może minąć.
    A co do Lily i Pani Grandmoore... no cóż, to naprawdę wiele wyjaśnia i rzuca na dodatek nowe światło. A na dodatek takie wydarzenie naprawdę może wiele zmienić w światopoglądzie.
    Czekam na kolejny, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos sie tam kryje w życiu Oliviera, nie powiem, ze nie, choć bezpośrednio związku to z Lily nie ma. Ale...chyba rozumiem, dlacDgo możesz czuć irytację na myśl stosunku Oliviera do Lily.. Choć chyba on sam na razie nie zdaje sobie sprawy z własnego stosunku do niej. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  14. Retrospekcja z dzieciństwa Lily wiele trochę tłumaczy zachowanie obecnej Lily, jednak sądzę, że za takim ukształtowaniem charaktery kryje się jeszcze więcej, bo śmierć nawet tak bliskiej sąsiadki nie mogłaby aż tak bardzo wpłynąć na dziewczynkę.
    W każdym razie było mi mocno żal dziesięcioletniej Lily. Widać, że mocno zżyła się i zaprzyjaźniła z panią Grandmoor. Ale takie, niestety, jest życie. Ludzie starzeją się i umierają i nic tego nie zmieni.
    Trochę obawiałam się, że we fragmencie, w którym weszła do domu sąsiadki i wyczuła, że coś jest nie tak, w którymś z pokoi znajdzie już nieżywą panią Grandmoor, ale na szczęście to tylko moja wybujała wyobraźnia, bo pewnie taki widok jeszcze mocniej odbiłby się na psychice Lily.
    Podobało mi się bardzo to, że zarówno Ginny jak i Harry w tych ostatnich dniach zabierali córkę do szpitala i na początku tak szybko wyjaśnili, co się z nią stało. Inni rodzice mogliby tylko machnąć ręką i uznać, że to tylko sąsiadka i nie ma potrzeby, by odwiedzać ją w szpitalu, bo od tego jest rodzina.
    Błędy:
    - "Skrzaty domowe, których obecność w rezydencji Potterów stanowiła od zawsze punkt zapalny utarczek między nimi a jej ciocia, Hermioną, były w porządku, ale nie zachowywały się jak ludzie." - ciocią
    - przy odmianie nazwiska "Wesley" nie używa się apostrofu
    - nazwy wszystkich przedmiotów nauczanych w Hogwarcie pisze się małą literą
    I na końcu jeszcze jedna sprawa, na którą ja jestem bardzo wyczulona, bo kojarzy mi się z opowiadaniami naprawdę niskiej kategorii, a mianowicie skracanie nazw. W przypadku przedmiotów jeszcze to rozumiem, bo u nas w szkołach też mówiło się WOS, WOK, PO, ale PW i WS działają na mnie jak czerwona płachta na byka. Moim zdaniem wygląda to głupio, co więcej Rowling też nigdy nie stosowała takich skrótów, dlatego wolę pełne nazwy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię. Smierć staruszki oczywiscie nie jest jedynym powodem, dla którego Lily zachowuje sie obecnie tak, a nie inaczej. Nakłada się na to wiele rożnych aspektów, miedzy innymi rownież to, o czym mowa była w prologu. Chyba jesteś pierwsza osoba, która pochwaliła Harry'ego i Ginny jako rodzicow. Dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy. mysle, ze zrezygnuję także ze skrótów; No może oprócz przedmiotow, bo jak sa tak długie, to wydaje mi sie, ze uczniowie mogą je tak skracać. Ale do PW i WS masz racje:)

      Usuń
  15. Ten fragment z przeszłości Lily sprawia, że znajduję po części usprawiedliwienie dla jej obecnego zachowania. Strata bliskiej osoby mogła być dla dziewczyny naprawdę ogromną traumą, tym bardziej, że sąsiadka była dla Lily jakby przyjacielem, jedyną osobą, której dziewczyna mogła się zwierzyć ze wszystkich problemów. Otworzyła się na kogoś, przywiązała, a potem musiała zmierzyć się z bólem idącym w parze ze śmiercią kobiety. Oczywiście każdy w takiej sytuacji mógłby zareagować nieco inaczej, bo nie każda osoba, która doświadczyła straty nagle staje się taka chłodna i zamknięta na innych. Zresztą to na pewno nie jedyny czynnik, który wpłynął na Lily. Nadal na przykład nie wiem, czemu ma taki, a nie inny stosunek do rodziców, ale liczę, że wkrótce się dowiem. Zrobili jej coś złego, czy dziewczyna jest po prostu niesprawiedliwa w swoim osądzie?
    O, jak dużo Oliviera! Bardzo mnie to cieszy. Jest mniejszym egoistą, niż się spodziewałam. Co prawda raczej nie w głowie mu związki, ale z drugiej strony stara się wybierać dziewczyny, które nie zaangażują się i nie będą zranione, a mógłby w ogóle się tym nie przejmować. Poza tym wydaje mi się, że naprawdę polubił Hugona. No i zauważył, jak bardzo dziecinnie czasem zachowuje się Lily i Amanda. Myślałam, że Olivier będzie zapatrzonym w siebie egoistą, a tymczasem okazuje się, że całkiem mądry z niego chłopak, w dodatku nawet jest skłonny do empatii i ludzkich odruchów,. Co prawda dawny Olivier też mi nie przeszkadzał, ten który wydawał mi się nieco bliższy charakterowi Lily, ale po przeczytaniu tego rozdziału i poznaniu innej strony chłopaka, chyba lubię go jeszcze bardziej.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie. na postac Lily wplywa wiele czynnikow. Rowniez ona sama. To czy rodzice zrobili jej cos zlego - ciekawa kwestia. Pozostawie Wam to do ocenienia swego czasu; w minemaniu Lily odpowiedz z pewnoscia brzmi
      "tak". Olivier - jest podobny w jakims stopniu do Lily, ale w innym - zupelnie inny. Z pewnoscia nie jest krysztalowy, choc raczej nie nazwalabym go egoista ;p Najwyrazniej uwazasz go za dwuznacznego, co mnie cieszy, bo taki byl zamiar. Ciesze sie, ze go coraz bardziej lubisz. I dziekuje za komentarz:)
      Dlaczego nadal podpisujesz "bunt" i "teorainn", a nie ma "smiertelnego pocalunku"? ;)

      Usuń
    2. W sumie z rozpędu to zrobiłam. Już od tak dawna podpisuję się w ten sposób, że nawet nie zwróciłam na to uwagi ;p

      Usuń
  16. Widzę, że nieco rozjaśniłaś sytuację odnośnie charakteru Lily. W zasadzie dzięki temu fragmentowi na początku sporo się wyjaśniło. Między innymi zachowanie dziewczyny. W sumie to nie pomyślałam wcześniej, że mogła ona być zaprzyjaźniona z sąsiadką. Nie wpadłabym na taki scenariusz...
    Hmmm.... Oliver... Szczerze powiedziawszy lubię tego chłopaka, ale już powoli zaczyna mnie on wkurzać. Ta jego chęć zarywania do dziewczyn i te jego klasyfikowanie ich według wyglądu sprawiają, że zaczyna powoli czuć do niego awersję. Zobaczymy, może to się zmieni? Swoją drogą w tym swoim postanowieniu, aby nie angażować się z nikim emocjonalnie, przypomina mi Lily. Jak widać mają oni o wiele więcej wspólnego, niż by się na początku wydawało.
    Ogólnie to jestem strasznie ciekawa, jak to się dalej potoczy. W moich wyobrażeniach ta dwójka jest w końcu razem. Mam jednak wrażenie, że jeszcze długa droga przed nimi, aby doszło do tego, jak również, że na tej drodze jest wiele zakrętów i ślepych uliczek. Cóż przecież życie nie jest łatwe... Rozdział podoba mi się i liczę, że kolejny również przeczytam z przyjemnością. Pozdrawiam i weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakakolwiek ich relacja by nie była, z pewnością cechować ja bedzie dużo ślepych zaułków i wiele przeszkód. Sa zbyt podobni, zbyt dumni, zbyt...samodzielni; przynajmniej we własnym mniemaniu. O przeszłości Lily, a Olivieta wlasciwie tez, jeszcze trochę bedzie. Chyba mi się to opowiadanie mocno rozrośnie xD coz, Olivier nie patrzy tylko na urodę, choć raczej bie przejdzie obojętnie obok kogoś, kto jest ładny i się nim interesuje. Ma 15 lat, Haha, skoro juz odkrył, ze dziewczyny nie sa be, to chce je poznawać xD bardzo dziękuję za komentarz :)

      Usuń
    2. Ja w sumie to cieszę się, że to opowiadanie Ci się rozrośnie. Naprawdę przyjemnie jest mi nie czytać, więc osobiście nie mam nic przeciwko.
      Powaliłaś mnie tym tekstem: "skoro juz odkrył, ze dziewczyny nie sa be, to chce je poznawać". Normalnie nie mogę pozbyć się uśmiechu z ust... Niemniej jednak popieram to stwierdzenie rękoma i nogami! A co! Hah^^
      PS: Zapraszam na nowy rozdział u mnie :)

      Usuń
  17. Hey, przepraszam, że tak długo musiałaś na mnie czekać, ale najzwyczajniej w świecie nie miałam czasu. Przepraszam również, że ten komentarz będzie krótki, ale staram się nadrobić kilka blogów, póki mam chwilę wolnego.
    Do rzeczy: bardzo podobała mi się ta pierwsza część. Dała naprawdę do myslenia. Pokazała z jakiego powodu Lily tak skrzętnie ukrywa swoje emocje i trzyma ludzi na dystans. Boi się. Tak myślałam. Jodi Picoult pisała w mojej ulubionej książce, że nikt tak naprawdę nie chce być samotnikiem. Po prostu doznał rozczarowań ze strony ludzi. Lily rozczarowała się tym, że można tak łatwo kogoś opuścić. I to nie wina tej starszej kobiety, że umarła, ale jednak. Rozczarowała się, bo przecież nie mogła juz więcej pielęgnować tej znajomości. No i czuła ból, bo przecież strata boli. Jakakolwiek by nie była. I ja totalnie rozumiem tę małą (jak i dużą) Lily. Bo przecież uczymy się na blędach, ona uznała, że błędem jest pozwolenie, aby ludzie się do nas zbliżali.
    Każdy ma jakieś lęki.
    Co do drugiej części to Olivier zaczął działać mi na nerwy. Napuszony dzieciak, który uważa, że przelotne znajomości coś mu dadzą. A fe!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jodi Picoult ma rację, ja też ją lubię, choć niestety po przeczytaniu kilku pozycji ma sę dosyc, bo wszystko pisze w ten sam sposob. A z której książki pochodzi akurat ten cytat? W przeszłości Lily było jeszcze trochę rożnych, mało przyjemnych wydarzeń, ale faktycznie sporo z nich rownież wiąże sie z samotnością. Olivier ma równie dużo wyznawców co przeciwników, jak widzę. XD dziękuję za komentarz

      Usuń
  18. Jak dla mnie pogoda w Anglii jest cudowna, biorąc pod uwagę to, co działo się u nas przez ostatnie dwa miesiące... ale co kto woli. Przypuszczałam, że Lily nie jest taka wyrachowana bez powodu, że musiało stać się coś, co odcisnęło niesamowite piętno na jej psychice. Takim wydarzeniem niewątpliwie była śmierć pani Grandmoor, ale czy tylko? Ciekawi mnie, czy zdarzyło sie coś jeszcze... może wkrótce się dowiemy. Dziewczyna bardzo przeżyła śmierć staruszki. Straciła przyjaciółkę, (o ile tak można nazwać tę relację) kogoś, kto był dla niej jak babcia. Musiała więc stwardnieć, żeby jakoś poradzić sobie z tyloma negatywnymi emocjami, z ciągle powracającymi wspomnieniami.
    A Olivier? Również wydaje mi się, że się na kimś zawiódł i dlatego wystarczają mu przelotne znajomości. Nieźle się dobrali z Amandą, tia... nie ukrywajmy, pasują do siebie. On póki co próbuje wyczuć hierarchię panującą w szkole i zdaje mu się, że może nad wszystkim panować, że rządzi. Liczę na to, że Lily mu pokaże, jak bardzo się myli.
    Rozdział napisany naprawdę dobrze, czytało się lekko i przyjemnie, pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz:) ja mimo wszystko wolę ciepło, nawet upały, niz tak dużo deszczu. Mimo zd sama lubię Anglię o wiele bardziej niz Olivier (przynajmniej na razie, bo wlasciwie to Janvier juz zmienia zdanie na ten temat xD). Masz racje zarówno co do przeszłości Francuza, jak i Lily. Widzę, zd chłopak ma tyle samo zwolenników co przeciwników, choć nie spodziewałam sie, ze będziesz aż tak kibicować Pannie Potter w tym pojedynku xD

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i za to, ze masz zamiar przeczytać wszystkie opowiadania, trochę ICh jest:) No i ze postanowiłaś rownież przeczytać Niezależność. Tak, Lily i Olivier z lewnoscia cenią sobie swoją niezależność i sa dumni w nie do końca dobrym tego słowa znaczeniu... Ale coz, dopiero dojrzewają (bądź próbują), wszystko przed nimi. Hugon podobnie; nie ma tak silnej osobowości, ale dobry z nirgo chłopak i jak sie wkrótce okaZe, istnieje cos, co pomoże mu sie przeciwstawić. Bohaterów faktycznie jest sporo, stad ich wypisałam na dole. Mam nadzieje, ze sie przyzwyczaisz:) jeszcze raz dzięki

      Usuń
  20. Ten cytat pochodzi akurat z książki "Bez mojej zgody". Ja najbardziej na świecie polecam "Dziewiętnaście minut" i "Karuzelę uczuć". W ogóle książki Jodi Picoult. I jasne, po kilku jej lekturach można dojść do przekonania, że ona pisze tak samo, ale... pisze dokładnie tak jak lubię, więc jak do tej pory nie przeczytałam chyba tylko jednej jej książki, bo nie mogę jej nigdzie dorwać.

    OdpowiedzUsuń
  21. O ile do tej pory lubiłam Oliviera, o ile teraz stał się dla mnie trudny do zniesienia. Nie dlatego, żebym uważała go za dumnego dzieciaka, który ma się za lepszego od innych. Nie znam go na tyle, by ocenić, czy naprawdę taki jest, z tym poczekam pewnie aż do końca opowiadania. Po prostu nie rozumiem jak piętnastolatek (lol) może "nie chcieć się angażować" i snuć podobne rozmyślania o dziewczynach. To dzieciak, który ani o miłości, ani o kobietach jeszcze nic nie wie, to przychodzi dopiero później, a uważa się za kogoś, kto może igrać zarówno z Lily, jak i z Amandą. Żadnej nie lubię, ale mimo to nie podoba mi się, jak pan O. je traktuje.
    W psychice dziecka, którym Lily była w momencie utraty pani G. (wybacz, zapomniałam nazwiska), coś takiego na pewno wywarło pewien ślad. Szkoda, że Lily zrozumiała bycie silną opacznie. Na pewno jej przyszywana babcia, przyjaciółka nie chciałaby, żeby dziewczynka była tak chłodna, zamknięta, nie dzieląca się własnymi uczuciami. Ale cóż, Lily to taka pełna dumy nastolatka, nic więc dziwnego, że tak właśnie pojmuje "bycie silną".
    Hugon. <3 Lubię go, bardzo, ta postać wyszła ci najlepiej.
    Tak jeszcze z błędów - wkradło się parę literówek, naliczyłam trzy, ale już nawet nie wiem gdzie, bo wkręciłam się w czytanie i żal mi było odrywać się od rozdziału, żeby je skopiować i wrzucić do komentarza, wybacz. :D
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olivier przeżył cos w Beauxbatons, stad takie zachowanie xD ale nie dziwie sie, ze mógł Cie wkurzyć swoim zachowaniem. Tak, Lily nie dość ze najlepiej zapamiętała akurat to krótkie zdanie, to jeszcze zinterpretowała to po swojemu, coz ;) miło mi, ze lubisz Hugona. Ach, widzę, ze musze znów przejrzeć rozdział, literówki, kurczę...;)

      Usuń
  22. Rozdział przeczytałam już dawno - zaraz po jego opublikowaniu. Ale, że byłam wtedy nad jeziorkiem, nie miałam ochoty rozpisywać się przez telefon. Właśnie wróciłam do domu, więc piszę.
    Przykro mi z powodu Lily, która musiała poradzić sobie ze śmiercią uwielbianej przez nią sąsiadki. Małe dzieci przywiązują się do osób, a później ciężko jest im poradzić sobie z tym, że już więcej ich nie zobaczą. Może to jest jeden z powodów, przez co Potterówna nie chce się za bardzo zbliżać i spoufalać z ludźmi?
    No i Janvier... Jakoś nieszczególnie przepadam za tym bohaterem - może dlatego, że jestem wielką fanką Lily Luny, która mimo swojej wredności, jest moją ulubioną postacią tego opowiadania? Myślę, że jest taki troszkę napuszony i zbyt pewny siebie. Postawił sobie za cel zdenerwowanie Lily i nie przebiera w środkach. Chce się wkręcić do towarzystwa, dlatego postanawia zabawić się panną Zabinni. No cóż... jak dalej potoczy się ta historia, ciężko mi jest przewidzieć, ale na pewno nie szybko zapałam sympatią do Oliviera (przecież on zniszczył zabawkę Lily! :O) ;-)
    Czekam na kolejny rozdział! Pozdrawiam!
    Cath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałąm,że najbardziesz lubisz Lily. Może wyczywasz w niej kogoś więcej... To b. miłe. zachowanie Oliviera faktycznie może budzic sporo kontrowersji, choć tak naprawdę... on sam do końca nie wie, co robi, po prostu chce korzystać z życia na włąsnych zasadach, może nie do konca szlachetne, ale nie bawiłby się z Zabini, gdyby zauważył, że dziewczyna się nim za bardzo interesuje... Dziękuję za miłe słowa:)

      Usuń
  23. W końcu przyszłam i ja, tym razem nie zapomniałam. :D
    Najpierw błędy, bo trochę ich znalazłam:

    Posyłał mu za to na lekcjach z obrony przed czarną magią i numerologii szerokie uśmiechy i powłóczyste spojrzenia, które mile łechtało jego rodzące się męskie ego. - Chyba raczej posyłała?

    Powoli jednak dochodził do przekonania, że byłoby jednak milo porozmawiać sam na sam z Zabini niedalekiej przyszłości. - W niedalekiej przyszłości.

    Odkąd zjawił się z Hogwarcie, ten lał cały czas i nic nie wskazywało na to, iż miałby kiedykolwiek przestać. - W Hogwarcie. Hogwart lał?

    Mimo że interesowało go, co miał do powiedzenia Hugon na temat drużyny quidditcha, to w momencie, w którym jego wzrok padł na Amandę Zabini, przestał go słuchać. - Wzrok przestał słuchać? ^^

    – Ona w ogóle chodzi na Zielarstwo? – spytał rozbawiony Janvier, odprowadzając Emmę wzrokiem. - Nazwa przedmiotu małą literą.

    – Czy twoja propozycja zwiedzania Hogwartu jest nadal aktualna – zapytał głębokim głosem, zmieniając temat. - Na końcu powinien być pytajnik.

    Lily mnie bardzo irytuje, kurczę, zdecydowanie nie jest w moim typie. Przeczytałam ostatnio za dużo fanfików ScoRose i widzę bardzo duży kontrast między zachowaniem Lily a zachowaniem Rose... I zdecydowanie jej nie lubię. Oliviera też nie. Najpierw deklaruje, że nie wierzy w miłość, szuka niestałych związków, a potem stwierdza, że nie lubi, gdy kobiety się nim bawią? Cóż za hipokryzja. Nienawidzę hipokryzji. I jeszcze te flirty z Amandą Zabini... Nah, nie przekonuje mnie to. ._.
    Za dużo ScoRose XD
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za wypisanie błędów. dzięki temu zauważyłam ejszcze kilka dodatkowych i już je poprawiłam... ach, zawsze się coś znajdzie! Hm, Olivier raczej wierzy w miłość, tylko na razie nie jest nią zainteresowany xD Ale jednocześnie nie chce dawać komuś nadziei, więc wybiera tylko takie dziewczyny, które wg niego nie są nastawione na niewiadomo jakie uczucia. Może i pokręcone, ale tak mysli. pewnie się przekona, że to nie jest wcale takie łatwe. Lily może denerwować, w końcu taki jest mój zamiar. xD Ja sama nie czytam Sco-Rose, oprócz opowiadania Muniette, w którym jest trochę i o tej parze ;p

      Usuń
  24. Wzruszyła mnie historia staruszki. Taka przyjaźń, obalająca wszelkie bariery wiekowe - ba, pokoleniowe - zawsze chwyta za serce. Na pewno ma tutaj udział autorytet, widać go chociażby w ostatnim zdaniu tej historii. To takie okrutne, a zarazem bardzo ludzkie - zwykłe, starcze choroby w całym tym magicznym świecie.
    To tak zabawnie brzmi, Zabini jako dziewczyna :D Kojarzy mi się tylko i wyłącznie z Blaisem. ^^
    Ale i tak cały ten rozdział został przyćmiony przez początek. Może to jakieś moje zboczenie.
    Widzę, że czuwasz i jesteś bardzo uważna, chodzi mi o zmianę hobby na opiekę nad magicznymi stworzeniami. Szczerze, nie zauważyłam tego.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawialam rozdziały i to zauważyłam. Staram sie, ale sporo błędów i tak mo umyka, takich... Niedociągnięć jak np brak znaki zapytania czy cos ;) zawsze się cos znajdzie. Coz, początek miał przyćmić resztę, nie bede ukrywać, wiec cieszę sie, ze Ci się podobał :)

      Usuń
  25. Hej, hej.
    Jestem trochę beznadziejną czytelniczką, ale proszę, bądź dla mnie wyrozumiała, ponieważ, jak już wspominałam wcześniej, tematyka potterowska mnie za bardzo nie pociąga i wiesz, potrzebuję tak jakby natchnienia, żeby spojrzeć na to od strony bardziej... Obyczajowej? Tak, to pewnie dobre słowo.
    Bardzo mnie urzekł ten cały fragment na początku. Był niby taki zwykły, może trochę oklepany, bo wiesz, straciła kogoś, kto nauczył ją większości rzeczy, był powiernikiem sekretów, etc. Mimo wszystko to było tak lekko opisane, naprawdę dobrze się czytało i pod koniec było mi autentycznie przykro i szczerze współczułam Lily. Strata zawsze boli i to bardzo delikatny temat, przez co łatwo przedramatyzować, że się tak wyrażę i może coś wyjść niezbyt realistycznie, zbyt patetycznie... Mam problemy z ubraniem myśli w słowa, mam nadzieję, że zrozumiesz, o co mi mniej więcej chodzi. No ładnie Ci to wyszło, o.
    Podejście Oliviera jest jak najbardziej uzasadnione, w końcu jest jeszcze młody. Właściwie śmieszą mnie deklaracje nieprzemijającej miłości pomiędzy dzieciakami, które nie skończyły gimnazjum. A Amanda to naprawdę przebiegła osoba. Chociaż, może raczej obrała dobrą taktykę. Nie wiem dlaczego, ale całkiem ją lubię. Pomimo tego, że jest rywalką Lily, co swoją drogą Olivier pięknie podsumował i skwitował. Zgadzam się z nim w stu procentach. Ale wracając, Lily w tym rozdziale pokazała swoją lepszą stronę tak jakby, lecz mimo to ciągle Amanda mnie ciekawi. Z tego na pewno będzie jakaś większa akcja. Hugona mało, za mało... Chociaż te krótkie wzmianki mnie bardzo cieszyły, że na przykład Olivier uważa, że jest w porządku, że w ogóle jeszcze się z nim zadaje.
    Uch, jeszcze raz przepraszam, że tak po czasie, ale mam nadzieję, że zrozumiesz. Nie bądź zła, proszę.
    Najbardziej mnie teraz ciekawi to, co wyjdzie z Amandą. Och, czekam też na więcej Hugona i naprawdę chcę wiedzieć, czy wyjdzie mu z Heleną.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, tak mnie tez Bawią wielkie gimnazjalne miłości choć z drugiej strony pamietam własna pewność czternasto- czy piętnastolatki o miłości zycia xd nie spodziewałabym sie, ze kogoś zaintryguje postać amandy i to w dość pozytywny sposob, cieszę się;) Higona i Helenki jeszcze trochę tutaj bedzie, nie martw się;) dziękuję bardzo za opinię:)

      Usuń
  26. Jeśli traci się kogoś, z kim spędza się tyle pięknych godzin, człowiek może się całkowicie zamknąć w sobie. Lily zżyła się ze swoją sąsiadką, strata uroczej staruszki sprawiła, że na sercu Lily pojawiła się rana smutku i bólu. Teraz boi się komukolwiek oddać część siebie, bo może przez to zostać zraniona. Szkoda, że nie miała oparcia w swoich braciach. Rodzeństwo powinno sobie pomagać.
    Oliver widać bardzo zainteresował się Amandą. Z pewnością Lily bardzo zdenerwują tym Lily, gdy usłyszy od Grey, że nowy chłopak wyszedł razem z Amandą z Wielkiej Sali. Nie powiem, zaciekawił mnie ten wątek, ciekawe, jak dalej się to rozwinie :)

    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można sie domyśleć, jak zareaguje na te wieść Lily, nie chciałabym byc Sharon podczas tej rozmowy, haha. Bracia Lily, ach, to epopeja :D i tak ich wtedy nie było, ale pewnie bie zaczęliby nagle Non stop pocieszać Lily, choć pewnie tak zupełnie samej sobie tez by jej nie pozostawiali... Bedzie tutaj jeszcze sporo o relacjach miedzy nią i Albusem i to juz w nastepnym rozdziale, jak sadze. z Jamesem trochę mniej, w końcu juz go nie ma w szkole;) Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  27. No i przeczytałam ;)
    W zasadzie to ja już wiem, kto jest moją ulubioną postacią. Nie jest to ani Olivier ani tym bardziej ruda. Osobą, która chyba zawładnęła moim sercem jest Helena Smith. Przedstawiłaś ją w jak najlepszym świetle, gdy napisałaś jednym z rozdziałów fragment z jej perspektywy. Ogólnie wydaje mi się, że to właśnie w Hugo jest ona zakochana, przez co jest jej tak ciężko. Bo Lily, która stara się z nią rywalizować, nie przepada za nią, a co za tym idzie – dziewczyna musi się trzymać jak najdalej chłopaka, mimo że czasami z nim rozmawia. Na swój sposób jest to smutne i z pewnością dla niej naprawdę bolesne. Dobrze, że ma chociaż jednego przyjaciela, z którym może normalnie rozmawiać i mówić mu o wszystkim, choć wątpię, aby mu o tym wspominała.
    Ja ogólnie nie rozumiem podejścia Lily do tego wszystkiego. Czy ona naprawdę ma jakiś kompleks wyższości, który sprawia, że każdy, kto jest w czymś równie dobry, co ona, musi od razu zostać zaszufladkowany i uznany za wroga numer jeden? Dla mnie jest to bezsensu, zwłaszcza jeśli chodzi o Helenę, która na pewno nie chce z nią w niczym rywalizować. Ona szuka jedynie spokoju, a jest wplątywana w jakieś głupie gierki dziewczyny.
    Jeśli chodzi o Oliviera… Szczerze mówiąc trochę mi do gustu przypadł. Wydaje się być osobą twardo stąpającą po ziemi, która nie da się bezkarnie obrażać. Nie jest też tak uległy, żeby pozwolić, by bez jakiejś riposty przejść obok słów panny Lily obojętnie. To według mnie czyni go dość mocnym charakterem, a osoby z takim charakterem mogą być jedynie z takimi samymi. I dlatego też wiem, że on będzie z Lily.
    Nie mniej jednak zastanawiam się, czy on na poważnie zacznie kręcić z Amandą, czy tylko tak myśli, a w końcu zrezygnuje. Co prawda dziewczyna zdaje się znacznie lepsza od Lily, bo Lily dla mnie jest całkowicie głupia, ale nie wiem, czy aby na pewno. Może rzeczywiście jedynie gra, żeby utrzeć rudej nosa? Ale z drugiej strony może jak zacznie kręcić z Olivierem to się w nim zakocha i zostaną ze sobą? Kto wie… W każdym razie ja od razu wiedziałam, kim była ta dziewczyna, która pomogła mu trafić do sali.
    Najbardziej jednak ciekawi mnie wątek Heleny i Hugo. Szczerze mówiąc mam nadzieję, że chłopakowi w końcu uda się wyswobodzić spod tej głupiej kontroli Lily (bo tak to wygląda) i zacznie z nią rozmawiać normalnie, a potem coś więcej. Należy mu się, bo wydaje się naprawdę w porządku osobą i szkoda by było, żeby przez dziecinadę kuzynki stracił coś, co może być naprawdę wspaniałym przeżyciem dla niego. ;)
    A i te stereotypy… Jak ja nie lubię, jak wszyscy tak stereotypowo mówią o Anglii. Ale podoba mi się u Ciebie to, że Olivier owszem, mówi co myśli i powiela stereotypy, lecz jednocześnie Lily też mu dogryza i także powiela to, co ludzie mówią o Francuzach. Wydaje mi się, że może to być naprawdę ciekawe, jak przedstawisz ten konflikt. :D
    Ogólnie zrobiło mi się trochę żal Lily, jak przeczytałam o utracie tej starszej pani. Ale tylko przez chwilę, bo potem znów wrócił ten jej charakter. Ja naprawdę widzę w niej drugą Ginny, a ta dziewczyna mnie okrutnie denerwowała swoim istnieniem. To jest straszne, wiem, ale niestety szybko się do Lily nie przekonam. :D
    I w ankiecie zdecydowanie brakuje Heleny Smith. ^^
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzio za przeczytanie i opinię. Kiedy tworzyłam tę ankietę, myślałąm o tej trójce, postać Heleny nie byla jeszcze skrystalizowana, a fakytcznie - teraz dobrze byłoby ją dodać... i zribiłabym to, gdybym tylko mogła edytować ankietę - a niestety juz nie mogę ;( ale b. się cieszę, że tak ją polubiłaś. Helena nie chciała z nią w niczym rywalizować, ale cóż, nie można powiedzieć, aby nie odcuwała satysfakcji, kiedy dostanie lepszą ocenę niż Lily, choć sama wie, że to dosć dziecinne... Historia jej i panny Potter jest dość złożona i dużo w tym wszytskim goryczy.
      Cóz, Lily 'nienawidzi' wszystkiego, co ją zraniło. oraz tych, którzy ją zranili. Uwaza ich za zdrajców. Będzie o tym tutaj sporo... Kłotnie Oliviera i Lily zajmą sporą cześć tego opowiadania, nie bede ukrywać , że nie, a chwyty bęsdą stosowane różne... w tym odwoływanie sie do nstetreotypów, choć sama też nie uważam, aby to było w porządku... No ale..;p Amanda nie jest grzeczną dziewczynką, o nie, i bardzo lubi wszelkie intrygi... Ale nic więcej juz nie będę mówić. Dziękkuję jeszcze raz za tak obszerny komentarz:*

      Usuń
  28. Nie rozumiem dlaczego rodzeństwo tak bardzo darzy siebie nawzajem nielubieniem? Bo chyba nie jest to nienawiść? Ja rozumiem dogryzanie, robienie lekko na złość, ale wszystko inne i ta niechęć... Czemu rodzice nigdy na to nie zareagowali? Ja jako rodzic, chyba nigdy bym nie pozwolił na to by moje dzieci były sobie tak obojętne i lubiły sobie tylko dokuczać. Wydaje mi się, że matka i ojciec powinni wpoić dzieciakom, że oni kiedyś umrą i dobrze mieć na kogo liczyć, do kogo się zwrócić, komu pomóc i kogo o pomoc poprosić i to trzeba w dzieciach od najmłodszych lat pielęgnować, bo potem właśnie są takie skutki, że ludzie (rodzeństwo) mijają się na ulicy i nie mówią do siebie "część" nawet, albo co gorsza podkładają sobie giry.
    Polubiłem tę staruszkę, w sumie też za to że opiekowała się tymi kociskami i szkoda mi jej było gdy się pochorowała a potem odeszła ;-( Jednak ludzie umierają, chorują, marnieją i trzeba się pogodzić z takim przemijaniem, nie wydaje mi się więc by Lili to rozpamiętywała i rozpaczała z tego powodu do dziś i przez to tak odpychała od siebie ludzi i jedyne co robiła to ich wykorzystywała. Każdy z nas kogoś stracił i jakoś z tym żyje. Ona ma po prostu wredny charakter bo nikt jej porządnie nosa nie utarł i tu po raz kolejny liczę na Olusia, choć on też ma w sobie coś takiego co sprawia, że chętnie bym mu dokopał, ale podług Lili jest lepszy, więc jednak kibicuje jemu. Wydaje mi się też, że Oli więcej w dzieciństwie i w młodości przeżył od Li i być może to go nie usprawiedliwia ze wszystkich podłych zachowań i nieprzyjemnych odzywek, ale jakoś go tłumaczy, a ona... ona robi wielkie halo z niczego.
    Moje zdanie o Amandzie się potwierdziło - intrygantka z ładną buźką... imię do niej cholernie pasuje.

    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, albus id poczatku lubił dokuczać Lily, pozniej ona tez się tego nauczyła i z pewnością nie żyli w przyjaźni, choc jak sie okaże, nawet w przeszłości w pewnych momentach stawali za soba murem, a i w teraźniejszości cos na ten temat będzie. Rodzice faktycznie raczej tego nie dopilnowali, w koncu to nir tylko problem tej dwójki, James, czyli najstarszy brat,który skończył szkole, tez za swoim rodzeństwem jakos nie szalał... Lily ma i przeżycia i charakter, Olivier elasciwie teź, ogolnie myslalam raczej, ze sknocę jego przeszlosc w jednym wątku tylko,ale jego rodzina tez jest moegapokrecona, wiec juz mamy co najmniej dwa xD a co do Amandy, od razu jak tylko pomyslałam o jej postaci, to juz wiedziałam, ze musi miec tak na imię, z tym się zgadzamy w 100000% :)

      Usuń
  29. Byłam pewna, że za zachowaniem i sposobem bycia Lily kryje się wiele różnorakich czynników, które razem stworzyły właśnie taką postać - dziewczyna po prostu otacza się powłoką obojętności/dystansu wobec innych, bo boi się wielu rzeczy - straty (jak wspomniane było przy opisie jej relacji z sąsiadką). cierpienia, właśnie po tej stracie; czasem mam też wrażenie, że to przytłoczenie starszym rodzeństwem pobudza w niej tylko niepewność, czy aby na pewno jest przez kogoś kochana, komuś potrzebna. Przecież ona wolała spędzać czas z teoretycznie obcą osobą, niż z własną rodziną - wiem, że dzieci często hiperbolizują to, co się dzieje wokół i łatwiej przyswajają autorytety z zewnątrz, ale jej relacje choćby z rodzicami są tu przedstawione w sposób dający do myślenia.
    Co do Olivera, średnio go lubię jak na razie, ale nie skłaniam się ku negatywnej ocenie jego osoby, wolę poczekać jak się rozegrają kolejne wydarzenia i co z tego wszystkiego wyjdzie.
    Także do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci zdecydowanie hiperbolizują i Lily nie jest żadnym wyjątkiem, wręcz przeciwnie, widzieliśmy juz co nirgo w prologu. Ale że zle się działo swego czasy w małzeństwie Potterów, nie da sie zaprzeczyć. Mysle, ze bardzo dobrze interpretujesz postac Lily i ciesze się z tego. A Olivier...ma byc tak nie do konca do określenia, przynajmniej jak na razie ;)

      Usuń
  30. Miło wiedzieć, że rodzina małego czarodzieja w okrąglutkich okularkach nie jest tak idealna jakby można było uważać, bo na początku przedstawiłaś ich raczej ciepło. Co prawda brat z siostrą się kłócił, matka była silna i raczej twardo stąpająca po ziemi, a ojciec taki lekko nieogarniający i dający sobie wchodzić na głowę (tak wywnioskowałam z akcji z Ogórkiem, w sprzeczce z pociągu i wzmiance o Harrym na stanowisku... nie pamiętam już jakim, muszę się bardziej przyłożyć i zacząć zapamiętywać stanowiska i przedmioty). Tak jak mówiłam Potterowie idealni nie byli, ale ich obrazek malowałaś ciepłymi barwami, teraz nagle te barwy ochłodziłaś i sprawiłaś, że zaczęłam współczuć Lily. Ja wiem, że w życiu każdego człowieka jest taki etap gdy z domu "ucieka" w inny świat, świat rówieśników, kolegów, jakieś pracy, wolontariatu, gdy już nie chce grać z rodzicami w planszówki i nie bawi się z siostrą samochodzikami na dywanie, ale Lily oddaliła się od rodziców i braci nie jako nastolatka, a jako dziecko i nie do rówieśników a do kobiety, którą otoczyła uczuciami jakby była jej babcią. To z jednej strony cudowne i niesamowite, a z drugiej przerażające i nie dziwi mnie ani trochę zazdrość matki Lily o tę kobietę, bo to moim zdaniem co ta kobieta czuła nie było żadną nienawiścią, brakiem sympatii, czy coś, a po prostu zazdrością. Nie było w tym niechęci, po prostu bolała świadomość, że dziecko woli być z obcą panią niż własną rodzicielką. Wiem jak takie coś boli, bo jedno z moich dzieci uwielbia córkę sąsiadów (studentkę ASP), i jak ją widzi, to wszystko jest nieważne, jest tylko Zosia, Zosia, Zosia. I to głupie, ale na wiadomość, że Zosia wyjeżdża ja czuję i smutek, bo wiem , że moje dziecko będzie za nią tęsknić, ale też ulgę i radość, że wreszcie się jej pozbędę z mojego domu i życia mojego dziecka. To głupia sprzeczność i nie jest to nielubienie, to tylko taka zwykła zazdrość, co wpija się do żywego i aż w kości wgryza. Myślę, że większość matek miałaby podobne odczucia.
    Naprawdę polubiłam twoje opowiadanie i zaczynam żałować, że został mi już do przeczytania tylko jeden, ostatni rozdział. Szybko dodasz kolejny? We mnie już masz fankę, bo choć fantastyka to nie jest mój ulubiony gatunek i przekonałam się do niego niedawno, to poczytanie o perypetiach tak ciekawej i oryginalnej młodzieży przyciąga i momentami nawet zapominam, że oni są czarodziejami, bo co z tego, że umieją wywijać różdżkami, gdy wewnętrznie są tacy ludzcy.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potterowie nie sa idealna rodzinka, w końcu ma byc przekonująco, ale nie mozna tez powiedzieć, zeby nie było wsród nich miłości... Lily juz od małego jako jedno z najmłodszych dzieci w tej wielkiej rodzinie musiała sie nauczyć ze wrażliwość należy ukrywać... A ona jest dość wrażliwa, co powoduje, ze musi ukrywać całkiem sporo...:D bedzie jesCze sporo o relacjach w rodzinie, oj będzie. Ginny z pewnością była zazdrosna o córkę,w takich przypadkach trudno zachować chyba racjonalność? Z tego co piszesz mozna tak wywnioskować, choć przecież z drugiej strony matka pozostaje matka i dziecko do niej zawsze wraca ;) bardzo sie cieszę,.ze postanowiłaś przeczytać moje opowiadanie, nawet jeśli nie przepadasz za fantastyka. Ale wiesz, Wchodziłam juz kiedyś na Twoje blogi, czy legenda nie jest przypadkiem fantastyczna ? Czytałam niegdyś prolog i takie odniosłam wrażenie, ze Jes? No nic, niedługo postaram sie przeczytać to opowadanie, to się sama dowiem ;)

      Usuń
  31. Zabiłaś mnie tymi drewnianymi oprawkami okularów. Jesteś pewna, że właśnie to miałaś na myśli?
    Nazywanie Lily „panienką Potter” wydaje mi się aż do bólu pretensjonalne. Osobiście zrezygnowałabym z tego określenia, albo chociaż znacznie uszczupliła ilość występowania tej frazy w tekście.
    Wszystko cudnie, niby rozumiem, dlaczego Lily udawała się do sąsiadki, ale mimo to... Nie było tam żadnych dzieci w sąsiedztwie? I też przeprowadzenie się do innej części Doliny Godryka jakoś mnie nie przekonuje.
    W magicznym świecie bardzo rzadko umiera się ze starości, a udar krwotoczny wydaję mi się typowo mugolską przypadłością, którą magomedyk wyleczył by w oka mgnieniu.
    Natomiast bardzo zainteresowałaś mnie tymi przeżyciami Oliviera. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach trochę bardziej rozwiniesz tą historię.
    „ Oczywiście, pewnie nadal się gubisz? Znasz już błonia? – zapytała słodko Amanda, zakładając niewidzialny kosmyk czarnych włosów za prawe ucho ” – brakuje półpauzy na początku wypowiedzi. Wcześniejszą część i poprzedni rozdział czytałam na telefonie, dlatego nie miałam jak wypisać błędów, a jestem pewna, że coś mi tam mignęło.
    Z komentarzem do rozdziału szóstego pojawię się w bliskiej przyszłości, ale raczej na pewno już nie dzisiaj.
    Pozdrawiam gorąco,
    maxie
    P.S. Tak jeszcze patrzę i wizualnie przydałoby się zmniejszyć akapity – te obecne są za duże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki za oprawki i zauważenie braku półpauzy. Co do akapitów myśle, ze takie zostawię, szczególnie zd planuję zmianę szablonu.
      Jeśli chodzi o staruszkę-Lily raczej nie pragnęła użerać sie z dziećmi, które i tak żyły dalej, miała juz dość swoich braci. A takie osoby często fascynują dzieci, nawet te magiczne ;). Może i udar krwotoczny jest mugolski itd.., ale jego odmiana, podpajęczynówkowy, jest ba tyle poważny i szybki, Że nawet w świecie czarodziejów może stanowić wyzywanie. A jednak bie sadze, zeby w takich chorobach nawet w czarodziejskim świecie wystarczyło tylko jedno zaklęcie i juz. Chciałam, zeby było bliżej naszej rzeczywistości :)Ale rozumiem, dlaczego mozna na to zwrócić uwagę. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  32. Jeśli chodzi o tą historię ze staruszką, to chyba zawiedli trochę rodzice, bo nie wytłumaczyli Lily, czym jest śmierć i że w przypadku starszych ludzi to coś naturalnego. Chociaż myślenie dziewczyny i tak pozostaje dla mnie durne.Ona miała dopiero 10 lat i już podjęła decyzję, która będzie rzutować na całą przyszłość. Dla mnie to zbyt wiele.
    W tej części Oliver mi się nie podobał, ale ja chyba w ogóle jestem dosyć chwiejna ze swoimi odczuciami wobec niego. Czasami sobie myślę, że go lubię, a potem mnie denerwuje. Mówi, że nie lubi obłudy, a sam wydaje mi się właśnie taki. Zgrywa cwaniaka i nic z tego nie wynika.
    Amandy też nie lubię, ale fakt, że niewiele o niej wiem. Zdecyduję się potem. Może jestem negatywnie nastawiona przez te głupie sprzeczki z Lily.

    Tak czy inaczej pozdrawiam i życzę weny ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coz, nie tylko dlatego Lily jest, jaka jest. Mie wiem, czy mozna powiedzieć, ze ona podjęła wtedy jakas decyzje, bardzi chodzi o to, ze zapamiętała te słowa i że one przez jakis czas stanowiły jeden z motorów do działania. Teraz jiż ich raczej nie wspomina, przynajmniej nie robi tego świadomie.
      nie lubi obłudy, ale został zraniony przez dziewczynę i taki z tego efekt. Rozumiem, co masz na mysli i wlasciwie ciesze sie, ze tak o nim sądzisz.

      Usuń
  33. Ponownie ja :)
    Opis starszej pani, nawet jeśli trochę przesłodzony, chwyta za serce, podobał mi się ten fragment.

    Lily, jako najmłodsza z rodzeństwa, zapewne ciągle odczuwała potrzebę rywalizacji ze starszymi braćmi, co jest dość zrozumiałe, i wiadomo, że wpłynęło znacząco na jej późniejsze zachowanie, nawet jeśli próbowałaby wmówić samej sobie, że nie znaczą oni dla niej zbyt wiele. Na co dzień rodzeństwo lubi sobie dogryzać i czuje do siebie niechęć, ale w razie czego stoi za sobą murem i przypuszczam, że u Ciebie prędzej czy później też będzie to widać.

    Scena z Olivierem też dobra, odniosłam wrażenie, że niemal widzę jego "drugoimiennika", który bardzo często był przedstawiany jako podobny do niego bohater - dziewczyny, ryzyko i niechęć do własnej rodziny.

    Poza tym trochę krótko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z perspektywy dziecka opis z pewnością przesłodzony, ale i prawdziwy, dla pani Gandmoor Lily była jak wnuczka.
      Tak, będzie widać to stanie murem, prędzej czy później, i nie mogę się doczekać, żeby zacząć to opisywać.
      Tak, Olivier jest trochę syriuszowaty, choć on własciwie nienawidzi tylko jednego członka swojej rodziny xD

      Usuń
  34. Z perspektywy dziecka jak najbardziej tak, chociaż odniosłam wrażenie, że w tym fragmencie narrator był jednak trochę bardziej niezależny niż w pozostałej części, dlatego zwróciłam na to uwagę.

    Dobrze, lubię takie momenty w tekście, gdy ktoś nagle jest wspierany z trochę nieoczekiwanej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Szczerze mówiąc, ten rozdział podobał mi się najmniej. Pomijam już fakt, że nudziła mnie ta historia Lily z dzieciństwa. O ile stara sąsiadka wydalani się bardzo sympatyczna, to fakt, że była przyjaciółką rudej pizdy, jakoś tak... Nie uraczę cię zachwytem i westchnieniem.
    Swoją drogą, ten rozdział wydał mi się dość nieskładny. Oczywiście, jestem ostatnią osobą, ktora powinna wtrącać nos w te kwestie, ale przyuważyliśmy sporo niedociągnięć. Na początku starałem sie nie zwracać uwagi, bo początki bywają trudne, wiem co mowię, ale z czasem gromadziło się baboli, które, po prostu, zaczęły razić. Nie będę bawić się w przykłady, przeleć ten rozdział sama, a na pewno wyłapiesz wszystko to, o czym myśle (naprowadzan: głownie chodzi mi o przydługie zdania, w których gubi się sens wypowiedzi poszczególnych bohaterów). Będąc szczerym, ten rozdział to przepaść w stosunku do ostatniego, który przeczytałem, przed ponownym rozpoczęciem historii (w sensie, zanim się zatrzymałem).
    A teraz do meritum. Podobało mi się pokazanie więcej Oliviera. Choć nie jest to postać w 100% pozytywna (w skali - 100% to przyjemniaczek Hugon, a -367% to sukowata Lily), to wydaje się, że jest to taki Dracon nowych czasów. Postać na ogół dobra, ale przez czynniki niezależne jak np. familia, skazany na bycie gburem. Widać, że chłopak ma swoje zasady, a jednocześnie nie da sobie w kaszę dmuchać. Podoba mi się ta kreacja.
    Podoba mi się też hipovol, miło, że nie ograniczyłaś się do tego, co znane, a pokazałaś coś odmiennego i w sumie czekam na chwilę w przyszłości, kiedy Potter, Zabini i on będą się ścigać na dzieciach Dziobka XD
    Coś jeszcze miałem napisać, ale zapomniałem co...
    Przy innej okazji dodam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragment ze staruszka miał choc troche ocieplić wizerunek Lily :D wiem, ze zdarza mi sie pisac za długie zdania; tendencje te mam od zawsze i próbuje z nią walczyć :D fragment o hipovolu dopisałam ostatnio i ciesze sie, ze zyskał Twoha sympatie :)

      Usuń
    2. W takim razie zaplusowałaś podwójnie :D
      Swoją drogą, ten hipovol przypomina mi grę, którą wpakowałem jakiś czas temu do "Koloru Wstydu". Znaczy - niekoniecznie chodzi o ujeżdżanie gryfów i wbijanie punktów, ale ogólnie pomysł żeby zrobić coś od siebie. Dodać swoją cegiełkę do świata czarodziejów. Fajnie też, że Hugon nie słyszał o tym sporcie, co oznacza tyle, że Beauxbatons i Hogwart to dwie różne bajki - ze swoimi tradycjami i własnym "sportem narodowym" :D. Poza sobą i teraz tobą, nie spotkałem się jeszcze z FF, które posiadałoby taki swój wyróżnik.

      JESTEŚMY ZBYT BOSCY DLA RESZTY PLEBSU :d

      Usuń
    3. Czasem zdarza sie cos takiego, ale raczej rzadzko; mowię o tej cegiełce :p

      Usuń
  36. Dzień dobry. :)

    Skończyłam u siebie księgę I, emocję opadły (no wiesz, jak to jest z pisaniem finałów, duża presja, oczekiwania czytelników), więc mogę nadrobić wszelkie zaległości.

    Wspomnienia o staruszce (totalnie nie mam głowy do imion i nazwisk, wybacz) sprawiły, że spojrzałam na Lily bardziej jak na... człowieka? Nie na rozwydrzonego, irytującego dzieciaka, tylko człowieka.

    Z czasem ta historia zaczęła mnie nużyć. Dałoby się ją porządnie okroić i na niczym by nie straciła, a nawet by zyskała.

    I jak ogólnie ten wątek mi się podoba, nic nie usprawiedliwia zachowania Lily i tego całego bycia silną inaczej.

    Na razie najbardziej lubię Hugona i Oliviera. Wątek z Amandą (nietrudno zgadnąć, z kim jest rodziną, he) też zapowiada się obiecująco.

    Och, jakie miłe oderwanie od perspektywy Lili.

    Miłego dnia. :)

    _________________________
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dałoby sie to skrócić, ale chciałam, zeby milsze wrażenie wobec Lily stało sie dość silne ;)
      Hah, sporo osob lubi tę dwójkę ;D

      Usuń
  37. A więc przeczytałam jak na razie do tego momentu i, uwaga uwaga, nadszedł czas na obiecaną opinię!
    Zacznę najlepiej od samego początku.
    Tak jak napisałaś w zakładce "o opowiadaniu", historia o wiele bardziej skupia się na samych ludziach, ich emocjach, charakterach oraz przeżyciach wewnętrznych, niż na samej magii. Powiem szczerze, że na samym początku byłam pełna obaw, iż nie dam rady się wciągnąć czy też porządnie zainteresować fabułą, bowiem po pierwsze: bardzo trudno jest coś takiego napisać, a po drugie: jestem raczej typem pisarza, który preferuje kształtować charakter postaci na podstawie reakcji na dynamiczne wydarzenia oraz stosunek do innych bohaterów, rzadko kiedy na podstawie przemyśleń wewnętrznych.
    Wszelkie moje wątpliwości rozwiałaś już w pierwszych rozdziałach!
    Śledzę losy bohaterów z nosem trzy milimetry przed ekranem. Ich wewnętrzne myśli, prywatne przemyślenia, gierki słowne... Každemu z nich dałaś coś wyjątkowego i w efekcie wykreowaś tyle oryginalnych postaci! Widzę, że zdecydowana większość osób nienawidzi Lily, mnie jednak jej osoba dość przypadła do gustu. Jest niezwykle ciekawa, dynamiczna - na zewnątrz gra spokojną i ułożoną, kiedy w środku aż kipi z wściekłości! Nie stała się taką z dnia na dzień, ale kształtowała swój charakter na przestrzeni czasu z precyzją i wyrachowaniem. Ma w sobie coś z typowej wrednej popularnej nastolatki, a jednocześnie jest taka... inna, niż one. Z niecierpliwością czekam na jej character development, bo zdecydowanie celujesz w kreacji postaci!
    Z Oliviera swoją drogą też jest niezłe ziółko. Nie wiem, czy lubię go czy nie lubię. Jest inteligentny, wyrachowany i spostrzegawczy, a jednocześnie zarozumiały i marudny. (Hue hue hue, idealny obraz francuza :D ). Fantastycznie zgasił Lily, aż mi się ciepło robiło, jak ją utemperował! Trafiła kosa na kamień. Jednocześnie jak dotąd nie wywiązała się po międy nimi żadna miłosna relacja - i tu kolejny plus dla ciebie, bo nie lecisz utartymi schematami, a dokładnie planujesz opowiadanie według własnych pomysłów.
    Zdecydowanie najbardziej polubiłam Hugo. Jest bardzo sympatyczny, ale nie nijaki. Często z natury miłe osoby przecierają pewne granice i stają się trochę mdłe - ale z pewnością nie w tym opowiadaniu! Wątek romantyczny pomiędzy nim a (zapomniałam imienia :c ) został wprowadzony jakoś tak delikatnie i nienachalnie, a jednocześnie wyraziście, przez co nie mogę się doczekać, aż pomiędzy nimi wydarzy się jakiś przełom.
    Ponadto perfekcyjnie udało ci się zachować ten pełen subtelnej magii urok Hogwartu, przez co wciąż czuję się jak w świecie HP, a nie jak w zwykłym liceum czy też gimnazjum.
    Na pewno przeczytam kolejne notki, kolejna opinia pod rozdziałem 10! :D

    Proponuję jeszcze raz przejrzeć rozdziały, bowiem często zdarza się, że czcionka i rozmiar zaczynają szaleć (dla przykładu w tym rozdziale dwa razy zmieniła wielkość). c:

    Pozdrawiam ciepło i do usłyszenia! ~ EvilRay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. ;) ciesze sie, ze uważasz tak o bohaterach i ze czujesz magię Hogwartu, bo na tym drugim tez mi zalezy ;). Lily i na zewnątrz bywa czasem bardzo...energiczna, o czym niedługo się przekonasz. Hugo i jego miłośc do Helenki to jeden z moich ulubionych wątków ;) i bardzo mi zalezy na tym, zeby och relacja rozwijała sie wlasnie takim swoim, wolnym tempem, przez co teraz mam pewien problem :p

      Usuń
  38. Biedna Lilly! Po raz pierwszy zrobiło mi się jej autentycznie szkoda, chociaż to wtedy jeszcze nie była TA Lilly.
    Hahah latanie na hipogrygach, rozgrywki, hipovol... umieram xd

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie spodziewałam się retrospekcji. Dobrze wiedzieć, że Lily ma jakąś ludzką stronę :D A przynajmniej miała :D
    Wątek z Olivierem i Amandą zapowiada się interesująco, ciekawe, jak to się dalej rozwinie...
    Domyślam się, że hipovol to twój własny pomysł, bo nie kojarzę niczego takiego. Podoba mi się :D

    Pozdrawiam ^^
    kudikot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię retrospekcje, mozna dzieki nim sporo wytłumaczyć; ta jest pierwsza i nie ostatnia :D
      Hah, niedługo sie dowiesz :p
      Tak, pomysł autorski

      Usuń